f/B i ■a S < « e £5 & . oj s rt C I—« co u >—< O N O < £ o C£ « te o •—t « Eh co >< NI co OO Ci £ "S N T3 .2 fl i O •p-ł a *- o ■a o G0 4) a CS "O E& £ 06 0H N Ot £ 25 a cd GO u O Po powrocie ze Swierdłowska Delegacja partyjno - rządowa PRL odwiedziła 13 bm. w Swier-dłowsku wl«lką fabrykę maszyn ciężkich im. Ser-go Ordżonikidze. vi wiec przyjaźni zgromadził wieloty-^ sięczne rzesze robotników i pracowników zakładów. Na zdjęciu — premier J. Cyrankiewicz wygłasza przemówienie na wiecu w zakładach „U-ralmasz". caf — m ter foto W MIASTKU, WAŁCZU I W ZŁOTOWIE Za tydzień powiatowe konferencje PZPR Egzekutywa KW PZPR zapoznała się ostatnio z przebiegiem obrad powiatowych konferencji sprawozdawczo--wyborczych w Bytowie, Drawsku i Świdwinie. Na pod kreślenie zasługuje wysoka frekwencja delegatów, w Draw sku brakowało tylko jednej osoby (z powodu choroby), w Bytowie 9, w Świdwinie 15. Wypowiedzi w dyskusji były szczere, nieskrępowane, krytyczne. Delegaci wypowiadali się w sprawach gospodarczych, społecznych i działał* ilości partyjnej. Głos w dyskusji zabierało 12—15 proc. u czestników konferencji. Delegaci uchwalili programy działania na najbliższe dwa lata. W składach wybranych komitetów powiatowych partii są we właściwym procencie reprezentowani robotnicy i chłopi. Więcej jest niż poprze dnio inżynierów i techników, którzy stale zasilają szeregi partyjnej inteligencji. Niepokoi zbyt skromny udział akty wistek PZPR w składach komitetów. W sobotę, 22 października odbędą się konferencje powia towe w Miastku, Wałczu i Złotowie. W powiatach tych trwają ostatnie spotkania z de legatami. Redakcja nasza przedstawi w nadchodzącym tygodniu problemy, które zamierzają podnieść delegaci na swych powiatowych konferen cjach. Z. P. M. Grudnlewska — „Jestem sama" A. Monastyrski ,,Zwyczajna noc" srtr. 5 MOSKWA (PAP) Po 2-dniowym pobycie w Swierdłowsku wczoraj powróciła do Moskwy polska delegacja partyjno-rządowa pod przewodnictwem WŁADYSŁAWA GOMUŁKI i JÓZEFA Cl7 RANKIEWICZA. Wraz z delegacją powrócił premier ZSRR, ALEKSIEJ KOSYGIN. Na lotnisku we Wnukowie delegację polską oraz Aleksie ja Kosygina powitali D. Polański, A. Szelepin oraz inni przedstawiciele partii i rządu radzieckiego. W piątek w godzinach przedpołudniowych kontynuowane były rozmowy polsko-radzieckie. Ze strony polskiej w rozmowach brali udział Władysław Gomułka, Józef Cyrankiewicz i inni członkowie delegacji partyjno-rządowej, ze strony radzieckiej — Leonid Breżniew, Aleksiej Kosygin, Michaił Susłow, Jurij Andropow -i inni. Jak zakomunikowano oficjalnie, podczas rozmów, które przebiegały w atmosferze braterskiej przyjaźni, rozpatrzono wiele aktualnych problemów obecnej sytuacji międzynarodo wej. Główną uwagę poświęcono sytuacji w Wietnamie w związku z agresywnymi poczynaniami USA wymierzonymi przeciwko bohaterskiemu narodowi wietnamskiemu, a także (Dokończenie na str. 2) ŚLUBOWANIE nad brzeglen Bałtyku Powiatowy Zjazd ZBoWiD w Kołobrzegu (Inf. wł.). W niedzielę, w Kołobrzegu odbędzie się u-roczyste ślubowanie podoficerów Wojsk O-brony Powietrznej Kraju. Ślubować będą u stóp pomnika Zaślubin Polski z Morzem pod oficerowie ze wszystkich jednostek Wojsk Obrony Powietrznej Kraju w obecności przed stawicieli dowództwa tych wojsk. Symbolicznej wymowy nabiera fakt, że w tym samym dniu, w Kołobrzegu odbędzie się Zjazd Powiatowy Członków Związku Bojowników o (Dokończenie na str. 3) 'plRAT powietrzny naru ' szył obszar naszego kra ju. Ludzie wyposażeni w najnowocześniejszy sprzęt radiolokacyjny natychmiast wykryją i rozpoznają intruza, ustalą położenie, wysokość, prędkość, kierunek po ruszania się jakiegokolwiek obiektu powietrznego. Infor macja, szybka jak błyskawi ca dotrze do dowództwa. Decyzja i... już startują do walki samoloty myśliwskie o prędkościach pod-dźwiękowych lub naddźwię kowych, maszyny skrupulat nie przygotoumne przez podoficerów, sterowane przez 1 yefctma POP w „Kazelu" ^ • (INF. WŁ.) W dniu wczorajszym w Zakładach Przemysłu Elektro nicznego „KAZEL" w Koszalinie odbyło się zebranie POP po święcone ocenie realizacji programu przyjętego na zebraniu sprawozdawczo-wyborczym. W zebraniu uczestniczyli członko wie egzekutywy KMiP PZPR w Koszalinie z I sekretarzem KMiP — to w. ALOJZYM MALICKIM. O pracy POP w ciągu 6 mie sięcy jakie minęły od zebrania sprawozdawczo - wyborczego mówił I sekretarz organizacji partyjnej w „Kazelu" — tow. inż. Józef Grodzki. Program działania przyjęty został przy końcu I kwartału, kiedy przypadające na ten o-kres planowe zadania produkcyjne wykonane zostały w fabryce tylko w 70 proc. Podsta wowym zadaniem POP i jej e-gzekutywy było wiec udzielenie pomocy zakładowi w nadro bieniu zaległości. Rezultatem zaangażowania całej organizacji partyjnej i mobilizacji załogi było wykonanie, a nawet przekroczenie planów produk- cyjnych za II i III kwartał br. Obecnie zadania za 9 miesięcy bieżącego roku wykonane są w 98,8 proc., a przy obecnym tern pie produkcji, reszta zaległości winna być nadrobiona do końca bieżącego miesiąca. W zakła dach nastąpił znaczny wzrost wydajności pracy, wprowadzo no wiele usprawnień organizacyjnych, wypowiedziano skuteczną walkę absencjom. Do licznych trudności, z jakimi bo rykać się musi załoga należą nierytmićzne dostawy materia łów i ich nie nsjlepsza jakość. W przyszłym roku zakończyć się ma rozbudowa zakładu. - (Dokończenie na str. 2) l pilotów o najwyższych kwa lifikacjach. Albo też głos za bierze artyleria. Ta iclasycz na, wyposażona w działa i karabiny maszynowe, nadal przydatna na współczesnym polu walki, lub rakietowa, uzbrojona w precyzyjne ra kiety „ziemia-powietrze". Schemat bardzo uproszczo ny ale ilustrujący cele i spo soby służby w obronie i spo koju polskiego nieba. Dowo dzący szczególnej odpowiedzialności, precyzji i szybkości działania Wojsk Obro ny Powietrznej Kraju. W tym rodzaju Sił Zbrojnych bardzo konkretnego znacze- (Dokończenie na str, 3) Zdjęcia: Józe] Piątkowski J\OBRZY koledzy starają ^ się wyostrzyć pióro. Na pisz — mówią — felietonisto z bożej łaski, upomnij lub wyśmiej! No bo, czy nie Uważasz, że to skandal? Je den z niewielu samoobsługo wych sklepów z artykuła mi pierwszej doczesnej potrzeby w centrum Koszalina zamieniono na drugie de likatesy z przewagą wódki i cukierków. Albo: co się w tym Koszalinie robi; salon sztuki w pralni? (rzeczywiś cie nowa pralnia otrzymuje wystrój plastyczny godny foyer teatru). Albo: rozkopują nam Koszalin, kładą rury, niszczą zieleńce, chód niki — niechże po sobie nie zostawiają pomników nie* chlujstwa! Albo: masz słabość do zabaw naszych mi lusińskich. Zwróć więc uwa gę na zmianę ich zainteresowań. Jeszcze nie zostawili w spokoju tynków na budynkach mieszkalnych iroz mównic publicznych, a już biotą się za znaki drogowe. Itp. itd. A inni przychodzą i suge rują tematy nastrojowo--świąteczne. Mamy dzień ftyzjatryczny — może byś więc coś sprokurował o wal ce z gruźlicą. Wiesz przecież, że to wróg nr 1... Dziękuję Wam panowie za twórczą inspirację. Naprawdę spowszedniały pow szechne ułomności. Idźcie do delikatesów nr 11 po ko niak zamiast po mleko, nabierajcie kulturalnych nawyków w pralni, skaczcie przez kopczyki pobudowane do statystyki na ulicach, to wyrabia sprawność fizyczną. I świętujcie. Ja poczekam na „dzień bez dnia". Oddam się spokojnej lek turze. Polecam „Rocznik sta lystyczny 1966", który się niedługo ukaże na półkach księgarskich. Nastrojowa lektura. Można się z niej dowiedzieć (w przekrojach terenowychj, że jest nas ko s Emura. i%t sOnte§fczeżgpj;« i Przyszły tydzień na ulicy Wiejskiej WARSZAWA (PAP) 5-letniego dobiegają końca. W Prace komisji sejmowych przyszłym tygodniu odbędą nad projektem nowego planu się posiedzenia dwóch komi- " sji poświęcone temu problemowi oraz rozpoczną się posiedzenia Komisji Planu Gospodarczego, Budżetu i Finansów której obrady stanowić będą końcowy etap prac komisji sejmowych nad planem. 17 bm. w poniedziałek nad projektem planu obradować będzie Komisja Wymiaru Sprawiedliwości oraz Komisja Obrony Narodowej. W środę 19 bm. 6-dniowy cykl posiedzeń rozpoczyna Sej mowa Komisja Planu Gospodarczego, Budżetu i Finansów. W czasie jej obrad przedstawiciele prezydiów pozostałych komisji sejmowych referować będą proponowane przez te komisje poprawki do projektu planu. 19 bm. odbędzie się również posiedzenie Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, poświęcone m. in. omówieniu oświadczenia Rady Najwyższej ZSRR w związku z rozszerzeniem a-gręsji amerykańskiej w Wietnamie. Prokurator £qda głowy Subandrio LONDYN (PAP) W czwartek wznowiono przed trybunałem wojskowym proces byłego indonezyjskiego ministra spraw zagranicznych dr SUBANDRIO, oskarżonego o udział w niedoszłym zamachu stanu z 1 października ub. roku. Korespondent Reutera donosi z Djakarty, że prokurator zażądał kary śmier ci dla Subandrio. Rozprawa trwa. w walkach przeciwko patrio tom Wietnamu Południowego oraz swej zamierzonej podróży do krajów Azji i Dalekiego Wschodu. Johnson powiedział, że na konferencji w Manili dokona się przeglądu działań wo jennych w Wietnamie. W czwartek samoloty amerykańskie dokonały rekordowej liczby 173 nalotów na Wietnam Północny. W ciągu ostatnich 24 godzin strefa zdemilitaryzowana, oddzielająca obie części Wietnamu, była pięciokrotnie bombar dowana przez samoloty USA. W czwartek bombardowano ją czterokrotnie, a w piątek rano zrzuciły tam bomby su-perfortece amerykańskie „B-52". Jednocześnie agencje zachód nie sygnalizują z Wietnamu Południowego o śmiałych atakach żołnierzy Frontu Wyzwo lenia Narodowego przeciw reżi mowej polityce i amerykańskim wojskom okupacyjnym Ostatniej nocy patrioci po-łudniowowietnamscy ostrzelali z moździerzy lotnisko w Soc Trang, w odległości 165 km na północ od Sąjgonu. Agencja VNA podaje za a-gencją „Wyzwolenie", że od kwietnia do końca września br. południowowietnamska Ar mia Narodowowyzwoleńcza w 21 wielkich bitwach zniszczyła 21 batalionów nieprzyjacielskich. Znajduje się wśród nich 7 batalionów wojsk USA, 1 ba talion australijski, 10 batalionów wojsk sajgońskich i 3 a-merykańskie kolumny pancer ne. Do 1.498 jak podaje VNA rrr wzrosła liczba zestrzelonych samolotów amerykańskich nad DRW. Agencje zachodnie informują, że w Wietnamie Południowym toczą się zacięte walki między oddziałami armii wyzwoleńczej a żołnierzami ame rykańskiej dywizji kawalerii-powietrznej. Walki te, toczone w środkowej części wybrzeża od 12 dni, przyniosły znaczne straty po obu stronach. Przed zmniejszeniem Armii Renu BONN (PAP) Wielka Brytania i Niemiecka Republika Federalna nie zdołały osiągnąć porozumienia na temat wysokości wyrównania dewizowego, które miałaby płacić NRF z tytułu ponoszonych przez Anglię kosztów utrzymania Armii Renu, stacjonującej w Niemczech zachodnich. Oznacza to iż Anglia niemal na pewno zmniejszy poważnie liczebność swych wojsk w Niemczech zachodnich. Komunikat o rozmowach, o-głoszony w Bonn informuje, że strona zachodnioniemiecka gotowa jest zaoferować W. Brytanii z tytułu wyrównania dewizowego 32 miliony funtów — ale nie więcej. Anglia doma gała się sumy dwa i pół raza większej — 78 milionów funtów. „Kosmos -129" krąży po orbicie MOSKWA (PAP) W Związku Radzieckim wprowadzono w piątek na orbitę kolejnego sztucznego sar telitę Ziemi „Kosmos-129". Na pokładzie sputnika zainstalowano aparaturę naukową do badania przestrzeni kosmicznej. Satelita okrąża Ziemię w ciągu 89,4 minuty. Jego maksymalna odległość od powierzchni ziemi wynosi 307 km, minimalna 202 km. Oprócz aparatury naukowej na pokładzie sputnika umieszczono nadajnik dla dokładnych pomiarów elementów orbity, układ radio-telemetrycz-ny dla przekazywania danych o pracy przyrządów i aparatury naukowej. Zainstalowana na pokładzie sputnika aparatura pracuje normalnie. 4 mld złotych dewizowych za eksport maszyn WARSZAWA (PAP) Ponad 40 proc. polskiego eksportu pochodzi z pracy prze mysłu ciężkiego. Wartość tegorocznych dostaw z tej gałęzi przemysłu polskiego dla zagranicznych kontrahentów wy niesie ok. 4 mld zł dew. Jak wynika z oceny działalności eksportowej, dokonanej ostatnio przez kolegium MPC, zadania na tym odcinku są rea lizowane na ogół pomyślnie. Według danych za 8 miesięcy br., produkcja eksportowa w grupie maszyn i urządzeń wzrosła w porównaniu z tym samym okresem ub. roku o 12 proc., a do krajów kapitalistycznych — nawet o 38 proc. Obecnie chodzi nie tylko o to, aby zakłady w całości wykonały zamówienia na br., lecz także o przyśpieszenie realizacji zamówień przewidzianych na przyszły rok. M. in. konferencje samorządu robotniczego wysunęły wiele propozycji zmierzających do aktywizacji eksportu, przede wszystkim maszyn i urządzeń. Przemysł maszynowy ma zwiększyć w roku przyszłym eksport o ponad 20 proc„ a w 1968 r. o dalszych kilkanaście procent. Prognoza pogody DaŁS będzie dość pagodmćle. Wiatry umiarkowane z kier innie 6 w wsch-ocłniotw era tura W stopol* Kryzys rządowy w Holandii LONDYN (PAP) Izba niższa parlamentu holenderskiego uchwaliła w pią tek nad ranem po całonocnej debacie wniosek odrzucający rządowy projekt budżetu. Jak donosi z Hagi agencja Reutera, niezatwierdzenie bud żetu oznacza, iż obecny rząd premiera Jacobusa Calsa będzie musiał podać się do dymisji. Rząd Calsa, utworzony w kwietniu ubiegłego roku, był koalicją partii katolickiej, par tii pracy i prawicowej partii antyrewolucyjnej. Jednaicże koalicja ta chwieje sic już od Ipęwnęgo czas Programy dia szkół zawodowych gotowe WARSZAWA (PAP) W końcową fazę weszły prace nad nowymi programami nauczania dla zreformowanych szkół zawodowych. Bo końca bież. roku szkolnego mają być gotowe programy nauki ponad 450 zawodów i specjalności w zasadniczych szkołach zawodowych, szkołach przysposobienia rolniczego oraz technikach i liceach zawodowych. Nowe programy zasadniczych szkół zawodowych i tech ników będą stopniowo wprowadzane w życie od września przyszłego roku. Spisek peronowski? * MEKSYK (PAP) W kołach politycznych Bue-^ nos Aires — rozeszła się pogłoska o wykryciu przez argentyńską tajną policję antyrządowego spisku, organizowa nego na dzień 17 października przez lewicowych zwolenników Perona". Dotychczas koła rządowe nie potwierdziły tych pogłosek. ✓ Śmierć chłopca pod gąsienicami traktora • (Inf. wL) W PGR PróciKnowe (powiat wałecki) zjeżdżał z poda wieczorem po pracy traktor gąsienicowy DT-54. Z tyłu uczepił się ciągnika 10-letni Zenon Chrzanowski. Chłopiec, jak się potem okazało, został wciągnięty praea gąsienicę traktora i przygnieciony. Zmarł na miejscu. Traktorzysta, który z powodu mroku i hałasu o niczym nlo wiedział — acrt>a- N U (Dokończenie te ftr. I) nia nabiera często używane stwierdzenie: ciągła bojowa gotowość. W tym rodzaju Sił Zbrojnych, jak w żadnym innym, niepo miernie wzrasta rola ofiarności, sumienności, dyscypli ny, inicjatywy, szybkości działania wszystkich — od dowódców sztabów począw szy, poprzez oficerów, pod oficerów, na szeregowcach kończąc. Gościmy w Kołobrzegu podoficerów Wojsk Obrony Powietrznej Kraju z całego kraju, większości ludzi o wysokich kwalifikacjach za Ślubowanie nad brzegiem Bałtyku (Dokończenie ze sir. 1) Wolność i Demokrację i w związku z tym do nadbałtyckiego grodu przyjedzie wieli*, weteranów walk, wśród nich także uczestnicy słynnego szturmu Kołobrze- ALLACH dziękuje ; Dziwny to kraj, ta Polska. Mężczyźni całują kobiety publicznie po rękach, wpajają chłopcom od dzieciństwa: „ko biety nie bij nawet kwiatkiem" uczą rycerskości, dobrych ma nier. Kiedy jednak... nie uprze dzajmy niczego. Może lepiej odtworzyć z taśmy magnetofo nowej głos zza światów kalifa Alega, krewnego Mahometa, który zdenerwowany tym, co widział, bawiąc incognito w naszym województwie, wyrzekł cierpkie słowa, dedykując je głównie delegatom na konferencje partyjne: „Przez usta moje mówi do was towarzysze wielki prorok islamu Mahomet. To on kazał modlić się wiernym: „Dzięku ję ci Allachu, żeś nie stworzył mnie wielbłądem, kotem lub kobietą"... To „on nauczył czło wieka tego, czego nie wiedział" A i sam wielki prorok nie wie dział i nie mógł nawet przewi dzieć, że w roku świętym 1966 członkowie partii nie wyznają cy co prawda islamu, będą ści śle przestrzegać zasad Koranu. Duch wysłannika wielkiego proroka przeniknął mury waszych salę gdzie odbywacie kon ferencje partyjne. Cieszyło go, choć nie jest wyznawcą waszej idei, że zgromadziły się tam tak liczne rzesze, jakich dawno nie widział w żadnym meczecie. Raziło jednak to, że ra zem z wiernymi siedziały białogłowy. „O wierni — mówi Allach ustami Koranu — odwróćcie się od nich. Biada temu, kto wpuści kobietę do przybytku Pana. W dniu sądu ostatecznego kobiety wyjdą z grobu i będą żądać od mężczyzn ich duszy". Nie wszystko jednak przepa dło. Duch Mahometa zapłonął by wielką radością, gdyby widział co się działo w czasie wy borów. Niewierni z iście muzuł mańską zawziętością skreślali nazwiska kobiet z list do władz partyjnych. Allach wam tego nie zapomni i dziękuje towarzy sze"/ Każde słowo komentarza do tej „partyjnej" mowy kalifa Alego byłoby zbędne. Zachodzi jednak pytanie: skąd się wzię la ta zgodność poglądów partyj nych towarzyszy z zasadami i-slamu w Polsce Ludowej, w XX nowoczesnym wieku? (zetpc) gu i zaślubin I Armii Wojska Polskiego z Bałtykiem. Spotkają się więc starzy żołnie-ize, którzy z honorem wypeł nili patriotyczny obowiązek walki o nasz byt narodowy z żołnierzami młodych roczników, których zadaniem jest czujne strzeżenie spokoju pol skiego nieba. Uroczystości rozpoczną się już w sobotę, capstrzykiem w czasie którego przedstawiciele dowództwa Wojsk Obrony Po wietrznej Kraju i podoficerowie tego rodzaju sił zbrojnych złożą wieńce pod pomni kami ku czci bohaterów walk o Kołobrzeg. Uroczystości w niedzielę od będą się koło pomnika Zaślubin z Morzem. Rozpoczną się o godzinie 10.30 raportem woj skowym. Podoficerowie złożą ślubowanie. Do nich i do zgro madzonych mieszkańców Kołobrzegu przemawiać będą przedstawiciele dowództwa Wojsk Obrony Powietrznej Kraju wojewódzkich władz partyjnych i ZBoWiD. Zapro szeni goście zwiedzą po uroczystości jedną z jednostek wojskowych. (tk) wodowych. Świadomość celów swej odpowiedzialnej służby zawrą w tekście tra dycyjnego już ślubowania. A ślubowanie złożą w miejscu gdzie wojowie Chrobre go bili pale graniczne państwa, gdzie ślubowali też wierność Bałtykowi żołnierze 1 Armii Wojska Polskie go, gdzie zginął w walce do wódca Pułku Myśliwców „Warszawa" — Jan Tałdy-kin. Na zdjęciach pokazujemy tylko mały wycinek ich służ by. Zajęcia szkoleniowe pod chorążych Oficerskiej Szkoły Wojsk Obrony Przeciwlotniczej, która zasila kadra mi Wojska Obrony Powietrznej Kraju. (TK) Fot. J. Piątkowski W 30. rocznicę 16 października 1936 roku ukazał się pierwszy numer „Dziennika Popularnego". Było to codzienne pismo in dysław Broniewski, Janina Bro łeczeństwa rodziło się przeko- formacyjno-polityczne, pow niewska, Benedykt Hertz, Le- nanie, że rząd sanacyjny pro- stałe z inicjatywy KPP, le- 0n Kruczkowski, Lucjan Szen- wadzi politykę zagraniczną o- wicowych działaczy PPS i wald, Emil Zegadłowicz, Ro- słabiającą obronność kraju — ruchu ludowego. ^ W skład man Werfel, Marian Czuch- ustępującą ofensywie hitle- redakcji wchodził między nowski, dr Szymanowski. Do rowskich Niemiec, co w konse innymi radykalny działacz młodzieży zaliczali się: reżyser kwencji prowadziło do wojny, młodzieży wiejskiej, pisarz Jerzy Bossak, Zofia Ejger, Le- Stąd rodziło się przekonanie, Marian Kubicki, poseł na szek Raabe, Marek Winter, Je- że tylko naród może uratować Sejm. ^ ^ rzy Rawicz, współpracowała kraj od klęski. Tu chyba nale- # Oto garść wspomnień Ma też grupa plastyków pod kie- ży dopatrywać się genezy pow riana Kubickiego z tamtych runkiem syna znanego twórcy stania już w 1939 roku. tuż po ludowego — Kudły, mach „Dziennika" także pisarze białoruscy i u-kraińscy: Gałan, Bażant, Ha-wryluk, Kozłaniuk. Na ła- wybuchu wojny, Brygady Ro-pisywali botniczej dla obrony stolicy. W jej szeregach stanęli wszyscy zwolennicy jednolitego fron tu, cała patriotyczna młodzież i postępowi działacze. Te wszystkie sukcesy przyczyniły się oczywiście także do... przyspieszenia decyzji o lat. ROK 1936 był rokiem narastającej fali radykali-zacji społeczeństwa: wszystkie siły postępowe łą- , , czyły się w jednolitym froncie ^lsmo b^°. rzeczywiście po ludowym, mającym na celu o- Polarne. codzienny nakład ry-bronę interesów mas pracują- c^° ^Zj0S^. z tysięcy do 70, cvch orzeciwstawianip cip nn— Przy dodatku niedzielnym zaś .... - stępującej grozie woiny i fa- doch°dził do 90 tysięcy egzem zaniknięciu pisma. I władze ad szyzacii kraiu W fabrykach P^rzy. Mieliśmy nawet 3 ty- ministracyjne z Komisariatem szyzacji Kraju, w tabrykach ' ' Rządu Miasta Stołecznego War szawy, i pisma prorządowe „czerwonej prasy", i kierownictwa legalnej opozycji, które w istocie rzeczy były przeciwko frontowi ludowemu — przyczyniły się do tego. Rosną ca popularność „Dziennika Po pularnego" i wpływ jego na kształtowanie opinii w społe- zieimik które ze siące prenumeratorów na wsi, specyfikę mimo że prenumerowanie po- rzy aresztowani. Najdłużej siedział sekretarz redakcji Natan wybuchały strajki, względu na swoją __________ __________________ w_ ________________ | były^ znane jako „strajki pol- stępowej prasy groziło często- czeństwie były dla tych wszy-skie'• # kroć represjami ze strony po- stkich czynników solą w oku. Cała postępowa młodzież jed licji. Były wypadki zatrzymy- Stąd wynikła decyzja o zam-noczyła się w jednolitym fron wania pisma na posterunku po knięciu „Dziennika" cie młodzieży. W marcu podpi licji i wzywania prenumerato- W marcu 1937 roku pismo saliśmy Deklarację Praw Mło- ra na „rozmówki". Nie było zostało zamknięte, a redakto-dego Pokolenia. W tym czasie to ani przyjemne, ani bezpiecz atmosfera sprzyjała powstawa ne. niu pism postępowych, jak try buna antyfaszystowskiego fron tu ludowego wśród inteligencji „Oblicze Dnia", wychodzą również pisma młodzieżowe: „Horyzonty", „Wieś i Jej Pieśń", „Ugory" i inne. Jesienią tegoż roku z inicjatywy KPP i PPS-Lewicy pow staje nowe pismo codzienne „Dziennik Popularny". Wokół niego skupia się grupa działaczy: z ramienia PPS Norbert Barlicki, który zostaje redaktorem naczelnym, Stanisław Dubois, jego zastępca, Julian Iiochfeld (odpowiedzialny za dział ekonomiczny), Władysław Pietrzykowski (odpowiedzialny redaktor) i Wanda Wasilewska, prowadząca dział kulturalny. Z ramienia KPP — inż. Szymon Natanson (sekretarz redakcji), M. Bogatko, Wiktor Grosz (zastępca sekretarza), Popularny" Czemu zawdzięczaliśmy tak son i Drzewiecki, a o trzy dni dużą poczytność? Najcenniej- krócej ja. szą zdobyczą pisma, sądzę, by Po zamknięciu pisma spoty-ła jego rzeczywista, bliska kaliśmy się wszyscy i - nadal więź z czytelnikami. „Dzień- działaliśmy, łączyła nas bo-nik" drukował listy, nadsyłane wiem więź wspólnoty poglą-do redakcji, poświęcając na dów i działania. Jednolitofron ten cel całe szpalty, a nieraz towi działacze byli w Bryga-i kolumny. A były to listy po- dzie Robotniczej, organizowali ruszające problemy, które nur walkę w podziemiu. Z taką sa towały ówczesne społeczeń- mą energią przystąpili do pra stwo. Chłopi pisali o nabrzmia cy dla kraju od chwili naro- łych problemach ekonomicznych i socjalnych. Nie brakowało wystąpień antyklerykal-nych w odpowiedzi na popiera nie przez kler rządów sanacji który zresztą właśnie od "czasu 1 .ich Polityki Pisywali robot-„Dziennika Popularnego" uży- ™.CJ. °,swolch łopotach i kon-wał tego pseudonimu. Z rady- IA1^acn- . kalnej grupy działaczy ludo- . ukazywało siq ponad- wych — inż Bronisław Drze- to w u™00*1 mutacjach: w Kra rzy i naporu sił wstecznych by wiecki i ja. Obaj zajmowaliś- £owje' prY współpracy B. li organizatorami myśli i idei my się problemami wsi. Przed Drobnera i L Kruczkowskiego i w Łodzi. W trakcie organiza dzin Polski takiej, o jaką walczyli — także na łamach pisma jednolitego frontu „Dziennika Popularnego" i innych. Zamordowani i zmarli w obozach: Barlicki, Dubois, Natanson, Bogatko i wielu, wielu in nych bezimiennych korespondentów, którzy w latach bu- Koniec lekcji. Pani żegna dzieci znanym zwrotem — do widzenia. Odpowiadają tak, jak je nauczono jeszcze w pierwszej klasie. Niektóre wy rywają się jednak z zawołaniem — czuj. To te, które należą do drużyny zuchowej. Tak jest w klasie i na u-licy. Pani Maria Bzdyra, dru ż/nowa zuchów z Dębnicy Ka szubskiej w pow. słupskim mó wi o tym fakcie z wyraźnym zadowoleniem. Harcerstwo w Dębnicy Ka szubskiej ma gorącego orędownika w osobie kierownika szkoły Jerzego Millera. On na mówił Marię Bzdyrę do zajęcia się zuchami. To było dwa lata temu. Młoda nauczycielka podjęła wówczas pracę w miejscowej szkole. — Praca z zuchami przynosi mi wiele zadowolenie. Właśnie jutro znów mamy zbiórkę. Zarabiamy na gwiazdki. To takie sprawności zuchowe. Dzieci ogromnie się tym przej mu ją. Przed wakacjami każde zdobyło jedną taką gwiazdkę. Chcą mieć ich więcej. Pogodny dzień. Przez wieś wędruje grupa chłopców. Roz glądają się uważnie, zatrzymują przed obejściami. Kilku z nich poczęło się krzątać przy kiosku z artykułami spo żywczymi. Poprosili o kosz, zbierają papierki. Sprzedawczyni dziwi się skąd u tych malców ten nagły zapał do porządków. A sprawa jest prosta. Drużynowa Maria ogłosiła wyprą wę sobieradków. Chodzi o zdobycie następnej sprawnościowej gwiazdki, więc zuchy chcą jak najlepiej wyg- nać powierzone zadanie. Kie dy na polanie w pobliskim lesie obliczano zdobyte punkty, druhna Maria z zadowoleniem stwierdziła, że jej pod opieczni są nad podziw zarad ni i spostrzegawczy. Jej drużyna to sami chłopcy. Jest ich dziewiętnastu. Przybrali nazwę „Wesołej gro mady". Rok wspólnych zbiórek daje już wyraźne efekty wychowawcze. Chłopcy stano wią obecnie naprawdę solidar ną grupę. Zależy im na do- Czul! brej ocenie, chcą się wyróżniać harcerskim mundurkiem. Ci, którzy nie mają jeszcze odpowiedniego stroju, są tym faktem prawdziwie zmartwię ni. Ambicją chłopców jest sprostać wymaganiom stawia nym wzorowemu zuchowi. Druhna Maria zyskała ich za ufanie, nie tak rzadko bywa powiernicą swych podopiecznych. Jest kimś, kto ma. auto rytet. Jeśli któryś z chłopców coś przeskrobie to gotów jest zrobić wszystko, aby tylko wiadomość o tym nie dotarła co drużynowej. Kiedyś zuchy poznały nową zabawę. To był tzw. ,.pociąg czystości". Nie wszystkie miały wtedy czyste rece, świeże kołnierzyki. A je dnak na następnej zbiórce sa me zaproponowały tę samą za bawę. Zrozumiały także jej sens. Przyszły „wypucowane" jak ną święty tem redagowałem pismo młodzieży wiejskiej „Ugory", gdzie byłem w jednej osobie redaktorem naczelnym i wydawcą. „Dziennik Popularny" zyskał sobie z miejsca licznych i cen nych współpracowników. Były to i są znane nazwiska: Wła- Trudno się dziwić, że praca z zuchami tak bardzo przypadła pani Marii do serca. Łfekty wychowawcze są szyb ko widoczne, a to daje dużą satysfakcję. Trudno się także dziwić, że na początku bro-niia się przed funkcją drużynowej. Kiedyś krótko należała do harcerstwa, ale mimo tego nie miała właściwie pojęcia o pracy z zuchami. Trochę pomagał doświadczony w tej mierze kolega Jerzy Miller, trochę fachowe wydawnictwa i prasa harcerska. Najwięcej w tym zakresie dał druhnie Marii jednak obóz harcerski dla drużyjnowych zuchowych. Obecnie Maria Bzdyra przy stąpiła do pracy ze zdwojoną energią. Ma za sobą obok doświadczenia niezbędny zasób wiedzy. Można przypuszczać, że jej praca z zuchami będzie jeszcze owocniejsza. Drużynowa Maria Bzdyra ma swoją zuchową gromadkę w Dębnicy Kaszubskiej. Nauczycieli, którzy podobnie jak ona zajmują się pracą har cerską z najmłodszymi, jest w naszym województwie wielu. W zuchowych szeregach jest przecież ponad 23 tys. dziewczynek i chłopców. Przyjętym zwyczajem dzisiaj obchodzi się, jak co roku dzień poświęcony wszyst kim, którzy zajmują się bezpośrednio pracą z zuchami. Pani Marii i innym przekazu jemy zatem obok zuchowego „czuj!" najlepsze życzenia dal szej owocnej pracy. tog) cji była mutacja w Wilnie. „Dziennik" starał się odpowiadać na wszystkie zagadnie nia, wynikające z aktualnej sy tuacji społecznej i politycznej, informować o sytuacji w świe cie. A były i;o czasy brzemienne w skutki. Miały pociągnąć za sobą ogromne zmiany. Każ dy taki interesujący artykuł spotykał się z natychmiastowym odzewem społeczeństwa. Prowadziliśmy szeroką kampa nię w obronie walczącej z faszyzmem Hiszpanii, budziliśmy czujność społeczeństwa wo bec następującej faszyzacji kra ju i wobec grożącego ze strony hitleryzmu niebezpieczeństwa wojny. To sprawiło, że zaczęli się wokół nas skupiać intelektualiści. Pamiętam, przeprowadzi łem wówczas serię wywiadów: z Aleksandrem Świętochowskim, Andrzejem Strugiem, profesorem Michałowskim, Sta nisławem Thuguttem — wszys cy wypowiedzieli się jednoznacznie przeciw faszyzmowi. Wywiad, którego udzielił mi redaktor naczelny „Kuriera Warszawskiego" Bronisław Kos kowski, skomentowano potem w prasie endeckiej w tonie: „Mason Barlicki z masonem Koskowskim". Miała to być o-belga za to, że Koskowski jed noznacznie potępił próbę stłumienia republiki hiszpańskiej, palenie książek i inne zdziczenie polityczne w Niemczech. To był w pewnym sensie początek narodzin frontu narodo wego w walce o pokój, przeciw groźbie agresji. To właśnie w „Dzienniku Popularnym" Broniewski zamieścił swój piękny wiersz „No passaran". To w „Dzienniku" Maria Dąbrowska wystąpiła z potępieniem „dorocznego wstydu" — czyli wy ódrębnianiem z każdym nowym rokiem akademickim ławek gettowych dla studentów - Żydów. Ta działalność jednolito-fron towa pisma dopomogła do tego, że w szerokich warstwach spo politycznej, realizowanej dzisiaj, na co dzień, w socjalistycznej Polsce Ludowej. MARIAN KUBICKI Gywi e-żołnierzom Żołnierze z pododdziału ofi cera Stanisława Burdy od pew nego czasu pomagają drawskim pegeerowcom w wykopkach ziemniaków. W związku ze Świętem Wojska Polskiego spotkała ich bardzo przyjemna niespodzianka. Staraniem dyrekcji PGR Żabno odbyli oni wycieczkę do Wielboków — miejsca upamiętnionego walkami żołnierzy polskich na Wale Pomorskim. Tam, pod tablicą pamiątkową, poświęconą polskim ułanom, złożyli wieńce. Byli także w pobliskiej szkole Tysiąclecia w £wierczynie. Wieczorem żołnierze spotkali się z członkami ZBoWiD, a spotkanie to upłynęło pod znakiem serdecz nych rozmów, wspomnień b walkach. Wyświetlono żołnierzom film, odwiedziły ich również dzieci ze szkoły w Żabnie, przynosząc wiązanki kwiatów i własnoręcznie wykonane laurki. Wszystkie te dowody pamięci głęboko wzruszyły żołnierzy i prosili nas, byśmy w ich imieniu podziękowali dyrekcji i załodze PGR, weteranom II wojny światowej i dzieciom, co z przyjemnością czynimy. (tk) SALUT na trawersie Po odsłonięciu pomnika Bo haterów Westerplatte, załogi wszystkich statków Polskiej Marynarki Handlowej oraz o kręty Marynarki Wojennej, znajdując się na trawersie o-belisku, oddają honory przez opuszczenie bandery^ POMNIK Czas kultury „Ta biblioteka służąc Wam, będzie zarazem symbolem walki o utrzymanie kultury narodowej; będzie pomnikiem pamięci o Janie Bauerze, patriocie i działaczu oświatowym..." Tow. Jan Maj, I sekretarz KP PZPR w Bytowie odsłonił tablicę. Przecięcie wstęgi, i kierownicy placówek kulturalnych i oświatowych po wiatu bytowskiego oraz mieszkańcy Studzienic weszli do nowej biblioteki gromadzkiej* ....... .................... finnunnmnflTr , , ••• ■ , % * ' » W wypożyczalni i czytelni jasne, stylizowane meble, kaszubskim haftem zdobione serwety i zasłony; ładnie tu i przytulnie. Przysiedli za stołem zaproszeni goście, najbliższa rodzina patrona tej placówki, bratanek mgr inż. Michał Bauer wraz z matką, Marią, w towarzystwie gospodarzy powiatu: tow. Jana Maja i wi ceprzewodniczącego Prez. PRNt tow. Mariana Kwiatkowskiegow W tym powiecie przeszłość wdziera się nieustannie w dzień dzisiejszy, historia walki Kaszubów o polskość jest zawsze żywa. Oto uczestnicy uroczystości zwiedza ją wystawę. Wśród wybitnych działaczy Związku Pola ków w Niemczech — zdjęcie ściętego w więzieniu w Moabicie, Antoniego Szroedera. A jego syn, Stanisław nauczyciel z Klączna, jest jednym z pierwszych, którym założono karty czytelnicze w nowej bibliotece. Natomiast siostra Stanisława śpiewa w chórze. Kaszubski zespół skupia i młodych i dojrzałych i ludzi starszych, którzy za pięć lat będą obchodzić jubileusz; pięćdziesięciolecie swoich związków ze studzienickim chórem, yfSto lat" na cześć panów Gostomskiego, Wera i Rekowskieao zabrzmi wówczas szczególnie pięknie. (i. CZY MOŻNA zatrzymać czas? Zatrzymać i przyj rzeć mu się z bliska: jaki był kiedyś, przed nami i ja ki jest dzisiaj? Może uda się też określić, jaki będzie ten następny czas? Wskazówki na Wielkim Zegarze dziejów naszego narodu minęły cyfrę 1000. Czas się nie zatrzymał ani na sekundę. Nie zatrzymał go też Kongres Kultury Polskiej, który stał się doskonałą okazją przyjrzenia się biegowi czasu. Dwa tysiące delegatów, a wraz z nimi cała Polska, spo glądała w tych dniach w obli cze czasu. Człowiek, już od prapocząt-ków, w swojej walce o byt zmagał się z czasem. Im bardziej udawało mu się pokonywać czas, tym bardziej stawał się istotą kulturalną, cywilizowaną. O pomoście między daw nymi, a nowymi czasy pięknie mówił na Kongresie sekretarz KC PZPR, tow. Zenon Kliszko. Właśnie kultura szeroko pojmowana „jako całokształt intelektualne go dorobku narodu, obejmująca nie tylko literaturę i sztukę lecz również naukę i oświatę, myśl techniczną i ideologię spo łeczną, świadomość narodową i moralną, zwyczaje i oby cza-je" — jest treścią każdego cza su. Polska Ludowa stała się dziedzicem wszystkich żywych i twórczych wartości — współ czesnych i czasu minionego. A będąc dziedzicem wszystkie go, co się na przestrzeni dziesięciu wieków dokonało, wydo bywa i rozwija to, co w tym dziedzictwie jest postępowe, rewolucyjne, co stanowi nieprzemijające wartości, co naj lepiej służyło i służy narodowi, sprawie ludu. Kulturę — nazwał Jarosław Iwaszkiewicz, prezes Związku Literatów Polskich — skrzynką ze skarbami. Jest też smu gą światła, która pomaga roze znać się w czasie, lepiej widzieć i poznawać otaczające nas wartości. W świetle tej smugi widoczny jest czas pogaństwa, którego resztki jeszcze w nas trwają. Odzywają się brutalnością i prymitywizmem tamtych czasów, dzikością i zacofaniem. Był i czas koś cielny. Kościół, choć potężny — powiedział J. Iwaszkiewicz — tworzony był i rządzony przez ludzi, mimo że usiłują przeczyć temu dogmaty. Nie był to też dla nas najszczęśliw szy czas. „Chęć zawładnięcia jednostką ludzką i jej myślą, chęć podporządkowania sobie człowieka (dodajmy — całej społeczności — ZP), musiała prowadzić do konfliktów". Czas ten rnmąi Dezpowrotiiie i zaciera przeżytki tkwiące jeszcze w świadomości ludzi. Nie bez sentymentu patrzymy na czas szlachecki. Czas wzlotów i upadków w naszej historii. Czas naszych niespokoj nych pra-pra-dziadów. Wspominamy go z łezką, ale odrzu camy złe tradycje. Szukamy no wego czasu, nowej formy i no wych treści naszej kultury. Nasz czas ma na imię SOCJALIZM. Trwa jeszcze nie tak długo. Ale w smudze światła widać rzecz najważniejszą: po jednanie kultury i życia. Jest w tym najwyższy sens socjalizmu. Wnosimy do dorobku nowj^ch pokoleń i całej ludzkości nowe ideały, nowe wzory postępowania. Żyć w tym naszym czasie chcemy, jak ludzie, po ludzku. „A żyć praw dziwie po ludzku — mówił na Kongresie prof. Bohdan Sucho dolski — to znaczy tworzyć ten ludzki świat kultury, utrzymy wać go i rozwijać wbrew oporom przyrody i trudnościom"... I my, Koszalinianie, mamy swój czas. Czas dobrej roboty, czas który — mówiąc słowami Norwida — łopoce „jak chorą giew na prac ludzkich wieży". Jest to czas wielkiej aktywnoś ci na Ziemi Koszalińskiej, o-drodzonej po wiekach niemiec kiej i pruskiej niewoli. Wiele jest jeszcze spraw do załatwienia w naszym czasie. Mówi li o tym koszalińscy. delegaci na komisjach w czasie Kongre su. Jest paląca konieczność wy równywania poziomu w rozwo ju kulturalnym naszego regio nu do bardziej rozwiniętych okręgów kraju. Potrzebne są lepsze warunki pracy kultural i\o-oświatowej. Nie chcemy du sić się w ciasnym pancerzu „Polski powiatowej" — jak to określił Edmund Hrywniak z Wałcza. Mamy ambicję nie tyl ko tworzyć kulturę regiohu, a-le i wnosić nowe wartości do skarbnicy narodu. Same jednak środki i lepsze nawet warunki, nie zastąpią pracy żywej. Mówił o tym pod koniec obrad Kongresu tow. Wincenty Kraśko: „...Ważna jest ludzka mądrość, ofiarność, pasja i żar liwość ideowa, umiłowanie lu dzi, kultury, ziemi ojczystej. Nie zastąpi się tego najbardziej precyzyjną i nowoczesną techniką, choćby o najszerszym zasięgu oddziaływania, jakkolwiek odgrywa ona olbrzymią rolę i daleko nam jesz cze do nasycenia nią wszystkich naszych instytucji i placó wek kulturalnych". Taki jest czas. Takie jest o-blicze naszego czasu. Na Wiel kim Zegarze historii mijają la ta — sekundy. Dla ludzi współ cześnie żyjących wydają się nieraz długimi dniami, zbyt wolno mijającymi. Wkroczyliś my w drugie tysiąclecie. Nasz czas trwa. Nie wolno zmarnować ani jednej sekundy, żadnego roku. Smuga świa tła kultury rzucona przez Kon gres lepiej wskazuje nam drogę. Kierunek: powszechna dalsza edukacja narodowa! ZDZISŁAW PIS DEKADA KULTURY WĘGIERSKIEJ Dobrą tradycją pracy kulturalnej jest organizowanie dekad kultury poszczególnych krajów socjalistycznych. Kilka lat temu taką udaną imprezą była dekada kultury węgierskiej w naszym województwie. W listopadzie znów będziemy mieli okazję bliżej zapoznać się z najnowszymi osiągnięcia mi kulturalnymi Węgier. Deka dę kultury węgierskiej w naszym województwie w dniach 12—19 listopada organizują wspólnie z Instytutem Kultury Węgierskiej, KTSK, WDK, Wydział Kultury Prez. WRN. W BERLINIE Na 2 „Święcie Teatru** w NRD przebywała delegacja Sto warzyszenia Polskich Artystów Teatru i Filmu. Polskich aktorów reprezentowali Maria Wiercińska, znany reżyser •-raz Janusz Michałowski — ak tor Bałtyckiego Teatru Drama tycznego. „CZŁOWIEK NAJDALSZY** Pod takim tytułem ukazał się ostatnio w Wydawnictwie Mor skim tomik wierszy Tadeussm Pawlaka. Tomik — to jeden s owoców współpracy między Wydawnictwem Morskim i Ko szalińskim Towarzystwem Sp« łcczno-Kulturalnym. II SUBSKRYBCJA W Warszawie, w nowej galerii sztuki w Łazienkach War szawskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych zorganizowało II Ogólnopolską sub-skrybeję grafiki artystycznej. Na wystawie prezentowane są prace 49 wybitnych polskich artystów. Druga subskrybeja, zorganizowana pod patronatem CRZZ i ZG ZPAP jest cenną propagandą sztuki plastycznej. (sten) KULTURALNA Z sali koncertowa! KOS O ILEŻ szczęśliwsze są teatry. Każda premiera, a przecież jest ich kilka w roku, daje okazję do świątecznych uroczystości, daje okazję do... zauważenia placówki i zespołu. W każdej natomiast Fil harmonii, w każdej Orkiestrze Symfonicznej, każdy niemal koncert jest premierą. A ponie waż tych premier jest aż tak wiele, przeto spowszedniały. Raz tylko w roku „arcypremie ra" zwraca spojrzenie wszystkich na muzyczną instytucję. INAUGURACJA. Z zadowoleniem stwierdzić możemy, że w tym roku inau guracja sezonu koncertowego koszalińskiej Orkiestry Symfo nicznej stała się ważnym elementem życia kulturalnego. Sa la Teatru Bałtyckiego w Słup sku, a także i w Koszalinie wy pełniła się całkowicie meloma nami. Bardzo to miły objaw. Jeszcze przed rokiem narzeka łem, że tak istotne wydarzenie nie zostało zauważone. A może jest to pierwsza jaskółka istot nych zmian. A może po .prostu Koszalińska Orkiestra Symfoniczna odzyskała zaufanie swych dawnych słuchaczy i zdobyła nowych? Tak, czy ina czej sam fakt, iż początek nowego roku pracy koszalińskich muzyków rozpoczął się pod do Sama uroczystość inauguracji, a także bliskość Kongresu Kultury Polskiej skłoniły dyrekcję do szczególnego podkreślenia muzyki polskiej. Dyrygent koncertu — Andrzej Cwojdziński wybrał na tę uroczystość utwory Moniuszki, Karłowicza i Lutosławskiego. Otrzymaliśmy przeto trzy ogniwa polskiej twórczości na przestrzeni stu lat. INAUGURACJA brą gwiazdą, radować winien wszystkich; którym nie obojęt na jest sprawa rozwoju kultu ralnego społeczeństwa. Przecież właśnie pierwszy koncert dał nam odpowiedź na często kroć stawiane sobie pytanie: czy Koszalińska Orkiestra Sym foniczna jest potrzebna? Teraz słuchacze dali pozytywną odpo wiedź. Sądzić należy, pozostaną nadal wierni muzyce i swej instytucji, do czego niewątpliwie zachęcić mógł pierwszy koncert. co a o s 0} O CDł Ukłonem w stronę patrona instytucji było przygotowanie błahej, ale uroczej i wdzięcznej uwertury do op. „Verbum nobile". Jednak dla zespołu szczególnym świętem stało się wykonanie „Koncertu na orkiestrę" Witolda Lutosławskiego. Przecież jest to jedna z najświetniejszych polskich partytur symfonicznych. Już w chwili jej prawykonania, w 1954 roku, wiadomo było, że oto narodziło się kolejne znakomite dzieło współczesnej muzyki polskiej. Od tego czasu obiegło ono wiele estrad koncertowych świata. W kraju natomiast nie w każdym sezonie znajdujemy Koncert w programach Filharmonii. Być może iż dyrekcje zafrapowane prawykonaniami, nie sięgają po znane już pozycje. W tym roku — o dziwo — kilka instytucji przypomniało sobie o Koncercie. Zdając sobie sprawę nie tylko z odpowiedzialności wobec samego dzieła, ale i z trudności tkwiących w partyturze, bez entuzjazmu powitałem wiadomość o jej prezentacji. Ale i tym razem wypadnie mi przyznać, że wykonawcy zrobili tak wiele, iż z zadowoleniem przyjmowałem to co realizowała orkiestra pod kierunek Andrzeja Cwojdzińskiego. Stopień przygotowania zespołu powodował iż samo wykonanie uznać należy za zupełnie dobre. Zdaję sobie sprawę ze skromnej obsady koszalińskiej orkiestry w porównaniu z wymaganiami jej partytury. Ale przecież w odpowiedniej do możliwości propozycji znalazły się w rea- lizacji i nuta nie nazbyt agresywnej ludowości i monumentalizmu formy. Żałowałem jedynie, że dyrygent w finale zrezygnował z pełniejszego eksponowania chorałowego ę-lementu. Precyzja partii solowych i ładne brzmienie całości pozwalają z pełnym uznaniem wyrazić się nie tylko o ambicji KOS, ale i o pracy całego zespołu. Słowa pochwały należą się także za przygotowanie i wykonanie partii orkiestrowej Koncertu Skrzypcowego M. Karłowicza. Chociaż tu i ówdzie dały się zauważyć drobne wahania i rozbieżności, ale — jak sądzę — jest to przede wszystkim wynik pewnej niekorzystnej cechy akustycznej estrady. (Czy naprawdę wybudowanie podestów dla dalszych rzędów orkiestry jest tak poważną inwestycją?). Wykonanie utworu Karłowicza jest i pozostanie nierozer- ^ walnie związane z wielką sztuką — Wandy Wiłkomirskiej. To ona nasyciła muzykę Karłowicza taką siłą, że zapomniało się o wszystkich zastrzeżeniach, jakie padały pod adresem Koncertu. Pozostawała wspaniała muzyka, a jedynym uczuciem jakie udzieliło się nawet zawodowym krytykom, był podziw i całkowite poddanie się myśli wykonawcy. Jest to ten szczególny moment, w którym można mówić o (przepraszam, że u-żyję tak niemodnego określenia) — przeżyciu. W grze Wiłkomirskiej nie ma ani jednej nuty, która nie byłaby muzyką! I to bez względu na to czy jest to szeroki, płynący kantyleną temat drugiej części Koncertu, czy brzmiące pełnym głosem akordy głównej myśli Allegra f czy wirtuozowskie biegniki... Sztuka Wandy Wiłkomirskiej, jej interpretacja karło-wiczowskiego koncertu były prawdziwą ozdobą inauguracyjnego koncertu i napewno należeć będą do najciekawszych momentów obecnego sezonu. ZBIGNIEW PAWLICKI < ■ GŁOS Rr S£7 f4352J m Str* I Z życia żołnierz? Wojsk OH Dochodziła północ. Oficer in spekcyjny garnizonu lotniczego wrócił do dyżurki z kontroli pododdziałów. Wszystko w porządku. W wojskowym osie dlu gasły ostatnie światła w oknach. Spokoju nocy nie mąciło nic. Nawet wiatr ustał. W dyżurce inspekcyjnego za dźwięczał telefon. Kapitan powolnym ruchem sięgnął po słu chawkę. Ale już po pierwszych słowach niewidzialnego rozmówcy prysnął spokój w garnizonie... Przeciągły ryk syreny wdarł się w ciszę nocną. Zaspani żoł nierze zrywali się z łóżek, pośpiesznie wciągali mundury i buty, chwytali pasy i plecaki precyzyjnymi ruchami upycha jąc w nich niezbędne wyposażenie alarmowe. Zapinając w biegu mundury wysypywali się z sal, wpadali do magazynów po broń i hełmy, wybiegali na dwór. Korytarze zapełniły się poru szającymi się szybko postacia mi. W powietrzu krzyżowały się nawoływania i komendy: — Pobierać broń, prędzej! — Gońcy do inspekcyjnego po wytyczne! — Pluton alarmowy na wzmocnienie warty! ■— Pierwsza eskadra, wycho dzić! W. osiedlu rozdzwoniły się te lefony. Piloci, oficerowie sztabu, personel inżynieryjno-tech niczny, wszyscy zrywają się z pościeli. Do drzwi pukają gońcy. Wręczają koperty z powia domieniem o alarmie. Biegiem po schodach, do samochodu. Ktoś dowcipny rzuca z kąta wozu: — Dobrej nocy, koledzy! Odpowiada mu wybuch śmie chu. No, ponure nastroje już się rozładowały... Samochody mkną pustymi ulicami uśpione go osiedlą prosto na lotnisko. zegarów, szumi cicho wentyla tor w kabinie. W słuchawkach na razie *sły chać tylko ciche trzaski. Oficerowie — „Od rodziców nie móęę również niczego wymagać. Przestałam już liczyć na ich pomoc. Jestem tu sama, zda na na własne skromne siły, zdolności i możliwości. Czasem jednak powątpiewam, czy moja tu obecność przyniesie pożytek, To słowa wiejskiej nauczycielki wyjęte z artykułu wydrukowanego niegdyś w jed nym z tygodników spoleczno- i niewiele od nich młodsi sze-J regowcy — technicy w skupie niu wpatrują się w ekrany i przyrządy, czekają na sygnał, na komendę... Wrzecionowate cielska rakiet spoczywają jeszcze posłusznie na stalowych prowad nicach wyrzutni. Zadartymi nosami celują w jesienne niebo. Przez okienka w chmurach spoglądają na ziemię światełka dalekich gwiazda. inżynierowie | -kulturalnych. Od tamtej po- Zagubiony gdzieś na odludziu pododdział radiotechnicz ny. Cały rejon tonie w nieprzeniknionych ciemnościach. Wokół spokój i cisza. Gdyby nie obracająca się antena stacji radiolokacyjnej — można | ry minęło 7 lat. Autorka przy toczonych zdań nadal tkwi na posterunku. Ledwie przeczu-walna ongiś niechęć ludzi, z którymi przyszło jej żyć, przeistoczyła się przez ten o-kres w jawny bunt. Do władz zwierzchnich dotarło pismo, w którjnn kilkunastu mieszkańców, występując w imieniu całej wsi, domaga się u-sunięcia nauczycielki. Pomińmy na razie małostkowe argumenty zawarte w tym piśmie. Pomińmy fakt sta wiania zarzutów bez pokrycia. Zastanówmy się nad podłożem całej sprawy. Chodzi wszak o człowieka, który w grupie ludzi tego zawodu jest indywidualnością nieczęsto spotykaną. Chodzi o peda- le dągfe jeszcze dnźa odległość. Zainstalowany we wsi przed kilku laty telefon pozostaje nadal nie mniejszą nowością od telewizora, na który pozwoliły sobie 3 albo 4 rodziny. Brak świetlicy, nie ma nawet sklepu. Jest tylko szkoła — jednoklasówka. Pierwszy budynek wsi to właśnie szkoła. Kiedy przed 12 laty pani Jadwiga brała ją w posiadanie, dach przeciekał kruszyły się deski podłóg i ra my okienne, waliły się piece, a zaniedbanie wyzierało z każdego kąta. Czterech poprzedników pani Jadwigi traktowało szkołę raczej jako He na miejscu zarzuty h!e mają potwierdzenia w rzeczy wistości. OSKARŻENIE: „Nie widać jakiejkolwiek troski i opieki ze strony nauczycielki dla na szych dzieci". OBRONA: — Jak jest zima lo dzieciom rozdaje jabłka ze szkolnego sadu — nieocze kiwanie wtrąca jedna z matek. — Bywało, okręci dzieciaka szalikiem, da rękawiczki po synu — dodaje inna. Solennie potwierdzają, że by sądzić, iż wszyscy są tu po | goga, który trud pracy co-grążeni we śnie, że żaden a- :! dziennej potrafi łączyć z wy-larm tu nikogo nie dotyczy. 1 siłkiem intelektualnym, przy Ale to tylko pozory. Wewnątrz jj gotowywać liczne opracowa-budynku widno i ciepło. W J nia -teoretyczne publikowane przestronnym pomieszczeniu 0 w fachowych pismach dla wskaźniki, telefony, ekrany. 1 nauczycieli i pracowników oś Żołnierze ze słuchawkami na wiatnwvch w całvm krain, uszach siedzą w milczeniu. Planszeciści nerwowymi rucha mi przecierają szmatkami plastykowe powierzchnie wypolerowanych już planszetów... Na strój pełen oczekiwania. W kabinie stacji radiolokacyjnej panuje mrok. Cicho mruczą zasilane prądem urzw^-ćzenia. Na ekranie wskaźnika obrotowym ruchem przesuwa się strzałka, zgodnie z ruchem anteny stacji. Nad ekranem skupiona postać operatora. Ner wy napięte do granic. Wie, że od niego wiele teraz zależy. On pierwszy musi dostrzec cel wy wiatowych w całym kraju. Ta praca jest dla pani Ja« dwigi, obok nauczania, najważniejszym elementem życia. Jej podporządkowuje swoją codzienność. Nie prowadzi, zwyczajem nauczycieli wiejskich, gospodarstwa w którym obok zagonów ziemniaków i kontraktowanego rzepaku jest miejsce na krowę, trzodę chlewną, domowe ptactwo. Ód niedawna zaledwie użytkuje kawałek należ nego jej pola, zbiera owoce z przyszkolnego sadu, który przywykło się tutaj traktować jak wspólne dobro naj- Szerokfe wieloskrzydłowe "drzwi hangaru przy otwieraniu składają się w harmonijkę. Żołnierze wbiegają do mrocznego wnętrza. Sprawnie wytaczają samoloty przed han gar, do czekających już ciągni ków, które poholują je na start. Na stanowisku dowodzenia pułku lotnictwa myśliwskiego wre, jak w ulu. Przybywają o-ficerowie sztabu pułku. Zajmu ją swe stanowiska pracy, sprawdzają działanie środków łączności, włączają i kontrolują pracę odpowiednich przyrządów. Przez telefony płyną już pierwsze meldunki o przebiegu alarmu. Dowódca pułku zbiera ofice rów sztabu. Zapoznaje z sytu-acją — ,na szczęście ćwiczebną: — „Z danych uzyskanych od wyższego przełożonego wynika, że nieprzyjaciel skoncentro wał środki napadu powietrzne go w rejonie... istnieje zagrożenie napadu... zarządzono gotowość bojową. Mamy odpierać ewentualne naloty nieprzyjaciela z kierunku... i nie dopuścić jego środków napadu nad bronione obiekty... współdziała z nami... jednostka arty lerii rakietowej... pułk artylerii przeciwlotniczej oraz... puł ki lotnictwa myśliwskiego..." Teraz składają meldunki kolejno poszczególni oficerowie sztabu i dowódcy pododdziałów: — Stan personelu latającego... — Ilość i stan samolotowa — Amunicja.- — Paliwo... Dowódca słucha uważnie i skrzętnie notuje dane. Posłużą mu one do podjęcia decyzji. * Alarm poderwał żołnierzy pododdziału rakietowego pięć minut po północy. Niewiele mi nut później pierwsi z nich wpa dali już do kabin, uruchamiali urządzenia, przesunięciem pal ca włączali dziesiątki i setki lamp elektronowych, ukrytych za metalowymi osłonami bloków. Zapalają się kolejne lamp ki, sygnalizujące podjęcie pra cy przez poszczególne agregaty, urządzenia i zespoły. Zasilanie... nadajniki... odbiorniki-. Zaczynają żyć i pulsować zie lonkawym światłem ekrany koBteatoe. Ersąia seskaz&rtś kryty przez wszystkowidzące § bliższych sąsiadów. Trudno do oczy radaru i przekazać jego|ciec> czv właśnie nieoczekiwa położenie Od jego uwagi zale-| ne zainteresowanie pani Jazy teraz ile czasu zostanie na' dwi„j poleR1 ; sadenl) nie przygotowanie się do zwalczę- wcdow1uo w konsekwencji o-nia i zwalczenie wykrytego ce^„,,n,^ rr.-^oA.An, t „ lu. Im wcześniej przekaże mel dunek o celu — tym lepiej. Płyną minuty. Strzałka zata cza kolisty ruch po ekranie. I nagle — jest! Jaśniejszy błysk pojawia się na skraju ekranu. Przesuwa się powoli ku środkowi. Tak, to cel! Operator lek ko ochrypłym z wrażenia głosem podaje współrzędne. Niemal w tej samej chwili ołówek planszecisty stawia pierwszy znak na planszecie sytuacji powietrznej. Operatorzy odczy tują z przyrządów wysokość i prędkość celu. Dokonuj ą'oceny charakteru celu. Po przewodach i przez radio płyną dane na stanowisko dowodzenia wyż szego przełożonego. Ten decyduje kto i w jaki sposób winien zwalczać wykryty ceL Na starcie grają silniki odrzutowców. Na stanowisku dowodzenia padają sakramental ne formuły: (Dokończenie na str. 8) Iwego pisma mieszkańców. Lu " ćzie związani bliżej z nauczy cielką snują na ten temat wiele domysłów. Rzecz jednak nie w domysłach, lecz w faktach. Wieś leży na uboczu, niewielka, wszystkiego zaledwie 40 gospodarstw. Tak jakoś pośrodku spotkać można zagrodę świadczącą o zamożności jej właścicieli. Pozostałe obejścia są albo skromne, al bo po prostu zaniedbane. Gospodarstwa na wybudowa-niach wyglądają podobnie. Wśród rolników, obok zasiedziałych, są tacy, którzy mieszkają we wsi zaledwie parę lat. Ciągle ktoś zwija manatki, przyjeżdżają nowi. Ciągłe zmiany mogą utrudniać porozumienie między mieszkańcami. Od roku miejscowość łączy ze „światem" linia pekaesu. Dla mieszkańców to duże u-dogodnienie, choć przecież ze I wsi do miasta powiatowego jest nie więcej niż 5 kilometrów. W rzeczywistości jest punkt postoju, a nie jak miej sce pracy. Jeden z pedagogów dojeżdżał, inny wytrwał we wsi zaledwie rok. Teraz wła dze gromadzkie nie mają ze szkołą kłopotu. Prezentuje się solidnie, szkolny dziedziniec otacza parkan. Prawie 20 jej uczniów ma tutaj lepsze warunki, niż w pobliskiej szkole zbiorczej. Wśród rodziców zna leźli się jednak tacy, dla których to wszystko nie ma zna ezenia. DWUGŁOS SĄDÓW Przytaczamy pod hasłami: oskarżenie i obrona. Przy czym, pod hasłem — oskarżę nie — cytujemy fragmenty pisma skierowanego do władz oświatowych przeciwko pani Jadwidze. Pod hasłem — obro na — drukujemy wypowiedzi władz oraz mieszkańców wsi. OSKARŻENIE: „Wypuszcza ze szkoły, jak się wyrażają w szkole w B. (chodzi o najbliższą szkołę zbiorczą, przyp. M. G.)... baranów, nieuków." OBRONA: Na stoliku nauczycielskim leżą zeszyty pierwszaków. Na . czystych stronicach początkowe litery alfabetu i pierwsze cyfry. Nie ma kartki bez kolorowych, starannie wklejonych obrazków, bez rysunków. Ostatnia ' lekcja z. rachunków: 5 liliowych kółeczek naklej o nych z błyszczącego papieru. — W klasie I mam tylko trójkę dzieci — mówi pani Jadwiga — wbrew pozorom trudno prowadzić lekcje w tak małym gronie. Dzieciom brak wzajemnego dopingu. Wśród nich bystrością wyróż nia się córeczka kobiety, któ ra sprawiła mi niejedną przy krość... — Wychowankowie pani Jadwigi uczą się podobnie jak inne dzieci — wyjaśnia kierownik szkoły zbiorczej. Są lepsze i gorsze, z niektóry mi mamy jednak kłopoty wychowawcze... — Szkoła pani Jadwigi? Nie mamy zastrzeżeń — stwierdza stanowczo inspektor . oświaty. Oskarżenie przeciwko nauczycielce jest, naszym zdaniem, zwykłym pieniackim wybrykiem. Bada mm* * tfot Ł PMfe&wski w mroźne dni częstuje wychowanków gorącą herbatą. Są nawet nieco zdziwione, kie dy muszą przyznać, że komitet rodzicielski nigdy na ten cel nie przeznaczał > żadnych pieniędzy. OSKARŻENIE: „Na spotkaniu z rodzicami wytyka niektó re sprawy, ale nie stara się nig dy nas pogodzić czy w jakiś sposób sprawę załagodzić, tylko zaiosze jeszcze podjudza. Bardzo interesuje się plotkami...*' OBRONA: Władze gromadź kie dobrze znają ludzi z tej wsi. W ich rejonie nie ma nigdzie większego skłócenia. A wszystkiemu winni... tu pa dają dwa nazwiska, które szybko wbijają się w pamięć kogoś, kto począł się interesować sprawą pani Jadwigi. — Naszym zdaniem — mówią w Prezydium GRN, chodzi o ziemię należną nauczycielce, o drzewka owocowe, ogrodzenie szkoły. Kiedyś to była „własność" sąsiadów. Ze szkolnego dziedzińca robiono sobie pastwisko. Znaleziono pretekst. Jutro może się okazać, że zarzewiem nienawiści będzie krowa, która weszła w sąsiedzkie pole, kura, co znalazła sobie gniazdo w obcej stodole... Posypią się wyzwiska, w ruch póidą kołki. Ludzie znowu trafią do sądu. — Dlaczego tak się dzieje? Ano, tacy tam już ludzie. Trudno z nimi coś ułożyć, zor ganizować. — Czy to prawda, źe Prezydium zamierzało szkole o-fiarować telewizor? Przedstawiciele gromadzkiej władzy uśmiechają się z widocznym pobłażaniem. — Z czego wziąć na coś takiego pieniądze. My głowimy się, jak ich skłonić do prezentu, który sami sobie po winni sprawić, do budowy kilometrowego zaledwie odcinka drogi. Funkcjonariusze milicji mó wią po prostu: chuligaństwo, bijatyki, pyskówki, kradzie* że... Jeden z nich przez długi czas miał wieś w swoim rewirze. — To ich sprawka — tu padają znów te same nazwiska mieszkańców, których na posterunku dobrze znają. I krótkie stwierdzenie: — Pani Jadwidze należy się pomoc, nawet opieka, a nie potępienie. Są jej przeciwni, trudno się dziwić. Trze ba wiedzieć, jacy to ludzie. My ich znamy. Trzeba też pamiętać, że oskarżenie spreparo wali tylko niektórzy. Podpisało się kilkunastu, ale to jest kilka rodzin. — Jest nauczycielką, a tak naprawdę nie wolno jej posta wić dziecku dwójki, zwrócić uwagę na to, że jest brudne. OSKARŻENIE: „Telefon ma u siebie i prawdopodobnie do użytku publicznego ale do niej nie ma nikt wstępu..." OBRONA: — Ta mała leża ła kiedyś w gorączce, już prawie sztywniała. Na szczęście szybka była pomoc lekarza. Pani Jadwiga sama te lefonowała do miasta — przy pominą jedna z matek. — Kiedy trzeba było karet ki, to po północy mąż leciał da Sfcote Nit ssm wyjiąd- fctt, kiedy w ważnycH sprawach ktoś nie dostałby się do telefonu — oświadcza inna z mieszkanek wsi. A i teraz aparat telefonicz ny jest tak umieszczony, że każdy, w uzasadnionej potrze bie, może z niego skorzystać. Pani Jadwiga przed rokiem ustawiła go na parapecie małego okienka w korytarzu szkoły. Wystarczy rozbić szybę. Przytoczono fragmenty skar gi. Na kilku stronach kancelaryjnych arkuszy znalazło się jednak znacznie więcej zarzutów popartych argumen tac ją chwilami wręcz ośmieszającą autorów pisma przeciw pani Jadwidze. Mówi się, że właśnie ona nauczyła ludzi zajmować się „głupstwami", że ona „tak skłóciła wieś aż jedna sprawa trafiła do są du", ona „potrafi zwalniać dzieci z lekcji, jeśli przyjdzie milicjant", ona „jest po prostu bez serca", ponieważ szkol ną choinkę zorganizowała wy łącznie dla dzieci szkolnych i ich rodziców. Małostkowe albo całkiem zmyślone zarzuty, choć przykre, nie mogą pani Jadwidze zaszkodzić. Jednakże jeśli niektóre z nich zasta nawiają, to nie z uwagi na nauczycielkę, ale na środowisko, w którym mogły powstać. Jednoklasówka jest w tej wsi jedynym społecznym dobrem. Rodzice uczniów jedyną grupą, którą mogą wiązać wspólne kłopoty i zainteresowania. Brak organizacji poli tycznych czy społecznych, brak kółka rolniczego, brak miejsca stałych spotkań. Co prawda doszło do zorganizowania straży pożarnej, koła ZMW, ale obecnie obie te or ganizacje właściwie nie istnieją. Są we wsi mieszkańcy, którzy nawet o nich nie słyszeli. Pech chciał, że wkrót ce po zawiązaniu OSP prezesowi spłonęła stodoła pełna zboża. Młodzian najgłośniej lamentujący nad losem koła ZMW twierdzi, że przyczyną wszystkiego były trudności z organizowaniem zebrań w szkole, nie wspomina, że właśnie tam odbywało się prowadzone przez panią Jadwigę szkolenie przysposobię nia rolniczego, które zyskało wysoką ocenę gromadzkiego agronoma oraz władz powiato wych związku. On wraz z młodszym bratem chciał prze wodzić młodym. On wraz z bratem, któremu 6 dwój unie możliwiło korrtynuowanie nauki zawodu, pierwsi — w i-mieniu koła ZMW — podpisują oskarżenie przeciwko pani Jadwidze. Ludzie nie znają tutaj wspólnego działania. Żyją trochę na zasadzie powiedze nia „każdy na zagrodzie rów ny wojewodzie". Młodzi różnią się tym, że mają wymagania. W sąsiedniej wsi jest klubo-kawiarnia, telewizor. Tego samego żądają tutaj, choćby kosztem szkoły. I za państwowe pieniądze. Ich żą daniom winien się podporząd kować nauczyciel. Więc dowo dzą, aby szkołę objął ktoś młodszy. Jedno wszakże podpisujący skargę ocenili realnie. „Nie wszyscy mieszkańcy to poświadczą..., ale gdyby byli pewni, że ona (nauczycielka) odejdzie, nie byłoby nikogo, kto by tego nie poparł... dużo ludzi nie będzie się chcia ło wtrącać w tę sprawę". Dlaczego? Właśnie na takie pytanie autorzy skargi nie mogli odpowiedzieć, bo wtedy ich cały krasomówczy trud ^ ujawniony w tak skwapliwie sporządzonym oskarżeniu straciłby wszelki sens. MELANIA GRUDNIEWSKA P. S. Bohaterka reportażu pracuje w jednym z nadmorskich powiatów naszego województwa. W rzeczywistości nosi inne i-mię, podobnie jak od innej li tery zaczyna się nazwa miejscowości, o której się wspomina. Natomiast autentyczne są fragmenty skargi oraz przytaczane fakty. M. G. i1 i ii By! szczupłyJ ntekf, Be*H niewiele ponad* *160 cm wzrostu. Syn zamożtiego dyrektora huty, wbrew oporowi ojca, wstąpił jako o^emnastoletni młodzieniec do r.tiarynarki, o-siągając po trzydziestu przeszło latach służby' wojskowej stopień admirała. Miał 47 lat kiedy>*objął wysokie stanowisko w' ministerstwie Reichswehry. W jego gabinecie — mieszczącym się w latach 1935—1944 w wielkim gmachu przy uL Ticpitzufer w Berlinie — wisiała na ścianie fotografia gen. Franco. Na admiralskim biurku zwracał u-wagę brązowy przycisk, przedstawiający trzy małpy. Jedna z ręką przy uchu — nadsłuchiwała, druga wypatrywała czegoś w oddali, a trzecia przykrywała pyszczek dłonią. Słyszeć, widzieć i milczeć... Wymowny symbol urzędti 5 działalności admirała Wilhelma C. Canarisa, szefia hitlerowskiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, tzw. Abwehry. ZACZĘŁO SIĘ W MADRYCIE Od początku swej kariery marynarskiej przeżywał naj- G ŁOS Nr W WSĄ Xl trpttzufer rozmaitsze przygody. Jako podporucznik pływał na wodach południowoamerykańskich. Był wtedy rok 1908, i cesarskie Niemcy bardzo były zainteresowane państwami południowoamerykańskimi, które w tym czasie, wstrząsane licznymi zamachami stanu, spiskami, gwałtownymi zmianami rządów, doskonale nadawały się do penetracji polityczno --gospodarczej. Canaris — ku zadowoleniu swych mocodawców — spełnia rozmaite zadania „pozamarynarskie"... Gdy wybucha pierwsza wojna światowa, daje się poznać w pirackich napadach floty niemieckiej na statki handlowe aliantów, wielokrotnie wymyka się okrętom angielskim ■ i iL T B LIS T PTAKI LEŚNE t Ministerstwo Łączności wprowadzi do obiegu 20 listopada br. 9 znaczków pocztowych z serii „ptaki leśnej Na poszczególnych znaczkach przedstawione będą ptaki: 10 gr — 8 ptaków leśnych, 20 gr — dzięcioł zielony, S0 gr — sójka żołędniówka, 40 gr — wilga, 60 gr — dudek, 2,50 zł — pleszka, 4 zł — czyżyk, 6,50 zł — zięba pospolita, 7,10 zł — sikora bogatka. 8 znaczków projektował artysta-grafik Je rzy Desselberger, a znaczek wartości 10 groszy — artysta grafik Tadeusz Michaluk. Na kład — od 1,2 do 5 min sztuk. „DEBIUTU 65" W niedzielę, 16 pafcdztemflfca, o godz. 15 w sali wystawowej Wojewódzkiego Domu Kultury w Koszalinie otwarty zosta nie II Pokaz Znaczka Pocztowego „Debiuty 66". Na Pokazie eksponowanych będzie o-koło 20 zbiorów filatelistycznych i filumenistycznych, któ re nie były dotąd eksponowane na żadnej wystawie i poka zie filatelistycznym. Pokaz czynny będzie codziennie, do dnia 23 października, od godz, 14—19« CZARNODRUKI Z okazji Tysiąclecia Paft-stwa Polskiego i wystawy filatelistycznej „Polska 1000", Polski Związek Filatelistów wyda pamiątkowy czamodruk, przedstawiający trzy stolice Polski na znaczkach pocztowych z serii „miasta polskie" z 19C0 r. Czamodruki będzie można nabywać jedynie na wystawie „Polska 1000" za o-kazaniem biletu wstępu, CZY WIESZ, ...z okazji odsłonięcia pomnika Obrońców Westerplatte, Urząd Pocztowy Gdańsk 1 u-żywał 9 października specjalnego datownika okolicznościowego. Wydany on zoetał stara niem Koła PZF przy Stoczni im. Komuny Paryskiej oraz Klubu Marynistów PFZ. ...Urząd Pocztowy Koszalin 1 z okazji 10-lecia Dnia Znaczka stosował w dniu 9 października okolicznościowy kasownik. Niżej zamieszczamy reprodukcję kasownika. N O WINKI ZAGRANICZNE VII Mistrzostwa Świata w Kajakarstwie NRD upamiętni ła wydaniem dwóch znaczków z dopłatą. Na znaczkach przed stawiono wyścig jedynek i wy ścig dwójek. W NRF ukazały się dwa znaczki „Europa 1966" we wzo rze przyjętym przez kraje csr ganiźacji CSPT dla tegojrocs- nycS znaczk6w# Rysunek przed stawia stylizowaną łódź z napiętym żaglem i napisami „Europa* i „CEPT". W Togo wesrzła do obiegu •-znaczkowa seria „rzemiosło", Rysunki na znaczkach przedstawiają rzeźbę w drzewie, wyplatanie koszyków, tkactwo i garncarstwa W Rumunii tzka-zała się 8-•^znaczkowa seria „kwiaty". W związku z wystawą filatelistyczną „Argentyna 1966" w Argentynie wydano znaczek z dopłatą z emblematem wystawy. W IndS ukazały się dwa znaczki z serii stałej z reprodukcją elektrycznej lokomotywy i średniowiecznej rzeźby. W Gabonie wszedł do obiegu okolicznościowy maczek, poświęcony walce z analfabetyzmem. Czad upamiętnił mfatorao-stwa świata w piłce nożnej wydaniem dwóch okolicznościowych znaczków. i w roku 1916 wypływa nagle w Hiszpanii, jako pomocnik niemieckiego attache morskiego w Madrycie. I tu zaczęła się właściwa kariera Canarisa. Z Madrytu, który był wówczas jednym z głównych międzynarodowych centrów szpiegostwa wojskowego, kieruje pracą wywiadowczą, wymierzoną przeciwko aliantom — Francji i Anglii. A kiedy grunt zaczyna się mu palić pod nogami, ucieka przy pomocy swych hiszpańskich przyjaciół z rąk wywiadu francuskiego. W okresie republiki weimarskiej odnajdujemy kpt. Canarisa w obozie sił skrajnie reakcyjnych, a po zamordowaniu Karola Łiebknechta i Róży Luksemburg, Canaris jest jednym z... sędziów sądu wojskowego, przed którym stanęło 5 oficerów oskarżonych o dokonanie tego haniebnego mordu. Canaris ułatwia ucieczkę jedynemu skazanemu wówczas na więzienie, por. Voglowi (pozostali czterej zostali uniewinnieni). Przechodząc różne szczeble kariery wojskowej, w styczniu 1935 roku obejmuje stanowisko szefa Abwehry, wówczas jeszcze skromnego departamentu ministerstwa Reichswehry. ARWEIIRA CONTRA GESTAPO Hitler, Ribbentrop, Himmler patrzyli na angielski wywiad z nieukrywaną zawiścią. Ich marzeniem było stworzenie instrumentu równie sprawnego i jeszcze doskonalszego. Dla Hitlera człowiekiem zdolnym tego dopiąć był właśnie Canaris. Toteż nie szczędzono mu pieniędzy. Canaris nadaje o-gromny rozmach reorganizacji swego urzędu. Abwehra staje się już w 1937 roku potężną instytucją, podległą tylko szefowi naczelnego dowództwa armii hitlerowskiej — Keitlowi. Pięć departamentów Abwehry, dysponujących łącznie rocznym budżetem około 8 milionów dolarów, miało przygotować Hitlerowi drogę do podboju. Od początku istnienia reżimu hitlerowskiego, Abwehra była solą w oku Himmlera. Aby uniknąć tarć, dokonano podziału kompetencji — Abwehra kierowała wywiadem na zagranicę i kontrwywiadem, a gestapo — wywiadem politycznym i egzekwowało czynności wynikające z decyzji władz sądowych. Stąd też między służbą bezpieczeństwa Himmlera a aparatem Canarisa istniała nieustająca wrogość. Canaris lekceważył Himmlera, uważając go za głupca i tchórza, o każdym potknięciu gestapo niezwłocznie informując najwyższe władze wojskowe. Ten odwzajemniał mu się określeniem: stary lis z Tirpitzufer — donosząc na niego do Hitlera. Ale jeden wart był drugiego. Canaris niezwykle aktywnie wspomaga faszyzm Franco w Hiszpanii, on jest inicjatorem i współorganizatorem osławionego legionu „Condor". Wszystkie akty zaborcze — Anschluss, Sudety, aneksja Czechosłowacji, napad na Polskę, na ZSRR — były przygotowane przez aparat Canarisa. Canarisowi podlegała osławiona jednostka komandosów hitlerowskich „Brandenburg". Ci pretorianie powołani i zorganizowani przez ludzi Canarisa wykgrzystywani^ byli do wszystkich zdradzieckich i bandyckich akcji, na terenie później okupowanych przez hitlerowców państw europejskich. WIEDZIAŁ ZBYT WIELE- Ludzie z gestapo, szpiegując nieustannie poczynania Canarisa i jego aparatu, podsycali w Hitlerze nieufność do szefa Abwehry, dostarczając dowodów jego nielojalności, polegających na przeciwstawianiu się, a nawet niewykonywaniu poleceń fuehrera. Niepowodzenia Abwehry w szeregu akcjach, nieudany zamach na życie Churchilla podczas konferencji w Casablance, kiedy zestrzelono samolot pasażerski, na pokładzie którego znajdował się człowiek podobny do premiera angielskiego — ochłodziły stosunek Hitlera do Canarisa. Kiedy zaś gestapo przedstawiło dowody planowanego zamachu na Hitlera w marcu 1943 roku — pośredni udział Canarisa w tej akcji był, bardzo niedwuznaczny. Hitler i Himmler zaczęli jeszcze baczniej obserwować admirała, o którego nielojalności wobec fuehrera stawało się coraz głośniej. W lutym 1944 roku wywiad wojskowy przejęty został przez aparat RSHA, (Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy), Canaris otrzymuje synekuralne stanowisko szefa sztabu specjalnego do spraw wojny gospodarczej. A w pięć miesięcy później, w trzy dni po zamachu na Hitlera, Canaris zosta je aresztowany, jako współuczestnik lipcowego spisku ge nerałów. Canaris do końca wypierał się uczestnictwa w spisku. 9 kwietnia 1945 roku, kiedy wojska amerykańskie zbliżały się do Flossenbuergu, były szef Abwehry został powieszony. Kim był Canaris? Czy tylko szpiegiem, niezwykle am bitnym i brutalnym nacjonalistą, czy też pospolitym intrygantem politycznym, agentem pracującym na dwie strony? Wydaje się nie ulegać wątpliwości jedno — Wilhelm Canaris, człowiek pełen sprzeczności wewnętrznych, był na pewno synem swej kasty, nacjonalistą, niemieckim szowinistą, był na pewno doskonatym narzędziem hitlerowskiej agresji, szefem organizacji nikczemnej roboty, doprowadzonej właśnie przez Canarisa do szczytowych „o-siągnięć" w zakresie zbrodni i zbrodniczych afer, wymierzo nych w poszczególnych ludzi i całe narody. JERZY DAGOBERT Zza kulis wywiadów Jedną e Impre* poprzedzających Kongres Kultury Polskiej był Festiwal Sztuk Pięknych — Warszawa 1966. Ogółem w Festiwalu wzięło udział około 400 artystów prezentując prace o szerokim wachlarza tematycznym: realizm, abstrakcja, sztuka fantastyczna, polski „pop** — i „op-art". Autorzy dzieł to przedstawiciele różnych pokoleń i środowisk artystycznych. Większość z nich jednak to twórcy, którzy ukształtowali swoje poglądy artystyczne w okresie minionego 20--lecia. Na wystawie malarstwa zgromadzono w sumkt 260 obrazów powstałych w różnych technikach. Na zdjęciu: fragment ekspozycji malarstwa. _________CAF — Sokołowsk! Przed 15laty * IfOSlii-liSMI MWW %w łOLSłOSJ GCZOMU MJtTH- CCWCiTM K3S& jrfy-OKMIA 1(111 donosił... Województwo posiada jeden z nielicznych w Polsce teatr lalki. Jest nim Teatr Objazdo wy „Tęcza", mający stalą siedzibę w Tuchomiu w pow. by towskim. Teatr starał się od dłuższego czasu o uzyskanie pomieszczenia w Słupsku. Przy dzielono lokal, ale Prezydium MRN z niewiadomych przyczyn poleciło lokal opuścić. * Koszalińskie Zakłady Gastro nomiczne otwierają przy ul. Zwycięstwa 26/28 w Koszalinie nowocześnie wyposażoną restaurację, która będzie mogła wydawać dziennie około 2 tys. dań. * Kina wyświetlają: „Polonia" w Koszalinie — „W dni pokoju" prod. radzieckiej, „Młoda Gwardia" — „Antoni Iwano-wicz gniewa się" prod. radziec lciej, „Polonia" w Słupsku — „Zwycięzca przestworzy" prod. radzieckiej. Spółdzielnia produkcyjna w Gudowie dla uczczenia 34. rocz nicy Rewolucji Październikowej podjęła wiele wartościowych zobowiązań w zakresie hodowli i szybkiej realizacji planu sprzedaży ziemniaków. Wezwała ona do współzawodnik ctwa wszystkie spółdzielnię produkcyjne w województwie. * W 1952 roku powstanie w województwie 6 nowych wiej skich ośrodków zdrowia. * Chłopi w Darginii wezwali do współzawodnictwa wszystkie gromady w województwie w zwiększeniu pogłowia bydła, kontraktacji trzody chlewnej, sprzedaży mleka, w wykopkach i sprzedaży ziemniaków. * Sensacją I eliminacyjnego turnieju bokserskiego była po rażka Bazamika z Gtoardii Ko szalin z Graczykiem z Gwardii Słupsk oraz Pińczyńskiego z Basselem. * M iędzydkręgowy mecz bokserski Szczecin — Koszalin za kończył się zwycięstwem szcze cinian w stosunku 23.7* Załoga złocienieckiego POM podejmując apel Żerania podjęła cenne zobowiązania i wez wała do współzawodnictwa wszystkie pomy w województwie. Oprać: MAR POMOC POWSTAŃCZEJ WARSZAWIE Jaki był sens działań I Armii WP we wrześniu 1944 w Warszawie, jakie były przyczyny ich niepowodzenia, w jakim stopniu okazały się one pomoc ne powstańcom warszawskim? Oto pytania, które mimo upły wu lat, mimo wielu publikacji nadal nurtują opinię publiczną w kraju i za granicą. Próbą odpowiedzi na te pytania jest niewielka książeczka Józefa Margałeś* „Z pomocą powstań com warszawskim" wydana przez KiW w popularnej już serii: „Problemy, polemiki, dyskusje". Autor w oparciu o archiwalne źródła polskie, radzieckie i niemieckie szkicuje ogólną sytuację na froncie wschodnim przed wybuchem Powstania Warszawskiego, ukazuje współ zależność między walkami toczonymi przez I Armię WP w Warszawie i walkami na innych odcinkach frontu nad Wi słą. Omawia niektóre zagadnie WI wapóMtiąłąni* powst^4- Kflowel ców z I Armią WP w trakcie walk o przyczółki warszawskie oraz w czasie akcji zrzutów dla powstańców. Za najcenniejsze w tej pracy uznać trzeba te rozdziały, w których autor w oparciu o in strukcje i rozkazy Komendy Głównej AK (m. in. tajną instrukcję L. 14/111 z dnia 22 sier pnia 1944 r.) przedstawia stosu nek AK do PKWN. Krajowej Rady Narodowej, I Armii WP i armii radzieckiej. Z dokumen tów tych, przemilczanych dotąd przez historyków emigracyjnych i nie uwzględnianych przez krajowych historyków Powstania Warszawskiego, wy nika niezbicie, że Komenda Główna AK zakładała pewne formy współdziałania wyłącznie z armią radziecką, natomiast nie uznawała I Armii WP, wykluczała współdziałanie z PKWN i KRN. W przy-.wjsrpcjejus spisfc **- dzieckich do Warszawy — Komenda Główna AK zakładała niedopuszczenie oddziałów radzieckich do wielu rejonów miasta i w związku z tym pod kreślano, iż „barykady i umocnienia z zewnątrz opanowanych rejonów muszą być silnie obsadzone". r Autor w swej pracy nie pomija również akcji zrzutów dla Warszawy prowadzonych tak przez aliantów zachodnich jak też armię radziecką i WP. Podkreśla, iż rząd ZSRR już 10 września 1944 r. wyraził zgo dę na wykorzystanie lotnisk ra dzieckich podczas alianckich operacji zrzutowych. „Równocześnie z wyrażeniem przez rząd ZSRR zgody na lądowanie samolotów angielskich i amerykańskich na lotniskach radziec kich, mimo ogólnie negatywne go stanowiska Stalina wobec „awantury warszawskiej", w Ei^rwszęj Bołowi# wsseśsia 1944 r. lotnictwo radzieckie ! polskie przystąpiło do energicz nych przygotowań związanych z wykonaniem zrzutów dla Warszawy, iv ciągu 18 nocy i dni września dowództwo radzieckie i polskie użyło do zrzu tów oraz obezwładnienia nieprzyjaciela 589 samolotów. Wy konano wówczas 2243 loty w ciągu 2501 godzin. Do kierowa nia akcją, zrzucono na teren Warszawy 7 radzieckich skocz ków spadochronowych. J. Margules w swej pracy dowodzi, że działania I Armii WP we wrześniu 1944 nie wynikały z jakiejś „zaimprowizowanej", nie mającej aprobaty dowództwa I Frontu Białoruś kiego — inicjatywy dowódcy I Armii WP, że nie miały one na celu opanowania całej Warszawy. Celem tych działań, aprobowanych przez dowództwo I Frontu, było uchwycenie przy czółków na zachodnim brzegu Wisły i udzielenie pomocy pow tańcom. Winę za to, że cel ten został osiągnięty tylko częścio wo, ponosi Komenda Główna AK, która nie dopuściła d« aaęyjzfifiO wsp&ęizJałania. LUDWIK BAZYLOW: wewnętrzna caratu i rucfrty społeczne w Rosji n* popzątlra XX wieku" (KiW) — monografia historyka polskiego*. STANISŁAW FIOCMfr: „Wspominki z obozu w Sachsenhausen** (1939—1940)** (PIW) — wwpotonietoia i refleksja * tycia grupy profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, przebywaj ąoesj w obozie koncentracyjnym. JULIUSZ KYDRYŃSKI: „Do Wl^ dzenia* Claudio" (Wyd. Lit.) «*-powieść-reportaż o środowisaru a-merykańskierj młodzieży uniwersyteckiej. STEFAN ŻEROMSKI: grzechu'* (Czytelnik) — kolejny tom dsrieł Żeromskiego, wydawanych pod redakcją Stanisława Pigonia. MICHAŁ SZOI/OCHOW: „Cichy Don** (CzyteJ:ni3c, thim.: Wacław Rogowi cz, Andrzej JsTawar} — dziesiąte wydanie głośnej powieści laureata Nagrody Nobla. BOHDAN DOBRZAŃSKI: „Gleby i ich wartość użytkowa ** OPWRiL) rr U wydanie. 4 Ł i GŁOS Kr 247 (4352) Str. 1 WRZEŚNIOWE boje 1939 roku dobiegały kresu. Gasły kolejno poszczególne ogniska oporu, oblężona Warszawa broniła się ostatkiem sil. Nie było Już rządu ani naczelnego dowództwa. Minio to żołnierz nic rezygnował z walki, a istniejące jeszcze we wschodniej części Polski oddziały i związki taktyczne dążyły na pomoc umęczonej stolicy. Żołnierski obowiązek kazał walczyć do końca — niewykonalne uczynić wykonalnym. W tej właśnie ostatniej fazie wojny polsko-niemieckiej, któ rą chyba niesłusznie za literaturą niemiecką nazywamy kampanią (niem. Feldzug — przyp. a.) Podlaska Brygada Kawalerii walczyła w składzie Samodzielnej Grupy Operacyj nej „Polesie", dowodzonej przez generała brygady Franciszka Kleeberga i działającej ca obszarze Kock — Żelechów — Łuków — Radzyń Podlaski. 4 października Brygada została przesunięta spod Radzynia bardziej na zachód do rejonu miejscowości Krzywda. Ruch Brygady ubezpieczał 9 pułk strzelców konnych, który zatrzymał się na postój we wsi Wróblina Stara. Późnym wieczorem dowódca pułku otrzymał ze sztabu Bry gady zadanie rozpoznania sił i zamiarów nieprzyjaciela w rejonie Łukowa (płn-wschód) i Żelechowa (płn-zachód). Niewielki podjazd w sile jed nego plutonu ruszył natychmiast w kierunku Łukowa. Wy korzystując bezdroża i panują ce ciemności — dotarł do mia sta i po paru godzinach przywiózł wiadomość, że w Łukowie były już za dnia jakieś od działy radzieckie, wieczorem odeszły na wschód, do miasta ma przybyć dywizja niemiecka. Kierunek Żelechowa rozpoznawał 1 szwadron rtm. Władysława Robaka. Już w nocy nadesłał wiadomość, że parę kilometrów przed miastem spot kał na szosie łukowskiej niemiecki samochód pancerny, który po oddaniu serii z karabinu maszynowego szybko wycofał się do Żelechowa. Dowódca szwadronu meldował, że schodzi z szosy do pobliskich lasów, ażeby z ukrycia lepiej obserwować ruch nieprzyjacie la. Nad ranem 5 października przysłał kolejny meldunek o posuwaniu się szosą z Żelecho Wa do Łukowa dużej kolumny niemieckich czołgów i samochodów pancernych, poprzedzo nej oddziałem kolarzy. Dalsze meldunki rtm. Robaka donosiły, że hitlerowska dy wizja rozszczepiła się na dwie kolumny: większa posuwa się szosą do Łukowa, słabsza zaś zdąża równoległym traktem w kierunku Radoryż — Krzyw da, obsadzonym siłami 5 pułku ułanów. Strzelcom konnym wypadło więc przyjąć walkę z wielokroć silniejszym przeciw mkiem* Cofające się w kontakcie og niowym z nieprzyjacielem patrole 1 szwadronu zwróciły jego uwagę. Nie dochodząc do Łukowa, niepiiecka kolumna zatrzymała się i rozwinęła natarcie na odcinek broniony przez 9 pułk strzelców konnych. Rozpoczęty o godz. 9.00 atak, mimo wsparcia granatni ków, załamał się w ogniu naszych cekaemów — Niemcy zostali zmuszeni do odwrotu na pozycję wyjściową. Po upływie godziny odezwała się niemiecka artyleria. Jej ogień koncentrował się nie tyl ko na linii polskiej obrony, lecz objął także' lasek, w którym rozstawieni byli koniowod ni. Poniesiono pierwsze straty w ludziach i koniach. Na zmasowany ogień niemieckiej artylerii odpowiadało jedyne działo, wspierające o-bronę pułku. Posiadało ono za ledwie kilka sztuk amunicji. Nie mając zwiadu ani telefonu, kpt. Eustachy Zadorecki rowerem dojeżdżał do pierwszej linii, skąd obserwował skutki swego ognia. Wracał po tem do działa, nanosił popraw ki. Można to dziś traktować wręcz humorystycznie, ale wówczas była to kwestia życia lub śmierci, a każdy celny strzał ogromnie podnosił na duchu przyciśniętych do leśnych wyrw i bruzd strzelców konnych. Nasi artylerzyści zapalili tuż przed linią samochód pancerny wroga. Przez trzy godziny Niemcy bali się ruszyć z podstawy wyj ściowej i tylko ich artyleria bi ła bez przerwy w naszą linię obrony. Kiedy wydało się Niemcom, że opór Polaków został zmiażdżony, ponownie ru szyli do natarcia. Przywitał ich celny ogień strzelców 2 i 4 szwadronu. Nieprzyjacielskie natarcie zaległo na przedpolu. Tymczasem inne oddziały hi tlerowców wdarły się w lukę między stanowiskami 5 p. uł. i 9 p. s. k. Płk Tadeusz Fale-wicz skierował do przeciwnatarcia odwodowy szwadron, rtm. Robaka, wzmocniony jed nym plutonem z 4 szwadronu. Brawurowy kontratak Polaków osiągnął zamierzony skutek — nieprzyjaciel nie wytrzymał 1 ponosząc dotkliwe straty, wy cofał się na szosę Żelechów — Łuków. Nieprzyjacielska nawała ognia znowu przykryła obrońców. Na obejmujący niespełna kilometr odcinek i nieduży lasek w ciągu dwóch godzin bez przerwy strzelało kilkanaś cie dział, w tym również arty leria ciężka. Jedyne polskie działo już dawno umilkło z po wodu braku amunicji. Mimo głębokiego okopania się na stanowiskach, pułk zaczynał ponosić coraz większe straty. Wynoszą z pierwszej li nii ciężko rannego dowódcę 2 szwadronu por. Tucewicza i zaraz po nim dowódcę plutonu kolarzy por. Mieczysława Rowińskiego. Umiera kapral Naparty. Za chwilę niosą rannego w głowę ppor. Jana Zająca, kaprala Żyburę i innych. Szeregi obrońców topnieją. W chwilach największego na tężenia walki czołga się do sta nowiska dowódcy pułku oficer ordynansowy dowódcy Bryga dy por. Rómmel, przywożąc rozkaz oderwania się od nieprzyjaciela i dołączenia do Bry gady w Krzywdzie. Ppłk. Fa-lewicz ma się natychmiast zameldować osobiście w sztabie. Dowódca pułku rozkazuje szwadronom wykonać krótkie przeciwnatarcie, wsparte ogniem ckm i działek przeciwpancernych, ale bez zmiany stanowisk — i zaraz potem wy cofania tego ciężkiego sprzętu ogniowego do tyłu. Zapadający zmrok pozwolił oderwać się od nieprzyjaciela prawie bez strat. £ O Pk © Pi -8 o) >» U £ < o * C a % E Noc z 5 na 6 października 1939 roku. W leśniczówce Lipi-ny melduje się u gen. Kleeberga pułkownik Tadeusz Fale-wicz. Jak cienie przesuwają się szwadrony 9 pułku strzelców konnych. Nigdy, w żadnej fazie walk, pułk nie utracił zdolności bojowej. GRACJAN FIJAŁKOWSKI TŁO kiedyi takie popular ne powiedzenie, które głosiło, że „jak świat światem nie będzie Niemiec Polakowi bratem". Trzeba przyznać, że w różnych okresach historycznych, a zwłaszcza w dziejach najnowszych, niemiecki nacjo nalizm i militaryzm uczynił niezmiernie wiele, by powiedzenie to można było uznać za uzasadnione. Jednakże od ponad dwudziestu lat między O-drą i Łabą część narodu niemieckiego kształtuje na zupeł nie odmiennych zasadach swe stosunki z polskim sąsiadem. Pierwsze demokratyczne państwo niemieckie, które w tych dniach obchodziło 17. rocznicę swego powstania, rozwija wśród społeczeństwa intensyw ną i wszechstronną działalność wychowawczą. Ukazuje się tam w sposób właściwy i nie zafałszowany historię stosunków obu narodów, mówi się jasno i bez niedomówień o przewinieniach i zbrodniach pruskiego czy hitlerowskiego imperializmu. Jednocześnie przedstawia się dorobek i wie lowiekowe dziedzictwo kulturalne narodu polskiego oraz osiągnięcia w budownictwie socjalistycznym. Działalność ta prowadzona jest przy pomocy różnych metod t form. Organizuje się wy stawy o dorobku Polski, ukazu ją się książki i publikacje na ten temat, sporo jest audycji radiowych i telewizyjnych. W kinach NRD można obejrzeć polskie filmy, w księgarniach jest do nabycia wiele książek polskich pisarzy, wystawiono $m w teatrach niejedną sztukę In Mrą o Polsce naszych dramaturgów, systematycznie odbywają się wystę py polskich artystów, wszechstronną działalność rozwija o-środek kultury polskiej w Ber linie. Praca wychowawcza w tym kierunku rozwija się także — co jest ogromnie istotne — w szkole. Weźmy chociażby za przykład nauczanie historii. Program w tej dziedzinie w odniesieniu do średniowiecza przewiduje, że „uczniów należy zapoznać z miejscem zamieszkania i sposobem życia zachodnich Słowian. Pierwszy etap ekspansji wschodniej na leży wykorzystać jako przykład agresywnej polityki zagranicznej niemieckich feuda-łów. Trzeba przy tym wyraźnie przedstawić słuszną i spra wiedJiwą walkę Słowian." — Dawno już w niemieckiej szko le nie obserwowało się takiego podejścia do tych zagadnień. Również programy i pod ręczniki dotyczące następnych etapów dziejów w srposób podobnie szczery i wolny od nawarstwianych przez wiele lat nacjonalistycznych zafałszo-wań — przedstawiają wzajem ne stosunki obu narodóv± Odnosi się to także do dziejów najnowszych, II wojny światowej, jej przyczyn i skut ków dla świata oraz narodu niemieckiego. Bez osłonek przedstawia się zbrodnie hitle rowskie w Polsce. W podręcz niku dla klasy X czytamy np. „Po zajęciu Polski faszyści wprowadzili brutalny terror na podbitych terytoriach. Lud ność padała ofiarą okrutnych masakr... Faszyści zgotowali narodowi polskiemu okrutny los, ale naród ten nie był bier ny. Najlepsi przedstawiciele narodu organizowali nielegalnie czynny opór przeciw faszy stowskim najeźdźcom". Jest w podręcznikach omówiona dokładnie także sprawa eksterminacji Żydów, niszczenie kul tury narodowej, kwestia obozów koncentracyjnych i pracy niewolniczej. Trudno w tym momencie wstrzymać się od u-wagi, że podręczniki zachodnio niemieckie załatwiają te kwestie ogólnikowo, czasem jedno zdaniową wzmianką, a nierząd ko wręcz przemilczają. Dzieci i młodzież NRD dowiadują się w szkole również wiele o nowej Polsce. W niektórych szkołach uczą się tak że języka polskiego. Tak więc poprzez szkołę i wychowanie młodzieży tworzy się w NRD solidne i trwałe podwaliny społeczne pod nowy typ stosunków między sąsiadami z obu stron Odry. JL POLAN Deklaracja pokoju Niemiecka Republika Demokratyczna obchodziła ostatnio 17 rocznicę swego istnienia. Z tej okazji rza-d NRD raz jeszcze zadeklarował zasadniczy cel swej działalności: umocnienie pokoju i bezpieczeństwa w Europie. Podkreślił równocześnie, że zrealizowanie tych szczytnych celów NRF rezygnacją z broni atosunków między wszystkimi pań-wymaga dalszej normalizacji stocja ta zakłada jednak ze strony stwami europejskimi. „Norma-liza mowej we wszelkiej formie, rezygnacje ze zbrojeń i .polityki odwetowej oraz roszczeń terytorialnych wobec irmyeh państw" — stwierdza deklaracja. Z okazji święta bratnich demokratycznych Niemiec warto przypomnieć, że: ty NRD utrzymuje dyplomatyczne, konsularne I stałe ekonomiczne stosunki z 50 krajami; ty NRD i jej organizacje wchodzą w skład 250 międzynarodowych organizacji; ty NRD podpisała już ponad 1000 umów międzynarodowych; ty NRD jest jednym z dziesięciu najbardziej rozwiniętych państw świata. 99 Im trojański" Czarnego Lądy Do licznej już rodziny niepodległych państw Afryki przystępują nowe kraje. 30 września br. uzyskała niepodległość Botswana (Beczuana), 4 bież. miesiąca — Lesotha (Basuto). Afryka oczekuje w najbliższym czasie niepodległości Swazi — ostatniego brytyjskiego protektoratu na tym lądzie. To właśnie w związku z uzyskaniem niepodległości przez wspomniane wyżej dwa państwa ONZ ostrzegła białych ra-sistów w Afryce przed wtrącaniem się i ingerowaniem w wewnętrzne sprawy tych krajów. Leżą one bowiem w samym środku terytorium, kontrolowanego przez białych ra-sistów: Republiki Południowej Afryki, Afryki Południowo--Zachodniej i Rodezji. Oba nowo wyzwolone kraje całkowicie uzależnione są faktycznie od wrogo usposobionych do nich sąsiadów, nie posiadają własnych portów, kolei, przemysłu — nic, poza siłą roboczą i b. zacofanym rolnictwem. Mimo ich trudnej sytuacji gospodarczej Afryka pokłada w nich duże nadzieje, bowiem w tej właśnie części kontynentu afrykańskiego toczy się titajo-na zaciekła batalia pomiędzy wyzwalającym się Czarnym Lądem, a ostatnimi bastionami rasizmu i kolonializmu. W walce tej Botswana, Lesotha i Swazi odegrać mogą rolę „konia trojańskiego", rozbijającego od wewnętrz zwarty dotąd front białych rasistów. BOŃSKI JARMARK » ONN znów było widownią burzliwych przetargów wielkich M i małych koalicji wokół oceny ostatniej politycznej podróży kanclerza Erharda do Waszyngtonu, która — jak wiadomo — zakończyła się niezbyt dlań pomyślnie. Warte uwagi są w związku z tym stale pogłębiające się różnice poglądów między dwoma najpoważniejszymi bońskimi ugrupowaniami, tj. CDU a SPD wobec kwestii zbrojeń atomowych. Oba ugrupowania reprezentują różne koncepcje co do drogi, mającej doprowadzić NRF do uzyskania broni atomowej, z której ani CDU, ani SPD nie myślą rezygnować. Znamienne jest tu stanowisko przywódców SPD, którzy obawiają się, że USA zaangażowane politycznie i militarnie poza Europą mogą„zredukować część swych wojslf, stacjonujących w NRF. Innymi słowy — państwo bońskie obawia się ewentualności powstania — poza plecami Bonn i bez pytania NRF o zgodę — strefy rozrzedzonych zbrojeń w Europie. Dlatego już dziś SPD próbuje zapobiec w sposób bardzo zakamuflowany — takiej sytuacji, wyrażając słowami swojego przedstawiciela w Bundestagu H. Schmidta obłudne „uznanie" dla polskiego planu dezatomizacji środkowej Europy, jako „dokumentu, przynoszącego zaszczyt rządowi polskiemu", a równocześnie stwierdzając, iż rzeczą NRF „nie jest odpowiadanie na polskie propozycje, lecz formułowanie własnych, niemieckich". Jakie mogą być te propozycje — nietrudno się domyślać: NRD, Polska, CSRS mogą nie chcieć broni nuklear- nej, NRF jednak „w interesie Europy" — pragnie nią rozporządzać". i «Kryjcie się dobrze, chłopcy. McNamara znów patrzy w przyszłość z optymizmem". („Chicago Sun-Times'') MEGIMY^ MoP>i«e«MM<»RE0.«.?ANASIAKA KLĘSKI na ttau frontach BILANSUJĄC wydarzenia ostatnich tygodni dzień nik „New York Post" pi sze: „Odnosimy poważne klęski na dwu frontach: w polity ce i strategii. Tematem nr 1 o-bradującej obecnie XXI sesji ONZ jest nadal krytyka naszej polityki w Wietnamie, Strategia zwycięstwa militarnego w tym kraju również wy daje się nie do zrealizowania..." O jednomyślności zgromadzę nych w ONZ przedstawicieli większości państw świata w kwestii wietnamskiej świadczy m. in. następujący fakt: Po przemówieniu francuskiego mi nistra spraw zagranicznych Couve de Murville'a, potępiają cym agresję USA w Wietnamie, po raz pierwszy w historii ONZ skorzystał z prawa repliki wobec przedstawiciela jednego z mocarstw zachodnich — delegat USA w ONZ. Również z frontów Wietnamu prasa amerykańska odnotowała niepomyślne dla USA komunikaty. Akcje partyzantów przybierają na sile. Coraz częściej wojska amerykań skie ponoszą większe straty w ludziach, niż oddziały reżimowe, w szeregach których szerzy się demoralizacja i dezercja. Coraz większe są też sini ty lotnictwa USA nad DRW. „Wszystko to dowodzi — pteałt ostatnio włoska „Unita" — że Wietnam — miejsce największego obecnie dramatu współczesnego świata — staje się z woli historii miejscem największej kompromitacji potężnej Ameryki w konfrontacji z walczącym o swą wolność małym i biednym narodem wietnamskim, który walcząc — zwycięża*'. Zawodzi polityka i strategia — cóż czyni Waszyngton? „DopóJd nic jest za późno, czas rozpocząć rokowania!" — woła wyrażając o-pinię postępowej Ameryki senator Fullbright. Waszyngton cynicznie odpowiada na to, obłudnymi deklaracjami pokojowymi Prasa amerykańska nie ukryfca faktu, że jest to jedynie manewr, obliczony na efekt w samych Stanach Zjednoczonych, nie mający nic wspólnego z polityką USA wobec Wietnamu. Zbliżają się wybory do Kongresu USA. Wyborcy amerykańscy znając dobrze osobliwy mec han tem propagandy przedwyborczej — nie traktują zbyt serio najbardziej oficjalnych deklaracji i zapewnień. Na serio jednak świat most traktować oznaki dalszej eska lacji wojny w Wietnamie. Coraz częściej wśród strategów z Pentagonu mówi się o zamia rach inwazji na terytorium DRW. Jeszcze bardziej znamienne jest, że Biały Dom nie odciął się dotychczas od wypo wiedzi b. prezydenta Eisenhowera, nawołującego do użycia w Wietnamie broni nuklearnej. Wszystko to nie może nie bu dzić grozy i przerażenia śwła towej opinii publicznej, która potępiając politykę USA ©-strzegą agresorów przed dalszą eskalacją zbrodni. SZPILKĄ Dziennik „Washington Post" donosi, że senator Robert Kennedy, brat zamordowanego zdradziecko prezydenta oświad czył, iż w żadnym przypadku nie będzie ubiegał się o fotel prezydenta ani wiceprezydenta w zbliżających się wybo- rach 1968 r. Dziennik pisze, że senator dał do zrozumienia, Łż nie chce być kandydatem na wiceprezydenta przy Johnsonie nawet, gdyby ten go o to prosił. Trudno się dziwić. Jak wykazała historia — współpraca Kennedy — Johnson nie kończy się szczę^^wie*. StŁ | i GŁOS Nr 247 (43525 ^umżAj AGNIESZKO (38) Lenert umilkł I preez chwilę bawi! się ołówkiem. Przyjrzał dę uważnie swemu rozmówcy i znowu spytał: — Czy mia* pan już do czynienia z milicją? — Z milicją? No tak... owszem... W zeszłym tygodniu zapłaciłem mandat karny. Przechodziłem nieprawidłowo jezd-juę na Nowym Świecie. Lenert wstał, obszedł dookoła biurko 1 położył dłoń na plecach fryzjera. — Iz powodu tego mandatu tak się pan trzęsie jak galareta? Dziwne. — Ależ, panie majorze, ja... ja.~ ja jestem tylko trochę zde-Berwowany i zmęczony. Nigdy jeszcze nikt mnie nie przesłuchiwał. Nie jestem przyzwyczajony. — Nic nie szkodzi. Przyzwyczai się pan. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Jest pan trochę za bardzo nerwowy. Dziwię się, jak pan może w ogóle czesać, strzyc. Że też pan nie pokaleczy swoich klientek. — Ja nie zawsze jestem taki nerwowy. — Nie zawsze? Uhm. Nie bardzo rozumiem dlaczego roz-Ktowa ze mną tak pana rozstraja. — Bow bo„. — jąkał się Zenon. — Bo tak mnie pan speszył. — Czymże tak pana speszyłem? — Sam nie wiem. Po prostu nie spodziewałem się. A jak się człowiek nie spodziewa... — Jak ezłowiek ma czyste sumienie, to rozmowa z oficerem milicji nie powinna go peszyć — powiedział Lenert i wysypał niedopałki do kosza na śmieci. — Czy zna pan tę młodą osobę, na którą dokonano napadu? Na imię jej Agnieszka. — Tatr. Znam Ją. — To dlaczego na początku naszej rozmowy twierdzi! pan, że pan jej nie zna? Zenon z trudem przełknął ślinę. — Nie orientowałem się po prostu o kogo chodzi. — A mnie się zdaje, że doskonale się pan orientował. Ale mniejsza o to. Niech mi pan powie, czy pan wiedział gdzie Agnieszka pracuje? — Wiedziałem. — Czy bywał pan u niej w sklepie? — Ale skądże, panie majorze. Nigdy tam nie byłem. Nawet dokładnie nie wiem, gdzie ten sklep się znajduje. — Kiedy pan kupił te traktory? — spytał niespodziewanie Lenert. Zenon aż podskoczył na krześle. — Traktory? Jakie traktory? — No te, które znaleźliśmy u pana w piwnicy. — To była u mnie rewizja? — Tak. — Ale jakim prawem? — Zapewniam pana, że wszystko odbyło się zupełnie praw nie. No więc jak z tymi traktorami? — Nie rozumiem o co chodzi. Stare traktory. Leżą już w piwnicy ze trzy lata. — I przez te trzy lata pan Ich nie używał? — Nie. To znaczy^ nie pamiętam. — Jak to? Nie pamięta pan, w jakich pan chodzi butach? — No wie pan, panie majorze, nie zwracam na te rzeczy specjalnej uwagi. Być może, że jak kiedyś było błoto— Nie rozumiem dlaczego panowie robili u mnie rewizję? — Tak sobie. Z ciekawości. Zenon był coraz bardziej roztrzęsiony. — I co właściwie panowie znaleźli? Czego panowie szukali? — Znaleźliśmy to i owo — uśmiechnął się Lenert, walcząc z ogarniającym go znużeniem. Zenon zerwał się z krzesła. — Ja tego wszystkiego zupełnie nie rozumiem! — krzyknął, a głos gwałtownie mu się załamał, przechodząc w piskliwy dyszkant. — Nie rozumiem czego ode mnie chcecie? O co mnie oskarżacie? — Proszę siadać — rozkazał energicznie Lenert. Z twarzy jego zniknęły nagle ślady zmęczenia. — Nikt pana o nic nie oskarża, przynajmniej na razie. Niech mi pan powie, dla- czego akurat wczoraj pojechał pan do Falenlcy, żeby odebrać te pięćset złotych. — Wczoraj był pierwszy. Przypuszczałem, że kolega będzie miał pieniądze. — I tak się panu spieszyło, że nawet nie mógł pan zaczekać aż zamkną wasz zakład fryzjerski. Musiał pan koniecznie być przed dziewiętnastą w Falenicy? — Niekoniecznie, panie majorze. Tak się złożyło. Chciałem to prędzej załatwić. Lenert pokiwał głową. — Tak, tak, rozumiem. Chciał pan to prędzej załatwić. Czym prędzej dorwać się do pieniędzy, tym lepiej. Nie rozumiem tylko dlaczego tak panem wstrząsnęła wiadomość o rewizji w pańskim mieszkaniu. — To chyba nic przyjemnego, panie majorze. Nic przyjemnego, jak ktoś grzebie w moich rzeczach. Ja jestem bardzo pedantyczny, lubię porządek, lilbię, żeby każda rzecz leżała na swoim miejscu. A jak się robi rewizję, to później wszystko poprzewracane, nic nie można znaleźć. — A skąd pan wie, jak to jest, jak sie robi rewizję? — spytał Lenert. — Czyżby tak często robiono u pana rewizję? — Ale skądże! Tak sobie tylko wyobrażam. — Bujną ma pan wyobraźnię. Może mi pan wobec tego powie, jak pan sobie wyobraża dalszy ciąg tej historii? Co ja mam z panem zrobić? — Chyba pan major nie ma zamiaru zatrzymać mnie w areszcie? — Nie zgadł pan, bo właśnie mam ten zamiar. — Ale za co, panie majorze? — jęknął Zenon. — Za co? Powiedziałem szczerą prawdę. Nie poczuwam się absolutnie do niczego. Jestem niewinny. Uczciwie pracuję na życie. Nie w głowie mi żadne napady. Mam dobrą opinię wśród ludzi. Nie piję, nie łajdaczę się. Żyję skromnie. A że znam tę dziewczynę, to tylko przypadek. Na pewno nie tylko ja ją znam. Niechże mi pan nie robi krzywdy, panie majorze. Nic nie zawiniłem i nic— Lenert ruchem ręki przerwał ten potok słów. — Niech pan nie traci na próżno energii. Jest pan przecież na tyle inteligentnym człowiekiem, że zdaje pan sobie chyba sprawę, z tego, że taka gadanina nie robi na mnie żadnego wrażenia. (D. e. n.) Zwyczajna noc — Sto dwunasty, kołuj start! — Sto piętnasty, kołuj start! dowe. Stwierdziwszy, że wszy-na stko w porządku na chwilę przywiera wzrokiem do ekranu pokładowego urządzenia ra na diolokacyjnego. Tak jest, cel ukazał się już na ekranie. — Zrozumiałem, kołuję na start! — odpowiadają niemal równocześnie obydwaj piloci. Ciemne sylwetki samolotów ko łują ostrożnie na początek pasa. Z góry przychodzi rozkaz: ^poderwać parę myśliwców, zwalczyć cel numer..." — Sto dwunasty — start! — Sto piętnasty — start! — Zrozumiałem — kwitują piloci. Huk silników wzrasta. Maszyny ruszają z miejsca, przyspieszają i już po chwili posłuszne rękom pilotów odrywa ją się od ziemi. Idą w górę, wi dać to po żarzącym się strumie niu gazów z dyszy. Wreszcie znikają z oczu. Na pas startowy wykołowuje następna para myśliwców. — Sto dwunasty, dla ciebie kurs... wysokość... — Zrozumiałem, kurs... wysokość... — jak echo odpowiada pilot. Na wskaźniku widać teraz trzy punkty: cel i myśliwce. Operator śledzi pilnie porusza jące się punkty. Planszeciści nanoszą je na planszety. Nawigator analizuje przemieszcza nie się punktów, oblicza przy pomocy specjalnego przyrządu przypuszczalne miejsce spotka nia i podaje poprawkę. W e-ter płynie głos: — Sto piętnasty, kurs— — Zrozumiałem. Obracają się anteny stacji radiolokacyjnych. Planszety za pełniają się liniami i punktami Operatorzy śledzą ekrany. Oto pojawił się nowy cel, a za chwilę następny. Płyną meldunki, rozkazy, zadania. Za oknami stanowiska dowodzenia huk silników powtarza się coraz częściej. Startują kolejno myśliwce. W powietrzu zagęszcza się od celów i atakujących je myśliwców. W słuchawkach krzyżują się głosy komend i odpowiedzi. Spośród nich trzeba umieć wyłowić te, które dotyczą właśnie danego celu i danego pilota. A to nie jest proste. Rozgrywa się niewidoczny dla oka pościg, trwa nocna walka powietrzna. — Sto czterdziesty — cel przed tobą! — głos nawigatora z ziemi dociera do pilota przez szura i trzaski. Major obrzuca spojrzeniem przyrządy pokłą- — Ja sto czterdziesty, cel wi dzę — melduje spokojnie. — Zezwólcie atakować! — Sto czterdziesty — atak zezwalam! — Zrozumiałem. Palce pilota naciskają przycisk urządzenia spustowego. W tej chwili od samolotu winny oderwać się pociski rakietowe i poszybować w kierunku celu. Zamiast tego jednak urządzenie uruchamia kamerę — która utrwali na taśmie filmowej położenie celu w momencie ataku. Pierwsza para wylądowała po wykonaniu zadania. Mecha nicy sprawdzają maszyny, dokonują przeglądu, uzupełniają paliwo, tlen, powietrze. Fo-tolaboranci wywołują tymczasem taśmy filmowe wyjęte z kamer. Widać jakieś zarysy. To cel. W porządku — cel został przechwycony, zadanie wy konane. Dwom „nieprzyjacielskim** samolotom udało się przerwać i ujść przed pościgiem myśliwców. Zbliżają ,się szybko do bronionego obiektu. Wyższy przełożony decyduje: — Cel numer... zwalcza arty leria rakietowa! Płyną rozkazy. Na stanowisku dowodzenia artylerzystów zapalają się lampki, pulsują wskaźniki, podawane są komendy. Dziesiątki oczu śledzą ruch punkcików na ekranach i wskazania przyrządów. Dziesiątki rąk manipuluje pokrętła mi, naciska dźwignie i przycis ki. — Pierwsza — cel numer_ kierunek... wysokość... — Pierwsza gotowa/ — Pierwsza start! Kapitan przyciska palcem niewielki guzik. W tym momen cie na spotkanie nieprzyjacielowi powinna pomknąć smukła rakieta przeciwlotnicza. Na urządzeniu treningowym widać tor lotu naszej rakiety, która spoczywa sobie spokojnie na wyrzutni. Tymczasem „mądre" maszyny wyliczyły dokładnie jej tor lotu i rzuciły jego o-braz na ekran. Punkcik •— rakieta zbliża się do punkciku — samolotu. Cel odchyla się. Może pilot dostrzegł błysk star tu rakiety i wykonuje manewr? Ale nic mu nie pomoże. Mała poprawka i rakieta po- słusznie zmienia kierunek. Jeszcze chwila i oba punkciki spotkają się na ekranie. Błysk i wszystko znika. — Cel zniszczony! — melduje dowódca pododdziału rakiet. — Druga — cel numer... kie- runek... wysokość— następny rozkaz. — Druga gotował płynie Mijają godziny wypełnione trudną, odpowiedzialną, wyczerpującą i pełną napięcia pracą. Tu pomylić się nie wolno. Pomyłka może kosztować czyjeś życie— Zmieniają się sytuacje. Wal czy lotnictwo, prowadzi działa nia bojowe artyleria. Wreszcie koniec alarmu. Na lotniskach lądują ostatnie samoloty. Stop niowo wyłączane są poszczegól ne agregaty i urządzenia. Zmęczeni żołnierze wracają samochodami do koszar. Jadą przez miasteczko. W oknach zapalają się już pierwsze światła. Wojskowe osiedle też budzi się ze snu. Niedługo dzieci zaczną wychodzić do szkoły. Żony do pracy. Mężowie i ojcowie wracają do domów na odpoczynek. Minę?a jeszcze jedna noc żołnierzy Wojsk Obrony Powietrznej Kraju. Zwyczajna noc. Taka, jakie zdarzają się dość często. Po to, by dla innych noce te były też zwyczajne. Zwyczajne — to jest spokojne. ANDRZEJ MONASTYRSKI m KRÓTKOWZROCZNA BABCIA „Ach, jaki piękny pies!" — wykrzyknęła leżąca w łóżku 81-letnia Mercedes San Felitz z miasta Gijon, gdy przez okno jej sypialni wskoczył okazały zwierz, który pozwolił się star szej pani gładzić po grzbiecie, po czym mrucząc wyciągnął się na jej łóżku. Po pewnym czasie dwóch funkcjonariuszy cyrkowych przyszło odprowa- Ciekawostki dz!6 „pięknego psa". Nie był to pies, lecz zbiegły z menażerii cyrkowej tygrys. BEZCZELNOŚĆ Banda złodziei posługując się ciężarówkami doszczętnie ogołociła magazyny pewnej fa bryki tekstylnej w Richmond w stanie Wirginia (USA). Na pierwszy ogień na ciężarówki załadowano, po fachowym roz montowaniu, urządzenie alarmowe magazynów. OGŁOSZENIA DROBNE WYRABIAM siatkę ogrodzeniową o różnych wymiarach oczek. Julian Macecha, Słupsk, Gdańska 38. Gp-3046 POTRZEBNA pomoc do dzieci dochodząca. Koszalin, WL Kniew-skiego 10/15. Gp-3047 Po ZAKŁAD GOSPODARKI CIEPLNEJ MZPM W KOSZALINIE, UL. B. BIERUTA 26, zatrudni natychmiast 2Q PALACZY i 30 POMOCNIKÓW PALACZ*. Jednocześnie zawiadamia, że TOWARZYSTWO KRZEWIENIA WIEDZY PRAKTYCZNEJ w Koszalinie, ul. Armii Czerwonej 6 ORGANIZUJE KURSY PALACZY, ukończeniu kursu możliwości zarobku znacznie wzrosną. K-2631-0 ę WOJEWÓDZKA SPÓŁDZIELNIA SPOŻYWCÓW ODDZIAŁ W BYTOWIE, woj. Koszalin zatrudni na stanowiska KIEROWNIKA I ZASTĘPCY ZAKŁADÓW GASTRONOMICZNYCH z wykształceniem średnim gastronomicznym, KUCHARZA I GARMAŻERA — MISTRZÓW, najchętniej osoby samotne. Warunki płacy i mieszkaniowe do uzgodnienia w biurze Oddziału. K-2619-0 ROBOTNIKÓW do robót melioracyjnych zatrudni natychmiast REJONOWE PRZEDSIĘBIORSTWO MELIORACYJNE W SŁUPSKU, UL. PRZEMYSŁOWA 128. Wynagrodzenie wg Układu zbiorowego pracy w budownictwie. Kwatery, stołówki, ubranie robocze zapewnione. K-2555-9 WOJEWÓDZKI ZARZĄD KIN W KOSZALINIE zatrudni od zaraz KSIĘGOWĄ oraz z dniem 1 listopada 1966 r. FOTOGRAFIKA. Warunki pracy i płacy do omówienia w Sekcji Personalnej WZKin w Koszalinie, ul. Grunwaldzka 8—10. K-2629 KOSZALIŃSKIE PRZEDSIĘBIORSTWO BUDOWNICTWA PRZEMYSŁOWEGO W KOSZALINIE zatrudni natychmiast do Bazy Sprzętu: OPERATORA DO OBSŁUGI BETONIARKI i MONTERA, OPERATORA NA AGREGAT TYNKARSKI, OPERATORÓW NA SPYCHACZE TUR i S-100 KIE-ROWCĘ-MECHANIKA, 3 SLUSARZY do naprawy sprzętu budowlanego, KONSERWATORA sprzętu budowlanego, na BS, OPERATORA na suwnicę SBS-45, OPERATORÓW NA ŻURAWIE WIEŻOWE ZW-45 i ZB-20, ELEKTRYKA ze znajomością sprzętu budowlanego oraz PRACOWNIKA UMYSŁOWEGO na stanowisko z-cy KIEROWNIKA BAZY SPRZĘTU w Koszalinie. Zgłaszać się w Dziale Zatrudnienia i Płac — Koszalin, ul. Racławicka, barak nr 2. K-2632-0 '/ / WiĘm M I rf MUZYKA : JAN KOWALCZYK SŁOWA : EDWARD KUP/SZEWSKI r*__f «*rf $ sMn/MU" ^ 4 ,Cf ^ ,_CŁ. m $ . ■ K K I K -*2- £ Gdy świt zbudzi Koszalin Miasto ciszy i mgieł Morze wiatrem z oddali Zwiastuje dobry dzień Za tę ciszę poranka Za ten uśmiech od morza Warte miasto miłości Trzeba umieć je kochać Ja *V fi* - 7*^4 , bis m Zd€i Cl | » i# £oc4*.l. Zf /»- mmJcą. wm m AC- ALBUM KOSZALIŃSKIEJ PIOSENKI Inne miasta się szczycą Że wyrzeźbił je wiek U nas młodość w ulicacH Rozkwita z każdym dniem U nas cisza poranka U nas uśmiech od morza Za ten spokój radosny Jakże miasta nie kochać. bis GŁOS Nr 247 (4352) i Str. 9 ŚPIEWAJĄ REFERENCI „Śpiewają: dyrektorzy, kierownicy, ^ekonomiści, inspektorzy, instrruktorzy, referenci" — taki napis umieszczono w zaproszeniu na jubileuszowy kon cert chóru mieszanego przy WZGS w Koszalinie. Dziś zespół,ten pracuje już trzynasty rok/— pod kierunkiem dyrygenta i kierownika artystycznego Jana Kowalczyka, znanego koszalińskiego kompozytora i/ działacza ruchu muzycznego. W czym. leży tajemnica długotrwałości tego chóru, gdy wiele innych dawno zakończyło swój żywot? Składają się na to dwie co. najmniej przyczyny. Jedną z nich jest zaangażowanie się do tej pracy Jana Kowalczyka, drugą zaś — stworzenie odpowiednich warunków, gorące poparcie, z jakim spotkał się chór ze strony swego założyciela i opiekuna — prezesa WZGS Bolesława Bie-lankiewicza. Warto też podkreślić, te ^ jedną z poważniejszych trudności w muzycznym ruchu amatorskim jest brak odpowiednich materiałów repertuarowych. Trudność tę przezwycięża Jan Kowalczyk samodzielnie aranżując utwory na chór i orkiestrę towarzyszącą (składającą się z ośmiu członków KOS). Spośród 200 pozycji repertuarowych cjióru o- Wc/arzenia : I77V7YPADKI • NA RAMPIE dworca kolejowego w Bytowie rozładowywano w czwartek samochód. W pewnym momencie kierowca ruszył i otworzyła się boczna klapa samochodu. 22-letni Jan P. zamykając klapę wpadł pod koła samochodu. W stanie ciężkim odwieziono go do szpitala. O W BIAŁYM BORZE (powiat miastecki) motocyldista Michał B. z Miastka najechał na furmankę, należącą do Antoniego T. z Białego Boru. Furmanka nie miała świateł. Motocyklista i woźnica furmanki zostali ranni. • W CZWARTEK około godz. 21.10 wybuchł w Wałczu pożar w elewatorze tamtejszych Zakładów Młynarskich. Zapaliła się tam mianowicie instalacja elektryczna na drugim piętrze i wkrótce pożar zniszczył instalację w całym budynku. Pożar ugasili szybko robotnicy n zmiany. Spaliła się suszarka, przewody elektryczne. W czasie pożaru (a częściowo również w wyniku akcji ratowniczej) zniszczeniu uległy 3 tony zboża. • W TUCHOMIU (pow. Bytów) ośmioletni Kazimierz S., bawiący się zapałkami, spowodował pożar; spaliła się sterta, należąca do Feliksa K. Straty wynoszą około 3 tys. zł. (mrt) koło 150 — to utwory lub przeróbki Jana Kowalczyka. Jan Kowalczyk pochodzi z uzdolnionej muzycznie rodziny. Szkołę muzyczną (specjalność — kierownik chórów i orkiestr) ukończył jako prymus. Jest autorem około 60 utworów — przeważnie muzyki do tekstów ludowych, m. in. ze zbiorów Kolberga i piosenek estradowych. Dwukrotnie uzyskał I miejsca w konkursach międzywojewódzkich na piosenkę. (M. in. pt. „Wakacje"). Obecnie — dzieli swój czas mię dzy chór WZGS. zespół przy Rozgłośni PR i klasy artystycz ne szkoły 1000-lecia. Jest to czas dokładnie wypełniony — jeśli weźmiemy pod uwagę również przygotowanie się do zajęć i występy. Toteż aranża cją utworów zajmuje się przeważnie nocą, „kiedy jest cicho w domu i na ulicy". „Śpiewają referenci...". Jan Kowalczyk utrzymuje, że powodzenie ruchu amatorskiego zależy od wysiłku, jaki się w niego wkłada r i od warunków. W każdym środowisku, jego zdaniem, można osiągnąć podobne wyni>ki. Powiada, że mógłby z równym powodzeniem prowadzić analogiczny chór przy każdym zakładzie pracy, liczącym przynajmniej 200 osób. Repertuar chóru WZGS składa się przeważnie z piosenek estradowych, ludowych. Nie są to u-twory zbyt trudne, ale pamiętajmy, że wykonują je ,,dyrektorzy, kierownicy, ekonomiści, referenci'*, którzy często niewiele mieli wspólnego z muzyką, którzy nie posiadali w wielu przypadkach nawyku uczęszczania na koncerty. Toteż każdą niemal próbę poprzedzały kilku nastod ni owe ćwiczenia. Dalsza praca nad emisją głosu, solfeżem, repertuarem jest ambicją Jana Kowalczyka. Chciałby on też, by członkowie chóru mieli abonamenty na koncerty KOS i regularnie na nie uczęszczali. Rozśpiewani referenci wystę pują przeważnie na wsi, głów nie z okazji walnych zgromadzeń geesów i pezetgeesów. W ciągu swej dwunastoletniej ka riery śpiewaczej wystąpili już 280 razy, również w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Gdańsku Zdobyli 25 dyplomów, pięciokrotnie byli laureatami pierw szych miejsc w eliminacjach zespołów śpiewaczych. Ich zespół przyczynił się niemało do popularyzacji muzyki na wsi, jest słuszna chlubą koszalińskiego WZGS. (aka) Sobota — niedziela (15—16 X) KOSZALIN Dyżuruje apteka nr 52, al. Świerczewskiego 11/15, tel. 69-69. SŁUPSK Dyżuruje apteka nr 32 przy ul. 22 Lipca 15, tel. 28-44. KOSZALIN MUZEUM — Pradzieje Pomorza Środkowego. Wystawa czynna codziennie za wyjątkiem poniedziałków w godz. 10—16. W piątki wstęp bezpłatny. SALA WYSTAWOWA WDK — Wystawa prac uczestników IV Pleneru Koszalińskiego. WDK czytelnia — „Wietnam walczy". » KAWIARNIA WDK — Ściana kilku obrazów. KAWIARNIA RATUSZOWA — Grafika Janiny Karcze w skiej-Ko-niecznej z Gdańska. SŁUPSK MUZEUM POMORZA ŚRODKOWEGO — Zamek Książąt Pomorskich — czynne od godz. 10 do 16. MUZEALNA ZAGRODA SŁOWIŃSKA W KLUKACH — czynna od godz. 10 do 16. KLUB „EMPIK" przy al. Zamenhofa — Wystawa, ekspozycje reprodukcji malarstwa. W KOSZALIN BTD — sobota 15 barn. — godz. 8.30, u, 13.30 — Pióropusz błękitnego orla* SŁUPSK BTD, ul. Watowa, tel. »r-S5 — w sobotę i w niedzielę — godz. 19 — Angelin*. O5® a fei o KOSZ ALM? adria — sobota — Mściciel w masce (angielski, od lat 14). Niedziela — Ktokolwiek wie (polski, od lat 16). SPORT O SPORT SPORT ® SPORT © SPORT 9 SPORT Dokąd się wybierzemy PIŁKA NOŻNA m LIGA W Szczednilru: DARZBÓR — POLONIA Gdańsk (niedziela godzina 14.30), LIGA OKRĘGOWA W Słupsku: GRYF — WŁÓK- Spotkania z literatka W najbliższych dniach na zaproszenie PDK przyjeżdża do Wałcza literatka warszawska — Maria Szypowska, autorka tomiku wierszy „Próba spojrzenia", powieści biograficznej „Konopnicka — jakiej nie znamy" ooraz powieści „Wiadro pełne nieba". Maria Szypowrska jest również autorką opowiadań w czytankach szkolnych i słuchowisk radiowych dla dzieci. W ciągu dwóch dni swego pobytu w Wałczu spotka się ona ze swoimi czytelnikami i słuchaczami w klubo-kawiar-niach w Brzeźnicy i Samborsku (16 bm.) oraz w Sypniewie (17 bm.). „Dialog" zaprasza... ... na tradycyjne już sobotnie •potkanie o godz. 20 w „Domku Kata**. Dziś, 15 bm. — wieczór poetycki % udziałem młodych poetów koszalińskich, w tym członków Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy flizy ZW ZMW. (mrt) HleacgrotBzenS Nagrody książkowe za bezbłędne rozwiązanie krzyżówki nr 302 wylosowali: 1. Ben i gna Wilkowa, Koszalin, ul. Chopina ZL, m. 2. 2. Władysław Ponto, Niekłonice, poczta Stare Bielice, pow. Koszalin. 3. Józef Milczarczyk, Darłowo, ul. Obrońców Stalingradu 97, m. 1. 4. Elżbieta Walkusz, Słupsk, ul. Słowackiego 39, m. €. 5. Maria FranktewięSk Bema 1. a, V NIARZ Białogard (sobota, godzina 15). W Koszalinie: GWARDIA — PŁOMIEŃ Koszalin (niedziela, godz. 14.30, boczne boisko Bałtyku). W Ustce: KORAB — ORZEŁ Wałcz (niedziela, godz. 15). W Drawsku: DRAWA — KOTWICA Kołobrzeg (niedziela, godzina 14.30). W Bytowie: BYTOVTA — VIC-TORIA Sianów (niedziela, godzina 10). W P ołczyn ie -Zdroju: POGOŃ — CZARNI Słupsk (niedziela). KLASA A GRUPA I. W Tychowie: LKS GŁAZ — LKS SOKÓŁ Karlino (niedziela, godz. 14). W Ustce: KORAB II — CZARNI II (sobota, godz. 15). _ W Słupsku: GRYF II —SŁAWA Sławno. W Darłowie: KUTER — START Miastko. GRUPA n. W Świdwinie: GRANIT — ZORZA Połczyn (sobota, godz. 14.30). W Okonku: GRYF — LKS LECH Czaplinek (niedziela, godz. 15). W Szczecinku: DARZBÓR II — LKS WIELIM Gwda Wielka (niedziela, godz. 12). W Złocieńcu: OLIMP — LE-CHIA II Szczecinek (niedziela, godz. 14.30). W Wałczu: TRAMP — LKS PIAST Człuchów. LIGA JUNIORÓW W Słupsku: MKS CTESLIK3 — SPARTA Złotów (niedziela, godzina 15). W Koszalinie: GWARDIA — DRAWA Drawsko (niedziela, godzina' 10.30, boisko Płomienia). W Sławnie: SŁAWA — GRYF II Słuosk (niedziela, godz. 14). W Kołobrzegu: MKS SZTORM — LECHIA Szczecinek (niedziela, godz. 12.15). W Połczynie: POGOŃ — DARZBÓR (niedziela). LASY-BOGACTWEM ZIEMI KOSZALIŃSKIEJ STRZEŻ TEGO SKARBU B O -K.sS W Słupsku: CZARNI — LECHIA Szczecinek (niedziela, godz. 11, hala wagonowni PKP) — mecz o wejście do II ligi bokserskiej. jeździectwo MIĘDZYOKRĘGOWE ZAWODY W BYTOWIE W sobotę 1 w niedzielę na stadionie w Bytowie odbędą się mię-dzyokręgowe zawody jeździeckie z widziałem sekcji jeździeckich Koszalina (Hubertus — Biały Bór), Olsztyna, Gdańska i Poznania. Początek zawodów w sobotę o godzinie 15, a w niedzielę 0 godzinie 14. SIATKÓWKA 16 bm. odbędzie się w Słupsfcu turniej siatkówki kobiet i mężczyzn z udziałem zespołów MKS Lębork i KS Czarni Słupsk. Początek zawodów o godz. 15. mmi W sobotę na Stadionie 650-lecia w Słupsku odbędzie się spotkanie lekkoatletyczne pomiędzy zespołami SN w Słupsku a Instytutem Pedagogicznym z Neubrandenbur-ga. (sf) TENIS STOŁOWY Klasyfikacyjny turnie] w Słupsku W niedzielę, 16 bm. o godz. 10 w sali KS „Meblos" w Słup sku odbędzie się II klasyfikacyjny turtiiej w tenisie stołowym seniorek i seniorów. Organizatorem imprezy jest KS „Meblos". Zgłoszenia do turnieju przyj rnują organizatorzy jeszcze w dniu rozpoczęcia zawodów do eodŁ 8.30, irfi Seanse o godz. 15.30, 17.45 i 20. Sobota, 15 bm. — g-odz. 22 — seans awangardowy — Człowiek ucieka (ang., cd lat 16) — panor. Poranki — godz. 11 j 13 — Rzut karny (radź., od lat 11). WDK — Najpiękniejsze oszustwa świata (franc., od lat 16) — panor. Seanse o godz. 16, 18.15 i 20,30. Poranki — godz. 11 \ 13 Ali i wielbłąd — I seria (angielski, od lat 9). ZACISZE — Winnetou II s. (jugosł. od 1. 11) panoram. Seanse o godz. 11, 13, 17.30 i 20. MUZA — Faraon (pol., od 1. 16) — panoramiczny. Seanse o godz. 17.30 i 20. Poranki — godz. 11, 13 j 15 — Karmazynowy pirat (USA, od 1. 12). AM UH — Agnieszka 46 (polski, od lat 16). Seanse o godz. 18 i £0. Poranki — godz. 11 i 12.30 — Zabłąkani w lesie (polski, od 1. 7)- ZORZA (Sianów) — Kto jest bez winy) CSRS, od 1. 16). Poranek — Chłopiec okpił śmierć (CSRS, od lat 9). FALA (Mielno) — Naganiacz (polski, od L. 16) panoram. Poranek —• Nasz kochany potwór (amg., od lat 7). JUTRZENKA (Bobolice) — Gorąca linia (polski, od 1. 14), SŁUPSK MILENIUM -- Z pieklą do Teksasu (USA, od lat 14) — panor. Seanse: w sobotę o godz. 16, 18.15 i 20 30; w niedzielę o 13.4$, 16, 18.15 i 20.30. W sobotę — godz. 22.30 — seans awangard. — Arcylokaj (franc.--niem.-wioski, od lat 18). Poranek: niedzieia — godz. 31.30 — Tajemnice Paryża (francuski, od lat 14) — panoramiczny. POLONIA — Winnetou — I seria (jugosł., od lat 11) — panoram. Seanse; w sobotę o godz. 12, 14, 16.15, 18.30 i 20.45; w niedzielę — O 16.15, 18.30 i 20.45. Poranki; niedziela — godz. JZ ! 14 — Winnetou — I seria (jug-, od lat 11) panoramiczny. GWARDIA — Morderca na urlopie (jugosł., od lat 16). Seanse o godz. 17.30 i 20. Poranek: niedziela — godz. 12 — Trzy światy Guliwera (angielski, od lat 12). USTKA DELFIN — Piekło 1 nlC&o rpett- ski, od lat 16). Seanse o godz. 18 i 2*. Poranek: niedziela — godz. Vt — Wyspa tajemnicza (ang., od 1. 14). GŁÓWCZYCE STOLICA — Słońce w tóeei (CSRS, od lat 16). Seans o godz. 20.36. BIAŁOGARD BAŁTYK — Potem nastąpi cisza (polski, od lat 14) — panor. CAF1TUL — Okropna żona (CSRS, od lat 16) — panoram. BIAŁY BOR — Zarezerwowane dla śmierci (NRD, od lat 16). BYTÓW — The Beatles (arn^ gielski, od lat 14). DARŁOWO — Lekarstwo na miłość (polski, od lat 14). GOŚCINO — Kronika jednego dnia (radz., od lat 12). KARLINO — Był sobie dziad I baba (radziecki, od lat 14). KOŁOBRZEG PDK — Markrza Angelika ffran-cuski, od lat 16) — panoram. PIAST —, nieczynne. WYBRZEZE — Sklep przy główroei ulicy (CSRS, od lat 16). MIASTKO — Taki jest Bałujew (radz., od# lat 14) — panoram. POLAMOW — Faraon (polski, od lat 16) — panoramiczny. POŁCZYN-ZDROJ — Z *a-mkniętymj oczyma (wesr.. od 1.16). SŁAWNO — Poznańskie słowiki polski, od lat 14) — panoram. ŚWIDWIN MEWA •— Niekochana (polski, od lat 16) — panoramiczny. REGA — Giusepne w Warszawie (nolskl, od lat 11). WARSZAWA — Si lwa o ftwlete (radziecki* od lat 16). TYCHC^fo — Jutro Meksyk (po^in, off lat 14). USTRONIE MORSKTK — Cztery dni Neapolu (włoski, od L 16). BARWICE — Oskarżony (CSRS, od lat 14). CZAPLINEK — Pieczone gołąbki od lat 11). CZARNE — Trzv plus dwa (radziecki, od lat 12). CZŁOPA — Sw:ęta wojna (polski, od lat 11). CZŁUCHÓW — Zawsze w niedziele (polski, od lat 11). DEBRZNO — Popioły — I i II s. (polski, od lat 16). PIONIER — Sposób bycia (polski, od lat 16). DRAWSKO — Sobótk? (polski, od lat 14). JA STROWTE — Na tropach zbT-0'ini (radziecki, o^ lat 14>. KALISZ POMORSKI — Kryptonim „Preludlo II'* (NRD, od 1.16). KRAJENKA — Sam pośród miasta (polski, od lat 14). MIROSŁAWIEC -- Ktoś obok ciebie (NRD, od lat 16). OKONEK — Obca krew (radziecki, od lat 14). SZCZECINEK PDK — Ojciec żołnierza (radziecki, od lat 11). PRZYJAZN — vtv* Marla! (francuski, od lat 14). tuczno — Samsoa taodsfct. od lat 14L WAŁCZ MeuuZA — Niedziela sprawie* dłiwości (polski, od lat 16). PDK — Mafia nie przebacza (wioski, od lat 16). WIEDZA — Diabeł morski (radziecki, od lat 12). TĘCZA — Poznańskie słowiki (poisk;, od lat 14). ZŁOTOW — Deszcz padał na szczęście (CSRS, od lat 14). ZŁOCIENIEC MEWA —■ Don Gabriel (polski, od lat 14). UWAGA. Repertuar kin podajemy na podstawie komunikatu Ekspozytury Centrali Wynajmu Filmów w Koszalinie. PROGRAM I na dzień 15 bm. (sobota) Wiad.: 5.00. 6.O0, 7.00, 8.00, 12.06, 15.00, ' 17.55, ' 20.00, 23.00, 24.00, 1.00, 2.00, 2.55. 5.06 Rozmaitości rolnicze. 5.36 Muzyka. 5.50 Gimn. 6.10 Orkiestra PR w Łodzi. 6.45 Kalendarz. 6.50 Muzyka. 7.05 Muzyka i aktualności. 7.30 Piosenka dnia. 7.45 Błękitna sztafeta. 8.15 Polskie zespoły instrum. 8.49 Rozmowy na tematy prawne. 9.00 Dla kl. III i IV — ,,Uczmy się śpiewać". 9.20 Kalejdoskop melodii rozr. 10.00 „Pierścionek z rubinem" — opow. Coj So Che. 10.20 Z muzyki ros. 11.00 Dla kl. VI — „Toruński zamek" ~~ słuch. 11.30 Na wiśLańską nutę. 12.10 Muzyka operowa. 12.25 Rolniczy kwadrans. 12.40 Więcej, lepiej, taniej. 13.00 Dla kl. III i IV -„Ambaje" słuch. 13.20 Koncert orkiestry mandolinistów. 14.00 Zagadka literacka. 14.30 Koncert solistów. 15.05 Z płytoteki rozrywkowej. 15.30 Kultura pilnie poszukiwana. 15.50 Radioreklama. 16.00— 19.00 Popołudnie z młodością: 16.05 Studio Rytm. 16.30 Mój program na antenie. 17.00 Kolorowy mikrofon. 17.35 Technika i problemy. 13.00 Koncert dnia. 18.45 Kurs jęz. ang. 19.00 Radioreklama. 19.10 Publicystyka międzynar. 19.20 Wę-dTÓwki muzyczne po kraju. 20.26 Wiad. sportowe. 20.30 —23.00 Wieczór lfteracko-muzyczny: 20.35 Śpiewa J. L. Hooker. 20.50 Podwieczorek przy mikrofonie. 22.20 To lubię. 22.45 Tańczymy. 23.10 Wiad. sportowe. 23.15 Gra Pozn. Piętnastka Radiowa. 23.% Melodie przed północą. 0.05—3.00 Program nocny z Warszawy. PROGRAM ii na dzień 15 bm. (sobota) Wiad.: 5.00, 5.30, 6.30 , 7.30. 8.M, 10.00, 12.06, 16.00, 19.00, 23.50. 5.06 Muzyka. 6.20 Gimn. 7.00 Muz. 7.45 Piosenka dnia. 7.49 Muzyka. 8.15 Kurs jęz. ros. 8.35 Audycja dokumentalna. 9.00 Koncert rozr. 9.50 O warchołach i reformatorach" — fragm. dzieła Ś. Konarskiego. 10.05 Muzyka polska. 10.25 Melodie orientalne. 10.50 Audycja, poświęcona K., Brandysowi. 11.10 Publicystyka mlędzynarod. 11.20 Koncert chopinowski. 12.25 Muzy. ka filmowa. 12.50 Mówi technika. 13.00 Elementarz muzyczny. 13.13 Muzyka ludowa różnych narodów. 13.45 „Historia najnowsza", fragm. opow. R. Bratnego. 14.00 Z mu-ryki baletowej. 14.30 Uniw. Rad. 14.45 Błękitna sztafeta. 15.00 Muzyka. 15.15 Piosenki żołnierskie. 15.30 Dla dzieci — „Dziecię gwiazd" słuch. 16.05 Public, międzynar. 16.15 Muzyka rozr. 16.30 Recital tygodnia — K. Szczepańska — mezzosopran. 17.00 W Warszawie i na Mazowszu. 18.00 Utwory St. Moniuszki. 18.20 Na warszawskiej fali. 18.50 Felieton M. Jorsta. 19.W Muzyka i aktualności. 19.30 Matysiakowie. 20.00 Koncert finałowy „Jazz Jamboree 66»\ Ok. 21.15 Z kraju i ze świata. 23.00 Wiadomości sportowe. 23.10 Tańce z oper i symfonii. KOSZALIN na dzień 15 1mu (sobota) na falach średnich 202,2 m oraz 188,2 m (Słupsk i Szczecinek) 7.00 Ekspres poranny. 16.15 Wiadomości koszalińskie. 16.25 Wywiad z generałem, brygady — pilotem Romanem Paszkowskim z dowództwa Wojsk Obrony Powietrznej Kraju. 16.35 Rytmy młodych. 17.40 „Albumy o pięknej, koszalińskiej .. ." — recenzja J. Narkowicza. 17.55 Śpiewa „Siąsik". I8.O5 Przeglądamy nowe książki. 18.25 Melodie jesienne. 18.35 Dziesięć minut o filmie — felieton filmowy T. Fiszbacha. PROGRAM I na dzień 16 bm. (niedziela) Wiad.: 6.00, 7.00, 8.00, 9.00, 12.05, 16.00, 24.00, 1.00, 2.00, 2.55. 5.33 Muzyka. 6.4o Rozmaitości rolnicze. 7.10 Kalendarz radiowy. 7.15 W pięć minut... 7.30 Kapela Dzierżanowskiego. 8.15 Muzyka. 8.30 Przekrój muzyczny tygodnia. 9.05 Fala 56. 9.15 Magazyn wojskowy. 10.00 Dla dzieci w wieku przedszkolnym — „Coś o lataniu" — słuch. 10.20 Muzyczne konfrontacje. 10.40 Koncert życzeń. 11.40 Magazyn nowości techniki. 12.10 Felieton — „Plamy na mapie". 12.20 Tropami ludzi i pieśni. 13.20 Śpiewa „Warszawa". 13.35 Przegląd prasy literackiej. 13.45 Rozgłośnia harcerska. 14.30 W Jezioranach. 15.00 Piosenka miesiąca. 15.30 Niedzielny kiermasz muzyczny.16.05 Tygodniowy przegląd wydarzeń międzynarod. 16.20 Niedzielny Teatr Popołudniowy — „Baśka" — słuch. 17.30 Popołudnie z muzyką. 18.00 Wyniki Toto-Lotka oraz regionalnych gier liczb. 13.15 Antykwariat muzyczny. 18.45 „Pościg" — opow. J. Cortazara. 19.0o Kabarecik reklamowy. 19.15 Muzyka rozrywkowa i taneczna oraz wyniki imprez sportowych. 20.26 Wiad. aportowe. 20.30—23. (£0 Wieczór literacko-muzyczny: 20.30 Matysiakowie. 21.05 Śpiewa Milva. 2ai .15 Kadiokabaret „Trzy po trzy". W dawnym stylu, 22.33 Tań- czymy. 23.10 Wiad. sportowe. 23.1! Nowości programu III'. 0.05—3..00 Koncert życzeń. 22.20 Lokalne wiiadomości sportowe ora* wyniki „GTyfa". praiwiuA na dzień 15 hm. (sobota) 9.55 Wiec przyjaźni w Pałacu Zjazdów z okazji pobytu w ZSRR delegacji partyjno-rządowej PRL (z Moskrwy). 14.56 Pożegnanie delegacji PRL na lotnisku Wnuko-wo pod Moskwą. 16.15 Program dnia. 16.20 Program tygodnia. •€.35 Dla nauczycieli. 16.55 Wiad. 17.05 Dla młodych widzów: „Konkurs pięciu milionów". 18.05 Spbt-kania z przyrodą. 18.30 Tele-Echo. 19.05 Wieczorne rozmowy. 19.20 Dobranoc. 19.30 Monitor. 20.00 Piosenki żołnierskie. 21.00 Dżi^nnik. 21.15 Wiad. sportowe. 21.30 Program muzyczny. 22.15 „Ną południe od St. Louis" — film (UŚA). 23.35 Program na jutro. na dzień 16 bn*. (niedswela) . , .r 11.40 PKF li.Stf Wiad. 12.00 Poranek symfoniczny. 12.45 Dla młodych widzów — kino „Przygoda" — „Kapitan" — film (bułg.). 14.00 Przemiany. 14.25 Program poetycko-muzyczny. 14.55 Teatr Młodego Widza: „Tomek SaWyer — detektyw'* — L. Woźnickiej wg Marka Twaiffia. 16.00 „Psi Pazur" — film (polski) z serii: „Czterej pancerni i pies". 16.55 „Szklaha niedziela'* _ i. 17.10 Refleksja. 17.45 „Tradycje wojskowe" — teleturniej. 18.40 „Szklana niedziela" — II. in.45 „Nic świętego" — felieton literacki. 19.10 „Sźkfana niedziela" — III. 19.20 Dobranoc. 19.30 Dzienmiik. 20.00 „Szklana niedziela" — IV. 20.10 „Przedstawiamy" — „Nowe piosenki francuskie". 21.00 Niedziela sportowa. 21.20 „Jego wielka miłość" — film archiwalny (polski). W rolach głównych: Stefan Jaracz, Lena Żelichows3*a, Michał Znica 22.35 Wiad. sportowe oraz spraw, z mistrzostw świata w podnoszeniu ciężarów (z Berlina). 23.05 Program na juitro. PROGRAMY OŚWIATOWE 8.30 Politechnika TV: Georiietna wykreślna. 9.05 Politechnika TV: Chemia. 9.35 Lekcja jęz. rosyjsk. 9.55 Politechnika TV: Matematyka. ) „GŁOS KOSZALIŃSKI*^ — organ Komitetu Woje-£ wódzkiego Polskiej Zjediio-^ czonej Partii Robotniczej. ^ Redaguje Kolegium Redak-jj cyjne — Koszalin, ul. Al-^ freda Lampego 20. Te-^ lefony: Centrala — 62-61^ (łączy ze wszystkimi działa ■* mi). Redaktor naczelny — £ 26-93. Dział Partyjno-Spo- 0 łeczny — 44-10. Dział Roi-,* ny — 43-53. Dział Ekono- $ miczno-Morski — 43-53. ^ Dział Kulturalno-Oświato- i* wy — Dział Mutacyjno-Re- $ porterski — 46-51, 24-95.^ Dział Łączności z Czytelni-£ kami — 32-30. „Głos Słup- ^ ski" Słupsk, pl. Zwycię-stwa 2, I piętro. Telefon —r * . 51-95. Biuro Ogłoszeń RSW r „PRASA'* Koszalin, ul. Al- $ f freda Lampego 20 tel. 22-91 ^ J Wpłaty na prenumeratę 1 f (miesięczna — 12.50 zł, * f kwartalna — 37.50 zł rocz- ^ J na — 150 zł) przyjmują u- # Jrzędy pocztowe, listonosze^ J oraz oddziały delegatury J „Ruch". Tłoczono KZGraf. * ^Koszalin, uL Alfreda Lam- ^ f pego 18. £ ( " ; tt\ m » » 3 Ta cs. ay | ** a a3 o n» Jo° * * 35 * S-S i4!? &J S_S£.2 cS » £ 3&«« fg S,ąBs» ^ 3 § 5 S- * 2.2. R-S? -al 2 • S3* -w » fTr+ Q. 55 2 ® H 3 n»3 2f (T> ^ 3 3 w "ff wh 3 < 5 o 3 a > . rt 3 -2 3. Pj 99 ^ uq -P ^<$1) a W n «ł» 0 3 W ^ ,52 2.| PI ~ 2. 8 S & 8. « °* qga il£|»„E 5 3 8 S 3 3 & gS * O 3S » SB.N- 0 2 03 S .O w o 3 3 TJ o 05 . ^ ^ 3 o o *0 SS. 5 a n p © • O <3 CL N JJJ K* ~ ° a ** ■ O 3 S- I 05 cd i s 3 sra tr '""•£3 2 a » o B 1 "' S 3 ) 8 » 0* J 20 <1 O * o w 50® N -jł W N > ? W 1 flS-' 2 M «? > ~ s* ® 2 N* « 1? ?3 S*S| il » * Pi •• w3«•• - B?rs s 3 8*33 »2 w * So°Sc 2* o^s >35? r >>g c - - y; r SI 3 3 ^ ■*c Ź.5*Ł£ 3>o 5-.» ?«Bo >o2w„ 3 fH > > ; ' > OT 25 2 r»Hc "• D* 3 £ ;3s-|= N^g-S i. § 3 §• ^S,s- < 3 'O O o, *1 »-** Q) , Ś3»' S H o - •Sa|o c ^ 2. s *>»t} fl> 0) N- OJ •d : oj Sn glCD o o —, rr Vi % I2" §■»& Ul. ^ N« O S2 W N-M » pj Qrą T3 O o 3 0> O < N. 3 t3 ^ V- O* N W M ^ 5' 9 ^ CL. g <, 53 w au 3 ^ O O' o ^ PśT y 2 oj y u N ^ >3 £-03 s ^ ' N N» Cft> ; ^ S 5* *§-| w-3 3 • 2 s" s s •s-og S- ^ 2 03 2. ; ^ H) m £" ^ era 3 2 ■ n o o " £3q w- w cr 5^ 0 l"S:g.w 5 «3 K-" 3« £0 S'S 3 3 B CD w ,_, ) 3 r^T3 f!13 1 03 O" *—1 I HM tS3 E ^ «• to sj1 C 2 fi f 2 s ^ fS'' o O ,2 < «S ^ •§ e O Q -ł J O .w CU M S*vj N O £3 Saf 3 ts ®* -• pr 0 ts p 00 ,2 5 1 co *2 2 ; ڰa! *3 o-® p <2. o 3 Ex o 3. : n. i- M fD rt •u fD 3 O -s cr a oj 3t 'O N O O /?- S 3.1 ro su < ora a O ju Ol LIST do Dantego *♦ ♦ ♦ ♦ • CD N so tfl CL /D 3 03 CO •a n •-s EJl ?r 0 5r *< ora *< cr 03 0 CL 't 3 CL 03 0 CD 03 •~S 3. C-J. N 5' 3 0 03 N W co & 3 03 3 (O ,-ĆD* 'O 0" *< cd' ►-J 3 N N •i a CD* CD N to CL «< *< 3 03 3 03* 3 3 PT O 3* 03 £T ►~5 3. r 3 ^3 O N- 3 PT^ § E 3 o 3 <° 2. ?To a ° N fD _ T5 3^ S 3 g S g 3 <5 N O -- <}« 2 5 % 0 s ; 8 2.«-c cr 5» ^ ^ : o cu o s: N* « &£. & ^ w i s.« » S. S a- S.h r« # VQ j-o SCN ■2 ero © o ci 3 3 cu o B ? 3 CR 3 a » «< i-u O 3 O o ~§. =- 3 •© *d 3 N S)«3 SLHg ^SS*0-^ c O N — N X" 3 a*^. 3^5. 3 rzf c+ w o 05 o" ^torą £ 2. N. 2 ^ o ^ w O # 5 •O ^ T3 OJ <-j 3 oj 3 ai W OJ S Ź-n < as a> sta; s; cSSSg1 Ol £ O 2 oT co _ £.3 C 3 § (t C 2.5 so."®^ n^2m gfto ® ?■ "I&s 2. ^ CD* CD ^ M H 0 g » 3 ^ 3 3 3 ^ r? 03 03 ? S3 o ® 3 s CD 03 CO t ^ ^ cl r r.*^ ^j5" w . - c S 3g-S.„ c s-S.-115 3 * 9 ° <2 ^ O ^ 0> aw®3. N* 1 O » a® flJW 3 to £• M (J N 2L. K N PT 03 *^3 PT-03 Ł m r' g g. (D OJ N 1 CD 0 5P" m > O ^■3 h O 3 O (0 5 2.5! ^ 1 ^ ® § a rrl ^ n co O • 72 /D 'SĘ O O w o w ^ w 2. o o o« 7 3=ha ■ cr ^ o» I I »TJo' » O g 3 Jr* CL O ^ T3 t_i. w> ►_. O CD O ^-1 ftf" SS-cr D, 03 TJ N »"» gES" 5.£c CD 03 T3 W »-J g-S-Eg " -° w 5 O" N- 5 -° — 1 ; to O £ J^' O 03 O S" 2. w S"! N' N CO •g^l ^■si* g'l * a w CL N* <"♦■ o o 03 c * O *-S en 53 o 2 T3 5 t/i< D- O O N ss p ST 3 - a. 2.5S' 3 g • « Łas ' 2 » Cw ^ i||« « S-3 "N 2 pm 3 1 s! 3 f ^ s y „5 "i ^ g 2 p © "1 « S2. a °ł 3* rr & N- 3. - ® 2.2 W —? E"® 2.3 2 V M m ^ 2. t 2. » 5 < & « !.ęr£: ?r 5 2 P 2. w 3 E.c o r^cr . 3 j os w g o t) 3 g. P*&c cu3 ^ 0 3 ^ ^ 03 O ^ O ■ $3 >-l « S S ?r N* ■o 05 « O 3 c^0Q 03 n os N X N rr- 2- CD 03 & *+ 3 1 » 3 |s?| 3. n cr-g o VD OJ ° Bi o » as a* CD <—'• 03 3' cd : *1 2 o N g. 3 ^ CD O ^3^2. 5 -=3 C* r03 3 . a o ^ P ora cd"

£ 2 ^ 3 • 2. B. »o CL h- <3 03 C H- p -® a j 3* FSn ?'?g"| ;• | ^ o ' 3 ^ , OP O> !S^& : w 5 CD N 2. ^r ' S 3 3 2*. I <3 I » p s. | 1 N 1 ^ rD 1 N w ■0 5' g5 g" a, r, S4 9. 0 N 03 CL Ul N rt-Wł ^ P — co n fsj 5_U f-J CD (D N CL CL CD CD W 1-3-3 3 3 i3 CD ? p 3 S />"< !<§• 1 g-o 3»ś-| J* t-v> N« CD O 03 t< to 3 03 l.» " I cg" P. o CD p E« 2.* 5" c N* M •* .JT ^ ® # &»