fs s * 8 VO OS *4 1 'S \"7? HMHil możesz zamówić prenumeratę pocztową „Głosu" na wrzesień Ofiara płomieni .«"г; С ::-ia3K,, iV-v.">Sä Cs 3 3 Ö i HO V-' :v t Ą /awierowicz. Aeksander Ustka Tricking :akrobatyka, sztuki walki i breakdance. ... Zawody po raz pierwszy w Polsce strona 3 AUTOPROMOCJA Jeszcze tylko 4,40 ZŁ W ГУМ 8%VAT Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 952053 Piątek 20 sierpnia 2021 г U 2У1 U n i. Я 001020682*: - щ о X10ОО ООО а Ттг» * * HULAJNOGA ELEKTRYCZNA 6х100 ООО ZŁ 60 к 50 ООО zt NACR00V N4TYCHMłA |Ш 500 zt 2^3 Szczegóły i regulamin na www.gov.pl/szczepirnysie/Soteria. Okres promocyjny trwa od 1 lipca do 30 września 2021 r. Pula nagród natychmiastowych jest ograniczona i wynosi 52 ООО sztuk. Organizator loterii: Totalizator Sportowy Sp. z o.o., ul. Targowa 25,03-728 Warszawa. ЕШ22ШЙ rIW|^ STAKO» m faserplast 2Л KONMGT 9770137952053 02 napoczątek Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Pogoda w regionie Dzisiaj 19°C irc Barometr 1015 HPa Wiatr 13 km/h Uwaga przelotne opady Sobota 20°C 8°C T Barometr 1020 hPa Wiatr 14 km/h Uwaga przelotne opady Prenumerata ^ Zadzwoń! 94 3401114 SB prenumerata.gdp a polskapress.pl prenumerata.gp24.pl Wzywani do szerszeni Strażacy z OSP usuwali gniazda szerszeni w Sieciu Region Strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej Smołdzinie zostali wezwani do usunięcia gniazda szerszeni w zabudowaniach w Sieciu. Okazało się, że gniazd jest więcej. Od kilkunastu dni strażacy z powiatu słupskiego są wzywani do pomocy przy usuwaniu gniazd owadów błonkoskrzydłych, które zagnieździły się w pobliżu zabudowań lub wręcz w domach lub budynkach gospodarczych. Najczęściej są to gniazda os, ale przedwczoraj strażacy z OSP Smołdzino interweniowali w miejscowości Siecie. Zostali wezwani do usunięcia gniazda szerszeni w zabudowaniach go- spodarczych. Po przybyciu na miejsce odkryli, że tych gniazd jest sześć. Niedawno strażacy z jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Główczycach zostali wezwani do usunięcia gniazda os w miejscowościach Wolinia i Żel-kowo. Podobną akcję przeprowadzili strażacy z OSP w Gardnie Wielkiej. Gniazdo owadów wRe-blinie usuwali także strażacy z OSP w Sycewicach. Strażacy kilkakrotnie byli wzywani do usunięcia gniazd owadów błonkoskrzydłych również w poprzednim tygodniu. Interwencje prowadzono w Żoruchowie (gmina Główczyce), Czystej (gmina Smołdzino) i Nowym Skórowie (gmina Potęgowo). Wojciech Frelkhowski Jutro u nas Joanna liszowska Aktorka po rozwodzie musiała ulepić siebie na nowo. m Temat dnia Wypalenie rodzicielskie To nie jest temat tabu. Mów o nim głośno i wspieraj rodziców! I .V ш*. *3* У4> LOTTO 18.082021 г.. godz. 2150 МиЙЦМиШЗ, 5.6.14.17.19.21. 25.26.28.31,41,50,55,61,64, 65,66,71,74 plus 71 Ekstra Pensja: 16,19,26,33,35+3 Ekstra Premia; 5,6,12,13,26+4 MM Lotto: 2,4,15,26,42 Kaskada: 2,6,7,8.11.13.15.16.17. 20,22,24 :4,3,9,3,6,4,8 19.08.2021 г., godz. 14 MÜMMuUl, 4,18.20.23.26. 28.41.43,47,51,52,57,63,67,70, 74,77,79,80 plus 28 Kaskada: 3,4,7,10,11,12.13.14. 17,19,22.24 StjierSzansa: 4,6,4,9.2.4.4 WALUTY Z 19.08.2021 USD 3,9226(+) EUR 4,5843(+) CHF 4.2818 (+) GBP 5,3649 (+j (+) wzrost ceny w stosunku do notowania poprzedniego (-) spadek ceny w stosunku do notowania poprzedniego W Daninie na Łupawie będzie stanica kajakowa . 1 ; i'' <*€ J - Trwają prace przy budowie stanicy kajakowej w Damnie Gm. Damnica Wojciech Frelkhowski wojciech.frelichowski@polskapress.pl / W Damnie trwa budowa stanicy kajakowej. Obiekt powstaje w ramach przedsięwzięcia Pomorskie Szlaki Kajakowe. Przystań kajakowa w Damnie na rzece Łupawie będzie pierwszym takim obiektem dla wodniaków w gminie Damnica. Rolą stanicy jest zapewnienie zarówno wypoczynku mieszkańcom, zaś turystom bezpieczne wodowanie podczas spływów kajakowych. Inwestycja jest realizowana w ramach przedsięwzięcia strategicznego pn. „Pomorskie Szlaki Kajakowe" i dofinansowana ze środków europejskich, a na jego realizację pozyskaliśmy środki zewnętrzne z Samorządu Województwa Pomorskiego w wysokości 85 procent kosztów kwalifikowanych. Całkowity koszt budowy stanicy kajakowej w Damnie to415 427zł. Projekt Pomorskie Szlaki Kajakowe jest realizowany przez Samorząd Województwa Pomorskiego we współpracy z samorządami lokalnymi. Na 34 szlakach wodnych w woje- wództwie pomorskim o łącznej długości ponad looo km do końca2022r. zostanie zrealizowanych 25 projektów, na które składają się 224 zadania dot. budowy przenosek, miejsc wodowania i wyjmowania kajaków, stanic i przystani kajakowych. Koszt przedsięwzięcia wynosi około 58 min zł. Pomorskie Szlaki Kajakowe są współfina-sowane ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego na lata 2014-2020. ©® Bytowskie Centrum Kultury zaprasza w niedzielę - o godz. 20 - na dziedziniec zamkowy na koncert Sanah. Cena biletu w przedsprzedaży - 69 zł. W dniu koncertu - 79 zł AUTOPROMOCJA W «(Hf a-i* INVEST HOUSE fjJ WORTHINÖTON ШЛШ шоттШ* Word EXPRESS рщ л т U41Ü] Щ Щ, Osób S ыгм ШШЯШШШШЯЛ rri XIX УЬР Х1У 4L? WtMA Т&Х pJccję! tel. 697 770173 Wioletta Antonowska Glos wydarzenia 03 \ Zmarł obywatel Ukrainy, który ucierpiał w wyniku pożaru w Lubuczewie W sobotę zawody Air Moves Gathering Ustka \ Wojciech Nowak wojciech.fKMakl@polskapress.pl W sobotę w Ustce odbędzie się Zlot Trickingowy oraz zawody w trickingu - dyscyplinie sportu, która łączy w sobie akrobatykę. sztuki walki i bre-akdance. Będzie to pierwsze takie wydarzenie w Polsce. W sobotę, 21 sierpnia, warto udać się na plażę wschodnią w Ustce, a dokładnie do strefy sportowej, gdzie po raz pierwszy w Polsce będzie miał miejsce Zlot Trickingowy ze sceną główną na plaży. Start imprezy 0 godzinie 13. Tricking jest stosunkowo młodą dyscypliną sportową, która łączy w sobie elementy sportów walki, gimnastyki 1 breakdance. Połączenie to pozwala uprawiającym tę dyscyplinę osobom wykonywać akrobacje i triki, które płynnie Pierwszy takie wydarzenie w Polsce! W sobotę zawody Air Moves Gathering w Ustce przechodzą od kopnięć, przez salta, po obroty. W Ustce zobaczyć będzie można między innymi eliminacje i finały młodych reprezentantów Polskiej Kadry Trickingu, eliminacje i finały zawodników klasy PRO - TRICKING, występ taneczny grupy „The Nights Dancers" oraz pokaz akrobatyczny grupy „ Akro Pasja". W zawodach wystąpią najlepsi zawodnicy z kraju i Europy. Od godziny 13 do godziny 14 w ramach Open Floor odbędzie się rozgrzewka i przygotowania zawodników. Nieco później, o godzinie 14.ЗО, rozpoczną się zapisy na listy startowe do turniejów: Young Style - dla dzieci oraz Pro Players - dla dorosłych. Same zawody rozpoczną się o godzinie 15 i potrwają do godziny 19. W turnieju Young Style uczestnicy wystartują w czterech kategoriach: dziewczynki do lat 12, chłopcy do lat 12, dziewczynki w wieku 12-15 lat oraz chłopcy w wieku 12-15 lat. W każdej kategorii wystąpi po czterech zawodników. Z ko-eli w turnieju międzynarodowym Pro Player wystąpi 16 zawodników z Polski i Europy. Po zawodach, między godziną 19 a 20, odbędzie się ceremonia uhonorowania zawodników obu turniejów. O® AUTOPROMOCJA w Słupsku Szczegóły w codziennym wydaniu „Głosu Pomorza" oraz na stronie www.gp24.pl/rowerkislupsk gm JWltfóMml Organizator: Mecenas Partner główny: Partnerzy И <*?¥№? [1DRUTEX fcfil24.Pl aeofTWKSN Ш мошкто Wojciech Nowak wojciech.nowakl@po!skapfess.pl SłupskiAtbuczewo | W tym tygodniu zmarł jeden z dwóch obywateli Ukrainy, którzy 15 lipca - wskutek pożaru stodoły w Lubuczewie - trafili do szpitala w Słupsku, a na-stępnie zostali przetransportowani do placówek specjalistycznych. Drugi z mężczyzn, z objawami zatrucia dymem, przeżył i opuścił klinikę w Gdyni. W następstwie pożaru, który wybuchł 15 lipca w Lubuczewie, spłonęła popegeerowska stodoła, która znajdowała się na terenie objętym ochroną konserwatorską. W wyniku pożaru dwóch obywateli Ukrainy zostało przewiezionych najpierw do szpitala w Słupsku, a następnie do placówek specjalistycznych. Jeden z męż- Rozbiórka budynku stodoły, którego konstrukcja runęła w trakcie przeprowadzania przez strażaków akcji gaszenia czyzn trafił do Kliniki Medy- nictwa Morskiego w Gdyni, w stanie ciężkim i z oparze- morskiego Centrum Leczenia cynyHiperbarycznejiRatow- którą 20 lipca opuścił. Drugi - mami-trafił do Zachodniopo- Ciężkich Oparzeń w Gryficach. Niestety mężczyzna w tym tygodniu zmarł. Jak informuje prokuratura,sekcja zwłok zostanie przeprowadzona w przyszłym tygodniu. Przypomnijmy, że w trwającej 20 godzin walce z ogniem brało udział w sumie dwanaście zastępów straży pożarnej. W momencie wybuchu pożaru wewnątrz budynku pracowało kilkanaście osób. Zamkniętą od zewnątrz stodołę otworzyło dwóch mężczyzn, dzięki czemu uwięzieni w środku ludzie przeżyli. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie pożaru oraz przyczyny jego wybuchu. Prowadzone są ustalenia, czym zajmowali się obywatele Ulaa-iny, którzy w stodole mieszkali i pracowali. Według świadków w budynku miała miejsce produkcja papierosów i krajanki tytoniowej. Kilka dni temu ruszyła rozbiórka budynku stodoły, którego konstrukcja runęła w trakcie przeprowadzania przez strażaków akcji gaszenia. ©® 04 wydarzenia Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Zupa wygląda jak woda z wiadra sprzątaczki. Skarga na szpitalne posiłki łl-iml ilr„. i fil i и I■ ■ ■ i i■ и * Magdalena mecnnowicz magdalena.oledinowia@gp24.p 4 Stupsk Zupa wygląda jak woda z wiadra sprzątaczki - skarży się pacjentka słupskiego szpitala. -Może gdyby pracownicy też zaczęli jeść szpitalne posiłki, ich jakość poprawiłaby się. Rzecznik szpitala zapewnia, że posiłki są pełnowartościowe, a menu opracowuje dietetyk. Skaigi na szpitalne jedzenie trafiają do naszej redakcji regularnie. Tym razem napisał do nas mężczyzna, którego znajoma leży w szpitalu w Słupsku i jest zrozpaczona, widząc codziennie nieapetyczne posiłki. Moja znajoma trafiła do szpitala, przeszła operacje i jeszcze kilka dni - niestety - będzie wtym szpitalu. Mowa o naszym słupskim szpitalu na Hu-balczyków - pisze pan Grzegorz. - Jest bardzo skromną osobą i mamą dwójki dzieci, szanuj ącą inne zawody. Jest jednak załamana jedzeniem, które dostaje. Jest rozgotowane i bez smaku. Swojego czasu również byłem w tym samym szpitalu i jadłem, co podali. Szkoda mi jest wszystkich ludzi w szpitalu, którzy muszą jeść coś niesmacznego, bo przecież każdy zawód wymaga kogoś, kto się na tym zna. Jeśli ktoś się nie nadaje, może nie powinien wykonywać tego zawodu? Czy to młody, czy stary zasługujena posiłek, anie na to, by tego nie zjeść i czekać aż ktoś z rodziny przyniesie mu normalny posiłek z domu. Marchew jeśli się rozgotuje, to jest ciapa i traci smak, a przede Zdjęcia wykonano 15 sierpnia w szpitalu w Słupsku wszystkim witaminy - pisze mężczyzna. Dalej cytuje swoją znajomą: - Obrzydliwy krupnik śmierdzący starymi ziemniakami - takimi to słowami dzisiaj napisała do mnie koleżanka. W załączniku przesyłam zdęcia. Powiedziała jeszcze, że gdyby nie kochane i cudowne pielęgniarki, które są empatyczne i naprawdę troskliwe, to płakałaby tam cały czas. Ze zdjęć można od razu schudnąć, gdyż ja takiego jedzenia chyba bym nie tknął. Wygląda bardzo nieapetycznie. Jak dla mnie to zupa zrobiona ze starej i brudnej wody z wiadra sprzątaczki. Współczuję wszystkim pacjentom. Jak dla mnie jest rozwiązanie: wszyscy, co pracują w szpitalu, powinni stołować się tam również. Może wtedy coś by się zmieniło. Zdjęcia zostały zrobione 15 sierpnia 2021 - pisze mężczyzna. O posiłkach w szpitalu rozmawialiśmy z Marcinem Prusakiem, rzecznikiem prasowym szpitala w Słupsku, który wyjaśnia, że posiłki na potrzeby pacjentów szpitala przygotowywane są na terenie szpitala, w kuchni, która jest dzierżawiona podwykonawcy realizującemu usługę żywienia. Z aktualnym podwykonawcą usługi żywienia szpital współpracuje od 2016 roku. - Wedle informacji uzyskanych od podwykonawcy w ostatnim czasie nie było istotnych zmian kadrowych wśród osób przygotowujących posiłki dla pacjentów - mówi Marcin Prusak, zapytany, czy w ostatnim czasie coś się zmieniło w kwestii posiłków, co na przykład tłumaczyłoby fakt, że posiłki serwowane teraz są gorsze. Niestety, dzienna stawka nie pozwala na zbyt wyszu- kane dania. - Całodzienny koszt wyżywienia pacjenta wynosi 19,97 zł brutto, czyli 18,49 zł netto - wyjaśnia rzecznik. Kto ustala menu? -Jadłospisy wszystkich diet ustalane są przez dietetyka podwykonawcy i podlegają każdorazowej weryfikacji przez dietetyka klinicznego zatrudnionego w szpitalu. Oceniana jest prawidłowość skomponowania menu dekadowego każdej diety pod kątem wymagań merytorycznych (m. in. ilość posiłków, prawidłowy skład produktowy w danej diecie, zawartość głównych składników odżywczych), zgodności z zapisami umowy zawartej z Podwykonawcą oraz z wymogami programów, w których szpital bierze udział (m. in. program pilotażowy „Dieta mamy"). Czyjest szansa na poprawę, jakości posiłków? - Nad jakością posiłków przygotowywanych dlapacjentów szpitala czuwa zespół ds. bezpieczeństwa i jakości żywności, w którego kompetencjach mieści się wieloetapowy nadzór nad procesem żywienia, począwszy od wpływu na kształt umowy zawieranej z podwykonawcą usługi żywienia, poprzez ocenę merytoryczną jadłospisów, cykliczne audyty posiłków na oddziałach, kontrole procesu produkcjii dystrybucjiposiłków, ażpozbieranieianalizęopiniipa-q'entownaich temat. Cały proces żywienia oparty i prowadzony jest w naszym szpitalu o system zarządzania bezpieczeństwem żywności wg zapisów Normy ISO 22 ООО: 2018, której audyt przeszliśmy pozytywnie po raz kolejny w lutym tego roku. Proszę wziąć pod uwagę, że żywienie Pacjentów szpitala jest specyficznym rodzajem żywienia zbiorowego, obwarowanym wieloma wymaganiami, przede wszystkim wynikającymi ze specyfiki danej diety. Dlatego też smakpo-traw szpitalnych może w ogólnym odczuciu odbiegać od tego, do czego iesteśmy przyzwyczajeni, przygotowując posiłki w domu lub spożywając żywność przetworzoną, która z reguły ma znacznie intensywniejszy smak. Staramy się oczywiście, aby przygotowywane w szpitalu posiłki nie tylko wspomagały rekonwalescencję pacjentów, ale również były źródłem doznań smakowych, dlatego wszelkieuwagi analizujemy i w miarę możliwości modyfikujemy proces żywienia, aby pacjenci mile wspominali pobyt w szpitalu również ze względu na serwowane tutaj jedzenie - zapewnia Marcin Prusak. ©® Pożegnanie Kazimierza Jałowczyka, przyjaciela sztuki i artystów Stupsk Wojdech Nowak wojciech.nowakl@p()l5kapres5.pl W czwartek, 19 sierpnia, o godzinie 11.20 na Starym Cmentarzu w Słupsku odbyła się ceremonia pogrzebowa Kazimierza Jałowczyka. W ostatniej drodze artyście towarzyszyła rodzina, przyjaciele, studenci i wszyscy ci, którym jego sztuka i działalność nie była obca i obojętna. W ceremonii pogrzebowej wzięło udział ponad sto osób. Urodził się 7 kwietnia 1949 roku na Białorusi. Od 1959 roku mieszkał w Słupsku. Od 1979 roku był członkiem Klubu Plastyka oraz uczniem i bliskim przyjacielem Stefana Morawskiego. Posiadał ogromne doświadczenie, szkolił się w różnych dyscyplinach grafiki i malarstwa. Swoje umiejętności szlifował studiując na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, gdzie również obronił doktorat z malarstwa. Podyplomowo studiował scenografię teatralną na ASP w Warszawie. Przez lata był pracownikiem Instytutu Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej. W Słupsku twórczość Kazimierza Jałowczyka była widoczna chociażby w postaci murali i fresków na i w budynkach użyteczności publicznej, między innymi w foyer Teatru Rondo. Był rysownikiem i ilustratorem a także narratorem i komentatorem życia codziennego -w ubiegłym roku swoimi pracami nawiązywał do sytuacji na Białorusi. Kazimierz Jałowczyk był człowiekiem o ogromnym poczuciu humoru, z łatwością zyskiwał sobie sympatię innych osób, poznając ludzi sztuki, artystów oraz nowych przyjaciół. Jako wykładowca cieszył się estymą wśród studentów, którzy chętnie uczestniczyli w prowadzonych przez niego zajęciach. Inspirował innych artystów, dzielił się wiedzą oraz doświadczeniem. Sztuce oddał serce. Zmarł 14 sierpnia2021 roku w wieku 72 lat. ©® Pogrzeb Kazimierza Jałowczyka \Gltt) GENERALI m , ?*■ ' - •t''; Glos Dziennik Pomorza Kątek, 20.08.2021 reklama REKLAMA 0110172232 06 wydarzenia Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Wyścigi Rowerkowe „Głosu Pomorza" w Słupsku. Dzieci po raz kolejny staną do zawodów Wojciech Nowak wojciech.nowak1@pol5kapress.pl Zmvody rowerkowe 'j Trwają zapisy na 47. Dziecięce Zawody Rowerkowe w Słupsku. W zeszłym roku z w powodu obostrzeń pan-demicznych wyścigi się nie odbyły, ale w tym roku wracają! Zawody odbędą się 5 września jak zawsze na stadionie 650-lecia przy ui. A. Madalińskiego w Słupsku. W zeszłym roku najmłodsze kolarki i kolarze nie mogli wziąć udziału w zmaganiach rowerkowych z w powodu ograniczeń pandemicznych. W tym roku tak nie będzie i zawody się odbędą - jak zawsze -na stadionie 650-lecia w Słupsku. Kiedy? W niedzielę, 5 września o godzinie 10. Zapisy już ruszyły i młodych zawodników w wieku od 3 do 9 lat można zgłaszać w biurze ogłoszeń „Głosu Pomorza" przy ulicy Henryka Pobożnego 19 w Słupsku. Biuro czynne jest od godziny 9 do 16, a zapisy potrwają do piątku, 27 sierpnia. Wpisowe wynosi 10 złotych i w tej cenie zawarty jest koszt ubezpieczenia dziecka. Młodzi zawodnicy wystartują na czterech dystansach dostosowanych do swojego wieku. Najmłodsi - trzylatki i czterolatki (roczniki 2017 i 2018) wezmą udział w wyścigu na dystansie 40 metrów, a pięciolatłd i sześciolatki (roczniki 2015 i 2016) pokonają odległość 60 metrów. Dzieci siedmio oraz ośmioletnie (roczniki 2013 i 2014) ścigać się będą na dystansie 100 metrów, a najstarsze zawodniczki i zawodnicy - dziewięciolatki (rocznik 2012) - będą musieli pokonać dystans 200 metrów. Nieważne, czy maluch jest mistrzem dwóch kółek, czy dopiero rozpoczyna swoją przygodę z rowerem. Dziecięce Zawody Rowerkowe są dla wszystkich. Na wszystkich młodych kolarzy - bez względu na zajęte w wyścigach miejsce - czekać będą słodkie upominki i dyplomy. Uczestnicy, którzy zajmą miejsce na podium, otrzymają również medale, a także wykonane zostanie im pamiątkowe zdjęcie, które opublikujemy na łamach „Głosu Pomorza", co będzie wspaniałą pamiątką w dorosłym życiu. Numerki startowe dla zgłoszonych dzieci będą wydawane w dzień zawodów od godziny 9. Obowiązkowe jest, aby każdy z małych kolarzy miał ze sobą kask ochronny, a także pojawił się na miejscu zawodów z rodzicem lub prawnym opiekunem. Ci ostatni mogą stanąć na linii startu obok swoich podopiecznych, ale nie mogą im w żaden sposób pomagać w wyścigu. Do zobaczenia na zawodach! ©® Q103076868A DZIECIĘCE WYŚCIGI ROWERKOWE Mecenas: Hdrutex Partner główny: Partnerzy: EXPRESS E Leclerc @ ьчл.ями Multikino ft ÖPANP ШШ-/ (źTojaj MARKOS % THZVFALE R PS ■ A • ftAlttm OAHCE STüfliÖ laser piast Fimni' Arkadia Salon Snu Łóżek i Materacy PRO 1 ммюнош а ът сьт KONMGT domtel-sport.pl systemy pomiaru czasu DZP INVEST КI E RECCY Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Polska 07 Premier oskarża Białoruś o kryzys na granicy Warszawa Aleksandra Kiełczykowska a.kielczykowska@polskatimes.pl - Nigdy nie zgodzimy się na to. żeby ulec szantażowi. Unia Europejska zresztą też zdaje sobie sprawę z tego - zapewnił premier pytany o imigrantów na granicy z Polską. Premier Mateusz Morawiecki podczas briefingu prasowego wBydgoszczy pytany był o sytuację na granicy polsko-białoru-skiej, gdzie w prowizorycznych obozach znajduje się kilkadziesiąt imigrantów z Afganistanu, Syrii czy Iraku. Szef rządu podkreślił, że rząd przede wszystkim jest zobowiązany do ochrony własnej granicy. - Wyobraźmy sobie, że ta granicabyłaby nieszczelna. Mogłoby dojść wtedy do tego, że pistolet przystawiony przez pana Łukaszenkę do naszych głów mógłby wypalić, to znaczy przez nieszczelną granicę bardzo wiele migrantów, uchodźców, a tak naprawdę ludzi, którym współczuję, ludzi, którym szczerze współczuję, ale którzy są instrumentem, narzędziem w ręku pana Łukaszenki w takiej sytuacji musielibyśmy ulec. Polska nie ulega, Polska reaguje w sposób stanowczy - tłumaczył. Premier przekazał że granica z Białorusią patrolowana jest zarówno przez Straż Graniczną, jak i wojsko po to, żeby „zapobiegać instrumentalizacji w rękach pana Łukaszenki całego procesu i tego całego problemu uchodźców czy migrantów". -Z całą mocą przeciwstawiamy - Polacy muszą móc chronić swoją granicę - mówił w Bydgoszczy premier się temu, dlatego budujemy odpowiednią infrastrukturę, a właściwie ona jest utworzona -dodał. - Nigdy nie zgodzimy się na to, żeby ulec szantażowi tego typu. Unia Europejska zresztą też zdaje sobie sprawę z tego. Wiedzą dokładnie, że dzisiaj musimy wypracować nową metodę w skali UE, że te błędne metody, które były wcześniej stosowane, to droga donikąd -mówił Morawiecki. Podkreślił, że rozwiązaniem problemu imigrantów, uchodźców nie jest wpuszczenie ich na teren Polski. - Za chwile możemy mieć problem z setkami tysięcy tego typu osób. Polacy muszą móc chronić swoją granicę. Polska władza musi móc chronić suwerenność naszego terytorium. To właśnie robimy - zaznaczył. Most powietrzny Afganistan - Polska cały czas jest otwarty Warszawa Leszek Rudziński l.rudzinski@polskapress.pl Prezydent Andrzej Duda, w porozumieniu z rządem, postanowił o skierowaniu do Afganistanu lOO-osobo-wego kontyngentu wojskowego. Nasi żołnierze mają umożliwić bezpieczny powrót do domu Polakom oraz współpracownikom naszego kraju. Żołnierze mają przebywaćwAfganistaniedol9 września 2021 r. „Operacja nie ma charakteru bojowego; jej celem jest zabezpieczenie wraz z sojusznikami ewakuacji obywateli Polski oraz obywateli innych państw" - informuje Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Postanowienie prezydenta zostało w środę wieczorem opublikowane w „Monitorze Polskim". W czwartek sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Jakub Kumoch przekazał, że żołnierze Polskiego Kontyngentu Wojskowego, którzy mają wspieraćpart-nerów z NATO w ochronie lotniska ^w Kabulu, znajdą się tam jak najszybciej. - Mamy lOO żołnierzy, którzy będą zabezpieczać na lotnisku potrzebujących pomocy - mówił w rozmowie z dziennikarzami. - Kontyngent wojskowy powołany przez prezydenta nie został powołany do zadań bojowych, a ma on wspierać na miejscu innych part- № Chętnych do wylotu do Polski nie brakuje. Dopóki będzie to potrzebne, dopóty loty do Kabulu będą się odbywać micznaibędzie tyle lotów, ile potrzeba, żeby ewakuować naszych ludzi i naszych współpracowników - powiedział. W skład polskiego kontyngentu wejdą przede wszystkim komandosi z elitarnej jednostki specjalnej GROM, medycy wojskowi, którzy mają udzielaćpo-mocy chorym i poszkodowanym na lotnisku w Kabulu, logi-stycy oraz lotnicy. Pierwsi operatorzy GROM-u już polecieli do Afganistanu. Do ich zadań będzie należało głównie zabezpieczenie ewakuacji polskich obywateli, afgańskich współpracowników naszej armii, a także obywateli innych państw z opanowanego przez talibów kraju. Tymczasem w czwartek około godziny 10 w Warszawie Premier Mateusz Morawiecki poinformował, że ewakuowane osoby przewiezione zostały do bezpiecznych miejsc w Polsce nerów z NATO w ochronie lotniska - dodał Kumoch. Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej podkreślił, że warunki akcji ewakuacyjnej na lotnisku w Kabulu zmieniają z godziny na godzinę. - Nie jest problemem sam odlot samolotu, problemem jest kontrola nad wejściami na lotnisko - tłumaczył Kumoch. - W Kabulu sytuacja jest bardzo dyna- wylądował samolot z ewakuowanymi z Afganistanu. - Został utworzony most powietrzny między Warszawą a Kabulem, tzn. między Uzbekistanem a Kabulem latają samoloty wojskowe, natomiast z Uzbekistanu do Warszawy to samoloty cywilne przewożą osoby ewakuowane - tłumaczył szef KPRM Michał Dworczyk. Minister przekazał także, że nalotnikuwstolicy Afganistanu czekakolejne 90 osób. - Za jakieś dwie godziny będzie kolejny transport, kolejny raz wylądują nasze wojskowe samoloty w Kabulu i na te samoloty czekająjuż osoby ewakuowane - tłumaczył Dworczyk. Dodał także, że takie działa-niabędą prowadzone tak długo, jak będzie potrzeba, czyli „wszystkie osoby, które pomagały czy to polskiemu kontyngentowi, czy polskim dyplomatom, zostaną bezpiecznie zabrane". Michał Dworczyk zapytany o Polaków, którzy jeszcze zdecydowali się pozostać na miejscu, odpowiedział, że pozostała tylko jedna dziennikarka: Jagoda Grondecka. - Pani Jagoda, której też należą się podziękowania, w ciągu tych ostatnich kilku dni wykonała naprawdę bardzo dużą pracę, pomagając Afgańczykom, którzy byli przeznaczeni do ewakuacji, a starali się dostać na teren lotniska, współpracując z pracownikami Ministerstwa Spraw Zagranicznych - mówił Dworczyk. KROTKO Warszawa Sondaż: PiS prowadzi przed KO i Polską2050 Gdyby wybory miały odbyć się 22 sierpnia, to najwięcej głosów zdobyłaby Zjednoczona Prawica, na którą zagłosowałoby 30,6 proc. respondentów. Drugie miejsce zajęłaby Koalicja Obywatelska, na którą głos oddałoby 22,2 proc. badanych. Na podium znalazła się również Polska2050, którą poparłoby 17,0 proc. ankietowanych. Mandaty w parlamencie zdobyłyby jeszcze Konfederacja, na którą swój glos oddałoby 7,2 proc. Polaków oraz Lewica, ciesząca się poparciem 6,9 proc. respondentów. Ponad 12 proc. badanych nie zdecydowało, na kogo oddać swój głos. Szacowana frekwencja wyborcza wynosi 67 proc. Prawie 5 proc. ankietowanych zadeklarowało oddańegłosu raAgrounię, gdyby startowała w wyborach parlamentarnych. Badanie zostało przeprowadzone przez Research Partner na ogólnopolskiej próbie 1039osób w wieku 18+. (aip) Kraków Deklaracja „anty LGBT" została podtrzymana Po awanturze i burzliwej dyskusji radni sejmiku utrzymali „deklarację anty LGBT" 23 glosami. Za jej uchyleniem głosowało 14 osób. Debata przed glosowaniem zamieniła się w wielką kłótnię pomiędzy zwolennikami deklaracji i jej przeciwnikami. Komisja Europejska ostrzega, że może wstrzymać wypłatę środków przewidywanych w perspektywie finansowej na lata2021-2027. сам») Warszawa Co z koncesjami dla TVN Siedem i TVN24? Koncesja na nadawanie TVN Siedem kończy się za niecałe pół roku -w lutym2022 roku. Właściciele zwrócili się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o udzielenie pozwolenia wgrudniu 2020 roku. Jak informuje portal wirtualnemedia.pl KRRiT cały czas nieudzielila stacji koncesji. Powód ma być taki sam jakwprzypadkuTVN24-względy merytoryczne, jak i kapitałowe. W pianach nie ma posiedzeń, które zadecydowałyby o przedłużeniu bądź nie koncesji. (/ш>) Minister zdrowia zapewnia, że uczniowie wrócą do szkół od 1 września. I pisze list do szkół Warszawa Leszek Rudziński l.rudzinski@polskapress.pl Minister zdrowia Adam Niedzielski zapewnił, że powrót do nauki stacjonarnej 1 września jest już przesądzony. Minister zdrowia Adam Niedzielski w rozmowie z PAP zapewnił, że uczniowie l września wrócą do nauki stacjonarnej w szkołach. Ocenił, że „musiałoby wydarzyć się coś nieprzewidzianego", aby rządzący wprowadzili jednak tryb hybrydowy lub zdalny. - Przyznam, że na początku wakacji przygotowywaliśmy się z ministrem edukacji Przemysławem Czarnkiem na różne scenariusze. Jednak na początku sierpnia z premierem założyliśmy, że najbardziej pewnym scenariuszem jest powrót Szef resortu zdrowia zaapelował do najmłodszych (w wieku od 12 do 15 lat) o zaszczepienie się przeciwko COVID-19 dzieci do szkół - zaznaczył Niedzielski. Przekazał także, że w szkołach prowadzona będzie akcja informacyjna dotycząca szczepień. - Później skierujemy do placówek mobilne punkty podawania preparatów - dodał. Szef resortu zdrowia wyjaśnił, że szczepienia oczywiście będą dobrowolne. Co więcej, to dyrektor będzie udzielał niezbędnej zgody na uruchomienie takiego punktu, po zasięgnięciu opinii rodziców. - Mam nadzieję, że ta akcja szczepień odbędzie się w trzecim tygodniu września - mówił. Minister wystosował list do dyrektorów szkół, pedagogów oraz rodziców w sprawie szczepień przeciw koronawi-rusowi wśród nieletnich uczniów w wieku od 12. do 15. roku życia. „Fakty w sprawie szczepień dzieci między 12. a 15. rokiem życia zebrane są w liście skierowanym do dyrektorów szkół, pedagogów i rodziców. Opierajmy decyzje na faktach, a nie manipulacjach" - napisał naTwitterze. „Szczególnie kieruję ten list do tych, którzy z różnych względów obawiają się szczepień i odbierają sprzeczne, czasem wykluczające się doniesienia medialne czy też opinie kierowane przez różne środowiska i organizacje" - przekazał Niedzielski." 08 Polska i świat Glos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Smartfon to jest nasz przyjaciel czy nasz wróg? Warszawa Zbigniew Biskupski zbigniew.biskupski@polskapress.pl „Odłóż ten telefon!". Brzmi znajomo? Oczywiście. Wiele osób nie potrafi nawet na moment rozstać się ze swoją komórką. Pojawia się podstawo-we pytanie. Skoro smartfony tak bardzo ułatwiają nam życie i upraszczają wiele codziennych czynności, czy ludzie na pewno powinni zwracać sobie nawzajem uwagę za częste trzymanie telefonu w ręce? Według badania przeprowadzonego przez SW Research aż 84 procent ankietowanych codziennie lub prawie codziennie używa swojego smartfona. Telefony od dawna nie służą nam tylko do dzwonienia i pisania SMS-ów. Producenci komórek oraz twórcy aplikacji prześcigają się wudogodnieniach oferowanych swoim użytkownikom. Ciągłe trzymanie telefonu w ręce - czyli czemu ludzie nie rozstają się ze swoimi smartfo-nami? Papierowa mapa samochodowa i tradycyjny przewodnik turystyczny - zapewne niewiele osób pamięta jeszcze wakacyjne wojaże z takimi akcesoriami. Obecnie zastąpiły je przecież mapy Google oraz błogi internetowe. Aż 77 proc. ankietowanych używa swojego telefonu do nawigacji i poruszania się w terenie, podczas gdy 45 proc. wykorzystuje go do potwierdzenia rezerwacji lub prawa dostępu np. do hotelu czy odprawy na lotnisku. - Nie wyobrażam sobie wyjazdu na wakacje bez mojego smartfona. Korzystam z niego na wielu etapach podróży, tj. zarówno podczas planowania wakacji, przygotowywania listy rzeczy do spakowania, przeprowadzania odprawy lotniczej, poruszania się po miejscu, w którym spędzam mój urlop, czy kupowania z wyprzedzeniem biletu do muzeum, by ominąć stanie w kolejce. Takie są przecież fakty - czasy, w których jeździliśmy na wakacje bez telefonów, minęły bezpowrotnie. Smartfony pozwalają nam wyeliminować niepotrzebny stres, utrzymywać kontakt z bliskimi, którzy nie mogą towarzyszyć nam podczas wyjazdu, i w pełni cieszyć się trwającym urlopem - komentuje Paweł Bijata, dyrektor pionu marketingu w firmie Gerda. Polacy mają wiele obowiązków, a w związku z tym rośnie liczba spraw, o których muszą pamiętać każdego dnia. Odebranie dziecka z przedszkola, szybki przejazd między miejscem pracy a siłownią, oddanie książek do biblioteki - to tylko kilka z długiej listy, z którą ludzie zmagają się na co dzień. Zatem nic w tym dziwnego, że działając w pędzie, by zrealizować wszystkie punkty ze swojej „To-do list", zdarza im się zapomnieć o zamknięciu drzwi lub nie mają pewności, czy to zrobili. Również w realizacji takich zmagań niezwykle pomocne okazują się smartfony. Poza dbaniem o bezpieczeństwo, smartfony mają jeszcze wiele innych zastosowań. 89 proc. ankietowanych używa ich do robienia zdjęć, 73 proc. za ich pomocą słucha muzyki i ogląda filmy, dla 72 proc. jest to narzędzie do korzystania z bankowości elektronicznej, 67 proc. traktuje je jako osobisty kalendarz i notatnik, a 40 proc. jako kartę płatniczą. Jak widać, telefony komórkowe są nam potrzebne właściwie w każdym momencie dnia. Dlatego następnym razem, gdy zobaczymy w kawiarni osobę, która, popijając kawę, będzie patrzyła w telefon lub jadąc autobusem nie będzie odrywała wzroku od smartfona, warto nie myśleć o niej negatywnie. Może akurat czyta książkę, dokonuje opłat lub sprawdza, czy dziecko wróciło ze szkoły do domu. Są to w końcu normalne, codzienne życiowe czynności, a technologia tylko nam je ułatwia. Dzięki nowoczenej technologii wiele spraw załatwimy nie wychodząc z domu Przemoc w Afganistanie. Talibowie strzelają do ludzi Kabul & ; i Wojciech Szczęsny wojciech.szczesny@polskapress.pl Wbrew wcześniejszym deklaracjom talibowie nie chcą wpuszczać na teren lotniska wszystkich chcących opuścić Afganistan. W czwartek, w dniu narodowego święta, radykalni bojownicy otworzyli ogień w kierunku demonstrantów, którzy zebrali się na ulicach miasta Asadabad. Według świadków w wyniku czwartkowych zajść w mieście położonym w północno-wschodnim Afganistanie zginęło co najmniej kilka osób. Nie jest jasne, czy stało się to w efekcie ostrzału, czy paniki i stratowania przez innych uczestników. Dzień wcześniej w podobnych okolicznościach w oddalonym o 150 kilometrów na wschód od Kabulu Dżalala-badzie talibowie zastrzelili nie mniej niż trzy osoby i ranili kilkanaście kolejnych. Ogień został otwarty w chwili, gdy demonstranci na jednym z placów chcieli usunąć proporzec utworzonego przez talibów Islamskiego Emiratu Afgań-skiego i zawiesić tam czarno--czerwono-zieloną flagę Islamskiej Republiki Afganistanu, obalonej w ubiegłą niedzielę. Od tego czasu trwa ewakuacja pracowników zagranicznych misji dyplomatycznych Unia Europejska przyznaje, że sytuacja panująca wokół lotniska „jest bardzo trudna do ustabilizowania" Lotnisko w Kabulu zabezpiecza około 4.5 tysiąca amerykańskich żołnierzy. Na miejscu znajduje się posterunek siły brytyjskich oraz afgańskich współpracowników struktur zachodnich. Według źródeł, na które powołuje się agencja Reutera, do tej pory na pokładach samolotów wylatujących z Kabulu kraj opuściło ponad osiem tysięcy osób. \ Wbrew wcześniejszym zapewnieniom talibów dostęp do portu lotniczego dla wszystkich chcących opuścić Afganistan nie jest swobodny, a w całej okolicy panuje całkowity chaos. Bojownicy, którzy założyli na miejscu specjalne posterunki i kontrolują wszystkie drogi dojazdowe do lotniska, nie chcą przepuszczać Afgańczyków posiadających dokumenty wyjazdowe i uprawnionych do ewa-kuacji. Z kolei świadkowie przekazują dziennikarzom, że uzbrojeni mężczyźni strzelali z broni maszynowej w powietrze oraz bili ludzi kolbami karabinów. Przedstawiciele talibów utrzymują, że strzały ostrzegawcze miały na celu rozproszenie gromadzących się w pobliżu lotniska tłumów. Jednocześnie potwierdzają, że do tej pory na terenie portu lotni- czego zginęło dwanaście osób - zastrzelonych lub stratowanych. Jak powiedział w czwartek wysoki przedstawiciel ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Unii Europejskiej Jo-sep Borrell, sytuacja panująca wokół lotniska „jest bardzo trudna do ustabilizowania". Według szefa unijnej dyplomacji Afganistan opuściło już 106 afgańskich współpracowników, ale na wylot czeka kolejnych trzystu. Obecnie lotnisko w Kabulu zabezpiecza około 4,5 tysiąca amerykańskich żołnierzy. Na miejscu znajduje się także posterunek sił brytyjskich. W czwartek gotowość do wysłania swojego wojska na miejsce zgłosiła także Turcja. Zaczęliśmy na potęgę kupować książki. Aż 45 proc. badanych robi to dla siebie Warszawa Zbigniew Biskupski zbigniew.biskupski@polskapress.pl „Z analiz wydatków kartowych klientów Sarrtander Bank Polska wynika, że więcej wydaje-my w księgarniach oraz salonikach prasowych. Nasze wydatki w sklepach stacjonarnych i online z tej kategorii z roku na rok wzrastają-na przełomie lipca i sierpnia2021 r. Polacy wykonał w nich ponad 30% więcej transakcji kartami niż przed rokiem. Polacy czytają więcej książek -jakpodaje Biblioteka Narodowa, poziom czytelnictwa w Polsce w202ir. jest najwyższy od 2014 г. Według ostatniego raportu, 42% badanych deklaruje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy przeczytało choć jedną książkę lub przynajmniej jej fragment. Z okazji Z danych Biblioteki Narodowej wynika, że poziom czytelnictwa w Polsce w 2021 r. jest najwyższy od 2014 r. Dnia Miłośnika Książki analitycy Santander Bank Polska przyjrzeli siętemu,jak wyglądają nasze zakupy wtej kategorii. Zwiększone zainteresowanie widać wyraźnie wdanych transakcyjnych, które wskazują, że wydatki kartowe klientów banku w księgarniach stacjonarnych, salonach praso- wych oraz sklepach internetowych były w pierwszych tygodniach sierpnia o 34% wyższe niż w analogicznym okresie w2020г. oraz o ponad 50% wyższe niż w roku 2019. Od początku 2021 r. do początku sierpnia klienci Santander Bank Polska wydawali średnio 4 min zł tygodniowo na zakupy w księgarniach i salonach prasowych, co oznacza wzrost o ok. 1 min zł w porównaniu z rokiem poprzednim. Co ciekawe, największy przyrost transakcji kar-towych w tym sektorze miał miejsce tuż przed wakacjami, a obecnie ponownie obserwujemy tendencję wzrostową. - Jak wynika z analizy danych kartowych, nasi klienci wykonują w tym roku średnio o 15 tysięcy więcej transakcji w księgarniach i salonach prasowych niż przed rokiem. Szczytowym momentem zakupu produktów czytelniczych w pierwszej połowie roku był przełom maja i czerwca, kiedy wolumen transakcji przekroczył rekordowe 100 tysięcy tygodniowo - mówi Przemysław Chojecki, data scientist z Santander Bank Polska. Raport Biblioteki Narodowej wskazuje, że książki najczęściej kupujemy sobiesami-tak wskazuje 45% badanych, a w drugiej kolejności pożyczamy je od znajomych (32%) lub dostajemy wprezende (34%). Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 09 Apel piłkarza z Haiti: Polacy pomóżcie str.11 Jadą z darami na Wschód. Można się przyłączyć do zbiórki str. 13 Wraki z 1945 r. w Bałtyku. Ich historia i pamięć str. 17 magazyn [SS rbywo; m Ucieczka z Afganistanu. Strach przed terrorem № » Talibowie zajęli Kabul. Afgańczycy masowo uciekają z kraju w obawie przed nową władzą, terrorem i Al-Kaidą str. 10 oraz 14-15 10 magazyn Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Kazimierz Sikorski k.sikorski@polskatimes.pl Afganistan Ponad dwie dekady temu Osama bin Laden spotkał się z muttą Omarem, pierwszym liderem talibów w Afganistanie. Nie przybył z pustymi rękoma. Miał dla mułły podarki, a że pochodził z bogatej rodziny, zaskarbił sobie przychylność gospodarza i jego opiekę. I kiedy Amerykanie zażądali, by mutta wydał Osamę. lider talibów odmówił. Czy takie spotkanie jest dziś możliwe? Specjaliści są podzielili, jedni przekonują, że talibowie nie będą ryzykować przyjaźni z Al-Kaidą. Inni dodają: powstaje „terror bliźniaków", niedobitld stada Al-Kaidy łączą siły z tali-bami, aby stworzyć nową „kolebkę dżihadu" w Afganistanie, co będzie zagrożeniem nie tylko dla Stanów Zjednoczonych. Już dziś mówi się o „bojownikach" z zachodnich krajów, którzy wykorzystują afgański zamęt, by zasilić osłabione struktury Al-Kaidy. Terroryści z Al-Kaidy, którzy nigdy nie opuścili Afganistanu, łączyli się już z talibami w atakach na rząd centralny w Kabulu. Talibowie urośli w siłę w rozdartym wojną kraju po wycofaniu wojsk przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone 20 lat po przybyciu do Afganistanu. Jego celem było unicestwienie Al-Kaidy i schwytanie jej przywódcy Osamy bin-Ladena po tym, jak dżihadyści przeprowadzili ataki terrorystyczne li września 2001 roku. Al-Kaida razem z talibami Teraz afgański generał, który kierował obroną stolicy prowincji Helmand, Lashkar Gah, opowiada, że bojownicy Al-Ka-idy dołączyli do talibów. - Nigdy wcześniej nie widziałem tylu członków Al-Kaidy na liniach frontu i w walce ramię w ramię z talibami niż po wycofaniu się sił amerykańskich -mówił Sami Sadat. Dodał, że ludzie Al-Kaidy pomagali talibom prowadzić koncentrację sił, przekazywali specjalistyczną wiedzę o używaniu moździerzy i wykorzystywaniu snajperów. Generał przewidział, że triumf talibów przyprawi o gęsią skórkę cały świat i podsyci terroryzm. To zwiększy ataki tak zwanych samotnych wilków, zwiększy na-dzieję na mobilizację małych grup terrorystycznych w miastach Europy i Ameryki i będzie miało niszczycielski wpływ na globalne bezpieczeństwo. Raffaello Pantucci, brytyjski specjalista koncentrujący się na problemach terroryzmu, Na pierwszej konferencji prasowej rzecznik talibów Zabihullah Mujahid zapowiadał, że nie będzie współpracy z Al-Kaidą, mówił też o tym, że kobiety będą w rządzie. Ale nie wiadomo, czy nie skończy się tylko na deklaracjach Talibowie wrócili do Afganistanu. Razem z nimi terror i Al-Kaida mówi, że komentarze generała stanowią część wysiłków, które ugruntowują opinię, że walka, którą toczą teraz w Afganistanie talibowie, jest związana z zagrożeniem, przed którym stoi Zachód. Afgański generał Sami Sadat przewidział, że triumf talibów przyprawi o gęsią skórkę cały świat i podsyci terroryzm Siły talibów zostały po raz pierwszy obalone w 2001 roku po inwazji Stanów Zjednoczonych- ale kiedy zapadła decyzja prezydenta Joe Bidena o wycofaniu wojsk, przejęłyjuż jedną trzecią Afganistanu. Bojownicy talibów szturmowali stacje telewizyjne i radiowe, gdy zacieśnili swoje siły wokół Lashkar Gah, kluczowym afgańskim mieście, niegdyś siedzibie brytyjskiej kwatery głównej w tym kraju. Tylko siedziba gubernatora, więzienie i komenda policji wytrzymywały ataki. Do czasu. Zdesperowani afgańscy do- wódcy musieli z pomocą głośników słać ostrzeżenia przed nadciągającymi talibami. Nakazano natychmiastową ucieczkę, bo talibowie, wspierani przez członków Al-Kaidy, grozili zniszczeniem całych dzielnic. Nie powstrzymają terrorystów Powstańcy rozpoczęli także skoordynowane ataki na Kandahar i Herat. Bezwzględnie wymordowali już dziesiątki cywilów i przysięgli, że zmiażdżą gejów i przywrócą surowe prawo szariatu. Możliwość od- rodzenia się Al-Kaidy w Afganistanie niepokoi już amerykańskich urzędników i wojskowych. Generał Frank McKenzie mówił niedawno NBC News, że nie wierzy w to, by talibowie powstrzymali AI-Kaidę przed wykorzystaniem Afganistanu do wzmocnienia swojego potencjału bojowego i odbudowy struktur. Widząc, jak talibowie przetaczali się przez kolejne prowincje Afganistanu, amerykańscy wojskowi obawiali się, że przejęcie przez nich całego kraju pozwoli Al-Kaidzie na odbudowę i konsolidację, stwarzając poważne obawy o bezpieczeństwo daleko poza granicami Afganistanu. Prawie 20 lat po zaplanowaniu ataków terrorystycznych na Amerykę z Afganistanu, Al-Kaida ma w tym kraju zmniejszoną obecność, specjaliści amerykańscy szacują, że grupa stanowi zaledwie 200-300 członków. Oni naprawdę nie stanowią w tej chwili siły zdolnej do wykonania poważnego ataku poza granicami tego kraju - powiedział jeden z amerykańskich wojskowych. Ale próżnia pozostawiona przez wycofanie amerykańskich sił zbrojnych może stworzyć sposobność do reorganizacji Al-Kaidy i innych grup terrorystycznych, obawiają się specjaliści od walk z terroryzmem. Talibowie przejmą rząd i można oczekiwać, że informacje na temat Al-Kaidy staną się jeszcze rzadsze. I chociaż Stany Zjednoczone nadal gwarantują sobie prawo do atakowania celów Al-Kaidy w Afganistanie, to jednak brak silnej obecności wojsk USA w tym kraju utrudni możliwość identyfikacji potencjalnych celów, oceniają wojskowi. Na celowniku USA W niedawnym wywiadzie po tym, jak objął stanowisko szefa sił amerykańskich w Afganistanie, generał piechoty morskiej Frank McKenzie mówił: Al-Kaida nadal jest głównym celem amerykańskiej armii w regionie. Jesteśmy tutaj, aby uniemożliwić Al-Kaidzie i ISIS odrodzenie się na niekontrolowanych przestrzeniach, ogólnie we wschodnim Afganistanie, i planowaniu ataków na naszą ojczyznę - mówił generał w Kabulu. To zagrożenie jest nadal realne. Jego zdaniem amerykańskie siły antyterrorystyczne uniemożliwiły Al-Kaidzie odzyskanie sił i realizację jej zbrodniczych planów przeciwko Zachodowi. - Jeśli ta presja zniknie, obawiam się, że oni odzyskają siły - powiedział. -1 myślę, że jest to tylko kwestia czasu, nim zobaczymy, jak mocniejsi zaczną planować ataki na naszą ojczyznę. Ponieważ Al-Kaida znajduje się w fazie odbudowy w Afganistanie, trudno tej organizacji przebudować swoje struktury, pozyskiwać nowych członków. I chociaż ideologia Al-Kaidy kładzie nacisk na ataki na świat zachodni, nie jest to obecna strategia jej bojowników w Afganistanie, twierdzą amerykańscy spece od walki z terroryzmem. Wojskowi specjaliści oceniają, że pomysł Al-Kaidy na najbliższy czas, to uporządkowanie swojego lokalnego podwórka, aby skonsolidować swoje pozycje, a dopiero potem pomyślą o globalnym dżiha-dzie, ponieważ to zawsze tkwi w głowach tych fanatyków. Odrodzi się po paraliżu Zdaniem amerykańskich wojskowych Al-Kaida w Afganistanie raczej nie będzie w stanie w najbliższym czasie przeprowadzić ataku na inne państwa, czy to Stany Zjednoczone lub inne zachodnie kraje. Czas względnego spokoju ocenia się na mniej więcej 12 miesięcy. Co potem? Rośnie przeświadczenie, że rząd talibów w Afganistanie nie powstrzyma Al-Kaidy przed odbudową i że w końcu ta terrorystyczna organizacja zacznie planować ataki na obcej ziemi. Al-Kaida została poważnie sparaliżowana przez dwie dekady amerykańskich nalotów i ogromnej presji antyterrorystycznej. Wyżsi przywódcy organizacji i jej czołowi planiści operacyjni oraz wielu bojowników zostało zabitych lub uciekło z kraju. Osama bin Laden, założyciel grupy, który zorganizował ataki z 11 września, zginął w 2011 roku. Ale z raportu Rady Bezpieczeństwa ONZ opublikowanym kilka tygodni temu wynika, że bojownicy ci znajdują się w co najmniej 15 afgańskich prowincjach, głównie na wschodzie i południu kraju. Tylko ograniczona grupa zagranicznych bojowników terrorystycznych z [Syrii i Iraku] przeniosła się do innych stref konfliktu. Jednak kraje zachodnie są zaniepokojone możliwością takiego przemieszczania się. W szczególności do Afganistanu, gdyby tamtejsze środowisko stało się bardziej przyjazne dla ISIL lub grup działających w porozumieniu z Al-Kaidą - czytamy w raporcie. ISIL, podobnie jak ISIS, jest jednym z kilku gałęzi grupy terrorystycznej nazywanej Państwem Islamskim. Zdaniem generała McKenzie talibowie nie są w stanie powstrzymać Al-Kaidy przed wykorzystaniem Afganistanu do wzmocnienia swoich szeregów i odbudowy struktur. - Nie dostrzegłem niczego, co kazałoby mi wierzyć, że naprawdę to zrobią - powiedział McKenzie. Wiem, że talibowie mówią o tym. Chciałbym wierzyć, że tak zrobią, ale zawsze chciałem, aby talibowie nie kierowali się tym, co mówią, ale raczej tym, co robią, i do tej pory tego nie robili-dodał. Glos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 magazyn 11 Bartosz Karcz Świat Były piłkarz Wisły Kraków. Wilde-Donald Guerrier. jest przejęty tym. co dzieje się w jego kraju. Haiti najpierw, w zeszłą sobotę, nawiedziło potężne trzęsienie ziemi, a późnią - tropikalna burza Grace. Ludzie stracili dobytek całego życia, domy, nie mają co jeść. Guerrier apeluje o pomoc dla swoich rodaków, zało-żyłzżoną Zuzanną Gęskką-Guerrier zbiórkę pieniędzy w serwisie pomagam.pl -Wiem, że Polacy potrafią być ofiarni. Pomóżcie moim rodakom - prosi. Rodzina Guenierów doskonale wie, co znaczy prawdziwe nieszczęście. W 2017 roku, gdy Donald grał w Azerbejdżanie w zespole Karabach Akdam, stracił 17-miesięczną córeczkę Miah Manette. Jest ona pochowana na Cmentarzu Rakowickim. Do Krakowa Guerrier często wraca również dlatego że stąd pochodzi jego żona, Zuzanna - wnuczka innego byłego piłkarza Wisły, Ryszarda Wójcika. Teraz tragedia znów dotknęła jego rodzinę. Już na Haiti. Trzęsienie ziemi było odczuwalne szczególnie w regionie, z którego pochodzi Guerrier (okolice miasta Port a Piment), a jego rodzinny dom uległ praktycznie całkowitemu zniszczeniu. Pił-karz mocno jednak podkreśla, że zwracając się do Polaków o pomoc, nie ma na myśli swojej rodziny. - Mój rodzinny dom nie nadaje się do remontu, trzeba będzie go wyburzyć - mówi nam piłkarz. Dodaje jednak natychmiast: - Nie ma co mówić o mojej rodzinie. Ja mam pieniądze, pomogę jej. Trzeba mówić o milionach Haitańczyków, którzy stracili dach nad głową! Ludzie mieszkają na ulicy, nie mają co jeść. Wiem, że Polacy są ofiarni, potrafią pomagać. Dlatego apeluję o pomoc dla Haiti! Każdy gest się liczy. Jednego stać, żeby dać więcej, inny może wpłacić dziesięć, dwadzieścia złotych. Liczy się tak naprawdę to, że ktoś i w ogóle chce pomóc. Sytuacja w moim kraju jest naprawdę dramatyczna. Tysiące straciły dom Słowa Wilde-Donalda Guer-riera absolutnie nie są przesadzone. Po trzęsieniu ziemi ponad dwa tysiące osób nie żyje, rannych jest wiele tysięcy, kilkadziesiąt tysięcy domów zostało doszczętnie zniszczonych, co powoduje, że ludzie -nie mając dachu na głową -zmuszeni są do mieszkania w namiotach lub po prostu na ulicy. A jakby tego wszyst- W sobotnim trzesięniu ziemi na Haiti zginęło ponad dwa tysiące osób. Wiele więcej zostało bez dachów nad głową Przejmujący apel piłkarza z Haiti: Polacy, pomóżcie! kiego było mało, na Haiti spadła jeszcze potężna tropikalna burza Grace, która w znacznym stopniu utrudnia akcję ratunkową i poszukiwawczą. Były piłkarz Wisły, zwracając się z prośbą o pomoc, odwołuje się do historii. Przypomina o polskich żołnierzach, którzy jeszcze w czasach napoleońskich osiedlili się na tej wyspie. Mieli dła-wićpowstanie tubylców, askoń-czyłosięnatym, że zostali wtym malowniczym miejscu. Pozakładali rodziny, a ich potomkowie żyją tam do dzisiaj. - Na Haiti naprawdę pamięta się o tych czasach, jest wielu potomków tamtych żołnierzy -opowiadanamDonald. -Dodzi-siaj mówi się, że ieśli ktoś ma jasne włosy czy oczy, to znaczy, że jest potomkiem Polaków. Ja sam mam np. bardzo dobrych znajomych wśród Polonii, moich wiernych kibiców, którzy nawet w swoim domu mają moje zdjęcia na ścianach. Nazywają się... Koniecpolscy. I wiele osóbmodli się również do Matki Boskiej Częstochowskiej. Wilde-Donald Guerrier mocno podekscytowany opowiada o tragedii, jaka spotkała rodaków. - Wiem, że w Polsce też są bezdomni, że ludzie też mają swoje problemy - tłumaczy. - Ale ile osób mieszka tutaj na ulicy? Kilka tysięcy? Nie sądzę, żeby było ich więcej. Są też instytucje, do których tacy ludzie mogą się w Polsce zwrócić o pomoc. A na Haiti mówimy obecnie o milionach ludzi, którzy zostali bez dachu nad głową! Powtarzam - milionach! Dlatego tak bardzo potrzeba im wsparcia. Choćby kontenerów, które mogą pełnićrolęprowizorycznychdo-mów-opowiada. Pomagał wcześniej To nie jest pierwszy raz, gdypił-karz angażuje się w pomoc swoim rodakom. Już w czasie pandemii koronawirusa wysyłał na Haiti środki dezynfekujące, maseczki. Opieka medyczna na tej wyspie jest na bardzo niskim poziomie i nie wszyscy mogą na nią liczyć. Pytany o działalność charytatywną, Guerrier mówi: - Jak mógłbym zapomnieć, skąd się wywodzę? Mnie w życiu się udało. Gram w piłkę nożną, zarabiam dobre pieniądze, ale tym bardziej moim obowiązkiem jest pomagać osobom, które tej pomocy potrzebują. Dlatego tak angażuję się w te wszystkie akcje, które mogą choć trochę poprawić standard życia na Haiti. Jeśli widzisz to wszystko, zmienia się twoje podejście do życia. Zaczynasz przestrzegać określonego systemu wartości. U mnie w domu np. nigdy, ale to nigdy nie wyrzucamy jedzenia do śmieci! Tego uczę swoje dzieci. Wiem, że tutaj może być to dla wielu ludzi niewyobrażalne, ale są takie miejsca - jak właśnie Haiti - gdzie ludzie nie mają co jeść. Dlatego wychodzę z założenia, że można kupić mniej jedzenia. Tyle, ile potrzeba - żeby później nie trzebabyło nic wyrzucać. Azaoszczędzone pieniądze można przekazać na pomoc naprawdę potrzebującym. Tak samo z ubraniami, które nosimy. Nie powinnosięich wyrzucać, jeśli nie są znoszone czy zniszczone. Są ludzie, którzy naprawdę nie mają co na siebie włożyć. Wilde-Donald Guerrier angażował i angażuje się nie tylko w same zbiórki pieniędzy. Jako reprezentant swojego kraju, miał możliwości spotykania się z politykami - władzami Haiti. Rozmowy nie toczyły się tylko wokół futbolu. Głównym tematem były sprawy społeczne: co można poprawić w życiu Haitańczyków. Piłkarz podkreśla, że stara się działać np. w kwestii opieki medycznej, budowy szkół, dostępności do sportu. Robi to min. poprzez działalność fundacji, którą założył - „Donald Guerrier Foundation". Wilde-Donald Guerrier w czasie, gdy grał w Wiśle Kraków - To są takie podstawowe sprawy, żeby dzieci miały gdzie się uczyć, żeby miały przybory szkolne - wyjaśnia. - Staraliśmy się w okolicy mojego miasta uru-chomić20 szkół. To jest właśnie podstawa: zapewnić dzieciom edukację. Wyobraźmy sobie, że wokół Krakowa - np. w Kasince czy Olkuszu - dzieci nie mogą chodzić do szkoły. Na Haiti to norma. Podobnie z dostępem do podstawowej opiekimedycz-nej. Staram się w działalność wciągnąć również innych sportowców z Haiti, bo razem możemy zrobić więcej. Jak polecił Smudę 32-letni piłkarz ma teraz trochę więcej czasu, jest dzisiaj wolnym zawodnikiem. W naszej rozmowie nie mogliśmy jednak nie wspomnieć o futbolu. Wilde-Do-nald Guerrier ostatnio występował w cypryjskim Apollonie, ale pojawiły się problemy finansowe, brak wypłat i Haitańczyk rozstał się z tym klubem, rozwiązując kontrakt. Dzisiaj jest zatem do wzięcia za darmo, a jak podkreśla, nie wyklucza powrotu do Polski. Niektórzy kibice Wisły Kraków robią już sobie nawet nadzieję na powrót Donalda do ekipy „Białej Gwiazdy", wktórej spisywał się bardzo dobrze. To wtym klubie rozpoczęła się jego międzynarodowa kariera. - Na razie nie ma konkretów, jeśli chodzi o nowy klub. Były tylko jakieś luźne kontakty z Wisłą Kraków, Wisłą Płock, Zagłębiem. Ostatnio pojawiła się propozycja z Grecji. Zobaczymy, jak to wszystko się rozwinie. Jestem wolnym zawodnikiem, więc mogę podpisać kontrakt w każdej chwili. Czekam spokojnie na rozwój wypadków - mówi. Zapytaliśmy Wilde-Donalda Gueniera, czy gdyby pojawiłasię oferta z Wieczystej Kraków, zastanowiłby się nad jej przyjęciem? Pytanie zostało postawione nie bez przyczyny. To klub, którego główny sponsor, Wojciech Kwiecień, nie miałby najmniejszych problemów z zaspokojeniem oczekiwań finansowych piłkarza. Ważniejsze jednak, że trenerem w Wieczystej jest obecnie Franciszek Smuda, a współpraca obu w Wiśle Kraków układała się bardzo dobrze. - DoWieczystej się nie wybieram, ale z trenerem Smudą jestem cały czas w kontakcie. Nawet wczoraj rozmawialiśmy. Bardzo miło go wspominam. Mogę nawet zdradzić, żebyłmo-ment, gdy moja federacja szukała selekcjonera. Rozmawiałem wtedy zprezesem, że Franciszek Smudabyłby dobrym kandydatem. Ale większość naszych piłkarzy mówi przede wszystkim po francusku. I ostatecznie na opcję z trenerem mówiącym w tym języku się wtedy zdecydowano.©® Wszyscy chętni mogą wspomóc zbiórkę pieniędzy na pomoc dla poszkodowanych Haitańczyków pod tym adresem poma-gam.pl/haiti 12 magazyn Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Tragedia pod Sączem Pasierbicę „traktował jak własną córkę", ale dwukrotnie zgwałcił Artur Drożdżak Kryminał Każda matka po otrzymaniu takiej wiadomości byłaby w szoku. Małgorzata też poczuła się. jakby dostała młotkiem po głowie.-Wojtek mnie molestował - napisała jej przez komunikator internetowy 13-łetnia córka. Miała na myśli aktualnego partnera matki. M ałgorzata i Wojciech byli parą od kilku lat, mieszkali razem pod Nowym Sączem. Życie ich nie oszczędzało. Małgorzata z poprzedniego związku miała starszego syna i 13-letnią Karinę, a rozwiedziony Wojciech - troje dorosłych dzieci. Związali się, zamieszkali razem, szybko na świat przyszedł ich synek. Wojciechz Kariną mieli raczej dobre relacje. Zastępował jej ojca Mężczyzna starał się nastolatce zastąpić biologicznego ojca, ale to było trudne, bo pracował dorywczo w Szwecji i nie było go całymi miesiącami. Pieniądze przysyłał na utrzymanie rodziny, był troskliwy. Gdy pojawiał się na miejscu, zajmował się dziećmi. Po powrocie do kraju miał ISorszy okres i zaczął sięgać po alkohol. Po jednym z pijac-idch incydentów zdecydował idę zmienić swoje życie i zgłosił się na terapię. Abstynencję udało się mu zachować osiem długich lat. Aż do grudnia 2019 roku. Potem wrócił do codziennego picia. Zaczęły się awantury z Małgorzatą, wzajemne pretensje, wypominanie błędów i krzywd, ale życie jakoś 'oczyło się dalej. Aż do pewnego dnia w lutym 2020 roku, gdy Karina napisała matce, co ją spotkało ze strony Wojciecha. Małgorzata zaczęła działać, choć oskarże-iia córki nie mieściły się w jej głowie. Przecież wszyscy mieszkali pod jednym dachem i ona - jako matka - musiałaby zauważyć, gdyby Wojciech przejawiał niezdrowe zainteresowanie 13- letnią pasierbicą. Małgorzata zdecydowała, że Karina uda się do domu starszego brata, a sama pojawiła się :am niedługo później, gdy już I* Podejrzany o dwukrotny gwałt Wojtek zatrzymany przez policję po zajściu w lutym 2020 roku wyszła z pracy. Od Kariny szczegółowo usłyszała, co się zdarzyło, gdy była sama z Wojciechem w mieszkaniu. Małgorzata wykonała jeszcze kilka telefonów do rodziny partnera i po konsultacjach zdecydowała się zawiadomić policję. Tuż po godzinie 15 tego dnia była na komendzie z córką, którą od razu zbadał lekarz ginekolog i wstępnie wypowiedział się, że dziewczynka raczej nie zmyśla, wspominając o molestowaniu. Wojciech dostał karę pięciu lat więzienia. Jego nazwisko i wizerunek trafią też do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym Do akcji wkroczył prokurator i sąd, który przesłuchał Karinę w obecności biegłego psychologa, by sprawdzić, czy 13-latka mogła kłamać. - Pokrzywdzona nie konfabuluje, jest rozwinięta intelektualnie w normie, prawidłowo postrzega rzeczywistość, nie pozostaje pod wpływem osób trzecich -stwierdziła biegła w swojej opinii. Na ciele Kariny zabezpieczono DNA Wojciecha. Pijany nie pamięta Tego samego dnia mężczyzna został zatrzymany, a potem -tymczasowo aresztowany. W chwili pojawienia się policjantów na posesji był mocno pijany, badanie alkomatem wykazało cztery promile alkoholu. - Nic nie wiem, niczego nie pamiętam - mówił na gorąco. Zaprzeczał stawianym mu zarzutom, aprokurator zakwalifikował jego czyn jako nie jako molestowanie, ale jako gwałt na nieletniej. I to podwójny, bo Karina zeznała, że trzy dni wcześniej też przekroczył dopuszczalne granice relacji . Za to groziło do 15 lat więzienia. Drobiazgowo odtworzono przebieg wydarzeń w domu Małgorzaty. Za pierwszym razem - 7 lutego - Wojciecha odwiedzili synowie. Pomagali przewieźć lodówkę na działkę ojca Małgorzaty. W pewnej chwili w domu został tylko Wojciech i Karina. Wtedy, gdy byli sami, a Karina kąpała się w łazience, doszło do przemocy i gwałtu. Po wszystkim Woj ciech wyszedł do sklepu po alkohol. Po powrocie z zakupów przeprosił 13-latkę i przekonywał, że nie chciał jej skrzywdzić. Prosił, by nikomu nie mówiła, co zaszło. Karina faktycznie nie zdradziła się matce jednym słowem. Wieczorem poszła za to na koncert znanego rapera. Była wówczas z Wojciechem i star- szym bratem. Zachowywała się, jakby nic się nie stało. Jednak trzy dni później Wojciechowi znówpuściły hamulce. Małgorzata, jak co dzień rano, udała się do pracy. Karina zrezygnowała z nauki w szkole, bo Wojciech prosił ją, by z nim wybrała się do lekarza - miał mieć prześwietlenie kręgosłupa. Po śniadaniu, gdy byli sami, nietrzeźwy zawołał Karinę do swojego łóżka, a gdy podeszła, zaczął być agresywny i mówił, że chce dziewczynę przygotować do dalszego życia. Wtedy dokonał drugiego gwałtu. Gdy dziewczyna zaczęła krzyczeć, puścił. 13-latka przemyślała sprawę i tym razem powiadomiła matkę, co się stało. Kluczowy dowód Zeznania Kariny, jak zauważył potem sąd, były jedynym dowodem bezpośrednim, ale jej relację uznano za wiarygodną, rzeczową, szczegółową, logiczną i spontaniczną. Sąd odrzucił zarzuty obrońcy mężczyzny, że dziewczyna tylko potakiwała na zadawane jej podczas przesłuchania pytania. - Jest zapis czynności procesowej i wynika z niej, że nieletniej nie narzucano żadnych treści, miała swobodę wypowiedzi i pytania nie były sugestywne -zauważyłsąd. I dodał, że gdy zeznawała o przeżyciach, przytaczała konkretne wypowiedzi Wojciecha. Widoczne było wzburzenie i napływ emocji stosowne do relacjonowanych treści. - To były reakcje traumatyczne - nie krył sąd. Karina jednocześnie wyrażała się pozytywnie o Wojciechu, wspominając o wcześniejszym okresie, przed złamaniem przez niego abstynencji. Widoczne było jej przygnębienie i bezradność, gdy zeznawała, że nie potrafi wytłumaczyć zachowania mężczyzny. Zdaniem sądu logiczne było wytłumaczenie, żeopierwszym razie nie powiedziała mamie, bo bałasięjej reakcji. Po drugim wy-słała jej wiadomość, bo obawiała się, że sprawca będzie robił to dalej. Oceniła wtedy, że ponowienie napaści i perspektywa dalszych gwałtów stanowi dla niej większe zagrożenie niż reakcja ze strony rodzicielki. Dobrze kalkulowała. Biegli wypowiedzieli się, że oskarżony jestpoczytalny, nie ma zaburzeń preferenqi seksualnych, apo terapii alkoholowej jest niskie prawdopodobieństwo popełnienia przez niego kolejnych czynów przeciwko wolności seksualnej. Sąd nie uwierzył Wojciechowi, gdy ten sugerował, że Karina wszystko zmyśliła, bo chciała się go pozbyć z domu, by więcej nie ograniczał jej swobody. Sąd zauważył, że mężczy-znaitak większość czasu spędzał za granicą. Nastolatka nie musiała się go pozbywać - i to w taki sposób. Przesłuchiwana Małgorzata wyraziła przekonanie, że Wojciech nadal kocha rodzinę, widoczna była silna więź emocjo-nalnakobietyzpartnerem, który 0 nią dbał. Wojciech twierdził, że był pijany i niewiele pamięta. - Nie dochodzi do mojej świadomości, bym mógł zrobić krzywdę Karmie. Traktowałem jąjak córkę - opowiadał. wyrok skazujący Mężczyzna nie przyznawał się do winy. Prokurator chciał dla niego sześciu lat odsiadki, ale Sąd Okręgowy wNowym Sączu skazał Wojtka na trzy lataitrzy miesiące więzienia, nakazał też zapłatę pokrzywdzonej trzech tysięcy złotych. Zdecydował o terapeutycznym systemie kary. Za łagodzące uznał niekaralność 1 niewielką skalę przemocy, jaką zastosował w stosunku do ofiary. W apelacji adwokat Wojciecha chciał obniżenia kary. Wnioskował o jej zawieszenie na pięć lat próby. Prokurator był odmiennego zdania i apelował na rzecz podniesienia kary do sześciu lat oraz by sąd П instancji orzekł oskarżonemu zakaz kontaktu zpokrzywdzonąnapięćlatizbli-żania się na odległość 50 metrów. - Doszło do umyślnie dokonanych dwóch gwałtów, a kara tylko nieznacznie przekracza tę minimalną trzech lat odsiadki -przekonywał oskarżyciel publiczny. Podkreślał, że czyn był bulwersujący i ingerujący wpod-stawowe prawa człowieka, w wolność seksualną dorastającego dziecka i dlatego kara nie może być symboliczna. - Po stracie ojca dziewczyna potrafiła zaufać innemu, w zasadzie obcemu człowiekowi, który wzgardził okazanym mu zaufaniem i doprowadził do jednej z największych krzywd, jakie można wyrządzić dziecku - argumentował prokurator. Sąd Apelacyjny w Krakowie po części podzielił te uwagi oskarżyciela i w czerwcu br. podwyższył Wojtkowi wymiar kary do pięciu lat więzienia. Zakazał mu też zbliżania się do Kariny przez pięć lat. Dodatkowo nazwisko i wizerunek Wojciecha trafią teraz do Rejestru Sprawców Przestępstw na Пе Seksualnym. Wyrok jest już prawomocny. ©® Glos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 magazyn 13 i шшчш pps Pomoc do Łanowic pojedzie po raz drugi - pierwszy transport z darami trafił tam w lipcu 2014 roku Organizatorem akcji jest Zygmunt Czapla Marcin Stefanowski marcin.stefanowski @po lskapress.pl Akcja Jeżeli chcesz pomóc Polakom na Wschodzie, możesz zrobić tojuż teraz. Trwa zbiórka darów. które wkrótce trafią do naszych rodaków mieszkających w Łanowkach na Ukrainie. Zbiórkę darów, jak co roku, prowadzi Stowarzyszenie Pomocy Polakom ze Wschodu, z siedzibą w Koszalinie. W tym roku transport z darami ruszy na Ukrainę - konkretnie do Łanowic w powiecie Samborskim w województwie lwowskim. Transport z Koszalina pojedzie we wrześniu. -Pandemię pokonujemy wiarą : Tojuż siódma edycja... Po raz kolejny pojadą z darami na Wschód wzmacniającą więzi dobra oraz pomocy słabszym i potrzebującym - tłumaczy Zygmunt Czapla, od wielu lat organizujący wyjazdy z pomocą dla rodaków na Wschodzie. Pomoc do Łanowic pojedzie po raz drugi - pierwszy transport z darami trafił tam w lipcu 2014 roku. Teraz po przerwie związanej z pandemią dary, dzięki wsparciu koszalińskiej firmy NordGlass zapewniającej transport od 20 lat, ponownie trafią do potrzebujących. Łanowice to miejscowość na Ukrainie zamieszkała w 98 proc. przez Polaków. To także pierwsza na Ukrainie miejscowość, gdzie na przystanku autobusowym została zamontowana tablica z nazwą miejscowości w dwóch językach: ukraińskim i polskim. W Łanowi-cach prężnie od lat działa Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej, przy której powstała między innymi początkowa szkoła z polskim językiem nauczania, polskie przedszkole „Perełka", dwie sobotnio-niedziele szkoły w Bi-skowicach i Wojutyczach, ze-I społy folklorystyczne oraz drużyna piłkarska „Polskie Orły". Zbiórka darów dla Polaków z Łanowic, która rozpoczęła się już jakiś czas temu, nadal trwa. Organizatorzy jak zawsze bardzo liczą na stałych darczyńców: osoby indywidualne jak i liczne zakłady pracy, przedszkola, szkoły. Jednocześnie apelują też o włączenie się w organizację pomocy do wszystkich tych, którzy dotąd tego nie robili, a którym los Polaków za naszą wschodnią granicą jest bliski sercu. Kontakt telefoniczny: tel. 94 346 81 85. - Pamiętajmy o tym, że nasi rodacy ze wschodu nigdy nigdzie nie emigrowali, nie wyjechali ze swojej ojczyzny. Oni cały czas mieszkają tam, gdzie mieszkali ich przodkowie, a nie żyją w Polsce dlatego, bo w wyniku historycznych zawirowań to Polska od nich odeszła. Oni bardzo za nią tęsknią i robią wszystko, co mogą, aby tę miłość do Polski przekazać swoim dzieciom. Co ciekawe, Polacy mieszkający na Wschodzie - ito zarówno starsi jak i młodsi - gdy odwiedzamy ich z pomocą materialną, bardzo często proszą 0 polskie książki, w tym głównie te o historii naszego kraju. 1 za każdym razem jak organizujemy taki transport to takie książki wieziemy - dodaje Zygmunt Czapla. Organizatorzy apelują o przekazywanie odzieży, zestawów komputerowych (komputery, tablety dla uczniów), szkolnych przyborów, a przede wszystkim sprzętu sportowego i środków czystości. Wszyscy ci, którzy chcą pomóc materialnie proszeni są o dostarczenie darów do Zespołu Szkół Niepublicznych „Czaplówka" (Koszalin, ul. Wojska Polskiego 83). Można też całą akcję wesprzeć finansowo, a pieniądze należy przesłać na następujące konto: PKO BP Oddział I w Koszalinie 75 - 054 Koszalin; ul. Młyńska 20. Nr rachunku: 541020 27910000 7302 0008 6777 Jednocześnie Stowarzyszenie z Koszalina wydało właśnie kolejne wspomnienia repatriantów ze Wschodu. Do tej pory ukazało się siedem edycji takich wydań - pod wspólnym hasłem - „Uratowaćpamięć..." - i trwają prace nad ósmym albumem z tego cyklu. Wspomnienia i relacje można przesyłać także do Stowarzyszenia. ©® AKCJA SPECJALNA LATO Z RADIEM POLSKIE RADIO w »i' a «w 1 i . v i'üIuLt. »Ii whU "Г mmmmr 14 magazyn Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Ucieczka z Afganistanu •,.• •'v •• ,'v • To paradoks, że po zupełnie bezkrwawym zajęciu stolicy Afganistanu przez siły talibów pierwsi zginęli cywile, którym cudem udało się przedostać na ostatni skrawek ziemi, gdzie nie dotarli jeszcze talibowie Marcin Mamoń maran.mamon.@polskapress.pl Afganistan Lotnisko w Kabulu dzieli od centrum ledwie kilka kilometrów. Pilnują go amerykańscy "marines", których Pentagon wysłał, aby dopilnowali ewakuacji personelu amerykańskiej ambasady i pozostałych w Afganistanie obywateli amerykańskich. Pilnują, ale jak się okazało nie zawsze są w stanie go upilnować. ..Zdrajcy i niewolnicy" Uciekający Afgańczycy porzucili samochody na zakorkowanej do granic możliwości szerokiej alei łączącej miasto z terminalem. Biegli, często bez jakiegokolwiek bagażu wrękach, by dostać się do kilku samolotów, których przewoźnicy nie przewidzieli, że tego dnia talibowie wejdą do stolicy Afganistanu. Niewielu to się udało. Większość jeszcze w sobotę zatrzymały strzały sił rządowych. Następnego dnia ochrony lotniska już nie było. Tego dnia tysiące żołnierzy afgańskich zdezerterowało, a razem z nimi funkcjonariusze sił bezpieczeństwa narodowego i policji. Według niektórych źródeł afgańscy żołnierze po prostu zdjęli mundury i założyli cywilne ubrania, aby tylko nie zostać schwytanym przez talibów. Widząc, co się dzieje, Pentagon wysłał na lotnisko w Kabulu dodatkowych lOOO żołnierzy. Tłumy zdołały jednak przedrzeć się na teren lotniska. Wysoki mur otaczający niedostępny dotąd, zmilitaryzowany teren im nie przeszkodził. Chaos na lotnisku w Kabulu to ostatni akt błyskawicznej ofensywy talibów, w której bojownicy talibów zajęli ostatnie z miast pozostających pod kontrolą rządu, w tym stolicę kraju - Kabul. Zdjęcia tłumów Afgańczy-ków desperacko próbujących wedrzeć się do samolotów, potem biegnącym za kołującymi samolotami, wskakującym na nie, oblepiających nadkola startujących wojskowych transportowców a w końcu ciał spadających z dużej wysokości, gdy samoloty były już w powietrzu są porażające. Kilku despe- ność. Ostatnie 20 lat to dla nich złoty czas. W nagrodę za zwalczanie talibskiej rebelii otrzymywali pieniądze od rządu i Amerykanów, a ci ostatni przymykali oczy na zbrodnie, których się dopuszczali i na ich zaangażowanie w przemyt broni i narkotyków. Worlordo-wie, dzięki lojalności wobec rządu, gdy w kraju szalała wojna domowa ibieda pomnażali swoje majątki. O ich okrucieństwie, bezwzględności i nagromadzonym bogactwie opowiadają w Afganistanie legendy. Kilka dni temu talibowie zdobyli pałac jednego z nich -marszałka Raszida Dostuma z pochodzenia Uzbeka. Początki kariery Dostuma to kolaboracja z sowietami i bardzo gorliwa współpraca w zwalczaniu antykomunistycznych rebeliantów. Kiedy sowieci a potem miejscowi afgańscy komuniści przegrali wojnę Dostum zmienił front dołączył do zwycięskich mudżahedinów, jak nazywano wtedy islamskich bojowników. Talibowie mają z nim poważne rachunki do wyrównania. Oskarżany 0 dokonywanie zbrodni wojennych Dostum masakrował setki, jeśli nie tysiące talibów wziętych do niewoli, zamykał ich np. w metalowych kontenerach i pozostawiał na spalonej słońcem pustyni. 20 lat później zdjęcia ucztujących w pałacu Dostuma talibów szybko trafiły do Internetu. Orientalny przepych, choć styl nawiązujący do najbardziej ordynarnej estetyki rosyjskiego eklektyzmu lat 90., Królewskie iście komnaty kapiące w złocie: złocone kanapy, fotele, żyrandole. Wszystko w najgorszym guście, ale zgromadzone przecież w kraju, który nie jest nawet zelektryfikowany, gdzie od lat panuje straszliwy głód i nędza. Widok pałacu Dostuma musiał robić wrażenie na zwykłych Afgań-czykach, którzy mają już dość skorumpowanych rządów w Afganistanie. Abdul Rashid Dostum zanim uciekł do Uzbekistanu, miał bronić swojej prowincji i miasta Mazar-i-Szarif na północy kraju do ostatniej kropli krwi. Tak przynajmniej otwarcie zapowiedział. Nie bronił, wolał uciec. Inny Warlord -"Lew Heratu" jak go nazywano w czasie wojny afgańsko sowieckiej, miał z łatwością obronić bardzo kosmopolityczny 1 niechętny talibom starożytny Złote fotele marszałka Dostuma Pierwsi uciekli z Afganistanu, ci na których najbardziej liczył rząd. Watażkowie czy Warlor-dowie jak się o nich mówi. Warlord (z ang. Pan wojny) - to osoba, która sprawuje kontrolę wojskową, gospodarczą i polityczną nad jakimś regionem. W Afganistanie warlordowie zwykle posiadali stanowiska państwowe, a jednocześnie opłacali własne prywatne milicje zbrojne, które zapewniały im pełną niezależność od władz państwowych i w rzeczywistości zupełną bezkar- ratów mieli zastrzelić amerykańscy żołnierze, by tłum biegnący wpogoni za startującymi samolotami nie doprowadził do katastrofy. Z Afganistanu uciekają ci, których, jak donoszą niektóre z niepotwierdzonych źródeł w Afganistanie talibowie poszukują, chodząc od drzwi do drzwi, w stolicy kraju i innych miastach. Osoby te mają znikać, kontakt się urywa, a odpowiedzią co się z nimi stało mogą być pojawiające się w Internecie nagrania, gdzie bliżej niezidentyfikowani bojownicy rozstrzeliwują na pustyni bez- »fensywy rozgrywał się na kabi bronnych cywili. Czy są nimi talibowie trudno na 100 procent potwierdzić. Z Afganistanu uciekają ci, których Talibowie, nazywają zdrajcami albo niewolnikami. To urzędnicy rządowi, byli członkowie policji i sił bezpieczeństwa, oraz pracownicy zagranicznych organizacji pozarządowych lub dziennikarze pracujący dla sprzyjających rządowi mediów, ale też wszyscy którzy pomagali wojskom NATO w podbiciu, a potem kontrolowaniu Afganistanu. To oni, ich rodziny usiłują teraz desperacko wydostać się kim lotnisku z Afganistanu. Nie jest ich mało. Armia Islamskiej Republiki Afganistanu, łączne z siłami bezpieczeństwa i policji liczyły nawet 300-400 tys. ludzi a przecież wszyscy mają jakieś rodziny. To oni w ciągu minionych 20 lat osiągali znaczne profity dzięki współpracy z rządem czy jego zachodnimi sojusznikami. Należeli do- lepszej kasty, grupy osób bardzo dobrze zarabiających jak na warunki afgańskie. W kraju, w którym nie było dotąd przyszłości szukali sposobów by lepiej żyć. Trudno im się dziwić. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 magazyn 15 к/Ь Talibowie w pałacu prezydenckim Herat. Nie obronił. Oddał miasto niemal bez jednego wystrzału. Miał dostać się do niewoli talibów, ale już dzisiaj można znaleźć w sieci fotografie rozmodlonego Ismaela Khana wykonane w irańskim Meszchedzie. Wielbiony przez swoich zwolenników w Hera-cie Ismael Khan dotąd wiele czasu spędzał w Kabulu, gdzie przez pewien czas był nawet ministrem gospodarki wodnej choć ta nie właściwie nie istnieje w pustynnym Afganistanie. Razem z Dostumem uciekł z Afganistanu inny filar Islamskiej Republiki Afganistanu: Atta Muhammad Noor. Niedługo potem wydał oświadczenie na Twitterze: „Pomimo naszego zdecydowanego oporu, niestety, cały rząd i sprzęt został przekazany talibom w wyniku dużej zorganizowanej i tchórzliwej akcji. Zawiązano spisek mający na celu uwięzienie marszałka Dostuma i mnie, ale im się nie udało. Marszałek Dostum, ja, gubernator Balch, posłowie z Balch, przewodniczący Rady Prowincji Balch i kilku innych urzędników jest teraz w bezpiecznym miejscu. Mam wiele do opowiedzenia, czym podzielę się w odpowiednim czasie. Dziękuję wszystkim, którzy dumnie stawiali opór w obronie swojej ziemi. Nasza ścieżka się tutaj nie kończy." Noor z pochodzenia Pasz-tun miał piękną kartę wojenną podczas wojny z Sowiecką Rosją, potem walczył przeciwko talibom w szeregach Sojuszu Północnego. Gdy został gubernatorem prowincji Balch na północy Afganistanu, dziennikarz The Economist opisał go jako bardzo bogatego człowieka. Dostum i Noor zniknęli, a wraz z nim doskonale uzbrojone milicje, które miały bronić Afgani-stanu przed fundamentalistami z południa. Wielu innych War-lordów zdecydowało się chronić swoje interesy w kraju i bły- skawicznie przeszli na stronę Talibów. Tak jak gubernator prowincji Samangan - Muhammad AsifAzimi, który był dotąd senatorem afgańskim. Należał do partii Jamiat e-Islami, a kiedyś - jak inni równi mu bogactwem watażkowie - był lokalnym przywódcą rebelii przeciw sowietom. Ucieczka prezydenta i koniec Islamskiej Republiki W ślad za dawnymi przywódcami ugrupowań walczących z talibami uciekł sam prezydent kraju Ashraf Ghani. Wyjechał bez uprzedzenia. Ma dzisiaj być w Tadżykistanie, choć inne źródła podają, że dotarł już do Omanu. Ghani swoją ucieczkę tłumaczył chęcią uniknięcia rozlewu krwi, mimo że od początku było wiadomo, że nikt nie chce bronić miasta. Kilku ministrów jego gabinetu zdążyło schronić się w Turcji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich jeszcze zanim tłum zablokował kabulskie lotnisko. Zdążyli, bo wiedzieli co będzie dalej. Amerykanie porzucili sojusznika, oni swój naród. Islamska Republika Afganistanu rozsypała się jak domek z kart. Zniknęły armia, policja, służby, nawet Warlordowie i ich milicje a wkońcu prezydent... Innego Afganistanu niż talibański dzisiaj już nie ma. Exodus kierownictwa państwa zniweczył plany ewakuacyjne państw zachodnich. W dniu, kiedy talibowie weszli do Kabulu, a tłum szturmował lotnisko, o godzinie 19:00 ambasada amerykańska w Kabulu ostrzegła swoich obywateli w Afganistanie: „Sytuacja bezpieczeństwa w Kabulu szybko się zmienia, a sytuacja na lotnisku gwałtownie się pogarsza" czytamy w mailu. „Nie przychodź o tej porze do ambasady ani na lotnisko". Ucieczka zdesperowanych ludzi z Kabulu przywołuje inne sceny z przeszłości. I nie chodzi tylko o ewakuację Amerykanów z oblężonego przez Wiet-kong Sajgonu. W nakręconym w latach 60. kilkugodzinnym dokumentalnym filmie "Africa Adieu" (Żegnaj Afryko) opowiadającym o dekolonizacji czarnego kontynentu włoscy filmowcy pokazali m.in. przerażające sceny przemocy z krajów ogarniętych rewolucjami komunistycznymi. Zapamiętałem szczególnie kilka minut nakręconych w Zanzibarze - dzisiaj rajskiej afrykańskiej wyspie - na jej szczególnie ulubionych przez polskich celebrytów plażach. Nagranie zrobiono z archaicznego helikoptera, w którym pilot sprytnie zatknął czerwoną flagę, aby nie zestrzelili go rebelianci. Helikopter leci ponad plażą. Widać na niej sylwetki ludzi. Wszyscy biegną w jakimś obłędzie: mężczyźni, kobiety dzieci... To arabscy -do niedawna - właściciele wyspy, których teraz byli czarni niewolnicy zaszczepieni komunistyczna ideologią postanowili wymordować. Uciekający szukali ocalenia w oceanie. Wpadali w fale i tonęli. Woleli utonąć niż zostać poćwiartowani przez prześladowców. Przypominam sobie to dzisiaj, bo wciąż nie potrafię zrozumieć wczorajszej desperacji Afgańczyków. Tego dnia nikt przecież ich nie ścigał ani nie strzelał, zanim nie wdarli się na teren lotniska Hamida Ka-rzaja w Kabulu. Talibowie ogłosili, że zapewnią wszystkim bezpieczeństwo w mieście, że nie będzie zemsty ani samosądów. Czy mówili prawdę? Czy może wybiorą terror, rozpoczną masowe prześladowania tych, którzy dotąd na nich polowali lub choćby pomagali ich prześladowcom? Desperaci próbujący uczepić się wzbijających się w niebo samolotów woleli zginąć niż czekać na odpowiedź. ©® ARTYKUŁ REKLAMOWY Przełomowe odkrycie uczonych z Cambridge w walce z nietrzymaniem moczu „Ta metoda wspomaga usuwanie nawet 97% przyczyn nietrzymania moczu, łagodzi problem szybko f F To był prawdziwy szok. Pierwsze 173 użytkowniczki nowego odkrycia spec. ds. urologii Маха Randalla nie mogły uwierzyć w to, co widzą. Po 30 dniach stosowania kobiety zaobserwowały znaczne zmniejszenie problemów z nietrzymaniem moczu. Udało im się to bez konieczności stosowania żadnych dodatkowych metod. Spektakularny preparat brytyjskiego uczonego może mieć nawet 97% skuteczności. Użytkowniczki deklarowały opanowanie wysiłkowego nietrzymania moczu, nawet podczas dużego wysiłku. Zredukowały parcie na cewkę moczową, co spowodowało o 93% rzadsze wizyty w łazience. Odczuwalnie zmniejszyły nadwrażliwość pęcherza i zauważalnie wydłużyły czas między wizytami w WC. Dodatkowo wzmocniły mięśnie dna miednicy, dzięki czemu możliwe jest znacznie dłuższe wytrzymanie z pełnym pęcherzem. Okiem eksperta: W\e\e osób niesłusznie sądzi, że nietrzymanie moczu to typowo kobiecy problem. Owszem, dwukrotnie częściej przytrafia się on paniom, ale dotyczy też mężczyzn! Poza tym wielu lekarzy nie potrafi wskazać przyczyn dolegliwości. Za nietrzymanie moczu odpowiedzialne są osłabione mięśnie dna miednicy. Cierpiący, dostają witaminy i zostają z niczym. A w takiej sytuacji należy działać szybko! Nie można czekać i liczyć na to, że samo przejdzie, ponieważ problem będzie tylko się pogłębiał. Dla przeciętnego człowieka wydaje się to niemożliwe A jednak. Trzeba tylko wiedzieć, jak pobudzić ciało do działania. Max Randall: „Odkryliśmy naturalne substancje aktywne, które mogą oddziaływać na poziomie nanokomórkowym i wspomagać opóźnianie podziału telomerów w komórkach. Komórki mogą starzeć się nawet 9-krotnie wolniej. Organizm ma szansę automatycznie minimalizować problem nietrzymania moczu. Te substancje mogą wzmocnić mięśnie dna miednicy i zmniejszyć nadwrażliwość -pęcherza. Dzięki temu nietrzymanie moczu może zostać zminimalizowane po ok. 4 tyg. stosowania. Aby metoda była dostępna dla każdego, wprowadziłem ją w postaci aktywnych, biostymulujących tabletek". Odkrycie Randalla wchodzi na rynek Formuła jest dostępna wyłącznie w sprzedaży telefonicznej. Ilość opakowań promocyjnych jest ograniczona - decyduje kolejność zgłoszeń. Nie spodziewałem się, że to spotka akurat mnie. Żyję zdrowo, nie palę, waga w normie - a jednak straciłem kontrolę nad swoim pęcherzem. Na spodniach pojawiały się plamki, było mi okropnie wstyd! Chciałem zrobić coś z tym jak najszybciej, ale musiałbym czekaż aż 3 miesiące! Zacząłem szukać, trafiłem na tabletki biostymulujące. Po kilkudziesięciu godzinach zobaczyłem pierwsze efekty. Wkrótce zapomniałem o problemie! Edward (64 lat), Piotrków Trybunalski *3 SPECJALNA ZNIŻKA DLA PIERWSZYCH 100 OSÓB! Pierwszym 100 osobom, które zadzwonią do 23 sierpnia 2021 г., przysługuje specjalna zniżka! Otrzymasz wówczas preparat spec. ds. urologii Randalla ai 73% taniej(przesyłka GRATIS)! Zadzwoń: 56 300 31 93 Od pon. - n/edz.: 8Ю0-20Ю0 (Zwykłe połączenie lokalne bez dodatkowych opłat) с s C/5 *Szczegóły oraz informacje dotyczące procedury zwrotów i reklamacji dostępne są pod adresem: www.grouptcm.corr! 16 magazyn Glos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Mateusz Marecki matmaredd@gmaił.pł fiufcir Maciej Maćkowiak przyjechał do Słupska prosto ze stolicy. Ma 37 lat. Męczą go tłumy. W Słupsku chciałby znaleźć upragniony spokój po latach wypalenia zawodowego i depresji. Chciałby także pomagać innym jako specjalista psychoterapii uzależnień. Miasto nad Słupią wybrał ze względu na czyste powietrze, dobrą jakość wody pitnej, bliskość morza oraz otwartość i życzliwość, z jaką go tu przyjęto. Choć na pierwszy rzut oka wyprowadzka z Warszawy do Słupska może wydawać się zaskakująca, to warto prześledzić drogę, jaką nowy mieszkaniec Słupska przebył, zanim się tu przeprowadził. Jako nastolatek Maciej marzył 0 studiach psychologicznych, ale ponieważ w tamtym czasie w Toruniu, w którym mieszkał, takiego kierunku nie było, postanowił studiować w Krakowie. Po zaliczonym roku na Uniwersytecie Jagiellońskim musiał wrócić do rodzinnego miasta, bo jego rodziców nie było stać na jego utrzymanie w innym mieście. Ponieważ skończenie studiów uważał za priorytet, znalazł ostatecznie pracę w Warszawie. Choć początkowo był zrażony do mieszkania w stolicy, szybko zachłysnął się niezależnością, wolnością i możliwościami, jakie tam zyskał. Praca, którą znalazł w Warszawie była spełnieniem licealnych marzeń - został bileterem w Teatrze Polonia Krystyny Jandy, gdzie mógł łączyć przyjemne z pożytecznym. Wieczory spędzał na widowni 1 chłonął unikalną atmosferę przedstawień, tak intensywnie, że niektóre kwestie ze sztuk do dziś zna na pamięć. Z czasem wraz z Krzysztofem, swoim partnerem biznesowym, zaczął prowadzić sieć kawiarni w znanych warszawskich teatrach. Początki nie były łatwe. - Zadzwonił do nas zarządca teatru i postawił nas przed nie lada wyzwaniem: 22 grudnia otrzymaliśmy telefon, że na 26 mamy przygotować obiad dla 16 aktorek i aktorów biorących udział w próbach do spektaklu, w tym Janusza Gajosa. Byliśmy tak zmotywowani, że na wszelki wypadek -by wszystkim dogodzić - przygotowaliśmy dania w trzech opcjach - wspomina z uśmiechem Maciej. Próba ogniowa zdana -obiad okazał się sukcesem. Uroczyste otwarcie nowej kawiarni nastąpiło l lutego 2010 roku. Tego dnia wieczorem wystawiany był „Romulus Wielki", spektakl o legendär- Ucieczka przed depresją Ze stolicy nad morze. Czuję się tu lekko... nym władcy Cesarstwa Rzymskiego. Przyjaciele idealnie się uzupełniali: ekstrawertyk Krzysztof, jako typowy skowronek, otwierał kawiarnię, gotował i wydawał posiłki, z kolei Maciej - introwertyk i typowa sowa - przez pierwsze trzy lata ich wspólnej działalności dorabiał od 9 do 17 w szkole językowej jako opiekun klientów oraz wspierał kawiarnię marketingowo, by o 18 wrócić do teatru i obsługiwać wieczorne imprezy. W przeciągu kilku lat udało im się rozkręcić biznes: otworzyli trzy kolejne kawiarnie teatralne oraz założyli firmę cateringową i eventową, obsługującą wydarzenia nawet na 700 osób. Moment graniczny Depresja i wypalenie przyszły długo przed pandemią i serią lockdownów. - Po kilku latach harówki zdałem sobie sprawę, że staliśmy się zakładnikami własnego sukcesu. Nie byliśmy w stanie być w kilku miejscach i zajmować się wszystkim, od gotowania, kelnerowania i sprzątania po realizację zleceń i zarządzanie załogą. Doszło do tego, że przestałem odbierać telefony lub włączałem tryb samolotowy. Czułem się jednak z tym źle. Ignorowałem pierwsze negatywne symptomy wypalenia. Gdy zdiagnozowano u mnie depresję, traktowałem to jako ciało obce, którego chcę się pozbyć - opowiada Maciej. Aż przyszedł moment, w którym ciało się zbuntowało. Jego firma dostała kolejne zlecenie od znanej osoby, z którą Maciej się nie dogadywał: impreza na 30 osób, wino, przekąski. Wszystko miało być z najwyższej półki, ale niskim kosztem. Maciej długo zwlekał z przedstawieniem oferty, aż klient poskarżył się wspólnikowi. Nie mogli go stracić, bo wieść rozniosłaby się po mieście, a to z kolei mogło doprowadzić do nadszarpnięcia wizerunku firmy. - Usiadłem w końcu do oferty i sparaliżowało mnie. Pierwszy raz w życiu miałem napad padaczki - wzdryga się na samo wspomnienie Maciej. To był moment graniczny, w którym pomyślał, że musi zmienić swoje nawyki, zrobić krok wstecz. Wyjechał na wakacje i choć wyłączył telefon " - -■ Kilka dni temu Maciej przywiózł do Słupska ostatnią partię rzeczy osobistych. Nowego miasta dopiero się uczy po starcie samolotu, obiecując sobie detoks zawodowy, to jednak cały czas wyobrażał sobie kolejkę przychodzących wiadomości i połączeń. Z wyjazdu wracał 2 lutego 2020 roku już w maseczce (jako jedyny pasażer na pokładzie samolotu z Włoch, co jeszcze wtedy przyciągało zdziwione spojrzenia) i z planem na przełamanie błędnego koła. Niestety, wtedy wybuchła pandemia, gospodarka się zamknęła, a z postanowień zmiany zostały nici. Depresja Macieja pogłębiła się do tego stopnia, że kilka tygodni nie wychodził z łóżka. Teatralne kawiarnie zamarły, tak jak całe miasto. Nastąpiły cięcia w kosztach, a Krzysztof, żeby poratować się wtej trudnej sytuacji, zatrudnił się w szpitalu. Pierwsze miesiące epidemii upłynęły Macie- jowi na totalnej niemocy. W wynajmowanej kawalerce utknął nabity rok z myślami samobójczymi. Droga do Słupska. droga do natury Kolejnym momentem przełomowym, który ostatecznie doprowadził go do Słupska, było to, co usłyszał od swojej 18-let-niej siostry. - Pewnego dnia sprzątnęła mój szampon i żel pod prysznic, zeszła na dół do sklepu i kupiła mi kosmetyki, które - jak tłumaczyła - nie zawierają szkodliwych substancji chemicznych dla środowiska i nie są testowane na zwierzętach. Oświadczyła też, że nie planuje potomstwa, bo nie chce, by jej dzieci cierpiały z powodu zmian klimatycznych i braku dostępu do czystej wody. Dokuczliwy jest też smog w stolicy. Na Mokotowie, gdzie długo mieszkałem, w niektóre zimowe dni naprawdę ciężko się oddychało -opowiada Maciej. Wtedy poczuł, że pragnie wrócić do natury, a Warszawa męczyła go przesytem bodźców. Miał już też dość bycia częścią toksycznego środowiska teatralnego. Do powrotu do źródeł w kontekście zawodowym namówiła go przyjaciółka Monika, z którą obecnie tworzy Duo Attento (Duet Uważności) i Dobre Miejsce -Przestrzeń Rozwoju i Wsparcia przy ulicy Grunwaldzkiej 8a w Słupsku. - Po szkoleniu w Ustce Monika zaproponowała, byśmy coś wspólnie zbudowali i przeprowadzili się nad morze. Sama Ustka niespecjalnie mnie pociągała, bo unikam tłumów i deptaków, ale przecież niedaleko jest Słupsk. Na samą myśl o przeprowadzce tam poczułem pozytywne wibracje w ciele. Jak wielu warszawiaków, myślałem o Słupsku jako o mieście zielonym i progresywnym, choć wiem, że to trochę opinia na wyrost. Zapytałem siebie, co mogę zaoferować słupszczanom i zdałem sobie sprawę, po rozmowie z moją psychoterapeutką, że w Słupsku brakuje specjalistów od terapii uzależnień - mówi Maciej. Szorstkie początki ze Słupskiem Jak mówi, ze Słupskiem „romansuje" już od kwietnia, kiedy rozpoczął poszukiwania mieszkania na wynajem. Zależało mu na kawalerce lub dwóch pokojach po przystępnej cenie, tzn. takiej, która byłaby konkurencyjna wobec ofert z Gdyni czy nawet Warszawy. Telefony do słupskich agencji nieruchomości szybko sprowadziły go na ziemię: okazało się, że rynek najmu w Słupsku stał się w dużym stopniu uzależniony od preferencji i możliwości finansowych Amerykanów stacjonujących w Redzikowie. Ceny poszły znacząco do góry. W grę nie wchodziła też adopcja psa, bo - jak usłyszał od agentki - sierść i zapach zwierząt, nawet mimo obietnicy poniesienia kosztów gruntownego sprzątania i ozonowania przy wyprowadzce, odstraszałyby potencjalnych klientów z Ameryki. Kolejny zawód spotkał go w maju podczas rozmowy 0 pracę w słupskim Centrum Zdrowia Psychicznego. Rozmowa trwała zaledwie 12 minut, a zadająca pytania nie mogła się nadziwić, że Maciej wybrał „nudny" Słupsk, a nie Warszawę. Założyła też z góry, że 2300 zł na rękę na pewno go zniechęci do pracy w Centrum. Maciej dziwi się niezrozumieniu, z jakim się spotkał, bo przecież to, skąd pochodzi nie powinno mieć znaczenia dla potencjalnego pracodawcy. Znajomi z Warszawy pytają, gdzie to jest Kilka dni temu Maciej przywiózł do Słupska ostatnią partię rzeczy osobistych. Nowego miasta dopiero się uczy. Ma na oku kino Rejs, filharmonię, OT Rondo, Nowy Teatr. Lubi przebywać i pracować w klu-boksięgarni Cepelin. Dzięki Piotrowi, lokalnemu artyście, z którym skontaktował się przez media społecznościowe, poznaje nowych ludzi i poszerza krąg znajomych. W weekendy jeździ do pobliskiego Słowińskiego Parku Narodowego 1 odkrywa, jak mówi, miejsca magiczne, unikalne na skalę światową, takie jak Wydma Czempińska. Dziwi się pustkom w Poddąbiu w szczycie sezonu, zachwyca go kolor piasku na pobliskich plażach, różny od tego we Władysławowie czy Gdańsku. Jego zdjęcia z wypraw publikowane na In-stagramie zachwycają znajomych z Warszawy, którzy wypytują, gdzie to jest i jak się tam dostać. - Kiedy pierwszy raz przyjechałem do Słupska, wziąłem głęboki wdech i poczułem się lekko. Odległości są tu niewielkie, wszystko jest na wyciągnięcie ręki - lasy, Park Kultury i Wypoczynku z leżakami w centrum miasta. Mam więc pewność, że jeśli pozostawiam ślad węglowy, to w minimalnym stopniu. Być może mój zachwyt to efekt nowości i fali entuzjazmu, ale Słupsk mnie uspokaja. Nie ma tu warszawskiej spiny, stresu, wiecznego pośpiechu, potrzeby ciągłego sprzedawania się i gadania o byciu, bywaniu i posiadaniu - wylicza atuty nowego miasta Maciej, ale wypowiedź przerywa mu kelnerka, która grzecznie informuje nas, że już pora kończyć. Kluboksię-garnia, w której rozmawiamy, od 40 minut jest już zamknięta. Zmieszany Maciej proponuje w ramach rekompensaty, że pomyje swoje naczynia, a ja na odchodne pytam go o minusy Słupska. - Czego będzie mi tu brakowało? Będę tęsknił za operą, ale przecież zawsze mogę wsiąść w pociąg i pojechać do Gdańska, Szczecina, Bydgoszczy czy Warszawy. Brak jest wyłącznie ograniczeniem w głowie. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 magazyn 17 Wojciech Pasko-Porys Stowarzyszenie Marynistów Polskich ШЫогш Pomorza W okresie pomiędzy staniem a kwietniem 1945 r. ewakuowano Bałtykiem ok. 2 min osób, z których ok. 20 tys. zginęło. co było jedną z największych operacji wojennych o wielkiej symbolice dla Niemców. tj. „Hannibal" i opuszczenie Prus. Jubileusz religijnej uroczystości odbędzie się w sobotę. 28 sierpnia. W kościele Ludzi Morza o. Redemptorystów w Gdyni w sobotę, 28 sierpnia o godzinie 15.30 odbędzie się jubileuszowa, bo dwudziesta piąta msza święta poświęcona niemieckim (także kaszubskim) ofiarom na morzu w 1945 r. Zwykle odbywa się ona zimą, ale teraz, po raz drugi w nietypowym terminie, z zapewne mniejszym udziałem gości zagranicznych. Msza święta jest związana z historia Pomorza, jest dwujęzyczna i otwarta dla wszystkich chętnych. List okolicznościowy Minister ds. kultury i mediów prof. Monika Griitters z okazji jubileuszu i wystawy napisała: „Bardzo dziękuję za Pański list z dnia 29 maja 2020 г., w którym pisał Pan o długoletnim zaangażowaniu Związku Mniejszości Niemieckiej w Gdyni na rzecz pamięci ofiar „Akcji Hannibal". Ze szczególną troską odnoszę się do pamięci o wielowiekowej kulturze i historii Prus Wschodnich i Zachodnich. Jest to historia, w której często spotykali się Niemcy i Polacy, historia wymiany i wzajemnego wzbogacania się kulturowego, ale czasami także konfliktów. Nie należy zapominać o drugiej wojnie światowej, w której na-rodowosocjalistyczne Niemcy przyniosły wielkie nieszczęście Europie, a zwłaszcza naszym polskim sąsiadom. Nie wolno zapomnieć 0 okropnościach ucieczki 1 przesiedlenia. Związane z tym cierpienie i utrata domu, wciąż ciąży na barkach tego pokolenia.......Należy do nich także ok. 20 000 osób, które zginęły w 1945 roku na statkach „Wilhelm Gustloff", „Steuben" i „Goya" w ramach „Akcji Hannibal" na Morzu Bałtyckim. Ze szczególnym zadowoleniem przyjmuję fakt, że przez tyle lat wraz z waszymi polskimi partnerami upamiętniliście Państwo ucieczkę z Prus Wschodnich i Zachodnich przez Morze Bałtyckie, ewakuację niemieckiej ludności cywilnej i związanych z nią ofiar. Dzięki tego typu upamiętnieniu Związek Mniejszości Niemiec- Wraki z 1945 r. w Bałtyku. Ich historia i pamięć Z uwagi na brak wsparcia wystawa została ograniczona do dwóch prac malarskich przedstawiających statek „Steuben" autorstwa Anastazji Fie-tysowej. Szczęśliwie udało się na tej podstawie przygotować plakat jubileuszowy, który będzie wysłany do różnych instytucji, a także przekazany na miejscu gościom. Jeden z obrazów i plakat już został przyjęty do stałej ekspozycji w muzeum Naval Memorial Laboe (Kiel). Jest to muzeum - pomnik o randze europejskiej, wybudowane po I wojnie światowej poległym na morzu, które po ostatniej wojnie objęło eskpozycją wszystkie ofiary wojny na morzu, w tym operacji „Hannibal" Drugi obraz pozostanie na stale w Galerii na Wyspie w Lęborku. Kontrowersje - polityka historyczna Pan Benedykt Reszke zapytany, czy uroczystość zwłaszcza odsłonięcie tablicy pamiątkowej w 2010 r. spotkała się z krytycznymi reakcjami odpowiedział cytuję: „ukazały się reakcje przeciwne, nieznaczące, lecz opinia publiczna ich nie podzielała". Skoro były opinie krytyczne to można postawić pytanie, czy nie jest to, aby polityka historyczna i czy brak skromnych uroczystości nie byłby lepszy? Msza św. i tablica pamiątkowa to jednak tylko symboliczne minimum pamięci wynikające z obowiązku moralnego. Niemieckie instytucje kulturalne i historyczne w Polsce: Goethe Instytut, Instytut Historyczny, a także muzea Prus i Pomorza w Niemczech nie interesują się historią akcji „Hannibal." Podobnie fundacja polsko-nie-mieckiej współpracy w Warszawie nie wykazała zainteresowania tym tematem. Reasumując, wokół wydarzeń z ewakuacji w 1945 r. nie ma ani konfliktu, ani większego zainteresowania. W budowanym oddziale Narodowego Muzeum Morskiego w Łebie tj. Muzeum Rybołówstwa i Badań Podwodnych historia wraków z 1945 r. znajdzie jednak miejsce w planowanej ekspozycji. Kontrowersje-msza w intencji ofiar, a wśród nich sprawców? Po liście biskupów polskich do biskupów niemieckich w 1965 r. i nie tylko z tego powodu możliwa stała się normalizacja stosunków polsko-nie-mieckich po wojnie. Kościół oparty na uniwersalizmie chrześcijańskim rękami redemptorystów w Gdyni czyni kolejny krok w tym kierunku. Zakon ten w Polsce kojarzy się z tradycyjnym patriotyzmem i nie można go w tej sprawie podejrzewać. W kościele w Gdyni tablica pamiątkowa dotyczącą ofiar niemieckiej ewakuacji w 1945 r. zajmuje skromne miejsce w kaplicy bocznej razem z wieloma innymi tablicami poświęconymi polskim marynarzom i rybakom, którzy zginęli na morzu. Sama uroczystość to tylko ekumeniczne nabożeństwo poświęcone tragicznie zmarłym ofiarom cywilnym. Na statkach zginęli oni jednak razem z żołnierzami. Skoro wraki tych statków korzystają w Polsce z ochrony prawnej jako mogiły wojenne, to msza św. ich dotycząca nie powinna być kontrowersyjna. Kontrowersje - kapitan Mari-nesko, zbrodnia czy tragedia? Dowódca łodzi podwodnej S-13 kpt. Aleksander Marinesko zatopił dwa największe statki akcji „Hannibal" tj. „Gustloff" i „Steuben". Jest on bohaterem Związku Radzieckiego i posiada w Rosji własne pomniki. W czasie oblężenia Leningradu zginęła prawie połowa jego mieszkańców i załoga łodzi traktowała polowanie na uciekające niemieckie statki jako osobistą zemstę. Popisali się zdolnościami i odwagą operując na płytkich, zaminowanych wodach i atakując statki konwojowane przez okręty wojenne. Zdarza się, że w wypowiedziach na temat zatopienia statków w 1945 r. uznaje się je za zbrodnie tj. naruszenia zasad wojny. Statki obok uciekinierów cywilnych, w tym kobiet i dzieci statki przewoziły także żołnierzy. Nie były oznakowane czerwonym krzyżem i prawdopodobnie posiadały uzbrojenie przeciwlotnicze. Podsumowanie Liczba żyjących w Niemczech z wszystkich 2 min. ewakuowanych w 1945 г., którzy byli wtedy dziećmi nadal może być liczona w tysiącach, natomiast ci, którzy mają związki rodzinne z tymi wydarzeniami to zapewne jeszcze miliony. Nie ma ich na terenie Polski, a Łucja Bagińska, ocalona z Gu-stloffa mieszkająca w Polsce po wojnie już nie żyje. To ona także była inicjatorką pierwszych uroczystości w kościele w Gdyni. Uroczystość ta już po raz 25-ty, 28 sierpnia o godzinie 15.ЗО odbywa się w Gdyni w Kościele Ludzi Morza. Jest to spotkanie środowisk mniejszości niemieckiej z całej Polski, gości z zagranicy i miłośników historii morza, które może przetrwać do następnego jubileuszu, a nawet do większej wystawy marynistycznej. Wystawa w Galerii na Wyspie Lębork - obraz „Steuben," A. Fietysowa i plakat okolicznościowy kiej w Gdyni wysyła także sygnał porozumienia i pojednania. Za to Wam dziękuje. Życzę powodzenia w przygotowaniu i realizacji projektu wystawy „Hannibal 1945 - Marynistyczne rekonstrukcje". Modlitwa okolicznościowa Jednym ze współorganizatorów uroczystości religijnej w Gdyni jest Pastor Wojciech Frochlich z Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Słupsku. W związku z planowanym nabożeństwem sformułował krótką modlitwę: „Boże nasz, do Ciebie należymy w życiu i śmierci. Przez Chrystusa i Jego zmartwychwstanie pozbawiłeś śmierć jej mocy i władzy nad człowiekiem. Boże, prosimy bądź przy nas w tej chwili, gdy wspominamy, tych którzy swoje życie zakończyli w tak tragicznych okolicznościach. Bądź naszą pociechą i obdarz Statki obok uciekinierów cywilnych, w tym kobiet i dzieci, przewoziły także żołnierzy. Nie były oznakowane czerwonym krzyżem i prawdopodobnie posiadały uzbrojenie... nas swoją łaską zbawienia. Amen. „ Zwyczajem jest, że zebrani kapłani, a także niektórzy goście w trakcie mszy św. występują z tego typu modlitwami lub krótkimi wypowiedziami. Historia uroczystości Głównym organizatorem pierwszej, jak i wszystkich późniejszych uroczystości był Pan Benedykt Reszke. Odbywają się one od 1997 roku, zwykle zimową porą adekwatną do historycznych wydarzeń z 1945 r. W trakcie mszy świętej tradycyjnie odprawianej w dwóch językach występują zaproszeni goście. Uczestniczą w niej środowiska mniejszości niemieckiej z Pomorza, Mazur i Śląska, goście z Niemiec i osoby zainteresowane historią morza. Po mszy świętej odbywa się spotkanie na skwerze Kościuszki, palenie zniczy oraz składanie wiązanek na wody Bałtyku. W 2010 roku w kaplicy kościoła w Gdyni odsłonięto tablicę upamiętniającą ofiary ewakuacji z 1945 roku. Wydarzenia z tego okresu to nie tylko najważniejsze wydarzenia w historii Bałtyku, to także ostateczne opuszczenie przez Niemców Prus Wschodnich. Miały one znaczenie nie tylko dla historii Niemiec i Polski, ale poprzez dwie wojny światowe także dla historii świata. Statek numer 4 - Karlsruhe, skarby i tajemnice W ubiegłym roku na północ od Ustki polscy nurkowie odkryli wrak niewielkiego parowca „Karlsruhe" zatopionego w kwietniu 1945 r. Z ponad tysiąca osób uciekających na pokładzie statku udało się ocalić ok. 10%. Wrak nie był badany wcześniej i jest podejrzenie ze może się na nim znajdować Bursztynowa Komnata. Jest to czwarty zatopiony statek, 0 którym nie mówi się, ani w liście Pani minister, ani na tablicy w kościele w Gdyni. Lokalizacja wraku jest nieujawniana z uwagi na możliwość nielegalnych poszukiwań, co miało miejsce wielokrotnie w przypadku innych wraków. Z operacji „Hannibal" najbardziej znana jest jednak historia statku „Gustloff" któremu poświęcono dwa filmy fabularne 1 kilka dokumentalnych, w tym jeden polski w reżyserii Iwony Bartolewskiej z 1994 roku. Wystawa marynistyczna W trakcie mszy świętej w Kościele w Gdyni występowały dotychczas różne chóry: Stella Maris, Dzwon Kaszubski, Kameralny, Mniejszości Niemieckiej z Bytowa i Olsztyna. Z okazji jubileuszu 25-lecia zaplanowano większą oprawę artystyczną w formie wystawy „Hannibal 1945 - Marynistyczne rekonstrukcje". 18 magazyn Glos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Arkadiusz Jakubik: Jak płomień zgaśnie, już go nie rozpalimy Paweł Gzyl pawel.gzyl@p0lskapre5s.pl Gwiazda W kinach-fäm „Czarna owca" z Arkadiuszem Jakubikiem wjednej z głównych róL Nam aktor opowiedziałorodzinie-tg£ w której się wychowalit^ którą sam stworzył. Masz wyjątkowo dobry rołc zagrałeśwdwóch ważnych serialach, teraz premierę ma film kinowy ztwoim udziałem, a na tym nie koniec Jesteś teraz chyba najbardziej wziętym aktorem wPołsce. Jak to się robi? Poproszę o następne pytanie. A tak na serio: trzeba mieć dużo szczęścia, żeby dostawać dobre scenariusze do przeczytania i propozycje ciekawych ról. Po prostu trzeba mieć farta. W tym tkwi cała tajemnica. Jeśli chodzi o seriale, to wiele lat konsekwentnie odmawiałem udziału w nich, bo uważałem, że to niższy gatunek sztuki niż film kinowy. Ostatnio jednak polskie seriale weszły na światowy poziom. Mało tego, aktualnie przebijają poziomem i rozmachem wiele produkcji filmowych, bo stacje telewizyjne zapewniają im wysoki budżet. Przykładem jest „Król". W.£zarnq owcy" po raz kolejny ^- po .jCkhej nocy" czy kbnpmV-ujnpkic7d0 t>IVłql ŁJC twyR w postać ojca rodziny. Lubisz grać takie role? Gram takie role, jakie dostaję propozycje. Na razie wypada mi się cieszyć, że są to postacie ojców, a nie dziadków. Twój bohater ma na imię tak jak ty-Arek. Jakie są podobieństwa między rimatobą? Filmowy Arek przechodzi kryzys wieku średniego. Ja mam już go za sobą. Jako aktor mam jednak coś w rodzaju pamięci emocjonalnej i umiem zapamiętywać stany, przez które kiedyś przechodziłem, oraz wracać do nich po latach. Przypomniałem sobie, jak wtedy funkcjonowała moja głowa i jak reagowało ciało. Na pewno mogłem też na planie „Czarnej owcy" korzystać z relacji, jaką mam z synami. Miałem z nimi niegdyś takie same kłopoty, jak mój filmowy Arek ma z Tomkiem: nieustanne przekomarzanie się, kłótnie, bo przecież każdy syn musi przeciwstawić się ojcu. A czym różni się firnowy Arek od ciebie? Na początku filmu, gdzieś w piątej minucie „Czarnej owcy", jak u Hitchcocka jest trzęsienie ziemi, bo żona mojego Arka oświadcza, że jest... lesbijką. W ten sposób ta idealnie działająca trzypokoleniowa rodzina w sekundę sypie się w gruzy. Trzeba więc tę budowlę odtworzyć na nowych zasadach. W tej kwestii nie mogłem skorzystać z własnego doświadczenia. Mam jednak zasadę: nie ma co kombinować przy takich emocjonalnych historiach. Im prościej, tym lepiej. Dlatego, żeby wejść w sytuację bohatera, wyobraziłem sobie, co by było, gdybym nagle dowiedział się, że moja żona Agnieszka, z którą jestem prawie 30 lat, po prostu odchodzi i zostaję sam z synami. Że mój dom na wsi pod Warszawą, ten mój cudowny Eden, nagle zostaje wysadzony w powietrze. I to bardzo mi pomogło wczuć się w emocje. Cotwotnzdaniemwdzisiej- szych czasach doprowadza najczęściej do rozpadu więzi rodzinnych? Brak czasu dla najbliższych. Jesteśmy tak zagonieni za pieniądzem, pracą, ambicjami, że zapominamy o najważniejszych osobach. Pamiętam, jak bałem się wziąć ślub z moją Agnieszką. Miałem wrażenie, że kiedy w Urzędzie Stanu Cywilnego podpiszemy ten papier, certyfikat własności, to przestaniemy się starać o siebie. Że skończy się ten cudowny okres narzeczeństwa, w którym obie strony kombinują, jak tu zaskoczyć pozytywnie drugą, żeby zobaczyć uśmiech na jej twarzy, błysk w oczach. Żeby nie czuć się skazanym na siebie, ale po prostu chcieć ze sobą być. Tobie się udało: jesteś szczę-śfiwym mężem i ojcem. Jaki jest tego sekret? Nie czuję się powołany do udzielania życiowych rad. Szczęśliwy, długoletni związek to ciężka praca. Ale to samo pytanie zadał jeden z uczestników spotkania ze mną w namiocie ASP na tegorocznym Pol'and'Rocku, na które zaprosił mnie Jurek Owsiak. Odpowiedziałem, że trzeba codziennie walczyć o tę miłość, codziennie dorzucać do tego pieca trochę węgla, bo jak ten płomień zgaśnie, to już go nie rozpalimy. Jeżeli przegapimy ten moment i przestaniemy się starać o drugą osobę, zapomnimy o niej, to już nie będzie co zbierać. Każda rodzina przechodzi jednak kryzysy. Jakie zaficzy-ła twoja? Kryzysy nie. Raczej problemy związane ze stresem w pracy czy z jakimiś rodzinnymi zmartwieniami. Ale najważniejsze, aby ze sobą o tym rozmawiać. Nie zamykać się z tymi kłopotami w swoim kokonie. Nie uciekać przed drugą osobą. Nigdy nie siedziałem na kanapie u psychoanalityka. To Agnieszka jest dla mnie terapeutą, to z nią próbuję przegadać tematy, które leżą mi na wątrobie. Oswoić swoje lęki czy problemy. Wzajemne wspieranie się i bycie ze sobą zawsze pomaga. Tak jest u nas. Właśnie byliśmy razem na rozdaniu Fryderyków w Szczecd- Szczęśfiwy. długoletni związek to ciężka praca. Trzeba codziennie walczyć o tę miłość Jak zapomnimy o tym. nie będzie co zbierać nie, gdzie Dr Misio był nominowany za najlepszy album rockowy roku. Mieliśmy zacnych konkurentów, przegraliśmy, ale ona była ze mną. Potem zabrałem Agnieszkę w trasę koncertową. Lubimy ze sobą spędzać czas, mamy podobne poczucie humoru. Ale lubimy się też konkretnie pokłócić, wydrzeć na siebie, wywalić wszystko, co nam leży na wątrobie. Tylko te trzydzieści wspólnych lat nauczyło nas, że szkoda czasu na ciche dni. Jeśli więc się już pokłócimy, to pogodzenie się zabiera nam coraz mniej czasu. №gdy nie miałeś dylematu: rodzina czy kariera? Dopóki nie udało mi się założyć rodziny, to nie udawało mi się w życiu zawodowym. Jestem prosty w konstrukcji: podstawowym zadaniem faceta jest zapewnienie bytu rodzinie. Wiadomo więc, że musi zbudować dom, posadzić drzewa i spłodzić syna. Dopóki nie stworzyłem tej bazy, gdzie czuję się szczęśliwy i bezpieczny, nic mi w aktorstwie nie wychodziło. Kiedy zapuściłem korzenie pod Warszawą i poczułem się spełniony jako głowa rodziny, wszystko się zmieniło. Moje artystyczne hopsztosy zawsze były w drugiej kolejności odśnieżania. Gdy nasz dom i rodzina zaczęły dobrze funkcjonować, znalazłem w sobie spokój, pewność siebie i bezczelność, które sprawiły, że w końcu zacząłem robić coś sensownego. I to nie tylko w aktorstwie. Bez odpowiedniego wykształcenia zacząłem reżyserować w teatrze i w filmie, założyłem zespół rockowy. I to dała mi właśnie ta baza, fundament - dom, do którego mogę wracać. Specyfika twojego zawodu nie przyczynia się do rodzinnych napięć? Jest taka piosenka mojego Dr Misio - „Mr Hui". Refren leci tak: „Wyglądam jak hui/jak stary głupi hui/Jestem brzydki i kłamliwy/jestem doktor misio i mister hui". Kłania się tu klasyka oczywiście - „Doktor Jekyll i pan Hyde" Stevensona. I ta piosenka mówi o tym, jak ja funkcjonuję. Każdy facet ma dwoistą naturę. Za dnia lubi, jak się go przytula i drapie po plecach. Wtedy jest takim doktorem Misio. Wieczorami zamienia się jednak w „pana H". Wychodzi na miasto, jedzie w trasę lub na plan filmowy i robi różne dziwne rzeczy. Nad ranem wraca do domu i znowu zamienia się w doktora Misio. Jaka była rodzina, wktórej się wychowałeś? Tuż przed końcem mojej podstawówki ojciec wyjediał do pracy do Stanów i nie było go przez dziewięć lat. Nie było go we wszystkich najważniejszych momentach mojego życia: kiedy zdawałem do liceum, spotykałem się z pierwszymi dziewczynami, kiedy robiłem maturę, zdawałem na studia. Cede to dorastanie, kiedy przepoczwarzałem się z dziecka w nastolatka, a potem w dorosłego faceta - nie było wtedy ojca przy mnie. I nie mogłem mu tego zapomnieć. Ale dzisiaj pogodziłem się już z nim. Kilka lat temu sprowadziłem jego prochy z moich rodzinnych Strzelec Opolskich na cmentarz przy mojej wsi pod Warszawą. I przy okazji zrobiłem sobie w tym grobie pięterko dla siebie. Jaki wpływ miał na ciebie brak ojca? Trudno powiedzieć, jaki bym był, gdyby to wyglądało inaczej. Po prostu czułem jego brak. Nie było z kim pogadać i kogo się poradzić. Żal został mi do dzisiaj. Kiedy wrócił, to nie był już moim ojcem, tylko obcym człowiekiem, z którym nie miałem emocjonalnej więzi. Był tylko wpisem w moim dowodzie osobistym. Miałeś za młodu jakiś inny wzór męskości? Choćby dziadka? Miałem dwóch dziadków, ale oni nie mieszkali z nami w Strzelcach Opolskich. Wspominam jednak Franciszka Ja- kubika i Stanisława Drzyzgę fantastycznie. Obaj byli wspaniałymi głowami rodzin - można się więc było od nich uczyć. Obaj byli repatriantami ze Wschodu i mieszkali w Gliwicach. Tam poznali się moi rodzice. A jaka była twoja mama? Mamie zawdzięczam wszystko. To ona wychowała mnie i brata. Jest w mojej pamięci superkobietą. Pracowała jako kierowniczka kadr w fabryce mebli. Była bardzo pracowita, odpowiedzialna i uczciwa, wszyscy ją szanowali. Aby nas wykształcić i wyprowadzić na ludzi, brała dodatkową pracę. W tajemnicy przed dyrektorem wzięła pół etatu sprzątaczki w fabryce. I kiedy o 15 wszyscy szli do domu, ona sprzątała korytarze w zakładzie. Twoja mama zmaiia w grudniu, tuż przed świętami. Bra-kiijedjej? Czas żałoby cały czas dla mnie trwa. Byliśmy bardzo blisko związani. 20 lat temu przeprowadziłem mamę tutaj, do Piaseczna. Mieliśmy więc pięć kilometrów do siebie. Mama była kinomaniaczką, raz czy dwa w tygodniu chodziliśmy do kina. W weekendy przyjeżdżała do nas na obiady, jeździliśmy razem na wakacje. Moi synowie mieli z nią też świetną relację. Była dla nich autorytetem. Tyle przeżyła, że nikt się z nią nie śmiał kłócić. Jej odejście to dla nas wielka strata. Ale musimy się z tym pogodzić i żyć dalej. Mama była zadowolona, że zostałeś aktorem? Mam nadzieję, że tak, ale był taki moment w latach 90., kiedy wyrzucono mnie i wszystldch aktorów z Operetki Warszawskiej, bo nie udało się jej przeprofilowanie w teatr muzyczny. Przez sześć lat nie mogłem znaleźć pracy w Warszawie. To było bardzo frustrujące. Wtedy dotarło do mamy, że zawód aktora to ciężki kawałek chleba. Dzisiaj to jakoś wygląda, bo gram w dobrych fil- Glos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 magazyn Arkadiusz Jakubik, rocznik1969. Aktor i lektor, scenarzysta i wokalista mach i serialach. Wtedy jednak poważnie zastanawiałem się nad zmianą zawodu, bałem się, jak utrzymam rodzinę. Podobno facet wybiera sobie za żonę kobietę podobną do mamy. Tak jest w twoim przypadku? Nie. Agnieszka jest całkiem inna niż moja mama. Jedno tylko je łączy: moja żona strasznie się spóźnia, dokładnie tak, jak idedyś moja mama. Pamiętam, że gdy nosiła w ciąży mojego brata, zawsze z tym wielkim brzuchem bie-gła do fabryki na ostatnią chwilę. Kiedyś zobaczył to dyrektor, wziął ją na dywanik i ochrzanił. „Jeszcze pani urodzi w tych kadrach" - podsumował. Jakim jesteś ojcem? Zawsze chciałem być dobrym ojcem. Czy jestem, trzeba zapytać moich synków. Wydaje mi się, że jesteśmy ze sobą bardzo blisko. Codziennie rozmawiamy przez telefon: co się dzieje na uczelni, jak poszły egzaminy. Studiują obaj w Łodzi, ale jak mają wolną chwilę, przyjeżdżają do nas. Dużo o nich wiemy, rozmawiają z nami. Wiedzą, że mogą na nas liczyć. Jak przeżyłeś moment ich wyprowadzki z domu? Miazga połączona z masakrą. Mieliśmy wiele wspólnych rytuałów: codzienne zawożenie i odbieranie z końcowego przystanku metra Kabaty, żeby mogli dojechać do szkół czy wrócić z imprezy, wspólne wypady do kina czy na squasha. Organizowały one mój dzień; jestem człowiekiem żyjącym ściśle według ustalonego kalendarza. A tu najpierw Kuba pojechał na studia, a po nim wyprowadził się Janek. Zastanawiamy się więc bardzo poważnie nad przygarnięciem jakiegoś psiaka. Przydałby się ktoś, kto wprowadziłby do naszego domu trochę harmidru i bałaganu. Z kim można by było pójść na spacer czy na rower. Nie obawiasz się. że synowie będą mieli problem z przecięciem łączącej was pępowiny? Nie. W świadomy sposób trochę się wycofaliśmy, żeby nie wchodzić im na głowę, aby mogli sami wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie. I staramy się do tego nie wtrącać. Ale oni wiedzą, że jesteśmy bardzo ciekawi ich życia, że zawsze im pomożemy w potrzebie, że tęsknimy za ich telefonami czy odwiedzinami. Bo po prostu lubimy spędzać razem czas. Synowie poszli w twoje ślady? Starszy jest na trzecim roku reżyserii. Doskonale wie, 19 co chce robić w życiu. To jest chodzący konkret. Jest bardzo wrażliwy, ma wspaniałą wyobraźnię. Inaczej było z młodszym. Kiedy był w klasie maturalnej, wziąłem go na rozmowę i zapytałem, jaki ma plan na przyszłość. A on na to: „Tato, jeżeli myślisz, że kręcą mnie te twoje artystyczne fanaberie, to jesteś w błędzie. Ja chcę zdawać na informatykę, będę więc robił rozszerzoną maturę z matmy i fizyki. Chcę się dostać na Politechnikę Warszawską". „Wow! To super" - zawołałem. I faktycznie, Janek przysiadł i zdał na wymarzoną informatykę. Po pierwszej sesji wpadł jednak do domu i mówi: „Chciałem pogadać". „O co chodzi?" - pytam. „Co byś powiedział, gdybym spróbował w lecie zdawać do szkoły teatralnej?". Trochę się załamałem, bo myślałem, że choć jeden syn będzie miał konkretny zawód. Powiedziałem mu jednak: „Jeśli czujesz taką potrzebę, to zrób to, bo jak tego nie zrobisz, to będziesz do końca życia żałował, że nie spróbowałeś. Zalicz tylko proszę pierwszy rok tej informatyki. Jeśli bowiem okaże się, że aktorstwo cię rozczaruje, to zawsze będziesz mógł wrócić na tę politechnikę". I tak też zrobił. Teraz jest na drugim roku szkoły teatralnej w Łodzi i mieszka z bratem. Z punktu widzenia rodziców to fantastyczne, że bracia potrafią się ze sobą dogadać i mieszkać razem. Nawet lubią ze sobą pracować. Czyli? Moi synowie nakręcili serial. Nosi tytuł „Struga" i można go obejrzeć na YouTube. Starszy go napisał i wyreżyserował, a młodszy gra w nim główną rolę. Trochę się do tego przyczyniłem, bo dałem Kubie swoją starą kamerę wideo. A razem z nią - kilka kart pamięci z filmami rodzinnymi, które kręciłem od urodzenia chłopaków. On je przejrzał i wpadł na pomysł zderzenia tych archiwalnych zdjęć z fabularną historią o sobie, swym bracie i swojej szkole. Ja tam występuję tylko z offu, za to Agnieszka nie mogła odmówić propozycji współpracy z synkami i wystąpiła w jednym odcinku. Powiedziałeś, że cieszysz się, iż kino nie oferuje ci na razie ról dziadków. A co byś powiedział, gdyby przyszło ci zagrać tę rolę w prawdziwym życiu. Jesteś już na to gotowy? Nie miałbym z tym żadnego problemu. Ale moi synkowie doskonale wiedzą, że są pewne priorytety. Teraz muszą zająć się sobą: skończyć studia i znaleźć swoje miejsce w życiu. Potem będzie czas na rodzinę. Wszystko po kolei. Według planu. ©® 20 magazyn Glos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Grażyna Starzak ге<1акф. krakow@ pobka p ress. p I Wiara Watykan nigdy nie uznał objawień w MedUgotjeSi ale dwa lata temu papież zezwofił na pielgrzymowanie do bałkańskiego miasta. Wierni i tak jeździfi tam już wcześniej. MifionamL M iejsce, w którym 40 lat temu szóstce dzieci rzekomo ukazała się Matka Boska, odwiedza kilka milionów pielgrzymów z całego świata. W tej grupie są rzesze rodaków. Na początku sierpnia tego rokuwMedugoije odbył sięfesti-wal młodzieży chrześcijańskiej. Wśród uczestników, którzyprzy-jechali z 54 krajów, najliczniejszą grupę stanowili młodzi Polacy. Spora ich część przyjechała z Krakowa i Małopolski. Błękitne oczy Maryi Matka Boża według „wizjonerów" z Medugorje ma około 20 lat, 165 cm wzrostu, czarne włosy i błękitne oczy. Ma na sobie szarobłękitną suknię i długi do ziemi biały welon. Nad jej głową świeci tuzin złotych gwiazd. Rzeźbę z marmuru kararyjskiego, pokazującą postać Maryi tak, jak ją widzą „wizjonerzy" z Medugorje, można zobaczyć przed kościo-łem w centrum tego miasteczka. Mieszkańcy nie ukrywają, że wizjonerzy, dzisiaj dorośli ludzie, sprawili, iż całkiem nieźle im się żyje. Zarabiają, oferującpielgrzy-mom noclegi, wyżywienie, handlując dewocjonaliami. W świat poszła informacja, że wiele osób odwiedzających Medugorje, nie tylko nawraca się tam, ale również doznaje uzdrowienia. Większość pielgrzymów nawet nie wie, że Stolica Apostolska nie uznaje objawień z Medugorje. Objawienia - żeby zostały uznane za wiarygodne przez Watykan -muszą być zakończone. Te z Medugorje podobno ciągle się dokonują. Sześć osób, które twierdzą, że mają objawienia, utrzymuje, że doświadcza ich niezależnie od tego, gdzie i z kim przebywa. W2012 roku Watykan - akon-kretnie papież Benedykt XVI - widząc, że Medugorje przyciąga coraz większy tłum wiernych, postanowił zbadać tę sprawę. Zadanie zlecił specjalnej komisji. Raport komisji został złożony już na ręce papieża Franciszka. W czerwcu 2015 roku Kongregacja Nauki Wiary na podstawie ra-portukomisji podtrzymała wcześniejsze stanowisko, kwestionując autentyczność objawień wMedugorje. Członkowie Kongregacji zaapelowali jednocześnie do wiernych, by odwiedzając Medugorje, nie utrzymywali kontaktówz„widzącymi"izaka-zali uczestnictwa w organizowa- Medugorje. Polaków ciągnie do miejsca (nieuznanych) objawień Rzeźba Matki Bożej w Medugorje. W tle kościół świętego Jakuba nych przez nich seansach z „objawieniami". Fenomen Ów raport i wytyczne Watykanu nie miały (w przeciwieństwie do pandemii) dużego wpływu nabiznes pielgrzymkowy. Obecnie wbiurach pielgrzymkowych znów powodzeniem cieszy się „wypoczynek z misją". Tak zachęcają potencjalnych klientów krakowskie biura. W programie pielgrzymki jest „wyciszenie wMedugorje"izwiedzaniekilku wybranych miast, znajdujących sięnasziaku. W krakowskich biurach turystycznych siedmiodniowy wyjazd do Medugorje kosztuje grubo powyżej dwóch tysięcy złotych. Chętnych nie brakuje. W Krakowie i Małopolsce nigdy ich nie brakowało. Pod Wawelem to bardzo popularny cel wyjazdówpielgrzymkowych. Tu ukazują się dwa periodyki, wktó-rych publikowana jest treść najnowszych objawień. Chętnych będzie zapewne jeszcze więcej, jeśli tylko sytuacja pandemiczna pozwoli. Dwa lata temu Watykan zmienił bowiem oficjalne stanowisko w sprawie Medugorje, zezwalając na prywatne piel- grzymki do tego miejsca. W komunikacie Stolicy Apostolskiej zaznaczono, że najlepiej, aby odbywały się one pod przewodnictwem duszpasterzy. Mają oni za zadanie informować wiernych otym, żeobjawienia, do których miało tam dochodzić, nie zostały do tej pory oficjalnie uznane przez Kościół. Na stanowisko Watykanu duży wpływ miała misja, jakiej podjął się na prośbę papieża Franciszka zmarły kilka dni temu abp Henryk Hoser. Polski hierarcha miał za zadanie dokładnie poznać sytuację duszpasterską w sanktuarium i zdać relację papieżowi. Z obszernego raportu abp. Hosera wynika, że fenomen Medugorje można opisać za pomocą kilku prostych słów: „modlitwa, cisza, skupienie, Eucharystia, adoracja, post, sakrament pojednania". Hierarcha podkreślał, że Medugorje pozostaje przede wszystkim „znakiem żywego Kościoła". Bo „klimat tego miejscasprzyjamocffitwie, gościnie oraz nawróceniu". Duchowny zwracał też uwagę, że znakomita większość pielgrzy-mów nie przybywa do tego miejsca z powodu objawień. Bardziej pociąga ich atmosfera modlitwy. W podobny sposób wyjaśnia fenomenMedugorje ks. prof. Jan Machniak, kierownik Katedry Teologii Duchowości krakowskiego Uniwersytetu Papieskiego. Twierdzi on, że niezależnie od rzekomych obj awień, Me-djugorie stało się znaczącym ośrodkiem duchowym: - Tam są organizowane rekolekcje, spotkania, powstają wspólnoty o charakterze charyzmatycznym. Raz spotkałem w Krakowie księdza z Czech, który mówił mi, że j echał do Medugorje sceptycznie nastawiony, ale gdy wysiadł, ogarnęła go atmosfera duchowego uniesienia. Teraz ten ksiądz przynajmniej raz w roku wozi tam młodzież ze swojej diecezji -opowiada ks. prof. Machniak. WgwaraewamińskKj Pierwsze w historii Kościoła objawienie odnotowano w27l roku. Narastał wówczas problem ze sformułowamem symbolu wiary - credo, który miała rozwiązać Matka Boża z Janem Ewangelistą, dyktując Grzegorzowi Cudotwórcy właściwą formułę. Pierwsze i jedyne objawienie w Polsce, uznane za autentyczne przez Watykan, miało miejsce w Gietrzwałdzie na Warmii, w ХУШ wieku. Właściwie - seria objawień między 27 czerwca a 16 września 1877 roku. Matka Boża miała się ukazywać dwóm dziewczynkom na przykościel-nymklonie. Objawieniabyły badane przez władze kościelne już w trakcie ich trwania. Maryja miała powiedzieć, że Kościół na ziemiach polskich nie będzie prześladowany, apolskich kapłanów będzie więcej, jeśli ludzie będą się modlić i odmawiać różaniec. Podobno przemawiała do nich po polsku, w gwarze warmińskiej. Historycy uważają, że objawienia w Gietrzwałdzie pozwoliły zacieśnić więzi między Kościołem katolickim a polskim ruchem patriotycznym, a także utrwalić kult maryjny wPolsce. W samym tylko XX wieku odnotowano ponad 400 objawień, Bada się zarówno wiarygodność widzących, jak i okoliczności rzekomych objawień. Ate bywają dziwne ale za wiarygodne uznano tylko cztery: w Fatimie (Portugalia), w Betanii-Cua (Wenezuela), w Beauraing i Banneux (Belgia). Było jeszcze jedno, w Kibeho w Rwandzie, ale ono zostało zatwierdzone w XXI wieku. W XXI wieku - 4 maja 2008 roku - potwierdzono także objawienie w Laus we Francji, które wydarzyło się kilka wieków wcześniej. Weryfikacja Zmarły w ub. roku ks. prof. Wojciech Życiński, który był kierownikiem Katedry Mariologii Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła П w Krakowie, mówiąc 0 objawieniach uznanych przez Kościół, zwracał uwagę na ich kontekst. Zdarzały się w czasie, kiedy miał nadejść kataklizm czy inne tragiczne wydarzenie. Niektórzy mogą sobie zadać pytanie, czy katolik, który np. wątpiwobjawieniafatimskielub inne, popełnia grzech? Ks. prof. Życiński twierdził, żenikt niema obowiązku wierzyć w prywatne objawienia i stosować się do poleceń czy próśb Maryi przekazanych przez widzących. „Nie ma takiego obowiązku, nawet, gdy objawienia zostały uznanezaau-tentyczne. Mamy objawienie wChrystusieidoniegochrześci-janie są zobligowani w wierze iżyciu. Z innych objawień można korzystać, jeśli służą rozwojowi duchowemu, poprawie życia, czynią nas lepszymi chrześcija-namiisązgodnezduchem Chrystusa" -wyjaśniał. Weryfikacja objawień przez kościelne komisje trwa latami, a nawet - wiekami. I nie zawsze kończy sięzajędemprzez Kościół konkretnego stanowiska. Jeśli chodzi o objawienia prywatne, ich treść niemoże być sprzeczna z tym, co objawił Chrystus, co znamy z Ewangelii ani nie może dodawać niczego nowego do niej. Każde z objawień musi być chrystocentryczne. Druga sprawa to wiarygodność świadków objawienia, nazywanych widzącymi. Przedstawiciele Kościoła muszą sprawdzić, czy są oni poczytalni, zrównoważeni. Jeśli wynik tychbadańjest pozytywny, wtedy dopiero ich relacjom o tym, co widzieli czy słyszeli, można wierzyć. Badasięteż okoliczności, wja-kichdaneobjawiemesiędokony-wało. A te okoliczności bywają dziwne. Np. na ogródkach działkowych w Oławie koło Wrocławia od 1983 roku, przez kilkanaście lat, renciście Kazimierzowi Domańskiemu regularnie ukazywała się ponoć Matka Boska, ale też Pan Jezus i święci. Domański zyskał tłumy „wyznawców" 1 za ich pieniądze zbudował ogromną świątynię, choć niebyło na to zgody ani władz kościelnych, ani cywilnych. Co więcej, wl986r. Konferencja Episkopatu Polski przestrzegła wiernych, aby nie gromadzili się w Oławie, gdyż zjawiska te nie mają nic wspólnego z nadprzyrodzonością, go-dząwzasadywiaryisąwykorzy-stywaneprzeciw Kościołowi. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 krzyżówka 21 cukrowy drzazga dramaf Bertolda Brechta gra mieszana w tenisie —T~ „świecące" buty zmora aktora opiekun sądowy liczne w Las nauka o świetle tajemniczy urok "T" zbudował maszynę parową ogromna przestrzeń zwiewna tkanina szata liturgiczna napój z rumianku roślina warzywna wolna posada rodzicielka T- T ognista lub źródlana lopływ Wołgi rzadkie imię męskie kajtek żelastwo mieszkanka Kabulu zdarta miotła 21 młodsze od pików bęben Afryki haft Greczyn kaze stolicy ~1— częsc spłaty długu rączka nauka o języku smukła wieżyczka gotycka filozof z Rotterdamu T mops lub terier ramię Wisły słoneczny płaski lub skrzyżny w gimnastyce T łamliwe ciasto, wafel resztka świecy arena walk zapaśniczych środki dopingujące szkoda, szwank na twarzy Arabki normy, obyczaje przyjęcie РГТ przyprawa J grecki Mars T 20 drapieżnik z tajgi T T 22 T kilka kompanii pole działania 11 dowódca janczarów przed rzutnikiem trójkąt kreślarski parkowy kwietnik Г" mech mały zeszyt potocznie o narkotyku zaliczka od pracodawcy T groźna dla żeglugi zamieszkał w Edenie zamęt, zamieszanie 12 roślina doniczkowa krój marynarki imię Musorg-skiego, kompozytora chowa się pod miotłą T" 13 na obrazie z łasiczką I wolny chód siwka —Г- między dzetą thetą I 14 władca, monarcha Greka dyscyplina, karność krzywo-nosy ptak morski T T 23 banalne chwyty artystyczne mowa niewią-zana „Co rok, to w przysłowiu żniżka dla hurtownika drugi pokos trawy T Zamów prenumeratę „Głosu" 94 3401114 od poniedziałku do piqtku w godz. 9:00-15:00 ЯВ prenumerata.gdp(o)po!skapress,pl jazdy pociągów azjatycki dopływ odblask pożogi dostojnik z Wenecji —T~ wystaje z dachu model Fiata polny kwiat "1 kilim pod korą jesionu żyłka .....: Legenda Aanga", kreskówka z USA dramat spiań' skiego Wys SKi święty obraz w cerkwi —Г płytki podłogowe T angielski college auto po kraksie dodatkowa porcja barszczu pani mecenas 24 sprzeciw czarna w tytule filmu T owoc gruszki smacz-liwki znawca kultury saudyjskiej T szlam, muł grzybki w occie kraj w Afryce z Bamako T grecki matematyk i filozof 19 polskie miasto z fabryką autobusów 10 piwo z pubu łatwo jej ulec Piotr, polski kompozytor —T~ otwór w baku 15 gatunek papugi —Г- nerka lub serce głos słowika pleciony z kwiatów 16 Michael, aktor USA pospolita trawa łąkowa wymaga nawożenia 18 skrajny lewicowiec T wyrwana z notesu przvn» wędkarza polski pies myśliwski —Г- argument w negocjacjach magmowa lub osadowa wyciskany z jabłek rysunek, szkic konkurent BMW jedna z planet I mleczny lub szwedzki w hotelu cyrk lodowcowy J Dylan lub Marley T fawo-ryty, bokobrody T mał-piatka z Madagaskaru madera lub porto wypływa z krateru T T instrument Jimiego Hen-driksa zmartwienie, zgryzota SKładnik pereł teren wypasu holen-derek film Andrzeja Wajdy 17 Jean, aktor z filmu „Ronin" nabycie towaru Pięcioksiąg Mojżesza turecka metropolia sztuczne tworzywo do uszczelniania 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 24 utworzą rozwiązanie - przysłowie. Litery z pól ponumerowanych od 1 do 24 utworzą rozwiązanie - przysłowie. azsd3i oxisxzsM aixzaaisVs :aiNvzViMzoy 22 ogłoszenia drobne Głos Dziennik Pomorza Piątek, 20.08.2021 Drobne Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Oddział i