FOT. ŁUKASZ CAPAR MAGAZYN razem z dodatkami Nie każdy od razu musi być snajperem, ale strzelać warto się nauczyć. Takie czasy • Głupstwo Radosława Sikorskiego - ani pierwsze, ani ostatnie z ust polityka. Felieton o zgonie mitu PLUS TELEMAGAZYN z programem TV Piątek Nr 234 (4782) www.gp24.pl 7.10.2022 Nakład: 17.590 egz. Cena 4,90 zł (w tym 8% VAT) Marzenia Sandry. Potrzebuje protezy, bo chce zatańczyć poloneza str. u Rozmowa. Uważajmy na pleśń. Nalot pojawiający się na jedzeniu jest trucizną str. 2 Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 cennie niskie Prokuratura już wie, przez kogo spłonął słupski dyskont. Pożar wybuchł pod koniec lipca. Płomienie szybko strawiły budynek. Nieco ponad dwa miesiące później śledztwo zostało zakończone. Akta trafiły do sądu rodzinnego str.3 Ukraińscy lekarze. Nie ma ich wielu, ale jak już są, to okazują się dobrymi fachowcami. Niektórzy przyjechali przed agresją, innych przygnała do Polski wojna str.«-« Bezpieczeństwo. Rosja w powietrzu prowokuje coraz częściej. Musimy też bardzo strzec naszych portów str. 8 Wie o grzybach wszystko, a nawet więcej. Zna jeden gatunek, którego dotąd nie znał nikt. Las nie ma przed nią tajemnic TYGODNIK REGIONÓW - STR. 16 MIESZKANIE W CENTRUM SŁUPSKA Z MIEJSCAMI PARKINGOWYMI! «| li. KILIŃSKIEGO - KASZUBSKA - PODGÓRNA Ułatwienie dla osób niepełnosprawnych - winda. ET UDA L 669 540 110 L 600 388 311 & andrzejewski.ekp@gmail.com 2 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ SOBOTA PONIEDZIAŁEK WTOREK ŚRODA CZWARTEK PIĄTEK • Tajwan w Polsce? Tak, to • Kto liderem po kolejnej • Strefa Biznesu, a w niej • Hirsutyzm - czym jest? • Warszawa da się lubić, tu • Puls i Tygodnik Regionów, jest zupełnie możliwe serii PKO BP Ekstraklasy? analiza rynku nieruchomości O tym w Stronie Zdrowia się morduje i tó opisuje Teksty ze znakiem jakości ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel. 94 3401114, mail prenumerata.gdp@polskapress.pl, na stronie prenumerata.gp24.pl Nie bagatelizuj pleśni, jest bardzo groźna. Śmiało można nazwać ją zwykłą trucizną Grażyna Rakowicz Rozmowa Z Katarzyną Pszczólińską-Wełniak, starszym asystentem w Oddziale Nadzoru nad Bezpieczeństwem Żywności i Żywienia Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Bydgoszczy. Sezon na owoce i warzywa trwa, a tymczasem Główny Inspektor Sanitarny zdecydowanie przestrzega przed pleśnią, która także na nich powstaje. Czym jest ta pleśń? Są to grzyby strzępkowe, potocznie nazywane pleśnią. Mają postać takich wielokomórkowych włókien, dlatego na podłożu tworzą gęsty nalot w kolorze białym, szarym, zielonkawym, niebieskawym, żółtawym czy pomarańczowym. Także brązowym lub czarnym. Taką pleśń możemy rozpoznać gołym okiem. A jest ona bardzo niebezpieczna, bo wytwarza groźne dla organizmu myko-toksyny. Jak groźne są one dla człowieka? Duża dawka pleśni, tym samym tych mykotoksyn, podana do organizmu jednorazowo może spowodować jego silne zatrucie, a nawet śmierć. Na szczęście, na tych omawianych przez nas owocach i warzywach są raczej dawki małe, ale gdy te myko-toksyny trafią do naszego organizmu, to się w nim gromadzą. To bardzo toksyczne, rakotwórcze i mutagenne związki, stąd - jeśli jest ich w orgańizmie coraz więcej -mogą spowodować raka wątroby czy przełyku. Myko-toksyny mogą być przyczyną zatruć i wywoływać alergię, ale też choroby jelit. Mogą zaburzać prawidłowe funkcjonowanie nerek czy układu nerwowego. A nawet powodować problemy z oddychaniem. To jest po prostu trucizna, którą dostarczamy do naszego organizmu. W jakich warunkach powstaje pleśń? Jej powstaniu sprzyja temperatura od 20 do 30 stopni Pszczólińska-Wełniak: - Produktów z pleśnią należy unikać. Są groźne Celsjusza oraz wilgoć. W takich warunkach może rozwijać się w każdym rodzaju żywności, nie tylko w owocach i warzywach, na które teraz mamy sezon. Także na rodzynkach, ziarnach kukurydzy, na serach czy w chlebie. Jednym z naszych częstych zachowań jest odkrojenie. Odkrojenie pleśni nie wystarczy, aby produkt odzyskał świeżość i był dla nas bezpieczny? Absolutnie to nie wystarczy, bo patulina, czyli ta toksyna, rozpuszcza się w wodzie i tym samym przedostaje do całego owocu. Wnika po prostu w cały miąższ. A jak gotowanie spleśniałych produktów wpływa na trwałość tych mykotoksyn? Z tych owoców czy warzyw z pleśnią nie można już absolutnie robić przetworów. To nie jest bezpieczne dla naszego zdrowia. Owszem co prawda stwierdzono, że poddana obróbce termicznej pleśń może zginąć już w 80 stopniach Celsjusza, a na pewno zginie w 100 stopniach, ale, tutaj uwaga, niema do końca pewności, czy w danym produkcie spożywczym nie powstała już z tej pleśni mykotoksyna. A to bardzo ważne, bo ona -co przecież udowodniono -jest już odporna na działanie wysokiej temperatury. Nawet ta bardzo wysoka temperatura, czyli 100 stopni Celsjusza, nie zmniejsza w żaden sposób jej toksyczności. Zasada jest prosta, a rada jedna. Dlatego też należy po prostu takich produktów unikać. W tym oczywiście owoców czy warzyw. Takich, które są pleśnią skażone. To wysoka temperatura. Proszą powiedzieć jak na mykotoksyny działa niska temperatura? W niej też próżno szukać sojusznika w walce z pleśnią i mykotok-syną? Jest wiele gatunków grzybów, które mogą rozwijać się w niskiej temperaturze -także tej poniżej zera. Następuje wtedy pleśnienie produktów, nawet tych przechowywanych w chłodniach. Warto sprawdzić co i w jakim stanie mamy. Jeśli w takich warunkach mamy jakiś skażony choćby jeden owoc, to niska temperatura może nie zatrzymać rozwoju pleśni i wystarczy doba, aby przeszła ona także na pozostałe owoce. Nie należy lekceważyć pleśni na żywności. A jak postępować, aby nie powstawała? Należy przechowywać żywność w suchych pomieszczeniach - tam, gdzie nie ma wilgoci, którą tak pleśń lubi. I pamiętajmy, że lodówka nie jest gwarantem jej zahamowania. A już na pewno nie należy wkładać do niej wcześniej umytych produktów, także warzyw czy owoców, bo wtedy znacznie przyspieszymy rozwój tej toksycznej pleśni. I nie zamykajmy ich w pojemnikach, bo woda sprzyja jej rozwojowi. Wyrzucajmy także wszystkie zgniłe i zapleśniałe produkty - nawet takie, które mają słabo widoczne ślady zepsucia. Jeśli jednak zdarzy się, że coś nam spleśnieje, to aby dalej korzystać na przykład z naszej lodówki, dobrze zdezynfekujmy jej powierzchnię. Najlepiej by było, abyśmy podczas zakupów analizowali, jakie produkty chcemy kupić i ile, aby nie mieć ich w nadmiarze. Aby długo nie leżały i podczas spożywania, były dalej świeże i bezpieczne dla naszego zdrowia. ©® KALENDARIUM 7 PAŹDZIERNIKA 376ip.n.e Początek kalendarza żydowskiego. Według ustaleń żydowskich autorytetów religijnych 7 października 3761 przed naszą erą został stworzony świat. Nowy rok, czyli Rosz ha-Szana Żydzi świętowali w tym roku z 19 na 20 września i w ich kalendarzu jest obecnie rok 5782. 1944 Utworzona została Milicja Obywatelska podporządkowana organizacyjnie Resortowi Bezpieczeństwa Publicznego, odpowiednik policji winnych krajach. Jej liczebność wynosiła w PRL około 80 tysięcy funkcjonariuszy. W pierwszym okresie istnienia była wykorzystywana do walki ze zbrojnym podziemiem, później też do tłumienia protestów społecznych i zwalczania opozycji. Została rozformowana w 1990 roku. 1949 Na obszarze radzieckiej strefy okupacyjnej proklamowana została Niemiecka Republika Demokratyczna. Likwidacja NRD nastąpiła 3 października 1990 r., gdy powstałe w jej miejsce landy przystąpiły do RFN, tworząc jednolite Niemcy. 1952 Urodził się Władimir Putin, rosyjski prezydent, funkcjonariusz KGB wiatach 1975 -1990, urzędnik administracji prezydenta Borysa Jelcyna, który -ustępując ze stanowiska 31 grudnia 1999 roku - przekazał byłemu funkcjonariuszowi, a wówczas premierowi, władzę prezydencką. Putin był także premierem i znowu prezydentem przez dwie kadencje w latach 2000-2008. W marcu 2012 roku został ponownie wybrany na prezydenta. 1976 Szwedzka grupa ABBA przybyła jedyny raz do Polski na nagranie występu dla programu „Studio 2” Telewizji Polskiej. Pojawienie się w gierkowskiej Polsce grupy było wydarzeniem porównywalnym do wizyty zespołu The Rolling Stones w Warszawie dziewięć lat wcześniej. 1999 Sejm RP przyjął Ustawę o języku polskim. Ma na celu ochronę języka polskiego między innymi poprzez dbanie 0 jego poprawne używanie 1 nadaje mu status urzędowy. POGODA NA WEEKEND Słońce Około 3 godzin w ciągu dnia Uwaga Nie powinno padać. Wiatr słaby lub umiarkowany Sobota 15°C Słońce Około godziny w ciągu dnia Uwaga Zachmurzenie duże, możliwe przelotne opady deszczu Niedziela ГС (£2) Słońce Tylko godzina w ciągu dnia będzie słoneczna Uwaga Zachmurzenie całkowite DZIEŃ JAK WSZYSTKIE? NO, NIEKONIECZNIE... Mało jest dni w historii, które przez nagromadzenie w nich specyficznych wydarzeń są na przestrzeni dziejów inne niż wszystkie. Takim bez wątpienia jest 7 października. Wystarczy spojrzeć w zamieszczone obok kalendarium. Nie ma dwóch zdań. Musi nad tym dniem ciążyć jakieś fatum. Otóż tego właśnie dnia w 1944 roku Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego utworzył Milicję Obywatelską. Coś na wzór policji działającej w innych państwach. Przez lata komuniści używali jej funkcjonariuszy do walki z własnym narodem. Milicjant to był jeden z najbardziej znienawidzonych symboli komunistycznej władzy. Tego dnia w 1949 roku z radzieckiej strefy okupacyjnej utworzono Niemiecką Republikę Demokratyczną. Państwo socjalistyczne, zastraszone przez policję polityczną. Z najgorszymi cechami państwa totalitarnego. Na szczęście po milicji i „demokratycznych” Niemcach nie ma już śladu, ale jest jeszcze ktoś związany z tym dniem. Swoje 70 urodziny obchodzi Władimir Putin. Prezydent Rosji. Agent KGB. Człowiek, który w XXI wieku i bez wypowiedzenia wojny najechał sąsiedni kraj. 24 lutego tego roku wysłał swoich siepaczy na Ukrainę. I nazwał to ludobójstwo „operacją specjalną”. Życzeń urodzinowych nie będzie. To znaczy, będą. Oby sczezł. I jeszcze prośba znana od początku tej wojny, którą rozpętał: Władymirze Władymirowiczu, idi na... ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 3 nasz REGION POWIAT LĘBORSKI Szybka jazda słono kosztuje 14 punktów karnych i mandat 2000 zł nałożyli policjanci na kierowcę hyundaia, który na terenie zabudowanym przekroczył dozwoloną prędkość o 63 km/h. Mundurowi zatrzymali też jego prawo jazdy. Prawo jazdy straciłteż 73-latek, który na terenie zabudowanym rozpędził mercedesa do prędkości 136 km/h. Był też mandat 2500 zł i 15 punktów karnych. MAG DYŻURNY GŁOSU Bogumiła Rzeczkowska, tel. 510 026 860 Na Czytelników czekamy w redakcji „Głosu Pomorza" | w Słupsku przy ulicy H. Po-5 bożnego 19 oraz pod adre-2 sem poczty elektronicznej: 2 alarm@gp24.pl Podpalili jakieś papiery i spalili sklep. Jaka kara? Cała Trasa Kaszubska tuż-tuż i kolejna cegiełka do eski Alek Radomski Region Jeszcze w październiku GDDKiA powinna podpisać umowę z firmą, która zbuduje odcinek S6 Sławno-Shipsk. Niewykluczone, że w ciągu kilku tygodni wreszcie pojedziemy ekspresów-ką w kierunku Trójmiasta. W przyszłym tygodniu mają zakończyć się formalności związane z wyborem wykonawcy na fragment trasy ekspresowej między Słupskiem a Sławnem. Warunkiem jest jednak brak odwołań od decyzji Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która wskazała na firmę Stecol i jej propozycję o wartości 701,6 min zł. Stecol podejmie się zadania, z którego na początku września zrezygnowała Polaąua. To firma, która miała wybudować również S6 między Koszalinem a Sławnem. Ten fragment trasy ma już nowego realizatora. Tydzień temu GDDKiA podpisała umowę z konsorcjum firm Ko-bylamia i Mirbud. Wartość kontraktu to 657,9 min zł. Nowa trasa będzie dwujezdniową drogą ekspresową o dwóch pasach mchu w każdym kierunku i długości 23,2 km. Zakończenie budowy przewidziane jest na koniec sierpnia 2025 r. Podobnie ma wyglądać 22,9 km nowej trasy, która ominie Sławno i pobiegnie do Słupska. Oprócz trasy głównej powstaną cztery węzły drogowe (Sławno, Warszkowo, Wrześnica i Syce-wice) oraz infrastruktura towarzysząca. W planach jest m.in. przebudowa dróg krzyżujących się z nową eską, budowa dróg dojazdowych, a także awaryjnych wjazdów i przejazdów. Wszystko się spina Natomiast na ukończeniu są prace przy budowie jednego z odcinków Trasy Kaszubskiej. Niewykluczone, że odcinek Bo-żepowe Wielkie - Luzino (między Lęborkiem a Wejherowem) zostanie udostępniony kierowcom w najbliższych już tygodniach. Fragment z Luzina do Szemudu jest już gotowy, a prace od Szemudu do węzła Gdynia Wielki Kack są jeszcze w toku. Według zapewnień gdańskiego oddziału GDDKiA cała Trasa Kaszubska ma być gotowa wkrótce. Niebawem prace budowlane powinny ruszyć na pozostałych odcinkach S6 w województwie pomorskim. Wojewoda pomorski wydał już decyzję o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej dla odcinka Obwodnicy Metropolii Trójmiejskiej Chwaszczyno-Żukowo o długości ponad 16 km. Po przekazaniu wykonawcy placu budowy, możliwe będzie rozpoczęcie robót budowlanych. Dodajmy, że obwodnica metropolitalna połączy się na węźle Chwaszczyno z Trasą Kaszubską. ©® Bogumiła Rzeczkowska Słupsk Prokuratura rejonowa zakończyła śledztwo w sprawie pożaru Biedronki Akta trafiły do sądu rodzinnego, ponieważ wszystko wskazuje na to, że ogień wznieciły dzieci - Czekaliśmy na opinię biegłego z zakresu pożarnictwa - mówi Magdalena Gadoś, słupska prokurator rejonowa. - Wynika z niej, że przyczyną pożaru było podpalenie kartonów czy papierów przy elewacji budynku. Z naszych ustaleń wynika, że pożar mogły spowodować dzieci - dwóch chłopców w wieku 11 i 12 lat. Dlatego przekazaliśmy sprawę do sądu rodzinnego i dla nieletnich. Chłopcy są zbyt mali, by odpowiadać za czyn karalny, ponieważ nie ukończyli jeszcze 13. roku życia. Jednak w sądzie dla nieletnich czeka ich postępowanie w sprawie o demoralizację, dlatego, że skończyli już 10 lat. Konsekwencje cywilne mogą ponieść także rodzice. Pożar Biedronki przy ulicy Wolności w Słupsku wybuchł 26 lipca po południu. Market spłonął doszczętnie. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Klienci i pracownicy sklepu zostali w porę ewakuowani. Sieć handlowa poniosła straty wstępnie oszacowane na 12 milionów złotych. Jednak mogą się one okazać jeszcze wyższe. Dość szybko okazało się, że ogień wznieciły dzieci. ©® MATERIAL INFORMACYJNY VIVA MUSIC 0010625749 Już w październiku tego roku zapraszamy Państwa na koncerty, a właściwie widowiska sceniczne poświęcone muzyce zespołu ABBA. Grupa ta w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku była autentycznym idolem nastolatków, starszych i wszystkich tych, którzy lubili i lubią dobrą muzykę rozrywkową. Widowisko było prezentowane w Polsce już kilka razy gromadząc na widowni tysiące widzów. Po sukcesach ostatniej trasy koncertowej w roku 2019 postanowiliśmy zaprosić zespół THE SHOW ABBA do Polski, tym razem na bardzo rozbudowaną trasę koncertową, która obejmie swoim zasięgiem 9 miast. THE SHOW TRIBUTE TO ABBA było już prezentowane dla więcej niż 2 milionów widzów w 47 krajach. Największy koncert został zagrany w Sao Paulo w Brazylii dla prawie 70 000 osób na widowni. Widowisko, na które chcemy Państwa zaprosić, składa się z największych przebojów ABBY i trwa przez prawie dwie godziny wzbudzając entuzjazm i wspomnienia publiczności. Gwarantujemy niezapomniane przeżycia i doskonale spędzony wieczór. Bank Pekao 8IERZ ZYCIE ZA ROGI Obligacje Skarbu Państwa teraz w Banku Pekao S A. - tym z Żubrem! * > , \ \ Biuro Maklerskie Pekao od 1.10.2022 r. oferuje Obligacje Skarbu Państwa! Wszystko szybko i sprawnie - online w Pekao24 i aplikacji PeoPay^ W Biurze Maklerskim Pekao: —> podpiszesz umowę bez wychodzenia z domu —> możesz inwestować 24/7 online w Pekao24 i aplikacji PeoPay^ —> zbudujesz portfel z różnego typu obligacji dopasowany do Twoich potrzeb i oczekiwań Porównaj aktualną ofertę Obligacji Skarbu Państwa i wybierz najlepszy wariant dla siebie. —^ Wejdź na pekao.cotn.pl/obligacje-skarbowe Bank Pekao Biuro Mafcłe*5ł(H» Ministerstwo Finansów Obili Skarbowe Szczegółowe informacje o usłudze, w tym opis kosztów oraz ryzyka związanego z inwestowaniem oraz Informacje nt. sprzedaży krzyżowej usług maklerskich świadczonych przez Biuro Maklerskie Pekao, w tym opis ryzyk oraz wskazanie kosztów i opłat związanych z zawarciem, wykonaniem lub rozwiązaniem poszczególnych umów, zawarte są w Regulaminie obsługi obligacji skarbowych przez Biuro Maklerskie Pekao, Taryfie opłat w zakresie obsługi obligacji skarbowych przez Biuro Maklerskie Pekao oraz Pakiecie informacyjnym dostępnych na stronie pekao.com.pl/obligacje-skarbowe 4 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 17 łóżek, lepszy standard pracy i leczenia się, niższe koszty W przyszłym roku czynsze w mieszkaniach komunalnych pójdą w górę Magdalena Olechnowicz Region Oddział dermatologiczny został przeniesiony ze szpitala w Ustce do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Hubalczyków. Wraz z oddziałem do Słupska trafiła Poradnia Dermatologiczna. - Przeprowadziliśmy się do odnowionych pomieszczeń w słupskim szpitalu, gabinetów 0 wyższym standardzie niż mieliśmy w Ustce. To niewątpliwie poprawi jakość pracy personelu i komfort pacjentów - mówi dr n. med. Piotr Brzeziński, koordynator oddziału dermatologicznego. - W oddziale pozostaje 17 łóżek dla pacjentów, co czyni nas największym oddziałem dermatologicznym na Pomorzu. Leczymy tu pacjentów od 17. roku życia. Każdego roku przyjmujemy około tysiąca chorych. Bezpośrednio przy oddziale działa też Poradnia Dermatologiczna. Pacjenci, którzy byli rejestrowani do niej, gdy jeszcze funkcjonowała w Ustce, zostali już poinformowani o zmianie lokalizacji. Poradnia działa w takich samych dniach i godzinach jak wcześniej. We wtorki w godz. 14-18 oraz w środy 1 w czwartki w godz. 8.30-12.30. W poradni przyjmowani są dorośli i dzieci. Rejestracja jest pod numerem telefonu 59 84 60700. Oddział dermatologiczny jest już przygotowany na przyjęcie pierwszych pacjentów - Przeniesienie dermatologii do głównego kompleksu szpitala w Słupsku zapewni chorym przede wszystkim bezpieczeństwo leczenia. Tu na miej -scu mają dostęp do laboratorium, szybkiej diagnostyki i lekarzy innych specjalności. Ważne jest podniesienie standardu oddziału - mówi Andrzej Sapiński, prezes Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku. Przenosiny to także oszczędności dla słupskiej placówki. - Przeprowadzka pozwoli na obniżenie kosztów działal- ności szpitala (szpital w Ustce podlega WSS w Słupsku -przyp. red.), o czym trzeba myśleć w dzisiejszych czasach. Odejdą koszty transportu pacjentów na konsultacje i badania diagnostyczne oraz przewozu posiłków - dodaje wice- Wraz z oddziałem der-matoligicznym do słupskiego szpitala wróciła również poradnia dermatologiczna. prezes szpitala Anetta Bama-Feszak. Dermatologia została przeniesiona do Ustki w 2017 roku, bo wówczas w Słupsku powstawały oddziały położniczy, ginekologiczny i neonatologiczny. Teraz, w związku z planowanym otwarciem Sanatorium Uzdrowiskowo-Rehabilitacyj-nego w Ustce, oddział wrócił do Słupska. Mieści się w budynku D. Kilka miesięcy temu, w okresie dużej liczby zachorowań i hospitalizacji związanych z C0VID-19, funkcjonował tam oddział izolacyjny. ©® Ciężarówki i krótki żywot czterech słupków Alek Radomski Słupsk Niszczone przez ciężarówki słupki na rogu ulic Sierpinka i Gdańskiej trzeba wymieniać kilka razy w miesiącu. Choć to kosztowne, to na zmianę się nie zanosi Przynajmniej do oddania do użytku remontowanej uL Lawendowej. O słupkach na rogu ulicy Sierpinka i Gdańskiej, rozjeżdżanych przez auta ciężarowe, „Głos” pisał już kilka miesięcy temu. Okazuje się, że nic się tam nie zmieniło. Kolejny już czytelnik zwraca uwagę na bezsensowną wymianę słupków. W Zarządzie Infrastruktury Miejskiej dowiedział się, że metr bieżący montowanego w tym miejscu słupka kosztuje ok. 150 zł, a takie są tam cztery. - Jeśli dodać do tego robociznę, to tylko na tym jednym Róg ulic Gdańskiej i Sierpinka. W tym miejscu dochodzi do częstych uszkodzeń słupków przez pojazdy ciężarowe skrzyżowaniu ktoś nieźle zarabia - wylicza czytelnik. ZIM informuje, że cztery biało-czerwone słupki zostały zamontowane dla poprawy bezpieczeństwa pieszych. Problem pojawił się w momencie zamknięcia dla ruchu pojazdów ciężarowych ulicy Lawendowej. Teraz, aby dojechać w rejon ul. Kaszubskiej, muszą one jechać przez ul. Sierpinka i czasem wjeżdżają na chodnik przy przejściu dla pieszych na rogu ul. Gdańskiej. - Z uwagi na ograniczoną szerokość pasa drogowego oraz dużą ilość infrastruktury technicznej w tym miejscu nie ma możliwości wykonania prostej korekty geometrii drogi - infor-muje Tomasz Orłowski, za- stępca dyrektora ZIM. - Konieczne byłoby opracowanie projektu obejmującego przebudowę drogi oraz sieci teletechnicznych, kanalizacyjnych i energetycznych wraz z wykonaniem projektu podziału nieruchomości. Dlatego przyjęliśmy obecne rozwiązanie tymczasowe, które spełnia swoją funkcję. Jednak wiąże się to z powtarzającą się wymianą uszkodzonych słupków, co ma miejsce kilkukrotnie w ciągu miesiąca. ZIM informuje, że trwa przebudowa ul. Lawendowej, tak aby jej parametry umożliwiły bezpieczny ruch wszystkich pojazdów. - Po zakończeniu budowy będziemy rekomendowali wprowadzenie zakazu skrętu pojazdów ciężarowych z ul. Gdańskiej w ul. Sierpinka, co rozwiąże problem uszkadzania słupków w tym miejscu - zaznacza Orłowski. ©® Alek Radomski Słupsk Wypowiedzenia dotychczasowym stawek czynszu za najem trafiły do lokatorów mieszkań komunalnych. Wyższe opłaty będą obowiązywać od stycznia. To kolejny wzrost wydatków obok kosztów energii Ponad 950 złotych zamiast dotychczasowych 615 zł za 122-metrowe mieszkanie. Tak wygląda nowy wymiar czynszu 2 za lokal komunalny naszego § czytelnika z ulicy Krasińskiego. | Wypowiedzenie dotychczaso-§ wej stawki, która obowiązuje £ do końca roku, w imieniu mia- rsi 7 > sta wysłało Przedsiębiorstwo * Gospodarki Mieszkaniowej 2 w Słupsku. - W naszej kamienicy nie ma ogrzewania ani ciepłej bieżącej wody z miasta - podkreśla pan Krzysztof. - Nie umiem w żaden sposób sobie wytłumaczyć, jakie generujemy koszty, skoro czynsz zwiększony został nam o ponad 300 zł. Jak się dowiedzieliśmy w PGM, zmiana z 6,84 zł za metr kwadratowy na 9 zł w tym przypadku nie jest efektem skoku cen na rynku energii. Podwyżka to konsekwencja przyjęcia przez radę miasta Programu gospodarowania mieszkaniowym zasobem Słupska na lata 2022-2026. Dokument i towarzyszące mu zarządzenie prezydent Słupska reguluje wysokość miejskich czynszów. I tak nowa stawka 9 zł za metr kwadratowy dotyczy lokali wybudowanych do lipca 2001 roku. W nowszych mieszkaniach, np. w budynku Słupskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego przy ul. Długiej 30, jest jeszcze wyższa i sięga 11 zł. Program przewiduje też zniżki. W przypadku pana Krzysztofa to w sumie 25 proc. - Bez tych bonifikat nasz czynsz wynosiłby około 1200 zł - wylicza czytelnik, który mniej płaci dlatego, że kamienica nie jest podłączona do miejskiej sieci ciepłowniczej i jest wiekowym budynkiem. - W programie gospodarowania mieszkaniowym zasobem Słupska zostało przyjęte, że podstawowa stawka najmu jest korygowana - tłumaczy Agnieszka Zwierz, prezes PGM. - Pod uwagę bierze się usytuowanie samego budynku, danego lokalu, jego wiek i stan techniczny oraz wyposażenie nieruchomości. Władze miasta, pytane 0 uzasadnienie podwyżek, informują, że prowadzona polityka czynszowa ma zmierzać do „samowystarczalności finansowej gospodarki mieszkaniowej”. W praktyce oznaczać ma to, że zwiększone wpływy z czynszu pokryją m.in. koszty związane z eksploatacją, koszty bieżących remontów, a także wydatki na poprawę stanu technicznego budynków. Również rosnące wynagrodzenie zarządcy. Monika Rapacewicz-z Urzędu Miejskiego w Słupsku przypomina, że program był konsultowany. Dodajmy, że przyjęty został w maju tego roku oraz że zgodnie z jego założeniami przewidywany jest sukcesywny wzrost wydatków na remonty mieszkań komunalnych z 3 min zł w roku 2022 do 4,9 min zł w roku 2026. Priorytetem mają być remonty lokali niezamieszkałych 1 usuwanie stanów awaryjnych zagrażających życiu. W dalszej kolejności poprawiana ma być efektywność energetyczna i przystosowanie budynku dla potrzeb osób starszych lub nie--pełnosprawnych. Nowe stawki czynszu dla miejskich lokali to nie jedyna podwyżka, do której muszą przygotować się najemcy. W górę idzie też cena ciepła i to już teraz. Średnio o 64 procent. Prezes URE zatwierdził nowe stawki za ciepło dla En-gie EC Słupsk pod koniec sierpnia. W Słupsku stawka za 1GJ (gigadżul - jednostka ciepła) wynosi od 7 września 118,38 zł. Dla porównania w nowych taryfach dla Koszalina jest to 104,2 zł, Człuchowa -105,07 zł, a Miastka -tylko 64 zł. Są też miasta, w których ta stawka jest wyższa niż w Słupsku, nawet dwukrotnie. ©® 0010635633 Z głębokim żalem zawiadamiamy, że 4 października 2022 r. odeszła w wieku 91 lat śtP Stanisława Bobińska Ceremonia pogrzebowa odbędzie się 8 października 2022 r. na Starym Cmentarzu 0 godz. 12.10. Wyprowadzenie 0 godz. 12.40. Msza żałobna w dniu pogrzebu w kościele pw. NSJ 0 godz. 7.30. Mąż i córka z rodzinę Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 REKLAMA • Mistrzowie rodzą się wszędzie PZU Partnerem Strategicznym Krajowego Zrzeszenia Ludowych Zespołów Sportowych Więcej informacji na stronie pzu.pl/lzs 1 f 6 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 Biblioteka z bliska i z daleka. Pani Małpiego gaju nie będzie w hali targowej. Ewelina pokazała ją najlepiej Nie na to marszałek dał pieniądze Ewelina Kropidłowska, laureatka I miejsca, obok swojej fotografii biblioteki. Więcej zdjęć na portalu GP24.pl Wojciech Lesner Słupsk Rozstrzygnięty został konkurs fotograficzny, w którym słupszczanie, ale nie tylko oni, uchwycili na zdjęciach niezwykłą urodę budynku Miejskiej Biblioteki Publicznej. Wiosną budynek biblioteki stał się integralną częścią Bulwarów nad Słupią. Poprzez konkurs „Biblioteka z mojej perspektywy” jego organizatorzy chcieli rozbudzić wśród mieszkańców miasta zainteresowanie nową przestrzenią miejską, alei „przyczynić się do rozwoju myślenia koncepcyjnego, kompozycyjnego i artystycznego uczestników, jak i doskonalić ich umiejętności fotograficzne”. - Zależało nam na tym, aby zdjęcia były fajne, nieoczywiste, bo nasz budynek widoczny jest z wielu miejsc - mówi Justyna Dudek z Miejskiej Biblioteki Publicznej w Słupsku. - Konkurs cieszył się sporym zainteresowaniem i bardzo dziękujemy wszystkim, którzy przesłali swoje zgłoszenia. W czytelnibibliotekimiejskiej wręczone zostały nagrody oso- bom, których fotografie najbardziej zaimponowały jury. Laureaci •1 miejsce - Ewelina Kropidłowska •II miejsce - Piotr Sikorski ♦HI miejsce - Karolina Hanu-szewicz Autorka najlepszego zdjęcia otrzymała m.in. aparat fotograficzny Instaxiksiążkę. Zdobywcy pozostałych miejsc na podium oraz osoby wyróżnione dostali inne upominki: karnety do słupskiego aąuaparku, kosmetyki, karty upominkowe centrum czy vouchery na wywołanie zdjęć. - Nie jestem amatorką fotografii, natomiast bardzo lubię oglądaćpiękne zdjęcia. Gdy je zobaczyłam, byłam zaskoczona, że można w taki sposób spojrzeć nanasząbibliotekę - mówiła Dorota Rakowska, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Słupsku. - Chciałem pokazać bibliotekę jako ogniwo między pisarzem a czytelnikiem, bo tak też ją postrzegam - mówił Piotr Sikorski, zdobywca H miejsca. ©® Andrzej Gurba Region Uiząd marszałkowski w Gdańsku nie zaakceptował wniosku burmistiza Miastka, aby część pustej hali targowej, wybudowanej z unijnym dofinansowaniem, przeznaczyć na strefę zabaw dla dzied Obiekt nadal więc będzie świecił pustkami. - Wniosku urząd marszałkowski nie zaakceptował, tłumacząc się trwałością projektu. Do sprawy hali wrócę na początku przyszłego roku - stwierdza burmistrz Witold Zajst. Dodaje, że warto zwrócić się jeszcze w tej sprawie do Zarządu Mienia Komunalnego w Miastku, który zarządza obiektem. Michał Piotrowski z urzędu marszałkowskiego w Gdańsku wyjaśnia, że zarząd województwa w tej sprawie nie ma żadnego pola manewru. - Tu nie chodzi o brak naszej dobrej woli. Miastko otrzymało dofinansowanie, które zostało wskazane na konkretnie określony cel. A to jest hala targowa, a nie inne przeznaczenie. Takie są przepisy - wyjaśnia. Władze gminy mogłaby jeszcze wystąpić o częściowe wyłączenie hali, ale wtedy musiałyby oddać części dotacji. I to z odsetkami. Joanna Szweda, dyrektor Zarządu Mienia Komunalnego w Miastku mówi, że kierowana przez nią jednostka zajmuje się tylko administrowaniem obiektu, a nie działaniami wykraczającymi poza ten zakres. - Spróbujemy jeszcze rozpropagować wolne miejsca do handlu w hali. Mam jednak świadomość, że poprzednie takie akcje nic nie dały - mówi. Trzy lata temu w Miastku postawiona została przy ul. Stolarskiej hala targowa. Kosztowała około miliona złotych, z czego 500 tys. zł wyniosło unijne dofinansowanie. Jednocześnie władze gminy zlikwidowały handel z tzw. szczęk i stołów z placu położonego przy ul. Królowej Jadwigi, a więc w sąsiedztwie ul. Stolarskiej. Hala targowa od początku nie cieszyła się zainteresowaniem handlowców. Narzekali przede wszystkim na jej położenie - na peryferiach. Od wielu miesięcy w obiekcie, w którym jest 21 miejsc do sprzedaży, handluje tylko dostawca ryb i to raz w tygodniu przez kilka godzin. Nowy burmistrz Miastka Witold Zajst chciał wykorzystać część pustej hali i stworzyć w niej strefy zabaw dla dzieci. Chodziło o wynajęcie powierzchni firmie, która byłaby zainteresowana taką działalnością. W planach było stworzenie małpiego gaju, basenu z kulkami, ustawienie zjeżdżalni, a także komercyjna organizacja imprez urodzinowych dla najmłodszych. Jednak, by to było możliwe, w tym przypadku konieczna jest zgoda marszałka województwa. Dlaczego? Zgodnie z zapisami umowy o przekazaniu pieniędzy gmina nie może w ciągu pięciu lat, a więc jeszcze przez dwa lata, zmieniać przeznaczenia obiektu. Jeśli zmieni bez zgody, to musi zwrócić 500 tys. zł dofinansowania. He kosztuje wynajęcie miejsca w hali (boksy, stanowiska)? Miesięcznie od 105 zł (dla rolników na sprzedaż płodów) do 250 zł (pozostali sprzedawcy, inny asortyment). Dzienne stawki wynoszą odpowiednio 12 i 24 zł. ©® REKLAMA 0010632320 POSIADAMY OFERTY DŁUGOTERMINOWE oraz PRACE SEZONOWE PRACA W HOLANDII tel.59 822 6224 edyta.jazdzewska@jobs4work.pl www.jobs4work.pl PRODUKCJA BRANŻA SPOŻYWCZA BRANŻA TECHNICZNA MONTAŻE PRACE SEZONOWE ORAZ WIELE INNYCH WYGODNE MIESZKANIA I ATRAKCYJNE ZAROBKI fj* POLUB NAS REKLAMA 0010633678 USŁUGI POGRZEBOWE w Słupsku HERMES, ul. Obrońców Wybrzeża l (całodobowo), teł. 59 842 84 95,604 434 441. Winda i baldachim przy grobie. HADES, ul. Kopernika 15, całodobowo, teł. 59 842 98 91,601663 796. Winda i baldachim przy grobie. ■KPłLLPł KALLA, ul. Armii Krajowej 15, teł. 59 842 8196,601928 600 - całodobowo. Pełna oferta pogrzebowa. ZIELEŃ SŁUPSK Zakład Pogrzebowy, ul. Kaszubska 3A, teł. 502 525 005 - całodobowo. Pełna oferta pogrzebowa. BYTÓW Policjanci zatrzymali dwóch nastolatków, którzy na widok radiowozu zaczęli uciekać. Okazało się, że mieli ku temu dobry powód - narkotyki. - Funkcjonariusze zatrzymali nieletnich. W czasie rozmowy 15- i 16-latek zachowywali się bardzo nerwowo. Jeden z nich w zaciśniętej pięści trzymał zawiniętą folię aluminiową, w której była marihuana - relacjonuje Dawid Łaszcz z bytowskiej policji. Nastolatkowie zostali od policjantów odebrani przez rodziców. Teraz ich sprawą zajmie się sąd rodzinny i Nieletnich. ZIDA RADA NADZORCZA SŁUPSKIEJ SPÓŁDZIELNI MIESZKANIOWEJ „CZYN" W SŁUPSKU zaprasza uprawnione podmioty do składania pisemnych ofert na przeprowadzenie badania sprawozdania finansowego Spółdzielni za lata 2022 oraz 2023. 1. Pisemne oferty prosimy składać w zamkniętej kopercie z dopiskiem „Oferta na badanie sprawozdania finansowego za lata 2022 oraz 2023" w siedzibie Spółdzielni w Słupsku przy ul. Leszczyńskiego 7 do dnia 19.10.2022 r. 2. Oferta powinna zawierać: a) nazwę i adres firmy (oferenta), b) zaświadczenie o wpisie na listę podmiotów uprawnionych do badania sprawozdań finansowych i do rejestru biegłych rewidentów, c) opis dotychczasowego doświadczenia zawodowego firmy, d) wykaz spółdzielni mieszkaniowych, w których podmiot przeprowadził badanie w ciągu ostatnich trzech lat, e) kopię polisy ubezpieczeniowej, f) całkowitą cenę za realizację przedmiotu zamówienia, g) wskazanie metod i wstępnego harmonogramu przeprowadzenia badania sprawozdania finansowego Spółdzielni, h) projekt umowy uwzględniający warunki zawarte w ogłoszeniu oraz ofercie. Zakończenie badania sprawozdania finansowego Spółdzielni oraz przekazanie sprawozdania z badania powinno nastąpić nie później niż: a) za rok 2022 do dnia 31.03.2023 r. b) za rok 2023 do dnia 29.03.2024 r. Rada Nadzorcza zastrzega sobie prawo swobodnego wyboru ofert oraz odstąpienia od wyboru oferty bez podania przyczyny.^ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 ARTYKUŁ REKLAMOWY • 7 ARTYKUŁ REKLAMOWY 0010624216 Natychmiastowa ulga dla cierpiących na stawy i opuchnięcia Rewelacyjny balsam z USA na Twoje stawy Kowboje z Dzikiego Zachodu poszukując złota znaleźli bezcenny indiański skarb ratujący zdrowie stawów. V 1 W Ł 1 W Tajemnicza mikstura, to Prawdziwy skarb Indian Pueblo teraz pomaga tysiącom Polaków! owbojski balsam z USA na stawy to WIELKA NADZIEJA dla cierpiących. Wspomóż swoje stawy i stań na nogi jak za młodu. Kowbojski balsam z USA na stawy od niedawna służy także Polakom! Wszyscy znamy książkę Karola Maya „Skarb w srebrnym jeziorze”, a większość dziewcząt kochało się „na zabój” w dzielnym i zjawiskowo pięknym Winnetou- Wodzu Apaczów. Mało kto jednak wie, że prawdziwym skarbem Indian Pueblo były ich tajemnicze mikstury lecznicze. Dzięki nim nawet starcy byli niezwykle sprawni i potrafili tańczyć przez wiele ANNA CHMIELEWICZ, 1.54 Dzień dobry, z balsamem kowbojskim zetknęłam się niedawno. Choć jak czytałam ma on kilkusetletnią tradycję. W moim przypadku najgorsze są stawy w palcach u rąk i nadgarstki. Zazdroszczę ludziom, którzy mają zdrowe ręce. Mnie jest trudno nawet pisać. Robię to wolno i co najgorsze u Nas ta choroba jest dziedziczna. Wieczorem dosłownie wykręca mi palce, a w szczególności gdy są zmiany pogody. Kupiłam balsam kowbojski przez telefon i stosuję już miesiąc. Wcześniej stosowałam już wiele preparatów, więc nie miałam wielkich nadziei na poprawę, jednak po regularnym smarowaniu rąk jest mi lepiej. Poznaję to łatwo, gdyż sprawniej piszę zarówno piórem, jak i na klawiaturze komputera. Dzielę się tą dobrą wiadomością. KRZYSZTOF DĄBROWSKI, L 78 KOWBOJSKI BALSAM I MOGĘ ZNOWU SWOBODNIE WSTAĆ Z FOTELA Jestem emerytowanym nauczycielem. Mam już 78 lat, więc jestem niemłody. Dużą część mojej emerytury wydaję na ratowanie zdrowia. Reszta idzie na rachunki i bieżące wydatki. Nie jest mi lekko. Kilka tygodni temu wyczytałem w mojej ulubionej gazecie o amerykańskim balsamie na stawy. Ponieważ potrzebowałem czegoś naprawdę dobrego na moje dokuczliwe miejsca w okolicach stawów, zdecydowałem się zakupić ten amerykański balsam. Już po 14 dniach smarowania moich zbolałych kolan, bioder, łokci i nadgarstków poczułem się lepiej. Poskutkowało! Mogłem znowu wyprostować ręce i wstać z fotela. Bardzo mnie to ucieszyło i podniosło na duchu! Żona zauważyła nawet, że częściej się śmieję i raźniej chodzę po domu. Dla mnie każda poprawa zdrowia stawów jest jak rewolucja w moim życiu. A teraz dzięki temu balsamowi kowbojów lepiej się czuję i w końcu mnie nie boli! BALSAM KOWBOJSKI JEST DLA CIEBIE JEŻELI: - TWOJE STAWY STAŁY SIĘ DZIWNIE SZTYWNE i nie reagują już jak kiedyś; - nawet proste ruchy sprawiają Ci ból; - potrzebujesz szybkiej i długotrwałej ulgi; BALSAM KOWBOJSKI ZWIĘKSZA MOŻLIWOŚĆ TEGO, ŻE: ✓ zregenerujesz chrząstkę stawową; ✓ codzienne czynności nie będą Ci już sprawiać bólu; ✓ uelastycznisz i “naoliwisz“ stawy oraz wzmocnisz wiązadła; ✓ spowolnisz starzenie się stawów; ✓ zwalczysz obrzęki stawów; ✓ odczujesz szybką \ i długotrwałą —--------- o4» Poznaj opinie internautów: 14 czerwca 2022 od M...7 Warto spróbować, w końcu właściwości kremu były cenione już dawno temu. Kupiłam sobie i rodzicom ponieważ poleciła mi ten krem jedna kobieta, która twierdziła że pomogło jej na silne bóle kręgosłupa (przez przesuwające się chyba dyski). e Grzegorz »oiecam 5/5 godzin przy ogniach ofiarnych. Z biegiem czasu w posiadanie tajemnicy weszli kowboje ame rykańscy. Dzięki działającemu cuda balsamowi mogli oni do starości brać udział i nawet wygrywać w turniejach rodeo! Kilka lat temu grupa lekarzy z Arizony wyprodukowała na bazie kowbojskich przepisów balsam na stawy. Produkt najwyższej jakości. Bardzo mi pomógł po trzech miesiącach stosowania. Po prostu zapomniałem co to ból stawów. Polecam z czystym sumieniem. ^ * Danuta Sadowska ^>3 poleca 16 cze 2022 -0 c Balsam to produkt wspaniały, choruję na RZS i bardzo dobrze wspomaga leczenie, jestem bardzo zadowolona, polecam warto. £} Lubię to! Q Dodaj komentarz & Udostępnij 8 • MOŻE NASZE MORZE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 Liczba prowokacji Rosji wzrośnie Kamil Kusier,RK, TCh, PAP Europa Rejon Bałtyku stał się miejscem, które skupia uwagę świata. Obawy wzrosły po wybuchu gazociągu Nord Stream i wycieku gazu. Polskie służby zostały postawione w stan gotowości Wyciek gazu na Morzu Bałtyckim związany z wybuchem gazociągów łączących Rosję i Niemcy, a więc Nord Stre-amów, wywołały liczne dysku-sje na temat bezpieczeństwa polskiego gazociągu Baltic Pipę oraz platform zarządzanych przez Lotos Petrobaltic SA, należących do Grupy Orlen. Pytania i wątpliwości rodziła również wzmożona obecność rosyjskich żaglowców w pobliżu polskiej platformy, a więc STS Sie-dow i STS Mir, a więc bliźniaczego żaglowca dla polskiego Daru Młodzieży. Jak informują niemieccy śledczy, a potwierdzają to także ustalenia Duńczyków i Szwedów, do zniszczenia gazociągów Nord Stream na Morzu Bałtyckim użyto ładunków wybuchowych, co mają również potwierdzać odczyty sejsmologów. Równolegle do zniszczenia gazociągów łączących Niemcy i Rosję w basenie Morza Bałtyckiego wzmogła się aktywność rosyjskich żaglowców STS Sie-dow i STS Mir. Należy pamiętać, że obydwie jednostki są okrętami szkoleniowymi rosyjskiej marynarki wojennej, na których łącznie przebywa ponad420 za-łogantów. Czy polskie służby odnotowały obecność rosyjskich żaglowców w odległości raptem kilkunastu mil morskich od platform zarządzanych przez Lotos Petrobaltic SA? - Morski Oddział Straży Granicznej w Gdańsku nie odnotował incydentu ze wskazanymi jednostkami - odpowiada Tadeusz Gruchalla z MOSG w Gdańsku na pytanie o obecność STS Mira i STS Siedowa w pobliżu polskich platform. Z podobnym pytaniem zwróciliśmy się również do Lotosu Petrobaltic SA, wchodzącego w skład Grupy Orlen. - Rejon posadowienia platform zarządzanych przez Lotos Petrobaltic SA, należącej do Grupy Orlen jest stale monitorowany przez służbę cywilną (VTS Zatoka) zarządzaną przez dyrektora Urzędu Morskiego 29 września 2022 r. poinformowano, że włoscy piloci stacjonujący w Malborku „przechwycili" rosyjski samolot przy granicy Polski z Rosją w Gdyni oraz przez Centrum Operacji Morskich - Dowództwa Komponentu Morskiego z Ministerstwa Obrony Narodowej - informuje Mikołaj Szlagowski z PKN Orlen SA. - Dodatkowo, zgodnie z wymogami prawa, w rejonie każdej z platform stacjonuje statek dozoru, który w razie naruszenia stref bezpieczeństwa informuje odpowiednie służby. Czy w związku z powyższym rosyjskie żaglowce naruszyły strefę bezpieczeństwa? - Wszelkie naruszenia stref bezpieczeństwa są odpowiednio zgłaszane zgodnie z przyję- tymi procedurami - zaznacza Szlagowski. - Szczegółowe kwestie dotyczące zabezpieczeń i ochrony zawarte są w Planach Ochrony Platform, które stanowią tajemnicę spółki. Warto zaznaczyć, że obecnie rosyjskie żaglowce STS Mir i STS Siedow są na kursie kolejno do Kaliningradu i Bałtyjska, co może świadczyć o zakończeniu prowadzenia działań w pobliżu polskich platform. Przypomnijmy jeszcze, że 29 września 2022 roku doszło do dość jednoznacznej prowokacji ze strony rosyjskiej. Para dyżurna z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku na Eurofighterach Typhoon interweniowała przy granicy Polski z Rosją. Powód? Obecność rosyjskiego samolotu. Do interwencji dochodzi w sytuacji, gdy przychodzi sygnał z Centrum Połączonych Operacji Powietrznych z siedzibą w niemieckim Uedemm. Wówczas piloci mają 15 minut, by wzbić się w powietrze i skierować w stronę niezidentyfikowanego obiektu zbliżającego się do przestrzeni powietrznej NATO. Tak było i tym razem, o czym Włoskie Siły Powietrzne poinformowały za pośrednictwem mediów społecznościo-wych: „Kolejny natychmiastowy start Eurofighterów Aeronáutica Militare zaangażowanych w działania Air Policing w Polsce. Akcja zarządzona przez Centrum Połączonych Operacji Powietrznych w Uedemm z uwagi na obecność rosyjskiego samolotu w okolicy polskiej granicy”. Liczba prowokacji ze strony Rosji wzrośnie. Będą kolejne, musimy je przewidywać. - To jest standardowa taktyka rosyjska, w ramach działań określanych mianem pokojo- wego wykorzystania sił zbrojnych, zgodnych z prawem międzynarodowym, co należy podkreślić. - mówi prof. Piotr Mickiewicz, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego, ekspert stosunków międzynarodowych. Jest reakcja polskiego rządu W czwartek Rządowe Centrum Bezpieczeństwa poinformowało o wprowadzeniu n stopień alarmowy BRAVO dla polskiej infrastruktury energetycznej poza granicami RP. Rozporządzenie w tej sprawie podpisał premier Mateusz Mora-wiecki. Obowiązuje ono do 30 listopada 2022 roku. Stopnie alarmowe są przede wszystkim sygnałem dla służb, żeby były gotowe do działania. BRAVO (drugi w czterostopniowej skali) wprowadza się w przypadku zaistnienia zwiększonego i przewidywalnego zagrożenia wystąpieniem zdarzenia o charakterze terrorystycznym. Oznacza to, że służby mają informację o potencjalnym zagrożeniu, a w związku z tym administracja publiczna jest zobowiązana do zachowania szczególnej czujności. ©® ARTYKUŁ SPONSOROWANY ^EMK4S EMKA Mobile Pierwsza taka aplikacja na rynku! Zarządzanie odpadami medycznymi nigdy nie było tak proste! Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów, stworzyliśmy aplikację EMKA Mobile. Nasz najnowszy produkt usprawnia codzienną pracę i minimalizuje prace administracyjne, dzięki czemu klienci mają czas na prowadzenie własnego biznesu. www.emkasa.pl Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 9 POLSKA i ŚWIAT LIMA - Wspierajcie nas na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych w potępianiu rosyjskiej agresji i nie pozwólcie, by Moskwa wykorzystywała wasze gospodarki do finansowania wojny i zbrodni - zaapelował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, przemawiając zdalnie podczas odbywającego się w Limie - stolicy Peru - Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Państw Amerykańskich. 99 Nie pozwólcie, aby wasze gospodarki były wykorzystywane dofinansowania zbrodniczej wojny i zbrodni wojennych Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy Premier: Nie zostawiamy samorządów samych sobie Morawiecki zapowiada, że rząd zaprezentuje także specjalną taryfę dla małych i średnich przedsiębiorstw PAP Warszawa - Każdy musi przyczynić się do bezpieczeństwa energetycznego w swojej gminie, w swoim powiecie - mówił premier Mateusz Morawiecki podczas spotkania z samorządowcami. Podczas spotkania w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z przedstawicielami samorządów Morawiecki mówił, że Europa mierzy się dzisiaj z absolutnie bezprecedensowym kryzysem. - Takiego natężenia różnego rodzaju kryzysów, ryzyk, niebezpieczeństw nie było od kilkudziesięciu lat, wielu mówi, że od wojny. (...) Przeciw całej Europie, w tym także oczywiście przeciwko Polsce, Rosja wytoczyła najcięższe armaty energetyczne; gazowe, węglowe, związane z innymi surowcami. Kryzys energetyczny wymaga od nas ogromnej, szczególnej mobilizacji społecznej - od rządu, ale także od prezydentów miast, starostów, wójtów, burmistrzów - powiedział premier. Stwierdził, że każdy musi przyczynić się do bezpieczeństwa energetycznego w swojej gminie, w swoim powiecie. - Nie zostawiamy samorządów samych sobie. Przyrost dochodów - zarówno podatkowych, tych pochodzących częściowo z PIT i CTT - był bezprecedensowy przez te ostatnie 7 lat, samorządowcy o tym doskonale wiedzą - mówił Morawiecki. Według niego, każdy samorządowiec może przyznać, że środki na inwestycje ze Skarbu Państwa są wysokie jak nigdy. Premier zaznaczył również, że rząd obecnie przekaże samo- rządom 13,7 mld złotych. Niedawna nowelizacja ustawy o dochodach JST (jednostek samorządu terytorialnego) przewiduje przekazanie samorządom dodatkowych 13,7 mld zł jeszcze w 2022 r. Pieniądze te mają m.in. zrekompensować ubytki w dochodach bieżących. - Dla każdej gminy, nawet najmniejszej, takiej, której z algorytmu wynika, że powinno trafić 500 tys. zł wyrównania, 800, 900 tys., nawet dla tej gminy przekazujemy co najmniej ok. 2,9 min zł, to również bezprecedensowe pieniądze - powiedział. Szef rządu zauważył, że wie, iż były miasta, takie jak Olsztyn, Radom i inne, dla których spółki energetyczne proponowały cenę 600-800 proc. wyższą niż w ostatnich kwartałach, niż za ostatni rok, niż do tej pory ta cena była uiszczana. - Po naszych zmianach ustawowych, dopłatach ze strony budżetu państwa i z innych źródeł, ta cena będzie niewiele wyższa niż była w II kwartale. 0 ile dobrze pamiętam, w II kwartale nieco powyżej 740 zł, coś koło tego, średnia cena. Chcemy, by ta nowa (cena), zaproponowana na kolejny okres, na kolejne 12 miesięcy, bo różne podmioty wróżnymokresiekon-traktują energię, by onabyła niewiele wyższa. Na pewno nie 100 czy200, czy300proc wyższa niż ta, o której powiedziałem - 740 kilkadziesiąt złotych za MWh - podkreślił szef rządu. Premier zapowiedział również, że na początku przyszłego tygodnia rząd zaprezentuje w szczegółach specjalną taryfę dla wszystkich małych i średnich przedsiębiorstw, czyli tych zatrudniających do 250 pracowników. - Oczywiście wszystkie mikro małe zakłady pracy, jednoosobowe, kilkuosobowe, ale również te średniej wielkości będą korzystały z naszych rozwiązań. Rozwiązań, które wdrożą specjalną taryfę cenową - podkreślił premier. - Robimy to zarówno zmieniając - tak, jak wcześniej obiecywaliśmy - mechanizm kalkulacji cen, ale również dopłacając do tego mechanizmu poprzez różne, można powiedzieć, zakładki budżetowe, posługując się jednocześnie siłą finansów publicznych, stabilnymi finansami publicznymi. VIVA MUSIC PREZENTUJE Ä ÍQ¡ ¡fea 19.10.22 ★KOSZALIN HWS 20.10.22 ★ SZCZECIN NETTO ARENA BILETY NA: vivaiviusic.pl I W NAJLEPSZYCH BILETERIACH 0010624217 WYTNIJ I POKAŻ W APTECE--------------------------- X X jr BALSAM KOWBOJSKI + na Twoje stawy prosto z USA T01 jgir ■ßts J BWIMl Zaabnny naturą od 1998 Tyflto rwjtepsae produkty Dla szybkiej realizacji podaj w aptece: KOD BLOZ 7089175 ► Athemisan Jll ioint relieve baim innovative FORMULA ***** Natychmiastowa ulga dla cierpiących Dosłownie stawia na nogi nawet przy największym dyskomforcie ■■■■■■■■■■■■■■■■i WÊÊÊÊÊÊÊÊÊÊÊÊÊÊHÊUÊtÊÊIÊÊÊIÊÊÊÊÊÊk Wyłączny dystrybutor w Polsce Nie czekaj na cud! Tylko pierwsze 100 osób, które zadzwonią do 07.11.22 otrzymają specjalną zniżkę! Liczba produktów na promocji jest limitowana. Zamów już dziś z dostawą do domu! 12 351 05 31 lub zamów w APTECE u farmaceuty (dostępny w hurtowniach farmaceutycznych), www.asepta.pro 10 • ŚWIAT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 Litwa: pierwsi niemieccy żołnierze są na wschodniej flance NATO Rosyjskie statki szpiegują norweskie pola naftowe Według dziennika „Aftenposten", od czerwca na Morzu Bałtyckim oraz Morzu Północnym mogło być obecnych nawet dziewięć rosyjskich statków naukowych PAP Wilno Około250niemieckich żołnierzy bierze udział w rozpoczynających się na Litwie pierwszych wspólnych ćwiczeniach sił obu państw. Ćwiczenia wojskowe „Szybki Gryf”, w których udział bierze w sumie około300żołnierzy, potrwają do 14 października i składają się z trzech głównych częśd: logistyki i przybycia żołnierzy, połowych ćwiczeń taktycznych oraz szkolenia z użyciem żywego ognia. Dowódcaniemieckiegobata-lionu piechoty Rene Ochs powiedział, że jednostka po razpierw-szy gości na Litwie, a ćwiczenia są ważne dla krajów sojuszniczych. „To znaczący wkład w obronę każdego centymetra terytorium NATO, a zwłaszcza tu, na Litwie” - wskazał Ochs. W sobotę wspólne ćwiczenia brygady będą obserwować ministrowie obrony Litwy i Niemiec, Arvydas Anuszauskas i Christine Lambrecht. Odbędzie się też inauguracja elementu dowodzenia niemieckiej brygady przydzielonej na Litwę. Litewski resort obrony informuje, że żołnierze brygady wojsk niemieckich będąregular-nie przybywali na Litwę na ćwiczenia do czasu stworzenia w kraju niezbędnej infrastruktury do rozmieszczenia pełnej brygady na stałe. Według szefa litewskiego MON w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat budowa infrastruktury wojskowej może pochłonąć ok. 350 min euro. PAP Oslo Jak podaje norweski nadawca publiczny NRK, w środę rosyjski statek Akademik Borys Pietrow minął pole Gjoa na Morzu Północnym. W pobliżu norweskich pól naftowych i gazowych pływają rosyjskie statki naukowe, które prowadzą działalność szpiegowską - piszą norweskie media. Według gazety „Aftenposten”, od czerwca na Bałtyku i Morzu Północnym obecnych było dziewięć takich jednostek. - Zarejestrowany jest jako jednostka badawcza, ale działa jako statek szpiegowski - twierdzi wykładowca Norweskiej Akademii Marynarki Wojennej Stale Ulriksen. - Akademik Borys Pietrow ma więcej anten niż zwykłe statki, wydaje się, że ma dużą pojemność sensorów oraz wciągarki. Ma sprzęt, który świadczy o tym, że jest przystosowany do innej działalności niż naukowa - uważa Ulriksen. Jak pisze dziennik „Dagbla-det”, norweskie władze udzieliły zgody na prowadzenie badań na Norweskim Szelfie Kontynentalnym rosyjskiemu statkowi Akademik Siergiej Wawi-łow od 26 sierpnia do 22 października. Naukowiec z Norweskiej Akademii Marynarki Wojennej Ina Holst Pedersen Kvam zauważyła, że ta sama jednostka w czerwcu realizowała misję badawczą na Morzu Bałtyckim. - Wówczas rozpoczęła się tymczasowa tzw. konserwacja przez Rosję gazociągu Nord Stream. W kontekście późniejszych eksplozji jest to zbieg okoliczności, który nie budzi zaufania”- podkreśliła. Według niej, Akademik Siergiej Wawiłow przewozi m.in. pojazdy podwodne mogące umieszczać na dnie sprzęt służący do podsłuchów lub sabotażu. Z analizy dziennika „Aftenposten” wynika, że od czerwca na Morzu Bałtyckim oraz Morzu Północnym obecnych było dziewięć rosyjskich statków naukowych. Jednym z nich był Akademik Trio-sznikow, który w czerwcu i wrześniu pływał w pobliżu Bornholmu, zawinął również do Kaliningradu. Norweski rząd po wyciekach z gazociągów Nord Stream, spowodowa- Zdaniem norweskich ekspertów, rosyjskie jednostki mają więcej anten niż inne statki, mają także dużą pojemność i wciągarki nych prawdopodobnie sabotażem, doprowadził do podniesienia alertu bezpieczeństwa wokół infrastruktury energetycznej. Do ochrony platform naftowych i gazowych zaangażowano m.in. wojsko. Z kolei duńska policja poinformowała o otrzymaniu w weekend informacji o zaobserwowaniu niezidentyfikowanych dronów w pobliżu pola gazowego na Morzu Północnym. - Nie udzielamy informacji, gdzie dokładnie dokonano obserwacji ani jakie podjęto środki - podkreśliła policja. Na Litwie stacjonuje dowodzony przez Niemcy batalion sił NATO liczący ponad 1 tys. żołnierzy Bundeswehry Ukraińska szarża na Dzikich Polach. Rosjanie walczą na dwa fronty Grzegorz Kuczyński Moskwa Od ponad miesiąca ukraińska armia ma inicjatywę w wojnie, a Rosjanie z każdym dniem tracą teren, czołgi i ludzL Nie mają przy tym środków i pomysłu, aby zatrzymać przeciwnika. Dziś widać, jak ogromny strategiczny błąd popełniła Rosja w sierpniu, przerzucając duże siły z Donbasu nad dolny bieg Dniepru. Generałom wydawało się, że po zdobyciu Siewierodo-niecka i Łysyczańska, mając pod kontrolą wschodnią część obwodu charkowskiego, maszerując na Bachmut, a dalej Słowiański Kramatorsk, można dokonać dyslokacji tysięcy żołnierzy na inny front. Zrobili to sprowokowani ogłoszeniem przez Kijów kontrofensywy w obwodzie chersońskim. Dziwiono się wówczas, że Ukraina tak otwar- cie ogłasza kierunek ataku. Tymczasem większych mchów na lądzie przez długie tygodnie nie obserwowano, zaś zgrupowanie rosyjskie na prawym brzegu Dniepru było systematycznie wzmacniane. Gdy już znalazło się tam ok. 20 tys. ludzi, Ukraińcy precyzyjnym ogniem artyleryjskim (wroli Równej HIMARS-y) sparaliżowali połączenia komunikacyjne przez Dniepr. Z każdym kolejnym dniem Rosjanie na zachód od Dniepru mieli mniej amunicji, zaopatrzenia, coraz trudniej było przerzucać sprzęt i ludzi. Tymczasem na froncie donbaskim siły ukraińskie wydawały się z trudem powstrzymywać ofensywę rosyjską na Bachmut. Zaś wobwo-dach charkowskim i ługańsłdm w ogóle zapanowała ćisza na froncie. Ale to była cisza przed burzą. Jeszcze w pierwszych dniach września napłynęły doniesienia o działaniach zaczepnych Ukrainy w obwodzie Ukraińcy muszą się spieszyć przed nadejściem jesieni, większość ciężkiego sprzętu to nie pojazdy gąsienicowe chersońskim. Tojeszczebardziej chód od rzeki Oskił, z kluczo- skupiło uwagę Moskwy na tym wymi miastami Kupiańsk froncie. Tymczasem po kilku ilzium. Wyzwolenie przez Ukra- dniach nastąpiło uderzenie ińców tego drugiego było szcze- w obwodzie charkowskim. Sta- golnie ważne, bo z tego rejonu rannie przygotowana operacja od miesięcy groziło oskrzydla-zakończyła się klęską Rosjan jąceuderzenierosyjskienaSło-iutratąprzeznichterenównaza- wiańsk i Kramatorsk. W pew- nym sensie kontynuacją operacji charkowskiej było oskrzydlenie Łymanu, a następnie jego zajęcie. W efekcie w ciągu miesiąca Ukraińcy odbili z rąk Rosjan obwód charkowski i ruszyli w głąb Donbasu. I wtedy znów zaskoczyli przeciwnika. Tym razem uderzając w obwodzie chersońskim. Ale też jednocześnie zwiększając tempo ofensywy w Donbasie. Jednoczesne natarcie na dwóch frontach pokazuje siłę Ukrainy, ale zarazem uniemożliwia Rosji skuteczną reakcję. W ciągu zaledwie trzech dni ukraińskiej ofensywy w rejonie Chersonia rosyjskie siły zbrojne musiały opuścić większość północnej części prawego brzegu Dniepru. Do tego odwrót Rosjan w obwodzie chersońskim następuje zaledwie kilka dni po tym, jak rosyjska armia utraciła Łyman w obwodzie donieckim. W ciągu zaledwie tygodnia siły ukraiń- skie wyzwoliły obszar wielkości ok. 4 tys. km kw., a od początku września, a więc z uwzględnieniem rosyjskiej klęski w obwodzie charkowskim (Izium, Kupiańsk) - 13 tys. km kw. To 15 proc. terytorium zajętego przez Rosję od 24 lutego. Wszystkie te tereny są już oficjalnie częścią Federacji Rosyjskiej - oczywiście tylko zdaniem Moskwy. Teraz ukraińska armia może nacierać w dwóch kierunkach. Pierwszy to Kreminna, po jej zajęciu otwierają się możliwości wyzwolenia Rubiżnego i Siewie-rodoniecka. Drugi to Swatowe, co daje możliwość wyzwolenia mniej zurbanizowanej części kraju, zajętej przez Rosjan dość szybko. Ukraińcy muszą się jednak spieszyć przed nadejściem jesiennych słot. Eksperci podkreślają bowiem, że większość cięższego sprzętu, który dostaje armia ukraińska z Zachodu, to pojazdy kołowe, a nie gąsienicowe. FOT. EC - AUDIOVISUAL SERVICE KOSZALIN/ SŁUPSK/ SZCZECIN • tygodnik r Regionów Piątek, 7.10.2022 POMORZE Lekarze z Ukrainy coraz częściej leczą w Polsce. Są potrzebni str. 12-13 BUDOWO W GM. BYTÓW Marzenia są bezcenne. Ale to Sandry ma cenę: 200 tys. zł str. 14 GRYFICE SZCZECIN Plany są bajeczne. Nowy Wizyta w chłopskiej park rozrywki ma być i chacie sprzed siedmiu największy w Polsce str. 17 tysięcy lat str. 18 „Grzybiarka. Portret kobiety z koszem”. Wiek XXI. Pomorze Środkowe Beata Bilska-Zaleska ze Szczecinka na grzyby chodzi cały rok. Nie dość, że zna wszystkie ich gatunki, to jeszcze jeden odkryła str. 16 12 • RAPORT TYGODNIKA REGIONÓW Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 Lekarze z Ukrainy luki w systemie nie wypełnią, ale dobrze, że są i leczą Joanna Boroń Pomorze Średni wiek lekarza specjalisty w Polsce to prawie 60 lat. Czy ratunkiem dla naszego systemu opieki zdrowotnej i dla pacjentów staną się lekarze z Ukrainy? Wielu z nich już nas leczy. Lila Tymko jest lekarką ze Lwowa, tam pracowała jako lekarz rodzinny przez 15 lat. Od niedawna przyjmuje pacjentów wWojskowej Specjalistycznej Przychodni Lekarskiej w Koszalinie. To nie wojna zmusiła ją do opuszczenia kraju oraz swoich pacjentów, ale finanse. Choć pracowała jako lekarz, a jej mąż jako inżynier, trudno było im związać koniec z końcem. Szczególnie że wspomagali rodzinę. Pięć lat temu podjęli trudną decyzję o wyjechaniu do Polski. Koszalin wybrali dlatego, że tu była praca. Najpierw przyjechali sami, potem ściągnęli córkę, która poszła do podstawówki. Lekarka pracowała w fabryce. Uczyła się języka polskiego. Bardzo chciała jak najszybciej wrócić do zawodu. Niestety, jej córka zachorowała na poważną chorobę przewlekłą. Mówi ze łzami w oczach, że polscy lekarze ze Szczecina uratowali życie jej dziecku, a tym samym całej rodzinie. Opieka nad córką pochłonęła całą jej uwagę. Zamierzała do Koszalina sprowadzić także swoją mamę. Ale ta, choć pragnie być z bliskimi, nie może w sobie znaleźć siły, by opuścić swoją ojczyznę. Przez lata bardzo brakowało jej kontaktu z pacjentami. Nie ukrywa, że medycyna to jej pasja, zawód wymarzony. Gdy polski rząd zdecydował się uprościć procedury dla lekarzy zza wschodniej granicy, postanowiła wrócić do leczenia. - Czuję się z tym fantastycznie - mówi, ale przyznaje też, że to wymagało ciężkiej pracy i przełamania kilku barier. Jedną z nich była znajomość programów komputerowych i biurokracja. - Bo przecież choroby są wszędzie takie same, pacjenci też są podobni - opowiada. swoją życzliwością. Atutem naszej rozmówczyni jest to, że dobrze mówi po polsku, ma też w sobie dużo spokoju i życzliwości. I entuzjazmu. - Tak bardzo się cieszę z każdego pacjenta - mówi i już planuje następne kroki na swojej zawodowej ścieżce. Na razie dostała warunkowe prawo wykonywania zawodu. Chciałaby nostryfikować swój dyplom. Ale to wymaga czasu. Patrycja Gburzyńska-Czu-dzinowicz, zastępca dyrektora Wojskowej Specjalistycznej Przychodni Lekarskiej, mówi, że nowa lekarka to dla przychodni cenny nabytek. Pacjenci są zadowoleni. Zatrudnienie Liii Tymko pozwala też objąć opieką osoby z Ukrainy, których w naszym regionie jest wiele. Medyków ze Wschodu coraz więcej Takich lekarzy jak Lila Tymko w całym regionie szybko przybywa. Skorzystali na tym, że rząd znacznie uprościł procedurę zatrudniania medyków i potwierdzania ich profesji, najpierw w powodów covidowych, a potem z powodu fali uchodźców wojennych. Najnowszym przepisom, tym wojennym, podlegają osoby, które: - ukończyły co najmniej pięcioletnie studia na kierunku lekarskim lub lekarsko-denty-stycznym poza terytorium Unii Europejskiej, - mają tytuł lekarza lub lekarza dentysty specjalisty poza terytorium Unii Europejskiej, - mają zaświadczenie od podmiotu wykonującego działalność leczniczą w Polsce, który planuje je zatrudnić, - mają co najmniej trzyletnie doświadczenie zawodowe jako lekarz specjalista lub lekarz dentysta specjalista w danej dziedzinie, uzyskane w okresie ostatnich pięciu lat. Są trzy ścieżki zatrudnienia ukraińskich medyków, ale formalności w nich skrócono do minimum. - Pierwsza ustawa „covi-dowa” dotyczyła głównie lekarzy z Ukrainy i Białorusi - mówi Katarzyna Krystosik-Łasecka, prezes Okręgowej Rady Lekar- Mówi, że zasady leczenia w Polsce i Ukrainie także są takie same, choć nieco inna jest droga do specjalizacji (patrz - ramka). To, co wspomina z czasów swojej pracy na Ukrainie, to kwestia dostępności do lekarza. W Polsce praktycz- nie każdy objęty jest ubezpieczeniem zdrowotnym. Za jej czasów na Ukrainie tak nie było. W powrocie do pracy po pięcioletniej przerwie pomocni okazali się nowi koledzy z przychodni. A i pacjenci pomogli Lila Tymko była lekarzem na Ukrainie, od niedawna ma także prawo leczyć pacjentów w Polsce. Pracuje w przychodni w Koszalinie Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 RAPORT TYGODNIKA REGIONÓW • 13 skiej w Koszalinie. - Po wybuchu wojny na Ukrainie uchwalono ustawę tak zwaną wojenną, która jeszcze złagodziła wymagania względem lekarzy mających status uchodźców. Pozwoliła na przykład lekarzom na to, by przedstawiać kopie dokumentów, bo gdy komuś spłonął dom, to trudno od niego oczekiwać oryginału dyplomu. Na podstawie obu tych ustaw lekarz może uzyskać warunkowe prawo wykonywania zawodu ważne przez maksymalnie pięć lat. My przyjęliśmy zasadę, że dajemy takie prawo na rok z opcją przedłużenia. Powiem tylko, że w przypadku pierwszych lekarzy z ustawy covidowej wszystkim przedłużyliśmy warunkowe prawo wykonywania zawodu. Jak zdradza, nie było skarg od pacjentów na ich pracę. Można więc z tego wyciągnąć wniosek, że się sprawdzili. Koszalińska rada takich warunkowych praw wydała 30, dziewięcioro lekarzy już złożyło papiery. - Ale proszę pamiętać, że jesteśmy małą izbą i na naszym terenie tych lekarzy starających się o prawo wykonywania zawodu jest mniej. Tu ważna uwaga: lekarz spoza Unii Europejskiej, który chce u nas pracować, musi się zwrócić do ministra zdrowia o zgodę na pracę na terenie Polski. Minister wydaje zgodę. To dokument, który ma cechy warunkowego wykonywania zawodu, ale to nie wystarcza. Tylko Okręgowa Izba Lekarska może bowiem przyznać prawo wykonywania zawodu. Powstaje problem, bo nie wszyscy lekarze spoza Unii zwracają się do izby, część dyrektorów zatrudnia lekarzy wyłącznie na podstawie zgody z ministerstwa, bo to skraca procedury. Wiemy, że tak dzieje się i w naszym regionie - wyjaśnia Katarzyna Krystosik-Ła-secka. - Obecnie w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie pracuje około 30 uchodźców z Ukrainy - podobny stan utrzymuje się od czasu wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą, jednakże w tej grupie jest rotacja. To znaczy, że część medyków, którzy zgłosili się do nas krótko po 24 lutego i nieco później, została, a część odeszła, między innymi z powodu decyzji o powrocie do Ukrainy albo o przeprowadzce do innego miasta w Polsce. Na ich miejsce zgłosili się nowi - mówi Marzena Sutryk, rzecznik koszalińskiego szpitala. - Obecnie wśród zatrudnionych uchodźców z Ukrainy jest trzech lekarzy z prawem wykonywania zawodu, którzy pracują m. in. na Oddziale Obserwacyjno- Zakaźnym. Są również pielęgniarki, które pracują jako sanitariuszki. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Słupsku zatrudnia 43 pracowników medycznych pochodzących z zagranicy. W tej grupie zdecydowanie przeważają obywatele Ukrainy - 32 osoby. Obywateli Białorusi jest 9, a Rosji - dwie osoby. W tej grupie 25 osób posiada uprawnienia (w tym 22 lekarzy), a 18 oczekuje na prawo wykonywania zawodu. Już przynajmniej kilku lekarzy z Ukrainy pracuje w szczecineckim szpitalu i w prywatnych gabinetach dentystycznych w tym mieście i na terenie powiatu. - W szpitalu mamy trzech asystentów medycznych: neo-natologa, ginekologa i psychiatrę oraz jedną pomoc psychologa - mówi Piotr Rozmus, rzecznik prasowy szczecineckiego starostwa. Polski pacjent wymaga lekarza, który zna dobrze język polski Zgodnie z prawem polski pacjent ma prawo do uzyskania informacji o swoim stanie zdrowia w języku polskim. Jego lekarz powinien więc biegle władać polszczyzną i to jej me- JAK KSZTAŁCĄ SIĘ LEKARZE NA UKRAINIE Studia medyczne, tak jak i w Polsce, trwają sześć lat. Po nich lekarz trafia na internaturę, czyli staż specjalizacyjny, który trwa od roku do trzech. Na tym etapie lekarz zdobywa specjalizację poprzez zajęcia i praktyki związane wyłącznie z daną specjalizacją. Po internaturze lekarz uzyskuje dyplom specjalisty. Posiada pełne prawo wykonywania zawodu lekarza ze specjalizacją. Kolejny etap to ordynatura, która trwa do trzech lat. To nieobowiązkowe podwyższanie kwalifikacji w danej specjalizacji, potrzebne na stanowiska kierownicze w placówkach medycznych. Po uzyskaniu specjalizacji co pięć lat lekarz podwyższa swoje kwalifikacje specjalizacyjne poprzez atestację. Atestacja - co pięć lat komisja bierze pod uwagę doświadczenie lekarza (przeprowadzone zabiegi, itd.) oraz egzamin i w momencie uzyskania pozytywnej odpowiedzi wydaje dokument potwierdzający podwyższenie kwalifikacji. Po pierwszych pięciu latach lekarz przystępuję do egzaminu, po którego zdaniu uzyskuje kwalifikacje II stopnia, po kolejnych pięciu latach I stopnia i po kolejnych pięciu latach - najwyższą kategorię. dyczną wersją. Dla tych lekarzy z Ukrainy, którzy przybyli do Polski niedawno, to problem. Pomagają potencjalni pracodawcy, organizując intensywne kursy języka. Bezpłatne zdalne szkolenia organizował też samorząd lekarski. Lekarze uczą się też na własną rękę. Poczucie bezpieczeństwa pacjentom może dawać zapis, że przez pierwsze trzy miesiące lekarz ma pracować pod nadzorem innego lekarza. Jak tłumaczy Katarzyna Krystosik-Łasecka, która jest w komisji przyznającej prawo do wykonywania zawodu, nie chodzi o to, by lekarzom patrzeć na ręce, ale po to, by im pomóc wdrożyć się w polskie procedury i w kontaktach z pacjentami. W przypadku lekarzy spoza Unii Europejskiej, którzy chcą dostać bezterminowe prawo wykonywania zawodu, konieczna jest oczywiście nostryfikacja dyplomu. To rozłożony w czasie proces, którego etapem, prócz kolokwiów i egzaminów, jest też egzamin egzamin z medycznego języka polskiego. Lekarze, którzy nas leczą na podstawie warunkowego prawa (przypomnijmy -można je uzyskać na maksymalnie pięć lat), z czasem mogą przejść przez proces nostryfikacji. Na razie system ratują emeryci. Czy zastąpią ich lekarze ze Wschodu? Z raportu OECD „Health at a Glance: Europę 2020” wynika, że średnia liczba praktykujących lekarzy dla państw Unii Europejskiej wyniosła w 2018 roku 3,8. To znacznie więcej niż w Polsce, gdzie na 1000 mieszkańców przypadało 2,4 praktykujących lekarzy. Poważnym problemem jest to, że w Polsce co czwarty lekarz (25,1%) uprawniony do wykonywania zawodu w 2020 roku był w wieku emerytalnym i miał 65 lat i więcej. A zatem coraz więcej spośród wyspecjalizowanych lekarzy będzie przechodzić na emeryturę. Co roku więcej z nich nabywa uprawnień emerytalnych niż wchodzi do zawodu. Najliczniejszą grupę medyków spoza Unii Europejskiej pracujących w Polsce stanowią lekarze z Ukrainy i Białorusi. Według danych z końca marca, w polskim systemie pracowało ponad 1200 lekarzy z zagranicy, w tym 700 z Ukrainy. Zgodnie z aktualnymi infor-macjami resortu zdrowia, zgody na podstawie tzw. systemu uproszczonego w województwie zachodniopomorskim otrzymało od ministerstwa zdrowia ponad 60 lekarzy (w tym 21 to osoby korzystające z ustawy tzw. wojennej), a w pomorskim - ponad 100 osób. ©® ARTYKUŁ REKLAMOWY Niezwykła moc zamknięta w jednym małym plastrze! / \ nie pozwala Ci normalnie żyć? sile biomag] :ławia przez wiele .nesów! Pan Józef P. (651.) z Wrocławia przez wiele lat cierpiał na przewlekły ból kolan i powracające migreny. Próbował coś z tym zrobić, szukając na własną rękę różnych, coraz dziwniejszych sposobów. Dzięki interwencji swojej żony Ewy (591.) zapomniał o bólu. I to bez wychodzenia z domu! >5 ■ ózek co rusz wymyślał nowe dolegliwo -I ści i skarżył się, że coś go boli, ale leka-I rzy unikał jak ognia - sam „najlepiej” M wiedział, jak się leczyć. Stosował okłady z kapusty, olejki eteryczne i chodził w kółko na relaksujące masaże. Próbował nawet akupunktury. Już nie miałam siły prosić go, aby poszedł się przebadać.”- wspomina p. Ewa. „Przez ból promieniujący od kolan do kręgosłupa ledwo mógł wstać z fotela. Jęczał i stękał dniami i nocami, ale wciąż upierał się, że nie potrzebuje lekarzy. Musiałam coś zrobić. Siostra powiedziała mi o plastrach biomagnetycznych”. Koniec z niesprawdzonymi sposobami! P. Józef opowiada: „Jak Ewka przyniosła te plastry, to nieźle się uśmiałem, ale dla świętego spokoju zgodziłem się spróbować. Nakleiłem je w najbardziej obolałe miejsca i poszedłem spać. Kiedy rano wyszedłem z psem, dotarło do mnie, że ból jest mniejszy. Żwawiej niż zwykle pokonałem schody, bez tego przytłaczającego kłucia w kolanach i biodrze. Naklejałem plastry jeszcze przez 2 tyg. i poprawa była jeszcze bardziej odczuwalna! Mogłem normalnie się schylać i kucać, czułem się jak 20-latek! Migreny też przestały mi aż tak dokuczać. Organizm się oczyścił i nie odczuwam już żadnych dolegliwości. Warto czasem posłuchać się żony!” Duża skuteczność działania plastrów biomagnetycznych została potwierdzona przez tysiące osób z Europy i USA, które miały już okazje je wypróbować. Wyniki jednoznacznie wykazały, że aż 9/10 osób odczuło wyraźną ulgę już po 5-10 min. od naklejenia plastra. Moja córka ciągle miewała bóle brzucha, cokolwiek nie zjadła już jakieś żołądkowe rewolucje. Domowe sposoby nie pomagały. Te plastry to istne wybawienie! Córcia dzięki nim poczuła się lepiej, posiłki jadła z apetytem i bez ekscesów. Naklejałam jej plasterki przez 2 tygodnie i nie mamy już żadnych problemów przy posiłkach”. Marta, 371., Leszno 'Szczegóły oraz informacje dotyczqce procedury zwrotów i reklamacji dostępne sq pod adresem: www.grouptcm.com Dzięki plastrom zredukować nawet przewlekły ból. Plastry uderzają prosto w źródło problemu, gasząc ogniska bólu; przyspieszyć gojenie się stanów zapalnych, obrzęków i opuchlizny; oczyścić organizm z toksyn; zapomnieć o nieskutecznych domowych sposobach i byciu ciężarem dla bliskich. ;BSKW £3 STOSOWANIA PLASTRÓW Ekspert radzi: „Plastry biomagnetyczne redukują różne rodzaj bólu, niezależnie ad jego przyczyny. Nieistotne, czy cierpisz z powodu reumatyzmu, zwyrodnień stawów, rwy kulszowej, migreny, problemów z żołądkiem,czy problemów z wątrobą. Pole magnetyczne błyskawicznie wnika w obolałe tkanki - w ciągu 5 minut informacja o bólu zostaje zablokowana i nie dociera do mózgu. Plastry wykazują silne działanie, a przy tym są naturalne, nie powodują skutków ubocznych i nie obciążają wątroby. Organizm może oczyścić się z toksyn, redukując przy tym ból i wiele innych dolegliwości". Piotr Milewski ekspert ds. fizjoterpaii O Przyklej i żyj lepiej! Plastry biomagnetyczne są już dostępne w Polsce w sprzedaży telefonicznej. Jeżeli Ty również cierpisz z powodu przewlekłego bólu stawów, kręgosłupa, szyi, zwyrodniałych bioder, stóp, masz dosyć nawracających migren, łupania w krzyżu, obolałych mięśni lub innych dolegliwości - nie pozwól, by ból Cię unieruchomił. Dołącz do ponad 374 600 osób z całego świata, które już wypróbowały biomagnetyczne plastry i cieszą się życiem. SPECJALNA PROMOCJA! Dołącz do ponad 82 tys. ludzi na święcie, którzy już cieszą się życiem. Tylko pierwsze 1ÓÓ osób, które zadzwonią do 10 października 2022 r„ otrzymają oryginalny produkt ze specjalną zniżką -100%! za 0 zł zamiast 480-zb Zadzwoń już teraz! 14 • POTRZEBNA POMOC Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 Marzę, żeby kiedyś zatańczyć poloneza. Nie mam nogi? Mogę mieć protezę Sylwia Lis Budowo Olbrzymi guz, który wciskał się w kręgosłup, zabrał Sandrze dzieciństwo. Przeżyła. Teraz straciła nogę. Marzy, żeby założyć sztuczną. Koszt protezy jest dla jej rodziny kolosalny -200tys. złotych. Sandra ma 18 lat. Mieszka w Budowie niedaleko Bytowa. W szpitalach spędziła kilka lat. Inne dzieci bawiły się na podwórku, ona leżała w szpitalnej sali, a z jej drobniutkiego ciała wystawało mnóstwo tajemniczych rurek i kabli. Gdy pytam jej mamę, ile razy córka była w szpitalu, nie jest w stanie zliczyć. -100,200 razy? Trudno po-“ wiedzieć - zastanawia się Agnieszka Busłowicz. - Rak zabrał Sandrze dzieciństwo i z tym ciągle ciężko mi się pogodzić. - Z okresu dzieciństwa nic nie pamiętam - dodaje Sandra. - Lekarz onkolog powiedział, że prawdopodobnie wszystko wyparłam. Może i dobrze, takich wspomnień nikt nie chce '“udeć. Utykała, potem przestała chodzić Mama Sandry za to pamięta wszystko. Koszmar zaczął się w2005roku. - Wtedy zauważyłam, że Do Sandra utyka na lewą nóżkę - wspomina pani Agnieszka. -Poszłyśmy do lekarza rodzinnego, który co prawda nie widział nic niepokojącego, ale dał nam skierowanie do chirurga. Kolejny lekarz także nic nie stwierdził, ale wysłał rodzinę do ortopedy. Busłowiczowie jeździli do niego co dwa tygodnie. Badania USG nic nie wykazały. - Potem stało się coś strasznego - mówi pani Agnieszka. -Sandra nagle przestała chodzić. Byliśmy przerażeni. Pojechaliśmy prywatnie do ortopedy, który jednakkolejny raz stwierdził, że nic się nie dzieje. Dostaliśmy następne skierowanie. Tym razem do neurologa. Była już wiosna. Kolejny miesiąc naszego chodzenia od lekarza do lekarza. Neurolog ze Słupska wysłał nas do Gdańska. Lekarz nie powiedział nam, co jest przyczyną takiego zachowania naszej córeczki, ale też pierwszy raz usłyszeliśmy, że jednak nie wszystko jest w porządku. Zaniepokoił się opadającą nóżką Sandry i skierował ją na Oddział Neurologii Rozwojowej Akademii Medycznej w Gdańsku. Dopiero tam lekarze wykonali rezonans magnetyczny. Wykazał on wielkiego guza, który wciskał się w kręgosłup. To dla rodziców dziewczynki byłszok. Rak nie chciał się poddać skalpelom Po badaniach i biopsji okazało się, że to neuroblastoma (nowotwór dziecięcy) III stopnia. Zaczęła się chemioterapia. Jesienią tego samego roku Sandra przeszła operację. Pierwszą z wielu, jak się potem okazało. Trwała blisko osiem godzin, jednak - niestety - chirurdzy nie zdołali usunąć całego guza. - Potem były kolejne chemie i następna próba operacyjnego usunięcia narośli - wyjaśnia matka dziewczyny. - Tym razem z kanału kręgowego. Po niej nastąpiło powikłanie Nie będzie łatwo, prawo jazdy ale Sandra na pewno zdobędzie także miała przykurcz, była wygięta w łuk - opowiada 18-latka. - Tak naprawdę noga była zwykłym balastem. Może to dziwnie zabrzmi, ale bardzo chciałam, żeby lekarze ją już odcięli. To był jedyny sposób, abym mogła odłożyć kule i zacząć chodzić, funkcjonować jak inni. Dla mnie przeniesienie kubka jest już wyzwaniem, dla zdrowego człowieka to nic, ale ja potrzebuję pomocy osób trzecich, bo ręce ciągle są zajęte kulami. Amputacja pomogła mi też bardziej zaakceptować siebie, swój wygląd, pod tym względem utożsamiam się z kobietą znaną w internecie jako „Dziewczyna z fioletową nogą”. To 35-latka, która także straciła nogę. Z powodzeniem spełnia swoje marzenia, a także prowadzi grupę wsparcia dla osób po amputacji. Sandra z mamą. Kiedy będzie proteza, dziewczyna z radością odrzuci kule w postaci wycieku płynu mózgowo-rdzeniowego. Kolejna operacja, kolejne chemie, bada- nia i megachemia z przeszczepem szpiku kostnego we Wrocławiu. Mimo że dzieciństwo spędziła w szpitalach, nie odpuszczała nauki, a niebawem podejdzie do matury Po jakimś czasie Sandra przeszła kolejną operację. Powikłania okazały się bardzo poważne. - Usunięto całego guza, ale był on tak przyczepiony do nerwu udowego, że doszło do jego uszkodzenia i niedowładu nóżki - mówi matka. Przez te wszystkie lata Sandra chodziła o kulach. Skończyła szkołę podstawową, teraz jest w klasie maturalnej w technikum informatycznym w By-towie. W wakacje przeszła kolejną, poważną operację. Ten balast trzeba było usunąć Okazało się, że konieczna jest amputacja nogi. - Była niefunkcjonalna, nie czułam jej. Miałam olbrzymi niedowład od kolana w dół, a liczne przykurcze nie pozwalały jej wyprostować. Stopa Ach, stanąć na dwóch nogach Sandra chciałaby normalnie żyć. I spróbować wszystkiego, co robią zdrowe nastolatki. - Chciałaby zobaczyć Majorkę i spotkać Dawida Kwiatkowskiego. Zdecydowałam się na zrobienie prawa jazdy -mówi dziewczyna. - To nie jest łatwe, na szczęście kurs można zrobić na automacie. Chciałabym być niezależna. Odciążyć trochę rodziców, bo poświęcili mi całe swoje życie. Moim wielkim marzeniem jest jazda na wrotkach, chciałabym zagrać w siatkówkę, pochodzić po górach - wylicza. - Teraz jest to niemożliwe. Chciałabym na studniówce zatańczyć z moją klasą poloneza, przeżyć te same emocje, które będą towarzyszyć moim rówieśnikom i w przyszłości wspominać, jakie to było wielkie i cudowne przeżycie. Cena marzeń Firma specjalizująca się w produkcji protez wyliczyła, że ta dla Sandry będzie kosztowała 200 tysięcy złotych. - Jest droga, bo najbardziej precyzyjnym elementem jest ruchome kolano - tłumaczy Sandra. - Z informacji przekazanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia wynika, że mogę liczyć na refundację w wysokości 5,5 tysiąca złotych. To kropla w morzu potrzeb. Sandra musi więc liczyć na innych ludzi. Założyła zbiórkę na portalu www.siepo-maga.pl/sandra-buslowicz. Liczy się każda złotówka. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 15 Zęby zostać mistrzem świata V ORLEN I ll&h! ■ : ■ --"O: :*•, ■ • ; * ■*,* • JK najpierw zostać mistrzem podwórka /MISTRZOWIE I POMOZ MU WYGRAĆ TRENING Z GWIAZDĄ POLSKIEGO SPORTU. 16 LUDZIE Z PASJĄ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 Jadalne grzyby pakuje do kosza, niejadalne do albumu ze zdjęciami Beata Bilska-Zalewska do lasu na grzybobranie chodzi cały rok Rajmund Wełnie Szczecinek Ponad 70 tysięcy internautów śledzi newsy Beaty Bil-skiej-Zaleskiej. Fascynatki grzybów, która na swoim koncie ma min. odkrycie nieznanego wcześniej w Polsce gatunku. Beata Bilska-Zaleska ze Szczecinka mówi o sobie skromnie „grzyboznawczyni”. Ale dziś to jeden z większych autorytetów leśnej mykologii. - Grzyby zbierałam od wczesnego dzieciństwa, gdy rodzice zabierali mnie do lasu - wspomina wyprawy zakładowym autobusem na firmowe grzybobrania z pracy ojca. Czasami jechali też pociągiem, czasami samochodem, zawsze w wesołej gromadce. I być może grzybobrania w jej wypadku ograniczyłyby się do zbierania jesienią kilku powszechnych gatunków i pakowania ich do słoików na zimę, ewentualnie suszenia do pierogów z grzybami i kapustą, tak jak robi większość rodaków. Pani Beata potwierdza, że tak »jej przygody z grzybami wyglądały przez wiele lat, ale... - Z czasem zagłębiłam się jednak bardziej w królestwo grzybów i hobby zamieniło się w pasję-mówi. * Od kilku lat prowadzi na Fa-cebooku grupę „Grzyby, grzy- biarze i grzybobranie”, która ma ponad 73 tysiące członków. To największe polskie forum amatorów grzybobrania. Co roku grupowieże spotykają się na zlotach organizowanych przez szczecinecką grzybiarkę. Cudak malutki i różowiutki Beata Bilska-Zaleska ma także rta koncie odkrycie nieznanego wcześniej w Polsce grzyba zwanego goździeńcem różowym. Choć Clavaria Rosea - to jego łacińska nazwa. Prawdziwka, podgrzybka czy kurki raczej nie przypomina. Niezwykłego znaleziska dokonała wraz z mężem Markiem Zaleskim. - Spacerując po lasach w Bomem Sulinowie, natrafiliśmy na cudowne grzyby -mówi. - Były malutkie, ale bardzo widoczne ze względu na swój intensywnie różowy kolor. Staliśmy nad nimi dłuższą chwilę, przyglądając się i robiąc zdjęcia. Po powrocie do domu zaczęłam sprawdzać w atlasach i sieci, cóż to za piękność. Okazało się, że prawdopodobnie jest to Clavaria Rosea. Większość z nas - wypatrujących borowików i koźlaków -pewnie nie zwróciłaby uwagi na niecodzienny okaz mimo jego niezwykłego kolom. Ale nie pani Beata. - Jest to grzyb bardzo rzadko spotykany na świecie, jeden z naukowców szukał go trzydzieści lat - kontynuuje opowieść. - Następnego dnia pojechaliśmy, by zrobić nowe zdjęcia i zabrać owocniki do badań. Wysłaliśmy je do dr Barbary Grzesiak i Waldemara Czerniawskiego, którzy potwierdzili nasze przypuszczenia, że to jest Clavaria Rosea. Pomyślałam, że warto o tym napisać, a „Przegląd Przyrodniczy” od razu odpisał, że jest bardzo zainteresowany opublikowaniem notatki na ten temat. Napisanie tego artykułu to dopiero było wyzwanie. Pracowałam nad tym ponad pół roku. Za każdym razem wracał do mnie z uwagami, że akapit, przecinek, czcionka, odnośnik, literatura itp. Ale się nie poddałam. Suchy okaz przekazałam dr Annie Kujawie do zielnika Stacji Badawczej Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego Polskiej Akademii Nauk wTurwi. Cieszą oko... Pani Beata na grzyby chodzi okrągły rok, często z aparatem fotograficznym. Uwielbia uwieczniać je na zdjęciach. Modeli, i to bardzo oryginalnych, nie brakuje. Mykologia bowiem, czyli nauka o grzybach, to ogromna dziedzina. Dość powiedzieć, że do tej pory odkryto około 70 tysięcy gatunków. I co roku przybywa nawet ponad tysiąc nowych. Ważna uwaga - grzyby to nie rośliny. Definicja mówi, że są to wielokomórkowe lub komórcza-kowe organizmy cudzożywne. Są niezdolne do aktywnego ruchu, o ścianach komórkowych zbudowanych z chityny. W definicji tej są jednak nieścisłości. Prymitywne grzyby wielokomórkowe wytwarzają zdolne do ruchu, jednokomórkowe, uwicione zarodniki pływkowe. Niektóre cechy niegdyś przypisywane grzybom obecnie nie wchodzą do ich charakterystyki, gdyż dotyczą innych grup organizmów, przejściowo zaliczanych do grzybów, jak śluzówce, będące zdolnymi do ruchu ameboidal-nego komórczakami, oraz lę-gniowce - organizmy o trybie życia typowo grzybowym, ale 0 ścianie komórkowej zbudowanej z celulozy. - Mnie zachwycają nie tylko grzyby jadalne, które mogą wylądować w koszyku, ale także te niejadalne, które tylko fotografuję, ciesząc się ich widokiem -nasza rozmówczyni pokazuje zdjęcia rulika nadrzewnego (przypominającego kuleczki), czy koralowca (do złudzenia faktycznie przypominającego podwodne koralowce). ... I żołądek Sama uprawia grzyby w domowych warunkach. Takie jak soplówka jeżowata, twardziak jadalny czy łuskwiak nemeko. 1 potrafi z nich przygotować nie Odkrycie pani Beaty - Clavaria Rosea tylko pyszne gotowe dania, ale i zapakować je w słoiki, tworząc wcale nieoczywiste przetwory. To nie tylko maślaki w occie. Cóż można wyczarować w kuchni do domowej spiżarki? Kolczaka rudawego w zalewie słodko-kwaśnej. Panierowane czubajki w zalewie octowej. Pasztet z opieniek. Siedziunia sosnowego w zalewie octowej. Łuskwiaka zmiennego z zalewie miodowej. Pieprznika trąb-kowego w zalewie curry (tudzież w solance). Muchomora rdzawobrązowego (i czemie-wiejącego) w zalewie octowej. Lakówkę ametystową albo kolczaka rudawego w zalewie słodko-kwaśnej. Piestrzycę kędzierzawą i zatokową w zalewie słodko-kwaśniej. Mówią coś państwu takie nazwy jak żylak promienisty? Albo uszak bzowy czy rozsz-czepka pospolita? A próchnilec rozgałęziony? Może choć pło-miennica zimowa obiła się komuś o uszy? Bo pietrzyca zato-kowata to już raczej mało komu. Przed panią Beatą tajemnic nie mają też łuskwiak zmienny, lipnik lepki, łasielnica trzoneczkowa, fałdówka kędzierzawa czy też drobnołusz-czak jeleni. To może choć piźmówka? Też nie. To tylko niektóre z późnojesiennych czy wręcz zimowych grzybów. Bo takie - bajecznie kolorowe - lądują o tej porze roku w koszyku naszej bohaterki, która przypomina, że zbierać można tylko te grzyby, które nie są objęte ochroną gatunkową. W Polsce przetwarzać na sprzedaż można 47 grzybów. ©® FOT. BEATA BILSKA-ZALESKA FOT BEATA BILSKA-ZALESKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 INWESTYCJE • 17 Będzie głośno, będzie radośnie. Poznajcie plany nowego parku rozrywki Bogna Skarul Gryfice Na razie jest 40 ha szczerego pola. Ale wkrótce stanąć ma tu 50 różnych atrakcji i 75 budynków. Obok - wielki parking na sześć tysięcy miejsc. Takie są plany budowy olbrzymiego parku rozrywki. Tuż koło wsi Brojce w powiecie gryfińskim już wiosną 2024 roku ma się odbyć uroczyste otwarcie Parku Rozrywki Hos-soland. Wszystko ma się dziać w baśniowych czterech tematycznych krainach- rybackim Mieście Syrenki, bursztynowym królestwie Baltambrya, charyzmatycznej Krainie Wikingów oraz tajemniczej Dolinie Kopalni. Ale to ma być tylko początek. Inwestorzy zapowiadają kolejne kroki, czyli duży park wodny i kolejne obszary tematyczne. W asyście przedstawicieli władz województwa, powiatu gryfickiego i gminy Brojce wmurowano już kamień węgielny pod budowę. Zapowiedziano ustawienie rollercoaste-rów, karuzel, multimedialnych fontann, placów zabaw. Dodatkowo w parku stanie li restauracji, sześć kawiarni, 13 sklepów oraz wiele innych mniejszych punktów gastronomicznych i handlowych. Czyli wszystko to, co małym i dużym potrzebne jest do rozrywki i zabawy. Kamień węgielny wraz z aktem erekcyjnym wmurowali inwestorzy - Hrayr i Karen Hove-pyan, którzy na Pomorzu Zachodnim znani są przede wszystkim jako Grupa Hosso. Wybudowała ona i prowadzi kilkanaście centrów handlowych, przede wszystkim na Po- Wizualizacja. W zamierzeniach inwestorów Hossoland ma być największym parkiem rozrywki w Polsce morzu Zachodnim, między innymi w Policach, Kołobrzegu, Barlinku, Gryficach, Drawsku Pomorskim czy w Złocieńcu. A koszalinianom znana jest jako inwestor biurowców. Rozrywkowe urządzenia, jakie mają być główną atrakcją Hossolandu, jak podkreślają inwestorzy, mają być na światowym poziomie. Większość bowiem sprowadzonych będzie od najlepszych światowych producentów z Holandii, Niemiec, Włoch, Wielkiej Brytanii, Francji, Szwajcarii czy USA. W samym parku zatrudnienie znajdzie ponad 300 osób z okolicy. A jednorazowo będzie mogło tu przyjechać sześć tys. samochodów i autokarów, bo tyle miejsc parkingowych zaplanowali inwestorzy. Zakładają, że w pierwszym roku działalności park odwiedzi mi- lion gości, a w kolejnych latach Dyrektorem zarządzającym przewidywany jest wzrost fre- Hossolandu już został Daniel kwencji na poziomie 20 proc. Heinst, który wcześniej praco- Wizualizacja. Ma być baśniowo i czarodziejsko wał między innymi dla parków rozrywki Maj aland Kownaty i Mandoria. - Praca w tych różnorodnych parkach pozwoliła mi zebrać doświadczenie, które teraz mam zamiar wykorzystać w projekcie Hossoland - zapowiedział i dodał, że chce stworzyć w Brojcach unikatowy park rozrywki, który pozwoli wielu polskim rodzinom zbudować wspaniałe, wspólne wspomnienia. Projekty parku Hossoland zostały wykonane przez renomowane firmy z Niemiec (Mack Next), Holandii (Jora Vision), Włoch (Attitude srl), Kanady (White Water). Swój | udział w pracach miało też « szczecińskie biuro projektowe 5 Metropolis. “ - Prace nad tą inwestycją 2 trwają nieprzerwanie od 2017 roku - zaznaczają inwestorzy i dodają, że wybrali gminę Brojce przede wszystkim dlatego, że jest tu bardzo dogodny dojazd i bliska baza noclegowa (Pobierowo, Pogorzelica, Rewal, Trzebiatów, Mrzeżyno i Rogowo). Zdradzają, że mają ambicje być największym parkiem rozrywki w Polsce. Hossoland oddalony jest zaledwie 15 minut drogi od wybrzeża. Eksperci z branży turystycznej oceniają, że przyciągnie wielu dodatkowych turystów z całej Polski, Niemiec, państw skandynawskich, a nawet z dalszych krajów europejskich. To ma być szansa rozwoju dla lokalnego biznesu, w tym zwłaszcza dla branży § noclegowej. « Wójt gminy Brojce jest więc g z pomysłu postawienia parku “ rozrywki zadowolony. Podpisał 2 z braćmi Hovepyan zobowiązanie, że mieszkańcy gminy Brojce za pierwszy wstęp zapłacą symboliczną złotówkę, a przy kolejnych będą mieli 75-procentową zniżkę. Niestety, ile ten park rozrywki pochłonie pieniędzy, inwestorzy nie chcą zdradzić. - Mogę tylko powiedzieć, że planujemy zainwestować kilkaset milionów złotych - mówi Anna Olszonowicz z Grupy Hosso. Z centrum Szczecina do Brojc jest ok. 105 km. Dojazd drogą S6 zajmuje niewiele ponad godzinę, Z Gryfic i miejscowości turystycznych tego regionu zaledwie 10-15 kilometrów. - To jak rzut beretem - cieszą się samorządowcy z Gryfic i gminy Brojce i liczą na wielkie ożywienie. Już planują postawienie nowych barów, restauracji i toalet. ©® Z lewej inwestorzy: Hrayr i Karen Hovepyan Jedną z krain będą rządzić wikingowie 18 • PRADZIEJE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 Kim byli rolnicy sprzed siedmiu tysięcy lat? Rolnicy przybyli tu ok. 5200 r. przed Chrystusem - mówi dr Marcin Dziewanowski (na zdjęciu w centrum, z łopatą) Marek Jaszczyński Szczecin Sensaqa archeologiczna w Zachodniopomorskiem. Archeolodzy odkryli relikty chaty pierwszych rolników. To pradzieje Europy sprzed 5-7 tysięcy lat. V» Takie odkrycia rozpalają wyobraźnię. Kim byli ludzie, którzy mieszkali nad Odrą kilka tysięcy lat temu? Gdy żyli, nie było jeszcze piramidy Cheopsa w Egipcie, a Babilończycy nie znali Kodeksu Hammurabiego. Do odkrycia osady pionie- -rów rolnictwa doszło w czasie prac archeologicznych w miejscu planowanej obwodnicy Szczecina, w rejonie wsi Przecław i Karwowo, w gminie Kołbaskowo. Od ponad miesiąca prowadzone są tu prace archeologiczne pod kierunkiem dr. Marcina Dziewanowskiego, który natrafił na osadę pionierów rolnictwa. To ślady osady kultury ceramiki wstęgowej rytej sprzed 7000 lat, ale też innych kultur z epoki kamienia. Najcenniejszym odkryciem jest domostwo pierwszych rolników. - Najbardziej sensacyjnym znaleziskiem są relikty wielkiego domu o co najmniej 25 metrach długości, usytuowanego na osi wschód - zachód, z wejściem od strony wschodniej - mówi dr Marcin Dziewanowski, archeolog. - Przy ścianach domostwa znajdowały się głębokie jamy, a w nich pozostałości m.in. pieców, w których znaleziono ziarna, kości, garnki, noże krzemienne, wkładki sierpów etc. Wyjątkowość tego obiektu polega na tym, że wszystkie domy z Europy Środkowej usytuowane są na osi północ - południe. Jedynie w zachodniej Europie (dolina Renu i ku zachodowi) domy są orientowane na osi wschód - zachód. Zamysł organizacji przestrzeni domu z Przecławia nawiązuje architektonicznie do strefy nadreń-skiej. Znamienne, że ceramika z jam posiada cechy nieznane na wschód od Odry, a typowe dla strefy soławskiej (środkowe Niemcy). Dla badaczy ważnym odkryciem dokonanym w trakcie tych badań jest zlokalizowanie zabytków kultury rósseńskiej (jej kolebka była w zachodnio-środkowych Niemczech) oraz kultury ceramiki wstęgowej kłutej. - Te dwie społeczności o odrębnych korzeniach i pochodzeniu zamieszkiwały w drugiej ćwierci V tysiąclecia tę samą osadę. W tym sezonie badania dobiegają końca, ale projekt badań osady w Przecławiu ma być kontynuowany do 2025 roku - wyjaśnia archeolog. Co w planach? - Planowane jest przebadanie kilku zagród z VI tysiąclecia oraz poszukiwanie domostw z V tysiąclecia, a także przebadanie półziemianek z IV tysiąclecia przed Chrystusem. Czasu pozostaje niewiele, bowiem mają nastąpić zmiany w sposobie zagospodarowania terenu i budowa obwodnicy Szczecina, która doprowadzi do zniszczenia wskazanych zabytków - mówi pan Marcin. Kim byli rolnicy, którzy mieszkali pod Kołbaskowem? Aby zrozumieć istotę tego zabytku, należy przyjrzeć się stanowi badań w regionie dol-noodrzańskim. Kultura cera- miki wstęgowej rytej była pierwszą kulturą rolników na naszych ziemiach. Przybyli oni na te tereny około roku 5200 przed Chrystusem. Posiadali pierwszą ceramikę naczyniową, narzędzia szlifowane, zwierzęta hodowlane, karczowali lasy pod wioski, pastwiska i pola. Pierwsze stanowiska KCWR odkrywano już w latach trzydziestych ubiegłego wieku i do 2015 roku w regionie były znane jedynie jamy gospodarcze. - Jamy gospodarcze to jamy przydomowe wykopane wzdłuż ścian po zewnętrznej stronie, to miejsca obróbki surowców, składowiska surowców, miejsca wypalania ceramiki, a także śmietniki - wyjaśnia naukowiec. W 2015 roku Marcin Dziewanowski odkrył w Stobnie (w gminie Kołbaskowo) rowy konstrukcyjne wskazujące jednoznacznie na istnienie domostwa. Cztery lata później w miejscowości Przylep pod Szczecinem naukowiec przebadał pierwszą zagrodę złożoną z kilku jam przydomowych po obu stronach oraz 58 dołków posłupowych, czyli śladów po dołach, w których osadzone były słupy podtrzymujące dach: pięć w rzędzie, przy czym dwa zewnętrzne były częścią ścian. Chata miała co najmniej 30 m długości i 7 m szerokości, zaś cała powierzchnia zagrody jest szacowana na 900 metrów kwadratowych. - W kolejnych latach wmiej-scowościach Mierzyn, Ostoja i Przylep zidentyfikowano łącznie 24 zagrody, w tym w 13 przypadkach z zachowanymi śladami domostw. Całkowita liczba domostw może być szacowana na 40-60 - wyjaśnia badacz. - Szczególnymi śladami są przypalone szczątki jedzenia, kleje organiczne, barwniki czy paciorek. Dzisiaj nie ma wątpliwości, że siedlisko nr 5 w Mie-rzynie to wysunięta najdalej na północ Europy osada centralna, tj. wcześnie zasiedlona, funkcjonująca długo i zajmująca co najmniej 7 hektarów. Efektem prowadzonych od lat badań mikroregionalnych na Wale Stobniańskim (to wysoczyzna morenowa Pobrzeża o Szczecińskiego, położona | na zachód i południe od cenie trum Szczecina - red.) jest zlo-§ kalizowanie skupiska złożo-| nego z co najmniej jedenastu osad. Aby uświadomić sobie skalę osadnictwa, można spojrzeć na historyczną gminę Kołbaskowo, która np. w XVIII w. 5 składała się z kilkunastu wsi, a najliczniejsza liczyła 22 zagrody. - Bez kozery można stwierdzić, że „gmina Kołbaskowo” pionierów rolnictwa była silniej zagospodarowana niż w okresie średniowiecza i nowożytno-ści - mówi archeolog. Projekt jest realizowany w ramach rozprawy habilitacyjnej. - Docelowo mają zostać przebadane kolejne 4 hektary osady centralnej. Mający powstać zbiór zabytków ukaże z jednej strony kulturę pionierów gospodarki wytwórczej, a z drugiej zmieniających wyobrażenie o przemianach kulturowych w tej części Europy. W mojej ocenie szczególny charakter kultury materialnej pozwala nadać dolnoodrzańskiej KCWR status produktu regionalnego w zakresie dziedzictwa kulturowego - wyjaśnia naukowiec. ©® Rycina Marcina Przydatka (grafika) i Marcina Dziewanowskiego (koncepcja) z rekonstrukcją osady, która została odkryta w woj. zachodniopomorskim Obiekt piecowy w trakcie oczyszczania KSIĄŻKI Niespokojny maluch dr Mary Sheedy Kurcinka Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 RECENZJE, FELIETON 19 Milczące Jedz mądrze Kociolandia E-sport. Zostań Jesteś dla mnie bliźniaczki Magda Omilianowicz Natalia Sander mistrzem wszystkim Marjorie Wallace Katarzyna Świątkowska Marcin Kalita Beata Majewska Wydawnictwo Samo Sedno. Rozwinięcie tytułu: Jak ukoić płacz i marudzenie dziecka oraz nauczyć je samodzielnego zasypiania? Od wydawcy: „Autorka proponuje popartą badaniami naukowymi metodę 5 kroków łagodnej zachęty, która wspiera dziecko w osiąganiu nowych umiejętności. Polega na stopniowym wprowadzaniu zmian w życie dziecka i cieszeniu się małymi sukcesami poprzez celebrowanie kolejnych kroków, które przybliżają rodzinę do celu." Jak zwykle u tego wydawcy, rzetelna poradnikowa i redaktorska robota. Wiedza teoretyczna łatwo przyswajalna, a materiał praktyczny każdy rodzic z łatwością zastosuje. (MARA) Wydawnictwo Czarne. Opis od wydawcy: June i Jennifer jako małe dzieci były zdrowe i radosne. Jednak w wieku kilku lat zaczęły coraz bardziej oddalać się od rodziców i rodzeństwa. W końcu całkiem przestały odzywać się do dorosłych. W1982 roku za podpalenie i kradzież sąd skazał je na bezterminowe przymusowe leczenie w Broadmoor, otoczonym złą sławą szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze. Dlaczego do tego doszło? Ponieważ milczały". Niedawno obejrzałam film „Silent twins". Książkę czytam z wielkim zaciekawieniem. Uczciwie napisana próba wyjaśnienia buntu sióstr przeciwko zastanemu światu. (MARA) AM) WŁ. . ! im/» VïS Wydaw-- mctwo mann. Rozwinięcie tytułu: „Fakty i mity o zdrowym odżywianiu". Od wydawcy: „O co chodzi z tym glutenem? Czy picie wody naprawdę odchudza? I dlaczego popularna dieta głodówkowa może zakończyć się w szpitalu. Katarzyna Świątkowska, lekarka i autorka popularnego błoga „Mity kontra fakty", rozprawia się ze wszystkimi mitami, które narosły wokół tematu odchudzania. Autorki na warsztat biorą najbardziej popularne diety, powszechne przekonania i dietetyczne trendy, i analizują je z medycznego i naukowego punktu widzenia". Wniosek jeden: mniej jeść, więcej się ruszać. Zdziwieni? Ja nie. (MARA) . Wydaw- nictwo %**■*+*%?***' Prószyń- jćmm ski i S-ka. dcl \ Autorka \ # napisała ■Hl" mm t(* książ- kę, ma- ^ jąc 17 lat. Przelała na papier swoje dziecięce wyobrażenie o idealnym świecie. W Kociolandii mamy pracują tylko w weekendy, dziadkowie nigdy nie chorują, a kotka Kicia całymi dniami bawi się i wyleguje się na hamaku. Książka składa się z dziewięciu pięknie zilustrowanych przez Olgę Kostkie-wicz historyjek, w tym 0 zaczarowanej różdżce, Wróżce Zębuszce, dziadku i kocim agencie. - Piękna, wrażliwa, błyskotliwa. 1 tyle w niej uroku. Świat widziany oczami dziecka. Barwny, kolorowy zabawny i pełen głębokich przemyśleń... nie słyszę żadnego fałszu:)- napisała Justyna Steczkowska. (MARA) Wydawnictwo Harper-Collins. Czy granie w gry komputerowe można nazwać sportem? To ciągle temat dyskusji, ale życie i tak już zdecydowało na tak. Najlepsi E-spor-towcy mają swoje igrzyska, wygrywają fortuny, mają miliony wielbicieli. W książce o łączeniu sportu i świata wirtualnego opowiada Marcin Gor-tat, światowej sławy koszykarz i wielki fan komputerowych gier. Z kolei e-sportowy mistrz Filip „Neo" Kubski radzi, jak osiągnąć wysoki poziom i jak trenować nie tylko granie, ale i odpowiednią formę... fizyczną. Poczytamy też o najważniejszych turniejach e-spor-towych, obozach szkoleniowych i sprzęcie komputerowym. (MARA) SEATA MAJEW&KA WyÓaW' nictwo Jaguar. Drugi tom z cyklu „Kim dla Ciebie jestem". Od wydawcy: „Patrick prosi Susan o rękę. Narzeczona byłaby szczęśliwa, gdyby nie kontrakt przedślubny. Jednak mimo wewnętrznego oporu Susan postanawia zaufać Patrickowi i dopełnia tradycyjnej w jego rodzinie przedślubnej formalności. Młodzi pobierają się i można oczekiwać, że ich wspólne życie będzie już tylko sielanką. Niestety, Patrick szybko zawodzi zaufanie Susan, a dziewczyna podejmuje radykalne kroki. Tymczasem na horyzoncie pojawia się biologiczny ojciec dziecka Susan. Jakby tego było mało, zaczyna się nią interesować także pewien bardzo wpływowy polityk. (MARA) HAPPY ENDEM ZAKOŃCZONA MROŻĄCA KREW W ŻYŁACH HISTORIA SZYBY, KTÓRA PĘKŁA SIEKIERĄ TRĄCONA BABSKIE GADANIE Anna Czerny-Marecka a płacę rachunki od Losu od razu. Zawsze. Tej nocy stanęłam przed drzwiami domu i rzekłam do syna Mateusza. - Ależ to był cudowny dzień, dobrze się zaczął i fantastycznie skończył. Dodam, że rzekłam to dosyć głośno, może nawet wykrzyczałam. Bo wracaliśmy rozanieleni z finałowego koncertu Festiwalu Pianistyki Polskiej. Co prawda mądre przysłowie mówi, żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca, ale była godzina prawie 23 i niebo już zasiedlił Księżyc. Ale do rzeczy. Euforycznie włożyłam klucz do zamka, przekręciłam i... Wyjęłam jego połówkę, reszta utkwiła w zamku. Na szczęście (krótkotrwałe ono było, jak się za chwilę okaże) ta końcówka dała się wyjąć. - Masz przy sobie swoje klucze? - spytałam syna. - Yyyyy, nie - wymamrotał, w panice przeszukując kieszenie. Co zresztą trochę trwało, bo każdy facet ma takich kieszeni mnóstwo. - Czy masz jeszcze nasze klucze? - wybudziłam z głębokiego snu brata, który podczas naszych wyjazdów sprawuje pieczę nad domem. - No nie, oddałem Mateuszowi - odrzekł po paru sekundach. Spojrzałam w niebo pełne gwiazd. Jedna migotała złośliwie: - Fajny miałaś dzień? To po co było o tym krzyczeć na całe osiedle? W ruch poszła komórka. Wujku Google, powiedz prze- cie, gdzie jest chodzący późno spać ślusarz na świecie? Telefony milczały. W końcu jeden przemówił SMS-em. - Co się stało? Opisałam. -Proszę przysłać zdjęcie - ten SMS spłynął po dobrych 10 minutach. Wysłałam. Przez kolejny kwadrans telefon milczał. Moja nadzieja rosła, przeliczałam w myślach, ile to zażyczy sobie nocny ślusarz... Po czym przyszła propozycja do odrzucenia. - Mogę przyjechać jutro po 9- Bo poza Słupskiem mieszkam. Trudno, najwyżej będzie potem na mój widok uciekał, stwierdziłam zdesperowana, dzwoniąc po sąsiada. Już po dwóch minutach przyszedł Marek, cały na biało. To znaczy w przenośni, rozumiecie, bo piżamy jeszcze na sobie nie miał. Nie będę już opisywać prób otworzenia drzwi na różne sposoby (te z agrafką to tylko w filmach działają) ani innych podjętych wysiłków, żeby dostać się do domku. Nawet z użyciem łomu. Stanęło w końcu na tym, że trzeba . oknem. Ale nie tym nad tarasem, bo wszystkie moje kwit- nące akurat storczyki zginęłyby śmiercią nienaturalną. Jak już Marek stwierdził, którym, to przystawił drabinę i wziął do ręki siekierę. Oj, na-machał się nią sąsiad, nama-chał. Wreszcie raczyła pęknąć... - Jaki jesteś piękny, domku, od środka - westchnęłam, ale nie za głośno, żeby Los znów mi jakiegoś numeru nie wykręcił. Po weekendzie od rana zaczęło się wydzwanianie po szklarzach. Trochę to trwało, zanim jeden, z ulicy na M, odebrał telefon. - To proszę przynieść - powiedział, gdy streściłam mu swoją historię. - Nie ma mowy, nie wyjmę tego - szczerze odpowiedziałam. - Liczę się z dodatkowymi kosztami - dodałam na zachętę. Chwyciło, w każdym razie tak wtedy myślałam? - Przyjedzie ktoś jutro o 9 - obiecał. Już się ucieszyłam, a za chwilę jeszcze bardziej, bo pan nagle zmienił zdanie. -Kolega zajedzie jeszcze dzisiaj po 16, bo ma po drodze do domu. Hurra! Jakoż nie zajechał ani o 16, ani o 9- - Co się stało? - spyta- łam następnego dnia. - Kolega zapomniał. Proszę dać mi swój numer telefonu, zadzwonię i się umówimy - usłyszałam. Numer dałam, na telefon czekałam. Dzień jeden, dni dwa, trzy... Po tej przerwie sprawy w swoje ręce wziął syn. - Mamo, wyjdź wcześniej z pracy, bo o 16 przyjadą z zakładu przy WP - zawiadomił mnie, a ja aż podskoczyłam z radości. Oczywiście nikt nie przyjechał. - No jakoś nie wyszło - usłyszał Mateusz, kiedy zadzwonił do firmy. Byłam pewna, że rozmówczyni wzruszyła przy tym ramionami. Do trzech razy sztuka, tym razem Mateusz zadzwonił na Poniatowskiego. - Przyjadą po 16, bądź w domu - zapowiedział. Byłam, ale bez większego przekonania. A tu proszę, dzwonek do drzwi. Dwóch panów -jeden po 50., drugi 21 lat. - Dobrze, że pani tego sama nie wyjmowała - pochwalił starszy, demontując do pomiarów okno w sposób, na który w życiu bym nie wpadła, bo miałam desperadde plany wyjęcia wszystkiego, z futryną. - W piątek powinna być - stwierdził, a ja nie wierzyłam we własne szczęście. Bo to był wtorek. I był ten piątek, a ja mam od tego dnia całą szybę w oknie. Ponadto pogadaliśmy sobie z panami o Festiwalu Pianistyki Polskiej, Komeda Jazz Festivalu, śmierci Komedy i historii najnowszej. A nawet o Szkocji i Orwellu, którego książkę ostatnio przeczytał młodzieniec. I tak sobie pomyślałam, że koszt tej szyby to niewielka zapłata za przyjemność rozmowy z fachowcami o tak szerokich horyzontach. Imion i nazwisk panów nie poznałam, ale wiem, dla kogo pracują. I, moi drodzy, jeżeli będziecie potrzebowali szklarza, to walcie jak w dym do zakładu pana Mariana Sassa. W Słupsku oczywiście. ©® Ps. Dobra, przyznam się, dzwoniłam też na numer 112. Ale stanowczo odesłano mnie do pogotowia ślusarskiego. Pewnie akurat żadnego fachowca od włamów pod ręką nie mieli. 20 • GOSPODARKA/OGŁOSZENIA DROBNE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 Sąsied/i ze Wschodu znów dają dobrze zarobić, a mogą zostawić więcej pieniędzy Norbert Ziętal Polska Wydatki Ukraińców nad Wisłą zaczynają wracać do poziomu przed pandemii CO-VID-19. W pierwszym półroczu 2022 r. zostawili w polskich sklepach i na usługi aż 2,1 miliarda zł. To dwa razy więcej niż w tym samym okresie 2021 roku, gdy najbardziej odczuliśmy ekonomiczne skutki pandemii koro-nawirusa. - Do wyników z lat 2016-2019 jeszcze brakuje, bo wtedy wydatki wynosiły średnio 3,4 mld zł, ale wszystko wskazuje na to, że w kolejnych kwartałach można spodziewać się utrzymania trendu - twierdzą eksperci Personnel Service. Według danych Straży Granicznej, w pierwszym półroczu obecnego roku granicę z Polską przekroczyło ponad 6,6 min osób. Na podkarpackim odcinku granicy od stycznia do czerwca z Ukrainy do naszego kraju wjechało lub weszło 4,6 min osób. w pierwszym półroczu roku zostawiali w Polsce od 3,2 mld zł do nawet 3,6 mld zł. W 2020 roku ten wynik spadł do 1,7 mld żł, co jeszcze nie oddało w pełni konsekwencji wybuchu pandemii. Te zobaczyliśmy wyraźnie w pierwszym półroczu 2021 roku, kiedy wydatki Ukraińców w Polsce wyniosły zaledwie 1 mld zł. Z oczywistych względów wśród osób przekraczających granicę w tym roku zdecydowanie więcej jest kobiet i dzieci niż mężczyzn. Widać to również choćby w sklepach w przygranicznym Przemyślu. W tych placówkach nasi wschodni są-siedzi kupujący hurtowe ilości towarów nadal są czymś powszechnym. - Jeżeli ktoś przed wojną utrzymywał się z handlu z Polską, to teraz również będzie to robił. Skoro tam jest wojna, to chyba lepiej, że tysiące takich drobnych kupców dostarcza towary z Polski, głównie jedzenie - mówi sprzedawca w supermarkecie w Przemyślu. Z danych GUS wynika, że w pierwszym półroczu 2022 r. ogółem cudzoziemcy wydali w Polsce 16,5 mld złotych. Z tego najwięcej wśród osób przekraczających granicę z Niemcami - 4,3 mld zł, następnie z Ukrainą 1,4 mld zł. Wbrew obiegowej i krzywdzącej opinii, chętnie powielanej przez niektóre środowiska w Polsce i podsycanej przez rosyjskie źródła, typowi uchodźcy z Ukrainy to nie wyłącznie osoby, które przyjeżdżają do Polski tylko „po so-cial”. Pod kątem ekonomicznym sytuację uchodźców zbadał Narodowy Bank Polski. Z raportu NBP „Sytuacja życiowa i ekonomiczna uchodźców z Ukrainy w Polsce” wynika, że ponad połowa uchodźców z Ukrainy ma wyższe wykształcenie (to o wiele więcej niż średnia w ukraińskim społeczeństwie). 30 proc. już u nas pracowało lub miało załatwioną pracę, a kolejne 50 proc. aktywnie poszukiwało zatrudnienia. 30 proc. uchodźców przekazuje pomoc finansową lub rzeczową dla rodziny w Ukrainie. ©® W sklepach, w przygranicznym Przemyślu nasi wschodni sąsiedzi kupujący hurtowe ilości towarów nadal są czymś powszechnym W pierwszych sześciu miesiącach ubiegłego roku było to prawie 2,2 min osób. Oczywiście na tegoroczny wynik ruchu granicznego największy wpływ miał wybuch wojny i sytuacja od końca lutego. Ponadto nie wszyscy ujęci w tych statystykach to obywatele Ukrainy. - W wydatkach Ukraińców notowanych w okresie od stycznia do marca już przebijał się efekt wojny i zwiększonych przekroczeń granicy. Teraz ten trend się utrwalił i o ile nie dojdzie do jakiegoś przewrotu w wojnie, to pewnie te wydatki w kolejnych kwartałach będą utrzymywały się na wysokim poziomie. To oznacza, że możemy wrócić do wyników wydatków Ukraińców notowanych jeszcze przed pandemią - komentuje Krzysztof Inglot z Personnel Service, ekspert ds. rynku pracy. Przed wybuchem pandemii, w latach 2017-2019 Ukraińcy E Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: Al. Niepodległości 26/U1,70-412 Szczecin, tel. 914813 310 RUBRYKI W OGŁOSZENIACH DROBNYCH: ■ NIERUCHOMOŚCI ■ FINANSE/BIZNES «ZDROWIE ■ HANDLOWE ■ NAUKA «USŁUGI ■ MOTORYZACJA ■ PRACA ■ TURYSTYKA ■ BANK KWATER ■ ZWIERZĘTA ■ ROŚLINY, OGRODY ■ MATRYMONIALNE ■ RÓŻNE ■ KOMUNIKATY ■ ŻYCZENIA /PODZIĘKOWANIA ■ GASTRONOMIA ■ ROLNICZE ■ TOWARZYSKIE Nieruchomości MIESZKANIA-SPRZEDAM 2-POK. 48m2, Piłsudskiego lip. Koszalin, 503-148-546. 60M2, parter. Słupsk, 668839118 MIESZKANIA-KUPIĘ KUPIĘ mieszkanie do remontu lub zadłużone. Słupsk, 604236391 MIESZKANIA-WYNAJMĘ SZUKAM pokoju za opiekę. Ustka, Słupsk.780065434 KUPIĘ garaż murowany 535-480-794. GARAŻE Blaszane BRAMY Garażowe Najniższe CENY Różne wymiary Transport cały kraj Montaż QRATł$ Dogodne RATY 94-318-80-02 58- 588-36-02 59- 727-30-74 www.Konstal-garaze.pl 91-311-11-94 95-737-63-39 512-853-323 POŚREDNICTWO OMEGA WYCENY OBRÓT SŁUPSK, UL STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl [ omega@nieruchomosci.slupsk.pl Handlowe DACHÓWKA karpiówka zabytkowa, 517451792 MATERIAŁY OPAŁOWE DREWNO do palenia, 792-669-632. Motoryzacja OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 USŁUGI TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 13A (VIS). Tel: 94-3477-143; 501-692-322. INNE SKUP-AUT wszystkie, 534-983-031. CAŁOROCZNY ośrodek rehabilitacyjny w Ustroniu Morskim zatrudni samodzielnego kucharza oraz kelnerkę, Tel. 518-425-300, ośrodek® klimczok.eu NIEMCY: murarz, cieśla, malarz, elektr, brukarz, spawacz: 601218955 PRACA dodatkowa -Chałupnictwo bez opłat wstępnych tel. 94 71 70 900 ZATRUDNIMY DO PRACY W SKLEPIE KOSZALIN; 943422660 SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. STOMATOLOGIA PROTEZY na NFZ natychmiastowo. Koszalin, tel. 531-444-602. INNE ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGD RTV FOTO 59/8430465 Serwis RTV, LCD, plazma PRALKI Naprawa w domu. 603775878 BUD0WLAN0-REM0NT0WE REMONTY Koszalin tel. 883-776-188. REMONTY mieszkań 537-920-784. REMONTY mieszkań 731627 916 GK REMONTY od A do Z tel.660-683-933 INSTALACYJNE HYDRAULICZNE, tel. 607703135. PORZĄDKOWE SPRZĄTANIE strychów, garaży, piwnic, wywóz starych mebli oraz gruzu w bigbagach, 607-703-135. Różne KASA za stare książki 609-643-399 ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i odbiorę, tel. 607703135. Rolnicze MASZYNY ROLNICZE KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. PŁODY ROLNE ZIEMNIAKI odpadowe dla zwierząt około 2 tony. Cena 0,40zł. 575378156. ZWIERZĘTA HODOWLANE KURKI młode, odchowane oraz kury roczne sprzedam tel. 785-188-999 KURKI odchowane 784 461566 KURY nioski młode - sprzedam, Telefon: 782-827-428, 792-732-052, 59/810-89-05 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 REKLAMA • 21 AUTOPROMOCJA ^ . 0010633703 Wybierz najlepszy produkt z Pomorza! \ Wyślij SMS pod nr 7303 (3,69 zł = 3 zł + VAT) i o treści (gdzie X to numer kandydata). Wyniki głosowania znajdziecie na www.gk24.pl/naszedobre prefix nazwa firmy zgłoszony produkt / usługa BUDOWNICTWO. NIERUCHOMOŚCI NDP.1 Ankam Jakość usług i obsługi klienta NDP.2 Elektrobud Maciej Kasprzykowski Kompleksowe wykonawstwo elektro--energetyczne w formule zaprojektuj i wybuduj lub z powierzonej dokumentacji NDP.3 Urbaniak Inwestycje Patio Apartments w Koszalinie NDP.33 „Szczęsny" Materiały Budowlane Sp.j. Handel Materiałami Budowlanymi NDP.34 PCGS.A. Victoria Apartments inwestycje INWESTYCJE NDP.4 ExtraRoof Domki całoroczne w technologii szkieletowej NDP.32 ZEM - Tourist Ośrodek Wczasów Rodzinnych i Rehabilitacyjnych ZEM- Tourist NDP.44 Powiat Policki DOM 1 OGRÓD NDP.5 Frumax Galeria Podłóg Drewnianych Flooro - podłogi drewniane w kontakcie z naturą NDP.6 Hurtownia Tęcza Hurtownia materiałów budowlanych NDP.7 VIP STUDIO HOME Tomasz Piotrowski. Michał Piotrowski S.C. Strefa Płyt Kronospan NDP.35 Bram Serwis Automatyka bramowa i parkingowa dla przemysłu i dla domu. Drzwi, okna i rolety NDP.36 Clear Energy Sp. z o.o. Pompy ciepła HANDEL 1 USŁUGI NDP.8 Ekowodrol / Hurtownia Materiałów Instalacyjnych EkoWodrol NDP.9 Fundacja „Magia życia - magia tańca" Pomoc osobom narażonym na dyskryminację. NDP.10 La Lalla S.C. Monika Krawczyńska. Sandra Mianowska La Lalla - Lalka taka jak Ty NDP.11 Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej Sp. z o.o. w Słupsku Dolina Pupilków - grzebowisko dla zwierząt NDP.37 „Aleksandra - Kowalsk” Złotnik. Jubiler Biżuteria szyta na miarę NDP.38 DrinksLand NDP.39 Fundacja Futurę Football Club Klub piłkarski z przyszłością - WIZJA PASJA FUTURĘ NDP.40 JTC Transport Sp. z o.o. Sp. kom. Transport / Spedycja NDP.41 Kawiarnia & Palarnia Kawy „Świtiaź" Najlepsza kawa w regionie NDP.42 Kiżuk&Michalska Doradztwo Gospodarcze usługa doradztwa gospodarczego i restrukturyzacyjnego OCHRONA ŚRODOWISKA NDP.12 HOLO STUDIO Zjadamy reklamy - torby z banerów reklamowych NDP.13 Nadleśnictwo Warcino Kampania wizerunkowa - Ochrona środowiska NDP.26 Michał Sondej ZAXON Smart Energy Management i osób prywatnych Usługi fotowoltaiczne w zakresie doradztwa, montażu i serwisu dla firm prefix nazwa firmy zgłoszony produkt / usługa NDP.14 Alfa Terminal Szczecin Sp. z o.o. Dobry Pracodawca NDP.15 CSP Customer Services Polska Sp. z o.o. Praca, którą lubisz i miejsce, w którym czujesz się po prostu dobrze NDP.16 Faser-Plast Poland Sp. z o.o. Rzetelny pracodawca NDP.17 Hako Technology Hako Technology NDP.18 Inter-Metal S.C. Dobry pracodawca NDP.19 Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie „Najlepszy pracodawca - pewna praca" NDP.20 Markos Doskonały pracodawca NDP.43 NOVA PRACA GROUP Sp. z O.O. Usługa Outsourcingu Pracowniczego / Pośrednictwo Pracy NDP.46 Galan Logistics Sp. z o.o. Odpowiedzialny Pracodawca NDP.47 Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej Lubisz wyzwania? Zostań funkcjonariuszem Służby Więziennej! I PRODUCENT ŻYWNOŚCI NDP.21 Sklep Rybny u Chadacza Sklep rybny u Chadacza NDP.22 Sady Rajewscy Sok jabłkowy 100% NFC NDP.48 PPUH Smak Pomorski Krzysztof Małecki Chleby 100% żytnie - bez glutenu pszennego i charakteryzujące się obniżonym wskaźnikiem IG NDP.49 Przetwórnia Owocowo-Warzywna IRENA Kiszonki i Kwaszonki I TECHNOLOGIE [INNOWACJE NDP.23 ADAMUS S. A. TI-3 maszyna do pomiaru stempli i matryc NDP.24 Roka Energy Pompy ciepła i fotowoltąika niskonapięciowa NDP.25 Suma Service Zmywarka Granuldisk NDP.50 Bank Spółdzielczy Ziemi Szczecińskiej Aplikacja mobilna - SGB Mobile NDP.51 Gryf-Elektryk.pl S.C. Radosław Łochowski, Piotr Zasada Sterownik Smat Home- IUVO DUINO UNONO NDP.52 Primaco Sp. z o.o. Usługi i produkty firmy Primaco - systemy informatyczne do zarządzania przedsiębiorstwem, autorskie rozwiązania w tym oprogramowania/aplikacje NDP.53 Stako Sp. z o.o. Lekkie zbiorniki LPG NDP.54 Sternal International Sp.z.o.o. Innowacyjne Przemysłowe Nawilżacze Powietrza NDP.27 Klinika Medycyny Estetycznej Dermalogica NDP.28 LOTON COSMETICS S.P. NDP.29 RACH CIACH Salony Fryzjerskie E welina Konszewicz NDP.30 Przychodnia Lekarzy Rodzinnych SANATUS (SANATUS MED Sp. z o.o.) NDP.31 Centrum Stwardnienia Rozsianego w Bornem Sulinowie NDP.45 Nadleśnictwo Manowo NDP.55 Szkoła Tańca Astra S.C. Klinika Medycyny Estetycznej Dermalogica Seria „TRICHOLOGICA-L" HAIRTHERAPY Fryzjerstwo na najwyższym poziomie Nowoczesna Przychodnia Lekarzy Rodzinnych SANATUS Centrum Stwardnienia Rozsianego w Bornem Sulinowie Wypoczynek w lasach manowskich Grupa ASTRA foreverDance - czyli nauka tańca dla każdego MECENAS: POMOttdKA AÖC NCJA ROZWOJU Słupska Itr o At na Str**a Ekonomiczna J Polska s T I 22 • PO GODZINACH Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 RECENZJA WIEŚCI NIE Z TEJ ZIEMI HOROSKOP Święty Franciszek odkłamany Choć brzmi to cokolwiek sensacyjnie, nawet św. Franciszek został przez wrogów Kościoła sfejkowany. Taką tezę głosi Cristina Siccardi i warto pochylić się nad jej argumentacją. Jest okazja, bo w krakowskim wydawnictwie AA ukazała się właśnie jej książka „Franciszek z Asyżu. Odkłamanie mitów. Jak zafałszowano postać świętego Franciszka”. Wewnętrznie wolny 336-stronicowy tom pokazuje znanego i łubianego świętego w zupełnie nowej odsłonie. Opierając się na źródłach franciszkańskich i świadectwach współczesnych św. Franciszkowi osób, przedstawia go zwykle bez upiększeń i legendarnych opowieści narosłych wokół jego osoby. W zbiorowej świadomości święty Franciszek to przede wszystkim radosny braciszek, założyciel wielkiej rodziny zakonnej, orędownik dialogu międzyreligijnego, ekolog i miłośnik zwierząt. Do tego stopnia, że nawet wilkowi, budzącemu w średniowieczu lęk, poświęcił poetyckie strofy. Tymczasem przywoływane i analizowane przez autorkę źródła mówią o człowieku wewnętrznie wolnym i całkowicie oddanym Bogu. I ta „dyspozycja” pozwoliła mu na nowatorskie i - jak pisze Siccardi - „bezkompromisowe” działania, choć w całkowitej zgodności z ortodoksją. Lukrowanie Siccardi słusznie zauważa, że prawdziwy święty nie zawsze musi być łagodny jakbaranek. Czasem budzi sprzeciw, aswoim działaniem często go powiększa. W świetle intrygujących słów Ewangelii św. Jana (1J 2,15): „Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca”, postępowanie św. Franciszka wydaje się jednakbar-dziej zrozumiałe. Święty Franciszek był bowiem „Bożym buntownikiem”, który 'jednak nie wprowadzał anarchii, ale przywracał światu ład i harmonię. Tam, gdzie pogardzano trędowatymi, mówił: „Oni są moimi braćmi”. Gdzie panowała przemoc i zło, dobrocią serca wprowadzał pokój. Gdzie szerzyły się podziały i nierówności między ludźmi, on wyciągał do nich ręce i „dzielił się darem braterstwa iradości”. Liberalnemu światu nie podobają się Frandszkowe lewitacja, stygmaty, uzdrowienia, proroctwa, wizje, objawienia i ekstaza. Próbuje go zatem „zagłaskać”, robiąc zeń hippisa, freaka, piszącego wiersze do słońca - dodaje o. Serafmo Tognetti, autor przedmowy, bezkompromisowy zakonnik ze Wspólnoty Dzieci Bożych. Konserwatystka Na koniec kilka słów o autorce. Cristina Siccardi to włoska pisarka i publicystka. Współpracowała kiedyś m.in. z „La Stampą”, „L’Osservatore Romano”, „Awnire”. Napisała kilkadziesiąt książek biograficznych, m.in. o św. Matce Teresie z Kalkuty, św. Hilde-gardzie z Bingen, św. Janie Bosco, Janie Pawle I. Jest szczególnie zainteresowana historią Kościoła, ale i przemianami zachodzącymi w Kościele współcześnie. Nie trzeba dodawać, że w obecnej wojnie ideologicznej w środowiskach kościelnych stoiłwardo po stronie konserwatywnej, (grab) Cristina Siccardi, „Franciszek z Asyżu. Odkłamanie mitów. Jak zafałszowano postać świętego Franciszka", wyd. AA, Kraków 2022 Anna Starmach nie tylko przekazuje czytelnikom swoje przepisy, ale zaczęła sprzedawać gadżety kuchenne ALICJA BACHLEDA-CURUŚ Ma nową lokatorkę Krakowska aktorka mieszka od lat w Los Angeles, gdzie wychowuje swego syna Henryka. Ostatnio Bachleda-Cu-ruś odwiedziła program „Dzień dobry TVN”, gdzie opowiedziała, że w jej domu pojawiła się nowa lokatorka: suczka Odessa. - Jest z Ukrainy. Dotarła do krakowskiego schroniska i tam przez przypadek, albo i nie, bo odwiedzam je, jak tylko jestem w Krakowie, spotkałyśmy się. Tak naprawdę to ona wybrała Henia. Wyróżniała się tym wśród innych psów, że była wycofana, chowała się w rogu swojego boksu. Dorosłych nie za bardzo chciała zaakceptować. Przeszłam dalej, Henio został za nami i zobaczyłam jej czarny nosek, który się wysuwa zza krat do niego. Stwierdziłam, że nie mogę jej zostawić - opowiedziała w programie. ANNA STARMACH Sprzedaje ściereczki Jurorka programu „Master Chef’ próbuje zdyskontować swoją popularność. W miniony poniedziałek otworzyła internetowy sklep, w którym sprzedaje różne kuchenne produkty firmowane swym nazwiskiem. Są to m.in. fartuszki, torby, zestawy ściereczek, ślimaki i T-shirty. Ceny są zróżnicowane. Najtańszy jest zestaw ściereczek za 59 zł, a najdroższa torba za 249 zł. TOMASZ KAMMEL Odzyskał rześkość Popularny prezenter, mimo że stuknęła mu pięćdziesiątka, nadal zachwyca młodzieńczym wyglądem. To zasługa regularnych ćwiczeń i zdrowej diety. Ostatnio Kam-mel zrezygnował całkowicie z cukru. - Postanowiłem odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy fajnie jest wrąbać tego batona, który jest tylko słodki, czy jak sobie chwilę od niego odpocznę, to mi się krzywda stanie?”. Bardzo często dochodzę do wniosku, że bez niego też jest dobrze żyć. Światłość umysłu, rześkość i energia przychodzą w nagrodę - deklaruje w Plejadzie. KATARZYNA CICHOPEK Latała na miotle C elebrytka będzie niebawem obchodzić czterdzieste urodziny. Z tej okazji zrobiła sobie i swoim pociechom prezent: wybrała się wraz z nimi na wycieczkę do muzeum Harry’ego Pottera, które działa w pawilonach wytwórni Warner Bros na terenie Leavesden Studios w Watford w Anglii. Na zdjęciach zamieszczonych na Instagramie widać, jak prezenterka cieszy się symulacją... lotu na miotle. „Dziś spełniłam marzenie moich dzieci i moje, odwiedzając muzeum Harry’ego Pottera. (...) Podziwialiśmy oryginalną scenografię, kostiumy, podglądaliśmy, jak powstawał film. Genialne doświadczenie!” - podpisała fotografie. KAYAH Ignorowana Kilka tygodni temu głośno było o tym, jak podczas trwania festiwalu w Sopocie popularna piosenkarka zignorowała fotoreporterów, którzy próbowali zrobić jej zdjęcia, rzucając jedynie pod ich adresem wulgarne „Nie zesrajcie się”. Potem się tłumaczyła, że poczuła się zaatakowana przez „rosłego draba z obiektywem”, ale to nie pomogło i fotoreporterzy... obrazili się na woka- listkę. Od tamtej pory bojkotują ją podczas różnych even-tów. Tak było ostatnio podczas gali Woman Power. „Kayah znowu była kompletnie ignorowana przez fotoreporterów. Nawet nie wchodziła na ściankę” - napisał Pomponik. MARTYNA WOJCIECHOWSKA Lubi terenówki Drugą pasją celebrytki, oprócz podróży, są auta. Odziedziczyła ją po ojcu, który za czasów peerelu miał duży warsztat samochodowy. Wojciechowska jeździ od lat tym samym modelem pojazdu. To terenowy Mercedes klasy G. Ceny takich aut wahają się od 250 do 300 tys.zł. ANDRZEJ PIASECZNY Maminsynek? Popularny piosenkarz ostatnio zdradza coraz więcej szczegółów ze swego życia prywatnego. Najpierw przyznał, że miesza ze swoim partnerem. Teraz okazuje się, że nie tylko. W rozmowie z Pomponikiem wyznał: Mama jest starszą panią i mieszka ze mną od wielu lat. Jest po ciężkiej chorobie, którą wspólnie przeżyliśmy. To cud, że jest ze mną. To jest naturalne, bo nie dałaby rady, mieszkając sama. Ja zawsze byłem trochę maminsynkiem. (...). To jest tak, że rodzice zajmują się nami, kiedy my jesteśmy oseskami, a później my jesteśmy im winni opiekę - podkreśla muzyk. Wodnik (20.01-18.02) Ludzie będą prawić Ci dzisiaj komplementy. Horoskop dzienny wyraźnie ostrzega, że za tymi pochlebstwami może kryć się jakiś podstęp... Ryby (19.02-20.03) Horoskop na dziś zapowiada, że zdanie innych osób nie będzie miało dla Ciebie żadnego znaczenia. Baran (21.03 -19.04) Przekonasz się, że warto liczyć się ze zdaniem innych. Horoskop dzienny na piątek radzi nie upierać się przy swoim. Byk (20.04-20.05) Przed Tobą idealny dzień na zmiany. Horoskop dzienny radzi jednak uwzględniać oczekiwania innych osób. Bliźnięta (21.05-21.06) Nuda raczej Ci nie grozi. Horoskop na dziś zapowiada, że po południu ktoś może zapukać do Twoich drzwi. Rak (22.06-22.07) Łatwo będzie można wyprowadzić Cię z’ równowagi. Horoskop dzienny na piątek zapowiada, że niektóre osoby będą to robić celowo... Lew (23.07-22.08) Z gracją przebrniesz przez drobne przeszkody, jakie postawi przed Tobą los. Horoskop dzienny mówi, że niektórzy Ci tego pozazdroszczą. Panna (23.08 -22.09) Horoskop na dziś mówi, że przyjdzie Ci stanąć do twardej obrony decyzji, która bardzo zaskoczy osoby z Twojego bliskiego otoczenia. Waga (23.09-22.10) Przed Tobą dzień z tendencją do bujania w obłokach. Horoskop dzienny na piątek mówi, że nic ważnego nie będzie się wokół Ciebie działo. Skorpion (23.10-21.11) Zaczniesz weekend w doskonałym nastroju, ale horoskop dzienny ostrzega, że jego końcówka może nie być już taka kolorowa.. Strzelec (22.11-21.12) Horoskop na dziś mówi, że spadnie na Ciebie nieoczekiwanie informacja, która może wywrócić Twoje plany na najbliższe tygodnie. Koziorożec (22.12 -19.01) Staraj się, aby emocje nie brały góry nad zdrowym rozsądkiem. Horoskop dzienny na piątek ostrzega, że uleganie im zakończy się fatalnie. Głos Redaktor naczelny PrzemysławSzymańczyk. Z-cy red. nacz.: Marcin Stefanowski, Wojciech Frelkhowski, Ynona Husaim-Sobecka. Prezes oddziału Piotr Grabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu Robert Gromowski. Redakcja. SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego 19teL598488100, redakqagp24® - umieszczenie takich dvsróch znaków przy Artykule, wszczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwość jego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.gp24.pl/tresci i w zgodzie z postanowieniami niniejszego regulaminu. Dyrektor artystyczny Tomasz Bocheński Dyrektor marketingu, Rzecznik prasowy WojtiechPaczyński wojdech.paczynski@polskapre5s.pl Dyrektor kolportażu Karol Wlazło Agencja Al P kontakt@aip24.pl pac Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 SPORT • 23 -r SIATKÓWKA KOBIET MISTRZYNIE OLIMPIJSKIE POKONANE. MECZ Z KANADĄ STARTUJE W PIĄTEK O GODZ. 20.30 O awans gramy dziś z Kanadą Na trybunach Atlas Areny panuje wielkie siatkarskie święto. Dzięki siatkarkom kibice przeżywają niesamowite emocje. Tak samo będzie dziś i w sobotę Dariusz Kuczmera sport@gp24.pl SIATKÓWKA. W dużo lepszych nastrojach siatkarki reprezentacji Polski przystępują do meczów decydujących o awansie do ćwierćfinału mistrzostw świata. Poprawę humorów zapewniło odniesione w Łodzi zwycięstwo nad mistrzyniami olimpijskimi Amerykankami. Choć początek meczu był przerażająco zły, kryzys trwał tylko kilka minut, a później oglądaliśmy koncert Polek, które wygrały 3:0 (23,20,18) Wszystkie dziewczyny zagrały bardzo dobry mecz. Nie do zatrzymania była Magdalena Stysiak. Po meczu odbierała wiele gratulacji. - Dałyśmy z siebie maksimum. Od początku było widać, że chcemy powalczyć z Amerykankami. Może nie wygrać, ale właśnie powalczyć. Ale skoro szło tak fajnie, to dlaczego miałyśmy nie wygrać. Po zwycięstwie nad Amerykankami mamy takiego po-wera, że nic nie jest dla nas straszne. Pod znakiem zapytania stał w Łodzi występ rozgrywającej Joanny Wołosz. Naszą siatkarkę dopadło przeziębienie, ale wyszła na boisko i była wyróżniającą się postacią. - W nocy przed meczem wypociłam się, później sztab medyczny przy pomocy środków przeciwbólowych i przeciwzapalnych postawił mnie na nogi - mówiła nasza rozgrywająca, która zresztą w trakcie rozmowy zakrywała się dresem, by nie pogłębić przeziębienia. - Jesteśmy nieobliczalnym zespołem, nie patrzymy co się dzieje dookoła. Dałyśmy loo procent i udało się. W meczu z Serbią zabrakło pozytywnej anergii, ale wróciła. Jeszcze niczego w tym turnieju nie osiągnęłyśmy. Musimy zagrać dwa ostatnie mecze na 120 procent. Trener Stefano Lavarini zwrócił uwagę na pierwszego seta meczu z Amerykankami: - Potrafiłyśmy wrócić po bardzo złym początku. Kluczem było to, że potrafiliśmy się skoncentrować. Pierwszy set pokazał, że możemy walczyć o najwyższe cele. Nie kalkulujemy, nie patrzymy daleko w przyszłość. To dobre dla ekspertów. Przed nami jeszcze ciężka walka o awans do ósemki. Teraz przed Polkami mecz z Kanadą w piątek o godz. 20.30 w Atlas Arenie w Łodzi. Obie drużyny zmierzyły się ze sobą w pierwszym spotkaniu tegorocznej Ligi Narodów. Podopieczne Stefano Lavariniego przegrały pierwszego seta, jednak w trzech kolejnych partiach okazały się lepsze od przeciwniczek i zwyciężyły 3:1. Był to siódmy mecz obu reprezentacji i siódme zwycięstwo Polek. Drużynę Kanady prowadzi pani Shannon Winzer. Porównanie dotychczasowych wyni-*. ków Polski i Kanady przemawia na naszą korzyść. W grupie Kanada przegrała z Serbią 0:3 i z USA 0:3, a wygrała tylko z Kazachstanem 3:0, Bułgarią 3:1 i Niemcami 3:2. W drugiej fazie nasze rywalki przegrały z Turcją 0:3 i pokonały Tajlandię 3:1. ^ W piątek grają: Serbia - Tajlandia, USA - Turcja, Dominikana - Niemcy, Polska - Kanada. W sobotę: USA - Tajlandia, Serbia - Turcja, Dominikana -Kanada, Polska - Niemcy. 1. Serbia 7-0 20 21-2 2. Turcja 6-1 17 20-7 3. USA 5-2 15 15-8 4. Polska 4-3 13 15-10'* 5. Kanada 4-3 11 12-13 6. Tajlandia 4-3 10 14-13 7. Dominikana 3-4 11 14-13 8. Niemcy 3-4 10 11-14 ©>® Piłkarskie Orły. Kapelusz wygrał we wrześniu Maurycy Brzykcy sport@gs24.pl PIŁKA NOŻNA. Wrześniowy etap rankingu „Piłkarskie Orły" dobiegł końca. Poznaliśmy najlepszych strzelców i strzelczynie polskich boisk w tym miesiącu, co stanowi też etap rywalizacji całorocznej. Razem z PZPNmonitorujemy rozgrywki od Ekstraklasy dótrzedej ligi włącznie. Polska Press prowadzi ranking „Piłkarskie Orły” wspólnie z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, który na bieżąco podlicza klasyfikację, Ministerstwem Sportu i Turystyki oraz Muzeum Sportu i Turystyki. Jego celem jest wyłonienie najlepszych strzelców w krajowej piłce. Aby rywalizacja była w pełni miarodajna gole na po: szczególnych poziomach ligo- TOP WRZEŚNIA STRZELEC POMORZA ZACHODNIEGO Szymon Kapelusz rzutem na taśmę wygrał klasyfikację we wrześniu wychoraz w rozgrywkach pucharowych mnożone są przez odpowiedni współczynnik. W ostatni piątek, czyli ostatni dzień września, do szczyt klasyfikacji wśród panów wysunął się Szymon Kapelusz. Napastnik Świtu Szczecin właśnie tego dnia grał mecz. Świtowcy aż 6:0 pokonali Pogoń Nowe Skalmierzyce, a Kapelusz dwukrotnie trafił do siatki i dzięki temu zwyciężył we wrześniowej klasyfikacji Piłkarskich Orłów. W samym wrześniu napastnik Świtu ma 5 goli na koncie, a w całym sezonie już siedem trafień i jest współliderem klasyfikacji strzelców gr. 2 Ul ligi. Warto dodać, że 7 goli strzelił w całym poprzednim sezonie, a obecnie mamy dopiero październik. 28-letni Kapelusz karierę zaczynał w Stali Szczecin. Później próbował swoich sił w Pogoni. Grał jednak głównie w rezer- wach. W pierwszym zespole w PKO Ekstraklasie nie dostał szansy. Kolejne sezony Kapelusz spędził w Policach. To były udane lata, a sam zawodnik wyrósł na czołową postać III"r ligi. Po przygodzie z Chemikiem po Kapelusza sięgnął Świt Szczecin. Duże ambiq'e zespołu pasują do charakteru Kapelusza, który dobrze wpasowuje się w ekipę ze Skolwina. W poprzednim sezonie więcej goli od niego strzelił tylko Adam Ła-dziak. Ruszył już też październikowy etap. Za nami pierwsze spotkania. Ekstraklasowa Pogoń wygrała z Lechią Gdańsk 2:1, abramki strzelali Pontus A-mqvist i Kamil Grosicki. Brawa należą się zwłaszcza Szwedowi, który z Lechią mógł spróbować strzelić drugiego gola, ^ a jednak pięknie znalazł Grosic-kiego i asystował mu. ©® RANKING PATRONAT HONOROWY PARTNER MERYTORYCZNY 24 • SPORT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 Futbolowy rozkład jazdy na weekend w regionie Złoto i srebro lęborczanek ïlitUH Złota drużyna z Lęborka. Od lewej: Maria Baranowski, Paula Wrońska i Jolanta Tabaka Krzysztof Niekrasz krzysztof.niekrasz@polskapress.pl PIŁKA NOŻNA. Co ciekawego dzieje się na futbolowych boiskach w weekend? Spójrzcie w nasz rozkład jazdy na najbliższe dni IVUGA POMORSKA i 12. kolejka - sobota (8.10) GKS Kowale - Borowiak Czersk (godz. li), Pomezania Malbork - Chojniczanka II Chojnice (ll), MKS Władysławowo - Jantar Ustka (li), Jaguar Gdańsk - Arka II Gdynia (ll), Wikęd Luzino -Czarni Pruszcz Gdański (12), Grom Nowy Staw - Anioły Gar- .. czegorze (12), Gryf Wejherowo - Pogoń Lębork (15), AS Kolbudy - Bytovia Bytów (15), Powiśle Dzierzgoń - Sparta Sycewice (15), Gryf Słupsk - Wierzyca Pelplin (15, bez publiczności). SŁUPSKA K1ASA0KRĘG0WA 10. kolejka - sobota (8J0): Start Miastko - Kaszubią Studzienice (godz. 14), Piast Człuchów - Unison Machowino (15), ‘ Czarni Czarne - Sokół Wycze-chy (15), Garbarnia Kępice -MKS Debrzno (15), Pomorze Potęgowo - Dolina Speranda Nie-poględzie (15.30), KS Włyn-kówko - Leśnik Cewice (16, Je- zierzyce); niedziela (9.10): GTS Czarna Dąbrówka - Myśliwiec Tuchomie (12), Skotawia Dębnica Kaszubska - Brda Przechlewo (13). SŁUPSKA KIASAA Grupa 1,8. kolejka - sobota (8.10); Dąb Kusowo - KS Damnica (godz. 14), Słupia Kobylnica -Barton Barcino (15-30), Polonez Bobrowniki - Diament Trzebielino (16, Damno), Sokół Szczyp-kowice - Wybrzeże Objazda (16); niedziela (9.10): Granit Koń-czewo - Echo Biesowice (14), Lew Lębork - Stal Jezierzyce (15). Gmpa2,8. kolejka-sobota (8.10): Lider Rychnowy - Kaszubią II Studzienice (12), Victoria Dąbrówka - Błękitni Motarzyno (12) , Granit Koczała - Zawisza Borzytuchom (14.30), Grom Nakla - Magie Niezabyszewo (15); niedziela (9.10): Zenit Red-kowice - Orkan Gostkowo (14), Urania Udorpie - LKS Łebunia (15). SŁUPSKA KLASA B Grupa 1,8. kolejka - sobota (810): Błękitni Główczyce - Victoria Słupsk (godz. 14); niedziela (9.10): Start Łebień - Błękitni Tychowo (11), Szansa Siemia-nice - Sokół Kuleszewo (13), Ro-wokół Smołdzino - Start Łeba (13) . Pauzuje KS Zaleskie. ©® Krzysztof Niekrasz krzysztof.niekrasz@polskapress.pl STRZELECTWO. We Wrocławiu zakończyły się mistrzostwa Polski kobiet i mężczyzn w strzelectwie sportowym. Dwa medale przypadły zawodniczkom z Lęborka. Na strzelnicy wrocławskiego Śląska sześć osób reprezentowało Lidera Amicusa Lębork w konkurencjach karabinowych. Z kobiet najlepiej spisała się Jolańta Tabaka, która w karabinie dowolnym 60 strzałów leżąc z wynikiem 623,0 punktów wywalczyła srebrny medal, ustępując Julii Piotrowskiej (Śląsk Wrocław) o 0,9 pkt. Dobry start zaliczyły też pozostałe zawodniczki. Paula Wrońska była piąta (618,1 pkt), a Maria Baranowski - szósta - 617,3 pkt. Te osiągnięcia trzech lęborskich strzelczyń dały w sumie wy-nikl858,4 pkt, który zapewnił klubowi z Lęborka 1. miejsce w klasyfikacji drużynowej i złoty medal. Drugą lokatę zajął TKS LOK Tarnów (1844,4 pkt), trzeci był wrocławski Śląsk (1837,0 pkt). Lęborczanka Aleksandra Filipowicz w tej konkurencji z rezultatem 608,4 pkt była 27. Również w karabinie dowolnym 60 strzałów leżąc startowali lęborscy mężczyźni. I tak Szymon Wielgomas był 19. (609,5 pkt), a Jakub Kozłowski -pięćdziesiąty (596,4 pkt). Z kobiet w karabinie dowolnym trzy postawy P. Wrońska zajęła 20. (570 pkt), A. Filipowicz - 23. lokatę (566 pkt), a M. Baranowski - 28. (564 pkt). W klasyfikacji zespołowej dało to Lęborkowi 7. miejsce. W karabinie dowolnym trzy postawy mężczyzn J. Kozłowski był 15. (568 pkt), a Sz. Wielgomas był 19. (564 pkt). - W ostatnich 4 latach to trzeci drużynowy złoty medal. Rok temu zdobyliśmy brąz. Indywidualnie w2022 r w karabinie dowolnym leżąc wywalczyliśmy w mistrzostwach Polski juniorek młodszych złoty me- dal. Dokonała tego Aleksandra Filipowicz. Juniorka Maria Baranowski też cieszyła się ze złota i mistrzostwa Polski. Z kolei nasza olimpijka Paula Wrońska również może pochwalić się złotem w mistrzostwach Polski 300 m. Teraz dwa medale we Wrocławiu są kapitalnym dowodem, że lęborskie strzelectwo liczy się w kraju - oznajmił Robert Biczkowsld, twórca sukcesów Lidera Amicusa Lębork. PIOSENKI V AGNIESZKI^ Ь OSIECKIE^ W03CIECHA1 MŁYNARSKIEGO1 wiek. SAMI Filharmonia Koszalińska 1.12.2022 r. godz. 20.00 Bilety do nabycia w: kasie Filharmonii, ul. Piastowska 2, tel. 94 342 62 20 biurze ogłoszeń Głosu Koszalińskiego, ul. A. Mickiewicza 24, tel. 94 347 35 12 | www.kupbilecik.pl Gros Koszaliński GK [24.pl naszemiasto* REKLAMA 0010627660 f-------------------: \ Miejskie Przedszkole Nr 2 „DELFINK!” ui. Żeromskiego 13, 76-270 Ustka tel. (59) 814 49 93, e-mail: mp2delfinki@wp.pl Zapraszamy do oglądania naszej przedszkolnej twórczości na stronie Facebooka 13 Przedszkole Delfinki Ustka Miejskie Przedszkole Nr 2 „Delfinki" w Ustce to piękna i zmodernizowana placówka funkcjonująca na wysokim poziomie. W przedszkolu pracuje zespół profesjonalistów, ludzi pełnych zapału, otwartych oraz kompetentnych. Nasza praca ukierunkowana jest na zapewnienie wszechstronnego rozwoju dziecka, a zwłaszcza rozwoju twórczej aktywności. Skłaniamy się ku modelowi przedszkola, które umożliwia dziecku odkrywanie i rozwijanie potencjału twórczego oraz pomaga zaistnieć w świecie harmonii i piękna, które daje dzieciom możliwość obcowania z różnymi dziedzinami sztuki. Nasze Przedszkole może się. poszczycić wieloma nagrodami, dyplomami oraz pucharami za udział swoich wychowanków w różnego rodzaju konkursach, przeglądach lokalnych i ogólnopolskich. Jednym z większych sukcesów naszych działań jest zdobycie przez dzieci, na przełomie ostatnich lat, kilkakrotnie pierwszych i drugich miejsc na ogólnopolskich konkursach tanecznych, wokalnych i teatralnych. Naszym szczególnym osiągnięciem jest organizowany przez naszą placówką między-przedszkolny Festiwal Piosenki o Nagrodę „Błękitnego Delfinka", który stał się już imprezą cykliczną i cieszy się wielkim powodzeniem. W tym roku szkolnym mieliśmy ogromną przyjemność i zaszczyt dokonać uroczystego otwarcia pięknej Bajkowej Sceny, która pozwoli nam na prezentację talentów naszych przedszkolaków. Glos Piątek, 7.10.2022 / HISTORIA Militarne sukcesy powstańców. 2 października 1944 r. po 63 dniach boju Powstanie upadło str. 3 ŚWIAT Trzęsienie ziemi w szachach. Mistrz świata złapał oszusta? Konsekwencje będą bolesne str. 6 TEMAT NUMERU Dlaczego Polacy tak polubili strzelanie str. 4-5 2 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 Dorota Kania, redaktor naczelna Polska Press MAKIAWELICZNY BUDOWNICZY III RP Marcin Habel, red. nacz. „Gazety Pomorskiej”, „Expressu Bydgoskiego” i „Nowości Toruńskich” GUSTLIK, USZY URBANA I PŁYN LUGOLA P o śmierci Jerzego Urbana większość komentatorów skupiła się na jego działalności w PRL. Przypominano, że był propagandystą JBL. stanu wojennego, jednym z najbliższych współpracowników Woj- ciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka; człowiekiem, który posługiwał się kłamstwem i do perfekcji opanował sztukę manipulacji. Zadziwiająco mało osób odniosło się do działalności Jerzego Urbana w m RP, a szkoda, ponieważ przez wiele lat odgrywał on bardzo ważną rolę w politycznej układance. W marcu 1989 r. spotkał się z Adamem Michnikiem, który na publicznych spotkaniach nawoływał do uratowania Polski, rezygnacji z rozliczeń stanu wojennego i poparcia tej części aparatu partyjnego, która nie jest „betonem”. Podczas kilkugodzinnej rozmowy Michnik - według Urbana - powiedział, że przekaże ze swoim poparciem szefom opozycji sugestię, żeby sprawy gospodarcze były do pewnego stopnia strefą wspólnie chronioną. Wkrótce po tej rozmowie na łamach „Gazety Wyborczej” można było przeczytać uzasadnienie dla uwłaszczenia nomenklatury. Miesiąc później, w kwietniu 1989 r., Urban został przewodniczącym Komitetu ds. Radia i Telewizji (funkcję tę sprawował do września 1989 r.), będąc jednocześnie ministrem bez teki w rządzie Mieczysława Rakowskiego. Gdy w lipcu 1989 r. został zamordowany ks. Sylwester Zych, Jerzy Urban zlecił TVP nakręcenie paszkwilanddego reportażu na temat księdza, co ujawnił Robert Kaczmarek w swoim filmie pt. „Zwłoki nieznane”. Po odejściu z Radiokomitetu został redaktorem naczelnym Agencji Unia-Press, która miała być konkurencyjna wobec PAP. To właśnie wtedy Urban pojechał do Moskwy na zaproszenie tamtejszej agencji informacyjnej ANP w celu nawiązania współpracy. Kilka miesięcy później, w kwietniu 1991 r. Urban wspólnie z Alicją Machnicką, z którą był skoligacony, założył spółkę Urma. Pełnomocnikiem mieszkającej we Francji Machnickiej został Hipolit Starszak, funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, absolwent szkoły KGB w Moskwie, szef Biura Śledczego MSW i zastępca prokuratora generalnego (tę funkcję pełnił jeszcze kilka miesięcy w czasie rządu Tadeusza Mazowieckiego). Spółka Urma została wydawcą brukowego tygodnika „NIE” wzorowanego na lewackim, bulwarowym piśmie „CharUe Hebdo”. Antykościelnego, obscenicznego, bazującego na informacjach pochodzących ze służb specjalnych. Tygodnik „NIE” jest obecnie nic nieznaczącym pismem, jednak w latach 90. miał olbrzymi wpływ na opinię publiczną i olbrzymie zasięgi - jego sprzedaż dochodziła do 700 tys. miesięcznie. Urban miał konkretny cel - pokazać, że „czarni” (księża) są tacy sami jak „czerwoni” (komuniści). Miał kontakty zarówno ze swoimi dawnymi pracodawcami z czasów PRL, jak i z nowymi „elitami” - doskonale to obrazuje scena z programu Jacka Kurskiego i Piotra Semld „Refleks” z 13 grudnia 1991 r., gdy do samochodu Jerzego Urbana wsiada Adam Michnik, a wcześniej miejsce w aucie zajęła Monika Olejnik. W willi Urbana w podwarszawskim Konstancinie gościły bardzo znane osoby, a on sam pojawiał się na łamach mediów m.in. w „Gazecie Wyborczej” czy w TVN, co akurat nie dziwi - sam rekomendował w latach 80. Mariusza Waltera (późniejszego współwłaściciela telewizji TVN) do stworzenia propagandowego pionu w TVP. A propaganda, w najgorszym tego słowa znaczeniu, była obecna w działalności Jerzego Urbana zarówno w PRL, jak i w III RP. Wydarzenia ostatnich dni wydobyły z mej pamięci wspomnienia z dzieciństwa. Jakie wspomnienia z dzieciństwa będą miały nasze dzieci? Wielu rodziców się nad tym zastanawia. Dzieciństwo marzeń powinno być beztroskie, wolneodtrosk,atepowinnybyćewentualnie zarezerwowane tylko dla dorosłych. Tak mógłby wyglądać świat idealny. Troskirodzicównie ukryją się przed wyczulonymi na emocje dziećmi. Moje dzieciństwo to lata osiemdziesiąte, czasy zimnej wojny, szarości PRL, stanu wojennego i rodzącej się Solidarności. Sprawy ówczesnego światabyły obecne wdomachmoichrówieśników, dyskutowalionich dorośli, a my słuchaliśmy. Od tej wiosny wielka, światowa polityka niespodziewanie zawitała do naszych domów. Putin, wojna, Ukraina - te słowa wywołują w nas określone emocje, ato właśnie emocje sprawią, że nasze dzieci na długo to zapamiętają. „Obyś żył w ciekawych czasach”, brzmi stare chińskie przekleństwo. Wczesną wiosnąjak co roku zapełniły się place zabaw. Jako ojciec trzech synów bywam na nich regularnie już od ponad dekady. W tym roku byłem świadkiem niezwykłych zabaw. W Bydgoszczy pojawili sięlicznie mali Ukraińcy. To były dzieci, które uciekły do Polski przed wojną. Bawiąc się, biegali zpatykami, udając, że to karabiny. Jedni krzyczeli, że są Ukraińcami i Polakami, gonili tych nieco młodszych, którzy zgodnie odwiecznym prawem natury w zabawach mają zazwyczaj mniej opcji do wyboru, im przypadła rola Rosjan i Białorusinów. Stojące na szczycie zjeżdżalni dziewczynki krzyczały, że są wbazie i one są NATO i nikt im nie może nic zrobić. Bawiły się z nimi również polskie dzieci, z którymi zdążyli się już poznać w szkole. To była klasyczna zabawa w wojnę. Od czasów mego dzieciństwa nie byłem świadkiem takiej zabawy. Z kolegami w przedszkolu iszkolepodstawowej teżbawiliśmy się w wojnę. Ci, którzy wzabawiebyli akuratPolakami, goniliNiem-ców. Często byłem członkiem dzielnej załogi czołgu Rudy. Kłóciliśmy się, ktobędzie dowódcą Jankiem, a kto Gustlikiem. Dziś wiem, że film „Czterej pancerni i pies” był narzędziem propagandy PRL ma- jącej utrwalać kłamstwo historyczne i sojusz polsko-radziecki. Wtedy nikt o tym nie myślał. Z czasów dzieciństwa w szarym PRL pamiętam przezwiska o uszach Urbana. Nieszczęśnicy, których natura obdarzyła odstającymi uszami, nie mieli wtedy lekko. Urban mocno wrył się w naszą dziecięcą wyobraźnię. Korzystając z melodii piosenki śpiewanej przez Natalię Kukulską o lalce Zuzi, śpiewaliśmy, zmieniając słowa tej piosenki: „Zuzia, lalka nieduża, dwa metry wzrostu, hektar zarostu. Oczy ma jakpięć złotych, uszy Urbana i gębę Reagana”. Zimna wojna wkroczyła w zabawy mego dzieciństwa. Urban, Reagan, Jaruzelski - te nazwiska padały w rozmowach dorosłych. Franciszek Pieczka i Jerzy Urban powrócili w medialnych depeszach razem z jodkiem potasu i złowieszczą chmurą radioaktywną. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji opublikowało przed dwoma tygodniami komunikat na temat dystrybucji jodku potasu. „W ramach działań z zakresu zarządzania kryzysowego i ochrony ludności, w związku z informacjami medialnymi dotyczącymi walk w rejonie Zaporoskiej Elektrowni Atomowej, w ubiegłym tygodniu do komend powiatowych Państwowej Straży Pożarnej przekazano tabletki zawierające jodek potasu” - informował resort. Dzisiaj to działanie czysto prewencyjne, ale budzi dawne wspomnienie. Pamiętam niepokój rodziców, kiedy wiosną 1986 roku w Bydgoszczy krążyły plotki o awarii elektrowni atomowej, gdzieś w Związku Radzieckim. Rozmawiano o tym tylko w domach, bo w oficjalnych przekazach tej informacji nie było. Urban w telewizji uspokajał. Pewnego wieczoru leżeliśmy już z bratem w łóżkach, rodzice kazali się nam ubrać, bo musimy dostać jakieś lekarstwo. Rodzice byli zdenerwowani, ale starali się tego nam nie okazywać. Wiedzieliśmy, że dzieje się coś nietypowego, i zachowywaliśmy się grzecznie. Poszliśmy do znanej nam z wizytulekarza przychodni. Byłjuż wieczór, o takiej porze nigdy jeszcze nie byłem u lekarza. Na korytarzach był pełno ludzi. Pamiętam, że widziałem tammojekoleżankiikolegówzpodwórkaiszkoły. Wszyscy musieliśmy wypić podany nam nieprzyjemny w smaku płyn. Kiedy byłem starszy, poznałem jego nazwę - Lugola, to był wodny roztwór jodu. Wiadomość o awarii w elektrowni atomowej wCzamobylu zmroziła wtedy całąEuropę. Wszyscy obawiali się wpływu powstałego przy tej okazji promieniowania na zdrowie dzieci. Historiakołemsiętoczy. Jestpiątek,7paździer-nika, dzień urodzin Himmlera i Purina. 99 PREMIER MATEUSZ MORAWIECKI Rosja wytoczyła najcięższe armaty energetyczne: gazowe, węglowe, związane z innymi surowcami. Kryzys energetyczny wymaga od nas ogromnej, szczególnej mobilizacji społecznej - od rządu, ale także od prezydentów miast, starostów, wójtów, burmistrzów Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 PULS Wr czasie trwającego dwa miesiące zrywu powstańcy pokazali, że potrafią gromić przeważające sity Niemców. Do historii przeszły m.in. heroiczna obrona Woli, walki o Stare Miasto i Powiśle. Zajęcie magazynów na Stawkach Zajęcie niemieckich magazynów na Stawkach było największym sukcesem pierwszego dnia walk w Warszawie. Zdobyto duże ilości mundurów, oporządzenia, butów, konserw, cukru i innych artykułów spożywczych. Wyczyn żołnierzy oddziału por. Stanisława Janusza Sosabowskiego „Sasinka” z Oddziału Dyspozycyjnego „A” Kedywu Okręgu Warszawskiego uratował bowiem od głodu wielu warszawiaków. „Nie wiedzieliśmy, co w tych magazynach się znajduje. Znaleźliśmy tam dwie rzeczy: żywność i masę niemieckich mundurów, tzw. panterek. »Panterki« zrobiły z nas coś w rodzaju umundurowanego wojska, a po drugie uratowały nas 30 sierpnia, podczas akq'i przebicia do Śródmieścia” - wspominał Stanisław Likiemik „Stach”. Powstańcy utrzymali ten teren przez ponad tydzień. 9 sierpnia teren magazynów na Stawkach zaczął przechodzić z rąk do rąk. Ostatecznie Stawek nie udało się utrzymać. 13 sierpnia Niemcy przypuścili potężne natarcie na północne i zachodnie linie obrony Starówki. Po kilku godzinach ciężkiej walki oddziały AK straciły ostatecznie Stawki. Pierścień wojsk niemieckich zamknął się wokół Starego Miasta. Zdobycie Poczty Głównej W drugim dniu powstania żołnierze dwóch plutonów z kompanii „Wigry” batalionu „Kiliński” zdobyli gmach Poczty Głównej przy placu Napoleona. Do atakujących przyłączyły się inne oddziały po zdobyciu wyznaczonych im obiektów. Atak na pocztę l sierpnia za-łamał się pod silnym niemieckim ostrzałem, jednak powstańcy zdobyli w jego okolicach kilka budynków. Osamotniony w swoim rejonie niemiecki punkt oporu trzymał pod ostrzałem plac Napoleona i Świętokrzyską, zdobycie Poczty uznano za zadanie priorytetowe. 2 sierpnia ok. godz. 16 polskie oddziały przystąpiły do decydującego szturmu na Pocztę. Z rejonu ul. Świętokrzyskiej uderzyli żołnierze l. i 2. kompanii „Kilińskiego”. Polacy błyskawicznie wybili wyłom w ceglanym murze, który oddzielałteren Poczty od posesji Świętokrzyska 17 i 19, po czym wdarli się na dziedziniec budynku administracyjnego. Niemcy w zasadzie zaprzestali zorganizowanego oporu, broniąc się niewielkimi grupkami w poszczególnych po- 20 sierpnia 1944 r. biało-czerwona flaga zawisła na gmachu Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej (PAST-y) przy ul. Zielnej MILITARNE SUKCESY POWSTAŃCÓW 2 października 1944 r., po 63 dniach heroicznego i samotnego boju Powstanie Warszawskie upadło. Ale podczas walk powstańcy odnieśli wiele sukcesów mieszczeniach gmachu. Wielu usiłowało się ukryć lub poddawało się przy pierwszej nadarzającej się okazji, odnotowano także przynajmniej jeden przypadek samobójstwa. W wartowni Witold Kieżun „Wypad” samodzielnie wziął do niewoli czternastu Niemców, zdobywając przy tym ręczny karabin maszynowy, 14 karabinów i 2 tys. sztuk amunicji. W górnych oknach Poczty zawisły polskie flagi, co wywołało entuzjazm wśród wojska oraz cywilów zamieszkujących pobliskie domy. Liczbę zabitych Niemców szaco- Mariusz Grabowski wano na kilkudziesięciu. W ręce powstańców wpadły znaczne ilości broni i amunicji; niewykluczone, żebyłato największa tego typu jednorazowa zdobycz w czasie całego powstania. Wyzwolenie „Gęsiówki" 5 sierpnia1944roku żołnierze batalionu „Zośka” Armii Krajowej zdobyli tzw. Gęsiówkę, warowny obóz koncentracyjny -więzienie dlażydów, przy ul. Gęsiej na Woli, na terenie zburzonego w 1943 r. getta warszawskiego. Zuwolnionych więźniów (348 Żydów - obywateli kilku państw) utworzony został całko-wide ochotniczy oddział żydowski, który w zasadzie wszedł w skład harcerskiego batalionu „Zośka”. Mówiąc precyzyjnie, atak na obóz przeprowadzili żołnierze plutonów Alek i Felek „Zośki”, decydującą jednak rolę odegrał zdobyczny czołg Pantera, dowodzony przez Wacława Micutę. Czołgiemkierował Zdzisław Moszczeński „Ryk”, celowniczym działa był Jan Bagiński-Myszkowski „Bajon”, radio-strzelcem Jan Zenka „Wałek”, zamkowym zaś Witold Bartnicki „Wiktor Kadłubek”. Niemcy nie dostrzegli narysowanej na czołgu biało-czerwonej szachownicy i lilijki - sądzili, że ul Okopowąjedzieich pojazd. Tennagle skrędł pod kątem prostym na wysokośdbyłej ul. Smoczej, zmiótł znajdujące się po drodze dwie barykady, ogniem działa zlikwidował dwie wieże strażnicze i po chwili wyłamał bramę obozu. Załoga niemiecka uciekła w popłochu, szukając schronienia w budynkach Pawiaka. Dzięki zdobyciu „Gęsiówki” nie tylko uratowano żyde więźniów, lecz także polepszono połączenie powstańcze Śródmieścia ze Starym Miastem, wcześniej ostrzeliwane przez załogę obozu - tłumaczy Brodadd. Zdobyto też znaczne ilości broni, amunicji oraz wojskowego wyposażenia. Akcja miała też ogromne znaczenie propagandowe. Zdobycie PAST-y 20 sierpnia1944 r. biało-czerwona flaga zawisła na gmachu Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej (PAST-y) przy ul. Zielnej. Zdobydetegobudynkubyło jednym z największych sukcesów powstania. Już od początku zrywu żołnierze Armii Krajowej podejmowali próby zdobycia tego gmachu, obsadzonego przez niemieckich snajperów. Budynek był przed wojną drugim po Pru-dentialunajwyższymwWarsza-wie. Aby pokonać niemiecką załogę, powstańcy podpalali gmach za pomocą miotaczy ognia, zrobionych ze strażackich motopomp. Ostatecznie 20 sierpnia 1944 r. żołnierze batalionu „Kiliński”, przy wspardu innych oddziałów powstańczych, pokonali silnie uzbrojonych Niemców i zdobyli PAST-ę. Do polskiej niewoli dostało się ponad 110 niemieckich żołnierzy. Bohaterami tej akcji nie byli tylko żołnierze AK. Podczas przygotowań do ostatecznego szturmu trzeba było zamontować ładunek w mieszkaniu cywilnej kobiety. Kpt. Jerzy Ludwik Skupieńsłd „Jotes” osobiście przekazał jej tę wieść. Tak to wspominał: „Spotkałem starszą, bardzo przyjemną panią, na której twarzy rysowało się głębokie zaniepokojenie. Czyżby wiedziała, o co chodzi? Nie, nie wiedziała, ale przeczuwała. Wiedziałem, że po wybuchu niewiele zostanie z tego mieszkania. Nie zdziwiła się ani nie protestowała. Zaimponowała mi swoją postawą”. Sambudynek przy Zielnej został bardzo poważnie zniszczony. Pozostał w rękach powstańców - wraz z otaczającym go obszarem Śródmieścia Północnego - do dnia kapitulacji. Dwa dni po zwycięstwie na Zielnej, 22 sierpnia, polskie oddziały zdobyłyteż gmach tzw. Małej PAST-y (tzw. podstację telefonów) przy ul. Piusa XI19. Był to silny bastion niemiecki z dobrze uzbrojoną 120-osobową za- 3 łogą. Kilkakrotne próby zdobycia budynku w pierwszym tygodniu sierpnia nie powiodły się. Umocniony gmach „Małej PAST-y” stanowił dotkliwy cierń na opanowanym przez powstańców terenie. Na dowódcę grupy szturmowej wyznaczony został kpt. Franciszek Malik „Piorun”, cichociemny. Podporządkowano mu wydzielone grupy bojowe batalionu „Ruczaj” oraz kompanię „Stojewicza” (Tadeusza Kuliczkowskiego). W akcji wzięli też udział żołnierze z batalionu „Golski”. O godz. 17 załoga budynku wywiesiła żółtą flagę na znak skrajnego niebezpieczeństwa i próbowała uciec. Wychodzących Niemców zauważyli jednak powstańcy z punktu obserwacyjnego. Oblegający budynek żołnierze „Ru-czaja” uderzyli od frontu, wdarli się do środka, biorąc jeńców i uwalniając zakładników. Do gmachu wpadli też powstańcy z innych oddziałów. Niemcy, którzy przebijali się doswoichwrozproszonych grupach, zostali wyłapani, a część z nich poległa. W wałkach 0 „Małą PAST-ę” poległo ok. 20 powstańców, zaś straty wroga były większe: zginęło ok. 30 Niemców, a 76 dostało się do niewoli. Zdobyto sporo broniiamu-nicji. We wrześniu gmach „Telefonów” stał się ostatnią kwaterą Komendy Głównej AK. Przebicie się „Zośki" do Śródmieścia W nocy z 30 na 31 sierpnia kilkudziesięciu powstańców z kompanii „Rudy” ppor. Andrzeja Romoddego „Morro” dokonało rzeczy niemożliwej. Odcięci od oddziału, zdani tylko na własne siły, podjęli nadludzki wysiłek, aby przebić się z kapitulującego Starego Miasta do Śródmieścia. Powstańcy przebijali sięprzez kościół św. Antoniego, BMotekę Zamoyskich, Ogród Saski, Pal-miamię, gmach Giełdy, ul. Królewską i Zielną. Kryli się w piwnicach. Przez cały dzień Niemcy przeszukiwali rejon - wrzucali granaty do piwnic, ostrzeliwali z CKM-ów piwnice przez okienka, wchodzili do piwnic 1 nasłuchiwali, wreszcie'kuli w ścianach - co powstańcy odczytali jako próbę założenia miny. Po zmroku przekradli się przez park Saski do kontrolowanych przez powstańców ruin giełdy na Królewskiej. Dla zmylenia przeciwnika żołnierze głośno mówili po niemiecku. Przydały się zdobyte na Stawkach niemieckie panterki. Ranny w twarz „Morro” przewodził przesuwającej się kolumnie. Jego kompania okazała się jedynym oddziałem, który przeszedł na południe miasta drogą „naziemną”, a nie kanałami. Sam dowódca został awansowany do stopnia porucznika. Zginął 15 września 1944 r., podczas lądowania pierwszego zwiadu berlingowców na Górnym Czemiakowie. 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 Od czasu inwazji Rosji na Ukrainę strzelnice w Polsce przeżywają prawdziwe oblężenie. Instruktorzy potwierdzają: - Faktycznie odnotowujemy zwiększone zainteresowanie strzelaniem i nauką strzelania. Nie każdy od razu musi być snajperem, ale warto nauczyć się, jak się obchodzić z bronią Anita Czupryn W sobotnie przedpołudnie drzwi do Strzelnicy FSO na warszawskiej Pradze niemal się nie zamykają. - Dzień jak co dzień - mówi instruktor Tomasz, który będzie jednym z moich przewodników po strzelnicy. A widząc grupę ustawiającą się w kolejce do recepcji, dodaje: - Dzisiaj strzelnica stała się miejscem zacieśniania koleżeńskich i rodzinnych więzi, miejscem imprez, wieczorów kawalerskich. Oto 13-letni Franek, który z okazji urodzin przybył na strzelnicę z mamą, starszym bratem i 12 kolegami. Zaprosił ich, aby wspólnie świętować, a przy okazji nauczyć się strzelać. Starsze małżeństwo, na oko, grubo po sześćdziesiątce wykupiło pakiet dla par, zwany tu „Strzałem amora”. To specjalny pakiet dla dwóch osób, na który składają się cztery sztuki różnej broni. Krótko mówiąc, dziś mąż z żoną postrzelają sobie z: Glocka, pistoletu maszyno- wego Scorpion, Rewolweru 35 special oraz strzelby. Grupka młodych ludzi, która ustawiła się przed recepcją, skorzysta z programu rozpowszechniania strzelectwa, jakie uruchomiło (i sponsoruje) Ministerstwo Sportu i Turystyki. Bezpłatne szkolenia strzeleckie przeznaczone są dla osób w wieku od 18 do 26 lat. Ojciec, który przybył z dwójką kilkuletnich dzieci, skorzysta z pakietu rodzinnego. Instruktor Maciej dzieli klientów strzelnicy na dwie grupy: tych, którzy przychodzą, żeby się pobawić i postrzelać i tych, którzy przychodzą po to, żeby się czegoś nauczyć. Strzelnica organizuje również różnego rodzaju eventy i wieczory kawalerskie, które odbywają się najczęściej w soboty. Niedziele z kolei są najlepsze dla wizyt rodzinnych, anaj-bardziej popularny pakiet to familijny. - Rodziny z dziećmi to częsty widok na strzelnicy - opowiada instruktor Maciej. - Ojcowie wspominają czasy młodości, kiedy byli w zasadniczej służbie wojskowej. Zdarza się, że niektóre dzieci nie chcą strzelać. Nasza w tym głowa, jak ich zachęcić. No i połykają bakcyla. Strzelnica FSO, jedna z największych w Warszawie powstała 6 lat temu; zaadaptowano pofabryczne hale, przedzielając je ściankami, które specjalnie wygłuszono. Jest też jedyną w mieście, która ma krytą, całkowicie zabudowaną oś strzelecką na 100 metrów. Wszystkich osi - pistoletowych, karabinowych razem z osiami dynamicznymi z możliwością strzelania w trzech kie-runkadiibez ograniczeń kalibru jest tu kilkanaście. A na każdej po kilka stanowisk strzeleckich. Strzelecka przygoda Urodziny Franka odbywają się według scenariusza: najpierw wysłuchanie instruktora, potem strzelanie, a potem tort ze świeczkami w osobnej salce. Chłopcy nie kryją podekscytowania. - Dla nas to jest pierwszy raz, ale niektórzy z chłopców już FOT. GETTYIMAGES wcześniej strzelali - mówi mama Franka. - Z bronią mamy do czynienia na co dzień - śmieje się kolega Franka, Hubert. I wyjaśnia to, co oczywiste: - No, w grach komputerowych. - Na strzelnicy mogliśmy zauważyć, że różnica między strzelankami, które mamy w domu, na komputerze a tutaj, jest kolosalna. Po pierwsze broń jest ciężka. Ta, którą gramy w grach, to nawet nie wiemy, ile waży. No i w grze możemy wykupić nawet tysiąc naboi. Tu liczba amunicji jest bardzo mocno ograniczona -mówi Franek. - Chodziło o to, aby znaleźć coś innego, pożytecznego. Takie zajęcia, które wniosą coś konkretnego w żyde dorastających chłopców i nie będzie to komputer, smartfon czy skakanie na trampolinie. Przy okazji mieli możliwość odbycia krótkiego przeszkolenia. To, co dla mnie istotne - to że mieli styczność z rzeczywistością. Strzelnica to nie jest gra komputerowa, to jest coś rzeczywistego, a każdy błąd, jak mówił instruktor, niesie za sobą różne konsekwencje, czasem tragiczne. Chłopcy powinni wiedzieć, że tu nie zarobi się drugiego życia - opowiada mama Franka. Nastolatkowie szybko też zorientowali się, że na strzelnicy nie ma żartów, a kto nie słucha instruktora, ten zostanie wyproszony. - Instruktor był świetny. Świetnie tłumaczył. Skupiony na tym, co robi, zaangażowany - opowiadają jeden przez drugiego. Instruktor Łukasz uśmiecha się, kiedy przekazuję mu te opinie. - Tu nie ma przebacz. Jakby dzieciaki nas nie słuchały, to bym wyprosił ze strzelnicy i na tym by się skończyła ich strzelecka przygoda. Nie jestem ich nauczycielem, nie będę tańczył, jak mi zagrają. Z nimi trzeba krótko: „Ręce wyjąć z kieszeni!” Jak który nie patrzy na mnie, gdy mówię, to każę powtórzyć to, co mówiłem przed chwilą. Wszyscy byli mega przejęci. Instruktor Maciej dodaje: -Młodzież uważa, bo ją to interesuje. A jeszcze jak mówi się o tym poważnie? Ponieważ broń to poważna sprawa. To nie jest zabawka. Może wyrządzić krzywdę. Rodzice przyprowadzają dzieci Rodzin z dziećmi przychodzi naprawdę dużo. Jaka jest motywacja rodziców? Żeby pokazać, że to nie jest jak na komputerze. I one się przekonują, że faktycznie, nie jest. Instruktor Łukasz wyjaśnia: - Rodzice biorą dzieci, żeby ich oderwać od telefonów, komputerów, żeby zaczęły robić coś innego. Tu nie ma motywacji, żeby się nauczyły strzelać i pro- GDY ZOBACZYMY, ŻE STAN PSYCHOMOTORYCZNY OSOBY, KTÓRA PRZYCHODZI NA STRZELNICĘ, MOŻNA PODDAĆ WfTPUWOŚĆ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 wadziły działania, w razie gdyby coś miało się w Polsce wydarzyć. Przekaz jest raczej tald: „Nie siedź z telefonem, nie siedź przed komputerem, zobacz, że jest inna opcja, inaczej można spędzić czas”. Niektórzy traktują to hobbystycznie. Jak sobie radzą dzieci? Przede wszystkim strzelają z innej broni. Nie dostają broni w standardowym kalibrze. Ten kaliber jest mniejszy, więc broń też jest dużo lżejsza, ma mniejszy odrzut, robi mniejszy hałas. - Nie jest to broń zabawkowa, bo normalnie można nią razić, ale dostosowana jest do sportu, właśnie dla dzieci. Przychodzą, strzelają, a jak im się spodoba, to oni ciągną rodziców następnym razem, na następne zajęcia - opowiada instruktor Łukasz. Co im się podoba? Najbardziej podobają im się otwory w tarczy. Instruktor Maciej: - Dla dzieci wielkie przeżycie mieć broń w ręku. Uczucia są skrajne: od paniki przez strach po ekscytację. My za każdym razem musimy to brać na chłodno. Zaczęło się od Ukraińców Instruktor Maciej opowiada: - Ten wzmożony ruch na strzelnicach zaczął się od końca lutego, początku marca. Trwał przez pierwsze trzy miesiące. W wakacje był mniejszy, a teraz wszystko wróciło. Znów nawał. Wówczas, w marcu klientami byli głównie Ukraińcy. - Młodzi Ukraińcy, później starsi, no, w różnym wieku, pracujący na budowach, jeżdżący na taksówkach. I mnóstwo młodzieży - wylicza instruktor Tomasz. - To był ten pierwszy moment po wybuchu wojnie na Ukrainie. Ludzie chcieli zobaczyć, jak się trzyma broń, jak należałoby ją w miarę poprawnie obsłużyć. Uczyli się strzelać, a potem wyjechali, aby bronić kraju. Chcieli strzelać przede wszystkim z takiej broni, która jest używana na Ukrainie. Czyli najczęściej z kałasznikowa, AR15/M4, remingtona. I z gloc-ka. Instruktor Maciej przypomina: - Bardzo dużo ludzi wtedy chciało kupować kamizelki kuloodporne. Nie wiedzieli gdzie, to przychodzili do nas. Odsyłaliśmy ich do sklepów. Kupowali kamizelki, sprzęt i wyjeżdżali do siebie. Do strzelnic przychodzili też wówczas producenci testować to, co wykonywali dla armii ukraińskiej. Głownie były to wkłady do kamizelek. Testowali je na strzelnicy. Wieszało się je i strzelało ze wszystkich kalibrów dostępnych na strzelnicy. - Producenci chcieli robić szybko i tanio, z gorszych, cieńszych blach, przekładali je gumą, ale to się nie sprawdzało. Broń o większym kalibrze dawała sobie z tym radę i robiła w takich kamizelkach dziury na wylot - wspomina instruktor Tomasz. A kiedy wyedukowani strzelecko Ukraińcy wyjechali, na strzelnice napływali gęsto Polacy, żeby nauczyć się strzelać. Instruktor Łukasz mówi: -Przychodziło dużo starszych, bardziej świadomych osób. Wybierali najczęściej kałasznikowy i glocki. Kałach jest do tej pory najbardziej popularny. Odległość - 25 metrów. Dla kogoś, kto nie umie strzelać, to sensowna odległość - widzi, strzela, trafia i ma frajdę. Strzelanie to skomplikowana sprawa Codziennie na strzelnicy pojawiają się osoby, które nigdy nie miały broni w ręku. Adepci strzelectwa pobierają słuchawki, które chronią uszy przed hukiem (a jest naprawę potężny) i okulary, które chronią oczy. - Łuski wypadające z broni są rozgrzane, mogą poparzyć, no i na dodatek latają w sposób nieprzewidywalny, można dostać w oko, lepiej więc się zabezpieczyć - mówi instruktor Tomasz. Mimo, że broń na strzelnicy pozbawiona jest strzelania ogniem ciągłym, czyli, potocznie mówiąc, nie można strzelać seriami, tylko ogniem pojedynczym. No, chyba, że ktoś ma szybki palec. Instruktor Tomasz prowadzi na oś stumetrową. Najdłuższą oś na strzelnicy. - Stajemy na stanowisku, bierzemy broń, ustawiamy cel na odległości 100 metrów - tłumaczy. Broń na sto metrów to głównie broń długa: sztucery, karabinki, karabiny. Spośród wszystkich klientów, którzy przychodzą na strzelnicę strzelać, na oś stumetrową trafia ledwo 20 procent. Zdecydowana większość wybiera wybiera krótsze dystanse, choć tam też można strzelać z broni długiej, na przykład na 25 metrach można i z karabinka. Instruktor Łukasz wylicza: -Mamy strzelania bliskie, mamy na odległość, są i dynamiczne. W zależności od tego, co kto preferuje. Zdaniem instruktora Łukasza, strzelanie to skomplikowana sprawa. - Trzeba wiedzieć, jaką przyjąć postawę, jak trzymać broń, wiedzieć, jak ściągać język spu- stowy, bo to jest podstawa podstaw. Celować, czyli wymierzyć broń w kierunku tarczy każdy potrafi, ale sam moment, kiedy ściąga się język spustowy, jest często tym, w którym wszystko można popsuć. Najlepsi uczniowie dla instruktorów to tacy, którzy przychodzą na strzelnicę, boją się broni i pilnie słuchają instruktażu. No i są wielozada-niowcami, bo strzelanie to wykonywanie wielu czynności naraz: trzeba dobrze stanąć, dobrze chwycić, wymierzyć broń i dobrze trzymać język spustowy. - Przyjdzie 18-latek, ma dobry wzrok, ręce mu się nie trzęsą, bo jeszcze nie jest alkoholikiem, a strzela gorzej nić 30-letnia dziewczyna. Dlaczego? Ona jest przestraszona i skupiona i dokładnie wysłucha, co ma zrobić. - wyjaśnia instruktor Maciej. Jak zgrać muszkę ze szczerbinkę Na osi 25 metrów instruktorzy biorą broń i przekazują wiedzę następnej grupce chętnych: - Celujemy jedynie w stronę kulochwytu, nie obracamy się z bronią, nie celujemy do siebie, ani do innych. Pokażemy, jak się broń obsługuje, żeby nie połamało wam palców. - Nie kręcimy się z bronią, nie kierujemy wylotu lufy w stronę kogokolwiek obecnego na osi, nie zaglądamy do lufy, a wszystkie zacięcia broni i to, z czym sobie nie radzimy - zgłaszamy. Słuchamy poleceń. I oddajemy strzały wtedy, kiedy jesteśmy gotowi. Na poszczególnych stanowiskach rozłożymy broń, wytłumaczę zasadę działania każdej broni po kolei i po kolei będziemy oddawać strzały - wydaje polecenia instruktor Łukasz. Na stronie instruktor Tomasz ściszonym głosem: - Opowiadamy o broni wszystko, co będzie przydatne. Instruktaż dotyczy też techniki celu: zgrywanie muszki ze szczebinką, jak to ma perfekcyjnie wyglądać, ściąganie palcem języka spustowego. Następnie przechodzimy na stanowisko strzeleckie. Instruktor omawia postawę. - Plecy proste? - pytam. - No, właśnie nie - mówi Tomasz. - Trzeba się lekko pochylić. Do broni trzeba się przytulić. Inaczej mówiąc, trzeba się do niej przyłożyć. Pozycja ma być stabilna, trzeba zrobić duży krok do przodu, policzkiem przytulić się do broni, zgrać PULS • przyrządy celownicze. I można zacząć strzelanie. Obok stoi instruktor. Obserwuje. Musi zachować czujność i reagować błyskawicznie. - Przychodzą tu ludzie z różnym stanem umysłu, więc musimy być gotowi na różne niespodzianki - dodaje instruktor Tomasz. Niespodzianki Nie można polegać na rutynie. Instruktor musi zachowywać baczność i skupienie non stop. Rutyna gubi i zabija. - Zdarza się, że ludzie są tak podekscytowani, że udało im się strzelić i trafić, że kierują bron nie w stronę kulochwytu, jak to powinno być, tylko zaczynają się z nią kręcić. Zadaniem instruktora jest utempe-rować takiego Strzelca, a jak trzeba, to i złapać za broń. Między strzelnicami istnieje nieformalny przepływ informacji i instruktorzy wiedzą, kiedy w jakiejś strzelnicy, zdarza się, przyjdzie klient „na sa-mobója”. Wtedy trzeba uważać na tego, czy tamtego. - Ktoś sobie umyśli popełnić samobójstwo. To dlatego dla instruktorów tak istotna jest rozmowa - mówi instruktor Łukasz. Instruktor Maciej dopowiada: - Rozmawiamy z klientem, żeby stwierdzić stan psychomotoryczny. Jeśli nie jesteśmy kogoś pewni, nie musimy z nim strzelać. Możemy odmówić strzelania, gdy zobaczymy, że stan psychomotoryczny osoby, która przychodzi na strzelnicę, żeby postrzelać, można poddać w wątpliwość. Instruktor Tomasz: Widzę, osoba podekscytowana, rozbiegane oczka, dostaje broń, to od razu palec na spust, a to nie jest film! Czasem więc trzeba dać po łapkach, poprosić, aby człowiek się wyluzował, wyciszył i strzelał pomału, i z uwagą. Potem jest przeszczę-śliwy, choć wiadomo, że po jednym strzelaniu strzelać się nie nauczy. Łukasz konkretnie: Przychodzi smutna dziewczyna i mówi, że chce strzelić. Pytam: „Ile razy chce pani strzelić?” Odpowiada, że jeden nabój. A z jakiej broni? Obojętnie, byleby strzał był mocny. A dlaczego jest taka smutna? Bo ma problemy w pracy. To oczywiście przekoloryzowany przykład, ale może się zdarzyć -mówi Łukasz. Ale są też niespodzianki pozytywne: przychodzi kobieta po raz pierwszy na strzelnice, bierze broń i strzela lepiej niż niejeden z instruktorów. - Tak się zdarza, bo przede wszystkim wysłuchała instruktażu. Przyszła czegoś się nauczyć. Słuchała, jak celować, jak ściągać spust. I strzelała „dziesiątki” - czyli w sam środek tarczy. Albo miała farta, albo rzeczywiście predyspozycje. 5 I ty moiesz zostać instruktorem Pobyt na strzelnicy średnio wynosi 45 minut. Ale to zależy od pakietu i amunicji, jaką się wykupi. Wiadomo, szybciej wystrzelimy 40 nabojów, niż 100. Według instruktora Łukasza na strzelnicę przychodzą dwie grupy ludzi, z których pierwsza ma pozwolenie na broń, a druga to osoby, które zazwyczaj nie mają styczności z bronią, albo dopiero zaczynają mieć z nią styczność. Ci, którzy mają uprawnienia, strzelają sami. - Wśród nich są myśliwi. To moja „ulubiona” grupa strzelecka - z przekąsem mówi instruktor Maciej. Jego zdaniem powinni oni mieć więcej godzin, aby obyć się z bronią, Myśliwi najczęściej korzystają z osi 100-metrowej. Przychodzą przestrzelić broń. - Mam bardzo dużo przypadków, kiedy myśliwy potrafi zostawić broń w komorze. Nie rozładowują broni i o wypadek nietrudno. Ci, którzy nie mają uprawnień - wiadomo - wykupują pakiety i strzelają z instruktorem. Zdarza się, że wśród tych osób są tacy, którzy po 5-10 strzelaniach zapisują się do klubu, zdobywają uprawnienia do posiadania własnej broni, kupują własną jednostkę, więc nie przychodzą już do okienka recepcji po pakiet i instruktora, tylko mówią: -Chcę strzelić z własnej broni. Wtedy strzelająbez instruktora. No, chyba, że przyjdzie taki z żoną bądź dziećmi, wtedy instruktor byćmusi. - Ponad 80 procent tych, którzy przychodzą na strzelnicę, chętnie przyszłoby jeszcze raz i jeszcze raz. Ale regularne chodzenie na strzelnicę wiąże się z finansami. Strzelanie to drogi sport - mówi instruktor Łukasz. No, chyba, że zrobi się uprawnienia instruktorskie, albo zapisze do klubu strzeleckiego. Robota jest fizycznie ciężka. Cały czas się stoi i cały czas trzeba być skupionym. Dochodzi czynnik psychiczny, który męczy. A i praca cały czas w huku, od rana do wieczora - ostrzega. Większość instruktorów to żołnierze, bądź funkcjonariusze różnych służb, którzy czas na strzelnicach spędzają głównie w weekendy. Chcą dorobić, nie chcą siedzieć w domu, albo nie mają nic lepszego do roboty. - Nie każdy żołnierz czy policjant ma uprawnienia instruktorskie, więc z automatu instruktorem nie zostanie - zaznacza Łukasz. - Są tacy, którzy przychodzą i się nie sprawdzają. No, nie mają smykałki. Nie czują bluesa, nie są w stanie poprowadzić bezpiecznie strzelania. Kiedy to widzimy, to taką osobę eliminujemy z grona. Ponieważ instruktor nie musi być snajperem. Ale musi wychwycić błędy, nauczyć, jak trzymać broń i jakjej użyć, żeby się nie zabić. 6 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 TRZĘSIENIE ZIEMI W SZACHACH. MISTRZ ŚWIATA ZEAPAE OSZUSTA? Rozpętana przez Magnusa Carlsena afera zatrzęsła światem szachów. Hans Moke Niemann, który miesiąc temu pokonał mistrza świata, został oskarżony o oszukiwanie podczas wielu partii szachów Kacper Rogacin Początkowo jedynie Carlsen (na zdjęciu) publicznie podważał uczciwość Niemanna. We wtorek portal Chess.com ujawnił raport, z którego wynika, że Amerykanin miał oszukiwać Hans Moke Niemann jeszcze kilka tygodni temu uchodził za spory szachowy talent. Przebojem wdzierał się coraz wyżej w światowym rankingu szachowym i choć nie należał do ścisłej czołówki, to kibice z zaciekawieniem obserwowali jego rozwój. Ale prawie równo miesiąc temu nazwisko Niemanna wylądowało w centrum jednej z największych afer, jakie świat szachów kiedykolwiek widział. „Jeśli coś powiem, będę miał duże kłopoty" Wszystko zaczęło się 5 września, kiedy mistrz świata Magnus Carlsen oświadczył nieoczekiwanie, że wycofuje się z turnieju Sinąuefield Cup w St. Louis. Jego decyzja wywołała wielkie zdumienie w szachowym świecie, ponieważ dotąd Carlsen nie miał w zwyczaju wycofywać się z turniejów, a i w przypadku innych zawodników jest to bardzo rzadka praktyka. Mistrz świata nie podał też powodu swojej rezygnacji, a na Twitterze zamieścił krótki filmik z wypowiedzią trenera piłkarskiego Jose Mo-urinho, który mówi: „Wolałbym się nie wypowiadać. Jeśli coś powiem, będę miał duże kłopoty”. Szachowi komentatorzy szybko skojarzyli, że dzień wcześniej norweski geniusz - właśnie w St. Louis - przegrał partię przeciwko mającemu znacznie niższy ranking Hansowi Nieman-nowi i to w dodatku grając czarnymi, co zdarza mu się ekstremalnie rzadko. Pojawiły się więc sugestie, że decyzją o wycofaniu się z turnieju Carlsen mógł chcieć przekazać swoje podejrzenia, co do nieuczciwości rywala. A 19-letni Niemann do osób o kryształowej uczciwości nie należy. W przeszłości był już przyłapywany na oszukiwaniu podczas gier w intemecie. Sam zresztą przyznał się do tego, że w wieku dwunastu i szesnastu latzdaizałomusięgraćnieuczd-wie w internetowych turniejach. Tym razemNiemann kategorycznie odpierał jakiekolwiek zarzuty o oszukiwanie, choć zaraz po wycofaniu się Carlsena z turnieju w St. Louis wiele osób z szachowego topu podało w wątpliwość uczciwość Amerykanina. Jeden z najpopularniejszych streamerów na świecie - Hikaru Nakamura - stwierdził wprost, że jest przekonany, iż Carlsen wycofał się, ponieważ sądzi, że Niemann oszukiwał w partii przeciwko niemu. Dwie-trzy podpowiedzi, by wygrać z Carlsenem 5 W jaki sposób w ogóle ^ można oszukiwać w szachach? | Wystarczy smartfon lub laptop | z dostępem do internetu, by | dosłownie każda osoba była | w stanie bez problemu pokonać i każdego szachistę, z Magnu-< sem Carlsenem włącznie. Sil-2 niki szachowe analizujące najlepsze posunięcia są dziś wprost niebywale rozwinięte i człowiek zwyczajnie nie jest w stanie się z nimi mierzyć. Rzecz jasna, jeżeli o szachach mamy ledwie mgliste pojęcie, to aby skutecznie oszukiwać w trakcdè gry, musielibyśmy korzystać z pomocy silnika nieustannie. Na świede jest jednak przynajmniej kilkaset osób, którym do zwycięstwa z mistrzem świata wystarczyłyby dwie-trzy podpowiedzi w trakcie partii. Komentujący na YouTube mistrz FIDE i ekspert Chess.com Polska Dawid Czerw zwraca uwagę, że w partiach na najwyższym poziomie z reguły jest bowiem jedynie kilka kluczowych momentów, od których w zasadzie zależy wynik starcia. Człowiek w takich momentach może się pomylić, ale komputer - nie. Oszukiwanie w szachach na najwyższym poziomie nie musi więc wyglądać tak, że przed dosłownie każdym posunięciem zawodnik otrzymuje w jakiś sposób informację od „wspólnika”, jaki ruch ma zagrać. Jeśli nieuczciwy gracz otrzyma pomoc „tylko” w paru kluczowych sytuacjach i tak jest w stanie wygrać partię z każdym rywalem. Taka pomoc może być przekazywana np. za pośrednictwem słuchawki umieszczonej wuchti, która jednak jest stosunkowo łatwa do wykrycia. Wielu szachowych ekspertów twierdzi, że są o wiele trudniejsze do udowodnienia sposoby na oszukiwanie, jak np. - to nie żart - wibrujący korek umieszczany między... pośladkami gracza. Szachista, który chce oszukiwać w danej partii, musi mieć pomocnika. Wspólnik ogląda transmisję partii na żywo i wstu-kuje ustawienie figur, jakie ma miejsce na szachownicy, do silnika szachowego. Program podpowiada mu, jaki ruch należy zagrać, a wspólnik - za pomocą zdalnego pilota - przesyłasygnał do korka, który wibruje w określony sposób. Oszust czuje wibracje i w zależnośd od ich liczby lub sekwencji, dowiaduje się, jakie posunięde ma wykonać. Carlsen znów szokuje świat szachów Minęły równo dwa tygodnie od momentu, gdy Carlsen wycofał się z Sinąuefield Cup i Norweg po raz kolejny stanął w szranki z Hansem Niemannem - tym razem w ramach internetowego turnieju Julius Baer Generation Cup. Grający białymi Amerykanin wykonał pierwszy ruch, Carlsen odpowiedział swoim, Niemann zagrał po raz drugi, na co Norweg... poddał partię. Szachowa społeczność była wpotężnym szoku, aCarlsen dopiero się rozkręcał. Tym razem postanowił skierować światła reflektorów na Maxima Dlugy’ego - jednego z trenerów Niemanna. - Jestem pod dużym wrażeniem gry Niemanna i uważam, że jego trener Maxim Dlugy wykonuje bardzo dobrą pracę -stwierdził mistrz świata. Okazało się, że rosyjski arcymistrz Dlugy, który rzeczywiście trenował Hansa Niemanna, był w przeszłości przyłapany na... oszukiwaniu na portalu Chess.com i to podczas turnieju TitledTuesday, w którym zawodnicy rywalizowali o nagrody pieniężne. Początkowo Dlugyudawałniewin-nego, ale ostatecznie przyznał, że korzystał z niedozwolonej pomocy. Zrzucił jednak winę na swoich młodocianych szachowych uczniów, którzy mieli oglądać relację na żywo z jego partii i podpowiadać mu mchy. Nawet przyjmując, że Dlugy faktycznie oszukiwał tylko raz, wokół Hansa Niemanna i jego współpracowników z każdym dniem pojawiały się kolejne znaki zapytania, choć on sam zarzekał się, że jest czysty jak łza, a oskarżenia kierowane pod jego adresem są bezpodstawne. „Uważam, że Niemann oszukiwał częściej" 26 września Magnus Carlsen odpalił bombę. Wydał oświadczenie, w którym oficjalnie stwierdził, że jego zdaniem Niemann oszukiwał częściej, niż publicznie przyznał - i to w ostatnim okresie, a nie kilka lat temu. „Jego postęp w szachach na żywo jest wręcz niespotykany, a podczas naszej partii w trakcie Sinąuefield Cup miałem wrażenie, że nie był całkowicie skoncentrowany w krytycznych pozycjach, jednocześnie ogrywając mnie czarnymi figurami w sposób, w jaki potrafiłaby to zrobić tylko niewielka garstka szachistów. Ta partia spowodowała zmianę mojego sposobu patrzenia na całą tę sprawę” - napisał mistrz świata. Dodał, że nie chce więcej grać z osobami, które w przeszłości oszukiwały, bo nie wie, do czego będą zdolne w przyszłości. „Chciałbym powiedzieć na ten temat dużo więcej, niestety obecnie nie mogę” - zakończył. Raport Chess.com pogrąża Niemanna? Ostateczne dowody w sprawie Niemanna przedstawił w ostatni wtorek portal Chess.com. Po przeanalizowaniu wszystkich partii, jakie zawodnik rozegrał za pośrednictwem tego serwisu, okazało się, że w ponad stu z nich - zdaniem autorów śledztwa -miał oszukiwać. 72-stronicowy raport zawiera mnóstwo danych, statystyk, wykresów i analiz dotyczących gry Niemanna. Jednocześnie, niejako przy okazji, portal ujawnił, że nieuczciwe praktyki stosowało wielu innych znanych graczy, w tym cztery osoby z czołowej setki światowego rankingu FIDE. Czy druzgocący raport kończy jedną z największych afer w najnowszej historii szachów? Tego dowiemy się, kiedy głos zabierze sam Niemann - jeżeli wogóle zechce to zrobić. Miejmy jednak nadzieję, że rozpętana miesiąc temu burza przyczyni się do wyeliminowania oszustów zkrólewskiej gry, których - jak się okazuje - jest naprawdę sporo. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 PULS • 7 ZGON MITU Jednym z naczelnych fundamentów transformacji po 1989 r. jest mit, że Polacy dzielą się na dwie kategorie, część oświeconą i nowoczesną - „autorytety moralne", jak się samozwańczo określili - i resztę, czyli ciemnogród - oszołomy, mohery itp. Ta pierwsza kategoria zaliczyła się do grona „Europejczyków", zaś tę drugą trzeba dopiero wychować, aby dorośli do tego miana Kazimierz Dadak Dadak: Sikorski nie jest ani pierwszym, ani ostatnim politykiem, który palnął głupstwo Wpis na Twitterze Radosława Sikorskiego „Thank you, USA” ze zdjęciem wydobywającego się na powierzchnię Bałtyku gazu ziemnego z wysadzonego w powietrze gazociągu Nord Stream stanowi cios w samo serce owego mitu. Bo to nie jakiś zwolennik teorii spiskowych, tylko człowiek wykształcony w Oxfor-dzie, luminarz rodzimej dyplomacji i potencjalny kandydat do urzędu prezydenta RP oskarża przywódcę demokratycznego świata i naszego najważniejszego sojusznika o stosowanie metod terrorystycznych. Casus belli Radosław Sikorski zdaje się nie zauważać tego, że w Europie toczy się wojna, i Rosja nie ukrywa, że jest zdecydowana nawet użyć broni atomowej. Stany Zjednoczone tylko pośrednio biorą udział w tych zmaganiach i w żadnym przypadku ani Waszyngtonowi, ani Brukseli, ani Moskwie nie zależy na dalszym wzroście napięcia. Tymczasem nasz „mąż stanu” bezpośrednio wskazuje palcem sprawcę wydarzenia, które jednoznacznie podpada pod kategorię casus belli! Jednoczesny atak na obie nitki tego gazociągu to w istocie rzeczy jest dos wymierzony we wszystkich udziałowców, bezpośrednich i pośrednich, tego przedsięwzięcia. Nie tylko Rosja wchodzi tu w grę, ale także wszyscy odbiorcy gazu ziemnego przesyłanego tymi gazociągami, czyli w pewnym stopniu cała UE, bo uniemożliwienie dostaw ma wpływ na bilans energetyczny całej Unii. Nie bez powodu Nord Stream l i 2 są uznawane przez UE jako inwestycje strategiczne. Skutki odcięcia dostaw już są widoczne gołym okiem, na przykład w Niemczech wprowadzono ograniczenia w oświetleniu ulic i ogrzewaniu biurowców i do- mów mieszkalnych. Zatem swoim wpisem Sikorski implikuje, że Amerykanie wbijają nóż w plecy swoim europejskim sojusznikom. Gazociągi mają wymiar polityczny i gospodarczy. Czynne Nord Stream l i 2 dawałyby Rosji możliwość mamienia Europejczyków perspektywą uruchomienia dostaw tego cennego surowca w zamian za zmniejszenie poparcia dla Ukrainy. Z drugiej strony, oddę-de dostaw z Rosji wymusza kupowanie gazu w innych krajach, a jednym z alternatywnych źródeł zaopatrzenia są Stany Zjednoczone. Stąd wskazanie palcem Waszyngtonu jako sprawcy wybuchów jest kolejnym powodem do wywołania poważnych rozdźwięków pomiędzy USA i UE. Czy w naszym interesie narodowym leży wycofanie się Ameryki z zaangażowania w Europie? Czy wypisywanie takich rzeczy to nie jest strzał w kolano? Wysadzenie w powietrze Nord Stream 1 i 2 spowodowało także wielką katastrofę ekologiczną. Do atmosfery wydostały się ogromne ilości metanu, gazu, który z punktu widzenia teorii o przyczynach zmian klimatu jest dużo bardziej szkodliwy od dwutlenku węgla. Biorąc pod uwagę stanowisko Joe Bidena w tym zakresie i wysiłki jego administracji mające na celu wdelenie w żyde postanowień Porozumienia Paryskiego z 2015 r., przyłożenie ręki do wysadzenia w powietrze gazociągów byłoby przykładem bezgranicznej obłudy. Sikorski swoim wpisem to właśnie implikuje. Żona Radosława Sikorskiego, Annę Applebaum, należy do ścisłego grona „jastrzębi” gorąco popierającego amerykańskie zaangażowanie w obronę Ukrainy. Ma ona świetne kontakty w Białym Domu i na pierwszy rzut oka wpis jej męża miał znamiona „kontrolowanego przecieku”. Jest to metoda często stoso- wana nad Potomakiem wtedy, gdy politycy chcą, żeby jakaś wiadomość dostała się do sfery publicznej, ale nie są skłonni uczynić tego oficjalnie, to wówczas posługują się osobami postronnymi. Oczywiście, o żadnym prze-cieku nie ma tu mowy, ale wrażenie pozostaje. Stąd rosyjska propaganda i dyplomacja z wpisu byłego ministra spraw zagranicznych robi użytek. Trudno sobie wyobrazić lepszy prezent dla W. Putina niż uznanie USA za winnego wybuchów na dnie Bałtyku. W sumie nasz „mąż stanu”, w oczach wielu przedstawicieli oświeconej elity czołowy kandydat do urzędu prezydenta, nie jest w stanie przewidzieć oczywistych, a katastrofalnych skutków swych wypowiedzi. Towarzystwo wzajemnej adoracji Sikorski nie jest ani pierwszym, ani ostatnim politykiem, który palnął głupstwo. Niemniej każdy sprawca takiego zajścia niezwłocznie stara się zlikwidować skutki swego postępku, w tym przypadku natychmiast kasuje wpis na Twitterze. Tymczasem nasz „bohater” potrzebował dwóch dni, żeby to uczynić. Fakt tennie budzi zdziwienia, ponieważ rodzime „autorytety” żyją w świecie iluzji. Mamy do czynienia z towarzystwem wzajemnej adoracji i w tym klimacie łatwo sobie wyobrazić, że jest się doskonałym, zaś osoba doskonała nie popełnia błędów. Skoro nie popełnia się błędów, to i nie ma co naprawiać. Sikorski wprzeszłośd popełniał podobne błędy i zawsze uchodziło mu to na sucho, bo „autorytetem moralnym” zostaje się raz na zawsze, chyba że się dopuści zdrady i przejdzie do obozu „ciemnogrodu”. Nasz „dyplomata” przeszedł odwrotną ewolucję, więc krytyce podlegać nie może. W 2007 r. wypowiedział złowieszcze zdanie o „dorzynaniu watahy” i ten fakt w żadnym przypadku nie przeszkodził mu w przejęciu sterów MSZ. Przyjmijmy, że skoro to określenie padło w ferworze walki przedwyborczej, to można jebyło puścić mimo uszu, ale jeszcze gorszym występem popisał się rok wcześniej, gdy jako minister obrony podczas międzynarodowej konferencji w Brukseli porównał pomysł budowy Nord Stream l do paktu Ribbentrop-Mołotow. Oczywiście, budowa gazociągu z pominięciem Polski i naszego regionu to było działanie na szkodę polskiej racji stanu - dziś jest oczywiste, że także na szkodę niemieckiej i unijnej racji stanu - ale takich niedyplomatycznych słów nie wolno używać w stosunku do partnera w NATO i UE. Niebawem Sikorski jako minister spraw zagranicznych spotykał się ze swoim niemieckim odpowiednikiem, którego wcześniej przyrównał do szefa dyplomacji nazistowskich Niemiec. Jakoś rodzimi strażnicy standardów europejskich tak czuli na punkcie dobrych stosunków z naszym zachodnim sąsiadem tego dysonansu, by nie powiedzieć strzelenia sprawie polskiej w kolano, nie zauważyli. Bo Sikorski wówczas to był cenny nabytek i jego nie-dyplomatyczne zachowanie zarówno w kraju, jak i za granicą trzeba było schować pod dywan, nawet jeśli miało to przynieść ujemne skutki dla naszego interesu narodowego. Bo dla „prawdziwych Europejczyków” polski interes narodowy nie ma najmniejszego znaczenia, liczy się tylko ich interes. Zapewne w ramach ekspiacji za niedyplomatyczne stwierdzenie z 2006 r. Sikorski już jako polski minister spraw zagranicznych powiedział w Berlinie, że mniej się obawia niemieckiej potęgi niż niemieckiej bezczynności. Tym samym dał Berlinowi sygnał, że Polska o swe interesy walczyć nie będzie. Wikipedia w języku angielskim podaje (zaś w języku polskim pomija), że Si- korski został odznaczony Wielkim Krzyżem Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec. Z takim samym zjawiskiem mamy do czynienia w przypadku opisu jego działalności w Grupie Bil-derberg, w której jest członkiem komisji nadzorującej (steering committee). Nauka poszła w las Radosław Sikorski spędził pół życia w zachodnich, głównie amerykańskich, instytucjach. Niestety, trudno powiedzieć, aby przyswoił sobie podstawową zasadę, która przyświeca zachodnim politykom -trzymać język za zębami. Zasada ta obowiązuje nie tylko w polityce, ale praktycznie w każdej dziedzinie życia. Ma ona źródła w merkantylnej tradycji tamtych społeczeństw. Dla ludzi o tradycjach kupieckich nie tylko czas to jest pieniądz, ale i informacja to jest pieniądz. Klasycznym przykładem tego zjawiska jest rodzina Roth-schildów. Ich fortuna zasadzała się na rodzinnych powiązaniach, które oplatały całą Europę. Dzięki temu posiadali oni informacje, których nie mieli ich konkurenci i wykorzystywali je w prowadzonych interesach. Dzisiaj takimi atutami dysponują wielkie globalne instytucje, szczególnie finansowe, które mają nieporównanie lepszy wgląd w gospodarczą sytuację na całym globie. Natomiast rodzima oświecona elita, a Radosław Sikorski jest nieodłącznym jej członkiem, takiej tradycji nie posiada ani jej nie hołduje. Wśród nich króluje „kawiarnia”. Ten, kto błyszczy w towarzystwie, opowiadając o tym, co się dzieje w ważnych instytucjach, ten jest duszą towarzystwa. Anglo-sasi toczą nudne rozmowy o pogodzie i tym podobnych przyziemnych sprawach, podczas gdy rodzimi Europejczycy nie mogą doczekać się okazji do wyjawienia sekretów lub wypowiedzenia sensacyjnych myśli. Doskonale tę sprawę pokazały taśmy z nagraniami polityków z warszawskich restauracji. Ostrość sądów i wulgarność języka, które z nich przebijały, nie mają precedensu w innych krajach. Sikorski przeniósł te doświadczenia i tę mentalność na globalną scenę, plotąc o amerykańskim udziale w uszkodzeniu Nord Stream l i 2. Timeo Danaos Właśnie ze względu na międzynarodowe powiązania, otrzymane nagrody i odznaczenia Sikorski może uchodzić za prawdziwy „skarb narodowy”. Oczywiście, dla polityka otrzaskanie w wielkim świecie jest ze wszech miar pożądane - podstawową sprawą jest to, czy te doświadczenia są spożytkowane dla dobra własnego kraju, czy nie. WUSAkażdypolitykna każdym kroku podkreśla, że jego działalności przyświeca jeden jedyny cel - obrona interesu narodowego. Tam mają w pamięci słynną frazę z „Eneidy” Wergi-liusza, „Timeo Danaos et dona ferentes” (Obawiam się Greków, nawet gdy przynoszą dary). Czy jakieś państwo obdarowuje orderami polityków z obcych krajów dlatego, że oni bronią interesu narodowego własnego kraju, czy też dlatego, że owi politycy prowadzą politykę przyjazną interesom tych, którzy te odznaczenia nadają? Stąd obce interesy promują tę część polskiej elity, która jest im przyjazna. To im nadaje się nagrody i ordery, o nich pochlebnie pisze się w gazetach. Sikorski byłbeneficjentem tego zjawiska. Z człowieka, który nie jest w stanie dokonać prostej oceny skutków swoich wypowiedzi, uczyniono opatrznościowego męża stanu. Natomiast o Polakach, którzy bronią naszego interesu narodowego, w najlepszym przypadku się milczy, a najczęściej przedstawia się ich jako zagrożenie dla demokracji i cywilizowanego świata. 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 „Łukaszowcy”. Wielki powrót wielkiego malarstwa W Muzeum Narodowym w Warszawie trwa wystawa „Łukaszowcy. Wielki powrót", przygotowana przez Muzeum Historii Polski. To dzieła, które wróciły do Polski po 83 latach Mariusz Grabowski Ekspozycja składa się z siedmiu panoramicznych obrazów i czterech makat. Obrazy przedstawiają najważniejsze wydarzenia z historii Polski, ukazując jej wkład w rozwój cywilizacji zachodniej, m.in. w relacje z sąsiadami, tradycje tolerancji i konstytucjonalizmu. Już to sprawia, że dzieła Łuka-szowców stanowią niezwykły wkład w dzieje sztuki polskiej. Wielki powrót Pokazywane w MNW dzieła powróciły do kraju dzięki staraniom Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i osobistemu zaangażowaniu wicepremiera prof. Piotra Glińskiego. W 1940 r. nie mogły wrócić do Polski, okupowanej wówczas przez Niemcy i Związek Sowiecki. Później, przez lata obrazy zdobiły bibliotekę amerykańskiego Le Moyne College. Skomplikowana sytuacja prawna utrudniała negocjacje władz polskich z przedstawicielami uczelni w sprawie zwrotu tych dzieł. Przełom osiągnięto w maju 2022 r. - Bardzo się cieszymy, że to wielkie dziedzictwo polskiej sztuki, polskiej kultury wróciło wreszcie po tylu latach do Polski. Wielkie podziękowania dla wszystkich, którzy się do tego przyczynili. To jest faktycznie wielki powrót. Polska tyle lat starała się, aby Łukaszowcy ponownie trafili do kraju i znów są w domu - mówił na otwarciu prof. Piotr Gliński. - Możemy przyjrzeć się w jaki sposób w latach 30. widziano Polskę i chciano ją pokazać za granicą. W jaki sposób n Rzeczpospolita prowadziła swoją politykę historyczną. Na ekspozycji w przyszłej siedzibie Muzeum Historii Polski będziemy prezentowali również cykl obrazów „Dzieje cywilizacji w Polsce” Jana Matejki. Oba cykle będą ze sobą korespondowały, pokazywały zależności i tą współpracę - wtórował mu Robert Kostro, dyrektor Muzeum Historii Polski. Co na wystawie? Kolekcja składa się z siedmiu dzieł stworzonych na zamówienie polskiego rządu W1938 r., kolektywnie, przez grupę malarzy z tzw. „Bractwa św. Łukasza”. Prace przedstawiają najważniejsze momenty historii polskiej, które zostały wyselekcjonowane pod okiem wybitnego historyka prof. Oskara Halecłdego. Obrazy ukazują najbardziej chwalebne momenty w dziejach polskiej państwowości: począwszy od „Spotkania Bolesława Chrobrego i cesarza Ottona Ul u grobu św. Wojciecha (1000 r.)”, przez „Przyjęcie Unii Lubelskiej (1569 r.)”, „Bitwę pod Wiedniem (1683 r.)”, skończywszy zaś na „Uchwaleniu Konstytucji 3 maja (1791 r.)”. - Łukaszowcy zrobili kolejną rzecz w naszej świadomości narodowej, budowania obrazów, które są takbardzo ważne. To, co zrobił Jan Matejko, zostajew naszych głowach na zawsze, tak też jest z tym, co zrobili Łukaszowcy - stwierdził dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie Łukasz Gaweł. To głównie zasługa Tadeusza Pruszkowskiego, którego ambicją było stworzenie polskiej szkoły malarstwa z wykorzystaniem historycznych stylizacji. Styl narodowy miał wynikać z przetwarzania wzorców dawnych epok, sprawnego łączenia różnych konwencji stylistycznych. Dzieje Bractwa W swoich założeniach Bractwo św. Łukasza, jedno z najważniejszych polskich ugrupowań artystycznych dwudziestolecia międzywojennego, działające w latach 1925-1939, zwrócone było ku tradycyjnemu, figuratywnemu malarstwu. Założone zostało w reaktywowanej w 1923 r. warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, czyli obecnej ASP, głównie przez uczniów Tadeusza Pruszkowskiego, m.in. Bolesława Cybisa, Jana Gotarda, Aleksandra Jędrzejewskiego, Eliasza Kanarka, Antoniego Michalaka, Jana Podoskiego i Jana Zamoyskiego. Potem dołączyli do nich: Bernard Frydrysiak, Jeremi Kubicki i Stefan Płużański. Ideą przewodnią Bractwa była organizacja pracy artystycznej na wzór średniowiecznego cechu. Władzę najwyższą sprawowało walne zgromadzenie, a pracami artystów kierowała kapituła. Młodzi twórcy dbali też o oprawę ważnych wydarzeń z żyda ugrupowania, np. po uzyskaniu dyplomów ukończenia akademii zorganizowali uroczystość tzw. „wyzwolin”, którabyła rodzajemhumorystycznej parodii obrzędu rodem z wieków średnich. Barwne żyde towarzyskie było nieodłącznym aspektem funkcjonowania Bractwa. Malarze prowadzili je nie tylko w Warszawie, ale także podczas McznychplenerówwKazirnierzu Dolnym. Blisko pastwa Popularność Bractwa wzrosłą podkonieclat20. W1928 r. miała miejsce pierwsza wystawa zbiorowa w siedzibie Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych Warszawie, przewieziona w 1929 r. do Łodzi i do Bydgoszczy. Potem były ekspozycje na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu, a do końca lat 30. Łukaszowcy prezentowali swoje prace m,.in. w Genewie, w Brooklyn Mu-seum w Nowym Jorku, na 19. Międzynarodowym Biennale Sztuki w Wenecji, w Amsterdamie i w Pittsburghu. Artyści dekorowali m.in. wnętrza statków m/s „Piłsudski” i m/s „Batory” (zwodowane w 1934 r. transatlantyki - jednostki bliźniacze M/s Piłsudski iM/s Batory - miały stać się swo-istymi „pływającymi salonami i ambasadami kultury polskiej”), pomieszczenia Wojskowego Instytutu Geograficznego w Warszawie i Szkoły Polskiej w Gdańsku. W1939 r. byli obecni na Wystawie Światowej w Nowym Jorku. Ta ekspansja związana była z propagowaną przez Łuka-szowców koncepcją sztuki narodowej. Wiele powstających wówczas grup artystycznych, opowiadających się za tradycyjną, zachowawczą estetyką, gotowych było wspierać politykę kulturalną państwa. To wiązało się z licznymi oficjalnymi zamówieniami na wnętrza i obrazy. Kolektywna praca Ale obecna wystawa łączy w sobie kilka dodatkowych wątków. Prezentuje znakomite malarstwo, śmiałą próbę poszukiwania stylu narodowego w sztuce polskiego Dwudziesto-leda. To okazja, by przypomnieć działania, jakie władze IIRPpro-wadziły na polu polityki historycznej. To wreszcie okazja by zamanifestować determinację i skuteczność polskich władz oraz polskich muzealników w walce o powrót polskich dzieł sztuki do kraju. W latach 1939-1940 dzieła te stanowiły bowiem serce pawilonu polskiego na wspomnianej już Wystawie Światowej w Nowym Jorku. Ireneusz J. Kamiński na łamach „Kameny” z 25 grudnia 1988 r. pisał: „Według relacji Michalaka, malowano obrazy odgodziny7rano do zmierzchu - wspólnie, kolektywnie, acz z różnym zaangażowaniem, zależnym od indywidualnych umiejętności konfratrów”. Ponoć Aleksander Jędrzejewski, „stwarzał nastrój”, malując niebo i fragmenty pejzażu, Jan Gotard,ekspresjonista, budował pędzlem malutkie postaci ludzkie na drugich planach kompozycji. Jan Zamoyski okazał się specjalistą od figur groteskowych, s patetyczne czy heroiczne stanowiły domenę Michalaka”. Wspólnie w Kazimierzu Legenda głosi, że zamówione obrazy malowane były przez 11 artystów od maja 1938 roku w willi Tadeusza Pruszkowskiego w Kazimierzu Dolnym, usytuowanej na zboczu góry zamkowej. Sam Pruszkowski pracę koncepcyjną nad cyklem opisywał następująco: „Najprzyjemniejsze były momenty poszukiwania stylu, który byłby-zdaniem naszym - odpowiedni dla naszych obrazów. Dyskusja na ten temat godna była płyty lub taśmy dźwiękowej. Ustalono następujące wytyczne. Obrazy mają być, przez szacunek dla Matejki, odmienne od jego dzieł historycznych. Ponadto wyraźne, czytelne, jasne, żywe w kolorze, nienaturalistyczne, ostro konturowane, bogate w szczegóły, tłumne, bez rzucanych cieni, malujący mają być sportretowani; zrozumiałe pod każdym względem dla dzieci, dorosłych i malarzy zarówno”. Według planów miały pozostać w USA nie dłużej niż do jesieni 1940 r. Historia potoczyła się inaczej: po wybuchu wojny komisarz wystawy z ramienia polskiego rządu Stephen Kyburg de Ropp zdecydował się wystawę utrzymywać. A potem przekazał je bibliotece jezuickiej uczelni Le Moyne College w Sy-racuse na północy Stanów Zjednoczonych. Nad Wisłę powróciły dopiero po 83 latach. Wystawie, która potrwa do 23 października w MNW, towarzyszą imprezy uzupełniające - np. 13 października odbędzie się wykład Kacpra Wysokińskiego „Historia Polski w »Świecie Jutra«". Wystawa została przygotowana w polsko-angielskiej wersji językowej. Informacje: mnw.art.pl, muzhp.pl. USTALONO NASTĘPUJĄCE LUYTYCZNE. OBRAZY MAJĄ BYĆ, PRZEZ SZACUNEK DLAJANA MATEJKI, ODMIENNE ODJEGO DZIEŁ HISTORYCZNYCH FOT. DOMENA PUBLICZNA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 PULS • 9 Jesień 1982 rok. Za oknami szara rzeczywistość, wzmagana przez trwający od niespełna roku stan wojenny. I to właśnie kolejna, dziesięcioodcinkowa produkcja, w zamysłach władz, miała odwrócić uwagę rodaków od tych siermiężnych, a może i niewygodnych kwestii. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że postawiono na kolejny serial z gatunku lekkich i przyjemnych, niczym „Czterdziestolatek”, „Janosik” czy „Daleko od szosy”. Tym razem na ekranie ukazano nie przeżywaj ącego zabawne perypetie inżyniera czy niezłomnego tatrzańskiego zbójnika, a... spokojnego, żeby nie powiedzieć: safandułowatego kanalarza w kwiecie wieku, wdąż poszukującego swojej partnerki życiowej, w czym niestrudzenie pomaga mu matka, z którą wciąż mieszka. - Bohaterowie nieudacznicy nie pasują na pro-tagonistów seriali. Potwierdza to kilkudziesiędoletnia historia gatunku. Bohaterem bywa tu zwykle człowiek silny, zwycięski, obdarzony jeśli nie nadzwyczajną inteligencją, to przynajmniej intuicją i sprytem, a najczęściej jednym i drugim (...) „Jan Serce” ma całkowicie odmiennego bohatera. Safan-duła, nieudacznik, naiwny idealista, ktoś, komu się nieustannie nie wiedzie, ale jest tak szlachetny, tak prawy i czysty, że może aż nazbyt dosłownie autorzy scenariusza nadali mu tożsamość: Serce - czytamy na portalu Filmpolski.pl. Nauczyciel? Bokser? Niech będzie kanalarz Jana Serce zagrał Kazimierz Kaczor, który zyskał uznanie widzów i krytyki legendarnym już wcieleniem w Leona Kurasia w „Polskich drogach”. Być może właśnie dlatego oczekiwano po nim kolejnej roli, która zapadnie wpamięć. Ibyćmoże dlatego wielu się rozczarowało. Zarzucano produkcji, że zamiast bohatera wykreowała jego przedwieństwo, co poniekąd potwierdzał reżyser Radosław Piwowarski, jednocześnie podkreślając po latach, że poza drobnymi szczegółami niczego w swoim dziele by nie zmieniał. - Bo serial w zamyśle Zbyszka Kamińskiego [współscenarzy-sta - przyp. red.] i moim taki właśnie miał być. My w roku 1978 wymyśliliśmy sobie bohatera „na przekór” ówczesnym wzorcom. Człowieka, który się nie przepycha łokciami do kariery. Nie ma sukcesów, a wprost przeciwnie: przegrywa i głęboko przeżywa swoje porażki. Mnie taki człowiek zawsze będzie interesował bardziej niż typ zwydęzcy -mówił Piwowarski, który zaznaczał, że wspólnie ze współ-scenarzystą Zbigniewem Ka-mińskim chdał dodać do historii trochę elementów żartobliwych, sentymentalnych, nie Jana Serce zagrał Kazimierz Kaczor, który zyskał uznanie widzów i krytyki legendarnym już wcieleniem w Leona Kurasia w „Polskich drogach" JAN SERCE. CZTERY DEKADY POSZUKIWAŃ Dla niektórych, zwłaszcza krytyków tamtych czasów, był melodramatyczną, ciągnącą się niczym flaki z olejem szmirą, zaś dla spragnionych nowości widzów czymś w rodzaju swoistej telenoweli. Śledząc losy tytułowego bohatera, kibicowali mu w odnalezieniu drugiej połówki. 3 października minęło czterdzieści lat od premiery serialu „Jan Serce" IVojciech Obremski zapominając o melodramatycz-nych. - Wszystkie te elementy występują w naszym życiu, dlaczego by więc nie pokazać ich na ekranie i nie obdarzyć nimi jednego bohatera? Chcieliśmy stworzyć atrakcyjny seryjny film telewizyjny z łubianymi i cenionymi aktorami. Wydaje mi się, że widzom nie będzie przeszkadzał fakt, iż nasz bohater jest bardzo silnie związany z miejscem swego urodzenia, z Warszawą, że sam o sobie mówi: jestem chłopakiem z Woli. Przecież taka sama historia mogłaby wydarzyć się gdzie indziej - opowiadał reżyser na łamach portalu Interia.pl. Scenarzyści mieli twardy orzech do zgryzienia, kim z zawodu powinien być Jan Serce. W grę wchodzili: nauczyciel, lekarz, a nawet bokser. Wreszcie, mając w pamięci amerykański film „Marty”, opowiadający o samotnym i mało atrakcyjnym rzeźniku, Piwowarski oraz do absurdu, co zresztą utrudnia mi życie, i wymyśliłem, że to będzie kanalarz: ktoś, kto żyje pod ziemią i szuka miłości na powierzchni - opowiadał Piwowarski. Obok Kazimierza Kaczora w serialu nie zabrakło innych znakomitych aktorów. Wystarczy wspomnieć: Mariana Koci-niaka, Jana Himilsbacha, Hannę Stankównę, Ewę Szy-kulską, Jadwigę Jankowską-Cieślak czy Krystynę Feldman. Kluby imienia Jasia i niechęć spikerki Jednak mimo znakomitej obsady nie można stwierdzić, że serial porywa akcją i dynamiką. Bohater kompletnie różni się od innego serialowego „poszukiwacza” Tulipana, a ich losów i motywacji, które nimi kierowały, nie ma co nawet porównywać. Jest za to coś innego, co intryguje w osobowości postaci, a raczej w jej metamorfozach pojawiających się w zależności od napotykanej kobiety. Widzimy emocje Jana, kiedy o mało nie dostaje obłędu, rozpaczliwie poszukując poznanej w nocnym lokalu dziewczyny, intrygująco ukazano również relację z mężatką z dzieckiem. To wszystko sprawiło, że serial, na przekór złej prasie, oglądano chętnie. O jego popularności niech świadczy fakt, że po emisji w kraju jak grzyby po deszczu powstawały biura matrymonialne i kluby samotnych serc imienia Jana Serce. - Pewni państwo, oboje grubo po trzydziestce, w wyniku jednego ze spotkań w takim klubie postanowili się pobrać. I zaprosili mnie na ślub! -opowiadał Kazimierz Kaczor w 2019 roku, w audycji Katarzyny Stoparczyk. Nie brakowało jednak nieprzychylnych, żeby nie powiedzieć: skrajnie złych opinii o serialu. Mało tego - po emisji jego ostatniego odcinka spikerka Edyta Wojtczak miała powiedzieć na wizji: „Z ulgą żegnamy ten nieudany serial wyprodukowany w Zespole X. A teraz zapraszamy na Telewizyjną Listę Przebojów”. Odniósł się do tego sam reżyser. - Myślałem, że dostanę zawału serca. Przecież oglądały to miliony ludzi! Wtedy byłem jeszcze naiwnym młodym człowiekiem i czytałem wszystko, co o mnie piszą, że jestem najmniej zdolnym facetem w tym kraju, że to jest najgorszy serial. Wypowiadali się nawet fachowcy od ka- ^mAR^samEinmmi ORZECH DO ZGRYZIENIA, KIM Z ZACHODU POWINIEN BYĆ JAN SERCE IV GRĘ WCHODZILI: kombinować, co to byłby za ro- KI AJ IC" yVUJLI I PIS Al? 7 RiUS^FJ? botnik. Mam pewną skłonność n/lUCZ I CIUL, LLtCAKZ, dUUaLK nałów, że wszystko nie tak. W jakiejś gazetce rzemieślniczej z Koszalina, „Głos Fryzjera” czy coś takiego, napisali, że to jest beznadziejne, a w dodatku bohaterowie są źle ostrzyżeni - mówił Piwowarski, cytowany przez polskiera-dio.pl. „Było zupełnie znośnie i nie śmierdziało" Prócz typowych dla serialu obyczajowego plenerów (blokowiska z wielkiej płyty, szpital, nocne lokale, stacje kolejowe itp.) nie mogło zabraknąć ukazania miejsca pracy Jana Serce, czyli warszawskich kanałów. Zagrały je jednak nie stołeczne podziemia, lecz... łódzkie. Stało się tak dlatego, że, jak tłumaczył reżyser, Łódź dysponowała szerokimi kanałami, w których łatwiej można było pracować z kamerą. -Wcześniej obawiałem się tych zdjęć w kanałach, podpytywa-łem, jak Wajda sobie radził przy filmie „Kanał”. Okazało się, że kanały dla Wajdy wybudowano w hali nr l w Łodzi. W sumie warunki pracy w kanałach były zupełnie znośne i nawet nie śmierdziało. Czasem tylko płynęła niebieska, czerwona albo zielona woda z farbiami - wspominał Piwowarski. Ponadto zdjęcia powstawały także w niedalekim Piotrkowie Trybunalskim, Otwocku, na ekranie pojawił się również dworzec kolejowy w Warce. Chyba każdy pamięta piosenkę tytułową „Uciekaj moje serce”. Popularny i grany w stacjach radiowych do dziś utwór skomponował i zaśpiewał Seweryn Krajewski, do słów Agnieszki Osieckiej. Kompozytor przedstawił reżyserowi trzy motywy muzyczne. - Najbardziej znany jest ten czołówkowy, ale pozostałe też są dobre, tylko że pojawiają się gdzieś w tłach. Seweryn od początku mówił, że musi być piosenka, że będzie piękna. Nie chciałem, nie potrzebowałem, uważałem, że to już nie są czasy na piosenkę w czołówce. Potem do mnie zadzwonił z informacją, że Agnieszka Osiecka zachwyciła się serialem i napisała pio senkę „Uciekaj moje serce” -opowiadał reżyser. Charakterystyczna, będąca swoistym novum jak na tamte czasy, czołówka, zawdzięcza grafikę Cyprianowi Kościelniakowi, który jest znany także z wyprodukowania pierwszych polskich animacji komputerowych na potrzeby kultowej „Seksmisji”. To, że pamięć o „Janie Serce” jest wciąż żywa, oznacza jedno: twórcy serialu dali radę, a ukazana przez nich historia o „wciąż poszukującym” kanalarzu do dziś oglądana jest chętnie przez kolejne pokolenia, dla których wartości tam przedstawione wcale nie straciły na aktualności. 10 Jaką wolisz jesień: polską czy grecką? Jestem fanem złotej polskiej jesieni. Niestety, w tym roku widać, że może być zimno, bo przecież już spadł śnieg w górach. Za taką jesienią nie przepadam. Kiedy z trzydziestu stopni nagle robi się dwanaście, to nie jest przyjemne. Wtedy wyjeżdżamy do Grecji. Po to sobie tam domek przytuliliśmy, żeby móc przedłużać lato. Teraz już niewiele mnie trzyma w Polsce. Kończą się sezonowe koncerty plenerowe. Dopiero potem zimą powrócimy na scenę. A w Grecji jest jesienią tak jak u nas w lipcu. Morze ma 25 stopni. Dopiero w połowie listopada robi się chłodniej. Co dę jeszcze zachwyciło w Grecji oprócz pogody, że kupiliście sobie tam dom? Ludzie. Fajniejsi niż w innych krajach śródziemnomorskich, jak Włochy czy Hiszpania. Nie ukrywam, że zdecydowały też względy ekonomiczne. Grecja jest tańsza od tamtych państw. Żeby we Włoszech kupić dom, trzeba mieć tyle, ile w Polsce. Tymczasem w Grecji wystarczy połowa tej sumy. To duża różnica. • W Grecji życie płynie w innym tempie niż w Polsce. Polubiłeś to? Jest mnóstwo stereotypów na ten temat. Na przykład to, że Grecy są leniwi i nie chce im się pracować. Prawdą jest natomiast to, że niechętnie płacą podatki fiskusowi. Kiedy znają kogoś, od razu namawiają do małych przekrętów, (śmiech). To jest naganne, ale ja akurat nie jestem jakimś wielkim wielbicielem państwa opiekuńczego. Tak naprawdę tę opiekę trochę się nam wmawia, a płacimy za nią wysokie podatki. Dlatego właściwie ich rozumiem (śmiech). Podobnie mówi się, że Grecy kończą pracę w południe. Tymczasem oni wtedy wychodzą na sjestę. A potem znów wracają o piątej i pracują do zmroku. W lecie są czter-dziestostopniowe upały i tam się nie da pracować w środku dnia. Tak jest we wszystkich urzędach czy sklepach. Masz w Grecji przyjaciół? Tam, gdzie mieszkamy, osiedliła się spora diaspora mieszkańców Wysp Brytyjskich -Anglicy, Szkoci, Walijczycy. Greków jest może półtora tysiąca, a Brytyjczyków ponad trzy tysiące. I ci Brytyjczycy są bardżo zintegrowani. Ostatnio namówili Greków, by ci uruchomili ponownie niedziała-jący od stu lat stary browar -i w tej chwili mają swoje piwo, które uznają oczywiście za najlepsze na świecie. Życie towarzyskie toczy się tam w lokalnych tawernach, gdzie cały czas gra muzyka. Kiedy synowie przyjeżdżają do nas, • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 ROBERT GAWLIŃSKI: GRANIE Z SYNAMI TO COŚ NAJPIĘKNIEJSZEGO, CO MOGŁEM SOBIE WYMARZYĆ „Wszyscy marzą o miłości" to tytuł nowej płyty Wilków. Lider słynnej grupy Robert Gawliński opowiada nam o jej powstawaniu, graniu z synami i mieszkaniu w Grecji Paweł Gzyl bierzemy gitary i też śpiewamy. Zabawa jest wspaniała. Najpierw po południu grają greckie zespoły, a potem my zaczynamy buszować, jest więc więcej rock’n’rolla. Greków to cieszy, bo u nich to w sumie mało popularny rodzaj muzyki. Ostatnio poznałem jednego metalowca, który w wielkiej konfidencji wyznał mi, że za dnia gra muzykę ludową, a kiedy jego dziadek wychodzi do kościoła, zbierają się z kumplami w jego garażu i łomoczą metal. Całe szczęście dziadek jest bogobojny i dzięki temu mogą mieć próby trzy razy w tygodniu, (śmiech) Grecja inspiruje dę artystycznie? Nie. Ich muzyka jest bardzo odległa kulturowo od tego, co my gramy. Tam są zupełnie inne podziały rytmiczne. Trzeba się chyba urodzić Grekiem, żeby to grać. Podobnie z tańcem. To są zupełnie inne kroki. Kiedyś u nas tańczyło się na imprezach taniec Zorby. Tak naprawdę nie ma on wiele wspólnego z tym, co tańczy się w Grecji. Tańcząc grecki taniec ludowy, trzeba być bardzo czujnym i liczyć wszystkie kroki. Ta odrębność kulturowa Grecji jest bardzo pociągająca. Powiedziałeś, że w Grecji w lecie nie da się pracować. To gdzie powstawały nowe piosenki Wilków? Piosenki można pisać, nawet kiedy jest gorąco. Wystarczy wyjść z gitarą na taras, siąść w cieniu, a morska bryza cię chłodzi - i już przychodzi natchnienie (śmiech). To bardzo przyjemne. Kiedy byłem dzieciakiem, uczono nas w szkole, że Polska jest najpiękniejsza. Dlatego, kiedy po 1989 roku otwarły się granice, zachłysnęliśmy się tymi obcymi krajami. Z czasem to jednak minęło. I dzisiaj stwierdzam, że Polska jest naprawdę przepięknym krajem. Dlatego chociaż pomieszkuję w Grecji, to swoje serce i głowę zostawiłem nad Wisłą. I tak naprawdę to tutaj najlepiej mi się pisze piosenki. Chociaż być może na stare lata będę więcej czasu spędzał w Grecji, to i tak do końca swych dni pozostanę Polakiem. Dlaczego tym razem postanowiłeś stworzyć płytę o miłości? To był czas pandemii i lock-downu. Wcześniej pisałem o wszystkim innym, ale nie o miłości. Kiedy nadszedł ten trudny dla nas wszystkich czas, powiedziałem sobie: „Nie będę pisał o pandemii. Nie zmuszę się do tego. Mam to w nosie. Chcę napisać coś takiego, żeby ludzie poczuli się lepiej, słuchając tej muzyki, a nie przypominali sobie te ciężkie chwile”. I tak się stało. Tytuł płyty jest bardzo wymowny. Dlaczego „wszyscy marzą o miłości”? Miłość jest cudną chorobą. I chyba nie ma nikogo, kto by nie chciał na nią zapaść i przeżyć jakiegoś romantycznego uniesienia. Bo zakochanie to naturalny haj. Oczywiście nie musi to być skonsumowana miłość. Wystarczy tylko to niezwykłe drżenie serca. Jakiś zakazany owoc, po który i tak nie sięgniemy. Wszyscy mamy w sobie pragnienie takich emocji. Choć nie każdy się do tego przyzna. Bo to prawdziwe szaleństwo, które czasem prowadzi do tragicznych konsekwencji. Jesteś żonaty od 35 lat. Wasza miłość z żoną jest dziś inna niż te 35 lat temu? Na pewno. To już dojrzała miłość. Czyli zupełnie inne uczucie. Momentami to przyjacielska czy wręcz braterska relacja. Ale oczywiście też takie samo uczucie, jakie było na początku. Tak to już dzieje się, kiedy człowiek żyje z drugą istotą tak blisko przez tyle lat. To trochę przypomina relacje, jakie miałem z kolegami z Wilków. Kiedy po siedmiu latach przerwy spotkaliśmy się ponownie, by zagrać trasę w 2001 roku, to poczułem się, jakbym spotkał braci. Połączyły nas bowiem niemal rodzinne relacje. Człowiek to stadne zwierzę. I nie uciekniemy od tego. Show-biznes niesie za sobą wiele pokus dla żonatego faceta. Jak sobie z tym radzisz? Żeby pracować długie lata w tej branży, trzeba się tego nauczyć. Inaczej rodzi się chaos, zaczynamy się szarpać i męczyć sami ze sobą i z innymi. Show to scena, komponowanie, nagrywanie i czasem imprezy po koncertach, a biznes - to cała reszta. Trzeba się tego trzymać. Kiedyś powiedziałeś w jednym z wywiadów:, Jeden skok w bok jest do wybaczenia”. Skąd ten pogląd? Takie mam zdanie. Ktoś inny może mieć zupełnie inną opinię. Ja jestem człowiekiem tolerancyjnym. Oczywiście nie mam tu na myśli sytuacji, kiedy ten skok w bok odbywa się raz na tydzień, tylko raz na całe życie. Człowiek jest słaby, jesteśmy ułomni i popełniamy błędy. Dlatego coś takiego każdemu może się zdarzyć. I trzeba wtedy dać takiej osobie drugą szansę. Nierozsądne byłoby rezygnować z pięknej miłości i długiego związku tylko z powodu jednego błędu. Powinno to działać w obie strony - w przypadku mężczyzny i w przypadku kobiety. Jak sobie radzicie z żoną w sytuacjach kryzysowych? Te gorsze momenty w naszym związku to tak naprawdę zwyczajne sytuacje - jakaś kłótnia czy sprzeczka. Nie chodzi mi tu o taki konflikt charakterów, że nie idzie się w ogóle dogadać. W takich sytuacjach przecież nie ma możliwości, żeby to był długoletni związek. Nam zdarzają się jedynie drobne zakłócenia. Jestem wybuchowym człowiekiem: czasem rzucę mięchem, ale zaraz mi przechodzi i całuję Monikę w główkę na przeprosiny. Nie mam problemu z powiedzeniem „przepraszam”, bo wiem, że jestem trochę szalony. To, że Monika jest mene-dżerką Wilków pomogło wam scementować związek? Na początku to bardzo przeszkadzało. Dlatego zaprosiliśmy do współpracy Sylwię, która prowadziła nasz fan club, a teraz zajmuje się sprawami koncertowymi. Pracuje z nami już jakieś 20 lat i traktujemy ją jak siostrę. Sylwia trochę rozładowała sytuację, bo kiedy nagraliśmy „Baśkę”, mieliśmy nagle tyle koncertów, że było ciężko. Monika miała dużo pracy, a nasi synowie, jak to rozrabiający dzie-sięciolatkowie, potrzebowali naszej uwagi. Sylwia odcią-• żyła Monikę od telefonów, podpisywania umów, ustalania terminów. To od razu poprawiło sytuację. Dziś Monika zajmuje się najważniejszymi sprawami, jak choćby promocją i PR-em, koordynuje terminy wywiadów, studia czy realizację teledysków. Czasem są to jednak naprawdę trudne logistycznie rzeczy do przeprowadzenia, żeby zebrać w jednym miejscu i czasie sześciu dorosłych mężczyzn, (śmiech) Każdy ma przecież swoje życie. Teraz chyba nie macie takich problemów, bo w zespole poza tobą są dwaj twoi synowie - Beniamin i Emanuel. To prawda. Jakbym zadzwonił do nich i powiedział, że za godzinę jest próba, to rzuciliby wszystko i przyjechali. Oni kochają muzykę - i są młodzi. Mają więc więcej czasu. Najpierw dołączył do ciebie Beniamin. Jak to się stało? Trochę przez przypadek. Kiedy jakieś dziesięć lat temu Beniamin był na trzecim roku studiów, zaczął się uczyć grać na gitarze. Gdy się o tym dowiedziałem, zasugerowałem, żeby zasięgnął rady mojego kolegi z zespołu - Maćka Gładysza. To specjalista od gitary elektrycznej. Widziałem bowiem, że Beniamin chce być muzykiem. Maciek wziął się za niego i odkrył przed nim wszystkie arkana gry na gitarze. Podszedł do niego, jak do swojego syna, co było bardzo wzmszające. Kiedy Maćka córki wychodziły za mąż, okazało się, że nie będzie mógł koncertować z Wilkami. Zapytałem go więc o zastępstwo. „Ja już mam zastępcę - Benia” - mówi. „Ale on da radę?” - pytam. „Tak. Jest zdolny. Poradzi sobie” - zapewnił mnie Maciek. I faktycznie: Benio grał z nami przez miesiąc i kiedy Maciek wrócił, zrobiło się jakoś pusto bez niego. „Może by Wpadł chociaż na chwilę?” -dopytywali się chłopaki. Rze- POLSKA JEST PIĘKNYM KRAJEM. CHOCIAŻ POMIESZKUJĘ IV GRECJI, TO SWOJE SERCE I GŁOWĘ ZOSTAWIŁEM NAD WISŁ4 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 PULS# 11 Miłość jest cudną chorobą. I chyba nie ma nikogo, kto by nie chciał na nią zapaść i przeżyć jakiegoś romantycznego uniesienia czywiśde brakowało jego młodzieńczej energii i zapału do pracy. Zdałem sobie wtedy sprawę z tego, że to fajnie, kiedy taki chłopak jest w ze- spole. Poprosiłem więc Benia, by dołączył do nas - pod warunkiem że będzie również grał w niektórych numerach na klawiszach. Zgodził się i przygarnęliśmy go. Okazało się, że świetnie się sprawdza: jest muzykalny, szybko się uczy i robi ogromne postępy w grze na instrumentach. A Emanuel? Kiedy przyjmiesz jednego bliźniaka do zespołu, to wiedz 0 tym, że przyjmiesz szybko 1 tego drugiego, (śmiech) Ema- nuel najpierw zrobił ukłon w naszą stronę i skończył studia. A potem przyszedł do mnie i mówi: „Tato, ja umiem wszystkie numery Wilków”. Mógłbym spróbować z wami pograć?”. No i nie było wyjścia, był rzeczywiście przygotowany w stu procentach. I jak d się z nimi pracuje? Bardzo dobrze. Są twórczy, emocjonalni, ciekawi wszystkiego. Kiedy się z nimi pracuje, nie ma straconych piłek. Każdy pomysł jest warty, aby go wykorzystać i spróbować. Kiedyś z Wilkami odpuszczaliśmy niektóre pomysły, z góry uznając je za słabe. Tymczasem moje chłopaki wszystko chcą sprawdzać. I potem okazuje się, że czasem mieli rację. Dlatego ufam im i chętnie z nimi pracuję. Czyli teraz w Wilkach jest tylko jeden muzyk spoza ro- ' dżiny Gawlińskich - perkusista Adam Kram. Tak. Dołączył do nas niedawno. To też młody chłopak jak moi synowie, którzy w tym roku skończyli trzydziestkę. Świetnie się więc rozumieją. To odmłodzenie składu zespołu bardzo dobrze mi zrobiło. Jesteś wobec synów bardziej pobłażliwy czy bardziej wymagający? Staram się być sprawiedliwy wobec wszystkich. Ale faktycznie może czasem bywam trochę bardziej wymagający wobec moich chłopaków. Traktuję ich emocjonalnie - to moi synowie i oni muszą być najlepsi, (śmiech) Ale też nie przesadzam w tym. Daję im oddychać. Nie piłuję ich na maksa. Mamy fajny kontakt ze sobą. Ojcem bywam, a na co dzień jestem kolegą czy przyjacielem z zespołu. Nie rzucam poleceń typu „Słuchajcie, musimy to zrobić”. Raczej są to sugestie: „Benio, może byśmy spróbowali to zrobić?”. I on może odpowiedzieć: „Sorry, ale teraz nie mam czasu, zajmiemy się tym później”. Czy coś w tym rodzaju. Czyli wszystko na luzie. Synowie są bardziej podobni z usposobienia do ciebie czy do Moniki? Trudno powiedzieć. Chyba odziedziczyli po nas najlepsze cechy, (śmiech) Obaj mocno stąpają po ziemi, czego ja nie mogę o sobie, niestety, powiedzieć. Ale mają też artystyczne dusze. Są więc przez to bardziej uniwersalni niż my. Bo my z Moniką wymyśliliśmy sobie od początku wyraźny podział obowiązków: ja jestem od sztuki, a ona od załatwiana przyziemnych spraw. Tymczasem Benio i Emanuel radzą sobie sami z jednym i z drugim. Niektó- rzy się śmieją, że Wilki to teraz „klan Gawlińskich”. Ale my bardzo sobie to chwalimy. Fajnie mieć rodzinę przy boku, kiedy ruszacie w trasę? Jasne. To chyba marzenie każdego ojca, żeby synowie poszli w jego ślady. Ja bardzo się z tego cieszę. Granie z synami w jednym zespole, to coś najpiękniejszego, co mogłem sobie wymarzyć. Z drugiej strony było jednak tak, że zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że powinienem raczej pokierować chłopakami tak, aby jeden został prawnikiem, a drugi lekarzem, (śmiech) Dobrze by było mieć kogoś, kto wykonuje takie zawody w rodzinie. Tymczasem Beniamin zdał na grafikę komputerową, a Emanuel - długo się wahał i w końcu wymyślił sobie AWF, bo tam poszli koledzy. I obaj dobrze wybrali. Co więcej: polecam AWF wszystkim młodym ludziom, którzy nie mają po maturze pomysłu na siebie. Bo tam lizną wszystkiego: biegania, pływania, a nawet tańca. I potem mogą zdecydować, co dalej. Beniamin i Emanuel impre-zują tak ostro w trasie, jak ty z kolegami w ich wieku na początku lat 90.? Nie. Są bardziej zrównoważeni. My idziemy spać o pierwszej, a oni zawijają się o drugiej. Czyli bez przesady. Najczęściej znajdujemy sobie jakieś miejsce w hotelu, najchętniej z bilardem i tam odpoczywamy po występie. Oni z piwkiem w ręku, a ja z kieliszkiem wina. Skoro jesteśmy przy młodości: w nowych piosenkach Wilków słychać dużo brzmień z lat 80. Co sprawiło, że tym razem wracasz do klimatów z czasów swej młodości? Najpierw powstały na płytę utwory „Ty jak nikt” i „Ćma”. One pokazały mi i producentowi drogę, którą potem poszliśmy: że wracamy do lat 90., ale nie boimy się też cofnąć do lat 80. Bo to czas, w którym, w naszym pojęciu, powstawała najpiękniejsza muzyka na świecie. I tak tworzyliśmy płytę. Czego najbardziej brakuje ci z twoich młodych lat? Powiem coś niezbyt popularnego: najbardziej brakuje mi moich synów, kiedy byli małymi brzdącami. Strasznie ich wtedy kochałem. To chyba oznacza, że chciałbym już mieć... wnuki, (śmiech) Są na to widoki? Musiałbyś zapytać moich chłopaków. Obaj synowie są jednak od wielu lat w stałych związkach, więc mam na-dzieję, że kiedyś będę dziadkiem. 12 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.10.2022 nadajnik w Konstantynowie zastę- puję rodzi- cielkę FI ... Opania kozacka osada imię Lasko- wika prawa lub lewa ciała łuk wsparty na filarach “T~ sło- neczny świato- pogląd ostronos rudy miasto igrzysk w 2000 r. 12 tuzinów polecenie dowódcy teatralna przerwa “T przysło- wiony skąpiec gory we Francji T drobne monety izba parlamentu skrzynia korbowa początek dnia pozycja na drążku 22 nad- zorcza w firmie obiekt latający 21 grecki „notes” rzeczny mean- der 11 imię, nazwa ogólnie przyjęta norma tkanina na letnie sukienki miejsce zet- knięcia prawy dopływ Sekwany od- krywca dyna- mitu piękno, uroda ____25 dipol duma lisa oprawki na slajdy okres wolny od nauki polski zespół rockowy T T garbnik z galasówek po-. tocznie narkotyk Złote... w Warszawie zielona żabka czynnosc zło- dzieja I pora kani- kuły T T ro- botnik budow- lany 8 duże jezioro w Finlandii ssak morski, miecz- nik kosa- ciec PTT 20 Martin, aktor z USA prze- nośnia “T” T puszka rogowa sarny lub krowy -T budowla wodna w parze z nitką 12 walczy z Jokerem niemiecka marka miejskich samochodów 16 interwał mu- zyczny wyspa w Indonezji zagrał Pa na Hulot meta, kraniec pra- cownik ekipy filmowej 10 T imię Przemyk rywal Danone na- czynie kwes- tarza do paz-nokci ciołiia Nel 23 „... Księżycowa Beetho-vena rdzenny miesz- kaniec Filipin ”1“ często reto- ryczne dobry lub zły ekstra premia potrawa na stawkę I szkapa złotówka w portfelu duże jezioro w Rosji T" film Andrzeja Munka doniosły czyn T rzadko się uśmiecha kolos, olbrzym 15 mały wyprysk skórny na niedzielę” w TVP startuje z lotniska rzadko używa mydła T szla- kowy grusz- ki kuzyn kon-| i dora śliwki 19 mobili- zuje obronę pień ociosany z gałęzi ~r pomiesz- czenie, sadyba obszar, okolica T 24 kwiat Nilu w pasiece wezwanie, zew podlega mini- strowi odmiana wiśni szaniec obronny na linii frontu przodek alpaki i lamy małe państwo np. Andora lub San Marino T oficer przy- boczny tytuł opery T Zygmunt, polski cięża- rowiec uko- chana Mu- minka świętuje 14 lutego przodek po kądzieli wido- wisko rewiowe morski sko- rupiak T lamówka do obszy wania sukien pies poko- jowy grządka kwia- towa pomaga myśli- wemu T T T stolica kraju fara- onów utwór Bocca- ccia T T otjły 17 14 Irena Santor lub Edyta Geppert Fleming twórca postaci agenta 007 kana- dyjskie drzewo król Sparty „... Zawo dowiec” film zmniej- sza tarcie chroni głowę budow- lańca dawny materiał pisarski ptak [ Kuby ~~T" DOWOŹ konny dzieło karto- grafa model Hyun- day’a film Romana Polań- skiego kilka kom- panii T T dopływ Rodanu resztka R° . gałęzi egipski grobowiec kamienny T T T T sportowy zespół Stani- sław, poeta imię Sterna, poety słodki ziemniak gaz palny 13 pokarm dla papużek ... Turgieniew, autor. „Szlacheckiego gniazda” hop, w gorę dra- pieżny kuzyn kani imituje drogie ka- mienie 18 metro- polia Jemenu 1 2 3 4 5 6 7 • 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 25 utworzą rozwiązanie - przysłowie żydowskie. AMOdOZ isar N31 ‘IVdSAM ÈIS 01>ł :3INVŻVlMZOd Słownik: Aeta, koati, mastaba, pilik, tanina.