POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY | ROK ZAŁOŻENIA 1963 CENA 7,00 zł | NR 2 (583) | LUTY 20241 TACJE NA KASZEBIZNA rT¥ WWW.MIESIECZNIKPOMERANIA.PL ROK KS. HILAREGO JASTAKA NOWOŚCI WYDAWNICZE KOD RABATOWY DLA CZYTELNIKÓW POMERANII 15% W koszyku wpisz kod: POMERANIA24 | Promocja trwa do 29 lutego 2024r. S( Tjsi NACMILSAD/ Scygnqc miesqdz Karolina Serkowska-Sieciechowska ."" y » órtagrsificzro gramntlcmy słoworzk * kaszdbsczćgó jdzttka Órtograficzno-gramaticzny słoworzk kaszebsczegó jazeka Joana Ginter, Dark Majkówsczi Leno ptóche / Tylko ptaki Adela Kuik- Kalinowska W służbie nauki kaszubszczyzny Prof. Edward Breza •« mmmm sl 1 r', Hujp&4, Vademecum Historia Kaszubów / Historio Kaszebów Józef Borzyszkowski Nasza księgarnia jest beneficjentem programu własnego Instytutu Ksiqżki "Certyfikat dla małej księgarni". t Antoine dc Saint - Enupćry MóŁi łisą ża * * # Mółi Ksqża Antoine de Saint-Exupery Zamówienia telefoniczne 607-904-846 Certyfikat dla małej księgarni Zapraszamy na zakupy na: jjJ www.KaszubskaKsiazka.pl i;;» Tylko ptaki Adela Kutk-Kafinowska Leno ptóche POMERANIA NR 2 (583) | LUTY 2024 3 Pomnik Lecha Bgdkowskiego stanie w tym roku w Gdańsku RED. 4 Uroczysta inauguracja Roku Księdza Hilarego Jastaka ANDRZEJ BUSLER 6 „Król Kaszebów" w móji pamiace ELŻBIETA PRECZKÓWSKÓ 8 A wtedy skończy się to sztel badze Ze Stasią Budzisz, autorkg ksigżki Welewetka. Jakznika-jq Kaszuby, rozmawia ARTUR JABŁOŃSKI 12 Dotacje na kaszebizna DARK MAJKÓWSCZI 14 Elektrownia jgdrowa na Kaszubach. Zakończył się etap planowania SŁAWOMIR LEWANDOWSKI 18 Jak to wezdrzi w Szpanii? Z ARCHIWUM „POMERANII" 20 Poeta Sztefón Bieszk a ksqdz Francyszk Grecza - wanożny póczgtk dreszbe a utwórstwa EUGENIUSZ PRECZKÓWSCZI 24 Jak Borowi tego nie zrobi, tej chto? ŁUKOSZ ZOŁTKÓWSCZI 28 Urbanistyczne plany rozwoju Gdyni w okresie międzywojennym a czasy współczesne DR JAN MORDAWSKI 34 Gdańsk mniej znany MARTA SZAGZDOWICZ NAJÓ UCZBA. Edukacyjny dodówk nr 2 (174) 35 Smaki i aromaty Pomorza rafał nowakowski 38 „Zrzesz Kaszebskó" a „Klęka". Szkic porównawczy. Część I piotr schmandt 46 Milota na gburstwie mateusz bullmann 48 Kaszebsczi je misticzny w brzemienim. Nasze melodie w Luksemburgu i Bangkoku tómk fópka 51 Kaszebsczi Spikrz Pamiace paulenawAsersko 52 Ewa Rogowska-Cybulska (1962-2019) - Jej zasługi w zakresie badania języka kaszubskiego marek cybulski 54 Ksigżkowe nowości regionalne iwona joć, am 56 LEKTURY daniel kalinowski 58 Z Kociewia maria pająkowska-kensik 59 Roda. Ju nie bóre, a Techólscze Lase, Techólskó Dgbrowa pd. 60 Klęka 67 Sechim paka uszłe tómk fópka 68 To nie je w głowa do pójacó OLGA KUKLIŃSKÓ Ministerstwo : Spraw Wewnętrznych i Administracji Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego WOJEWODZTWO POMORSKIE GDYNIA moje miasto Numer wydano dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. „Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji" Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury Zrealizowano ze środków Województwa Pomorskiego Dofinansowano ze środków Miasta Gdyni POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY ADRES REDAKCJI ul. Straganiarska 20-23 / 80-837 Gdańsk tel. 58 301 9016 / 58 301 27 31 e-mail: red.pomerania@wp.pl REDAKTOR NACZELNY Sławomir Lewandowski ZESPÓL REDAKCYJNY Dariusz Majkowski (zastępca redaktora naczelnego) Aleksandra Dzięcielska-Jasnoch (sekretarz redakcji, Najó Uczba) Krystyna Sulicka Małgorzata Micał Bogumiła Cirocka Ludmiła Kucharska Bogdan Adamczyk (skład graficzny) KOLEGIUM REDAKCYJNE Piotr Dziekanowski (przewodniczący kolegium) Mateusz Bullmann Andrzej Busler Ewa Górska Stanisław Jankę Piotr Lessnau Wiktor Pepliński Danuta Pioch Edmund Szczesiak Bogdan Wiśniewski TŁUMACZENIA NA JĘZYK KASZUBSKI Dariusz Majkowski ZDJĘCIE NA OKŁADCE Pozostałości rozpoczętej i niedokończonej budowy „Elektrowni Jądrowej Żarnowiec". Fot. Sławomir Lewandowski WYDAWCA Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk DRUK Wydawnictwo „Bernardinum" Sp. z o.o. ul. Biskupa Dominika 11, 83-130 Pelplin Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania artykułów oraz zmiany tytułów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. OD REDAKTORA Temat budowy w Polsce elektrowni jądrowej wraca jak bumerang od wielu już lat. O ile z „atomówki" na brzegu Jeziora Żarnowieckiego nic nie wyszło i jedynym dzisiaj reliktem po rozpoczętej inwestycji są fundamenty częściowo zalane wodą - co doskonale widać na zdjęciu na okładce „Pomeranii" - o tyle bieżące działania decydentów przybliżają nas coraz bardziej do atomu. Choć słowa atom, elektrownia atomowa lub zamiennie elektrownia jądrowa budzą w niektórych obawę, w rzeczywistości jest to stabilne źródło energii elektrycznej, które nie emituje szkodliwych dla środowiska i zdrowia ludzi i zwierząt gazów i pyłów. Sama zaś budowla to zaawansowany technologicznie obiekt. Oczywiście żadna tego rodzaju inwestycja nie posiada jedynie zalet. Po stronie negatywnych skutków budowy elektrowni jądrowej można zapisać choćby ingerencję w środowisko naturalne nadmorskiego rejonu Kaszub i straty z tym związane, które mogą ponieść mieszkańcy i lokalni przedsiębiorcy. I tuz pewnością potrzebny jest odpowiedni program osłonowy, o którym mówi choćby pomorski marszałek, cytowany w artykule „Elektrownia jądrowa na Kaszubach", który publikujemy na łamach tego numeru „Pomeranii". O tym, że w sąsiedztwie elektrowni jądrowej można mieszkać, prowadzić działalność gospodarczą i w dodatku przyciągać turystów, świadczy przykład elektrowni hiszpańskich, o czym przypominamy w artykule z 2013 roku „Jak to wezdrzi w Szpanii?". Sławomir Lewandowski PRENUMERATA Z DOSTAWĄ DO DOMU! Koszt prenumeraty rocznej krajowej z bezpłatng dostawg do domu: 77 zł. W przypadku prenumeraty zagranicznej: 172 zł. Podane ceny sq cenami brutto i uwzględniajg 5% VAT. Aby zamówić roczng prenumeratę, należy: • dokonać wpłaty na konto: PKO BP S.A. 28 1020 1811 0000 0302 0129 3513, Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk, podajgc imię i nazwisko (lub nazwę jednostki zamawiajgcej) oraz dokładny adres • złożyć zamówienie w Biurze ZG ZKP, tel. 500183 832 e-mail: prenumerata@kaszubi.pl Wydarzenia - POMNIK LECHA BĄDKOWSKIEGO STANIE W TYM ROKU W GDAŃSKU Postać siedzącego w fotelu pisarza z książką i okularami w dłoniach, spoglądającego na gdańskie ulice. Taką formę przybierze pomnik Lecha Bądkowskiego (1920-1984), który stanie w tym roku na Głównym Mieście w Gdańsku. Autorem projektu, który w ciągu kilku miesięcy nabierze docelowych kształtów, jest toruński rzeźbiarz Maciej Jagodziński-Jagenmeer. W sierpniu 2023 roku jego praca została jednogłośnie wybrana jako zwycięska w konkursie na projekt pomnika. Decyzję podjęła komisja konkursowa, w skład której weszli przedstawiciele Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego - inicjatora i mecenasa budowy pomnika, a także wykładowcy z akademii sztuk pięknych w Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu, przedstawiciele Rady Miasta Gdańska oraz gdański architekt miejski. Na początku lutego tego roku przedstawiciele Komitetu Budowy Pomnika Lecha Bądkowskiego: Kazimierz Kleina (przewodniczący), Jan Wyrowiński (prezes ZKP), Sławina Kosmulska (córka Lecha Bądkowskiego, prezeska Fundacji „Samorządność" im. Lecha Bądkowskiego), Sławomir Kosmulski oraz Łukasz Richert (dyrektor biura ZG ZKP) spotkali się w Toruniu w pracowni Macieja Jagodzińskiego-Ja-genmeera, aby dokonać odbioru pomnika. - Jesteśmy zadowoleni z tego, co zaproponował nam autor zwycięskiego projektu. Po zgłoszeniu kilku drobnych uwag zaakceptowaliśmy dzieło artysty. Teraz z niecierpliwością czekamy na odsłonięcie rzeźby, która stanie na skwerze przy kościele Świętego Jana u zbiegu ulic Świętojańskiej, Tandeta i Minogi. Planujemy, że będzie to kwiecień tego roku, jednak czasu jest tak mało, że możliwe jest niewielkie opóźnienie - mówi senator Kazimierz Kleina. Jak dodaje, trwa zbiórka środków finansowych na budowę pomnika. - Pragniemy, aby pomnik powstał dzięki zaangażowaniu finansowemu nie tylko instytucji, ale także mieszkańców naszego regionu, którzy tak wiele zawdzięczają Lechowi Bądkowskiemu. Dla wielu Pomorzan, Kaszubów jest bohaterem swoich czasów, który miał wpływ na nasze życie i poglądy - zaznacza Kazimierz Kleina. Miejsce, w którym stanie rzeźba, wybrano nieprzypadkowo, znajduje się bowiem nieopodal Targu Rybnego, gdzie w jednej z kamienic od lat sześćdziesiątych mieszkał i tworzył Lech Bądkowski. Miasto Gdańsk zobowiązało się w odpowiedni sposób zagospodarować teren wokół pomnika. RED. iii Wm-mm £ »4r i .,iiv v 4 filŚt- rrm V * ;*! Fot. Kaszubi.pł Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 3 UROCZYSTA INAUGURACJA ROKU KSIĘDZA HILAREGO JASTAKA Ksiądz Hilary Jastak, żyjący w latach 1914-2000, nazywany królem Kaszubów, był m.in. kapelanem Armii Krajowej i „Solidarności". Decyzją Rady Naczelnej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomor-skiego duchowny został ogłoszony patronem 2024 roku. Uroczysta inauguracja Roku Księdza Hilarego Jastaka odbyła się 17 stycznia br. Życiorys ks. Hilarego Jastaka zaprezentował prezes Kaszubskiego Forum Kultury Andrzej Busler W tym roku, 3 kwietnia, minie 110. rocznica narodzin tego niezłomnego kapłana. W roku 2024 minie też 35 lat od zapoczątkowania w Polsce przemian spo-łeczno-gospodarczych, w których prałat miał swój udział jako postać zaangażowana w walkę z systemem komunistycznym. lego życiorys trudno streścić w kilku zdaniach. Wykazywał się odwagą w czasach, gdy nie było o nią łatwo. Podczas wojny otaczał opieką duszpasterską partyzantów Armii Krajowej, a po wojnie - prześladowanych przez władze komunistyczne PRL, w szczególności ofiary Grudnia '70 i represjonowanych w stanie wojennym. Był pierwszym kapłanem, który odprawił Mszę św. w socjalistycznym zakładzie pracy - Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni. Stało się to podczas strajku w sierpniu 1980 roku. Było to wówczas przełomowe wydarzenie, które wlało otuchę w serca i siłę do kontynuowania strajku przez gdyńskich stoczniowców oraz pracowników innych zakładów. Ważnym aspektem w wieloletniej działalności ks. Jastaka była pomoc bliźnim. Przyjmowała ona różne formy, było to m.in. działanie w gdyńskim oddziale Caritasu, utworzenie Domu Chłopców w Białej Górze czy - u schyłku życia prałata - powołanie funduszu stypendialnego dla uzdolnionej młodzieży z Kaszub. W gdyńskim środowisku ks. Hilary był niekwestionowanym autorytetem - wiele osób ze świata polityki, samorządu i kultury udawało się do niego, aby radzić się w ważnych sprawach. Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa była miejscem spotkań wielu wspólnot i środowisk, niejednokrotnie właśnie tutaj rodziły się ważne projekty. Ks. Jastak zawsze podkreślał swe kaszubskie pochodzenie i nawiązywał do historii, języka i kultury Kaszub w różnoraki sposób. Był posiadaczem bogatej biblioteki kaszubsko-pomorskiej, a wnętrza jego mieszkania zdobiły dziesiątki dzieł kaszubskich twórców ludowych. W swym życiu był związany z dwoma kaszubskimi miastami - w młodości z Kościerzyną, a po II wojnie światowej głównie z Gdynią. Był honorowym oby- Mszę św. celebrowali ks. prałat prof. dr hab. Jacek Bramorski oraz ks. prałat Henryk Lew-Kiedrowski 4 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Patron roku ks. Hilary Jastak Poczty zrzeszeniowe i solidarnościowe podczas uroczystości inauguracji Roku Księdza Hilarego Jastaka watelem obu. Nie zapomniało o nim Wojsko Polskie, które już po przemianach społeczno-gospodarczych nadało mu awans na stopień majora WP, mając w pamięci szczególnie jego wojenne dokonania jako kapelana Armii Krajowej. Uroczystości inaugurujące Rok Księdza Hilarego Jastaka odbyły się w Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni w 24. rocznicę śmierci kapłana. W tym roku mija 75 lat istnienia parafii, a budowniczym kościoła był właśnie patron 2024 roku, który spędził w tym miejscu jako proboszcz większą część kapłańskiego życia. W podcieniu gdyńskiej świątyni znajduje się grób księdza, a kilkadziesiąt metrów dalej - ulica jego imienia i pomnik u zbiegu ulic Władysława IV i Stefana Batorego. Przed rozpoczęciem Mszy św. w intencji ks. Hilarego prezes Kaszubskiego Forum Kultury Andrzej Busler przybliżył jego życiorys. Mszę św. celebrowali ks. prałat prof. dr hab. Jacek Bramorski oraz ks. prałat Henryk Lew-Kiedrowski. Działo się to w asyście kaszubskich pocztów zrzeszeniowych oraz NSZZ „Solidarność". Radę Miasta Gdyni reprezentowały radne Ewa Krym i Elżbieta Raczyńska oraz radny Zenon Roda. Obecne były delegacje oraz przewodniczący „Solidarności" Janusz Śniadek i Aleksander Kozicki, a także przedstawicielki Fundacji „Pomorska Inicjatywa Historyczna" Małgorzata Zwiercan i Danuta Sadowska. Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko--Pomorskiego reprezentowali: wiceprezeska Bożena Ugowska, sekretarz Łukasz Richert oraz Andrzej Busler. Obecne były delegacje partów ze swymi prezeskami i prezesami z Gdyni, Banina, Wejherowa, Stężycy oraz Kaszubskiego Forum Kultury z Gdyni. Po Mszy św. zostały złożone kwiaty i zapalone znicze na grobie i pod pomnikiem ks. Hilarego Jastaka. Dalszą część uroczystości poprowadził członek zarządu Kaszubskiego Forum Kultury Jerzy Miotke. Następnie w Auli Akademickiej odbyła się projekcja filmu My trzymamy z Bogiem w reż. Dariusza Walu-siaka, który przybył z Krakowa. Dokument odnosi się głównie do działalności prałata w grudniu 1970 i sierpniu 1980 roku. W 2024 roku czeka nas wiele przedsięwzięć związanych z ks. Hilarym Jastakiem, m.in. produkcja filmu dokumentalnego, wznowienie książki My trzymamy z Bogiem Wiesławy Kwiatkowskiej, konkursy dla młodzieży i konferencja dla nauczycieli regionalistów. Z pewnością postać ks. Jastaka wybrzmi mocno podczas Światowego Zjazdu Kaszubów w Kościerzynie - rodzinnym mieście prałata. Planowana jest także konferencja naukowa odnosząca się do działalności Kaszubów w „Solidarności" i udziale w przemianach w 1989 roku - główną ich postacią wedle tego zamysłu ma być właśnie niezłomny kapłan ks. Hilary Jastak. Andrzej Busler Pomerania nr i (583) / Luty 2024 5 „KROL KASZEBOW" W MOJI PAMIACE Nie je krejamnotą, że ókróm dradżi robotę wióldże znaczenie na żecowi drodze mają pótkóny belny ledze. To oni wiele razy dówają nową wiedza, pódskócają do dzejanió i ótmikają nowe, do te czasu nieódkrete taleńte. Taką osobą w mój im żecym beł ksądz prałat Hilari Jastak, zwóny Króla Kaszebów. Czej jem sa dosta na pedagogiczne sztudia na Gduńsczim Uniwersytece (rok 1992), profesor historii Mieczesłów Nurek, chteren ób lato mieszkół w Łątczińsczim Helu, to je krótko mojego placu urodzenió i wechówanió, a znół sa z mój im tatka, przeniósł gazeta, w jaczi stojało napisóne, że pówsta nowo fundacjo, co mdze wspiera sztuderów z Kaszeb. Napisa jem tam lest i ósta jem przejató jakno stipen-distka. lu wnet beło piersze zendzenie u ksadza Jasta-ka, chteren wszetczegó chcół sa ó nas stipendistach dowiedzec. Beł też baro ród, że rozmieja gadać pó kaszebsku. W tim jazeku chatno ze mną gódół. Tej jem sa też dowiedzą, że rok rechli ksądz prałat pro-sył, żebe gósce, chterny przeszłe na jego jubileum 50 lat ksażestwa w 1991 r., zamiast kupiwac i przena-szac kwiate, wpłacele detczi na nową fundacja, jakó mó wspierać młodzezna z mni zamóżnech kaszebsczich familiów. To bela baro belnó udba, chterna weda widzałi brzód. Wkół ks. Jastaka zebrało sa karno żecznech ledzy, dzejórzów „Solidarnosce" i parafianów, jaczi wcyg wspierele to dzeło. Nasze zetkania bele dosc czasto. Raza ze mną udzel w nich brół też mój przińdny chłop Eugeniusz, chteren ju dosc mocno dzejół tej prze programie „Rodno zemia", też w karnie „Pómóranió" i w Kaszebskó-Pómórsczim Zrzeszenim. Ksadza V J. Q^rojCł;i]id hicw Ai ty J •# fłłlMO, 0,e, L' /O po mc itA so cUu t 4ec o, zcl/wc Mu UM, sw-jot" . -4C Leot^e. t Źebe jjpe le 10 J Ł 1 (m h ikjui-n łVuCtMo W 'il/U:VM. OiW3,X {icotiu'covM. £ KcofcieuJ Uoc;> luAutŁ W •ełec tkC - i VVu l ©MŁŁji Wuńfecajtu - ix'« oto JsieMw t/lCsizodocJitf < CXj i" C tyiAJ tĄ <ł) ^jtuJcsl/Ucl jkmłaJb Ctc $ j~/VVv c ej 'CŁU boou Q \ U v ^ ^ /> A.4*. mu/r i ę^bm^a/i //"»> ^ UVm"cy sstiacgi) i^o _ Starna ksążczi Rozmowy z księdzem Hilarym Jastakiem -pamiątka pó niespódzóny góscenie ks. Prałata w Łątczenie prałata wszetcze te temate baro czekawiłe, miół też leżnosc pogadać ó swójich biótkach ó wólnota naszego kraju. Ókróm póspólnech ópłótkówech zeńdzeniów wszetczich stipendistów me czasto bele na plebanii, dze ksądz miół baro wiele kaszebsczich 6 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Patron roku ks. Hilari Jastak Ópłótk dló stipendistów z udzela ks. Jastaka, nóleżników Radzezne Fundacji Stipendialny Pomoce, ledzy, chterny ta Fundacja wspierele, i górników ze Sląsczich Piekarów. 17.12.1994 eksponatów. Chcół, żebe mu śpiewać kaszebscze piesnie. Jedną z jego ulubionech beła „Kaszebskó Królewó" Jana Trepczika. Me ja i jinsze kaszebscze piesnie spiewele óbczas patrioticznech uroczeznów w kóscele w Gdini. Z udbe ks. Jastaka bełe też czasto czetóne lekcyjne perikópe pó kaszebsku. Ón sóm wegłószół dzele przemówów w jazeku swój ich tatków, w kóscersczi odmianie kaszebsczegó jazeka. Piesnie me spiewele też, czej me towarzele ksadzu prałatowi w rozma-jitech rozegracjach abó wanogach. Przez to me na-bierele ódwódżi i gwesnosce se. Swój im przikłada, charizmą i determinacją zaróżół, ale też rozkóchiwół nas w Moli i Wióldżi Tatczeznie. Ósoblewim zdarzenka z nech czasów bela wano-ga pó niemiecczi zemi. Ksądz prałat miół tam wiele belnech drechów. To bele Pólósze a Kaszebi, co dów-no temu tam werezowele. Czasto miele ks. Jastakówi wiele do zawdzaczenió z dównech lat. Temu trzimele derch z nim łączba i wspierele na jego prośba sti-pendialną fundacja. Trze z nas jachałe tam z prałata i wiozłe nasze pódzakówanie za jich pomóc. Prze leżnosce me ódwiedzele wiele placów a póznele cze-kawech ledzy. Ksądz prałat miół wiedno wiele udbów. Róz zarządzył, że całe wióldże karno stipendistów pójedze w rozmajite dzele Kaszeb nawiedzec wóżne móle, ale też checze młodzezne. Tak tej całó urma młodego ledztwa zajacha do Kóscerzne, w jaczi sa rodzył. Midze jinszima na trasę beł kóscół pw. Swiati Trójce, ale też smatórz, ma jaczim spócziwają starszi Kaszebsczegó Króla. Tej zdecydowół ón niespódzajno zajachac do mojego Łątczena, co beło wióldżim zaskóczenim dló całi familii. Wszetczemu towarzełe spiewe, snóże ópówióstczi, szpórte. Pamiatóm, jak ksądz prałat nawiązół wspaniałą łączba z moją starką, co miała ju wnenczas blisko 90 lat. Do dzys ósta pamiątka pó tim - ksążka Rozmowy z księdzem Hilarym Jastakiem, autorstwa też naszego belnegó drecha, swiati pamiace Kresztofa Wójcecczegó z wpisenkama wszetczich góscy, a też - na pierszim molu - móji starczi, do czego ja sóm ks. Jastak namówił. To wszetkó beło krótko pó na-szim zdenku z Geneka (3 sewnika 1994 r.), temu w dedikacji są żeczbe dló nas, a nawetka cytat w rodny mowie. Wórt jesz przebóczec, że w karnie stipendistów z mojego rocznika beł midze jinszima Tomósz Sobisz z Labórga, dzyseszi profesor Akademii Piaknech Kuńsztów. Me sa tej baro zdreszele. Wnet-ka Tómk beł w naszim karnie wespółprócowników programu „Rodno zemia". Stół sa jednym z lektorów kaszebsczegó jazeka, bó dosc belno kórbi - do dzys -w rodny mowie. Je baro zawółónym artistą. Wszadze pódsztrichiwó, że je Kaszebą. To bez wątpienió je też zwesk techtam czasów. Podobno wezdrzi sprawa z moją sostrą - Lucyną Reter-Szczidżeł, też szkolną kaszebsczegó jazeka. Elżbieta Preczkówskó Ódj. ze zbiorów EP Pomerania nr i (583) / Luty 2024 7 Artur Jabłoński i Stasia Budzisz w Nadbałtyckim Uniwersytecie Ludowym we Władysławowie. Fot. Anna Kościukiewicz-Jabłońska SKOŃCZY SIĘ TO SZTEL BADZE Ze Stasią Budzisz, autorką książki Welewetka. Jak znikają Kaszuby, rozmawia Artur Jabłoński. Rozmowa została przeprowadzona z udziałem publiczności w Nadbałtyckim Uniwersytecie Ludowym we Władysławowie 5 stycznia tego roku. Zacznę od najważniejszego na Kaszubach pytania: Stasza, wod kógum tejes? Ód Michałków z Chalep (śmiech) Jestem od Budziszów z Chałup. Dokładniej to jestem wnuczką Maksa Budzisza, syna Józefa. Dziadek Maks zginął w 1944 roku na okręcie podwodnym Kriegsmarine na północy Norwegii. Nikt z nas nigdy nie odwiedził jego grobu. Chciałam tam pojechać podczas pisania książki, ale akurat był COVID i siłą rzeczy podróż do Norwegii była utrudniona. Potem wybuchła wojna w Ukrainie i rozszalała się inflacja, podróż do Norwegii stała się dla mnie zbyt kosztowna... Po zakończeniu wojny moja babcia Rózka, żona Maksa, przebywała w Łebczu, a potem zamieszkała z rodziną w Żelistrzewie, gdzie się urodziłam. Jesteś Kaszubką z dziada pradziada i - jak mówisz w wielu wywiadach - to była twoja legitymacja do napisania Welewetki. Jednak niektórzy wciąż cię pytają, z jakiego powodu coś takiego napisałaś. Niektórzy nawet pytają: Kto ci dał prawo do napisania tej książki? Ale skoro już wyjaśniliśmy twoje mocne kaszubskie korzenie, które dają ci to prawo, to muszę zapytać o „dekalog milczenia", który spisałaś w książce. Zacytuję: Pierwsze, nie wychylaj się. Drugie, nie chwal się. Trzecie, nie pokazuj, że masz/wiesz/umiesz. Czwarte, nie mów o tym głośno. Piąte, nie ruszaj tego tematu. Szóste, kim jesteś, żeby się wypowiadać/oceniać? Siódme, siedź cicho! Ósme, wtop się w tłum. Dziewiąte, co ludzie powiedzą? Dziesiąte, weszłaś między wrony, kracz jak i one. Welewetką złamałaś wszystkie te zasady. Co cię do tego pchnęło? Ciekawość. Nie zajmuję się w swojej pracy reporterskiej Polską... Polska mnie w ogóle nie interesuje i dlatego zajęłam się Kaszubami, (śmiech całej sali) Generalnie mnie interesuje „poradziecja". Jeżdżę do krajów byłego ZSRR, zajmuję się polityką międzynarodową. Kaszuby wyszły trochę przez przypadek. Z powodu pandemii nie mogłam wyjechać do Rosji, a pracowałam wtedy nad zupełnie inną książką. Teraz to już pewnie nigdy tam nie pojadę. W święta 2019 roku nudziłyśmy się w domu 8 Pomerania nr i (583) / Gromicznik 2024 Nasze rozmowy rodzinnym z moją siostrą i zaczęłyśmy przeglądać stare albumy ze zdjęciami, stare dokumenty. Pomyślałam, że historia dziadka Maksa jest dość ciekawa. Te zdjęcia w niemieckich mundurach... Ten list od dowódcy dziadka do babci Różki, który dziesiątki lat przeleżał w szufladzie... Tyle historii, których nie znałam, bo wszyscy milczeli. Zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób można z tych skrawków stworzyć opowieść. Jednak nie chciałam tworzyć opowieści o sobie. Przede wszystkich chciałam opowiedzieć o Kaszubach, które kojarzyły mi się tylko z latami dziewięćdziesiątymi dwudziestego wieku, kiedy jeszcze żyła moja babcia. 0 duchowości kaszubskiej, ludowości kaszubskiej, która już zanikła z bardzo wielu przyczyn. Przez polonizację Kaszubów, przez wejście do Unii Europejskiej, przez globalizację. To było tą przyczyną pierwotną, z której w ogóle postanowiłam zająć się Kaszubami. Ale kiedy zaczęłam się nad tym skupiać, to kompletnie pobłądziłam. Nie umiałam połączyć jednego z drugim. Kaszuby były dla mnie jak porozrzucane puzzle. Tysiąc kawałków, których nie umiem poskładać. A jednak udało ci się znaleźć klucz do własnego domu... Ale najpierw musiałam sama sobie opowiedzieć Kaszuby. Wtedy jeszcze o Kaszubach mówiłam „oni", nie „my". Ja sobie byłam panienką z Gdańska. Wiem, że mam korzenie kaszubskie, ale nie jestem przecież Kaszubką. Kiedy zaczęłam w tej naszej historii rodzinnej i nierodzinnej grzebać, to przede wszystkim szukałam elementów łączących mnie z Kaszubami 1 spajających same Kaszuby. Teren, język, historia, której zbyt dobrze nie znałam. Pomimo że mam humanistyczne wykształcenie i historia nie jest mi obca, uświadomiłam sobie, że kompletnie nie znam historii Pomorza. Tej historii przecież nie naucza się w szkole ani nawet na uczelniach humanistycznych. Najgorsze było to, że na tych zdjęciach w domu, które mają po sto lat i więcej, a są też nowsze, nie ma niczego, co mi się w tamtym momencie z ka-szubszczyzną kojarzyło. Nie ma ani haftów, ani strojów kaszubskich. W końcu spytałam mamę: Czy ty wyszywałaś? „Nie". Mieliście w domu takie rzeczy? „Nigdy". Moja babcia była krawcową... No to pytam mamy: Ale babcia to na pewno wyszywała? „Nigdy". No to jakie mieliście serwety? „Richelieu". No dobra, a te suknie kaszubskie? Dla mnie było oczywiste, że prawdziwi Kaszubi mają te stroje i te hafty, i te porcelany z tej Lubiany. To wszystko musi być, żeby czuć się Kaszubą, Kaszubką. Więc dalej drążę. Co z tym strojem? Nie mieliście nic? „Nie". Byliście za biedni? „Nie". To kiedy pierwszy raz zobaczyłaś strój kaszubski? „W latach siedemdziesiątych w Że-listrzewie". Wiedziałam już, że my w ogóle nie jesteśmy Kaszubami, skoro nie mamy w szafie nawet stroju rodowego, przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Tak to się z tą Welewetkę zaczęło. Twój EGOdokument/EGOreportaż miał premierę czwartego listopada, a już jest dodruk. Media huczą od recenzji i komentarzy. Czytelnicy nie--Kaszubi pytają, jak to się stało, że dotąd nic nie wiedzieli o Kaszubach. Czytelnicy Kaszubi przeżywają niejednokrotnie wręcz katharsis: są smutni, źli, przygnębieni, chce im się krzyczeć. Napisałaś niby indywidualną opowieść o Kaszubach, ale większość z nas może dopowiedzieć swoją i powstaje opowieść uniwersalna. Czego my, jako społeczność, nie przerobiliśmy w naszej pamięci zbiorowej, że twoja książka wywołuje w nas takie emocje? Nie spodziewałam się takiego odbioru. Gdy książka poszła do druku, powiedziałam mojemu redaktorowi, że spodziewam się, iż spalą mnie za nią na stosie. Będę miała zakaz wjazdu na Kaszuby. Na szczęście nikt mnie nie spalił... Chociaż ładnie bym płonęła w sukni kaszubskiej, (śmiech). Ale jestem bardzo zaskoczona reakcjami, treścią e-maili i wiadomości, telefonami. Najczęstsze są historie związane ze wstydem Kaszubów. Z czymś, z czym sama się zmagałam w latach dziewięćdziesiątych. Z przełożeniem tego wstydu na wiejskość, bo to da się porównać ze wstydem klasowym. Mnóstwo ludzi podchodzi do mnie po spotkaniach autorskich, mówią, że dokładnie pamiętają ten wstyd, to odium bycia Kaszubką, Kaszubą. Są w moim wieku bądź nieco starsi, są i młodsi. Okazuje się, że myśleli, że to jest jednostkowe, że to jest tylko ich, że wynieśli to z domu, że to jest ich wstyd, a nie jakiś ogólny... To jedna z tych rzeczy, których kompletnie jako społeczność nie przepracowaliśmy. Mamy nieprzepracowanych dziadków i ojców folksdojczów, czyli tych, którzy podpisali niemiecką listę narodowościową... Używasz określenia folksdojcz. W książce napisałaś nawet, że folksdojczom żyło się lepiej. Nie obawiasz się, że za takie stwierdzenie ktoś jednak ten stos z książką podpali? Z folksdojczarni jest tak, że ta kwestia dotyczy bardzo wielu osób, na przykład mnie i moich kuzynek. Nasi dziadkowie podpisali listy narodowościowe. W powszechnym rozumieniu - a wyszło to przy „dziadku z Wehrmachtu" Donalda Tuska - jest ogólny zbiór „folksdojcze". Niezależnie od tego, kto co zrobił, jaką grupę przyjął. Tego skrótu myślowego używa cała Polska w stosunku do wszystkich ludzi, którzy podpisali DVL. Określenie folksdojcz w Polsce jest oczywiście czymś dramatycznym, piętnującym. Tylko że folksdojcz warszawski, któremu nie wisiały nad głową niebezpieczeństwa grożące Kaszubom i Ślązakom, jest rzeczywiście kimś do skreślenia. Uważam, że z nami jest inaczej. My tego rzeczywiście nigdy nie przegadaliśmy. To widać i na przykładzie mojej rodziny. Mój dziadek podpisał yolkslistę. Zrobił to albo pod przymusem, albo nie. Tego w dokumentach nie ma. Nie odważę się powiedzieć, że dziadek podpisał listę pod groźbą albo Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 9 Nasze rozmowy że dobrowolnie, ponieważ tego nie wiem. Retoryka uprawiana w PRL-u kazała wszystkim mówić, że to było pod przymusem. To jest oczywiste, bo każdy chciałby ratować własne życie. Jednak jeszcze raz powtórzę: w dokumentach niemieckich, które można odnaleźć, nie ma takiej informacji. Podpisane albo niepodpisane. Tyle. Interesowało mnie, jaką grupę podpisał mój dziadek, ale i tego nie znalazłam. Szukałam więc dokumentów jego braci: Michała i Pawła. Tu pojawił się problem, ponieważ nie jesteśmy w stanie dotrzeć do dokumentów niczyich oprócz rodziców i dziadków w linii prostej. Dzieje się tak z powodu RODO. Masz rację, że ludzie na Pomorzu i nie tylko tu ratowali podpisem życie swoje i swoich bliskich. Ale nie uporaliśmy się też z tak zwanym wyzwoleniem przez Rosjan czy traumą szkolną w czasach powojennych i współczesnych. Tak! Gnębienie za język kaszubski w szkołach. Ja nie byłam gnębiona, jednak być może dlatego, że świadomie unikałam kaszubszczyzny w kontaktach z rówieśnikami. Poza tym jestem już z tych późniejszych roczników, z czasów, w których mówienie jo zamiast tak nie było ścigane. Może ktoś mi kiedyś na to jo zwrócił uwagę, ale to nie jest powód do traumy. Natomiast kiedy zbierałam materiały do Welewetki, poznałam kilka osób, które przeszły piekło ze względu na kaszubski w szkole. Wiadomo, kto konkretnie to piekło innym urządzał. Do nich też dotarłam. Absolutnie tych ludzi nie oceniam, ale gdy zbierałam materiały do książki, zdumiało mnie, że osoby, które zajmują się kaszubszczyzną zawodowo, twierdzą, że nie było żadnego gnębienia dzieci w szkole za język kaszubski. Ich zdaniem to jest kłamstwo i tworzenie martyrologii. Tymczasem po jednym ze spotkań w Gdańsku podszedł do mnie profesor medycyny, pan lat około sześćdziesięciu, Kaszuba z dziada pradziada. Powiedział, że z powodu kaszubskiego przeszedł wiele upokorzeń w szkole podstawowej i średniej. Nawet w Akademii Medycznej, gdy pracował jako adiunkt, nieustannie słyszał lekarzy, którzy wypowiadali się o Kaszubach jak o ludziach drugiej kategorii, których trzeba badać pod kątem różnego rodzaju chorób, w tym psychicznych, ze względu na związki kazirodcze. Oczywiście choroby są i nie zapominamy, że takie związki tu występują, ale sposób, w jaki profesorowie mówili o Kaszubach, był dla niego tak upokarzający, że wolał milczeć niż się przyznać do swojego pochodzenia. Ten człowiek nie jest w stanie tego z siebie wyrzucić. Myślisz, że gdy te nasze indywidualne historie opowiemy bez wstydu i z godnością, to poczujemy się wreszcie kaszubską wspólnotą? Nie wiem, czy kiedykolwiek tę wspólnotę zbudujemy... Dlatego, że mamy tak naprawdę bardzo gdzieś naszą kaszubskość. Takie mam wrażenie. Żyjemy obok niej. W ogóle o naszej kaszubskości Artur Jabłoński i Stasia Budzisz podczas promocji w Ratuszu Staromiejskim w Gdańsku Fot. Anna Kościukiewicz-Jabłońska nie myślimy. Nie zastanawiamy się nad nią. Tak bardzo jesteśmy rozmyci w polskości, że nie wiem, czy coś da opowiedzenie tych wszystkich historii głośno. Na pewno jest nam potrzebne przepracowanie traum i zakończenie milczenia. Jest nam potrzebne samo mówienie. To wsobne Jo, jo jo... le nie gadój, które ciągle w nas jest, nie prowadzi do dobrego. Katarzyna Włodkowska napisała reportaż Na oczach wszystkich o czymś, co stało się na Kaszubach. Książka opowiada o kobiecie, którą mąż przez lata więził w piwnicy, poddawał przemocy i stręczycielstwu. Prawdopodobnie mieszkańcy wsi o tym wiedzieli. Przeczytałyśmy tę książkę z siostrą, to przecież są nasze tereny. Zapytałam siostrę, jak jej się wydaje, czy u nas w Że-listrzewie ktoś zareagowałby na takie zachowanie mężczyzny. Odpowiedziała krótko: „Nie". Na to pytanie też wszyscy musimy sobie odpowiedzieć. Bo tacy też jesteśmy. Dopóki nie przestaniemy siebie pokazywać tylko z dobrej strony, jak ze złożonymi rączkami suniemy w niedzielę do kościoła i do spowiedzi - nejo,fejn, dalej na pielgrzymkę -dopóki i o tym nie zaczniemy mówić, to do niczego jako społeczność nie dojdziemy. Myślę, że my, Kaszubi, potrzebujemy zbiorowej terapii. Jest jednak wiele osób, które nie mają kaszubszczyzny gdzieś. Robią dużo, by Kaszubi odnaleźli się we wspólnocie. Tak bardzo krytykujesz strój kaszubski. Wiemy, że nie jest autentyczny, że jego historia sięga połowy dwudziestego wieku, jednak są ludzie, którzy noszą go z dumą i mówią, że to jest element ich tożsamości. Możemy odmawiać im prawa do tego? Nie, ale nie chodzi mi o to, by nie nosić tego stroju albo schować wszystkie serwety z wzorem kaszubskim. Chodzi mi o to, że nie mamy wiedzy, skąd one 10 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Nasze rozmowy się wzięły. Wkurza mnie, że tyle rzeczy uważamy za coś „od zawsze" naszego. Przecież byłam uczona, że haftowanie tego wzoru to odwieczna tradycja kaszubska. Ani haft nie jest zły, ani strój jest zły. Ale powinniśmy wiedzieć, skąd się wzięły, i z tą dopiero wiedzą kształtować naszą tożsamość i używać tego wszystkiego w życiu. Ale ty wiesz, że to nie jest nasza wina, że my nie wiemy... Wmówiono nam, że druga wojna światowa wyglądała wszędzie tak, jak w Warszawie, że jest się czego wstydzić, jeśli nasi ją przeszli w złych mundurach, że byliśmy głupkami, bo nie potrafiliśmy w szkole mówić po polsku... Ale PRL się skończył trzydzieści lat temu! Tu wrzucam kamyk do twojego ogródka. Wy, działacze kaszubscy, nie mogliście nam uświadomić, że coś jest „nie halo"? Dopiero ja, czterdziestoletnia reporterka, musiałam grzebać głęboko w książkach i archiwach, żeby się w końcu dowiedzieć, że to nie jest nasze?! Czyja to dzisiaj wina? Dzia- łacze powinni działać! Działacze powinni uświadamiać! (gromkie brawa z sali). Rozumiem, że jesteście pokłóceni. Nie ma jednego stołu, przy którym powinniście usiąść i pogadać. To jest potężny problem. Tu jest potrzebny okrągły stół. To nie jest zadanie dla reporterów czy naukowców, to zadanie dla działaczy! Tylko co można zbudować, gdy społeczność myśli, że wyznacznikiem kaszubskości jest haft i strój? Czym wyście się zajmowali do tej pory? Czym się zajmujecie dzisiaj jako działacze? Językiem się zajmujemy, choć to też nie wychodzi nam najlepiej, jak pokazał ostatni spis powszechny. Język bez tożsamości jest kolejnym obcym językiem... Masz rację, że już najwyższy czas, żebyśmy my, Kaszubi, traktowali samych siebie jako podmiot. Chcąc podjąć dialog z innymi, musimy coś wiedzieć o sobie. A wtedy skończy się to sztel badze, ponieważ wreszcie będziemy mieli wiedzę. PRZEKAŻ 1,5% PODATKU NA ROZWÓJ 1 PROMOCJĘ JĘZYKA KASZUBSKIEGO Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie jest organizacją pożytku publicznego i zbiera środki z tytułu odpisu 1,5% podatku dochodowego. Na podstawie Uchwały nr 17/2023 Rady Naczelnej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z dnia 2 grudnia 2023 r., środki z odliczenia 1,5% podatku dochodowego za 2023 r., pozyskane przez Zrzeszenie, przeznaczone będą w 2024r. na rozwój i promocję języka kaszubskiego, szczególnie poprzez działalność Akademii Bajki Kaszubskiej. Przekazanie 1,5% Zrzeszeniu jest niezwykle proste. Wystarczy wypełnić odpowiednią rubrykę w rocznym zeznaniu podatkowym i wpisać nr KRS: 0000228279. Dziękujemy! Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 11 DOTACJE NA KASZEBIZNA Kol 1,5 miliona złotech dostele Kaszebi w óbremim tpzw. celowech dotacjów na dzejania rozwijające naji jazek. Nówikszi dzel tech detków Minyster Benowech Sprów i Administracje (MSWiA) przeznół Kaszebskó-Pómórsczemu Zrzeszeniu. W steczniku Minyster Benowech Sprów i Administracje ógłosył, jacze zadania, co mają za cel ochrona, uchowanie i rozwij kulturowi juwernote nórodnech i etnicznech mnieszeznów a też uchowanie i rozwij regionalnego jazeka, badą przez niego udetkówione. Je wiedzec, że tak pó prówdze ta lesta zabedowele mii znajarze, chterny przezerele wszelejacze wnios-czi zrechtowóne przez stowóre, fundacje i rozmajite organizacje z całego pólsczegó państwa. To ogłoszenie MSWiA je woźnym wedarzenim, bó dzysdnia baro wiele kaszebsczich pódjimiznów je mni abó barżi zanóleżnech ód taczegó wspiarcó. Nówicy na swoje zadania dostónie w roku 2024 Kaszebskó-Pómórscze Zrzeszenie. Dzaka minystrowim detkóm mdą dali prowadzone wórtne edukacjowe dzejania, jak chócle internetowi portal Skarbnica Kaszubska, Latowó Szkoła Kaszebsczegó Jazeka, organizacjo kónferencjów dló szkólnech kaszebsczegó jazeka abó wedanie edukacjowi publikacji W krójnie Grifów. Badą też strzódczi na pósobne kurse kaszebsczegó jazeka. - Wierne ju, że uczbe kaszebsczegó mdą w Chónicach i Wejrowie, dali swoje zajmę badze prowa-dzeła Bożena Ugówskó na Gduńsczim Uniwersytece, a jesz meslime ó Kartuzach abó Stażece. Może udo sa też zorganizować kurs online - gódó Pauel Wiczińsczi z Bióra Óglowegó Zarządu KPZ. Jesme ród, że wspiarce z MSWiA trafi też do najegó cządnika - na kaszebskójazekówe stronę w „Pomeranie" i dodówczi „Najó Uczba" a „Stegna". Udetkówione są też órganizowóne przez naja redakcja warkównie dló piszącech pó kaszebsku. Z detków MSWiA zweskó też kaszebskó leteratura. - Nóbarżi jem ród z tego, że badzeme mógle wedac Zómkówę Góra Izabelle Trojanowsczi. To zbier ji teks- tów dló dzecy, jacze donechczós bele publikówóne pó polsku w „Pomeranie". Tero wińdą w formie ksążczi, a skaszebi je Ana Gleszczińskó. Cesza sa też ze zbioru wierztów Ide Czajiny. Nalezeta w nim tekste nowe, ale też webróne z póprzednech ji póeticczich ksążków. Je to też dló mie priwatno redota, bó lubią ji poezja, a jednym z pierszich kaszebsczich dokazów, jacze jó sa uczeła na pamiac, beł Mójim miilkaje kam - gódó Ana Dunst z wedówizne KPZ. Ókóma wspómniónech przez nia publikacji Zrzeszenie wedó jesz te: Emigracja kaszubska (to ksąż-ka z serii kaszebscze Vademecum, a przerechteją ja: Kresztof Gradowsczi, Daniel Kalinowsczi, Aleksandra Kurowskó-Susdorf i Cezari Óbracht-Prondzyńsczi) i Historia Kaszubów potocznym językiem opowiedziana Michała Hinca i Adama Lubócczegó. Óbedwie ne ksążczi mdą debeltjazekówe - pó polsku i pó kaszebsku. Ókróm Zrzeszenió detczi dostół też Gminowi Óstrzódk Kulturę, Sportu i Rekreacje w Chmielnie na zorganizowanie wójewódzczegó finału Recytatorsczegó Konkursu Kaszebsczi Leterature „Rodno Mowa". Pósobny róz Mórsczi Rebacczi Institut mdze z pomocą MSWiA realizowół swój edukacjowi projekt Kaszebe na wale. Na dwie swoje iidbe dostónie też pieniądze Muzeum Kaszebskó-Pómórsczi Pis-mienizne i Muzyczi we Wejrowie. Badą to: Potkania z muzyką Kaszeb i XXV Óglowópólsczi Leteracczi Konkurs m. Jana Drzeżdżona. Dotacja dostele też: Kaszebsczi Institut (na wedanie pósobnegó tomu Biblioteczi Kaszebsczich Pi-sarzów, tim raza z wierztama Jana Karnowsczegó), Stowóra Discantus (na artisticzne dzejanie Churu Discantus i organizacja Cassubia Sacra - Festiwalu Sakralny Muzyczi) a też Stowóra Ziemia Pucka (na uchowanie i rozwijanie kaszebsczegó jazeka dzaka Radio Kaszebe). Musz jesz wspómnąc ó Gduńsczim Uniwersytece, chteren rokroczno dostówó detczi na prowadzenie czerenku kaszebskó etnofilologió. Spisenk wszetczich celowech dotacjów z MSWiA nalezeta na starnie https://www.gov.pl/web/mniej-szosci-narodowe-i-etniczne/dotacje-ministra-spraw--wewnetrznych-i-administracji-na-2024-r--rozstrzyg-niecie-w-zakresie-podzialu-dotacji-celowych. Wespół na rozmajite zadania, co mają rozwijać naji jazek i naja kultura, jesme dostele 1 548 368 zł. Je to wiele? W gromiczniku 2012 r. óstół w „Pomeranie" ópublikówóny tekst Wejść do pierwszej ligi. Tikół ón prawie dotacjów z MSWiA. Kaszebi dostele wnen-czas kol 800 tes. zł i beło to wiele mni jak titlowe 12 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Naje sprawę Jednym z zadaniów financowónech przez MSWiA są warkównie dló piszącech pó kaszebsku. Ódj. am „pierszoligówe" mnieszezne: niemiecko - 2,5 min zł; biółoruskó - 2,3 min zł i ukrajińskó - 1,9 min zł. lak to wezdrzi 12 lat późni? Jesme ju w ti pier-szi lidze? Kó wedle pówszechnech spisenków je naju nówicy (żele nie rechówac Szlązaków, jaczi nie dostówają jesz detków na swój jazek i kultura z MSWiA). Ni ma to równak cesku na celowe dotacje minystra. Wezme na to biółoruską mnieszezna. li nóleżników je jaczes trze razy mni jak Kaszebów, a dostele wicy jak 2 200 000 zł. A niemiecko, jako też je mnieszó jak me? Wicy jak 2 400 000 zł. Łemkowie, chternech wedle nónowszegó spisenku je 13 raze mni jak Kaszebów - wicy jak 1 300 000 zł. Jesz górzi dló naju to wezdrzi, czej dodóme do te niedówno ogłoszone przez MSWiA podmiotowe dotacje. Niemiecko mnieszezna - 872 550 zł, biółoruskó - 280 400 zł, kaszebskó (na dzejanie KPZ i Kaszebsczegó Institutu) - 205 300 zł... Dlócze tak je? - Nigde dotacje na mnieszezne nie bełe zanóleżne ód tego, jak wiólgó je jakós grepa. Proporcje pódzelu detków midze mnieszeznama są na wnet ti sami rówi-znie ód 20 lat i weniczi powszechnego spisenku tego nie zmienią - gódó Łukósz Grzadzecczi, przedstówca Kaszebów w Póspólny Komisji Rządu i Nórodnech a Etnicznech Mnieszeznów. Chceme dodać, że to nie nóleżnice Komisje dzelą torta z pieniadzama z MSWiA, a karno ekspertów - Dló nich nówóżnieszó je cągłosc robotę, dlóte w pierszi redze udetkówienie dostówają podmiotę ju sprawdzone, wórtne wiarę, czasto na wielelatne pro-jekte. Jeżle jidze ó wspómnióne przeze mie proporcje, to Kaszebi dostówają rok w rok kąsk wicy abó kąsk mni jak Łemkowie i Romowie. Jesme na jedny ró-wiznie z tima dwiema mnieszeznama. Chceme równak pamiatac, że w uchówanim najegó jazeka i kulturę pómógają też jinsze minysterstwa, jak chócle Minysterstwó Kulturę i Nórodny Spódkówizne - do-dówó Łukósz Grzadzecczi. Direktór Bióra Óglowegó Zarządu KPZ Łukósz Ri-chert nie je równak ród z taczegó pódzelu: - Celowe dotacje i podmiotowo z MSWiA są nówóżnieszim zdrzódła financowanió KPZ. 20 projektów, na jacze jesme dostele detczi, to z jedny stronę wiele kónkretnech dzejaniów, chterne spełniwają pótrzebnote kaszebsczi spólezne, ale z dredżi stronę czej a sa kąsk rozczarzony zmarnowóną szansą dló jinech złożonech przez Zrzeszenie pódjimiznów, jacze nie dostałe dofinancowanió. Chceme tu rzeknąc, że ódrzuconech ostało sednie wniosków KPZ, a do te m.jin. wspiarcó nie dostół Konkurs Kaszebsczi Gódczi „Be nie zabec mówe starków" miona Jana Drzeżdżona, órganizowóny przez Muzeum Pucczi Zemi, i kaszebskó wersjo kaszebópedie, ó co wnioskówół Kaszebsczi Institut. Direktór Łukósz Richert dówó też boczenie na to, że pieniądze z dotacji rosną pómalni jak inflacjo. - Dostówóne przez naju rokroczno strzódczi są baro nisko walorizowóne, a bełe i tacze lata, że me dostówele na pósobny rok mni jak na łońsczi! Rost prizów ód pora lat trzimie sa na wesoczi rówiznie, a zwikszenia strzód-ków dló mnieszeznów są baro mółe. Latoś me dostele np. ó 3,25% wicy jak łoni. Drago to komentować, bó przez taką pólitika móme coróz mni strzódków do wedanió na uchowanie kaszebsczegó jazeka. Latosy budżet dló mnieszeznów beł jesz uchwólony przez póprzedny rząd i pó cechu móm nódzeja, że ód budżetu na 2025 rok ta pólitika zagłodzywanió mnieszeznów sa skuńczi. Łukósz Richert mó równak swiąda, że wesokósc dotacji zanólegó nie blós ód samego budżetu, ale też i pódzelu strzódków midze mnieszezne. - Lechi dló Kaszebów je nen pódzel praktikówóny przez MSWiA ód wiele lat. Jego skutka je to, że mnieszezne, jacze są werazno mni leczny jak Kaszebi, dostówają ó wiele wiksze financowe wspiarce. Żól, że w MSWiA strzódczi nie są dzelone jistno jak np. w Minysterstwie Edukacje, dze pieniądze na nauczanie mnieszeznowech jazeków jidą prosto za ucznia. W ta-czim przetrófku kaszebskó spólezna be jich dostówa nówicy, bó je nówielnieszó w Polsce i mó nówiksze pótrzebe. Te dzysdniowe regle nie są wedle mie utcewe i meszla, że be miałe bec zaprogramówóne na nowo. Wiera wórt miec stara ó pózmiane w dzelenim detków z MSWiA. Mdzeme w „Pomeranii" jesz wrócale do ti sprawę. Napiszeme też gwes ó wikszim dzelu projektów zjiszczonech dzaka celowim dotacjom. Dark Majkówsczi Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 13 ELEKTROWNIA JĄDROWA NA KASZUBACH. ZAKOŃCZYŁ SIĘ ETAP PLANOWANIA Pierwsza na świecie elektrownia jądrowa powstała w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich w 1954 roku. Miała niewielką moc - zaledwie 5 MW. Wkrótce swoje reaktory uruchomiły Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Pierwsze jądrowe instalacje miały charakter militarny, ale z czasem energetyka jądrowa zaczęła odgrywać coraz większą rolę także w gospodarce. Poglądowa wizualizacja pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Źródło: Polskie Elektrownie Jądrowe W Europie pracuje obecnie kilkadziesiąt elektrowni jądrowych, liderem w tej dziedzinie jest Francja, gdzie elektrownie atomowe dostarczają znaczną część krajowej energii elektrycznej. Polska tymczasem wciąż jest na początku drogi do posiadania własnego reaktora. Przeszło dekadę temu tematem gospodarczym numer jeden w Polsce były plany budowy pierwszej elektrowni jądrowej. Ówczesny rząd Donalda Tuska ruszył w 2009 roku do tej inwestycji, jak podkreślano, z entuzjazmem. Uchwałą Rady Ministrów w sprawie działań podejmowanych w zakresie rozwoju energetyki jądrowej 13 stycznia tegoż roku podjęto decyzję o opracowaniu Programu Polskiej Energetyki Jądrowej, którego pierwszy projekt powstał w 2010 roku. Odpowiedzialny za realizację tego zadania był, powołany w maju 2009 roku, pełnomocnik rządu do spraw polskiej energetyki jądrowej. W styczniu 2010 roku Ministerstwo Gospodarki przedstawiło listę 28 propozycji lokalizacji elektrowni, w tym również w województwie pomorskim (gminy Choczewo, Gniewino i Krokowa). W ramach wstępnej oceny w 2011 roku jako najbardziej prawdopo- dobne wskazano trzy lokalizacje na północy kraju: Choczewo, Lubiatowo-Kopalino i Żarnowiec w naszym regionie oraz Gąski w województwie zachodniopomorskim. Po wstępnych analizach do dalszych badań, koniecznych do opracowania oceny oddziaływania na środowisko, wytypowano dwie lokalizacje z województwa pomorskiego: Żarnowiec oraz Lubiatowo-Kopalino. Bezpośrednie sąsiedztwo Jeziora Żarnowieckiego, bliskość brzegu Morza Bałtyckiego czy istniejąca tam elektrownia pompowo-szczytowa, zbudowana kiedyś z myślą o sprzężeniu jej z planowaną po sąsiedzku elektrownią atomową, przemawiały za Żarnowcem. W związku z inwestycją w głowach miejscowych samorządowców pojawiły się nawet plany rozwoju turystyki, której motorem napędowym miałaby być przyszła elektrownia oraz połączenie Jeziora Żarnowieckiego kanałem z Morzem Bałtyckim. W sierpniu 2011 roku rząd przyjął Ramowy harmonogram działań na rzecz energetyki jądrowej, który nakreślał kolejne etapy zmierzające do budowy elektrowni. W latach 2011-2013 miał zostać 14 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Gospodarka zawarty kontrakt na budowę elektrowni jądrowej po uprzednim wyborze spośród wiodących technologii. W kolejnym etapie, przewidzianym na lata 2014-2015, miał zostać przygotowany projekt techniczny i uzyskane niezbędne pozwolenia. Ostatni etap, zaplanowany na lata 2016-2020, zakładał budowę elektrowni jądrowej. Na początku 2014 roku Rada Ministrów przyjęła długo oczekiwany Program Polskiej Energetyki Jądrowej. Okres realizacji programu ustalono w dokumencie na lata 2014-2030. Podpisano także porozumienie o współpracy pomiędzy spółką PGE EJ 1, władzami gmin z województwa pomorskiego, na których terenie miałaby powstać przyszła elektrownia jądrowa, oraz samorządem województwa pomorskiego. Czas na budowę elektrowni jądrowej był wówczas dobry, szczególnie że mieszkańcy w większości przychylnie podchodzili do tej kwestii, a samorządy zabiegały o jej zlokalizowanie na swoim terenie, widząc w tym znaczne profity. A należy przypomnieć, że jeszcze kilkanaście lat wcześniej głosy w sprawie „atomówki" były całkiem odmienne. Wraz z rozpoczęciem w kwietniu 1982 roku budowy elektrowni jądrowej w Żarnowcu (w rzeczywistości powstać miała na terenie oddalonej o 9 km wsi Kartoszyno) w mieszkańcach narastały obawy, których komunistycznej władzy nie udało się nigdy rozwiać. Społeczeństwo utożsamiało elektrownię jądrową ze śmiercionośną bombą atomową, a jej przeciwnicy rozpowszechniali nie zawsze prawdziwe informacje na temat inwestycji. Wybuch reaktora numer 4 w elektrowni jądrowej w Czarnobylu koło Prypeci w Ukrainie, do którego doszło 26 kwietnia 1986 roku, jedynie utwierdził przeciwników atomu w słuszności ich opinii. Niepokoje i protesty społeczne przeciwko budowie Elektrowni Jądrowej „Żarnowiec" jeszcze bardziej się wzmogły. Napisy na murach „Żarnowiec - nie!", „Żarnobyl" czy „Żarnowiec - STOP" były w tamtym czasie częstym widokiem w krajobrazie pomorskich miast i miasteczek. Do protestów silnie włączyły się organizacje opozycyjne i ekologiczne, organizowano akcje protestacyjne, pikiety, kolportowano ulotki. Także dziennikarze „Pomeranii" kilkukrotnie opowiadali się przeciwko budowie elektrowni jądrowej na Pomorzu. Czy społeczeństwo jest w pełni przygotowane, aby przekonać stronę rzędową, że tego, co słuszne, nie może uznać za niesłuszne? Obudzić musi się całe społeczeństwo, wstrząsnąć sobą, a potem władzą. Energetyka jądrowa to zaczyn nieustannego niepokoju, to koniec wewnętrznego spokoju. Im bliżej reaktora - tym sytuacja dramatyczniejsza. Dlatego szczególny wstrząs potrzebny jest społeczeństwu Kaszub, w tym - żeby nie było wątpliwości - Trójmiasta - pisał na łamach „Pomeranii" w maju 1989 roku Wojciech Kiedrowski w artykule zatytułowanym Nie ma zgody na Żarnowiec. Tekst ukazał się niespełna trzy lata po katastrofie w elektrowni jądrowej w Czarnobylu, katastrofie, która była zdarzeniem tragicznym z uwagi na bezpośrednie jej skutki, ale również traumą dla setek tysięcy ludzi, którzy byli w zasięgu oddziaływania radioaktywnej chmury. Dramat w Ukrainie pośrednio wpłynął również na decyzję o zamknięciu „Żarnowca". Nowy demokratyczny rząd Tadeusza Mazowieckiego - pierwszego niekomunistycznego premiera RP po II wojnie światowej - 17 grudnia 1990 roku podjął uchwałę o postawieniu inwestycji „Elektrownia Jądrowa Żarnowiec w budowie" w stan likwidacji. Rozpoczęto demontaż i złomowanie już zakupionych urządzeń elektrowni, której budowa została przerwana pod koniec 1988 roku. Na decyzję podjętą przez rząd Mazowieckiego wpływ miała także tragiczna sytuacja ekonomiczna państwa, które po latach rządów komunistycznych i w wyniku źle przeprowadzonych reform gospodarczych w roku 1987 pogrążyło się w kryzysie. Nieco ponad 10 lat po zamknięciu „Żarnowca" klimat dla tego rodzaju inwestycji był jednak już zgoła inny. Zmieniał się świat, zmieniała się technologia i zmieniała się świadomość ludzi, którzy zaczęli rozumieć, że budowanie przyszłości energetycznej na węglu nie przyniesie nam większych korzyści, a raczej straty. Nawet katastrofa w elektrowni atomowej w japońskiej Fukushimie, spowodowana przez trzęsienie ziemi, nie zmieniła zasadniczo podejścia Polaków do atomu. Niemniej opóźnienia, związane choćby z przyjęciem Programu Polskiej Energetyki Jądrowej, powodowały, że założony wcześniej harmonogram wymagał korekty. Nie bez znaczenia były też koszty budowy elektrowni, szacowane wówczas na ok. 50 mld zł. Wśród rządzących pojawiały się opinie, że atom trzeba rozwijać powoli, adekwatnie do możliwości finansowych, co opinia publiczna odczytywała jako brak wielkiej determinacji, aby projekt w ogóle ukończyć. Z czasem przyszedł temat gazu łupkowego i atom zszedł na dalszy plan, choć projekt budowy „atomówki" nie został odrzucony. Ostatecznie w grudniu 2021 roku odpowiedzialna za przygotowanie inwestycji spółka Polskie Elektrownie Jądrowe Sp. z o.o., będąca własnością skarbu państwa i realizująca zadania służące zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego Polski, wskazała Lubiatowo-Kopa-lino w gminie Choczewo jako lokalizację preferowaną w wypadku budowy elektrowni jądrowej. Niespełna dwa lata później, 27 września 2023 roku, spółka PEJ podpisała z amerykańskim konsorcjum Westinghouse-Bechtel umowę na zaprojektowanie pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Tym samym zakończył się etap planowania i rozpoczęła się faza wykonawcza związana z prowadzeniem właściwych prac inżynieryjnych. W ramach osiemnastomiesięcznego kontraktu zaplanowano kontynuację wspólnych działań z konsorcjum spółek Westinghouse i Bechtel na rzecz zaangażowania polskiego przemysłu (tzw. local content) Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 15 Gospodarka Obręb Lubiatowo Lubiatowo Obręb Kopalino Gajówka Biebrowo Obręb Słajszewo Słajszewo Mapa z lokalizacją Lubiatowo - Kopalino i odległości od najbliższych miejscowości. Źródło: Polskie Elektrownie Jądrowe Osetnik. Obręb Sasino Obręb Jackowo j wejście na plaże ■«—► odległość do najbliższej zabudowy przewidywany teren elektrowni z j preferowanym otwartym układem chłodzenia (bez chłodni kominowych) l\\yj wstępna lokalizacja bloków jądrowych | granica obrębu granica gminy Choczewo Obręb Kierzkowo w rządowy projekt. Ma to pozwolić polskim wykonawcom, w tym wykonawcom z Pomorza, zaprojektować łańcuchy dostaw na rzecz elektrowni jądrowej w sposób zapewniający im maksymalizację udziału, przy jednoczesnym zagwarantowaniu sprawnej, a zarazem bezpiecznej realizacji inwestycji. Budowa elektrowni jądrowej w Polsce to inwestycja strategiczna dla zrównoważonego rozwoju całego kraju. Energetyka jądrowa to bowiem stabilne źródło energii elektrycznej, a możliwość zmagazynowania paliwa jądrowego na długi czas wzmacnia niezależność energetyczną kraju. Stabilne źródło energii to także podniesienie poziomu bezpieczeństwa energetycznego obywateli. Zróżnicowanie źródeł energii elektrycznej pozwoli zmniejszyć wpływ wahań na rynku węgla, gazu i ropy na ceny prądu dla odbiorcy końcowego. To wszystko w dzisiejszej sytuacji geopolitycznej w Europie, ale i na świecie, ma nieocenione znaczenie. Elektrownia jądrowa, która nie emituje szkodliwych dla środowiska i zdrowia gazów, w szczególności dwutlenku węgla (COJ, związków azotu i siarki (SOx i NOx) czy pyłów, pozwoli Polsce jednocześnie osiągnąć cele klimatyczne Unii Europejskiej. Swoje wsparcie dla tej inwestycji nieprzerwanie deklaruje samorząd województwa pomorskiego. - To nie są sny o potędze ani mrzonki grup zwolenników chcących zaktywizować lokalną gospodarkę - mówił 2 października 2009 roku Mieczysław Struk, wówczas wicemarszałek województwa pomorskiego, goszczący na posiedzeniu Rady Naczelnej Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, która na temat energetyki jądrowej obradowała w Pucku. - Potrzebna jest energia. Jej brak stanowi barierę rozwoju - podkreślał wicemarszałek. Choć pierwotnie zakładany harmonogram budowy pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej został znacząco przekroczony i zmieniły się założenia tego programu, stanowisko władz województwa jest dzisiaj tożsame z tym sprzed piętnastu lat. Samorząd województwa pomorskiego od lat konsekwentnie akceptuje plany budowy elektrowni jądrowej na Pomorzu, szanując w tym względzie kompetencje i odpowiedzialność władz centralnych, które jako jedyne mogą podejmować decyzje na temat lokalizacji tej inwestycji - przypomina marszałek Mieczysław Struk w komunikacie przesłanym do mediów. Jako samorząd jesteśmy zainteresowani rozwojem energetyki jądrowej na Pomorzu jako szansy dla regionu i Polski oraz liczymy na dotrzymanie harmonogramu budowy tej inwestycji. W liście do premiera Donalda Tuska marszałek Mieczysław Struk zwraca też uwagę na potrzebę zapewnienia mieszkańcom i samorządom Pomorza odpowiedniego programu osłonowego, przypominając jednocześnie, że Proces przygotowania i budowy elektrowni trwać może co najmniej kilkanaście lat, a przez ten czas nastroje społeczne mogą ulec radykalnej zmianie. Z inicjatywy samorządu wojewódzkiego w listopadzie ubiegłego roku odbyła się w Gdańsku debata poświęcona budowie elektrowni jądrowej na Pomorzu. Oprócz samorządowców i parlamentarzystów w spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele środowisk 16 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Gospodarka Polskie Elektrownie Jądrowe Poglądowa wizualizacja reaktora pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Źródło: Polskie Elektrownie Jądrowe naukowych, a także zwolennicy i przeciwnicy budowy elektrowni jądrowej. Trzeba uczciwie powiedzieć, że była to jedna z niewielu, a może jedyna taka publiczna debata w ostatnich latach na temat budowy elektrowni jądrowej, w której oprócz decydentów mogło uczestniczyć szersze grono zainteresowanych. W intencji organizatorów debata miała wypełnić pustkę informacyjną otaczającą najważniejszą inwestycję ostatnich dekad; inwestycję, która niesie wiele korzyści, ale budzi też obawy, choćby rolników czy tych przedsiębiorców, którzy swoją działalność opierają na turystyce. - Nasz region ma być lokalizacją pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej, miejscem, gdzie będziemy jako kraj budować własne doświadczenia i umiejętności, ale także mierzyć się z licznymi wyzwaniami i problemami. To sprawia, że musimy się do tego procesu solidnie przygotować i zawczasu rozwiać najważniejsze obawy i niepokoje - mówił marszałek Mieczysław Struk. - To rolą władz różnych szczebli samorządowych, którzy są reprezentantami lokalnych społeczności, jest dbanie o interesy mieszkańców i przedsiębiorców. Ta rola zobowiązuje nas do aktywności oraz zadawania pytań, nawet niewygodnych i trudnych - zaznaczył marszałek województwa. Budowa pierwszej elektrowni jądrowej ma ruszyć według planu w 2026 roku. Pierwszy reaktor ma stanąć w 2033 roku. Docelowo w lokalizacji Lubiatowo--Kopalino mają się znaleźć trzy obiekty (reaktory) tego typu. Polska chce mieć 6-9 GW z energetyki jądrowej do 2043 roku. Pierwsza elektrownia jądrowa w Polsce będzie bezpiecznie wytwarzać energię elektryczną przez co najmniej 60 lat. Sławomir Lewandowski POSTAWY WOBEC ENERGE1 W ciągu roku poparcie mieszkańców gminy Choczewo dla budowy elektrowni jądrowej w bezpośrednim sąsiedztwie pozostało na wysokim poziomie 67 proc. Poparcie dla budowy „atomówki" wśród mieszkańców trzech powiatów w rejonie lokalizacji inwestycji - wejherowskiego, puckiego i lęborskiego - wyniosło w 2023 roku 66 proc. W badanych powiatach wejherowskim, puckim i lęborskim aż 70 proc. respondentów zadeklarowa- (I JĄDROWEJ W 2023 ROKU ło, że ich zdaniem energetyka jądrowa powinna być rozwijana w Polsce w najbliższych latach. 81 proc. badanych z gminy Choczewo uważa, że rozwój energetyki jądrowej zapewni dostęp do tańszej energii elektrycznej. Badanie było realizowane przez agencję PBS z Sopotu na zlecenie Polskich Elektrowni Jądrowych na przełomie listopada i grudnia 2023 roku. Przeprowadzono je na wysokiej próbie ponad 2800 respondentów. Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 17 Przypominamy artykuł poświęcony elektrowniom jądrowym w Hiszpanii. Tekst został opublikowany w „Pomeranii" nr 9/2013 JAK TO WEZDRZI W SZPANU? Atomowo elektrownio - dzysdnia jedna z nóbarżi górącech temów nie leno na Kaszebach, le też na całim świece. W óstatnym czasu przejeżdżają do naju gósce z Japóńsczi, żebe pódzelec sa swójima zastrzegania i ópówiedzec ó tim, jak żeje sa w jich kraju pó tragedii w Fukushimie. W Europie też móme państwa, gdze są jądrowe reaktore. Przikłada je Szpanió. Prawie do tego kraju wejachele w lepińcu przed-stówcowie samorządów z nordowech Kaszub. PGE Energia Jądrowa zórganizowa wejózd do dwuch elektrowniów: Vandellós i Asco. Z róczbe skórzistałe m.jin. gminę Gniewino i Choczewo, bó na jich terenie je móżlewó budowa „atomówczi". Pójachele też samórządórze z pucczegó starostwa i gmin z ókólegó, np. Krokowa, Pucka cze Wióldżi Wse. W Szpanii dzejó dzysó 8 jądrowech reaktorów, chterne nalóżają sa w 6 elektrowniach. Wespół mają one móc kol 7500 MW elektriczny energii, co sygó na 20% pótrzebów tego kraju. NA SZTRĄ.DZE MORZA Ju pora gódzyn pó lądowanim w Barcelonie naji samórządórze wsedle na katamaran, z chternegó óbezdrzele elektrownia Vandellós ód stronę morza. Na bóce nalezle sa też znajórze z PGE, chterny ódpówiódele na rozmajite pitania. Jednym z wóż-nieszich beło to, gdze stónie w Polsce „atomówka". Nicht nie chcół (jesz nie je w sztadze?) dac ódpówiesce na 100%, ale można sa beło doznać, że tak pó prówdze badze to w jednym z 3 molów: Gąsczi w zópadnopómórsczim, nad Żórnowsczim Jęzora abó w gminie Choczewo. To oficjalno wersjo. Wnet-ka wszetce móme równak wrażenie, że Gąsczi są na dzysó mało móżlewim płaca, m.jin. z pózdrzatku na spóleznowe proteste. Ne, le tego może me sa blós docy-gac... - gódó mie jeden z samórządórzów. Budinczi elektrowni nie zrobiłe lechegó wrażenió na uczastnikach reze i w „kuluarowech" gódkach dało sa późni czec, że nie je to cos, co miałobe ódcygnąc letników sarnim wezdrzatka. Górzi, że zaró z boku beło widzec kómine gazowi elektrowni... Tego óbzerac nicht be ju nijak nie chcół, a naji samórządórze nie dostele ódpówiesce na pitanie, cze dregó elektrownio nie pówsta w tim placu prawie dlóte, że beła ju pa-sownó infrastruktura dzaka „atomówce". Póraset metrów wkół elektrowni je plac, gdze nikomu ni można pódjachac bota. Je to muszebne, żebe nie dało teroristnech ataków ód stronę wóde. Często krótko ti cone je widzec rebaccze kiitre. Nie-jedny szpórtowele, że rebe mają tu gwes pó dwie głowę, ale pó wieczerze ju nicht nie kritikówół „brza-du morza" z ókólegó Vandellós. PÓ PIERSZE BEZPIEK Dredżegó dnia samórządórze jachele óbzerac Vandellós ód bena. Strażnice są baro dokładny, przed brómką kóżą ostawic wnetka wszetkó, nawet-ka fotograficzne aparate. Nimó że jesme góscama i cheba nie wezdrzime na teroristów, stara ó bezpiek stoji na pierszim placu. To sa nama widzy. Jesme óstele belno przeszkolony, co wolno, czego nie i co robie w przetrófku alarmu. Dele też nama brele dló ochronę, kasczi i nawetka specjalne bóte - czeja ód przedstówców Wióldżi Wse. Ób czas konferencji, chterna ódbeła sa pó skuńczenim zwiedzanió, direkcjó elektrowni poda czile wiadłów na tema ji funksnerowanió. W Van-dellós robi kol 1200 ledzy, a w czasu remontów, zaladenku abó transportu paliwa je jich wiacy ó 1000. Zaróbiają wiele lepi ód strzedny krajowi i colema-ło robią tu jaż do emeriture. Weszezne elektrowni pódczorchiwają, że muszą miec ó to stara, bó dosc długo bawi szkolenie robotnika, tej lepi je zagwesnic mii dobre warenczi, jak wedawac detczi i tracec czas na przerechtowanie kógós na jego plac. 18 Pomerania nr i (583) / Gromicznik 2024 Z archiwum Wespółrobóta z gminą Z Vandellós kaszebskó delegacjo pój acha na potkanie z samórządórzama THospitalet de V Infant, to je gminę, w chterny nalóżó sa elektrownio Vandellós. W całi ti gminie mieszko kół 6 tes. ledzy. Nówóż-nieszim zdrzódła wzątków je turistika, elektrownio i perzna gburstwó. Tuwóteszi burmester wcyg przekónywół, że Vandellós to same „pluse" dló mieszkańców, że przecygó to jinech pódjimców, gmina je bogatszo ód jinszich w Szpanii (tak pó prówdze Katalonii), a mieszkańcowie żeją dzaka temu lepi i bókadni. Pitania kaszebsczich samórządórzów tikałe sa prawie tech móżlewech zwesków, chóc drago je wierzec, żebe nie belo niżódnech minusów, a wespółrobóta z atomową elektrownią wiedno ukłóda sa belno. Na pitanie, cze naji samórządórze nie boją sa, że w przetrófku sztridu z direkcją atomówczi nicht we Warszawie nie czerowółbe sa za najima ledzama, uczuł jem, że dzysdnia w Polsce nicht procem mieszkańcom nie mdze westapówół. Na zeńdzenim bele też molowi ledze biznesu. Dló nich w wikszosce elektrownio stała sa pódskacenka do założenió swój i firmę. Żeją z tego, że Van-dellós brekuje klimatizacji, uprawionech autów, jestku, sprzątanió cze biótczi z szurama. Ekologiczne jestku Trzecegó dnia kaszebskó delegacjo pój acha do Asco - elektrowni, chterna leżi nad rzeką Ebro. Wezdrzi perzna jinaczi jak w Vandellós, bó w przetrófku molów, gdze ni ma tak wiele wódę do znobienió reaktora jak nad morza, brekównó je jinó technologio. (Zajinteresowónech temą ódselóm do fachowi letera-ture). Ósoblewie czekawe beło tego dnia zeńdzenie z mólowima gburama. Niejedny z nich muszele óddac swoje nólepsze zemie dló elektrowni, a za det-czi, chterne wnenczas dostele, zmienile robota abó ubelnile to, co jima ostało. Dzysó całi ten region je znóny z ekologicznego jestku, chterno spełniwó wszelejacze europejscze normę. Jeden z gburów przerechtowół so tekst swój i przemówe pó katalońsku i ni mógł uwierzec, że feleje na molu tłomacza, chteren znaje ten jazek. Próbówół ób czas gódczi zmieniwac to na szpańsczi, ale jak jem sa doznół ód dolmaczerów, nie szło mu letko. Czekawe, czede na Kaszebach badzeme zadzewówóny, że na pótkanim z cezyńcama ni ma kaszebsczegó tłomacza? Mieszkańcom nie zówadzó Ób wieczór naji samórządórze miele leżnosc pogadać z ledzama, jaczi so szle szpacerą pó sztrądze Alma-drava. Póraset metrów dali stoji elektrownia Van-dellós. Ji budinczi je widzec z kóżdegó mola. Naszi chódzyle ód jednego letnika do dredżegó i pitele, cze to jima nie przeszkódzó i dlócze ób lato przejeżdżają prawie tuwó. Nówóżniesze, że je tu belny piósk, ce-pło, często wóda, dobre zjestku, wieczorama czekawe kóncerte - a chto be tam zdrzół na elektrownia? - taką ódpówiesc dało sa czec nóczascy. Na dwadzesce pora ledzy, jaczich pitele, nie nalózł sa niżóden procemnik atomu. Proteste też sa trófiają, ale to robię tej-sej ledze z miasta. Mieszkańcom i letnikom to nie zówadzó -gódół jeden z turistów, chteren wepachtowół so mółi budink nad samim morza na całi rok i jezdzy tuwó w kóżdą sobota i niedzela z Barcelone. Atomowe elektrownie w Szpanii pówstówałe za rządów generała Franco, chteren nie pitół sa mieszkańców ó zgoda. Dzysó tak sa ju nie dó i dlóte dobrze, że naji samórządórze, chternech głos może miec cesk na webranie placu, gdze pówstónie atomówka, kórzistają z leżnosce do óbzeranió stojizne w jinech molach. Szkoda, że ni miele leżnosce, żebe pogadać też z procemnikama atomu. Wnenczas óbróz be beł barżi całowny. Dark Majkówsczi Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 19 POETA SZTEFÓN BIESZK A KSADZ FRANCYSZK GRECZA - WANOŻNY PÓCZĄTK DRESZBE A UTWÓRSTWA W roku 1933 póznieszi ks. prałat i dolmócz Ewanieliów na kaszebsczi Francyszk Grecza skuńcził wejrowscze gimnazjum i złożił maturalny egzam. Na uczba derowa jaż ósme lat. Beł belno przerechtowóny, żebe jic do Dechównegó Seminarium w Pelplinie, co zrobił pó krótczim wójskówim przeszkólenim w Półku Piechóte Legionów w Łodze. Na dechównech sztudiach póznół sa z ksadza dr. Kazmierza Bieszka i jego bracyną Sztefana, z chternyma trzimół łączba do jich slednech dni. Sztefón Bieszk, rodzony 23 lepińca 1895 r. we Friburgu Badeńsczim, beł belno weuczonym szkolnym. Jego ójc Ferdinand póchódzył z Kóleczkówa. Też beł szkolnym, wenekónym dalek w Miemce za propólscze dzejanie. Tam prowadzył checze, w ja-czich kaszebskósc a pólskósc bełe derch na pierszim placu w rodzeznowim i baro szeroczim dresznym kragu. Czej Polsko ódzweska samóstójnose, przeszedł nazód na Kaszebe i óstół direktora Klasycznego Gimnazjum w Chónicach. Sztefón tej dokuńcził sztudia, zaczate we Friburgu, na Uniwersytece Póznańsczim, pó czim óstół szkolnym w chónicczim gimnazjum. Beł baro chwatczim w znajomósce jazeków. Znół jich belno nómni piać, weuczony na niemiecczi mowie, znół też francesczi, ucził greczi a łacezne, snóżo gódół i pisół pó polsku. Piakno też gódół, a późni pisół pó kaszebsku. Stół sa wióldżim mestra kaszebizne, webitnym znajórza mówe a pisenku. Sztefón sparłacził sa z karna zrzeszińców, w chter-nym wnet u wożony bel jakno mester. Jego ó piać lat starszi brat ks. dr Kazmierz beł profesora w pelplińsczim seminarium. Pó roczny w nim betnosce klerik Grecza zaprosył nech dwuch bracy Kaszebów ób lato na góscena do swego rodnego Gówidlena. Bieszce bele tam pierszi róz. Bele roz-przeniosłi tą rezą, ósoblewie Sztefón, chternegó ju za kole miesąc wenekele na „zesłanie" do Zamósca. To tej bela znónó praktika sanacyjnech rządców. Kó decht w tim sarnim czasu jich serdecznego drecha Jana Trepczika wesłele do Rogoźna kole Poznania. Je też prówdą, że te jich przemuszone wanodżi wniosłe zachtne óżewienie do kaszebsczi leterature. Kó ju rok późni Trepczik wedół w Wiólgópólsce swój debiutancczi Kaszebsczi piesniók prze wspómóżce swojego szwagra - pisarza i zrzeszińca - Jana Rómpsczegó i drekórza Kaszebe ó nózwesku Fórmela, co mieszkół w Wiólgópólsce1. A Bieszk zaczął na wenekanim pisać swoje sonete. Je to wiera jeden z piaknieszich dzeleczków naszi rodny leterature. Przerechtowóne i wedóne óstałe przez gduńsczi part Kaszebskó-Pómórsczegó Zrzeszenió z belną 1 Ób. J. Trepczyk i in„ Poezja zrzeszyńców, ópróc. H. Makurat, BPK t. 8, Gdańsk 2013; E. Pryczkowski, fan Trepczyk a współczesny kaszubski ruch śpiewaczy, Banino 2012 20 Pomerania nr ^ (583) / Gromicznik 2024 Z dzejów kaszebsczi resznote wspomogą ks. prał. Franceszka Grecze pierszi róz dopierze w 1975 r.2, 11 lat pó smierce póete. Pó nastapnech 11 latach bełe wznowione w poszerzony wersji3, a w 2013 r. sa ukózałe w zbiorczim wedanim dokazów zrzeszińców4. Je często móżebne, że prawie ta tak miło wspóminónó wanoga Bieszków do Gówidlena i ókólegó mia bezpóstrzedny cesk na pisanie sonetów. Pierszi miół titel „Szmelta", co może nie-chternech dzewówac. Kó je to dzys dzelnica Remi, ale pózwa ta beła przepisónó pierwi do dolezne, jako cygna sa jaż w strona Kóleczkówa, rodny wse Bieszków5. Stąd beła ona znónó i tak baro óblubionó przez Sztefana. Sonet pówstół pó polsku, późni autór sóm nen tekst skaszebił. Perzna je jinszi jak wedrekówóne we wspómniónech tomach. Wiera to też może bec sygnał do brekównegó ponownego rozczetanió nech tekstów, jich gruntowny analizę i lepszego upówszechnienió. Wiele widu na póczątk utwórstwa S. Bieszka wnószają leste, co wesełół ón do klerika Grecze. Pó trzedzesce latach ód smierce kaszebsczegó dolmacza Biblii móżeme do nich zazdrzec i je rozczetewac, chóc z niejednyma je baro dragó robota. W pier-szim lesce Bieszk pisze jesz pó polsku. Do klerika Grecze zwrócó sa jesz na „pan", późni przechódó na kaszebsczi jazek, a zmieniwó konsekwentno łączba na słowo ksądz. Chóc bele oni w póspólnym leteracczim karnie (Bieszk beł ó 16 lat starszi), to nigde autór sonetów nie pisół z miona, le użiwół póczestnegó słowa ksądz. Często móżlewe, że tak beło jaż do smierce Bieszka w 1964 r. Kó pamiatóm dobrze, jak na zeńdzeniach w plebanii w Sopóce ks. prał. Grecza wiele razy wspóminół zawółónech bracynów Bieszków. Gódół ó nich z nóweższą tezą, wiedno z nózweska, jakno ó mentorach jich całego karna. Piakną beło sprawą, że na wanodze robile oni ódjimczi. Jak w lesce czetóme, Sztefanowi wiele z nich nie weszło. Znegą na spuscezna i tak sa nie uchowa. Równak klerik Grecza też robił, a te ódjimczi sa uchówałe w jego albumie. Temu móżeme dozdrzec, że ókróm familiów bele tam z nima Jan Trepczik i pochodzący z Góraczena ks. Sztefón Wedrowsczi5. Ob czas ti sami lepińcowi (1934) wanodżi zaja-chele oni też do Miszewa. Tam szkolnym ód sedme lat beł Jan Trepczik. To beł kiińc - tak jak i Sztefana Bieszka - jego służbę na szkólnowsczim molu na Kaszebach. Z tego zeńdzenió óstół pamiatny ódjimk, a pó zeńdzenim ódnalazłe leste Bieszka do Grecze. Hewó dwa z nich: Ch[ełmno]6, dnia 1 sierpnia 1934 Drogi Panie. Przesyłam Panu parę obrazków z naszych wypraw feryjnych na znak, że mam dom Pana i rodziców w dobrej i wdzięcznej pamięci, nasam-przód szczerze lubię Pana z gorącem uczuciem ka-szubskiem. Umiłowanie swojszczyzny to przecież najpiękniejsze, co nam daje wykształcenie. Niestety, zdaje się, że mam opuścić ukochane strony oj- 2 S. Bieszk, Sonety kaszubskie, zebr. i do dreku przerecht. J. Borzyszkowski, Gdańsk 1975 3 S. Bieszk, Sonety kaszubskie, wed. 2, Gdańsk 1986 4 J. Trepczyk i in., cyt. dz„ s. 645-664 5Ób. A. Nadolny, Słownik biograficzny kapłanów wyświęconych w latach 1921-1945pracujących w diecezji chełmińskiej, Pelplin 2021, s. 683. 6 Uzupełnienia i uwagi w nawiasach kwadratowych pochodzą od autora tekstu - przyp. red. Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 21 Z dzejów kaszebsczi resznote czyste, Pomorze i pójść na wschód. Ale nie o tern dziś. Między fotkami Pan poznaje Gowidlino. Obraz kompletnie był prześwietlony [?] 1/10 sk. Czarny obraz to ujście Stołpy w ów dzień słotny i straszliwej fali. Na Mauschu stało się tak dziko i fala tak zalewała, iż nie podejmowaliśmy [?] tego jeziora, jeno zmoknięci do nitki wyszliśmy i przez Sielczno transportował im kajak na Lubiszewo, gdzie późnym wieczorem dojechaliśmy do Lipusza. Na Wielkich Wodach (Wdzydzkich) mieliśmy cudowną pogodę i przepiękną jazdę. Na obrazku ks. prał. sam siedzi, nie udany także niestety. Inny obrazek to w Czarnej Wodzie pełnej skał, mało wody, przykra jazda. Na obrazku z ks. Wydrowskim z Goręczyna widzę Pana poetę znakomitego Trepczika (obok ks. Wydr.) oraz p. Labudę i mojego synka. Zrobiliśmy bowiem wyprawę na Kaszuby z ks. W., aby odwiedzić rodaków z „Zrzesze". Są to ciekawi ludzie i niezapomniany będzie nam wieczór u pp. Trepczików w Myszewie, gdy poeta nam recytował poezje kaszubskie. Nie było dotąd tak czystego języka kaszubskiego. Sądzę, że starczy słyszeć poezję, by uznać odrębność kaszub-szczyzny od polskiego. I ks. Wydrowski powiedział, że powinniśmy wszyscy dopiero się uczyć i poznawać gruntownie jęz. kaszubski [?]. Wasze strony szeroko poznałem nie tylko jako przepiękne, ale także jako serce [?] kaszubskie. Może się [?] rozwijać [?] kultura kaszubska jeszcze. Również w Chmielnie u Necla bylim. - Mam też prośbę o odbitki z fotografii z Muzeum Wdzydzkiego, o ile Pan posiada te klisze sam. Przydałyby mi się obrazki dla propagandy kaszubszczyzny. - Łączę ukłony dla rodziny i zapewnienie szczerego przywiązania. O mapach dla ojca nie zapomnę, skoro będzie urzędowanie. Uściskam dłoń St. Bieszk Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Z dzejów kaszebsczi resznote Bieszkówie i Jón Trepczik (pierszi z prawi) dawny charakter ludzi, czyli jedyne z wszystkich są dosyć zabezpieczone od szybkiego spolszczenia. Dlatego mam dla Księdza wielki szacunek, że umiłował piękno swojej ziemi w takim stopniu. Bo iluż jeszcze takich chodzi po naszej ziemi? A ilu i jak ja, kochających, nie mogą nawet wracać na nią! Trudno Księdzu zrozumieć, co przecierpiałem w tych dniach, że tu znalazłem się między Antkami (swoją drogą sympatycznymi), ale o kulturze skrajnie obcej dla nas! Chciałbym Księdzu czymś odwdzięczyć się i dlatego umieszczę Mu poniżej jeden z mych „Sonetów Pomorskich", mianowicie ten o Szmelcie Dolinie -gdyż sonet o Mołuszu i Stołpie, mogący Księdza najpierw zainteresować, nie jest wykończony. Żałuję, że nie po naszemu, jeno polasząc - taki już nasz los! Szmelta Urocza Szmelto! Niby dziewica Samem wspomnieniem twem dusza goreje, Czystem jak wody, co twój potok leje -Swawolny druh mój - słodka miłośnica. Ilekroć wracam z dala w twoją knieję Uśmiechem witasz mnie na jasnych licach. I tchnieniem ciszy, jak dobra rodzica Otula dziecko, gdy bardzo boleje. Dolino ma, daleka, upragniona! O, kiedyś znów roztworzysz mi ramiona Lesistych ścian twych, szczęśliwości wrota? Raz tylko skryć się jeszcze w twojej głębi Soczystej, wonnej - i co duszę gnębi Odpadnie, wszystek ból, wszystka szpetota! Ostańcie z Bogiem! Stefan Bieszk Eugeniusz Preczkówsczi Zamość, dnia 5/X 1934 Drogi Księże List Księdza mię bardzo ucieszył i szkoda, że nie mogę równą walutą odpłacić, w pięknej kaszub-szczyźnie. Wszyscy Kaszubi winni z sobą używać tylko swej mowy, a tymczasem tylko inteligenci by potrafili, gdyby chcieli. Dziękuję szczególnie za te śliczne fotografie gowidlińskie. Tak to dawno [?] wydaje się, że to była wyprawa [?] to nie czas długo -jeno strasznie rozłąka zaistniała [?] od tego. Pewnie już nigdy nie wrócę w te piękne strony, które mi są szczególnie drogie, bo niemało nadziei na rozbudzeniu [dziełek, dziatek?] spoczywa na waszych właśnie stronach, które obok morskich najlepiej zachowały Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 23 JAK BOROWI TEGO NIE ZROBI, TEJ CHTO? Rozmiejeme sa dzelec dobra. Pókazeją to rozmajite telewizyjne programe i zbiórczi w internece abó do biksów. Pótrafime zebrać sa do grepe i bezinteresowno pomagać. Jak baro spóleznowó jesme mocny, je widzec pó ledzach w Bórowim Młenie. Na naju wiedno deszcz padó Familia Figlusów w Bórowim Młenie znają wszet-czi. Mirk w kóscele chódzył z tacą, dzece spiewałe w parafialny schóle. Jego matka ledze prosele do ódmówianió różańca za umarłech. Tragedie, ja-cze jich spótkałe, mocno póreszełe miescową spólezna. Pierszi róz w jich sprawie Borowi Młin ódwiedzył jem pod kuńc łżekwiata łońsczegó roku. Ó drobno-tach ópówiódała mie tede Grażina Biirant, direktórka szkołę w Bórowim Młenie, do jaczi chódzełe dzece z familie Figlusów. Mieszkają oni na pustkach, dwa kilometre ód wse. Zajimele storą drzewianą checz z XIX stolata. W jedny jizbie mieszkół Mirk z białką Agnieszką i trójką dzecy. W dredżi - jego memka z niepełnosprawnym dorosłim sena (bracyną Mirka) i z brata swojego chłopa (wują Mirka), jaczegó też wcyg muszół dozerac. Familio meslała ó nowim budinku. Zalele fuńdamente. Tej przeszła pierszó tragedio. - Pamiatóm Mirka. Jó uczeła gó w spódleczny szkole. Terózka prowadzył do ni swoje dzece. Tej-sej me gódele ó jich nowi checze. Tak nógle ódeszedł. Miół leno 40 lat - gódała Grażina Burant. A tej dodała: - Umarł w lestopadniku. Me so udbele zrobić na Góde darenczi dló dzecy, żebe chóc na chwila je rozweselec. Chutkó do grepe zebrałe sa szkółowó spólezna, molowe Koło Wiesczich Góspódeniów „Bórowianczi", ógniórze, swoje dale też przedsabiercowie. Na rodzena pótemu spadłe póstapne nieszczesca. Nópierwi umarł wspómnióny ju wuja Mirka Figlusa, a tej jego matka, chterna wszetczim dówała ópiarce. Agnieszka Figlus na 10-hektarowim gburstwie ostała sama z trójką dzecy, chterne tede miałe 9, 7 i 6 lat, i z niepełnosprawnym szwagra. - Na nas wiedno deszcz padó, a żebe i nad nama chóc róz zaswieceło słuńce - mówiła tej Agnieszka. - Jakno Borowi me sa zebrełe w wiesczi swietlece, żebe uradzec, jak rodzenie dopomóc. Jesme wesłele zgłoszenie do telewizyjnego programu, w chter-nym ekipa remónteje checze. Równak Figlusów nie przejale. Jesz jedna deszczowo chmura nad nima -wspomina direktórka szkołę w Bórowim Młenie. -Wszetczim pó głowie chódzeła ta sama mesl - cygnała dali. - Muszi dokuńczec budowa checze dló nich. Ale me miele strach. Piakno je kómus naóbiecewac, dac nódzeja, a jak sa nie udo, tej co? Do tego wszetczegó cene budowlanech materiałów w nym czasu szłe ostro w góra. Tej wstół Fraceszk Adamczik, miewca firmę z ókólegó i rzekł: „Jak Borowi tego nie zrobi, tej chto?" To dało wszetczim moce do dzejanió. Ostro wzale sa do robotę. W szkole sprzedówele miodnosce, a det-czi trófiałe na bankowi rechunk budowę checze. Bełe licytowóne rozmajite zache: ód ruchnów pó raczno robioną biżuteria. - Chudzy me rozmiele tak uzbierać 2-3 tesące złotech. Czej szło na Figlusów, jesme zebrele wnet 20 tesący - ópówiódała Grażina Burant. 24 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Na Góchach W gódniku mieszkańce Borowego Młena óddele budink dló familie Figlusów. Ód prawi: Grażena Biirant, Agnieszka Figlus Swoje robiło KGW „Bórowianczi", jacze zorganizowało trze zabawę. - Kóżdi z nas pamiató zaangażowanie Figlusów wspóleznowe dzejanie. Me chcele sa jima ódwdzaczec, pokazać, że nie óstele sami, jesme z nima - gódała Małgorzata Pluto Prądzinskó, przedniczka koła. Na rechunku w banku miele tej 40 tesący złotech. Na wszetkó nie sygnie, ale można beło cos zacząc. - Póstapny róz me sa pótkele, żebe zradzec, co dali. Tego, co sa późni stało, jó so nawetka nie weóbróżała. Naszi ledze, budowlańce, chterny doch miele swoje robotę, midze sobą zrobile grafik, co, chto i czede mdze robił. Budowele pó robóce abó przejeżdżele wczas reno, czasa nawetka przed 7. Przesuwełe swoje termine ó tidzeń i robile u Figlusów. Czej zafelowało pustaków, chtos dół swoje, jiny przewiózł zbrojenie. To je wiedzec, że dopómógała też dalszo rodzena ód Figlusów. Czej ó naszi akcje zrobiło sa głośni, ledze przekózywele stołe, stółczi, meble do kuchni -ópówiódała direktórka szkołę w Bórowim Młenie. - Czej jem óbócził fuńdamente, ód razu jem wi-dzół, że feleje placu na kotłownia. Chutkó jesme ó tim pómeslele. Zabedowół jem też, żebe zrobić chóc malinczi sklep - gódół Jack Rudnik, chteren dozerół wszetczich robotów. Pitóm gó, czemu je tak zaangażowóny. - Jem stądka, to są swóji ledze, znaja jich, tej jak jim nie dopomóc? - ódpówiódó kąsk zadzewówóny mój im pitanim. NOWO CHECZ TO BEŁO NAJE MARZENIE Chcół jem sa na placu przekonać, jak jidze robota. Pójachół jem tam z Grażiną Burant. - Dalek do nich nie je. Le dwa kilometre. A i to na zóczątku beł jiwer. Agnieszka ni miała prawa jazdę. Tej me sami wiozle dzece do szkołę. Pó czasu zaczął tuwó jezdzec gminny bus - gódała bez droga. Pó sztóceku wjeżdżóme na podwórze gburstwa Figlusów. Witają nas dwa tósze, wiesoło mergające ógóna. Przezeróm sa drzewiany checze. Jej przekrzywionym scanóm, strepiałim óknóm, dakówi z eternita. Z westrzódka wechódó Agnieszka Figlus. Baro przeprószó, że nie róczi bene, nie zrobi kawe... Smutnym głosa wspóminó dradże chwile. - Z Mirka me wrócele z gebiirstachu. Półożił sa spac. Reno pódeszedł do mie knóp i gódó, że tatk nie wstówó. Jó sa zdzewiła, bó wiedno wczas wstówół, żebe nafutrowac zwierzata. Pó sztóceku jem zrozmia-ła, że nie żeje. Jesz wieczór rzekł do mie: „Dobrze, że me ce tu móme". To bełe jego óstatne słowa... - drżącym głosa rzekła Agnieszka Figlus. Ostała sama na gburstwie z mółima dzecama. - Baro móckó to przeżełe. Ósoblewie starszemu knópu baro felowało ojca. Lubił z nim klemkówac, robie na gospodarce. Jó sama też sa zastanówia-ła, jak to mdze. Z pomocą przeszła sostra Mirka Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 25 Na Góchach z chłopa Staszka. Raza ze swójima dzecama zajale sa óbróbianim zemi. Baro móckó wspierała mie też memka chłopa - wspominała białka. Meslała ó nowi checze i nad nama zaswieceło słunce Dredżi róz ódwiedzył jem ja w sewniku. Tej checz beła ju wnet skuńczonó. Położony beł dak, wstawione okna, dwierze. Na scanach óceplenie i elewacjo. Negó dnia ekipa montowała pieck. - Witro mdze ogniowo próba - szpórteje jeden z monterów. 26 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 - To beło naje marzenie. Ale jak sa za to wząc, czej w mieszku za wiele ni ma. Namówiół mie syn sostre. „Nópierwi zacznieme, a tej pómalinku. Jakoś to sa dó" - gódół. Jó sa namiszlała nad tim - ópówiódała Figluska. Tej umarł wuja, a pó nim matka ji chłopa. - To beł gromicznik, prawie Matczi Bósczi Gro-miczny. Ona wstała i chcała jachac do kóscoła. Naszła na nia słabósc i ostała doma. Pó chwile przebiegła do mie moja córka i gódó, że starka lechó sa czeje. Jó pónekała sprawdzec. Narzekała, że ni może złapać leftu. Jó zazwóniła pó pogotowie. Nie zdążeło -wspominała. Rodzena do częsta straceła nódzeja na to, że może bec lepi. - Jó beła baro zaskókłó, czej w gódniku po smierce chłopa me dostele darenczi. Tego jem sa nie spódzewała. Chtos wjachół na podwórze, dół paczet i pójachół w swoja strona. Za chwila bus i wecyga-ją z niego biórkó. To beł pierszi parmień redote pó ódeńdzenim Mirka. Ósoblewie dzecóm felowało uśmiechu na muniach. Jó sa ceszeła jich szczescym - rzekła Agnieszka. Za sztót cygnała dali: - Późni, czej ledze z Borowego przeszłe, żebe dokuńczec naja checz, jó prost ni mogła w to uwierzec. Jem poczęła, że w tim naszim nieszczescym nie jesme sami. Nie leno rodzena, ale i jinszi ó nas pamiatają - ceszeła sa Agnieszka. Ochotno póprowadzeła nas do nowi checze. Tede, w łżekwiace, stojałe leno mure pierszi kóndignacje. - Tu badze sa wchódało, tej je mółi kóretórz. -Zaczinó nas oprowadzać. - Naprocem je mółi sklep i trape na piatro. Na lewo szituz i dwie jizbe, a na kuńcu kotłownio i pralnio. Na prawo ód dwierzów je wiólgó jizba i kuchnio. A tu stónie stół, prze jaczim wepijeme óbiecóną kawa - gódó do Grażine Burant i energiczno wskózeje plac. Z budowę ceszeła sa ona, a jesz barżi dzece. - Czasto przechódają do mie i gódają: „Memka, jidzeme?". Ale gdze? - dopiteja. „Ne, pój!" Tej jidzeme chóc le póchódzec midze jesz swieżima murama. Dzece ópówiódają mie, co gdze badze, jako jizba mdze jich, jak sa w ni urządzą. Kureszce kóżde z nich mdze miało swój kąt. Czej widza, jak wnetka co dzeń wszetkó ji-dze do przodku, móm nódzeja, że i nad nama zaswiecy słuńce - prawiła na zymku Agnieszka Figlus. Po 7 miesącach dradżi i chutczi robotę w gódniku 2023 r. familio Figlusów mogła przecygnąc do nowi checze W sewniku 2023 r. jó póstapny róz zazdrzół do Figlusów. Warałe ju sledne robotę Na Góchach Na uroczestim wraczenim kluczów do nowego budinku pójawile sa ledze, co włączele sa w jego powstanie - Webierające pieck, me meslele o czims mało skómplikówónym. Tak żebe rodzena mogła gó spokojno óbsłużec - gódół Róman Reszka, chteren kóórdinowół zbieranie i wedówanie budowlanech materiałów. - Cesza sa, że przed deszczama udało sa nama półożec dak. Materiałe dół sponsor. Món-towele naszi ledze. Przejeżdżele pó półnim abó w łi-kende. Óstówiele swoje zlecenia, żebe bec tuwó. Do zrobienió óstałe leno drobne rzecze, jak położenie pódłodżi, malowanie. Nówóżniesze je tero wesesze-nie scanów, żebe można sa beło chutkó wprowadzec - gódół Reszka. Tak jak chudzy, tak i tero pó budinku óprowódzó Agnieszka Figlus. Zmieniono, wieselszó. - Czej w łżekwiace jó wżerałam na mure, pó cechu jó meslała, że może za rok udó sa skuńczec budowa. Tero wierzą, że dó to sa zrobić przed Gódama - rzekła Figlus. Wchódające na piatro, jaczegó rechli nie beło, gódóme ó barierkach do zamóntowanió i kachlach do półożenió. To ju tacze drobnote. Na kuńc zazeróme do wióldżi jizbe. Na placu, gdze mó stanąć stół, leżół grzejnik. Tak jak kawa, czekół na swój czas. Zóczątk gódnika. Trzecy róz ódwiedzywóm Fi-glusów. Czej krącyłjem na znajome podwórze, droga zagrodzył mie ógniórz. „Na ódemkniace?" - krótko zapitół. „Jo" - jem ódpówiedzół. „Tej proszą autół óstawic kąsk dali" - rzekł. Prówdac, że podwórze za remne nie je, ale żebe miało na nim zafelac placu? Chutkó sa ókózało, że na gwes be gó felowało. Za mną zjeżdżiwac zaczałe póstapne auta. Wesódele z nich ti, chterny zaangażowele sa w budowa checze. Przejachele na przekózanie kluczów. Z daleka widza usmiechniatą Agnieszka Figlus. Witó sa ze mną baro serdeczno. Pó mój ich tekstach, jacze ukózałe sa w gazece „Kurier Bytowski", na rechunk pomoce Figlusóm wpłenało wnetka 8 tesący złotech. Dló mie redosc wikszó jak pó nómilecznieszich słowach pochwałę za pisanie. Nim sa wszetce zebrele, krótko kórbia z Jacka Rudnika. - Ju w łżekwiace jem wiedzół, że do Godów dóme rada - rzekł. - Le prost muszi pówiedzec, że nigde be sa to nie udało, czejbe nie robota mólowech ledzy i nech, chterny wspómógle nas, dówające materiałe -dopówiedzół. Budowlańce midze sobą szpórtowele, zastanówia-jące sa, jaczi póstapny budink raza postawią. Ceszele sa ze swóji robotę i pomoce, jaką mógle dac. Wszetczi dostele pamiątkowe pódzakówania. Do grepe beło weczetónech 80 zaangażowónech firm a ledzy. Wiele z nich pojawiło sa tede u Figlusów. - To równak nie wszetce. Baro móckó dzakujeme tim z Pólsczi, chterny przesłele detczi na budowa. Czasa wpłócele je regularno - gódół na ódemkniacym Róman Reszka. - Może checze me nie zbudowele w sedme dni jak popularno telewizyjnó ekipa, ale udało sa w sedme miesący. Tej nie óstówó nama nick, jak przekazać klucze - zakuńcził. Nigle wraczele je Agnieszce Figlus, uroczesto beła przecato blewiązka, a tej wszetce mógle za-zdrzec bene. Cepło, wegódno, ustawione bełe sprzate, a w wióldżi jizbie stojół stół. Prze nim ju można beło wepic óbiecóną kawa. - Dzys pierszi róz mdzeme w nim nocowele. Dzece ju ni mogą sa dożdac. Móme wszetkó, czego nama felowało. Jesme baro wszetczim wdzaczny. Słuńce i nad nama zaswieceło - rzekła 9 gódnika Agnieszka Figlus. * * * Wnet równo miesąc późni ódżiń webuchł w jedny z checzów w Kramarzenach. Spólił sa dak, jizbe na piatrze. Wóda zalała te na parterze, zapadła sa pósowa. Stratę wecenile na 250 tesący złotech. Sąsadze chutkó szle na pomóc. Przeniosle ruchna, do weczeszczenió wzale te, chterne udało sa uretac. Piekle i przedówele purcle i jinsze miodnosce, a detczi przeznaczele na wepólonech. Założele internetową zbiórka. Z bliska i daleka szle z pomocą. I tuwó ledze nie zawiodle. Łukósz Zołtkówsczi Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 27 URBANISTYCZNE PLANY ROZWOJU GDYNI W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM A CZASY WSPÓŁCZESNE W okresie międzywojennym, w roku 1935, nakładem Instytutu Wydawniczego Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni ukazała się książka pod redakcją Aleksego Majewskiego XV lat polskiej pracy na morzu. Na stronach 277-288 wymienionego dzieła znajdujemy rozdział Podstawy urbanistycznego rozwoju m. Gdyni autorstwa inż. arch. Stanisława Filipkowskiego i mgr. ekon. Stanisława Malessa. Porównujemy propozycje wymienionych autorów i ich realizację w czasach współczesnych. Wraz z rozwojem poglądów na znaczenie powstającego portu zmieniały się także poglądy na związane z nim miasto. Początkowo widziano Gdynię jako ośrodek prowincjonalny o liczbie ludności nieprze-kraczającej 40 tysięcy, podzielony na dwie części, z których jedna miała obsługiwać port, a druga (Kamienna Góra) służyć celom letniskowo-turystycz-nym. Jeszcze w 1925 roku członkowie specjalnego międzyministerialnego komitetu do spraw rozbudowy miasta Gdyni oceniali przyszłe miasto jako skupisko ludności do 60 tysięcy, przy czym koncepcja Gdyni jako ośrodka letniskowego utrzymywała się. Stopniowo doszło jednak do wyraźnego stwierdzenia, że portowe miasto Gdynia rozwinie się w wielki ośrodek handlu zagranicznego i będzie siedzibą szeregu gałęzi przemysłu, które udoskonalą i uzupełnią gospodarkę Polski. W latach 1926-1933 miasto rozwijało się niezwykle chaotycznie, bez powiązania z rozbudowującym się portem. Dlatego też Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów w roku 1933 powołał do życia specjalną komisję międzyministerialną i powierzył jej ustalenie wytycznych rozwoju portowego miasta Gdynia. Bank Gospodarstwa Krajowego udzielił rządowi miejskiemu pożyczki, umożliwiając w ten sposób stworzenie odpowiedniego aparatu technicznego do opracowania i uzgodnienia zamierzeń programowych, których plastycznym wyrazem będzie ogólny plan zabudowania portowego miasta Gdyni1, łącznie ze sferą interesów mieszkaniowych. W grudniu 1933 roku utworzono przy Komisariacie Rządu w Gdyni Biuro Projektów. Równocześnie przystąpiono do wykonania zdjęć pomiarowych tych części miasta, których zabudowanie przewidywano w najbliższym czasie. Zasady projektu zostały przyjęte przez międzyministerialną komisję do spraw rozbudowy miasta Gdyni. Szczegółowe przedstawienie zamierzonego projektu zajęłoby zbyt wiele miejsca, dlatego też skoncentrujemy się na kwestiach najistotniejszych. Port Gdynia będzie: - przeładunkowym portem Rzeczypospolitej Polskiej towarów masowych i drobnicy towarowej; - tranzytowym portem składowym i rozdzielczym do obsługi towarowej krajów Europy Środkowej i krajów bałtyckich; - przemysłowym portem, który będzie przetwarzał surowce i prefabrykaty (olejarnia, łuszczar-nia ryżu, wędzarnia ryb). Portowe miasto Gdynia będzie rozwijać się jako wielki ośrodek handlu zagranicznego i stanie się siedzibą wszelkiego rodzaju instytucji pośredniczących i pomocniczych w procesie handlu zagranicznego. Gdynia będzie też siedliskiem instytucji kulturalnych i naukowo--badawczych. - Opierając się na powyższych przesłankach, ustalono zasadnicze wytyczne planu zabudowy portowego miasta. A N Bl/MJA *A£&«xr. \A \ •>94dłl'' \y ) t j ©KSwir. C.RAaÓwtK. **Od£>CT. ■HH C,TY OSłfOtA POAC UMm rWMzffl POST V/////7//A OSISDtA RoeomiCIt 1 I ^ WYP&ÓDMIESU£ TERENY ZAftUD TRAN7YT UUICC KOLEJ Schemat układu projektowanego Śródmieście - Dworzec Główny Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 31 Gdynia Cisowa' Pustki Cisowskie Leszczyn&i 'i mir-t-f Demptow© Grabówek Działki Leśnej ĆhWarzyno Witomino Redłowo Schemat układu projektowanego Śródmieście - dworzec osobowy Pogórże\ } ' f:;:; ObłuŻe . Ć SuchyDwEBSB^i°^sywie J ;"• i I, il'1'i'TiiMiiiW I ,*4 >*§|ICn^lonia - Śródmieście ri. i m IM-*-*- . m • . . • % • , " ■ * - ^wpw ił' t-r - ♦ n Nri :^?Wicżlih^::V Nv \ MałyKack ^>%v; \ :~ . •sRąbrowa|; • Orłowo\ śródmieście ■ Kark- ::: "fo.- -y \ Rąbrowa ł.""•::'.^^.'9:^®:\::~i• 1 . xi :>>s^-iiiiKarwiny:, \ ' śródmieście T>Ss^J' Wie'lki Kack V tereny mieszkalne ;. .?r:::: • I' ' tranzyt i J \ /:♦•: !.v.Vvt m-r-,.o 1 2 * " • fc prezydenta i miała być główną drogą wiodącą na tereny przemysłowe, na Oksywie i do portu z zapleczem. W celu decentralizacji ruchu zaprojektowano przeprowadzenie dwóch głównych dróg obwodowych, które wiązałyby ośrodki poszczególnych dzielnic miasta, omijając Śródmieście. Ich wyloty miały być skierowane na morze, gdzie uzyskano by zamknięcie tych obwodów za pośrednictwem komunikacji morskiej (przybrzeżnej). Droga tranzytowa z Gdańska do Wejherowa i dalej do Niemiec miała zostać przeniesiona z ul. Świętojań- skiej na zachodnią stronę torów, co usunęłoby ruch tranzytowy ze Śródmieścia. Zacząć się miała od przejazdu nad koleją w obrębie Sopotu i złączyć z ul. Śląską w pobliżu skrzyżowania z ul. Marszałka Piłsudskiego. Projekty międzywojenne dotyczące zagadnień komunikacji w Gdyni zostały w dużym stopniu zmienione wskutek zmiany granic Polski. Nie ma już Wolnego Miasta Gdańska, a granica z Niemcami znajduje się kilkaset kilometrów na zachód. Nie ma więc drogi tranzytowej wiodącej wzdłuż linii brzegowej do Oksywia. Dworzec kolejowy, zbudowany od nowa, 32 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Gdynia do ŻUKOWA władysławowo do TORUNIA do WARSZAWY wejherowo! |reda rumia; ■*. 'gdynia sopot lębork gdańsk/j kartuzy, WKOWO prus"ZeZ*gd. KOSfilER'ZYNA tczew skarszewy do CHOJNIC > do SKÓRCZA 5 0 doSKÓRCZA II do GNIEWU do TORUNIA Układ komunikacyjny Gdyni Układ komunikacyjny w regionie znajduje się w dawnym miejscu. Powstała obwodnica Trójmiasta. Trasa Kwiatkowskiego nawiązuje jednak do dawnych koncepcji. Układ komunikacyjny Gdyni i układ dróg są nieco inne niż planowano, co wynika z rozwoju obszaru metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot. Zmiany będą jeszcze większe, gdyż realizuje się m.in. Trasę Kaszubską, obwodnicę metropolitalną, a planuje i realizuje także wiele nowych inwestycji transportu drogowego i kolejowego. W planach urbanistycznych rozwoju miasta przewidziano w okresie międzywojennym również tereny przeznaczone pod obiekty użyteczności publicznej (szkoły, szpitale, hale targowe, ratusz, teatry, muzea, parki, boiska sportowe, cmentarze, kościoły itp.). Miały one objąć teren o powierzchni 275 ha. Obecnie tereny te zajmują o wiele większą powierzchnię, co wynika również z powiększenia się obszaru miasta. dr Jan Mordawski W 2024 roku „Pomerania" w cenie 7 zł ZAPRENUMERUJ„ POMERANIĘ" NA 2024 ROK Z DOSTAWĄ DO DOMU, A OTRZYMASZ CIEKAWĄ KSIĄŻKĘ m . tx. , Ii V " AlfAS-tt. KlóU^ egzemplarzy każdej pozycji książkowej jest ograniczona. Decyduje kolejność zgłoszeń. Wtm wsmm 1 • wam WYSTARCZY ZŁOZYC ZAMÓWIENIE W BIURZE ZARZĄDU GŁÓWNEGO ZRZESZENIA KASZUBSKO-POMORSKIEGO Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 33 Gdańsk mniej znany W służbie terrorom Obok budynku Delegatury Agencji ezpieczeństwa Wewnętrznego przejeżdżają codziennie tysiące osób. Choć mieści się w centrum miasta przy ulicy Okopowej 9, lepiej byłoby nie trafi ć do środka. Mimo mrocznych historii, które kryje, przyjrzymy mu się z bliska. Konieczna przeprowadzka Pod koniec XIX wieku siedziba policji w Gdańsku mieściła się przy ulicy Długiej 25. Kamienica z ofi cynami rozciągała się w głąb do dzisiejszej ulicy Ogarnej. Baszta Kotwiczników nad Motławą pełniła natomiast funkcję aresztu. Ponad dwustu wyższych i szeregowych funkcjonariuszy odpowiadało za porządek w mieście. Miejsca brakowało, a potrzeby rosły wraz ze zwiększaniem się liczby ludności w Gdańsku. Budynki sprzedano więc sąsiedniej poczcie, która planowała rozbudowę swojej placówki. Przestrzeń na siedzibę godną policji znalazła się w miejscu rozebranych dopiero co wałów miejskich wzdłuż dzisiejszej Okopowej. W 1905 roku Kónigli-che Polizei Direktion, czyli Królewska Dyrekcja Policji, została otwarta pod nowym adresem Karrenwall 6. Architekci Alfred Muttray i Otto Kloeppel stworzyli monumentalny gmach, którego szczyty nawiązywać mają do stylu gdańskiego renesansu. Po latach Kloeppel, już jako profesor Królewskiej Wyższej Szkoły Technicznej, czyli dzisiejszej Politechniki Gdańskiej, zaprojektował Grand Hotel (wtedy Kasino Hotel) w Sopocie. Wygody dla przestępców i nie tylko... Wejście główne zdobi portal z detalami z piaskowca. Pierwotnie umieszczono na nim herb Królestwa Prus i napis informujący, co mieści się w budynku. Po wojnie niemieckie symbole zostały częściowo zniszczone. Ostatnia renowacja w 2020 roku wywołała wiele dyskusji. W miejscu herbu umieszczono płaskorzeźbę 0 niewyraźnych konturach orła. Pozostałości napisu Polizeiprasidium nie zostały ani wyeksponowane, ani skute. Nie znając historii, trudno zrozumieć obecny wygląd wejścia. Główny gmach ma dwa skrzydła. Od strony dzisiejszej ulicy Podwale Przedmiejskie powstał areszt dla siedemdziesięciorga siedmiorga więźniów. Budynek z podziałem na dwie klatki schodowe - osobną dla kobiet i osobną dla mężczyzn - mieścił pięćdziesiąt izolatek oraz trzy większe sale. W piwnicach ulokowano izby wytrzeźwień. Wysokie poddasze mieściło nowoczesne jak na tamte czasy studio fotografi czne z ciemnią oraz pralnię. Od strony dzisiejszej ulicy Bogusławskiego powstała willa prezydenta policji. Były tam salon, jadalnia oddzielona rozsuwanymi kryształowymi drzwiami, sypialnie, pokoje dla dzieci, guwernantki oraz gości, łazienki, kuchnia, spiżarnia i kotłownia. Wnętrza wykończono dębową boazerią, a nawet holenderskimi kafelkami pochodzącymi z innej rozebranej kamieniczki. Willa i areszt połączone zostały łącznikami z gmachem głównym. Obecnie bramy przejazdowe pod nimi są zamurowane, nie możemy więc podejrzeć dziedzińca, który służy jako parking, a kiedyś był ogrodem dla prezydenta policji oraz nadzorcy aresztu. Pielęgnowali go więźniowie pod okiem ogrodnika. Nienaruszony wśród zgliszczy Fenomenem murów, które dziś oglądamy, jest fakt, że budynek przetrwał 1945 rok. Najprawdopodobniej został oszczędzony, ponieważ żołnierze radzieccy zdawali sobie sprawę, że skrywa niemieckie archiwa. Od czasów Wolnego Miasta Gdańska, szczególnie po przejęciu władzy przez nazistów, rolą policji stała się także walka z polskimi i żydowskimi mieszkańcami miasta. Od pierwszych dni wojny przetrzymywano 1 przesłuchiwano tutaj Polaków, m.in. komisarza generalnego RP Mariana Chodackiego, a także obrońców Poczty Polskiej. Koniec wojny zmienił jedynie oblicze terroru, ponieważ ulokował się tu Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. W czasie stalinizmu w budynku torturowano wrogów systemu, o czym przypomina tablica pamiątkowa na fasadzie. Służba Bezpieczeństwa urzędowała tu do 1990 roku. Od tego czasu obiekt cały czas jest w rękach państwowych służb specjalnych, dlatego nie będziemy wchodzić do środka. Marta Szagżdowicz 34 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 /, t EDUKACYJNY DODÓWK DO „POMERANII", NR 2 (174), GROMICZNIK 2024 Natalia Bigus L Klasę „0" i przedszkola Dzel 6. Kaszebscze zwaczi. Kaszebskó kapela. Cele zajmów Poznawcze: • poznanie inhibicyjno-incytacyjnech (hamowanie -pobudzanie) czwiczeniów, poznanie nowech zwrotów w kaszebsczim jazeku; Sztółcące: • umiejatnosc weczecó zmianów w muzyce, sztółtowanie chutczegó reagówanió na muzyczne sygnałe, doskonalenie słechówó-rechówi kóórdinacje, rozwijanie umiejatnosce przemieszcziwanió sa w przestrzeni, doskonalenie poprawny emisje i intonacje głosu, sztółtowanie prawidłowi postawę ucznia, sztółtowanie muzyczny pamiace, sztółtowanie póczecó esteticzi reszanió sa, sztółtowanie muzyczny weóbraznie, sztółtowanie koncentracje i uwódżi; Wechówawcze: • rozwijanie umiejatnosce wespółdzejanió w karnie i w porze, sztółtowanie wetrwałosce w pókónywanim dragótów, pobudzenie ódpówiedzalnote za powierzone zadania, sztółcenie nawzójnegó szóno-wanió sa; Metode robotę ekspozycje, analiticzno-percepcyjnó, problemówó-ódtwórczó, problemówó-analiticznó Didakticzne pomoce pianino, kórte z malenkama instrumentów, jacze westapują w kaszebsczi kapele raza z jich pózwama w kaszebsczim jazeku, nagrania abó filmiczi z instrumentalna westapującyma w kaszebsczi kapele, gróbczi, puszczi, jódne nórzadła, plastikowe talerze, dwa drewniane knepelczi, dióbelscze skrzepce PLAN ZAJMÓW Wstąp: 1. Przewitanie na muzycznym sygnale. 2. Zapoznanie uczniów z temata zajmów. 3. Marsz wstapny w metrum 4/4. Realizacjo tematu: Zabawa Dzywny akompaniament. Zabawa Skrzepczi i kontrabas. Zabawa Wezgódnij na czim gróm. Pódsemówanie: 2. Przebóczenie ó czim beła mowa na zajmach. Pożegnanie na muzycznym sygnale. MERITORICZNY DZEL (30 min.) 1. Przewitanie na muzycznym sygnale (0,5 min). Uczniowie stoją na swójich molach sczerowóny skar-niama w strona szkolnego. Szkolny wito szkólóków, śpiewające melodiczny zwrot: Dobri dzeń. Szkólóce ódpówiódają, śpiewające: Dobri dzeń. do - bri dzeń 2. Zapoznanie uczniów z temata zajmów (9 min.). Szkólóce stoją na swójich molach sczerowóny skar-niama w strona szkolnego. Na dzyseszich zajmach póznóme instrumente, jacze westapują w kaszebsczi kapele. Szkolny kórbi ze szkólókama na temat rozmajitech instrumentów, jacze westapują w kaszebsczi kapele i pókazeje jima malenczi tech instrumentów raza z jich pozwą w kaszebsczim jazeku: - skrzepczi, - akórdion, - klarnet, - kontrabas, - dióbelscze skrzepce, - burczibas. NAJÓ UCZBA, NUMER 2 (174), DODÓWK DO „POMERANII" 1 KLASĘ „O" I PRZEDSZKOLA m Ób czas prezentowanió kóżdegó instrumentu, szkolny włącziwó nagranie z brzemienim tego instrumentu abó krótcze filmiczi, jacze pókazeją jak sa na nim gró. 3- Marsz wstapny w metrum 4/4 (5 min.). Szkólóce póresziwają sa pó obwodzę koła, wekónejące pósobicą zgodno z muzyką: marsz w kole bieg w „rozsepce" marsz w kole podskok pó całi sale marsz w kole Czwiczenie wekónywóne je prze akómpaniamence szkolnego. 4. Zabawa Dzywny akompaniament (5 min.). Uczniowie sedzą w kole, sczerowóny skarniama do westrzódka koła. Szkolny prezenteje jesz rdz leno dióbelscze skrzep-ce (w póstace malenku, abó - jeżle szkolny mó taką móżebnosc - prówdzewegó instrumentu) z nagra-nim jego brzemienió. Pó prezentacje szkolny rozkłódó na westrzódku koła utworzonego przez uczniów póranósce przedmiotów: gróbczi, puszczi, jódne nórzadła, plastikowe talerze, dwa drewniane knepel-czi i webieró jednego szkólóka, chternegó róczi na we-strzódk. Zadanim przeróczonegó ucznia je zagranie na rozłożonech na westrzódku przedmiotach (szlachówno do brzemienió, jacze wedówają dióbelscze skrzep-ce), pasowno do akompaniamentu szkolnego, a reszta szkólóków póresziwó sa w kole zgodno z ritma muzyczi. Czede szkolny przestónie grac i nastónie ceszó, szkólóce sa zatrzemują i nastapuje zmiana ucznia grającego na przedmiotach leżącech westrzód koła. Czwiczenie wekónywóne je prze akómpaniamence szkolnego. wezgódnienie i wepówiedzenie w kaszebsczim jazeku pózwe przedmiotu, na jaczim zagró szkolny: - gróbczi, - puszczi, - jódne nórzadła, - plastikowe talerze, - dwa drewniane knepelczi. Jeżle szkolny mó taką móżebnosc i przeniese na zajmę dióbelscze skrzepce, tej na kuńc ti zabawę kóżdi szkólók badze mógł so zagrać na tim instrumence. 7. Przebóczenie ó czim beła mowa na zajmach (2 min.). Szkółownice sedzą na swójich molach sczerowóny skarniama w strona szkolnego. Co me póznele dzysó na zajmach? Toczi sa kórbiónka szkolnego z uczniama na temat zaj-mów. Pożegnanie na muzycznym sygnale (0,5 min.). Szkólóce stoją na swójich molach sczerowóny skarniama w strona szkolnego. Szkolny żegnó sa z uczniama, śpiewające melodiczny zwrot: Do uzdrzenió. Uczniowie ódpówiódają, śpiewające: Do uzdrzenió. Zabawa Skrzepczi i kontrabas (4 min.) Szkółownice maszereją pó całi sale zgodno z ritma grónym przez szkolnego, a czej szkolny przestónie grac i nastónie ceszó, szkólóce sa zatrzemują i słechają nagrania włączonego przez szkolnego. Szkolny pókazeje kórte z malenkama i dorzeszonyma pózwama skrzep-ków i kontrabasu, a też włącziwó nagrania z brzemienim tech dwuch instrumentów. Uczniowie odwzorowują sposób granió na instrumence, jaczegó zwak uczeją i wepówiódają jego pózwa w kaszebsczim jazeku. Czede szkolny zós zacznie grac na pianinie, szkółownice maszereją pó całi sale. Czwiczenie wekónywóne je prze akómpaniamence szkolnego. Zabawa Wezgódnij na czim gróm (4 min.). Szkółownice sedzą odwrócony do szkolnego ple-cama. Szkolny mó przed sobą przedmiote z zabawę Dzywny akompaniament. Zadanim uczniów je Tłómaczenie: B. Ugówskó. Malenk: J. Kózlarskó. Natalia Bigus instruktor i choreograf juniorsczich karnów w Kaszebsczim Karnie Śpiewu i Tuńca „Sierakowice" ze Serakójc. Jakno muzyk i instruktor tuńca specjalizuje sa w pólsczi ledowi tematice, le przede wszetczim w ukóchónech Kaszebach. Szkolno ritmiczi a sztółcenió słechu. NAJÓ UCZBA, NUMER 2 (174), DODÓWK DO „POMERANII" Klebbów Matis j KLASĘ II-III STRZEDNY SZKOŁĘ (2 uczbówe gódzene) Pó kaszebsku w urządzę Róczime do wezweskanió czwiczeniów sparłaczonech z prawama Kaszebów w óbremienim administracje. Ób czas wefulowiwanió zadaniów pomocą mdą: 1) ustawo o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, 2) Europejska karta języków regionalnych i mniejszościowych, 3) kodeks postępowania administracyjnego, chterne letko może weszekac na stronie: www.isap.sejm.gov.pl. 1. Na spódlim włósny wiedze wefuluj puste mole w teksce, tak cobe w całosce beł ón zgodny z fak-tama. Raza z przejacym bez pólsczegó prawódówca ustawu ó nórodnech i (1) ......................... mieszeznach, a też regionalnym jazeku, kaszebizna ósta wedwignionó na administracjową rówizna. Regulacje te prawnego aktu umóżlewiają wprowadzenie (2) ........................ jazeka w óbeńdze gminów, w jaczich nie mni jak (3) ......... % óglowi wielene mieszkańców zweskuje z regionalnego jazeka. Leczba brekówników jazeka dló tech pótrzebów je ustaliwónó na spódlim pódówków póchódającech z slednegó óglowegó (4).....................W dalszi redze za sprawą (5)......................radzezne gminę, a pótemu też wpisenku do gwósnegó (6).......................prowadzonego bez Pómórsczegó Wojewoda w taczi gminie móżlewe je zweskiwanie z kaszebsczegó przed (7)..................gminę, tj. radzezną gminę i wójta / burmestra / (8)....................... abó też pómócową jednostką, jaką je (9) .................. gminę / miasta. Ód prakticzny stronę óznóczó to, że brekównik regionalnego jazeka w kóntakce z urzada może letko gadać pó kaszebsku abó też złożec wniosk w rodny mowie. Na werazne (10)....................ne órgane załatwią nasza sprawa też pó kaszebsku. Muszi rów- nak pamiatac, że (11)........................procedura ódbiwó sa leno w urzadowim jazeku, co óznóczó, że przed órganama II instancje i administracjowim sąda móżeme zweskiwac blós z pólsczegó jazeka. Poprawne ódpówiesce: (1) etnicznech, (2) pómócowegó, (3) 20, (4) spisenku, (5) uchwólenku, (6) registru, (7) órganama, (8) prezydenta, (9) urząd, (10) żądanie, (11) ódwóławczó. 2. Na spódlim poniższego tekstu, dój ódpówiesc na pitania. Józek kaszebsczi, jaczi starą pókóleniów Kaszebów ostoi wedwignionyna administracjową rówizna wcygzdówó sa bec, w spóleznowi swiądze, domócym jazeka, w jaczim nie słechó gadać ó wóżnech państwówech sprawach. Prawie na stojizna je zdrzódła jiwrów, źle jidze ó gabną komunikacja z urzadama gminów, jacze mają wprowadzone pómócowi jazek - kaszebsczi. Urzadnice chóc rozmieją belną kaszebizną gadać, ni mają do te leżnosce. Dzel z nich wskazywół, co petence, czej le przeńdą za dwierze urzadu, óprzestówają zweskiwac z rodny mówe. Zdówó sa, że słowa rozpówiódóczów są wiarewórtne, kó znają oni mólecznech i mają swiąda, chto codzeń gódó pó kaszebsku, a wchódające w u rządową jizba ju nie. Za zdroja-ma ti stojizne mógłbe miec dłegą szekba, le zdówó sa, że derch pókuteje przeswiódczenie ó tpzw. „wesoczi gódce" tj. pólsczim jazeku i „nisczi gódce" - kaszebsczim jazeku. Nen tóczel beł ju szerok ópisywóny w leteraturze. Ósoblewą bolączką je to dló Gminę Parchowo. Rozpówiódający prócownice Urzadu Gminę Parchowo wskazywele, że parchówianowie sromią sa gadać pó kaszebsku, jiże są dbe, że jich parchówskó gódka je górszim zorta kaszebizne. Placowe i óglowe kaszebscze kómplekse, jak też autodiskriminacjó mają cesk na chac zweskiwanió z kaszebizne we wszednym remie, tak też w gminowech urzadach. Drago je tej taksować realizacja prawów kaszebsczi spólezne w óbremim gabny komunikacje z urzadama gminów i w urzadach gminów. Z grebszegó wióra, może bec dbe, co urzadnice gminów Lezeno, Parchowo, Serakójce, Lenió i Żukowo są przerechtowóny do óbsłedżi petentów w kaszebsczim jazeku. Klebba M., Realizacjo prawów mieszeznów w óbremienim administracji na przetrófku spólezne pósłegiwający sa regionalnym jazeka - kaszebsczim, „Acta Cassubiana" 2021, s. 107. 1) Na wezweskanie kaszebizne w óbremim administracje mó cesk wiele spóleznowech aspektów: a) nie; b) nie we wszetczich gminach; c) jo; 2) Urzade gminów są w wikszosce przerechtowóne do óbsłedżi petentów w kaszebczim jazeku: a) jo; b) nie; c) nie je móżlewe załatwienie urzadowech spra-wów pó kaszebsku. 3) Dosc czasto biwó, że: a) Kaszeba, chteren na codzeń gódó pó kaszebsku, w urządzę gódó pó polsku; b) urzadnice w kaszebsczich gminach nie rozmieją gadać w rodny mowie; c) w urzadach nie je wolno gadać pó kaszebsku; 4) Stojizna wezweskanió kaszebizne w administracje jinaczi sa midze gminama: a) nie; b) jo, co je zrzeszone z tpzw. „autokómpleksa"; c) jo, kó zanólegó to ód aktów molowego prawa. Ódpówiesce: 1C, 2A, 3A, 4B. NAJÓ UCZBA, NUMER 2 (174), DODÓWK DO „POMERANII" KLASĘ II-III STRZEDNY SZKOŁĘ 3. Przeczetój art. 7 ust. 9 ustawu ó nórodnech i et-nicznech mieszeznach, a też regionalnym jazeku, a pótemu rozrzesze wątplewósc w interpretacji midze teksta pólsczim a kaszebsczim. Swoja ódpówiesc uzasadnij. Bóczenk: wszetcze pódówczi zamkłe w zadanim są wemeslone dló brekównotów czwiczenia i nie je móżlewe jich spasowanie z niżódnym człowieka. Art. 9. ust. 7. Wątplewósce rozsądzone są na spódlim dokumentu zeszekówónegó w urzadowim jazeku. Tako stojizna wechódó z regulacji art. 9 ust. 7 ustówu ó mieszeznach, zgodno z chternym wątplewósce rozsądzywó sa na spódlim tekstu zeszekówónegó w urzadowim (pólsczim jazeku). Objaśnienie: Przekłade pódóne w zadanim są przejaskrawione i gwes nie zdarzi sa potkać taczich zjinaczeniów midze pólsczim a kaszebsczim teksta. Równak, źle tak be beło, to organ II instancji baderowółbe blós pólsczi tekst, nawetka, źle to w kaszebsczim beło napisóne zgodno z prówdą. W taczi sytuacje prosto sprawa muszałabe bec rozpóznónó jesz róz. 4. Na spódlim włósny wiedze i pódówków nalazłech w zdrzódłach webierze „JO" abó „NIE". Lenió, dnia 18 gódnika 2023 roku Wójt Gminę Lenió GM-983-21.10.2023/12.A DECYZJO Na spódlim art. 35 ustawu z dnia 24.09.2010 r. ó ewidencji lednosce, a też art. 104 i 107 ustawu z dnia 14.06.1960 r. Kodeks administracjowegó póstapówanió, pó rozpóznanim wniosku Joane Kówalsczi z dnia 21 ru-jana 2023 roku, Wójt Gminę Lenió wemeldowió Wasta Jana Kówalsczegó sena Jana i Agnese z d. Nowak, urodzonego dnia 14 czerwińca 1978 roku w Labórgu, PESEL: 12345678912 ze stałi betnosce pod adresa: sz. Kómudnó nr 1/1 w Leni. Linia, dnia 18 listopada 2023 roku Wójt Gminy Linia GM-983-21.10.2023/12.A DECYZJA Na podstawie art. 35 ustawy z dnia 24.09.2010 r. o ewidencji ludności oraz art. 104 i 107 ustawy z dnia 14.06.1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego, po rozpoznaniu wniosku Joanny Kowalskiej z dnia 21 października 2023 roku, Wójt Gminy Linia odmawia wymeldowania Pana Jana Kowalskiego syna Jana i Agnieszki z d. Nowak, urodzonego dnia 14 czerwca 1987 roku w Lęborku, PESEL 12345678912 z pobytu stałego pod adresem: ul. Smutna 2/1 w Potęgowie. PITANIE JO NIE Nie je móżlewe zweskanie z kaszebsczegó jazeka przed admistra-cjowima órganama dredżi instancji, a w cządze dalszi procedure też przed administracjowim sąda. Złożenie wniosku pó kaszebsku w gminie, w chterny ni ma pómócowegó jazeka sprówió, że sprawa nie mdze rozpóznónó. Podług pódówków z óstatnegó powszechnego spisenku są ókróm gminę Parchowo, Serakójce, Żukowo, Lezeno i Lenió gminę, w jaczich mógłbe wprowadzec pómócowi jazek. Może złożec wniosk w kaszebsczim jazeku do gminowech budżetowech jednostków np. Gminowegó Dodomu Kulturę. Ódpówiesc na wniosk złożony bez petenta w kaszebsczim jazeku wiedno muszi bec dónó też w kaszebsczim jazeku. Poprawne ódpówiesce: JO, NIE, JO, NIE, NIE Poprawne ódpówiesce: JO, NIE, JO, NIE, NIE Przekładowó póprównó ódpówiesc: 1. decyzja ósta wedónó 18 smutana 2023 roku (nie jak ostało wskózóne w kaszebsczi wersji 18 gódnika 2023 roku); 2. Wójt Gminę Lenió odmówił wemeldowanió (nie jak ostało wskózóne w kaszebsczi wersji wemeldowół) Waste Jana Kówalsczegó ze stałi betnosce; 3. wniosk tikół wemeldowanió z adresu: sz. Kómudnó 2/1 w Pótagówie (nie jak ósta wskózóne w kaszebsczi wersji: sz. Kómudnó 1/1 w Leni). Mateusz Klebba (Klebbów Matis) sztudera prawa Weższi Szkołę Administracje i Biznesu m. E. Kwiatkówsczegó w Gdini, przenóleżnik Radzezne Kaszebsczegó Jazeka, wespółzałóż-ca Karna Kaszebsczi Młodzezne „Nowo Tat-czezna", tłómacz i autor m.jin. Łacyńskó-pólskó-kaszebsczegó słowarza grzebizne. Zajimó sa promocją i uczałim óbrobienim tematiczi prawów Kaszebów, wespółrobi z prawnym karna N3.Legał. 4 NAJÓ UCZBA, NUMER 2 (174), DODÓWK DO „POMERANII" KLASĘ I-III SPÓDLECZNY SZKOŁĘ Mikółój Ridiger Szesc kaszehsczich królewiónków kórte z letrama. OXUOL aA a / j Kórte óstałe wekónóne w programie Canva. NAJÓ UCZBA, NUMER 2 (174), DODÓWK DO „POMERANII" UDBA NA UCZBA Katarzena Butowskó Skamiama do se! Cela ti jigre je utrwalenie słowizne podług udbe szkolnego. Uczniowie stoją abó sedzą w porach, skarniama obrócony do sebie. Mogą stojec / sedzec w dwuch kołach, abó w dwuch regach, to zanólegó ód tego, jak wiele móme placu i uczniów. 1 * Szkolny pódówó zadania. Pó kóżdim wekónónym zadanim w porze butnowe koło abó rega przesu-wó sa ó jeden plac w prawo. Nóleżi pamiatac, cobe z kóżdim nowim gracza sa przewitac (np.: pódac raka), a pó wekónónym zadanim óddzakówac sa (np.: przebić „piątka"). Dló pesznieszi zabawę może przeplatać polecenia ze smiesznyma gestama. Przikładowe zadania: • Usmiechnijta sa do se. • Powiedz jaczi je twój ulubiony cząd roku. • W jaczim miesącu te sa urodzył? • Jaczi farwe te mósz strefie? • Wemieni zemówe (latne, zymkówe, jesenne) miesące. • Pócygnijta sa za prawe ucho. • W jaczich miesącach są latne (zemówe) ferie? • Pószadzta sa pó włosach. • W jaczim miesącu zaczinó sa szkółowi rok? • Trapnijta prawą nogą. Uczniowie ób czas zabawę w Zespole Sztółcenió i Wechówanió w Kamińce Szlachecczi. Katarzena Butowskó szkolno kaszebsczegó jazeka, przedniczka Stowóre Szkólnech Kaszebsczegó Jazeka. 8 Redakcjo: Aleksandra Dzacelskó-Jasnoch / Korekta: Bożena Ugówskó / Projekt i skłód: Damian Chrul SZTUCZNA INTELIGENCJA A KUCHNIA KASZUBSKA Nieco ponad miesiąc temu, 4 stycznia 2024 r., Instytut Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego ogłosił wyniki XIII edycji plebiscytu Słowo Roku. Internauci wybrali słowo „wybory", a językoznawcy zdecydowali się na „sztuczną inteligencję". Wybory mają znikomy związek z kuchnią kaszubską, nie tym słowem zajmiemy się więc dzisiaj. Wybór językoznawców tak skomentowała prof. Renata Przybylska z Uniwersytetu Jagiellońskiego: Sztuczna inteligencja to oczywiście kalka wyrażenia angielskiego artificial intelligence. „Wielki słownik języka polskiego PAN" definiuje ją tak: „dział informatyki zajmujący się badaniem i tworzeniem programów komputerowych, które potrafią wykonywać niektóre czynności wymagające od człowieka posłużenia się inteligencją". Już dziś widać, że prowadzi do takich zastosowań, o jakich dotąd nam się chyba jeszcze nie śniło i trudno przewidzieć, dokąd nas ta technologia zaprowadzi. Myślę, że ta definicja jest zbyt „miękka", bo sztuczną inteligencję uznaję za niezwykle już rozbudowany system programów komputerowych oferujących głęboką analizę danych, która pozwala na zastąpienie człowieka w podejmowaniu szeregu decyzji, ocenianiu, wartościowaniu. Wszystko to jest oparte m.in. na pozyskiwanych przez te programy danych o zachowaniach ludzkich. Nieważne, czy mają one uzasadnienie historyczne, logiczne czy może są stworzone na podstawie błędnych przekonań. Ważna jest statystyka pojawiających się w sieci słów związanych z tematem, który sztuczna inteligencja ma przeanalizować. Sztuczna inteligencja jest też dla mnie niezwykle skomplikowaną aplikacją, która zastępuje człowieka w relacji z telefonicznym lub internetowym biurem obsługi klienta. Na moje stwierdzenie, że nie działa mi internet, odpowie sztucznie generowanym głosem, że mam nacisnąć taki mały przycisk z tyłu modemu, a następnie udzieli mi kilku bzdurnych rad, które nie rozwiążą problemu, bo jakość kabli w rejonie mojego domu i rozbita skrzynka przyłączeniowa mogą rzutować na jakość połączenia choćby z racji korozji. Niestety, zanim Al nauczy się, że jeżeli łobuz rozbije skrzynkę, to połączenie może być słabe, minie trochę czasu. Chcąc w pełni wykorzystać zalety sztucznej inteligencji, firmy komercyjne budują poważne zespoły i systemy analizy danych, których głównym zadaniem jest przejęcie wiedzy o tym, czego tak na serio szukamy w sieci. One chcą nam powiedzieć to, co my chcemy usłyszeć. Sztuczna inteligencja znajduje swoje miejsce także w gastronomii. Służy pomocą przy kreowaniu nowych dań, anali- zie składników i smaków. Czuje się upoważniona do proponowania nowych przepisów, które połączą nietypowe, nieznane nam z dzieciństwa składniki i techniki przyrządzania potraw w całość, którą nazwie kuchnią regionalną, a nawet kaszubską, choćby dlatego, że śledź występuje w kuchni kaszubskiej i pomorskiej powszechnie. Sztuczna inteligencja zaproponuje kompozycję potraw, które najchętniej spożyją klienci. Widać to szczególnie w obszarach nadmorskich, gdzie (podobnie jak przed wojną, gdy na polskiej Riwierze wypoczywała śmietanka II RP oczekująca kuchni warszawskiej) mamy do czynienia z gośćmi z innych stron kraju, którzy oczekują dopasowania zawartości ich talerza do tego, co widzą w sieci i w telewizji. Zapewne skończy się to na tym, że Al podpowie, iż gość chętnie zje halibuta prosto z kutra z frytkami i surówką na bazie kapusty pekińskiej. Skąd to twierdzenie? Widzę z okna brzeg Zatoki Gdańskiej, do najbliższych lokali gastronomicznych mam od 150 do 500 metrów. Niestety, większość z nich, biorąc pod uwagę mniejszą podaż ryby bałtyckiej, skoncentrowała się na propozycjach, które nie są regionalne. Wróćmy do halibuta prosto z kutra z frytkami. Sztuczna inteligencja osobom przeglądającym sieć pokazuje tę propozycję wyjątkowo chętnie, bo ludzie jej sami szukają. Co z tego, że Kaszubi i Pomorzanie, którzy byli pionierami uprawy kartofli na współczesnych ziemiach polskich, nie znali frytek? Co z tego, że najbliższe halibuty pływają w norweskich fiordach, a sama ryba, choć podobna do naszych płastug kształtem, nie jest z reguły podobna wielkością? Od halibuta prosto z kutra (który może mieć problem z dopłynięciem do norweskich fiordów po halibuta) do śledzia jako przystawki droga nie jest daleka. Jedno i drugie to ryba. Kuchnię kaszubską analizuję od kilku lat. Wiem i rozumiem, że podstawowym pożywieniem rybaków kaszubskich były stosunkowo proste potrawy składające Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 35 ~J— Smaki i aromaty Pomorza się z kilku składników dostępnych w regionie. Były to między innymi śledzie zasalane w najlepszych okresach połowowych z przeznaczeniem na zimowe i przednówkowe pożywienie. Były to flądry suszone na powietrzu, nawleczone na druty między słupami. Były to, na lepsze okazje, tłuste węgorze zasalane w beczkach. Rdzenni mieszkańcy Nordy mówią, że jadali tylko proste potrawy. Pracy w gospodarstwie (przygotowania do połowów, przebieranie sieci z ryb) było tak dużo, że nie było czasu na ekstrawagancje. Dla przykładu: robiło się flądrę w wywarze, a nie zupę z flądry; jadało się odsolone śledzie z kartoflami, a nie śledzie opływające lepkim olejem w kolorze pomarańczowym od słabej jakości papryki. Do śledzi podawało się solankę, cebulę. W latach 70. i 80. śledzie w czerwonej zalewie były śledziami po węgiersku, ale skąd sztuczna inteligencja ma to wiedzieć, gdy współcześnie w sklepach króluje śledź po kaszubsku w paprykowo-pomidorowym sosie? Pytaniem jest to, kiedy okaże się, że śledź w białym sosie albo śledź opiekany, a następnie marynowany w słodko-kwaśnej zalewie, zostanie przez Al i wielu producentów wypchnięty ze świadomości nie tylko turystów, ale również osób szczycących się tym, że w ostatnim spisie powszechnym zadeklarowały się jako Kaszubi. Pytaniem jest oczywiście też to, dlaczego niektóre restauracje, chwalące się swą ka-szubskością, proponują gościom zupy rybne naśladujące włoską zupę na pomidorach ze sporym dodatkiem włoskich ziół zamiast podawać lekkie wywary rybne z kartoflem i zieleniną. Dlaczego tak mało podaje się polewek na maślance? Co ciekawe, na obrzeżach Starego Miasta w Gdańsku znalazłem restaurację, którą prowadzi pochodzący z Maroka Mido Eraraj. W dniu wizyty mojego przyjaciela, a jednocześnie znawcy zup rybnych Mido przygotował zupę rybną będącą w istocie eintopfem rybnym. O, jakże to blisko tego, co jemy. Przecież nawet w książkach etnograficznych z pierwszej połowy XX wieku mówi się o spożywaniu ryb z glinianych garnków, w których ryby przełożone były kartoflami, cebulą, a może i innymi składnikami, a następnie zapiekane w piecach. Zupa, którą podał Mido, była kwintesencją smaków rybnych na smaku jarzynowym doprawionym orientalną przyprawą w postaci szafranu, który nie był przecież obcy w han-zeatyckim mieście. Zupa była pełna sporych kawałków ryby, podczas gdy nazbyt często spotykam się z zupami rybnymi wyglądającymi tak, jakby kucharz wrzucił do wywaru szkielety pozostawione przez wczorajszych gości. Czy sztuczna inteligencja jest w stanie doradzić w sprawie wypieku kaszubskiego chleba na bulwach? Przepis przeanalizowany przez algorytmy sztucznej inteligencji jest sztywny, a chleb ma mieć odpowiednią hydrację, czyli wilgotność. Jeżeli robimy go rzeczywiście na modłę kaszubską z dodatkiem kartofli, to powinniśmy mieć doskonale opanowaną umiejętność oceniania wilgotności kartofli, bo to od tego zależy jakość chleba. Jedną z charakterystycznych dla Kaszub potraw deserowych są baby wielkanocne, będące w istocie wyjątkową interpretacją kucha na młodzach. Wykonywane są z wielką pieczołowitością, bo baba wielkanocna wymaga ogromnej staranności przy wyrabianiu ciasta, a przede wszystkim spokoju na jego wyrastanie. Wiele osób wspomina cios w głowę zadany kuchenną szmatą w chwili, gdy chciały się dostać do pokoju, w którym dojrzewało ciasto na baby. Nie dziwcie się więc różnym wielkościom komór powietrznych w dobrym cieście drożdżowym, z którego słyną Kaszuby. Nasze ciasto drożdżowe potrzebuje czasu na dojrzewanie i dobrej ręki. Dziś niestety zasypywani jesteśmy produktem niskiej jakości, przygotowanym na szybko. Idealnym przykładem tego, czego sztuczna inteligencja nie jest w stanie pojąć, są też chrusty lub pączki, czyli dania jak najbardziej karnawałowe. Bywa, że ulubione pączki w rodzinie smaży się na bazie przepisu z początku ubiegłego wieku, spisanego na karteczce przez praprababkę, która dawno już odeszła. Ktoś powie, że nie ma nic trudnego w wykonaniu puszystego pszennego ciasta na drożdżach w proszku; ba, można nawet sięgnąć po gotową mieszankę do wypieku pączków. Ale czy pączek z ciasta przygotowanego nowoczesną metodą smakuje tak samo jak ten z ciasta na jajkach od własnych kur? Przed laty nie było mąk niezbrylających się, samorosnących, wybielonych do granic możliwości, a dodatek żywych drożdży, które potrafiły być sobie nierówne, lub sody wymagał niebywałego doświadczenia w ocenie, czy można już zacząć wyrabiać pączki. Trzeba też stwierdzić, że ciasto to pół biedy, bo to, na co najbardziej niecierpliwie czekamy, to nadzienie. Sztuczna inteligencja wie wiele, ale nie wszystko. Nie wie, w którym miejscu należy zebrać płatki róży na konfiturę, więc w pączkach z masowej produkcji raczej znajdziemy zżelowaną masę o smaku i aromacie ledwo zbliżonych do prawdziwej konfitury ucieranej w moździerzu, o zapachu letniego dnia i róż rozgrzanych słońcem. Sztuczna inteligencja nie zbierze dojrzałych owoców w sadzie, a jeżeli miałaby wskazać te, które są odpowiednie na domowe powidła, to pewnie by się zawiesiła. Dojrzała gospodyni wykształcona przez swoją matkę i babcie wie to doskonale i w jednej chwili oceni, czy jabłko lub śliwka nadają się do przyrządzenia powideł bez dodatku substancji żelującej, która zmieni smak. O niuanse związane z wyrobem karnawałowych słodkości zapytałem kiedyś Karolinę Mierzejewską z Chmielna. Powiedziała mi, że trzyma jak relikwie przepisy zapisane dziesiątki lat temu przez babcię Zosię (Zofia Kryszewska, której ręką zapisany jest przepis na purcle) lub babcię Martę (Marta 36 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Smaki i aromaty Pomorza Bistroń). Po babciach przyszła jej mama, później ona, a w tej chwili o wyrabianiu pączków myślą już kolejne pokolenia. W tym miejscu warto dodać, że przepisy zapisane na pożółkłych kartkach są w zasadzie listami zakupów. Reszta przychodzi z wielopokoleniowym doświadczeniem. Przepisy z początków, a nawet pierwszych lat drugiej połowy XX wieku, były najczęściej zdawkowe, bo za pewnik przyjmowano, że najlepsza jest nauka przez praktykę, więc wnuczka lub prawnuczka podglądała babcie, a niekiedy nawet prababcie przy pracy. Żywy przekaz jest zawsze o wiele skuteczniejszy niż najdłuższy nawet tekst pisany. Zdaniem Karoliny z ciastem trzeba umieć pracować, trzeba je poznawać, dokładnie obserwować, a jeżeli chodzi o technikę wykonania - polegać na doświadczonych osobach, które wiedzą, jak reagować na zmianę wilgotności i temperatury otoczenia, a nawet na prozaiczny przewiew w trakcie wykonywania pączków. Karolina podkreśla, że sukcesu nie osiągnie się na podstawie podcastu, bo nie da się zapisać komputerowo doświadczeń wielu pokoleń. Doświadczeń, które są uzupełniane przez tych, którzy obecnie nadeszli. Robienie pączków to nie gotowanie wody, choć są i tacy, którzy potrafią nawet ją przypalić. W przygotowaniu pączków w domu Karoliny uczestniczą zwykle ona, jej mama Mirosława Roszkowska i bratanica Helena Roszkowska, a także znana z sukcesów na kilku konkursach cukierniczych Amelia Czerwińska, dziewczyna syna Karoliny. Jestem przekonany, że sukcesy Amelii wynikają właśnie z praktycznej pracy z doświadczonymi gospodyniami, a nie z korzystania z przepisów wygenerowanych przez bezduszny komputer kierujący się algorytmami. Bez wątpienia sztuczna inteligencja jest praktycznym rozwiązaniem, wysoce pomocnym w codziennej pracy restauracji. Jest jednak też problem polegający na tym, że Al nie wie wszystkiego, więc może się mylić, należy więc traktować ją jako podpowiedź, ale trzeba tę podpowiedź zweryfikować. Mimo starań programistów jest i będzie jeszcze przez długi czas narzędziem pozbawionym cech ludzkich, czyli zbioru często niewypowiedzianych doświadczeń. Rafał Nowakowski 17 marca widzimy się na Dniu Jedności Kaszubów w Kolbudach GMINA KOLBUDY ^ M/fe ^ % KAS/i-Ki c o"* Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 37 „ZRZESZ KASZEBSKO" A „KLĘKA". SZKIC PORÓWNAWCZY Część I. „Zrzesz Kaszebskó" „Klęka" i „Zrzesz Kaszebskó", czasopisma powstałe w latach trzydziestych XX wieku, stawiały sobie za cel dobro Kaszub i rozwój duchowy, cywilizacyjny i pomyślność materialną mieszkańców najbardziej na północ wysuniętej krainy odrodzonej Rzeczypospolitej. Oba pisma i wszyscy z nimi związani - kształtujący oblicze ideowe i stronę techniczno-warsztatową redaktorzy, działacze społeczni, literaci - mieli głębokie przekonanie, że poprzez swą odpowiedzialną i ważną pracę tworzą zręby nowoczesnej społeczności kaszubskiej, pielęgnującej i ocalającej to wszystko, co stanowi 0 specyfice Kaszub i ludu je zamieszkującego. Dziedzictwo kulturowe, duchowe, obyczajowe, przechowane przez kolejne kaszubskie pokolenia, miało być kamieniem węgielnym pod budowę lepszej przyszłości. Twórcy omawianych pism prawdopodobnie podpisaliby się pod powyższymi zdaniami. I rzeczywiście myśleli o - jak to dawniej nazywano - „podniesieniu" swojej rodzinnej ziemi. Frapujące jednak jest to, że droga do założonego celu w obu przypadkach była diametralnie inna. I warto pochylić się nad owymi Stegnami, jakie wyznaczyli i jakimi podążali twórcy 1 redaktorzy czasopism tak znaczących dla regionalizmu i tożsamości kaszubskiej, jak „Zrzesz Kaszebskó" i „Klęka". Nie można bowiem w pełni zrozumieć współczesnej kaszubszczyzny, form, stadiów i kierunków jej rozwoju, a także etosu najaktywniejszych społecznie ludzi tej ziemi bez uwzględnienia obu wizji, tak różnych od siebie. Warto zauważyć, że spór ideowy, którego nie ma potrzeby ukrywać, bo świadczy on o bogactwie i wielonurtowości życia kaszubskiego, ma konsekwencje również dzisiaj. Pisma, konkurencyjne wobec siebie, stanowiły emanację aktywności konkretnych środowisk, w słowie drukowanym znajdujących ujście dla prezentacji idei oraz programów. Z drugiej strony fakt zaistnienia określonej myśli przyczynia się zawsze do grupowania wokół niej zwolenników i bacznej uwagi ze strony adwersarzy. Wskutek takiego ścierania się sił konkretyzują się poszczególne aspekty programowe, krystalizuje linia ideowa. Interakcja pomiędzy pismem a jego odbiorcą stanowi o wartości i sensie trwania tytułu. W obu omawianych przypadkach dla redaktorów niezmiernie ważne było, aby posiąść rząd kaszubskich dusz. Potrzeba oddziaływania na czytelnika zaważyła na wyrazistości obu pism. Zawartość tematyczna obu tytułów jest szeroka, zważywszy na fakt, iż były to pisma regionalne, o stosunkowo ograniczonym zasięgu oddziaływania i niewielkich możliwościach organizacyjnych. Twórcami kierowało pragnienie jak najpełniejszego zobrazowania zastanej rzeczywistości. Historia, polityka, idee, kultura materialna i duchowa (w tym literacka) - wszystko to miało ułatwić czytelnikowi wykrystalizowanie własnej świadomości etnicznej i narodowej. Pisma w przywołanych sferach różniły się między sobą niemal wszystkim. Uważne spojrzenie na kwestie dzielące twórców „Zrzesze Kaszebsczi" i „Kleczi" pozwala odnotować zarówno skalę różnic, jak również niewielką liczbę punktów stycznych. W pierwszej części zajmiemy się pismem, które miało być i było organem prasowym zrzeszeńców. Tytuły przywoływanych artykułów podaję w oryginalnym zapisie, różniącym się od dzisiejszych norm ortografii kaszubskiej. „Zrzesz Kaszebskó" powstała w 1933 r. Pierwszy numer pisma ukazał się 5 kwietnia w Gdyni. Założycielem „Zrzesze" był Aleksander Labuda, działacz Zrzeszenia Regionalnego Kaszubów, jedna z najważniejszych postaci zrzeszeńców, młodej inteligencji kaszubskiej o jasno sprecyzowanych, zdecydowanych poglądach. Pismo ukazywało się najpierw częściowo, później wyłącznie w języku kaszubskim, z zastosowaniem pisowni inspirowanej przez Aleksandra Majkowskiego. Miało genetyczny związek z „Gryfem Kaszubskim", którego prenumeratorzy w 1931 i 1932 r. otrzymywali również „Zrzesz". Gazeta z początku ukazywała się dwa, trzy razy w tygodniu, później przez trzy lata jako dwutygodnik, a od 1936 do 1939 r. była miesięcznikiem. Bywało, że nowe numery ukazywały się nieregularnie. W krótkim czasie siedzibę redakcji przeniesiono do Kartuz. W pierwszym, międzywojennym okresie działalności z kaszt drukarskich wypuszczono około 120 numerów pisma. Animatorami i osobami najwięcej w redakcji znaczącymi byli najaktywniejsi działacze wywodzący się spośród zrzeszeńców: Aleksander Labuda, Jan Trepczyk, Jan Rompski, Ignacy Szutenberg, Feliks Marszałkowski. Większość ówczesnych redaktorów pisma już przed II wojną światową, ale i po 1945 r. przyczyniła się znacząco do rozwoju literatury, muzyki i innych przestrzeni kultury kaszubskiej. W latach 1933-1935 redakcją kierował 38 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Piśmiennictwo - Aleksander Labuda, natomiast w latach 1936-1939 Feliks Marszałkowski. Warto zwrócić uwagę na nazwiska innych osób, które zaistniały na łamach pisma: Stefan Bieszk, Jan Patock, Franciszek Grucza, Brunon Sobczak i wielu innych. Często, jak to bywa w przypadku prasy, autorzy tekstów używali pseudonimów. Zaistnienie „Zrzesze Kaszebsczi" poprzedzone zostało powstaniem w 1929 r. Zrzeszenia Regionalnego Kaszubów, którego organem było właśnie pismo, począwszy od pierwszego numeru. Pojawienie się „Zrzesze" anonsowano intensywnym kolportażem ulotki zatytułowanej Kaszubi!, zwłaszcza na terenie Gdyni i północnej części województwa pomorskiego. Ulotka informowała o konieczności samoobrony ludności kaszubskiej przed niebezpieczeństwem utraty tożsamości. Jednym ze sposobów zaradzenia zagrożeniu miało być wydawanie własnego pisma. Założenia programowe Na łamach „Zrzesze Kaszebsczi" kwestie programu mającego zapewnić Kaszubom odrodzenie i dalszy rozwój przedstawiane były w sposób klarowny i dość 48 & , Kartuzy, fjjjfi stopa da 1933 r. Rok I. ..... PISMO DLA LUDU KASZUBSKIEGO „Z<">esz Kassebskó" wr^z z dodatkiem „L.hec/t Kaszebskó" wychodzi dwa reuj tygodnio a Prenumerata iniis.tjci/i-ł wraz z opłatą .pocztową w.-.icai o3 g-.-osz.y W IMIĘ BOGA ODRODZENIE KASZUB Otlcs: enia : Jednołamowy wiersz pjiitowy lub jc^o miejsce v ) nosi ]0 gr. W razie nieprzew, wypadków i przeszkód abonenci nie mają prt-wa żądania niedcStarczonych numerów „Z. K." iub zwrotu przedpłaty. O jednolity front ideowy prasy pomorskiej (Dokc ń'-zeni. ). -■ St * orzenie jednolitego frontu ideowego prasy pomorskiej jest m żiiwe tylko wtedy, gdy ogół dziaiczy ^pc Jeczno - politycznych >rojc dotychczasowe zrfcft>ntiu|e pojęcia o sprawach kas/.ubsko-pomci skich Rt forma bowiem konserwatycznycb pojęó pod tym względeir. jest konieczna, chociażby już sam fćkt nowego tiu^h^ czasu okres j powojennego w --o-ri-wrianiu z przedwoje: n> m, Żyjemy w nowych w; runkach .kultu-rslnych, gospoparćzych i poUtycz-nych — co wymaga nowych pojęć, no vyęh celów i nowego programu. O ile wysuwanie kwestji kaszubskiej i- ogło ' być niepożądane w cz£«s2ch niewoli, o tyle powinno być dzisiaj pożądane — i to biorąc rzecz z punktu widzenia czysto państwowego. Kwest;! kaszubska bowiem w Raieźytrm zrozumieniu rzeczy jest, a raczej być powiiaa punkh-m wyjścia n-gresji kultu sinej i polityczcej na tereny Gdańska i Pomeranji. Tj jest włośnic rdzeniem ideo-logji k szubskiej, dot.,d tak ter-krytyczn. , na. et przez prasę pomorską, zwalczanej A "przed*i ten winśnie moment śdeolbgji kaszubskiej _ powinien b\ ć owytn wspólnym c«lcm o rasy pomorski-j, 1 tóry to cel siią simej rzeczy stwarza Jednolity jej frOnt, W związku z powyższem nale-ży^zdać sobie sprawę, że punkt ciążkoś- i zadkb i prac prasy port o ski«?j powinien się przenieść z polrdnis na północ — na teren Kas. ub. Poznań i Toruń z chwilą odzyskania niepodległości — stracił naturalne warunki wywierania zbawiennych wpływów na sprawy kuiturairte i polityczne Pomorza. Warunki, o których mowa, prtypadły w udziale dwom miastom :a K;>s-g^nki Przyznaję dziś, że nie popełniłem wówczas nic pozatem. że ek^pedjowałem sprawę, który chciał wydać wrogom skład broni, tam, gdzie ostatecznie powinni znaleźć się wszyscy zdrajcy stanu. Zarzuty przeciwko sobie, wymienione w brunatnej księdze, Heines nazywa niebyw^łem kłamstwem, podkreślając, że w czasie podpalenia bawił w Gliwicach, Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 39 Piśmiennictwo jednoznaczny. Już samo zawołanie obok podtytułu „Pismo dla spraw kaszubskich" - „W imię Boga odrodzenie Kaszub!" miało nastrajać czytelnika bojowo i dodawać mu energii potrzebnej do działania. Istotny był także gryf, stanowiący, jak byśmy dziś powiedzieli, logo pisma i ruchu. Później jako podtytuł funkcjonowało określenie „Cządnik kaszebskjich zajmov", hasło brzmiało „V mjono boskji norodni vzenjik". W numerze okazowym z 5 kwietnia 1933 r. można przeczytać, że celem dążeń działaczy skupionych wokół pisma jest ideowe odrodzenie Kaszub, Odrodzenie Wielkiego Pomorza na podstawie kaszubszczy-zny, w najszlachetniejszych zamiarach, przy pomocy i współudziale Polski, dla jej dobra. Deklarowana współpraca z państwowymi dążeniami polskimi jest jednak możliwa wtedy, gdy Kaszubi osiągną równouprawnienie, jak równi z równymi, wolni z wolnymi. W artykule Pogląd na epokę odrodzenia narodowego Kaszubów (nr 18 z 15.10.1934 r.) mowa jest o niewystarczających i pozostających bez pokrycia obietnicach, począwszy od epoki staropolskiej, a na okresie po pierwszej wojnie światowej skończywszy. Narzekano równocześnie, że przywódcy kaszubscy nie zdołali, jak dotąd, przedstawić spójnego, ambitnego programu na przyszłość. Młodokaszubi, co stwierdza autor, dążyli do odrodzenia Kaszub poprzez Polskę. Ale jest to tylko „podcel", który osiągnięto. Kaszubi chcą kochać Polskę, ale pragną wzajemności. Jakże kochać język polski, gdy naszemu językowi odmawia się prawa bytu! - Jakże kochać naród polski, gdy naszemu narodowi odmawia się prawa bytu! Na koniec pada zapewnienie, że praca nad odrodzeniem Kaszub postępuje raźno naprzód. Według redaktorów w interesie Kaszubów leży zachowanie dystansu wobec krajowych walk partyjnych. Kaszubska polityka [...] każe Kaszubom stać ponad wszelkiemi partjami politycznemi, a główną jej zasadę - to logiczna lojalność wobec rządu (nr 53 z 29.11.1933 r.). W pierwszych numerach pisma ta lojalność jest wyraźnie deklarowana. Później już pojawiają się światłocienie. W artykule wstępnym (nr 1 z 1.02.1934) zrzeszeńcy podkreślają, że wycofują się zupełnie z polityki, skoro nie można oficjalnie uprawiać polityki kaszubskiej w ramach istniejącego systemu. Jednak trudno było trwać w takim postanowieniu, ponieważ żadna grupa, żadne środowisko nie jest samotną wyspą. W tekście Piłsudski (nr 5 z maja 1937 r.) redakcja wskazuje, że zrzeszeńcy jako pierwsi na Pomorzu sprzeciwili się programowi Narodowej Demokracji. Piłsudskiego chwalą, ponieważ nie miał żadnych sentymentów do komunistów i rozstał się z socjalizmem w wydaniu pepeesowskim. Marszałek, zmarły dwa lata wcześniej, jawił się jako osoba pozbawiona narodowego zacietrzewienia i chętnie współpracująca ze wszystkimi społecznościami odmiennymi od „nacjonalistycznego" stereotypu. Na łamach „Zrzesze" nie brak tekstów polemicznych w stosunku do konkurencji. Oskarża się prasę pomorską o niechęć i „podziemne zwalczanie" ruchu kaszubskiego (nr 40 z 18.11.1933 r.). Troskę okazywano pozycji języka kaszubskiego i postulowano jego rozwój, np. poprzez wykłady języka na wyższych uczelniach (nr 44 z 28.10.1933 r.). W tezach programowych, których na łamach „Zrzesze" wiele, przewija się pewien szczególny motyw. Oto redaktorzy są przeświadczeni, że współczesne im czasy są przełomowe, a ich ruch ma przed sobą zadanie, od którego wypełnienia zależą dalsze losy Kaszubów. W artykule Pogląd na epokę odrodzenia narodowego Kaszubów (nr 18 z 15.10.1934 r.) można przeczytać, że napór obcych na Pomorze trwał od czasów Karola Wielkiego, ale dopiero czasy od Ceynowy począwszy i teraźniejsze dają mu należyty odpór. Polska ma dostęp do morza, warto też, aby zdobyła dostęp do serc Kaszubów. Zrzeszeńcy muszą dopilnować, aby Polacy troszczyli się o Kaszubów i przyznali im należne prawa. Dopiero wtedy zapanują zgoda i pomyślność. Kwestie programowe poruszane w „Zrzesze" to nie tylko sprawy polityczne, ideowe. Redaktorzy świadomi są, że program nowoczesnego ruchu kaszubskiego opierać się musi również na kulturze i symbolach. Przykładowo, stosunek zrzeszeńców do Hieronima Derdowskiego był ambiwalentny, trudno jednak byłoby wyrzucić wybitnego poetę poza nawias kaszubszczyzny za jego nie zawsze poważny, zdaniem „młodych gniewnych", stosunek do języka kaszubskiego, postulowano natomiast (nr 10 z października 1937 r.), aby słynnego marsza nie nazywać hymnem kaszubskim, skoro był on jedynie fragmentem humorystycznego poematu, pisanego w raczej rozrywkowym celu. Artykuł Dloczego Derdovskji nje napjisoł „hymnu" jest też nienazwaną głośno tęsknotą za hymnem „prawdziwym", wzniosłym i patetycznym. Znaczącym uzupełnieniem tej części rozważań będzie wzmianka dotycząca pogrzebu człowieka, który powołał do życia Remusa i jego świat. Na pogrzebie Aleksandra Majkówsczegó Labuda przesygł nad jego groba na kaszebską stanica, że do kuńc żecó dochówie wiernote jego jideóm i służec mdze kaszebsczemu nórodowi. Beł ti swiade, że Kaszebi to apartny nóród, a kaszebizna je jednym ze słowiańsczich jazeków, tej robił wszetkó, co mógł, żebe rozwijać naszą mowa1. Według redaktorów w interesie Kaszubów leży zachowanie dystansu wobec krajowych walk partyjnych. 11. Makurat, Aleksander Labuda a rozwij kaszebsczi leterature ijazeka, [w:] Feliks Marszałkowski i inni Zrzeszińcy a rozwój języka oraz literatury kaszubskiej, Wejherowo-Gdańsk 2007, s. 21. 40 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Piśmiennictwo Losy Kaszubów na przestrzeni wieków Historia, szczególnie dzieje Kaszubów, stanowiła fundament ideowy dla ruchu zrzeszeniowego. Chętnie sięgano do wieków średnich, do czasów książąt pomorskich, tych znad ujścia Odry i tych znad ujścia Wisły, mitologizując historię. W artykule Gdzie znajdują się najważniejsze źródła historyczne Kaszubów - Pomorzan? (nr 42 z 21.10.1933 r.) można przeczytać o Książnicy im. Kopernika w Toruniu, o Ossolineum we Lwowie, o archiwach szwedzkich i duńskich zawsze w kontekście dawnej sławy. Musiało to być, w owej interpretacji, wielkie plemię, skoro wszyscy o nim pisali i wszyscy gromadzili materiały Pomorzan dotyczące. Interesujące są artykuły odwołujące się do tych najdawniejszych czasów nieco wyolbrzymianej potęgi zachodniej Słowiańszczyzny. W tekście A. Labudy Z kultury i cywilizacji przodków naszych (nr 3 z 1.03.1914 r.) omówione zostały losy Wendów, domniemanych przodków Kaszubów. Przywołane źródła, odnoszące się do przełomu pierwszego i drugiego tysiąclecia naszej ery, mówią o Wendach jako o ludzie bogatym, wojowniczym i potężnym. Świadomość etnicznego pokrewieństwa z tak starożytnym i wielkim ludem miała we współczesnych Kaszubach wzmacniać świadomość narodową i sprawiać, żeby bez kompleksów podchodzili oni do siebie samych. W takim też kontekście opisano najazd Wendów na Kujawy i Wielkopolskę (nr 4 z 15.03.1934 r.) i reakcje Piastów. Na samodzielną politykę plemion pomorskich redaktorzy „Zrzesze" zwracali zresztą szczególną uwagę. Oto A. Labuda pisze artykuł o wiele mówiącym tytule Pomorze za Mieszka I było niezależne od Polski (nr 5 z 1.04.1934 r.). W takim kontekście należy odczytywać również tekst Labudy (nr 9 z września 1937 r.) zatytułowany Dejó Vjelgjigo Pomorzó, gdzie autor nawiązuje do związków Kaszubów z Wieletami i Obodrytami, pisząc, że Słowianie bezpośrednio spokrewnieni z Kaszubami i sami Kaszubi swoje władztwo sprawowali nad terenami sięgającymi Łaby i nawet za nią. W tym samym numerze lan Rompski w wierszu Z „Arkone" - vejimk również nawiązuje do legendarnej potęgi plemion pomorskich. Z wielu artykułów przebija żal za utraconą mityczną pomorską potęgą, co łączy się z konsekwencjami odwiecznego niemieckiego zagrożenia. W tekście Wo znjemczenjim Kaszebov nadwodrzańskjich (nr 5 z maja 1938 r.) pada oskarżenie pod adresem brandenburskiej zaborczości, ale też wytknięta zostaje dawnym Pomorzanom słabość, skoro dali się zgermanizować ekspansywnym sąsiadom. Nie tylko jednak wczesne średniowiecze opisywano. Chociażby w artykule Żece Kaszebov przed dvuma stalati (nr 1 ze stycznia 1937 r.) A. Labuda zajął się już całkiem nowożytną epoką, przedstawiając fragment monografii Mirachowa. N-. 40 K^rfuzy, so^s.gl^fljstopada 1933 I. mim miebjko PISMO DLA LUDU KASZUBSKIEGO W IMIĘ BOGA ODRODZENIE KASZUB! Jeszcze slfsw kilka pod adresem prasy pomorskie], (C;t}g: mLiy) ;U'firnem iwakzŁuio rucfcu ka. Pr;,-cz itoki do ? s pomorska po- s — cle uporcŁ, ! kaszubskie? odmienny c" warun? ów poi i ty pych doby powojennej w porów • -»j ------- -- n n u z okresein prztdwojenoym t oz .stać best •-tipowiedzi; Kaszki <*«•*»»» pariyj. — m«s sassda _ port wi;g%dc«j z»- bowiem pragną dyws* dz-tc «<} Jepsz« 0«; '«m. odno-» "z P< wikszĄ [e.zv*« tarchecią >10 ruk{ tiuży ^ caM jako narcie par!}i„, "i'tyV :"f' * skif go. ptrtdugują s tak n» para- m doi ssfji t „gsonimy K z*ihów — aie2»vl,'jw)vó«« .. itl u,- w&/el-ki ruch ».a*suSik," Może prasa psrtyjra roc'.uje s ą P> i. DWzcjp prze«jstawtc"«?e pra- x Ł ok«jSat»eeJ«s nastąpi). Beka wyborów w MI.emei.eeIi, ryn. „Times" dn*a J« , lcuSv «s^pnyjji. doku n<*. _______________„„ ei icil u. r<« v, )•;< ej n>r fc.eł i - . . żądań f e niecenia wszyitkich (!) m h, gkb .kie obawy w paas'.0:> n i nowy pokój w dro-c A;k> wti/i, któ y m i wejść w C(« »*j»j#wtrafcł8łuwersa 'skie < o, jowyfih raków niach podc/.as cej hyly „ieucz-aie widocznie istnieje u na- jeb, ffrf-by n i w Belpji większego itokralą ,świ»ta .kach jego spoczywa dlse e dypbi colk; 3 pokój lub wojm •dpowiedziałność Dzienni korskiey. i u- jednogłośnie, aby Spraw kozubie popierać? WitlmO wojny na Dalekim Wschodzie. Tokjo, Weółog komunikatu, wy- dt Nic oitUbyimy bo j, powodu zającia sit; temże wydawnictwem, gdyby fech, nie faleł, że no okładkach rozpowszechnianych na -, Pomnrzu zeszytów szkolnych tegoż wydawrtictwn ' ikoby Świętopełk Pomi wciąi 'jewcz® pokutu iśnty ten f podobni? fali h i wielkich naszych c Guezńv Maek Bdertdvad*e Vjitojtaż ledze! Ctattft U SO nieć! Dostół troral sv6j 'woaóboi part. Jed*n dre*ji?o żsvcc jera lest wod jedntgo * betnech Kas*Ebóv. A jiie xjód6. a w go połkną^uji może, wod bez to ió go varaa chcę przcczetac^ potrz«bov6ł c.zasu i kule* pr&c« b^-izes? nriszsł ło-zcc, njigle KasjtSbJi priihdą do rozemu i będą za Parabónc, na svj. Macijjo 193i r, sob^ stójcie chlap v chłopa, jak na Kasz€bóv przc- ,. _ , . odUeci f — M O Z n} Drechu CKccraa le SO zaźec! Pochvóbnigo cc bedeję. Macka ! Chcsma i* J"»k z łasa. *oz*tee! B.ro j«m rdH c.>Stivqm i baro n.jc gę __-............____ _ _______ Rzecz jasna regionalistów musiała interesować polityka lokalna. „Wiadomości potoczne. Z Kaszub i Pomorza" donosiły o rzeczach z pewnością wówczas ważnych, np. o zmianie na stanowisku dyrektora Departamentu Morskiego czy rejsie transatlantyku Polonia do Afryki. Gazeta, oprócz realizowania funkcji informacyjnej, pragnęła też oddziaływać na rozmaite czynniki administracji państwowej bądź samorządowej, np. protestując przeciw ewentualnemu zamknięciu ośrodka zdrowia w Strzepczu. Dzięki rubrykom lokalnym ocalało od zapomnienia wiele nazwisk i faktów istotnych dla ludzi zamieszkujących ówcześnie Kaszuby i dla późniejszych badaczy. Na przykład z okazji XV-lecia odrodzonej Polski Feliks Lewiński i Rudolf Bronk z powiatu kartuskiego otrzymali Srebrne Krzyże Zasługi. W ogóle wydarzenia lokalne o pozytywnym wydźwięku, a dotyczące Kaszubów, przedstawiano z radością. Tak było w przypadku powstania Kaszubskiego Bataljonu Związku Strzeleckiego im. Antoniego Abrahama, do pewnego stopnia niezależnego od struktur ogólnopolskich (nr 12 z 15.07.1934 r.). Przy okazji zwracano uwagę na wzmocnienie obronności całego państwa. Wszelkie przejawy kaszubskiej aktywności skrupulatnie odnotowywano, jak to miało miejsce przy okazji założenia w Toruniu stowarzyszenia regionalnego pod nazwą Stanica (nr 1 ze stycznia 1937 r.). Ciekawostką jest zresztą fakt, że między Stanicą a rozgłośnią toruńską Polskiego Radia doszło w 1937 r. do podpisania umowy o przygotowywaniu i emitowaniu audycji kaszubskich (nr 8 z sierpnia 1937 r.). Zdarzały się również sytuacje problematyczne i przykre dla omawianego środowiska. Redakcja in- 42 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 Piśmiennictwo - formuje (nr 11 z listopada 1937 r.) o wyroku zasądzonym wobec Ignacego Szutenberga za zamieszczenie w „Zrzesze" artykułu Gduńsk, nasz stołeczni gard. Szutenberg skazany został przez Sąd Grodzki w Kartuzach na 16 zł kary i trzy tygodnie aresztu. Rozprawa apelacyjna znacznie zaostrzyła wyrok (50 zł grzywny plus koszty sądowe i dziewięć miesięcy aresztu). Na łamach „Zrzesze" w krótkich notkach relacjonowano wydarzenia ogólnoświatowe ze szczególnym uwzględnieniem areny europejskiej. Numer okazowy z 5 kwietnia 1933 r. informuje, że Włochy Mussoliniego nie dążą do rewizji postanowień wersalskich. Autor jednak pyta, czy Mus-soliniemu można wierzyć, zwłaszcza że Mussolini nie tak dawno przedstawił plan połączenia Niemiec z Prusami Wschodnimi poprzez utworzenie korytarza eksterytorialnego. Natomiast pocieszające było, w kontekście stabilizacji w stosunkach Polski z sąsiadami, że w kwietniu przybył do Warszawy pierwszy po wojnie attache niemiecki, generał-major Max Schindler. Z dzisiejszego punktu widzenia interesujące jest, jak patrzono na wydarzenia, które okazały się na dłuższą metę brzemienne w skutkach. Np. w notce dotyczącej wyborów parlamentarnych w Niemczech (nr 40 z 18.11.1933 r.) uspokaja się czytelnika, że nie stało się nic szczególnego. Hitler jest autokratą, ale mechanizmy demokratyczne powściągną jego zapędy. Później jednak zagrożenie ze strony Niemiec dostrzegano w niemal każdym numerze „Zrzesze". Z coraz większą troską przypatrywano się atmosferze narastającego terroru u zachodniego sąsiada, choćby po podpaleniu Reichstagu (nr 48 z 11.11.1933 r.). Widać to również w odniesieniu do atmosfery panującej w Gdańsku (nr 9 z września 1938 r.). Sam tytuł artykułu Nasz Gduńsk wyraża tęsknotę i poczucie praw historycznych w odniesieniu do grodu nad Motławą, uświęconego oliwską nekropolią Świętopełków, Samborów, Mestwinów. Z owymi historycznymi pamiątkami tak bardzo kłóci się wszystko, co pod rządami hitlerowców dzieje się w Gdańsku. Literatura piękna i jej twórcy Już w założeniach programowych pisma, a przedtem Zrzeszenia Regionalnego Kaszubów, silny nacisk położono na kwestie odrodzenia kaszubskiego poprzez kulturę, w tym i literaturę. Numer okazowy z 5 kwietnia 1933 r. zamieszcza tekst Śpiące wojsko, będący kolejnym wariantem znanego w całej Polsce motywu. Od początku zamieszczane były felietony Aleksandra Labudy z cyklu „Guczóv Mack godó". W „Zrzesze" znalazło się również miejsce dla swoistych kuriozów, ongiś bardzo popularnych. Proroctwo Królowej Michaldy ze Saby jest tego znakomitym przykładem. Przepowiednię przekazywano sobie z rąk do rąk i czytano z wypiekami na twarzy. Nie brakło na łamach „Zrzesze" poezji, na przykład Jana Karnowskiego występującego pod pseudo- Zrzeszeńcy sami siebie nazywali radykałami. nimem Wósia Budzysza (Sin Borów) czy Jana Trepczy-ka (Sostre, nr 1 z 1.02.1934 r.). Druk powieści w odcinkach stanowił normę XIX- i XX-wiecznej prasy. Na łamach pisma powstałego w celu krzewienia idei kaszubskiej nie mogło zabraknąć pozycji, która miała okazać się dla Kaszubów i ich tożsamości fundamentalna. W drugim roku istnienia „Zrzesze" rozpoczęto druk Życia i przygód Remusa A. Majkowskiego (nr 1 z 1.02.1934 r.). Zrzeszeńcy dbali o upamiętnianie tych, którym należy zawdzięczać ówczesny rozkwit kaszubszczyzny. Jan Trepczyk w 53. rocznicę śmierci Floriana Ceynowy (nr 4 z 15.03.1934 r.) napisał obszerny artykuł wstępny zatytułowany Florjan Ceynowa - ojciec ideowego ruchu kaszubskiego. Późniejsze lata również obfitowały w teksty ku czci doktora rodem ze Sławoszyna, często nawiązujące do konkretnych rocznic, np. Florjanovji Cenovje v roczeznę smjerce (nr 3 z marca 1937 r.). Opisywano również rozliczne uroczystości upamiętniające A. Majkowskiego. Pisarz i trybun Kaszubów, zmarły 10 lutego 1938 r„ stał się po śmierci obiektem jeszcze większej niż za życia czci tych, którzy czuli się jego duchowymi spadkobiercami. Gdy odszedł, cały numer 3 (z marca 1938 r.) poświęcono jego życiu i dokonaniom. Już sam nagłówek artykułu wstępnego mówi wiele: Szlachota norodniho Wódce de- K o 1 i b j q c o J. Trópczik Bi - bi, bi • bi Je • te • sku ho-vo v kotnku szku. Anjcl - kovje spje - va i=c -+-4- pa - stur - ce są re- de - ją. 1. Matinka se - na 2. Jidzeme dac do- 1. zro - dze - la Gor - njfi nom v cemże 2. renk naj Ce, Żo - lą - ce ser - ca za - ja - snja, Snożi strzodnnji je knopjik, przejim - że. Kłon Ce a tezę waddo ■ vo - me, Ledzkjisjo 6r - tu Vespoł chvole - nj£ pra - żeń vznjik. spja • to ■ me. Pomerania nr i (583) / Luty 2024 43 Piśmiennictwo ZRZESZ K A S Z E B S K O Woddzęczenjć M|« 2rędxq mesie jak poroń ! Cos chvotó, sciskó, boli... Z iclofttoru bije vjaljf]i zvon, jesz chwilkę, ebyjiłką nj«chi Adfe, Tedoscć vdor moji I Sjtch ..erom v njego ! Cei Ob, deszo? Vdarze. . rfio 34 Wpm. Z"}' Cboc tn«śł& ;-H Bet hę jó tfo r 7.efa Torlińskjigo są: „Przesądy i zwyczaje lecznic • kaszubskich rybaków nadmorskich'". "Nakładem nr-... dra Adama Wrzoska. Poznań 1938 r. Str. 66. — Vechodzącóroz v tidznju v Vejherovje „Klęk.-" woprzesta vechodac. ALEKSANDER LABUDA nasi mpmmrm" Na łamach .1. K. C.* (i dnia 24 lutego rb. nr 55) ukazał sic artykuł p. t. .Separatystyczne ziarna no białoruskiej glebie". Autor artykułu stwierdza b językowych i kulturalnych, to z zasad) my każdy separatyzm polityczny i wszelk ient do opiekuńczych skrzydeł Berlina, c skwy. Zupełnie inaczej wygląda „separatyzm", iy nr ni kilkakrotnie w fodcfcnej formie K. C." i inni? t iedość w tym przedmiocie t dla latyizm wykluta nie potrafi, Uri i krzyw-aibach jest jedyną ostoją. Dążyć do utworzenia samodzielnego państwa znaczy kłaść 'głowę ped topór niemiecki. Tej prawdy jest świadom każdy Kaszuba. Kulturę polską uwć żamy za swoją. P;a jniemy równocześnie, aby i każdy Polak wszelkie nasze odrębności jęz. i kul« turalae pokochał ; uwe/ał Je za swoje, za coś specyficznie wartościowego, lam ty;no, gdzie rozbrzmiewa mowa Kaszubów, posiada Po'ska dostęp do morza Gdyby mowa ta była pi laby Polska I wojną Co sę ezeje6 czet© — V pjerszą roczezne smjerce 10. II. t. ?. sp. Dra Aleksandra Majkovskjiho Toruń wutceł akade-jr.ilą. Na program zlożełfc sę spjev choru Pedago*-t>lum pod bat. prof. Słersze»skjjho, deklamacja .Samotny bojownik". Al. Labuda vegtosel „Bojkq wo kaszebskjich dzejach Ormuzd i Mriman" i nastąpi! referat v. Vantoch Kekovskjiho wo żecim przevodce Kaszebov. V Kartizach beła wodpravjonó msza svj. za spokoj desze Vodce, wofjarovanó przez Kaszebov, no chterni beła Rodzezna Zmarllgo. dostępu do Bałtyku, :yli byśmy sie dzisiaj posiada- kła, nie r a gdyby dalej i stała, niewątpliwie < -niern kilka portów morskich. Mowa rodzima w ustach autochtonów ziem przybahyckich jest żywym dokumentem, stwierdzającym sie viańskość południowego wybrzeża bałtyckiego. Misja nadbałtycka, jaką Kaszubi dla Rzeczypospolitej w dziejach pełnili, a jaką przedewszystkirn spełnić maja w przyszłości, wymaga głębszego pojęcia i ujęcia sprawy, systematycznej prący i poparcia całego społeczeństwa polskiego. Wykonując takie zadanie, zwalczamy wszystka, cokolwiek świadomie czy nieświadomie dąży do zakłócenia i osłabienia zespolonego ideowo elementu rodzimego, wypróbowanego od wieków w walce u boku Orła Białego z naporem zachodniego sąsiada. Czy separatyzmem nazwać można dazenia nasze do Włączenia odwiecznych naszych ziem kaszubskich w granice Rzeczypospolitej ? proce doktorskji v. dra med. cha Kaszebov. W dalszej części numeru można przeczytać wiersz}. Trepczyka poświęcony Majkowskiemu, a także fragment Życia i przygód Remusa zatytułowany Testameńt... / i relację z pogrzebu Majkowskiego. Z kolei tekst Żałobno akademijo na tezę sp. dr Majkowkjiho (nr 5 z maja 1938 r.) opisuje kwietniową uroczystość w kartuskim Hotelu Centralnym, podczas której nie zabrakło przemówień, deklaracji, śpiewu i deklamacji poezji. Może najodpowiedniejszym hołdem, jaki redaktorzy „Zrzesze" mogli złożyć zmarłemu, było publikowanie na łamach pisma jego prac. I tak np. Feliks Marszałkowski opracował rękopis Majkowskiego Młodokaszebji (nr 12 z grudnia 1938 r.), będący esejem historycznym, dotyczącym rozmaitych form kulturowej aktywności Kaszubów, począwszy od Wiosny Ludów. W ogóle o Majkowskim po jego śmierci pisano dużo, przybliżając postać regionalisty również poprzez wspomnienia, jak choćby te autorstwa J. Karnowskiego (nr 4 z kwietnia 1939 r.). „Zrzesz" żyła nie tylko przeszłością, gdy chodzi 0 literaturę. Na jej łamach znalazło się miejsce na mniejsze formy literackie, wspomniane już wcześniej. Kształtowały one współczesny język kaszubski, ale również dostarczały czytelnikom wzruszeń, rozrywki 1 wrażeń estetycznych. Zamieszczano całość lub fragmenty sztuk teatralnych, przeznaczonych do scenicznych adaptacji. Kiedy np. nadszedł okres oczekiwania na narodzenie Jezusa (nr 12 z grudnia 1938 r.), ukazał się tekst V adveńtni yjeczor, którego bohaterami byli m.in. Stark, Domaroska i Jonk, w nastrojowych rozmowach poruszający tematykę religijną, ale i kaszubską. Na łamach gazety, mającej ambicję kształtowania oblicza piśmiennictwa kaszubskiego, nie mogło zabraknąć recenzji i tekstów krytycznoliterackich. Dla przykładu Vanoga w artykule Belni novi dorobk literature kaszebskji (nr 6 z czerwca 1937 r.) pochylił się nad dramatem ks. Bernarda Sychty Spjęce vojsko. Chwali talent młodego autora, cieszy się, że język Sychty, choć nieco „polaszący", bardziej jednak tchnie kaszubskością niż język Hieronima Derdowskiego. Ważne dla Vanogi jest, że w końcu o Kaszubach piszą Kaszubi, ponieważ, jego zdaniem, autorom z Polski centralnej zdarzały się zafałszowania i chęć przedmiotowego traktowania rdzennych mieszkańców pomorskiej ziemi. Język wypowiedzi Zrzeszeńcy sami siebie nazywali radykałami. Siłą rzeczy osoby o zapatrywaniach radykalnych używają mocnego, jednoznacznego języka. Warto jednak zauważyć, że poziom wypowiedzi raczej nigdy nie przekroczył granicy złego smaku, nie uświadczy się na łamach „Zrzesze" epitetów, choć w niektórych tekstach widać pewną dozę agresji i niechęć do myślących inaczej oraz tzw. obcych. Język często jest bojowy, nawiązuje do pojęć militarnych, jak choćby w artykule O jednolity front ideowy prasy pomorskiej (nr 48 z 11.11.1933 r.). Dużo jest wypowiedzi w tonacji apelu, odezwy, np. Kaszubi! Otwórzmy raz oczy i stańmy się nareszcie sobą! (nr 53 z 29.11.1933 r.). Niektóre teksty publikowane w „Zrzesze" swą poetyką nawiązują do mowy plakatu, ulotki i to w duchu praktycznie wojennym, np. w przywołanym wcześniej artykule wstępnym (nr 1 z 1.02.1934 r.) czytamy: Kto nie z nami - jest przeciw Wam! lub Koniec z pomorskościę - to ostatnie w kontekście skupienia uwagi i energii redakcji na samych Kaszubach. Narasta wyraźna nieufność w stosunku do „obcych", czyli pozostałych obywateli polskich (nr 3 z 1.03.1934 r.): Nie pozwalajcie wmawiać w siebie fałszywych wartości! [...] Wszystko jest aż do dna zakłamane i wykoszlawione przez obcych i partyjników. Jest to jednak tylko jedna z form ekspresji obecna na łamach „Zrzesze". Pismo za cel postawiło sobie całościowe przedstawienie świata odziedziczonego i teraźniejszego oraz budowanie przyszłego. Wiele tu historii, obyczajowości, wydarzeń polityczno-społecznych i artystycznych, wreszcie literatury pięknej. Każda z tych sfer potrzebowała odpowiedniego języka, w którym mogłaby być opisywana. Redaktorzy najczęściej potrafili dostosować język i tonację wypowiedzi do poruszanej tematyki (nieraz zapewne instynktownie), zgodnie z oczywistymi i obowiązującymi zasadami poetyki. Zdarzały się teksty zawierające w sobie kilka różnych stylów, przykładowo artykuł Czvjerc vjeku wod zjazdu młodokaszebov ve Gdińsku (nr 11 z listopada 1937 r.) stanowił kompilację suchego, dokładnego 44 Pomerania nr i (583) / Gromicznik 2024 Piśmiennictwo sprawozdania (opis referatów i dyskusji po nich), refleksji na temat związków Kaszub z Polską i wniosków podsumowujących zjazd, teoretycznie pochodzących od wielu uczestników, naprawdę jednak - od autora tekstu F. Marszałkowskiego. Język polemiczny, jednoznaczny i nieco sarkastyczny dochodził do głosu w przypadku odniesień do tekstów prezentowanych w periodykach naukowych, poważnych i poważanych. Kiedy B. Sobczak polemizuje z tekstem prof. M. Rudnickiego (nr 9 z września 1938 r.) zamieszczonym w zasłużonym poznańskim roczniku „Slavia Occidentalis", argumenty kaszubskiego redaktora są dość rzeczowe, choć w sposób emocjonalny odnosi się on do konkretnych, cytowanych tez wielkopolskiego naukowca. Felietony A. Labudy pełne są właściwej mu energii, ironii i pasji, taka jest zresztą natura formy literackiej, w której celował. Poglądy twórców pisma były silnie antykomunistyczne, co w sposób naturalny miało wpływ na język wypowiedzi. Pośród informacji międzynarodowych w odniesieniu do Związku Sowieckiego użyto określenia Z kraju Antychrysta (nr 42 z 21.10.1933 r.). Redakcja, starając się, aby więź z czytelnikiem była coraz ściślejsza, nie zapominała o zwykłych ludzkich sprawach. Kiedy na przykład zbliżało się Boże Narodzenie (nr 12 z grudnia 1938 r.), zamieszczono życzenia rozpoczynające się od słów: Czetińcom, Sim-patikom i Vspółpracovnjikom ,Zrzesze Kaszebskji selo-me żeczbe Viesolech Godl W latach, w których ukazywała się „Zrzesz Kaszebskó", pojawiały się, często na krótko, inne tytuły wydawane dla Kaszubów i (na ogół) przez Kaszubów. Były to m.in. „Gryf", „Kleka/Kleka", „Kaszuby", „Przyjaciel Ludu Kaszubskiego". Zrzeszeń-cy krytykowali założenia programowe i zawartość prezentowaną w wymienionych tytułach, negatywnie odnosząc się np. do stosowanej w nich pisowni, a nade wszystko pomawiając powyższe redakcje o prezentowanie polskiego punktu widzenia2, co A** CZĄDNJ1K KASZEBSKJICH ZAJMOV redakior wodpoviedza!ni: V MjONO BOSKJI NORODNI VZENJIK kvH/ hyrnw yniety? Prawie padać śnieg zaczinó Szwatołe zós lecą nimó Decht na daczi naszich checzów Redosc prze tim dają dzecóm Też tam-sam na ruta klepią Wcyg sa do se lepią... Hewó zema wcąg ód rena Kurzi, znobi Ledzóm przek cos chatno robi...1 [...] Tak spiewół na swi piątce Kaszebsczi piestrzeń chur Sensus Musi-cus. Chto tego śniegu brekuje? Wiera nóbarżi prawie dzece a może jesz... polarne miedwiedze. Nicht ustny nie potrzebuje śniegu. W całosce tero, czede żdajeme przeóbiecónegó jak na nie-dożdónó ózonowó dzura - globalnego óceplenió. Czej, jak gódó jeden mój drech - to biółe gówno zlecy - móme skópicą robotę, często niebrekówny. Nóprzódka padó. Colemało z góre w dół. Czede wiater wieje - też z boku. A czede je krzekwa -biwó, co ze spodku lecy. Śnieg parzi, kurzi, sepie, lopi, kwaczó, czadzy, jaż sa demi, setkuje, bruż-dżi (drobno padó), mżi, chajó. Czej ju spadnie, tej pod nogama skrzepi (prze mrozu), chrupszi a pier-dzy. Mówią, co śnieg rosce w chmurach. To są smiece z nieba. Ksądz Sechta pódówó2, że czede Szwedze skubią gase, z nieba podają pióra, kódre, szótore, szeszmienie, szwatołe, flafóre, lope - to je grebi śnieg. Drobny, sechi abó mroźny sepie, czej Szwedze mielą krepe na żarnach. Czej do grepe weznieme rzeklan: tu wezdrzi jak pó Szwedach (niszczotne ledzcze dzejanie) - wezdrzi na to, że śnieg je na przegrzecha, sztrófa dló ledzy. Jistnó kara bosko... Za to jacze piakne je przekleństwo ze sniega: NIECH CE ŚNIEG SPÓLI NA ÓGNIUl Chócó wiedno mogą sa póceszec tak: czej śnieg sa spóli, tej ten popiół jednak dló nas óstónie. Jak to póceszenie nie pomoże - człowiek może ósewiec z jadłobe. Tej mu śnieg na głowa padó. Czej padó śnieg - ni ma wiele widzec. Autołowe weceróczczi chutczi sa scerają. Widzeska barżi sa w snieżnice weszczerzają, slepceją w biółą scana, gardina, w śnieżną dóka - cobe przederchac droga. Ga wicy nawieje - robią sa smiote. Gminę płacą tej z naszich podatków za płedżi, co ne smiote z drogów zgarinają. Drogosze óbczas akcje ZEMA mają grebe nadgódzene do werobienió. A ledzeska klną w trón. Bó przeńc nie jidze, bó śnieg z drogów na chódniczi zgarnale. I co tero je robie? Chutczi przezerk je robiwóny. Chteren sąsód mó treker. I sa zwóni, a ón... zarobiony je, bó prawie szepleje przestónkówe za-toczczi na gminowe zlecenie. I ód jinegó sąsada je nót póżeczec co do śniegu zgarinanió, a pó robóce z jaczegó krómu „1001 drobnotów" nabec so swoje. We wióldżim śniegu ledze sa nie purgają. Mogą tam zaóstac, zamiarznąc - ale sa nijak nie spurgną. To je móżebne, czede perzna śniegu sa roztopi (zełga) a tej scesnie mróz. Zós klnieme, w całosce czej so sklónka stłeczeme3. Fifów ni ma, jakjaczi gnót paknie i do bólnice muszi jachac, a późni zagipsowóny chódzec abó leżeć. Są taczi, co ze śniegu sa ceszą, bó są... spórtówcama. A to na sónkach, purgach czejinech bobslejach seną - co bez śniegu je dradże. A ti, co na szrecach jadą a w hokeja grają? Tam też je mróz brekówny, co wóda w lód zmieniwó. Śniegu mogą prze tim uriwówac tima szrecama. A purgówi skoczkowie? Tec taczi Małisz abó jiny Nykanen (ód kasz. nekac) - be dwuch metrów nie ujachół, czejbe śniegu nie ba. A chceme wząc taczegó polarnego miedwiedza. Kó to je zwierz, co je na zema weszłi. Swój óbleczenk mó taczi, cobe niscze temperature strzemac a jesz sa w zemny (lodowati) wodze bez szkodę pławie. Czej mu naróz śnieg a mróz zarab-czec - ón be sa żiwca przegrzół. I często na smierc zdechnął. A chto be tej zelińte żarł? "Teli be jich sa namłodzeło, że be z Bółtu weszłe a całim karna doszorclowałe sa na nasze pustczi. Jedzesz wóza za sana na pażac - a tuwó w kopie sedzy zelińtka a sykó na cebie, bó to je tero ji checz... Pse be z budów pówenekałe. Kó słowo zelińt póchódó ód miemiecczegó See Hund - to je mórsczi scyrz. A scyrz, je wiedzec, mieszko w budzę. Tej za czim ten śnieg? Tómk Fópka Nóprzódka padó. Colemało z góre w dół. Czede wiater wieje - też z boku. A czede je krzekwa - biwó, co ze spodku lecy. 1 „Reme zeme", muz. Jerzi Stachursczi, sł. Tomósz Fópka. 2 Bernard Sychta. Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, tom S-T, Wrocław - Warszawa - Kraków - Gdańsk 1972, s. 116. 3 Pól. stłuczemy kość ogonową. Pomerania nr 2 (583) / Luty 2024 67 HCtota/jcr, le/do-^e/, cib&ó-^amMidyóku<^v Gromicznik to w marke-tingówim kaladórzu miesąc miłote, chóc óglowó miłować sa wórt je całi rok, nie leno w gromiczniku. W tim czasu je to nóbarżi widzec we wszetczich krómach i rozma-jitech handlowech galeriach. Kuli w nich miłote! Je ona nawetka w lef-ce, chternym wefulowóne są czer-wione (jakuż jinaczi) balóne w sztół-ce serduszków. Prze leżnosce dnia swiategó Walisa prawi sa wszadze, że miłota je piaknó, dobro, cedownó, że dówó ledzóm szczesce, seła i nódzeja i lechó bez ni żec. I to wszetkó je prówda. Jó równak chcą wspómnąc też ó tech ledzach, chterny nóbarżi kochają sebie - ó samólubókach abó jinaczi: ó dzysdniowech egójistach, selubnikach, sobiszach. Jima miłota do se przesłónió całi świat. Wedle słowarza egójisce to ledze, chterny swoje pótrzebe stówiają ponad dobro jinszich wiedno i wszadze. Prosto - są na świece oni i długo, długo nicht jinszi. Czejeme dzysó wkół, że nówóżnieszó je jednostka, naje apartne JÓ, chterno westrzód jinszich je nólepsze i nópiakniesze. Móme sebie kóchac jak jesz nigde rechli. Jak sa w tech wszetczich teoriach i filozofiach nie zatacec? Nie jic za da-lek z przekónanim ó swóji nadzwekównosce? Co zrobić, żebe nie óstac egójistą? Jak wezdrzi dzysdniowi samólubók? Je ambitny, jidze do celu ódwóżno i chutkó, nie óbzeró sa na jinszich ledzy. Ne wiera że ón może cos z tego dló se miec. To je taczi ukłód: te mie wszetkó, jó tobie nick. Taczi ledze na świece wiedno bele i wcyg badą. Cos sa równak zmieniło. Dzysó gódają, że taczi egójizm je nama w żecym baro brekówny, leno tero je na-zewóny zdrowim. Tak też muszime sa nauczec perzna zdrowego samólubstwa. To nie je tacze proste, czej starszi nas wechówele w jinszim dechu: jesme przeca wszetce równo wóżny, ni ma lepszich i górszich, są, co nóweżi, perzna mądrzeszi ód nas i teli. Tej jak tero nie stac sa módernym samólubóka? Wiem, dozdrzeniałi ni muszą ju żec zgodno z radama starszich, mogą jic w swoja strona, ale tak często procem wszetczemu? Muszółbe tak pó prówdze Jak wezdrzi dzysdniowi samólubók? Je ambitny, jidze do celu ódwóżno i chutkó, nie óbzeró sa na jinszich ledzy. Ne wiera że ón może cos z tego dló se miec. To je taczi ukłód: te mie wszetkó, jó tobie nick. weczeszczec swój cwiardi disk, zre-setowac wszetcze ustawienia i zrobić aktualizacja wórtnotów. Może bec nama drago, cheba że móme zdrowi egójizm zapisóny w DNA, pó starkach abó jesz dali - pó prastar-kach. Dzys negó zdrowego samólubstwa muszi sa nauczec ju nómłod-szi człowiek. W przedszkólim mó bec asertiwny, biótkówac sa ó zabówczi, bómczi, plac w grepie, uwóga jinech dzecy. Jeżle tego nie rozmieje robie abó jesz górzi, nie chce tego robie, tej nazwą gó niezaradnym abó nie-przestosowónym. Muszi wiedzec, że jego JÓ je na pierszim placu i kuńc. Mó nóprzód meslec ó sobie, a dopierze późni ó jinszich, budować swoja przestrzeń, do chterny nikogo nie wpuscy, bó to je leno jego plac. Tak pó prówdze to mie je żól późni tech fest asertiwnech samólubóków. Może i oni dalek dóńdą i badą tam szczestlewi. Leno z kógum sa tą redotą pódzelą, czej oni dzelec sa z nikógum nie rozmieją? Ósoblewie tima złima rzeczama wórt sa pódzelec, bó to naje samolubne JÓ może wszetczegó złego nie dwignąc, a może to też je egójizm? Ju sama nie wiem. Czej słechóm nech wszetczich żecowech mentorów (nie milec z mestrama, bó kol nich oni nawetka nie stale), tej jem gwesnó, że moje JÓ ju w przedszkólim stanało w karnie tech mni zaradnech i nieprzestosowónech i do dzysó niewiele sa zmieniło, chóc pisza to bez żalu i zózdrosce. Mój zdrowi egójizm w dzecnech latach miół swój kuńc tam, gdze w naji póspólny jizbie zaczinół sa egójizm móji sostre. Za wiele placu na budowanie wióldżegó JÓ me ni miałe, a naszi starszi jesz ó zdrowim samólubstwie nick nie czele, tej dzelec me sa rozmiałe perfekcyj-no: bómka linijką na milimetre. Czase widzec sa zmieniłe. Meszla równak, że moje dosc mółe JÓ naleze so mól do żecó wszadze, górzi mają ti z wióldżim JÓ - jima je brekówny wiakszi plac, nólepi bez jinszich ledzy, a z tim dzysó letko nie je. Nówóżniesze, żebe wszet-czim sygło miłote, w rozsądnech proporcjach dló sebie i dló jinszich. Kó miłota je w żecym nówóżnieszó. Olga Kuklińskó 68 Pomerania nr 2 (583) / Gromicznik 2024 ZAPRENUMERUJ M POMERANIĘ" NA 2024 ROK Z DOSTAWĄ DO DOMU, A OTRZYMASZ CIEKAWĄ KSIĄŻKĘ 30t;A]S& W 2024 roku „Pomerania" w cenie 7 zł A Liczba egzemplarzy każdej pozycji książkowej jest ograniczona Decyduje kolejność zgłoszeń Slomc^tó •fomasi tb^sIUB!«R ttóczittRTŁR Hordowe 500 183 832 prenumerata@kaszubi.pl WYSTARCZY ZŁOŻYĆ ZAMÓWIENIE W BIURZE ZARZĄDU GŁÓWNEGO ZRZESZENIA KASZUBSKO-POMORSKIEGO Polska Filharmonia Bałtycka zaprasza w marcu 2024 1/03, 19:00 Koncert symfoniczny Jarosław Nadrzycki / skrzypce Christian Schumann / dyrygent Orkiestra PFB W programie: A. Chaczaturian, A. Bruckner 7/03, 19:00 Koncert symfoniczny Piotr Anderszewski /fortepian, dyrygent Sinfonia Varsovia W programie: J. Haydn, W.A. Mozart, L. van Bee Mikołaj Stańko / perkusja Szymon Morus / dyrygent Orkiestra PFB W programie: utwory Krystyny Stańko z płyty „Aquarius" 10/03,12:00 Koncert familijny - Grupa MoCarta dzieciom Grupa MoCarta: Filip Jaślar / I skrzypce Michał Sikorski / II skrzypce Paweł Kowaluk / altówka Bolek Błaszczyk / wiolonczela W programie: kabaretowy show z Mozartem w tle 15/03, 19:00 Koncert symfoniczny Luis Fernando Perez / fortepian George Tchitchinadze / dyrygent Orkiestra PFB W programie: W. A. Mozart, R. Wagner, R. Strauss 16/03, 18:00 Scena Muzyki Polskiej Zespół Muzyki Dawnej - Diletto Anna Moniuszko / dyrygent W programie: M. Zieleński, M. Mielczewski 8/03,19:00 Koncert symfoniczny z okazji Dnia Kobiet Krystyna Stańko / śpiew Dominik Bukowski / marimba, wibrafon Marcin Wądołowski / gitara Michał Bąk / kontrabas 13/03,18:00 Niezwykła sztuka transkrypcji organowej Jurgen Geiger / organy W programie: J. Geiger, J.S. Bach, L. Vierne, D. Scarlatti, F. Liszt, S. Rachmaninow 22/03,19:00 Koncert symfoniczny Piotr Pławner / skrzypce, dyrygent Orkiestra PFB W programie: P. Glass, L. van Beetoven Polska Filharmonia Bałtycka im. Fryderyka Chopina w Gdańsku Instytucja Kultury Samorządu Województwa Pomorskiego SPONSOR STRATEGICZNY PFB & Energa GRUPA GŁÓWNY SPONSOR PFB MECENAS KULTURY PCE Polska Grupa Energetyczna