POMERANIA MIESIĘCZNiK SPOŁECZNO-KULTURALNY | ROK ZAŁOŻENIA 1963 | CENA 7,00 zł | NR 5 (586) | MAJ 20241 Ji www.miesiecznikpomerania.pl rok ks. hilarego jastaka 9770238904906 NADMORSKIE KRAJOBRAZY fot. sławomir lewandowski 3 Kaszubska Madonna, czyli ponadczasowa przypowieść o trwaniu SŁAWOMIR LEWANDOWSKI 4 Swiato kaszëbsczi kuchni PAUELWICZIŃSCZI 6 Ögrodë lëteraturë wŁësniewie DARK MAJKÖWSCZI 8 Śladami Teodory: nagroda, wystawa i święto pomorskiej kultury ALEKSANDRA HALICKA 10 Chcą budzëc kaszëbskg swiqda Z Darig Kaszëböwskg gôdô DARK MAJKÖWSCZI 14 Kaszubistyka w Rosji. Naród, który jakimś cudem ocalał... VALENTINA VEDENEEVA-SOKOŁOWSKA 17 Moje karsińskie dni HELENA WALASZEWSKA Z D. BRZEZIŃSKA 22 Wdq śladami Remusa 23 Sztefón Bieszk jakno wënëkanc na „dzëczi wzénik" EUGENIUSZ PRËCZKÖWSCZI 26 Mój dëchöwi Öjc LUCYNA REITER-SZCZIGEL Tl W Górze wid KLEBBÓW MATIS 28 W 90. rocznicę powstania polskich placówek światowo-wychowawczych Macierzy Szkolnej w Ełganowie w gminie Trqbki Wielkie DARIUSZ DOLATOWSKI 31 Gdyńskim szlakiem. Obłuże - od dużej i zamożnej wsi do miejskiej sypialni ANDRZEJ BUSLER 34 Gdańsk mniej znany MARTA SZAGZDOWICZ POMERANIA NR 5 (586) | MAJ 2024 NAJÔ UCZBA. Edukacyjny dodówk nr 5 (177) 35 Smaki i aromaty Pomorza RAFAŁ NOWAKOWSKI 38 Biografia kaprala Franciszka Basmanna z okresu drugiej wojny światowej. Część II MICHAŁ MIKOŁAJ PIEPER 44 Métel na pszczole a na sgsada MATEUSZ BULLMANN 46 Jak sa robiło w GS... ŁUKÔSZ ZOŁTKÖWSCZI 51 Oni tam szlë na te zemie ódzwëskóné PAULENA WASERSKÔ 52 Ksigżkowe nowości regionalne IWONA JOĆ 54 Z Kociewia MARIA PAJĄKOWSKA-KENSIK 55 LEKTURY DANIEL KALINOWSKI 57 Wspomnienia Kaszëbów Eugeniusza Prëczkówsczégó EUGENIUSZ GÖŁĄBK 59 Roda. Kaszëbskô ósoblëwösc, co rosce w snódczi wodze PD 60 Klëka 67 Sëchim paka uszłé TÓMK FÓPKA 68 To nie je w głowa do pójacô OLGA KUKLINSKĆ) Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego WOJEWODZTWO POMORSKIE 4 , gdański fundusz GDAŃSK GDYNIA moje miasto Numer wydano dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Mmimslrscll „Publikacja wyraża jedynie poglqdy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji" Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury Zrealizowano ze środków Województwa Pomorskiego Dofinansowano ze środków Miasta Gdańska Dofinansowano ze środków Miasta Gdyni POMERANIA MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY ADRES REDAKCJI ul. Straganiarska 20-23 / 80-837 Gdańsk tel. 58 301 9016 / 58 301 27 31 e-mail: red.pomerania@wp.pl REDAKTOR NACZELNY Sławomir Lewandowski ZESPÓŁ REDAKCYJNY Dariusz Majkowski (zastępca redaktora naczelnego) Aleksandra Dzięcielska-Jasnoch (sekretarz redakcji, Najô Uczba) Krystyna Sulicka Małgorzata Micał Bogumiła Cirocka Ludmiła Kucharska Bogdan Adamczyk (skład graficzny) KOLEGIUM REDAKCYJNE Piotr Dziekanowski (przewodniczący kolegium) Mateusz Bullmann Andrzej Busler Ewa Górska Stanisław Jankę Piotr Lessnau Wiktor Pepliński Danuta Pioch Edmund Szczesiak Bogdan Wiśniewski TŁUMACZENIA NA JĘZYK KASZUBSKI Dariusz Majkowski ZDJĘCIE NA OKŁADCE X Regionalna Bitwa Kulinarna Fot Paweł Wiczyński WYDAWCA Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk DRUK Drukarnia Waldemar Grzebyta ul. Kossaka 108, 64-920 Piła Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania artykułów oraz zmiany tytułów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. PRENUMERATA Z DOSTAWĄ DO DOMU! Koszt prenumeraty rocznej krajowej z bezpłatng dostawg do domu: 77 zł. W przypadku prenumeraty zagranicznej: 172 zł. Podane ceny sq cenami brutto i uwzględniajg 5% VAT. Aby zamówić roczng prenumeratę, należy: • dokonać wpłaty na konto: PKO BP SA 28 1020 1811 0000 0302 0129 35 13, OD REDAKTORA Karolina Serkowska-Siecie-chowska to poetka, nauczycielka języka kaszubskiego oraz laureatka Skry Ormuz-dowej 2023, którą przyznało Jej redakcyjne gremium „Pomeranii". W kwietniu odbyła się uroczysta promocja Jej pierwszej książki zatytułowanej „Scygnąc miesądz". Spotkanie odbyło się w szkole w Łyśniewie Siera-kowickim, gdzie pisarka naucza języka kaszubskiego. Relację z tego wydarzenia publikujemy w majowej „Pomeranii". Na stronach tego numeru czytelnik odnajdzie również relację z X Regionalnej Bitwy Kulinarnej. Jubileuszowa edycja tej niezwykłej potyczki miała miejsce w budynku Ochotniczej Straży Pożarnej w Gościcinie. O tytuł arcymistrza Zrzeszenia Karzubsko-Pomorskiego rywalizowały oddziały z Wierzchucina, Lini i Wejherowa. Piszemy również o Nagrodzie Teodory i Dniu Działających w Kulturze. Patronką nagrody dla pomorskich działaczy i działaczek jest Teodora Gulgowska. Współzałożycielka dobrze znanego Muzeum - Kaszubskiego Parku Etnograficznego we Wdzydzach Kiszewskich została również jedną z bohaterek organizowanego przez Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku interdyscyplinarnego projektu „Kreatorzy: tkanina z Pomorza", który będzie realizowany od 24 maja do 29 lipca tego roku. Zachęcam do lektury.. Sławomir Lewandowski Zarzgd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego ul. Straganiarska 20-23, 80-837 Gdańsk, podajgc imię i nazwisko (lub nazwę jednostki zamawiajgcej) oraz dokładny adres • złożyć zamówienie w Biurze ZG ZKP, tel. 500183 832 e-mail: prenumerata@kaszubi.pl Wydarzenia KASZUBSKA MADONNA, CZYLI PONADCZASOWA PRZYPOWIEŚĆ O TRWANIU W wypełnionej po brzegi przez czytelników sali Instytutu Kultury Miejskiej 8 maja odbyło się spotkanie z Justyną Limon, wdową po Jerzym Limonie, Cezarym Obracht-Prondzyńskim - socjologiem, antropologiem i prezesem Instytutu Kaszubskiego oraz z Władysławem Zawistowskim - poetą i dramaturgiem. Okazją do rozmowy było ponowne wydanie, tym razem przez gdańską oficynę słowo/obraz terytoria, książki Kaszubska Madonna autorstwa zmarłego w 2021 roku Jerzego Limona. Podczas spotkania fragmenty tekstu czytał Krzysztof Gordon, aktor Teatru Wybrzeże. Czym [...] jest Kaszubska Madonna Jerzego Limona? Oczywiście [...] jest przede wszystkim literackim eksperymentem, skomplikowaną grę z czytelnikiem, a równocześnie przymiarką do opus magnum Limona, czyli Wieloryba. Jest także doskonałą literacką zabawą (pamiętam szelmowski uśmiech Jurka, gdy czytał mi kolejne „odnalezione"fragmenty źródeł) i łamigłówką dla co bardziej wnikliwych czytelników. Ale jest także Kaszubska Madonna nienatrętnym i pozbawionym zadęcia hołdem dla „długiego trwania" Kaszubów, wspólnoty etnicznej i kulturowej godnej niejednej jeszcze opowieści - napisał w posłowiu do nowego wydania książki Władysław Zawistowski. Jak przypomniał Zawistowski, książka napisana przez Jerzego Limona ukazuje historię kaszubskiej wsi Rozewie w relatywnie długim okresie: od chrztu Polski do czasów niemal współczesnych, bo do lat osiemdziesiątych XX wieku. - To, co wyróżnia mieszkańców wsi Rozewie, położonej na skalistym brzegu morza, to nie tylko ich nietypowe zajęcie, ale nade wszystko alabastrowy posąg Madonny, który rozewianie czczą w sposób szczególny - mówił Zawistowski. Wrażeniami z lektury Kaszubskiej Madonny - tymi sprzed ponad 30 lat, jak i współczesnymi - podzielił się Cezary Obracht-Prondzyński: - Książka Jerzego Limona była w tamtym czasie zupełnie czymś innym niż to, do czego przyzwyczaili nas nasi pisarze, jak choćby Lech Bądkowski i jego eseistyczne książki o dziejach Pomorza. Niektórzy Kaszubską Madonną się smakowali, a inni zastanawiali się, o czym właściwie jest ta książka. Moim zdaniem to bardzo ciekawie napisana książka, gra konwencją w kontekście kaszubskim. To, co zwróciło moją uwagę, to fakt, że nie ma tam ani jednego dialogu, choć sama książka jest dialogiczna, wielogłosowa. Prezes Instytutu Kaszubskiego uważa, że publikacja doskonale nadaje się do wystawienia na scenie teatralnej. - Nowe wydanie Kaszubskiej Madonny przeczytałem już jako socjolog i antropolog - kontynuował Cezary Obracht--Prondzyński. - W moim przekonaniu to traktat filozoficzny i historiograficzny. Wielka przypowieść o cywilizacyjnej i kulturowej zmianie. O trwaniu i o lęku przed zmianą. To także opowieść o nostalgii za światem, którego już nie ma. Możemy też czytać dzieło Limona bardziej aktualnie. Kim są ci, którzy przychodzą? Czy jest dla nich miejsce wśród nas? To jest wielka opowieść o dzisiejszym świecie. Ile jest dzisiaj miejsc w Europie, ile jest takich przylądków Rozewie, gdzie rozbijają się, toną łodzie pełne ludzi? A ilu jest takich mieszkańców wsi Rozewie, którzy płyną, żeby ratować tych ludzi i przyjąć ich pod swój dach, nakarmić i odziać? Dać trochę ciepła? To w pewnym sensie traktat o naszym losie jako wspólnocie. W książce - jak zauważyła Justyna Limon - są również opisane autentyczne wydarzenia i autentyczne postacie, takie jak Jan Drzeżdżon, kaszubski pisarz i poeta. - Kłótnia miejscowych rybaków, spierających się po ka-szubsku o niepokalane poczęcie Maryi, to autentyczna scena, jakiej byliśmy świadkami w Chłapowskim barze w latach osiemdziesiątych. Najwidoczniej ta historia bardzo przemówiła do wyobraźni mojego męża i być może wówczas narodził się w jego głowie pomysł na Kaszubską Madonnę - wspominała Justyna Limon. Na koniec jeszcze fragment recenzji napisanej przez Jerzego Sampa w 1991 roku (maszynopis znajduje się w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie): Wszystko w tej książce, poczynając od sprawy autorstwa, a kończąc na wiarygodności poruszanych w niej tematów, jest wielce zagadkowe i nieokreślone. Tajemnicza jest także twarz lekko uśmiechniętej, młodej niewiasty zdobiąca okładkę. Złote litery tytułu umieszczone nad jej czołem, niczym korona, układają się w napis „Kaszubska Madonna". Dopiero na stronie tytułowej dodano: „opracował i do druku podał Jerzy Limon" [...]. Wyjątkowo w tej opowieści osobliwą rolę powierzono rozewskim Kaszubom. Tak jak tytułowa Madonna wcale nie musi się okazać wizerunkiem Matki Boskiej, tak też rozewscy morzanie jawić nam się będą jako lud egzotyczny, amalgamat wielu ras. Ich utopijny świat to przestrzeń zamknięta, w której wciąż jeszcze rządzą prastare prawa zwyczajowe. To świat na swój sposób dobry i czysty, w odróżnieniu od tego, który pozostaje gdzieś za horyzontem, jeszcze nie skażony cywilizacją. Sławomir Lewandowski Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 3 SWIATO KASZEBSCZI KUCHNI „Ni ma barżi prôwdzëwi miłotë jak miłota do jestku" - te słowa Georga Bernarda Shawa, irlandzczégö prozajika i filozofa, zacytowôł öb czas swöjégô ödczëtënku Rafôł Nowakôwsczi, znajôrz regionalny kuchni. Są öne bëlnym pödrechöwanim rozegracji, chtërna bëła 26 łżëkwiata w zalë Dobrowolny Ogniowi Strażë w Gôscëcënie. To tuwó göscëcczi part Kaszëbskó-Pömörsczégó Zrzeszeniô (pöd przédnictwa ks. Stanisława Bacha) rôcził trzë karna, zesadzoné z nôleżniczków partów Wierzchucëno, Wejrowô i Lëniô, do miónków ô titel Arcëméstra KPZ w 10. edicji Regionalny Kulinarny Biôtczi. Pierszô takô rozegracjô ödbëła sa w roku 2014 w restauracji Krzëwi Róg w Garczu, a ji cél béł jinszi niżle dzysdnia. - Ösoblëwé pödzaköwanié za no wëdarzenié nôleżi sa Zyce Górny, bo ona napisa ksążka Smaki Kaszub, chtërna KPZ wëdało. Më maklelë, jak przërëch-towac fejn promocja naji nowi wëdôwiznë, ale żebë to bëło cos baro originalnégö a téż sparłaczonégó z kuchnią. Më przëszlë na taczi pömëslënk, żebë ödzdrzadlëc popularne telewizyjne programë o kuchni (na przëmiar MasterChef) , gdze je tako fest riwalizacjô. Rozegracjô wszëtczim sa baro wi-dzała, tak tej karno z Pilëców (co dobëło pierszi titel Arcëméstra) od razu rôczëło za rok do sebie - gôdô sekretera KPZ, Łukôsz Richert. I tak to wëzdrzi do dzysdnia, że dobiwca edicji konkursu z dónégö roku rôczi wszëtczich do swöjégö mola na póstapny rok, tak tej më bëlë pósobicą w Garczu, Pilëcach, Hélu, Jastarni, Krokowi, Tëchómiu, Zblewie, Kartuzach, Lëzënie, në i terô w Góscëcënie. Wszëtczé ne edicje miałë te same regle -wëapartnienié dobiwô karno, jaczé öb czas 90 minut przërëchtëje, a pótemu pödô na snóżo zastawione stołë trzë môltëchë, chtërne nôbarżi mdą szmakac konkursowemu juri. Wëbiér jodów to nié przëtrôfk, ó czim ópówiódała öbczas X edicji kulinarny rozegracji Janina Bórchmann. - Przódë w Góscëcënie żëlë Kaszëbi, westrzód jaczich nôwicy bëło rolników i robotników. Stądka udba, żebë do kulinarny biôtczi wëzwëskac to, co 4 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 wëdarzenia dôwni tuwö uprôwielë na polach, a ösoblëwie biilwë. Tedë w checzach i karczmach pödôwelë bulwową zupa (parzónka), sledzowi zós, tej sledzową sztëpka z pulkama (te rëbë bëło letko kupie w krómach), a na deser ruchanczi. To są prawie trzë dania rëchto-wóné dzysô bez karna KPZ. Juri (przédnik Rafôł N owaköwsczi i nôleżnicë goscecyńsczego partu: Katarzëna Zeleniewskô, Alicjo Klinkösz, Grażina Wendt i Jack Machól) miało baro wiôldżi kłopot w wëbörze dobiwcë, a pözdrzatczi na przërëchto-wóné môltëchë bëłë rozmajité, tej to znaczi, że köżdé jestku bëło nié blós zdarné, le téż znanköwało sa gwësnym öriginalnym przepisa. Kuńc kuńców könkursowô kömisjô wëbrała dobiwca latosëch miónków - part z Wejrowa. Drëdżi plac dostało karno z Lëni, a na trzecym stapniu podium stanałë nôleżniczczi wierzchucyńsczegó partu. Rów-nak wedle juri wszëtczi bëtniczczi konkursu mögłë czëc sa dobiwczkama, bö köżdô grëpa wëkôzała sa kulinarnym kuńszta, co pódczorchnął znajôrz pömörsczi kuchni, Rafôł Nowaköwsczi: - Part w Wierzchucënie chcemë ösoblëwie pöchwalëc za baro konsekwentne nawiązanie do przepisu, na spódlim jaczégö nôleżało konkursowe pötrawë wëkonac. Part Lëniô baro wëapartniwôł sa fejn wëwôżoną proporcją skłôdników zupë. Arcëméster z Wejrowa ökróm öglowö wësoczi jaköscë wszëtczich daniów öczarził naju tim, że dodôwköwö, ökróm konkursowego jestku, pödôł maslónka do bulew ë zbożową kawa. - Më dobëłë pierszi plac i jesmë rôd. Wszëtczé sztërë jesmë tak pö prôwdze kulinarno uzdolnione, a jô w dodôwku móm wnetka dwadzesce lat doswiôdczeniégö w przërëchtowanim wiesołów. Pomogło nama téż, że nôprzód më sa pödzelëłë öbrzészkama i köżdô z naju wiedza, co dokładno mô robic - gôda przédniczka wejrowsczégö partu Lucyna Pranschke, jakô ju za rok badze organizować jednôstą edicja Regionalny Kulinarny Biôtczi. A że to nie je einfach, pócwierdzają latosy organizatorze: - Przëszëköwanié rozegracji tak pö prôwdze miało swój zôczątk wnetka dorazu po tim, jak më dobëłë pierszi plac łoni w Lëzënie. }u tidzeń późni më wësłalë pismo z prośbą ö wesprzenié do wójta gminë Wejrowö Przemësława Czedrowsczégö. Pötemu më mëslëlë nad atrakcjama dlô najich göscy - kôrbiła Janina Bórchmann. I pö prôwdze nôleż-nicë göscëcynsczégö partu przëszëkówelë baro bökadny program. Na göscy wëdarzeniégö ökróm apartnëch môltëchów żdôł muzyczny óprôwk, jaczi przërëchtowało kaszëbsczé karno Zbierańce, chtërno z przëwtóra akórdionów, diôbelsczich skrzëpiców i klarnétë zaśpiewało znóné kaszëbsczé frantówczi: „Zemia rodnô", „Welewetka" i „Kaszëbsczé jezora". Czekawima pónktama roze-gracje bëłë prelekcje ó wicy jak 30 latach dzejanió môlowégô partu ë wëkłôd Rafała Nowakôwsczégö pöd titla „Wpłiw zwëköwi kaszëbsczi kuchnie na rozwij tu-risticzi regionu". Gösce mielë téż leżnosc óbzerac bëlny wëstôwk ö historii Gôscëcëna w latach 1400-1928, a téż zakupie raködzeło autorstwa Magdalénë Lelwic. Cażkó je w to uwierzëc, że ze zwëkłi promocje ksążczi Regionalnô Kulinarnô Biôtka rozrosła sa do wëdarzeniô ö 10-latny tradicji, jaczé nié blós propaguje kaszëbską kuchnia, le téż pödczorchiwô, że je öna wôżnym dzéla lokalny juwernotë. Zéhdzenié mô jesz czile pözytiwnëch wôrtnotów - je pótkanim z jinszima kaszëbsczima spöłecznikama, möżlëwotą wëmianë pözdrzatków, czasto pôchwôlenim sa swöjima wiôldżima i mniészima zwënégama, a téż naladowanim bateriów przed dalszim dzejanim dlô swöji spólëznë ë kaszëbiznë. Pauel Wiczińsczi Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 5 ÖGRODË LËTERATURË W ŁËSNIEWIE Pisôrka i poetka z Kartuz, laureatka Örmuzdowi Skrë za 2023 rok, Karolëna Serköwskô--Secechöwskô w rozmajitëch môlach promuje swöja pierszëznową ksążka Scygnąc miesądz. Je to zbiér öpöwiôdaniów, w wikszoscë namienionëch dlô dzecy i dlô tëch - jak czëtómë w dedikacji - co mają w sobie cos z dzecka. Ösoblëwé swiato autórczi i ji mëmczi Alicje Serköwsczi, chtërna zrëchtowała ilustracje do ny publikacji, ôdbëło sa w Serakówsczim Łësniewie 10 łżëkwiata. Promocjo bëła nadzwëkôwô, bô prawie w spödleczny szkole w ti wsë Karolëna je szkolną kaszëbsczégö jazëka. - Czedë direktórka [Aleksandra Klasa] zabédowa-ła mie promocja, zrobiło mie sa mileczno. Jem sa nie spödzéwała, że tak mocno w ji organizacja włączi sa calô spölëzna szköłë - nié leno szkolny i uczniowie. Pömöglë téż mieszkańce Łësniewa, m.jin. Koło Wiesczich Göspödëniów „Czym chata bogata". Nie bëło jima żôl swôjégö czasu, żebë przińc abö przëjachac. Baro mie zadzëwöwało zainteresowanie möją ksążką. Öb czas promocji nie sygło ji dlô wszët-czich, a dzysdnia wiele lëdzy gôdô mie, co sa jima widzy w Scygnąc miesądz, jaczé öbudzëła w nich emocje -pôdczorchiwô autorka zbiérku. Pö prôwdze bëło widzec, że promocjo je dlô mieszkańców Łësniewa (i nié leno dlô nich) woźnym wëdarzenim. Bucha ze swój i prócowniczczi pódczorchiwała czile razy direktórka tegö môla, chtërna prowadzëła całą rozegracja. Baro móckó w organizacja promocji włączëlë sa łësniewsczi uczniowie, chtërny mielë stara ó to, żebë kóżdi uczastnik czuł sa tegó dnia bëlno w jich szkole. Pod oka swóji szkolny ód kaszëbsczégö przëszëköwelë Karolin.-) sci k£>\vsk chca to jima przekazać. Dlôte w möjich ksążkach je sztërzech herojów: dwuch knôpów i dwa dzéwczata - jak w möji familie. Mëszla równak, że są one cze-kawé dlô wszëtczich dzecy. Móm stara, żebë tam wiele sa dzejało, ale wcyg są ódniesenia do kaszëbsczi kulturę. Na ta-czi ôrt chca wcëgac dzôtczi w naji świat. Rozmowa prowadzył Dark Majkowsczi ce, żebë czetińc nie zabéł, co belo w pöprzédnym tomie. Jô pömësla: „zacësna zabë i dóm rada", ale późni wiele razy jem żałowa. Jô chca niejeden róz jesz cos przezdrzec, dopisać, przeczëtac wicy materiałów, ale ju bëłë telefönë, że drëkar-niô czekó. Tej pisza i płacza, bo za zerwanie umöwë są sztrôfë. Udba wëdôwiznë gwës bëła dobrô, bö Saga kaszubska bëlnô sa przedôwô i je czëtónô, ale drëdżi róz jô bë sa na taczé warënczi nie zgódzëła. Jem doch dozdrzeniałó i jó mogła przińc na to, że ksążka co trzë mie-sące to badze cos niemöżlëwégó, ale cëż... debiutancë czasto robią rozmajité fele. Tero sa nie pchóm w nowé dogôdënczi. Móm ju kąsk doswiôdczeniô. Môsz swiąda, że jes sa stała „am-basadorką" kaszëbsczi kulturę? Dosc tëli lëdzy prawie z twöjich ksążków doznôwô sa ö jistnienim naji historii, lëteraturë, a do te budzy sa w nich kaszëbskô swiąda. Tak ó tim nie mëszla. To za wióldżé słowo. Czëja, że robota dlô Kaszëb to moja misjo, bo bez tego bë mést opo ieści r z VVł;try DARIA KASZUBOWSKA Po nitce do szczęścia O Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 13 NARÓD, KTÓRY JAKIMŚ CUDEM OCALAŁ... Kaszubi1. „Co w Rosji wiedzą o Kaszubach?" - zapytał mnie przyjaciel mojego męża. „Czy mogłabyś o tym napisać?". Cóż, oczywiście, bo badania naukowe i pisanie to mój zawód, ale... Winnam się przyznać, że jako historyczka polonistka wiedziałam o Kaszubach tylko tyle, że jest pewien naród, który mieszka w północno-zachodniej Polsce. Ogólnie rzecz biorąc, jak się okazało, nie wiedziałam nic. Zaczęłam studia, następnie odbyłam podróż po Pomorzu, odwiedzając biblioteki, miejsca pamięci i muzea, szczególnie Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie. Potem powrót do kwerendy źródeł naukowych, literatury dawnej i współczesnej, w znacznym stopniu odnajdowanej w Internecie. Teraz wiem, że w Rosji o Kaszubach wiedzą tylko profesjonaliści - filolodzy, lingwiści, historycy. Z pewnością też osoby związane z Polską, ale ich wiedza nie ma charakteru naukowego. Dlatego niniejsze opracowanie zawiera krótki przegląd tego, co nauka rosyjska wypracowała i wie dzisiaj o Kaszubach. A więc - o Kaszubach w Rosji. Wiadomo, że w zasięgu zainteresowań slawistyki rosyjskiej język kaszubski pojawia się po raz pierwszy w ostatnim ćwierćwieczu XVIII stulecia w związku z publikacją w Petersburgu - „z najwyższego rozkazu" cesarzowej Katarzyny II - Słowników porównawczych wszystkich języków i dialektów2. Dwa tomy książki zawierały informacje o różnych językach i gwarach i obejmowały nie tylko materiały przygotowane przez zespół autorów, ale także informacje z dostępnych - publikowanych i rękopiśmiennych - źródeł, w których język kaszubski został wyodrębniony jako język niezależny. Generalny nadzór nad opracowaniem słownika sprawował encyklopedysta niemiecki i rosyjski, członek Rosyjskiej Akademii Nauk Peter Simon Pallas (1741 — 1811)3. Słownik zawiera materiał językowy zebrany przez samego Pallasa i jego współpracowników podczas wypraw w latach 1768-1774, a także otrzymany drogą pocztową od badaczy zagranicznych. W XIX wieku zainteresowanie Kaszubami w Rosji było kontynuowane z inicjatywy hr. Mikołaja Ru-miancewa (1754-1826), męża stanu i mecenasa nauk, który w latach 1813-1826 skupił wokół siebie ponad dwustu uczonych, w tym zagranicznych, prowadzą- Peter Simon Pallas (1741-1811) cych badania z szerokiego zakresu nauk. Rumiance-wowi przypisuje się inspirację, a nawet sfinansowanie wyprawy Krzysztofa Celestyna Mrongowiusza (1764-1855) na Kaszuby w latach 1826-1827 w celu studiowania języka miejscowej ludności. Dwanaście lat później na ziemie kaszubskie przybył slawista Piotr Iwanowicz Preis (1810-1846), profesor Uniwersytetu w Petersburgu - pierwszy rosyjski naukowiec, który odwiedził Kaszuby i który obstawał przy twierdzeniu o polskim pochodzeniu języka kaszubskiego. W tym samym roku w „Dzienniku Minister- 1 Tytuł artykułu za: A.D. Vasukov, Naród, kotoryj kakim-to cudom sohranilsa: etnićeskaa samoprezentacia kaśubov, „Etnografićeskoe oboz-renie" 2023, nr 2, s. 6. 2 Sravnitelnye slovari vseh azykov i narecij, sobrannye desniceu vsevysocajśej osoby imperatricy Ekateriny II (Linguarum totius orbis vocabula-ria comparativa), Sankt Peterburg 1787-1789. 3 W 1767 roku Peter Simon Pallas został z Berlina zaproszony do pracy w Rosji, gdzie powierzono mu stanowisko profesora w Akademii Nauk. W latach 1768-1774 zorganizował i przeprowadził ekspedycję naukową poprzez centralną Rosję, Powołże, Ural, Syberię Zachodnią, Ałtaj po górny bieg rzeki Amur i tereny Zabajkala. 4 „Żurnal Ministerstva Narodnogo Prosveśenia", Ćast' XXVIII; https://runivers.rU/bookreader/book450397/#page/l/mode/lup. 5 Zob. A.D. Dulićenko, Ivan Aleksandrović Boduen de Kurtene i „kazanskaa kaśubologia" vtoroj poloviny XIX v.,s. 11, „Slavanskij almanach" 2015, nr 1-2, s. 360-364; https://indrik.ru/product/slavjanskij-almanah-2015-vyp-l-2. 6 A.F. Gilferding, Ostatki slavdn na Użnom beregu Baltijskogo mord. Etnografićeskij sbornik, izdavaemyj Imperatorskim Russkim Geografiće-skim obśestvom, Yypusk V, S. Pt. 1862. 14 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 Kaszubistyka w Rosji * * O Ł Mikołaj Rumiancew (1754-1826) Strona tytułowa Linguarumtotiusorbisvocabulariacomparativa (Słowniki porównawcze wszystkich języków i dialektów), 1787-1789 mhhhctefctba HACTl XXVIII. r»»» fir-wmffpg SYN KlŻEWsWfCH JOZEF, Wpe2VVIACH CH4T¥ P\VI£CoKfc| kizIEWINcH trwała dosyć długo. Zadziwiło mnie tylko to, że jakoś przez ten czas opustoszały karsińskie ulice9. Dopiero kiedy te tabory odjechały, dowiedziałam się, że był to silny oddział AK, który się jeszcze nie ujawnił, a milicja na ten czas zabarykadowała się na swoim posterunku. Te pełne radości i beztroski pierwsze dni wolności chcieliśmy jakoś „zapełnić" z karsińską młodzieżą. Improwizowaliśmy wtedy na sali p. Medarda Zagórskiego przedstawienia, raczej składanki zawierające trochę wierszy, tańca i muzyki. Naturalnie wtedy akompaniowałam tancerzom na pożyczonym akordeonie. Wszystko się widowni, licznie zebranej, podobało, bo było wreszcie po polsku. Od tego grania na za ciężkim dla mnie akordeonie miałam opuchniętą lewą rękę. Była to jednak satysfakcja, gdyż widownia nagradzała nas gromkimi brawami, nawet wtedy, kiedy ktoś z występujących zaciął się przy zwrotce wiersza, nie zatańczył poprawnie, szczególnie w Ostatnim mazurze, czy też zaśpiewał niezupełnie czysto. Dni szybko mijały i nadszedł października czas różańcowy. Codziennie wieczorem chodziłam z p. Piasecką na nabożeństwo różańcowe do urokliwego drewnianego kościółka w Karsinie. Proboszczem parafii Karsin był wówczas ks. [Alojzy] Licznerski, przez wszystkich parafian nazwany Pu-pulkiem. Był niski, otyły, tak, że nie wiadomo było, czy ma szyję, bo była ona prawie niewidoczna. Korpus dotykał głowy. Kiedyś p. Piasecka zwróciła mi w domu uwagę na to, że ks. Licznerski, klęcząc na stopniach ołtarza, przy każdej zmówionej zdrowaśce zmienia skrzyżowane nogi. Następnego wieczora poszłyśmy obie na różaniec, a siedziałyśmy zawsze w pierwszej ławce należącej do pp. Piaseckich. Kiedy ks. Licznerski robił tak, jak mi mówiła p. Piasecka, opanował nas niepohamowany śmiech. Ja schowałam głowę pod ławkę; miałam już wtedy przecież 22 lata, a wiedzy życiowej prawie żadnej. Godziny bez pracy w kantorku zabijałam pisaniem wierszy (któż ich zresztą w młodości nie pisał?). Pisane na odwrocie niemieckich plakatów filmowych, gdzieś mi się prawie wszystkie zapodziały. Pamiętam jeden z nich. Pisałam go jeszcze podczas okupacji, a był to rok 1944, wczesna wiosna. Siedziałam w biurze tartaku, przede mną na biurku - długie specyfikacje wagonów z deskami, nudne stenogramy czekające na pisanie listów. Roztopy Dal mgłę rozmazana... Nagie drzew kikuty, jak rząd pustych szubienic, Kropel klepsydrzany, nieustanny szelest, Jak różaniec... I złowrogie wron krakanie, Co plamię szarość ostatniego śniegu. Słońca ani śladu... A tak tęskno do niego! To jest taka metafora roku 1944, kiedy nadzieja na wolność jeszcze była dość odległa. 4 sierpnia 1983 r., Starogard Helena Wałaszewska z domu Brzezińska PS Zapomniałam napisać, że byłam w Karsinie na powojennym weselu wiejskim (pierwszy raz!). Tradycją bowiem było w Karsinie, że pp. Piaseckich proszono na każde - prawie - wesele wiejskie. Poproszono też mnie tym razem. Przyjechano po nas po południu paradną bryką, zaprzęgniętą w parę koni. Nie miałam odpowiedniej sukni na tę uroczystość (wszystkie moje rzeczy przepadły we frontowym czasie!), więc p. Helcia Piasecka pożyczyła mi - pamiętam dobrze - czerwoną strojną bluzkę w białe grochy. Odbywało się to wesele u Borowskich (na polu!). Pamiętam tylko, że jeden z braci panny młodej miał na imię Fabian (niecodzienne imię na wsi!). Kiedyś dawano dzieciom imiona z kalendarza. W tym dniu, w jakim się dziecko urodziło, otrzymywało przypadające na ten dzień imię. Kiedy siedzieliśmy przy obiedzie, nałożyłam sobie zwyczajną porcję kartofli i kawałek gęsiny (gratka w tamtych czasach), a tu moja sąsiadka przy stole mówi: „Po co 20 Pomerania nr 5 (586) / Môi 2024 Wspomnienia bierze pani tyle kartofli? Te ma pani w domu! Na weselu je się u nas tylko samo mięso". W Karsinie pracowałam aż do listopada 1945 roku. PS 2 Miała pani Piasecka jedną (według mnie jedyną!) słabostkę (dobrze by było, gdyby człowiek miał tylko jedną - według słów mojego ojca, ale zawsze jest ich więcej!). Bardzo lubiła, stojąc za firanką okienną, obserwować przechodzących współmieszkańców Karsina, komentując ich ubiór i zachowanie. Ten komentarz nie zawsze był pochlebny, ale to już była jej sprawa. Nigdy ich nikomu dalej nie opowiadałam. Helena Wałaszewska z domu Brzezińska urodziła się 15 czerwca 1922 roku w rodzinie właścicieli hotelu i restauracji w Czersku, jej karsińskie dni przypadły na tuż powojenne miesiące od kwietnia do listopada 1945 roku. Ojciec znalazł jej pracę biurową w Karsinie - w kantorku we młynie należącym do Aleksandra Piaseckiego. Swoje wspomnienia spisała przy mojej zachęcie latem 1983 roku, wzbogacając je kilkoma wyjątkowo cennymi fotografiami, w tym istniejącej do dziś kapliczki św. Jana Nepomucena oraz niezachowanej chaty karsińskiego fotografa Leona Kiżewskiego. Z przywołanych przez nią postaci niemal wszyscy znaleźli się już po drugiej stronie życia. Autorka wspomnień swoje dorosłe życie spędziła w Starogardzie Gdańskim jako żona Jana Wała-szewskiego, znanego na Kociewiu malarza i działacza społecznego, trudniącego się na co dzień m.in. malowaniem reklam, plakatów, szarf wieńcowych, nekrologów itp. Wystawa prac Wałaszewskiego odbyła się w Tczewie. Kolejna przewidywana jest w Starogardzie Gdańskim, jej inicjatorem jest ko-ciewski biograf Ryszard Szwoch, posiadacz kolekcji prac Jana Wałaszewskiego. Helena Wałaszewska, matka czworga dzieci, zmarła 26 sierpnia 1995 roku. Pochowana została na cmentarzu Komunalnym w stolicy Kociewia. W stworzonym przez nią obrazie wsi Karsin na szczególną uwagę zasługuje fragment poświęcony pobytowi w tej miejscowości (z wesołym postojem przy młynie) oddziału wojskowego: Ta zabawa trwała dosyć długo. Zdziwiło mnie tylko to, że jakoś przez ten czas opustoszały karsińskie ulice. Dopiero kiedy te tabory odjechały, dowiedziałam się, że był to silny oddział AK, który się jeszcze nie ujawnił, a milicja na ten czas zabarykadowała się na swoim posterunku. Autorka przemilczała tragiczny finał tego spotkania. Było to zdobycie posterunku MO, aresztowanie i zamordowanie pełniących wówczas służbę dwóch milicjantów, w tym znanego jej Jana Józefa Machuta - pracownika młyna. Ów oddział AK to znana na Kaszubach, Kociewiu i w Borach Tucholskich jednostka pod dowództwem majora Zygmunta Szendzielarza zwana bandą Łupaszki, nie- PS 3 Za moją pracę w młynie otrzymywałam miesięcznie 50 kg mąki, którą zaraz przekazywałam rodzicom do Czerska. Otrzymywałam też codziennie bardzo dobre wyżywienie, ale ani grosza nie miałam dla siebie. Wyzbyta byłam w owym czasie i jestem jeszcze teraz od jakichkolwiek wymagań. Nie malowałam się (jeszcze dotąd nie!), więc nie potrzebowałam ani tuszów, ani szminek. Zresztą sklepów, które mogłyby kusić swoimi towarami, ani w Karsinie (tylko piekarnia była!), ani w Czersku jeszcze prawie nie było. Helena Wałaszewska z d. Brzezińska Fot. Ze zbiorów Józefa Borzyszkowskiego Helena Wałaszewska z mężem Janem Fot. Ze zbiorów rodzinnych, dzięki uprzejmości Ryszarda Szwocha chlubnie zapisana w pamięci starszego pokolenia mieszkańców tej ziemi - nie tylko Karsina, Brus, Leśna, Starej Kiszewy... Od pewnego czasu w mediach i polityce historycznej państwa dominuje swoista hagiografia dotycząca takich jak podwładni Łupaszki żołnierzy wyklętych, walczących niby tylko z komunistami. W Słowniku biograficznym Kociewia Ryszarda Szwocha, którego ukazało się już siedem tomów, dotąd nie znalazł się biogram Jana Wałaszewskiego. Niemniej w tomie pierwszym (Starogard Gdański 2005) znajdziemy hasło Wałaszewska Monika Marta (1899-1969) nauczycielka, poetka ludowa, a w tomie piątym (Starogard Gdański 2017) - Wałaszewski Józef Michał (1895-1964) nauczyciel. Oboje zapewne znali Jana, a jego biogram, jak sądzę, wzbogaci jeden z kolejnych tomów przywołanego dzieła R. Szwocha, któremu dziękuję za spisanie z grobu Wałaszewskich dat narodzin i śmierci Heleny i za informacje dotyczące twórczości jej męża. Opr. Józef Borzyszkowski Pomerania nr 5 (586) / Mai 2024 21 POD PATRONATEM „POMERANII" WDĄ ŚLADAMI REMUSA Tegoroczny XXXVIII Kaszubski Spływ Kajakowy Śladami Remusa, bohatera powieści Aleksandra Majkowskiego, będzie trwać od 6 do 14 lipca. Rozpocznie się nad jeziorem Fiszewo koło Li-pusza, wsi gminnej w powiecie kościerskim, skąd Wdą uczestnicy dotrą do miejscowości Czarne Sprzęt Uczestnicy biorą udział w spływie na kajakach własnych bądź wypożyczonych od organizatorów i z własnym wyposażeniem biwakowym. Autobus Na miejsce startów (z wyjątkiem etapów, na które wypływa się z biwaków) uczestników zawiezie, a po zakończeniu etapu (jeśli jego meta nie wypadnie w miejscu biwakowania) odwiezie wynajęty autobus. Biwaki Biwaki są planowane w dwóch miejscach. Pierwszy w Lipuszu przy Zespole Szkół, drugi na campingu Pod Świerkami w Czarnej Wodzie. Na obu biwakach są zagwarantowane odpowiednie warunki sanitarne. Więcej informacji znajdzie się pod koniec maja na stronie www.kaszubi.pl/part/wanoznik. A będą to szczegółowe informacje o terminie zgłoszeń (na dołączonym formularzu), wysokości wpłat na cele statutowe Klubu ZKP „Wanożnik" i opłat za kajaki, a także o etapach płynięcia i programie lądowym, będzie też dołączony pełny regulamin spływu. Stali uczestnicy „Remusa" zostaną poinformowani dodatkowo zbiorowym e-mailem. Kierownictwo spływu 22 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 w gminie Kaliska w powiecie starogardzkim. Wda to rzeka o charakterze nizinnym, o dnie piasz-czysto-kamiennym porośniętym wodorostami. Meandruje wśród łąk i lasów, stanowiąc niezwykle malowniczy szlak wodny. W międzynarodowej klasyfikacji trudności tworzonej dla kajakarzy zalicza się ją do łatwych, więc mogą nią płynąć rodziny z dziećmi. Charakter spływu Spływ jest kaszubski nie tylko z nazwy i z położenia tras (ich przedłużenie przebiega w tym roku także przez bratni region - Kociewie), ale przede wszystkim z połączenia przygody wodniackiej z bogatym regionalnym programem kulturalnym i rozrywkowym na lądzie. Organizatorzy Głównym organizatorem jest Klub Turystyczny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego „Wanożnik", a współorganizatorem - Stowarzyszenie Kajakowe „Wodniak" w Gdańsku. Funkcję komandora będzie pełnić prezes „Wodniaka" Wojciech Kuc (tel. 502 367 325). Patronat medialny sprawuje redakcja „Pomeranii", dzięki której w 1986 roku ten szczególny spływ, wymyślony przez dr. Janusza Kowalskiego, zaistniał. SZTEFON BIESZK JAKNO WENEKANC NA „DZËCZIWZÉNIK" Z lëstów mógł sa z piersza docëgac, że bracyni Sztefan i Kazmiérz Bieszce le dwa razë rézowelë pö kaszëbsczich jęzorach, w 1934 i 1937 roku. Në i wejle niespödzajno nalôzł sa jesz jeden lëst, za-tkłi czësto w jinszim môlu. Je dichtich poniszczony i z óderwónym górnym nórcëka, że nie jidze ödczëtac roku. Wszëtkö równak wskôzywô, że napisóny béł w roku 1936, bo w lësce tim stoji ö rëchtowanim sa na wanoga, pócząwszë ód Reduńsczich jezór. Je téż wôżny wątk ó Gdini. Pócwierdzenié tegó je we wspomnieniach Jana Trepczika. Pisze ón hewó tak: Drëdżé, taczé dłëgszé potkanie ze St. Bieszka bëlo na kajakowi wanodze lata w 1936 roku. We dwa czółenka - kajaczi puscëlë më sa: Bieszk ze swójim brata Kadzmierza na jednym, ks. prałat Grëcza, nonej klerik, ze mnę na drëdżim, na wôdë najich kaszëbsczich rzék a jezór. Wanoga zaczała sa na gówidlińsczim jezorze, a tej rzékę Sztolpę jaż do Sëleczëna. Znędka bëłë naj czółenka przewiozłé pod Brodnica na Reduńscze jęzora. Terô jezorama a rzékę Redënię płënalë jesmë jaż do Żukowa, gdzejó z ks. Grëczę wanoga zakuńcził. Za to póczestny Bieszce delë sa dali Redënię jaż do Gduńska, a znędka bódój jaż do Gdini1. Z Pelplina Sztefan Bieszk nadół pocztową kórta do Gówidlëna w dniu 19 lepińca 1936 r. Na ji baro za-mazóny pierszi stronie dopisóné są w óstatnym sztó-ce gódzënë odjazdów banów z Pelplina i ewentualne wariantë, o jaczi bracyni stawią sa w Serakójcach. Na drëdżi, główny i rëchli kąsk napisóny stronie, czëtómë: Lëst wësłóny do Zam[ósca] ôtrzimôł jem dopierze tu w P[elplinie]. Skuńczele më naja réza dzys w niedzela pó półnim. Nie je tak letko przerézowac przez calëch-ny pólószi krój koła, czile sta kilometrów. A wiać do Gôw[idlëna] przëjedzemë w strzoda autobusa z Kartuz, żlë to sa udó. Przëjedzemë z knópa, bo jeden nie póradzy temu bagażowi z kajaka. Ön tej może z nama jachac. Móm wiada ód Ks. prał. i dół jem mu znac do Sopot i do Hélë, żelë tam je, że w Gôiv[idlënie] chcemë w strzoda bëc, abë w czwiórtk rëszëc. Może bëc, że do naju trafi jesz ksędz Kaszëba, ten z Racęża2. Ale ón mó swoje zgrówë na Kaszëbach. Ö banie óbócza na dworcu, jak je z jazdę. Bieszk W tim wspómniónym na początku, kąsk przëtrôfköwö nalazłim, lësce z 4 lepińca (lipcóka) do te je czekawó nowizna ó Janie Biloce, kaszëbsczim pi- sarzu, co tak straszno zamórdowóny béł przez Sowiec-czi Związk w łżëkwiace 1940 r. w Twerze, a spócziwó w Miednoje3. Hewó nen lëst, co dodówkówó pókózywó wióldżi szacënk Bieszka do kaszëbsczégó słowa, a do kaszëbiznë Francëszka Grëczë. 1 Pro Memoria. Stefan Bieszk (1895-1964), red. J. Borzyszkowski, Gdańsk 2013, s. 128. 2 Chôdzy ć> ksadza Sztefana Wedrowsczégö, chtëren w latach 1933-1937béł prawie w Racążu. Urodzył sa w 1905 r. w Göraczënie. Wëswiacony béł w Pelplinie w 1929 r. Przed wöjną baro sa włącziwôł w kaszëbsczé dzejanié. Pö wojnie béł wielelatnym proboszcza w Przesersku na Köcewim, dze dozérôł grób dra Floriana Cenôwë. Umarł w 1982 r. w Swiecu i tam je pöchôwóny. Öb.: A. Nadolny, Słownik biograficzny kapłanów wyświęconych w latach 1921-1945 pracujących w diecezji chełmińskiej, Pelplin 2021, s. 683. 3 J. Bilot, Twórczość kaszubska, oprać. J. Borzyszkowski, D. Kalinowski, M. Cybulski, Gdańsk 2022. Z sëna Jana, Ludmiła Bilota, jô swégö czasu pisywôł lëstë. Rôd pödzela sa w jednym z pösobnëch numrów „Pomeranii" tim czekawim materiała. Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 23 —f- Z dzejów kaszëbsczi rësznotë Uo V » * v" & * - ' V./f> /• I ł <\JQ ? ŁSmaJC' . ^rrjH i « 'v i t' 4 i.Ł.Wcfc,' '• •, ^ ^v, ô, u. Szkólny może dobrać słowa wedle jaczégös tematu, np. JASTRE: dëgus, zajc, jôjkö, łżëkwiat (ale nié barónk - bö tegó słowa ni ma w słowórzku). 2. Pödôj pöstapné słowo, co je w Słowórzku pö słowie... lëgótka sadza dżôd ...... 3. Robimë lińcuszk ze słów: pöstapné słowo zaczinó sa lëtrą, jaką kuńczi sa przédné. papież żeglô éka autór eniony I /K I /K 4. Je w Słowórzku twóje miono? Na jaczi stronie ć bë bëło? óno 5. Nalezë w Słowórzku słowa, co sa zaczinają ód RE-. Co ône óznóczają po polsku? W chtërnëch w placu RE w pólsczich słowach je RA? Słowa, jaczé sa zaczinają ód RE-, są na stronie 239. Uczeń ödpöwiôdô np.: rechówac - pól. rachować, redosc - pól. radość, rek - pól. rak, remia - pól. ramię, rena - pól. rana, retac - pól. ratować (ale nié np. redaktor, region, resto-racjó). 6. Przërëchtuj słowórzk ze słowama, co są na obróżkach kol lëtrówA-G. 7. Wëbierzë jedno słowo ze Słowórzka i namaluj/ nacechuj do niego óbrózk. Raza zrobita słowórzk tëch słów. Nie zabadzëta ó alfabeticznym porządku. Ortograficzne czwiczenia 8. Napisze, co je na óbrózku. 9. Przërëchtuj swój óbrózk na óbkłódka Słowôrzka. mm* Uczniowie pódówają znóné so słowa z głowë abó - jak ni mają gwósny udbë - z wëzwëskanim Słowôrzka. Wórt jima rzec, jak dłudżi mó bëc lińcuszk (np. przënômni 5 słów), bë uczniowie za chutkó nie rzeklë słowa, co sa kuńczi na ą, o, ń, u, y (tj. na lëtra, na jaką ni ma słowa -co óznóczó kuńc lińcuszka). Wórt późni pódrechówac to zadanie, np. pitaniama: „Jakô lëtra nigdë nie je na zóczątku kaszëbsczich słów?" (ą, ń, o, u)? Uczeń póznówó/umócniwó graficzną postać słowa przez jego ödczëtanié ze Słowôrzka. Wórt, bë téż zapisôł te słowa (wëzwëskanié kinesteticzny pamiacë). 4 NAJÔ UCZBA, NUMER 5 (177), DODÔWK DO „POMERANII" 10. Zrobi krziżową tagódka ze słów wëzwëskónëch na obróżkach. Uczeń ukłódó słowa w krziżówka, ale bez wëjasnie-niów/definicjów. Przëmiar: D R Ô B K A C H M U R N I K D A N K A S T A T K P Ö L Ë C A 11. Wpiszë e abö ë. Pótemu sprawdzę w Słowôrzku, czë môsz to dobrze zrobione. m[Jsz gładz[Jdło p[Jstka ...... Chcemë to sparłaczëc ze szköłowima reglama: ë - tam, dze w pölsczim jazëku je /', y, u, ale nié w placu pôlsczégô e. 12. Co óznóczają te słowa? bestri - bëstri, szczeri - szczëri, przeszedł (przeńc) -przeszedł (przińc) 13. Jakô lëtra bë miała bëc w tëch słowach? pl[u/ó]dra łż[e/ë]kwiat ...... 0ml[Jkö ^p[_]stka bi[u/ó]ro Fejsb[u/ó]k f[u/ó]rmanka kóm[u/ó]nió Żelë pödôwómë słowa z lózyma placama (np. p[Jstka), nót je dac kol nich öbrôzk, bë uczeń wiedzôł, ö jaczé słowö jidze (i nie zapisół np. pustka miast pestka). Słowa, jaczé mają jinszi pisënk jak jich pôlsczé ödpöwiedniczi (np. fórmanka - pol. furmanka), wôrt przódë wprowa-dzëc na pósobny uczbie (np. na spódlim ksążczi Ucz sa jazëka z koszëbsczima nótama, s. 47-52). 14. Czedë piszemë ë? Przërëchtuj infögrafika na spódlim wskôzów ze Słowôrzka. KLASĘ IV-VIII SPODLECZNY SZKOŁĘ 15. Jak to zapisać: z wiôldżi czë môłi lëtrë? Chtërna wskóza je ö tim? [W/w]ejrowô [W/w]ejrowión [P/p]ôd [Ö/ö]ka [J/j]astrë [W/w]ejrowsczi Uczeń czëtô Wskôzë kaszëbsczégô pisënku na s. 20-24 i szu-kô pasownëch reglów: nr 2 (Pöd óka Jastrë), 3 (Wejrowö), 10 (Pöd ôka Jastrë), 16 (wejrowsczi), 20 (Pöd öka Jastrë), 22 (wejrowión). Wôrt to skorelować z uczbą pölsczégö jazëka (pisënk wiôlgą i môłą lëtrą). Czwiczenié na pödrechöwanié robötë ze Słowôrzka. 16. Rozrzeszë na spódlim Słowôrzko. 1. Jinszé zéwiszcze, do jaczégö prowadzy słowó MIESĄC. 2. Jistnik, co je midzë słowama ÖWCA a ÖWÔD. 3. Farwa tegö, co je na öbrôzku w statku. 4. Piszemë je w titlach z mółi lëtrë (ököma przëmionów) -wedle wskôzë nr 27. 5. Na öbrôzku na stronie 104. 6. Czas, w jaczim nie wëstapiwô czasnik ÖTEMKNĄC (ale nié ÖTMËKAC). 7. SZKÓLNÔ we wielny lëczbie. 8. Słowo, co je jakno przëmiar (ökóma GDINIÔ) w wiadle na stronie 80. ® ® © ® © ® ® ® Ödpöwiescë: 1. miesądz | 2. öwłada | 3. zelonô | 4. wiążënë | 5. gwiôzda | 6. terny | 7. szkólné | 8. drëkarniô To je zadanie na przerôbianié wiadłów, jaczé są w dzélu Wskôzë kaszëbsczégô pisënku (s. 12-14). Uczeń robi selekcja materiału - wëbiérô sztërë nôwôżniészé (wedle niegö) wskôzë. Żebë mechanicznie (bez refleksje) nie przepisôł införmacjów ze Słowôrzka, wôrt mu rzec, bë to zapisôł pö pölsku (tłómaczenié kaszëbsczich wskôzów). Joana Ginter polonistka i absolwentka kaszëbsczi etnofilolo-gii, robi w Instituce Pölsczi Filologii na Gduńsczim Uniwersytece. Je wespółautorką (raza z Darka Majköwsczim) Ôrtograficzno-gramaticznégö sło-wôrzka kaszëbsczégô jazëka ze wskôzama pisënku. NAJÔ UCZBA, NUMER 5 (177), DODÔWK DO „POMERANII" 5 KLASË l-lll SPÖDLECZNY SZKÖŁË nôlepszi Mëmc^i na swtece 6 NAJÔ UCZBA, NUMER 5 (177), DODÔWK DO „POMERANII" KLASË l-lll SPÖDLECZNY SZKÖŁË ■ Ą ^ V..........-J|i, fpy c | i*, tt UPERMOCE M031 HËMCZl: *% % *é *% Wszëtczégô nôfepszégô z feżnotë Dnia lAëmczi żëczi 26 maja NAJÔ UCZBA, NUMER 5 (177), DODÔWK DO „POMERANII" 7 UDBA NA UCZBA Aleksandra Dzacelskô-Jasnoch Spiéwczi na rozpôczacé uczbë Jeżlë szkólny rozmieje grac na instrumentach (np. gitarze abö ukulele), tej möże wëzwëskac ne spiéwczi na uczbach kaszëbsczégô jazëka. Akôrdë są zapisóné wëżi pasownëch sylabów. Je wiedzec nié öd dzysô, że uczniowie, ösoblëwie ti młodszi, baro chatno spiéwają i uczą sa przë muzyce. Rôczimë do pôspólnégö graniô a spiéwaniô! Spiéwka na przëwitanié (möże wëzwëskac z pökazywanim np. uczniowie pödôwają so race w köle abö przebijają „piątczi") CG C Witómë serdeczno, witómë serdeczno! / x 2 Dni tidzénia (uczniowie mögą pökazëwac gestama wedle udbë szkólnégö, a dni tidzénia rechôwac na pôlcach) C a F C Jaczi mómë dzeń, pöwiédz të mie? /x 2 C G a F Pöniedzôłk, wtórk, strzoda czë czwiôrtk? d a F C Piątk, soböta czë niedzela? a F G C Witôj, czesc, witómë serdeczno! / x2 Bôczënk: kôrtë prôcë ze starnów VI-VII ôstałë wëkônóné przez Ölga Kuklińską w programie Canva. fi. i Zdrzódło: publicdomainvectors.org - szkólnô kaszëbsczégö i anielsczégö jazëka w Czersku. Wespółrobi w redakcji „Pomeranii". Nôleżniczka Kaszëbskö-Pömörsczégö Zrzeszeniô, lubötniczka muzyczi i Gôchôw. Redakcjo: Aleksandra Dzacelskô-Jasnoch / Körekta: Böżena Ugöwskô / Projekt i skłôd: Damian Chrul ZIELONE ŚWIATKI NA TRANSATLANTYKU Liga Morska i Kolonialna to organizacja społeczna popularyzująca zagadnienia morskie i kolonialne, a także stawiająca na wychowanie morskie młodzieży. Jedną ze sfer działalności organizacji było pozyskanie dla Polski kolonii. Dla nas ważniejsza jest działalność polegająca na promowaniu związku z morzem, do którego dostęp po pierwszej wojnie światowej mieliśmy niewielki, tyle, co kaszubski brzeg. Sposobem realizacji tej promocji była edukacja w oddziałach rozrzuconych po całym kraju, ale również organizowanie wycieczek nad polskie morze w celu zapoznania obywateli Polski z wielkim sukcesem gospodarczym, za który słusznie uznawano budowę portu w Gdyni i utworzenie polskiej floty handlowej i wojennej. Wycieczki organizowano z pomocą dyrekcji kolejowych, które na potrzeby wyjazdów zbiorowych organizowały przejazdy tak zwanych pociągów popularnych. Za niewielką cenę mieszkańcy miast i wsi całej II RP mogli przyjechać do miasta cudu gospodarczego i poznać je w godnych warunkach, bo cena obejmowała zarówno wyżywienie, jak i nocleg w miejscu docelowym. Dziś naturalną datą wycieczki nad morze wydaje się majówka, czyli pierwsze dni maja rozciągnięte przeróżnymi zabiegami do tak zwanego długiego weekendu. Przed laty było inaczej, bo nie świętowano w jakiś specjalny sposób 1 maja, pozostając przy świętowaniu 3 maja, co było rodzajem obrzędu mającego skupić różne dzielnice kraju w jeden spójny naród. Właściwą majówkę kojarzono z Zielonymi Świątkami i na takową właśnie zapraszała Liga Morska i Kolonialna w 1939 roku. Kilka lat wcześniej, w 1933 roku, rodakom zaproponowano wycieczkę nie tylko do Gdyni. Nastąpiło tu zaokrętowanie na transatlantyk Pułaski, który 4 czerwca, z okazji Zielonych Świątek, wyruszył na wycieczkę morską do Kopenhagi. Jej uczestnicy nocowali w Masowym Hotelu Turystycznym przy ulicy Hryniewieckiego. Hotel ten był w stanie przyjąć turystów z kilku pociągów wycieczkowych, a także zapewniał posiłki w wielkiej jadłodajni. Mówi się, że ze względu na to, iż na wycieczki pociągami popularnymi wybierały się osoby mało zamożne, karmiono w tym miejscu bardzo uniwersalnie i ekonomicznie. Królować miała kuchnia warszawska. Gdyby ktoś z podróżnych chciał się posilić w restauracji dworcowej, jako swoją specjalność kucharze zaproponowaliby mu kiełbasę krakowską (są takie ogłoszenia). Patrząc na ofertę zielonoświątkowego rejsu transatlantykiem, powinniśmy zwrócić uwagę na to, że choć ceny kajut na poszczególnych pokładach różniły się nawet o 40 zł, to jednak armator, czyli Linia Gdynia - Ameryka, w prospekcie informującym o wycieczce podaje, że niezależnie od wybranej kabiny wszystkie świadczenia, a więc również jedzenie i koszty wycieczek lądowych, pozostają takie same dla wszystkich pasażerów. Patrząc na menu polskich transatlantyków w okresie II RP, zauważymy, że karmiono na nich „trochę jakby luksusowo", choć racjonalnie. Przykładem racjonalności, która pozwalała oferować wszystkim klasom to samo jedzenie, były choćby zupy: con-sommé marigny (krem z groszku zielonego z fasolką szparagową) lub velouté dorge perlé (zupa z kaszy perłowej). Obie proste, łatwe do przyrządzenia, choć z pewnością kucharzom przydałby się zestaw robotów. Ręczne przecieranie warzyw musiało być męczące. Obie zupy oparte na składnikach warzywnych były tanie, ale francuska nazwa nadawała im elegancji godnej transatlantyku. Klasycznym daniem, które można powiązać z regionem, w którym znajdował się port macierzysty wycieczkowca, był oczywiście turbot, czyli najsmaczniejsza z płastug występujących na naszym wybrzeżu. Przygotowany w charakterystycznych garnkach w kształcie rombu, podawany był z sosem kaparowym, który niewielkiej wyrazistości ryby z wody dodawał smaku i wyraźnych, Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 35 Smaki i aromaty Pomorza Liga Morska i Kolonialna < j h. .s« ?, < •, u \ o o h m\ »• - n - i f. r • n * OftCANIZjUJIt 1 ONI'OWA WYCIECZKĘ PO GDT1I: NA ZIELONE ŚWIATKI C#s%s» $É^§##*$sii w islste *«weter i ws*® si# w llilffll w^iwwl -$Ł ^jj§j;«Ń$ MHfiBIt #i iplste' I «*#» -:|fNf #«#•• kwaskowatych aromatów. Sandacze można złowić w wielu jeziorach, ale również w wodach przybrzeżnych Zatoki Puckiej. Fakt, że robiono z nich kotleciki, może oznaczać, że rybę wcześniej podzielono na części. Lepsze mogłyby być podane na specjalne zamówienie lub użyte do majonezów, auszpików, a gorsze posiekane na kotlety, co jednak nie zmieniało wartości ryby. Dodatek sosu tatarskiego uznać należy za dobrą decyzję. Intendent Pułaskiego nie miał zapewne dużego kłopotu z zapełnieniem chłodni kaczkami. Niezależnie od tego, że to popularny ptak hodowlany, Pomorze pełne jest akwenów, więc ich pozyskanie nie stanowiło problemu. Podanie kaczek z rożna z kapustą czerwoną każe przypuszczać, że kucharz pochodził z Pomorza. Stek cielęcy z jabłkiem też mógł być naturalnym pomysłem w trakcie rejsu w Zielone Świątki, wiosna bowiem to klasyczny okres, w którym pojawia się cielęcina, a jak wiadomo, chów buhajków lub narowistych jałówek nie był opłacalny, więc oddawano je w ręce rzeźników. Uczestnikom rejsu proponowano również regionalne dodatki - marchewka i groszek zielony są zestawieniem kanonicznym dla regionu. Podobnie rzecz miała się ze szparagami, które masowo uprawiano w powiecie kartuskim. Do dań głównych podawano kartofle. W prasie z epoki znajdziemy multum informacji o sprzedaży kartofli. Przodowała w tym domena Góra koło Wejherowa, która preferowała odmianę cesarska korona. Jak czytamy w menu, kartofle podawano smażone bądź jako kartofle a la boulangere, czyli pieczone w bulionie z szałwią i cebulą, jakże bliskie przeróżnym formom zapiekanych lub wypiekanych bulew popularnych na stołach regionu. Ciekawe, z której z ówczesnych odmian robiono frytki, które uzupełniały jadłospis. Danie główne bez sałat nie przejdzie. Nas zainteresuje najbardziej mizeria, która kojarzy się nam z regionalnymi posiłkami. W kwestii deserów regionalna kuchnia nie miała wiele do powiedzenia, bo merengi z kremem przyszły do nas z Francji, a owoce podawane w pucharach najczęściej były importowane lub kupowane w obcych portach. Podczas wycieczki nie brakowało powodów do zabawy. Najważniejszy to święto Zesłania Ducha Pańskiego, które było znakiem, że ciężka zima już za nami, a w przypadku późnych świąt wielkanocnych wręcz ogłaszano zabawy „latowe", bo w gruncie rzeczy wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazywały, że lato jest już za drzwiami. Zielone Świątki obchodzono kiedyś przez trzy dni. Obchody rozpoczynano 49 dni po nocy zmartwychwstania Chrystusa, a główne uroczystości odbywały się 50. dnia. Święto to uznawano za jedno z najważniejszych Pomerania nr 5 (586) / Môi 2024 Smaki i aromaty Pomorza w wielkanocnym cyklu obrzędowym. Co ciekawe, przystrajanie zielenią domów, obejścia, a nawet zwierząt jawiło się jako praktyka pogańska i przez pewien czas Kościół niechętnie patrzył na ten zwyczaj. Niezależnie od tego, czy Wielkanoc była wczesna, czy późna, w dniu Zielonych Świątek ogrody powinny być już choć trochę rozkwitnięte, a pola i łąki cieszyć oczy zielenią. Choć dziś niewielu już o tym pamięta, to kiedyś ludzie widząc rozwijającą się przyrodę, dziękowali Bogu za to, że w okresie zimowym rośliny nie uległy zniszczeniu, bo dawało to nadzieję na plony. Aby podkreślić wagę święta, pobożni Kaszubi maili domy świeżą zielenią gałązek lub tataraku, co miało i ma wróżyć plenność i wynikający z niej dobry urodzaj. W niektórych wsiach miano ścinać zieleniące się brzózki i ustawiać przy wejściu do domu (dziś zwyczaj dekorowania brzózkami raczej kojarzony jest z Bożym Ciałem). Obecność zieleni miała też chronić od czarów, zarazy oraz wszelkiego zła. Gałązki brzozy, lipy, klonu lub grabu wtykano za framugi drzwi, doczepiano je do elementów bramy wjazdowej na podwórze i koniecznie przy stajniach, oborach, chlewach, no i stodołach lub innych pomieszczeniach do przechowywania ziarna. Miało to ochronić przed atakiem gryzoni, zalaniem i w zasadzie każdym innym naruszeniem podstawy życia wiejskiego. Na wszelki wypadek kłącza kalmusowe (czyli tatarakowe) wkładano za święte obrazy. Często dodawano do nich polne kwiaty, a w tym symboliczne niezapominajki. Co bardziej wrażliwi na możliwość uroku pokrywali kalmusem na wzór dywanu podłogę w domu. Ci najbardziej strachliwi robili to również w oborach i na podwórku. Jeżeli mówimy o zwyczajach związanych z Zielonymi Świątkami, to nie sposób zapomnieć o zwierzętach. W większości przypadków uznawano, że jest już wystarczająco ciepło, więc wyganiano je już na pastwiska, ale nie mogło się to odbyć bez uroczystego korowodu, w którym główną rolę odgrywały zwierzęta udające się na pastwisko w wieńcach uwitych z polnych kwiatów osadzonych na kręgu wykonanym z gałązek klonu, dębu lub brzozy. Wypędzanie zwierząt na pastwisko odbywało się gwarnie i wesoło, była to okazja do zabawy, w której przebrany fikuś-nie pastuch był oprowadzany po wsi przy śpiewach i strzelaniu z batów, co miało skłonić gospodarzy do złożenia datków pieniężnych na kornus, a gospodynie - do wsparcia wesołej gromady jajkami, plackami, kiełbasą. Dzięki zbiórce pasterze mogli zakupić w sklepie kolonialnym lub karczmie garniec piwa lub butelkę mocniejszego alkoholu, które spożywali podczas uczty przy ognisku rozpalonym na pastwisku. Objadali się smakołykami otrzymanymi wcześniej, a jedną z najsmaczniejszych potraw miała być jajecznica wypiekana na otrzymanym kawałku słoniny. Choć w zabawach na początek sezonu wypasów dziewczęta nie uczestniczyły, to jednak nie zapominały o swoich podopiecznych - gęsiach i kaczkach, które stroiły w wianki z polnych kwiatów. Nie zapominały przy tym o sobie. Ze względu na obawę przed urokiem i złymi duchami gospodarze nie szczędzili datków dla gromady pastuszków. Uważano, że dopełnienie tego zwyczaju gwarantuje, że złe duchy WYCIECZKA Nr. 1 NA FIORDY NORWEGII 11 dni. Ceny od zł. 330.— 9 dni. Ceny od zł. 210.- WYCIECZKA Nr. 3 TRZY KRÓLESTWA 8 dni. Ceny od zł. 250. — WYCIECZKA Nr. t DO HELSINEK 3 dni. Ceny od zł. 100. WYCl£CZXA Nr. 5 DO KOPENHAGI 3 dni. Ceny od zł. 80.— WYCIECZKA Nr. i NA ATLANTYK 25 dni. Ceny od zł. 490. WYCIECZKA A „POLONIĄ" DO PIRAMID 13 dni. Ceny od zł. 290.— I WYCIECZKA C POD NIEBO ITALII 14 dni. Ceny od zl 340. nie odbiorą krowom mleka. Wielu wierzyło też, że im większe datki, tym lepiej trzódka będzie się chować w nachodzącej porze wypasów. Bożena Stelmachowska, autorka książki Rok obrzędowy na Pomorzu, pisała: Jak w każdym ważniejszym okresie, tak i w Zielone Świątki lud pomorski stawia prognostyki pogody, wyrażając je w przysłowiach, lub zwięzłych powiedzeniach. [...] W zabawny dwuwiersz ujęty prognostyk odnosi się do urodzajów: „Gdy pada deszcz w sobotę przed Zielonemi Świątkami, / Niech gospodarze rozszerzą stodoły z gumnami". Oby to się spełniło, oby tegoroczne Zielone Świątki były mokre, to rok będzie bogaty. Choć dziś zwyczaje związane z Zielonymi Świątkami, a szczególnie zaklinanie płodności urodzaju są raczej tylko zabiegiem folklorystycznym, w którym doszukiwać się można pogańskich elementów kultu drzew, wody i ognia, to my, konsumenci, powinniśmy gorąco popierać każdą aktywność prowadzącą do uzyskania dobrych plonów, wyhodowania zdrowych kur, gęsi, świń. Niekoniecznie wyłącznie przy lekturze przepisów ustalonych przez urzędników unijnych, ale również w zgodzie z doświadczeniem pokoleń i z silną wiarą naszych przodków, która kazała ufać, że świętowanie Zielonych Świątek zapewni obfity plon. Rafał Nowakowski Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 37 BIOGRAFIA KAPRALA FRANCISZKA BASMANNA Z OKRESU DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ Część II Obóz w Nowym Porcie, oprócz byłych żołnierzy polskich obrońców z Helu, z Lądowej Obrony Wybrzeża, batalionów Obrony Narodowej, oddziałów ochotniczych i żołnierzy Pułku Morskich Strzelców1, przetrzymywał także takie grupy zawodowe, jak urzędnicy bankowi, studenci, muzycy, rzemieślnicy (stolarze, cieśle, ślusarze i inni), którzy byli potrzebni przy trwającej budowie obozu2. Uwolnienie z obozu Franciszka 13 czerwca 1940 r. powiązane było z pewną koneksją. Do uwolnienia męża doprowadziła Tekla poprzez wstawiennictwo koleżanki z ław szkolnych, która wyszła za mąż za jednego z oficerów z komendantury obozu. Zanim jednak opuścił obóz Franciszek, przez pomyłkę władze uwolniły jego brata Augusta. Po drugiej apelacji Tekli w końcu udało się wyciągnąć męża. Wywołany Franciszek ostatkami sił doszedł na plac apelowy, aby odebrać dokument zwolnienia. Droga do Leśniewa trwała parę miesięcy. Pierw furmankami i pieszo, wyczerpany i schorowany, Franciszek dotarł do rodziny żony mieszkającej pod Wejherowem. Po dwumiesięcznej kwarantannie powrócił do pełni sił i zamieszkał ponownie z żoną w Leśnie wie, aczkolwiek nie na długo. Od jesieni 1940 r. do wiosny 1942 r. pracował na gospodarstwie oraz zatrudniał się dorywczo do prac leśnych. Warunkiem swobodnego przemieszczania się i podjęcia pracy było podpisanie przez mieszkańców ziem wcielonych do Rzeszy 28 października 1939 r. listy narodowościowej Volksdeutsche. Wielu Polaków, Kaszubów musiało podjęć decyzję czy podpisać volkslistę czy nie podpisać. Podpisanie oznaczało otrzymanie niemieckiego obywatelstwa a niepodpisanie oznaczało represje ze strony okupanta. Kaszubi, którzy nie podpisali volkslisty trafiali często do więzienia w Potulicach lub obozu koncentracyjnego w Stutthofie3. W 1942 r. niespodzianie, po okresie niewoli oraz rekonwalescencji, Franciszek Basmann otrzymał powołanie do wojska niemieckiego. Pozostawił żonę będącą wówczas w stanie błogosławionym z pierwszą córką Edytą, urodzoną w 1943 r. Skierowany został do koszar w Holandii, w okolicach Amsterdamu. Holandia w 1942 roku była bardzo specyficz- 1 Tamże, s. 213. Przypis nr 72, Relacja S. Masio, t. IX, s. 129-130. 2 Tamże, s. 98. 3 Komentarz mgr. Sz. Waraksy..., dz. cyt. nym miejscem. Holenderskie porty były bazami dla niemieckich trałowców, ścigaczy tak zwanych Schnelbottów i Ubootów. Okręty Kriegsmarine wychodziły z holenderskich portów, aby zatapiać alianckie statki płynące w konwojach ze Stanów Zjednoczonych do Anglii. Konwoje dostarczały żywność, medykamenty, paliwo, broń, amunicję i materiały wybuchowe. Przerwanie lub poważne ograniczenie tych dostaw zmusiłoby Anglię do przerwania wojny. Dlatego Niemcy starali się za wszelką możliwą cenę zatopić jak najwięcej alianckich statków. Z kolei Anglicy starali się ograniczyć liczbę zatapianych statków. Dlatego bombowce RAF-u bombardowały porty, w których stacjonowały okręty Kriegsmarine. Jednocześnie alianckie bombowce nadlatywały nad Holandią, w czasie trwania alianckich nalotów, niszcząc niemieckie ośrodki przemysłowe. Dlatego spora [część] jednostek niemieckich myśliwców, stacjonowała na lotniskach w Holandii. W czasie wojny zestrzeliły wiele alianckich bombowców, które znalazły się nad Holandią. Jednocześnie Niemcy spodziewając się alianckiej inwazji na kontynent rozpoczęli budowę Wału Atlantyckiego, który miał zatrzymać aliancki desant. Zanim jednak doszło do bezpośredniego starcia, Anglicy przeprowadzili dwie duże operacje na wybrzeżach okupowanych przez Niemców. Była to akcja angielskich komandosów na Saint Nazairre i nieudany desant pod Dieppe. Wynikła sytuacja sprawiła, że Niemcy zwiększyli znacznie swoją czujność i kontrolę na terenach Holandii. W tak napiętej sytuacji Franciszek Basmann, jak wszyscy żołnierze niemieccy, znaleźli się w niezwykle trudnej sytuacji. Ponadto Niemcy nie ufali Polakom i dlatego rozpraszano ich po różnych jednostkach, ponieważ w ten sposób jeden lub kilku Polaków w niemieckiej kompanii nie stanowiło poważnego zagrożenia dla niemieckiej armii. Wobec 38 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 Wojenne losy tych roszad, Franciszek znalazł się w zupełnie obcym środowisku. Nie mógł zdezerterować, ponieważ musiałby przejść przez bardzo szczelny system kontroli niemieckich żołnierzy, którzy znaleźli się poza swoją macierzystą jednostką. Schwytany dezerter mógł zostać rozstrzelany, gdyż dezercja w III Rzeszy była poważnym przestępstwem4. Jedyną pociechą dla Franciszka były listy, pocztówki, które wysyłał do żony, rodziny. Zapamiętano w rodzinie nader egzotyczną przesyłkę, tzw. Blumen Packet zawierający żywe tulipany wprost spod Amsterdamu. Poza tym latem 1943 r. podczas urlopu przywiózł córce zabawki. Tamże, tj. w Holandii, stacjonował do 1944 r. Dzień 6 czerwca 1944 roku zmienił całkowicie sytuację Polaków wcielonych do Wehrmachtu. Tego dnia alianci wylądowali w Normandii otwierając w ten sposób drugi front. Żeby inwazja zakończyła się pomyślnie alianci starali się rozproszyć siły niemieckie oraz ograniczyć możliwości niemieckiego transportu drogowego i kolejowego. Wtenczas alianckie bombowce od dnia inwazji przez całe lato bombardowały niemieckie szlaki komunikacyjne poza Normandią. Część zbombardowanych celów znajdowała się na terytorium okupowanej Holandii. 4 Tamże. 5 Tamże. Jednocześnie alianci chcieli za wszelką cenę przekonać Niemców, że operacja w Normandii to dywersja a prawdziwa inwazja rozpocznie się w innym miejscu. Dlatego alianckie bombowce bombardowały cele w północnej Francji, Belgii i Holandii, żeby przekonać Niemców, że są to miejsca planowanej przez aliantów dużej operacji inwazyjnej. Zmusiło to Niemców do postawienia w stan gotowości bojowej wielu jednostek na całym Wale Atlantyckim. Oznaczało to, że jednostka, w której służył Franciszek Basmann trwała w stanie ciągłego pogotowia. Latem 1944 roku niemiecki front we Francji powoli się rozpadał5. Wówczas wojska niemieckie zaczęły koncentrować się w centrum Niemiec, chcąc bronić macierzy niemieckiej i zlokalizować siły wzdłuż linii Zygfryda. Przemarsz przeważnie odbywał się pod osłoną nocy, gdyż w ciągu dnia armia poddawana była licznym ostrzałom z brytyjskich myśliwców. Franciszek Basmann wspominał: [...] w obronie życia przed ciągłą siłą rażenia na otwartym polu, gdzie nie było szans na jakąkolwiek ucieczkę, pełznąc wchodziliśmy pod trupy, poległe ciała żołnierzy. Po moment, gdy eksplozja znów nie odsłoniła nasze położenie i widok przed rotującą z nieba baterią sa- pomerania nr 5 (586) / maj 202Ą 39 Wojenne losy molotów. Piekła nie było końca, ogień, żar, ogromny huk oraz przysłowiowo latające hałdy ziemi. Przetrwało zaledwie kilkuset, którzy długo po nalocie, ogłuszeni sporadycznie wstawali na rozległym polu. Z konwoju nie przetrwało zbyt wiele, zniszczony sprzęt, zaplecze socjalno-bytowe oraz prowiant. Niektórzy wśród tego piekła, wstawali obdarci z munduru, nadzy i szaleńczo otumanieni, snując się po zgliszczach niczym po cmentarzysku pełnego skowytów, jęków z bólu6. Była to ciężka i długa wędrówka w czasie, która zmusiła niemieckie oddziały, aby przedzierać się przez zbombardowane przez aliantów miejscowości, skrzyżowania dróg i mosty. Ponieważ tymi samymi trasami poruszały się różne jednostki, tworzyły się spore zatory. Poza tym ciągłe ataki alianckiego lotnictwa zmuszały niemieckie oddziały do poruszania się wyłącznie pod osłoną nocy. W dzień niemieckie oddziały stawały się zwierzyną łowną. Opisał to w swojej książce „ Wielki Cyrk" francuski as myśliwski Pierre Clostermann, cytat: „Wszystko co się rusza, co jeździ, co strzela lub chodzi jest dozwolonym celem w promieniu 100 kilometrów, wyznaczonym przez rozkazy dzienne tak, żeby izolować wroga od jego tyłów, posiłków i zaopatrzenia. Główne drogi są już nieprzejezdne, zatarasowane przez szczątki poprzewracanych ciężarówek, szkielety samochodów, wozów, martwych koni"7. Franciszek Basmann przeżył nalot alianckiego lotnictwa. Było to wstrząsające przeżycie, kiedy to alianckie samoloty zaatakowały z zaskoczenia niemiecką kolumnę i otworzyły morderczy ogień z działek i karabinów maszynowych. Dodatkowo alianccy piloci często używali rakiet niekierowanych, które wystrzeliwane z samolotu mogły niszczyć niemiecką piechotę, samochody, ciężarówki i czołgi. Niemiecka obrona przeciwlotnicza była już wtedy zbyt słaba, ażeby skutecznie uniemożliwić alianckim myśliwcom atakowanie niemieckich oddziałów z powietrza. Dlatego niemieccy żołnierze strasznie obawiali się alianckich samolotów. Nazwano naloty Jabos od niemieckiego słowa Jagdbomber (myśliwiec bombardujący). Ataki alianckiego lotnictwa znacznie obniżyły niemieckie morale. Wobec tych wszystkich destrukcyjnych czynników, coraz więcej niemieckich żołnierzy chciało się poddać lub zdezerterować8. Franciszek także postanowił zdezerterować, ponieważ czując się Polakiem, Kaszubą, nie zamierzał dalej służyć w niemieckiej armii. Poza tym odczuwał podświadomie, że tylko cudem przeżył dotychczasowy atak alianckiego lotnictwa. Pojawi- ła się też deprymująca niepewność jutra, że może zginąć w następnym nalocie lub polec na zbliżającym się froncie. Na domiar posłyszał rozmowę dwóch podoficerów, iż prawdopodobnie idą na całkowite zatracenie. Cel konwoju żołnierzy niemieckich nazywano otoczonym kotłem. Postanowił zatem zdezerterować, zanim oddział, w którym się znajdował, znajdzie się na pierwszej linii frontu. Dezercję ułatwiła mu zmiana dotycząca przemarszów. Niemcy starali się maszerować nocą, ponieważ za wszelką cenę chcieli uniknąć ataku alianckiego lotnictwa. Franciszek zdezerterował, kiedy w nocy oddział przejeżdżał drogą przez las. Nie mógł gwałtownie skręcić wozem konnym z drogi, ponieważ od razu zwróciłoby to uwagę innych żołnierzy. Dlatego stopniowo zwiększał odstęp od innych wozów w kolumnie i następnie powoli skręcił w boczną drogę. Razem z nim skręciła jednak cała kolumna. Franciszek Basmann zgubił się w lesie, a pozostałe wozy nie mogły się wycofać. W chaosie, który zapanował, woźnice zaczęli nawzajem na siebie wjeżdżać. W końcu niemieccy żołnierze zorientowali się, że cała kolumna zgubiła się w lesie. Część z nich zaczęła wołać do innych, że cała kolumna skręciła w złą drogę i trzeba zawracać. Franciszek wykorzystał nadarzającą się okazję i uciekł w las, porzuciwszy wóz. Dopiero rano następnego dnia niemiecki patrol znalazł wóz. W tym czasie Franciszek Basmann razem z dwoma innymi dezerterami został ukryty przez partyzantów francuskich, aby nie odnalazła ich rano niemiecka żandarmeria. Wiele Polaków próbowało zdezerterować w 1944 r. z niemieckiej armii na froncie zachodnim. Nie wszystkim się udawało, wielu odnajdowała niemiecka żandarmeria i rozstrzeliwała. Franciszek Basmann miał naprawdę dużo szczęścia, ponieważ udało mu się razem z towarzyszami nawiązać kontakt z miejscową ludnością. Wówczas francuski ruch oporu zwiększył swoją aktywność, albowiem alianci wylądowali w Normandii. Jednak nawiązanie kontaktu z ruchem oporu przez dezerterów z niemieckiej armii było bardzo niebezpieczne. Niemieckie gestapo wiele razy infiltrowało francuski ruch oporu. Stąd każdy kto chciał nawiązać kontakt z ruchem oporu musiał przejść procedurę sprawdzającą. Franciszek i jego towarzysze mieli szczęście, ponieważ napotkani Francuzi ukryli ich w wykopanym w ziemi pomieszczeniu w zabudowaniach gospodarczych. Ukrywani dezerterzy mogli wychodzić jedynie nocą na krótkie spacery. Za ukrywanie 6 Relacja Franciszka Basmanna przekazana przez Edytę Pieper z Domu Basmann. 7 P. Clostermann, Wielki cyrk, Warszawa 2022, s. 178. 8 Komentarz mgr. Sz. Waraksy 40 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 Wojenne losy dezerterów i zbiegłych jeńców groziły surowe kary. Latem 1944 Niemcy zabili wielu Francuzów we wsi Oradur i na płaskowyżu Vercors. Był to odwet za opór stawiany Niemcom przez francuski ruch oporu. Ukrywanie dezerterów z niemieckiej armii wiązało się z ogromnym ryzykiem9. Poza tym Niemcy niedaleko ustawili stanowiska swojej artylerii, która wspierała niemieckie oddziały walczące na froncie. Ostrzał artyleryjski dodatkowo pogorszył warunki panujące w schronie. Cała konstrukcja składająca się z drewnianych bali była w czasie ostrzału obsypywana sypkim piaskiem. Było to poważne zagrożenie, w czasie obu wojen światowych wielu żołnierzy zginęło zasypanych piaskiem w okopach podczas eksplozji pocisków i w wyniku bombardowań. Tak więc Franciszek Basmann mógł zginąć w prowizorycznym schronie, jeśli nie przez zasypanie, to nawet bezpośrednio przez trafienia alianckich bomb. Wiele załóg alianckich bombowców borykało się z trafnym namierzeniem i zrzuceniem bomb na właściwy cel. Często niszczycielskie alianckie naloty trafiały nie tylko w niemieckie pozycje wojskowe, ale także w zabudowania ludności cywilnej. Franciszek Basmann doczekał się wyzwolenia gospodarstwa przez żołnierzy amerykańskich. Dzięki francuskiemu podziemiu, partyzantom oraz Amerykanom został przetransportowany drogą morską do Anglii. Niewykluczone, iż mógł być przekazany pod kuratelę oddziałów gen. Maczka, wyzwalającego miasta belgijskie, holenderskie z rąk okupanta. Żonę Teklę sztab niemiecki powiadomił pod koniec 1944 r.: żołnierz Franciszek Basmann zaginął (Franz Basmann ist fier mist) na froncie. Franciszek po tym, jak szczęśliwie doczekał wyzwolenia przez Amerykanów i dotarcia statkiem do Anglii, został wcielony do Wojska Polskiego stacjonującego w Wielkiej Brytanii, z dniem 10 listopada 1944 r. zarejestrowany w Polish Grenadier Brigade pod sygn. nr 1910/159/1 - 59289 w stopniu Corpo-ral Franciszek Basmann. Dnia 18 listopada 1944 r. został przydzielony do Workshop Company. Wypis z dokumentu wydanego w Wielkiej Brytanii 5 grudnia 1988 r. przez }. Hawrań (MRS) for De-partmental Record Officer: Opinia: zadawalająca. Historia służby. Ochotniczo wstąpił do Sił Polskich pod dowództwem brytyjskim, jak wyżej. Służył w Wielkiej Brytanii aż do ostatecznego zwolnienia i repatriacji. Oddelegowany do Pierwszej Kompanii Warsztatowej, Polskiej Brygady Grenadierów z dniem 18.11.1944 r. Medale i nagrody. Medal Wojenny 1939-45 (o wydanie należy wnioskować listownie do Ambasady Brytyjskiej w Warszawie)10. Ogółem do Wielkiej Brytanii w 1944 r. wysłano około 33 tys. Polaków, którzy służyli wcześniej w Wehrmachcie. Część z nich trafiła do tworzonej właśnie w Szkocji 4 dywizji piechoty. Dywizja miała trafić później do 21 grupy, armii na froncie zachodnim, gdzie walczyła już I Polska Dywizja Pancerna. Rządowi na Uchodźstwie, tamtejszym władzom wojskowym nowa dywizja była potrzebna do stworzenia całkowicie polskiej armii „Zachód" dowodzonej przez gen. Władysława Andersa. Franciszek musiał więc jeszcze raz przejść całe szkolenie, aby zapoznać się z brytyjskim uzbrojeniem, regulaminami i zasadami taktyki. Poza tym musiał się dostosować do warunków życia w Wielkiej Brytanii. Przez całą wojnę w Anglii żywność, paliwo i odzież była racjonowana. Bez kartek nie można było kupować żywności, a i z kartkami można było kupić ograniczoną ilość żywności. Wielu rodzimych Anglików sprzedało swoje samochody za bezcen ze względu na 9 Tamże. 10 Pismo z Wielkiej Brytanii z dnia 5 grudnia 1988 r. sporządzone przez J. Hawrań (MRS) for Departmental Record Officer, nr/Our referen-ce: 3/1910/159/I/CSs2cHa. org. W osobistym archiwum syna Franciszka, Andrzeja Basmanna. Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 41 -§- Wojenne losy racjonowanie paliwa. Poza tym było wiele produktów i towarów, które można było kupić jedynie na czarnym rynku11. Wielu polskich żołnierzy poniekąd uległo rozczarowaniu i rozgoryczeniu, kiedy okazało się, że po zakończeniu wojny, formowane w Wielkiej Brytanii nowe polskie oddziały, zostanę, rozwiązane. Cały wysiłek włożony w szkolenie mógł ulec zmarnowaniu. Franciszek Basmann wówczas stanął przed wyborem: Pozostać w Anglii czy też wrócić do Polski? W lipcu 1945 roku rząd Wielkiej Brytanii wycofał swoje uznanie dla Polskiego Rządu na Uchodźstwie. W ten sposób rozpoczęła się likwidacja Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie. Grupa Polaków, która zamierzała pozostać w Wielkiej Brytanii, po przejściu do cywila, stanęła przed nie lada wyzwaniem. Priorytetem było znaleźć pracę. Jednocześnie tysiące zdemobilizowanych brytyjskich żołnierzy także szukało pracy. Pojawiło się duże bezrobocie. W związku z powyższym zmieniło się nastawienie Anglików i Szkotów do Polaków. Polacy byli już tylko postrzegani jako „Bloody Foreigners" (cholerni cudzoziemcy), którzy zabierają Anglikom i Szkotom pracę oraz stanowią poważny problem dla władz angielskich. Władze angielskie próbowały rozwiązać problem poprzez kursy językowe, zawodowe dla polskich żołnierzy, które miały im pomóc w powojennej adaptacji. Franciszek należał od 18 listopada 1944 r. do czasu zwolnienia z służby 13 lutego 1946 r. do Pierwszej Kompanii Warsztatowej przy Polskiej Brygadzie Grenadierów. Z kolei na Pomorzu sytuacja także się skomplikowała. Tereny polskie wyzwolone przez front wschodni, służalczo podporządkowały się decyzjom władz moskiewskich. Rozpoczęły się aresztowania żołnierzy Armii Krajowej, partyzantów z Gryfa Kaszubskiego. Jednocześnie wielu Kaszubów wraz z niemieckimi jeńcami, zostało deportowanych do radzieckich Gułagów. W Wielkiej Brytanii pomimo pewnych problemów sytuacja polityczna była o wiele korzystniejsza, a warunki do życia łatwiejsze. Zatem Franciszek Basmann poczynił próbę, aby sprowadzić swoją rodzinę do Anglii. Pisał o tym listy do żony, wysyłając przy okazji zakupione w Anglii prezenty. Zachowały się komplety do manicure oraz damski zegarek. Małżonka Tekla, usprawiedliwiając się silną więzią rodzinną, kulturową oraz maleńką, dwuletnią córką Edytą, odmówiła mężowi Franciszkowi. Dnia 13 lutego 1946 r. po zwolnieniu z służ- SS/H MI.TISTRT CF lOTSTCS 0S(R)2c Bourne Avenue Hayes Middiesex 7331RF Telephone 01-573 3831 ext Mr Franciszek Basmann S4-1C6 Leśniewo Our reference woj: Gdańsk 3/1910/159/I/C3(P.)2cHA Poland 5 December 1988 Dear Sir Thank you for your recent letter. I ara "leased to confirm the f Howin g particulars of the military service of; 1910/159/1 - 59289 Corporal Franciszek BASMANST born on 17 March 1910 at Leśniewo,Morski,Pomorze,Poland parents: Franciszek and Anastazja nee LISK Marital status (while serving): Married Kationality: Polish Religion: Roman Catholic Civilian occupation(prior to Army Service): Blacksmith Service with the Polish Forces under British Command: from 10 ?;oweraber 1944 to 13 February 1946 (Honourably Discharged) eondukt: Hot assessed but wotld have been satisfactory Former Seryice and Hlstory: Voluntarily joined the Polish Forces under British command as above.Served in the United Kingdom until finally discharged on repatriation.Posteri to the lst Workshop Coanany of t^e Polish Grenadier Brigade with effect from 1^.11.1944. MrTDAŁS AMT' British: The War Medal 1^39-45 (for issue please apply by letter to the British Snbassy in 'Yarsaw). Pismo potwierdzające służbę w Wojsku Polskim we Wielkiej Brytanii. Fot. arch. rodzinne by, po paru miesiącach powrócił z Anglii do Polski w mundurze żołnierza Wojska Polskiego. W szczęśliwym związku małżeńskim na świat przyszły kolejne dzieci. Pod nieobecność ojca urodziła się córka Edyta Otylia (20.01.1943 r., Leśniewo), wyszła za mąż za Ignacego Piepera, zamieszkała wpierw w Luzinie, następnie w Rumi--Janowie. Kolejnym dzieckiem był syn Tadeusz (ur. 25.07.1947 r., Leśniewo, zm. 25.03.2021 r., Władysławowo), żony: Maria oraz Mariola. Syn Czesław urodził się 25.05.1949 r. w Leśniewie (zm. 10.01.2021 r. w Redzie), żona Irena z domu Naczke. Córka Zyta (ur. 27.06.1950 r. w Leśniewie, mąż Jerzy Naczke) mieszka w Wejherowie. Córka Danuta (ur. 4.11.1953 r. w Leśniewie, mąż Franciszek Okuń) mieszka w Leśniewie. Ostatnim synem jest Andrzej, urodzony 12.03.1959 r. w Gdańsku (żona Dorota z domu Piotrowska). Jednakże polityczne zmiany, komisaryczne rządy bolszewicko-komunistyczne, nie zostawiły bynajmniej przybyłego z Anglii żołnierza w spokoju. W dniu 27 kwietnia 1947 r. został wezwany na posterunek MO Okręg Gminy - Wieś Wejherowo w celu złożenia relacji. Sprawa dotyczyła trzyletniego pobytu Basmanna na praktyce w Warsz-kowie u mistrza kowalstwa Blaszkego w latach 1926-1929, we wsi leżącej na północ od Piaśnicy, gdzie odkryto po wojnie masowe groby ludności 11 Komentarz mgr. Sz. Waraksy..., dz. cyt. 12 WAP Gdańsk, Der Landrat des Kreises Neustadt, sygn. 1/34 c nr 262, protokół oddziału żandarmerii w Pucku; AGK, Akta procesu Forstera, t. VI, k. 1525 (zeznanie W. Mahlkego), k. 1630 IZ Dok. 111-95, sprawa leśniczego Stöckela (relacja E. Ellwart i F. Basmanna), Archiwum Sądu Okręgowego w Gdyni. Akta procesu Freimanna, k. 35 (zeznania F. Szulca) i 37 (zeznanie P. Koreike). 42 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 Wojenne losy Pomorza. Pytania dotyczyły znajomości i opinii 0 mieszkańcu noszącym nazwisko Stöckel. Był to Niemiec pracujący w charakterze leśniczego na okręg Warszkowa, który jawnie przyczynił się do prześladowań miejscowych mieszkańców o narodowości kaszubskiej i polskiej. Został rozstrzelany wraz z wejściem Armii Radzieckiej do wsi Warszkowo. Zeznania są zarejestrowane pod sygnaturą IZ Dok. 111-95; k. 1630 Archiwum Sądu Okręgowego w Gdyni (Pismo posterunku MO Gminy Wejherowo Wieś). Relacja: E. Ell-wart, F. Basmann, z datą powyższą, 24.04.194712. W opracowaniu Barbary Bojarskiej zapisano relacje, iż miejscowi Niemcy uczestniczyli w egzekucji mieszkańców z okolic. Byli to między innymi leśniczy Stöckel z Warszkowa, Gruba, Paul Lietzow, Ernst Reimer, Steinke oraz Strese i Paul Salay. Na domiar czynili z tego przechwałki w miejscu zamieszkania i nie tylko wśród nacji niemieckiej, lecz 1 w towarzystwie ludności o narodowości kaszubsko-polskiej. Sprawa dotyczyła przede wszystkim ówczesnych samosądów oraz przesłanek o kolaboracji z oddziałami z Gdańska pod komendą gen. Ebrechta z SS oraz Eimanna z garnizonu SS-Wach-sturmbann. Powojenne lata Franciszek przeżył z rodziną skromnie w rodzinnej miejscowości Leśniewo, pracując w Lokomotywowni Gdynia-Grabó-wek oraz utrzymując niewielkie gospodarstwo. W 1956 r., podczas odwilży politycznej, otrzymał od państwa rentę. W latach siedemdziesią- tych podczas emerytury pełnił poprzez dwie kadencje urząd sołecki w Leśniewie. Dnia 24 lutego 1975 r. został wyróżniony przez Wojewódzką Radę Narodową za szczególne zasługi w rozwoju województwa gdańskiego odznaką honorową i medalem „Zasłużony Ziemi Gdańska". W dniu 19 grudnia 1979 r. uchwałą Prezydium Rady Narodowej Miasta i Gminy w Pucku za zasługi położone dla miasta Pucka został uhonorowany Medalem 800-lecia Pucka, a także odznaczony medalem The War Medal 1939-1945, nadawanym przez brytyjskie ministerstwo obrony. Ponadto nosił tytuł Przodownika Ochrony Roślin, będąc współodpowiedzialny za dobrostan lasów, a jednocześnie do końca życia był bezpartyjny i niezaangażowany politycznie. Pozostał w pamięci jako dobry mąż, ojciec sześciorga dzieci, dziadek trzynaściorga wnucząt. Wierny kompan, przyjaciel, chrześcijanin, usłużny sąsiad, żołnierz w stanie spoczynku, odwiedzany w domu przez weteranów drugiej wojny światowej. Zmarł 18 stycznia 1989 roku w Leśniewie w wieku 78 lat i pochowany jest na parafialnej nekropolii. Michał Mikołaj Pieper Opracowanie oparte na autorskich notatkach archiwalnych, w większości na relacjach Edyty Pieper, córki Franciszka Basmanna, oraz na komentarzu i tle historycznym nakreślonym przez historyka wojskowości mgr. Szymona Waraksę. Bibliografia Archiwalia • Dokument z Wielkiej Brytanii z dnia 5 grudnia i 988 r. sporządzony przez J. Hawrań (MRS) for Departmental Record Officer, nr Our reference: 3/1910/159/I/CS®2cHa, poświadczający służbę w Wojsku Polskim na Zachodzie. • Dokument zwolnienia z obozu z Archiwum Muzeum Stutthof, sporządzonego 26.10.1988 r. w Sztutowie przez ówczesną dyrektor muzeum Janinę Grabowską-Chałkę; nr pisma: L.dz. 3375/771/88. • Dyplom czeladniczy Franciszka Basmanna, Grudziądz, 14 października 1929 r. • WAP Gdańsk, Der Landrat des Kreises Neustadt, sygn. 1/34 c nr 262, protokół oddziału żandarmerii w Pucku; AGK, Akta procesu Forstera, t. VI, k. 1525 (zeznanie W. Mahlkego), k. 1630 IZ Dok. 111-95 sprawa leśniczego Stóckela (relacja E. Ellwart i F. Basmanna), Archiwum Sądu Okręgowego w Gdyni. Akta procesu Freimanna, k. 35 (zeznania F. Szulca) i 37 (zeznanie P. Koreike). Relacje ustne: • Edyty Pieper, na podstawie relacji Franciszka Basmanna, Leśniewo, Rumia, 1987. • Jana Bacha, Rumia, 1995-1996. • Stanisława Matuszczaka, w: D. Drywa, Sauberungsaktion na Pomorzu Gdańskim w świetle dokumentów KL Stutthof (1939-1942), Gdynia 2015. • S. Masio, w: D. Drywa, Sauberungsaktion na Pomorzu Gdańskim w świetle dokumentów KL Stutthof (1939-1942), Gdynia 2015. • Tekli Basmann, Leśniewo po roku 1945. • Władysława Piepera, Leśniewo, Wejherowo, Gościcino, 2016. Literatura • Breza B., W okresie międzywojennym, w: Historia Rumi, Gdynia 2012. • Drywa D„ Sauberungsaktion na Pomorzu Gdańskim w świetle dokumentów KL Stutthof (1939-1942), Gdynia 2015. • Lanc J., Oświata i kultura. Okres międzywojenny, w: Leśniewo. Dzieje wsi i parafii, Banino 2004. • Majewski Cz„ Ucieczka z piekła, Kraków 1983. • Rojewska E., Tomkiewicz M., Gdynia 1939-1945 w świetle źródeł niemieckich i polskich. Aresztowania - Egzekucje - Wysiedlenia ludności cywilnej narodowości polskiej, Gdynia 2009. • E. Rożek, Męczeństwo ludności kaszubskiej - Piaśnica, w: Leśniewo. Dzieje wsi i parafii, Banino 2004. Inne • Komentarz historyka mgr. Szymona Waraksy, Kampus Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 2022. Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 43 Mal. W. Dłubaköwsczi 'i*1®!!® :Ą ..... fó$$cnv<:-. mwt gp^-^, MÉTEL NA PSZCZOLE A NA SĄSADA Cëż to bądze dali? Co oni jesz wëmëszlą? Czë po gburach a jachtôrzach przindze czas, że wezmą sa za pszczolôrzów, wadkórzów, ridowników? - tak pitają sa möj i drëszë a sąsadzë. Pö prôwdze cos sa ö tim wszëtczim czëje. Co bądze? Nie wiém. Ale czë to muszi tak konieczno zmianę robie? Mie sa zdôwô, że tu na dole lëdze nôlepi wiedzą, jak gôspödarzëc. Czësto jak nen chłop. Bëlo to na zymku. Wiodro ju bëlo snôżé, a pierwsze kwiatë w kwitnienim. Mietek wëcyg-nąn swój ôsoblëwi kaladórz dlô pszczolôrzów, gdze móg sprawdzëc, czedë a jakô robota ju wôrt przë tëch owadach robie. Pôwzérôl na data, a przë ni zelonô farwa, chtërna öznôczô, że tégô dnia môżna jak nôbarżi, chôcbë pôwikszëc gniôzdo. Pszczole bë mialë bëc spökójné. Mietek sa uceszil a zawôlôl swöjégô wnuka. Bö ju bëlë përzna ugôdóné, że môli Tómk bądze móg dzysë ópie pomagać. Baro to lubil. Öbëdwaji wzalë so obleczenia, brëköwny sprzat a rëszëlë. Na ogrodzę Mietek miôl dzesac pszczo-lowëch familiów. Plac bél dobri, sąsôd gbur blós z jedny stronë, a ökróm tégö pöla, sztëk dali las. Chłop z knôpa przërëchtowalë sa. Chcelë zazdrzec w ule, dolożëc ramczi, möże nawet nadstawczi, a öglowô sprawdzëc, jak sa pszczole mają. Ötemklë pierwszi ul. - Wzerô - zacząn klarować Mietek - ta familio nie bëla za möcnô pö zëmie. Terô ona je jesz na sétmë ramkach. Mëszla, że dzysë jima dolożimë. Tómk wzérôl cekawi a slëchôl. Ópa pökôzôl mu, że pó prôwdze na wszëtczich sétmë ramkach owadów bëlo gasto. Bënë w kómrach bél czerw, bëla pierzga, a dosc tëli swiéżégô miodu. - Baro bëlno sa rozwijają - gôdôl dali ópa -jô mëszla, że më sa nawetka jaczi dzeń spóznilë. Dój dwie ramczi. Dolożimë, a ju nić za długo nadstawka muszi tu przenieść. Mietek wząn ramczi ód knópa, przësënąn calé gniózdo barżi na westrzód a wsënąn pó ramce z jedny a drëdżi stronë. 44 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 Nordowé pöwiôstczi W drëdżim ulu familiô bëla ju czësto w möcë. Pszczole öbsôdalë wszëtczé ramczi w gniezdze. Öpa miôl ju dla nëch przërëch-towóną nadstawka, w chtërną mielë znoszëc miód. Chutkô poszło a ju bëla na swöjim placu. Czedë chłop z knôpiczka zabiéralë sa za trze-cy ul za régą, tedë Tómk chwacyl ópa za remia: - A cëż ten robi?! - rzek a pökôzôl raką na pöle. Tam sąsód jezdzyl swöjim trëkra a priskôl jaczés chemikalia. Mietk sa urzas. - Cëż ten robi! W dzćń?! Przë pszczołach? To doch je tragedio. - Tému jô zarô ópie pökôzôl - tlomaczil môli. - Jedno dobré - ôpanowôl sa chłop - że pszczole tam terô nie lótają, są terô na brza-dowëch bomach. Möże z tégö nick nie mdze. Ale tëli lat sąsôd mie tégô nie zrobił. Co mu terô przeszło? - jiscyl sa dali. Robota bëla skuńczonó, ale Mietek jesz cos sa zastanowił a rzek: - Wiész të co! Më jému pökôżemë! Më gô nauczimë. Późni, jesz tégô samégö dnia, ópa zawôlôl zôs swöjégô wnuka. To ju sa buten tak szaro robiło. - Synku, terô më sa wezniemë za sąsada! Pój. - A co zrobimë? - Më nick, pszczólczi samë so z nim dadzą rada, uzdrzisz le. Mietek wëcygnąn z taczi môli kôstë na pla-strë miodë jedna ramka. Öna bëla wnet cało wëfulowónô. Chłop wząn ösoblëwi tejl, co na-zywô sa grzebień, a ótemk nim part tégó plastra tak, że miód zacząn kapać pómalinku. - Sąsôd dopierze je w chlewach. Biôj terô chutuszkô a östawi ta ramka köl niégö na przeddómku. Tam ön mô taczé kwiatë. Wstawi to tak za te krutopë, co ón tégö nie uzdrzi. Terô pszczole nie lótają ju, ale witro sa z nim rozprawią. - Ale jak? - A to, jô mëszla, że ôn nama sóm rzecze -usmiól sa ópa - biôj le biój. drëdżi dzćń Mietek ód rena chódzyl wiesoli. Tómk tego nie rozmiôl, a dërch żdól, co bądze sa dzejalo. Ni muszôl żdac baro dlugó. Czedë zazwónil telefon, to ópa go zarô wząn do se. - Sąsôd zwóni! Sadó a slëchô! - Haló! - ódebról telefon, ustawiając go na glosné gôdanié. - Në że, Mietek! Pój pó swoje pszczole, jo! -rzek sąsód dosc zlim glosa. - Jaczé pszczole? - Ko kol mie na przeddómku je cali rój! Jo móm strach, a ni móga z chëczë wëlezc! Zaró pój! - A mają one rejestracja te pszczole? - Jaką rejestracja? - Në, że të wiész, że to są moje?! - A kogo to bë bëlë? - Doch taczi rój może z dalek przëwanożëc! - Wéz ze mie glëpéra nie robi, le pój je wez! Czë to są twoje, czë nié! Önë nas tu pógrëzą! - Tak zarô ônë cebie nie zjedzą! - gôdôl, cali czas śmiejące sa, Mietek - Wiész të co? Może önë są na cebie ô co rozgôrzoné te pszczole, co? - Co të gôdósz?! Jak rozgórzoné? Co? - Kó może o ten óprisk, co të wczerô za dnia robił! Önë móglë ód tégó wszëtczé wëzdëchac, żebë nie bëlë prawie na kwiatach na bomach -ódrzek terô drist Mietek. - Aaaaa - zacząn ju jinaczi sąsôd a sztócëk bél sztël - jó so tégô nie pómëslôl, wiész të... - Në! Të jesz tégó nigdë nie zrobił. - Bo jó nó to dówól óbacht, ale jakoś jo wczora o nich nie pómëslôl. Në, baro ce prze-prószóm. - Jó nie jem zli, ale pszczole, je widzec, że jo. - Rzecze jima, że jó tego wicy nie zrobią! - ju terô usmiól sa sąsôd. - Më sa jakós dogôdómë. Jó jima cos dobrego zaseja, co mdze kwitło! - Tedë jó z nima pógódaja. Chłop rozlączil telefon a usmiól sa do knópa. - Widzysz të! - A co sa tam stało? - jesz nie zrozmiól do kuńca Tómk. - Pszczole doch nalezlë swój miód, a tak dlugô mdą lôtalë na ten przeddómk, aż gó nazót do sebie nie ponoszą. - Aha! Tero jó wiém - smiół sa moli. - Tero - ódrzek ópa - të so obleczesz swój pszczolarsczi ôbleczënk a pudzesz za tim plastra. Knóp z chacą to zrobił, a pszczole zaró dalë sąsadowi póku. Późni jeden z drëdżim sa z tego öszczérzôl, ale nen gbur ju sa pilowól z ną chemią. Zó to dostól téż czasa sklo miodu. W teksce möże nalezc niechtërne znanczi mordowi kaszëbiznë. Mateusz Bullmann Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 45 JAK SA ROBIŁO W GS... Czej Gminnô Spółdzelniô „Samopomoc Chłopska" (GS „Sch") w Tëchómiu sparłaczëła sa w połowie 60. lat XX wieku z tą w Börzëtëchómiu, nie bëło w ôkölim wiakszégö geesu. Méblarsczi zakłôd, jaczi do niegö słëchôł, béł nôwiakszim w Polsce. Dzysô tamten GS to przede wszëtczim wspöminczi. Czasa szpörtowné, czasa refleksyjne. Pôczątk Gminny Spółdzelnie w Tëchómiu to pier-szé pöwöjnowé lata. W 1946 r. Związk Chłopsczi Samöpömöcë w ny wsë miôł 90 nôleżników. Pô półączenim tëchómsczégö GS-u z börzëtëchómsczim w nôlepszich latach robota nalazlo tam 300 lëdzy. Leno w Tëchómiu GS miôł piekarnia z króma, restauracja „Myśliwska", bar, skupë swiniów, bëdła, bulew, słomë i sana, a téż wełnë i skórów. Ökróm tegô skłôd szi-tów, paszów, zböżô, wagla, budowlanëch materiałów, strzódków öchronë roscënów, krómë: pasmanterijny, z ruchnama, bótama, AGD, zjôdny, żelôzny i papiór-niczi. Dzejałë téż dwa warsztatë: slosarsczi i stolarsczi. Do tego GS-u słëchôł jesz młin, chtëren dzejôł do 2003 r. Dzys, pô przedanim w gódniku uszłégö roku östatnégö krómu w Módrzejewie, pö nym wszëtczim östałë leno wspôminczi. Swöje öpôwiôdô mie trzech dôwnëch pracowników tëchómsczégó GS. - Jô trafiła do niego kąsk bez przëtrôfk - zaczinô Lidio Cysewskô z Tëchómia, a tej cygnie dali: - Jó miała 20 lat i prawie skuńczeła liceum. Tej w 1972 r. ö robota wcale tak letko nie bëło. Öjc na skupie dowiedzół sa, że w GS-ach kógós szukają. Jakno dzeus jem mieszkała na pustkach w Tëchómku. Czile kilometrów ód Tëchómia. }ó potrafiła jezdzëc na motorze, tej z doja-chanim jiwru ni miała. Na zóczątku trafiła na skup zwierzatów. Ökróm swiń, ódbiérelë tam téż bëdło i owce, a na jeseń trusë. Öb lato ódemkłi béł ód sódmi reno, a zëmą ód ósmi. W póniedzółk żëwca skupiwelë w Kramarzënach, we wtórk a strzoda w Tëchómiu, a w czwiórtk w Börzëtëchómiu. Na zóczątku obsługiwała pierszé dwa z wëmienionëch. Robota wcale nić tako letko. - Nôwikszé spadë bëłë na jeseń. Tej ob dzeń më pótrafilë przejąć ód 80 do 100 sztëk tuczników. Köżdégó tucznika muszół zapisać raza z miéwcą. Miono, nôzwëskö gbura, do te miono jego ojca, wies. Wiele sprzedół, wiele kóżdó świnia ważëła, priz brutto a netto. Wszëtkó pisało sa raczno, a rechówało na liczëdle. Pamiatóm, że to baro zadzëwôwało moja mëmka. Öd kógós, chto przëjéżdżôł z Niemców, wëstarała sa dló mie o kalkulator. Tej nicht, nawetka w biórach, gó ni miół, a jó ju na nim rechówała. To baro pómógało - ópówiódó Cysewskó. To je wiedzec, że czej rechówało sa w pamiacë, czasa sa człowiek zmilił. - Wdarza so, że czedës jó za wiele pöliczëła jednemu gburowi za öddóné świnie. Jem pójachała do niego raza z prezesa GS-u. Gospodarza prawie nie bëło doma. Domownikom jó wëklarowała, ó co jidze. Na drëdżi dzeń przëjachôł i zwrócył dëtczi - 46 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 z bëtowsczich stron Zbożowi magazyn w Tëchómiu. Na ödjimku udało sa póznac Helena Grebin i Jana Krigera. Dzysdnia w tim budinku je kwiatnica wspöminô białka. Jinym raza nie zgôdzała sa lëczba tuczników. - Świnie më öddôwelë do miasnëch zakładów w Köscérznie. Tam sa ókozało, że jedny felëje. Kąsk jem sa znerwówała. Ni mogła jem zroz-miec, jak to sa mogło stac. Swójich wpisów jô bëła gwësnô - gôdô moja rozprowioczka. Chutko wszëtko sa wëkłarowało. - To bëło zëmą. Wczas robi sa cem-no. Ökôzało sa, że jedna buczka cëchö leżała w nórce budinku, w jaczim bëłë zamkłé wszëtczé świnie przed sprzedanim, i chłop, chtëren je wëpadzywôł, prost ji nie zauważił - tłomaczi. Czej gburzë przëjéżdżelë na skup, gôdełë rozma-jice. Czëc bëło kaszëbsczi, półsczi, ukrajińsczi, nie-miecczi. - Pöd kuńc funksnérowaniô skupu, na zóczątku lat 90., zwierzata przëwözëlë lëdze nié leno z gminë Tëchómie, ale téż z Gôchów, ze Szlachecczégó Brzézna. Prost nié do uwierzeniô wiele jem tedë lëdzy póznała. Dzél z nich wëjachół późni do Niemców. Tak zrobilë gospodarze z Piôszna, Trzebiôtk, Módrzejewa - gôdô Lidiô. A tej smutno dodôwô: - Wiele z nëch mój ich gburów ju nie żëje. Leno słëchóm w kóscele, że za tegó abó tamtégó je mszô. A jó znała nie leno jich, ale téż miona jich ojców. Za chwila wrócó ji usmiéwk i humór. - Mielë më ale wiesoło w nym naszim kantorku. Czasa gospodarze przëjéżdżelë ze swójima dzecama, tej dôwelë je nama pod opieka, a sami szlë na skup. Co më sa jich nabawilë. Jinszim raza człowiek miół kąsk strachu. Na placu zwierzata miałë zakłôdóné órindżi. Bëłë rozjuszone. Tej-sej jó sa zastanówiała, czë abó nie wpadną do westrzódka najégö kantorka. Czej gburzë czekelë za dëtkama, tej kurzëlë. Seczera mógł pöwiesëc - wspóminó. Jak w kóżdi robóce, nie felowało i górszich momentów. Nóczascy związóné bëłë z deputatama paszë a wagla. - Nôleżałë sa za kóżdé öddóné bëdło. Jiwer béł w tim, że nié wiedno dlô wszëtczich sygło. Na fakturach më mielë pódóné, wiele mómë. Tej wiacy më ni móglë wëdac. Niechtërny to rozmielë, jinszi nié. Tej swoje më muszelë wësłëchac - öpöwiódó Lidió Cysewskó. - A czej chto dostôł, a jinszi nié, tej szedł szacher-macher. Ten mô las, wagla nie brëkuje, jinszi mó cos na wëmiana i jakós sa wszëtcë dogódelë. Lidiô Cysewskó wspóminó, że na skupie nôgörszé bëłë zëmë. - Tedë görszé jak dzysô. Z mrozama, sniega. Czasa spadło gö tëli, że dragö bëło wlezc na skup. Në i chto je za to ódpówiedzalny? Je wiedzec, że jó - czerownik skupu. Tej chutko muszół nalezc jaczich chłopów, chtërny odśnieżą. W Kramarzënach më mielë jednégó taczégö. Nie ódmówiôł. Baro mileczno go wspóminóm. Jistno jak wszëtczich, z chtërnyma jó robią. Wiedno më sobie pómôgelë - gódó Cysewskó i dodówó: - Zëmno bëło téż w najim kantorku. Okna nić baro szczelne, z rena nie napôloné. Tej późni z jedny stronë më bëlë rozpólony ód piécka, a z drë-dżi ód okna zmiarzłi. Jednego roku Lidio Cysewskó raza z białką z urzadu gminë muszała jezdzëc do gburów i sprawdzać, wiele zboża mogą zakontraktować. - Do wikszoscë wsów më jachałë autobusa, a tej chödzëłë piechti po wszëtczich barabónach. Zëma, a më, czasa bez smiotë, szłë do jaczégós gbura. Ni mogą gadać, czej lëdze naju widzelë - dwie wëzëbłé białczi - na stole ód razu pójówiała sa cepłó arbata. Baro żëczlëwie naji przëjimelë - wspóminó Cysewskó. Późni, ókróm skupów w Tëchómiu i Krama-rzënach, jezdzëła do Bórzëtëchómia. - Czej bëło gorsze wiodro, jó nie jachała mótora, a autobusa. W tim bëło tak wiele dzecy, chtërny ja-chałë do szkółë, że czasa dozdrzeniałi na kolanach so jich pösadzëlë, żebë béł wolny plac. A jak tegó placu nijak nie bëło, szofera mie nie wzął. Tej jó chutko muszała jic na autobus do Bëtowa, a stamtądka do Börzëtëchómia - pówiódó białka. Czej w 1990 r. zlikwidowelë skupë, Lidio Cysewskó zaczała robie w biórze. W 2003 r. przeszła na emeritura. - Skupë baro bëlno pamiatóm - gódó Bogumiła Ringwelskó, chtërna w GS robiła m.jin. w barze i restauracje „Myśliwska". - Chłopi, czej ju za sprzedanie dostelë dëtka, zazérelë do baru. Do dzys czëja jich kórbiónczi midzë sobą. Baro czasto sa licytowelë, wiele kogo świnia wóżëła. A na kuńc wiedno bëło: „Tej twója bëła cażészó, możesz postawie". Jinszim raza ójc do knópa rzekł: „Wezże so scygnij te rakawice". „Żebë mie jesz zdżinałë" - odrzekł knóp. Jo, tak to wiedno szło - wspóminó Bogumiła. Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 47 z bëtowsczich stron Bënë Wielebranżowégö Usługowego Zakładu w Tëchómiu W barze chłopi chcelë so wëpic, ale z tim letko nie szło. Alkohol mógł legalno sprzedawać dopierze öd gödzënë pierszi pö pôłnim - Na wszëtkö bëła rada - tłomaczi usmiéchniatô białka. - Baro czasto wpôdała do mie do baru milicjô i pitała, skądka lëdze mają alkohol. A całô zala, jak jeden, gôdają: „Wczora jem kupił. Bogusza, za pazëchą jem miôł, të nie widzała, jak jem wniósł". Bezradno jô rozkłôdała race przed szandarama. Në co zrobić, jak mielë schöwóné. Rozmajice téż lëdze wiozlë zwierzata na skup. - Na zóczątku wszëtcë konnym wóza. Dló swi-niów a ówców na górze mielë kasta, a bëdło szło przëwiązóné z tëłu - ópöwiôdô. - Zdôrzało sa, że i na motorze - dodôwô Ringwelskô i klarëje: - Rôz czedës zazwóniła szwadżerka: „Bogusza, wezże dopomóż, bö nikögö doma ni ma". }ô sadła na baku, za mną dwie owce i na kuńcu szwadżerka, i tak jesmë jachałë. Na skupie to chłopi nama brawa bilë, że taczé zaradne białczi. Równoczasno wspóminó obowiązkowe dostawę, jaczé liczëlë ód hektara. Góspódórz muszół dostar-czëc tëli a tëli zbôżô, bulew i żëwca. Öd 1972 r. zastąpił to gruńtowi pódatk. - Wczas umerlë mój i starszi. Mëmka, czej jó miała 10 lat, a tatk 8 lat późni. Jó ostała sama na gburstwie. Brat w nym czasu béł w wojsku i dodóm nie chcelë go puszczëc. Wszëtkö na mój i głowie. Na zymku gnój jem wëwózëła, trzasła, tej zaorała i sała zböżé. Öb lato muszół żniwie. Tej bëłë ju snopówiązałczi, ale i tak rodżi pola nót bëło óbkaszac. Tej późni klaprowac i odrabiać u jinszich - wspóminó Ringwelskó. Tej cygnie ó öbówiązkówëch dostawach: - Letko z tim nie bëło. Ale jakós jó dówała sobie rada. Zbóżé, to nôlepszé, pó pierszim klaprowaniu, jó brała dló se na mąka, a to östatné, nôgórszé, ódstówiała na dostawę. Jistno z bulwama. Jó óddówała te, jaczé zbiera- ło sa za brónama. Leno z żëwca tak nie szło. Muszół óddac to, co bëło w chlewie. Bogumiła Ringwelskó w GS zaczała robie w 1971 r. Nópierwi w rozlewnie sezonowo, a tej ju na stałé. - Nóprzód jó czëszczëła budle. Wkłódało sa je do wióldżi balie, a tej wëcygało i nakłódało na szczot-czi. Czasa chtos zrobił to mało dokładno i maszina wërzucała je na hala - wspóminó i dodówó: - Robota bëła cażkó, ale kóżdi chatno do ni szedł, bo chcół sobie przëzarobic. W Tëchómiu rozléwelë piwô, jaczé przejeżdżało ju gótowé, a téż oranżada robioną na placu. - Do gorący wödë dodôwelë cëczer, farbnik i kwask. Do taczégö cyropu doléwelë bąbelwóda i kapslowelë - tłomaczi. Klijentama GS w Tëchómiu bëłë krómë m.jin. w Börzëszköwach, Lepińcach, Bórzëtëchómiu, Bëtowie, a téż w Kóbëlnicë czë Kra-marzënach. Późni Ringwelskó robiła w barze i restauracje „Myśliwska". - Do dzys, czej jida ulëcą, lëdze sa ze mną witają. Czej widzą, że za baro jich nie póznówóm, gódają: „We mie nie pamiatóce z restauracje? Nieróz jem do-stół pó chrzebce, czej za wiele jem so wëpił". Jenë, tëli lëdzy człowiek pöznół... - wspóminó. Jistno pöwiedzec móże Tadeusz Swiątkówiók, chtëren ód 1972 r. robił w Wielebranżowim Usługówim Zakładze w Tëchómiu. - Zaczął jem robie ju w nowi lokalizacje. Starszi prôcownicë bëlë baro ród, że sa przënioslë. W nowi halë miele ogrzewanie, wóda, a do te kąpnica. Chudzy möglë le o tim pómarzëc - zaczinó opowiadać Swiątkówiók. Tej w czerowónym bez niegó zakładze robiło dwuch slosarzów: Stanisłów Brzezyńsczi i Wła-disłów Juchniewicz, i dwuch stolarzów: Jan Ringwel-sczi i Stanisłów Stadnik. Slosarze zajimelë sa przede 48 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 z bëtowsczich strón Restauracjo Myśliwska w Tëchómiu z méblama zrobionyma w môlowim zakładze wszëtczim drobnyma naprawama göspödarsczich sprzatów. Uprôwielë płudżi, brónë. Do te robilë ogrodzenia i brómë. Te ôstatné téż do wiôldżich ha-lów. W naddôwku Brzezyńsczi béł köwôla i pödkuwôł könie, a taczi robötë w nym czasu dosc tëli bëło. Późni mielë stara ö maszinë w méblarsczim zakładze, w czim méstra béł, jak rzekł mój rozmównik, Fracëszk Bazner. Jeżlë jidze o stolarzenie, to przede wszëtczim ro-bilë ökna i dwiérze dlô lëdzy a téż zakładów. - Jak to w tëch czasach bëło, felowało bëlnégô materiału — wspóminó Tadeusz Swiątkówiók. — Drzewo më brelë z tartaku w Bëtowie. Ale za dobré nie bëło. Na to nôlepszé më möglë leno wzerac. Szło na eksport. Më dostôwelë to, co ostało. Równak to nie jich wina. Tak tej wnetka ze wszëtczim bëło - klarëje. A za sztót dodôwô: - Szczescé, że më möglë kupiac i ód priwatnëch. Tej sami w lese jesmë wëbiérelë to, co nama bëło brëköwné. Późni jesmë ódbiérelë to z tartaku w Tëchómiu, jaczi cął to wedle naszego wskózënku. Më bëlë ród, a mëszla, że lëdze mët. Drzewo kupiwelë ód mieszkańców Börzëszk, Cemna, Trzebiótk czë Wióldżégó Glësna. Tëchómsczi zakłód wespółrobił téż z tartaka w Soszëcë. - Prowadzył gó Édmund Scygała. Solidno firma, dobré jakóscowó drzewo, na czas dowiozłé. Wiedno më mielë stara, żebë materiału bëło na placu wiacy, jak jesmë brëkówelë. Më ni mielë tedë jiwru z przestój ama - wspóminô Swiątköwiôk. Tëchómsczi zakłôd z roku na rok sa rozwijół. Pód kuńc 70. lat robiło w nim ju 10 lëdzy. Z czasa zmieniół sa jego charakter. - W 1976 r. më dostelë zamówienie na zrobienie méblów do restauracje „Pod pstrągiem w Börzëtëchómiu. To je wiedzec, że muszało sa pojawić cos kaszëbsczégö. Jem mëslół nad projekta. Umëslił jem módło ópiarté na kaszëbsczim wësziwku. Naji slosarze zrobilë metalową matrica - wspóminó Swiątkówiók. Rozgrzewało sa ja w kówalsczim piecu, a tej wëpólało wzór w drewnie. Za jednym nagrzanim powstałe sztërë modła. Tedë przë kóżdim stole sódało sztërzech procowników i kóżden malowół jeden. - Pójówiało sa pitanié: jak to utrwalëc? Më sa dogódelë z zakłada w Miastku. Oni na méble na-kłôdelë grëbą wiôrzta lakeru. W naddówku béł wëtrzëmałi na uderzenia - tłómaczi Swiątkówiók, a tej jesz dodówó: - Czedës jem mëslół ö sztudéro-wanim w Akademie Snóżégó Kuńsztu. Öd dzecnëch lat jem malowół i rzezół. Równak skuńczeło sa na ekonomie. W tëchómsczim zakładze kąsk jem mógł wëzwëskac swoje talentë przë projektowanim méb-lów, wëstroju bënów. Méble z restauracje „Pod pstrągiem" öbzérało wiele lëdzy, ósoblëwie ti, co jachalë nad morze. Chcelë wiedzec, chto je zrobił i czë dló nich téż bë sa dało j istné zrëchtowac. - Po Bórzëtëchómiu pöjawiłë sa w Lepińcach, Debrznie, Słëpsku, a nawetka w Dolnym Kazmierzu. Më je przedówelë na całą Polska. Do grëpë, mëszla, że czile tësący na gwës jich poszło. Kupiałë nié leno firmë, ale téż priwatny lëdze - wspóminó Tadeusz. Robótë bëło tëli, że szła na dwie zmianę, a zakłód muszół rozbudować. Nową hala ödemklë w stëczniku 1981 r. Kóształa 20 min zł (wedle dónëch ZUS strzédné wënôdgrodzenié tej wënószało 7689 zł). - Raza z załogą më pöstanowilë pówiesëc w ni krziż. Zazwónił jem do prezesa GS-u, ni miół nick procëm. Władza nie rzekła „nić", ale baro za tim nie bëła. Dwa lata późni, czej kąsk cëszi zrobiło sa kol „Solidarnoscë", wezwelë mie do bióra i kôzelë gó zjimnąc. Jo rzekł, że taczégö pólecenió swójim lëdzóm nie dóm - ópówiódó mój rozmównik. Czej wrócół z Bórzëtëchómia, widzół, jak z jego zakładu Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 49 z bëtowsczich stron wëchödzył czerownik tëchómsczi filie. - Jem zapitôł lëdzy, czegö chcôł. Rzeklë: „Më mielë zjąc krziż. Wszëtcë gö wëgwizdelë. Ale nawetka czejbë bëło ji-naczi, to, szefie, më gö tak zamöcowelë, że jak chtos badze chcôł to zrobić, to scygnie gö raza z połową scanë". W latach 80. w tëchómsczim zakładze robilë ju przede wszëtczim mébloscanczi. Kupiwelë je co-lemało lëdze z ökölégö. Robilë je téż dlô firmów i institucji. W nôlepszich czasach Wielebranżowi Usługowi Zakłôd w Tëchómiu zatrudniôł 4 slosarzów i 50-60 stolarzów. - Dzél béł pó warköwëch szkołach, dzél sami je-smë sztôłcëlë. Późni wiele z nëch prôcowników za-łożëło swöje firmë. Wspöminóm jich jakno bëlnëch uczniów, a późni fachmanów - gôdô Tadeusz. Z czasa w firmie bëło corôzka görzi. Szło przede wszëtczim ö lëché zaopatrzenie. - To miało cësk na produktë. Jezdzył jem nawetka do centrale we Warszawie. Na krótko to pómógało. Musz pamiatac, że pó rozbudowie më bëlë nôwik-szim taczim méblarsczim zakłada w Polsce. Przëjéż-dżałë do naju delegacje z jinszich spółdzelniów, żebë öbaczëc, jak robimë - rzecze Swiątkówiôk. W 1989 r. na dobré zaczałë sa z jiwrë z materiała-ma. Rok późni zakłôd chcelë sprzedać. Chatnó bëła miasteckó firma. Krótko przed Gódama umówilë sa nawetka u notariusza. - Jakno prôcownicë më żdelë, co z tegó badze. Nôgle przëjachelë do naju z miastecczi firmë i góda-ją, że nicht ókróm nich u notariusza sa nie pojawił. Më óstelë na lodzę. W 1991 rok jesmë weszlë bez dogôdënków na dostawa, bez nëch na sprzedóż -ópówiôdô mój rozprówca. Jakoś udało sa jima przedërchac dradżi czas, a nawetka na nowo rozkracëc produkcja. W maju 1991 r. władze GS udbałë so, że tëchómsczi zakłôd nie óstónie przedóny, a óddóny w pacht. Nowi miéwca nie mëslôł o meblach. Dół sa na sprzedôwanié palétów. - Më je robilë. Dało to nama móżlëwóta, żebë górszi zort drewna szedł na ne palétë, a lepszi na ogrodową galanteria. Ekspörtowelë ja nawetka do Niemców. Z nima wszëtkö szło bëlno do czasu zapłatę. Czasa miało sa taczé wrażenie, że tedë wszëtcë chcelë Polska wëkórzëstac - gódó Tadeusz Swiątköwiôk. Pó czasu miasteckó firma zaczała skracac u se automaticzné pralczi z óladersczich czascy. Bëłë baro awarijné. Pójawiłë sa dłudżi. - W jednym miesądzu zafelało dëtków na wëpłata. Dosc tëli bëło rodzënów, w chtërnëch leno jedna osoba robiła. Żebë zapłacëc lëdzóm za robota, óddół jem swoje ószczadnoscë. Późni mie to firma oddała. Wszëtcë zaczalë sa zastanawiać, co dali - wspóminó Swiątkówiók. Niechtërny zwólnilë sa sami w połowie 1992 r. W séwniku wszëtcë dostelë wëpówiedzenia. Ma-jątk wrócył do GS, ale ju bez lëdzy. To béł kuńc tëchómsczégö méblarsczégó zakładu. Co sa stało, że z tak wiôldżégó majątku, jaczi miół GS, dzys nick nie óstało? - Czej komuna sa skuńczeła, nastałë jinszé czasë. Tej-sej mie sa zdówało, że z górë, ód centralnëch wëszëznów, szło hasło: likwidować. Powstałe téż pri-watné firmë - gódó Lidio Cysewskó. - Jakno czerownik widzół jem dosc dobrze, co dzejało sa bënë. Z jedny stronë bëło wiôldżé przein-westowanié. Na budowa wzalë za wiele kreditów. Późni zafelało dëtków na spłata rat. Z drëdżi stronë jakno młodi lëdze më mielë jinszé udbë na rozwij, może më bëlë barżi ódemkłi. Jeżlë jidze ó Tëchómie, to më mielë czile baro bëlnëch zakładów, jaczé można bëło dali rozwijać. Jesmë chcelë, żebë wiakszé uwóżanié czerownictwö miało dlô udbów prócowników, chtër-ny mielë swiąda, jak dzejó GS. Timczasa decydowelë gwóscëcele udzélów, jaczi nie bëlë tak baro związó-ny ze spółdzelnią jak më - gódó na kuńc Tadeusz Swiątkówiók. Łukôsz Zołtköwsczi 50 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 KASZEBSCZISPIKRZ PAMIACE ONI TAM SZLË NA TE ZEMIE ÖDZWËSKÓNÉ Ön béł dwa lata w wojsku we Gduńsku, a jak przeszedł ju pö wojsku, tedë on sa tam wëprowadzył. Tam mieszkôł wuja i mój i mëmë sostra. Oni tam szlë na te zemie ödzwëskóné. I tedë brat szedł tam, göspödarczi wiacy wölny stojało, pusti, i ön tam wzął taczé môłé gospodarstwo. I më tam köniama, jô pamiatóm, jachelë. Tata jachôł tam zawiezc roz-majité rzeczë. I jesz tam brat béł, i sostra starszo od mie tam bëła z nima raza. Oni tam chiba dwa lata bëlë abö trzë. Dąbrówka, mie sa zdaje, to sa nazéwa-ło. I tam bëła słoma, czë cos tam bëło, tak tej nazód wiedno tata sobie wzął ti słomë, sana, bo u nas to mielë Ruscë wszëskó öbróné. Przez dwa lata nic nie rosło, bó nie bëło czim tego nawieźć, nagnojic. To bëło słabé. Z Jadwigą Szwaba gôdałë: Paulëna Waserskô i Elżbieta Bugajna 15 séwnika 2023 roku w somoninie Kaszëbsczi Spikrz Pamiacë, projekt, chtëren rëgnął dzaka udëtköwieniému ze strzódków Muzeum Historie Pôlsczi w öbrëmim programu „Patriotyzm Jutra", i chtëren prowadzony je przez Muzeum Kaszëbskó-Pömôrsczi Muzyczi i Pismie-niznë, je bógatszi o wspóminczi Jadwidżi Szwabe z Somonina. Jadwiga Szwaba (z d. Gójtowskó) urodzą sa 22 rujana 1934 roku w Mójszewsczi Hëce. Robią w Kartësczich Zakładach Produkcyjnëch „Veritas". Öne nôleżałë do produkcyjnëch óstrzódków, co powstałe pó II światowi wojnie. Bohaterka Kaszëbsczégó Spikrza Pamiacë öpówiôdô ó wspominkach ójca z czasu, czej on béł zamkłi w anielsczi sôdzë w I światowi wojnie, 0 zakuńczenim II światowi wöjnë, chtërno dlô Pólsczi nie bëło kuńca biôtczi ö samöstójnota, 1 „zemiach ödzwëskónëch", gdze przecygelë pólsczi mieszkańcowie. Wspóminczi są ju przistapné na stronie Kaszëbsczégó Spikrza Pamiacë: https://spichlerzkaszubski.pl/page/k_posts/ jadwiga-szwaba-89.php Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 51 KSIĄŻKOWE NOWOŚCI REGIONALNE Autor: Krystian Zdzienni-cki (red.) Tytuł: Z dziejów Powiśla Wydawca: Region Rok wydania: 2024 ISBN: 978-83-8365-023-4 Publikacja jest pokłosiem projektu „Powiśle jako arena działań militarnych i dyplomatycznych", realizowanego przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Sztumskiej oraz Powiślańską Grupę Działania w Sztumie. Doktor Piotr Szczurowski przedstawia w niej pogląd, że wyprawa krzyżowa na Pomezanię na początku 1234 r., a w konsekwencji bitwa nad Dzierzgonką w tym samym roku, otworzyły w XIII w. Krzyżakom drogę do budowy na ziemiach Prusów swojego państwa. Krystian Zdziennicki swój tekst poświęcił bitwie ze Szwedami pod Trzcianą w 1629 r., natomiast prof. Andrzej Korytko - rokowaniom pokojowym w Sztumskiej Wsi, zakończonym podpisaniem rozejmu 12 września 1635 r. Z kolei dr Wojciech Szramowski opisał działalność nowożytnej poczty, zapoznając czytelnika z przebiegającymi przez region szlakami, którymi podążała korespondencja. Ostatnie dwa artykuły poświęcono plebiscytowi na Powiślu: wizycie w tym regionie Stefana Żeromskiego, Jana Kasprowicza i Władysława Kozickiego (dr Justyna Liguz) oraz działalności narodowej hr. Stanisława Sierakowskiego z Waplewa Wielkiego w latach 1918-1920 (Adam Langowski). Autor: Anna Ciemińska (red.) nacją. Jak powiedziała jedna z rozmówczyń: Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko niezrealizowane. Autor: Justyna Zientkowska DZIEWCZYNY NA FALI Tytuł: Dziewczyny na fali. 2019-2023 Wydawca: Narodowe Muzeum Morskie, Gdańsk Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-64150-64-7 Uroczyście obchodzony w 2019 r. w Narodowym Muzeum Morskim Dzień Kobiet był pretekstem do zapoczątkowania cyklicznych rozmów z nimi o nich samych i o morzu. W organizowaniu spotkań nie przeszkodziła nawet pandemia. W publikacji zaprezentowano 18 wywiadów. Panie - zajmujące się m.in. nurkowaniem, żeglarstwem, żeglugą, oceanografią, konstruowaniem statków i archeologią podwodną - opowiadają o swoim życiu zawodowym, pasjach, codzienności w szeroko rozumianej branży morskiej, a także o odwadze w sięganiu po marzenia. Poznanie ich doświadczeń nasuwa refleksję, jak wiele można osiągnąć, gdy połączy się pasję z determi- lOHęjN/G, lim®#\yi Tytuł: O Jaśku z Chojnic, który zawędrował aż na Księżyc Wydawca: Miejska Biblioteka Publiczna, Chojnice Rok wydania: 2022 ISBN: 978-83-965864-2-1 Dwujęzyczna - z polskim i niemieckim tekstem - be-letryzowana książka o życiu i osiągnięciach Johanna Daniela Titusa (1729-1796), urodzonego w Chojnicach niemieckiego astronoma, fizyka i biologa, autora przełomowego odkrycia: metody obliczania średniej odległości planet od Słońca, także w innych układach planetarnych. Narratorem książeczki jest jej bohater, którego po śmierci ojca pod swoje skrzydła wziął wuj ze strony mamy Michał Kristian Hanow, profesor w Gdańsku. Tu, w nad-motławskim mieście, Titus kontynuował naukę w Gimnazjum Akademickim. Studia ukończył i rozpoczął karierę naukową w Lipsku. Potem do końca życia związany był z Wittenbergą, gdzie na uniwersytecie wykładał matematykę i fizykę. I Autor: Bogdan Wiśniew- ski (red.) Tytuł: Ks. Bernard Sychta. Człowiek nauki, kultury i Kościoła Wydawca: Bernardinum Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-8127-996-3 Pokłosie szóstej konferencji z cyklu „Wielcy ludzie małego Pelplina", która odbyła się w 2022 r. Poświęcona była Kaszubie, który większość swego życia spędził na Kociewiu i tu pracował nad siedmiotomowym Słownikiem gwar kaszubskich na tle kultury ludowej oraz Słownikiem kociewskim na tle kultury ludowej. Referaty wygłosili: Ryszard Szwoch (Działalność duszpasterska ks. Bernarda Sychty), ks. Jan Walkusz (Ks. doktor Bernard Sychta jako dydaktyk i znawca psychiatrii), Daniel Kalinowski (Przedwojenna recepcja sztuk kaszubskich Bernarda Sychty), Aneta Lewińska (O niektórych zwyczajach i obrzędach kociewskich w świetle „Słownika kociewskiego..."), Maria Pają-kowska-Kensik (O językowych formach ekspresji w „Słowniku kociewskim..."), Róża Wosiak-Śliwa (O alternatywnych metodach leczenia i pielęgnacji KS. BERNARD SYCHTA CZŁOWIEK NAUKI KULTURY I KOŚCIOŁA HH aa 52 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 KSIĄŻKOWE NOWOŚCI REGIONALNE w świetle „Słownika kociewskiego...") oraz Justyna Pomierska (Objaśnienia przysłów w „Słowniku gwar kaszubskich"). Tytuł: Kaszubajki Wydawca: Zrzeszenie Kaszubsko - Pomorskie Rok wydania: 2022 ISBN: 978-83-66820-24-1 kaszubskaksiazka.pl Dwujęzyczny - z polskim i kaszubskim tekstami - zbiór bajek dla dzieci opartych na kaszubskiej mitologii. Ich fabuła toczy się w zmyślonej kaszubskiej miejscowości Niesforne Gacie i jej okolicach, zamieszkanych nie tylko przez Kaszubów, ale też stwory: stolemy, kraśnięta, purtki, mory i inne. Czasami odwiedzają, ich goście z zewnątrz, np. klabaternik. Publikacja jest efektem warsztatów realizowanych w ramach projektu „Od baśni do fantasy" w Stacji Kultura (Miejskiej Bibliotece Publicznej) w Rumi, skierowanego do najmłodszych czytelników książnicy. Nie dzieci jednak są autorami bajek, a osoby specjalnie do ich stworzenia zaproszone. W ten sposób powstała świetnie napisana ilustrowana publikacja, która z pewnością nie tylko rozpali dziecięcą wyobraźnię, ale również może stać się źródłem inspiracji dla literackich przedsięwzięć. Autor: Krystyna Gierszewska Tytuł: Kociewski stół bożonarodzeniowy Wydawca: Bernardinum Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-8333-159-1 Publikacja wydana staraniem członkiń Stowarzyszenia „Kociewskie Forum Kobiet" w ramach XIII Sympozjum Kulinarnego „O jeściu na Kociewiu" i sfinansowana ze środków gminy Subkowy. Zawiera przepisy na potrawy i ich zdjęcia nadesłane przez mieszkanki powiatu tczewskiego. Są tu receptury na dania tradycyjne, znane na Kociewiu od pokoleń, a także na te bardziej współczesne. Ich autorki polecają m.in.: gołąbki z kaszą gryczaną, karpia smażonego, krokiety z kapustą i pieczarkami, kulebiak, łososia pod szpinakową pierzynką oraz w pieprzu cytrynowym czy pierogi z serem w karmelu. Autor: Bogdan Chrzanowski, Danuta Drywa, Andrzej Gąsiorowski, Krzysztof Korda, Lech J. Zdrojewski Tytuł: Gryf pod zna- kiem orła białego. W walce o polskie Pomorze 1939-1945 Wydawca: Muzeum Stutthof, Sztutowo Rok wydania: 2023 ISBN: 978-83-67848-16-9 Bogato ilustrowane polsko-angielskie opracowanie o walce konspiracyjnej na Pomorzu podczas drugiej wojny światowej. Rozpoczyna je tekst o początkach okupacji w tym regionie, wysiedleniach, Niemieckiej liście narodowościowej, Wehrmachcie. Następnie zaprezentowano formy oporu na Pomorzu, a szerzej - Tajną Organizację Wojskową „Gryf Pomorski". Nie zabrakło artykułu o KL Stutthof - miejscu uwięzienia i kaźni mieszkańców Pomorza. Publikację wieńczy tekst o ks. Józefie Wryczy. Towarzyszą jej dwa zeszyty: jeden zawiera streszczenie działalności „Gryfa", drugi zaś - scenariusz lekcji o partyzantce na Pomorzu z podaniem źródeł (przeznaczony dla klas VII-VIII szkół podstawowych oraz dla szkół średnich), a także test sprawdzający. Autor: Przemysław Zientkowski (red.) Tytuł: Chojnice 1939-1945 Wydawca: Miejska Biblioteka Publiczna, Chojnice Rok wydania: 2024 ISBN: 978-83-969872-0-4 Opracowanie jest reedycją publikacji z 1947 r., w latach 90. XX w. powtórzonej w masowo powielanej oprawie broszurowej. Dotyczy zamordowania 1939 r. na Polach Igielskich k. Chojnic około pięciuset mieszkańców powiatu chojnickiego przez członków paramilitarnego Selbstschutzu i niemieckiej milicji. W maju 2020 r. zespół pod kierunkiem dr. Dawida Kobiałki, adiunkta w Katedrze Archeologii Historycznej i Bronioznawstwa Uniwersytetu Łódzkiego, we współpracy z prokuratorem IPN Tomaszem Jankowskim rozpoczął prace badawcze na terenie egzekucji. Natrafiono na ok. 4500 artefaktów, przede wszystkim rzeczy osobistych ofiar. Dodatkowo historyk gdańskiego IPN dr Dariusz Burczyk sporządził listę ponad stu dwudziestu osób, które hitlerowcy mogli doprowadzić w połowie stycznia 1945 r. do chojnickiej Doliny Śmierci. Byli wśród nich członkowie Armii Krajowej. Iwona Joć CHOJNICE 1939*1945 wm 3P WOJEWÓDZKA I MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA IM. JOSEPHA CONRADA KORZENIOWSKIEGO W GDAŃSKU Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 53 Z Kociewia FELIETON To- v\le/ je$t robota/, a/ wuZota/... Krótkie zdanie, takie celne, mądre... Jak mogłam tego wcześniej nie usłyszeć. Wiele tych lat obecności w ZKP, tyle spotkań zapadających w pamięć, tyle tekstów rozmaitych i rozmów dokończonych i nie... Przypomniał to zdanie dr Dariusz Majkowski, odbierając niedawno w Ratuszu Staromiejskim w Gdańsku Medal Stolema. Wiele już lat związany z „Pomeranią". Świetna znajomość kaszubszczyzny i zarazem umiejętność przekładu. Walne gratulacje. Podziwiam. I rośnie zastęp Stolemów. Dodatkowa radość, program artystyczny w wykonaniu młodzieży z Kościerzyny. Śpiew i scenki jak z kabaretu. Na Kociewiu nie używamy tego wspaniałego wyrazu -miłota, ale wiele powodów, okazji też mamy. Już same gwary kociewskie mogą cieszyć, a co dopiero kultura regionu. Niespodziewanie dotarł do mnie do konsultacji tekst na konkurs „Oblicza Europy". Autorka Jolanta Piekarska z Jeżewa przygotowała wzruszające opowiadanie My wszyscy stąd. Swojskość obrazu podkreśla gwara. I jak się nie cieszyć. Wspominałam niedawno Zytę Wejer, która spisuje gwarowe frazeologizmy. Żartuje, że gdy nie może spać, to przychodzą do jej głowy rozmaite stare słowa i całe powiedzonka. Musimy nadrobić zaległości w utrwalaniu dziedzictwa niematerialnego naszego Kociewia. Takie na przykład Kujawy dawno rozpowszechniły oryginalne zachowanie tradycji wielkanocnych, zwanych przywoływkami lub przywołówkami. Regionalna telewizja pokazuje i obrazy idą w świat... W tym roku prawie zapomniałam o wielkopiątkowych Bożych ranach. Zawsze czuwałam nad wymownym zwyczajem. Teraz wnuki poszły już w świat. Ktoś w rodzinie podpowiedział mi, że mogę wirtualnie, niech wiedzą, że o nich pamiętam. I poszły obrazy... Zresztą liczą, że zajónc tyż o nich nie zaboczy... Dużą niespodzianką w tym roku był dyngus w wykonaniu ks. Marcina Waw-rzynkowskiego - proboszcza fary w Świeciu. Pamiętamy, że wiecznie żywy jest w kulturze Syzyf. Z pomocą strażaków z OSP Ratownik rozweselił nim wychodzących z kościoła... Do naszej zabytkowej tzw. starej fary w Świeciu przybył z Bytowa i ciekawie tworzy parafialną wspólnotę. W tym roku wiosna nie mogła się już doczekać i przyszła sobie, jakby tak musiało być. W połowie kwietnia zakwitły w naszym ogrodzie bzy, drzewa owocowe też szaleją. Do różnych konkursów recytatorskich szykują się szkoły, w których uczbo regionalna jest obecna. Co roku mam przyjemność uczestniczyć jako jurorka. Ktoś przygotowujący recytację wiersza Beksa telefonicznie spytał 0 czasownik piincować. Nie znałam tego wyrazu, u B. Sychty też nie ma. Na Kociewiu 1 też na Kaszubach znane sąplince lub plindze jako placki. Po rozmowie z autorką tekstu już wiem, więcej o małej Zuzi, co i durcham plin-cowała. Przy okazji otrzymałam od Elżbiety Pasterskiej książkę Dycht rychłych po nasza-mu. O kalikich Kociewiakach. Liczę bardzo na to, że szportowne pogaduszki Andzi i Maćka ożywionych przy Fabryce Sztuk w Tczewie też doczekają wydruku. Radością ostatnich miesięcy są przesyłane do konsultacji gwa-roznawczej teksty Ryszarda Walkowskiego, dla którego mistrzem był Roman Landowski. Już o tym wspominałam i nadal będę upominać się o „Kociewski Magazyn Regionalny". Dobrze, że zasłużona, długoletnia „Pomerania" udziela nam miejsca. Pamiętamy, że wiecznie żywy jest w kulturze Syzyf. Nie namolny, a uperty i wytrwały, bo pamięta o ko-ciewskich szyrzawach i wyżąwach, jak na ten przykład kongresy... Dwa tysiące dwudziesty piąty - to brzmi obiecująco. Oczekująco spoglądając na Kociewskie Centrum Kultury w Pelplinie, pamiętamy, że regionalne działania to nie robota, a miłota... Powinna być owocna i trwać jak najdłużej. Nie tylko Stolemy tak uważajó... Nó i jeszcze liczó na nowe samo-rzóndy, co to wiedzo, że władza jest służbo! Maria Pająkowska-Kensik 54 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 r-O-, rn LEKTURY REALIZM ZE SZCZYPTĄ HUMORU Mateusz Bullmann, Nordowé pôwiôstczi, Wydawnictwo ZKP, Gduńsk 2021 Literatura kaszubska tworzona w ostatnich dwóch dekadach przechodzi różne zakręty: pojawiają się tormy tradycyjne obok nowych poetyk, z jednej strony wychodzą drukiem utwory kierowane do czytelników młodzieżowych, z drugiej do dorosłych. Jak dawniej - literaturę tworzą mężczyźni, ale coraz więcej i coraz ciekawszych propozycji wychodzi spod ręki kobiet. Patrząc całościowo, w kaszubskim życiu literackim liczba postaw estetycznych, stanowisk ideowych i rozwiązań formalnych jest spora i ta różnorodność pozytywnie świadczy o kondycji kaszubszczyzny. Jest więc w czym wybierać. Jedną z realistycznych propozycji literatury kaszubskiej przygotował Mateusz Bullmann, autor od kilku lat publikujący na łamach „Pomeranii" czy „Stegny", kulturowo-językowy przedstawiciel Nordy, który ma swoistą łatwość pisania, a co za tym idzie - w wielu krótkich formach literackich opisuje rozległość dzisiejszego doświadczenia egzystencjalnego Kaszubów. W 2021 r. nakładem Wydawnictwa Zrzeszenia Kaszubsko--Pomorskiego wyszedł drukiem jego autorstwa zbiór opowiadań pt. Hordowe pôwiôstczi, zawierający szeroki wybór utworów, dla których wspólnym mianownikiem jest północ Kaszub przedstawiona w sposób realistyczny, bez satyrycznych lub naturalistycz-nych tendencji, bez poszukiwań niecodziennej formy wyrazu i bez prowokacyjnych kontekstów ideowych. Jaka jest kaszubska północ? Po pierwsze, nie jest ciemna, groźna czy demoniczna, jak można by z powodu Herderowskiego mitu sądzić. Bullmann nie szuka dla swoich utworów tego typu antropologicznego kontekstu i nie zamierza budować literatury, która miałaby realizować symboliczny styl myślenia o stronach świata i cechach ducha narodowego, który tak wyraźnie przedstawiali w swoich dziełach romantycy skandynawscy, niemieccy czy polscy. Dla kaszubskiego literata „nordowy" oznacza nade wszystko przestrzeń geograficzną, północną część Kaszub, w której świadomość historii i sfery obyczajowej regionu oraz egzystencjalne doświadczenie morza odnajdują się w tematyce opowiadań. Te dwie cechy tematyczne widoczne są w kompozycji zbioru Bullmanna. Trzeba jednak od razu zauważyć to, że pojawia się jeszcze trzecia część zbioru zatytułowana Świat z konia wëzdrzi jinaczi, która nie jest już w tak silny jak wcześniejsze cząstki zbioru sposób związana z kaszubską północą. Pierwsza część Nordowëch pôwiôstk została naznaczona tytułem Wanoga z Ópą, co w dobitny sposób wskazuje na wspólny dla opowiadań czynnik, czyli snucie narracji wspomnieniowo-obyczajowej. Wspomnieniowość jest tutaj widoczna dzięki przytoczeniu dawnego wydarzenia, które w ujęciu narratora wygląda na jeden z wielu aktów życiowego doświadczenia i mądrości wcześniejszych pokoleń, co w dzisiejszych warunkach staje się nauką dla Kaszubów. Oznacza to, że Bullmann w przywołaniu historyczności danego faktu nie jest kronikarzem czy dokumentalistą, a raczej literatem moralistą, który wskazuje na pewien wzorzec postępowania społecznego. Takie opowiadania, jak Rëbacczi jiwer lub Pierszidzëk, ukazują, jak wyglądają życiowe egzystencjalne wyzwania, w których starsze pokolenia pokazują młodszym, jak wygląda dobra robota, odpowiednie zachowanie w lesie czy zwykłe doglądanie stanu gospodarstwa. Druga część zbioru Nordowé pôwiôstczi jest osadzona w geogra-ficzno-historycznej lądowej przestrzeni od Gdańska do Pucka oraz czasami Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 55 4- Lektury na morskich wodach Zatoki Puckiej. Pojawiają się tutaj północnokaszubskie miejscowości: Mrzezino, Łebcz, Puck oraz Osłonino i ich mieszkańcy, ukazani w różnych fabularnych odsłonach rozgrywających się od czasu XVII w. do lat trzydziestych XX w. W narracjach, które dotyczą XVII w., Bullmann powraca do motywów znanych z polskojęzycznych utworów Augustyna Necla lub Franciszka Fenikowskiego. Stąd Biôtka na wiku i opis czasów Jana Wejhera kojarzy się z czasami barwnie opisanymi przez Necla w Krwawym sztormie czy Złotych kluczach, Mlodi okratnikidś i opis wydarzeń z lat dwudziestych XVII w. mogą przywoływać na myśl powieści Kaper z „Morskiego Psa" lub Baszta Trzech Koron Fenikowskiego. Oczywiście propozycje Bullmanna z tej części jego zbioru nie są tak ambitnymi zamierzeniami literackimi, jak wspomnianych przed chwilą autorów. W trzeciej części Nordowé pöwiôstczi są chyba najbardziej oryginalne. Rzeczywiście, jak mówi tytuł tego składnika zbioru Bullmanna, Świat z konia wëzdrzi jinaczi, Owa inność polega nie tylko na wyższym punkcie widzenia z powodu jazdy wierzchem. Z opowiastek wyłania się sporo oryginalnych sądów na temat koni, jakie hołdują w sobie Kaszubi, opisy zwyczajów, żartów i powiedzonek. Kaszubscy koniarze mają tutaj dużo do zaoferowania i nie można - co ukazują opowiadania Kuczrabëc lub Kaszëbskô rasa koni- sprowadzać tej kulturowej sfery wyłącznie do reliktów dawnych hodowli czy jakiejś niszy społecznej, której los już został przesądzony. Choć Bullmann nie sili się na wypowiedzi filozoficzne, a i niektóre z akapitów mają postać humoresek, to z takich opowiadań, jak Hubertowi czas abô swiato sw. Eustachego lub ôd môiégô hiska dostôrimërë wyłania się zapis rodzaju mądrości życiowej, szacunku dla zwierząt, odpowiedzialności za siebie i za innych ludzi. Opowiadania Mateusza Bullmanna zebrane w jednej książce napisane zostały w zbliżonej stylistyce, którą należy wiązać z realizmem. Tego typu estetyka wydaje się już nieco zużyta i nie wywołuje większego czytelniczego poruszenia. W XXI w. realizm - rozumiany jako mimetyczne odwzorowanie momentu dziejowego, charakterystycznych dla danego społeczeństwa typów ludzkich, dominujących idei filozoficznych oraz obiektywnego ujęcia rzeczywistości - nie wydaje się atrakcyjny. Bullmann zdecydował się jednak na tego typu estetykę, co przyjąć można z mieszanymi odczuciami. Z jednej strony to trafny wybór, jeśli zakładać, że przedstawia się rzeczywistość niepowtarzalną, oryginalną i zanikającą. Takim światem rzeczywiście czasami objawia się północnokaszubski krąg z jego doświadczeniem Morza Bałtyckiego, zarówno w aspekcie historycznym, jak i codziennych realiów pracy. Szczególnie cenne jest w realistycznym sposobie ukazania rzeczywistości wyjście Bullmanna poza nordowe otoczenie i zajęcie się tematyką hippiczną w sensie docenienia statusu aktywności kuczerskich, obyczajowości hodowców koni, nawet powiedzonek czy folkloru językowego koniarzy. Z drugiej jednak strony realizm narracyjny w zbiorze Nordowé pôwiôstczijest nieco przewidywalny, fabuła ma przeciętną dynamikę, finały utworów zaś nie zaskakują pointą. Oczywiście można taką sytuację wytłumaczyć tym, że realizm oznacza obiektywne, typowe oraz logiczne ułożenie opowieści. W takim ujęciu nie chodzi o szokowanie, lecz poruszanie emocji „prawdą" ukazywanego świata. Jednakże realizm to również budo- wanie na tyle atrakcyjnej narracji, aby dotrzeć do wyobraźni i świata wartości odbiorców. To zaś wymaga nie tylko naśladowania, ale również powiększania lub oddalania przytaczanych faktów i szczegółów portretowanych ludzi, tak jak to się dzieje w funkcjonowaniu lupy czy lornetki. Nordowé pôwiôstczi Mateusza Bullmanna to zestaw utworów o realiach życia przeciętnego człowieka Kaszub. Jest tutaj zauważalny szacunek dla przodków i dawnych ludzi, którzy reprezentują pozytywne cechy charakteru (np. Pierszi dzëk albo Wanoga z ópą), ale bez wpadania w tony idea-lizacji czy mityzacji przeszłości. Widać w niektórych opowiastkach znajomość kaszubskich wierzeń (np. Bôrowô Cofka lub Trzë ukôzczi), ale są one konfrontowane z dzisiejszą wrażliwością i świadomością nowoczesnych realiów życia. Być może najważniejsze są u Bullmanna utwory, w których chodzi o ukazanie piękna zwykłości oraz sensu codzienności. Przecież nie musi w nich występować coś niesamowitego lub też nie musi się manifestować nienaturalna siła. Jak widać to w opowiadaniu Mój z moją czy też Żelôzné jadra, kobiety i mężczyźni potrafią okazać cechy swojego charakteru tak w czas pokoju, jak i wojny, tak w typowych sytuacjach, jak i w zagrożeniu. Przed dosłownością i publicystyką ratuje utwory Bullmanna narracyjny humor. Nie jest to piekąca satyra czy sceny komizmu kończące się wybuchem śmiechu, a lekki uśmiech, który wynika z poczucia akceptacji dla człowieczych przywar i pomyłek. To także dystans do życia, które nie musi obfitować w wydarzenia epokowe, ale w harmonijne bycie w miejscu i czasie, który przyszło przeżyć. Przecież zwykłe życie to jedyne, co mamy. Daniel Kalinowski 56 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 Lektury WSPOMNIENIA KASZËBÓW EUGENIUSZA PRËCZKÖWSCZÉGÖ Niedôwno ukôzałë sa drëka, spisóné i wëdóné przez möjégö drëcha, Eugeniusza Prëczköwsczégö, sztërë dzéle wöjnowëch wspömnieniów Kaszëbów. Z tegö dwa - II i IV dzél - móm ju przeczëtóné. Mają öne nôdpisë: Strzał w plecy / Szos w chrzebt i Piekło na zemi\ Są to, wikszim dzéla, rozmöwë ze stôrima lëdzama, jaczé Génk zapisywôł abö nagriwôł na magnetofon przez czilenôsce lat rëchli. Miôł möżlëwösc zapoznać sa ze swöjima rozmówcama przë leżnoscë wëjazdów z zespöła nagriwającym filmë do programu telewizyjnego, tj. magazynu kaszëbsczégö pn. „Rodno zemia". Ale w tëch samëch latach téż Génk béł redaktora dodôwku do gazétë „Glos Wybrzeża", pn. „Norda", dze téż zamieszcziwôł tegö ôrtu tekstë. Dzél wspômnieniów pochödzy öd blëższich i dalszich krewnëch czë pöwinowatëch i znajomëch Eugeniusza, a wiele téż öd czësto cëzëch lëdzy. Dzaka swöjim wëjazdóm w teren i zapöznónym przë tim lëdzóm udało mu sa przeprowadzëc tëch rozmöwów wiele (np. w IV dzélu je 30, tej w sztërzech dzélach je jich köle 120). Nieczedë w jednym teksce rozmowa ödbiwala sa nawetka z dwiema ôsobama, czej małżeństwo - chłop i białka - jesz öböje żëlë. Pöprôwdze na spisywanie tëch wspömnieniów béł to ju slédny czas, bö wiele z nëch lëdzy wnetka pötemu umarło. Są w nëch ksążkach zamieszczone, ökróm taczich wëwiadów, téż tekstë upamiatniwającé niechtërne zasłużone dlô kaszëbsczi spölëznë osobë. Wezmë tekst ö Bolesławie Börku (1923-2017), szkolnym z Böjana, chtëren béł autora wôżnëch ksążk doticzącëch dzejów Kaszëbów z powiatu wejherowsczégö, tzw. Lesôków. Kąsk podobny je tekst ö Gerardze Labudze (1916-2010), wëbit-nym historiku badającym strzédnowieczné dzeje Pölsczi, téż napisóny ju pôra lat pö jegö smiercë. Labuda pöchödzył öd Nowi Hëtë i Lëzëna, a chöc öd dôwna mieszkôł w Poznaniu, utrzëmiwôł łączba z domôcyma stronama i nie zabôcził kaszëbsczi môwë. Pöd kuńc swégö dłudżégö żëcégö körespöndowôł z Eugeniusza Prëczköwsczim. Niejedne z nëch lëstów Génk cytëje w ksążce Piekło na zemi. Téż z Lëzëna pöchödzył upamiatniony w ti ksążce wspömnieniowim teksta Sztefan Fikus (1920-2000), mieszkający pö II wojnie w Labörgu, jaczégö mie téż bëło dóné poznać i chtërnégö tekst ö przeżëcach Féliksa Fikusa, Sztefanowégö öjca, w I światowi wojnie jem zamiescył w möji ksążce pn. Wspomnienia kaszubskie i polskie2. Eugeniusz Pryczkrowski Strzał w plecy SZOS W CHRZEBT WÖJNOWÉ WSPÖMNISNIA KASZlBÓW Gôdô sa, że co człowiek to jinszô historio, ale köżdi człowiek je téż jaczims dzéla historii świata czë „lëdzczi kömédii" (H. Balzak), w chtërny je mu dóné ödegrac swöja jedna, niepöwtôrzalną rola. Eugeniusz Prëczköwsczi w nëch wëmienionëch ksążkach przedstawił przeżëca wikszim dzéla zwëczajnëch lëdzy, chtërny mielë wątplëwą przëjemnosc żëc w czekawëch czasach. Jich starszi (rodzyce) przeżëlë colemało dwie światowe wöjnë (żelë przeżëlë...), a öni jedna. Pamiatelë jesz dzecné lata, w jaczich téż nie bëło za wiele rozköszë, chöc lëdze sobie colemało jakös ra-dzëlë, mielë dak nad głową, mielë co zjesc i sa w co öbléc. Niejedny sa dorobilë czegoś cażką robotą i żëlë pötcëwie, pobożno. Ale to wszëtkö, całi ten niewiôl-dżi doróbk i jakö takö usztabilizowóné żëcé, rozwalëła nowô wöjna, II wöjna światowo. Młodi chłopi bëlë pötemu zmuszony jic walczëc w armii hitlerowsczi abö, żelë nié, tej trôfielë do lagrów czë na przëmusowé robötë (tam téż wëwôżóné bëłë dzéwczata i köbiétë). Pöd kuńc wöjnë na zymku 1945 r. jesz lëdzëska muszelë przeżëwac „wëzwölenié" przez sowiecczich „gerojów". Dzéwczata a nawetka stôré białczi bëłë 1 Eugeniusz Pryczkowski Strzał w plecy / Szos w krzebt, III dzél, ZKP Banino, Akademia Kaszubska Banino 2023, Piekło na zemi (Wöjnowé wspomnienia Kaszëbów), IV dzél, ZKP Banino, Akademia Kaszubska Banino 2023. 2 Eugeniusz Gołąbek, Wspomnienia kaszubskie i polskie, Instytut Kaszubski w Gdańsku, Gdańsk 2020. Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 57 Lektury Eugeniusz Pryczkowski gwôłconé, a wszëtcë bëlë „wëzwöliwóny" z mieniô (gburzë z chôwë), a niejedny z wölnoscë abö nawet-ka z żëcégö. Szczeslëwi béł ten, chto przeżił, a jesz szczeslëwszi ten, komu nie bëło dóné bëc wëwiozłi na Syberia. Baro czekawé są tu syberijsczé przeżëca Jana Cylczi (Zielke) z Gnieżdżewa. Taczé to tematë są trescą wikszégö dzéla wspömnieniów przëtoczonëch w tëch ksążkach przez Prëczköwsczégö. Nie je to wiesołô lektura, ale wcygającô czetińca tak, że jaż nie je letko sa od ni oderwać. Gôdô sa, że historio je nauczëcelką żëcégó, a tu mómë świadectwa tego, jak nietrwałe są podstawę, na jaczich człowiek öpiérô swöje nôdzeje na lepszą przińdosc (...). Rozmowę wspomnieniowe są przetoczone w ny ksążce w dwuch wersjach jazëköwëch: kaszëbsczi i pölsczi. Przë tim musza wetknąć Genkowi, że nie je to wiedno dokładne tłomaczenié. Przërównôjmë chöc le taczi nôdpis ksążczi: „Szos w chrzebt" - „Strzał w plecy" (kö kaszëbsczé są téż: piece i strzôł czë strzél). Abö wezmë nôdpis jednégö ze wspömnieniów: „Ladowôł, to le priskało" - „Bił bez litości". Je téż wiele jinszich pödetkniaców tegö tipu w równoległëch tekstach, kaszëbsczim i pölsczim. Na przikłôd redaktor Prëczköwsczi „wkłôdô w gaba" stôrégö Kaszëbë wërażenié, że ön chödzył do spödleczny szkôłë. Kö ten rażący mia, lansowóny przez Génka - nôleżnika Radzëznë Kaszëbsczégö Jazëka - neologizm „spödleczny" je baro młodi datë. W jinszim teksce Eugeniusz pitô swégö starëchnégö rozmówce, jaczé bëłë jegö dalszé kawie, w znaczenim pölsczégö „losy". Co prôwda, słowö kawel mô (miało...) téż znaczenie nômia-na, namienienié (pölsczé: los, przeznaczenie). Ale tu ostało użëté w znaczenim: dzeje, przeżëca, przigödë. Musza rzec, że jô taczégô upiaksziwaniô czë bögaceniô kaszëbiznë nie lubia. Ale nimö tëch rzeczi, jaczé mia rażą (möże dlôte, że jakno autór kaszëbsczich słowników jem na nie barżi, a nawetk përzna przesadno uczulony), chcą tu zachwalëc Kaszëbóm i „antkom" to bëlné dzeło Eugeniusza Prëczköwsczégó i pölecëc do przeczëta-niô. Eugeniusz Göłąbk W 2024 roku „Pomerania" w cenie 7 zł ZAPRENUMERUJ „ POMERANIĘ" NA 202A ROK Z DOSTAWĄ DO DOMU, A OTRZYMASZ CIEKAWĄ KSIĄŻKĘ Liczba egzemplarzy każdej pozycji książkowej jest ograniczona. Decyduje kolejność zgłoszeń. 1 WYSTARCZY ZŁOŻYĆ ZAMÓWIENIE W BIURZE ZARZĄDU GŁÓWNEGO ZRZESZENIA KASZUBSKO-POMORSKIEGO 58 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 Roda KASZËBSKÔ ÖSOBLËWÔSC, CO ROSCE W SNÔDCZIWÖDZE Na Pômörzim i w całi Polsce ta niewiôlgô roscënka żëje leno na Kaszëbach. Prôwdac u nas téż leno w pôra a môże pôranôsce placach. Kôlcati pörëblën Isoëtes echinospora, raza z wiakszim kuzyną, jezórnym pörëblëna Isoëtes lacustris, to jedurny w Pôlsce przedstôwcowie pörëblënów. Öbëdwa gatënczi roscą na Kaszëbach, konkretno w kaszëbsczich jęzorach, nëch ôligötroficznëch. Są do se dosc pödobné. Kö jak jezórnégö trafimë téż np. w Tëchölsczich Borach, w Pömörsce, a nawetka w czile jęzorach pöza Pömörzim, tak kölcatégö leno na Kaszëbach. Czej w latach 2001-2010 badérowie sprôwdzywëlë miesca żëcô negô gatënku, trafilë go leno w nëch jęzorach: Salińsczim, Czôrnym, Jelenim Wiôldżim a Jelenim Môłim, Pôłsznik, War-leńsczim, Wigöda a Folwarcznym. W 2012 r. do ti krótczi lëstë dołożëlë jesz Ökunk. I to wszëtkó. W Europie nôwiacy kôlcatégö spötkómë w Skan-dinawie a Szkocje. W pölsczi czerwiony ksadze roscënów (zamkłosc to öpisënk gatënków, jaczé môgą wëdżinąc), co ja wëdelë w 2014 r. [Polska Czerwona Księga Roślin. Paprotniki i rośliny kwiatowe, wëd. III], prof. Józef Szmeja rechuje, że na Kaszëbach żëje leno pôra tësący nëch pörëblënów (dłudżé leno na 15 cm iglaté lëstë zebróné w môłé rozetczi). Kôlcatégö trafimë w baro snôdczi wödze. Za-grôżbą je dlô niegö antropöcësk, to je zakwaszanie wödë, wprowôdzanié do ni za wiele biogenów, niszczenie litoralu (brzegowi strefë) a zmianë rówiznë wödë. Temu le w piac jęzorach z nëch wëmienionëch populacje negô pörëblëna są dosc sztabil. Nie wiémë równak, jak jesz długo. Chcemë miec stara ö na baro rzôdką kaszëbską ösoblëwösc! P.D. Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 59 tfilëka CHMIELNO. BĘDĄ TWORZYĆ KASZUBSKIE INSTRUMENTY W 1 Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji (GOKSiR) w Chmielnie po raz kolejny jest wśród beneficjentów programu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Kultura ludowa i tradycyjna" edycja 2024. W ramach przyznanego nam dofinansowania zrealizujemy projekt pt. „Jak powstają knera, sznara i kołatka - warsztaty budowy narzędzi muzycznych z przedstawieniem i omówieniem ich elementów". Zadanie polega na zaangażowaniu mistrza budowy tradycyjnych kaszubskich instrumentów ludowych Tadeusza Makowskiego w realizację warsztatów budowy narzędzi muzycznych (knera, sznera i kołatka), w których 10 uczestników pozna od podstaw umiejętność ich wytwarzania. Przebieg warsztatów będzie utrwalony nagraniem video i opublikowany w Internecie. Zakończeniem będzie wystawa tradycyjnych instrumentów z Kaszub z występem kapeli Kaszubskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Chmielanie" połączona z wręczeniem certyfikatów ukończenia warsztatów. Wydany zostanie kalendarz prezentujący kaszubskie instrumenty ludowe. Projekt jest dopełnieniem cyklu warsztatów budowy tradycyjnych kaszubskich instrumentów ludowych realizowanych systematycznie od kilku lat przez GOKSiR Chmielno. Przy wsparciu finansowym Instytutu Muzyki i Tańca oraz Ministra Kultury zrealizowane zostały warsztaty, których istotą był mię-dzypokoleniowy przekaz umiejętności związanych z wytwarzaniem diabelskich skrzypiec, burczybasa, bazuny, ryńczyka i rzępieli. Osoby zainteresowane udziałem w warsztatach zachęcamy do zapisów, prosimy o kontakt z numerem 58 684 22 05. Zespół GOKSiR KULICE. CO MOŻNA ZNALEŹĆ NA KOŚCIELNYCH MURACH? W Kulicach na Kociewiu odbyła się dyskusja o „Dołkach pokutnych na gotyckich świątyniach". Gospodarzami spotkania byli Małgorzata i Seweryn Pauchowie. Podczas spotkania omawiano wszelkie tajemnicze napisy, przedmioty i artefakty, które znajdują się na gotyckich murach kościołów w naszym regionie. Gospodarze spotkania .cą również pasjonatami pszczelarstwa i wszelakich produktów z miodu. Degustacja słodkości z pracy pszczół wzbogaciła kulinarną odsłonę tego wieczoru. Organizatorami spotkania byli: pasieka Pszczołowisko, Stowarzyszenie „To znaczy" i Zrzeszenie Kaszubsko-Pomor-skie Oddział Kociewski w Tczewie. Wydarzenie zostało zarejestrowane. Chętni mogą obejrzeć i posłuchać jego zapisu na kanale YouTube Pszczołowisko (https://www.youtube.com/ watch?v=bUMglgsPN9E). Tomasz Jagielski SOMONINO. TŁUMY NA DNIU KASZUBSKIM W BIBLIOTECE W sobotę 13 kwietnia w Gminnej Bibliotece Publicznej w Somoninie odbyło się wspaniałe wydarzenie pn. „Dzień Kaszubski w bibliotece". Zostało ono zorganizowane z inicjatywy Karoliny Szmołdy, lokalnej ambasa-dorki czytelnictwa, która otrzymała stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w zakresie upowszechniania kultury w roku 2024 i w swojej koncepcji działań pn. „Karawana kreatywności" zo- bowiązała się, że zorganizuje takie działanie dla lokalnej społeczności. Celem wydarzenia była nie tylko promocja czytelnictwa, ale także dziedzictwa kulturowego Kaszub. [...] Swój udział w organizacji wydarzenia mieli m.in. Gminna Biblioteka Publiczna w Somoninie, Gminny Ośrodek Kultury w Somoninie oraz Gmina Somonino. W jednej z sal odbywał się kiermasz kaszubskiego rękodzieła, na którym wystawili się twórcy ludowi, artyści i lokalni rękodzielnicy: Wanda Krzymińska, Alicja Serkowska, Aleksandra Heimów -ska-Zadrożna, Anna Prill, Wiesława Pa-czoska oraz firmy Okolczyki, Haftowane Skarby, Farwa i kaszubski.knot. W trakcie wydarzenia odbywała się także akcja towarzysząca promująca czytelnictwo: osoby, które tego dnia odwiedziły bibliotekę w Somoninie, tj. zapisały się do niej lub wypożyczyły książkę, brały udział w losowaniu nagród książkowych z wątkiem kaszubskim. W akcji wzięło udział 48 osób, w tym 23 dzieci. 6o Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 Klëka ~b Przez cały dzień odbywały się warsztaty dla odbiorców w różnym wieku, skorzystało z nich aż 81 osób. Były opowieści o dawnych zabawkach z Pomorza i Kaszub, a także warsztaty o baśniach kaszubskich z wycinankami. Młodzież malowała koszulki i torby z wątkiem haftu kaszubskiego, a dorośli uczyli się haftować makatki. Panel wieczorny zapoczątkował występ zespołu folklorystycznego Mali Hopowianie, który działa przy Szkole Podstawowej w Egiertowie. Kierownikiem muzycznym jest Józef Stachnik, a choreografem Żywilla Okła. Zespół składa się z 25-osobowej grupy dzieci z klas I-III. Po występie gościem specjalnym była pisarka Daria Kaszubowska, która opowiadała o swoich poszukiwaniach tożsamości kaszubskiej, czego efektem jest jej twórczość [...]. Organizatorzy zapewnili także poczęstunek w formie chleba ze smalcem i ogórkiem, a dla dzieci ręcznie robione lizaki w barwach kaszubskich. Całodniowe wydarzenie zakończyło się pokazem filmu fabularnego Fundacji Aby Chciało Się Chcieć pt. „Tam, gdzie ptaki są farwné". Wydarzenie zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. WEJROWÓ. JEDNÔSCE CHURÓW Z CALI PÖLSCZI > PIEŚNI o morzu W dniach 19-20 łżëkwiata béł we Wej-rowie XXVI Öglowôpölsczi Festiwal Pieśni ö Morzu. Wëstąpiło jednósce churów w piać kategoriach. Uczastników taksowało karno öbsadzëcelów pód przédnictwa prof. Eugeniusza Kusa. Ököma niego w juri bëłë: prof. Dariusz Dëczewsczi, prof. Jón Bórowsczi, dr hab. Pioter Jańczak i dr hab. Sławomir Bronk. Hewó lësta dobiwców: Dzecné churë (spödłeczné szköłë) Złoti Diplóm: Chur „La Musica" z Lublina (dir. Joana Knap) Strzébrzny Diplóm: Chur Spódleczny Szköłë nr 9 we Wejrowie (dir. Aleksandra Janus) Bruny Diplóm: Knôpiczi Kameralny Chur „Chcemy śpiewać" z Łodzë (dir. Katarzëna Sawiak) Churë stowôrów i spiéwnëch towa-rzëstw, parafialne i dzejającé kol insti-tucjów Złoti Diplóm: Białgłowsczi Kameralny Chur „Iuvenes Corda" z Białegostoku (dir. Ana Ölszewskô) Strzébrzny Diplóm: Miészóny Chur „Symfonia" z Gdinie (dir. Bogna Swiłło), Białgłowsczi Kameralny Chur „Kanon" z Cewlina (dir. Katarzëna Żerdzyckó--Jasónk [pól. Żerdzicka-Jasionek], Białgłowsczi Kameralny Chur „Cantate Cor-de" z Gdinie (dir. Małgorzata Bednarek) Bruny Diplóm: Wejrowsczi Chłopsczi Chur „Harmonia" z Wejrowa (dir. Leszk Gołąb) Akademicczé Churë Złoti Diplóm: Chopin Universi-ty Chamber Choir z Warszawę (dir. Krësztof Kusiel-Móroz) Churë miizycznëch szköłów I st. Złoti Diplóm: Dzecny Chur Państwowi Muzyczny Szköłë I st. m. F. Chopina we Wejrowie (dir. Éwa Rocławskó) Churë muzycznëch szköłów II st. Strzébrzny Diplóm: Młodzëzno-wi Chur „Canto" Zespołu Muzycznëch Szkółów m. Czesława Niemena we Włocławku (dir. Marión Szczepańsczi) Nódgroda Grand Prix dló nôlepszégó karna w konkursu i „Sztaturka Złocëstégö Żógla" (a téż 10 tës. zł ufundowóné przez Prezydenta Miasta Wejrowa) dostół Chopin Univer-sity Chamber Choir z Warszawę. Öbsadzëcele przëznelë téż czile wëprzédnieniów. Za nôlepszé wëkönanié marinisticznégö dokazu (nódgroda m. Mieczësława Barana ufundowónô przez wejrowsczi part Kaszëbskö--Pömórsczégó Zrzeszeniô) wëapartnio-ny östôł Chopin University Chamber Choir za dokôz „Morze" Karola Pros-naka, za kultura brzëmieniô (czelëch Öglowégô Zarządu Pólsczégó Związku Churów i Örkestrów) chur „La Mu- sica", za dobranie repertuaru nôblëż-szé formule Festiwalu Pieśni ó Morzu (wëprzédnienie Partu PZChiÖ we Gduńsku) Chopin University Chamber Choir, za nôczekawszé wëkónanié dokazu ö marinisticzny témiznie z repertuaru utwórców Gduńsczćgó Pómórzó (nódgroda Rektora Muzyczny Akademie we Gduńsku) Białgłowsczi Kameralny Chur „Iuvenes Corda" (za dokóz „Mórze rëczi" Anë Rocławsczi-Musałczik), za nôlepszé wëkónanié dokazu w kaszëbsczim jazëku (nódgroda Radzëznë Kaszëbsczich Churów) chur „La Musica" za dokóz „Më ód morza" Marka Rocławsczégö. Nódgroda dló nólepszégó dirigenta konkursu i wëprzédnienié direktora Wejrowsczégö Centrum Kulturë dostelë Krësztof Kusiel-Móroz i Joana Knap. Latosému Öglowópólsczému Festiwalowi Pieśni ó Morzu towarzëło wiele wëdarzeniów. Ju 9 łżëkwiata w Kaszëbsczi Filharmonii we Wejrowie ödbéł sa II Konkurs Marinisticzny Pieśni, 11 łżëkwiata óstół ótemkłi wëstôwk „Kolory muzyki Tomasza Bachanka", 18 łżëkwiata w Kaszëbsczi Filharmonii wëstąpił Chłopsczi Szantowi Chur „Zawisza Czarny", a dzćń późni w tim sarnim placu béł pökôzk filmu „Kamerdi-ner" w reżiserie Filëpa Bajona. Öb czas waranió Festiwalu bëłë téż kóncertë we wejrowsczich köscołach, chatny móglë darmók zwiedzać Muzeum Kaszëbskó-Pómórsczi Pismieniznë i Muzyczi a téż Gardowi Rôtësz we Wejrowie, a churë prezentowałë sa we wszelejaczich molach miasta. Red. PELPLIN. KONKURS O BP. DOMINIKU 25 kwietnia w Bibliotece Diecezjalnej w Pelplinie odbył się finał Metropolitarnego Konkursu „(Nie)Zwykły Dominik". Konkurs organizowany przez Wydział Katechetyczny Diecezji Pelplińskiej, Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko--Pomorskiego, Szkołę Podstawową Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 61 Klëka nr 2 w Pelplinie oraz Oddział Kociew-ski Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Pelplinie poświęcony jest postaci Sługi Bożego biskupa Konstantyna Dominika, o którym ks. prof. Janusz Stanisław Pasierb napisał, że była w jego postawie „nadzwyczajna zwyczajność". Jego proces beatyfikacyjny trwa od lat sześćdziesiątych XX wieku. Konkurs adresowany jest do uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych archidiecezji gdańskiej oraz diecezji toruńskiej i pelplińskiej, czyli terenów związanych z działalnością biskupa urodzonego na Kaszubach, ale związanego także z Pelplinem, Gdańskiem i Chełmnem. Młodzież uczestniczyła w konkursie wiedzy (w dwóch kategoriach wiekowych) oraz konkursie plastycznym (w trzech kategoriach wiekowych). Po eliminacjach szkolnych do finału zakwalifikowało się 50 osób. Organizatorzy przygotowali dla nich nagrody i dyplomy. Uczestnicy obejrzeli specjalny program artystyczny przygotowany przez uczniów i nauczycieli Szkoły Podstawowej nr 2 im. bpa Konstantyna Dominika w Pelplinie. Udali się również na parafialny cmentarz, aby pomodlić się przy grobie Sługi Bożego. Chętni zwiedzali również pelplińską katedrę. Wyniki konkursu zostały zamieszczone na stronie ZKP (https://kaszubi. pl/news/view/roztrzygnieto-3-edycje--metropolitarnego-konkursu-niezwy-kly-dominik). Źródło: www.kaszubi.pl BËTOWÓ. Ó KAWLACH UKRAJIŃCÓW NA BËTOWSCZI ZEMI Gmina Bëtowô wëdała ksążka namienioną historii, kulturalnemu i religijnemu żëcému, a téż naucza-niému jazëka Ukrajińców w bëtows-czim powiece. Publikacjo pókazywó, jak ukrajińskó nôrodnô mniészëzna udostała fulprawną öbëwatelskôsc Bëtowa i jak raza z jinyma spôlëznama na ti obćńdze budowała pôspólnę codniowôsc. Je to téż historio Kaszëbów i Pólôchów, chtërny z Ukrajińcama wespółdzejelë na rozma-jiti ort. Titel ny ksążczi to Ukraińcy na Ziemi Bytowskiej. Historia i teraźniejszość. Autorama są: Róman Drozd (rozdzéle: „Na Ziemi Bytowskiej" i „Działacze, księża, nauczyciele"), Halina Harasym, chtërna napisała part ó kulturalnym żëcym, Ana Öksana Hanaskó i Mirosława Hanaskó, jaczé zajałë sa nauczanim ukrajińsczćgó jazëka, i ks. Sztefón Prëchóżdenkö, chtëren badérowôł religijne żëcé Ukrajińców w bëtowsczim krézu. Pierszô promôcjô ksążczi bëła 21 łżëkwiata pó mszë w cerkwi sw. Jerzégö w Bëtowie. Publikacjo wëdelë w 500 egzemplarzach, a do kupienió je w Pónkce Turisticzny Informacji w Bëtowie, kol sz. Jana Pawła II 14. Zdrzódło: www.cerkiew.ebytow.pl BÖRZESTOWÔ. Ó ROGACH ITOBACE Nôleżnicë Remusowégó Kragu zeszlë sa na swój im zćńdzenim 12 łżëkwiata. Tim raza przędną témą pôtkaniô bëło rogarstwó i tradicjô zażiwaniô tobaczi na Kaszëbach. Öpówiôdôł ó tim znajórz kaszëbsczi kulturę, muzeównik zrzeszo- ny ob lata z Muzeum Pucczi Zemi a téż z Muzeum Kaszëbskó-Pömörsczi Pis-mieniznë i Muzyczi we Wej rowie Róman Drzéżdżón. - Jô chcôl pokazać, że tobaka je woźnym dzéla naji kulturë, nié blós ti lëdo-wi, ale na prziklód téż lëteraturë, dze pójôwiô sa baro czasto. Ökróm te jem gódól o tim, jak sa robiło i robi dzysdnia rodżi, chto je wërôbiô, jaczć mają sztôltë i czemu je do dzysô robimë - klarëje Drzéżdżón. Pó jegö wëstąpienim Tadéusz Makówsczi zaprezentowôł pózeszłim swója bókadną kolekcja rogów do tobaczi. Tradicyjno, nie zafelowało czëta-niô wëjimków z ksążczi Aleksandra Majkówsczćgó Żëcé i przigôdë Remusa. W łżëkwiace nôleżnicë Kragu słëchelë ö szczestlëwëch chwilach Remusa, czej mieszkół na Glonku z panną Klćmatiną. Red. LËPUSZ. SPORTOWE MIÓNCZI ZDAJĄ NA UCZNIÓW W piątk, 7 czerwińca badze w Zespole Szkółów w Lëpuszu VI Kaszëb-skó Sportowo Olimpiada „Dali, chutczi, mocni - sportowe rozegracje w Remusowim Lipnie". Je óna szczero-wónó do uczniów spódlecznëch szkółów z kl. 4-6, co chcą poznać kaszëbsczé zabawę, tradicjowé jigrë, jic na sportowe miónczi i potkać nowëch, czekawëch lëdzy. Céla rozegracje je m.jin. promowanie westrzód dzecy kaszëbsczégô jazëka, fizyczny kulturë, aktiwnégó i zdrowégö spadzywanió wólnćgó czasu, uczba kulturalnego kibicowanió i rozwijanie spórtowëch spósobnosców. Ökróm nôdgrodów za dobëcé w pójedincznëch discyplinach, badze téż specjalne wëprzédnienié za nôlepi napi-sóny test z kaszëbsczi sportowi słowiznë (na spödlim uchwôlënku w „Biuletinie Ra-dzëznë Kaszëbsczégö Jazëka" z 2009 roku). Chatny muszą do 29 maja przesłać wëfulowóné kôrtë zgłoszeniów ze sztapla szkôłë na mailowi adres: zslipusz@wp.pl. 62 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 Klëka -§- Organizatora Ölimpiadë je Zespół Szkółów w Lëpuszu w wespółrobóce z Gminą Lëpusz i lëpusczim Gminowim Östrzódka Kulturę, Sportu i Rekreacje. Patronat nad rozegracją trzimie przéd-nik Kaszëbskö-Pömörsczégö Zrzeszeniô Jon Werowińsczi. Kaszëbskô Sportowo Olimpiada zacznie sa ö 9.30 do pôłnia. Wszelejaczé pitania w ti sprawie móżeta czerowac do Justinë Miköłajczik (tel. 600 564 870). Red. Jak płanëje Miastowô Biblioteka, skorzistô z nich köl trzësta młodëch czetińców. Projekt je udëtkówiony przez Minysterstwó Kulturę i Nôrodny Spôdkôwiznë z Funduszu Promocje Kulturę. Red. KARTUZË. NÔLEPSZÉ WSPÖMINCZI O KAMIEŃCACH Jednym z göscy labörsczi biblioteczi mdze Rómk Drzéżdżón. Ödj. am LABÓRG. ZEŃDZENIA Z KASZËBSKĄ KSĄŻKĄ DLÔ DZECY RINGRAFF. ?.0?.3 SZLACHECKO KAMIEŃCA. TRZECH NOWËCH RICERZÓW WITOSŁAWA Jak sprawie, żebë dzecë miałë wiakszą oskoma na czëtanié ksążków, a ösoblëwie kaszëbsczich? W Miastowi Bibliotece w Labôrgu mają na to nową udba. To projekt pt. „Farwné przigödë z kaszëbską ksążką / Kolorowe przygody z kaszubską książką", co gö prowadzy Aleksandra Majköwskô. Deja je takô, żebë lëdze, chtërny dopiérku zaczinają czëtac, trafilë na kaszëbską lëteratura. Nie jidze ö sóm tekst, kô téż ô jegö zrozmienié, achtnie-nié, kontekst. Temu zamkłoscë tekstów badą wëzwëskiwóné na plasticznëch warkôwniach. - Ju niedługó (14 czerwińca) badzemë gôscëc w naszi bibliotece Ana Gleszczińską, pisôrka z bëtowsczich strón. Na zeńdzenić z autórką Bëtka przińdze kôl sédmëdzesąt szkôlniôków z labórsczich placówków. Je to leż-nosc nié leno do pökôzaniô dzecóm kaszëbsczi ksążczi, në téż do pôznaniô na żëwö ji utwórcë - gôdô Aleksandra Majkôwskô, köôrdinatórka projektu. Ököma Anë Gleszczińsczi göscama labórsczi biblioteczi mdą: Tatiana Slo-wi, Tómk Fópka i Rómk Drzéżdżón. Warköwnie i zćńdzenia z kaszëbsczima pi-sarzama badą bawiłë na zymku a ôb jeseń. : ' - Ministerstwo Kultury o;y>: i Dziedzictwa Narodowego Rokroczno Stowôra Szkólnëch Kaszëbsczégö Jazëka „Remusowi Drëszë" przëznôwô swöje nôdgrodë - Rin-grafë Witosława. Wëprzédnienié je przëznôwóné ôd 2012 roku lëdzóm, co są zasłużony dlô twôrzeniô, rozwiju, ôchronë i rozkóscérzaniô kaszëbsczégó jazëka. Jegö pözwa nawlékô do romana Aleksandra Majkôwsczégö Żëcé iprzigödë Remiisa. Donëchczasnyma laureatama są: Édwôrd Bréza, Bruno Cërocczi, Jerzi Tréder, Janina Kwieceń, Hana Pópöwskô-Tabörskô, Eugeniusz Gôłąbk, Jadwiga Zieniukôwô, Édmund Kamińsczi, Sta-nisłôw Pestka, Danuta Pioch, Witold Böbrowsczi, Motoki Nomachi, Tomôsz Fópka, Danuta Stenka, Alfréd Majewicz, ö. Adóm Riszôrd Syköra, Tomôsz Wi-cherkewicz, Wanda Lew-Czedrowskô, Jerzi Stachursczi i Janusz Mamelsczi. Latos do tegô karna duńdze trzech pösobnëch zasłużonëch Kaszëbów: Felicjô Bôska-Börzëszkówskô, Mark Cybulsczi i Eugeniusz Prëczköwsczi. Uroczëzna wraczeniô nëch wëprzéd-nieniów badze 23 maja w Zespole Sztôłceniô i Wëchôwaniô w Szlachec-czi Kamieńce. Mdze öna sparłaczonô z Kaszëbsczim Dnia w ti szkole. Uczniowie badą móglë wząc udzél w rozmajitëch warkôwniach z lëdowima utwórcama, wëstąpi karno SomGorsi z I Öglowósztôłcącégö Liceum w Kartuzach (pôd czerënka Mirosława Landżi), a na kuńc badze kaszëbskô biesada. Winszëjemë laureatom Ringrafów, a ju wnetka w „Pomeranii" mdzemë pi-selë szerok ó uroczëznie w Kamieńce. Red. Łońsczegó roku Kaszëbsczé Muzeum m. Fracëszka Trédra w Kartuzach ögłosëło konkurs pt. „Śladem kartuskich kamienic". Jegô uczastnicë muszelë napisać articzel abó wspómink tikający sa jaczis kamieńce w Kartuzach i historii lëdzy, co w ni mieszkelë. Céla konkursu bëło zwik-szenié wiédzë ó Kartuzach i przëbôczenié tëch, co w nym miesce żëlë i robilë. 27 strëmiannika jesmë pôznelë dobiw-ców. Pierszi plac dostôł Róbert Wesołek za wspómink „Historia kamienicy przy ulicy Kościuszki 18 i jej mieszkańców" na wdôr Fracëszka i Martë Chistow-sczich. Drëgó bëła Dariô Kaszëböwskô za „Wydeptali swoje ścieżki w Kartuzach" (o sz. Kóscëszczi) i „Z leśnego dworku do małej kamieniczki" (ó kamieńce kol sz. Jezorny). Trzecy plac óstôł przëznóny Urszule Wëdrowsczi, chtërna napisała ó kamieńce kol sz. 3 Maja 20. Ogłoszenie rezultatów konkursu bëło spartaczone z wernisaża ma-larsczich usódzków Elsę i Fracëszka Mekówsczich. Na wëstôwku są prezento-wóné öbrazë póchôdającé z muzeówëch i priwatnëch zbiorów. Przez direktorka kartësczégó muzeum Barbara Kąkól óstół téż przërëchtowóny katalog namie-niony żëcému i utwórstwu Mekówsczich. Wëstôwk dó obżerać do kuńca maja w gôdzënach ótemkniacó Kaszëbsczégó Muzeum. Wstąp darmók. Red. SZLACHECKO KAMIEŃCA - STËDNICE. WANOGA Z FANĄ Stowôra Szkólnëch Kaszëbsczégó Jazëka „Remusowi Drëszë" w wespółrobôce z Kaszëbskó-Pómórsczim Zrzesze-nim i Zrzeszą Szkôłów w Stëdnicach zórganizowelë XIII Marsz z Faną. Ödbéł sa ón 26 łżëkwiata. Rëgnął z Domôctwa Stip-Rekówsczich w Płótowie, a skuńcził sa na kólszkółowim placu w Stëdnicach. Raza kól 14 km. Ta droga przeszło latos Ödj. R. Mielewczik/www.muzeum-kaszubskie.pl Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 63 176 uczastników. Je to rekordowo frekwencjo, ô 50 lëdzy wicy jak w nólep-szim donëchczas 2023 roku. W Marszu wzałë udzél grëpë uczniów ze szkôłów w Szlachecczi Kamieńce, Szopie, Lësëch Jamach, Koloni, Lichnowach, Stëdnicach, Bukowinie, Szimbarku, Kartuzach i wiele pöjedinczich uczastników z rozmajitëch placów na Kaszëbach. Wszëtcë dostelë na droga kôrtë robótë, w jaczé muszelë wpisëwac wiadła, co je uczëlë ód prowadników, chtërnyma bëlë Katarzëna Czedrowskô-Zagözdón i Artur Zagôzdón. Jednym z célów Marszu bëło przëbôczenié póstacji ks. Antona Peplińsczćgó, jaczi je patrona szköłów w Szlachecczi Kamieńce i Stëdnicach. Uczastnicë óbezdrzelë ób droga czile zrze-szonëch z nim placów, a nad Rekówsczim Jęzora wespół zaspiéwelë „Kaszëbsczé jęzora" napisóné prawie przez Peplińsczćgó (jakno „Stëdnicczé jęzora"). Red. Serbsczi uczałi öpöwiôdôł o swóji drodze do kaszëbiznë i ó zaczekawie-nim mieszkańców Bałkanów najim jazëka i kulturą. Rzekł téż o usadzenim Kaszëbsczi Biblioteczi w Serbii, w jaczi ôbrëmim ostało ju wëdóné czile ksąż-ków, m.jin. antologio kaszëbsczi bójczi i słowôrz kaszëbskó-serbsczi. Duszan Paźdjerski prawił téż ó swój ich rozmajitëch dzej aniach promującëch Kaszëbë w jinëch krajach. Prezentowôł publikacje, jaczich je autora abó wespółautora, jak np. Język kaszubski / Jazëk kaszëbsczi (ksążka ostała wëdónô w serii Kaszëbsczé Vademecum). Wiele bëło gôdczi ö ótemkłoscë naji kulturë na lëdzy z butna i ó tim, czim Kaszëbi apartnią sa ód jinëch Słowianów. Prof. Paźdjerski pódczorchiwôł, że wedle niegó naja biôtka ö retanié jazëka, ö za-gwësnienié mu pasownégó achtnieniô i prawny óchronë może bëc modła dlô jinëch môłëch nôrodów. Na kuńc bëła jesz krótkô prezentacjo ksążczi W służbie nauki i kaszubszczy-zny. Profesor Edward Breza, jaką zrëch-towelë raza prof. Duszan Paźdjerski i dr Dark Majkówsczi. Red. WEJROWÖ, WARSZAWA. POKŁON FERETRONÓW NA KRAJEWI LËSCE W Kaszëbsczim Muzeum w Kartuzach 25 łżëkwiata bëło potkanie z prof. Duśana-Vladislava Pażdjerskim direktora Institutu Klasycznëch Sztu-diów i Slawisticzi na Gduńsczim Uniwersytece, znajarza kaszëbsczégó jazëka, tłómacza. Zćńdzenić miało ti-tel „Spojrzenie na Kaszuby z zewnątrz", a prowadzył je Dark Majkówsczi. Ökróm góscy z Kartuz i ökólégô pojawił sa na nim téż profesor z Czôrnogórë - Vasko Raićević, lëteraturoznajôrz, chtëren inte-resëje sa m.jin. kaszëbsczima dokazama. Na Krajewi lësce niematerialny spôdkówiznë, jaką prowadzy ód roku 2013 Minyster Kulturę i Nórodny Spôdköwiznë, mómë pósobną kaszëbską tradicja. 15 łżëkwiata Bartłomiej Sen-kewicz zdecydowôł ó wpisanim na nia pokłonu feretronów ób czas kaszëbsczich pielgrzimków na wejrowską Kalwaria. Na Krajewi lësce niematerialny spôdkówiznë są dzysdnia wpisóné 93 tradicje. Lësta mó pómagac w ochronie i promocji pólsczich zwëków, gabnëch przekôzënków, óbrzadów i wiédzë zrzeszony z rzemiasła. Ö wpisanim na nia decydëje minister kulturę i nórodny spôdköwiznë na wniosk rozmajitëch karnów, póspólnotów i butenrzadowëch órganizacjów - tpzw. depózytariuszów spódkówiznë - na spódlim rekomendacji Radzëznë ds. niematerialny kulturowi spôdköwiznë. W udokaznienim rozsądzenió 0 dołączenim do lëstë pokłonu feretronów, jaczé móżemë czëtac na starnie Nôrodnégó Institutu Spódkówiznë, na-piselë tak: Kalwaria Wejherowska, od XVIII wieku uznawana za Duchową Stolicę Kaszub, stanowi serce katolickiego życia religijnego w północnej części Pomorza Gdańskiego. W tym malowniczym miejscu, wykreowany w ruchu pielgrzymkowym na Kalwarię Wejherowską, praktykowany jest widowiskowy obrzęd pokłonu feretronów. To zjawisko nie tylko spektakularne pod względem widowiskowym, lecz przede wszystkim głębokie religijno-kulturowe przeżycie. W ciągu roku Kalwaria Wejherowska staje się miejscem licznych wydarzeń religijnych. Najważniejsze uroczystości religijne, takie jak Misterium Męki Pańskiej w Wielkim Tygodniu czy odpusty Wniebowstąpienia Pańskiego i Trójcy Świętej w maju i czerwcu, przyciągają pielgrzymów od wieków. Pielgrzymki mają bogatą historię sięgającą nawet XVII wieku, kiedy to pierwsze grupy z Gdańska Oliwy 1 Kościerzyny wyruszyły do Wejherowa. Centralnym elementem tych pielgrzymek jest tradycja pokłonu feretronów. Pokłony te, stanowiące wyraz oddania czci Bogu, są nie tylko symbolicznym aktem wiary, lecz także ukazują jedność i tożsamość społeczności kaszubskiej. Wykonywane przez grupy obrażniczek i obrażni-ków, pokłony są precyzyjnie przygotowane i wykonane z szacunkiem, niosąc ze sobą głęboką symbolikę chrześcijańską. Główne gesty podczas pokłonu feretronów to znak krzyża oraz pokłon, które są powszechnie stosowane przez wszystkie grupy obraźników. Jednak każda z tych grup wypracowuje również swoje własne, charakterystyczne dla siebie ruchy. Stroje obrażniczek, zdobione kaszubskim haftem, oraz muzyka orkiestry podkreślają uroczysty charakter tego rytuału. Różnice w pokłonach z poszczególnych parafii dodają koloru i różnorodności temu wyjątkowemu obrzędowi, jednocześnie KARTUZE. ZENDZENIE Z SERBSCZIM UCZAŁIM H^uynCKD- I I Spojrzenie na Kaszuby z zewnątrz 64 Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 Klëka podkreślając bogactwo tradycji kaszubskiej (https://nid.pl/2024/04/23/5-nowych--wpisow-na-krajowej-liscie-ndk/). Red. GDINIÔ. ŻŁOBINË EDWARDA JASTRZABSCZÉGÖ Öd 8 łżëkwiata do kuńca maja w se-dzbie Kaszëbsczégô Fôrum Kulturę w Gdinie köl al. Piłsudsczégô 18 je pre-zentowóny wëstôwk żłobinów Edwarda Jastrzabsczégó. Artista urodzył sa w Zelonowie kol Chełmińsczegó Radzynia, a öd roku 1969 mieszko! w Gdinie. Twórził m.jin. lëdowé zabôwczi i świąteczne wëôzdobë. W gdińsczich kóscołach są wërzezbioné przez niegö sztaturë sw. Jerzego, sw. Józefa, sw. Anë i Joachima, a w Ösłoninie - kaplëczka sw. Piotra. Dzél jegö żłobinów kupiło do swójich zbiorów Zópad-nokaszëbsczé Muzeum w Bëtowie, a wik-szosc mają priwatny miéwcowie w Polsce i na świece. Jastrzabsczi brôł udzél w rozmajitëch plenerach i konkursach dlô żłobiarzów. Je dobiwcą öglowôpölsczégö konkursu na godową szopka w Chónicach. Napisół ksążka Z Wołynia na Kaszuby. Bumerang wspomnień. Red. LËZËNO. MUZYCZNE TALENTË W „KASZËBSCZICH ŚPIEWACH" W Szköłowô-Przedszköłowim Zespole w Lëzënie 19 łżëkwiata béł finał XXII Pömörsczégö Festiwalu Kaszëbsczi Pio-senczi „Kaszëbsczé Spiéwë'. Wzało w nim udzél wicy jak 180 uczastników. W komisje öbsadzëcelówbëlë: Tomôsz Fópka, Pioter Jadrzejczak i Mieczësłôw Bistroń. Niżi lësta nôlepszich, wedle jich rozsądzeniów, wëkönôwców we wszët-czich kategoriach. PRZEDSZKOLA Soliscë 1. Dariô Jeleń (Spódlecznó Szkoła w Tëchómiu), 2. Aniela Złoch (Sp. Sz. w Tëchlënie), 3. Witold Okrój (Szkółowó-Przedszkółowi Zespół w Lëzënie) Wókalno-instrumentalné karno 1. Zespół Sztôłceniô i Wëchówaniô wDzérzążnie, 2. Szkółowó-Przedszköłowi Zespół w Lëzënie SPÖDLECZNÉ SZKÖŁË KI. 1-3 - soliscë 1. Hana Dawidowskô (Sp. Sz. nr 7 w Labórgu), 2. Paulëna Kujawsko (Sp. Sz. w Tëchómiu), 3. Agata Glac (Sp. Sz. nr 9 we Wejrowie); wëprzédnienia: Klara Léwna (Sp. Sz. w Bójanie), Amelio Jank (Sp. Sz. w Baninie) KI. 1-3 - wókalno-instrumentalné karno 1. Sp. Sz. w Bójanie, 2. Sp. Sz. nr 9 we Wejrowie, wëprzédnienia: Sp. Sz. w Jastarnie, Zespół Sztôłceniô i Wëchöwaniô w Dzérzążnie KI. 4-6 - soliscë 1. Michôł Łëczkö (Zespół Sztółcenió i Wëchöwaniô w Stażëcë), 2. Kinga Wrób-lewskó (Szkółowó-Przedszkółowi Zespół w Kostkowie), 3. Anhelina Lecheszczik (Sp. Sz. w Baninie); wëprzédnienia: Mi-chalëna Marcyńskó (Sp. Sz. w Chmielnie), Zofiô Tołkin (Zespół Katolëcczich Szkółów w Gdinie), Łucjo Niklas (Zespół Sztółcenió i Wëchöwaniô w Szlachecczi Kamieńce) KI. 4-6 - wókalno-instrumentalné karno 1. Zespół Öglowösztôłcącëch Szkółów w Hélu, 2. Kaszëbskô Dënëga (Sp. Sz. w Jastarnie), 3. Sp. Sz. we Wiól-dżim Bóżimpólu: wëprzédnienia: Sp. Sz. w Mirochówie, Zespół Sztółcenió i Wëchöwaniô w Szlachecczi Kamieńce Kl. 7-8 - soliscë 1. Agnieszka Roszkówskó (Sp. Sz. w Tëchlënie), 2. Zofio Wandtke (Publiczno Sp. Sz. Sostrów Salezjanków w Rëmi), 3. Dominika Leik (Szkółowó-Przedszkółowi Zespół w Lëni); wëprzéd-nienia: Aldona Cybulskó (Zespół Sztółcenió i Wëchöwaniô w Dzérzążnie), Maja Hébel (Sp. Sz. w Bójanie) Kl. 7-8 - wókalno-instrumentalné karno 1. Szkółowó-Przedszkółowi Zespół w Lëzënie, 2. Szkółowó-Przedszkółowi Zespół w Kostkowie, 3. Sp. Sz. w Jastarnie: wëprzédnienia Spiéwné Kwiôtczi (Kaszëbskô-Pömôrsczé Zrzeszenie w Baninie), Sp. Sz. w Tëchlënie WËŻISPÖDLECZNÉ SZKOLE Soliscë 1. Wiktorio Daleka (I Öglowösztôłcącé Liceum w Kartuzach) Wókalno-instrumentalné karno Zespół Öglowösztôłcącëch Szkółów w Hélu, 2. Zespół Öglowösztôłcącëch i Warköwëch Szkółów w Kartuzach i Powiatowi Zespół Szkółów w Serakójcach, 3. Zespół Katolëcczich Szkółów w Gdinie Grand Prix dostół Zespół Öglowösztôłcącëch Szkółów w Hélu. Red. ŻUKOWO. POKAZ FILMU O KSIĄŻĘTACH KASZUBSKICH Prezentacja filmu dra Eugeniusza Prycz-kowskiego pt. „Książęta kaszubscy" w Zespole Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych im. Książąt Pomorskich w Żukowie miała szczególne znaczenie dla jego twórcy. Odbyła się bowiem w jednej z dwóch szkół w województwie pomorskim noszących to zaszczytne imię - zbiorowego bohatera filmu. Ponadto było to podsumowanie projektu dofinansowanego przez Powiat Kartuski. - Staramy się wspierać takie pomysły, które utrwalają historię i pozytywne wartości w społeczeństwie. Dlatego serdecznie dziękuję autorowi za tę realizację i inne podobne dzieła - podkreślił po projekcji starosta kartuski Bogdan Łapa. Jest to pierwsza taka produkcja podejmująca tematykę życia i dokonań dwóch pomorskich dynastii: Gryfitów, związanych ze Szczecinem, i Subisławiców - ze stolicą w Gdańsku. Były to dynastie ściśle ze sobą związane. Łączył je wspólny rodowód i pomorska ziemia, która w średnich wiekach -jak to wyjaśnił prof. Gerard Labuda - określana była mianem Kaszuby. Także język kaszubski prawdopodobnie był wówczas obecny na całym obecnym Pomorzu. Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 65 Klëka - Język ten cechował się sporą domieszką skandynawskich słów ze względu na bardzo silne powiązania. Był to jednak język słowiański, kaszubski. Nim posługiwali się książęta - wyjaśnił w filmie prof. Marek Smoliński, jeden z najlepszych znawców książęcej przeszłości Kaszub. - Serdecznie dziękuję autorowi, że postanowił właśnie w naszej szkole pokazać ten film. Książęcy patronat towarzyszy nam już od ponad dziesięciu lat. Dlatego jest naszą radością, że możemy się jak najwięcej o nich dowiadywać - zauważyła Gabriela Kowalska, dyrektor żukowskiej placówki. Na aspekt wiedzy o przeszłości, potrzebnej tak rdzennym mieszkańcom tej ziemi, czyli spadkobiercom książęcych tradycji, jak i nowym mieszkańcom Kaszub, zwróciła także uwagę Mariola Żmudzińska, burmistrz elekt Gminy Żukowo. Realizatorem całego przedsięwzięcia jest oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Po- morskiego w Baninie, podczas pokazu filmu w Żukowie reprezentowany był przez jego liderów: Bogumiłę Ropel i Witolda Szmidtke. (jd) BRUSË. BALBINA WRÓCËŁA Teater Lëdowégô Öbrzadu „Zabora-cy" w Czëczköwach z leżnoscë swój i 45. roczëznë przërëchtowôł dokôz na bina Powrót Balbinë. Nawlékô on do usódzku Anë Łajming Dzeje Balbina, jaczi aktorze grelë ód roku 1980. Premiera widzawiszcza bëła ju w gromiczniku w Centrum Kulturę w Brusach i ostała spartaczono z uroczëstą roczëznową galą. Pó dwuch miesącach, 14 łżëkwiata, w tim sarnim placu, „Zabo-racy" zagrelë Powrót Balbinę jesz róz. Jist-no jak premierze zala bëła ful, bo przedstawienie obżerało wicy jak 300 lëdzy. Teater Lëdowégö Öbrzadu w Czëczkôwach pöwstôł w roku 1978, a usadzëła gó Wanda Kiżewskó (nod-grodzonó Medala Stolema w roku 2014), chtërna wnenczas prowadzëła Wiesczi Dodóm Kulturę w Czëczköwach. Öd roku 1987 czerowniczką „Zaboraków" je Danuta Miszczik (dobiwczka Skrë Örmuzdowi za rok 2013). Dzysdnia teater dzejó kol Centrum Kulturę i Biblioteczi m. Jana Karnowsczégö w Brusach. Red. Pômörsczi Wöjewódzczi Konserwator Zabëtków wpisôł do registra zabëtków budink Zamôrsczi Wëmianë Pöcztë (tpzw. Mörsczi Pöcztë), jaczi je köl Wislónégö Pöbrzegu. Widzałi budink pôwstôł w cządze Wölnégö Miasta Gduńska. Ököma pölsczégö pocztowego urzadu, bëla tam szköła dlô öbsadów u-bootów, wërôbiónëch w gduńsczich stoczniach i „Wislóné kaszarë" Kriegsmarine. Ödj. Sławomir Lewandowsczi y/N\f 66 Pomerania nr 5 (586) / Môj 2024 FELIETON sëchim paka uszłé -f- Kupiónc^fi/ CL/ hCipictnoMJie/ Chto z nas nie kupiwô w kromie? Köżdi cos muszi sprawie. Mają białczi co jinégö. Co jinégô chłopi. Są równak sprawunczi, co je i jedne, i drëdżi kupiają. Chócle driakwie z aptéczi a co do zjedzenie). Równo stojimë téż w régach do dochtorów, do urzadów. Tej-sej sa-diwómë, bô... drago tak gôdzënama stojec. Wiedno téż sa trafi jakô kuńda, co sa pitô: A na jaką gôdzëna wa ba do dochtora zapisóné? Wiedno téż ôdpôwiôdóm, co gödzëna chiżni od ti, co prawie je. I kuńda nazôd grzeczno sôdô w réga. Biwają taczi, co leno na sztócëcëczulk wlézą przed wszëtczich do dochtora, bo sa chcą co zapëtac - i sedzą pół gödzënë... Kö to bë człowiek zaró... jaką recepta taczému wëpisôł! A z receptą, je wiedzec - jidze sa do aptéczi, dze urzadëją ma-gistrë, bô tak muszi do nich przemówić. Nierôz ny magistrze a ne magistrë dzél wiacy pomogą ód taczégô patentowego dochtora, co to przë żimczich przëtrôfkach skrolëje - côrniwô internet w móbilce. Kol dochtorczi często nie wiém, co gadać. To je wcyg ta sama śpiewka. A że przeszła niespödzónô zëma. A że wiater--parchatnik zawiôł, a jô béł zmôkłi prawie. A że w robôce chrëpölą a rzëpią. To kol internistczi. A kol dochtorczi ód serca wiedno czëja, co jem za grëbi, i ona ni może z nym statka do-przic w strona móji klekótczi. Jć> ji tłómacza, co czej zmiarceja - nerwésëja, a czedë grëbieja - szpôrtoblëwieja. Ni móga ji nijak przekonać. Dochtór ód ôczów pôkôzôł mie ju ne nôwikszé kaczczi i terô wöłë pökôzywô. Kaszëbsczégö alfabetu w całi przechodni ni mają. A jć> za to ni móga, co leno taczi czëtóm... Ga mómë ju pëlów, smarów, syropów a jinëch swiństwów nakupiwóné, przënôlégô jaczé zjestku nabëc. Chłopi colemało wölą co na cepło - dlô nich są żernie z chutką strawą. Nólepi ne cëzo brzëmiącé: maczi, łingsë, kebabë, hotdodżi a picce. Białczi pozebierzą po krómach składniczi a doma co ukucharzą. To wiele tóni wińdze. Przë leżnoscë swójich chłopulków nafudrëją a dzecë téż. A néżkama chowa użëwią. Nasze piakniészé dokładno wiedzą, dze, w ja-czim kromie, co kuli kósztó. Dze je swiéżé. Dze towôr za tobą sóm z tómbachu zlôżô. A obleczenia jak kupiają... Co one mają do te cerplëwötë! A obżerają, a ma-klają, a wëmiszlają... Taczi chłop jak jô - zarô wié, za czim przeszedł. Pólca pökôże, co chce... to. Płacy, bierze i... ju go ni ma. Niechtërny, co z białką ôbleczënczi kupiwają, jesz pokorno spróbują óbuc to i no. Chôcô człowiek nôbarżi bë kôchôł swoja kóchlińską, nie zgarô szesc razy wcyganió a scy-ganiô buksów... Buksë człowiek scygô rôz na dzeń - czej jidze pod gasą góra! A tu takô profanacjo. A jesz te rozpór-czi sa nie dopinają... A kószle sa po pranim niemóżebno zbiegają - w ca-łoscë na brzëchu... Jo, jo. Oni ju nie robią taczich ruchnów, jak to przódë biwało. Bödôj młodzëzna zmerkała, co buksëska są corôz barżi buten szëku, tej je... przerzinają tak, co nogówczi wëzdrzą, jakbë z maszinë do draszowaniô wëlôzł. I to je móda? Sróda! Z gółima slôdkama a z brzëchama na wiérzku na lëdzczé óczë kaną. Zaznobi sa ód te jedna z drëdżim a po dochtorach mdą sa to-drowac... Za tómbacha téż są lëdze. Mają prawo miec górszi dzeń abó chóc te dnie. Może óbzérôł taczi krómówi do nocë transmisjo z parlameńtu i ni może do se doprzińc, a të go ju trzecy raz pitôsz o to nórzadło, co on ju trzë razë gôdôł, co go ni ma. Abó białka mô sztóla do zgrëze-niô, a tu diachlë narajilë klijenta za pogrzebową krutą. Abó jakô jinô klijentka miagóli na stojisz-czu karpë przed Gwiôzdką jeden za drëdżim, jakbë miałë ód te urosc... A ten człowiek leno chce sprzedać. Nie chce mu sa wësłëchiwac górzczich żalów o pogodzę, pólitice, bo wcyg czëje to samo. Dôjta-że póku krómowim! Za-mówta bez cyber-séc! Prześlą esemesa/mejla - co zamówiony a zapłacony towôr je w drodze. Co żdaje w paczkómace. Nicht warna pode nosa nie zmrëczi. Szpetno nie zamurmóce. Szczestlëwie weznieta swoje sprawunczi pod pócha a pökarëjeta pod dodóm. Tec na maszina nie mdzeta wërzéka. Öni so ód was tej odpoczną. Öd przebieraniô, wëbieraniô, dobieraniô, rozbieranió, zbieranió i... jinëch -raniów. Taczi dłudżi wi-keńd. Tómk Fópka Dochtór ôd öczów pökôzôł mie ju ne nôwikszé kaczczi i terô wöłë pökôzywô. Kaszëbsczégö alfabetu w całi przechodni ni maję. A jô za to ni móga, co leno taczi czëtóm... Pomerania nr 5 (586) / Maj 2024 67 To nie je w głowa do pojaco FELIETON Z jah z&jArcno Je piakny majowi wieczór, zaczął sa dłudżi wolny tidzeń, bo prze përzince szczescô i dosc dobrim ułożenim dniów w kaladarzu, môżemë so zrobić krótczé ferie. Jedny pojadą w górë, jinszi do naj nad mörze abô w cepłé kraje, a jesz jinszi mdą jima tegô wölnégö fest zózdro-scëc. Mdą nawetka sa mödlëc ö görszé wiodro, jesz wëższé prizë abö jaką jinszą plaga, bëlebë chtos miôł görzi, czedë më ni môżemë miec lepi. Në tak to z lëdzama ju je. Chôc nie je nama sa do tegô letkö przëznac - jesmë zôzdrosny. Kôżdi, mëszla, znaje to wseczëcé. W dzecnëch latach zôzdroscëlë jesmë jinszim zabôwków, pózni lepszich ruch-nów, ôcen w szkole, a jesz pózni dët-ków, robötë cze chłopa a bo białczi. I to je normalne. Gorzi, czej nie chcemë sa do te przëznac. Lëchô to sprawa ta całô zôzdrosc. Jistno jak ji gorszo sostra -zawisc. Bo w zôzdroscë biwô czasa cos pözytiwnégö, jeżlë rozmiejemë so z nią pôradzëc, le ta drëgô może nama leno napsowac zdrowió. Skądka bierze sa w nas tëli zôzdroscë? Podobno z pöczëcô stratë i strachu, bôjimë sa, że chtos nas óstawi, pörzucy, dlôte jesmë baro uwôżny, czej nasz chłop abó naja białka wzérô na kôgös jinszégô za długo, za baro sa stroji, za długö gôdô przez móbilka itd. Bëlno, jeżlë leno na obserwacje sa skuńczi, gorzi, czedë z ti zôzdroscë przińdze nama do głowë jakôs niezdrowo udba. Niechtërny rozmieją w dobrim czasu wcësnąc knąpa „stop", ale niechtërny taczégô hamulca w se ni mają. Në, ale nié ö to mie jidze, to je robota barżi dló psychologów. Zózdrosc w naji bëła, je i badze. Na przëmiar dzysô w kromie mia jem widzóné chłopa z wióldżim wózyka chmielowego picô z procentama i bëło w jego oczach widzec wiólgą redota, bo kupił on nen towôr w wiól-dżi promocje. Czëła jem, że przez te promocje mómë w kraju wiakszi jiwer z nôłogama, i tak so mëszla, dló-cze na słodczé jaż taczich promócjów „12+12" ni ma? Tej béłbë jiwer leno z kilogramama. Le wrócmë do chłopa, chtëren robił sprawunczi. Za nim w kolejce stół jinszi, nié sóm, leno z białką, i on kupił leno dwie budle tegö samégô picô, a w jego oczach nie bëło redote, leno wiólgô zózdrosc. Dlócze on mó, a jó nié? Nen żól bëło czëc nóbarżi, czej nen chłop szedł ju do auta i gódół do białczi: - Tako okazjo! Tec to grzech nie kupie przed ma-jowima swiatama. I nie gódóm tego z zôzdroscë, leno z rozsądku! Jinszi mogą, a jó nié?! Nen argument równak do białczi nie trafił. Czejbë szło, ji chłop wlôzłbë w ti chwile do czësto jinszégö auta, a tak óstół leno z białką i z zózdroscą, chtërna może mu pópsowac czile pier-szich majowëch wieczorów. Mëszla, że taczich przëtrôfków tego dnia bëło wiacy. Wëchôdô tej na to, że zózdrosc budzy sa w nas nié leno z powodu stratę i strachu, ale téż z chacë pösôdaniô. Në bo chtos mó, a më nié? I to téż je podobno dosc nôtëralné w lëdzczim świece. Uczałi są zgodny - zózdrosc je lëdzóm brëköwnó do przetrwanió, bo je preteksta do dzejaniégö. Przeca lëdze są w sztadze wiele zrobić, żebë miec wiacy ód jinszich, a czasa z tego wihdze nawetka cos dobrego dló całi lëdzköscë. Nógórzi równak, czej zôzdroscymë nieszczescó. Dzywné? Jo, nawetka baro, në bo jak może kömus zózdroscëc, że potkało go cos lëchégö? Je wiedzec -może. W slédnym czasu prawie tak bëło z gburama. Nógle wiele lëdzy zózdro-scy jima, że muszą organizować strajczi, że stoją ze swójima nowima wióldżima trëkrama na ulëcach, a nié w polu. Dlócze oni to robią, ju lëdzy tak baro nie óbchódzy - przëca gburze mają tero tak bëlno. Wszëtkö za nich robią cëdowné maszinë i kómputrë, a bulwë i mlékó cëdowno samo trófió do krómów i na naje stołë. Teró jesz lëdze zózdroscą gburom, że mróz jima zniszcził uprawę, bo zós badze leżnosc do jaczégô strajku. Z ti zôzdroscë nawetka nie widzymë, chto na tim stracy nóbarżi. Gburso dó rada, bo mdze miółco jesc, a më dopierze w swójich briftaszach uzdrzimë, że nie bëło czego zózdroscëc. Dlóte gódó sa, że zózdrosc robi z lëdzy slepëch. Widzymë leno to, co nama pasëje. Chtos mó ód nas wiacy, je bógatszi, mó wiakszą chëcz, nowszi autół (abó trëker), leno jak wiele muszół sa na to narobić, to jakoś nama umikó. Bo jinszim wszëtkó spódó z nieba. Jó téż zózdroszcza i téż móm z tim jiwer. Chtos sedzy teró na jaczim egzoticznym ostrowie i pópijó sok z ananasa, a jó móm leno arbata i mój ogródk za okna. Mdze mie lepi ód ti zôzdroscë, czej o tim pômësla? Może nié, ale jak jó jem zmótiwówónó, że nie je to dló mie tak czësto niemöżebné. I tëli mie sygnie. Ta mësl, że mogą miec wiacy, bëc gdze jindze, le nick ni musza. Bo zózdrosc nie je wedle mie jaż tak lëchô, jeżlë rozmiejemë o ni głośno rzeknąc i sa do ni przëznac przed sobą. Gorzi, czej tacy sa ona głabók w nas, tej je jak takô cëchó trëcëzna. Ölga Kuklińskó Jô téż zózdroszcza i téż móm z tim jiwer. Chtos sedzy teró na jaczim egzoticznym óstrowie i pópijó sok z ananasa, a jó móm leno arbata i mój ogródk za okna. Pomerania nr 5 (586) / Mój 2024 Polska Filharmonia Bałtycka zaprasza w czerwcu 2024 1/06,19:00 Kościół św. Andrzeja Boboli w Gdyni Gdynia Classica Nova Izabeia Matuła / sopran Anita Milewska / rożek angielski Łukasz Borowicz / dyrygent Orkiestra PFB 2/06,12:00 Koncert familijny - Słońce na pięciolinii Magdalena Skorupska / śpiew Karol Lendzion / śpiew Jakub Laskowski / tuba Elżbieta Drozdowska / flet Bartłomiej Sutt / instrumenty perkusyjne Zespół taneczny Perełki 3-4/06, 9:15 i 11:30 Koncert edukacyjny - Wakacyjna Akademia Pana Kleksa Natalia Walewska / skrzypce, kierownictwo artystyczne Dawid Głowacki / klarnet, saksofon Anna Śmiszek-Wesołowska / wiolonczela Tomasz Skrętkowski / perkusja Maciej Młóciński / gitara basowa Marta Kur / fortepian Aleksandra Lis / aktorka Bogdan Smagacki / aktor 4/06, 20:00 Bazylika św. Mikołaja Koncert organowy z cyklu Bliżej Bacha Józef Kotowicz / organy 7/06, 19:00 Koncert muzyki filmowej - Zapach kobiety Natalia Walewska / skrzypce Robert Kabara / dyrygent Orkiestra PFB 11/06, 20:00 Bazylika św. Mikołaja Koncert organowy z cyklu Bliżej Bacha Piotr Rojek / organy 14/06,19:00 Zakończenie sezonu artystycznego 2023/2024 Szymon Nehring / fortepian George Tchitchinadze / dyrygent Orkiestra PFB 18/06, 20:00 Bazylika św. Mikołaja Koncert organowy z cyklu Bliżej Bacha Jarosław Tarnawski / organy 28/06,19:15 Archikatedra Oliwska 67. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej w Oliwie Inauguracja Roman Perucki / organy Łukasz Długosz / flet Jacek Rogala / dyrygent Orkiestra PFB Polska Filharmonia Bałtycka im. Fryderyka Chopina w Gdańsku ^ Instytucja Kultury Samorządu w Województwa Pomorskiego SPONSOR STRATEGICZNY PFB ^ Energa grupa E33333 GŁÓWNY SPONSOR PFB MECENAS KULTURY PCE Polska Grupa Energetyczna NADBAŁTYCKIE CENTRUM KULTURY 1-------------"J j CENTRUM SW. JANA I j UL. ŚWIĘTOJAŃSKA 50 I j GDAŃSK I r—______________ I /"N * * » —. * / 8 N\ a A I i*\/ t J / \ -! k' !- WIĘTO KULTURY POMORSKIEJ j i ;i 'i 'i i i hm PROGRAM: WWW.NCK.ORG.PL rsrs Nadbałtyckie XX Centrum Kultury W Gdańsk Instytucja Kultury Samorządu Województwa Pomorskiego Instytucja Kultury Samorządu Województwa Pomorskiego lat 2fz^ WOJ ^ POft trojmiasto.pi f