FOT. SYLWIA LIS razem z Pomagam ludziom umrzeć łagodniej - opowieść lekarza z dziecięcego hospicjum • Ostatni wywiad Franciszka Pieczki: Zagrałem króla Leara, ale za mało było w moim repertuarze komedii PLUS TELEMAGAZYN z programem TV Pomorza Piątek Nr 252 (4800) www.gp24.pl 28.10.2022 Nakład: 16.620 egz. Cena 4,90 zł (w tym 8% VAT) Świat niewidomego. Jak wygląda życie osób, które nie widzą? Co sprawia najwięcej kłopotów? str. 2 Motoryzacja. Takie cuda jak niemieckie „toczydełko” oglądać można zawsze str. 16 Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 Chemikaliami uszkodzili oczyszczalnię, mogli zatruć ludzi Policjant z żoną staną przed sądem za nielegalne składowanie odpadów. Kobieta odpowie też za to, że substancję chemiczną wlała do kanalizacji, str. 4 Wpław do Szwecji. W tym roku się nie udało. Zabrakło ponad 50 kilometrów. Ale ambicja pozostała i już wie, że spróbuje za rok. Ten wyczyn się uda TYGODNIK REGIONÓW - STR. 14-15 Gospodarka morska. Strażak-28 przechodzi testy w Gdańsku. Po nich trafi na zachodnie wybrzeże str. 6 Chociaż zapadł wyrok, śmierci syna nic nie wymaże z serca. Opłakując dziecko, już wiedzą, że czas nie leczy ran TYGODNIK REGIONÓW - STR. 12-13 2 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ -- SOBOTA PONIEDZIAŁEK ŚRODA CZWARTEK PIĄTEK SOBOTA • Strach się bać, czyli o tym • Sportowy24 - raport „Gło- • Strona zdrowia i wszystko • Kryminalne archiwum. • Puls i Tygodnik Regionów. • Pełen ważkich treści maco i gdzie straszy Pomorzan su" ze sportowych aren o suplementach diety Rok 1933 w Toruniu Teksty ze znakiem jakości gazyn dla całej rodziny ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel. 94 3401114, mail prenumerata.gdp@polskapress.pl, na stronie prenumerata.gp24.pl Dla niewidomych świat staje się bardziej dostępny, ale Wojciech Lesner Rozmowa Z Agnieszką Orzech, dyrektorem Warsztatu Terapii Zajęciowej Polskiego Związku Niewidomych w Słupsku. Czy osoby niewidzące mają wyostrzone pozostałe zmysły? Zawsze odpowiadam na to pytanie, że to jest prawda i nieprawda. To nie jest tak, że jak się traci wzrok, albo się nie widzi od urodzenia, to w zamian za to wyostrza nam się słuch i rosną „większe uszy”. Świat jest odbierany przez człowieka za pomocą wzroku, nawet w 85-90procentach. W momencie, kiedy nie mamy bodźców wzrokowych, musimy nauczyć się funkcjonować z tym, co nam pozostało. Przestawiamy się na słuch, na dotyk, na węch, na smak - na poziomie fizjologicznym absolutnie nic się nie zmienia, tylko uczymy się korzystać bardziej z innych zmysłów. Nie jest też tak, że dzieje się to automatycznie - do tego potrzeba czasu. Dużo jest codziennych czynności, których wykonanie przysparza kłopotu? Mnóstwo. Brak wzroku niesie ze sobą wiele ograniczeń. Powiem na swoim przykładzie, jakie trudności napotykam na co dzień. Jestem osobą pracującą i do moich obowiązków należy parafowanie umów i faktur. Gdyby nie pomoc osoby widzącej, nie wiedziałabym nawet, w którym miejscu je podpisać. Kolejna kwestia to korzystanie z komunikacji. Przekleństwem dla osób niewidomych są przystanki „na żądanie”, gdzie trzeba w odpowiednim momencie zamachać i jeszcze odszukać specjalny guzik do otwierania drzwi. Niefajne są też biletomaty w urzędach, przychodniach. Wszystko to, co jest sensorowe - panele w windach, domofony - jest dla mnie niedostępne, ponieważ nawet nie wiem, gdzie to nacisnąć. Życie potrafią uprzykrzyć też modne ostatnio hulajnogi elektryczne, które ludzie porzucają, gdzie popadnie, często na środku drogi. Z wieloma czynnościami można sobie oczywiście radzić. Ja od ośmiu lat mieszkam sama i ogarniam sprzątanie, gotowanie, pranie do ideału j Agnieszka Orzech: - Dziś w sukurs niewidomym przychodzą często nowe technologie i inne rzeczy związane z prowadzeniem domu. Wszystkie te czynności wykonuję jednak wolniej. Coraz więcej obiektów dostosowywanych jest do potrzeb osób niewidomych. Ostatnio dużo się mówi o dostępności na rzecz osób z nie-pełnosprawnościami. Dyplomatycznie mówiąc, z tą dostępnością bywa bardzo różnie, bo nadal wiele rzeczy jest nieosiągalnych. W instytucjach publicznych nadal spotykamy bariery architektoniczne, komunikacyjne i cyfrowe. O ile jestem w stanie zrozumieć, że wdrażanie rozwiązań budowlanych, jak np. montaż windy może wymagać czasu i zdobycia pieniędzy, tak trudno mi zaakceptować fakt, że nadal jako osoba niewidoma otrzymuję od urzędników dokumenty elektroniczne, których nie jestem w stanie samodzielnie przeczytać. Przygotowanie dokumentu w dostępnej formie nic nie kosztuje, wymaga jedynie odrobiny zaangażowania ze strony redaktorów. Ciągle zapominamy, że dziś dostępność jest prawem, a nie przywilejem. Alfabet Braille’a. Czyjego nauka jest trudna? Inaczej uczy się Braille’a niewidome dzieci, a inaczej osoby, które utraciły wzrok na późniejszym etapie żyda. Dzieci niewidome uczą się go, tak jak dzied widzące uczą się zwykłego pisma. Poznają kolejne literki, składają z nich wyrazy. U osób, które straciły wzrok w dorosło-śd, największym wyzwaniem jest wyćwiczenie percepcji dotykowej. Odczytywanie znaków palcami sprawia największą trudność, podczas gdy samo zapamiętanie kombinacji jest daleko punktów (mamy ich 63) nie przysparza z reguły żadnego problemu. Co jeszcze ułatwia codzienne funkcjonowanie? Obecnie w sukurs osobom niewidomym przychodzą nowe technologie. Pamiętam czasy, w których byłam skazana tylko na Braille’a albo na widzącego lektora. W tej chwili beletrystyka, książki naukowe, prasa, są dla mnie dostępne. Dobrodziejstwem są czytniki ekranu, dzięki którym mogę obsługiwać komputer i smartfona. Wysyłanie maili, tworzenie pism iprezentacji, surfowanie w in-temede nie stanowi problemu. Codzienne funkcjonowanie ułatwiają mi również różnego rodzaju aplikacje, np. nawigacja albo takie do rozpoznawania kolorów, pieniędzy. Korzystania z nowych technologii trzebasięjednaknauczyć. To nie jest tak, że niewidomy dostaje komputer czy smartfon do ręki i wie, jak go użyć. Jedyną jeszcze niedostępną rzeczą, jeśli chodzi o komputer, są gry, w których wszystko opiera się na grafice. Ale niedługo pewnie i na to znajdzie się rozwiązanie. Marzę, by zagrać wWiedźmina. Osoba niewidoma może liczyć na wsparcie innych? Ludzie raczej reagują właśdwie - oferują pomoc, choć czasem nie wiedzą, jak to zrobić. Zwłaszcza młodzi ludzie nie boją się podejść, nie boją się zapytać. Wśród osób starszych zdarzają się różne reakcje, komentarze, natomiast nigdy nie spotkałam się z sytuacją, w której ktoś chdałby mi wyrządzić krzywdę. Idąc po ulicy z laską, nieustannie jestem narażona na ludzkie spojrzenia. Nie mam celebrycłdego zacięcia i czasami chciałabym być bardziej anonimowa. Rozumiem, że odmienność budzi zainteresowanie. Chodzi jednak o to, by nie przekroczyć granicy dobrego smaku - nie gapić się, nie urazić niewłaściwym komentarzem. Niewidomy może nie chcieć opowiadać na pół autobusu, dlaczego stracił wzrok i czy potrafi ugotować ziemniaki. Zanim zaczniemy pytać, komentować, zastanówmy się, jak sami byśmy się czuli, gdyby odwrócić sytuację. ©® KALENDARIUM 28 PAŹDZIERNIKA 1138 Zmarł Bolesław Krzywousty, od 1102 roku władca Polski. W testamencie podzielił kraj między trzech pełnoletnich synów, co rozpoczęło długotrwały okres rozbicia feudalnego. 1237 Umowna data założenia Berlina. Berlin pełnił rolę historycznej stolicy Brandenburgii, Prus, Cesarstwa Niemieckiego, Republiki Weimarskiej i III Rzeszy. Obecnie jest największym miastem Niemiec. Zajmuje powierzchnię około 892 kilometrów kwadratowych i mieszka w nim około trzech milionów 800 tysięcy osób. 1892 Na Boulevard Montmartre w Paryżu odbyła się premiera pierwszego na świecie filmu rysunkowego. Film pod tytułem „Biedny Pierrot”, w reżyserii i na podstawie scenariusza Emila Reynauda, trwa około czterech minut. 1919 Kongres Stanów Zjednoczonych przyjął ustawę oprohibicji zakazującą sprzedaży, produkcji oraz transportu alkoholu. Ocenia się, że amerykański budżet tracił rocznie na prohibicji z powodu braku wpływów z podatków około 500 milionów dolarów. Prohibicja w Stanach Zjednoczonych została zniesiona w grudniu 1933 roku. 1922 Narodowa Partia Faszystowska Benito Mussoliniego przejęła w wyniku tak zwanego Marszu na Rzym władzę we Włoszech. 29 października król Wiktor Emanuel III powierzył Mussoliniemu fńnkcję premiera, w czerwcu 1924 roku Mussolini wprowadził w państwie dyktaturę. 1974 Polscy siatkarze zdobyli mistrzostwo świata. W ostatnim decydującym meczu pokonali mistrzów olimpijskich z Monachium Japończyków trzy do jednego. Na turnieju w Meksyku wygrali wszystkie ll spotkań. Był to pierwszy tytuł mistrza świata dla Polski w grze zespołowej. 1977 Ukazał się album „News of the World” brytyjskiej grupy Queen. Była to szósta płyta tej kapeli. Album zawiera przeboje takie jak „We are the Champions” czy „We will rock You”. POGODA NA WEEKEND Słońce Około 9 godzin w ciągu dnia Uwaga Wiatr południowo-wschodni, bez deszczu Słońce Około 7 godzin w ciągu dnia Uwaga Zachmurzenie umiarkowane, bez deszczu Niedziela Słońce 6 godzin w ciągu dnia może być słonecznych Uwaga Zachmurzenie umiarkowane NO TIME FOR LOSERS, JESTEŚMY MISTRZAMI Można wysłuchać tysiąca mów motywacyjnych. Można spotykać się z terapeutami, trenerami, coachami. Można spędzić w gabinetach godziny. Ale można też to wszystko dostać w trzy minuty. Od 45 lat mamy taką możliwość. Nikt nie napisał bardziej motywującego ulwom niż Freddie Mercury (no może jeszcze „Seek and Destroy” grupy Metallica). „We Are the Champions” wieńczy dzido, podkreśla odniesienie sukcesu. Tymczasem tak jak pasuje na końcu wielkich sportowych imprez tak równie dobrze mógłbyje otwierać. Podobnie jak mógłby otwierać każdy dzień naszego żyda. Mercury opisuje historię człowieka idącego pod prąd. Spłacającego długi, odsiadującego wyrok za niepopełnione przestępstwa, utytłanego żydem i w życiu. „Ale przetrwałem to i muszę iść dalej i dalej i dalej i dalej ...” - śpiewa na końcu każdej zwrotki. „Nie ma czasu dla przegranych” - dodaje w refrenie. „Bo jesteśmy zwydęzcami. Jesteśmy mistrzami świata”. To powinien być hymn każdego naszego poranka. Stacje radiowe powinny emitować ten utwór po każdym informacyjnym serwisie od piątej rano przynajmniej do południa. Tak, aby każdy, kto znajduje się w nie wiadomo jakiej czarnej dziurze własnego żyda, uwierzył, że wystarczy wyprostować plecy, by się podnieść. By uwierzyć, że we are the Champions. Siła, jaka płynie z tego utworu, jest w stanie ponieść każdego. I nieść, bo sukces, który osiąga podmiot liryczny tej ballady, ma trwać. „And i ain’t gonna lose/ and i need to go on and on and on and on”. Nie mam zamiaru przegrać i muszę iść dalej... Dzięki Freddie. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 3 nasz REGION REGION Słupscy strażacy zostali wezwani do pożaru szopy w Bole-sławicach. - Na miejscu okazało się, że*pożar rozprzestrzenił się na elewację sąsiedniego domu jednorodzinnego -informuje mł. kpt. Piotr Basarab z Komendy Miejskie Państwowej Straży Pożarnej w Słupsku. - Pożar został szybko zlokalizowany i ugaszony. Nie jest znana przyczyna jego powstania. OLO DYŻURNY GŁOSU Magdalena Olechnowicz tel. 510 026 923 Na Czytelników czekamy w redakcji „Głosu Pomorza" | w Słupsku przy ulicy H. Po-5 bożnego19orazpodadre-^ sem poczty elektronicznej: 2 alarm@gp24.pl. Na wojnie z sowietami. Pomniki wstydu usunięte Pomnik w Bobolicach stał od 1945 roku Piotr Polechoński Pomorze Takiej akcji jeszcze nie było. Ta sama godzina, cztery miejscowości w Polsce. W każdej z nich zdemontowany został wczoraj jeden z sowieckich pomników. W tym ten w Bobolicach. Taka zsynchronizowana akcja - przeprowadzona przez Instytut Pamięci Narodowej wraz z samorządami - odbyła się w Polsce po raz pierwszy. Punktualnie o godz. 9 równocześnie w czterech miejscowościach: Głubczycach, Byczynie (opolskie), Bobolicach (zachodniopomorskie) oraz Staszowie (świętokrzyskie) zdemontowane zostały cztery pomniki wyrażające wdzięczność wobec Armii Czerwonej. W Bobolicach był to obelisk wybudowany w 1945 roku przez samych żołnierzy sowieckich (był z cegły, otynkowany, z tablicą na frontowej ścianie znapi-sem w języku rosyjskim: „Wieczna chwała naszym bohaterom poległym w walkach o wolność i niepodległość naszej ojczyzny1945 r”). - Ta rozbiórka to efekt kilku rzeczy. Agresji rosyjskiej na Ukrainę, apelu Karola Nawrockiego, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, który zwrócił się do samorządów w całym kraju, aby usunąć wszystkie tego rodzaju pomniki i obeliski oraz ustawy z20i6r.ousuwaniuzprzestizeni publicznej pomników propagujących komunizm lub inny ustrój totalitarny - mówił wczoraj w Bobolicach Paweł Skubisz, szef IPN w Szczecinie. Wziął on udział w konferencji prasowej, która poprzedziła demontaż bobolickiej pamiątki po PRL. Towarzyszyli mu Zbigniew Bogucki, wojewoda zachodniopomorski oraz Mieczysława Brzoza, burmistrz Bobolic. - Takie pomniki powinny zniknąć zaraz po 1989 r., ale lepiej późno niż wcale. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla sy- tuacji, że gdzieś jeszcze taki pomnik w naszym regionie stoi. Zwłaszcza po tym, co dziś dzieje się za naszą wschodnią granicą, po napaści Rosji na Ukrainę - zauważył wojewoda. Zapowiedział też, że do końca przyszłego roku z terenu województwa zachodniopomorskiego zostaną usunięte wszystkie tego rodzaju symbole tego, że Polska przez ponad pół wieku nie była krajem niepodległym i była zależna od ZSRR. - Będziemy je usuwać we współpracy z samorządami i bardzo się cieszymy, gdy ta współpraca układa się tak dobrze jak tutaj w Bobolicach. Ale jeśli takiej dobrej woli, takiej współpracy zabraknie, to będę korzystał z przysługujących mi uprawnień i będziemy uwalniać nasz region od tego rodzaju symboli, nie oglądając się na to, czy to się komuś podoba, czy nie. Jesteśmy bardzo zdeterminowani, aby tę sprawę doprowadzić do końca i ją do tego końca doprowadzimy - zapewnił Bogucki. Dodał też, że według najnowszych danych takich pomników i obelisków w zachodniopomorskim jest około 20. - Ikażdy musi zniknąć jak najszybciej. Bo to nie są tylko symbole. To, że one jeszcze gdziekolwiek stojąwprzestrzeni publicznej, źle świadczy o nas samych. O naszym podejściu do przeszłości i naszym szacunku wobec tych, którzy naprawdę walczyli o wolność Polski, w tym często z sowieckimi okupantami. Dość tego - podkreślił wojewoda. Burmistrz Mieczysława Brzoza powiedziała, że w miejscu zdemontowanego sowieckiego obeliskuwprzyszłymroku - w porozumieniu z IPN - zostanie wybudowany pomnik ku czci osób zmarłych na terenie gminy. Usunięty wczoraj pomnik dołączył do listy czterech sowieckich pomników zdemontowanych w województwie zachodniopomorskim w 2022 roku: w Białym Borze, w Starogardzie (gm. Resko), w Stargardzie oraz w Brojcach. ©® Pięciolatka nadal pod okiem lekarzy Alek Radomski Słupsk Dziewczynka, która kilka dni temu na Starym Cmenta-rzuzostała przygnieciona płytą nagrobną, czuje się lepiej. Pięciolatka pozostanie jednak na oddziale chirurgii dziecięcej jeszcze przez kilka dni na obserwacji. Taką informację przekazał nam Marcin Prusak z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku. Dziewczynka przebywa w szpitalu po wypadku, do którego doszło w minioną niedzielę na Starym Cmentarzu w Słupsku. Pięciolatka znajdowała się wówczas pod opieką babci, która porządkowała grób przed zbliżającą się Uroczystością Wszystkich Świętych. W pewnym momencie na dziewczynkę przewróciła się płyta nagrobna. Na miejsce przyjechali policjanci. Chwilę po nich zjawił się też zastęp strażaków. Dziewczynka została wydobyta spod płyty jeszcze przed ich przyjazdem. - Dziecku udzielona została pierwsza pomoc i zostało ono przekazane zespołowi ratownictwa medycznego - informował „Głos” mł. kpt. Piotr Basarab z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Słupsku. Na miejscu zdarzenia policjanci wykonali oględziny i sporządzili dokumentację. Na ich podstawie ustalają jego dokładne okoliczności. ©® AUTOPROMOCJA REKLAMA 0110633678 Głos Pomorza Gotuj się na sobotę W magazynie „Weekend z rodziną" smaczne domowe przepisy gp24.pl USŁUGI POGRZEBOWE w Słupsku HERMES, ul. Obrońców Wybrzeża 1 (całodobowo), tel. 59 842 84 95, 604 434 441. Winda i baldachim przy grobie. HADES, ul. Kopernika 15, całodobowo, tel. 59 842 98 91,601663 796. Winda i baldachim przy grobie. 1» KALLA, ul. Armii Krajowej 15, tel. 59 842 8196,601928 600 - całodobowo. Pełna oferta pogrzebowa. |Xfn L n 1 Ł J iar ZIELEŃ SŁUPSK Zakład Pogrzebowy, ZIELEŃ ul. Kaszubska 3A, tel. 502 525 005 Słupsk - całodobowo. Pełna oferta pogrzebowa. BIERZ ZYCIE ZA ROGI Oblit I Skarbowe Teraz w Banku Pekao S. A. kupisz Obligacje Skarbu Państwa! Od dziś żubr to Twój szczęśliwy znak, bo w Biurze Maklerskim Pekao kupisz teraz Obligacje Skarbu Państwa! Dostępne już od 01.10.2022 r. ontine w Pekao24 i aplikacji PeoPay^ W Biurze Maklerskim Pekao: —> podpiszesz umowę bez wychodzenia z domu możesz inwestować 24/7 online w Pekao24 i aplikacji PeoPay' -> zbudujesz portfel z różnego typu obligacji dopasowany do Twoich potrzeb i oczekiwań Porównaj aktualną ofertę Obligacji Skarbu Państwa i wybierz najlepszy wariant dla siebie. Wejdź na pekao.com.pl/obligacje-skarbowe Bank Pekao Szczegółowe informacje o usłudze, w tym opis kosztów oraz ryzyka związanego z inwestowaniem oraz informacje nt. sprzedaży krzyżowej usług maklerskich świadczonych przez Biuro Maklerskie Pekao, w tym opis ryzyk oraz wskazanie kosztów i opłat związanych z zawarciem, wykonaniem lub rozwiązaniem poszczególnych umów, zawarte są w Regulaminie obsługi obligacji skarbowych przez Biuro Maklerskie Pekao, Taryfie opłat w zakresie obsługi obligacji skarbowych przez Biuro Maklerskie Pekao oraz Pakiecie informacyjnym dostępnych na stronie pekao.com.pl/oDligacje-skarbowe 4 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 Chemikaliami uszkodzili oczyszczalnię, mogli zatruć ludzi 14 maja 2020 r. Inspektorzy ochrony środowiska w asyście strażaków pobierają próbki wody w uszkodzonej oczyszczalni ścieków w Borzytuchomiu Zapłacimy prawie jedenaście procent więcej Grzegorz Hilarecki Słupsk Miejscy radni zagłosowali za podwyższeniem podatku od nieruchomości w przyszłym roku. Anna Gajda, skarbnik Słupska, przekonując rajców do podjęcia uchwały wtej sprawie, wskazywała, że podatekten średnio ma wzrosnąć o 10,94 proc., co da budżetowi miasta dodatkowe ponad 5 mln zł. - Podobne uchwały podejmują teraz wszystkie samorządy, także te sąsiednie. Proponowana w Słupsku podwyżka przekłada się na wzrosty o kilkadziesiąt złotych w skali roku dla posiadaczy małych mieszkań, a ok. 150 zł dla posiadaczy dużych domów - powiedziała. Jan Lange, przewodniczący klubu PO w radzie, przypomniał, że są jeszcze przedsiębiorcy, którzy płacą ten podatek. - Wzrost podatku od nieruchomości obciąża mieszkańców, ale i przedsiębiorców. Wiemy o wzroście inflacji. Kredyty obrotowe są drogie i trudniej dostępne, a inwestycyjne nieopłacalne. Do tego zaplanowany jest wzrost płacy minimalnej o ponad 700 zł, wzrost opłat za energię, za nieczystości. Od trzech lat zawsze korzystaliśmy z formuły wzrostu podatku do stawki maksymalnej. Nie możemy dodskać przedsiębiorców, a tak się dzieje. To kura, która znosi nam do budżetu jajka, a znosi coraz mniejsze, a niedługo nie będzie w ogóle znosić - stwierdził Lange. Klub PO wniósł wniosek formalny, by podatek od nieruchomości zwiększyć w przyszłym roku tylko o 5 proc. Odpowiedziała na to Krystyna Danilecka-Wojewódzka, prezydent Słupska: - Właśnie minęły cztery lata od wyborów samorządowych. Zarówno wtedy jak i teraz chcę czynić wszytko, by miasto rozwijało się harmonijnie i służyło mieszkańcom. Zawsze staram się znaleźć środek rozstrzygania problemu. Nikt nie lubi wzrostu cen, bo to dyskomfort dla naszych finansów, ale macie świadomość, co na nasz budżet się składa. Potrzebujemy mieć większe pieniądze dla dobra wszystkich. Skąd te pieniądze na wydatki bieżące znaleźć? Nie chcemy podnieść podatku do maksymalnej stawki, podnosimy nie o 100, a o 90 proc. możliwego wzrostu. W skali roku to 700 tys. zł mniej w budżecie miasta. Radni 12 głosami za (klub Łączy nas Słupsk i część klubu PiS) przyjęli nowe stawki podatku od nieruchomości, ze średnim wzrostem o 10,94 proc. Przeciw było pięciu radnych PO, dwóch radnych się wstrzymało (z klubu PiS i klubu prezydenckiego). Nowe stawki za metr kwadratowy powierzchni użytkowej wbudynkach mieszkalnych to 0,99 zł. W 2022 r. płaciliśmy 0,89 zł. Stawka dla budynków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej to 28,48 zł zamiast 25,74 zł płaconych w tym roku. Podobna dyskusja odbywa się w Słupsku w październiku od lat. W ubiegłym roku stawki podniesione zostały o 3,6 proc. A od siedmiu lat są one w naszym mieście na maksymalnym poziomie dopuszczalnym przez Ministerstwo Finansów, które ustala je raz w roku w zależności od inflacji. W tym roku rozporządzenie wydane zostało w lipcu, gdy oficjalny wskaźnik inflacji był na poziomie ponad 11 proc. i o tyle mógł wzrosnąć w Słupsku podatek w 2023 r. W 2018 r. do kasy miasta wpłynęło z podatku od nieruchomości 46,8 mln zł. W2021 r. już ponad 56 min zł. W tym roku wpłynie ponad 57,7 min zł. Za rok ma być o ponad 5 min więcej.©® Bogumiła Rzeczkowska Słupsk Pized sądem stanie małżeństwo Elżbieta i Artur B. z Bo-rzytuchomia. Zostali oskarżeni o nielegalne składowanie niebezpiecznych odpadów, a Elżbieta B. o wylanie substancji chemicznej do kanalizacji W połowie maja 2020 roku by-towska straż pożarna została powiadomiona o ostrym zapachu jakiejś substancji, który wydostawał się z kanalizacji w budynku Urzędu Gminy w Borzytuchomiu. Zapach ten był wyczuwalny także w miejscowej bibliotece i przedszkolu. Nieco później ta sama substancja została ujawniona w pobliskiej przepompowni ścieków. Żrący zapach pochodzący z brunatnej, pieniącej się cieczy spowodował u niektórych osób problemy z oddychaniem. Strażacy zarządzili ewakuację urzędu gminy, domu kultury, przedszkola, biblioteki. W Borzytuchomiu przestała działać biologiczna oczyszczalnia ścieków. Do akcji przystąpili inspektorzy ochrony środowiska. Okazało się, że powodem katastrofy ekologicznej w Borzytuchomiu było nielegalne składowisko na posesji należącej do policjanta z Komendy Powiatowej Policji w Bytowie Artura B. i jego żony Elżbiety. Odpady składowane były w ośmiu beczkach w drewnianej szopie. Ustawione były na drewnianych paletach na nieutwardzonym podłożu, a same beczki nie zapewniały wymaganej szczelności. Bytowska prokuratura wszczęła postępowanie. Wkrótce sprawa została przekazana do Prokuratury Okręgowej w Słupsku. Teraz śledz- Wojciech Lesner Region W Dretyniu podpisane zostało porozumienie, dzięki któremu na terenie powiatu słupskiego i gminy Kępice zmodernizowana zostanie droga. Możliwe jest to dzięki Funduszowi Leśnemu. Chodzi o drogę z Damowa do Węgorzyna, która jest w fatalnym stanie, a jest jedynym dojazdem dla wielu okolicznych mieszkańców. To niespełna kilometr, z czego ponad połowa to two zakończyło się oskarżeniem właścicieli posesji - policjanta i jego żony. - Prokuratura wniosła do Sądu Okręgowego w Słupsku akt oskarżenia przeciwko Elżbiecie B. oraz Arturowi B. w związku ze składowaniem przez nich niebezpiecznych dla środowiska oraz życia i zdrowia ludzkiego odpadów poprodukcyjnych - mówi Paweł Wnuk z prokuratury Okręgowej w Słupsku. -Oskarżeni to małżeństwo w wieku 36 i 40 lat mieszkające w Borzytuchomiu. Z ustaleń śledztwa wynika, że Elżbieta i Artur B. na terenie swojej posesji od 2017 roku do września 2020 roku nielegalnie składowali co najmniej 1400 litrów ropopochodnego środka chemicznego o nazwie kreozot. Według opinii chemicznej kontakt z kreozotem powoduje m.in. podrażnienia dróg oddechowych, zawroty głowy, zaburzenia widzenia i pamięci, nudności i wy- droga powiatowa, a ponad 300 m to droga gminna. Potrzeba było więc porozumienia dwóch samorządów i Nadleśnictwa Dretyń, przez którego tereny biegnie droga. No i oczywiście pieniędzy, które się znalazły. - Nasze nadleśnictwo z Funduszu Leśnego przekaże na remont drogi 630 tysięcy złotych. Z odnowionej drogi skorzystają zarówno Lasy Państwowe, jak i mieszkańcy naszego regionu -ocenia Szymon Należyty, Nadleśniczy Nadleśnictwa Dretyń. ‘ Szacowany koszt modernizacji wynosi blisko 700 tys. zł. mioty. Przy silnym i długotrwałym narażeniu człowieka na tego rodzaju odpady mogą one spowodować uszkodzenia nerek, serca, czy wątroby, mają również właściwości rakotwórcze. - Z dokonanych ustaleń wynika także, że oskarżona Elżbieta B. odpowiedzialna jest za wylanie około 400 litrów kreozotu bezpośrednio do kanalizacji, co spowodowało niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób oraz uszkodziło gminne urządzenia kanalizacyjne - dodaje prokurator. - Posesja należąca do oskarżonych leży na terenie Parku Krajobrazowego Dolina Słupi, w odległości około 200 metrów od obszaru Natura 2000 Dolina Słupi oraz dwóch lip, które są pomnikami przyrody, a także na obszarze zlewni pobliskiej rzeki oraz jeziora - dodaje Wnuk. W czasie śledztwa oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im przestępstw, po czym odmówili składania Oznacza to, że gmina Kępice i powiat słupski dołożą do inwestycji po ok. 35 tys. - Przy tak niewielkim wkładzie własnym samorządu zyskamy spory odcinek zmodernizowanej drogi, z której korzysta wielu mieszkańców tej części gminy - mówi Magdalena Majewska, burmistrz Kępic. Obecny na podpisaniu porozumienia minister Piotr Muller, rzecznik rządu i słupski poseł PiS, nie krył zadowolenia, że oba samorządy efektywnie wykorzystują możliwości, jakie wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Elżbieta i Artur B. dotychczas nie byli karani sądownie. Za popełnienie przestępstw, o które oskarża ich prokuratura, grozi nawet dziesięć lat więzienia. W sprawie ma zeznawać około 70 świadków. Sąd nie wyznaczył jeszcze terminu rozprawy. Zaraz po ujawnieniu składowania odpadów Komendant Powiatowy Policji w Bytowie insp. Andrzej Borzysz-kowski polecił wszcząć wewnętrzne postępowanie. Zapytaliśmy o aktualną sytuację policjanta. - Wobec mężczyzny Komendant Powiatowy Policji w Bytowie wszczął postępowanie dyscyplinarne w związku z naruszeniem etyki zawodowej. Zakończyło się ono karą nagany, w wyniku której między innymi zostaną ograniczone jego dochody - odpowiedział „Głosowi” Dawid Łaszcz z policji. ©® ofemje rządowe wsparcie z różnych programów. - Dzięki aktywności tutejszych samorządowców, którzy działają dla swoich małych ojczyzn, bardzo sprawnie realizowanych jest wiele inwestycji w różnorodnych obszarach. Jako poseł, zawsze chętnie wspieram istotne dla lokalnych mieszkańców inicjatywy - podkreślił Muller. - Bardzo się cieszę, że ta droga zostanie przebudowana. To będzie duże ułatwienie dla mieszkańców, ponieważ to jedyna droga dojazdowa do tej miejscowości. ©® KRÓTKO SŁUPSK Policjanci zatrzymali 27-let-niego mężczyznę, który w mieszkaniu ukrywał marihuanę. Usłyszał zarzut posiadania znacznej ilości narkotyków. - Kryminalni zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej ustalili, że pewien mieszkaniec Słupska może mieć w swoim mieszkaniu znaczne ilości środków odurzających. Mundurowi pojechali pod wskazany adres, jednak mieszkający tam 27-latek zaprzeczył, aby ukrywał w swoim mieszka- niu jakiekolwiek narkotyki. Uwagę policjantów zwróciło jego nerwowe zachowanie. Podczas dokładnego przeszukania mieszkania znaleźli worek z suszem roślinnym. Mężczyzna został zatrzymany - informuje Jakub Bagiński, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Słupsku. Prokurator zastosował wobec niego dozór, zakaz opuszczania kraju oraz poręczenie majątkowe. Mężczyźnie grozi dziesięć lat więzienia. LES Od Damowa do Węgorzyna będzie równo Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 MATERIAŁ PROMOCYJNY ZESPOŁU SZKÓŁ AGROTECHNICZNYCH W SŁUPSKU Fundusze Europejskie Wiedza Edukacja Rozwój ZESPÓŁ SZKÓŁ AGROTECHNICZNYCH REKLAMA • 5 0010634295 Unia Europejska Europejski Fundusz Społeczny ŚWIAT NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI! Stażyści Zespołu Szkół Agrotechnicznych w Hiszpanii Podróże kształcą, rozwijają i poszerzają horyzonty ludzkiego poznania. Otwierają na to, co obce i nieznane, czasem tajemnicze, ale przede wszystkim ciekawe oraz warte odkrycia. Powiedzielibyśmy, że są najcenniejszą z lekcji, w jakich może uczestniczyć młody człowiek, doświadczeniem, które nie tylko daje radość i spełnienie, ale przede wszystkim stanowi punkt wyjścia do dalszego rozwoju. Tym bardziej że współczesny świat jest na wyciągnięcie ręki.... Dlaczego zatem nie sięgnąć po nowe możliwości, nie wykorzystać szansy, jaką daje obecność Polski w Unii Europejskiej i coraz liczniejsze programy międzynarodowej wymiany doświadczeń? Na tak postawione pytanie musieliśmy odpowiedzieć twierdząco, a nasz twórczy entuzjazm przełożył się na konkretne działania. Rezultatem tych działań jest uczestnictwo naszej szkoły - Zespołu Szkół Agrotechnicznych w Słupsku w projekcie „Staże zagraniczne w kształceniu zawodowym drogą do sukcesu na europejskim rynku pracy", finansowanym ze środków Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (Konkurs 2019), z funduszy projektu „Międzynarodowa mobilność absolwentów oraz kadry kształcenia zawodowego". W ramach programu organizowane są młodzieżowe zagraniczne staże zawodowe, podczas których uczniowie mają nie tylko możliwość zdobywania nowej wiedzy i umiejętności praktycznych, ale także poznawania kultury, obyczajów oraz tradycji innego państwa europejskiego. Po raz kolejny wybór padł na słoneczną, ciepłą i niezwykle urokliwą Hiszpanię, która zachwyca swym pięknem o każdej porze roku. Również miejsce odbywania praktyk było niezwykłe - Sewilla, będąca nie tylko stolicą regionu Andaluzja, ale również niekwestionowanym centrum kultury flamenco. Miasto pełne kontrastów, w którym na każdym kroku odnaleźć można ślady historii Półwyspu Iberyjskiego. W tak niecodziennej scenerii grupa 20 uczniów z klas o profilu technik informatyk, technik programista, technik analityk, technik architektury krajobrazu, technik technologii żywności oraz technik żywienia i usług gastronomicznych miała okazję poszerzać swoją wiedzę i rozwijać umiejętności pod okiem pracowników hiszpańskich firm komputerowych, laboratoriów, lokali gastronomicznych oraz firm ogrodniczych. Dodatkowo uczestnicy stażu musieli poradzić sobie z barierami językowymi oraz przełamać lęk przed porozumiewaniem się w języku angielskim, również w sytuacjach związanych z wykonywaniem obowiązków pracowniczych. I z tym zadaniem poradzili sobie znakomicie. Nagrodą za godziny spędzone na praktykach były wycieczka do przepięknych jaskiń Araceny oraz możliwość zwiedzenia licznych zabytków Sewilli. Stażyści podziwiali hiszpańską architekturę, malownicze krajobrazy i delektowali się południową kuchnią, pełną aromatycznych przypraw oraz niecodziennych smaków. Potwierdzeniem nabytych przez nich kompetencji zawodowych i językowych było zdobycie certyfikatu Europass-Mo-bility, certyfikatu ukończenia kursu języka angielskiego biznesowego na poziomie A2/B1 oraz certyfikatu ukończenia kursu języka hiszpańskiego na poziomie Al. Zatem, czy można jeszcze wątpić w to, że podróże kształcą? Uczestnicy szóstej edycji zagranicznych praktyk „Rolniczaka" nie mają w tej kwestii żadnych wątpliwości. Oni z pewnością wykorzystali możliwości, jakie przyniosło im uczestnictwo naszej szkoły w projekcie stażowym. Nie tylko mieli szansę odbycia interesujących praktyk, ale również poznania odmiennej kultury i tworzących ją ludzi. 6 • MOZĘ NASZE MORZE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 Porty obrały kurs na duży plus Zespół portów Szczecin-Świnoujście podsumował wyniki przeładunków po trzech kwartałach tego roku i prognozuje, że za cały br. będą o 10 proc. wyższe niż w 2021 r. „Strażak” zapewni ochronę statkom z ładunkami KM Pomorze Po trzech kwartałach2022r. porty Szczecin i Świnoujście z dodatnim wynikiem. Zespół portów Szczecin-Świno-ujśde podsumował wyniki przeładunków po trzech kwartałach br. Te są o 7,5 proc. lepsze aniżeli w analogicznym czasie ub. roku. Operatorzy portowi w okresie styczeń-wrzesień br. obsłużyli prawie 26,7 min ton ładunków. W portach jest więcej rudy, paliw i gazu LNG oraz węgla. Wzrost rok do roku to odpowiednio: 30,3l,5i4l,5 oraz 22 procent. Terminal LNG w Świnoujściu obsłużył do końca września br. 39 statków z gazem LNG. Dla porównania w tym samym czasie ub. roku było ich26. Na plusie są także inne masowce - z wynikiem o 4,6 proc. lepszym aniżeli w tym samym czasie ub. roku. Spadki notują zboża (-8,7 proc.), drobnica (-2 proc.), drobnica promowa (-1,3 proc.) oraz kontenery (-15,4 proc.). Sam wrzesień br. był dla obu portówo i3,7proc. lepszy aniżeli wrzesień 2021. Tutaj liderami przeładunków są: węgiel (+191,2 proc.), inne masowe (+46,1 proc.), paliwa (+36,5 proc.) oraz gaz LNG (+71,7 proc.). Zarząd portu prognozuje, że tegoroczne wyniki przeładunkowe powinny być o ok. 10 proc. lepsze aniżeli te wypracowane w 2021 roku. Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście informuje, że podejmuje działania, których celem jest stały rozwój portów, stwarzając warunki i możliwości do obsługi większej ilości ładunków niż obecnie. Po zakończeniu inwestycji port w Szczecinie zyska nowe i zmodernizowane nabrzeża w rejonie Basenu Kaszubskiego i Kanału Dębickiego, dostosowane parametrami do obsługi większej ilości ładunków aniżeli obecnie. Terminal promowy w Świnoujściu będzie przystosowany do obsługi transportu intermodalnego. Rozbudowywany jest terminal LNG poprzez budowę dodatkowego stanowiska rozładunkowo-załadunko-wego do obsługi mniejszych jednostek LNG: gazowców, bunkierek oraz jednostek feede-rowych. Z kolei za sprawą inwestycji związanych z budową nowej i modernizacją istniejącej infrastruktury technicznej, oba porty będą bardziej przyjazne środowisku. Systematycznej poprawie ulega też infrastruktura dostępowa, w tym drogi i kolej łączące porty z zapleczem. Przedsięwzięciem, które wpłynie pozytywnie na gospodarkę kraju i regionu oraz dopełni ofertę obu portów będzie z pewnością Głębokowodny Terminal Kontenerowy w Świnouj -ściu oraz zlokalizowany w świnoujskim porcie terminal instalacyjny do obsługi morskich farm wiatrowych. ©® BS Pomorze W gdańskiej stoczni Remontowa Shipbuilding S.A. trwają próby nowego statku pożarniczego dla Portowej Straży Pożarnej ze Szczecina. Strażak-28 będzie dostosowany do warunków meteorologicznych i hydrograficznych panujących na wodach południowego Bałtyku. Ma 29,2 metra długości oraz 10,47 m szerokości. Jego zanurzenie konstrukcyjne to 3,45 m. Rozwijać będzie maksymalnie prędkość do 12 węzłów. Jego uciąg na palu to 45 ton. Statek zapewni asystę statkom przewożącym ładunki niebezpieczne, zapewniając ochronę przeciwpożarową, m.in. będzie przystosowany do walki z pożarami na zbiornikowcach LNG oraz będzie czuwać nad bezpieczeństwem przeciwpożarowym na akwenach portów morskich Szczecin, Police i Świnoujście. Odbiór jednostki został zaplanowany na połowę listopada 2022 r. Wartość statku to ponad 40 milionów złotych, z czego ok. 34,5 min zł to dofinansowanie z Funduszu Spójności w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. ©® Próby statku pożarniczego Strażak-28 na Bałtyku POSIADAMY OFERTY DŁUGOTERMINOWE oraz PRACE SEZONOWE REKLAM; ¿¿¿mm PRACA W HOLANDII PRODUKCJA BRANŻA SPOŻYWCZA BRANŻA TECHNICZNA MONTAŻE PRACE SEZONOWE ORAZ WIELE INNYCH WYGODNE MIESZKANIA I ATRAKCYJNE ZAROBKI tel. 59 822 6224 edyta.jazdzewska@jobs4work.pl www.jobs4work.pl KI i POLUB NAS REKLAMA 0010652045 Słupsk Biznes WYCIĄG Z WYKAZU Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej Sp. z o. o. w Słupsku, działając w imieniu Prezydenta Miasta Słupska, informuje o wywieszeniu wykazu lokalu użytkowego przeznaczonego do najmu w przetargu ustnym ograniczonym do osób nieposiadających zadłużenia wobec Miasta Słupska. Przetarg odbędzie się w dniu 22 czerwca 2022 r. w pokoju nr 6 (I piętro) budynku Zarządu PGM Sp. z 0.0. przy ulicy Tuwima 4 w Słupsku o godzinie 12.00. Warunkiem przystąpienia do przetargu jest: - wpłacenie wadium do dnia 15 czerwca 2022 r. (data wpływu na konto wynajmującego) na konto mBank nr 81 11401153 0000 2180 2900 1001 z opisem w tytule wpłaty: WADIUM na lokal użytkowy (adres lokalu wraz z powierzchnią). Dowód wpłaty wadium każdy zainteresowany uczestnictwem w przetargu zobowiązany jest mieć w dniu przetargu do okazania komisji, - brak zadłużenia wobec Miasta Słupska (np. z tytułu: opłat lokalnych, czynszu najmu oraz opłat niezależnych od wynajmującego - opłaty za media). Pełną treść ogłoszenia umieszczano na tablicach ogłoszeń: 1. Urzędu Miejskiego w Słupsku (przy pokoju nr 214 - II piętro), 2. Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej Sp. z 0.0. w Słupsku: • siedziba Administracji Zasobów Gminnych, Plac Zwycięstwa 4 w Słupsku (tablica ogłoszeń przy pokoju nr 10), ,• siedziba Administracji Wspólnot i Lokali nr 1, ul. Prusa 6 w Słupsku (tablica ogłoszeń I piętro), • siedziba Administracji Wspólnot i Lokali nr 2, ul. Niemcewicza 14 w Słupsku (tablica na parterze), • siedziba Zarządu PGM Sp. z 0.0., ul. Tuwima 4 w Słupsku (tablica na I piętrze) oraz na stronach internetowych: www.slupsk.pl, w Biuletynie Informacji Publicznej www.bip.um.slupsk.pl,www.pqm.slupsk.pl (w zakładce lokale użytkowe, garaże i reklamy). Szczegółowe informacje dotyczące przetargu uzyskać można w biurze lokali użytkowych garaży i reklam - PGM Sp. z 0.0., Plac Zwycięstwa 4 w Słupsku (pokój nr 10) -tel. 59 848 77 00. Prezydent Miasta Słupska zastrzega sobie prawo do odwołania lub unieważnienia przetargu bez podania przyczyn w trybie właściwym dla ogłoszenia. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 ARTYKUŁ REKLAMOWY • 7 Sprawdzony od pokoleń sposób na mocny kręgosłup i sprawne kończyny: ■ii 3T 3l WYJĄTKOWA MAŚĆ POMAGA UWOLNIĆ STAWY OD BÓLU I DOLEGLIWOŚCI! To Twoja szansa na ratunek Chłodząca maść na stawy i mięśnie była znana i polecana już przez naszych dziadków. Pomaga przywracać sprawność nogom i rękom, a także wzmacniać i prostować plecy. Usuwa z ciała sztywność i ból. Każdy, kto użył jej choć raz, potwierdza: dla tego środka nie ma spraw beznadziejnych! Czy i Ty chcesz wreszcie stanąć na nogi? Już wkrótce możesz znowu cieszyć się życiem bez dyskomfortu. Tylko teraz możesz wypróbować ten niezwykły przepis ZA DARMO. Błyskawiczna ulga dla Twoich stawów Formuła, która pomaga usuwać ze stawów ból i zwyrodnienia, znów stała się dostępna na naszym rynku. To sprawdzony i niezawodny sposób, który sprawia, że -► nogi mogą odzyskać elastyczność ■+• ręce być sprawniejsze -► a plecy prostsze. Już 2,3 miliona osób zyskało szansę na zmniejszenie bólu w plecach, nogach i ramionach! Tak działa środek, który już od kilkunastu pokoleń pomaga odzyskiwać ludziom sprawność. A zdaniem wielu, swoją mocą przewyższa nowoczesne metody! Uzdrawiająca moc tradycji Przyjemny chłodek rozlewający się po opuchniętych kończynach i natychmiastowa ulga. Takie jest działanie maści, która już ponad 80 lat temu była niezbędnikiem w każdej domowej apteczce. A teraz została dodatkowo wzmocniona! „Codziennie odnotowujemy przypadki zmniejszenia stanów zapalnych w kolanach, artretyzmu, rwy kulszowej i bólów na całej długości kręgosłupa” - mówią z podziwem eksperci. „Ludzie odzyskują radość z chodzenia, biegania, modlitwy na kolanach i pielenia w ogrodzie, bo ta receptura jest jak prawdziwa woda życia. Wlewa zdrowie i ukojenie w łokcie, kolana, biodra czy bark”. A teraz może uwolnić od łamania, rwania i pieczenia w kościach także Ciebie! W to % Tradycyjna receptura chłodząco-kojąca stawy świętuje swój wielki powrót. Z tej okazji przekazujemy 100 darmowych of akow maści, która wspiera zmniejszenie zwyrodnień, utrwalonych kontuzji oraz bólu po ciężkich wypadkach. Jedno z tych opakowań może być Twoje! M % im Mentha piperita specyfiku, już w średniowieczu znany był jako doskonały środek na rany. Miętą pieprzową z kolei ratowano obolałe miejsce na ciele. Szałwia lekarska miała wręcz status wyjątkowego antidotum przeciwko stanom zapalnym. Jej nazwa podchodzi od łacińskiego słowa salvare A - „ratować”: To mówi samo za siebie. sa/wa officinalis Regulamin - rglmnprmcjpk.com Sprawdzona metoda, gdy chcesz szybko zmniejszyć ból Ogromna popularność maści kojącej nawet ciężkie stłuczenia i obrzęki nie jest zaskoczeniem. Natomiast jej receptura może być inspirowana zapiskami pochodzącymi już ze... średniowiecza. „ W tamtych czasach ludzie nie mieli oczywiście do dyspozycji nowoczesnych terapii ani profesjonalnych gabinetów. A jednak dożywali późnych lat, ciesząc się sprawnością. Wszystko dzięki mądrości czerpanej z natury” -tłumaczy ekspert ds. schorzeń reumatycznych. I tak wyciąg z kory dębu angielskiego, zastosowany w tym Ouercus robur % Skuteczność tej formuły zachwyca nawet niedowiarków Im trudniej Ci się poruszać, tym szybciej zadziała Ta wyjątkowa metoda pomaga przywrócić sprawność! Jako naukowiec początkowo byłem co do niej sceptyczny, teraz jednak polecam ją każdemu, kto pyta mnie o ratunek. Spec. Tomasz Kowal, spec. ds. ortopedii W końcu coś, co mi pomogło! Posmarowałam dół pleców i kolana - ból zmniejszył się jeszcze tego samego dnia. Nazajutrz mogłam chodzić. A potem okazało się, że chrząstka w moich stawach zaczęła się odnawiać. Niesamowite! Janina, 821., Piaseczno ___________ Tradycyjna maść kojąco-chłodząca pomoże Ci: Zredukować ból i łamanie w nogach ♦ Szybko zmniejszyć obrzęki i opuchliznę ♦ , Poprawić sprawność w nogach i rękach ♦ Zmniejszyć rwę i podagrę #- Zminimalizować pieczenie w stawach Zniwelować migreny wywołane dysplazją ♦ Zlikwidować strzelanie w kolanach i łokciach przy zginaniu Bl Już dziś zaproś sprawne życie do swojego domu Jednym z największych problemów współczesnej nauki jest postępująca le-kooporność. Nowoczesne, agresywne środki nierzadko przestają działać lub po prostu szkodzą. Stąd zwrot w stronę tradycyjnych receptur, które polecali już nasi przodkowie. Chłodząca maść na stawy jest tego najlepszym przykładem. Oferujemy ją każdemu, kto chce wieść piękne, zdrowe, aktywne życie. Bez łupania, rwania i pieczenia W kościach. Chcemy, żeby korzyść z tej maści odnieśli wyłącznie ci, którzy naprawdę jej potrzebują. Dlatego zrezygnowaliśmy z wszelkich pośredników. Tej maści nie dostaniesz w żadnym sklepie. Wyślemy Ci ją bezpośrednio do Twojego domu. Dodatkowo przesyłamy pakiet 100 darmowych opakowań. Jeśli chcesz otrzymać jedno z nich, na dole strony znajdziesz kontakt”. Tradycyjna kojąca maść może postawić Cię na nogi - zadzwoń po nią! Pierwsze 100 osób, które zadzwonią do 11.11.2022 r., otrzyma 100% REFUNDACJI OD PRODUCENTA Zadzwoń: 22 292 53 00 Pon.-pt. 08:00-20:00, sob. 08:00-20:00. Zwykłe połączenie lokalne bez dodatkowych opłat. Zadzwoń i zamów produkt do przetestowania ZA DARMO! 8 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 POLSKA i Świat EUROPA USA przyspieszyły rozmieszczenie precyzyjniejszej wersji -swojej głównej bomby atomowej w bazach NATO w Europie z uwagi na groźby wygłaszane przez Władimira Putina - poinformował portal Politico. Portal powołał się na treść depeszy dyplomatycznej USA oraz dane od dwóch dobrze poinformowanych osób. Sojusznicy z państw NATO mieli zostać o tym poinformowani miesiąc temu. 99 Rosja będzie musiała odpowiedzieć za „ barbarzyńskie łamanie praw wojennych”na Ukrainie Elisabeth Borne, premier Francji KRÓTKO WARSZAWA * Sprawa książki Kanta wyjaśniona Polska nadal walczy o środki z Krajowego Planu Odbudowy - Książka L Kanta ofiarowana przez prezydenta EmmanuelaMa-crona papieżowi Franciszkowi nie jest polską stratą wojenną - poinformował na Twitterze wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński. Dzieło z pieczątką „Czytelnia Akademicka we Lwowie” pochodzi z paryskiego antykwariatu. WARSZAWA Nota w sprawie reparacji W niedługim czasie będzie pewien komunikat MSZ, w którym będzie informacja o głów-nych założeniach i tezach noty dyplomatycznej skierowanej do Niemiec ws. reparacji-oświadczył w czwartek poseł PiS Arkadiusz Mularczyk. Senacka komisja spraw zagranicznych i UE miała przepro-wadzić w środę pierwsze czytanie złożonego przez PiS projektu uchwały ws. dochodzenia przez Polskę zadośćuczynienia za szkody spowodowane przez Niemcy w czasie n wojny światowej. Debatę wtej sprawie jednak odroczono. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki poinformował później, że senatorowie zwrócili się do MSZ o przekazanie noty w sprawie reparacji skierowanej do rządu Niemiec, a po jej uzyskaniu komisja będzie kontynuować pracę nad uchwałą. Mularczyk w Programie Pierwszym Polskiego Radia zwrócił uwagę, że jeśli chodziotreść noty, to każdy z posłów i senatorów pod rygorem tajemnicy dyplomatycznej może się z nią zapoznać w MSZ. Anna Piotrowska Anna Piotrowska Warszawa Jeśli próba pozbawienia Polski pieniędzy z Funduszu Odbudowy i Funduszu Spójności osiągnęłaby skutek, byłoby to sygnałem, że UE zaczy-na sama się niszczyć od środka - ocenił Paweł Jabłoński - Jeśli próba pozbawienia Polski tych pieniędzy osiągnęłaby skutek, to byłoby to bardzo szkodliwe. Nawet nie aż tak bardzo dla nas, bo my jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić, choć na pewno będzie to duże utrudnienie, ale to byłby bardzo mocny sygnał, że Unia Europejska zaczyna sama siebie niszczyć od środka - powiedział wi-ceszef MSZ w czwartek w TV Republika. Jabłoński wyraził przekonanie, że „jest motywacja przede wszystkim polityczna”. - Ta motywacja jest inicjowana nie tyle z Brukseli, ile z Warszawy, z siedziby Platformy - dodał. Polska może otrzymać w ramach Krajowego Planu Odbudowy 24 mld euro dotacji i 12 mld euro pożyczek z unijnego funduszu na odbudowę gospodarczą po pandemii. Jako warunek wypłacenia Polsce pieniędzy w ramach KPO Komisja Europejska postawiła wywiązanie się z zobowiązań dotyczących zmian przepisów dyscyplinarnych w sądownictwie. Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen zwróciła też pod koniec lipca uwagę na konieczność zastosowania się przez Polskę do postanowienia TSUE i przywrócenia do orzekania zawieszonych sędziów, za niespełnienie tego warunku na Polskę została nałożona kara finansowa. Rozmowy nt. KPO między polskim rządem a KE trwają. 21 października w Brukseli premier Mateusz Morawiecki zapewniał, że do uzgodnienia z KE zostało 5 do 10 procent, czyli - jak podkreślił - niewiele. - Jeśli chodzi o KPO, to mam wrażenie, że jesteśmy coraz bliżej, mimo że rzeczywiście kilka procent tych uzgodnień jeszcze cały czas nas dzieli - powiedział. „Rzeczpospolita” napisała niedawno, że oprócz wstrzymania środków na KPO (24 mld euro dotacji i 12 mld euro pożyczek z unijnego funduszu na odbudowę gospodarczą po pandemii), „teraz pod znakiem zapytania stoi też ponad 75 mld euro z tzw. normalnego budżetu w ramach polityki spójności” na lata 2021-2027. „Polska może zacząć realizować projekty, bo cztery programy operacyjne zostały już przez KE zaakceptowane, ale nie może liczyć na to, że Komisja opłaci przysłane do Brukseli rachunki” - napisała „Rz”. W komentarzu dla PAP komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski oświadczył, że kwestie dotyczące reformy sądownictwa w Polsce nie mają wpływu na fundusze spójrfo-ści. Jak zapowiedziała szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podczas swojej wizyty na Uniwersytecie Princeton, Polska nie otrzyma żadnych pieniędzy z KPO. -Umowa pomiędzy Komisją Europejską a państwem członkowskim polega na tym, że jeśli dany kraj wypełni jej warunki, dostanie określoną kwotę pieniędzy - tłumaczyła szefowa KE. Pod koniec lipca Ursula von der Leyen powiedziała „DGP”, że aby otrzymać środki z KPO, Polska musi wywiązać się z zobowiązań podjętych w celu zreformowania systemu środków dyscyplinarnych. Przyznawała, że nowe prawo jest ważnym krokiem, jednak „nowa ustawa (nowelizacja ustawy o SN -red.) nie gwarantuje sędziom możliwości kwestionowania statusu innego sędziego bez ryzyka, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności dyscyplinarnej”. Jarosław Kaczyński, prezes PiS, nie wykluczył z kolei „wytoczenia procesów” w związku z brakiem wypłaty pieniędzy z KPO. PAP POLSKA Film „Ania” robi furorę w kinach Anna Przybylska wródła do kin w produkcji „Ania”. To wyjątkowy film dokumentalny autorstwa Michała Bandurskiego i Krystiana Kuczkowskiego. Tworzą go archiwalne nagrania, a także wspomnienia osób związanych z aktorką. Film o Ani Przybylskiej jest trzecim najchętniej oglądanym polskim filmem wtym roku. Znany aktor Jerzy Stuhr w poważnych tarapatach. Zaskakujący krok krakowskiej prokuratury Anna Piotrowska Kraków Sprawa Jerzego Stuhra jest jeszcze poważniejsza, niż początkowo się wydawało. Nie jest wykluczone, że aktor usłyszy zarzuty, za które grozi kara więzienia. W środę media donosiły nieoficjalnie, że tego dnia może dojść do przesłuchania Jerzego Stuhra w związku z ubiegłotygodniową kolizją. Okazało się, że aktor nie złożyłjednak wyjaśnień. Jak wynika z ustaleń Radia ZET, ma to nastąpić najwcześniej w przyszłym tygodniu, tj. na początku listopada. Rozgłośnia informuje również o kroku, na jaki w tej sprawie zdecydowała się prokuratura, a który to może zdecydować o postawieniu Stuhrowi zarzutów poważniejszych niż pierwotnie sądzono. Chodzi o zlecenie dodatkowych badań, które mają ustalić, czy poszkodowany nie doznał naruszenia czynności ciała na okres powyżej siedmiu dni. Jeślibadania to potwierdzą, zdarzenie zostanie zaklasyfikowane już niejako kolizja, a jako wypadek. To zaś wiąże się z poważniejszymi konsekwencjami. „W tej sytuacji aktor nie będzie odpowiadał za wykroczenie, ale za przestępstwo spowodowania wypadku w stanie nietrzeźwości. Grozi za to kara do 5 lat więzienia” - wskazuje Radio ZET. Co więcej, sytuacja ta umożliwi zbadanie, czy nie doszło do ucieczki z miejsca wy- padku. W ubiegłym tygodniu policja potwierdziła, że 75-letni mężczyzna kierujący lexusem potrącił na al. Mickiewicza w Krakowie 44-letniego motocyklistę. Uderzył go autem w łokieć, motocyklista się przewrócił. Kierowcaauta jechał dalej, bo - jak tłumaczył potem na miejscu policji * nie zauważył kolizji. Kiedy został zatrzymany, policja zbadała, że ma 0,7 promila alkoholu we krwi. Okazało się, że kierowcą, który doprowadził do kolizji, był aktor Jerzy Stuhr. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 ARTYKUŁ REKLAMOWY • 9 OSTATNIA SZANSA! DZIĘKI BEZZWROTNEMU DOFINANSOWANIU PAŃSTWA NA POMPĘ CIEPŁA. Reklama TO JUZ PEWNE: W 2023 CENY GAZU, WĘGLA I EKOGROSZKU OSIĄGNĄ HISTORYCZNE REKORDY. « Przestańcie płacić za ogrzewanie Polecam całym sercem sprawdzona i najlepszą pompę ciepła od DUNEKO• Zadzwońcie teraz i odbierzcie dofinansowanie. TO OSTATNIA SZANSA". UWAG: 3RAZYMNIE3 ODBIERZ POMPĘ CIEPŁA W BEZZWROTNYM DOFINANSOWANIU DO4S 0 0 0 *)1 SPRAWDZILIŚMY I POLECAMY ! OSTATNIA SZANSA Dzisiaj pierwszy tysiąc osób dostaje bezpłatny audyt cieplny domu! Nawet naukowcy odznaczeni przez Prezydenta i gwiazdy jak Cezary Żak i Magda Gessler, polecają pompy ciepła od DUNEKO w Narodowym Dofinansowaniu Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Magda Gessler napisała do 2.8 min swoich fanów w internecie: "Przestańcie płacić za ogrzewanie. Polecam całym sercem sprawdzoł i najlepszą pompę ciepła od DUNEKO! Zadzwońcie teraz i odbierzcie dofinansowanie. TO OSTATNIA SZANSA ", To już pewne, ceny opału osiągną historyczne rekordy, ale nie muszą być już straszne! Sytuacja jest dramatycznie poważna. UWAGA. Istnieje rozwiązanie, ponieważ Państwo Polskie w trosce o dobro obywateli, za pomocą Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wraz z Unią Europejską, uruchomiło system dofinansowań na instalację technologii grzewczej nowej generacji -pompy ciepła dobranej przez DUNEKO. Zapytaliśmy wybitnego polskiego Profesora dr hab. inż Andrzeja J. Nowaka z Zakładu Przepływu Ciepła i Energetyki Jądrowej Politechniki Śląskiej , któremu tytuł naukowy nadał sam Prezydent Polski. Czy rzeczywiście pompa ciepła to najkorzystniejsze rozwiązanie celem ogrzania domu? Profesor wypowiedział się w głównej siedzibie DUNEKO Pompy Ciepła Sp. z o.o. Profesor Zwyczajny Andrzej J. Nowak: "Sprężarkowa pompa ciepła pobiera energię z powietrza i sprężając czynnik roboczy, pozwala na uzyskanie ciepłej wody w domu. Podstawy termodynamiczne, technologia i aktualny system wsparcia dla obywateli powodują, że pompa ciepła jest dzisiaj najkorzystniejszym rozwiązaniem dla użytkowników indywidualnych." Wyniki badań: Pompa ciepła to5.3021 razy tańsza forma ogrzewania domu w korelacji ze zwykłym kotłem. Badanie przeprowadzono przez Polski Ośrodek Rozwoju Technologii Pomp Ciepła. PRZESTAŃ TRACIĆ OSZCZĘDNOŚCI NA GAZ, WIĘGIEL CZY EKOGROSZEK. ODKRYJ POMPY CIEPŁA OD DUNEKO I ODBIERZ DOFINANSOWANIE DOPÓKI SĄ DOSTĘPNE POMPY I DOTACJE 22 600 79 09 , www.duneko.pl Wyobraź sobie, że na przestrzeni kilku lat, mógłbyś zaoszczędzić nawet 100 tysięcy złotych dzięki pompie ciepła zainstalowanej przez DUNEKO. Poczuj wolność energetyczną, niezależność i największą oszczędność życia! Jesteśmy po to aby Ci pomóc. Jak działa pompa ciepła od DUNEKO? Dzięki technologii nowej generacji, na zawsze pozbędziesz się absurdalnych rachunków za ogrzewanie. 1. Ogrzewanie domu i wody - Co najważniejsze, sam proces jest tak bardzo wydajny technologicznie, że zachodzi także w zimę, co pozwala cieszyć się ciepłem i bezpieczeństwem w domu. Czy wiesz że...? DUNEKO instaluje także w dofinansowaniu panele fotowoltaiczne, więc można bezkosztowo mieć energię elektryczną w domu i bezpłatne ogrzewanie! Nauka przynosi ludzkości nowe szanse. 2. Polska gwarancja do 10 lat, polski producent, polski serwis, pewność dofinansowania. 100 % skuteczność w uzyskaniu dotacji. 3. DUNEKO polecają gwiazdy i naukowcy oraz tysiące szczęśliwych rodzin, które przestały przepłacać za ogrzewanie. 4. Niezrównana jakość. Duneko produkuje także perfekcyjnie izolowane bufory oraz zasobniki na wodę ciepłą. nekc Dostaliśmy listy od kilku osób, które odebrały dofinansowanie dzięki DUNEKO i nie przepłacają za ogrzewanie. ' n ! ^ ą i ■ y. . - /1 #. ; * ..... chce negocjować z Ukrainą Andrzej Grochal Toronto Kanadyjska policja federalna wszczęła dochodzenie w sprawie chińskich „komisariatów policji" na terenie Kanady. Sprawę tworzenia zagranicznych placówek chińskiej policji opisała hiszpańska organizacja Safeguard Defenders, która opublikowała w tym roku raport nt. nielegalnych placówek chińskiej policji na całym święcie, opisując mechanizmy „wymuszonego powrotu” do Chin. W raporcie napisano, że wobec chińskich emigrantów stosowane jest przekonywanie, zastraszanie i prześladowania, często wobec rodzin pozostałych w Chinach lub przez wy- słanników kontaktujących się z emigrantem za granicą. Trzy z 54 takich „komisariatów” utworzonych w 30 krajach znajdują się w metropolii Toronto, w społecznościach, gdzie mieszka wielu chińskich imigrantów. Media cytowały komunikat rzeczniczki RCMP Camille Boily-Lavoie, która potwierdziła, że prowadzone jest dochodzenie, i podkreśliła, że zagrożenie dla osób mieszkających w Kanadzie jest analizowane, a poliq'a federalna „jest świadoma, że obce państwa mogą próbować zastraszać społeczności i poszczególne osoby czy szkodzićim na terenie Kanady”. Boily-Lavoie przypomniała, że dla osób, które sąpod-dawane presji ze strony obcych rządów, istnieją mechanizmy wsparcia. PAP Anna Piotrowska Warszyngton Amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW) ocenia, że Putin nie chce poważnych negocjacji z Ukrainą, chce ją pokonać. Amerykański ośrodek przytacza w najnowszej analizie wypowiedź Putina na spotkaniu z przedstawicielami służb bezpieczeństwa poradzieddej Wspólnoty Niepodległych Państw. „Putin stwierdził, że Ukraina „straciła suwerenność” (...) i że Stany Zjednoczone używają Ukrainy jako „tarana” przeciwko Rosji” - relacjonuje ISW. Jak dodaje, szef rosyjskiego parlamentu Wiaczesław Wołodin „rozwinął tę nanację, stwierdzając, że „Ukraina straciła zdolność do istnienia jako państwo” i „Ukraina jest okupowana przez NATO”. - Taki język jest nie do pogodzenia z negocjacjami na równej stopie na temat zawieszenia broni, nie mówiąc już o rozwiązaniu konfliktu, który Rosja sama zaczęła. Wyraźnie sugeruje natomiast, że Kreml wciąż dąży na Ukrainie do zwycięstwa militarnego i zmiany reżimu w Kijowie, która wpłynęłaby na trwałe odwrócenie się Ukrainy od Zachodu, pod kontrolę Rosji - zauważają analitycy. Oceniają także, że wypowiedzi Putina świadczą, że wciąż jego cele „sięgają poza terytorium, które - jak twierdzi - anektował” na Ukrainie. Według raportu nielegalne placówki chińskiej policji funkcjonują pod przykrywką pomocy Chińczykom Zdaniem Amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną Putin nadal wyznacza sobie w wojnie maksymalistyczne cele, czyli pokonanie Ukrainy i zmianę jej władz ISW zwraca teżuwagę wma-teriale, że przedstawiciele Rosji nadał potwierdzają, iż Moskwa wywozi z Ukrainy dzieci pod pozorem adopcji i wypoczynku na terenie Rosji. Z wypowiedzi rosyjskiej rzeczniczki praw dziecka Marii Lwowej-Biełowej wynika, że adoptowała ona dziecko deportowane z ukraińskiego Mariupola, a także, że jej biuro zajmuje się tzw. rehabilitacją dzieci wywiezionych ze strefy walk. - Przymusowa adopcja dzieci ukraińskich przez rodziny rosyjskie może stanowić pogwałcenie konwencji w sprawie zapo- biegania i karania zbrodni ludobójstwa - przypomina amerykański think tank. Tymczasem na okupowane tereny obwodu zaporoskiego na południu Ukrainy przybywają Rosjanie, zmobilizowani nafront przed tygodniem - podał Sztab Generalny armii ukraińskiej. ISW: wypowiedzi Putina świadczą, że wciąż jego cele sięgają poza terytorium, które, jak twierdzi, anektował na Ukrainie Wśród nich wielu to więźniowie skazani za ciężkie przestępstwa. Wśród oddziałów, które przybywają do obwodu zaporoskiego, morale jest niskie - ocenia sztab w komunikacie, opublikowanym w czwartek rano na Fa-cebooku. - Personel ten nie ma motywacji ani chęci brania udziału w działaniach bojowych na terenie Ukrainy. Rejestrowane są przypadki dezercji, nie są one pojedyncze - relacjonuje sztab. Werbunek więźniów na wojnę, według informacji sztabu, prowadzony jest w zakładach karnych obwodu uljanow-skiegowRosji. PAP E Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń Nieruchomości MIESZKANIA - SPRZEDAM M-4,60m2, na biuro.Słupsk, 668839118 MIESZKANIA DO WYNAJĘCIA 3-POK. 58m2, centrum Koszalin, 606-902-005. GARA2E_ KUPIĘ garaż murowany 535-480-794. 0010627401 A. GARAŻE Blaszane f BRAMY Garażowe L PRODUCENT KOJCE dla Psów Najniższe • MY Różne wymiary Transport cały kraj Montaż GRATIS Dogodne RATY 94-318-80-02 91-311-11-94 58- 588-36-02 95-737-63-39 59- 727-30-74 512-853-323 www.konstal-garaze.pl POŚREDNICTWO OMEGA WYCENY OBRÓT SŁUPSK, UL. STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl ( omega@nieruchomosci.slupsk.pl Handlowe MATERIAŁY OPALOWE DREWNO do palenia, Motoryzacja OSOBOWE SPRZEDAM MERCEDES C220, Mercedes Benz C220, kombi, diesel, 2006, przebieg 474000 km, stan techniczny bez uwag, samochód serwisowany badania tech. czerwiec 2023r., cena 14.000 zł, tel. 601-985-259 VW Passat, 1.6 benz. 1996. I -właściciel, garażowany 505-603-641. OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 Kupię wszystkie pojazdy z PRL-u w stanie obojętnym 608-172-934. USŁUGI TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 13A (VIS). Tel: 501-692-322. Praca ZATRUDNIĘ KUCHARKĘ do stołówki zakładowej (może być emerytka) 535-561-512. NIEMCY: murarz, cieśla, malarz, elektr, brukarz, spawacz: 601218955 SPRZĄTANIE dla Pań i Panów -Kołobrzeg 601808947 Zdrowie NEUROLOGIA SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. INNE ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGD RTV FOTO 59/8430465 Serwis RTV, LCD, plazma PRALKI naprawa w domu. 603775878 8UDÛWLAN0-REM0NT0WE CYKLINOWANIE bezpyłowe 504308000 KAFELKI, gładzie. 731 627 916 GK INSTALACYJNE HYDRAULICZNE, tel. 607703135. PORZĄDKOWE SPRZĄTANIE strychów, garaży, piwnic, wywóz starych mebli oraz gruzu w bigbagach, 607-703-135. USŁUGI porządkowe,wycinka drzew, rębak. 697-782-596 Matrymonialne PAN pozna Panią, 507-424-834. Różne ODBIÓR mobilny i demontaż złomu, skup starych maszyn i urządzeń 697-782-596 STARE książki - skup 881-934-948 ZAPISY na choinki po 50 zł i stroisz lOzł kg z dowozem 604990412 ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i odbiorę, tel. 607703135. Rolnicze MASZYNY ROLNICZE KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. ZWIERZĘTA HODOWLANE KURKI młode, odchowane oraz kury roczne sprzedam tel. 785-188-999 KURKI odchowane 784 461566 792-669-632. KURY nioski odchowane 600 539 790 KOSZALIN/ SŁUPSK/ SZCZECIN § tygodnik r Regionem Piątek, 28.10.2022 KOSZALIN Bartłomiej Kubkowski ma wielkie plany wobec Bałtyku str. 14-15 SZCZECIN Autka Messerschmitta w wersji mini obejrzysz w muzeum techniki str. 16 I SZCZECINEK Bitwa o Okonek. Wygrała Wielkopolska. Walka była ostra str. 18 I KASZUBY i W ludowych podaniach I straszą wieszczy i łopi. i Kim były te stwory? str. 19 Co z tego, że sprawca został skazany. Śmierć syna będzie boleć zawsze Krystian marzył o lataniu szybowcami. Dzień, w którym wreszcie wzbił się w niebo, był ostatnim jego dniem na ziemi. Zawinił instruktor str. 12-13 FOT. ŁUKAŚZCAPAR 12 • Z WOKANDY Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 Poleciał po marzenia i już nie by cofnąć czas - mówią rodzice Magdalena Olechnowicz Słupsk „Namiot rozbity! Jutro polatam" - to ostatni wpis Krystiana na Facebooku. W nim zdjęcie zrobione na terenie Aeroklubu Słupskiego. Do domu już nie wrócił. Bzowo, gmina Kobylnica. To tutaj mieszkał Krystian Dole-gło. Teraz spoczywa w Słono-wicach. Na małym wiejskim cmentarzu, który mijam w drodze do Bzowa. Rodziców chłopaka poznałam rok po tragedii. Od tego czasu minęły kolejne trzy lata. - Jest nam bardzo ciężko. To nieprawda, że czas leczy rany. Nikt nam nie pomógł. Nie otrzymaliśmy żadnej pomocy psychologicznej. Wdąż nie możemy normalnie funkcjonować. Nie umiemy sobie z tym poradzić - mówią Joanna i Leon Doległowie, mocno ściskając się za ręce przed salą sądową, gdzie ma zapaść wyrok za spowodowanie wypadku lotniczego, w którym zginął ich 17-letni syn. 3lipca2018 roku Krępa Kaszubska, Aeroklub Słupski. Pierwszy dzień lotów. Na ten moment Krystian czekał od dawna. To właśnie dziś pierwszy raz miał usiąść za sterami szybowca i pod opieką instruktora wznieść się nad ziemię. Był jednym z dziesiędu kursantów, którzy wzięli udział w konkursie i zostali zakwalifikowani do bezpłatnego szkolenia szybowcowego. Kurs był dofinansowany przez Starostwo Powiatowe w Słupsku i przeznaczony dla uczniów z powiatu słupskiego. Młodzi ludzie część teoretyczną mieli już za sobą. Pozytywnie zdali egzamin. Teraz przed nimi najbardziej emocjonująca część. Latanie. • -To było spełnienie jego marzeń. Taki był szczęśliwy. Wyruszył z domu dzień wcześniej, bo od 7 miały być pierwsze loty -opowiada mama Krystiana. Spał na lotnisku. „Namiot rozbity! Jutro polatam” - to ostatni wpis Krystiana na Facebooku - z 2 lipca 2018 roku. Wstawił też zdjęcie małego niebieskiego namiotu rozbitego na terenie Aeroklubu. - Dzwonił do mnie około godziny 10 po pierwszych lotach. Był podekscytowany. Mówił jak nakręcony. Na koniec powiedział, że musi kończyć, bo zaraz Wyrok zapadł cztery lata po wypadku. Wysłuchali go tylko rodzice Krystiana. Oskarżony instruktor nie przyszedł Rodzice codziennie przychodzą na grób syna. Na płycie widnieje napis: „Zginął śmiercią lotnika". 8 listopada skończyłby 21 lat Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 Z WOKANDY • 13 wrócił. - Dalibyśmy wszystko, Wyrok jednak śmierci nie cofnie znów jego kolej - opowiada pan Leon, ojciec chłopca. Więcej już syna nie usłyszał. 31. lot instruktora - To ja zaszczepiłem w nim miłość do astronomii, kosmosu i gwiazd. Pochłaniał wiedzę. Był taki mądry - ojciec, choć żołnierz zawodowy, wzrusza się za każdym razem, gdy mówi o synu. To był trzydziesty pierwszy lot tego dnia instruktora Andrzeja R., a dziewiąty Krystiana. Każdy trwał około 4-5 minut. Zadanie polegało na wykonaniu lotu nad lotniskiem z elementami startu, zakrętówipodejśda do lądowania. - Wygląda to tak, że wyciągarka wyprowadza szybowiec w górę w powietrze, w określonym momencie traci się ciąg i należy pochylić maskę szybowca w dół i go wyczepić, po-ciągając trzy razy za wyczep. Następnie wykonuje się lot nad lotniskiem po czterozakrę-towym kręgu, a po zrobieniu czwartego zakrętu jest lądowanie - tłumaczył podczas przesłuchania instruktor, który przeżył wypadek. Lot obserwowali dwaj pracujący w lesie pilarze. Zeznali, że szybowiec leciał bardzo nisko, zahaczając o czubki drzew. Przy trzecim manewrze usłyszeli odgłosy szorowania szybowca o korony. Momentu rozbicia się jednak nie widzieli. Osoby, które będąc na lotnisku w Krępie, widziały, jak szybowiec zniknął za linią drzew we wsi Łupiny, potwierdzają, że leciał bardzo nisko. - Było to dziwne - zeznała jedna z osób, która pomagała przy organizacji szkolenia. - Według mnie miał on około 60 metrów wysokości nad ziemią. Widziałam, jak szybowiec wykonał zakręt w lewo, dość głęboki, prawe skrzydłobyło mocno wychylone w górę, po czym wpadł w korkociąg i spadł za linię lasu. W radiostacji nie słyszeliśmy żadnych komunikatów o awarii szybowca. Nie wiem, dlaczego instruktor z Krystianem wykonali taki manewr. Potem usłyszeliśmy komunikat, że szybowiec spadł. Kierownik szkolenia i dyrektor lotniska pojechali szukać miejsca wypadku. My czekaliśmy na służby ratownicze. Na miejsce zdarzenia pojechaliśmy karetką... Niestety, pomimo wysiłków lekarzy i długiej reanimacji nie udało się uratować 17-latka. Chłopak zmarł w szpitalu tego samego dnia po południu. Przy- czyną śmierci były rozległe wewnętrzne wielonarządowe obrażenia ciała. Z kolei 70-letni wówczas instruktor Andrzej R., mimo rozległych obrażeń, był świadomy. Precyzyjnie wskazał miejsce wypadku, a ratownikom medycznym polecał, aby w pierwszej kolejności zajęli się chłopakiem, który był w gorszym stanie. Nie zdążyliśmy się z nim pożegnać... Szybowiec spadł o godzinie 12.15. - Nas poinformowano 0 14.45. Zadzwonili ze szpitala, że był wypadek i trzeba szybko jechać. Nie zdążyliśmy. Gdy dojechaliśmy, Krystian już nie żył. Nie dano nam szansy pożegnać się z umierającym dzieckiem -pani Joanna płacze. - Cały czas noszę go w sercu - mówi i pokazuje srebrne serce na łańcuszku z wygrawerowanym imieniem syna. Wewnątrz jest zdjęcie Krystiana. - Przezpierwsze trzy miesiące płakałam dzień i noc. Mamy jeszcze dwóch synów. Po tym wypadku już nikt z nas nie jest taki sam. Chłopcy przeżyli traumę. Nasze życie się zmieniło. Nie chciałam żyć. Jeździłam bez pasów w samochodzie, licząc na to, że może zginę 1 spotkam się z Krystiankiem. Wiem, że nie powinnam, bo mamy jeszcze dla kogo żyć. Ale to takie trudne. Nie potrafimy sobie z tym poradzić - mówi pani Joanna. Choć Krystiana już nie ma, nadal obecny jest w rodzinnym domu. Pokój czeka na jego powrót. - Wciąż nie mogę tam wejść... - mówi pani Joanna. Serce matki Na półkę jeszcze długo dostawiali dla niego kolejne książki. - Czytał fantastykę. Dwa dni po śmierci przyszła zamówiona przez niego książka - „Unicestwienie”. Włożyliśmy ją do trumny. Ale kupiliśmy kolejną i postawiliśmy na półce. Potem kupowaliśmy kolejne tomy, aż skończyła się ta seria. Zbieraliśmy też na prawdziwą lunetę, aby obserwował gwiazdy i galaktyki. Kupiliśmy ją w końcu, ale już po jego śmierci. Stoi u niego w pokoju. Czeka - mówi pan Leon. Wyrok zapadł po czterech latach Proces rozpoczął się dopiero trzy lata po wypadku - 20 sierpnia 2021 roku. Dopiero wtedy pierwszy raz spotkali się twarzą w twarz z instruktorem Andrzejem R. Prokuratura oskarżyła go o nieumyślne spowodowanie wypadku oraz kilkukrotne wyłudzanie orzeczeń lekarskich, które umożliwiały mu prowadzenie szkoleń. - Wtedy pierwszy raz, po trzech latach, usłyszeliśmy „przepraszam”. Niebyłojednak w jego głosie skruchy. Odczuliśmy to tak, jakby przeprosił, bo kazał mu adwokat - mówią ro-g dzice chłopca. Andrzej R. po wypadku zapadł w śpiączkę. Wybudzono go 13 dni po zdarzeniu, a dopiero 21 sierpnia przekazano mu informację, że w wypadku zginął chłopiec. Od początku utrzymuje, że z dnia wypadku niczego nie pamięta. Dziś jest na tyle sprawny, że brał udział w procesie, który toczył się w Sądzie Rejonowym w Słupsku. Jednak w piątek, 14 października, w sądzie się nie pojawił. Wtedy - po ponad czterech latach od wypadku, zapadł wyrok. - Sąd uznał, że instruktor Andrzej R. umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu powietrznym a w konsekwencji nieumyślnie spowodował wypadek lotniczy, w którym zginął 17-letni uczeń - Krystian Doległo - mówił Ryszard Błencki, sędzia Sądu Rejonowego w Słupsku. Skazał Andrzeja R. na dwa lata pozbawienia wolności. Orzekł także 10-letni zakaz prowadzenia wszelkich statkówpo-wietrznych oraz tzw. nawiązkę dla rodziców chłopaka - po 20 tys. zł dla każdego z nich. Jednocześnie sąd uniewinnił Andrzeja R. od trzech przestępstw związanych z wyłudzeniem nieprawdy w dokumentach poświadczających, że stan jego zdrowia pozwala mu być instruktorem -lotnictwa. Skąd wziął się ten zarzut? ■ Zdaniem prokuratora trzy lata z rzędu, w okresie 2015-2018, Andrzej R. miał podstępem wyłudzić korzystne dla niego orzeczenia od lekarza orzecznika w centrum medycznym we Wrocławiu. W jaki sposób? Zatajając we wniosku o wydanie orzeczenia fakt przyjmowania leków na cukrzycę typu drugiego. Sędzia przyznał jednak, że z opinii biegłego diabetologa wynikało jednoznacznie, że Andrzej R. miał zaawansowaną cukrzycę, która wykluczała go z pełnienia funkcji instruktora szybowcowego. - Oskarżony doskonale zdawał sobie sprawę, że stan jego zdrowia nie uprawniał go do podejmowania czynności jako pilot instruktor. Hipoglikemia oznaczająca spadek stężenia glukozy poniżej normy przebiega często z objawami neurologicznymi. Niedobory glukozy w ośrodkowym układzie nerwowym to splątanie, senność, zaburzenia koordynacji, nietypowe zachowania, zaburzenia widzenia. Przy dalszym spadku glukozy mogą pojawić się zaburzenia orientacji i śpiączka. Będąc tego świadomym, nie powinien się podjąć pilotażu. W ocenie sądu nie ulega wątpliwości, że z powodu tego schorzenia nie był zdolny do pełnienia funkcji pilota z kursantem - argumentował sędzia Błencki. - Nie możemy jednak jednoznacznie stwierdzić, czy zaświadczenie wyłudził podstępnie. Nie został przesłuchany lekarz, który za- ' świadczenie wystawił, ponieważ wmiędzyczasie zmarł - tłumaczył. Na sali w dniu ogłoszenia wyroku obecni byli rodzice Krystiana. - Nasze żyde w tym dniu zawaliło się. Już nic nigdy nie będzie takie samo. Jaki by nie był ten wyrok, dla nas będzie zbyt niski. Nic nie przywróci nam syna - mówili przez łzy Joanna i Leon Doległowie. - On zawsze będzie w naszych sercach. Oddałabym wszystko, aby cofnąć czas... -mówiła matka, ściskając mocno łańcuszek ze srebrnym sercem, w którym nosi zdjęde Krystiana. Rodzice na grobie syna są niemal codziennie. Rozmawiają z nim, stojąc przy pomniku. Jest piękny, z wygrawerowanym szybowcem. Ze zdjęda spogląda młody chłopak. Jest uśmiechnięty, ma bystry wzrok. - Nie zasnę, jak nie przyjdę się z nim pożegnać. Nie mogę sobie wybaczyć, że zgodziłam się na ten kurs - mówi pani Joanna. ©® Matka chłopca do jego pokoju nie zagląda. Ciągle nie znajduje na to sił. W salonie jest jednak dużo zdjęć syna 14 • ROZMOWA ZE ŚMIAŁKIEM Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 Brzegi Szwecji są w jego głowie. Bałtyku. Do szczęścia zabrakło Iwona Marciniak «fejszalin Nie lubi gdy mówi się, że rzucił wyzwanie Bałtykowi. Albo że nie udało mu się pokonać Bałtyku-A lam ja jestem, żeby stawać w szranki z takim żywiołem? -pyta 27-letni Bartłomiej KubkowskL Pochodzi z Giżycka, z wyboru koszalinianin. - Jeśli w drugim podejściu uda mi się przepłynąć wpław ten 170-kilometrowy odcinek między Polską a Szwecją, to tylko dlatego, że pozwoli mi na to natura i będę miał szczęście. Nie dlatego, że jestem herosem - uśmiecha się rozbrajająco. 8 sierpnia podjął pierwszą «^róbę, którą przerwał po 115 km. Kiedyś dzieciak wyśmiewany za nadwagę, potem chłopak obsesyjnie zafiksowany na sporcie, został pierwszym człowiekiem w historii, który 0 własnych siłach dopłynął tak blisko wybrzeży Szwecji. Jak doszło do przerwania wyprawy? Już jakieś cztery godziny wcześniej czułem, że coś jest nie tak. Za długo widziałem z prawej brzegi Bomholmu. Czułem, że prąd, który nie odpuszczał, jakby mnie wciągał. 1 te fale. A przecież miało być spokojnie - w końcu prognozę pogody znałem na pamięć. Wiedziałem, co mnie czeka, na którym kilometrze. Atu brałem oddech na lewą stronę i fala mnie przykrywała. Oddech na prawo - było płasko. Potem fala z naprzeciwka i za chwilę zza pleców. Jakbym był w jakimś wirze. Gdy się zatrzymywałem na posiłki, do koszyka wysuwanego na podajniku z kutra musiałem podpływać szybciej. Zastanawiałem się, czy kapitan zmęczony? Czy źle mnie nawigują? A to już się działo. Tylko cała moja ekipa jeszcze czekała. Byłem więc cztery godziny po największym kryzysie, wreszcie w głowie przełamałem ból i płynąłem znów w dobrym tempie. Podpływam na kolejne jedzenie i pod koniec pytam: „kiedy ta pogoda się skończy?” A oni: „Słuchaj, to się nie zmieni. Od teraz czeka cię jeszcze co najmniej 28 godzin w wodzie”. A ja miałem w głowie 14 godzin i metę! Kapitan rzu-yrił: „Powiedzcie mu, że to może być nawet 50-60 godzin”. Spytałem, czy to żart. Skończył z wyczynowym pływaniem, zaczął pracę w marketingu. Po czym wrócił i to w wielkim stylu Okazało się, że od czterech godzin stoimy w miejscu. Myślę, że dla psychiki kogoś podejmującego takie wyzwanie to chyba lepiej, że nie on zawalił, nie on się poddał. Zdecydowały okoliczności, na które nie miałeś wpływu. Faktycznie. To mój pierwszy wyścig w życiu, w którym nie mogę sobie nic zarzucić. Ciężko pracowałem, głowa wytrzymała, przełamała nawet najbardziej hardcorowe kryzysy. Powstrzymała mnie natura, więc czuję się trochę usprawiedliwiony. Choć kiedy odtworzyłem sobie nagranie robione z łodzi, dotarło do mnie, jak ja im marudziłem (śmiech). Że jeszcze pół godziny i wychodzę. Że jeszcze godzina takiego bólu i kończę, bo plecy tak mnie bolą, że płynę i płaczę. „Dobrze, płacz A płyń do końca” - słyszałem w odpowiedzi. Moja fantastyczna załoga dobrze wyglądała na tej łodzi. Pełen spokój. Tłumaczyłem więc sobie, że to wszystko dzieje się w mojej głowie. Walczyłem z bólem i głową. Pech chciał, że gdy zrezygnowany wchodziłem na pokład, najgorsze miałem już za sobą. Chwilę później nagraliśmy filmik, w którym tłumaczyłem, co się stało, a komentujący pisali, że tak jak ja po tych 115 km przez Bałtyk, oni wyglądają rano, tuż po przebudzeniu (śmiech). Ale był moment, gdy plecy bolały cię tak, że twoja załoga podpłynęła pontonem, żeby pomóc. Takiego bólu nigdy nie przeżyłem. Po Helu, czyli majowej rozgrzewce przed szwedzkim wyzwaniem, gdy z czasem 13:30:01 pokonałem 50 km wpław odcinek z Gdańska na Hel i z powrotem, chodziłem do osteopaty i fizjoterapeuty. Byłem trochę przerażony, bo w łokciu zbierał mi się płyn.' Już wtedy bolało. Zastanawiałem się, czy dam radę wytrzymać taki ból przez 60 godzin, w których chciałem się zmieścić, i powiedziałem sobie - dam! Ale w 19. godzinie dał o sobie znać najszerszy mięsień grzbietu, pod łopatką. Miałem wrażenie, że zrobiła mi się tam wielka kula, która w końcu się rozerwała. Moi przyjaciele z ekipy podtrzymywali mnie więc z pontonu, próbowali masować. Na chwilę pomagało. Robiłem dwa-trzy mchy i wszystko wracało. Do końca płynąłem z bólem. Mówisz, że opanowałeś go głową. Jak? Chodzi o jakieś techniki? Tak. To efekt mojej współpracy z Rafałem Mazurem, twórcą podcastu Zen Jaskiniowca. Jest bardzo popularny w kręgu przedsiębiorców i sportowców. Mój przyjaciel Olaf Meller podpowiedział mi, . żebym spróbował zaprosić go do współpracy. „Z czym do ludzi?” - pomyślałem, ale napisałem do niego o bałtyckim projekcie najlepiej, jak umiałem. Odezwał się, umówił na rozmowę. Byłem w szoku. Na początku mnie inspirował, potem pracowaliśmy razem, a teraz myślę, że jesteśmy przyjaciółmi. Poukładał mi w głowie moje demony. Gdy opowiedziałem mu, jak wygląda mój trening, skwitował to stwierdzeniem, że jestem świrem, psychopatą (śmiech). Co robiłeś nie tak? Na przykład potrafiłem się katować w siłowni godzinami, wmawiając sobie, że jeśli nie zrobię więcej, a potem jeszcze więcej ćwiczeń, to coś złego stanie się moim bliskim. To samo gdy trenowałem w wodzie. Szaleństwo! Autode-strukcja. Rafał pomógł mi się zebrać, poukładać jak puzzle. Pracowaliśmy na przykład przy wykorzystaniu hipnozy. Czemu służyła? W hipnozie byłem w stanie poczuć pewne sytuacje tak, jakby działy się na żywo. Siedząc w pokoju, czułem, jakbym już dopływał do Szwecji. To, co przede mną, nie było już takie nieznane. Przeżywałem w hipnozie bardzo silne emocje. Nieraz i łzy poleciały. Jako utytułowany pływak miałeś już chyba wcześniej do czynienia z psychologami sportu? (śmiech) Tak, pracowałem z wieloma psychologami, ale jakoś nikt nie pytał mnie, co czuję. Wpasowywano mnie, w jakiś schemat, testy, dostawałem ćwiczenia relaksacyjne. I następny proszę! Teraz, po roku rozmów z Rafałem, po pracy pod jego okiem, myślę, że w takich wyzwaniach ultra, wymagających czasem niemal nadludzkiego wysiłku, 80 procent przygotowania powinno być skierowane na głowę, a jedynie 20 na ciało. Skoro mówimy o lękach, to zapytam o głębię, którą, płynąc, masz pod sobą. Nie wiadomo, co kryje, a wkoło bezkres. Na samą myśl robi mi się niewyraźnie. Co prawda w po- FOT. PRZEMYSŁAW ZAWALICH Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 ROZMOWA ZE ŚMIAŁKIEM • 15 Przepłynął już wpław 115 km mu 55. Druga próba za rok bliżu miałeś kuter, ale też nie mogłeś do niego dopłynąć bliżej niż na trzy-cztery metry. Aleja naprawdę często się boję. I bałem się też przed tym startem. W nocy na pełnym morzu też nachodziły mnie te wszystkie lęki. Gdy spojrzysz na siebie z dalszej perspektywy i dotrze do ciebie, jak wielki obszar wokół ciebie, to naturalne, że pojawia się strach. Jeszcze te podpływające ryby. Podpływały do ciebie?! Do liny fluorescencyjnej, którą ciągnął za sobą kuter, wyznaczając mi drogę. Podpływały i uciekały, aleje widziałem. Najgorsze, że w ostatnich miesiącach dowiedziałem się, że w Bałtyku występują rekiny! Jakiś rekin śledziowy - jeszcze i to! (śmiech). A co do ciemności, to noc na morzu przerażała mnie podczas treningów. Modliłem się, żeby jak najszybciej wzeszło słońce. Kiedyś o ten lęk przed tym, co kryje głębia, zapytał mnie przyjaciel. Odpowiedziałem mu: pamiętasz, jak byliśmy dzieciakami i mieszkaliśmy w bloku? Co czuliśmy po wejściu o zmroku do klatki, gdy trzeba było przejść koło piwnicy? Przebiegaliśmy! Byle szybciej. Bo piwnica była mrocznym miejscem, a wyobraźnia podpowiadała, że mogą się w niej dziać różne rzeczy. Głębia też jest taka tajemnicza, nieznana. Jeśli się boję, mam dwie opcje: zaakceptuję to albo nie. Znam pływaków, mistrzów krytych pływalni, którzy otwartych akwenów unikają. Właśnie dlatego, że czują się w nich nieswojo. O psychice już mówiliśmy, opowiedz o jedzeniu w czasie takiej wyprawy Przez Rafała Mazura trafiłem do fantastycznego dietetyka, który przygotował mi genialną rozpiskę. Jadłem rosół, zupę pomidorową, piłem żele węglowodanowe, przyjmowałem sód, potas, wapń, uzupełniałem to, co traciłem. Jadłem ulubione słodycze, batony. Nawet przez sekundę nie czułem się źle. Ale obowiązywało cię sporo ograniczeń - nie mogłeś korzystać z płetw, z łapek pływackich i nie wolno ci było dotknąć łodzi. Głębia jest tajemnicza, przerażająca. To jeden z lęków, które Bartłomiej Kubkowski musiał pokonać Tak jest. A jedzenie można było mi podać tylko na specjalnym wysięgniku zakończonym koszykiem. Twój wyczyn miał jeszcze jeden, bardzo ważny wymiar. Zebrałeś sporą sumę na pomoc dzieciom walczącym z rakiem. Dlaczego wybrałeś właśnie Cancer Fighters? Jestem wolontariuszem tej fundacji od 23. roku życia. A pomagać chciałem od zawsze. Próbowałem wolontariatu w hospicjum, ale tam nie poradziłem sobie z emocjami. Zostałem przy dzieciach i ich rodzicach. Nawet jeśli przebiorę się za lwa, poprawię im nastrój i wesprę przytłoczonych chorobą dziecka mamę czy tatę, to wiem, że to, co robię, ma sens. Gdy zakładaliśmy zbiórkę towarzyszącą wyprawie przez Bałtyk, mówiłem mojej dziewczynie Justynie: „Może uzbieramy z pięć tysięcy złotych?”. Sam wcześniej wpłacałem miesięcznie tyle, ile mogłem. Nie wierzyłem, że jeszcze, gdy płynąłem, udało się zebrać 50 tysięcy. A w sumie ponad dwa razy tyle! To fantastyczne uczucie, że już mogliśmy przeznaczyć 12 tysięcy złotych na wsparcie leczenia konkretnego dziecka. I dalej będziemy to robić. ' Nie sposób nie zapytać, skąd w ogóle wziął się projekt Ultra Baltic Swim. Masz na koncie ponad 40 medali mistrzostw Polski juniorów, seniorów, starty w pucharach świata i Europy na wodach otwartych. Ale w wieku 23 lat skończyłeś ze sportem i zostałeś pracownikiem marketingu... ... tak, nawet odnosiłem sukcesy, byłem doceniany, zarabiałem niezłe pieniądze. I w rok przytyłem 26 kilogramów (śmiech). To jak to się stało, że cztery lata później stanąłeś na plaży w Kołobrzegu i ruszyłeś w stronę Szwecji, z apetytem na wielki wyczyn i Rekord Guinnessa? Mój powrót do pływania to zasługa Roberta Karasia (ultra triathlonista, rekordzista Polski i świata, któremu zdrowie nie pozwoliło ukończyć ostatniego Ultra Triathlonu na dystansie dziesięciokrotnego Ironmana -przyp. red.). Poznaliśmy się przez jego brata, Sebastiana, z którym spotykałem się na zawodach (Sebastian Karaś, utytułowany pływak, jako pierwszy pokonał wpław Bałtyk między Kołobrzegiem a Bom-holmem - przyp. red.). To Robert nawrócił mnie do sportu, który znienawidziłem. Aż tak? Tak. Ludzie, na których trafiałem pod koniec mojej sportowej kariery, obrzydzili mi pływanie. Również przez wykorzystywanie zawodników do osiągania wyników, które otwierały im dostęp do większych pieniędzy. A ja, szykując się do Pucharu Świata, miałem stypendium w wysokości 480 złotych. Podobnie zresztą inni zawodnicy. Ale najmniej w tym chodzi o pieniądze. Bardziej o nasze plany, marzenia. Gdy przeczytałem biografię mojego idola Michaela Phelpsa, zamiast zmotywować się bardziej, załamałem się. Jaki on miał kontakt z trenerem! Został nawet zaproszony do niego do domu na obiad. Nie rozumiałem, o co chodzi. Mnie trener nawet na kawę nigdy nie zabrał czy na jakąś indywidualną rozmowę. Brzmi to fatalnie Ale tak było i pewnie jest do tej pory. Od 10. roku życia całą swoją energię skupiałem na pływaniu. Chciałem być najlepszy i wierzyłem, że jeśli włożę w to maksimum wysiłku, to będę. Mam bardzo pracowitych rodziców. Mama pracowała fizycznie, wstając nawet o godzinie 4 rano. Tata to zawodowy żołnierz. Nigdy na mnie nie naciskali, nie mówili, że coś muszę. Akceptowali moje decyzje. I wspierali. Jako dzieciak miałem nadwagę. Byłem pulpecikiem. Uwielbiałem rywalizację w wodzie, bo w czasie pływania nikt nie oceniał, jak wyglądam, tylko na którym miejscu docieram do mety. Jaki ja byłem dumny, gdy okazywało się, że jestem najszybszy! Ale też mocno bolało, gdy kiedyś płynęliśmy w sztafecie i ko- lega już po zawodach przekazał mi, co trener powiedział 0 mnie innym zawodnikom: „Ten pączek nawet szybko pływa”. Innym razem, gdy spiker zapowiedział mnie słowami „nasz mistrz”, bo robiłem już wtedy rekordy województwa, jeden z trenerów występujących w roli sędziego rzucił: „Chyba mistrz w jedzeniu ciastek”. Rodzice mówili mi, że będzie dobrze. Tato przekonywał: „Zobaczysz, teraz się śmieją, a ty jeszcze będziesz mistrzem Polski”. Mieszkaliśmy w Giżycku, więc brzmiało to mało wiarygodnie (śmiech), ale na rodziców zawsze mogłem liczyć. Również wtedy, gdy po latach powiedziałem basta i zostawiłem pływanie. Znalazłem pracę w marketingu. Tu też znowu chciałem być najlepszy. Dobrze sobie radziłem. Od kolegów z pracy słyszałem: „Odłożysz pieniądze, ustatkujesz się, wybudujesz domitd”. Wszystko OK, ale zobaczyłem, że te pieniądze, które wreszcie miałem, w ogóle nie sprawiały mi radości. Trochę trenowałem. 1 wtedy w twoim życiu znów pojawił się Robert Karaś? Tak. Odwiedzałem go, przyjeżdżając do Warszawy w sprawach biznesowych. Ito on znowu zaszczepił we mnie treningowego potwora. Zmienił moje podejście do sportu. Zmobilizował do wyprawy przez Bałtyk. Włączył mnie do swojego teamu, pomógł znaleźć sponsorów. Miałem wreszcie przyzwoite stypendium sportowe. Nasz pierwszy wspólny trening wyglądał tak, że przepłynąłem 25 metrów, zatrzymałem się i pomyślałem: to najlepsze miejsce w moim życiu. Wróciłem tu, gdzie powinienem być. Przez ostatni rok trenowałem, szykując się do Ultra Baltic Swim. Ale też nauczyłem się odpuszczać. Zyskałem wolność. Dotarło do mnie, że życie jest za krótkie, a ja mam się czym cieszyć. Dziewięć dni po powrocie znad Bałtyku poszedłem nad jezioro z Justyną, jej mamą i naszym psem. Przepłynąłem kawałek i pomyślałem sobie - znowu czuję frajdę z pływania! Już postanowiłeś, że za rok podejmiesz nową próbę. We wrześniu zacząłeś treningi. Co dalej? Wkrótce mój start w Mistrzostwach Świata w Lodowym Pływaniu we Francji. To wyścig na kilometr w wodzie o temperaturze 1-2 stopni Celsjusza, tylko w kąpielówkach, okularach i czepku. Mam już w tym doświadczenie, a liczę też na efekt warsztatów Waleriana Romanowskiego, na których spędziłem dwie godziny w balii z lodem. Czym się zajmujesz, nie licząc przygotowań do drugiej wyprawy do Szwecji? Z Justyną, która wspiera mnie w każdej sytuacji, mieszkamy w Koszalinie. Niedawno dołączył do nas znaleziony na ulicy Majlo, świetny pies. Zarabiam na tym, co stało się moją drugą pasją. Prowadzę grupy i spotkania indywidualne ze sportowcami, przedsiębiorcami, pracownikami fum. Motywuję ich, dzieląc się własnymi doświadczeniami. Rozmawiam, słucham, jaki mają problem, i staram się pomóc. Zaznaczam, nie jestem żadnym „kołczem”. Zawsze mówię, wykorzystajcie mnie jako narzędzie. Swoje życie przekładam na ich problemy. Uwielbiam, gdy widać, że ktoś uwierzył w siebie, nabrał odwagi, że osiąga wymierne sukcesy. Myślałeś o tym, żeby podszkolić się w teorii? Może jakieś studia? Pewnie. Kiedy byłem sportowcem, liczył się trening, obsesja na punkcie najlepszego wyniku, tytuł mistrza. Edukacja schodziła na daleki plan. Nie zdałem matury z matematyki. Zabrakło jednego punktu. Wiem, że i bez niej mam dużo do zaoferowania, ale na wykształcenie też chcę postawić. Choćby po to, żeby dać dobry przykład moim przyszłym dzieciom. Coraz bardziej interesuje mnie psychologia. Może kiedyś uda mi się zostać psychologiem klinicznym? A za rok spotkamy się na plaży w Kołobrzegu? Mam nadzieję, że nic mi w tym nie przeszkodzi. Mam ogromny szacunek do Bałtyku, ale wierzę, że mnie tylko jeszcze na chwilę zatrzymał. Pozostaliśmy kumplami i dalej będę się do niego modlił, żeby w przyszłym roku był dla mnie łaskawy (uśmiech). ©® 16 DLA FANÓW MOTORYZACJI Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 Toczydełko z BMW i trójkołowiec z Messerchmitta. Gdzie? W Szczecinie Marek Jaszczyński Szczecin .. Mikrosamochody powstawały w latach 50. XX wieku. Dwa wyremontowane unikatowe pojazdy tego typu można oglądać w muzeum techniki. W latach pięćdziesiątych XX wieku niemieckie firmy lotnicze, jak Messerschmitt czy He-inkel, zostały zmuszone do przestawienia się z produkcji lotniczej na lądową i cywilną. - Złożyło się na to kilka przyczyn: zakaz produkcji samolotów bojowych wydany po woj -nie przez zwycięskie mocarstwa, braki materiałów, wreszcie popyt na niewielkie pojazdy często wykorzystywane jako w inwalidzkie - wyjaśnia Jacek Ogrodniczak z Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki w Szczecinie. Trójkołowy tandem a'la samolot Przykładem mikroauta jest Kabinenroller (dosłownie: skuter z kabiną) - messerschmitt KR200. Trzykołowiec zwraca uwagę nietypową sylwetką, przypominającą kadłub samolotu. Do wnętrza wchodzi się po uniesieniu kabiny. Siedzenia są w układzie tandem: z przodu kierowca, za nim pasażer. Kierownica przypomina wolant z samolotu. Użytkownicy narzekali na jedno: kopuła z tworzywa sztucznego dawała doskonałą widoczność, ale przy słonecznej pogodzie wnętrze pojazdu zamieniało się w gorącą saunę. Konstruktorem trójkołowca był Fritz Fend, główny inżynier i jednocześnie zarządca fabryki. Pierwszym jego mikrosamo-chodem był messerchmitt KR 175. Produkcja tego autka — z dwusuwowym silnikiem o pojemności 175 cm sześć, rozpoczęła się w 1952 r. Trzy lata później pojawił się model KR 200 z silnikiem o pojemności 191 cm sześć. Nowy model miał także ulepszone zawieszenie i hamulce. W drugiej połowie lat 50. Fend wykupił od fabryki prawa do produkcji messerchmitta i produkował go do 1964 roku. Szczeciński „messer”, zachowany w bardzo dobrym stanie, pochodzi z kolekcji Leszka Liszewskiego. Odpala i jeździ. Na folderach reklamowych pojazd był reklamowany jako „ trzymiejscowy: z tyłu mogła bowiem siedzieć osoba dorosła z dzieckiem. Toczydełko BMW pochodzi z 1958 roku. Zużywało 51 paliwa na 100 km. Rozpędzało się do setki w... 27 sekund Messerschmitt KR200: kabina otwierana na bok, samolotowy układ siedzeń i wolant zamiast kierownicy Dodajmy, że był tani w eksploatacji, co po wojnie było szczególnie ważne. Spalał trochę ponad 31 paliwa na 100 km. A przy tym miał sportowe ambicje. W1955 roku pobił 22 rekordy prędkości w jeździe 24-godzinnej, osiągając nawet średnią prędkość przejazdu w ciągu doby na poziomie 103 km/h. Messerschmitt na polskich drogach Mamy też polski wątek w dziejach messerschmitta KR 200. Polacy, którzy przymierzali się do produkcji bądź importu mikrosamochodów, poddali go testom w Zakładzie Badań Pojazdów Instytutu Transportu Samochodowego w Warszawie. Na przełomie lat 1956/1957 testowane autko przejechało 2396 km. - Polscy eksperci nieźle ocenili pracę silnika. Ich wrażenie szeroko opisał tygodnik „Auto Moto Sport”: „Dwusuwowy silnik marki Fichtel i Sachs pozwala na stosowanie niskooktanowego paliwa. Silnik ten pracuje najlepiej przy dużej liczbie obrotów. Poniżej 200 obr./min praca silnika staje się nierówna i niestateczna. Dlatego też na IV biegu szybkość minimalna jest stosunkowo duża, bo wynosi aż 40 km/godz. Rozruch silnika jest łatwy, zużycie paliwa kształtuje się korzystnie. Nieprzyjemna natomiast jest hałaśliwość silnika, zwłaszcza przy otwartej klapie ogrzewania. Radia można słuchać tylko na dalszych trasach podczas jazdy na IV biegu.” - Eksperci chwalili lotniczy wolant, dzięki któremu mikro-samochód był zwrotny i pewny w prowadzeniu - dodaje Jacek Ogrodniczak. - Ba, uznali nawet, że trójkołowiec był stateczny nawet podczas jazdy po oblodzonej jezdni. Fachowcy z instytutu nie byli natomiast zgodni z dziennikarzami tygodnika co do łatwości wsiadania do autka. „Dach tworzący jedną całość z drzwiami otwiera się do góry tak, że wsiadanie i wysiadanie jest bardzo niewygodne” - pisał tygodnik. Eksperci stwierdzili jednak, że właśnie dzięki otwieraniu kabiny do góry wejście do autka nie sprawiało im trudności. W Messerschmitcie powstało ponad 10 tysięcy sztuk modelu KR 175 i niespełna 40 tysięcy modelu KR200. Sporo, bo aż 6800 tych ostatnich, trafiło do Wielkiej Brytanii. Pojedyncze egzemplarze jeździły także w Polsce. Szacuje się, że przetrwało około 160 tych trójkołowców. BMW, czyli bańka albo toczydełko - Pramatką mikrosamochodów była włoska isetta. Skonstruowali ją w 1952 roku włoscy inżynierowie Ermenegildo Preti i Pierluigi Raggi. Produkowana była w fabryce lodówek i skuterów Iso. Autko pokazane po raz pierwszy podczas Salonu Samochodowego w Turynie w 1953 roku olśniło gości. Nigdy nie widzieli podobnego toczydełka - opowiada Jacek Ogrodniczak. - Autko mieściło dwie osoby, przestrzeń z tyłu była przeznaczona na bagaż i koło zapasowe. Isetta miała cztery koła, ale tylne były umieszczone tak blisko siebie, że niekiedy pojazd klasyfikowano jako trójkołowiec. Kształt autka nawiązywał do kropli wody czy też bańki mydlanej. Toczydełko szybko dorobiło się przydomka: bubble car (samo-chód-bańka). Brezentowy dach miał umożliwić ewakuację w razie wypadku. No i te drzwi, będące jednocześnie przedmą maską. Całość napędzał silni-czek o pojemności 236 cm. Autko było urocze i ekonomiczne, a właściciel firmy Iso Renzo Rivolta sprzedawał licencje na prawo i lewo. Isettę szybko zaczęto produkować w Brazylii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Belgii, Francji, no i w Niemczech. Licencję na isettę kupiło także BMW. Firma pogrążona była w kryzysie, głównie przez nastawienie produkcji podczas II wojny światowej na silniki lotnicze. W połowie lat 50. XX wieku produkowała tylko jeden model luksusowego samochodu, który zresztą przynosił straty. BMW-Isetta zadebiutowała w 1955 roku. Po kilku latach BMW produkowało mi- krosamochody już pod własną marką. - Do tej serii należy autko prezentowane w naszym muzeum. Niemcy starali się usunąć najpoważniejsze wady nękające wszystkie mikrosamochody. Późniejsze modele miały już nowe silniki BMW, osprzęt elektryczny Boscha i lampy Helia. Autko dostało przesuwane okienka. Zmorą większości bubble car była duchota. Małe wnętrze błyskawicznie się nagrzewało, a pierwsze mikrosamochody nie miały otwieranych okien -mówi muzealnik. - Wreszcie autko BMW stanęło na czterech, normalnie rozstawionych kołach. Trójkołowce były wywrotne i przesadnie wrażliwe na wyboje. Mikrosamochód BMW był też większy. Dzięki temu można było dołożyć drugi rząd siedzeń. Aby ułatwić dostęp do tyłu, wstawiono boczne drzwi. Do czteroosobowego BMW wsiadało się w miarę wygodnie z przodu i tyłu. Niemiecka firma wyprodukowała prawie 35 tysięcy tych samochodzików. I znowu, jak w przypadku messerschmitta KR200, toczydełko zainteresowało polskich konstruktorów. Na przełomie 1956 i 1957 roku Instytut Transportu Samochodowego w Warszawie przeprowadził testy bmw-istetty z silnikiem 300 cm sześć. Włosko-niemiedd samochodzik przejechał po polskich drogach 3140 km. Polscy eksperci chwalili niewielkie zużycie paliwa, bezproblemową jazdę pod górkę, przyspieszenie. Autko nieźle spisywało się także poza miastem: „Dzięki dobrym własnościom dynamicznym Isetta umożliwiała, w przeciętnych warunkach drogowych, na uzyskiwanie stosunkowo wysokich, dochodzących do 75 km/h przeciętnych prędkości podróżnych.” O dziwo, testujący uznali, że komfort jazdy isettą był zadowalający: „Dzięki oryginalnemu rozwiązaniu drzwi, jako otwieranej przedniej ściany nadwozia, wsiadanie i wysiadanie z samochodu było wygodne. Wymiary wnętrza umożliwiały zupełnie swobodne przemieszczanie się dwóch dorosłych osób wraz z ręcznym bagażem przy zapewnieniu pełnej swobody ruchów dla kierowcy. Rozmieszczenie przyrządów kierowniczych i kontrolnych było celowe i wygodne”. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 REKLAMA F AUTOPROMOCJA Wybierz najlepszy produkt z Pomorza! Wyślij SMS pod nr 7303 (3,69 zł = 3 zł + VAT) i o treści (gdzie X to numer kandydata). Wyniki głosowania znajdziecie na www.gk24.pl/naszedobre prefix nazwa firmy ——nu »liirniMiTraK NDP.1 Ankam NDP.2 Elektrobud Maciej Kasprzykowski NDP.3 Urbaniak Inwestycje NDP.33 „Szczęsny" Materiały Budowlane Sp.j. NDP.34 PCGS.A. NDP.4 ExtraRoof NDP.32 ZEM-Tourist zgłoszony produkt / usługa Jakość usług i obsługi klienta Kompleksowe wykonawstwo elektroenergetyczne w formule zaprojektuj i wybuduj lub z powierzonej dokumentacji Patio Apartments w Koszalinie Handel Materiałami Budowlanymi Victoria Apartments inwestycje w Domki całoroczne w technologii szkieletowej Ośrodek Wczasów Rodzinnych i Rehabilitacyjnych ZEM- Tourist NDP.44 Powiat Policki DOM I OGRÓD NDP.5 Frumax Galeria Podłóg Drewnianych NDP.6 Hurtownia Tęcza NDP.7 VIP STUDIO HOME Tomasz Piotrowski. Michał Piotrowski S.C. NDP.35 Bram Serwis NDP.36 Clear Energy Sp. z o.o. NDP.8 Ekowodrol NDP.9 Fundacja „Magia życia - magia tańca" NDP.10 La Lalla S.C. Monika Krawczyńska. Sandra Mianowska NDP.11 Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej Sp. z o.o. w Słupsku NDP.37 „Aleksandra - Kowalska" Złotnik. Jubiler NDP.38 DrinksLand NDP.39 Fundacja Futurę Football Club NDP.40 JTC Transport Sp. z o.o. Sp. kom. NDP.41 Kawiarnia & Palarnia Kawy „Świtiaź” NDP.42 Kiżuk&Michalska Doradztwo Gospodarcze Flooro - podłogi drewniane w kontakcie z naturą Hurtownia materiałów budowlanych Strefa Płyt Kronospan Automatyka bramowa i parkingowa dla przemysłu i dla domu. Drzwi, okna i rolety Pompy ciepła Hurtownia Materiałów Instalacyjnych EkoWodrol Pomoc osobom narażonym na dyskryminację. La Lalla - Lalka taka jak Ty Dolina Pupilków - grzebowisko dla zwierząt Biżuteria szyta na miarę Klub piłkarski z przyszłością - WIZJA PASJA FUTURĘ Transport/Spedycja Najlepsza kawa w regionie usługa doradztwa gospodarczego i restrukturyzacyjnego OCHRONA ŚRODOWISKA NDP.12 HOLO STUDIO NDP.13 Nadleśnictwo Warcino NDP.26 Michał SondejZAXON Smart Energy Management i osób prywatnych Zjadamy reklamy - torby z banerów reklamowych Kampania wizerunkowa - Ochrona środowiska Usługi fotowoltaiczne w zakresie doradztwa, montażu i serwisu dla firm prefix nazwa firmy NDP.14 NDP.15 NDP.16 NDP.17 NDP.18 NDP.19 NDP.20 NDP.43 NDP.46 NDP.47 NDP.21 NDP.22 NDP.48 Alfa Terminal Szczecin Sp. z o.o. CSP Customer Services Polska Sp. z o.o. Faser-Plast Poland Sp. z o.o. Hako Technology Inter-Metal S.C. Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie Markos NOVA PRACA GROUP Sp. z o.o. Galan Logistics Sp. z o.o. Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej zgłoszony produkt / usługa 25 Dobry Pracodawca Praca, którą lubisz i miejsce, w którym czujesz się po prostu dobrze Rzetelny pracodawca Hako Technology Dobry pracodawca „Najlepszy pracodawca - pewna praca” Doskonały pracodawca Usługa Outsourcingu Pracowniczego / Pośrednictwo Pracy Odpowiedzialny Pracodawca Lubisz wyzwania? Zostań funkcjonariuszem Służby Więziennej! PRODUCENT ŻYWNOŚCI Sklep Rybny u Chadacza Sady Rajewscy PPUH Smak Pomorski Krzysztof Małecki Sklep rybny u Chadacza Sok jabłkowy 100% NFC Chleby 100% żytnie - bez glutenu pszennego i charakteryzujące się obniżonym wskaźnikiem IG NDP.49 Przetwórnia Owocowo-Warzywna IRENA Kiszonki i Kwaszonki LOGIE II lAŁ Am n >5 NDP.23 ADAMUS S. A. TI-3 maszyna do pomiaru stempli i matryc NDP.24 Roka Energy Pompy ciepła i fotowoltaika niskonapięciowa NDP.25 Suma Service Zmywarka Granuldisk NDP.50 Bank Spółdzielczy Ziemi Szczecińskiej Aplikacja mobilna - SGB Mobile NDP.51 Gryf-Elektryk.pl S.C. Radosław Łochowski. Piotr Zasada Sterownik Smat Home- IUVO DUINO UNONO NDP.52 Primaco Sp. z o.o. Usługi i produkty firmy Primaco - systemy informatyczne do zarządzania przedsiębiorstwem, autorskie rozwiązania w tym oprogramowania/aplikacje NDP.53 Stako Sp. z o.o. Lekkie zbiorniki LPG NDP.54 Sternal International Sp.z.o.o. Innowacyjne Przemysłowe Nawilżacze NDP.27 NDP.28 NDP.29 NDP.30 NDP.31 NDP.45 NDP.55 Klinika Medycyny Estetycznej Dermalogica LOTON COSMETICS S.P. RACH CIACH Salony Fryzjerskie E welina Konszewicz Przychodnia Lekarzy Rodzinnych SANATUS (SANATUS MED Sp. z o.o.) Powietrza Klinika Medycyny Estetycznej DermalogiCc Seria „TRICHOLOGICA-L” HAIR THERAPY Fryzjerstwo na najwyższym poziomie Nowoczesna Przychodnia Lekarzy Rodzinnych SANATUS SM Spółka z o.o. - Centrum Rehabilitacji Centrum Stwardnienia Rozsianego SM w Bornem Sulinowie w Bornem Sulinowie Nadleśnictwo Manowo Szkoła Tańca Astra S.C. Wypoczynek w lasach manowskich Grupa ASTRA foreverDance - czyli nauka tańca dla każdego GS [24.pl GK [24.pl 1 Głos KOSZAlJNSkl GP [24.pl Gios Pomorza MECENAS: «.OFSKA ffCJAlMA ¡TOMA Ekonomiczna 18 • HISTORIA NAJNOWSZA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 Gierek zabrał nam Okonek, a Okonek stawał potem okoniem Ulica Szczecinecka w Okonku. To nie jedyna rzecz łącząca obie miejscowości, a jednak w referendum w październiku 1999 roku mieszkańcy gminy Okonek zadecydowali, że wolą Wielkopolską niż województwo zachodniopomorskie Rajmund Wełnie Szczecinek Na przełomie wieków rozegrała się batalia o Okonek. Ostatecznie dawna część powiatu szczecineckiego przypadła Wielkopolsce. Jak dziś oceniana jest ta decyzja? To ledwie 20 km na południe od Szczecinka. W całej gminie niespełna 10 tysięcy dusz. Reforma gierkowska z 1975 roku oderwała Okonek od powiatu szczecineckiego i umieściła w nowym województwie pilskim. Jednak, mimo wielu lat rozłąki, Okonek nadal jeździ na zakupy do Szczecinka, posyła dzieci do szczecineckich szkół średnich i szuka u nas pracy. Złudne nadzieje Pierwsze starania o powrót Okonka do Szczecinka pojawiły się po reformie samorządowej w roku 1990. Do Warszawy ciągnęły pielgrzymki samorządowców chcących wyprosić starostwo, dawano na msze w intencji powiatu. Upadek rządu Hanny Suchockiej pogrzebał jednak nadzieje na rychły powrót drugiego szczebla samorządu. Koalicja SLD - PSL schowała gotowe już mapy i projekty ustaw do szuflad. Temat wrócił za rządów Jerzego Buzka. W kraju wybuchła burza, protestowały województwa przeznaczone do likwidacji, kolejne miasta domagały się powiatowych splendorów. Minister Jerzy Stępień jeździł, obiecywał, przesuwał gminy, granice, a urzędnicy kreślili coraz to nowe mapy. Liczba nowych regionów urosła ostatecznie do 16, a powiatów namnożyło się ponad 300, mimo że nawet opozycja przyznawała, że rację bytu ma co najwyżej 100-150. Był rok 1998. Niepokoje wyciszono mglistą obietnicą korekt w okolicach roku 2000. Rada zmienną jest Ówczesna Rada Miasta w Okonku (kadencja 1994-98) też postanowiła zabrać głos i nie czekać, po której stronie granicy umieszczą ją ministerialne cyrkle. - Za Złotowem i Wielkopolską opowiedziało się ll radnych, sześciu było za Szczecin-kiem, a dwóch nie miało zdania - wspominał na naszych łamach ówczesny przewodniczący rady Henryk Berczyński. Z taką uchwałą w ręku wielkopolscy parlamentarzyści bez trudu przeforsowali - już w trakcie prac nad ostatecznym podziałem Polski - pozostawienie Okonka w Wielkopolsce. W Szczecinku nie spodziewano się takich rozstrzygnięć, więc nikt nie agitował za przyłączeniem pogranicznej gminy. - Okonek należy się nam jak psu zupa - nieco dosadnie wyraził się jeden z miejscowych notabli. Rychło nowi radni Okonka zmienili zdanie. Chociaż burmistrzowska władza pozostała w rękach kojarzonej z lewicą Czesławy Drapały, to po wyborach rada została gruntownie przewietrzona. Już na drugiej sesji w listopadzie 1998 roku przegłosowała uchwałę domagającą się powrotu do Szczecinka. Złotowa broniło zaledwie pięcioro radnych. Tymczasem okazało się, że nie wydano jeszcze przepisów pozwalających na przenosiny gminy z powiatu do powiatu. - Sama uchwała to może być za mało - pani burmistrz ważyła wówczas każde słowo. - Konieczne będą konsultacje, być może zorganizujemy referendum w sprawie przynależności do województwa i powiatu. Zrealizujemy to, co będą chcieli ludzie. Lędyczek mówi nie Na wszelkich reformach administracyjnych Lędyczek, miejscowość we wschodniej część gminy Okonek, wychodzi jak Zabłocki na mydle. Po likwidacji gromad nie miał co marzyć o zostaniu gminą. Jeszcze na początku lat 70. wbito nóż w serce lokalnej społeczności i odebrano Lędyczkowi, chlubiącemu się mianem najmniejszego miasta w Polsce, prawa miejskie. I tak jak Okonek ciągnął do Szczecinka, tak lędy-czanie opowiedzieli się za Złotowem. Przypomnijmy, jakie wtedy odbywały się rozmowy. - Szpital mamy pod nosem, dzieci do szkoły tam chodzą -jegomość robiący sprawunki w sklepie nie mógł się nadziwić fanaberiom radnych. - A ja tam jestem za Szcze-cinkiem - wtrąciła się do rozmowy sklepowa. - Ze szpitalem w Złotowie mi nie wyjeżdżajcie, bo kiedy wypisywałam stamtąd mamę, to powiedzieli, żebym przygotowała się na zgon w ciągu tygodnia. A mama, dzięki Bogu, żyje już piąty rok i ma się dobrze. - To pani w Lędyczku chyba sama jak palec? - No nie, ja mieszkam w Okonku - speszyła się. - Po cholerę nam ten Szczecinek? Dwa autobusy na dzień i żadnego powrotu, a do Złotowa PKS-y jeżdżą cały dzień -dorzucał kolega. Lotyń mówi tak Wielkopolska Wielkopolską, ale z Okonka do zamożnego Poznania daleko. Na początku lat 90. zbankrutowały zakłady przemysłu wełnianego, stacja hodowli roślin w Lotyniu i PGR w Borucinie. Bez pracy została prawie co druga osoba czynna zawodowo. Mało kto o tym dziś pamięta, bo wskażnild bezrobocia przez te ćwierć wieku się zmieniły, a bezrobocie w Okonku jest niższe niż w całym rejonie złotowskim. Nieźle się wiedzie pieczarkarniom w Borucinie, dumą gminy jest stacja paliw w Podgajach. Setkę osób zatrudnia przedsiębiorca z Loty-nia, który gospodarzy na tysiącu hektarów i ma firmę przetwórstwa tworzyw sztucznych. O Szczecinek walczyło trzech pracowników jego firmy, którzy wtedy zostali radnymi. Delegacja lotynian wybrała się nawet do burmistrza Szczecinka i posła Mariana Goliń-skiego z prośbą o pomoc w przyłączeniu do powiatu na północy. Zresztą z historycznego punktu widzenia Pomorze zawsze sięgało do Gwdy. Żadne inne wielkopolskie miasto -poza Okonkiem - nie ma w herbie gryfa, legendarnego stwora typowego dla pomorskich wizerunków herbowych. Do powiatu szczecineckiego Okonek należał za czasów niemieckich, a po II wojnie, jak już wspomnieliśmy, do roku 1975.20 kilometrów z Okonka do Szczecinka pokonuje codziennie wiele autobusów, jest linia kolejowa. Z kolei wyjazd do Złotowa do ZUS-u, skarbówki, sądu, urzędu pracy to wyprawa na cały dzień. Pomorskiej arizony smak Złotów, rywalizujący ze Szczecinłdem o Okonek, to 19-tysięczne miasto słynne z tradycji walk o polskość tych ziem przez działaczy Rodła. Jest trzecim największym obszarowo powiatem w Wielkopolsce, ale zaledwie 70 tysięcy mieszkańców daje mu miejsce w środku stawki. Dawny budynek starostwa zajął urząd skarbowy, więc odrodzony w 1998 roku powiat (już z Okonkiem) wprowadził się do zlikwidowanego urzędu rejonowego. Kiedyś był tu komitet PZPR i szydercy mówią, że po korytarzach snuje się wciąż duch nieboszczki partii. Pierwszy gospodarz gabinetu starosty Janusz Szczer-biak, chociaż ludowiec, rządził w koalicji z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Wcześniej przez osiem lat burmistrzował w Krajence. - Bez Okonka i Jastrowia sobie poradzimy, choć, gdy opadną emocje, postaramy się przekonać radnych, że nie warto się przenosić do Pomorza Zachodniego - mówił nam 20 lat temu i przypominał słynną wypowiedź Henryka Wojtasika, starosty wałeckiego (Pomorze Zachodnie) ibyłego marszałka sejmiku województwa pilskiego, który na ostatnim posiedzeniu sejmiku darł szaty, że w bogatej Wielkopolsce piliby wina hiszpańskie i portugalskie, a na biednym Pomorzu przyjdzie im się raczyć arizoną. Do różnych ministerialnych pomysłów zdążyli się już w Złotowie przyzwyczaić. Na jednej z wielu proponowanych map Złotowszczyzna znalazła się nawet w województwie... bydgoskim. Swego czasu Złotów i Wałcz były nawet przymierzane do „zapomnianego” 17. województwa środkowo-pomorskiego. - Decyzja Okonka była dla zło-towian kompletnym zaskoczeniem - Alicja Fidler, dziennikarka lokalnego oddziału „Głosu Wielkopolskiego”, powątpiewała w sens istnienia tak okrojonego powiatu. Pilskie ciągoty Jastrowia to żadna nowina, ale „zdrada” Okonka wielu zabolała. Epilog, a może dogrywka? I ostatecznie do secesji Okonka nie doszło. We wspomnianym referendum aż 74 procent mieszkańców gminy Okonek było za pozostaniem w granicach powiatu złotowskiego, a tym samym Wielkopolski. Choć już np. sołectwa północne (Lotyń, Węgorzewo i Brokęcino) były zdecydowanie za Szczecinkiem. Czy temat jeszcze dziś, niemal ćwierć wieku po zmianie granic, mógłby powrócić na tapetę? - Sprawa została definitywnie rozstrzygnięta w referendum, wątpię, czy znalazłoby się wiele osób, może poza Loty-niem, które chciałyby przynależeć do powiatu szczecineckiego i Pomorza Zachodniego -mówi obecny burmistrz Okonka Andrzej Jasiłek. -Mocno wrośliśmy w powiat złotowski i Wielkopolskę jeszcze w czasach, gdy było województwo pilskie. Zmiana granic oznaczałaby budowanie na nowo relacji z nowymi starostwem i województwem. Po ziemi stąpa także starosta szczecinecki Krzysztof Lis, jeden z nielicznych już samorządowców pamiętających batalię o Okonek z końcówki XX wieku. - Realnie patrząc, to zmiany granic bez większej reformy administracji są dziś trudne, 0 ile nie niemożliwe, w tym także przyłączenie Okonka -mówi. - Natomiast prędzej czy później liczę, że znajdzie się poważna siła, która będzie miała odwagę przeprowadzić reformę administracji w kierunku wzmocnienia potencjału finansowego samorządów powiatowych i gminnych, a to można osiągnąć jedynie je konsolidując i powiększając. Zrobili to Niemcy, zrobili to 1 Szwedzi. Pierwotne założenia do tworzenia powiatów były takie: 5,15,50, czyli minimum 5 gmin w powiecie, stolica w przynajmniej 15-tysięcznym mieście i chociaż 50 tysięcy mieszkańców - dodaje starosta. -1 już na starcie zrobiono liczne odstępstwa, tworząc dużo słabych powiatów. Tak samo gminy typowo wiejskie gorzej funkcjonują, gdy np. nie mają niewielkiego choćby ośrodka miejskiego, w którym koncentruje się ich życie. I mówię to z pełną odpowiedzialnością jako samorządowiec z ponad 30-letnim doświadczeniem. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 A TO CIEKAWE# Złowieszczy wieszczy z Kaszub Wieszczy i łopi to istoty, które według kaszubskich podań miały wysysać krew z ludzi i krążyć po wsiach, szukając ofiar Sylwia Lis Bytów Łopi i wieszczy - tak Kaszubi nazywali stwory, które siały postrach na cmentarzach na Gochach. Historie o nich przekazywano z pokolenia na pokolenie. Określenie „wieszczy” znajdziemy w „Bedekerze kaszubskim” pod redakcją Róży Ostrowskiej i Izabelli Trojanowskiej. Kim był? Najbliżej mu do wampira. W całej Polsce powiedzenie „urodzony w czepku” oznacza szczęście i powodzenie. Niestety, nie było tak niegdyś na Kaszubach. Gdy maluch przychodził na świat z czepkiem (czyli nienaruszonymi błonami płodowymi na główce), gromadziła się nad nim starszyzna. Rodzice trzęśli się ze strachu, na całą wieś spadał popłoch. Dla nich był to znak, że w przyszłości noworodek zmieni się w wieszcza. Starano się temu zapobiec. Sposób był prosty. Metody przekazywane były z pokolenia na pokolenia na zasadzie „moja mama mówiła”. Czepek palono, ścierano na proszek i podawano dziecku z mlekiem matki. Wieszczem mogło też stać się dziecko, które na świat przyszło z dwoma ząbkami. Mówiono wówczas, że gdy umrze, jego ciało nie zesztywnieje, a zaraz po pochówku wstanie z grobu. Wieszczy mógł objawić się również w czasie pustej nocy. Tak nazywano ostatnią noc przed pogrzebem. Wówczas w domu zmarłego gromadzili się mieszkańcy całej wsi i przez całą noc, śpiewając żałobne pieśni, jedząc i popijając słodką kawę, żegnać sąsiada. Otwarta trumna stała w osobnym pomieszczeniu, cały czas ktoś tam wchodził i sprawdzał, czy zmarły się nie zmienia i nie daje oznak życia. Jeśli jego twarz stawała się czerwona, oznaczało to, że przeistacza się w wieszcza lub w łopiego. - Gdy byliśmy niegrzeczni, mama straszyła nas wieszczem albo łopim. Mówiła, że przyjdzie i nas zabierze - przypomina sobie wiekowa już pani Stefania, mieszkanka podby-towskiej wsi. - Gdy dorosłam, pytałam się o to wszystko, czy to prawda i czy rzeczywiście widziała te upiory. Mówiła, że nigdy osobiście, ale widać było, że wierzyła w ich istnienie. Dla łopiego i wieszczego śmierć była początkiem drugiego, przerażającego istnienia. Nie leżeli spokojnie w grobie. Najpierw zjadali ubrania, w których ich pochowano. Po czym wychodzili z grobu i wracali do domów. Wieszczy zabijał tylko swoich krewnych. Podczas snu wysysał im krew. Łopi był bardziej zachłanny. Po jego przejściu wymierały całe wsie. Pukał do okien, pytając, czy w domu wszyscy śpią. Jeśli ktoś się odezwał, natychmiast umierała cała rodzina. Był też bardzo pomysłowy. Potrafił wdrapać się na kościelny dzwon i uderzać w niego. Wtedy umierali wszyscy, którzy ten dźwięk usłyszeli. - Może to dziś trudno sobie wyobrazić, ale ludzie żyjący jeszcze kilkadziesiąt lat temu wierzyli w te upiory - przeko- nuje starsza kobieta. - Dlatego starali się, by nieboszczyk nigdy nie mógł wstać z grobu. Jak podają autorki „Bedek-era kaszubskiego”, takiego podejrzanego nieboszczyka w ostatnią drogę trzeba było odpowiednio przygotować. Wtykano mu między palce kartkę z książeczki do nabożeństwa, na której nie ma słowa „amen”. Do ust wciskano wapno, mieloną cegłę, monety, by miał co ssać i nie poczuł chęci wypicia krwi. Wysypywano na niego ziarnka maku lub kładziono sieć rybacką, by wieszczy miał co robić w trumnie przez cały rok. Bywało też tak, że pod pachy wkładano specjalne podpórki, które uniemożliwiały mu wstanie. - Do dziś w opowieściach ludzi w moim wieku żywa jest jeszcze jedna praktyka stosowana na niesfornego wieszcza - mówi cicho kobieta. - Dawniej mówiono, że czasem dopiero długo po pogrzebie okazywało się, że nieboszczyk stał się wieszczym lub łopim. Trzeba było się z nim rozprawić raz na zawsze, a to nie było łatwe i wymagało odwagi. Zbierało się wtedy kilku odważnych chłopów i w nocy szli na cmentarz. Rozkopywali grób, ucinali głowę łopatą i kładli zmarłemu między nogi, tak by nigdy nie wstał. Według różnych źródeł praktyki te stosowane były jeszcze w początku XX wieku. „Bedeker kaszubski” - jednotomowy słownik encyklopedyczny poświęcony Kaszubom, wydany w latach 1962-1978 w Gdańsku przez Wydawnictwo Morskie. ©® Twoje kolana są obolałe i opuchnięte z powodu urazu, ^ zapalenia lub nadwagi? □ Przykre dolegliwości pojawiają się przy najmniejszym ruchu? Jeśli te sytuacje dotyczą Ciebie - nie jestes' sam! Podobne objawy dotyczą aż 3,8 miliona Polaków! Wększość cierpiących przez słabe kolana nie sięga po właściwą pomoc. Ból kolan to nie wyrok - Ty też będziesz mógł poprawić ich stan szybko i skutecznie, bez wydawania fortuny. Knee Regeneration - to innowacyjna, magnetyczna opaska stabilizująco-regenerująca staw kolanowy, wykorzystująca najnowszą technologię uśmierzającą ból. Jest wygodna, niewidoczna pod spodniami i dopasowuje się do każdego kolana. Wystarczy, że założysz opaskę na kolano, a proces regeneracji może przebiegać automatycznie, bez żadnego wysiłku z Twojej strony. Cud techniki w obronie Twoich kolan Magnetyczna opaska Knee Regeneration jest wyposażona w 4 supernowoczesne po-laryzatory magnetyczne zmniejszające ból i wspomagające regenerację kolan. Została zaprojektowana tak, by jak najszybciej łagodzić ból oraz stymulować proces naprawy stawu kolanowego. Dzięki oddychającemu, miękkiemu materiałowi opaska nie powoduje obtarć czy odparzeń, a noga nie poci się. Możesz ją nosić podczas pracy, jazdy na rowerze czy zabawy z wnukami. Także podczas snu. Jeśli tęsknisz za życiem bez bólu... Po prostu nałóż darmową stabilizującą opaskę na kolano. Wbudowane magnesy automatycznie rozpoczynają emitować terapeutyczne fale przenikające kolano, a specjalna konstrukcja może wzmacniać i stabilizować staw kolanowy. Opaska jest tak wygodna, że możesz z niej korzystać nawet 24 godziny na dobę. Jeśli poczujesz ucisk, poluźnij lekko rzepy i dopasuj opaskę do kolana. Knee Regeneration pomaga osobom, u których ból kolan wynika z wieku, nadwagi, stanów zapalnych, kontuzji czy przetrenowania. Sprawdzi się jako stabilizacja kolan i ścięgien przy wysiłku - podczas uprawiania sportu, pracy w ogródku, długich wycieczek pieszych i rowerowych. Budowa opaski magnetycznej Włókna z mikrofibry. Oddychający materiał, który nie uczula i nie podrażnia skóry. Moc 2000 GS. Supernowoczesna siatka z polaryzatorami magnetycznymi. Jeden uniwersalny rozmiar. Dopasowuje się do każdego kolana. Specjalna konstrukcja może zmniejszyć nacisk na kości, wzmocnić ścięgna i więzadła. Jak to działa? Opaska stabilizuje staw kolanowy, ułatwiając jego pracę. Specjalna konstrukcja zmniejsza napięcie mięśni, odciążając słabe ścięgna i więzadła. Fale terapeutyczne mogą poprawiać mikrokrążenie.co z kolei' może powodować wzrost produkcji ilości oraz elastyczności mazi stawowej niezbędnej do wykonywania swobodnych ruchów. Cały proces może uśmierzyć ból, a także wzmocnić stawy i mięśnie, które stają się bardziej odporne na urazy. Lata pracy stojącej nie wpłynęły dobrze na moje kolana. Przez ból nie mogłam normalnie żyć. Stosowałam różne środki, które tylko na chwilę przynosiły ulgę. Zamówiłam to cudeńko za namową syna. Nareszcie mogę lepiej funkcjonować i bawić się z wnukami. Genowefa R. (751.), emerytowana nauczycielka z Pruszkowa Dlaczego warto zdecydować się już dziś? Nierozwiązane problemy z bólem kolan mogą prowadzić do poważnych konsekwencji. Po co cierpieć, gdy rozwiązanie jest w zasięgu ręki? Na dodatek możesz je otrzymać bez żadnych opłat! Nie męcz się z bólem! Opaska Knee Regeneration zdobyła popularność na całym świecie, m.in.: w Norwegii i Szwajcarii, a od niedawna jest również dostępna w Polsce, gdzie można ją dostać wyłącznie w sprzedaży telefonicznej. S.O.S. DLA TWOICH STAWÓW Nie czekaj na cud! Możesz poprawić swoją sprawność dzięki darmowej opasce Knee Regeneration. Pierwszym 100 osobom, które zadzwonią do 30 października 2022 r. przysługuje BEZPŁATNY EGZEMPLARZ PRODUKTU. Liczba opakowań limitowana! Nie zwlekaj i zamów już dziś! V 91 300 32 34 ■■ ■ Od poniedziałku do niedzieli: 8:00-20:00 (zwykłe połączenie lokalne bez dodatkowych opłat) 100% ; ‘Szczegóły oroz informacje dotyczące procedury zwrotów i reklamacji dostępne są pod adresem: www.grouptcm.com 20 • RECENZJE, FELIETON Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 KSIĄŻKI Mikołaj Kopernik. Nowe oblicze geniusza Piotr Łopuszański Wydawnictwo Fronda. Od wydawcy: „Mimo iż po wielkim astronomie zachowało się sporo dokumentów, w tym jego listy, Kopernik pozostaje wielką zagadką. Data urodzin podawana w encyklopedii nie jest prawdziwa. Ciągle nie wiemy, kim byli jego przodkowie? Niemieccy biografowie starają się stworzyć wrażenie, że astronom był Niemcem i praktycznie nie miał związków z Polską. Jakie tytuły osiągnął na uczelniach? Autor zweryfikował dostępne fakty, bazując na dokumentach, biografiach, znajomości epoki. Przedstawił ostateczne argumenty rozstrzygające wieloletni spór, czy Kopernik miał święcenia kapłańskie". (MARA) Hawking, Hawking. Geniusz i celebryta Charles Seife UfcNlUSZ I CfcLfcBHY ТА Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Od wydawcy: „Charles Seife pokazuje zupełnie nowy portret wielkiego fizyka. O tym, że zasłużył na miejsce w panteonie naukowych sław i wywarł wpływ na życie tak wielu ludzi, nie zdecydowały ani jego osiągnięcia - niezależnie od ich znaczenia - ani jego rozdzierająca serce historia życia. Hawkińg był nadzwyczajnym geniuszem, ponieważ chcieliśmy, żeby nim był. Podzieliśmy jego pragnienie. „Hawking, Hawking" to doskonałe demaskatorskie dzieło zrywające warstwy mitu otaczającego renomowanego fizyka, rzucające światło na prawdziwą naturę sławy i oszałamiający wpływ geniuszu. (MARA) Adela nie chce umierać Aga Antczak Wydawnictwo Lira. Od wydawcy: „Adela i Adolf to obozowi rozbitkowie, którzy budują swoją dziwną „miłość-niemi-łość" na bardzo kruchym fundamencie: nie wracać do przeszłości w Auschwitz. Adela nie wie, jakim chłopcem był jej mąż, on nie zna kobiety, która jest jego żoną. Dopiero pod koniec życia mają odwagę przywołać wspomnienia, poznać się na nowo i pokochać. Gdyby nie Auschwitz, gdyby nie maleńkie tatuaże na przedramionach, ich miłość byłaby po prostu niemożliwa". Mocna, napisana z niezwykłą wrażliwością historia o życiu i umieraniu, 0 najgłębszym ludzkim lęku, jakim jest śmierć. 1 o miłości. (MARA) Zniknięcie Pani Christie Marie Benedict Światłość i mrok Babukar szedł Małgorzata Niezabitowska przodem Giovanni Dozzini Wydawnictwo Znak Horyzont. Od wydawcy: „Znana pisarka Marie Benedict wprowadza nas w świat Agathy Christie, eksploruje przeszłość, wyobrażając sobie, dlaczego tak błyskotliwa kobieta znalazła się w centrum mrocznych historycznych tajemnic. Co jest prawdziwe, a co jest tajemnicą? Jaką rolę w zaginięciu odegrał jej niewierny mąż i czego nie powiedział śledczym? Powieści Christie przetrwały próbę czasu, w dużej mierze dzięki mistrzowskiemu opowiadaniu historii i błyskotliwości autorki. Benedict przedstawia nieopowie-dzianą historię Christie, oferując czytelnikom prawdopodobnie największą tajemnicę ze wszystkich". (MARA) -V *■ MAŁGORZATA NIEZABITOWSKA’' Światłości rńrok >■ ’ó- \ ■ en Wydawnictwo Znak. Od wydawcy: „Rok 1939. Kołki nieopodal Łucka. Ślub przed synagogą gromadzi całe szte-tel. Chana, siostra panny młodej, i Jan, przyjaciel nowożeńca, ujrzawszy się po raz pierwszy, niczym rażeni piorunem zakochują się w sobie i wywołują skandal, gdy na weselu - wbrew żelaznym zasadom - zatańczą razem. Chasydkę i ziemiańskiego syna dzieli wszystko, religia, wychowanie, obyczaje, a także prawo talmudyczne". To historia wielkiej miłości, pełna dramatycznych zwrotów, w której splatają się losy wielu postaci 0 wyrazistych charakterach. Klimat lat trzydziestych i obraz relacji między Żydami, Polakami 1 Ukraińcami. (MARA) Wydawnictwo Widnokrąg. Seria: Książki do zadań specjalnych. Od wydawcy: „48 godzin z życia czterech uchodźców ubiegających się o azyl we Włoszech. Za nimi jest droga przez połowę Afryki i Morze Śródziemne, długa i niebezpieczna. Teraz tkwią zawieszeni między nadzieją, że ich prośba 0 azyl zostanie przyjęta, 1 lękiem przed jej odrzuceniem... Babukar, Ousman, Yaya i Robert -dwóch z nich czeka na pierwszą rozprawę przed komisją, jeden odwołuje się do sądu cywilnego, bo jego wniosek nie został zaakceptowany, tylko Babukar uzyskał ochronę humanitarną. Może żyć bez strachu, dlatego zawsze idzie przodem". (MARA) BLIZNA ZOSTAJE. TRZEBA NAUCZYĆ SIĘ Z NIĄ ŻYĆ BABSKIE GADANIE Anna Czerny-Marecka Kiedy w internetową wyszukiwarkę wpisuję słowo „etapy”, na pierwszym miejscu wyskakuje mi fraza „etapy żałoby”. Można sobie przejrzeć fazy boleści, które mądre głowy zebrały na podstawie jakichś ludzkich smutnych doświadczeń. Co przemawia do mózgu, niekoniecznie jednak trafia do serca. Nie znam nikogo, włącznie ze mną, kto przeszedłby żałobę po bardzo bliskiej osobie według tych etapów. Zawsze gdzieś zejdzie się z drogi, gdzieś przystanie na dłużej, a w inne miejsce w ogóle nie zajrzy. Jeden po dłuższej lub krótszej podróży wyjedzie na autostradę, inny jednak utknie w ciemnym tunelu bez światełka na końcu. Co bowiem niemierzalne, w grupę zasad i miar się nijak nie chce pomieścić. Ból po wielkiej stracie. Czas leczy rany? Być może u niektórych ta kuracja kończy się sukcesem, ale często bywa, że rana, choć się nawet jakoś zagoi, pozostawia po sobie blizny. A z nimi to różnie bywa. Niektóre z czasem ładnie się wchłaniają w skórę, inne jednak na zawsze pozostają widoczne. Mogą też przepoczwarzyć się w bliznowce. Te na skórze przypominają narośl. Są wypukłe, zgrubiałe, mają kolor ciem-noróżowy, fioletowy lub czerwony. Te na sercu, na duszy, w głowie nie są tak widoczne gołym okiem, ale ich dolegliwość jest o wiele większa. Żeby blizna nie stała się bli-znowcem, trzeba o nią zadbać: masować, ogrzewać, smarować maścią. Na blizny w sercu pomóc mogą tylko inni ludzie. Owszem, muzyka, książki, filmy oferują ucieczkę w inny świat, ale zamykanie się w domu nie jest żadnym lekiem na ból po stracie. Chociaż człowiek zwykle chciałby wejść pod kołdrę i nigdy już nie wyjść z domu, to jest to droga do samozagłady, z której wyprowadzić nas mogą przyjaciele. Sami możemy nie dać rady. Pamiętam jak zły sen pewien telefon od znajomej Zbyszka z czasów, kiedy uczył w szkole. Owdowiałej wiele lat wcześniej. Zadzwoniła jakieś dwa miesiące po Jego odejściu. Najpierw złożyła standardowe kondolencje, po czym długo rozwodziła się nad tym, jaki mamy los mnie czeka. - Zobaczy pani, wszyscy się od pani odwrócą. Nikt nie zaprosi, nikt nie przyjdzie, nie zadzwoni. Widząc panią, będą przechodzić na dmgą stronę ulicy. Tak to jest, wdowa nikomu nie jest potrzebna - mówiła. Wysłuchałam do końca, chociaż miałam wielką ochotę zakończyć rozmowę już po minucie. Wysłuchałam, ale wiedziałam, że trzeba te jej czarne przepowiednie włożyć do szufladki z rzeczami do wyrzucenia. Nie dałam sobie zatmć ani serca, ani duszy, ani umysłu. Nie ugryzłam jabłka podarowanego mi przez Złą Królową. A moi przyjaciele nie zawiedli. Kochani, kiedy ktoś z waszych przyjaciół traci kogoś ukochanego nad życie, dzwońcie, chociażby odbierał dopiero za dziesiątym razem. Odwiedzajcie, zapraszajcie, choćby zamykał przed wami drzwi. Przytulajcie, dajcie się wygadać i wypłakać na waszym ramieniu. Albo posiedźcie przy nim w milczeniu. Nie udawajcie, że nic się nie stało. Praktyczni Amerykanie w okresie przygotowań do pogrzebu przynoszą wdowom i wdowcom zapiekanki. Można się z tego śmiać, ale to ma sens. Na życie składa się bowiem masa drobiazgów, które dla osoby w żałobie są szczytami nie do zdobycia. Może trzeba pomóc w pracach w ogródku, do których zabrakło nagle dwóch rąk? Albo zaproponować naprawę zamka w fńrtce, przeciekającej od lat spłuczki czy wspólną wyprawę do samochodowego mechanika? Wierzcie mi, każdy taki gest będzie przyjęty z wdzięcznością. Lekiem na brak człowieka może być inny człowiek. Choć nigdy Go nie zastąpi. Proszę o modlitwę za duszę Zbyszka. Niech zazna spokoju. ©® Dlaczego mnie zabiłaś? Andrzej Marek Grabowski Wydawnictwo Szelest. Od wydawcy: „Marcela ma sporo kłopotów, jednak niespodziewane zdarzenie sprawia, że wszystkie jej problemy w jednej chwili znikają, a młoda kobieta zaczyna uczestniczyć w śledztwie dotyczącym... jej własnej śmierci. Ta książka to nie tylko kryminał, to także opowieści niesamowite. Prawie wszystkie składające się na powieść historie wydarzyły się naprawdę, autor zbierał je przez wiele lat, słuchając zwierzeń osób, które w tych wydarzeniach uczestniczyły". - Jest kryminał, jest morderstwo, jest trup, jest policjant, jest duch... Zaraz, zaraz, co?! Tak, jest duch. Bo to nie do końca zwyczajny kryminał. Za to znakomity. I do tego bardzo zabawny - recenzuje znany pisarz kryminałów Wojciech Chmielarz. (MARA) Książki dla dzieci i młodzieży „Lola i ptaki" Wioletty Grzegorzewskiej i Joanny Rusinek (wydawnictwo Harper-kids) to zabawna historia o strachu na wróble - dla dzieci, które czytają samodzielnie. „Kompaktowe konstrukcje. Minecraft" Thomasa McBriena (Harper Collins Polska) to gratka dla fanów kultowej gry komputerowej. Dowiedzą się z niej, jak opracować, zbudować i modyfikować ponad 20 miniprojektów, począwszy od samolotu strażackiego, przez łódź podwodną, aż po ukryty bunkier i gry zręcznościowe. Dzięki szczegółowym instrukcjom i praktycznym radom świat Mine-craftu stanie otworem. (MARA) Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 REKLAMA • 21 REKLAMA 0010648020 Licz z „Moim licznikiem" i oszczędzaj W czasie kiedy ceny energii na całym świecie idą w górę wszyscy poszukują, jak najlepszych sposobów na oszczędzanie. Jeżeli mieszkasz w Polsce i jesteś klientem Energa-Operator, z dużym prawdopodobieństwem możesz w tej kwestii liczyć na aplikację „Mój licznik", która umożliwia szczegółowe monitorowanie zużycia prądu. W sieci Energa-Operator jest już zamontowanych blisko 1,9 miliona liczników zdalnego odczytu. Ich liczba stale rośnie. W najbliższych latach tego typu pomiarem objęci zostaną wszyscy odbiorcy, którym prąd dostarcza Energa-Operator. Inteligentne liczniki, pozwalające na uzyskiwanie bieżących danych pomiarowych są nieocenioną pomocą dla energetyków, m.in. w bilansowaniu systemu elektroenergetycznego opartego w coraz większym stopniu o odnawialne źródła energii. Mogą też być znaczącym wsparciem dla klientów poszukujących sposobów na oszczędności. Energa-Operator udostępnia dane pomiarowe, odbiorcom posiadającym tego typu urządzenia, za pomocą aplikacji „Mój licznik". Jeżeli jesteś jednym z tych, u których zamontowano już licznik zdalny, na pewno warto z niej skorzystać. DANE O ZUŻYCIU NA KAŻDĄ GODZINĘ Zastanawiasz się ile energii elektrycznej zużyłeś wczoraj o godzinie 16, podczas gotowania obiadu? Nie ma nic prostszego niż zalogowanie się do „Mojego licznika" i sprawdzenie. Przygotowana przez Energa-Operator aplikacja pozwala odbiorcy obserwować zużycie energii z dokładnością co do godziny, w przedziałach dziennym, tygodniowym, miesięcznym i rocznym, z podziałem na strefę 1 i 2 (dzienną i nocną). Po wybraniu odpowiedniego przedziału czasowego, np. roku, w łatwy sposób pozwala dowiedzieć się, w którym dniu zużycie było największe, a w którym najmniejsze. Udostępnia również informacje o całkowitym zużyciu energii dla wskazanego okresu, a także średnie zużycie w wybranym przedziale czasowym. Odbiorca może również zobaczyć, jak jego zużycie wygląda na tle podobnego gospodarstwa domowego. Dostępne w aplikacji dane, można pobrać do pliku arkusza kalkulacyjnego, aby poddać je jeszcze dokładniejszej analizie. ŁKznft Zużycie Wytwórca Moje konto Liczni* Domowy (G12) Oa»r. Tytoeń (3S3I ...Rc*. Mtewc 2022 - Paździem» Jj) 2822 - WbnM Wykres zużycia 'energi ¿j & ? Pobrana a* - a a :------------1 Symulacja taryfy Wybierz taryfę v Miesięczny wykres zużycia energii elektrycznej Rządowa tarcza energetyczna - sprawdź czy powinieneś złożyć oświadczenie • odbiorcy uprawnieni do limitu zużycia energii elektrycznej wynoszącego maksymalnie 2000 kWh rocznie nabywają uprawnienie z mocy Ustawy, więc nie ma konieczności składania dodatkowych oświadczeń; • odbiorcy uprawnieni do wyższych limitów zużycia energii elektrycznej, wynoszących 2600 kWh lub 3000 kWh rocznie, powinni złożyć niezwłocznie, jednak nie później niż do dnia 30 czerwca 2023 roku do OSD (Energa-Operator) pisemne oświadczenie. Więcej na stronie Energa-Operator: https://energa-operator.pl/aktualnosci/773045/rzadowa-tar- cza-energetyczna COŚ TEŻ DLA PROSUMENTA Podobne funkcjonalności Mojego Licznika dostępne są również dla prosumentów np. z przydomowych mikroinstalacji, którzy mogą sprawdzić ile energii wprowadzili do sieci, w wybranych okresach. Portal pozwala na porównanie ilości wygenerowanej energii, z tą jaka wyprowadzona została do sieci, po podaniu odpowiednich danych przez prosumenta. Trwają prace nad nowymi funkcjonalnościami - w ramach których udostępniony zostanie m.in. bilans, w łatwy sposób pozwalający na porównanie tego, ile energii zostało wprowadzonej, a ile pobranej z sieci. TARYFA DOBRANA NA WYMIAR Finanse to jeden z tych obszarów, w których decyzje lepiej sprawdzić za pomocą symulacji. „Mój licznik", po wpisaniu cen za kWh wybranego przez nas sprzedawcy energii elektrycznej, pozwala przeprowadzić analizę jej kosztów, dla określonego przedziału czasowego, we wskazanej taryfie. Dzięki temu nie musimy zastanawiać się, która taryfa, przy naszym sposobie korzystania z prądu, pozwoliłaby nam zaoszczędzić, a która wręcz przeciwnie. Korzystając z aplikacji warto jednak przemyśleć, jak moglibyśmy zmienić nasze nawyki, tak aby płacić mniej. Energia elektryczna może być tańsza w określonych godzinach nie bez powodu - poza godzinami szczytu łatwiej jest operatorowi Krajowego Systemu Elektroenergetycznego uzyskać odpowiednią rezerwę mocy i zapewnić stabilną pracę sieci. Zmiana sposobu korzystania z prądu, połączona z wyborem właściwej taryfy, może być zatem korzystna nie tylko dla naszego portfela, ale i bezpieczeństwa energetycznego Polski. . LłC2r#k Zużycie Wytwórca Moje konto Licznik Domowy ¡612} tydzień MW««* 2022 - Październik ■ +-■* 2022 Wrzesień H Wykres zużycia energii lźj i Alarm wyłączony »♦ t .lii at śil ¿ii 8 307kWh Twohi »«dna 51 539kWh 56.519kWh 203MO-O? 00.00-00 Zużyć* oiirtmaifie 19.489KWh Zużycie w strefach % Sorf* 1 * Całkowite zużycie caKowey 927.703kWh Blisko 100 tysięcy użytkowników Z „Mojego Licznika" korzysta już blisko 1Q0 tysięcy użytkowników. Logują się oni do aplikacji łącznie, średnio ponad 700 tysięcy razy w miesiącu. W ciągu ostatniego roku znacząco wzrosło zainteresowanie apli-kacją - liczba kont zwiększyła się o ponad 40 tysięcy. Jeżeli posiadasz zdalny licznik, to także możesz z niej korzystać. Aplikacja dostępna jest pod adresem: https://energa-operator.pl/infrastruktura/iiczniki-zdalnego- -odczytu/ami Działa zarówno na komputerach, jak i smartfonach. Jej funkcjonalności można przetestować także za pomocą konta demonstracyjnego. Licznik Zużycie wytwórca Moje komo Licznik 'Domowy (Gi2i M*$>4ć 2022 - Październik £jjj| *+ 2022 - Wrreeień ^j| Wykres zużycia energii dj i ■ ! ...... . Pobf.naA- - t | | SiWfflił (Sn W/ty •HI 13427261 566kWh iSsiaJiSEiaPzii Alarm wyłączony y Zużycie mksymalłie jjjJ 56 519kWh 2022-10-01 00 #0 00 liii Zużyce n**n0Ni 19 489kWh 2022-10 18 00 00 90 Zużycie w strefach Jf Całkowite zużycie energii we gę wskazanym Ca*o*«y 927.703kWh Symulacja taryfy 012 v t«-- .: 13M* Symulacja miesięcznych kosztów energii dla taryfy G12 (dwustrefowa) nad przyjęty w ustawie limit. Przy założeniu rozsądnego korzystania z energii elektrycznej nasz zsumowany rachunek za rok 2023 nie powinien więc, w przypadku gospodarstw domowych, znacząco odbiegać od tego z roku poprzedniego. licznik Zażycie Wytwórca Moje konto Licznik Domowy (612) Symulacja taryfy G11 v Pjńa, i.osd 131»WHam.-ipt [ow ] Słreia 1612,28 SynwL. Symulacja miesięcznych kosztów energii dla taryfy G11 (jednostrefowa) DOPEŁNIJ FORMALNOŚCI I PILNUJ LIMITÓW Zgodnie z ustawą o szczególnych rozwiązaniach służących ochronie odbiorców energii elektrycznej, cena energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, w celu ochrony konsumentów, będzie w przyszłym roku zamrożona do określonego limitu zużycia. Standardowo limit wyniesie 200(TkWh na gospodarstwo domowe w skali roku. Dla szczególnych grup odbiorców przewidziano jednak większe limity - np. dla dużych rodzin posiadających Kartę Dużej Rodziny wyniesie on 3000 kWh. Dobrze więc zorientować się, w jakiej grupie jesteśmy i dopełnić niezbędnych formalności, jeżeli jest to konieczne. Przyjęte progi odzwierciedlają w przybliżeniu średni pobór energii, w okresie rocznym, dla danej kategorii odbiorców. Pilnowanie poziomu zużycia prądu z pewnością ułatwi aplikacja „Mój Licznik" wyposażona również w funkcję alarmu, który można ustawić dla wybranej ilości pobranej energii dla każdego z dostępnych przedziałów czasowych. Warto pamiętać, że wyższą cenę za prąd zapłacimy dopiero za każdą kWh po- 3 2.9 40 M 80 IM* Symulacja taryfy Wybierz taryfę v Cafcowffe ruźyde energii we BR wskazany m okresie 19.489kWh Dzienny wykres zużycia energii elektrycznej z alarmem zużycia ustawionym na 2400 kWh W dobrym kontakcie z ENERGA-OPERATOR www.energa~operator.pl 22 • POLITYKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 Odpowiedzialność za słowa w debacie publicznej. „„Spór polityczny nie może prowokować do agresji” Efekt ataku na małopolskie biuro PiS, do którego doszło w sierpniu Maciej Janiak Polska -Nie deprecjonujmy tego, bo w ten sposób hodujemy drugiego Ryszarda Cybę-apeluje .^rzecznik PiS Radosław Fogiel odnosząc siędo próby wtargnięcia do siedziby PiS przez agresywnego mężczyznę. Z kolei rzecznik rządu Piotr Müller zwraca się do lidera PO Donalda Tuska, aby brał odpowiedzialność za słowa, bo nie-( którzy biorą je dosłownie. Nienawiść, lat 20 - Wołaj Kaczyńskiego, bo cię zabiję - groził 20-latek, który próbował wtargnąć do głównej siedziby partii przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Mężczyzna kopnął w drzwi biura PiS i zaatakował ochroniarza. - Jak pan nie otworzy drzwi, ' to wybiję je i pana zabiję - mówił agresor do ochroniarza. -Wołaj Kaczyńskiego. (...) a ty zaraz będziesz martwy. Wołaj Kaczyńskiego. Na miejscu musiała interweniować policja, którą wezwali pracownicy ochrony. Mężczyzna został zatrzymany i przewieziony do komendy. Do incydentu odnieśli się rzecznik PiS Radosław Fogiel i rzecznik rządu Piotr Muller. Jak podkreślił Fogiel, „mieliśmy do czynienia z sytuacją, która potencjalnie mogła być groźna”. - Młody człowiek próbował siłą sforsować drzwi do biura Prawa i Sprawiedliwości. Później, kiedy nie posłuchał wezwań ochroniarza, doszło do konieczności obezwładnienia go. Padały z jego strony groźby - groźby pozbawienia życia, groźby karalne. Policja prowadzi swoje czynności - relacjonował. - Należy ubolewać nad tym, że taka sytuacja miała miejsce kilka dni po rocznicy śmierci świętej pamięci Marka Rosiaka, pracownika Prawa i Sprawiedliwości, zamordowanego w Łodzi. Morderca mówił wówczas, że zasadzał się na Jarosława Kaczyńskiego, ale zniechęciła go ochrona prezesa Kaczyńskiego - przypominał Fogiel. -Od wczoraj (wtorek - przyp. red.) widzę bardzo niedobre działania ze strony części komentujących, ze strony części klasy politycznej, próbujące de-precjonować to wydarzenie. W ten sposób hodujemy drugiego Cybę - ocenił. - Musimy podchodzić do takich spraw bardzo, bardzo poważnie. Wiceszef MON Marcin Ociepa stwierdził W TVP l, że sprawę próby wtargnięcia do siedziby na ul. Nowogrodzkiej należy traktować „śmiertelnie poważnie”. Dodał, że spór polityczny nie może prowokować do agresji. Osiem strzałów, pięć śmiertelnych Przypomnijmy, że Ryszard Cyba został skazany na dożywocie za zabójstwo Marka Rosiaka. Mężczyzna 19 października 2010 r. wtargnął z bronią w ręku do łódzkiej siedziby PiS. Ośmiokrotnie strzelił do znajdujących się w jednym z pokoi dwóch pracowników biura. Rosiak został trafiony pięciokrot- nie. Zginął na miejscu. Później sprawca zaatakował Pawła Kowalskiego paralizatorem, powalił na ziemię i kilkakrotnie ranił go nożem. Kowalski przeżył cudem. Napastnika z bronią obezwładnił strażnik miejski. Według świadków tragedii Cyba krzyczał, iż chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego i „powystrzelać pisowców”. Teraz rzecznik rządu zwrócił się do lidera Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska: - Jeżeli pan Donald Tusk twierdzi, mówi o tym, że będą siłą wyprowadzać ludzi z instytucji publicznych, to jest realizowanie właśnie tego scenariusza. Apeluję do przewodniczącego Donalda Tuska, aby zakończył operowanie tego typu językiem, bo są ludzie, którzy są niezrównoważeni, którzy tego typu słowa odbierają bardzo dosłownie. - Panie przewodniczący Tusk, proszę wziąć odpowiedzialność za te słowa, które pan wygłasza, ponieważ są ludzie, którzy niestety mogą wziąć te słowa do siebie - apelował Muller i podkreślał, że w języku de- baty publicznej ważne jest to, aby chłodzić emocje, a nie, żeby je na nowo rozpalać. Apelował także, aby bić się na argumenty. „Co następne? Nóż?" To nie pierwszy przypadek próby wtargnięcia do siedziby partii rządzącej. W nocy z 21 na 22 sierpnia 2021 roku zamaskowana osoba dostała się do kamienicy przy ul. Retoryka i zniszczyła wejście do małopolskiego biura PiS w Krakowie. Z nagrań monitoringu wynika, że sprawca dostał się do kamienicy, w której pomieszczenie wynajmuje partia. Najpierw zabrudził, a następnie młotkiem uszkodził drzwi. - To wyglądało tak, jakby ktoś z nienawiści, wściekłości rzucił się na te drzwi - opisywał to zdarzenie Michał Drewnidd, wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa z PiS. W mediach społecznościowych napisał m.in.: „Akcja wygląda na zaplanowaną. Do tego prowadzi szczucie totalnej opozyq'i, jesteście z siebie dumni? Co będzie następne? Nóż?”. PAP, I.PL AUTOPROMOCJA 0010649018 Raz Dwa Trzy wraca do swoich mistrzów. Wyjątkowy wieczór z utworami Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego Joanna Krężelewska Koszalin 0 bilety na to wydarzenie warto zadbać wcześniej. 1 grudnia o godz. 20 w Filharmonii Koszalińskiej przy uL Piastowskiej 2 rozpocznie się wyjątkowy koncert zespołu Raz Dwa Trzy „Człowiek czasami serce otworzy" z piosenkami Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego. Przez ostatni rok zespół Raz -Dwa Trzy odwiedzał polskie miasta, by świętować 30-lecie swojej działalności. W tym roku zaprasza na serię niesamowitych koncertów z piosenkami Osieckiej i Młynarskiego. Bilety w cenie od 119 zł można kupować w kasie Filharmonii, biurze ogłoszeń Głosu Koszalińskiego przy ul. A. Mickiewicza 24 i na stronie kupbilecik.pl - Mógłbym śpiewać o miłości, ale po co skoro większość robi to z lepszym, czy gorszym skutkiem. Piszę i śpiewam o swoich wątpliwościach na temat różnych pewności, których nabrałem do tej pory - mówi Adam Nowak, lider zespołu Raz Dwa Trzy. W grudniu w Ko- Koncert odbędzie się 1 grudnia o godz. 20 w Filharmonii Koszalińskiej przy ul. Piastowskiej 2 szalinie usłyszymy jego interpretacje ponadczasowych utworów wielkich postaci polskiej sceny muzycznej. Agnieszka Osiecka i Wojciech Młynarski mieli wyjątkową umiejętność obserwacji ludzkiej potrzeby bycia kochanym. Koncert złożony z piosenek ich autorstwa nie ma służyć porównaniu ich talentów. To muzyczne zestawienie odmiennego podejścia do uczuciowych usiłowań podejmowanych przez poszczególne bohaterki i bohaterów małych muzycznych i poetyckich dzieł sztuki. Postaci z piosenek potrafią zapaść na „chorobę” miłości tak samo szybko, jak mozolnie i z trudem się odkochi-wać. Opisać ulotną wymianę spojrzeń, albo spór między zimnym intelektem, a nagłym porywem serca. Czy to w ogóle możliwe? Agnieszka Osiecka i Wojciech Młynarski prawdopodobnie przypuszczali, że nie. Ale jako twórcy niemogący i nieumiejący uwolnić się od wrodzonych talentów wiedzieli, że usiłować trzeba. Opo- wieść pozornie stara jak świat. „Człowiek czasami serce otworzy...” i dozgonna miłość, albo pasmo uczuciowych nieszczęść gotowe. Albo jedno i drugie. Zespół Raz Dwa Trzy prostotą i szczerością trafia do każdego. Ich utwory mają niesamowitą zdolność pobudzania do rozmowy, otwierają umysł i rozwiązują język. Niewiele zespołów w Polsce może pochwalić się tak bogatą historią wspólnego grania. Razem przeszli długą drogę przez wiele nurtów i stylistyk. Stale imponują wrażliwością, spostrzegawczością i dystansem. Przez ponad trzydzieści lat grupa Raz Dwa Trzy wydała ll albumów i wiele piosenek, które z czasem urosły do rangi prawdziwych hitów. Płyty „Czy te oczy mogą kłamać” oraz „Młynarski” stanowią podsumowanie muzycznych inspiracji, jakimi zespół kierował się przez lata. Bogactwo instrumentów, technicznie doskonałe aranżacje, pełna pasja tworzenia i grania to znaki firmowe zespołu. Z kolei teksty Osieckiej i Młynarskiego są kunsztownie skonstruowanymi opowieściami z głębokim przesłaniem. Bilety, termin Koncert odbędzie się l grudnia 2022 r. o godz. 20.00 w Filharmonii Koszalińskiej. Bilety do nabycia w kasach filharmonii, ul. Piastowska 2, tel. 94 342 62 20, biurze ogłoszeń Głosu Koszalińskiego, ul. A. Mickiewicza 24,94 347 3512 oraz na www.kupbilecik.pl Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 SPORT • PIŁKA NOŻNA. SPORO WIELKICH KLUBÓW NIE RADZI SOBIE W FAZIE GRUPOWEJ LIGI MISTRZÓW \ Miał być awans, są problemy To już drugi rok z rzędu, kiedy Barca „spada" do Ligi Europy. I kolejny przegrany z kretesem mecz z Bayernem Monachium Jakub Maj redakcja@polskapress.pl W obecnej kampanii Ligi Mistrzów nie zabrakło mniejszych klubów, które stały się sensacją rozgrywek. Mowa tutaj np. o Club Brugge, które jest liderem grupy B. W przypadku wielu renomowanych drużyn faza pucharowa jest nieosiągalna. Inne zespoły walczą o to, żeby sięnie skompromitować. Sevilla Spadek do Ligi Europy może być paradoksalnie najlepszym co spotkało Hiszpanów w tym sezonie. Mówi się, że te europejskie rozgrywki są pisane Sevilli. W XXI wieku „Los Nervionen-ses” triumfowali w tym turnieju aż sześć razy! Teraz będą mieli swoją kolejną szansę. Tottenham Sytuacja angielskiego zespołu jak na razie jest komfortowa. Tottenham zajmuje l. miejsce w grupie i ma jeden punkt przewagi nad Sportingiem. Różnice punktowe między klubami w grupie B są tak małe, że każda ekipa ma szanse na awans. Wszystko rozstrzygnie się w ostatniej kolejce, dlatego „Koguty” mogą nawet nie zagrać z Lidze Europy. Ajax Ajax, czyli półfinalista Ligi Mistrzów w sezonie 2018/19, praw-dopodobniespadniewtymroku do Ligi Europy. Ekipa z Amsterdamu nie była faworytem w gm-pie z Napoli oraz Liverpoolem, ale kibice oczekiwali, że ich klub będzie w stanie walczyć jak równy z równym. Ajax stracił bardzo dużo kluczowych piłkarzy podczas letniego okienka transferowego. Z Amsterdamu odeszli: Ryan Gravenberch, Noussair Ma-zraoui, Antony czy Lisandro Martínez. Atlético Madryt Współpraca na linii Atlético Madryt - Diego Simeone zaczyna się wypalać. Hiszpański zespół z roku na rok coraz bardziej rozczarowuje. Potwierdzeniem słabej formy będzie brak awansu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Obecnie Atlético jest na trzecim miejscu, ale to nie oznacza, że spadnie do Ligi Eu- ropy. Przed klubem z Madrytu jeszcze jeden mecz - o awans będą walczyć „Los Colchoneros” oraz Bayer Leverkusen. Spotkanie z Aptekarzami było kluczowe. Podopieczni Diego Simeone musieli wygrać, abynadalli- czyć się w walce o awans. W 99. minucie karnego nie wykorzystał Yannick Carrasco. Juventus Ekipa Arkadiusza Milika oraz Wojciecha Szczęsnego zawiodła na całej linii. „Spadek” do Ligi Europy nie jest jeszcze przesądzony. W ostatniej kolejce Juventus zmierzy się z PSG, dlatego szanse na wygraną są małe. Jeśli Maccabi zremisuje z Benfic^, przeskoczy „Starą Damę” w tabeli. To byłaby całkowita klęska Massimiliano Allegriego. W meczu 5. kolejki Juventus uległ Benfice 4:3. W 77- minucie bramkę zdobył Arkadiusz Milik, ale trafienie Polaka nie przełożyło się nawet na jeden punkt. -AA FC Barcelona Duma Katalonii jest jednym z największych rozczarowań obecnej edycji Ligi Mistrzów. Po uruchomieniu wielu dźwigni finansowych oraz kupieniu kilku zawodników za duże pieniądze Barcelona jest nadal w tym samym miejscu, w którym była rok temu. To już drugi rok z rzędu, kiedy Barca „spada” do Ligi EiP> ropy. Barca po raz kolejny zawiodła. Pomimo tego, że między słupkami Bayemu stał rezerwowy bramkarz - Sven Ulreich -Duma Katalonii nie oddała ani jednego celnego strzału. Ostatnie dni, by wyprzedzić piłkarzy Pogoni Maurycy Brzykcy sport@gs24.pl Trwa październikowy etap rankingu „Piłkarskie Orły”. Razem z PZPN monitorujemy rozgrywki od Ekstraklasy do trzeciej ligi włącznie. Polska Press prowadzi ranking „Piłkarskie Orły” wspólnie z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, który nabieżąco podlicza klasyfikację, Ministerstwem Sportu i Turystyki oraz Muzeum Sportu i Turystyki. Jego celem jest wyłonienie najlepszych strzelców i strzelczyń w krajowej piłce. Aby rywalizacja była w pełni miarodajna bramki na poszczególnych poziomachligowychoraz w rozgrywkach pucharowych mnożone są przez odpowiedni współczynnik, który przeliczany jest punkty. TOP PAŹDZIERNIKA STRZELCY POMORZA ZACHODNIEGO *a*an na 37JOJO, gods. OfcOO Kamil Grosieki Cl) Vahan Bichakhchyan 4 Pogoń Szczecin Ekstraklasa 7 ' (3 ) Luka Zahovié 3 Pogoń Szczecin Ekstraklasa 6 <4 ) Michał Kucharczyk 2 Pogoń Szczecin Ekstraklasa 4 w Adrian Kwiatkowski 3 Błękitni Stargard III 3 Ö Mariusz Fornalczyk 2 Pogoń Szczecin Ekstraklasa 3 Dawid Campa 2 Kotwica Kołobrzeg II 3 ii/ Jakub Bartkowski 1 Pogoń Szczecin Ekstraklasa 2 Raczej wątpliwe, by w październiku wygrał ktoś inny, niż gracz Pogoni Szczecin W sierpniu najlepszymi strzelcami w naszym regionie byli zawodnicy Kotwicy Kołobrzeg, Grzegorz Goncerz oraz Paweł Łysiak. Obaj odebrali już swoje nagrody w rankingu „Piłkarskie Orły”. Z kolei we wrześniu triumfował w naszym rankingu Szymon Kapelusz. Napastnik Świtu Szczecin w tym miesiącu strzelił dla swojej ekipy aż pięć bramek. Także atakujący Świtu swoją nagrodę ma już na domowych półkach. Wszystko wskazuje na to, że w październiku nagrodę dla najlepszego Strzelca w naszym województwie otrzyma ktoś z Pogoni Szczecin. Naprowadzeniu jest aż czterech piłkarzy tego klubu. W październiku, wciąż na szczycie klasyfikacji, jest Kamil Grosicki. Pomocnik to czołowy asystent w zespole, jak również jeden z najlepszych strzelców w tym sezonie. „Grosik” w tym sezonie w październiku zdobył cztery bramki, dwie w spotkaniach ligowych i dwie w serii rzutów karnych z Rekordem Bielsko-Biała w Fortuna Puch?* rze Polski. Łącznie skrzydłowy w tym sezonie ma na koncie już pięć trafień. Na drugim miejscu w rankingu jest Wahań Biczach-czjan. Ormianin strzela także w trzecioligowych rezerwach. Wysoko wranldngu się LukaZa-hovic. Słoweniec jest najlepszym strzelcem Pogoni w tym sezonie i popisał się hat-tric-kiem w meczu pucharowym z Rekordem. r Tuż za piłkarzami jest gracz Błękitnych Stargard. Adrian Kwiatkowski. W weekend ostatnia szansa do poprawienia swojego dorobku w październiku. Pogojj gra w piątek, Błękitni swój mecz mają w sobotę. 24 • SPORT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 /, / Czarni powalczą o dwa punkty w stolicy Michał Piątkowski michal.piatkowski@polskapres5.pl KOSZYKÓWKA. Grupa Sierlec-cy Czarni Słupsk o czwartą wygraną w sezonie w Ener-ga Basket Lidze powalczą z warszawską Legią. Czarni od początku sezonu grają w kratkę. Dobre momenty w swojej grze przeplatają z przestojami i czasem dziwnymi decyzjami podejmowanymi na parkiecie. Dobrym przykładem na to było ostatnie spotkanie ze Śląskiem Wrocław. Czarni od początku grali mało agresywnie, w prosty sposób tracili piłki i dali odskoczyć rywalowi na bezpieczną przewagę. Po przerwie zobaczyliśmy już zespół waleczny, dobrze broniący, któremu do zwycięstwa zabrakło jednego celnego rzutu. Dużym problemem Mantasa Cesnausksia jest bardzo słaba forma rozgrywającego - Diante Watkinsa, który obecnie kompletnie nie sprawdza się w prowadzeniu gry zespołu. Swoje problemy ma także Legia. Przed sezonem wyda- Po domowej porażce z broniący tytułu Śląskiem, Czarni liczą na trzecie z rzędu wyjazdowe zwycięstwo wało się, że koszykarze Wojciecha Kamińskiego w tak mocnym składzie personalnym od początku zdominują ligowe rozgrywki. Legia jednak do tej pory przegrała aż trzy z pięciu rozegranych meczów, a jej styl mówiąc delikatnie nie zachwyca. Dla obydwu drużyn to będzie bardzo ważne spotkanie. Dodatkowo dla słupszczan to pierwszy mecz z czterech wyjazdowych pojedynków z rzędu. Początek meczu w niedzielę o godzinie 19 30. Transmisja na platformie internetowej EMOCJE ,TV. Uczcili pamięć Józefa Lisieckiego Podium kategorii 56-69 lat i goście imprezy Jacek Wójcik jacek.wojcik@gk24.pl TENIS STOŁOWY. Przez pięć godzin sala w Szkole Podstawowej im. Strażaków Polskich w Nowej Wsi Lęborskiej tętniła pingpongowym żydem. To właśnie w tym szkolnym obiekcie odbyła się rywalizacja w ramach XV Otwartego Turnieju Tenisa Stołowego im. Józefa Lisieckiego, działacza samorządowego i sportowego, twórcy pingpongowych sukcesów Tęczy Nowa Wieś Lęborska. Tradycyjnie już gośćmi honorowymi byli między innymi: najbliższa rodzina śp. Józefa Lisieckiego - żona Maryla, córka Beata oraz bracia Janusz i Zygmunt. Grało 26 pingpongistów i pingpongistek z województwa pomorskiego. Rozegrano wiele zaciętych gier. Mężczyźni grali w trzech kategoriach wiekowych. W grupie 18 - 55 lat wygrał Grzegorz Ko-ściuk (Lębork). Drugi był także lęborczanin Krzysztof Kałużny. Trzecia lokata przypadła Tomaszowi Siudkowi (Reda). W stawce 56 - 69 lat lat dominował gracz z Barcina, a był nim Jan Wiesław Pawlicki. Drugie miejsce zajął Marek Rybaczek (Lębork). Na trzecim miejscu uplasował się Janusz Szymankiewicz (Nowa Wieś Lęborska). W grupie 70 lat i więcej triumfował Leszek Jodaniewski (Człuchów). Drugą lokatę wywalczył Stanisław Prokopczuk (Lębork). Na trzeciej pozycji zawody ukończył Czesław Bogusz (Słupsk), który był najstarszym zawodnikiem (87 lat). W rywalizacji kobiet open rywalizacja przebiegała pod dyktando faworytki. Po wszystkich pojedynkach przy stole najwięcej radości miała Małgorzata Fi-dala (Lębork), która wywalczyła pierwszą lokatę. Druga była Maria Rybarczyk (Obli-wice). Na trzeciej pozycji uplasowała się Paulina Freitag (Lębork). Nad prawidłowym prze- biegiem turnieju czuwał Andrzej Czubaty, który pełnił rolę sędziego głównego. Nad sprawnym przebiegiem turnieju czuwali Edward Nagórski i Krzysztof Pruszak. Dla wszystkich uczestników Ochotnicza Straż Pożarna z Pogorszewa przygotowała grochówkę. Dla najlepszych zawodników i zawodniczek gmina Nowa Wieś Lęborska ufundowała puchary, dyplomy i bony 0 wartości 250 zł, 200 zł i 150 zł. Organizatorzy tegorocznych zawodów: gmina Nowa Wieś Lęborska, Gminny Ośrodek Kultury w Nowej Wsi Lęborskiej, Szkoła Podstawowa im. Strażaków w Nowej Wsi Lęborskiej, GKS Tęcza Nowa Wieś Lęborska 1 firma Gasport z Gdańska. 0010653312 Filharmonia Koszalińska 1.12.2022 r. godz. 20.00 Bilety do nabycia w: kasie Filharmonii, ul. Piastowska 2, tel. 94 342 62 20 | biurze ogłoszeń Głosu Koszalińskiego, ul. A. Mickiewicza 24, tel. 94 347 35 12 | www.kupbilecik.pl Głos Koszaliński naszemiasto* FOT. GETTY IMAGES WSPOMNIENIA Nie ma już ich wśród nas... Wspominamy ludzi, którzy odeszli w minionym roku. str. 6 ŚWIAT Ko odpowiada za atak terrorystyczny na Dubrovce? Dramat setek zakładników str. 7 TDHTMIMBn Czas zadumy. Jak oswoić lęk przed śmiercią str. 4-5 PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 Dorota Kania, redaktor naczelny Polska Press AFERA TAŚMOWA. SCENARIUSZ PISANY OBCYM ALFABETEM ? W związku z nowymi informacjami w spawie afery taśmowej warto zadać pytania: kto pisze scenariusz, w którym Prawo i Sprawiedliwość ma być partią prorosyjską? Dlaczego politycy PO oraz ich medialni akolici i ludzie ze służb chcą wmówicPolakom, że PiS, który otwarcie krytykuje Moskwę i wpiera Ukrainę w jej walce z rosyjskim najeźdźcą, jest prorosyjską partią, a w rządzie są agenci Kremla? Dlaczego, mimo stwierdzenia przez speckomisję w 2014 roku - czyli za rządów PO-PSL, że obce służby nie miały związku z aferą taśmową, nadal jest prowadzona narracja, że za podsłuchanymi rozmowami polityków, biznesmenów i urzędników stoi Rosja? Jedną z odpowiedzi może być realizowanie rozplanowanego w czasie scenariusza, który ma doprowadzić do upadku rządów Zjednoczonej Prawicy. Tyle tylko że jego autorzy nie przewidzieli, że nastąpią wydarzenia, które go wywrócą. Przykładem tego są ujawnione w minionym tygodniu protokoły zeznań Marcina W., wspólnika Marka Falenty, które całkowicie zdemolowały narrację o rzekomym wpływie Rosji na wybory w Polsce w 2015 roku. Odtajnienie tych dokumentów przez Prokuraturę Krajową było odpowiedzią na wybiórcze informaqe z akt śledztwa, które opublikował Grzegorz Rzeczkowski w tygodniku „Newsweek”: Marcin W. miał zeznać, że Falenta sprzedał nagrania rosyjskim służbom zanim zostały one ujawnione przez media, a następnie przejęte przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz że „możemy mieć do czynienia z potężną aferą szpiegowską”. Warto zauważyć, że nie jest to pierwsza publikacja Grzegorza Rzeczkowskiego na temat „sprzedaży” rosyjskim służbom nagrań przez Falentę. W 2018 roku w tygodniku „Polityka” pisał o powiązaniach Marka Falenty z Rosjanami: w czasie, gdy nagrywano polskich polityków, biznesmen prowadził interesy za wschodnią granicą, a rok później Rzeczkowski wydał książkę pt. „Obcym alfabetem. Jak ludzie Kremla i PiS zagrali podsłuchami”. Przekonywał w niej, że politycy PiS i prawicowi dziennikarze są powiązani z Kremlem. Grzegorz Rzeczkowski już nie pracuje w „Polityce” - odszedł z tygodnika w nie do końca jasnych okolicznościach - jak sam napisał - nie z własnej woli. Kierownictwo tygodnika nie podało powodu rozwiązania umowy, media sugerowały, że może mieć to związek z procesami karnymi i cywilnymi o zniesławienie. Rzeczkowski trafił do „Newsweeka”, na łamach którego opublikował dwa tygodnie temu tekst dotyczący zeznań Marcina W. Dwa dni po publikacji nastąpiła całkowita kompromitacja tekstu Rzeczkowskiego, do czego przyczyniły się odtajnione zeznania Marcina W., w których mówił m.in. o łapówce wręczonej Michałowi Tuskowi, synowi byłego premiera. Mimo to publikacji „Newsweeka” usiłują bronić skompromitowani zwolennicy „wolnej prokuratury” i „wolnych sądów” między innymi mec. Roman Giertych, jego obrońca mec. Jacek Dubois czy prok. Ewa Wrzosek. Co ciekawe, Roman Giertych był pełnomocnikiem Radosław Sikorskiego i Jana Vincenta Ro-stowsłdego w sprawie dotyczącej ujawnienia ich nagrań afery taśmowej. Zresztą nazwisko Giertycha pojawia się podczas tych rozmów, o czym informował portal TVP Info. Mecenas miał -według relacji jego klienta, Radosława Sikorskiego - wymyślić specjalną „formułę” dla Sławomira Nowaka na oszustwo przy oświadczeniu majątkowym. Na opublikowanych przez TVP Info nagraniach słychać, jak metodą Giertycha - „bezczelną, ale skuteczną” zachwyca się Radosław Sikorski oraz ówczesny prezes Orlenu Jacek Krawiec. Dziś Roman Giertych w swoich wpisach w mediach społecznośdowych w mało logiczny sposób przekonuje, że z aferą taśmową mieli związek Rosjanie; podobnie zresztą jak prok. Ewa Wrzosek, która na łamach Newsweeka i w TVN (wspólnie z mecenasem Dubois, pełnomocnikiem Romana Giertycha) usiłowała bezskutecznie bronić tez zawartych w tekście Rzeczkowskiego. Nie mając pojęcia o działaniach prokuratury, atakowała śledczych i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, podobnie zresztą jak robi to w swoich wpisach Roman Giertych. Ta bezsensowna narracja będzie utrzymywana - nie o prawdę przecież chodzi, ale o władzę. PPojciecb Mucha, red. nacz. „Gazety Krakowskie/'i „Dziennika Polskiego ” ATAKI I USTAWKI łośne w mijającym tygodniu tematy: „atak na dziennikarkę Polsatu” i „incydent wbiurze Kaczyńskiego” to dwie strony medialnego medalu. Pokazują one, że błahe wydarzenie można przedstawić jako dramatyczno-skan-daliczną aferę, w której oburzonymi stają się nawet wysocy urzędnicy Unii Europejskiej, a inne, gdzie dochodzi do realnego zagrożenia żyda i zdrowia najważniejszych polityków, sprowadzić do roli „medialnej ustawki” i wyśmiać jako „scenkę rodem z taniego serialu”. Tym z Państwa, którzy nie wiedzą, o co chodzi w „sporze Doroty Ba-wołek i TVP”, spieszę streśdć. Redaktor Bawołek to brukselska korespondentka telewizji Polsat. Przed kilkoma dniami przeprowadzała rozmowę z Donaldem Tuskiem, przed nagraniem której do niej i szefa PO podeszła ekipa Telewizji Polskiej, by zapytać Tuska, czy po nagraniu dla Polsatu odpowie im na pytania związane z powracającą aferą taśmową i wątkiem łapówki, jaką według jednego z oskarżonych miał otrzymać jego syn, Michał Tusk (chodziło o 600 tys. euro „w reklamówce z Biedronki”). Dziennikarze TVP nie zdołali jednak otrzymać odmowy od Tuska (trudno sobie wyobrazić, by powiedział coś innego), ponieważ red. Bawołek zaszła im drogę i wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z szefem PO powiedziała, by odeszli. Rzecz została nagrana i jest dość kompromitująca dla dziennikarki. Kto chce, znajdzie film w intemecie. Dość powiedzieć, że jeden z bardziej zabawnych komentarzy to ten, w którym red. Bawołek porównuje się do Danusi z „Krzyżaków” ratującej Zbyszkowi życie słowami „mój ci on”. Całość zyskała jednak całkiem nowe oblicze, ponieważ wyraźnie czuła na swoim punkcie red. Bawołek oskarżyła TVP nie tylko o próbę „kradzieży jej materiału” (czyli przygotowywanej rozmowy z Tuskiem), ale także zabroniła rozpowszechniania kompromitującego jej filmiku z uwagi na... ochronę wizerunku, a nawet postraszyła wszystkich „prawem Królestwa Belgii”. Jakby tego było mało, w sprawę zaangażowali się brukselscy znajomi Donalda Tuska. I tak Vera Jourova, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, oznajmiła na Twitterze, że wspiera dziennikarkę Polsatu: „Nie ma usprawiedliwienia dla nękania dziennikarzy”, a unijny komisarz ds. sprawiedliwości rzekł: „W UE nie ma miejsca na oszczercze kampanie przeciwko dziennikarzom”. W sukurs przyszły także media niechętne TVP, pisząc o „ataku na dziennikarkę” i tego typu bzdury. Rzecz nie jest jakoś szczególnie ważna. Pokazuje jednak mechanizm „narracji”, a mówiąc wprost, kłamstw, jakich dopuszczają się media i politycy. Gdyby to chcieć notować za każdym razem, to na nic innego nie starczyłoby czasu. Tym razem rzecz jest jednak warta odnotowania z innego powodu niż kronikarski obowiązek. Niemal równocześnie z tą żenującą historią wydarzyła się inna. Do siedziby PiS w Warszawie przy ul. Nowogrodzkiej przyszedł mężczyzna, który w agresywny sposób domagał się przez domofon spotkania z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Dzięki zamontowanej w domofonie kamerze widać, że ów młody człowiek był (delikatnie mówiąc) niestabilny emocjonalnie, a na pewno bardzo wzburzony: - Wołaj Kaczyńskiego, bo cię zabiję - krzyczał, bijąc rękoma po szybach, a ochroniarza, który (dość niefrasobliwie, przyznajmy) wyszedł z interwencją, zaatakował i wdał się z nim wbójkę. Co oburzające, relacjonujące tę sprawę antyrządowe media, a za nimi politycy i sympatyq^ opozycji (czy inaczej : zapiekli przeciwnicy PiS-u) z miejsca zaczęli bagatelizować rzecz, pisząc o „incydencie” lub dopatrywać się w nagraniu „ustawki rodem z paradokumentu”. Bank rozbił wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi i rzecznik prasowy Hanny Zdanowskiej, Bartosz Domasze-wicz, który oznajmił, że wygląda na to „że typ (ochroniarz - przyp. red.) z biura PiS zaatakował jakiegoś chorego chłopaka”. Mężczyznę, który chciał wtargnąć do biura PiS, tym razem obezwładniono, trafił na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Cóż jednak z tego, jeśli z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że znajdzie naśladowców? Będzie to „zasługa” bagatelizujących tego typu rzeczy mediów, ale i polityków. Takich jak „zaatakowany” pytaniem o wywiad Donald Tusk. Ten sam Tusk przecież jeszcze medawno straszył, że „silni ludzie będą wyprowadzać urzędników z biur”. No i przyszli wyprowadzać. Chętnie spytałbym Donalda Tuska, co on na to, wolę jednak uniknąć oburzenia Very Jo-urovej. 99 ANTONY BLINKEN, SEKRETARZ STANU USA Chiny uważaj % że status quo w sprawie Tajwanu nie jestjuż dla nieb akceptowalny i zamierzają przyspieszyć proces reuniflkacji Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 PULS • 3 \ FOTO komentarz tygodnia i I i 25 PAŹDZIERNIKA 2022, LONDYN, WIELKA BRYTANIA Najnowszy brytyjski premier Rishi Sunak przybywa na Downing Street, do swej rezydencji. Sunak przejął fotel po najkrócej chyba w historii urzędującej LizTruss. Sam jest najmłodszym w brytyjskiej historii premierem, pierwszym desygnowanym przez Karola III. Ważne, że od razu potwierdził, że Wielka Brytania będzie dalej wspierać Ukrainę 24 PAŹDZI ERN IKA 2022, strona tytułowa „Idei wiecznego pokoju" Emanuela Kanta, którą prezydent Macron ofiarował papieżowi Franciszkowi. Profesor Gliński zdementował informacje, jakoby książka została zrabowana przez Niemców. Niesmak jednak pozostał ЗАГЛЯНИ ЗАКАЖИ ЗАБЕРИ 26 PAŹDZIERNIKA 2022, MOSKWA, ROSJA, Amerykański holding Yum! Brands, właściciel marki KFC, wychodzi z Rosji. Rychło w czas. A dziwne, że udało im się uniknąć konsumenckiego bojkotu 26 PAŹDZIERNIKA 2022, BARCELONA, HISZPANIA, Robert Lewandowski nie zagra już w tym sezonie Ligi Mistrzów. W meczu o nic aktualny klub Lewandowskiego dostał łomot od poprzedniego klubu Lewandowskiego FOT. ENRIC FONTCUBERTA/EPA/PAP FOT.MAKSYM SZYPIENKOW/EPA/PAP ' FOT. ANDY RAIN/EPA/PAP 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 CO z O >• co O Dr Dariusz Kuć: Umieranie zaczyna się wtedy, kiedy organizm nie radzi sobie z homeostazą, czyli z utrzymaniem wewnętrznej równowagi. Dzieje się to w ostatnich godzinach życia, inaczej mówiąc, w okresie kilku, kilkunastu bądź kilkudziesięciu godzin - Czego tak naprawdę się boimy? Samego umierania? Tego, że w szpitalu nikt nas nie odwiedzi? Czy boimy się momentu śmierci, bo to jest coś zupełnie nieznanego, czy tego, co będzie po śmierci? - o umieraniu i o tym, jak złagodzić lęk przed śmiercią, mówi dr Dariusz Kuć, lekarz z Białostockiego Hospicjum dla Dzieci Anita Czupryn DARIUSZ KUĆ: POMAGAM LUDZIOM UMRZEĆ ŁAGODNIEI Wiesz, kiedy umrze twój pacjent? W hospicjum, czy to dziecięcym, czy dla dorosłych, lekarze często spotykają się z pytaniem rodziny: „Panie doktorze, ile mu jeszcze zostało?”. Ja zwykle odpowiadam: „Nie wiem”. Jeśli jednak mogę to oszacować, to podaję szacunek w godzinach, w dniach, tygodniach czy miesiącach. Jeśli pacjent jest w stanie agonalnym, to mogę powiedzieć, że to kwestia godzin. Czy będzie to kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin - tego nie wiem. Jeśli pacjent jest w sta- nie terminalnym, można powiedzieć, że to będzie kwestia dni. Czym charakteryzuje się stan agonalny? Rozpoznajemy go po medycznych objawach. To jest na przykład zanikanie tętna, nierówne tętno, przyspieszony oddech, zwolniony oddech, bezdechy. Duszność. Pacjent przestaje oddawać mocz; zaczynają się obrzęki. Albo: pacjenci nagle zaczynają czegoś szukać bądź są pobudzeni. Albo inaczej: są niezwykle spokojni, widzą coś, czego le- karz nie potrafi zobaczyć czy zdroworozsądkowo zinterpretować. Ludzie przed śmiercią mówią, że odwiedzają ich zmarli bliscy? Tak, rzeczywiście. Są pacjenci, którzy mówią coś, co nie mie- ści się w rozsądnym pojmowaniu rzeczywistości. Co oni naprawdę widzą, czy rzeczywiście przychodzi do nich zmarła mama, czy to mózg ludzki wytwarza sobie tego rodzaju obrazy - tego nie wiemy i prawdopodobnie nie będziemy wiedzieć. Kiedy zaczyna się umieranie i co mu towarzyszy? Umieranie zaczyna się wtedy, kiedy organizm nie radzi sobie z homeostazą, czyli z utrzymaniem wewnętrznej równowagi. Dzieje się to w ostatnich godzinach życia, inaczej mówiąc, w okresie kilku, kilkunastu bądź kilkudziesięciu godzin. To jest konkretne umieranie medyczne. Ponieważ można powiedzieć, że umieranie zaczyna się w momencie, kiedy się rodzimy, bo wtedy również, ostatecznie, zmierzamy do śmierci. W pediatrii wyróżniamy trzy okresy. Pierwszy to agonalny, czyli okres ścisłego umierania, nie ma możliwości odwrotu. Okres drugi to faza terminalna - to czas, kiedy pacjent zbliża się do śmierci i wiemy, że ona nastąpi, tylko nie wiemy dokładnie kiedy. Trzeci okres to stan terminalny, a więc stan, w którym nie ma już żadnego leczenia, kiedy choroba prowadzi do przedwczesnej śmierci, ale zupełnie nie mamy pojęcia, kiedy ta śmierć nastąpi. Dotyczy to na przykład dzieci, które rodzą się z wadami, na przykład z zespołem Edwardsa, zespołem Pataua, z wadami neurodege-neracyjnymi, neurologicznymi, ciężką niewydolnością ważnych dla życia narządów. My, lekarze, opierając się tylko na statystyce, możemy powiedzieć, że te dzieci będą żyć trzy miesiące, pół roku, rok. Ale są takie dzieci, które przeżywają ten czas i żyją o wiele dłużej, na przykład kilkanaście lat. Często podaję taki przykład: średnia życia dzieci z zespołem Edwardsa, to 3 miesiące. 90 procent tych dzieci nie przeżywa pierwszego roku życia. Ale 10 procent przeżywa. Miałem pacjentkę, która żyła 14 lat. Pytanie: czy ona przez 14 lat umierała? Nie! Zgadza się. Ale żyła w stanie terminalnym, w którym, szczerze mówiąc, każdy katar mógł skończyć się zapaleniem oskrzeli, zapaleniem płuc i śmiercią, i nie byłoby to dziwne ani dla lekarza, ani dla rodziców tego dziecka, którzy byli już przygotowani, że tak właśnie może być. Żyje się wtedy z tą świadomością, że ta śmierć gdzieś się czai, skrada, jakby stała cały czas za drzwiami. Ale jeszcze nie nadeszła. Pamiętam określenie jednej z mam chorego dziecka, która powiedziała: „To nie szło ku życiu. To MARZENIA DZIECI Z HOSPICJUM, NAMET GDYBY MIAŁO TO POGORSZYĆ ICH STANZDROMAA, CZY SKRÓCIĆ ŻYCIE O DZIEŃ LUB DHA Jaka jest dzisiaj Twoja defini- wszystko szło ku śmierci, ale jeszcze nie teraz”. Usłyszałam raz, że w umieraniu nie ma nic medycznego. To sprawa czysto ludzka. Zgodzisz się z tym? Zgodzę i nie zgodzę zarazem. Oczywiście, umieranie jest czysto ludzką rzeczą, ale też w umieraniu wiele jest aspektów medycznych. Tyle że, właśnie, nie tylko. Człowiek też nie jest jednowymiarowy. Posiada część, którą określimy jako fizyczną, czyli ciało - tym zajmuje się medycyna. Posiada emocje, psychikę - tym zajmuje się psychologia. Posiada duchowość - stawia pytania, po co to wszystko, jaki jest sens życia, jaki sens ma cierpienie, czy Bóg jest, czy go nie ma, czy on mi wybaczy, czy nie. To nie są emocje, a już na pewno nie jest to ciało, prawda? No i jest czwarta część - dotycząca relacji, czyli tego, jakie mamy więzi z innymi ludźmi, jak żyjemy w społeczeństwie, kim jesteśmy, czy jesteśmy ważni czy nieważni. Tak też jest z umieraniem - w części medycznej mieści się to, czy odczuwamy ból, czy duszność, czy mamy krwawienie. Ale poza tym są inne obszary; jest cały obszar emocjonalny, społeczny. Czyli to, z kim umieramy, kto jest przy nas, czy ktoś nas głaszcze, czy ktoś mówi: „Nie bój się”, czy ktoś mówi: „Jestem z tobą”. No i obszar duchowy, w którym mieści się strach przed śmiercią i który może się objawić przed procesem umierania - czyli, czy boimy się tego jak będziemy umierać. Czasem strach przed śmiercią sprawia, że w ogóle nie chcemy o niej mówić. Czy umieranie jest straszne? Pewnie na to pytanie najlepiej odpowiedziałbym za jakiś czas i wiadomo za jaki - czyli wtedy, kiedy sam umrę. Wiem tylko, że ludzie boją się śmierci. Kiedy rozmawiam o umieraniu ze studentami, to zastanawiamy się, czego tak naprawdę się boimy? I przede wszystkim to musimy sobie uświadomić. Czy boimy się samego umierania, czyli tego procesu, który doprowadzi nas do momentu śmierci? Mam tu na myśli okres od momentu zachorowania, przez okres, kiedy człowiek traci niezależność, ma objawy chorobowe, cierpi, bo go boli, boi się, co będzie się z nim działo, że będzie musiał leżeć w szpitalu, albo w hospicjum, że będą go kłuć, Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 będą robić mu badania. Tego się boimy? Czy tego, że w szpitalu nikt go nie odwiedzi, będzie sam? Czy boimy się samego momentu śmierci, bo to jest coś zupełnie nieznanego? Czy boimy się tego, co będzie po śmierci? Jeżeli boimy się umierania, to myślę, że gdy pacjent ma dobrą opiekę ho-spicyjno-paliatywną, dobrych ludzi wokół siebie, dobrego lekarza, pielęgniarkę, rodzinę, przyjaciół, bliskich, którzy go nie zostawią, to nie ma czego się obawiać. Jeżeli ktoś boi się samego momentu śmierci, to ten lęk można złagodzić tym, że nie trwa on długo; jest krótki. Jeżeli ktoś boi się tego, co będzie po śmierci, to z tym może być gorzej. Jeżeli ktoś wierzy, że jest BógiBóg jest miłosierny - co proponuje chrześcijaństwo - to czegóż miałby się obawiać? Jeżeli z kolei uważa, że Boga nie ma, to nie ma nic. A jeżeli nie ma nic, to czego się obawiać? Studentom zwykle mówię, że w takim razie będziecie się czuli jak w 1863 roku. „Pamiętacie, jak się wtedy czuliście?” - pytam. Patrzą na mnie i mówią: „Nie, bo nas wtedy nie było”. Odpowiadam: „No i właśnie; tak się będziecie czuli. Dokładnie tak, czyli nijak. Po prostu was nie będzie”. Jeżeli oczywiście nie przyjmują perspektywy wiary w Boga, jakkolwiek on się nazywa. W jaki sposób o śmierci rozmawiasz ze swoimi pacjentami? Co im mówisz? Co mówisz umierającym dzieciom, ich rodzicom? Zajmuję się opieką nad umierającymi dziećmi i zwykle są to dzieci, z którymi albo nigdy nie było kontaktu, bo tak głęboko są uszkodzone, albo już nie ma kontaktu, ponieważ są mocno znieczulone przez leki. Staramy się, żeby dzieci nie cierpiały, nawet kosztem ich świadomości, nawet jeśli miałyby być nieświadome tego, co się dzieje. Zatem przede wszystkim rozmawiam z rodzicami. Żaden rodzic nie chce, aby jego dziecko umierało, niezależnie od tego, jak bardzo jest chore. Ale też żaden rodzic nie chce, by jego dziecko cierpiało. Jeżeli rodzice widzą, że żyde ich dziecka jest praktycznie jednym wielkim derpieniem, co prawda łagodzonym przez medycynę, ale medycyna do końca nie potrafi zlikwidować tego cierpienia, to w pewnym momende sami mówią, że najlepiej dla tego dziecka by- łoby, żeby ono umarło. Czasami mówią wprost, czasami nie, ale wiemy, o co chodzi i się rozumiemy. Powiedzenie wprost: „Pozwalam, by moje dziecko już umarło”, jest bardzo brudne. Ludzie mogą mieć wówczas różne emocje, zwłaszcza poczucie winy. Zastanawiają się: „Czy zrobiłem wszystko, co było możliwe? Czy mówiąc, że pozwalam dziecku odejść, nie oznacza, że skazuję je na śmierć?”. Tłumaczę wówczas, że to choroba skazała ich dziecko na śmierć; to nowotwór zabiera ich dziecko. Chyba rodzice nie chcą, aby ich dziecko umierało w szpitalu? Jeżeli już rozmawiają o śmierci, już wiedzą, że ich dziecko umrze, to podczas rozmowy z nimi pytam, jak sobie to wyobrażają. Jak by chdeli, by ich dziecko odeszło, przy założeniu, że w ogóle by tego nie chcieli, ale wiedzą, że tak będzie. Każdy z rodziców mówi, że chce przy tym być. Chcą, aby ich dziecko było w tym momende z nimi. Żeby to się nie stało w szpitalnej sali. Chcą przede wszystkim, żeby ich dziecko nie umierało samo, gdzieś za parawanem. Żeby miało przy sobie bliską osobę. No i na pewno chcą, żeby dziecko nie cierpiało - żeby dawać mu takie leki, które to cierpienie zniwelują. Dla wielu ludzi już sama nazwa „hospicjum” kojarzy się ze śmiercią. Czym wistode jest opieka paliatywna? My w hospicjum mówimy, że hospicjum to też żyde. Umieranie jest częśdą życia. Zatem hospicjum to też życie, w jego ostatniej fazie. Wbrew pozorom to życie tu może być naprawdę bardzo piękne. Ludzie w ostatnich tygodniach, miesiącach czy też latach swojego życia odkrywają coś, czego wcześniej nie spotkali. Zastanawiają się nad sensem swojego żyda i dochodzą do wniosku, że było ono dobre. Naprawiają swoje relacje, godzą się z rodziną, wybaczają sobie wzajemnie, zaczynają ze sobą rozmawiać autentycznie, szczerze. Hospicjum to też . spełnianie marzeń. Staramy się spełniać marzenia dzieci z hospicjum, nawet gdyby miało to pogorszyć ich stan zdrowia. Ważniejsze w tym momencie jest dla dziecka to, że spełni się coś, o czym marzy, niż to, że jego życie skróci się o dzień czy dwa. cja smierd i czy ona się zmieniła? Moje myślenie o śmierci zmienia się cały czas. Kiedyś w ogóle nie chciałem o śmierci ani myśleć, ani mówić. Temat śmierci miałem całkowicie zablokowany. Kiedy skończyłem studia medyczne, myślałem, że jako lekarz na pewno nie będę zajmował się śmiercią. Miałem wtedy koleżankę, która pracowała w hospicjum i dziś ze śmiechem wspomina: „Pamiętasz, jak ci mówiłam, żebyś przyszedł pracować do hospicjum, a ty mówiłeś, że nigdy w życiu?” A teraz? Od 13 lat pracuję w hospicjum, na dodatek dziecięcym, które jest szczególnie wymagające, bo opieka nad dziećmi umierającymi nie jest łatwa. Dziś wiem, że śmierć może być trudna i może być łatwiejsza. Co nie znaczy, że będzie łatwa. Wszystko zależy od tego, jaką opiekę pacjent dostanie: medyczną, psychologiczną, duchową. A także, jak do tego podejdzie rodzina czy osoby bliskie, przyjaciele. Masz poczucie, że jako lekarz możesz zmieniać i zmieniasz ludzkie spojrzenie na żyde i na śmierć? Mogę z pacjentami poszukać sensu ich życia. Pamiętam rozmowę z babdą, która opiekowała się swoją umierającą wnuczką. Rozmawialiśmy o tym, jala jest sens życia jej wnuczki. Też pamiętam tę rozmowę! Znalazła się w Twojej książce „Niedługie żyde”, w której przedstawiłeś, jak wygląda żyde śmiertelnie chorych dzied i co czują ich rodzice. Tak jest. Sens żyda tej babd był jasny - opieka nad chorą wnuczką. A jaki jest sens życia tego tak bardzo chorego dziecka? Babcia odpowiedziała: „Czy każde życie musi być sensowne w tym znaczeniu, że musi być pożyteczne?” Kilka lat później powiedziała mi, że sensem życia było to, że ona pokazała wnuczce swój świat, a wnuczka pokazała jej swój. Opowiedziała: „Prowadziłam wózek z wnuczką i nagle ona zaczęła się śmiać. Spojrzałam wokół, chcąc zobaczyć, co ją tak rozśmieszyło. Okazało się, że były to druty elektryczne. Wie pan, jaki to był zabawny widok z punktu widzenia mojej wnuczki? Pomyślałam sobie: „Ona widzi coś zupełnie innego niż ja”. A ja spojrzałam na życie z jej perspek- PULS • tywy. W ten sposób wzajemnie się od siebie uczyłyśmy. To był ten sens życia”. Ja myślę, że można to też nazwać miłością. W naszym materialistycz-nym, logicznym świede byłoby chyba źle widziane, gdyby lekarz wierzył, albo otwarcie mówił, że wierzy w zjawiska nadprzyrodzone. Ale to wcale nie znaczy, że w życiu lekarza nie zdarzają się rzeczy, które nie znajdują logicznego wyjaśnienia. Miałeś do czynienia z czymś niewytłumaczalnym podczas swojej lekarskiej praktyki w hospicjum? Pewnie wszystko można w jakiś sposób wytłumaczyć. Mogę powiedzieć, że na pewno miałem do czynienia z interesującymi zjawiskami. Pamiętam dziewczynkę, która urodziła się z naprawdę bardzo głęboką wadą, z głęboką niepełnosprawnością umysłową, intelektualną. Miała kilkanaście lat, kiedy byłem przy jej umieraniu. Byłem przy jej łóżku, razem z jej rodzicami, pielęgniarką i innymi osobami z rodziny. W momencie śmierci na każdego z nas spojrzała bardzo przytomnym wzrokiem. Takim, którego nigdy wcześniej u niej nie widziałem. Jakby była całkowicie świadomą, rozumną osobą. Nigdy wcześniej nic podobnego z jej strony nie doświadczyłem. Dla mnie to była ważna lekcja. Zrozumiałem, że nie wszystko do końca rozumiemy. A zwłaszcza nie rozumiemy istoty śmierci, tego, co się dzieje z człowiekiem w trakcie umierania. Mówi się, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Czy można się przyzwyczaić do śmierci, do obcowania znią? Można podejść do śmierci dojrzale. To znaczy - wiemy, że śmierć jest. Trzeba zaakceptować, że ona nastąpi. I zrozumieć swoją rolę. Ja swoją rolę rozumiem w ten sposób, że pomagam umrzeć łagodniej. I w tym sensie mogę mówić o przyzwyczajeniu. Natomiast, gdybyś mnie spytała, czy wolałbym, by moi pacjenci nie umierali, to odpowiedziałbym, że owszem, wolałbym, by nie umierali. Tak jak sam wolałbym nie umrzeć. Choć patrząc na to z drugiej strony, to wcale nie jestem tego taki pewien, bo jeśli miałbym żyć w nieskończoność, to pewnie bym się strasznie znudził, nie mówiąc już o tym, jak strasznie bym się zestarzał. To byłoby okropne. Jako lekarz pracujący w hospicjum jesteś w innej sytuacji niż lekarz, któremu pa-cjent umiera na stole operacyjnym, podczas ratowania jego żyda. Jak Ty sobie ra- 5 dzisz z odchodzeniem Twoich pacjentów? Bez wątpienia śmierć pacjenta, zwłaszcza dziecka, wywołuje emocje. One mogą być bardzo różne. Ważne, by zdawać sobie z nich sprawę, by ich nie spychać, zakazywać sobie o tym myśleć. Warto jest zastanowić się: „Co ja teraz czuję? Czy to jest smutek? Złość? A może czuję ulgę? Czy udało mi się zlikwidować ból pacjenta?”. Bardzo wielu lekarzy ma, czasem nieuświadomione, poczucie winy z powodu śmierci pacjenta. Jesteśmy uczeni do tego, że mamy walczyć z chorobą i walczyć ze śmierdą. W związku z tym można mieć w takim momencie poczucie winy, przegranej. Oto ja, dzielny wojownik, przegrałem walkę ze śmiercią. Gorzej, jeśli poczucie winy jest nieświadome. Wtedy nie wiem, dlaczego budzę się w środku nocy i do rana mam myśli, które nie pozwalają mi zasnąć. Albo odczuwam lęk. Lekarze powinni - i ja tak robiłem - przepracowywać tego rodzaju sytuacje zsuperwizo-rem, psychoterapeutą, który analizuje nasze relacje z pacjentami. Jeśli się pracuje w hospicjum, to ważne, aby cały zespół hospicyjny o tym rozmawiał. Ale najważniejsze, to uświadomić śobie, jaki jest cel mojej pracy. Jeśli miałbym nierealny cel, uchronić to dziecko przed śmierdą, to wtedy zawsze pojawi się poczucie klęski, winy, żal i smutek. Ale moim celem jest złagodzić umieranie dziecka. Jeśli na pytanie, czy mi się to udało, odpowiem tak, to mogę wtedy być zadowolony. C V Dariusz Kuć Doktor nauk medycznych, lekarz specjalista medycyny rodzinnej. Asystent w Zakładzie Medycyny Paliatywnej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, absolwent Studiów Podyplomowych Leczenia Bólu Uniwersytetu Jagiellońskiego i Studiów Podyplomowych z Bioetyki i Prawa Medycznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od 2009 roku lekarz Białostockiego Hospicjum dla Dzieci. Przez kilkanaście lat był dziennikarzem Polskiego Radia Białystok. THIELU LEKARZY MA, CZASEM NIEUŚWIADOMIONE, POCZUCIE IKINYZ POWODU ŚMIERCI PACJENTA. BO LEKARZ MA MALCZYC Z CHOROBĄ I ZE ŚMIERCIĄ 6 • ODESZLI W MINIONYM ROKU Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 WSPOMNIENIA 21.05.1930-8.12.2021 24.08.1932-8.12.2021 9.04.1959-4.01.2022 10.06.1930-23.01.2022 5.12.1928-23.01.2022 13.07.1935-3.02.2022 Sylwester Chęciński Antoni Gucwiński Andrzej Nowak Jacek Trznadel Barbara Krafftówna Jarosław Marek Rymkiewicz Poeta, eseista, J dramaturg i kry-¡0 ' J tyk literacki. Jęli go „Cykl Mickie-mmśś^S wiczowski", roz- Reżyser i scena-Jug*.rzysta, który do J| historii polskiej kultury przeszedł 1HL i komediami-mo- i dziennikarz! ale Gitarzysta i kom-f f pozytor rocko-J22? i wy, producent muzyczny, jeden WtySSSmM. z założycieli popularnego w latach 80. zespołu TSA, a później lider i założyciel grupy Złe Psy. Znany również ze współpracy z Martyną Jakubowicz i Tadeuszem Nalepą. Wśród fanów znany był również jako hodowca pitbulterierów i kolekcjoner motocykli oraz militariów. / Pisarz, poeta, tłumacz, krytyk TjrT ¿4 literacki i publi-cysta. Jego naj-MBttiSi bardziej znaną Popularna aktor-'Wka teatralna i fil-W mowa, artystka kabaretowa, a tak-że piosenkarka. Zagrała w kilkudziesięciu sztukach teatralnych i filmach fabularnych, ale największą sławę zdobyła jako Honorata, zaradna narzeczona Gustlika, w teleserialu „Czterej pancerni i pies". Ostatni raz na scenie teatru pojawiła się w 2017 r., w „Biesiadzie u hrabiny Kotłu-baj". Zagrała wtedy Markizę. ralitetami o kondycji polskiego społeczeństwa na tle wydarzeń XX w. Nakręcił m.in. trylogię: „Sami swoi", „Nie ma mocnych", „Kochaj albo rzuć", czyli sagę zabużańską dziejącą się na Ziemiach Odzyskanych i „Rozmowy kontrolowane", karykaturalny obraz stanu wojennego. (1966-2006) dyrektor Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu. Sympatię rodaków zdobył jako twórca programów telewizyjnych popularyzujących przyrodę, emitowanych w TVP, m.in. „Z kamerą wśród zwierząt", który prowadził wspólnie z żoną Hanną. publikacją jest wydana w 1986 r. „Hańba domowa" - zbiór wywiadów z pisarzami tworzącymi w okresie polskiego stalinizmu. Stała się ona przyczynkiem do dyskusji o roli polskiej inteligencji lewicowej w instalowaniu w Polsce systemu stalinowskiego. poczęty w 1987 r. „Żmutem" to jeden z najciekawszych przykładów odczytania narodowych mitów. Zaś erudy-cyjne szkice historyczne, m.in. „Wieszanie" i „Kinder-szenen", to polityczno-lite-racki głos w dyskusji o dawnym i współczesnym pojęciu polskości. 3.03.1944-3.02.2022 2.11.1941-4.02.2022 3.09.1939-7.02.2022 11.02.1950-19.03.2022 15.05.1937-23.03.2022 Maria Nurowska Jerzy Osiatyński Zbigniew Namysłowski Marian Zembala Madeleine Albright f " 'W, Poczytna pisar-ka, której twór-' i czość utrzymana Ł jest w konwencji mJSSK 1 romansu i melo- Ekonomista i poli-tyk, poseł na tzw. 1 ^'.jfi Sejm kontrakto-kNrM| wy oraz na Sejm ■Nr JMi 1, II i III kadencji. II I Lekarz kardiochi-1 M rurg, w 2015 r. mi- W\ poseł na Sejm VIII Amerykańska ■*1 -v ■ mata. W1993 r. jfl została 20. am-KLaJE basadorem Sta- dramatu połączonego z elementami powieści obyczajowej i historycznej. Napisała m.in. „Panny i wdowy", „Mojego przyjaciela zdrajcę", „Andersa" i „Sprawę Niny S.". Jej książki tłumaczone były na wiele języków, zaś szczególnie duży sukces odniosły w Niemczech. Pełnił m.in. funkcje ministra-kierownika Centralnego Urzędu Planowania (1989-1991), ministra finansów (1992-1993) i członka Rady Polityki Pieniężnej (2013-2019). W1993 r. został uznany przez „Central European" za „najlepszego ministra finansów w Europie Środkowej". polskiego jazzu. Współpracował m.in. z Krzysztofem Komedą (nagrał z nim album „Astigmatic"), Czesławem Niemenem, Władysławem „Adzikiem" Sendeckim, Michałem Urbaniakiem, Januszem Muniakiem, Krzysztofem Herdzinem i Leszkiem Możdżerem. się polskiej medycynie, uczestnicząc w połowie lat 80. w pierwszej udanej transplantacji serca w zespole prof. Zbigniewa Religi. Trafił też do popkultury - w filmie „Bogowie" rolę Mariana Zembali, członka komisji etyki lekarskiej, przed którą stawił się Zbigniew Religa, zagrał Piotr Głowacki. nów Zjednoczonych przy ONZ, zaś 5 grudnia 1996 roku prezydent Bill Clinton nominował ją na stanowisko 64. sekretarza stanu USA. Oficjalnie objęła ten urząd 23 stycznia 1997 r., zostając tym samym pierwszą kobietą w historii na tym stanowisku. 5.06.1954-7.04.2022 Ludwik Dorn Polityk, publicysta, działacz opozycji w PRL, tłumacz i poeta. Związany politycznie i towarzysko z ugrupowaniami Lecha i Jarosława Kaczyńskich, współzałożyciel w 2001 r. Prawa i Sprawiedliwości W 2011 r. odszedł z PiS, a w wyborach parlamentarnych w 2015 r. bez powodzenia ubiegał się o mandat z listy Platformy Obywatelskiej. 2.03.1940-18.04.2022 Andrzej Korzyński Kompozytor, aranżer i pianista, o wszechstronnych zainteresowaniach. Tworzył muzykę filmową, jazz, funky, a także pop. Był twórcą popularnej w latach 80. postaci Franka Kimono, w którą wcielał się aktor Piotr Fronczewski, a także autorem wykonywanych przez niego piosenek, w tym najsłynniejszej - „King Bruce Lee karate mistrz". 15.12.1934-3.05.2022 Stanisłau Szuszkiewicz Naukowiec-ra-diofizyk, wynalazca, polityk białorusko-polskiego pochodzenia i pisarz. W latach 1991-1994 przewodniczący Rady Najwyższej Republiki Białorusi, a po ogłoszeniu przez ten kraj niepodległości jego przywódca. Miał decydujący wpływ na podpisanie tzw. Porozumienia Białowieskiego, które w pokojowy sposób zakończyło istnienie Związku Radzieckiego. 10.01.1934-10.05.2022 Leonid Krawczuk •as Polityk ukraiński. 1 W latach 1990-M 1991 przewodniki^ W czący Rady Naj-■Rer m wyższej Ukraińskiej SRR i Rady Najwyższej Ukrainy, a potem prezydent niepodległej Ukrainy w latach 1991-1994. Było o nim głośno, gdy w styczniu 2016 r. zaproponował przyznanie Krymowi „autonomii państwowej w obrębie Ukrainy", a także uznanie specjalnego statusu dla Donbasu. 17.06.1931-15.05.2022 Ignacy Gogolewski Aktor teatralny i filmowy, a także reżyser i scenarzysta. Jego dorobek aktorski liczy kilkaset ról, a on sam określany bywał jako „jeden z ostatnich mistrzów starej szkoły", opierającej się na szacunku dla słowa i dbałości o frazę muzyczną tekstu. Za klucz do swojej popularności uważał rolę Antka Boryny w filmie „Chłopi" z 1973 r. 14.03.1942-15.05.2022 Jerzy Trela Aktor teatralny, filmowy i telewizyjny, obdarzony niezwykle charakterystycznym głosem, ale także poseł na Sejm PRL IX kadencji i wykładowca krakowskiej PWST. Grał działaczy opozycji i milicjantów, powstańców i dworzan, a także zwyczajnych-niezwykłych ludzi. Swoją pracę nazywał żartobliwie „lekarstwem na proces starzenia się". 29.03.1943-17.05.2022 Vangelis Właściwie Ewan-gelos Odiseas Papathanasiu, słynny grecki kompozytor muzyki filmowej. Charakterystyczną cechą jego muzyki jest bogate brzmienie instrumentów elektronicznych. W 1982 r. dostał Oscara za muzykę do filmu „Rydwany ognia". Był także twórcą hymnu piłkarskich mistrzostw świata, które odbyły się w 2002 r. w Korei i Japonii. 9.12.1955-4.07.2022 Janusz Kupcewicz Legendarny piłkarz grający na pozycji pomocnika, trener oraz późniejszy gdyński samorządowiec. Postać ważna dla polskiego futbolu: w 1982 r. zdobył bramkę na 3:1 w spotkaniu z Francją, miał również tzw. asystę przy wcześniejszym trafieniu Stefana Majewskiego. Dzięki temu kadra Antoniego Piechniczka powtórzyła sukces Orłów Górskiego sprzed ośmiu lat. 12.11.1939-6.07.2022 Krystyna Królówna Aktorka teatralna, filmowa i dubbingowa, ponadto działaczka samorządowa. Jej najpopularniejsza rola to Hanka Borynowa, żona Antka, w filmie „Chłopi". Zagrała także w „Warszawskich gołębiach", „Generale Berlingu", „Zapalniczce" i „Pastorale Heroica". Zasiadała w Radzie Narodowej miasta stołecznego Warszawy, a w III RP była radną gminy Wilanów. 2.03.1931-30.08.2022 Michaił Gorbaczow Najpierw radziecki, potem rosyjski polityk, sekretarz generalny KC KPZR, pierwszy i jedyny prezydent ZSRR, laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 1990 r. To z jego inicjatywy rozpoczęła się trwająca w latach 1985-1991 próba wielostronnych reform w państwie znana jako „pierie-strojka", czyli „przebudowa". Miał spory wkład w zakończenie tzw. zimnej wojny. 21.04.1926-8.09.2022 Elżbieta II Królowa Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej z dynastii Windsorów, koronowana 2 czerwca 1953 r. Jej panowanie, które trwało dokładnie 70 lat i 214 dni, jest najdłuższym w historii monarchii brytyjskiej. Była głową państwa, ale nie udzielała się politycznie. Jej podobizna widniała na monetach, banknotach i znaczkach. 6.01.1926-22.09.2022 Edward Mosberg Ocalony z Holokaustu, zaangażowany w rozwijanie polsko-żydowskiego dialogu. Jest patronem Odznaczenia Fundacji From the Depths dla Sprawiedliwych przyznawanego za ratowanie Żydów podczas wojny. W czerwcu 2019 r. prezydent Andrzej Duda odznaczył Edwarda Mosberga Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi RP. 18.01.1928-23.09.2022 Franciszek Pieczka Aktor, który od dziesiątków lat, dzięki ponad stu swoim rolom teatralnym i filmowym, cieszył się niesłabnącą sympatią rodaków. W zbiorowej pamięci zapjsał się kreacjami m.in. w „Żywocie Mateusza", „Quo vadis" i „Jańciu Wodniku" oraz serialu „Ran-czo". Szczególnie łubiany był za rolę rezolutnego czołgisty Gustlika w serialu telewizyjnym „Czterej pancerni i pies". FOT. PAP/MACIEJ BELINA BRZOZOWSKI, POLSKA PRESS, WIKIPEDIA/DOMENA PUBLICZNA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 PULS • 7 OPERACJA POD FAŁSZYWĄ FLAGĄ. KTO ODPOWIADA ZA TERRORYSTYCZNY ZAMACH NA DUBROWCE? Nie pierwsza i nie ostatnia krwawa prowokacja FSB pod rządami Władimira Putina. Dwie dekady temu rozpoczął się dramat setek zakładników w moskiewskim teatrze na Dubrowce. Czeczeńscy bojownicy byli zmanipulowani przez służby Grzegorz Kuczyński Teatr na Dubrowce zaj ęli, biorąc setki zakładników, bojownicy z Kaukazu, głównie Czeczeni. Większość z nich nie wiedziała, że tak naprawdę bierze udział w inscenizacji przygotowanej przez FSB. NaŁubiance zdecydowano, żęto musi być spektakularny atak terrorystyczny. Z dużą liczbą ofiar. I cel osiągnięto, nawet wbrew samym napastnikom. Dwie doby po zajęciu teatru, w piątek wieczorem, 25 października, terroryści zagrozili, że następnego dnia zaczną rozstrzeliwać zakładników, jeśli Kreml nie wycofa swoich sił z Czeczenii. Jednocześnie mający kontakt z napastnikami Anna Politkowska czy Grigorij Jawlinsła mówili, że przywódcy komanda sągotowi do pertrakta-qi. Jeden z liderów czeczeńskiej emigracji Achmed Zakajew twierdził zaś później, że terroryści za-mieizalisiępoddaćwsobotęrano, 26paździemika, iuwolnićwszystkich zakładników. To by jednak pokrzyżowało plany rosyjskim władzom. Kreml miał się dowiedzieć o planach napastników z podsłuchanych rozmów telefonicznych i wydał rozkaz szturmu. Władze twierdziły później, że decyzja o szturmie zapadła, bo obawiano się, że w sobotę rano terroryści zaczną zabijać. W rzeczywistości miało być odwrotnie. Nocny atak Szturm rozpoczął się po pierwszej w nocy z 25 na 26 października. Odizolowani od Dubrowki dziennikarze i bliscy zakładników słyszą serię eksplozji. Parę godzin później w rejonie teatru zaczyna się ruch. Mnóstwo ambulansów i zwykłych autobusów podjeżdża pod budynek, a potem na sygnale odjeżdża. - Wszyscy zakładnicy zostali uwolnieni - zapewnia rzecznik sztabu kryzysowego. Ale nikt mu nie dowierza. Parę minut później ze sztabu kryzysowego wychodzi anonimowy przedek, natychmiast powtórzony przez niezależne media: „Nie możemy powiedzieć, czy był to sukces. Niczego nie możemy dokładnie powiedzieć. Wydaje się, że są zabici. Być może nawet wielu zabitych”. Co się tak naprawdę wydarzyło? Do środka budynku wpuszczono nieznany gaz, który atakował układ nerwowy ludzi i błyskawicznie ichusypiał. Kilku terrorystów, którzy początkowo usiłowali się bronić, zastrzelono. Pozostali byli już nieprzytomni, gdy specnazowcy chodzili między nimi i zabijali ich strzałami w głowę. Tylko ci ludzie z FSB mieli antidotum na gaz. Dopiero po dwóch godzinach na salę wchodzą ratownicy. Nie wiedzą, co to za gaz, co bardzo utrudnia akcję ratunkową na miejscu, jakipóźniej - wszpi-talach. Podejmując decyzję o użyciu gazu, generałowie FSB liczyli na to, że uda się ten fakt utrzymać w tajemnicy. Tak się jednak złożyło, że tuż przed rozpoczęciem szturmu zarejestrowano dramatyczną rozmowę telefoniczną - którą błyskawicznie ujawniło radio Echo Moskwy. Na nagraniu jakaś zakładniczka mówi przez telefon komórkowy, że do wnętrza budynku właśnie przedostaje się gaz. Po chwili rozmowę przerwały strzały. Gdy radio wyemitowało tę rozmowę, Kreml był wściekły. Zażądał de- menti, twierdząc, że nie było żadnego gazu. Radio odpowiedziało, emitując nagranie raz za razem, wkolejnych serwisach informacyjnych. Władze musiały się przyznać do użycia „środków specjalnych”. Narracja była taka, że terroryści zaczęli w nocy rozstrzeliwać ofiary i w tej sytuacji sztab kryzysowy nie miał wyboru, musiał rozpocząć szturm. Kreml nie miał pewności, czy całą akcję uda się przedstawić jako sukces. Czy warto się tym chwalić i nagłaśniać. Wyszła nawet instrukcja, by przed kamerami telewizji nie stanął nikt, kto mógłby być kojarzony jako czło-wiekPutina. W sobotę, po ataku na teatr, telewizja dopuściła do głosu tylko jednego zakładnika. Była współpracowniczka agencji Interfax, leżąc w szpitalnym łóżku, w kółko opowiadała, że terroryści zaczęli masowo rozstrzeliwać zakładników, a sytuacja wymknęła się spod kontroli. Nie dało się jednak długo utrzymać oficjalnej wersji, gdy dziennikarze zaczęli docierać do innych ocalałych zakładników. Jak mówiła jedna z ocalałych, „kobiety stale powtarzały, że przyszły, żeby umrzeć, ale wypuszczą ludzi wolno. Gdy pojawił się gaz, mieli jeszcze dużo czasu, by odpalić ładunki wybuchowe”. Także inni zakładnicy zgodnie mówili, że Czeczeni mieli wystarczająco dużo czasu, by odpalić rozmieszczone na sali bomby. Niektórzy krzyczeli nawet „gaz!”, próbując założyć sobie maski przeciwgazowe, po czym tracili przytomność. Nie potrafiono sensownie wyjaśnić, dlaczego terroryści nie zdetonowali ładunków wybuchowych. Zapewne niektórzy faktycznie nie chcieli zabijać zakładników, ale to nie tłumaczy wszystkiego. Tym bardziej że z kilku relacji wynika, że kilka szahidek usiłowało wysadzićsię wpowietrze -bez skutku. W rzeczywistości bomby nie były uzbrojone. Wiedziała o tym część terrorystów: wtajemniczeni agenci FSB z El-murzajewem i Terkibajewem na czele. Oficjalna wersja Oficjalna wersja mówi, że wszyscy członkowie terrory- Tylko ludzie z FSB mieli antidotum na gaz. Dopiero po dwóch godzinach na salę weszli ratownicy stycznego komanda zostali zastrzeleni w teatrze - większość z nich była nieprzytomna, zabijano ich strzałami z bliska w twarz. Także kobiety - władze tłumaczyły, że było to konieczne, aby wykluczyć wszelkie zagrożenie, jakie mogły stanowić pasy z ładunkami wybuchowymi, które miały na sobie. Oczywiście w teatrze wcale nie zginęli wszyscy napastnicy -ewakuowano co najmniej dwóch z nich. Wierne Kremlowi kanały TV od samego rana przedstawiały akcję jako wielki sukces. Tymczasem rodziny zakładników przeżywały huśtawkę nastrojów. Najpierwmówiłosię, że wszyscy zakładnicy żyją. W miarę upływu czasu zaczęły się pojawiać informacje o ofiarach, coraz liczniejszych. Na widowni było około 800 osób. Pierwsze dane w sobotę, w godzinach przedpołudniowych, mówiły, że oprócz wszystkich terrorystów, zginęło też 129 zakładników. Nieoficjalnie wiadomo, że ofiar było więcej, bo 171. Niemal wszyscy pozostali trafili do szpitali. Ośmiu na dziesięciu z tych, co przeżyli, zostało inwalidami. Sześciu na stu zmarło w ciągu pół roku od zatrucia gazem. Wszystko było winą władz i sztabu operacji. Jako że użycie gazu miałobyć zachowane wta-jemnicy, na miejsce nie ściągnięto wystarczającej liczby lekarzy specjalistów, brakowało pielęgniarek, niemal nie było środków medycznych dla ofiar zastosowania gazu. Nieprzytomnych zakładników wynoszono przed budynek i układano naziemi „jak świńskie tusze” (relacja naocznego świadka). Co najmniej setka ofiar śmiertelnych to efekt tylko i wyłącznie niedbalstwa ratowników, którzy wyniesionych z budynku niedbale kładli na zimnym asfalcie, a następnie ładowali do autobusów - wielu nieprzytomnych zadławiło się własnym językiem. W autobusach, którymi odwożono zarówno trupy, jak i nieprzytomnych ludzi, nie było opieki medycznej, tylko kie-rowcy. Całkowicie odizolowano zakładników, nawet od najbliższych. Rodziny czekały godzinami przed szpitalami. Lekarzom również zabroniono roz- mów z dziennikarzami. Ryglowano nawet okna. Pierwszymi osobami, które zobaczyli przy swych łóżkach d, którzy odzyskali przytomność, byli funkcjonariusze FSB, chcący ichprze-słuchać. Cel zrealizowany Putin i jego wspólnicy z Łubianki osiągnęli cel. Społeczeństwo rosyjskie znów ogarnęła fala nienawiści do Czeczenów. Z Maschadowem nie trzeba już było rozmawiać. 27 października Putin kategorycznie zażądał od premiera Danii odwołania kongresu czeczeńskiego. Anders Fogh Rasmussen odpowiedział, że niemożetego zrobić,bo to nie przedsięwzięcie rządowe, a odwołanie naruszyłoby konstytucyjne prawa obywateli do wolności słowa i zgromadzeń. Putin zerwał więc planowane na listopad konsultacje międzyrządowe z Danią. Prezydencka partia Jedność wezwała zaś do bojkotu duńskich towarów. Karierę robiło hasło: „Kto bawi się klockami lego i pije piwo Tuborg, wspiera terrorystów”. Moskwa zażądała od Duńczyków wydania Zaka-jewa. Ten został zatrzymany w Kopenhadze, ale też szybko wypuszczony. Musiał jednak wyjechać z Danii. Generałowie FSB dowodzący operacją dostali za Dubrowkę najwyższe odznaczenia. Bezpośrednio nadzorujący szturm generał Jewgienij Proniczew oraz jego przełożony, dyrektor Nikołaj Patmszew, dostali tytuły Bohatera Rosji. Podobnie jak chemik FSB, który wpompował gaz do teatru. A co z bezpośrednimi wykonawcami prowokacji? El-murzajew (Abubakar) miał zginąć wteatrze. Nie wiadomo jednak, kto zidentyfikował ciało. O śmierci powiadomiła FSB. Ityle. Terkibajewteżbyłnaliśde napastników, którzy rzekomo zginęli. Ale on nie zachował ostrożności. Już po zamachu nie krył się nawet specjalnie z tym, że żyje cały i zdrów. Zginął w wypadku samochodowym w Czeczenii w czerwcu 2003 roku, w przeddzień przesłuchania przez prawników amerykańskich prowadzących śledztwo ws. śmierci obywatela USA na Dubrowce. 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 Publikujemy ostatni autoryzowany wywiad Franciszka Pieczki, który przeprowadził 20 lipca tego roku Dariusz Domański, biograf i przyjaciel artysty. Wybitny aktor zmarł 23 września tego roku Dariusz Domański Ostatnią filmową rolę Franciszek Pieczka zagrał na prośbę swej wnuczki Alicji OSTATNI WYWIAD FRANCISZKA PIECZKI: ZA MAŁO GRAŁEM KOMEDII Franciszku, jesteś na progu 95 lat żyda, czy czegoś żałujesz? Jak się tak długo żyje, to nie zastanawiasz się nad tym. Mogę powiedzieć, że niczego nie żałuję, ale też mogę powiedzieć, że wiele żałuję, np. zawodowo, że nie zagrałem Hamleta, może Konrada, ale zagrałem wprawdzie w teatrze Polskiego Radia Króla Leara... Hm. Za mało było komedii , np. Aleksandra Fredry. Rodzinnie myślę, że jestem jednak raczej spełniony, jako mąż, ojciec, dziadek i pradziadek, czegóż więcej chcieć. Czego więcej? Spokojnego bytu w jesieni życia, w gronie najbliższych, rodziny. Rodzina jest dla Ciebie najważniejsza, ale jesteś częścią nas, Twoich widzów, którzy kochają: Gustlika, Mateusza, Jańcia Wodnika czy Stacha Ja-pycza... Lenniego, Woyzecka... Czujesz się bardziej aktorem teatralnym czy filmowym? Nie mogę powiedzieć, że jestem aktorem teatralnym tylko czy filmowym. Realizowałem się w kilku formach aktorskiej wypowiedzi, w telewizji, radiu czy dubbingu, to też była ważna część mojej pracy. Teatr powinien być miejscem najważniejszym dla każdego prawdziwego aktora, to chyba oczywiste, nic nie zastąpi żywego kontaktu z widzem, żadna telewizja czy film. Zacznijmy zatem ab ovo, jaka była Twoja droga do teatru, filmu? Chcesz sprowokować do zwierzeń starca, czy ja to pamiętam? Urodziłem się w Godowie na Górnym Śląsku w roku 1928. Mój ojciec górnik był powstańcem śląskim. Mama wychowywała mnie i sześcioro rodzeństwa. Byłem przeciętnym chłopcem, niczym szczególnym nie wyróżniałem się z grona rówieśników. A jednak byłeś organistą w kościele, potem pracowałeś na roli. Amatorski teatr. Zainteresowania matematyką. Tak jak chciał Twój ojciec, podjąłeś studia na politechnice w Gliwicach, zatem miałeś wiele talentów. Lubiłem bardzo kino, chodziłem z Godowa do pobliskiej Zawady. Pamiętam, jak w roku 1938, łatwo policzyć miałem wtedy zaledwie 10 lat, zobaczyłem Znachora, z wielką rolą Kazimierza Juno-szy-Stępowskiego. Wtedy chyba narodziła się myśl, że może będę aktorem. Duże to było przeżycie dla chłopca, jakim wtedy byłem. Twój tato nie chciał za bardzo, byś został aktorem. Nie chciał o tym słyszeć, jak wróciłem z kina do domu, było już po północy, to wskoczyłem pod pierzynę po cichu, a ojciec wziął pasek i zaczął lać mnie po tyłku, mówiąc: „ja ci dom Znachora” (uśmiech). Jaki jest Twój stosunek do tradycji i historii polskiego filmu i teatru? Pytam o to dlatego, bo należysz do pokolenia, które wychowało się na wielkich wzorach w sztuce aktorskiej czy reżyserskiej? Darku, oglądałem przedwojenne filmy z udziałem takich mistrzów sceny i ekranu, jak m.in. Stanisława Wysocka, Mieczysława Ćwiklińska, wspomniany Junosza Stę-powski, ale i też Jerzy Leszczyński, Stefan Jaracz, Józef Węgrzyn, Antoni Fertner, Władysław Grabowski, Aleksander Zelwerowicz, mój na- uczyciel. Teatr pamiętam już z okresu moich studiów w Warszawie, chodziliśmy głównie do Teatru Polskiego, to były czasy dyrekcji Bronisława Dąbrowskiego, a na scenie grali m.in. moi nauczyciele: Marian Wyrzykowski, „Zelwer” i wielu innych. Kto wywarł największy wpływ na Twoją sztukę aktorską? Kazimierz Junosza-Stępow-ski. Był aktorem pozbawionym patosu w grze, bardzo współczesnym jak na tamte czasy. Warszawską Szkołę Teatralną ukończyłeś w roku 1954i debiut Twój odbył się na prowincji w Jeleniej Górze. Takie były uwarunkowania, trzeba było odbyć praktykę na prowincji, choć niektórzy tego nie doświadczali. Grupą z roku zaczęliśmy w Jeleniej Górze po dyplomach u Mariana Wyrzykowskiego i Aleksandra Bardiniego. Przeglądałem kiedyś książkę meldunkową, kiedy byłeś już wNowej Hucie i tam a propos Jeleniej Góry, urzędnik napisał ^- Góra przez u zwykłe. Może miał na myśli inną Jelenią Górę (śmiech). To była twarda szkoła życia aktorskiego. Objazdy, bieda, jak to w tamtych czasach, ale jednocześnie radość, że możemy grać w teatrze. Było to już po śmierci Stalina, który też wywołał wiele śmiechu w Twoim życiu. Jak zmarł, wyznaczono nas, studentów, do pełnienia warty przy jego popiersiu w Szkole Teatralnej. Stałem z Wieśkiem Golasem, a znany i bardzo dowcipny kolega Zdzisio Leśniak podchodził do nas i robił śmieszne miny. My nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu, ale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jeśli nas zobaczą tak rozradowanych, to nas wyleją ze szkoły. Na szczęście Bóg nas strzegł. Franciszku, chcę wrócić jeszcze do Twoich doświadczeń sprzed zawodu aktorskiego, kiedy pracowałeś w kopalni jako górnik. To był trudny okres, o mało nie straciłem życia. Jeden z górników mnie uratował. Osunął się strop i nagle kolega mnie szybko wyciągnął, w ostatniej chwili, potem wszystko runęło. Zatem dobrze, że zostałeś aktorem. Wbrew woli ojca po miesiącu zrezygnowałem z politechniki i zdałem do Warszawskiej Szkoły Teatralnej. Dlaczego nie do krakowskiej, ze Śląska bliżej było do Krakowa. Mój nauczyciel w Studium Nauczycielskim, do którego uczęszczałem w Katowicach, był zwolennikiem warszawskiej szkoły i tam mnie skierował. Mogłem studiować w pięknym Krakowie, w szkole z takimi tradycjami, od Juliusza Osterwy, Ludwika Solskiego, a poza tym na tym roku uczyli się m.in. Zbyszek Cybulski, Leszek Herdegen, Bogumił Kobiela, Tadeusz Śli-wiak, Kalina Jędrusik. Aleja też miałem świetnych kolegów: Gołaś, Leśniak, Jurek Dobrowolski, Miecio Czechowicz, byliśmy silną grupą. Na tym roku w Krakowie był też Edward Dobrzański, wieloletni dziekan krakowskiej Szkoły, Tadeusz Jurasz i Ryszard Kotys, z którym pracowałeś w Nowej Hude. Jak było w Nowej Hude, dobrze wspominasz tamte lata? uj Uroczo. To był jeden z najpięk-| niejszych okresów w moim ak-g torskim życiu. Po Jeleniej Gó-I rze dostałem angaż do War-g szawy od samego Arnolda Szy-< finana do Teatru Polskiego, ale wybrałem świadomie Teatr Ludowy w Nowej Hucie. Przyjąłem propozycje od Krystyny Skuszanki i Jerzego Krasowskiego, którzy obejmowali teatr. Wspaniała atmosfera. Znakomity zespół z Witkiem Pyrkoszem na czele. Piękna nauka rzemiosła aktorskiego. Repertuar klasyczny i współczesny, z jednej strony - Steinbeck, z drugiej Słowacki, Mickiewicz, ponadto Broszkiewicz, Camus, Dąbrowska, Szekspir, niezwykle szeroki wachlarz i dla mnie ważne role, takie jak m.in. Lennie w „Myszach i ludziach”, Senator w „Dziadach”, Kisiel w „Geniuszu sierocym”, Dżuma w „Stanie oblężenia”... Kiedy zobaczyła Cię Maria Dąbrowska w swoim „Geniuszu sierocym”, zachwyciła się rolą i napisała z uznaniem w „Dziennikach”. Po latach przeczytałem „Dzienniki” Dąbrowskiej, a do tego teatru przychodzili krytycy, pisał o nas m.in. zaczynający swoją drogę w teatrze Sławomir Mrożek. W Teatrze Ludowym zagrałeś Horodniczego w „Rewizorze” Gogola u Józefa Szajny. Praca z Józkiem Szajną była bardzo intrygująca. Miał niesamowite pomysły, rozsadzała go inwencja twórcza. Posadził mnie na środku sceny w wannie, siedziałem z gołym pępkiem i to już było dla mnie za dużo. Podziękowałem Józkowi za współpracę, choć wiele od niego jako aktor nauczyłem się. Był Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 PULS • 9 wizjonerem teatru, znakomitym malarzem i scenografem. Jednak nie mieściłem się w stylistyce jego teatru i zmieniłem po „Rewizorze” Teatr Ludowy na Stary Teatr. Był to okres świetności sceny przy placu Szczepańskim, dyrekcja Zygmunta Hubnera, 0 którym to Janek Nowicki powiedział, że był dyrektorem tysiąclecia. Wspaniali reżyserzy: Jerzy Jar odki, Konrad Swinarski, Andrzej Wajda, Bogdan Hussakowski, aktorzy, m.in. Anna Polony, Izabela Olszewska, Anna Seniuk, Zofia Niwińska, Maria Bednarska, Wojciech Ruszkowski, Tadeusz Wesołowski, Marek Walczewski, Jerzy Biń-czydd, Zdzisław Maldalde-wicz, Jerzy Nowak, Jan Nowicki. Wszedłeś do mocnego zespołu. Kraków to moja młodość, moja miłość, choć zawsze czuję się Ślązakiem, a od wielu już lat związany jestem z Warszawą i jej scenami. Jednak Stary Teatr to przede wszystkim i to zawsze podkreślam -Konrad Swinarski - jego „Woy-zeck”. Ta rola była obok Len-niego najważniejszą w mojej pracy. Swinarski był czaro-dziejem teatru, czuł teatr w niezwykły sposób i tworzył go na naszych oczach, jak nikt inny, bawił się teatrem. Był zupełnie inny niż Jerzy Jarocki. Jarocki reprezentował szkołę Stanisławskiego, Gor-czakowa, zaś Swinarski był uczniem Brechta. Dwa różne spojrzenia na sztukę teatru. Stary Teatr miał wiele szczęścia, z jednej strony reżyserzy, z drugiej wspomniani przez ciebie znakomici aktorzy kilku pokoleń. Rozmawiamy głównie o teatrze, ale Franciszku, będąc w Starym Teatrze, miałeś za sobą już wiele ważnych ról filmowych, m.in. w „Rękopisie znalezionym w Saragos-sie” u Wojciecha Hasa, a w roku 1966 zacząłeś zdjęcia na planie serialu „Czterej pancerni i pies”. W filmie debiutowałem u Andrzeja Wajdy w „Pokoleniu” niemą rolą, grałem niemieckiego żołnierza na patrolu z Wieśkiem Golasem. Spotkanie z Wojtkiem Hasem było dużym przeżyciem nie tylko ze względu na jego osobę, ale 1 znakomity tekst. Nie powiem, jaka była gwiazdorska obsada - Zbyszek Cybulski, Basia Krafftówna, Ludwik Benoit, Bobek Kobiela, Beata Tyszkiewicz, Leon Niemczyk, Gustaw Holoubek, Kazimierz Opaliński, niezwykła muzyka Krzysztofa Pendereckiego, scenografia i kostiumy Lidii i Jerzego Skarżyńskich. Ten film, bardzo baśniowy, pokazywał wszystko, co najpiękniejsze jest w kinie. Potem miałem zagrać u Hasa Wokulskiego w „Lalce”, ale nie mogłem pogodzić pracy na tym planie z innym planem i pracą w teatrze. Zagrał tę postać wybornie Mariusz Dmochowski. Żałuję, bo każde spotkanie z Hasem było lekcją wielkiego kina. „Czterej pancerni” to była przygoda, która przyniosła nam ogromną popularność. Byłem Gusthkiem, ale na szczęście wyzwoliłem się z tej roli, potem grając inne ważne postacie, takie jak choćby Jańcio Wodnik. Ale Gustlik pozostał w sercach wielu pokoleń widzów. Miałem tego dowody na każdym kroku, nie tylko na spotkaniach z publicznością. W serialu Konrada Nałęckiego wystąpili znani artyści wielu pokoleń, od Tadeusza Fijewskiego po Mariana Opanię. Była taka pamiętna wizyta pancernych u nauczycielki, którą grała Anna Lutosławska, słynna scena Gustlika z jajkiem. Wymyśliłem tę scenę, jak Gustlik nie radzi sobie z krojeniem jajka na talerzu. Ciągle mi uciekało spod noża, aż wreszcie złapałem je do ręki i pokroiłem. Wyglądało to dość zabawnie i rozbawiło moich kolegów: Włodka Pressa, Janusza Gajosa i Romka Wilhelmiego. Kraków to nie tylko te dwa teatry, w których pracowałeś, ale też kilka planów filmowych, istotnych w Twojej karierze zawodowej. Myślisz o „Weselu” Andrzeja Wajdy czy serialu o królowej Bonie Janusza Majewskiego. Ale też i „Król życia”, i „Szklana kula” Stanisława Różewicza rozgrywa się w Krakowie. Jest to film mniej znany, ale dla mnie dość ważny. Grałem tam żebraka i pamiętam, że ludzie przechodząc koło mnie, brali za prawdziwego żebraka. „Wesele” Wajdy było cennym doświadczeniem, grałem Czepca. Wajda był chyba zadowolony z mojej roli, bo wymyśliłem scenę, jak Czepiec wychodzi na pole z kosą i wyładowuje swoją energię, ścinając głowy gęsi. Kiedy robili- śmy dubel, Wajda powiedział do mnie „Panie Franciszku, może większy rozmach, będzie więcej gęsi na rosół”, (śmiech). Wajda dawał dużą swobodę aktorom na planie, podobnie było w pracy nad „Ziemią obiecaną”. W „Królowej Bonie” sceny kręciliśmy na Wawelu, w komnatach i na dziedzińcu arkadowym. Kraków jest pięknym tłem do realizacji takich filmów zwłaszcza o naszej historii. Dlaczego opuściłeś Kraków, mając tak ugruntowaną pozycje aktora. Tego nigdy się nie wie do końca. Był rok 1969, Zygmunt Hübner odchodził ze Starego Teatru w atmosferze dość niemiłej. Też już nie widziałem się za bardzo w tym teatrze. Chciałem spróbować coś nowego i wyjechałem do Warszawy. Niedługo po mnie opuścił Stary Teatr, Marek Walczewski, a wcześniej Ania Seniuk. W Teatrze Dramatycznym zagrałeś m.in. tytułowego Marchołta w utworze Jana Kasprowicza w reżyserii Ludwika Rene. To była jedyna główna rola w tym teatrze, potem grałem szereg mniejszych ról. Występowałem w Teatrze Narodowym , gdzie pracowałem z Adamem Hanuszkiewiczem. W roku 1975 Hübner zaangażował mnie do nowo powstałego na Warszawskiej Pradze Teatru Powszechnego, z którą to sceną byłem związany prawie 40 lat, aż do przejścia na emeryturę. Trudno uwierzyć, że Franciszek Pieczka przeszedł na emeryturę aktorską. Aktorem można być do końca życia i grać tak, jak np. Ludwik Solski. Miał prawie setkę i występował w „Grubych rybach” Bałuckiego. Mnie już wystarczy. Jeszcze kilka lat temu zagrałem w Witkacym, a na 80. urodziny Maciej Wojtyszko zaprosił mnie i Zbyszka Zapa-siewicza do pracy nad „Słonecznymi chłopcami”, była to ostatnia rola Zapasiewicza. Franciszku, wróćmy do filmu. Jesteś kojarzony z takimi twórcami jak: Kazimierz Kutz, Witold Leszczyński, Jerzy Hoffman, Jerzy Kawalerowicz, Jan Jakub Kolski. Każdy z tych reżyserów zaufał Ci, bo stworzyłeś w ich filmach postacie, które przeszły do historii polskiego kina. Które filmy cenisz najbardziej? Nie mogę powiedzieć, że są filmy, które cenię bardziej. Na pewno rolami życia były -Mateusz w „Żywocie Mateusza” czy Jańcio Wodnik, ale też Karczmarz Tag w „Austerii”, cenię też bardzo symboliczną rolę św. Piotra w „Quo vadis”. I praca z Kazikiem SMNARSKIBYŁ CZARODZIEJEM TEATRU, CZUŁ TEATR IV NIEZTKYKŁY SPOSÓB ITITORZYY GO NA NASZYCH OCZACH, JAK NIKT INNY BAl TIL SĘ NIM HAJDA BYŁ CHYBA ZAD Z MOJEJ ROLI IV „TKES BO ITYMYŚTIŁEM SCENĘ, JAK CZEPIEC TKYCHODZINAPOLE Z KOSĄ! ŚCINA GLO Kutzem, przez śląskie tematy, była bardzo mi bliska. W Twoim bogatym życiu artystycznym i rodzinnym było chyba wszystko - radość, smutek, spełnienie, nagrody, ale jest w Tobie wielka tęsknota za rodzinnym domem. Wiele razy już mówiłem, że czuję się Ślązakiem i Ślązakiem umrę, choć był i Kraków, i jest Warszawa, moja Fale-nica, mała ojczyzna. Jednak Godów jest wryty w serce najgłębiej. Z tej miejscowości, z której się wywodzę, czerpałem swoje siły. Rada Gminy Godów przyznała mi tytuł honorowego obywatela, tak jak Marianowi Dziędzielowi i śp. Zbyszkowi Wodeckiemu. Mam tam rodzinę, przyjaciół. Moi rodzice spoczywają na cmentarzu w Godowie, jak tylko mogę, wracam do tej pięknej malowniczej krainy na Górnym Śląsku położonej nad Olzą. Wracasz też do Krakowa, co nas bardzo cieszy, zwłaszcza Twoich fanów. Wracam zawsze do Krakowa. Są takie miejsca na ziemi, bez których nie można żyć, do nich zaliczam Kraków. Ma on niepowtarzalną aurę, tu wyrastają talenty, nie tylko teatralne. Jak dziś z perspektywy tylu lat patrzę, nie spotkałem drugiego takiego reżysera w teatrze, jak Konrad Swinarski. Zapytałeś na początku, czego żałuję, to tego, że nie zagrałem u Swinarskiego w „Pluskwie” Majakowskiego Prysypkina w Narodowym Teatrze, bo już wtedy byłem w zespole u Hubnera. Zagrał tę postać genialnie Tadek Łomnicki. Ale Kondzia wspominam najcieplej z wszystkich reżyserów teatralnych, a miałem ich naprawdę wielu i to znakomitych. Swinarski o swojej przygodzie z teatrem i Krakowem napisał: „Szukałem po świetie znalazłem w Krakowie”. Co znalazł Swinarski w Krakowie? Swinarski był częścią krakowskiego krajobrazu. Tu mógł w pełni rozwinąć skrzydła. Stworzył piękne spektakle, które stały się legendą teatru m.in. „Dziady” i „Wyzwolenie” z niezapomnianym Jurkiem Trelą w rolach Konrada. W Krakowie w symbiozie od wieków żyją artyści i uczeni. To miasto jest miejscem spotkań towarzysko-kulturalnych, wernisaży, festi- wali filmowych, muzycznych, konferencji naukowych. Tak było już w średniowieczu, a potem w dobie renesansu, oświecenia, romantyzmu czy Młodej Polski, która stanowiła swoiste apogeum z Wyspiańskim i Przybyszewskim na czele. Dziś, jak widzę, w Krakowie nastała moda na skwery upamiętniające artystów teatru i filmu. Widać, że włodarze Krakowa lubią i cenią artystów. Jest już skwer Wodeckiego, Holoubka, Wajdy, ma być, to wiem od ciebie, skwer Swinarskiego. To ważne, bo w ten sposób nie będą zapomnieni. Sam jestem wdzięczny za to, że moje 85. urodziny obchodziłem w Krakowie w Ośrodku Kultury im. C.K. Norwida w Nowej Hucie i otrzymałem odznakę Honoris Gratia od prezydenta Krakowa prof. Jacka Majchrow-skiego. Tylko 14 lat życia spędziłem w Krakowie i cieszę się, że to pamiętają nie tylko widzowie. W Teatrze Ludowym w Nowej Hucie w roku 2013 wziąłeś udział w moim programie wspomnieniowym o wielkich polskich artystach teatru, którego tytuł brzmiał: Przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej. Wśród wykonawców była Twoja filmowa partnerka Barbara Krafftówna, a o artystach opowiadali i dla nich śpiewali m.in. Zbyszek Wodecki, Marta Stebnicka, Halina Kwiatkowska, Anna Szałapak, Marta Bizoń, Izabela Drobotowicz-Orkisz, Małgorzata Krzysica, Joanna Słowińska, Edward Dobrzański, Olgierd Łukaszewicz, Jan Nowicki, Tadeusz Malak, Jerzy Fedorowicz, Marian Dzię-dziel, Tadeusz Szybowsld, Jacek Wójcicki. Wspominałem wtedy Józefa Szajnę, którego 100. rocznica urodzin jest obchodzona w tym roku. Kiedy przekroczyłem próg Teatru Ludowego, zajrzałem do garderoby na parterze, nr 15, gdzie siedziałem z Witkiem Pyrkoszem. Łezka w oku się zakręciła, bo tamte klimaty już nigdzie się nie powtórzyły, chyba dlatego, że to była nasza młodość w teatrze, pięknym teatrze. Na Twoje 95. urodziny widziałbym Ciebie w roli Starego Wiarusa w „Warszawiance” Wyspiańskiego, ale szkoda, że dziś już takich utworów raczej się nie wysta- wia. Zainteresowania młodych reżyserów idą w innym kierunku. Maciej Wojtyszko mógłby to wystawić np. w Teatrze Dramatycznym, w którym zaczęła się Twoja warszawska praca, a obok Ciebie tacy partnerzy jak Małgosia Kożuchowska, Agata Kulesza, Adaś Woronowicz... Można pomarzyć - z takimi artystami... Solski to grał, będąc w podobnym wieku co ja. Mało-grałem Wyspiańskiego, a to jest geniusz dramatu, teatru. Stary Wiarus czemu nie, zrobić jeszcze tych kilka kroczków na scenie... A masz plany filmowe? Moja wnusia Ala jest studentką warszawskiej Szkoły Filmowej i przygotowuje ze swoimi kolegami film, otrzymałem propozycje zagrania w tej etiudzie. Propozycja nie do odrzucenia (uśmiech). Franku, a gdybyś miał raz jeszcze dokonać wyboru zawodu, czy byłoby to aktorstwo, sztuka aktorska? Zdecydowanie tak, wybrałbym zawód aktora... C V Franciszek Pieczka aktor teatralny i filmowy, telewizyjny, radiowy. Kawaler Orderu Orła Białego. W plebiscycie „Polityki" na najważniejszych aktorów XX wieku zajął 10. miejsce. Zagrał blisko 450 ról. Był wielkim aktorem, celującym w rolach nie tylko głęboko dramatycznych, ale i komediowych. Zagrał m.in. w kultowej komedii „Sprawa się rypła", a także w debiucie filmowym Krzysztofa Kieślowskiego „Blizna". Józef Szajna powiedział o Pieczce „Pieczka jest aktorem nie tylko charakterystycznym, ale i charyzmatycznym". Bohater filmów dokumentalnych: „Nie tylko Gustlik" Adama Kraśnickiego (2013), „Król i aktor" Romana Anusiewicza i Dariusza Domańskiego (2018) i filmu Mariusza Malca (2018) „Aktor Pana Boga". Swoją ostatnią rolę zagrał w filmie studentów Warszawskiej Szkoły Filmowej, obrazie pt. „Hańba" w reżyserii Tomka Gąsiorow-skiego, zdjęcia Jakub Łob-ko, dźwięk Franciszek Pa-pis, kierownictwo produkcji Alicja Pieczka. Podczas ostatniego dnia na planie Franciszek Pieczka wzruszony bił brawo realizatorom i młodym przyszłym aktorom - Emmie Gie-gżmo i Kamilowi Studnic-kiemu. Niestety, premiera tego filmu odbędzie się już bez Franciszka Pieczki. 10 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 Dia de Muertos, czyli znane na całym święcie meksykańskie Święto Zmarłych bardziej przypomina festiwal, niż obchody Wszystkich Świętych, jakie znamy z Polski. Różnobarwne dekoracje, przepiękne kwiaty, rzeźby i malowidła przedstawiające kościotrupy oraz muzyka i tańce to nieodłączne elementy tego meksykańskiego święta. Jednak już same pogrzeby w Meksyku są bardzo podobne do tradycyjnych pogrzebów polskich. Odsłonięte ciało zmarłej osoby pozostaje w domu. Dookoła niego zbiera się rodzina oraz bliscy, którzy odmawiają modlitwy w intencji nieboszczyka. Następnie ciało - wciąż eksponowane - jest przenoszone do kościoła, gdzie odbywa się msza, po której zmarły jest składany do grobu na cmentarzu. Są jednak na świede dziwne, fascynujące, często wręcz przerażające ceremonie pogrzebowe, których w żaden sposób nie da się porównać do tego, co znamy z naszego własnego podwórka. Makabryczny »pogrzeb powietrzny" Buddyzm głosi, że ciało jest jedynie przejściowym miejscem przebywania ludzkiego umysłu. Religia ta odrzuca ideę zmartwychwstania ciała. Z tego powodu buddyjskie pogrzeby polegają najczęściej na niszczeniu zwłok, np. poprzez kremację. Kiedy jednak wyznawcy buddyzmu nie mają dostępu do materiału opałowego lub gdy kamienista bądź zmarznięta ziemia nie pozwala na pogrzebanie zwłok, stosowany jest tzw. pogrzeb powietrzny, którego ostatnim etapem jest... wystawienie ciał zmarłych drapieżnym ptakom na żer. Takie pogrzeby są do dziś odprawiane zwłaszcza w Tybecie. Chińskie władze, kontrolujące to terytorium, zakazywały tego typu praktyk, ale w ostatnich latach nastąpił „renesans” obrzędu. Jak dokładnie on wygląda? Przez kilka dni po zgonie, nad zwłokami odczytywane są specjalne buddyjskie modlitwy. Następnie dało jest przewożone w wybrane, odosobnione miejsce, gdzie grabarze nacinają skórę, by dzikie ptaki, np. sępy, łatwiej mogły dostać się do wnętrza i je zjeść. W Tybede wierzy się, że ptaki przenoszą wten sposób zmarłego do „bardo”, czyli stanu pośredniego między śmiercią a kolejnymi narodzinami (reinkarnacją). Podobną praktykę stosowali mieszkańcy Mongolii i rejonów sąsiednich aż do początku XX wieku, z tą różnicą, że nie nacinali oni zwłok. Zostawiali je jedynie w stepie na żer ptakom i innym zwierzętom. Gdy władzę w kraju przejęli komuniści, taka forma pogrzebu została zakazana i zastąpiona grzebaniem zwłok w ziemi. Meksykańskie Dia de Muertos (na dole) jest słynne na cały świat. O wieżach milczenia zaratusztrian (na górze) mało kto słyszał, ale ich historia jest nie mniej ciekawa DZIWNE, FASCYNUJĄCE I PRZERAŻAJĄCE CEREMONIE POGRZEBOWE Na przestrzeni dziejów cywilizacje, ludy i grupy społeczne w bardzo różny sposób żegnały swoich zmarłych. Niektóre z tych zwyczajów przetrwały do dziś, choć są tak nieprawdopodobne, że czasem ciężko jest w nie uwierzyć Kacper Rogacin ITIEŻE MILCZENIA BUDOHANO IV PERSJI JUŻ KILKASET LAT TEMU NA ICH SZCZYTACH POZOSTAWIANO CIAŁA ZMARŁYCH, KTÓRE BYŁY NASTĘPNIE ZJADANE PRZEZ DZIKIE P TAKI Zaratusztriańskie wieże milczenia Wyznawcy zaratusztriani-zmu poszli o krok dalej i setki lat temu na terenie dzisiejszej Persji zaczęli budować tzw. wieże milczenia. Konstrukcje te stawiano najczęściej na szczytach wzniesień odległych od ludzkich siedzib. Okrągłe budowle były wieńczone płaskim dachem, podzielonym na trzy okręgi. Okręg zewnętrzny był przeznaczony na dała zmarłych mężczyzn, środkowy - kobiet, a wewnętrzny - dzieci. Zwłoki umieszczano w odpowiednim okręgu i pozostawiano, by zjadły je dzikie ptaki. Jeśli po upływie około roku od czasu takiego pogrzebu po zmarłym pozostawały jakieś kośd, grabarze zbierali je, wrzucali do znajdującego się we wnętrzu wieży wielkiego naczynia i przysypy-wali je wapnem. Powodem takiej formy pochówku była wiara w to, że martwe ciało jest „nieczyste”, więc pochowane w ziemi lub skremowane może skazić grunt albo ogień. Ekspozycja zwłok w wieżach milczenia jest do dziś praktykowana wśród części Parsów w Indiach. Zmarli odwiedzają swoich bliskich Merina to najliczniejsza spo-śród kilkunastu grup etnicznych zamieszkujących Madagaskar. Wyróżniają m.in. bardzo specyficzny obrzęd „famadihana”, który polega na cyklicznym ekshumowaniu zmarłych co kilka lat i ponownym ich grzebaniu. Setki lat . temu ceremonię stosowano w przypadkach, gdy zmarły został pochowany z dala od domu rodzinnego. Famadihana miała na celu przeniesienie kości zmarłego do grobu rodzinnego, znajdującego się w ziemi przodków. Z czasem zwyczaj zaczęto stosować również w przypadku pozostałych nieboszczyków. Podczas ceremonii, bliscy zmarłego lub zmarłych wyciągają ich szczątki z grobów, układają je na matach i owijają w nowy, jedwabny całun, zwany „lamba mena”. Członkowie rodziny obnoszą następnie szczątki zmarłego po okolicy, „pokazując mu”, co się zmieniło i informując o nowych wydarzeniach w rodzinie. Zmarły chowany jest ponownie przed zapadnięciem zmierzchu. Ciało musi istnieć, by dusza przeżyła Jedne z najbardziej niezwykłych ceremonii pogrzebowych w historii świata opracowali sta- rożytni Egipcjanie. Wpływ na to miało panujące wśród nich silne przekonanie, że śmierć jest dla człowieka najważniejszym momentem, ponieważ to właśnie wtedy okazuje się, czy dana osoba trafi do Krainy Umarłych, czy zostanie skazana na wieczne potępienie. Sądzono, że dusza ludzka może istnieć takdługo, jak długo po śmierci istnieć będzie ciało zmarłego. W efekcie wymyślono proces mumifikacji, zabezpieczający na całe tysiąclecia dała zmarłych przed rozkładem. W przypadku bogaczy, kapłanów, a przede wszystkim faraonów, mumifikacjabyła tylko pierwszym z wielu elementów pogrzebu. Po niej następował uroczysty przemarsz do grobowca, gdzie oprócz ciała składano papirusy z zaklęciami, przedmioty codziennego użytku, odzież, meble, broń, złoto czy biżuterię - generalnie wszystko, co może przydać się zmarłemu po śmierci. Czasem ze zmarłymi - „dla towarzystwa” - chowano też ich ulubione zwierzęta, które po śmierci człowieka były zabijane i również mumifikowane. Wikingowie płonęli, ale w towarzystwie Istnieje dość powszechne przeświadczenie, że wikingowie grzebali swoich zmarłych władców lub zasłużonych wojowników, wysyłając ich w morze na płonącej łodzi. Wizja działająca na wyobraźnię, ale czy prawdziwa? Okazuje się, że - przynajmniej po częśd - prawdopodobnie tak. Naukowcom udało się potwierdzić, że w społecznośdach wikingów rzeczywiście istniał zwyczaj pogrzebów na łodzi, które na koniec ceremonii były podpalane. Co ciekawe, nierzadko również biedniejsi wikingowie byli w ten sposób żegnani przez swoich bliskich. Ale wiele wskazuje na to, że łodzi ze zmarłym na pokładzie nie wysyłano w morze. Zamiast tego zasypywano ją ziemią, tworząc w ten sposób nasyp grobowy, w którym spoczywał zmarły. Tego typu pogrzeby były jednak rzadkością, ponieważ wikingowie najczęściej palili swoich zmarłych na stosach. Co ciekawe - i jednocześnie makabryczne - w trakcie pogrzebu palono prawdopodobnie nie tylko zwłoki zmarłego, lecz także... jego najbliższego służącego lub służącej, którzy po śmierci pana byli w ten sposób zabijani, by mogli służyć mu również w świecie umarłych. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 PULS • II RECENZJA WIEŚCI NIE Z TEJ ZIEMI HOROSKOP Oriana Fallaci pisze o swoich przodkach Trzeba być Orianą Fallaci, żeby rodzinną sagę, bitych 820 stron, sprzedać jako bestseller. Nie żyjąc przy tym od lat. Ta książka nie tylko sporo waży, ale także efektownie prezentuje się na półce. Ma też chwytliwy tytuł: „Kapelusz cały w czereśniach”. Ale nie to stanowi jej największy atut. Była sobie wioska Panzano Ta historia - poniżej jej telegraficzny skrót - bierze swój początek w malutkiej wiosce Panzano, położonej na malowniczych wzgórzach nieopodal Florencji. A.D. 1773: Carlo Fallaci, dwudziestoletni syn najemnego rolnika szykuje się do wyruszenia do Wirginii, by tam sadzić oliwki i winorośl. Pomysł nie byle kogo, bo samego Thomasa Jeffersona. Przekorny los jednak zechce inaczej i Carlo zostanie w domu, a dzięki temu historia potoczy się, jak się potoczyła: Caterina, rogata dusza, pewnego dnia założy kapelusz pełen czereśni i poślubi tego, kto nauczy ją czytać i pisać; żeglarz Francesco krwawo pomści śmierć ojca porwanego przez algierskich piratów. Dalej: Stanisław zginie w powstaniu krakowskim w 1846 roku; Antonio nie zostanie księdzem, gdyż zakocha się w Ana-stasii, lecz ostatecznie poślubi jej córkę; rzeźbiarz Giobatta weźmie udział w krwawych bitwach pod Curtatone i pod Monta-narą; nieprawa córka hiszpańskiego granda w straszliwym sztormie straci aż czterech synów, a młodziutka baletnica po urodzeniu nieślubnego dziecka ucieknie z Włoch i w San Francisco poprowadzi dom publiczny... I dzięki wszystkim tym splotom okoliczności pewnego dnia na świat przyszła Oriana Fallaci. Z powrotem do Florencji „Kapelusz cały w czereśniach” to ostatnia, wydana już pośmiertnie, w 2008 r., książka Oriany Fallaci (w Polsce pierwsze wydanie wyszło w 2012 r.). Ponoć praca nad tą wielopokoleniową sagą i jednocześnie autobiografią zajęła pisarce 10 lat. Poszukiwania w archiwach, księgach metrykalnych, spisach katastralnych, wszelkiego rodzaju rejestrach oraz drobiazgowe lektury z historii wielu dziedzin pozwoliły jej stworzyć powieść, która daje się czytać także jako porywająca historia mody, obyczaju, medycyny, sztuki, kuchni, a nawet f olnictwa i botaniki kilku epok. Tylko we Włoszech sprzedano pół miliona egzemplarzy. Sama Fallaci pewnie nie spodziewała się aż takiego sukcesu. W ostatnich latach sugerowała w wywiadach, że spisuje memu-ary, ale ostateczny kształt „Kapelusza...” jest zupełnie inny od tego, jaki zamierzała. Mieszkała w Stanach, choć tuż przed śmiercią wróciła do Florencji i - co ciekawe - była skłócona z elitą tzw. postępowej włoskiej inteligencji, która nie mogła jej wybaczyć odniesień do chrześcijaństwa i antyislamsldch wyskoków. Ale po jej śmierci szybko jej wybaczono ideologiczne odstępstwa. A gdy ukazał się „Kapelusz...”, natychmiast okrzyknięto go ponadczasowym hitem. I oto jest. (grab) Oriana Fallaci, „Kapelusz cały w czereśniach". Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022, cena 74,90 zł DODA Odda swoje organy Choć wokalistka jest pełna żyda, w wywiadzie dla Pomponika opowiedziała, jak widzi swój przyszły pogrzeb. - Chciałabym, żeby wszystkie moje organy poszły na pomoc innym. Serce chciałabym, żeby spoczęło w grobie moich rodziców, jeśli nie spotkam ukochanego. Jeżeli znajdę, to na pewno ra-zem z nim-stwierdziła. MARCIN GORTAT Będzie jak Rambo Z racji tego, że słynny koszykarz zakończył dwa lata temu swą sportową karierę, teraz może poświęcić się innym pasjom. Jedną z nich jest., wojsko. Niedawno za sprawą „Dzień dobry TVN” dowiedzieliśmy się, że Gortat trenuje wpoznańsldm ośrodku szkoleń militarnych dla komandosów. -Jak się było młodym chłopakiem, oglądało się „Rambo”ite wszystkie inne filmy wojskowe, wojenne. Dodał jednak: - Nie to, że się szykuję na jakąś wojnę, ale trzeba mieć wiedzę, jak złapać za broń icoznią zrobić CLEO Odsłoniła piersi Popularna piosenkarka wrzu-tiła niedawno na swego Insta-grama nietypowe zdjęcie. Jest na nim ubrana w sukienkę z wyjątkowo dużym dekoltem odsłaniającym jej biust. Zaskoczone fanld mogły przeczytać pod fotografią: „Krępujący temat? Nie moje kochane! Czas głośno o tym mówić! Badaj piersi'”. I zwróciła się też do mężczyzn: „Przypomnijcie bliskimwamkobietom-ma-mie, siostrze, babci, cioci, żeby nie zapominały o badaniach”. Taki niekonwencjonalny apel trafi na pewno do wielu kobiet. ZOFIA ZBOROWSKA Nie wraca na noc Młoda aktorka urodziła w zeszłym roku córeczkę Nadzieję. Ojcem dziecka jest mąż Zborowskiej - sportowiec Andrzej Wrona. Para wzięła ślub trzy lata temuijeszcze nie zdążyła się sobą nacieszyć. Rodzicielstwo sprawiło jednak, żerand- kuje teraz wnieco inny sposób. - Chodzimy sobie na kolacje, a jak daradę, topo kolacji już nie wracamy do domu, tylko nocujemy w jakimś hotelu i wracamy następnego dnia. W ten sposób pielęgnujemy ten ogień w relacji - śmieje się aktorka w rozmowie z serwisem Świat Gwiazd. IWONA PAVLOVIĆ Czeka na wnuki Sędziowanie w telewizyjnym show jest bardzo intratnym zajęciem, nic więc dziwnego, że Iwona Pavlović ostatnio pochwaliła się w rozmowie z Pomponildem, że sprzedała dom o powierzchni 120 mkw. i kupiła większy. - Mnie by wystarczył mniejszy. Natomiast tak naprawdę liczymy na to, że będą przyjeżdżały do nas wnuki - podsumowała. EWELINA LISOWSKA Spakowała swoje rzeczy Z okazji swoich 29. urodzin popularna piosenkarka obwieściła wintemede, że jest szczę-śliwie zakochana. Jej wybran-ldem okazał się AndiMandn, znany kierowca rajdowy. Przez dwa lata romans kwitł w najlepsze - aż do teraz. Mandn wrzucił kilka dni temu do inter-netu krótkie wideo, na którym widać, jak Lisowska pakuje swoje rzeczy, wrzucając je szybko do toreb, a o jej bezpieczeństwo dba policja, stojąca na straży udrzwi do garderoby. - Ja po prostu chcę zabrać rzeczy i stąd wyjść - mówi piosenkarka. MAŁGORZATA ROZENEK--MAJDAN Pracuje nad głosem Występy „perfekcyjnej pani domu” w „Dzień dobry TVN” spotkały się z fa^ krytyki w in-temede. Telewidzom ewidentnie nie podoba się barwa głosu celebrytki. Rozenek-Maj-dan wzięła sobie jednak te opinie mocnodoserca. -Pracuję nad swoich głosem z logopedą ifoniatrą. (...) Z logopedą mamy bardzo dużo do zrobienia, ale już widzę progres -przyznaje na Pudelku. Dodaje jednak, że została zaangażowana do „Dzień dobry TVN”, aby program szerzej zaistniał w sodal mediach. MARCIN DOROCIŃSKI Zarobi krocie Popularny aktor obwieścił wintemede, że zagrauboku Toma Cruisa w dwóch kolejnych częściach „Mission: Impossible”. „Sukcesy nie przychodzą same, mają to do siebie, że długa droga do nich najczę-śdej okupiona jest wyrzeczeniami, porażkami, upadkami, rozczarowaniami” - napisał nalnstagramie. Dorodńsld wdeli się zapewne w „czarny” charakter z Europy Wschodniej. „Super Express” zasięgnął informaęjiinapisał, że polski gwiazdor spędzi na planieio dni, dzięki czemu ma zarobić około 150 tysięcy dolarów. Wodnik (20.01-18.02) Zaczyna się długi weekend i czas spotkań. Horoskop dzienny to wskazówka, by w czasie rozmów nie poruszać drażliwych tematów. Ryby (19.02-20.03) Horoskop na dziś mówi, że nadarzy się okazja, aby porozmawiać szczerze z osobą, która nosi chyba w sobie drobny uraz do Ciebie. Baran (21.03-19.04) Horoskop dzienny na piątek wróży, że wyjaśni się dzisiaj, czy podjęta przez Ciebie niedawno decyzja była słuszna. Byk (20.04-20.05) Odezwie się w Tobie instynkt tropiciela sklepowych okazji i niższych cen. Horoskop dzienny radzi nie przesadzać. Bliźnięta (21.05 - 21.06) Nie obawiaj się podejmowania dużych wyzwań. Horoskop na dziś mówi, że będziesz w wyjątkowej formie. Rak (22.06-22.07) Nie próbuj uszczęśliwiać nikogo na siłę. Horoskop dzienny na piątek radzi szukać kompromisowych rozwiązań. Lew (23.07-22.08) Dobry dzień na podejmowanie ważnych decyzji. Horoskop dzienny radzi niektóre konsultować z bliskimi. Panna (23.08-22.09) W czasie weekendu nie nastawiaj się raczej na oglądanie relacji sportowych czy ulubionych seriali. Horoskop na dziś wyraźnie zapowiada dodatkowe obowiązki. Waga (23.09-22.10) Horoskop dzienny na piątek mówi, że nie unikniesz konieczności zawierania kompromisów z osobami, za którymi raczej nie przepadasz... Skorpion (23.10 -21.11) Długi weekend spędzisz w miłej atmosferze. Horoskop dzienny zapowiada, że możesz też spodziewać się odwiedzin bliskich osób. Strzelec (22.11-21.12) Ktoś będzie próbował wmanewrować Cię w małą intrygę. Horoskop na dziś to wskazówka, by jak najszybciej dać temu stanowczy odpór. Koziorożec (22.12 -19.01) Jedną odważną decyzją zdobędziesz dzisiaj uznanie wielu osób. Horoskop dzienny na piątek mówi, że Twoja postawa zostanie doceniona. Głos Redaktor naczelny Przemysław Szymańczyk. Z-cy red. nacz.: Marcin Stefanowski, Wojciech Frelichowskl YnonaHusaim-Sobecka. Prezes oddziału Piotr Grabowski Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu RobertGromowski. Redakcja. SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego19,teL598488100, redakqagp24@polskapress4)l KOSZALIN, ul. Mickiewicza 24, teL943473552.redakqagk24@polskapress.pl. SZCZECIN, AI.Niepodległości26/U1,teL914813300.redakqags24@polskapress4}l. Druk Polska Press Oddział Poligrafia, 85-438 Bydgoszcz, ul. Grunwaldzka229. POLSKA PRESS GRUPA Wydawca Polska PressSp.zo.o. ul. Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel. 222014400, fax: 22 2014410 www.gp24.pl www.gk24.pl www.gs24.pl ©©-umieszczenie takich dwóch znakówprzy Artykule, wszczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwośćjego dalszego raz powszechnienia tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodniezcennikiemzamieszczonymnastroniewww.gp24.pl/tresciiwzgodziezpostanowienianiininiejszegoregulaminu. Redaktor naczelny Dorota Kania Dyrektor artystycznyTomasz Bocheński, Dyrektor marketingu, RzecznikprasowyWojdediPaayński . wojdech.paczynski@poiskapress.pl, Dyrektor kolportażu Karol Wlazło AgencjaAIPkontakt@aip24.pl mniuimiuiii 12 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.10.2022 główna w grze liczbowej tampo-nik w kosmetyczce r~ komplet książek i przyborów dla ucznia r~ słodki cukierek odgłos rozmów egzo- tyczne pnącze r~ kawa arabska płaskie na- czynie r~ składany w sądzie gaz palny autor „Boskiej ko- medii” -v resztki w koszu olej skalny r~ wiruje w kasynie wymaga dowodu pieczara hycel przed betą - 1 10 1 1 1 j 1 1 napój gazo- wany i łamliwy wafel - i 7 nr" podoficer w armii X- nieuk 14 nawóz mine- ralny - 2 “I element sza- chownicy - wieczo- rowy strój męski kar- nacja paski clo wiązania - 4 cyrkowy drążek ■* pojemnik na kliszę deseczka podobna do gontu Gogolewski, aktor dawna kurtka woj- skowa - 1 listu na poczcie - “1— kalenda- rzowy termin - L 3 reklamowany lek przeciwbólowy pontonowy lub zwodzony staropolski zwrot grzecznościowy do mężczyzny robi rowki w pilni- kach pustynia mglista w Ameryce Południowej miasto na Lazurowym Wybrzeżu kurtka dżokeja herbata z mlekiem słoiki na mary- naty śnieżny pagórek - lecznicze ugnia- tanie J 11 - & i ł "" r 1 r~ tkanina ucięta pod kątem 15 przeciw- legły poziomu zlot cza- rownic - azjatycka stolica ze świątynią Herkulesa proszek do prania opoka sterta chle- bowy do picia sześcian Rubika — 1 i duży ma- gazyn - stolica Wene- zueli 231 I 13 i oprawa obrazka wyprysk skórny - 1 więzy, kajdany - nałóg, przy- zwycza- jenie - sportowa hala w Warszawie - r 26 autor książek o Winnetou ryba drapieżna mięk-ławka ludowy zwyczaj -*■ i śnieżna pantera mazurek lub sernik składnik benzyny ciężki metal -*• ~T~ (li os X 6 koks lub brykiet ma szable i fajki rysunek, szkic r 1 \ 18 mu- zyczny tercet w prenumeracie imię Schwar- zeneg- gera - 1 l wino z Węgier z Tele Magazynem film przy- godowy Polań- skiego Jan Chry- zostom skompo- nował „Bolero” lekce- waży war- tości dzielnica War- szawy pora śnia- dania wydrzyk wielki „żywioł” biuro- kraty V ÓW 1 1 !¿f =ri— I 1 bajkowa sierotka brzdąc, smyk U 1 1 1 TT 12 BHP ■JE? >9* «SH? 1 II * im tm ma mmmm mm element ćwi- czenia gimnas- tycz- nego - 1 25 ■ s f & i nakrycie głowy bobasa polskie uzdro- wisko Juliusz, władca Rzymu Elia, reżyser filmowy pieni się w Han z „Gwiezdnych 22 gruby kosmaty koc Mi V U ~r~ 1 1 kuflu wojen” 1 stano- wisko pracy ~i—1 —r~ I nieu- dolny rysunek (- twardy metal r~ splot trawy z ziemią r~ Joel, reżyser filmowy wore- czek na dukaty r Nobla lub Pulitzera żar, upał lek na uspokojenie miłośnik, entu- zjasta żyje w odosob- nieniu nikomu z nieba nie spada “r~ l chwast polny - J —r~ chromy, inwa- lida rower turys- tyczny powołany na stanowisko * \ 1 u psiego ogona - kobiece imię 1 1 dawna spiżar- nia czaso- mierz TT 17 pas ziemi upraw- nej - duże miasto w Serbii - \ 24 lek na ból gardła - godło India- nina Corsa lub Astra szkic lite- racki klatka filmowa - 16 kobiece imię z Kairu pasza jak choroba normy; obyczaje - r~ pie- niądze, ma- mona 5 ziemniak w Poznaniu pies Stasia i Nel wikli- nowy wyrób 1“ 1 ~T~ szklarskie szczeliwo otwarte na świat - 1 \ — 9 czczony w starożytnym Egipcie - 1 i siepacz przyby- wają na odsiecz - pro- jektor. rzutnik - 21 1“ święte miasto islamu - 20 r 19 stop żelaza z niklem - naczynie na owoce - koń czystej krwi - dopływ Dniestru kurort nad Morzem Czarnym - kasowy film Jamesa Camerona - kapi- tałowa w banku - 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 26 utworzą rozwiązanie - aforyzm Andrzeja Majewskiego. ixzonvN 3rva 3iOA? azoo vtoxzs 3iNVzViMZoa Słownik: abrys, amia, Coen, dranka, Nisz, Seret, skua.