Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 Nr 298 (5150) / Nakład: 6.310 egz. Cena 4,50 zł (w tym 8% VAT) www.gp24.pl nr issn 0137-9526 nr indeksu 348-570 9 770137"952060 %3l Karnawał po europejsku Kolorowe parady i bitwy na pomarańcze. Jak Europejczycy bawią się w karnawale? str. u Dedykacja pod choinkę Dawne i obecne polskie zwyczaje Dlaczego na stole musi byc 12 potraw? Po co sianko pod obusem? Taka jest tradycja str. 10 Przygotowania do Wigilii na finiszu Śledzie po kaszubsku czy z żurawiną, barszcz czerwony czy zupa grzybowa? str. 8 Kim była Marlenka, która w 1961 roku otrzymała baśnie /INdersena od cioci... str. 2 _ , _ . _____ „ . . Głos Dziennik Pomorza DRUGA STRONA Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 AMTODDOMOP IA W poniedziałek W naszej gazecie g. Relacje z wydarzeń sportowych W regionie, kraju i na świecie Zamów prenumeratę Głos Pomorza Głos Koszaliński Głos Szczeciński ® 94 3401114 bok.prenumerata@polskapress.pl prenumerata.gp24.pl DEDYKACJA POD CHOINKĘ. OPOWIEŚĆ ŚWIĄTECZNA Dariusz Olejniczk Pomorze Zdarza się wam zatęsknić za książką z dzieciństwa? Mnie czasem tak. Niestety, nie zawsze ulubione lektury towarzyszą nam w wędrówce przez życie, w kolejnych przeprowadzkach, podróżach. remontach. Gubimy je, tracimy po drodze, czasem pozbywamy się ich bezdusznie i bezmyślnie... Odzyskałem tę książkę po czterdziestu latach, może nawet po czterdziestu dwóch albo trzech. To nie jest ten sam egzemplarz, ale taki sam. Zbiór baśni Hansa Christiana Andersena z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego - zgadza się wydanie z roku 1958, zgadza się okładka, no i zawartość też się zgadza. To była jedna z moich ulubionych lektur w dzieciństwie. Czytałem tę książkę być może częściej niż „Przygody Tomka Sawyera" i „Podróż do wnętrza Ziemi". Nie wiem, jak znalazła l zn Dedykacja skłania do refleksji - kim była Marlenka? Pewnie nigdy nie uda się poznać historii obdarowanej dziewczynki się w moim domu rodzinnym, ale kiedy ja się tam pojawiłem i byłem na tyle duży, żeby sa- modzielnie czytać, baśnie już na mnie czekały. I nie opuszczały mnie przez parę kolej- J.H. Andersen, „Baśnie", 1958 nych lat. Potem były następne książki, aż w końcu opowieści pana Andersena częściej stały na półce,niż były wużyciu, aja zaczytywałem się innymi lekturami. Któregoś razu - nie wiem po coi dlaczego - pożyczyłem komuś moje baśnie i już ich nigdy nie odzyskałem. To znaczy, nie odzyskałem tego konkretnego, zaczytanego, oswojonego egzemplarza, bo jak wspomniałem, książka po latach znów do mnie trafiła. Zatęskniłem i znalazłem ją w internetowym antykwariacie. Nie tę samą, ale taką samą. Zgadza się wydanie z roku 1958, zgadza się okładka, no i zawartość też się zgadza... Chociaż nie do końca, bo ta „zastępcza", kupiona przez internet po czterech dekadach, ma coś, czego tamta „prawdziwa" nie miała. Ma dedykację. Dedykaq'a brzmi tak: „Kochanej Marlence na gwiazdkę roku 1961 ofiaruje Ciocia Irena. Gdańsk-Wrzeszcz grudzień 1961 r". Kiedy otworzyłem książkę i zobaczyłem wpis poczyniony piórem wiecznym, wpatrywałem się w tych kilka słów dłuż- szą chwilę, rozmyślając o Wielkich Sprawach. Czy to nie dziwne? W dzieciństwie mieszkałem w górniczym mieście na Dolnym Śląsku - tambyłmój dom rodzinny i półka z książkami i ani mi w głowie było przewidywać, że dorosłe życie spędzę na drugim końcu Polski w Gdańsku. Kilkadziesiąt lat później, w wyniku uwieńczonych sukcesem poszukiwań ulubionych baśni, otrzymuję na mój gdański adres przesyłkę z małej mieściny w Małopolsce, zawierającą starą książkę. A kiedy biorę tę książkę do rąk, okazuje się, że baśnie Andersena były prezentem, który ktoś komuś wręczył w Gdańsku sześćdziesiąt dwa lata temu. Długą i daleką drogę przebyliśmy, ja i ta książka. A obdarowana gwiazdkowym prezentem Marlenka przeżyła w tym czasie niemal całe życie. Ile mogła mieć wtedy lat? Osiem, dziesięć? Może dwanaście. Nie więcej. Lubiła książki, a baśnie rozpalały jej wyobraźnię. Jest starsza ode mnie, w 1961 roku nie było mnie jeszcze na świecie. A ona dziś przekroczyła 70, z okładem, wiosen i zim. Co dobrego i złego jej się w tym czasie wydarzyło? Czy nadal mieszka pod dawnym adresem we Wrzeszczu? Kiedy odłożyła swój gwiazdkowy prezent na półkę z książkami „z których się wyrasta" i jak to się stało, że jej egzemplarz baśni Andersena z 1958 roku trafił do antykwariatu na drugim końcu Polski? To są znaki zapytania ze zbioru tych niewiadomych, które z reguły nie znajdują rozwiązania i nie zamieniają się w kropkę odpowiedzi kończącą sprawę. Takie znaki zapytania pojawiają się tam, gdzie Czas znaczy tyle co Przemijanie. Potrafią czekać na człowieka latami i dekadami. Ale nie dłużej, bo człowiek jest w swoim czasie dość ograniczony. Andersen o tym wiedział, i o innych Wielkich Sprawach. I pisał o tym w baśniach. Jest w zbiorze z roku 1958 pewna opowieść świąteczna... o choince wprawdzie, ale i o Czasie, i o Przemijaniu. O tym jeszcze, że choć mamy większy wpływ na swoje życie, niż świąteczne drzewko przywiezione z lasu, bywa że czas i przypadek ustalają nasz los. I że nigdy nie wiemy, dokąd nas zawiodą nasze pragnienia i wybory. Dokąd zawiodły małą dziewczynkę z Gdańska-Wrzeszcza? Dokąd mnie jeszcze zaprowadzą? W Święta Bożego Narodzenia nie powinno zabraknąć niosącego nadzieję przesłania. Bo choć pewnie nigdy nie uda mi się poznać historii pierwszej właścicielki „odzyskanej" po czterech dekadach książki, to przecież ten wigilijny podarunek sprzed 62 lat spotkał los lepszy, niż choinkę z opowieści Andersena. Książeczka nie utknęła zapomniana na półce w antykwarycznym magazynie, nie zmieniła się w niepotrzebny, niewyczekiwany przez nikogo przedmiot. Baśnie znów są pretekstem do refleksji, ożywiają wspomnienia, poruszają wyobraźnię. Dla mnie ta książka jest najlepszym prezentem, jaki mogłem sobie sprawić.©® Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 4 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 Monika Kaczyńska DAJMY SOBIE CZAS I RADOŚĆ Gwiazda MOJE ŻYCIE JEST IUIELKĄ PRZYGODĄ Z PANEM BOGIEM. WSZYSCY MAMY MELE LĘKÓW I TRAUM, PAN BÓG MOŻE TO WSZYSTKO W NAS ULECZYĆ. TAK ULECZYŁ MOJE ZRANIENIA Darek Malejonek, muzyk Im więcej Mikołajów na ulicach, przystrojonych choinek i świątecznych światełek, tym częściej słychać głosy tych, którzy nielubią świąt. Bo przygotowania to roboty po uszy, bo stres, bo wydatki, a przy wigilijnym stole - festiwal hipokryzji. Jako entuzjastka Bożego Narodzenia -wraz z całą jego, także tą dość kiczowatą otoczką - twierdzę z całą mocą - Boże Narodzenie może być światełkiem, które przez kolejne zimowe miesiące będzie rozświetlało nam mrok i rozgrzewało serca. Pod warunkiem jednak, że sobie samym i innym poświęcimy czułą uwagę i czas. Tradycję, którą wielu z nas widzi, jak ściskające kleszcze kolejnych powinności, potraktujmy jak kuferek pełen skarbów, z którego wybierzemy te najpiękniejsze i najbardziej wartościowe. Celebrujmy je radośnie i z wdzięcznością. To pomost łączący nas z pokoleniami naszych przodków, a także dziedzictwo, które w tej czy innej formie przekażemy następnym. Nieważne, czy zaczerpną z tegobogactwa wiele, czy tylko trochę - zostanie z nimi świadomość istnienia w łańcuchu ludzkich istnień. Najcenniejszym świątecznym podarunkiem jest czas. Zadbajmy więc o równowagę i zagwarantujmy sobie relaks w wannie, wizytę u fryzjera lub kosmetyczki przed świętami, a w czasie świąt - co kto lubi - czas z książką, na wycieczce za miasto czy poświęcony oglądaniu ulubionego serialu. Ale dajmy go nieco także innym - swoim rodzicom, dzieciom oraz tym niezbyt lubianym ciotkom. Bez ocenianiaiz życzliwością posłuchajmy ich opowieści 0 tym co ich cieszy, co martwi, o czym marzą. Zachęćmy do przywołania pięknych wspomnień. Zostawmy za drzwiami polityczne 1 światopoglądowe spory. Zawieśmy rozliczanie rodzinnych rachunków krzywd. Zrobimy to kiedy indziej. Zadbajmy, by - łagodnie, ale stanowczo - bronić swoich granic. Nie mamy obowiązku odpowiadać na pytania o dzieci, partnerów, religię i szereg innych. I, bez wdawania się w słowne utarczki, nie odpowiadajmy. Po prostu postarajmy dać sobie i innym dobry czas. Życie jest krótkie i kruche, a Boże Narodzenie raz w roku. Nieporadnik Tatusia JAKBY TO BYŁO PROSTO Spoglądam na moich rozbrykanych synów, którzy bez litości dla siebie, ale z litością dla choinki, ćwicząjudoojej stóp. Ubawieni po pachy, raz po raz, po jakimś mocniejszym ściśnięciu, wołająinterwen-ęjirodzicielskiej... i zaraz wracają do roześmianego boju. Wcześniej, rano, robili wyścigi: kto pierwszy włączy światełka. A kto podleje drzewko. A kto, później, wieczorem, wyłączy. Patrzę na moich synów, którzy sami byli prezentami pod choinkę. I myślę, jakże inny jest ten świat, od tego, który jest sprzedawany w obrazkach, jakiecodzienniemijamy. Mój młodszy syn, śpiewak co się zowie, zamiast kolęd nuci teraz reklamy. Szczęściem - nie krzy-cząjuż obaj, że chcą to coś, co wciska się w przerwy między bajkami. Rodzice zaś nie pozują na kapiących złotem i wybielanym uśmiechem milionerów z reklamy firmy jubilerskiej. Patrzę na moich synów i tęskno mi do czasu, gdy radość z Bożego Narodzeniabyła taka jak ich: prosta, wcale nie sprowadzała się do prezentów (ba, z tamtych czasów pamiętam jedynie pierwszy rower), ale do tego, żeby być razem. Żeby wprowadzić trochę oczekiwania, podniosłego nastroju, miłości okazywanej nie na wyrost, a w prostych gestach. W moim domu nikt głośno nie mówił: kocham cię. Ale jakoś tak się składa, że każdy każdemu pomagał. Z miłością. Przy wigilijnym stole stroniliśmy od Idótniinadal stronimy. Proste to. Itego państwu życzymy. Tato z Rodziną lVarto wiedzieć Świąteczny jet lag może zniszczyć twoje święta Spotkania wigilijne, opłatki intensywne weekendy iświą-teczneporządki-brzmi intensywnie, prawda? Często chcemy zrobić więcej kosztem snu. Błąd! Brak odpowiednich wzorców snu może się tragicznie skończyć dla naszego zdrowia. W święta może nas dopaść świąteczny jet lag. Zobacz, czym jest social jet lag ijak można mu zaradzić Grudzień to intensywny miesiąc. Czas podsumowań, kończenie zadań, porządków, kupowania prezentów i spotkań towarzyskich. Zarywamy noce, piekąc ciasteczka, pakując upominki, prasując koszule i spędzając czas przy drinku. Śpimy zbyt krótko i obiecujemy sobie, że odeśpimy w weekend albo w święta. Nie jest to jednak dobre rozwiązanie. Nasz zegar biologiczny sprawia, że jesteśmy przystosowani dobudzenia się, gdy zaczyna się robić jasno, i zasypiania, gdy jest ciemno. Świąteczny jet lag to termin ukuty przez niemieckiegobada-cza TiUa Roennenberga, profesora chronobiologii na Uniwersytecie Ludwiga-Maximiliana w Monachium. Odnosi się to do sytuacji, w której osoba ma dwa różne wzorce snu (zwykle między dniami powszednimi a weekendami). Social jet lag może powodować, że czujemy się jak po jetlagu, mamy poczucie stracenia czasu, jesteśmy senni i zmęczeni. To wynik za-kłócenia naturalnego zegara naszego ciała. Potwierdzają to badania. Tak zakłócamy sen w grudniu Nasz zegar biologiczny sprawia, że jesteśmy przystosowani dobudzenia się, gdy zaczyna się robić jasno, i zasypiania, gdy jest ciemno. Jednak łatwo przychodzi namrozregutowaniego. Prof. Roenneberg martwi się, że nie współpracujemy z zegarem bio- Nie ulegajcie świątecznej presji i pamiętajcie o odpoczynku logicznym, aśpimy wtedy, kiedy jestto dla nas wygodne. - Nasze wewnętrzne zegary są coraz bardziej opóźnione, ponieważ zbyt dużo przebywamy w pomieszczeniach i nie mamy wystarczającej ilości światła dziennego - mówi prof. Roenneberg. Wieczorami, szczególnie jesienią i zimą, korzystamy ze sztucznego światła. Organizm dostaje mylny sygnał, żeby być obudzonym. To dlatego 80 proc. z nas potrzebuje teraz budzika, aby się obudzić. Naukowcy z Centrum Medycznego Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie odkryli, że dwie trzecie z nas doświadcza co najmniej jednej godziny społecznego jet lagu tygodniowo, a jedna trzecia doświadcza dwóchgodzin lub więcej. Można to porównać do cotygodniowego lotu z Warszawy do Stambułu tam i z powrotem bez jedzenia choćbybaklawy. Jak dbać o zegar biologiczny? Eksperci od snu alarmują -sen powinien być regularny. W przeciwnym razie grożą nam bezsenność, letarg i zachcianki, które mogą skutkować przewlekłymi chorobami, otyłością i cukrzycą. - Niespójne harmonogramy między dniami powszednimi a weekendami zakłócają nasz naturalny wzorzec snu, podobnie jak jet lagw podróży - mówi dr Guy Meadows, współzałożyciel i kierownik kliniczny Sleep School. - Nadmierna stymulacja wynikająca z intensywnego życia towarzyskiego może utrudniać naszemu mózgowi odprężenie się, pozostawiając nas wyczerpanymi. Poza dbaniem o stałe godziny snu, wywietrzone pomieszczenie i niezarywanie nocy musimy się nauczyć mówić „nie". Podkreśla to dr Nerina Ramlakhan, ekspertka w dziedzinie snu i autorka książki „Tired but Wired", i sugeruje jasne stawianie jasnych granic. - Mówienie „nie" wydarzeniom towarzyskim musi być praktykowane i częściej stosowane - mówi dr Ramlakhan. - Nasz sen jest bardziej regenerujący, gdy staramy się o regularny, przerywany odpoczynek w ciągu dnia. Jak mówi ekspertka od snu, mówiąc „nie", mówimy „tak" większej ilości energii, lepszemu zdrowiu i ogólnemu lepszemu samopoczuciu. Odmawiając, bierzmy pod uwagę drugą stronę. Zróbmy to, mając na uwadze uczucia osób: przeprośmy i bądźmy szczerzy - wszak kłamstwo ma krótkie nogi. Możemy też zaproponować spotkanie w innym terminie. Nie czujcie presji, że w święta trzeba się ze wszystkimi spotkać Jeśli potrzebujecie odpoczynku, pamiętajcie, że możecie porozdzielać obowiązki nainnych domowników. Nie oczekujcie zbyt wiele, drobne niepowodzenia zamieńcie w żart, co z pewnością wszystkichrozbawiirozluźni atmosferę. Pamiętajcie, że wieczerza wigilijna nie musibyć idealna. Nikt z rodziny nie będzie pamiętał, że zabrakło dwunastego dania lub że zapomnieliście o sianku pod obrusem. Tak naprawdę nie liczą się rzeczy, które znajdziemy na stole, lecz ludzie siedzący wokół niego. Skupcie się na tych, którzy są w waszym domu i spędźcie fen czas miło. Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 TEMAT WEEKENDU# 5 Rodzinne święta Dorota Kowalska dorota.kowalska@polskapress.pl Jfuż za chwilę usiądziemy [przy wigilijnym stole. Najczęściej z bliskimi, z przyjaciółmi. Będzie czas na wspólne biesiadowanie i rozmowy, bo święta Bożego Narodzenia to chyba najbardziej rodzinne święta. Zanim jednak podzielimy się opłatkiem, pomyślmy o sobie. Przez ostatnie dni, a czasami tygodnie szorowałyśmy podłogi, układałyśmy w szafach, biegałyśmy za prezentami, by zaraz potem stanąć przy kuchence i szykować wigilijne dania, Znajdźmy czas, żeby pójść do fryzjera, kosmetyczki, urządzić sobie długą kąpiel, zamiast szybkiego prysznica. Pogadać z dzieckiem, mężem, wysłać kartki świąteczne swoim bliskim. Na dzień przed wigilią kupmy najpiękniejszą choinkę na świecie i wspólnie ją ubierzmy. Marta, 54 lata, zapracowana bizneswoman. Od lat organizuje wigilie u siebie w domu. Przychodzą rodzice, teściowie, córka z mężem i wnukiem, przyjaciółka, czasami znajomi z dziećmi. - Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Cały czas gdzieś biegamy, wszyscy mają swoje sprawy. Boże Narodzenie to tak naprawdę jeden z niewielu momentów, kiedy możemy zwolnić, porozmawiać, nacieszyć się sobą - opowiada. Potrawy wigilijne przygotują wspólnie. Każdy coś przynosi i kładzie na stole. Podobnie jest z prezentami. Losują, kto komu zrobi gwiazdkę. - Wyjątkiemjest Leon, czyli nasz wnuk. Dostaje całą masę prezentów! - wybucha śmiechem Marta. I dobrze! Róbmy sobie prezenty. -Święta to przede wszystkim wspaniała okazja do bycia razemisprawianiasobienajpięk-niejszych przyjemności. Badania psychologiczne wskazują, że częścią naszego dobrostanu jest poczucie, że możemy kogoś obdarować i sami pozwalamy obdarować siebie. To czyni nas szczęśliwszymi. Pozwólmy sobie na to bez wyrzutów sumienia. To przecież jedyny czas w roku, żeby nadać odrobinę magii codzienności, zwrócić uwagę na swoje potrzeby i potrzeby bliskich - mówi Małgorzata Ohme, psychoterapeutka w rozmowie z Qnet.pl. Firma Primark przeprowadziła badanie dotyczące nawyków oraz odczuć Polaków w czasie przedświątecznym iw czasie samych świąt Bożego Narodzenia. Na pytanie o moment poczucia okresu świątecznego, 24 proc osób odpowiedziało, że ten przychodzi tuż po mikołajkach. 18 proc. wyznało, że czuje magię świąt wtedy, gdy dekoracje świąteczne trafiają do sklepów i na ulice. Respondenci odpowie- dzieli także na pytanie o sposób spędzania świąt. 42 proc. przyznało, że najbardziej lubi spotkania z bliskimi, a 29 proc. najbardziej ceni sobie świąteczną atmosferę. Dekorowanie domu świątecznymi ozdobami najbardziej lubi 13 proc. respondentów. Ostatnie pytanie dotyczyło dekoracji świątecznych. 58 proc. z niecierpliwością czeka na ubieranie choinki, a 42 proc. najchętniej nakrywa do wigilijnego stołu. U Marty wigilia kończy się czasami po północy. I nigdy nie zdarzyło się, aby się podczas świąt pokłócili. Ale też trzymają się kilku podstawowych zasad: nie rozmawiają o polityce, nie dopytują swoich dzieci, kiedy mogą się spodziewać kolejnego wnuka lub wnuczki, czy wiosną zmieniają samochód, czy odłożyli już na wakacje. Jeśli Agata, przyjaciółka, sama nie zacznie tematu swoich sercowych podbojów, nie wypytują o kolejnych narzeczonych. I tego się trzymajmy, jeśli sie-dzamyprzy wigilijnym stole, nie prawmy kazań dzieciom, unikajmy: „Ja w twoim wieku...", „Nie masz jeszcze dziczyzny?", „Dobrze wyglądasz kochana! Zawsze mówiłam, że jesteś za szczupła." Cieszmy się sobą! Rozmawiamy o tym, co wspólne, co nas łączy. Bo, choć coraz częściej chcielibyśmy na święta gdzieś wyjechać, wielu z nas spędza Boże Narodzenie tradycyjnie - wdomu, zbliskimi. Amazon.pl we współpracy z Instytutem Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS przeprowadził w tym roku badanie na temat planów i pragnień Polaków. Okazuje się, że ubiegłoroczne święta Bożego Narodzenia spędziło tradycyjnie w domu 64 proc. Polaków. W tym roku o świętach w domu z rodziną marzy już tylko 30 proc. badanych. Ponad jedna czwarta badanych (26 proc.) marzy o tym, żeby spędzić święta z dala od domu - najchętniej na zagranicznym wyjeździe lub w górach. O wyjeździe za granicę marzą głównie przedstawiciele Generacji Xl (22 proc.) oraz kobiety (20 proc.) - wynika z badania. - Trzeba zadać sobie pytanie: co dla mnie oznacza dobre spędzenie świąt? Co w tych świętach cenię? Co jest dla mnie wartością? Jeżeli rodzina, to czasem warto wyciągnąć rękę na zgodę, czasem warto wybaczyć różne krzywdy. Jeżeli to dla mnie czas odpoczynku, to trzeba odpocząć. Jeżeli czas celebrowania, świętowania, to trzeba na tym właśnie się skoncentrować. Każdy musi sobie odpowiedzieć na to pytanie sam, wedle własnego systemu wartości - trzeba uzmysłowić sobie, co jest dla mnie ważne - mówiła mi swego czasu psycholog Maria Rotkiel. Leszek z Anią i sześcioletnią córką Zosią zawsze na święta wy- Zabiegani, ciągle w pośpiechu, często nie mamy ani czasu, ani siły, aby spokojnie posłuchać innych. Więc posiedźmy z dziećmi, mężem, spotkajmy się z przyjaciółmi, odwiedźmy rodziców. Podczas świąt mamy okazję, żeby trochę więcej i głębiej pomyśleć także o sobie SPĘDŹMY TE ŚWIĘTA W MIŁEJ, RODZINNEJ ATMOSFERZE Zadbajmy o świąteczna dekorację mieszkania, o choinkę i przede wszystkim o atmosferę tych świąt jeżdżają. Wybierają ciepłe kraje. Nie lubią przedświątecznego zgiełku, tej gonitwy, ale też długiego siedzenia przy stole. - Oboje pod koniec roku mamy w pracy dużo więcej zajęć. Te wszystidebilanse, zakończenia, podsumowania. Padamy. Ani ja, ani Leszeknie mielibyśmy czasu na przygotowanie świąt. Zresztą, marzymy tylko o jednym: żeby odpocząć. Dlatego wyjeżdżamy gdzieś na tydzień, czasami dwa - opowiada Anna, 34 lata, menager w dużej korporacji. Całe szczęście i Anna iLeszekmająrodzeństwo, które - jak to mówią - ma bardziej tradycyjne podejście do Bożego Narodzenia. Więc rodzice nigdy nie spędzająświąt sami. AZosiaitak ma czas, żeby nacieszyć się cho- inką, prezenty od dziadków dostaje jeszcze przed wyjazdem na krótki zimowy urlop. - Wyjeżdżamy najczęściej do Egiptu, Tunezji, Tajlandii. To czas wielu promocji, można wykupić wycieczkę po naprawdę okazyjnej cenie - dodaje Leszek. Jeśli ktoś ma ochotę na krótką ucieczkę przed codziennością, niech pakuje walizki i rusza przed siebie. Jeśli jednak zostaliśmy w domu, pamiętajmy, co w te święta najważniejsze. Niekoniecznie to, ile potraw przygotujemy, jak dokładnie posprzątamy mieszkanie, jakbogate prezenty postawimy pod choinką. - Naprawdę nikt nam szafy w domu odsuwać nie będzie, nikt nie będzie sprawdzał, czy mamy za nią brud. Natomiast na atmosferę, na to, jaki mamy nastrój, jak się komunikujemy, zwracać uwagę będą wszyscy. Przypomnijmy sobie święta z dzieciństwa. Czy bardziej pamiętamy miłą atmosferę, czy to, że podłoga była umyta? Nie zwracamy na to uwagi! Nie zapamiętujemy tego, czy ubabci było czyściutko, ale pamiętamy, że babcia miała dobry humor, że była uśmiechnięta - mówiła mi ostatnio Maria Rotkiel. I trudno nie przyznać jej racji. Zadbajmyoświątecznądeko- rację mieszkania, o choinkę i przede wszystkim o atmosferę tych świąt. Zabiegani, ciągle w pośpiechu, często nie mamy ani czasu, ani siły, aby spokojnie posłuchać innych. Skupmy się na naszych bliskich, posiedźmy z dziećmi, mężem, spotkajmy się z przyjaciółmi, odwiedźmy rodzinę. Ale pamiętajmy, że święta, to czasrefleksji, zmotywowania się do jakichś zmian. Tak naprawdę, właśnie podczas Bożego Narodzenia mamy okazję, żeby trochę więcej i głębiej pomyśleć także o sobie. REKLAMA_____ _ _ _ 0010719806 r ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i odbiorę, tel. 607 703 135. USŁUGI HYDRAULICZNE, tel. 607 703 135. SPRZĄTANIE strychów, garaży, piwnic, wywóz starych mebli oraz gruzu w big bagach, 607 703 135. • GWIAZDA Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 Bóg uleczył jego zranienia i dał mu wolność Ponad trzydzieści osób z dawnego środowiska Darka Malejonka przypłaciło uczestnictwo w kontrkulturze lat 80. własnym życiem. On podąża od lat inną drogą - życia i miłości DARIUSZ „MALEO" MALEJONEK Paweł Gzyl pawel.gzyl@polskapress.pl Jedni postrzegają go jako jedną z najważniejszych postaci na polskiej scenie reggae. Drudzy ceniąjego specjalne projekty, w których oddaje muzyczny hołd powstańcom warszawskim, żołnierzom wyklętym czy Polakom ratującym Żydów podczas wojny. Jeszcze inni kojarzą go jako jednego z założycieli dziecięcego zespołu Arka Noego. Nieliczni wiedzą, że udziela się wkościelnym wolontariacie, jeździ z misjami po całym świecie i kręci filmy o działalności Kościoła w Afryce czy w Azji. Wszystko to dzięki temu, że ponad trzy dekady temu otworzył się na Chrystusa. - Moje życie jest wielką przy-godązPanem Bogiem. Nie jest to życienakanapieprzedtelewizo-rem, ale życie, które ma smak pełni. Wszyscy mamy wiele lęków i traum w sobie, Pan Bóg może to wszystko w nas uleczyć. Tak uleczył moje zranienia. To, co dla mnie jest cenne w chrześcijaństwie, co może przyciągnąć również ludzi młodych, to fakt, że odbiera ono lęk, daje nadzieję, wolność i odwagę. To dla mnie jedna z najpiękniejszych rzeczy - mówi w serwisie Aleteia. Potrzeba Absolutu Urodził się i wychował w Warszawie w ateistycznej rodzinie. Kiedy tylko wracał ze szkoły, ganiał z chłopakami po podwórku. Jego autorytetami byli starsi kumple, anienajbliżsi. Kiedy stał się nastolatkiem, wszedł w otwarty konflikt z ojcem. On był w partii i cieszył się, że generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny, a Darek popierał „Solidarność". Nie pogodzili się nawet przed śmiercią ojca, który zmarł, kiedy jego syn miał zaledwie 24 lata. Darekbył już wtedy winnym świecie. Kiedy usłyszał nagrania Boba Marleya, zakochał się wja-majskim reggae. Nauczył się grać na gitarze i trafił do studenckiego klubu Hybrydy, gdzie spotykał się warszawski underground. Polscy punkowcy i rastafarianie stworzyli sobie tam kolorowy świat, który był alternatywą wo-beckoszmarupeerelowskiej rzeczywistości. Darek stał się wkrótce jedną z najważniejszych postaci w tym kręgu. - Zacząłem grać i śpiewać w kolejnych zespołach - Salut, Kultura i Izrael. Przez pierwsze lata było wspaniale - czuliśmy się naprawdę razem, jednoczyło nas hipisowskie hasło „Pokój i wol- ność".Myślę, żetoBógpostano-wił mnie przyciągnąć do siebie w ten sposób. Gdzieś w moim wnętrzu tkwiła potrzeba Absolutu. Śpiewanie reggae było pierwszym etapem mojego duchowego rozwoju - wspomina w „Dzienniku Polskim". Muzycy ze sceny reggae palili marihuanę, wzorując się na jamajskich rastafarianach, którzy Urodził się w 1962 roku w Warszawie. Ukończył XXXIII Liceum Ogólnokształcące w stolicy. Grał muzykę reggae w zespołach Salut, Kultura i Izrael. Wykonywał punk z formacjami Armia i Moskwa oraz ostrego rocka z Houk. Jest współtwórcą grupy 2TM2'3 (znanej jako Tymoteusz) oraz dziecięcej Arki Noego. Obecnie prowadzi własne zespoły Maleo Reggae Rockers i Hyperhemon. Współtworzył patriotyczne projekty muzyczne „Panny wyklęte", „Panny wygnane" i „Panny Sprawiedliwe Wśród Narodów Świata". Ma na swoim koncie książkową autobiografię „Urodzony, aby się nie bać". W 2016 roku był jednym z ambasadorów Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Jest żonaty i ma trójkę dorosłych dzieci. traktują ją jako święte ziele. Na szczęście Darek poprzestał na „ganji" - i nie sięgnął po mocniejsze używki. Nawet wtedy, kiedy na początku lat 90. powołał do życiarockową grupę Houk, która wpisując się w modę nagrunge, odniosła duży sukces i inni jej muzycy nie odmawiali sobie wręcz żadnych narkotyków. Uwolniony od zła Choć reggae miało mistyczny wymiar, polscy artyści traktowali go bardziej jak ideologię niż religię. Śpiewali biblijne psalmy, ale ważniejszy był dla nich ich wolnościowy przekaz, nabierający politycznego charakteru w peerelowskich realiach. Wszystko zmieniło się, kiedy Darek trafił w 1987 roku podczas festiwalu w Jarocinie na koncert holenderskiej grupy No Longer Musie, która zaprezentowała perfor-mans, symbolizujący mękę i zmartwychwstanie Chrystusa. - Dopiero na tym koncercie dostałem znak, że Bóg istnieje naprawdę. Poczułem to całym sobą. Że jest, kocha mnie i otwiera przede mną nową sferę życia, której wcześniej w ogóle nie znałem. I to mnie najbardziej poruszyło. Że zacząłem doznawać czegoś, o czym w ogóle nie miałem pojęcia, że istnieje. To jest coś, czego nie da się wytłumaczyć komuś, kto tego nigdy nie przeżył - opowiada w Onecie. W tym momencie zaczął się proces nawrócenia Darka. Kolejnym ważnym punktem na tej drodze była wizyta w stołecznym kościele ojców paulinów. Zaprosił go tam kolega z zespołu Armia - Tomek Budzyński, który wywodził się z tego samego środowiska, a już wcześniej powrócił na łono Kościoła. -Doznałem tam traumatycznego przeżycia: otrzymałem skierowane bezpośrednio do mnie proroctwo, które brzmiało: „Przestań mnie szukać po omacku, jeśli chcesz mnie złapać - zrób to teraz". Stałem jak wryty przez prawie dwadzieścia minut. Po mszy ojcowie modlili się za mnie wstawienniczo i wtedy zstąpił na mnie Duch Święty, uwalniając mnie od wszystkich złych wpływów. Oddałem potem całe swoje życie i rodzinę Jezusowi - twierdzi w „Dzienniku Polskim". Wspólna droga Jeszcze przed swym nawró-ceniem Darek poznał w Warszawie dziewczynę z dobrego domu - Elę. Zakochał się w niej i wciągnął w kontrkulturowe kręgi. Jej rodzice niebyli zachwyceni znajomością córki z długowłosym muzykiem, ale cóż mieli począć: ostatecznie pozwolili naich ślub. Jakież było ich zdziwienie, kiedy niespodziewanie chłopak zaczął przeistaczać się z palącego marihuanę rastafarianina w gorliwego katolika. - Ela początkowo była sceptyczna. Brałem ją na spotkania w kościołach, a ona dość mocno stała w kontrze. Ale po pewnym czasie zobaczyła zmianę we mnie. Że to, co dzieje się ze mną, jest dobre dla naszego związku, dla naszej miłości. To było dla niej ważne doświadczenie. Ona pochodziła z normalnego domu: chodziła do kościoła, była ochrzczona. Tylko po tym, jak związała się ze mną, to odeszła od wiary. W końcu wróciła jednak i dzisiaj jesteśmy na tej drodze razem - wyjaśnia muzyk w Onecie. Mimo nawrócenia, Darek nie zrezygnował z grania. Najpierw założył z dwoma muzykami, którzy przeszli podobną drogę- Tomkiem Budzyńskim z Armii i Robertem Friedrichem z Acid Drinkers - rockową grupę 2TM2'3, a potem z tym drugim powołał do życia dziecięcy zespół ArkaNoego. Sam prowadził własną formację Maleo Reggae Rockers. Zaczął też udzielać się w kościelnym wolontariacie. Był na ukraińskim Majdanie, kiedy wybuchła tam „pomarańczowa rewoluga", nie zawahał się pojechać do syryjskiego Aleppo, choć spadał na nie grad bomb, a nawet odwiedził Jamajkę i... nie zapalił tamtejszej marihuany, bo od 1993 roku trzyma się z dala od wszelkich używek. - Jestem 35 lat z moją żoną, którą kocham coraz bardziej! Właśnie dzięki Jezusowi, który daje mi tę miłość. W moim środowisku muzycznym, 99,9% małżeństw się rozpada, towarzyszy temu wielkie cierpienie, zgorzknienie, ciągłe szukanie czegoś lepszego i nowego. To powoduje naprawdę wielki smutek i ból, często traumy, zwłaszcza gdy w tym wszystkim uczestniczą dzieci. Tymczasem ci moi przyjaciele, którzy zaufali Bogu na sto procent, dalej są w swoidi małżeństwach - podkreśla wAletei. Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 PORADNIK • 7 Ratunek dla żołądka Domowe i naturalne metody na świąteczne przejedzenie Gdy po zjedzeniu większej niż zwykle ilości jedzenia czujemy się pełni, jakby żołądek miał nam pęknąć, to znaczy, że jesteśmy przejedzeni. Z problemem tym najczęściej mamy do czynienia, gdy pożywienie jest bogate w tłuszcz, ponieważ jest ono ciężkostrawne i dłużej trawione. Zobacz, jakie są objawy i naturalne sposoby walki z przejedzeniem, nie tylko tym świątecznym Święta to trudny czas dla osób na diecie lub borykających się z problemami zdrowotnymi, ale nie (tylko. Przejedzenie się jest niemiłym skutkiem zjedzenia zbyt dużej ilości dań. Wiemy też, że trudno jest im się oprzeć i łatwo przesadzić z jedzeniem, alkoholem czy słodyczami. Jest kilka sposobów, jak tego uniknąć i móc cieszyć się wspólnym biesiadowaniem przy świątecznym stole. Nie pomijaj posiłków Choć może się wydawać, że pomijanie posiłkówjest dobrym sposobem na zmniejszenie liczby spożywanych kalorii, to prawdopodobnie sprawi, że szybciej zjesz więcej jedzenia, gdy w końcu usiądziesz do stołu. Regularny harmonogram posiłków jest ważny dla Twojego organizmu - i na co dzień, i w święta. Delektuj się jedzeniem Me jedz szybko - raczej naucz się delektować każdym kęsem. Skup się na smaku, zapachu i teksturze każdej potrawy. Wykorzystanie wszystkich zmysłów pomoże Ci nie tylko bardziej rozkoszować się jedzeniem, ale także wydłuży czas jedzenia. Dzięki temu bardziej docenimy też dania, które jemy tylko i w roku. Słuchaj swojego ciała Uważność i zwracanie uwagi, jak się czujemy w czasie jedzenia, pomoże nam uniknąć nieprzyjemnych skutków świątecznego łakomstwa. Kiedy jemy do syta, nie znaczy to, że mamy się czuć przepełnieni, mieć problemy z oddychaniem i poruszaniem się. Zwolnijmy i przestańmy jeść, jeżeli poczu- A jeśli mimo wszystko podczas świąt zjadłeś zbyt dużo i czujesz się ciężko, wypróbuj naturalne sposoby na zmniejszenie przykrych objawów przejedzenia, wtym ból brzucha, zgagę i wzdęcia. jemy sytość. Odczekajmy kilka minut i sprawdźmy, czy jesteśmy w stanie dalej jeść bez przykrych konsekwencji. Wstań od stołu i ruszaj się Nie wykluczajmy jednak opcji, że ulegniemy i się przejemy. Tutaj pomocny będzie ruch. Nie chodzi tu o intensywny trening, ale coś, co będziemy w stanie zrobić ńawet po sporej porcji jedzenia. Spacer jest idealną aktywnością fizyczną na taką okoliczność. Taka aktywność fizyczna pobudzi krążenie, przyspieszy trawienie i złagodzi wzdęcia. FOT. 123RF raz Imbir Imbir pomożenam, jeśli cierpimy z powodu niestrawności lub mamy nudności. Roślina ta ma wyjątkowe właściwości, które działają rozgrzewająco na żołądek. Przyspiesza przemianę materii i zwiększa wydzielanie soków żołądkowych. Uporczywe dolegliwości związane z przejedzeniem złagodzi napar z kilku plasterków świeżego korzenia imbiru zalanych wrzątkiem. Wystarczy zaparzyć je przez około 5 minut i wypićmałymi łykami. Podobny efekt może też dać wypicie szklanki zmielonych nasion lnu (parzonych przez około kwadrans) lub spożycie bezpośrednio po posiłku kilku plasterków kandyzowanego imbiru. Soda oczyszczona Soda oczyszczona przyda się osobom odczuwającym zgagę, ponieważ reaguje z kwasem solnym w żołądku. Wystarczy wypić szklankę ciepłej lub letniej wody, do której dodamy jedną łyżeczkę sproszkowanej sody. Ocet jabłkowy Ocet jabłkowy, a właściwie szklanka wody z dodatkiem l łyżki octu jabłkowego, to znany od wieków sposób na radzenie sobie ze skutkami przejedzenia. Jeśli czujemy się przejedzeni, to po obfitym posiłku zaleca się wypicie roztworu z i szklanla ciepłej wody z dodatkiem l łyżeczki octu jabłkowego. Dzięki temu możemy doprowadzić do pobudzenia soków żołądko- wych dostrawienianadmiaru jedzenia. Pij dużo wody! Po wodę warto sięgać przed i po posiłku (około pół godziny), ale nie w trakcie spożywania pokarmów, by nie zaburzać procesu trawienia i nie doprowadzić do skurczów jelit, które mogą spowolnić ich pracę. Jeśli chcemy lepiej trawić, warto do wody dodaćplasterek świeżej cytryny. Ziołowe napary Przy objawach przejedzenia właściwszym rozwiązaniem będzie sięgnięcie po działające rozgrzewająco napary ziołowe (tj. melisa, koper włoski szałwia), które mogą wspomóc proces trawienia, złagodzić wzdęcia i pobudzić wydzielanie soków żołądkowych. Zimne napoje nie będą dawać takiego efektu. • Mięta lekarska jest źródłem mentolu, czyli związku o właściwościach pobudzających wydzielanie kwasu solnego w żołądku. Napary z mięty działają rozkurczająco i żółciopędnie, dzięki czemu pomagają trawić potrawy tłuste i ciężkostrawne. Należy jednak zachować ostrożność w przypadku zgagi, ponieważ u niektórych osób mięta może nasilać nieprzyjemne dolegliwości. Nie powinno się spożywać więcej niż 3 porcje po 300 ml naparu dziennie. • Rumianek pospolity wykazuje działanie rozkurczające, dzięki czemu zmniejsza ból i skurcze brzucha, które często towarzyszą niestrawności. Dodatkowo rumianek pospolity charakteryzuje się właściwo ściami przeciwzapalnymi i łagodzącymi, szczególnie na błony śluzowe żołądka i dwunastnicy. Picie naparów z rumianku nie tylko łagodzi objawy niestrawności, ale wspiera również leczenie choroby wrzodowej i napięciowego bólu żołądka. Dzienna bezpieczna dawka lecznicza wy- czy FOT. 123RF nosi maksymalnie 5 filiżanek naparu - pojemność jednej to 150 ml. • Melisa lekarska znana jest ze swoich właściwości uspokajających, jednak niewiele osób wie, że działa onarównież pobudzająco na wydzielanie soków trawiennych. Napary z ziela tej rośliny rozkurczają mięśnie gładkie przewodu pokarmowego i łagodzą ból oraz skurcze brzucha. Dodatkowo melisa lekarska pobudza wydzielanie żółci, a tym samym wspiera trawienie tłustych pokarmów. Nie powinno się pić więcej niż 3 porcje melisy dziennie po 250 ml każda. • Mniszek lekarski jest ceniony za szereg korzystnych właściwości zdrowotnych. Zawarte w nim związki aktywne pobudzają wydzielanie żółci, kwasu solnego i soku trzustkowego, dzięki czemu wspierają proces trawienia. Napary z mniszka lekarskiego dodatkowo pomagają przy zaparciach, wzdęciach i zaburzeniach pracy wątroby. Nie zaleca się spożywać więcej niż 2 szklanki (po 250 ml) naparu dziennie. • Koper włoski, inaczej fen-kuł, to jedna z najpopularniejszych roślin stosowanych w przypadku niestrawności. Ziele kopru stanowi źródło aldehydu i kwasu anyżowego, które pobudzają wydzielanie soków trawiennych. Napary z nasion kopru włoskiego działają również rozkurczająco, dlatego skutecznie łagodzą napięcie i ból brzucha, które często towarzyszą zaburzeniom trawienia. • Kminek zwyczajny to popularny środek zwalczający wzdęcia i bolesne skurcze brzu-cha. Zawarte w nasionach substancje czynne pobudzają wydzielanie soków trawiennych. Dodatkowo napary z tej rośliny pobudzają wydzielanie żółci, dzięki czemu wspierają trawienie potraw tłustych i smażonych. Napar z nasion kminku można stosować również profilaktycznie przed spożyciem ciężkostrawnych posiłków. Agata Siemiaszko Monika Piorun FOT. 123RF 8 KUCHNIA Świąteczny smak Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 mmm Przygotowania do kolacji wigilijnej na finiszu Przygotowania do wigilii świąt Bożego Narodzenia są już na ostatniej prostej. Wiele potraw już jest przygotowanych, teraz pozostają jedynie te, które najlepiej smakują na świeżo ■ 7° < \/i« II M n "olacja wigilijna od zawsze przygotowywana jest bardzo uroczyście wiąże się z wieloma tradycjami. W wigilij-lym menu nie może za-| braknąćmiędzyinnymi:ryb np. g smażonego karpia, ryby | po grecku czy śledzi. Obowiąz-| kowo na stole powinna pojawić s się również kapusta kiszona, £ paszteciki, pierogi, krokiety. Nie może też zabraknąć darów natury, czyli np. zupy z leśnych grzybów, ciasta z suszonych owoców, maku i korzennych przypraw. ŚLEDZIE PO KASZUBSKU 400g filetów śledziowych, 3 duże cebule (czerwone lub zwykłe), pół szklanki rodzynek, 2 łyżki koncentratu pomidorowego, l łyżeczka cukru, pół łyżeczki cynamonu, pół łyżeczki soli, pół łyżeczki ostrej papryki lub chili, 2 liście laurowe, 3 ziela angielskie, 2 łyżki oleju do smażenia, 150 ml wody, 200 ml mleka - do moll czenia śledzi. < Filety śledziowe wypłucz % w zimnej wodzie, zalej wodą g iodstawna30minut.Potym | czasie jeszcze raz zmień wodę, S dodaj mleko i odstaw na około | godzinę (czas moczenia śledzi | zależyodtego,jakbardzosą t słone), śledzie wyjmij z mleka, o opłucz i dokładnie osusz ręcz-£ nikiem papierowym. Pokrój je na mniejsze kawałki. Cebulę obierz i pokrój w piórka. Na patelni rozgrzej olej i zeszklij cebulę (podsmaż, aż zacznie błyszczeć). Dodaj koncentrat pomidorowy, odrobinę wody (ok. 150 ml), przyprawy i rodzynki, wszystko wymieszaj i podduś na małym ogniu przez ok. 10 minut, do odpowiedniej miękkości cebulki. Wystudź. Przełóż śledzie do salaterki i układaj warstwowo z pomidorowo-cebu-lowym sosem. Jeśli chcesz je przechować dłużej, to ułóż je warstwami w słoiku i schowaj do lodówki. ŚLEDZIE Z ŻURAWINĄ 30O g płatów śledziowych w oleju, l cebula biała, loog suszonej żurawiny, 150 ml oleju rzepakowego, 10 ml octu jabłkowego, 3 goździki, 2 kulki ziela angielskiego, szczypta świeżo zmielonego pieprzu, opcjonalnie: 1/2 łyżeczki rozmarynu lub tymianku. Śledzie z solanki przed krojeniem warto wymoczyć w wodzie. Następnie ryby należy osuszyć i pokroić na mniejsze kawałki. W dużej szklanej misce lub słoiku należy umieścić pokrojone śledzie wraz z przyprawami. Potem dolej ocet jabłkowy. Cebulę należy obrać, umyć i posiekać w piórka. Cebulę można przepłukać wrzątkiem, ale nie jest to konieczne. Posiekaną cebulę należy umieścić w misce ze śledziami. Świetnie smakują także śledzie z żurawiną i czerwoną cebulką. Suszoną żurawinę należy namoczyć we wrzątku na20-30 minut. Wystarczy tyle wody, aby przykryła owoce. Po tym czasie należy żurawinę odcedzić i dodać do śledzi. Śledzie z żurawiną polej olejem rzepakowym. Na koniec delikatnie wymieszaj. Takie śledzie z żurawiną wstaw do lodówki na kilka godzin. Śledzie z żurawiną i cebulą w słoiku mogą być przechowywane nawet przez tydzień. KAPUSTA WIGILIJNA Z GRZYBAMI 1 kg kiszonej kapusty, 6 suszonych borowików, 2 łyżki oleju rzepakowego, 1 cebula, 1/2 łyżeczki soli, 1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu, 30 ml zimnej wody. Opcjonalnie: 1 łyżka mąki do zagęszczenia kapusty. Grzyby należy opłukać i namoczyć w zimnej wodzie przez 5 godzin. Następnie trzeba je odcedzić zachowującpłyn z moczenia borowików. Kapustę kiszoną należy opłukać, odcisnąć i posiekać na drobniejsze porqe. Kiszoną kapustę przekładamy do garnka z grubym dnem i zalewamy wodą z moczenia grzybów. Borowiki kroimy w kostkę i dodajemy do kapusty. Wszystkie składniki dusimy na małym ogniu do miękkości. Na oleju podsmażamy posiekaną cebulę 1 dodajemy łyżkę mąki pszennej. Do zasmażki należy dolać 30 ml wody i dokładnie rozmieszać, aby niebyło grudek. Przygotowaną zasmażkę dodajemy do kapusty, przyprawiamy solą i pieprzem. Całość trzeba dusić do momentu, aż kapusta zgęstnieje, cały czas mieszając. PASZTECIKI Z KAPUSTĄ I GRZYBAMI 3 szklanki mąki pszennej, 250 gmargarynylubmasła,2jajka, 2 żółtka, szczypta soli, łyżjka cukru, 5 dkg drożdży, 3 lyżk1 śmietany 18 proc., opcjonalnie kminek lub sezam. Farsz: 800 g kapusty kiszonej, 50 g grzybów suszonych leśnych, l cebula, sól i pieprz do smaku. Zacznij od namoczenia grzybów. Najlepiej zalać je wodą i zostawić na kilka godzin lub na całą noc. Namoczone grzyby odcedź i wypłucz, by nie było piasku. Zalej wodą i gotuj ok 40 min. Kapustę kiszoną odciśnij, jeśli jest bardzo kwaśna, to ją wyphic2' Ugotowane grzyby odcedz, ale zachowaj wodę z ich gotowania. Tą wodą zalej kapustę i gotuj do miękkości (ok. 45 min). Odcedź. Do gotowania kapusty Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 KUCHNIA • 9 Świąteczny smak możesz dodać listek laurowy i 3 ziarna ziela angielskiego. Grzyby i kapustę drobno posiekaj lub przepuść przez maszynkę do mięsa na średnich oczkach. Cebulę posiekaj drobno i podsmaż. Dodaj kapustę z grzybami i chwilę podsmaż, by odparowała woda. Dopraw solą i pieprzem do smaku. Przygotuj ciasto: mąkę posiekaj z margaryną, dodaj jajka, szczyptę soli, śmietanę i drożdże rozmieszane z łyżeczką cukru. Zagnieć i odstaw na 30 minut, by podrosło. Ciasto podziel na dwie części. Pierwszą rozwałkuj na prostokąt, przekrój wzdłuż (jak na zdjęciu w galerii). Na każdą część ciasta, wzdłuż dłuższego boku, kładź kapustę i zwiń jak roladę. Ciasto posmaruj roztrzepanym białkiem i pokrój na kawałki (jak na zdjęciu w galerii). Piecz ok. 30 minut w 180 stopniach Celsjusza. RYBA PO GRECKU 600 g filetów z dorsza, ok. 500 g marchwi (6 marchewek średniej wielkości), ok. 200g pietruszki (i duża pietruszka), ok. 200 g selera korzeniowego (1/4 dużego selera), i por, ok. 300 g cebuli (2 średnie cebule), 2 łyżki mąki pszennej, olej do smażenia, 4 łyżeczki koncentratu pomidorowego, i szklanka wody, 1/3 łyżeczki ostrej papryki, i łyżeczka cukru, i łyżeczka musztardy, sól i pieprz do smaku. Przygotowanie potrawy zacznij od umycia i obrania wszystkich warzyw. Marchewkę, pietruszkę i seler zetrzyj na tarce, na dużych, jarzynowych oczkach. Pora przekrój napółipokrój wdrobne piórka. Cebulę przekrój na ćwiartki i również drobno posiekaj na piórka. Filety z dorsza umyj i dokładnie osusz. Pokrój na mniejsze porcje. Posyp rybę solą i pieprzem, a następnie delikatnie oprósz mąką pszenną. Rozgrzej olej na patelni i usmaż rybę na złoty kolor z obu stron. Na drugiej patelni rozgrzej odrobinę oleju, dodaj cebulę i por i chwilę podsmaż. Dodaj pozostałe warzywa, podsmaż pół minuty i wlej pół szklanki wody. Dopraw warzywa solą, pieprzem, musztardą, ostrą papryką i cukrem, a później podduś ok. pół godziny do miękkości. Na koniec dodaj koncentrat pomido-• rowy i pozostałą część wody (pół szklanki), podduś 10 minut. Przełóż rybę na półmisek i przykryj jeszcze ciepłymi warzywami. KARP Z PIEKARNIKA l kg karpia, 3 g soli, 3 g świeżo zmielonego czarnego piepizu, 10 ml oleju rzepakowego, 2 ząbki czosnku, l cebula. Karpia należy umyć i oczyścić. Następnie rybę trzeba osuszyć papierowym ręcznikiem i dokładnie natrzeć mieszanką soli i pieprzu. Karpia ukośnie naciąć w 2-3 miejscach. Cebulę i czosnek obrać z łupiny. Czosnek należy włożyć w przygotowane wcześniej nacięcia w karpiu. Cebulę przelać wrzątkiem i pokroić w plastry. Naczynie żaroodporne wyłożyć posiekaną w piórka cebulą. Na niej kładziemy przyprawionego karpia. Rybę smarujemy-olejem rzepakowym i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180° Celsjusza. Karp z piekarnika jest upieczony po 30-40 minutach. DROŻDŻOWA GWIAZDA MAKOWA 500gmąki pszennej, 150 ml mleka, 30 g świeżych drożdży, 100 g cukru, 4 łyżki masła, 2 jajka, 2 żółtka, 1 łyżka esencji waniliowej. Masa makowa: 200 g niebieskiego maku, 100 gcukru,iłyżkamasla,iii/2 łyżki miodu, 1/2 laski wanilii lub łyżeczka ekstraktu z wanilii, skórka otartazi/2 cytryny, 80g rodzynek, 50 ml wody, 30gpo-siekanęj kandyzowanej skórki pomarańczowej, opcjonalnie: 30 g posiekanych orzechów włoskich lub migdałów. Zacznij od przygotowania roz-czynu: świeże drożdże wymieszaj z cukrem i ciepłym mlekiem. Następnie dodaj mąkę, ponownie wymieszaj, przykryj i odstaw rozczyn w ciepłe miejsce do czasu podwojenia objętości. Do rozczynu należy dodać żółtka utarte z pozostałym cukrem, resztę mąki i jedno jajko. Ciasto trzeba wyrobić - , ręcznie lub mikserem. W czasie wyrabiania dodajemy powoli przestudzone roztopione masło i ekstrakt waniliowy. Następnie zostawiamy ciasto do wyrośnięcia. Mak do nadzienia należy opłukać, zalać wrzątkiem i gotować przez około 15 minut. Następnie trzeba go od-cedzić i zmielić trzykrotnie. Kolejnym krokiem jest roztopienie masła w garnku o grubym dnie razem z miodem, skórką pomarańczową, skórką cytrynową i zmielonąlaską wanilii lub jej ekstraktem. Do przesmażo-nych bakalii dodajemy namo- czone w wodzie rodzynki oraz zmielony mak. Masę makową smażymy przez 10-15 minut. Następnie należy ją zdjąć z ognia i przestudzić. Wyrośnięte ciasto trzeba podzielić na dwie równe części i rozwałkować na dwa okrągłe placki. Na jednym placku należy roz-smarować masę makową, zostawiając czysty brzeg. Nato kładziemy drugi placek i lekko dociskamy dłońmi. Na samym środku ciasta trzebalekko odcisnąć brzeg szklanki. Chodzi o to, aby zaznaczyć koło. Ciasto nie powinno być przerwane. Ciasto od brzegu koła aż do krawędzi kroimy na 16 równych części. Bierzemy w obie dłonie dwie sąsiadujące części i wywinęłam je do wewnątrz (do siebie) jak spiralki. Trzeba tak zrobić ze wszystkimi kawałkami ciasta, aż powstanie gwiazda. Gotową gwiazdę makową smarujemy jajkiem i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez 35 minut. Po upieczeniu drożdżową gwiazdę makową można po-smarowaćlukrem. KLUSKI Z MAKIEM Składniki na łazanki: 200 g mąki pszennej, 2 jajka, szczypta soli. Składniki na masę ma- kową: 200gmaku, iłyżka masła, loogmiodu,50gcukru pudru, 200 ml śmietanki kre-mówła, iżogmigdałówblanszo-wanych, 10 ml ekstraktu waniliowego, opcjonalnie: 20 gro-dzynek sułtańskich, 50 ml rumu, 20 g kandyzowanej skórki pomarańczowej. Składniki na łazanki należy zagnieść na jednolite ciasto przypominające domowy makaron. Następnie ciasto należy cienko rozwałkować i pokroić w paski szerokości około 1,5 cm. Potem trzeba pasy ułożyć na sobie i pokroić na skos w kwadraty i rozłożyć na stolnicy do przeschnięcia. Łazanki należy ugotować we wrzącej osolonej wodzie i odsączyć na sitku. Mak trzeba kilkukrotnie umyć w zimnej wodzie, od-cedzić, sparzyć wrzątkiem i odstawić na parę godzin. Następnie trzeba odlać wodę i mak zmielić w maszynce do mięsa, w trakcie ucierania trzeba dodawać cukier puder, miód, śmietankę kremówkę, migdały bez skórki i ekstrakt waniliowy. Opcjonalnie rodzynki namoczone w rumie i kandyzowaną skórkę pomarańczy. Doprawiony mak należy połączyć z ugotowanymi łazankami polanymi masłem. . ^ _ _ _ . _ Głos Dziennik Pomorza |0 DOM Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 jjf ?i;?: '' *"®!#'W8*S®^SliSs;-y.;Ww ;- Obyczaje Tradycje świąteczne na Boże Narodzenie. Dawne i obecne polskie zwyczaje W niedzielę zasiądziemy do wigilijnej wieczerzy. Warto przypomnieć sobie polskie i zagraniczne tradycje świąteczne. Dlaczego dzielimy się opłatkiem, po co ubieramy choinkę i z jakiego powodu na wigilijnym stole jest dwanaście potraw. Tę symbolikę warto znać Madalena Konczal magdalena.konaal@polskapress.pl V W pn)™ elementem ■ ■ /świąt Bożego Naro- V /■ / c^zenia iest kulty; ■/ ■/ wowanie tradycji, W W takichjakśpiewanie W W kolęd, obdarowywanie się prezentami czy wypatrywanie pierwszej gwiazdki. Nie wszystkie zwyczaje są polskie, niektóre przywędrowały do nas z innych krajów. Świąteczne tradycje mają ważną symbolikę, którą warto przypomnieć sobieprzed Bożym Narodzeniem. Są też regionalne tradycje świąteczne, które kultywuje się tylko w niektórych miejscach Polski, a także taMe zwyczaj e, które praktykowano dawniej, ale dziś się już tego nie robi. Tradycje świąteczne to nieodłączny aspekt Bożego Narodzenia. Warto jednakpoznaćich historię i dowiedzieć się, jaka jest symbolika poszczególnych polskich tradyqi bożonarodzeniowych. Nie wszystkie świąteczne zwyczaje przetrwały do dzisiejszych czasów. Warto jednak dowiedzieć się, jakietradycjebożo-narodzeniowie praktykowali nasi przodkowie. Dawniej zw y-czaje te były po trosze związane z rytuałami zadusznymi i agrarnymi. W kątach pomieszczeń wystawiano na przykład snopy siana, co podobnie jak sianko miało symbolizować ubóstwo Jezusa i warunki, w jakich przyszedł na ten świat. Poza tym wierzono, że Wigilia Bożego Narodzenia to okres, w którym spotykają się nie tylko żyjący, ale także zmarli. Otwierano okna i drzwi, by dusze mogły dostać się do środka. NaPodlasiudodziś pielęgnowany jest zwyczaj bożonarodzeniowy związany z resztkami wieczerzy. Według tej tradycji, resztki wieczerzy ustawiano koło pieca. Przed nim stawiano ławkę i posypywano ją piaskiem lub popiołem. Następnie resztki wieczerzy pozostawiano przez całą noc Po pozostawionych śladach na ławce, starano się odgadnąć, kto z przodków przybył się posilić resztkami z Wieczerzy. Zanim wnaszych domach zaczęto ubierać choinkę, popu-larnabyła podłaźniczka (boże drzewko), a więcprzyozdobiona gałązka świąteczna. To tylko część dawnych tradycji świątecz- nych. W niektórych regionach Polski wciąż je się praktykuje. Tradycja ubierania . choinki Zwyczaj ubierania choinki przyszedł do Polski od naszych zachodnich sąsiadów mniej więcej w xvm-xix wieku. Z kolei do Niemiec przywędrował on zFranq'i. Początkowo na choince zawieszano orzechy i jabłka (co miało symbolizować owoc, który Ewa zerwała z zakazanego drzewa). Obecnie drzewko bożonarodzeniowe jest ozdobą domu, warto jednak dowiedzieć się więcej na temat symboliki tego elementu świąt Bożego Narodzenia. Jest onosymbolem życia i płodności. Nie bez przyczyny przystraja się drzewo iglaste, które nie traci liści, mato wymiar nie tylko praktyczny - tak jak drzewo zachowuje igły, tak my powinniśmy zachowywać wiarę. Dzielenie się opłatkiem Zwyczaj dzielenia się opłat-kiembyłpopulamyjużwpierw-szych wiekach chrześcijaństwa. Nawet w Biblii odnajdujemy fragmenty, w których uczniowie Chrystusa dzielą się chlebem. Początkowo jednak tradycja ta nie była związana z Wigilią Bożego Narodzenia. Dlaczego obecnie dzielimy się opłatkiem? To symbol miłości, okazywania sobie szacunku, ale też przebacze-niaizgody. Zwyczaj ten kultywowany jest m.in na Słowacji, Litwy, Białorusi, Ukrainie, Czechach czy we Włoszech. Pierwsze wzmianki o łamaniu się opłatkiem w Polsce pochodzą z końca XVIII w. 12 potraw na wigilijnym stole Na wigilijnym stolestawiamy dwanaście potraw. Zgodnie z tra-dyqą powinny być to posiłki bezmięsne. Obecnie mówi się o tym, że liczba ta symbolizuje dwunastu apostołów, którzy towarzyszyli Jezusowi. Jednak zwyczaj ten sięga czasów pogańskich, kiedy to obchodzono Szczodry Wieczór, anastolestawiano właśnie dwanaście potraw, które miały symbolizować liczbę mie-sięcywroku. Pasterka Wciąż wiele osób w Wigilię Bożego Narodzenia uczestniczy w pasterce. To wydarzenie upa- miętnia przybycie do betlejemskiej szopy pasterzy, którzy byli jednymizpierwszych świadków narodzin Jezusa. Zgodnie z tradycją po mszy świętej o godz. 24.00 kończył się post i można już było spożywać mięsa. Sianko pod obrusem Jedną z tradycji jest wkładanie pod obrus sianka. To symbol ubóstwa, w jakim na świat przyszedł Jezus Chrystus. Ponadto (zgodnie z wierzeniami pogańskimi) w taki sposób gospodarze zapewniają sobie dostatek na cały rok. W wielu domach nadal praktykuje się zwyczaj świąteczny wyciągania traw spod obrusa. Osoba, która wyciągała trawę prostą, miała wieść życie proste i pozbawione niebezpieczeństw. Jeżeli była przekrzywiona, wieszczyło to życie kręte i niełatwe. Wypatrywanie pierwszej gwiazdki na niebie Kolejnym zwyczajem bożonarodzeniowym jest wypatrywanie pierwszej gwiazdki na niebie. Dopiero gdy się ona pojawi, można usiąść do wigilijnej wieczerzy. Tradycja ta nawiązuje do Gwiazdy Betlejemskiej, którą Trzej Królowie zobaczyli w momencie narodzin Jezusa. Prezenty na święta Najbardziej lubiana przez dzieci tradycja bożonarodzeniowa to obdarowywanie się prezentami. Nawiązuje ona do postaci św. Mikołaja - biskupa Miry, który pomagał potrzebującym, dając im upominki. Puste miejsce przy wigilijnym stole Przy wigilijnym stole zostawia siępuste miejsce dla przybysza, np. osoby samotnej, która nie ma z kim spędzić świąt. To pozostałość po dawnym zwyczaju, zgodnie z którym puste miejsce miała zająć dusza zmarłego. Śpiewanie kolęd Wiele osób podczas wigilijnego spotkania śpiewa kolędy. Zwyczaj ten jest bardzo stary, bo sięga aż XV wieku. Zgodnie z tra-dyq'ą autorem pierwszej kolędy był św. Franciszek z Asyżu. Najpopularniejszą pieśnią bożonarodzeniową jest z kolei „Cicha noc", którą przetłumaczono na ponad300języków. Tradydcyjnie na wigiijnym stole powinno znaleźć się dwanaście potraw. Koniecznie też należy przełamać się opłatkiem Nie w całej Polsce prezenty pod choinkę podkłada św. Mikołaj. W Wielkopolsce i na Kaszubach to Gwiazdor, na Śląsku Dzieciątko Jezus, a w Małopolsce Aniołek i > - ■* < V. "I 2 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.12.2023 Marcin Kędryna, publicysta PRAWORZĄDNOŚĆ REWOLUCYJNA T VP Info wyłączone. Wzrusz. Gwiazdka. To ja już nic nie chcę" -napisał do mnie, w telegraficznym stylu, na Signalu, o tym - jak ro-zumiem - że więcej gwiazdkowych prezentów już nie potrzebuje, powszechnie szanowany dziennikarz śledczy. Powszechnie szanowany, gdyż potrafiący zwykle zachować w swojej pracy zadziwiający dystans do własnych poglądów. I muszę przyznać, że jakoś jestem go w stanie zrozumieć. Żyję w naszym kraju na tyle długo, że nie mam jakichś specjalnych złudzeń, co do TVP. Zawsze było tik, że telewizja była rządowa. Zachowując większe bądź mniejsze pozory. Zwykle mniejsze. Taki mamy klimat. Gdyby siła telewizji była tak wielka, jak politycy myślą, to PiS najpierw by władzy nie zyskał w 2015 r. A nawet gdyby zyskał, toby teraz jej nie stracił. A stracił. I pewnie również przez telewizję, która irytowała oszałamiająco wielką liczbę ludzi. Irytacja jest na tyle powszechna, że IMHOtrudnobędziezbudowaćjakiś bardziej powszechny ruch społeczny, któryby w ramach walki ze zmianami w TVP Info zaczął stawiać barykady. Niezbyt przekonująco wyglądają stający w obronie wolności mediów politycy, którzy najwyraźniej corazlepiej odnajdują się wroli opozycji. Żyję w naszym kraju na tyle długo, żeby pamiętać, iż po każdej zmianie władzy zawsze dochodziło do przejmowania przez tę nową telewizji. I jakoś mnie to nie przeraża. Taki mamy klimat. Przeraża mnie za to coś innego. Naprawdę przeraża. Otóż po raz pierwszy dzieje się to bez zachowania pozorów nawet legalizmu. Korzystając z tego, że sporej części obywateli nie podobały się „Wiadomości", nowa władza postanowiła dokonać na TYP samosądu. Postanowiła i dokonała. „Tak skracając to wszystko do jednego zdania, to Tusk robi dzisiaj to wszystko, przed czym przez 8 lat ostrzegał, że zrobi to Kaczyński" - napisał na Twitteize KrzysztofPanek. Żyję w naszym kraju na tyle długo, żeby pamiętać poprzednie rządy PO. Pamiętam likwidację OFE i podniesienie wieku emerytalnego. Ani na j edno, ani na drugie Platforma się z wyborcami nie umawiała, ale reformy przeprowadzono. Zgodnie z zasadami państwa prawa, przy wsparciu zaprzyjaźnionego Trybunału Konstytucyjnego. Pamiętam polowanie natóbiców, rozbijanie górniczych demonstraq'i, wredakcji „Wprost" tonawetbyłem. Tyle że wtedy zachowywała pozory legalizmu. Dziś się to zmienia. Uchwały sejmowe, które nie są wgKonstytucji źródłem prawa, stają się wystarczającym pretekstem do działania rządu. Przerażające jest, że właściwie wszystko jest możliwe. Odmieniana przez ostatnie lata przez wszystkie przypadki „praworządność" dawała obywatelom jakieś minimalne poczucie bezpieczeństwa. Profesor Bodnar, mam wrażenie, że wielokrotnie to tłumaczył. Dziś to znika. Niebez udziału profesora Bodnara. Swoją drogą od paru dni jest ministrem sprawiedliwości, a jakoś nie słychać, żeby się zajął push-backami na białoruskiej granicy. No więc mamy rząd, który praworządność powiesił na haku. Mamy też inny poważny kryzys. Prezydent ułaskawił panów Kamińsłaego i Wąsika. Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że mógł to zrobić. Część sędziów Sądu Najwyższego postanowiła, że się tym nie będą przejmować. Dziś więc mamy sytuację, że panowie jakby byli skazani i nie byli skazani -w zależności od tego, która wersjabardziej nam się podoba. Zaraz Sejmmoże uchwałą stwierdzić wstecznie nieważność nominacji sędziowskich i w zależności od tego, co się będzie komu podobać, wyrokizlatostatnichbędą ważne albo nieważnie. Nie wiem,co jestprzeci-wieństwem praworządności. Chyba anarchia. Ale nic to. Zaraz Święta. Cieszmy się więc nimi, bo za rok nie wiadomo, jakbędzie. Historia się, niestety, nie skończyła. Geopolityka nie zrobi nam raczej wolnego, byśmy mieli czas na uporządkowanie naszych spraw. Tomasz Kapica, redaktor naczelny „Nowej Trybuny Opolskiej JAK W DOBRYM GANGSTERSKIM FILMIE Nsię efekt, a nie dobre wrażenie. A efekt ma być tald, że nowa władza ma bardzo przyjazny medialnie układ, jak miało to miejsce przed 2015 rokiem, a w szczególności do 2011 roku (czas przed powstaniem tygodnika „Uważam, rze".). Sprawa szturmu na TVP w ogóle jest bardzo ciekawa i jako taka kiedyś z pewnością będzie ominowanie człowieka się nadawała na komisję śledczą. Jak podały służb specjalnych niektóre media, ludzi, którzy weszli do gabine-Bartłomieja Sienkiewi- tów na Woronicza, mógł wpuścić Przemysław cza na ministra kultury pozornie mogło się wy- Herburt, czyli prokurentpowołanyprzez... pre-dawać dziwne, ale okazuje się, że było bardzo zesa Mateusza Matyszkowicza. Otwarte pozo-dobrze przemyślane. W przejęciu Telewizji Pu- staje pytanie, jak udało się tak szybko wyłączyć blicznej użyto bowiem metod pasujących sygnał i strony internetowe publicznego do dobrego filmu gangsterskiego, a nie unor- nadawcy. Swoją drogą, wyłączenie sygnału to mowanych prawnie rozwiązań. Jednego dnia prawdopodobnie przestępstwo. uśpiono czujność opinii publicznej i części po- Tego samego dnia, w którym zaatakowano lityków oraz dziennikarzy „miękką" i niewiele TVP, zapadł wyr ok bezwzględnego więzienia znaczącą uchwałą, by na drugi dzień uderzyć dla byłych szefów służb specjalnych i promi-siłowo, z wykorzystaniem barczystych męż- nentnych polityków PiS: Macieja Wąsika i Ma-czyzn, fortelu z wyłączeniem sygnału oraz riusza Kamińskiego. Dziwna zbieżność dat, przejęcia ochrony. chociaż wielu wyborców koalicji bardzo taka Jeszcze niedawno takie wydarzenia były koincydencja ucieszyła. Czekali, aż stosy za-praktycznie nie do wyobrażenia. Donald Tusk płoną. postanowił jednak iść na rympał, licząc na to, że cała awantura rozejdzie się „po kościach" w związku ze świętami Bożego Narodzenia i ogólną świąteczną atmosferą resetu. Na rządzącą koalicję głosowało wielu młodych ludzi, którzy nie pamiętają podobnych scen w redakcji tygodnika „Wprost" czy przejmowania dużego opiniotwórczego polskiego dziennika pod śmietnikiem tylko dlatego, że publikował treści niewygodne dla ówczesnej władzy koalicji PO-PSL. Część z nich nie do końca jeszcze w ogóle rozumie, o co chodzi, oglądając sceny szturmu na TVP i słysząc 0 tym, że wyłączono sygnał publicznego nadawcy. Trzeba im jednak przypominać, że koalicja Donalda Tuska szła do władzy z hasłem „uśmiechniętej i demokratycznej Polski", która szanuje prawo i wolność mediów. Wybrana niedawno władza na nowych szefów najważniejszych programów informacyjnych miała mianować dziennikarzy związanych wcześniej m.in. z TVN-em. Paweł Płuska pojawił się nawet w środę w siedzibie TVP 1 choć twierdził, że jest tam przypadkiem, to jednak nie dało się ukryć, że chodzi o jak najszybsze przygotowanie nowych programów ze zgoła innym przekazem od tego, jaki dotychczas szedł z Woronicza. To oczywiście jawna kpina z hasła o „wolności mediów", ale tu liczy „Najważniejszą rzeczą jest zapewnienie, że dotrzemy do punktu, gdzie Ukraina będzie w stanie stać na własnych nogach. I widzimy to, to jest przed nami, ale musimy kontynuować dostarczanie naszego wsparcia, by dotarli do tego miejsca" SEKRETARZ STANU USA ANTONY BLINKEN •WWW.i"*" Głos Dziennik Pomorza ni ii r Piątek, 22.12.2023 r U LO F (} T O komentarz tygodnia 20 GRUDNIA 2023, WARSZAWA, POLSKA ►owołany przez ministra Sienkiewicza - na stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej TVP - Piotr Żemła obserwuje protest przed budynkiem telewizji. TVP przejęto siłą, wyłączono TVP Info, nie wyemitowano programów informacyjnych. Nowa władza redef iniuje tak popularne w ostatnich latach słowo „praworządność". 3 GRUDNIA 2023, BERLIN, NIEMCY, Niemieccy rolnicy protestują przeciwko likwidacji lopłat do paliwa. Rząd Federalny, w związku z problemami z budżetem, podnosi odatki, likwiduje dopłaty, na przykład do samochodów elektrycznych. 20 GRUDNIA2023, WARSZAWA, POLSKA, Panowie Wąsik i Kamiński ułaskawieni 16 XI 2015 przez Prezydenta, skazani 20 XII 2023 roku wtej samej sprawie przez warszawski sąd, po tym, jak część sędziów Sądu Najwyższego stwierdziła, że nie przejmuje się TK. « 17 GRUDNIA 2023, WILMINGTON, USA, Ameryka też się sypie. Agenci SecretService przy samochodzie, który wbił się w prezydencką kolumnę. Każdy, kto ma minimum wiedzy o amerykańskich zwyczajach, wie, że takie rzeczy się nie zdarzają. 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.12.2023 skandal stajenki l skandal wcielenia. Święty Franciszek to boży skandalista. pasterkę odprawił wśród zwierząt Dlaczego dawniej dzieciątko Jezus malowano w żłobku przypominającym trumnę? Skandal stajenki i skandal wcielenia nieodwołalnie wpisują się w tematykę Bożego Narodzenia. „Zapominamy, że Jezus był do nas podobny we wszystkim oprócz grzechu. We wszystkim. (...) Miał też katar i uczył się najprostszych rzeczy" - mówi proboszcz bazyliki panewnickiej w Katowicach o. Samuel Kukiełka. Rozmawiał Mateusz Czajka Zacznę od nieco skandalicznego pytania: wziąłby ojciec Najświętszy Sakrament i wy-stawiłwstajence lub sprawowałby tam mszę? Tego rodzaju pomysły przechodziły mi przez głowę - staram się szukać różnych rozwiązań w duszpasterstwie. Kręci mnie pójście pod prąd, żeby pewnych izeczy dotknąć głębiej. Jestem jednak trzynasty rokka-płanem - nieco się nauczyłem, a na pewnych rzeczach się „spaliłem". Niektóre rzeczy, które wynikają z tradycji ludowej, warto zostawićipójść nieco inną drogą, aby pokazać głęboką treść. Zazwyczaj lepsze to, niż łamanie schematówinp. wystawienie Najświętszego Sakramentu w żłóbku, bo figurka dzieciątka jest tylko przypomnieniem wydarzenia narodzenia, a wkomuniiświętej Jezus jest realnie obecny. Pierwsze pytanie zostało zadane nieprzypadkowo.800lat temu święty Franciszek w Greccio przygotował pierwszą stajenkę- i to z żywymi zwierzętami Tam pojawił się Najświętszy Sakrament... Według bł. Tomasza z Celano św. Franciszek na miejscu żłobu postawił ołtarz i tam sprawowano pasterkę. Niebyło tam jednak wystawienia Najświętszego Sakramentu. Już widzę oburzenie liturgi-stów. Św. Franciszek mocno wskazywał, że miejsce przyjścia Jezusa na świat jest ołtarzem. Eucharystia łączy doświadczenie przychodzenia Jezusa, umierania oraz zmartwychwstania. Kiedyś mocne wrażenie wywarł na mnie obraz dzieciątka Jezus owiniętego całunem. Leżało wżłóbku przypominającym trumnę. Jakby autor już zapowiadał jego śmierć za grzechy ludzi. Pisało o tym wielu ojców Kościoła. Szczególnie w Kościele wschodnim jest wiele ikon z różnych okresów, które tak pokazują dzieciątko Jezus. Ukazuje to jednocześnie bóstwo, człowieczeństwo i śmiertelność. Czy samo wcielenie Boga jest skandalem? Św. Franciszek próbował poprzez wykorzystanie szopki sprowokować ludzi do spojrzenia głębiej na prawdy wiary. Czy nam -8oo lat później -stajenka nie spowszedniała? Odpowiedź nasuwa się sama. Często przy „cukierkowa-tych" i laurkowych przedstawieniach żłóbka, on nam spowszedniał. Nie widziałem stajenki umoszczonej gno- jem. Nasze żłóbki są bardzo sterylne, grzeczne. Tak naprawdę Jezus urodził się w grocie zaadaptowanej na miejsce dla zwierząt, gdzie była słoma, smród i brud. W takich warunkach rodzi się Pan Jezus. Jest to tak naprawdę skandaliczne. Bóg nie przychodzi do pałacu. Z drugiej strony śpiewamy „nie było miejsca w gospodzie" - a ówczesne gospody były jednoizbowe i w czasie spisu powszechnego pełne ludzi. To nie było miejsce dla rodzącej kobiety. Zgodnie z prawem żydowskim ściągnęłaby także na przebywających tam ludzi nieczystość rytualną. Na pewno stajenka była przestrzenią intymną dla Maryi. Mimo wszystko Bóg nie wybrał jednak przestrzeni świątynnej, luksusowej, królewskiej ani nawet przestrzeni domowej, gdzie przeżywamy codzienność. Schodzi piętro niżej - do poziomu brudu -na swój sposób niegodnego. W teologii mówimy o „keno-zie" określanej m.in. jako „ogołocenie", „uniżenie". Samo przyjęcie ciała ludzkiego to doświadczenie przyjęcia ograniczeń, które ma każdy człowiek. Święty Paweł pisze, że „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, ale uniżył samego siebie". Zapominamy, że Jezus był do nas podobny we wszystkim, oprócz grzechu. We wszystkim. Czyli Chrystusa też bolał brzuch. Tak. Miał też katar i uczył się najprostszych rzeczy. Czasami Pana Jezusa przedstawiamy jako tego, który miał pełnię wiedzy. On tak samo się uczył, jak my. Owszem -miał łaskę otwierania się na natchnienia Ducha Świętego i na głos swojego Ojca. Na pewno miał też łatwość modlitwy i łatwość spotykania się ze swoim Ojcem, ale musiał uczyć się najprostszych rzeczy od Maryi i od Józefa. Mel Gibson pokazuje to pięknie w Pasji, gdy Jezus wykonuje różne meble i sprzęty domowe, albo gdy się przewrócił jako dziecko i podnosi go Maryja. To są przebłyski pewnej intuicji dotyczącej zwyczajności, codzienności i wzrastania Pana Jezusa, a nie tworzenia obrazu dalekiego Boga. Mnie się łatwiej przeżywa wiarę i rozmawia z Panem Jezusem widząc go, jako kogoś bliskiego - kogoś, kto może usiąść ze mną do stołu i pogadać. Ktoś, kto jest daleki, nie ma czasu. Jest niedostępny. Dlaczego jednak stajenka i wcielenie? Bóg mógł znaleźć tysiąc innych sposobów. Chodzi o tę bliskość i miłość? Na pewno. Druga rzecz to dostępność. Każdy może do niego przyjść - bezdomny, upodlony, biedny. Niedawno w Kościele przeżywaliśmy Dzień Ubogich. Ci ludzie dobrze się czują widząc Jezusa, który zszedł do nich. A propos ubogich. Pasterze -ci, którzy pierwsi przyszli do stajenki - byli pogardzaną grupą społeczną. Dziś nazwalibyśmy ich, za przeproszeniem, „hołotą". Nie mogli wchodzić nawet do świątyni jerozolimskiej, a to im się objawia anioł i mówi o dzieciątku. To nie była grupa słynąca z przykładnego życia. Bibliści wskazują, że wśród nich byli drobni przemytnicy, złodzieje, osoby nieszanowane. Szli na wypas, mieszkali z owcami. To oni pierwsi widzą nowo narodzonego Boga. Co ciekawe, jednym z charyzmatów franciszkanów j est ubóstwo. Cały pontyfikat papieża Franciszka ukierunkowany jest na ubogich i cały czas odkrywamy jego wezwanie w tej kwestii. Wydaje mi się, że to jedno z najtrudniejszych zadań duszpasterskich. Bardzo często chcemy „załatwić sprawę" szybko - dać 2,5,10 złotych i iść. Zrzucamy tę sprawę na innych. Co w takim razie trzeba zrobić, aby ci „pasterze" przyszli do żłóbka? Odkąd tu jestem od 1,5 roku wraz z zespołem charytatywnym szukamy nowych dróg. Jest kilka dobrych pomysłów, które powoli będziemy wdrażać. Nauczyłem się, że pewne rzeczy trzeba wprowadzaćbez pośpiechu, ale solidnie. Nie w stylu - dziś pomysł, a za trzy dni z niego nic nie ma. Rozpoczęliśmy w parafii spotkania dla seniorów. Jest wiele osób ubogich samotnością. Mamy sporo starszych parafian, którzy chcą się spotkać, posłuchać o Słowie Bożym i pobyć jak człowiek z człowiekiem. Mamy też pomysł, abyraznamiesiąclub dwa spotkać się z ludźmi z marginesu na kręgu biblijnym i posłuchać, jak Słowo Boże do nich przemawia. Często w Kościele Biblia nam powszednieje. Myślę, że czymś zaskakującym byłoby zobaczyć, jak ktoś z ulicy rozważa Słowo Boże i odczytuje je w swoim życiu. W planach mamy także rozwój poradnictwa (spotkania z terapeutą, prawnikiem). Ważne, by działając dla ubogich, nie zawężać się tylko do wymiaru pomocy materialnej - on jest najprostszy, choć najważniejszy. Człowiek głodny będzie myślał o jedzeniu, a nie rozwazaniu Słowa Bożego. ZAPOMINAMY, ŻE JEZUS BYŁ DO NAS PODOBNYM E JVSZYSTKIM OPRÓCZ GRZECHU WE WSZYSTKIM. CHOROWAŁ, UCZYŁ SIĘ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.12.2023 PULS • 5 O. Samuel Kukiełka: Jezus urodził się w grocie zaadaptowanej na miejsce dla zwierząt, gdzie była słoma, smród i brud (na ilustracji: „Boże Narodzenie", witraż Józefa Mehoffera i Stanisława Wyspiańskiego, 1906) O. Kukiełka: Warunki, w jakich urodził się Pan Jezus, były skandaliczne. Bóg nie przychodzi do pałacu, (na ilustracji: Tommaso di Stefano Lunetti „Pokłon pasterzy (Adoracja Dzieciątka przez Marię, św. Józefa i pasterzy)", 1520) Gdy myślę o Bożym Narodzeniu, to często zastanawiam się nad miejscem młodych matek (oraz ojców) w Kościele. Tutaj ubóstwo czasu jest spore. W początkowym okresie opieki po urodzeniu dziecka brakuje czasu i spokoju na rozmowę z Bogiem. Jeśli mam styczność z młodymi małżeństwami z małymi dziećmi, to staram się uspokajać rodziców, że nie ma piękniejszej modlitwy niż ofiara, troska i miłość. Po to się modlimy i przyjmujemy sakramenty, aby siebie dawać innym, wyjść z egoizmu, a nie żeby czuć się miło z Panem Bogiem oraz mieć spokojne myśli, serce. Mamy bardzo mocno polecają swoje dziecko Stwórcy w czasie ciąży. Gdy ono się rodzi, to jest czas na działanie. Uspokajam, że ta głębsza modlitwa wróci, a teraz jest czas, żeby się dać drugiemu. Potrzebujemy w parafiach przestrzeni dla rodzin i mam - np. miejsca, gdzie mogą przewinąć lub nakarmić malucha. Gdy posługiwałem w Chorzowie na Klimzowcu, stworzyliśmy tam taką przestrzeń. Czasem dobre duszpasterstwo zaczyna się od nagrzanej salki. Stoją przed nami różne wyzwania. Bardzo łatwo powiedzieć, że nie ma młodzieży i małżeństw w Kościele. Po- N/1PEIVN0 ST4JENM BYU PRZESTRZENIĄ INTYMNĄ DLA MARYI. MIMO lVSZYSTKO BÓG NIE PPYBRAŁ PRZESTRZENI LUKSUSO-IPEJ, ANI NAPPET DOMOlVEJ trzeba szukania rozwiązań, a my łatwo się dyspensujemy od działania. Idziemy tak trochę narzekając, że to już są tylko starsi, że to jest koniec wspólnoty Kościoła, że będzie tylko gorzej. Jeśli nic nie zrobimy, nie będziemy szukać nowych rozwiązań, to nie dziwmy się, że ludzie (szczególnie młodzi) nie przychodzą. Zaczęliśmy rozmowę pytaniem o stajenkę i zakończymy również tym wątkiem. W Pa-newnikach budowana jest jedna z największych szopek w kraju. Jej obecność jest ważna dla Kościoła? Stajenki dalej potrafią opowiadać historię narodzenia Jezusa. Fascynuje mnie w tym miejscu to, że ta stajenka się nie nudzi. Przez blisko 20 lat mojej styczności z panewnicką stajenką te same osoby przyjeżdżają i ciągle ich to fascynuje. Tu spotykają się dwa wymiary. Z jednej strony jest wiele osób, które przyjdą, jak do muzeum. Bazylika w okresie świątecznym staje się przestrzenią takiego dużego zwiedzania, które się tutaj odbywa. Bardzo dobrze, że tak jest, bo po to też to miejsce stworzono, żeby zobaczyć stajenkę, cieszyć się nią. Tak naturalnie, po ludzku podziwiać. Mamy też drugi wymiar, który pozwala wchodzić głębiej w doświadczenie wcielenia. Jest tutaj kilkadziesiąt róż- nych forni adoracji żłóbka odbywających się często przy udziale biskupów. Przyjeżdżają tu i towarzyszą różnym grupom. Często jest to eucharystia oraz kolędowanie i jakaś forma adoracji żłóbka. Każda osoba coś dla siebie znajdzie. o. Samuel Kukiełka OFM Franciszkanin, administrator bazyliki w Katowi-cach-Panewnikach, gdzie znajduje się jedna z największych szopek w Polsce. PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.12.2023 Jezus urodził aępośród ludu Izraela, wzrastał w Jego kulturze i religii, myślałimówił po aramejsku według ówczesnych zasad pojęciowych i lingwistycznych, zachowywał zwyczaje i obyczaje swego środowiska, stosował się do żydowskich praw., Jezus jest Żydemina zawsze nim pozostanie" - naucza Kościół. Dopiero w tle pojawia się okupacja rzymska i narzucone przez nią realia religijno-prawne. Jezus czyta Torę W rozważaniach na temat życia Jezusa najistotniejszy jest kontekst religijny. Jezus, parający się ciesielką, a potem nauczaniem, był religijnym, praktykującym Żydem. Obrzezany został w ósmym dniu, pielgrzymował od dziecka wraz ze swymi rodzicami, a później niejednokrotnie ze swymi uczniami do Jerozolimy na religijne święta żydowskie, nawiedzał świątynię, uczestniczący w synagogalnych nabożeństwach, nosił cicit, czyli rytualne frędzle przy ubraniu, nieustannie podkreślał wagę słów Tory i innych pism Biblii hebraj -skiej, modlił się psalmami, przestrzegał ducha prawa religijnego, a jednocześnie przeciwstawiał się jego literalnej, skostniałej interpretacji. Jako Żyd jest dziedzicem Przymierza i temu dziedzictwu dochował wierności. Ogłoszenie prawdy o sobie, jako o żydow-skim Mesjaszu, Jezus chdał włączyć w kontekst kultu synagogi. Przede wszystkim jednak chciał zrealizować najwyższy akt złożenia w darze samego siebie w ramach obchodu żydowskich świąt paschalnych. W nauczaniu Jezusa centralnym motywem było Królestwo Boże, rozumiane jako sfera panowania Bożego, w której znaleźć się może każdy, poprzez zmianę swego życia, czyli meta-noję. W pełni miało się objawić w czasach ostatecznych. Było onoopartenaStarym Testamencie, jednak treści starotestamen-towe zostały przezeń zreinter-pretowane. Pod okupacją Miejscem działalności Jezusa była Judea - prowinqa cesarska podporządkowana bezpośrednio cezarowi Augustowi. Ze względu na swój niewielki obszar oraz sąsiedztwo prowincji Syrii, w której stacjonowały cztery legiony, na jej czele stał namiestnik rangi ekwickiej, który dysponował ponadto nielicznymi wojskami pomocniczymi, czyli arndliamymi. . W normalnych okolicznościach Judea miała niezależną administrację, podlegała jednak ogólnemu nadzorowi legata Syrii, do którego Żydzi mogli się odwoływać nawet wbrew woli swojego namiestnika. Legat Syrii mógł interweniować bezpośrednio w Judei w przypadku kryzysu lub wyraźnego rozkazu z Rzymu. Jezus urodził się w Betlejem w prowincji Judea, która znajdowała się wtedy pod panowaniem Rzymu (na ilustracji: Sandro Botticelli „Narodziny Jezusa", 1500 r.) JEZUS. ŻYD, uALILEJCZYK Z IMPERIUM RZYMSKIEGO Dla chrześcijan Jezus Chrystus jest Synem Bożym. Ale istnieje także ziemska odsłona jego życia - pobożnego Żyda, mieszkańca prowincji okupowanej przez Rzym Rzymską kwaterą główną była z pewnością Cezarea Nadmorska, ale jedna kohorta stacjonowała w twierdzy Antonia w Jerozolimie. Jej głównym zadaniem była ochrona terenu świątyniwczasie świąt. „Żołnierze zajmowali wówczas pozycje na dachach portyków okalających świątynny dziedziniec. Nie- wykluczone, że garnizon rzymski stacjonował również wpałacuHeroda Wielkiego, należy to uznać zarzecz naturalną, gdyż tam w czasie wizyt w Jero- Mariusz Grabowski zolimie rezydował namiestnik. Dowodzący jerozolimską kohortą trybun spełniał rolę przedstawiciela namiestnika i miał pełną władzę administracyjną" - pisze Jerzy Giecieląg w tomie „Palestyna w czasach Jezusa. Dzieje polityczne". W mocy Sanhedrynu Okupacja Judei nie zmieniała wielewżyciu przeciętnego Żyda, bowiem j ego codzienny świat zamykał się w kręgu współwyznawców, świątyni, obrzędów iświątreligijnych. Rządynadna-rodem żydowskim sprawowała elita, na czele której stał arcykapłan, który przewodniczył Sanhedrynowi. On sam z kolei znajdował się pod kontrolą rzymskiego namiestnika. Zgodnie z rzymską praktyką także lokalna administracja pozostała w żydowskich rękach, Sanhedryn zaś stał się władzą administracyjną i sądowniczą dla całego kraju, przy czym jego uprawnienia do wydawania wyroków śmierci zostały, jaksię wy- daje, ograniczone. Stąd zapewne w czasie procesu Jezusa Żydzi domagali się akceptacji od namiestnika rzymskiego, którym był wówczas prokurator Judei Poncjusz Piłat. Przestępstwa natury religijnej, które nie dotyczyły w gruncie rzeczy Rzymian (chyba że obywatel rzymski dopuścił się znieważenia świątyni) i znajdowały się raczej poza możliwo-ściamiich oceny, pozostały wge-stii Sanhedrynu. „Z pewnością rozpatrywał on również tzw. przestępstwa główne, zagrożone karą śmierci" - pisze Ciecieląg. Faryzeusze i inni Można powiedzieć, że życie religijne w prowincjach cesarstwa rzymskiego polegało na dość daleko posuniętym syn-kretyzmie kultów. Np. w okresie panowania Oktawiana Augusta pojawił się zaczerpnięty z ludów hellenistycznych kult osoby panującej i kult Rzymu. Kult cesarza rozwijał się systematycznie, aby osiągnąć apogeum zapanowania Dioklecjana Czy tak było także w Judei? Tu życie religijne podporządkowane było dodatkowo podziałami w strukturze żydowskich elit. Głównym stronnictwem byli faryzeusze, którzy w czasach Jezusa cieszyli się sporym zaufaniem ze strony prostego ludu. Zasadniczo niebyli kapłanami - byli to świeccy, których charakteryzowała szczególna troska o przestrzeganie Tory. Większość z nich należała do klasy średniej -byli rzemieślnikami i kupcami. Ich podejście koncentrowania się na przepisach absolutyzowania prawa wielokrotnie krytykował Jezus. Z kolei saduceusze, wywodzący swą nazwę od Sadoka, najwyższego kapłana za czasów króla Dawida i Salomona, ówczesna arystokracja, byli związani z wysoko postawionymi rodami kapłańskimi i wielu z nich było kapłanami. Stanowili elitę polityczną i społeczną narodu. Odrzucali wiarę w anioły, demony i zmartwychwstanie po śmierci, byli natomiast bardziej otwarci na wpływy hellenistyczne i przyjaźniej nastawieni do władz rzymskich. Jezus w czasie swej działalności stykał się ponadto z uczonymi w Piśmie, zelotami, czyli tą grupą Żydów, która dążyła do zbrojnego zrzucenia jarzma imperium rzymskiego, a także poborcami podatków (celnikami) - urzędnikami administracji rzymskiej, których zadanie polegało na zbieraniu podatków i ceł. Jezus kontra Piłat Jezus zatem działał w otoczeniu Żydów, a jednak imperium wkroczyło w jego życie i to dość brutalnie. Aresztowano go w ogrodzie Getsemani w Wielki Czwartek, gdy został zdradzony i wskazany oprawcom przez swego ucznia Judasza Iskariotę. Oprócz straży świątynnej udział w aresztowaniu mieli żołnierze rzymscy, co potwierdza zdanie z Ewangelii św. Jana: „Kohorta więc i trybun, i słudzy żydowscy pojmali Jezusa i związali Go". Potem nastąpił proces, który przebiegał w dwóch różnych fazach z racji czynionych Mu zarzutów i różnych trybunałów. „Pierwsza faza, o charakterze religijnym, miała miejsce przed najwyższym żydowskim trybunałem narodowo-religij-nym, Sanhedrynem, a jej przedmiotem były oskarżenia o przestępstwa natury religijnej. Druga faza procesu ma miejsce przed trybunałem rzymskim w osobie prokuratora Poncjusza Piłata, jej przedmiotem są oskarżenia o przestępstwa polityczne" - pisze Marek Sobczyk w pracy „Proces Jezusa oczami historyka i prawnika". Historycy od dawna toczą spór o prawną kwalifikację zarzutów stawianych Jezusowi przed trybunałem prefekta rzymskiego. Jedni dowodzą, że chodziło o zbrodnię obrazy majestatu (tzw. crimen laesae ma-iestatis), inni o zarzut przywłaszczania sobie tytułu królewskiego, jeszcze inni dochodzą do wniosku, że Jezus został skazany za wywoływanie przez jego naukę Mcznych zgromadzeń, które mogły zostać potraktowane jako nielegalne i zmierzające do rozbicia jedności imperium. Casus św. Pawła Wspomnijmy o jeszcze jednym aspekcie życia Jezusa - nie był obywatelem rzymskim. Jezus przyszedł „do swojej własności" - jskprzypcmina św. Jan, jako potomek rodu Dawida był prawowitym członkiem narodu żydowskiego, a Jego rodzice mieli dom, własność 1 prawa, ale obywatelem imperium nie był. W czasie procesu Jezusa Żydzi zastosowali wobec Piłata klasyczny szantaż polityczny - aby wymusić na lokalnych władzach rzymskich jakieś koncesje na swoją rzecz, dość często posługiwali się tą groźbą. „Ostrzegli" więc Piłata, że jeśli uwolni Jezusa, nie będzie mógł być uważany za przyjaciela cesarza. Samemu Jezusowi nie przysługiwały w tym procesie żadne prawa. Dla porównania: św. Paweł z Tarsu, który miał obywatelstwo rzymskie, bronił się w sądach rzymskich przed oskarżeniami Żydów, którzy po aresztowaniu apostoła w Jerozolimie tropili go nawet w Cezarei Nadmorskiej. Św. Paweł w obecności rzymskiego namiestnika i króla Agryppy n mówił o Jezusie zmartwychwstałym i o tym, jak Go poznał w drodze do Damaszku. Przesłuchania św. Pawła w Cezarei Nadmorskiej miały swój finał w Rzymie, dokąd został odesłany po tym, jak wcześniej, wobec determinacji Żydów o wydanie im go, odwołał się do sądu Cezara. Był to przywilej, który przysługiwał mu właśnie iako obywatelowi rzymskiemu. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.12.2023 PULS • 7 WYPIS Z AKT PERSONALNYCH MATKI BOŻEJ Maria była matką Jezusa Chrystusa i żoną Józefa z Nazaretu. Przyszła na świat prawdopodobnie w 20 r. p.n.e. w Jerozolimie lub Seforis, zmarła wedle tradycji po 30 r. w Efezie Mariusz Grabowski Nawet pomijając nadprzyrodzoną stronę jej życia, trzeba przyznać, że Maria z Nazaretu jest najbardziej wpływową kobietą w dziejach ludzkości. Nie wiemy, jak wyglądała, a w Nowym Testamencie, fundamencie chrześcijaństwa, nie znajdziemy nic także ojej dzieciństwie ani codziennym życiu. Z wolą anioła Informacje na temat dzieciństwa Marii znane są wyłącznie z przekazów pozabiblij-nych, z apokryfów i hagiografii, takich jak m.in. „Protoewange-lia Jakuba" czy średniowieczna „Złota legenda". Wynika z nich, że rodzicami Marii byli Joachim i Anna. Małżonkowie długo nie mogli doczekać się potomka. Przysięgli więc Panu, że jeżeli da im dziecko, oddadzą je na służbę Bogu. Pewnego dnia Annie ukazał się anioł, który oznajmił, że lizicuivu, kluic! uiouzł, będzl.6 wielbione przez cały świat. Dziewięć miesięcy później na świat przyszła córka, której zgodnie z wolą anioła nadano imię Maria. W wieku trzech lat została ona oddana przez rodziców na wychowanie kapłanom i niewiastom usługującym w świątyni. Nauka przy świątyni była wówczas swoistym przywilejem. To tam żydowska dziewczynka mogła zdobyć ogładę, zaczerpnąć wiedzy, nauczyć się cennych umiejętności. „Piętno niepłodności" Paweł F. Nowakowski, autor książki „Biografia Matki Bożej", dorzuca do tej historii kilka szczegółów. Dowodzi np., że Joachim nie byłjuż młody, gdy został ojcem. Hodował bydło w Nazarecie, posiadał liczne stada. „Tradycja mówi, że gdy dowiedział się o tym, że będzie miał oczekiwane z ogromnym utęsknieniem dziecko, dał Bogu na ofiarę 10 jagniąt, kapłanom 12 cieląt, a ludowi 100 kóz. Dotąd z Anną przez 20 lat nie mieli dzieci, co wśród Izraelitów było uważane za nieszczęście i hańbę. Parę spotykały różne upokorzenia. Modlitwa Anny o dziecko, o wyzwolenie jej z „piętna niepłodności" jest bardzo wzruszająca. Liczyła około 45 lat, gdy urodziła córkę" - pisze. Z rodu Aarona Sięgnijmy do rodowodu Marii. Św. Łukasz odnotował także, iż Elżbieta, matka Jana Chrzciciela, była krewną Marii oraz że Elżbieta pochodziła z kapłańskiego rodu Aarona, z pokolenia Lewiego. Piszący w IV w. św. Grzegorz z Nazjanzu, zasugerowany tymi rewelacjami uważał, iż również Maria pochodziła z rodu Aarona. W ten sposób linie królewska i kapłańska miały połączyć się w osobie Jezusa Chrystusa. W XIII w. św. Tomasz z Akwinu uważał, iż ojciec Marii pochodził z pokolenia Judy, matka Marii z pokolenia Lewiego. Anna, żona Joachima, miała być siostrą Elżbiety, matki Jana Chrzciciela, czyli zgodnie z tą tradycjąMariabyła siostrzenicą Elżbiety. Niektórzy uważają, że siostrą Marii była też Salome, żona Zebedeusza, której dwaj synowie, Jakub Większy i Jan Ewangelista, byli później n^TTinmi TnTiicsi UV£jlliailu J\^zjuaix. 0 Zebedeuszu wiemy niewiele. Był galilejskim rybakiem i wolno przypuszczać, że w czasie Męki Chrystusowej już nie żył. W każdym razie w apokryfach i legendach się nie pojawił. Uwzględniała go natomiast chętnie chrześcijańska ikonografia. ślub z Józefem Gdy pomocnice w świątyni dojrzewały fizycznie, wówczas kończyły naukę, bo bywały „nieczyste" raz w miesiącu. Wtedy trzeba było wychowankom zapewnić dobrą przyszłość, czyli korzystne za-mążpójście. W „Protoewange-lii Jakuba" jest opis okoliczności zawarcia małżeństwa Marii i Józefa. Oto gdy Maria miała ok. 12 lat, zgodnie z rozporządzeniem najwyższego kapłana miała wrócić do swej rodziny, aby wyjść za mąż. Nie zgodziła się jednak na opuszczenie świątyni, ponieważ składała śluby czystości i była przeznaczona do służby Panu. Nie wiedząc, co robić, kapłani zwrócili się o pomoc do Boga, który polecił zebrać wszystkich nieżonatych mężczyzn z rodu Dawida. Każdy z nich miał złożyć na ołtarzu gałązkę. Na jednej z nich miał spocząć Duch Święty w postaci gołębicy i wła- „Zaślubiny Marii", obraz autorstwa Rafaela Santiego, 1504 ściciel tej gałązki miał zostać mężem Marii. Wkrótce okazało się, że na żadnej z gałązek nie spoczął Duch Święty. Wtedy okazało się, że jeden z mężczyzn nie złożył gałązki. Tym człowiekiem był Józef z Galilei. Kiedy i on położył gałązkę, przepowiednia się spełniła. Podczas gdy Józef przygotowywał dom do przybycia żony, Maria udała się do Nazaretu, gdzie objawił jej się Archanioł Gabriel i przepowiedział jej chwalebną przyszłość Matki Boga. Pogromca duchów Nie wiadomo dokładnie, ile Józef miał lat, gdy poślubił Marię. Chyba wcale nie był stary. Bardzo mało o nim wiemy. Ewangelie wspominają o nim skąpo, ale piszą jako o człowieku sprawiedliwym, rzemieślniku. Nie mieszkał z Maryją, gdy dowiedział się, żejest w ciąży. Nie oddalił jej, mimo że się nad tym zastanawiał, uznał dziecko, zapewnił mu opiekę. Droga do Egiptu musiała być uciążliwa, szczególnie z maleńkim dzieckiem, ale 0 tym Ewangelia św. Mateusza milczy. Apokryfy za to pełne są opisów dzikich zwierząt, a nawet smoków, które klękają przed Jezusem i oddają mu hołd. Gdy Maryja jest głodna, a owoce palmy, pod którą spoczywa, wiszą za wysoko, Jezus leżący na brzuchu Matki miał do nich wołać: „Pochyl się drzewo 1 posil swoimi owocami moją matkę". I tak się stało. Gdy było za gorąco, Jezus miał sprawić, że drogę, którą normalnie pokonywało się w trzydzieści dni, Święta Rodzina pokonała w jeden, a wreszcie w samym już Egipcie hołd oddać Mu miał zarządca pogańskiej świątyni. Józef pojawia się w Ewangeliach w tym trudnym momencie życia Maryi, a ostatni raz, gdy Jezus ma 12 lat. Pod krzyżem go nie ma, nie pociesza Maryi. Możliwe, że już wtedy nie żył. Nie wiadomo jednak na pewno, co się z nim stało, bo Biblia milczy o jego dalszych losach. Ale chrześcijaństwo oddaje mu sprawiedliwość. Kościół katolicki uważa go za postać wyjątkową, godną kultu i naśladowania. Co więcej, św. Józef przez tenże Kościół jest ukazywany również jako pogromca duchów piekielnych. Dom i synagoga „Po powrocie z Egiptu do Nazaretu - pisze Tomasz P. Terlikowski w tekście »Dzieciń-stwo między warsztatem a synagogą. Jaki był mały Jezus?« -Święta Rodzina prowadziła zwyczajne, żydowskie życie. Jezus od św. Józefa uczył się modlitw i czytania, pomagał mu w warsztacie i prawdopodobnie wędrował z nim, pomagając przy budowach, Maryja pracowała w domu". Powołując się na Henriego Daniela-Ropsa, Terlikowski dodaje: „Jaki był to dom? Liczył zapewne jedną izbę, »w powietrzu unosi się słodkawy zapach oliwy; dym wydobywa się często jedynie przez drzwi; wieczorem gliniana lampa umieszczona na żelaznym świeczniku lub na kamieniu wyrastającym z muru rzucała mdłe światło«. Dom był prawdopodobnie częściowo wydrążony w wapiennym podglebiu". Nieopodal domu była synagoga, gdzie ojciec z synem, gdy ten wyszedł już spod opieki matki, modlili się i czytali Pismo. Jezus, jak każdy żydowski chłopiec, uroczyście obchodził dzień, w którym po raz pierwszy czytał Torę w synagodze i gdy został przekazany pod opiekę ojcu. Matka Bolejąca... Nowakowski twierdzi ponadto, że w Nowym Testamencie faktycznie nie ma biograficznych danych o Maryi, są za to informacje ojej relacjach z synem. Opisane są z wielką wiedzą o tym, jak skomplikowane mogą to być emocje matki i przyszłego Zbawiciela. „Np. w Kanie Galilejskiej Maryja mówi Jezusowi, że gościom zabrakło wina. On daje jej do zrozumienia, że nie zajmuje się takimi przyziemnymi sprawami. Mówi, według Biblii Tysiąclecia: »Czyż to moja lub Twoja sprawa, niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?«. Zamienia jednak wodę w wino. Wyznacza pewne gra- nice matce, ale z miłości czyni tak, jak ona tego oczekuje" -twierdzi Nowakowski. Wiemy, że Maria stała pod krzyżem wraz z Marią Magdaleną, Marią Kleofasową oraz Janem. Tam, w duchowym testamencie, jej syn ustanowił między nią a jego umiłowanym uczniem duchową relację macierzyńską, która zgodnie z wiarąKościoła jest otwarta dla wszystkich uczniów Jezusa. Dzieje Apostolskie podają, że po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa Ma-riabyła w Wieczerniku w chwili oczekiwania na Zesłanie Ducha Świętego. Ostatnie lata życia na ziemi miała spędzić razem z Janem w Efezie. Stamtąd, zgodnie z tradycją Kościoła katolickiego, po śmierci została wraz z ciałem wzięta do nieba. „Przeżyła pełnię życia" Tradycja potwierdza stały pobyt Najświętszej Maryi W EitGZle. Wcufugmej OKOiO 10 km na wschód od Efezu leży miasto Kirkince, które w 1892 r. było zamieszkane przez ok. 4 tys. Greków, ostatnich potomków efeskich chrześcijan. Ich przodkowie zostali zmuszeni do schronienia się w Kirkince w XI w. z powodu inwazji Turków Seldżuckich. Ludzie ci każdego roku w dniu 15 sierpnia gromadzili się na górze Ala Dag w małej kaplicy, nazwanej przez nich „Pa-naya Kapulu", to znaczy „Dom Naszej Pani". Chrześcijanie z tejże Kirkince schodzili się do tej kaplicy, by przypomnieć sobie miejsce, gdzie żyła i zakończyła swe doczesne życie Matka Jezusa. Swoje rozważania o życiu o Matce Bożej Paweł F. Nowakowski kończy zadziwiającą, ale też budującą refleksją: „Nigdy chyba nie mogła być beztroska. Dzieciństwo miała surowe, pracowite, w świątyni. Przekonała się, że wszystko j est możliwe, że zadecydowano za nią. Została matką niezwykłego syna, wzorem macierzyństwa, ale jej duma wciąż była podszyta lękiem, nie zawsze Jezusa rozumiała, bała się o niego. I słusznie. Potem patrzyła na ukrzyżowanie, na zmartwychwstanie. Doznawała głębokich uczuć. W każdym razie przeżyła pełnię ży-aa . 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.12.2023 DAVIES: NAPISAŁEM PANORAMĘ GALICJI - Moje założenie było takie, by połączyć perspektywę polską z perspektywami ukraińską i żydowską Galicji - mówi prof. Norman Davies, brytyjski historyk Paweł Stachnik Dlaczego zdecydował się pan napisać książkę o Galicji? Dlaczego nie o jakiejś innej bliskiej panu krainie, np. Walii? W moich związkach z Polską to właśnie z Galicją miałem zawsze najwięcej do czynienia. Studiowałem w Krakowie, rodzina mojej żony pochodziła ze Lwowa, więc to był dla mnie naturalny wybór. Przez lata martwiłem się, że jeszcze nie napisałem książki o Galicji. Wreszcie podczas pandemii znalazłem dość czasu, żeby ją stworzyć. Pańska książka ma 784 strony. Jak długo pracował pan nad nią? Czy piśmiennictwo dotyczące Galicji jest bogate? Kiedy piszę, to piszę szybko. Siedemset stron to dla mnie przeciętna objętość. Materiał historyczny rzeczywiście jest ogromny, bo w ciągu wielu lat prac o tej krainie powstało tysiące. Napisałem panoramę Galicji, ale ukazaną z różnych perspektyw. Moje założenie było takie, by połączyć perspektywę polską z perspektywami ukraińską i żydowską. Galicja nie była krajem wyłącznie polskim. To był kraj, w którym swój udział mieli Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Każdy z tych narodów ma teraz swoją własną historiografię tego zagadnienia, a historiografie te bardzo się od siebie różnią. Mogę teraz powiedzieć, że musiałem stać się ekspertem w tych trzech ujęciach. Ale dzięki temu starałem się przedstawić zrównoważony obraz. Każda z nacji zamieszkujących Galicję ma swoją własną jej wizję. Inaczej widzą ją Polacy, inaczej Ukraińcy, inaczej Żydzi, inaczej Niemcy. To naturalne. Ale czy jest jakiś element wspólny tych wizji? To zależy, o jakim okresie mówimy. W czasie istnienia Królestwa Galicji, czyli do 1918 r., istniała wspólna wizja Galicji. Była to wizja stworzona przez Habsburgów, w której wszystkie narody miały swoje miejsce. Galicja w tej wizji była krajem wielonarodowym, wielojęzycznym i wieloreligijnym, nad którym panował jeden cesarz. I tę wizję akceptowano jeżeli nie powszechnie, to na pewno czyniła to większość. Sytuacja zmieniła się po upadku Galicji. Wtedy pojawiło się zróżnicowane postrzeganie. Jedni widzieli ją jako utracony raj, inni jako krainę opresji, jeszcze inni chcieli zupełnie wykreślić ją ze swojej historii. Ukraińcy mają swoją wizję Hałyczyny, ale odnosi się ona przede wszystkim do Galicji Wschodniej. Oni w ogóle nie piszą na przykład o roli Krakowa w Galicji, bo dla nich Kraków jest obcy i daleki. Z kolei Polacy mieli w głowach przekonanie, że cała Galicja była dziedzictwem dawnej Korony i jako taka powinna wrócić do Polski. Ukraińcy pod wpływem doktryny prezydenta Wilsona, że każdy naród ma prawo do samostanowienia, uważali zupełnie inaczej. Ich zdaniem Wschodnia Galicja, w której większość stanowili Ukraińcy, powinna należeć do Ukrainy. Jak widać, te dwie wizje były zupełnie nie przystające do siebie. I stąd właśnie ta okropna wojna polsko-ukraińska w 1918 i 1919 r. Tak więc te zróżnicowane wizje istnieją i pisząc swoją książkę, musiałem trochę walczyć z każdą z nich. A jak dawną Galicję postrzegają Ży dzi i ich historiografia? Ich wizja obejmuje oczywiście wyłącznie Galicję żydowską. Nie całość, lecz tylko losy Żydów wtej krainie i ich stosunki z resztą ludności. Przeważnie jednak ta żydowska wizja jest bardzo pozytywna. Oni pamiętają Galiq'ę jako kraj, wktórym Żydzi mieli stosunkowo dużo swobody. Porównują ją z sąsiednią Rosją, gdzie Żydzi mieli znacznie gorzej. Dla nich cesarz austriacki byłrycerzem i obrońcą żydowskich praw. Jest to oczywiście wizja inna od polskiej iukraińskiej. A jaki był stosunek władców z dynastii Habsburgów do tego kraju koronnego? Czy była ona dlanich ważna, czy raczej marginalna, boo wiele ważniejsze były Czechy i Węgry? Habsburgowie mieli mniej więcej dwadzieścia takich prowin-cjiiraczej niebyli wstaniekaż-dej z nich traktować jakoś wyjątkowo. Wydaje się jednak, że mieli do Galicji - a przynajmniej niektórzy z nich - trochę sentymentu. Cesarz Franciszek I bardzo często bywał wGalicji. Odbywał po niej podróże, był przyjmowany we Lwowie i Krakowie, w dworach i pałacach. Na pewno nie można powiedzieć, że los Galicji był Habsburgom obojętny. W ostatnich latach istnienia, to jest od początku XX w., w Wiedniu do- Davies: Polacy nie rozumieją, że polski ruch niepodległościowy w Galicji miał swój ukraiński ekwiwalent brze wiedziano, że los cesarstwa zależy od tej prowincji granicznej i jej skutecznej obrony podczas wojny. Gdy wybuchła Wielka Wojna, działania toczyły się właśnie w Galkji, Rosjanie w pewnym momencie zajęli większość jej terytorium. Ówczesna rosyjska okupacja przypominała to, co dzieje się dziś na Ukrainie. Postępowanie wojsk rosyjskichbyło okrutne, niszczące i rujnujące. Rosjanie byli przekonani, że Galicja to część Rosji, bo kiedyś należała do książąt ruskich. Stąd też konflikt z Ukraińcami, tak jak dzisiaj. A wracając do Habsburgów, to cenili oni lojalność Galicjan. Aprzecież dla Polaków Galicja to miejsce, w którym narodził się zbrojny ruch niepodległościowy - Piłsudski, Strzelec i Legiony. Z drugiej strony ruch ten wcale nie miał całkowitego poparcia wśród galicyjskich Polaków, nie mówiąc już o Żydach czy Ukraińcach... Tak oto wyobrażenia nie zawsze przystają do rzeczywistości. Druga rzecz: Polacy nie rozumieją, że polski ruch niepodległościowy w Galicji miał swój ukraiński ekwiwalent. Ukraińcy walczyli o niepodległość swojego państwa. Pisząc np. o Daszyńskim, że „walczył o niepodległość", to samo należy napisać o ówczesnych politykach ukraińskich. Pisząc o galicyjskich hierarchach kościelnych, o kard. Sapieże powiemy, że to mąż stanu. To samo należy powiedzieć o metropolicie Andrzeju Szeptyckim. Przykłady te pokazują, jak różnią się narodowe perspektywy. Pracując nad książką próbowałem być uczciwy wobec wszystkich tych galicyjskich wspólnot. Bo każda z nidi miała swoich wielkich ludzi, swoichłotrówiswo-ich przeciętniaków. Tworząc panoramę trzeba pokazać maksymalnie szeroki obraz. Czy te galicyjskie narody były bliskie sobie? Czy raczej każdy znkhżyłosobno,wswojej własnej rzeczywistości, społeczności i w swoim własnym świecie? Oczywiście, że takie kontakty były, a interakcji było bardzo wiele, mimo różnic narodowych i religijnych. Dużo było małżeństw mieszanych i to nie tylko inteligencji w miastach, ale również na wsiach. Greko-katolik mógł bez problemu ożenić się z rzymską katoliczką. Tutaj w Oksfordzie miałem znajomego Polaka, Kazika Michalskiego, który dożył 106 lat. Przed wojną pracował jako młody sędzia w Rzeszow-skiem. Opowiedział mi bardzo dużo ciekawych historii stamtąd. Na przykład to, że istniały tam obok siebie wioski polskie i wioski ukraińskie. I zwyczajem było, że dziewczyny z wioski ukraińskiej wychodziły za mąż za Polaków ze wsi polskiej. I na odwrót: Polki wychodziły za Ukraińców. Nie było konfliktów religijnych, rodziny były dwujęzyczne, a krewnych miały po obu stronach. Taka mieszanina była w Galicji powszechna. Przekonać tych ludzi, że należą do narodu polskiego, a nie ukraińskiego i Ukraińców powinni nie lubić i na odwrót, to było dla polityków duże wyzwanie. Na przykład w okresie międzywojennym władze polskie przeprowadzały szeroką akcję poloni-zacji Ukraińców. Polonizowali się też Żydzi, a drogą do tego było przyjęcie katolicyzmu. Notabene, dlahitlerowcównie miało to żadnego znaczenia. Podczas okupacji w niektórych gettachbyły całe kwartały katolickie. Polonizowali się również napływający do Galicji Niemcy. Znamy przecież wiele przykładów wybitnych Polaków o niemieckich nazwiskach. Józef Dietl, prezydent Krakowa, na początku nie mówił ani słowa po polsku. Wincenty Pol, poeta, pochodził z rodziny niemieckiej. Estreicherowie to austriacka rodzina. Galkja miała to do siebie, że wszyscy mieszali się ze wszystkimi. Taką wizję wielonarodowościowego państwa mieli zresztą Habsburgowie i ją realizowali. AktóryzmitówoGalicjiuważa pan za szczególnie rozpowszechniony i zakorzenion y w społecznej świadomości? Czy ten o szczęśliwej krainie, wktórej wszyscy żyiiwzgodzie i symbiozie? Galicja jako raj utracony - ten mit funkcjonuje wśród Żydów i w dużej mierze także wśród Polaków. No cóż, dla polskiej arystokraci Galicja rzeczywiście była rajem. Potoccy, Lubo-mirscy, Badeni i inni, oni pamiętają lata galicyjskie właśnie jako raj. Natomiast Ukraińcy bardzo rzadko mówią o Galicji jako raju. Mit drugi to bieda galicyjska - Galicja jako najuboższa kraina w całej Europie. I owszem, ten mit powstał nie bez pewnego uzasadnienia. Rzeczywiście zdarzało się, że najbiedniejsi galicyjscy chłopi głodowali i aby wyrwać się z tej biedy emigrowali całymi tysiącami. W latach przed I wojną światową imigracja chłopów i polskich, i ukraińskich z Galkji była ogromna. Chicago zbudowali wszak emigranci z Galkji, a zwłaszcza górale. Emigranci ukraińscy osiedlali się chętnie w Kanadzie. A zatem galicyjska bieda nie była fikcją, ale jej poziom został zdecydowanie przesadzony. Równolegle funkcjonowały i bieda, i całkiem dostanie życie. Zależy tylko u kogo i w którym momencie. Wreszcie trzeci mit i trzecia fałszywa wizja to Galicja - kraj konfliktów, nieustannych sporów i walk. Owszem, były bardzo ostre, nieraz i krwawe, walki ikc nflikty, ale one zdarzały się sp >radycznie. To naprawdę nie był kraj, wktórym wszyscy walczyli ze wszystkimi bez końca. Zdarzyła się oczywiście rabacja, podczas której chłopi w Galicji Zachodniej mordowali swoich panów i to tysiącami. Tyle że to nie była przecież norma. Tak samo z konfliktami poteko-ukraińskinm ukraińsko-polskimi. One, owszem, były, ale raczej nie miały wielkiego natężenia. Istniał też antysemityzm, ale o wiele powszechniejsza była tolerancja, dobre współżycie i symbioza. A zatem w części mitów funkcjonujących o Galicji pewne realne problemy zostały mocno wyolbrzymione. Pisze pan, że Galicja umierała dwa razy. Pierwsza śmierć nastąpiła wraz z upadkiem monarchii Habsburgów w 1918 r. Śmierć druga nastąpiła w okresie n wojny. To wtedy zniszczono społeczności, które tworzyły niegdyś społeczeństwo habsburskiej Galicji W1918 r. miała miejsce polityczna śmierć Galicji. Wraz z upadkiem monarchii habsburskiej nastąpił koniec tego tworu i zjawiska, jakim była Galicja. Jednak społeczności, które tam żyły pozostały. Zmieniły się granice i przynależność polityczna, ale pozostały miej -sca, ludzie, obyczaje. W takim więc sensie Galicja nadal żyła. Jej druga śmierć nastąpiła podczas U wojny światowej, w latach 19394945 czy nawet 1947 Wtedy doszło do fizycznego zniszczenia społeczności dawnej Galicji. Złożyły się na to ludobójstwa (liczba mnoga jest zamierzona), podział nowymi granicami, wysiedlenia. I to był rzeczywisty koniec. Moja książka nie kończy się w 1918 r., tylko ma duży rozdział o okresie międzywojennym, a potem o II wojnie światowej. Teraz kraina ta stoi przed trzecią śmiercią - zapomnieniem. Historyk ma obowiązek przypominać dzieje tego kraju. Kraju, który miał bardzo dużo zalet. Miał też nieprzyjemne czy nawet tragiczne aspekty, ale przeważały strony pozytywne. Dlatego właśnie napisałem swoją historię Galicji. KSIĄŻKA mus V r (Alit IX Norman Davies „Galicja", wyd. Znak, Kraków 2023, cena 149,99 zł Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.12.2023 PULS • 9 święta 100-latka jak opowieść wigilijna Ci, którzy przeżyli wiek, mówią, że oprócz zdrowia, potrzebna jest rodzina. Nie tylko ta na zdjęciu i od święta. Bawiła się na koncercie Zenka Martyniuka, a ochroniarze przygotowali jej specjalne miejsce na widowni, żeby nikt nie zasłaniał jej sceny. Gdy pojechała na wesele wnuczki, to balowała do 4-tej nad ranem. Gdy w pierwszej połowie grudnia bieżącego roku obchodziła 100. urodziny (nawet w diademie na głowie), to przez kilka dni, bo tylu gości zjawiło się na raty. Oto pani Kunegunda Gajewska, dla znajomych Dziunia, z podbydgoskiej gminy Sicienko. A znajomych to ona ma wielu. I dużą rodzinę. - Babcia jest nie do zdarcia - podsumowują krewni. Ma nadciśnienie, więc pije kawę, ale słabą. Lubi dobrze zjeść, chociażby rosół, czerninę, schaboszczakiibigos. Pewnie na świątecznym stole też te dania się pojawią, a przy stole - nestorka rodziny. Może po wspólnym kolędowaniu zanuci „100 lat to za mało, 100 lat to za mało. 120 by się chciało". Na swoim kilkudniowym jubileuszu tak przecież śpiewała, a śpiewać umie - kiedyś występowała w chórze. • Filmowa baśń Nie ona jedna w województwie kujawsko-pomorskim jest wiekowa (dosłownie) i odlicza czas do pokazania się pierwszej gwiazdki na niebie. Pani Bronisława Chmielewska z Gąsawy w tym roku skończyła 100 lat. Prawie jako 8o-latka, w 2002 roku, dostała propozycję zagrania w filmie Jerzego Hoffmana „Stara Baśń. Kiedy słońce było bogiem". Zgodziła się i zagrała obok znanej aktorki Krystyny Feldman. Pani Bronisława wykazała się nie tylko talentem aktorskim, ale i kulinarnym. Jej torty beżowe i kakaowe jeże z migdałowymi czy orzechowymi kolcami są takie, że palce lizać. Gdy skończyła 100 lat, wciąż cieszyła się zdrowiem, miała dobrą pamięć, a czytała bez okularów. Stanisława Wółkiewicz, też rocznik 1923 roku, z powiatu go-lubsko-dobrzyńskiego, wychowała dziewięcioro dzieci. Pracowała w gospodarstwie rolnym i jako salowa w szpitalu. Najpierw ona opiekowała się innymi ludźmi, później, z racji wieku, sama tej troski potrzebowała. Zamieszkała więc u córki. W naszym województwie mieszka ponad 180 osób, które ukończyły 100 lat (ta liczba zmienia się nawet z tygodnia na tydzień). Najstarszą mieszkanką regionu jest 108-latka z Torunia. Wśród mężczyzn wygrywa 103-letni bydgoszczanin. Takie dane płyną z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Dla porównania: w 2018 roku żyło na naszym terenie około 120 takich 100-lat-ków z plusem. Ponad dziewięć na dziesięć stanowią panie. Ponoć Polacy w wieku 100+ biedy nie klepią. Świadczenie honorowe, niczym swoisty bonus za długowieczność, jest wypłacane przez ZUS. Od marca tego roku do końca lutego 2024 wynosi ono 5540,25 zł brutto miesięcznie. Jest waloryzowane co roku i wypłacane z emeryturą bądź rentą. - Na Kujawach i Pomorzu świadczenie honorowe otrzymują 184 osoby - informowała parę tygodni temu Krystyna Michałek, rzecznik ZUS w naszym regionie. - Bydgoski ZUS wypłaca 95 takich świadczeń, a toruński 89. Na brak pieniędzy starsi państwo może więc nie narzekają, częściej na zdrowie. Gwiazdka w szpitalu Niektórym z powodu chorób przyjdzie spędzić święta w szpitalnych łóżkach. - Nasi BADANI PRZEZ CBOS H/SKAZUJĄ ŻE RODZINA'JEST NAJWAŻNIEJSZA, ALE 17 % OSÓB NIE IVIDZI NIC ZŁEGO IV TYM, ŻEBY DZIADKOM/ ODDAĆ NA ŚIVIĘTA DO SZPITALA Katarzyna Piojda pacjenci w klinice geriatrii, jak co roku, otrzymają świąteczne kartki z życzeniami, przygotowane przez wychowanków Bursy nriw Bydgoszczy oraz współpracujące z nią szkoły i przedszkola - mówi Marta Laska, rzecznika Szpitala Uniwersyteckiego nr l im. dr. A. Jurasza w Bydgoszczy. - Tego- roczne obostrzenia związane z sezonem infekcyjnym pozwolą - choć w ograniczonym stopniu - na odwiedziny najbliższych podczas świąt. Nie zabraknie również świątecznych akcentów: choinki i dekoracji. Najważniejsza jest jednak pamięć o naszych bliskich, którzy spędzają święta w szpi- talu. Opisane tutaj 100-latki mogą liczyć na swoich krewnych, jednak nie wszyscy tak mają. Zdarza się, że rodziny zostawiają babcie i dziadków na Boże Narodzenie lub Wielkanoc w szpitalach. Celowo. Planują spędzić Wigilię w górach albo nad morzem. Z seniorem nie chcą tam jechać, Pani Dziunia, czyli Kunegunda Gajewska, w pierwszej połowie grudnia przyjmowała życzenia z okazji 100. urodzin, a zaraz usłyszy życzenia świąteczne więc jeśli coś jemu dolega, to kilka dni przed świętami załatwiają u lekarza skierowanie do szpitala (czasem nawet główny zainteresowany o tym nie wie, a u emeryta łat wo zdiagnozować jakąkolwiek chorobę) i umieszczają krewnego na oddziale. Inni nie mają żadnej podróży w planach. Zamierzają po prostu odpocząć od tych, którym są zobowiązani zapewnić nawet całodobową pomoc. Pozbędą się dziadków (czytaj: kłopotów) na święta aż do sylwestra. Modlą się jedynie o to, żeby starsza pani albo starszy pan nie zostali wypisani do końca starego roku. Wspólne święta Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie prowadzi nietypową kampanię, właśnie od święta. Dotyczy zapewnienia opieki seniorom. - Kampania społeczna #WspólneŚwięta jest krokiem w kierunku podniesienia świadomości na temat problemów, z jakimi borykają się osoby starsze i ich rodziny w okresie świątecznym - wskazuje Łukasz Jankowski, prezes naczelnej Rady Lekarskiej. Podkreśla, że szpital nie jest hotelem, ani domem opieki społecznej. -Zainaugurowana kilka lat temu, jest kontynuowana i kolejne Izby, w tym Bydgoska, dołączają do działania na rzecz poprawy sytuacji osób starszych. W celu zwalczania zjawiska przechowalni w szpitalu i samotności osób starszych, potrzebne są rozwiązania systemowe, takie, jak rozszerzenie programu „Opieka wy-tchnieniowa", tworzenie lokalnych społeczności i organizowanie wydarzeń integracyjnych dla osób starszych. Pojawia się jeszcze jeden aspekt. Lekarze określają go jako syndrom wesołych świąt. Zwłaszcza samotni seniorzy tak przejmują się nadchodzącymi świętami, że mają same czarne myśli. Cierpi na tym głowa, którą atakuje depresja, ale i ciało. Tak uważają zagraniczni naukowcy. Autorzy opracowania Ca-nadian Respiratory Journal przekonują, iż okres przedświąteczny potrafi doprowadzić do ryzyka zaostrzeń przewlekłej tzw. obturacyjnej choroby płuc(POChP). Zranione serce Z innej analizy odnośnie świąt wynika, że w okresie bożonarodzeniowym więcej ludzi umiera na choroby serca. Nie tylko dlatego, że przedtem odczuwali dolegliwości. - Szczyt zgonów sercowych w okresie świątecznym może wynikać z innych czynników, choćby stresu emocjonalnego, związanego ze świętami - twierdzą badacze z Los Angeles. 100-i-więcej-latkom życzy .my pod choinkę braku samotności. Wtedy choroba nie zawita. 10 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.12.2023 ODZYSKANE ECHO. TAJEMNICA SERCA FRYDERYKA CHOPINA O dramatycznych wydarzeniach dotyczących serca Chopina - skarbu kultury, który przetrwał burzliwe dzieje, mówi Artur Szklener, dyrektor Narodowego Instytutu Chopina Fryderyk Chopin zdecydował, że po śmierci jego serce ma się znaleźć wPolsce. Jakie motywy nim kierowały? Jakie to miało znaczenie dla niego samego, a jakie dla Polski? Prośba o przewiezienie serca do kraju miała przede wszystkim charakter emocjonalno-patriotyczny. Chopin nigdy nie przestał czuć się imigrantem, zgodnie z relacjami Ferenca Liszta jako najlepsze symboliczne określenie swojej twórczości wskazywał słowo „żal". Żal-tęsknotę za Polską, za domem, za najbliższymi i żal-smutek z powodu popowstaniowych losów i braku możliwości powrotu. Jego wolą było, by jego ciało spoczęło na Powązkach obok grobów ojca i siostry Emilii. Jednak, jak stwierdził „Paskiewicz nie pozwoli przewieźć mnie do Warszawy, więc zabierzcie przynajmniej moje serce". Drugi powód miał charakter czysto medyczny: Chopin uważał, że główną przyczyną jego niedo-magań zdrowotnych była poważna choroba serca i prosił, by po śmierci poddać jego ciało autopsji dla celów naukowych. Wśród historyków trwa od lat dyskusja, czy Chopin - podobnie jak jemu współcześni - bał się pogrzebania żywcem. Słynna karteczka z francuskim tekstem „Gdy mnie ten kaszel ostatecznie zadusi, wyjmijcie moje serce, bo nie chcę być pochowany żywcem" okazała się napisana ręką ojca kompozytora, więc jeśli wśród motywów Fryderykabył lęk tego typu, miał on utajony charakter. Z kolei dla Polaków przywiezienie serca Chopina do kraju od początku miało charakter symboliczny. Już za życia stał się on rodzajem wyidealizowanego reprezentanta narodu na obczyźnie, co miało poważne znaczenie w polskim dyskursie patriotycznym, bodaj najbardziej sugestywnie ujętym we lwowskim przemówieniu Paderewskiego, który stwierdził m.in.: „w nim się objawia cała nasza zbiorowa dusza". Anita Czupryn Na czym polega ryzyko, jakiego podjęła się siostra Chopina, Ludwika Jędirzęjewiczowa? Jakie stały przed nią wyzwania zwłaszcza w kontekście ówczesnych norm i przepisów? Dziś przede wszystkim nie jesteśmy pewni, czy powszechnie znana historia, zgodnie z którą Ludwika Jędrzejewi-czowa przewiozła serce kompozytora ukryte w falbanach sukni, jest prawdziwa. Jedynym źródłem takiej wersji jest relacja Antoniego Jędrzejewi-cza - siostrzeńca kompozytora, spisana 50 lat później. Tymczasem już w listopadzie 1849 r. czytelnicy „Kuryera Warszawskiego" dowiedzieli się o woli kompozytora i zamiarze sprowadzenia jego serca do Polski. Ludwika wróciła do kraju na początku stycznia 1850 r., a tymczasem „Kuryer Warszawski" doniósł o dotarciu serca dopiero dwa miesiące później. Również już po powrocie Ludwiki do Warszawy dotarła ofkjalna paczka zawierająca pamiątki po kompozytorze przekazane rodzinie przez jego uczennicę i wielbicielkę Jane Stirling. Z dokumentu przewozowego wynika, że w paczce tej znajdowała się szkatuła z sercem, co by sugerowało, że cała historia o kontrabandzie była konfabulacją. Nie można jednak zupełnie wykluczyć, że Ludwika przemyciła sam słój, zostawiając ozdobną szkatułę wParyżu, atę wpóźniejszym czasie przesłała Jane Stirling. Byłoby to działanie bardzo ryzykowne, sprzeczne z przepisami restrykcyjnie regulującymi procedury przewozu zwłok zza granicy. Dlaczego wybór padł na kościół Świętego Krzyża? Czy świątynia ta miała konkretne znaczenie dla kompozytora lub były związaneznią jakieś tradycjerodzinne? Kościół Świętego Krzyża był kościołem parafialnym rodziny Chopinów. Co ciekawe, spis parafian z roku 1791 jest pierwszym śladem pobytu ojca kom- pozytora - Mikołaja - w Warszawie. Miał wtedy 18 latimiesz-kał razem ze swymi polskimi opiekunami, państwem Wey-dlich i w spisie widnieje jako Mikołaj Szotan, jednak nie ma dziś wątpliwości, że to o niego chodziło. W parafii Świętego Krzyża ochrzczone zostały dwie młodsze siostry Fryderyka: Izabela i Emilia. Stąd też m.in. wyruszył kondukt pogrzebowy Stanisława Staszica, który to pogrzeb mógł mieć wpływ na powstały wiele lat później Marsz Żałobny z Sonaty b-moll Chopina. Miejsce to miało zatem dla kompozytora szczególne znaczenie. Na początku XIX wieku był to też największy kościół Warszawy, to tam pochowano przywiezione z Lipska szczątki księcia Józefa Poniatowskiego, zatem ten wybór wydawał się oczywisty. JakrelaęjaChopinazGeorge Sand wpłynęła na postawę duchownych wobec przyjęcia jego serca do kościoła? Czy to zła sława Paryża spowodowała decyzję o umieszczeniu serca w katakumbach? W Warszawie serce przez jakiś czas znajdowało się w domu Ję-drzejewiczów przy ul. Podwale, a informacja o opóźnieniu przyjęcia przez duchownych pochodzi od wspomnianego już Antoniego Jędrzejewicza. Nawet jeśli tak było, zgodnie z publikowanymi źródłami historycznymi serce umieszczono w kościele dolnym Świętego Krzyża nie później niż w 1855 r. Głównym argumentem przeciwko budowie nagrobka w kościele górnymbyłfakt, iż Chopin był osobą świecką, choć być może nieformalny związek z rozwódką miał też pewne znaczenie. Ostatecznie doszło do zgody na umieszczenie serca w katakumbach. Prawdopodobnie nieefektowny sposób przechowywania urny uchronił ją od całkowitego zniszczenia w roku 1863 r., gdy w odwecie za nieudany zamach na namiestnika Berga wojska moskiewskie nie tylko splądro- C.OZJE SKłiBTwe>( ww > HałCE r-MOtt tW-ruSWafrU* FRYDERYKOWI CHOPINOWI RODACY u«,22U/T£C01S10R wittAZOwtł WOU ,|g?59P iu n. Hm i Szklener: Kościół Świętego Krzyża był kościołem parafialnym rodziny Chopinów. Jego wybór na miejsce złożenia serca kompozytora był oczywisty wały okoliczne mieszkania, niszcząc m.in. fortepian Chopina, ale również dokonały grabieży w kościele Świętego Krzyża połączonej z profanacją zwłok w podziemiach. Serce wmurowano w lewy pierwszy filar górnego kościoła dopiero w 30. rocznicę śmierci kompozytora, z iniqatywy Towarzystwa Muzycznego. Jak wyglądała ceremonia pochówku Fryderyka Chopina? Pogrzeb Chopina miał bardzo uroczysty charakter. Pojawiła się na nim śmietanka towarzyska i artystyczna Paryża - ponad 3 tys. osób na imienne zaproszenia i wielokrotnie więcej anonimowych paryżan. Kondukt pogrzebowy z kościoła św. Magdaleny na cmentarz Pere-Lachaise otwierał książę Adam Czartoryski. Wykonanie Requiem Mozarta w trakcie uroczystości wymagało zgody arcybiskupa i świadczyło o dużej randze wydarzenia. Utwór ten miał wysoce symboliczne znaczenie: Mozart należał do wąskiego grona kompozytorów, których Chopin cenił najwyżej . A jednocześnie Msza żałobna d-moll stała się swoistym credo mistrza z Salzburga, co dopełniło znaczenia zarówno artystyczne jak i religijne. Od kiedy wierni mogą posłuchać tego utworu w kościele Świętego Krzyża w rocznicę śmierci kompozytora? Wydaje się, że po raz pierwszy Requiem Mozarta zabrzmiało w Warszawie w związku z rocznicą śmierci Chopina w roku 1879 r., w trakcie uroczystego koncertu charytatywnego zorganizowanego przez kompozytora Władysława Żeleńskiego, którego celem było zebranie funduszy na epitafium przeznaczone do kościoła Świętego Krzyża. Samo epitafium umieszczono tamże w roku 1880. Requiem Mozarta zabrzmiało pod sercem Chopina w roku 1935, z okazji 125. rocznicy urodzin kompozytora, której towarzyszyło wmurowa- nie nowej tablicy, z datą urodzin odpowiadającą metryce chrztu, czyli 22 lutego 18IO r. Na pierwotnej tablicy widniała data 2 marca 1809 roku, dziś przyjmuje się, że Chopin urodził się l marca 1810 r., gdyż tego dnia Chopinowie obchodzili jego urodziny. Regularne koncerty Requiem Mozarta brzmią w kościele Świętego Krzyża od1975 r*> od kiedy stały się częścią programu Konkursu Chopinowskiego. Historycy do tej pory sprzeczają się co do wersji odzyskania serca podczas n wojny światowej. Czy obecnie istnieje zgoda wśród badaczy co do tego, kto faktycznie uratował jego serce podczas wojny? Istnieje wiele sprzecznych ze sobą wersji wydarzeń, które ostatecznie zakończyły się przekazaniem serca Chopina polskim władzomkościelnym. W trakcie powstania warszawskiego kościół Świętego Krzyża był miejscem ciężkich walk. Zdobyty przez powstańców 23 sierpnia 1944 r., został podpalony przez cofających się żołnierzy niemieddch. W polskich relacjach z tamtego czasu dominował niepokój o serce Chopina, lecz niebawem pojawiły się uspokajające informacje i zdjęcie wskazujące, że ocalało ono z pożaru, a tablica ochronna i epitafium nie uległy uszkodzeniu. Jednak już 7 września powstańcy zostali wyparci i - pomimo odmiennych informacji na ten temat -najprawdopodobniej nie zabrali serca ze sobą. Żołnierze niemieccy zapewne dopiero wtedy rozbili tablicę i przekazali szkatułę do kwatery głównej. Tam generał von dem Bach postanowił sprokurować materiał propagandowy, wręczając przed obiektywami kamer serce kompozytora ks. arcybiskupowi Antoniemu Szlagowskiemu, który następnie ukrył je w Milanówku. Jakie wydarzenia związane z powrotem serca do kościoła miały miejsce po zakończeniu nwojny światowej? W tym czasie serce Chopina było już niekwestionowanym symbolem polskiej tożsamości narodowej, co komuniści postanowili wykorzystać w celu legitymizacji swej władzy. Już 17 października 1945 r., a więc w rocznicę śmierci kompozytora, zorganizowali uroczysty powrót serca z Milanówka przez Żelazową Wolę do Warszawy. W uroczystościach wziął udział Bolesław Bierut, który osobiście odebrał serce od strony kościelnej. Przekaz propagandowy miał głosić, iż serce zostało przejęte przez reprezentanta narodu. Całość miała charakter kościelno-pań-stwowy, ceremonii towarzyszyły koncerty i msza, w trakcie której homilię wygłosił znany polski muzykolog, ksiądz prof. Hieronim Feicht. W 2014 r. naukowcy postanowili przeprowadzić badania nad sercem Chopina. Jaki był rezultat? Podstawowym powodem badań w roku 2014 była troska 0 stan zachowania serca. Specjaliści twierdzili, że podobne preparaty po ok. 150 latach mogą ulec rozszczelnieniu, co prowadzi do szybkiej ibezpow-rotnej degradacji. Ponieważ przez kilkadziesiąt lat nikt nie sprawdzał stanu urny, udało się dokonać nieinwazyjnego badania, w ramach którego przede wszystkim wykonano ocenę stanu zachowania naczynia 1 dokumentację fotograficzną. Stan preparatu okazał się wyjątkowo dobry, ubytek płynu konserwującego (alkoholu) bardzo nieznaczny, zatem uznano, że wystarczającym działaniem jest doszczelnienie wieka naczynia i serce wróciło na swoje miejsce. Badania te potwierdziły tezę o rozlicznych powikłaniach gruźliczych, w tym obejmujących samo serce, co wskazuje na gruźlicę jako główną przyczynę śmierci kompozytora. Jakie są plany na przyszłość w kontekście badań nad sercem Chopina? Serce Chopina należy okresowo sprawdzać, aby wykluczyć dalsze ubytki płynu, ewentualnie podjąć decyzję o nowym zabezpieczeniu adekwatnym do rozwoju sytuacji. Wyobrażam sobie, że kiedyś w przyszłości może ono zostać wykorzystane jako źródło materiału do dalszych badań, jeśli naukowcy uznaliby to za jedyną możliwość odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące stanu zdrowia i przyczyn śmierci kompozytora. Przy założeniu pełnej zgodności ze wszelkimi standardami etycznymi dotyczącymi ludzkich szczątków, byłoby to wypełnieniem woli kompozytora, aby jego śmierć i jego serce mogły się przyczynić do rozwoju nauki. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.12.2023 PULS • 11 PRZY JEJ WIGILIJNYM STOLE ZABRAKNIE SYNA w Święta Bożego Narodzenia dla tych, którzy stracili bliskich, to czas szczególnej tęsknoty. Wie o tym dobrze Wiesława Burnos, która straciła męża i syna. Pocieszenia szuka w pomaganiu innym, nie tylko od święta Ewa Bochenko Pierwszych świąt po tragicznej śmierci syna Wiesława Burnos w ogóle nie pamięta. Tak wielki tobyłbóL Teraz, po latach, mówi, że Marek jest z nią cały czas, również przy świątecznym stole. I że w jej sercu ciągle ma 21 lat, choć, gdyby żył, miałby już 42.1 właściwie, choć od tamtego dramatycznego dnia minęły już ponad dwie dekady, pani Wiesława dopiero teraz jest w stanie w miarę spokojnie o nim opowiadać. I o tym, że to właśnie te najtrudniejsze momenty życia zapoczątkowały falę jej prospołecznych działań. W tym roku do wigilijnej kolacji pani Wiesława zasiądzie -wraz z gronem najbliższych - we własnym domu w Starej Mo-czalni (woj. podlaskie). Chociaż w minionych latach jeździła na wigilijne wieczerze do swojego rodzinnego domu, koło Kuźnicy, to teraz chce sama zorganizować wigilię, zaprosić mamę i całą rodzinę, i własnoręcznie przygotować 12 potraw, takjak zwykle robiła to jej matka, kiedy jeszcze miała więcej siły. A gdy już wszyscy się posilą, przyjdzie Mikołaj i obdanijepre-zentami jej ukochane wnuki. Są dla niej siłą napędową do życia i wypełniają pustkę po stracie syna i męża. To był ciepły lipcowy dzień... Wiesława Bumos swoje dorosłe życie dzieli na dwie połowy: 2ilatspędzonychzsynemi2ilat po jego tragicznej śmierci. Dzień wypadku zmienił wszystko. To był ciepły, lipcowy wtorek. Marek, najstarszy syn pani Wiesławy, odpoczywał na wakacjach u kuzynów na Warmii. - Tego dnia od rana było u nas gwarno, córka Ania z koleżankami robiła faworki. Wtedy zadzwonił telefon i padło jedno zdanie: „Marek miał wypadek samochodowy..." - wspomina. -Od tamtej pory w moim domu nie ma faworków, bo one nam wszystkim przypominają tenaj-gorsze chwile. Po telefonie wszyscy się zerwali i - tak jak stali - pobiegli do samochodu. Pani Wiesława z mężem i młodszym synem Piotrkiem ruszyli do mrągow-skiego szpitala, gdzie Marek był operowany. - Kiedy na miejscu usłyszałam od lekarza, że on z tego nie wyjdzie, ponieważ stwierdzono uszkodzenia pnia mózgu, zrobiło mi się ciemno przed oczami -wspomina. Jednak czekali, ciągle z nadzieją. Aż konsylium orzekło śmierć mózgową. Wówczas młodszy syn, kilkunastoletni wówczas Piotrek, rzekł, że brat chciał, by po śmierci przekazano jego organy do transplantacji. I chociaż wszystkich zasko-czył tym wyznaniem, nikt się nie sprzeciwił. Marek, zanim został ciłłączony od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe, uratował więc kilka innych istnień. Rodzice jednak nigdy nie poznali biorców jego organów. Nie chcieli. O pogrzebie Marka pani Wiesława opowiada tak, jakby to było wczoraj. - Przepiękna słoneczna pogoda. Wszystko było tak, jak chciałam. Tradycyjny pogrzeb, trumna z ciałem w domu, sąsiedzi, krewni, znajomi, modlitwy, ulica we wsi wyścielona jedliną, pożegnanie z wsią pod kapliczką... - wspomina. Białą trumnę nieśli koledzy. Niepozwolili, by zrobiłto ktokolwiek inny. Jednakowo ubrani, w szare koszule, niezrażeni potwornym upałem, towarzyszyli przyjacielowi do końca. A sąsiedzi wspierali jak mogli pogrążoną wżałobie matkę. „Pani Burnos, proszę nie płakać, pani syn powita panią kiedyś bukietem róż"-mówili. Nigdy nie zapytała Pana Boga, dlaczego doszło do tej tragedii. Jest głęboko wierząca i uznała, że Marek miał wyznaczony na ziemi czas. I że Bóg zabrał jej syna, bo taka była Jego wola. Do dnia pogrzebu pani Wie-sławai cała jej rodzina otrzymywali mnóstwo wsparcia. Ciągle ktośbył obok, pocieszył, potrzymał zarękę. Potem zostali zupełnie sami. I wtedy przyszedł ten moment. - Nie dałam rady ani żyć, ani umrzeć - mówi. Było tym trudniej, że nie miała pracy. Kilka tygodni wcześniej zlikwidowano biuro geodezji, w którym przepracowała 30 lat. Na szczęście miała jeszcze studia... Gdy Marek odszedł, była na piątym roku prawa. Kilka tygodni po pogrzebie musiała podejść do ważnego egzaminu, od którego zależała jej przyszłość. Więc uczepiła się tej nauki, żeby choć na chwilę zapomnieć o tragedii. Uczyła się po całych dniach. Nie pamięta, jak to robiła, ale egzamin zdała. Wiesławę Burnos przed załamaniem się uratowała wiara Nie pamięta też świąt, które nadeszły pół roku po śmierci Marka. Pierwsze święta Bożego Narodzenia bez syna. Nic z nich nie pamięta. Jakby ich nie było. Zapewne cały świat błyszczał kolorowymi światełkami, skrzył się białym śniegiem, ale ona tego nie widziała. Pamięta tylko, że gdziekolwiek była, wszędzie szukała go wzrokiem. - Do dziś zresztą łapię się natym, że szukamgo wtłumie-mówi. - Szukam też jegośladów w domu. Kiedyś na ścianie stodoły napisał z błędem: „Piotr skałt". Wtedy byłam na niego zła, a dziś się cieszę, że ta jego „twórczość" nie została zamalowana i codziennie mogę na nią patrzeć przez kuchenne okno. Pożegnała też męża Śmierć syna to niejedyna tragedia, która ją spotkała. Pandemia koronawirusa niespodziewanie zabrała jej męża. Jak mówi,raebyliideaMymmałżeń-stwem, ale jego odejście było ogromną stratą. - Bez względu na to, jakie relacje panują między małżonkami, to przez wspólnie przeżyte lata więź jest zawsze. Mój mąż odchodził w szpitalu, w czasie, w którym nie było możliwości czuwania przy nim - wspomina. - W trakcie naszej ostatniej telefonicznej rozmowy przeprosiliśmy się i pożegnaliśmy. Zadbała, by mógł się wyspowiadać, by porozmawiał z każ- dym dzieckiem,bymó^ powiedzieć coś ważnego wnukom. Codziennie modli się za jego duszę, co miesiąc odprawiana jest za niego Msza Święta. I zapewnia, że tak będzie, póki ona żyje. - Opowiadam o nim wnukom. Razem oglądamy zdjęcia, odwiedzamy i dziadka, i wujka Marka na cmentarzu. Obaj są obecni w naszym życiu, i na co dzień, i przy wigilijnym stole... -zapewnia. Teraz pomaga innym dzieciom Te dwie tragedie zmieniły jej życie. - Nie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa, ale jestem zadowolona - podkreśla. - Nauczyłam się, że każda niespodziewana okoliczność, niewiadoma, jest dla mnie wyzwaniem, szansą, by zrobić coś dobrego dla innych. Mimo tragedii, z jakimi przyszło jej się zmierzyć, zawsze była wgotowości,bypodaćrękętym, którzy tego potrzebują. W pracy i poza nią. Od kilku lat zasiada w Zarządzie Województwa Podlaskiego i skupia się na zadaniach prospołecznych. Zaczęło się od tego, że kilkanaście lat temu zainicjowała zbiórkę na odbudowę domu pana Jana z sąsiedniej wsi, któremu w środku nocy podpalono mieszkanie. Mężczyzna został bez dachu nad głową, załamał się. W trakcie akcji pomocowej spotkała się z niezwykłą hojnością i życzliwością mieszkańców powiatu sokolskiego, dzięki czemu pan Jan jeszcze przed nadejściem mrozów zamieszkał w swoim nowym domu. - Ikiedy udzielał wywiadulo-kalnej gazecie, powiedział, że „teraz to on żyje jak Amerykanin" - z uśmiechem wspomina Wiesława Bumos. Potembyły kolejne akcje, najczęściej na rzecz poszkodowanych w pożarach. A ostatnie lata to praca przy zbiórkach i licytacjach na rzecz chorych dzieci i dorosłych. To z jej inicjatywy marszałekiczłonkowieZarządu Województwa Podlaskiego nie tylkoprzekazująnalicytacje wartościowe przedmioty, ale sami też biorą w nich udział. Jej pomysłem są też śniadania z marszałkiem, które... sama przygotowuje, i które zawsze cieszą się ogromną popularnością. Za dokonanie wpłaty na rzecz potrzebujących darczyńcy zapraszani są do Urzędu Marszałkowskiego wBiałymstoku, gdzie przy kawie,herbacieispecjalnie przygotowanym posiłku mają możliwość porozmawiania z samorządowcami. Dzięki temu konta zbiórek zasilane są znacznymi kwotami. Pani Wiesława przyczyniła się też do stworzenia sieci poradni psychologiczno-pedagogicznych oraz powstania rodzinnych domów dziecka. Na terenie Sokólszczyzny zostały utworzone aż cztery takie rodzinne placówki opiekuńcze. Dlaczego było to dla niej takie ważne? - Dzieci, które z rozmaitych przyczyn były - na podstawie orzeczenia sądu - odbierane rodzicom, trafiały do placówek w całym kraju, często daleko od swoich rodzin. Zdarzało się, że rodzeństwa były rozdzielane - tłumaczy pani Wiesława. A ona chciała maksymalnie skrócićten dystans, dającrodzi-com szansę na poprawę sytuacji. Nie chciała odbierać dzieciom możliwości kontaktu z rodziną. I to się udało. Jak tłumaczy, zawsze lubiła dzieci i poświęcała im wiele uwagi, zresztą nie tylko swoim. Od lat chętnie angażuje się w działania Regionalnej Placówki Opiekuńczo-Terapeutycz-nej w Ignatkach, gdzie przebywają dzieci niepełnosprawne, częśćz nichjestleżąca, aniektóre - bardzo mocno chore, nie mówią i nie chodzą. Na co dzień nie doświadczają ciepła rodzinnego domu. Pani Wiesława często więc je odwiedza, aby zawieźć im słodycze i choć chwilę razem posiedzieć. Zajrzy do nich również przed nadchodzącymi świętami. - Cieszę się, gdy mogę zobaczyć tyle roześmianych dziecięcych twarzy. To dla mnie niezwykle istotne, aby każdy przeżył okres świąt tak, jak należy, czyli właśnie z uśmiechem - tłumaczy. - Kiedy jadę do Ignatek, chcę tym dzieciakom pokazać, że każdy z nich jest ważny. Nie tylko od święta. Ma dwa marzenia - Wszystko zawdzięczam Panu Bogu. Jesteśmy zaprzyjaźnieni, często ze sobą rozmawiamy - wyznaje. I dodaje, że to właśnie wiara uratowała ją przed załamaniem po śmierci dwóch bliskich jej osób. Jednak rozumie, że nie każdy jest w stanie znaleźć w sobie tyle siły, by po tragedii znowu stanąć nanogi. Dlatego od początku kadencji zabiegała o dostępność gabinetów psychologiczno-psy-chiatrycznych nie tylko dla dzieci, ale także dla dorosłych. Efektem tych starań będzie utworzenie w Sokółce centrum psychologiczno-psychiatrycz-nego dla dorosłych. Pani Wiesława marzy też, że kiedyś powstanie tu jeszcze hospicjum domowe i stacjonarne. - Takie, jakie wybudowałnie-żyjący już ks. Jan Kaczkowski w Pucku, z dobrą opieką medyczną, wsparciemi uważnością na drugiego człowieka. Gdzie człowiek chory poczuje bliskość, miłość oraz spokój na ostatniej drodze życia - wyjaśnia. Pani Wiesława ma jeszcze jedno marzenie. Po zrealizowaniu wszystkich planów chce wyruszyć na szlak św. Jakuba, ale nie zamierza zakończyć wędrówki w Santiago de Compo-stela, tylko kilkadziesiąt kilometrów dalej - na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego, w miejscowości Fisterra (w tłumaczeniu „koniec ziemi"). - Chciałabym odbyć tę pielgrzymkę z wnukiem Gabrielem - zdradza. I zastrzega, że w życiu niekoniecznie trzeba sobie wyznaczać dalekosiężne cele. - Bo sama droga do nich jest ciekawa. Można na niej porzucić jeden cel na rzecz innego. I nie ma sensu trzymać się kurczowo jednej opcji. Ja nigdy nie miałam jednego celu. Życie mnie niosło. Jedno wypływało z drugiego i musiałam się w tym odnaleźć, a po tych tragediach musiałam się określić na nowo - wyjaśnia. 12 • KRZYŻÓWKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 22.12.2023 piłkarsk klub ze stolicy np. „Dom" -V belgijsk port r~ polskie brandy r~ | maszyna drogowa - alotropowa odmiana tlenu r~ model Daewoo r~ auto te z Rur enowe trud, mordęga | "V kapłanka z „Faraona" uczestniczka łowów kalidońskich przestępny kończyna z piętą nunn miła woń 1000 kg chińska latarnia rymy niedokładne zna składnię żargon utwór Chateaubrianda | - i * i 1 i i - i l ł ł maść konia rów obronny U 4 kwiat Nilu 27 rodzaj smaru Myszka \ 28 poranna wilgoć - 3 farba antykorozyjna - gospodarka - 7 list tchórza wielka flota -* bezno- .ga jaszczurka - 29 19 natarcie na pozycje leczniczy szampon 30 ł 18 dziewczynka -* papieska korona rzymska Artemida r lewa strona ubrania 1 rewia -*■ 2 l Fiat Uno pogoda, atmosfera rzymski Eros mocny argument plamka na czole Hindusk miś z Australii 11 imię Andrycz, aktorki - ł l delfin słodkowodny - i owad spokrewniony z pszczołą biuro podróży jak grecka wyspa - \ 1 r \ Patryk, polski reżyser trudna sytuacja dziewo-słęb 1 strój adwokata - 1 przodek .PO mieczu medal dla bohatera Paul, piosenkarz święte miasto islamu ... da Gama, żeglarz kibić 1 ł . małpa wąsko-nosa - kościelny fundator - ~T~"' 1 herbata z Paragwaju \ 8 ł animusz otoczony linami 5 naczynie do kwestowania - greckie forum - 6 r 1 atom z ładunkiem -> 23 ofiara na tacę hałas, wrzawa sportowa łódka iHE rumień lombar-dzki cenny kamień, turkus r ♦ 13 i i . PO . styczniu 15 pismo dyplomatyczne krzywo nosy ptak morski 1 JmW prezent ciągnie wilka do lasu - 22 \ \ i turecki jasyr filmowa niewolnica bałtycka wyspa fotel plażowicza hulanka, popijawa 07 egzotyczne jaszczurki Geppert Górniak m l 1 i ...... 1 cumuje przy- nabrzeżu \ \ ł \ 1 - v *£ m - 1?? 1 li# JKJOLSŁ ! pożyteczny owad - 10 f* 13 biały kruk, rarytas dawny kaptur reguła, zasada trunek z wiśni owoc tarniny 1 % iBSi wojskowa jednostka 26 reklamowane ciastka 24 piosenkarka z Irlandii filmowa dla atlety i i " ł ciało niebieskie - 1 l ł jadą w kuligu -> lud afrykański z Rwandy ukochana Gustlika r~ odblask pożaru r~ dzieło Długosza - \ kieruje robotami pospolity minerał f* ł forma krateru wulkanu 1 potrzask na ptaki pierścień z herbem wyraz ze skrótu wojenna lub handlowa duchowny w zborze 32 odgłos kół pociągu .1 ; cicha rzeka gaz szlachetny - schodki na jacht bóg słowiański — 25 duża łódź okrętowa l stanowisko pracy \ \ ł scenka kabaretowa rzeka w Peru 17 1 odmiana śliwy 21 l 14 siekierka sztuczny satelita Ziemi odpowiedni okres imię Turner, piosenkarki przetak dawny Hiszpan - ł 31 ł afek-tacja, patos - karzeł, opiekun kopalni gatunek palmy nocne widziadło zaloty cie- \ ł ł barwna papuga - bułgarski władca - - i ....... l rasa gołębi 12 spadek kursu akcji - 20 , >. stan w USA - mięso z siwka - W stolica z Akropolem 16 .imię Świątek grecka Kraina historyczna - 9 część spłaty pozyczki ■ filmowa bez powrotu - prosty lub rozwarty - potocznie o przyjaźni - 1 2 3 Ją : 5 6 7 8 9 10 l"l 12 13 14 15 16 E 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 32 utworzą rozwiązanie - przysłowie ludowe. aizacn Od vrrra~nv aizaoM od vxid3isvd 3iNVzViMzoy Litery z pól ponumerowanych od 1 do 32 utworzą rozwiązanie - przysłowie ludowe. aizacn Od vrrra~nv aizaoM od vxid3isvd 3iNVzViMzoy Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 DOM • 11 Symbole Bożego Narodzenia Trzej królowie, szopka, gwiazda. Znaczenie świątecznych symboli Od wielu wieków teologowie i historycy spierają się o symbole towarzyszące narodzinom Chrystusa. Trzeba przyznać, że czasem dochodzą do zadziwiających wniosków. Warto wiedzieć, co oznaczają poszczególne osoby, które widzimy w szopkach bożonarodzeniowych Lucjan Strzyga redakcja@polskapress.pl Zacznijmy od tajemniczych mędrców, dzięki którym wydarzenia w Betlejem nabrały charakteru globalnego. W drugim rozdziale swojej Ewangelii św. Mateusz zanotował dość lakonicznie: „Weszli do domu i zobaczyli dziecię z Matką Jego Maryją, upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę". Dzięki tej wzmiance Kościół wpisał ich do swojego kalendarium - od IV w. święto Trzech Króli, które obchodzimy w Kościele łacińskim 6 stycznia. Ale przecież św. Mateusz nie wziął pielgrzymujących monarchów z sufitu. Zapowiadały ich już pisma Starego Testamentu. Pisząc o królach, święty Mateusz użył greckiego słowa „magoi", co oznacza magów. Nam kojarzy się to raczej z ho-chsztaplerką, ale dla starożytnych miało konotacje pozytywne - magowie byli synonimem mędrców. Historycy przypuszczają, że to nazwa jednego z rodówper-skich, którego członkowie nie pełnili funkcji kapłańskich. Takich intelektualistów wspominał m.in. Herodot w „Dziejach". W jednym z wczesnochrześcijańskich apokryfów można z kolei wyczytać informację, że magowie byli tak naprawdę królami, którzy podczas składania ofiary bogom przywdziewali liturgiczne szaty. Niewykluczone, że właśnie przedstawiciele tej profesji odwiedzili Jezusa w Betlejem. Wówczas byli jeszcze bezimienni, ale od VI w. otrzymali imiona: Baltazar, Melchior i Kacper, i każdemu z nich przyporządkowano inny podarek. Święty Augustyn nie odmówił sobie teologicznego odniesienia ich do Trójcy. Od wielu wieków teologowie i historycy spierają się o symbole towarzyszące narodzinom Chrystusa. Trzeba przyznać, że czasem dochodzą do zadziwiających Słowo „żłób" przez wieki inspirowało teologów do snucia wyobrażeń na temat miejsca narodzin Zbawiciela. Miało mieć formę stajni lub groty z obowiązkowym zwierzyńcem, u góry zaś byli aniołowie i gwiazda betlejemska wniosków, a wśród apokryfów syryjskich można znaleźć wzmianki, że tak naprawdę mędrców wcale niebyło trzech, tylko 12 (jak apostołów), a każdy z nich przyprowadził do Zbawiciela orszak liczący po kilka tysięcy ludzi. Z interpretacji Mateuszo-wego tekstu wynika, że magowie musieli przybyć do Betlejem długo po narodzinach Jezusa. Ewangelista pisze wszak: „Weszli do domu", nie do groty czy stajenki, co wskazywało, że święta rodzina zdążyła znaleźć jakieś lepsze lokum. A ich wędrówka musiała trwać od kilku miesięcy, nawet do dwóch lat (dzieci do tego wieku kazał zamordować Herod). Jezuita Xa-vier Leon-Dufour posunął się nawet do stwierdzenia, że niczego w tej ewangelicznej historii nie należy brać na serio, co wynika z jej wyłącznie literackiej formy. Na szczęście w IV w., kiedy ludzie byli bardziej ufni niż uczeni teologowie, odnaleziono relikwie trzech króli, przechowano z pietyzmem, a od 1164 r. wystawione są w katedrze w Kolonii. Można powiedzieć, że królowie w średniowieczu cieszyli się prawdziwym wzięciem u wiernych. Nic dziwnego, byli w końcu naukowcami, którzy pojawili się we właściwym miejscu i czasie. Doczekali się też licznych portretów i wizerunków - trafili nawet na płótno Leonarda da Vinci, choć pozy, w których przedstawił ich mistrz, mogłyby się im nie spodobać. Leonardo dał się najwyraźniej ponieść artystycznej fantazji i pokłonowi trzech króli dał niezwykłą oprawę, na przykład żołnierzy na koniach i tłum gapiów. W centrum znajduje się Madonna z Dzieciątkiem, wspomniani trzej królowie, i tylko po szopce nie ma ani śladu. To pominięcie jest dość znaczące, ale dowodzi jednocześnie, jak wiele zmieniło się przez wieki w przedstawianiu sceny narodzin Chrystusa. Sprawa szopki wcale nie jest błaha, odnosi się bowiem do jednego z najważniejszych momentów w dziejach chrześcijaństwa. Święty Łukasz pi- sze: „Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Sjoia, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie". Słowo „żłób" przez wieki inspirowało teologów do snucia wyobrażeń na temat miejsca narodzin Zbawiciela. Miało mieć formę stajni lub groty z obowiązkowym zwierzyńcem (wół, osioł, ewentualnie owce), u góry aniołowie i gwiazda betlejemska. W hiszpańskim Parets del Valles znajduje się nawet monumentalny model stajenki betlejemskiej. Nad kołyską Jezusa pochylają się pasterze i kołyszą się malownicze palmy. Rustykalny wizerunek szopki ugruntował św. Franciszek z Asyżu, kiedy w 1223 r. w Greccio pokazał pierwsze jasełka z udziałem ludzi i zwierząt. Dlatego niektórzy katolicy z lekkim niedowierzaniem przyjęli kolejny tom imponującej trylogii „Jezus z Nazaretu" papieża Benedykta XVI, który zauważył, że ewangeliści nigdzie nie wspominają o tym, że w szopce były jakiekolwiek zwierzęta. Posypały się nawet oskarżenia o niszczenie trady-q'i, a wytwórcy neapolitańskićh szopek zapowiedzieli, że będą ich bronić jak niepodległości. Można się tylko domyślać, że chodziło im o obronę tradycji przed nazbyt dociekliwym papieżem. Skoro już jesteśmy przy papieskiej książce, warto zwrócić uwagę na inny jej fragment - ten dotyczący daty narodzin Chrystusa. Benedykt powtórzył teorię, która od lat wzbudza sporo emocji, że scytyjski mnich Dionizy Mały, dokonując w 525 r. obliczeń daty narodzin Chrystusa, pomylił się o około siedem lat. Skoro tak, to zasadne jest pytanie, czy gwiazda betlejemska wskazu- jąca drogę trzem królom była tą właściwą? Święty Mateusz pisze bowiem: „A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali". Całe pokolenia teologów kłóciły się o tę nieszczęsną gwiazdę, później dołączyli do nich również astronomowie. Z teorii i koncepcji, które odnoszą się do tego fragmentu Ewangelii, można by napisać parę tomów. Dla jednych nie było to w ogóle zjawisko fizyczne, tylko zastęp zstępujących z nieba aniołów, dla innych zwykłe złudzenie. Do dziś nie brak również naukowców, którzy zgadzają się z teorią Johannesa Keplera, którą ogłosił na początku XVII w. Według niego gwiazda betlejemska była wielokrotną ko-niunkcją trzech planet - Saturna, Jowisza i Marsa - zdarzającą się mniej więcej raz na 800 lat (jedna z takich koniunkcji przypadła właśnie około sześć lat przed rokiem zero). Co ciekawe, nie była to pierwsza ko-niunkcja zauważona przez ludzi - wcześniej widziano ją w czasie wojny trojańskiej. Wedle Wergiliusza, miała prowadzić herosa Eneasza z Troi do Lacjum. Teoria wydaje się jednaklekko naciągana, podobnie jak inna - że w przypadku narodzin Chrystusa chodzi o najbardziej znaną spośród komet - kometę Halleya. Naszą gwiazdą też być nie mogła, ponieważ w tym czasie nie była po prostu widoczna. W tym przypadku zamieszanie zawdzięczamy słynnemu malarzowi Giotto, który w jednym z fresków kaplicy Capella degli Scrovegni al Arena wPad-wie uwiecznił temat narodzin Chrystusa z kometą-gwiazdą betlejemską. A przecież w chrześcijaństwie gwiazda betlejemska jest niezbędna, nawet wtedy, gdy nie do końca znamy jej tajemnicę. Nie tylko świeci nad szopką, ale - wedle tradycji -jest sygnałem do rozpoczęcia wigilijnej wieczerzy. Święta bez gwiazdy betlejemskiej? Na pewno nie. 12 • TURYSTYKA Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 Historyczne miejsca Betlejem - miejsce narodzin Jezusa Tegoroczne Boże Narodzenie w Betlejem, miejscu narodzin Jezusa Chrystusa, będzie miało odmienny charakter. Przywódcy lokalnych kościołów odwołali huczne obchody świąt z powodu wojny Izraela z Palestyną, ponadto w miasteczku stanęła kontrowersyjna szopka, która wielu może się nie spodobać Emil Hoff emil.hoff@polskapress.pl Betlejem, miasteczko, w którym według Ewangelii urodził się Jezus, leży niecałe 10 km od centrum Jerozolimy. Tak blisko, a jednak tak daleko! Mimo niewielkiej odległości od Jerozolimy Betlejem nie należy do Izraela, lecz do Palestyny - znajduje się natzw. Zachodnim Brzegu Jordanu. Terytoria te są w większości de facto okupowane przez Izrael, dlatego mieszkańcy Betlejem doświadczają uścisku z obu stron: podejrzliwe siły Izraela utrzymują tu surowy porządek, a jednocześnie radykalny Hamas otwarcie dąży do stworzenia w Palestynie państwa islamskiego, w najlepszym razie niechętnego chrześcijanom. Boże Narodzenie w Betlejem było uroczystością nie tylko religijną, alei świecką. Obchody stanowiły dla Palestyńczyków szansę pokazania się światuz dobrej strony, nie mówiąc o potężnym zastrzyku finansów, jaki wiązał się z napływem pielgrzymów i turystów. W tym roku jednak święta w Betlejem mają wyglądać zupełnie inaczej. Przywódcy kościołów chrześcijańskich w Betlejem zapowiedzieli, że w tym roku obchody Bożego Narodze-nia będą miały wmiasteczku zupełnie innych charakter. Duże uroczystości zostały odwołane, nie będzie też rozświetlonych choinek ani koncertów. Duch świąt ma się wyrażać tylko w mszach i modlitwach. Odwołanie hucznych obchodów Bożego Narodzenia w Betle-jem wiąże się oczywiście Grota Narodzenia, czyli dokładne miejsce, w którym według tradycji urodził się Jezus z wojną, jaka wybuchła między Izraelem i Palestyną po zamachach z 7 paździemika2023r. Zachodni Brzeg jest częścią tego samego państwa, do którego należy Strefa Gazy (oddalona o ok. 50 km od Betlejem). Mieszkańcy Betlejem solidaryzują się z cywilami i niewinnymi ofiarami ataków Izraela na Strefę Gazy, podobnie jak z ofiarami zamachów Hamasu na izraelskich cywilów. Być może najbardziej przejmujący wyraz tej solidarności dali betlejemscy luteranie, któ-rzywswoimkościele zbudowali szopkę bożonarodzeniową nawiązującą do obecnej sytuacji W Palestynie. Szopka składa się z gruzów domów, pośród których leży dzieciątko Jezus, owinięte wkefiję -tradycyjną chustę noszoną przez Palestyńczyków. - Gdyby Jezus miał urodzić się w Betlejem dziś, przyszedłby na świat wśród gruzów - tłumaczy ideę nietypowej szopki pastor Munther Isaac. Ponura szopka to dobry wyraz nastrojów panujących obecnie w Betlejem. W przeciwieństwie do poprzednich lat, obecnie do miasteczka przybywa bardzo niewielu zagranicznych gości. Wojna nigdy nie sprzyja turystyce, a skomplikowana sytuacja w Betlejem sprawia, że trudno tu poczuć ducha jakichkolwiek świąt. Lokalne hotele, restauracjeisWepyzpamiątkami świecą pustkami, co wróży bardzo źle gospodarce całej okolicy, opartej w ok. 90 proc. na turystyce, głównie pielgrzymkowej. Co oznacza Betlejem? Nazwa Betlejem wywodzi się wprost od hebrajskich słów Bet Lechem, oznaczających Dom Chleba. Dla chrześcijan, uznających Jezusa z Nazaretu za Chleb Życia, nazwa jest w dużej mierze odpowiednia. Właśnie w tym miasteczku według Ewangelii Mateusza i Łukasza urodził się Chrystus, stało się to właściwie przypadkiem, bo Jego rodzina mieszkała na stale w Nazarecie, a do Betlejem przybyła, by wziąć udział w spisie ludności (rodzina Józefa wywodziła się z tych okolic). Bazylika Narodzenia Pańskiego W ciągu ponad 2 tys. lat historii chrześcijaństwa wszystkie miejsca związane w jakikolwiek sposób z życiem Jezusa zostały zidentyfikowane (czasem raczej umownie) i zamienione w sanktuaria. Nie inaczej jest z Betlejem, pośrodku którego wznosi się dziś imponująca Bazylika Narodzenia Pańskiego z IV w., jeden z najstarszych na świecie nieprzerwanie funkcjonujących kościołów chrześcijańskich. Głównym kościołem w Betlejem jest Bazylika Narodzenia Pańskiego, którą opiekują się mnisi greccy i ormiańscy. Pod Bazylikąleży Grota Narodzenia, czyli dokładne miejsce, w którym według tradycji urodził się Jezus (starożytne ju-dejskie żłoby czy stajnie miały raczej formę grot lub rozpadlin w skałach, a nie drewnianych konstrukcji, jakie znamy z polskich wsi). Grota jest dziś bogato zdobiona, a nad samym miejscem narodzin stoi prawosławny ołtarz. Do innych ważnych miejsc w Betlejem należą np. Grota Mleczna (tutaj według tradycji Święta Rodzina miała przygotowywać się do wyruszenia do Egiptu; sproszkowany tuf z Groty Mlecznej był w średniowieczu uznawany za cenną relikwię), tzw. Studnia Dawida oraz grób Racheli. W Grocie Mlecznej Sw. Rodzina szykowała się do podróży do Egiptu. Tuf z tego miejscabył cenną relikwią. Tak wygląda kontrowersyjna luterańska szopka Właśnie w tym miasteczku urodził się Chrystus Głównym celem pielgrzymek jest Kościół Narodzenia Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 Krzyżówka panoramiczna KRZYŻÓWKA 13 choroba skóry ~v wytwarzanie mebli główka szpilki c~ rodzaj linii r~ na głowie kolarza satrapa 44. ■sar USA -V Sinatra surowiec do wyrobu świec gatunek nietoperza ~v nabycie towaru -V chwat -v polska poetka, nob-listka ekspo-nent Nowa.. na Pacyfiku wędlina na kanapki resztka świecy urząd ministra aliaż ł ł ł 3 l ł rzecz nietykalna i ł 27 dziesiętny l 29 z tyłu łodzi - cenny kamień - laska taternika - 30 drzewo z orzeszkami klamoty, bambetle budynek gospodarczy - —■ 21 _► karabinowa — rodzaj artykulacji podpora grochu iskra Boża Elza z buszu ł perlica aomowa - ł 19 plażowy but - i startuje w regatach C 22 12 chętka ochota powała, sufit porywisty wiatr legendarny człowiek śniegu król Anglii, następca Edreda 18 alkoholowa impreza, libacja psuje się od głowy ciężki karabin maszynowy ... Flynn, gwiazda starego kina roślinny motyw dekoracyjny sus do tyłu \ * 4 \ wiertło, świder i 26 ł miasto koło Radomia ł ł " 15 ludowy instrument perski - metal na tranzystory 1 Państwo Środka —* 23 drewniany budynek l imię męskie ze sroki - 13 pole walki pięściarzy szkolny mebel mączka z palmy rybka z kreskówki pole, łan duńska wyspa na Bałtyku szef juhasów podróż statkiem odporność fizyczna ułatwia przelewanie płynów 24 kolor PO-, maran-czowy - i " 1' 20 ocena skoku Pjotra Żyły iacht Teligi metropolia Jemenu "" \ " ł - i ł ł ł włoska sosna -*■ -* 1 ukochany Klary przodek .P° mieczu atrybut malarza stolica Egiptu L 14 mityczny władca Eginy - ł imię papieży gulgoczący samiec lichy kon znawca zasad religii skala barw "*• l 4 arabski książę model Volks-wagena 4 dodatek do sałatki chmara pszczół -* 2 król Elidy 4 \ - ł model Poloneza boginie losu U ł 1 grecka Kraina i dawny wenecki dostojnik zgubione przez jpana Hilarego daleko od Rzymu - 25 „Królowa polski serial miejsce klęski Hannibala pies Nel nie grzeszy urodą niski głos kobiecy pieje 0 świcie ukryty w sezamie ^ \ - i 9 wyspa w Balearach - ł ł 10 delikatność w zachowaniu prezent l i \ ~ \ rodzaj pluszu atak szału - opieka, kuratela - i polski Kamaz autor „Dzwonów Bazylei" artystyczny gobelin - ł usuwanie chłopów z ziemi - 17 16 młoda, nielotna kaczka ozdobna żywica kara za grzechy zniesienie, likwidacja U i na butach taternika - 28 ośrodek kultu maryjnego w Portugalii -v machina burząca mury kostur lub pastorał -*• ł ł ł wał pod torami niewielki rygiel ogrodzony teren dzieje rodu r~ gaz do kuchenek opał dla kotłowni odcinek czasu piłkarze z Ber-gamo - ł ł 1 tłuszcz roślinny grad lub śnieg - 1 6 l zasłona okienna - 5 1 łódź do celów ratowniczych owoc palmy - ł ł 11 ujściowe ramię Wisły U arabskie imię męskie - - kwiat jak cukierek - - 8 częsc spodni — 7 imię Thompson, aktorki - cenne u słonia - stałe stanowisko pracy - egzotyczny owoc U sterta drewna - bawół z Celebesu - grupa wybitnych ludzi - 12 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 | 23 24 125 26 27 28 29 30 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 30 utworzą rozwiązanie - myśl Stefana Packa. zsiaoy oo 'rv?vMn 1a~iv 'zsvzvmd oo 'aęy :3iNvżviAAZoy Litery z pól ponumerowanych od 1 do 30 utworzą rozwiązanie - myśl Stefana Packa. zsiaoy oo 'rv?vMn 1a~iv 'zsvzvmd oo 'aęy :3iNvżviAAZoy Głos Redaktor naczelny PrzemysławSzymancryk. Z-cy red. nacz.: Marcin Stefanowski, Wojciech Frelkłiowski. YnonaHusaim-Sobecka. PrezesMakroregionu PiotrGrabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu RobertGromowski. Redakqa.SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego 19, teLS98488100, redakqagp24@polskapress4jl, KOSZALIN, ul. Mickiewicza 24, teL943473S52.reriataja^(24@połsl(apFess4il> SZCZECIN, Al. Niepodległości 26/Ul tel.9l4813300.redakqa^24@polskapress.pl. Druk Polska Press Oddział Poligrafia, 85-438 Bydgoszcz, ul. Grunwaldzka 229. POLSKA PRESS GRUPA Wydawca Polska Press Sp. i o.o. ul. Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel.222014400.fax-. 222014410 www._ www.gs24.pl ©© - umieszczenie takich dwóch znaków przy Artykule, wszczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwośćjego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.gp24.pl/tresci i w zgodziez postanowieniami niniejszego regulaminu. Redaktor naczelny Dorota Kania Dyrektor artystyczny Tomasz Bocheński, Biuro Prasowe: biuroprasowe@polskapress.pl. Dyrektor kolportażu Karol Wlazło, Agencja AIP kontakt@aip24.pl pac imui mmmm 14 • TURYSTYKA/OGŁOSZENIA DROBNE Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 Stolice Europy Szukacie pomysłu na weekend w styczniu i lutym 2024? Wybierzcie się do któregoś z europejskich miast na zabawę karnawałową! iMiasta małe i duże zmieniają się wówczas w prawdziwe centra imprezowe KARNAWAŁOWE PARADY I BITWA NA POMARAŃCZE W tradycji katolickiej karnawał to czas zabawy, poprzedzający Wielki Post. Skoro zbliża się okres wyrzeczeń, nic dziwnego, że wierni chcą mieć czas na zabawę, relaks i przygotowanie się do postu. Tradycja karnawałowa jest bardzo stara. Pierwsze użycie tego słowa (włoskie „carne yale", czyli „żegnaj mięso") pochodzi z dokumentu wydanego przez dożę Wenecji w 1094 r., odnoszącego się do organizacji zabaw publicznych dla mieszkańców miasta. Gdzie zatem warto się wybrać? Pluj w Słowenii 3-13 lutego 2024 Karnawał w Ptuj w Słowenii jest wyjątkowy pod względem tradycji i autentyczności. Tutejsze zwyczaje to relikty dawnych czasów i tradycji ogólno-słowiańskich, pogańskich jeszcze, które w czystej formie zachowały się tylko tutaj. Chodzi o kurentowanie, czyli paradę mieszkańców przebranych za kurenty. Czym są ku-renty? Być może to dawne pogańskie bóstwa płodności, nawiązujące w jakiejś formie do starożytnych greckich Dioni-zjów. Na pewno wyglądają imponująco: kostium kurenta składa się z ok. 40 kg skóry i wełny bośniackich merynosów i maski przypominającej pysk wilka z długim czerwonym językiem. Kurent ma też pas z krowimi dzwonkami w trzech tonach. Parada kurentów w Ptuj została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Santa Cruz de Tenerife 12 stycznia - 18 lutego 2024 Karnawał na Teneryfie to druga najpopularniejsza tego typu impreza na świecie, po tym w Rio de Janeiro. Zabawa w Santa Cruz wiele zresztą czerpie z tradycji i wynalazków brazylijskich i jest utrzymana w latynosko-kara- ibsłam tonie. Zobaczycie tu kolorowe kostiumy, nieraz gigantycznych rozmiarów, krzykliwe pióropusze i wielką paradę Coso, a na koniec uroczysty pogrzeb sardynki, która symbolizuje ducha karnawału. Gwoździem programu święta w Santa Cruz jest zawsze konkurs na Królową Karnawału. W czasie wyborów kandydatki prezentują się w wyjątkowo niezwykłych, choć mało praktycznych kreacjach, ważących czasem ponad 100 kg i wymagających podpór umożliwiających poruszanie się. Binche w Belgii 11-13 lutego 2024 Tradycja karnawałowa w miasteczku Binche sięga XIV w. i niedawno została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Co jest w niej tak wyjątkowego? Chodzi o paradę Gillesa, głównego bohatera tego karnawału. A raczej tysiąca Gillesów, za których przebierają się starannie wy- brani mieszkańcy Binche. Gil-les ma postać sympatycznego pana z wąsem w zielonych okularach. Kostiumy są identyczne, więc widok tysiąca maszerujących Gillesów jest rzeczywiście niezwykły. Mieszkańcy Binche traktują swoją tradycję bardzo poważnie. Bycie wybranym na jednego z karnawałowych Gillesów to wielki zaszczyt, a turyści mają zakaz noszenia podobnych kostiumów, by nie było wątpliwości, kto jest prawdziwym Gillesem. Oprócz parady Gillesów, do elementów karnawału w Binche zalicza się też pokaz tańców do rytmu wybijanego na bębnach (mają odstraszać pecha i złe duchy), a także zwyczaj obrzucania pomarańczami i jabłkami gapiów w czasie karnawałowej parady. Ivrea we Włoszech 11-13 lutego 2024 Od 1808 r. we włoskim miasteczku Ivrea karnawał wy- Zabawa w lvrei upamiętnia doniosłe wydarzenia z XII w., kiedy miastem rządził tyran Raneri de Biandrate gląda bardzo oryginalnie: staczana jest tu zażarta bitwa na pomarańcze. W ciągu kilku minut ok. 700 ton owoców ląduje na murach, ulicach, a przede wszystkim uczestnikach zabawy, zgrupowanych w 9 drużyn. Zabawa upamiętnia donio- słe wydarzenia z XII w., kiedy miastem rządził tyran Raneri de Biandrate. Mieszkańcy w końcu stracili cierpliwość, usunęli Biandrate siłą i zaprowadzili porządek. Dziś ta zamierzchła rewolucja upamiętniana jest bezkrwawo w formie bitwy na owoce. DROBNE Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24.75-004 Koszalin, tel. 94 347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: Al. Niepodległości 26/U1,70-412 Szczecin, tel. 914813 310 RUBRYKI W OGŁOSZENIACH DROBNYCH: ■ NIERUCHOMOŚCI ■ FINANSE/BIZNES ■ HANDLOWE ■ NAUKA ■ MOTORYZACJA ■ PRACA Nieruchomości KUPIE garaż murowany, tel. 535-480-794. i ZDROWIE i USŁUGI lTURYSTYKA i BANK KWATER i ZWIERZĘTA i ROŚLINY, OGRODY i MATRYMONIALNE RÓŻNE KOMUNIKATY ■ ŻYCZENIA /PODZIĘKOWANIA ■ GASTRONOMIA i ROLNICZE (TOWARZYSKIE autopromocja Handlowe SPORT I REKREACJA ROWERY używane dobre 508-436-420. Motoryzacja OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujeńiy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 Zdrowie ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 ibo TWOJE DOMOWE BIURO OGŁOSZEŃ Ogłoszenia drobne w Twojej gazecie przez Internetowe Biuro Ogłoszeń. Bez wychodzenia z domu. ibo.polskapress.pl stronaZDROWiA rai czytąi LJ-łjlLJ stronazdrowia.pl Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 INFORMATOR • 15 „Stocznie w Ustce" to idealny prezent dla stoczniowców Bogumiła Rzeczkowska Ustka Pierwszy tom mon igrafii „Stocznie w Ustce" autorstwa dwóch stoczn-owców Władysława Golińskiego i Zbigniewa Miecznikow-skiego już w bibliotekach i w sprzedaży internetowej. Autorzy, a także ustczanie, mogą być dumni z wypełnienia jednej z wielu historycznych luk w powojennych dziejach miasta. Monografia „Stocznie w Ustce" ukazała się drukiem. Wydało ją Wydawnictwo Rys w nakładzie 400 egzemplarzy. - Jesteśmy szczęśliwi - przyznaje Zbigniew Miecznikowsld, współautor monografii. - Praca nasza ujrzała światło dzienne najpierw w wersji cyfrowej zamieszczonej na stronie internetowej Biblioteki Miejskiej w Ustce. Szukaliśmy sponsorów i dzięki Fundacji PGE, burmistrzowi Ustki i firmie Lami-nopol, której właścicielami są byli stoczniowcy, monografia doczekała się wydania drukiem. Bezinteresownie pomagali także ustczanie, stoczniowcy, ich rodziny. Monografia „Stocznie w Ustce, 1.1, Szkutnictwo: Pradzieje. Historia. Socjologia" obejmuje czas od początków szkutnictwa w Ustce i okolicy do roku 1956. Jest tó praca obszerna, wnikliwa, urozmaicona graficznie fotografiami i rysunkami technicznymi budowa- Monografię można kupić w siedzibie LOT w Ustce, a internetowo - w Wydawnictwie Rys nych w Stoczni jednostek. Autorzy, szukając źródeł w archiwach, artykułach prasowych, a także we wspomnieniach rodzin stoczniowców, zgromadzili bogatą dokumentację stoczniowych tradycji Ustki. Autorzy są byłymi pracownikami Stoczni „Ustka". Władysław Goliński, absolwent Politechniki Koszalińskiej, rozpoczął pracę w Stoczni w 1975 roku w Biurze Projektowo-Kon-strukcyjnym jako konstruktor. Zbigniew Miecznikowski, ab- solwent Uniwersytetu Gdańskiego, rozpoczął pracę w roku 1977 w Biurze Handlowym. Monografia zawiera sylwetki jednostek pływających, ich podstawową charakterystykę techniczną wraz ze zdjęciami łodzi i kutrów. Także biografie stoczniowców i ich wspomnienia. Część historii dotyczy również stoczniowych sportowców. Monografia została opatrzona solidnymi przypisami. Książka została zadedykowana stoczniowcom, którzy przyczynili się do powstania, rozwoju i funkcjonowania na przestrzeni kilkudziesięciu lat Stoczni „Ustka". Podstawą źródłową monografii są: dokumenty archiwalne przechowywane w Archiwum Akt Nowych w Warszawie oraz w Archiwach Państwowych w Koszalinie (Oddział w Słupsku), Szczecinie i w Gdańsku (Oddział w Gdyni). Ponadto wykorzystane zostały biuletyny informacyjne Morskiego Instytutu Rybackiego, prasa resortowa i ogólna oraz w dużym stopniu opracowania pamiętnikarskie i wspomnienia byłych pracowników Stoczni „Ustka". Skorzystano również z informacji zamieszczonych w Internecie. - W monografii Autorzy nie ograniczyli się do tematyki ściśle technicznej, ale ukazali w niej także szeroki zakres problemów natury historycznej i socjologicznej. Napisana z zamiarem upamiętnienia działalności Stoczni „Ustka" oraz zatrudnionych w niej pracowników monografia wypełnia lukę poznawczą i jako praca o charakterze popularno-naukowym zasługuje na opublikowanie" - napisał recenzent prof. dr hab. Bolesław Hajduk. W wersji cyfrowej na stronie Biblioteki Miejskiej w Ustce zo-stałrównież opublikowany tom drugi, który obejmuje lata 1957-1990. Teraz powstaje ostatnia część - o upadku i sprzedaży Stoczni „Ustka". ©® POGODA ■ Pogoda dla Pomorza Krzysztof lt Ścibor ćTĄ, Biuro Calvus^ Sobota Pogoda dla Polski Prognoza dla Bałtyku Stan morza (Bft) Sita wiatru (Bft) Kierunek wiatru 5-6 8-7 NW 990 hPa tl Sztorm V 80 km/h 5 Łeba Darłowo 0 son Sławno SUSI 'Ustka © :StUPSK 6 om iwinoujsetę Kołobrzeg Mielno — ©K OBI 0 Rewal OKB Bytów Białogard OBU OKi OB0 [OBI Kaifuzy GDAŃSK „ ® * 5fc25 cm 4:100 cm 4:40 cm •• SZ©CIN OBI .........._.....§» ""•"•'"Cli. Stargard <± Drawsko Pomorskie OB £3HS SI Człuchów l( 70 km/h rr~\ ■/ Mmma ((( Wat* fi <*» i 0 0 2 0 I 0 -1 0 1 0 0 0 3 ° 3 0 2 ° 2 ° 3 = 2 0 Warszawa i 0 0 0 * Karpacz Ustrzyki Dolne Zakopane -0° 1 0 *> -1 ° 1 0 -3° 0 0 Nie przed ratuszem, ale w hali Gryfia. Słupski sylwester Wojciech Lesner Słupsk Duża impreza sylwestrowa powraca do Słupska. Zorganizowana zostanie nie przed ratuszem, ale w hali Gryfia. Bez wielkich gwiazd, za to w rytmach muzyki elektronicznej. No i płatna. „Roztańczony sylwester w Gryfu" nie będzie, jak podkreśla miasto, balem, tylko koncertem. Ratusz w tym roku zaprasza mieszkańców pod dach hali. Dlaczego zabawa nie powróci po dłuższej przerwie na plac Zwycięstwa? Powodem wysokie koszty i kapryśna pogoda. - Nie planujemy imprezy na placu Zwycięstwa z wielu powodów. Myślę, że akceptowalnych. Jak na wydatki i na koszty takich imprez, one się nie cieszyły takim wielkim zainteresowaniem. Nie wiem, czy nie trafialiśmy z gustami, czy nie dość ważna była gwiazda. A gwiazdy w noc sylwestrową stawiały bardzo wysokie oczekiwania finansowe. Te koszty były potężne. Także kiepska pogoda, co się zdarzało, nie zachęcała do wyjścia. To jest być może ukłon trochę do młodszej części społeczności. Hala zapewni, że pogoda nam nie będzie straszna, w związku z tym proponujemy taką formę spotkania sylwestrowego - tłumaczy decyzję prezydent Słupska, Krystyna Danilecka-Wojewódzka. Miasto liczy na to, że do udziału w imprezie uda się skusić przede wszystkim młodsze osoby, bo to wich gusta trafiać ma proponowana przez organizatorów muzyka. W sylwestra w hali Gryfia usłyszymy bowiem elektroniczne brzmienia. - To pomysł, który zrodził się po pozytywnym odbiorze ze strony słupszczan, kiedy organizowaliśmy imprezy z Budżetu Obywatelskiego na Bulwarach nad Słupią. Zauważyliśmy, że muzyka elektroniczna cieszy się zainteresowaniem i jest ona bardzo przystępna dla wszystkich. Hala Gryfia stwarza nam zupełnie nowe możliwości, ponieważ nie musimy obawiać się o pogodę, o temperaturę. Jednocześnie pozwoli nam to na stworzenie i zaaranżowanie tej przestrzeni w zupełni inny sposób niż dotychczas - mówi Aleksander Ar-szyński, współorganizator imprezy. Oprócz zabawy tanecznej, dla mieszkańców dostępna będzie strefa gastronomiczna, Nowy Rok przywitany natomiast zostanie pokazem laserów. Im prędzej, tym taniej Przygotowane atrakcje nie będą darmowe. Impreza sylwestrowa w Gryfii będzie bileto-wana. Za wejściówkę z pierwszej puli biletów zapłacimy 90 zł (posiadacze Słupskiej Karty Mieszkańca zapłacą 70 zł), z drugiej puli -100 zł (z kartą mieszkańca - 80 zł). W dniu sylwestra cena biletów (o ile jeszcze będą dostępne) wyniesie 120 zł. Każdy, kto zakupi bilet, otrzyma w jego cenie kiełbasę z grilla i jedno piwo. Liczba uczestników zabawy, ze względu na pojemność hali, będzie ograniczona. Kto wystąpi? Organizatorzy na sylwestrową imprezę zaprosili takich artystów, jak: DJ Diablo, Nowator, Skytech, DJ Świru, Chło-pałd w Smarcie, Mexican Boyz, Kofm,DJBillsky. Impreza sylwestrowa ma się rozpocząć o godz. 19 i potrwa do godz. 2. Bilety dostępne będą do zakupu na stronie abi-let.pl.©® Imprezy sylwestrowej przed słupskim ratuszem w tym roku nie będzie Głos Dziennik Pomorza Sobota-wtorek, 23-26.12.2023 • NASZA AKCJA 0210960522 NASZA AKCJA Partner Ogólnopolski Bank Pekao Mercedes-Benz BMG Goworowski p '^vesr ERtccy STAKO))