TT/* 7 7 MAGAZYN wielkanocny Abp Marek Jędraszewski: Jesteśmy świadkami wielkich zmagań o prawdę • Jak rozumieć fakt, że Jezus „zstąpił do piekieł" • Slapp - zabójca wolności słowa PLUS TELEMAGAZYN z programem TV Dominikanin Tomasz Grabowski: Za mało interesujemy się swoim światem wewnętrznym str. 2 Słupsk. Policjant, który kopał kibica, pozostaje w służbie. Dostał karę dyscyplinarną str. 3 Nr ISSN 0137-9526 9 770137 Piątek 7.04.2023 Nr 82 (4934) Nakład: 14.360 egz. Słupsk. Wielkanocne rozkłady jazdy autobusów PKS www.gp24.pl Cena 4,90 zł (w tym 8% VAT) i MZK str. 4 TYGODNIK REGIONÓW Misjonarze Miłosierdzia - spowiednicy od najcięższych grzechów str. 12-13 TYGODNIK REGIONÓW Nadzieje polskiej architektury - Jacek i Mateusz - zdobywają świat str. 14 TYGODNIK REGIONÓW Stać się pięknym człowiekiem. Takim, z którym inni chcą spędzać czas - taka idea przyświecała Ekstremalnej Drodze Krzyżowej str. 16-17 TYGODNIK REGIONÓW Geniusz, który żył z szycia ubrań. Historia Adama Giedrysa str. 20-21 DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ SOBOTA • Ostatnie dni Wielkiego Tygodnia - cisza, ogień i radość WTOREK #Sportowy24: Mnóstwo piłki nożnej i innych sportów ŚRODA • Strona Zdrowia: Jest szczepionka na półpasiec CZWARTEK • Pod Paragrafem: Więźniowie i tortury na Wyspie Węży PIĄTEK • Puls i Tygodnik Regionów. Teksty ze znakiem jakości ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel. 94 3401114, mail prenumerata.gdp@polskapress.pl, na stronie prenumerata.gp24.pl SOBOTA # Pomorze pełne tajemnic ale nie przed nami Za mało interesujemy się swoim światem wewnętrznym Dorota Kowalska Rozmowa Z Tomaszem Grabowskim, dominikaninem. Coraz więcej osób uskarża się na depresję, chodzi przybitych, nie potrafi odnaleźć radości życia. To wynika z tego, że żyje tylko tym jednym życiem, na nim się skupia? Myślę, że tak. Jak to w takim razie zmienić? Uwierzyć w Boga? Nie chodzi tylko o wiarę w Boga. Wiara w Boga jest czymś, co dzieli bardzo wielu ludzi. Wiara w zmartwychwstanie jest czymś więcej niż tylko to, co się kryje pod hasłem „wiara w Boga". Wiara w Zmartwychwstanie to wiara w to, że postać historyczna, konkretny człowiek, cieśla z Nazaretu o imieniu Jezus i nazwisku Chrystus wyszedł z grobu. To jest wiara w coś nieprawdopodobnego. W coś, co nie mieści się w głowie. Proszę sobie wyobrazić, że jest pani na pogrzebie kogoś bliskiego, ten ktoś jest martwy, leży w trumnie, która zostaje zasypana piachem, a mimo to po trzech dniach ten ktoś pojawia się u pani w salonie i mówi: „Witaj". To jest coś nieprawdopodobnego, coś, co się nie mieści w ramach naszego świata. Uwierzyć wto, że Chrystus naprawdę zmartwychwstał, to jednocześnie, uwierzyć w to, że wszystko, co dzieje się na ziemi, w dużej mierze jest relewantne, nie jest ostateczne. Nie jest tak ważne, jak nam się wydawało. Bo jeżeli możemy żyć życiem wiecznym, to po co przedłużać życie biologiczne? Jeżeli możemy żyć życiem wiecznym, to po co gromadzić majątek, który dziś jest, a jutro go nie ma? Wszystko, co dzieje się na świecie, jest przewartościowane przez to wydarzenie zmartwychwstania. Czemu ludzie odchodzą od Boga, skoro życie z Bogiem jest łatwiejsze? Jest wiele powodów, dla których ludzie odchodzą od Boga. Po pierwsze - najczęściej odchodzą od Boga, dlatego, że Go nie znają. Mają pewne wyobra- O. Grabowski: - Traktujemy prawo moralne głównie jako zakazy. A to nie jest cała prawda o nim żenie o Bogu, które nierzadko mija się z rzeczywistością. Bardzo często przez różnego rodzaju kulturowe uwarunkowania myślimy o Bogu, że jest taki, a nie inny, a okazuje się, kiedy czytamy Biblię, że ta temu przeczy. Przedstawia inny obraz Boganiżten, który kulturowo funkcjonuje, więc często jest tak, że ludzie odchodzą od Boga, dlatego, że nie znają Boga rzeczywistego. Innym razem odchodzą dlatego, że życie z Bogiem wiąże się z wymaganiami moralnymi, których spełnienie często wymaga tego, żeby nie ulegać swoim naturalnym tendencjom czy ciągotom do takiej, czy innej przyjemności, takiego czy innego zysku. To jest wymagające, to nie przychodzi łatwo. Jeśli Bóg jest mało pociągający, bo Go mało znamy, a jednocześnie stawia wysokie wymagania, to po co się troskać, czy zajmować kimś talcim? I wreszcie trzeci powód -Bóg jest niewidzialny, rzadko się odzywa, a kiedy coś mówi, to najczęściej mówi nie to, czego byśmy się spodziewali, Czynie to, co byśmy chcieli usłyszeć. Dlatego życie z Bogiem jest trudne. Ale wydaje mi się, że te wartości, czy przykazania, których powinniśmy przestrzegać, wierząc wBoga, są bardzo ludzkie, normalne. To są takie wartości, którymi powinien się kierować każdy uczciwy człowiek. Tak, odnośnie do tego, co mamy zapisane w dekalogu -tutaj się pewnie z panią zgodzi większość czytelników. Natomiast, jeśli weźmiemy przykazania, które Chrystus formułuje w swojej Ewangelii, w szczególności w kazaniu na Górze, od piątego rozdziału Ewangelii Mateusza, to okaże się, że Jego nauczanie jest bardzo wymaga-jące i wcale nie wystarczy zdrowy rozsądek, żeby uznać jego słuszność. Trzeba być kimś wierzącym, żeby je przyjąć. Zresztą apostołowie, kiedy na przykład usłyszeli nauczanie Chrystusa o małżeństwie, powiedzieli: „W takim wypadku lepiej się nie żenić". Tak zareagowali na to nauczanie. Czyli można te wymagania spełniać jedynie w sytuacji, kiedy się głęboko wierzy? Takie jest moje przekonanie. Trudno jest je spełnić bez argumentu wiary. Traktujemy prawo moralne głównie jako zakazy. Nie jest to cała prawda. Niemniej, można zasadnie zapytać, dlaczego mam się ograniczać? Odpowiedź inspirująca do podjęcia wspomnianych wymagań wskazuje, co mogę zyskać. Zakazy nie motywują, motywuje zysk. Co jest zyskiem w perspektywie chrześcijańskiej? Właśnie to, od czego zaczęliśmy nasząroz-mowę, czyli życie wieczne. Jeśli życie wieczne nie jest pociągające, to nie będę nakładał na siebie dodatkowych zobowiązań moralnych, nie będę siebie ograniczał. Święta to zazwyczaj czas refleksji, czas, kiedy robimy rachunek sumienia. O czym powinniśmy wtym czasie my-śleć? Jest wiele sposobów na to, żeby się rozliczyć z własnego postępowania. Najbardziej rozwojowy jest ten, w którym pytamy nie tylko o to, co zrobiliśmy, ale też o to, dlaczego to zrobiliśmy. Pytamy głębiej niż tylko o faktografię. Mogłem się na kogoś zezłościć, to się zdarza. Trzeba jednak zapytać, dlaczego się złościłem. Wówczas można się rozwinąć, pójść krok do przodu. Pytanie „dlaczego?" wskazuje przyczynę. Przyczyną nie jest to, co ktoś inny powiedział, co ktoś inny zrobił. Przyczynąjest to, co we mnie „pękło", co we mnie zostało do- tknięte przez te konkretne słowa, czy czyny. Zostańmy przy przykładzie gniewu - jeśli się gniewam na kogoś, to prawdopodobnie dlatego, że jakieś moje granice zostały naruszone albo jakieś moje ambicje zostały przekreślone. Jakie? Jeśli je sobie uświadomię, wtedy mogę się rozwinąć, mogę faktycznie podjąć jakąś zmianę w swoim życiu. W przeciwnym wypadku, gdy szukam przy-v czyny własnego postępowania na zewnątrz, dochodzę do wniosku, że nic nie mogę zmienić. Taki rachunek sumienia warto prowadzić odnośnie do trzech relaq'i: do Boga, do samego siebie i do innych. Kiedy na przykład łapię się na tym, że nie modlę się z zaangażowaniem lub w ogóle nie poświęcam Bogu czasu, wówczas mogę zapytać, dlaczego tak postępuję? Nie chodzi o to, żeby się ocenić, tylko o to, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie 0 przyczynę. Dlaczego Bóg mnie nie pociąga? Może dlatego, że jest zbyt wymagający, może dlatego, że jest zbyt niewidzialny, amoże dlatego, że mam Mu coś za złe. Przecież powodów, dla których się nie modlę, może być wiele. To, że się nie modlę, nie oznacza, że jestem złym człowiekiem. Najprawdopodobniej nie modlę się, bo... itutaj należy wstawić osobisty powód. W zasadzie zatem chodzi o to, by nie zaczynać od oceny samego siebie 1 swojego postępowania, ale od szukania przyczyn działania. Dopiero później można stwierdzić, czy jest ono złe, czy też dobre. No tak, ale Chrystus zmartwychwstał, więc to nie są święta wyłącznie smutne, są też radosne. Tak, ale żeby dojść do prawdy. 0 zmartwychwstaniu, trzeba pokonać drogę przez mękę 1 śmierć. Dopiero wówczas zmartwychwstanie przekonuje, iż istnieje życie wieczne. Droga do zmartwychwstania prowadzi przez śmierć. Życie wieczne zostało nam dane dzięki temu, iż Chrystus umarł na krzyżu. Zrobił to, abyśmy żyli na wieki. Bez tego aspektu mówienie o wieczności jest niepełne.©® KALENDARIUM 7 KWIETNIA URODZILI SIĘ 1884 Bronisław Malinowski, etnolog, antropolog społeczny, socjolog, teoretyk kultury. Badacz społeczności dzikich, profesor uniwersytetów - londyńskiego i Yale, członek Polskiej Akademii Umiejętności. Jeden z założycieli i pierwszy dyrektor Instytutu Polskiego w Nowym Jorku. 1900 Adolf Dymsza, właściwie Adolf Bagiński, aktor występujący w teatrach i kabaretach warszawskich, między innymi w „Qui Pro Quo". Znany z ról komediowych w filmach: „Dodek na froncie", „Antek policmajster". ZMARLI 30 Według hipotez niektórych historyków ukrzyżowany został Jezus Chrystus. Za czasów pa- pieża Jana I, który zmarł w 526 roku, zaczęto liczyć naszą erę od urodzenia Chrystusa. Według wielu współczesnych historyków mnich Dionizjusz Mały, który dokonał rachuby lat, pomylił się o kilka lat. 1861 Rosyjski oficer Jan Peucker popełnił samobójstwo, nie chcąc strzelać do uczestników patriotycznego pochodu w Warszawie. Zastrzelił się na terenie Zamku Warszawskiego. Zaskoczony jego czynem namiestnik Królestwa Polskiego wydał polecenie wycofania wojska do koszar. 1934 Krzysztof Klenczon, wokalista, gitarzysta, kompozytor, muzyczny samouk. Członek zespołów Niebiesko-Czarni, Pięciolinie, Czerwone Gitary i Trzy Korony. Autor przebojów: „Biały krzyż", „Kwiaty we włosach", „10 w skali Beauforta". ZDJĘCIE TYGODNIA DROGA KRZYŻOWA Wzięli ze sobą swoje grzechy, problemy, ale i marzenia. Byli jak Chrystus w drodze na Golgotę. W kilku miejscach regionu odbyły się Ekstremalne Drogi Krzyżowe. Inne od wszystkich, ale tak jak te tradycyjne wypełnione modlitwami. Do przejścia było wiele kilometrów. Tych, którzy poszli, prowadziło Światło Chrystusa. Więcej w Tygodniku Regionów Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 3 REGION GMINA KOBYLNICA W środę ok. godz. 20.30 na drodze pomiędzy Zajączkowem a Kwakowem doszło do kolizji. Policjanci ustalili, że spowodowała ją 54-latka kierująca nissanem, która nie zachowała ostrożności podczas wyprzedzania i nie ustąpiła pierwszeństwa kierowcy audi. W następstwie audi uderzyło w trzecie auto - peugeota - zapaliło się i spłonęło. Kierująca nissanem została ukarana mandatem 1500 zł i punktami karnymi. WL DYŻURNY GŁOSU Ale Radomski tel. 510 026 884 Na Czytelników „Głosu Pomorza" czekamy w redakcji w Słupsku przy ul. H. Pobożnego 19 oraz pod adresem poczty elektronicznej alarm@gp24.pl KONTROWERSJEWRACAMY DO GŁOŚNEJ SPRAWY POLICYJNEJ INTERWENCJI PODCZAS MECZU PIŁKI NOŻNEJ Kopal kibica, pozostanie w służbie Grzegosz Hilarecki Słupsk Słupska policja nie pożegnała się z funkcjonariuszem, który przed sądem przyznał się do kopania leżącego mężczyzny. Kibic twierdzi, że policjant dotąd nie zapłacił mu zasądzonych dziesięciu tysięcy złotych. To efekt interwencji policji podczas meczu pomiędzy Gryfem Słupsk a Pogonią Lębork w czerwcu 2021 roku. Nazajutrz po spotkaniu do inter-netu trafił film, na którym widać, jak policjant kopie leżącego kibica, Łukasza Z. Prokuratura postawiła funkcjonariuszowi zarzut przekroczenia nien to zrobić od razu po uprawomocnieniu się decyzji o umorzeniu (styczeń). Od tego czasu spotykał się z poszkodowanym w sądzie w sprawie, którą policja wytoczyła trzem kibicom, w tym Łukaszowi Z. Wtedy w obecności dziennikarza „Głosu" obiecał, że pieniądze przeleje w ciągu tygodnia. Łukasz Z. twierdzi jednak (5 kwietnia), że na jego konto wpłynęła w marcu tylko część kwoty. Wystąpił więc do sądu o nakaz zapłaty. To pozwoli na egzekucję komorniczą. Łukasz Z. wytoczył też sprawę o odszkodowanie przeciwko słupskiej policji. Domaga się 15 tys. zł. Z policjantem nie udało się nam skontaktować. ©® uprawnień, a policja - w ramach obowiązujących procedur - wszczęła oficjalnie postępowanie. Prawomocne rozstrzygnięcie sądowe zapadło w styczniu tego roku. Funkcjonariusz przyznał się do zarzucanego mu czynu i wyraził skruchę, choć kibica nie przeprosił. Prokuratura wniosła 0 warunkowe umorzenie sprawy, biorąc pod uwagę wcześniejszą służbę funkcjonariusza 1 to, że był wielokrotnie nagradzany. Sąd przychylił się do jej wniosku, a jednocześnie nakazał policjantowi z własnej kieszeni zapłacić Łukaszowi Z. dziesięć tysięcy złotych. Mimo to szefostwo Komendy Miejskiej Policji w Słupsku zadecydowało, że policjant nie zostanie wydalony ze służby. - Toczyło się postępowanie dyscyplinarne, które zakończyło się ukaraniem funkcjonariusza. Na decyzję wpłynął dotychczasowy przebieg pracy, a także fakt, że sąd przychylił się do wniosku prokuratora o warunkowe umorzenie postępowania * tłumaczy Jakub Bagiński z KMP w Słupsku. Jaką karę wymierzono nad-g gorliwemu policjantowi? -Dys-| cyplinamą- mówi Bagiński, do-f dając, że szczegółów nie podaje § się do wiadomości publicznej. g Tymczasem Łukasz Z. > twierdzi, że funkcjonariusz na-* dal nie wykonał decyzji sądu £ i nie zapłacił 10 tys. zł zadośćuczynienia. Wedle prawa powi- Policyjna interwencja na meczu Gryfa z Pogonią SOBOTA 22 kwiecień UL. SZCZECIŃSKA 36K 1000-1400 REKLAMA Przynieś makulaturę, małe elektrośmieci i przeterminowane leki, a za każdy rodzaj odpadów dostaniesz sadzonkę. W PROGRAMIE WIELE BEZPŁATNYCH ATRAKCJI: • Strefa chillout z leżakami • Popcorn • Wata cukrowa • Zjeżdżalnia dla dzieci • Ekowarsztaty • ECO-SHOW z Super Bohaterem WSPÓLNIE zadbajmy o naszą Małą Ojczyznę ZDASZ EWKI MASZ Środki uzyskane ze zbiórki odpadów przeznaczone zostaną na wsparcie SOSW w Damnicy. ^ EMKA Organizator: SCENA MEDIA KULTURA I SŁUPSK Partnerzy /A AG NI FIKA Główni: Sji m Bilety do nabycia: Agolamedia Słupsk Wojska Polskiego 16/B tel.516 150 343 www.kupbilecik.pl • 0010781773 i _ _:_ _ m bilecik ^ REKLAMA 4 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 Cztery punkty za punkty - wybrano kamienice, które przejdą gruntowny remont. 400 tys. zł do podziału Wojciech Lesner Transport publiczny W okresie świąt wielkanocnych inaczej funkcjonować będzie komunikacja miejska w Słupsku. Inaczej pojadą też autobusy PKS Słupsk. Na jakie zmiany muszą przygotować się pasażerowie? Zarząd Infrastruktury Miejskiej w Słupsku opublikował listę zmian: 7 kwietnia (Wielki Piątek): • na wszystkich liniach obowiązywać będzie standardowy powszedni rozkład jazdy, z wyjątkiem linii 10, na której nie będą wykonywane kursy dedykowane obsłudze szkół w Kobylnicy; • od 6 kwietnia 2023 r., przywrócona została stała trasa dla linii 28. 8 kwietnia (Wielka Sobota): • obowiązywać będzie standardowy sobotni rozkład jazdy, za wyjątkiem linii 8, która nie będzie funkcjonować przez cały dzień oraz linii 21, na której zostaną wykonane wyłącznie kursy wczesnoporanne (nie 8 kwietnia (Wielka Sobota): • na linii 200 ostatnie kursy wykonane zostaną ze Słupska spod C.H. Jantar do Ustki o godzinie 17.58, a z Ustki z Węzła Transportowego do Słupska o godzinie 17.56; • na linii 207 ostatnie kursy wykonane zostaną ze Słupska do Bukówki godz. o 17, a z BukówkidoSłupskaogodz. 17.30. 9 kwietnia (Wielkanoc): • komunikacja regionalna PKS Słupsk nie kursuje. 10 kwietnia (Poniedziałek Wielkanocny): • będą kursowały wyłącznie linie nr200 oraz 211,• • linia 200 będzie kursowała z Ustki do Słupska w godzinach: 12.56, 14.56, 16.56, 18.56, a ze Słupska (spod CH Jantar) do Ustki w godzinach: 13.58,15.58,17.58,19.58; • linia nr 211 będzie kursowała ze Słupska (spod CH Jantar) do Dębnicy Kaszubskiej w godzinach: 10.27,13-12,16.27, 19.12, a z Dębnicy Kaszubskiej do Słupska w godzinach: 11.13, 14.13,17.13,20.13. Od wtorku (11 kwietnia) komunikacja regionalna PKS Słupsk kursuje jak w każdy inny dzień roboczy. ©® Alek Radomski Konkurs W Słupskim Inkubatorze Technologicznym odbył się wojewódzki etap VIII Konkursu o tytuł Mistrza Nawigacji Województwa Pomorskiego. W finale konkursu wzięło udział 21 uczestników ze szkół podstawowych z Gdyni, Leźna, Kobylnicy, Ustki, Słupska, Szemudu, Wrocław i Gdańska. Warunkiem przystąpienia do konkursu było przejście eliminacji wstępnych w szkołach, wykonanie testu wiadomości oraz pokonanie etapu regionalnego, który odbył się w Gdyni i Słupsku. W tym etapie należało uzyskać odpowiedni próg punktów z Dziennika Nawigacyjnego oraz ze zliczenia graficznego drogi statku. Zadanie konkursowe przygotowywał kmdr ppor. rez. dr Dariusz Kloskowski, prezes fundacji „Sub ventum" i jednocześnie przewodniczący jury. - Konkurs miał w tym roku bardzo wysoki poziom z uwagi na ciągłe podwyższanie poprzeczki związanej z wiadomościami i umiejętnościami, które powinni nabyć uczniowie w trakcie spotkań - przekonuje kmdr. Dariusz Kloskowski. Turniej nawigacyjny organizowany jest przez Pomorski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli w Słupsku we współpracy z Fundacją Wspierania Inicjatyw Niekonwencjonalnych „Sub ventum" oraz Pomorskim Związkiem Żeglarskim w Gdyni. Wyniki i wyłonienie mistrza lub mistrzyni Nawigacji nastąpi na corocznej konferencji marynistycznej. W tym czasie także odbędzie się rejs niespodzianka, który corocznie przygotowuje Polski Związek Żeglarski. ©® Alek Radomski / Słupsk Naprawy części wspólnych, poprawa terenu wokół i przede wszystkim modernizacja elewacji Cztery duże przedsięwzięcia z obszaru rewitalizacji realizowane przez wspólnoty mieszkaniowe wesprze finansowo urząd miejski Ratusz ogłosił wyniki naboru wniosków o udzielenie w 2023 roku dotacji dla właścicieli nieruchomości położonych na obszarze Specjalnej Strefy Rewitalizacji. Chodzi o projekt, w którym urząd współfinansuje remonty kamienic zaplanowane przez ich wspólnoty mieszkaniowe. W ubiegłym roku na ten cel wydanych zostało milion złotych, wspierając dziesięć takich zadań. Teraz do podziału było 400 tys. zł, które przypadły czterem wspólnotom. - Kamienica, która zdobyła największą liczbę punktów, to narożny budynek przy ul. Henryka Pobożnego i Szkolnej - poinformował nas Paweł Krze- mień z Urzędu Miejskiego w Słupsku. - Ulica Szkolna ma swój klimat, tak jak i ulica Henryka Pobożnego. Perełką jest tam właśnie ten wysoki budynek o zdobionej elewacji. Jeden z nielicznych tego typu, gdzie zachowały się charakterystyczne kroksztyny, czyli elementy wspierające okap pod-dachowy. Kiedy się im przyjrzeć, mają głowy lwa. Wartość dotacji zgodnie z regulaminem to 100 tys. zł. Jednak całość prac w tym przypadku obliczana jest na ponad milion złotych. Największy ciężar finansowy ponosi więc wspólnota. Równie wyjątkowy, co ten przy ul. Szkolnej, jest też kolejny narożny budynek z dotacją rewitalizacyjną. Mowa o kamienicy przy ul. MKS Cieśliki 1, której wystrój został niemal kompletnie zachowany mimo złego stanu technicznego. Charakterystyczne wykusze oznaczają ogrom prac. Podobnie będzie z kamienicą przy ul. Anny Łajming 7 i wspólnotowym budynkiem przy ul. Solskiego 17, czyli Pożydowska kamienica przy ul. Solskiego przeszła w przeszłości przez pożar, ale szczęśliwie wystrój jej elewacji został zachowany. Jej renowacja ma kosztować kilkaset tysięcy złotych jedną z największych kamienic Śródmieścia. Pożydowska kamienica przeszła w przeszłości duży pożar dachu, ale wystrój jej elewacji został zachowany. Jej renowacja ma kosztować kilkaset tysięcy złotych. Do Wydziału Zarządzania Funduszami - odpowiedzialnego za realizację programu -wpłynęły 32 wnioski o dotację. Pięć ofert nie spełniło warunków formalnych, a 27 zostało przekazanych do oceny merytorycznej. Wybrane zostały cztery najciekawsze. Przypomnijmy, że program współfinansowania remontów ma być kontynuowany. Jak zapewnia Urząd Miejski w Słupsku, został on opracowany na najbliższą dekadę. Warunkiem ubiegania się o wsparcie jest posiadanie niezbędnej dokumentacji projektowej, która musi zostać dołączona do wniosków. Urząd będzie dofinansowywać remonty części wspólnych, jak korytarze, dachy i fundamenty. Można też aplikować o pieniądze na prace konserwatorskie i restaurator-skie w odniesieniu do nieruchomości niewpisanych do rejestru zabytków. Również na modernizację elewacji. W tym ostatnim przypadku, pod warunkiem że projekt budowlany obejmuje modernizację ściany frontowej. Jeśli kamienica jest narożna, środki z miasta mogą wesprzeć remont obu ścian. ©® Wielkanocne zmiany w rozkładach jazdy MZK i PKS. Tak wozić będą autobusy w Słupsku i regionie Zmagania pomorskich nawigatorów Inaczej autobusy komunikacji miejskiej kursują już od wczoraj. Zarząd Infrastruktury Miejskiej w Słupsku opublikował listę świątecznych zmian będzie kursów wieczornych oraz w nocy z soboty na niedzielę); • z uwagi na spodziewany spadek zapotrzebowania na usługi komunikacji miejskiej, od około godziny 19-30 przestaną funkcjonować linie 3,4,5 i 9. Pozostałe linie będą funkcjonować bez zmian. 9-10 kwietnia (święta Wielkanocne - niedziela i poniedziałek): • zgodnie z rozkładem jazdy ważnym w niedziele i święta od około godz. 8.30 będą funkcjonować linie 1, 2 i 15, natomiast od około godz. 12 rozpoczną funkcjonowanie linie 16,18 i 19- Pozostałe linie nie będą funkcjonować. • na linii nr 19 kursy oznaczone w rozkładach jazdy literą B, będą wyjątkowo wykonywane do Nowego Cmentarza (bez obsługi pętli 3 Maja-działki); • nie będzie obsługiwany odcinek między CH Jantar a pętlą Dmowskiego. Zmiany w funkcjonowaniu swoich linii zapowiedział też PKS Słupsk. Finał konkursu Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 REKLAMA • 5 JASTRZĘBSKIEJ SPÓŁKI k WĘGLOWEJ ' óJSW Materia) informacyjny JSW SA Trzydzieści lat temu powstała Jastrzębska Spółka Węglowa. Choć w ciągu trzech dekad oprócz wielu sukcesów nie brakowało również momentów kryzysowych, to dziś spółka jest europejskim liderem w wydobyciu węgla koksowego - surowca, który jest niezbędny do produkcji stali. Kluczowa w działalności JSW jest także dbałość o środowisko oraz lokalną społeczność. - Zmieniające się otoczenie rynkowe i regulacyjne stawia przed nami wiele wyzwań. Konsekwentnie i odważnie realizujemy strategię odpowiadającą tym potrzebom na różnych płaszczyznach: gospodarczej, społecznej i środowiskowej -deklaruje prezes JSW Tomasz Cudny. Historia JSW zaczęła się 1 kwietnia 1993 roku. Wtedy w ramach kolejnych działań związanych z restrukturyzacją górnictwa powołano do życia siedem spółek. Co ciekawe, JSW jako jedyna spośród nich, pod niezmienioną nazwą przetrwała na rynku. W momencie powstania w skład spółki weszły kopalnie: Borynia, Zofiówka, Jastrzębie, Moszczenica, Pniówek, Krupiński i Morcinek. Od początku węgiel koksowy J ' ■-* •* ; >•" 3 ^ ^ 7" 't- ..^r-~ ••• ', u. ki -i* ^ j* ^wstis^S- \-iJSW &£?4&*EŚ&MB£* - V- Ci ^ - -X" &&£& •' Idea Ekstremalnej Drogi Krzyżowej narodziła się w2009 roku w środowisku ks. Jacka Stryczka. Pomysł był odpowiedzią na kryzys męskości i kryzys konsumpcjonizmu. EDK to je- den z najszybciej rozwijających się ruchów religijnych na świecie. Widać to też po liczbie uczestników tras między Słupskiem a Ustką. Trzy lata temu w EDK wzięło udział 90, a rok temu 150 osób. Teraz było ich już około 200. Celem wydar zenia, jak podkreślają organizato- rzy, jest „stanie się pięknym człowiekiem, takim, z którym inni chcą spędzać czas".©® MATERIAŁ INFORMACYJNY PKN ORLEN 0010763824 Gwiazdy sportu w Czerwinie. Program Szkolny Klub Sportowy stawia na rozwój młodzieży. Program Szkolny Klub Sportowy to nie tylko seria zajęć i treningów dla dzieci i młodzieży. ale również okazja do spotkania gwiazd sportu. W poniedziałek 6 marca w Zespole Szkół Powiatowych w Czerwinie odbyły się specjalne zajęcia, w których uczniowie z powiatu ostrołęckiego trenowali pod okiem m.in. mistrzyni olimpijskiej oraz medalistów mistrzostw świata czy Europy. Spotkanie oficjalnie rozpoczął minister Arkadiusz Czartoryski. Podstawowym celem Programu Szkolny Klub Sportowy jest spopularyzowanie sportu i aktywności fizycznej a w ramach Programu realizowanych jest blisko 100 różnorodnych form zajęć. Odbywają się one dwa razy w tygodniu w formie 60-mi-nutowych zajęć. W akcję zaangażowanych jest coraz więcej dzieci, rodziców i nauczycieli, dzięki czemu powiększa się SKS-owa społeczność. Sport jest ważną inwestycją w zdrowie społeczeństwa, ale jest też matką przyszłych sukcesów. Dzieci trenują z gwiazdami sportu To zdanie podzielają też polscy sportowcy. Na miej- osiągają lepsze wyniki sprawnościowe niż rówieśnicy, co potwierdzono stosownymi badaniami. W roku 2022 zarejestrowano 324 855 uczestników zajęć ćwiczących w 14 708 grupach w całej Polsce. Od pierwszej edycji, która miała miejsce w 2017 roku, Program SKS jest wspierany przez ORLEN - największego sponsora polskiego sportu - nie tylko tego profesjonalnego będącego wynikiem wieloletnich treningów naszych największych gwiazd, ale również młodzieżowego. W 2022 roku spółki Grupy Kapitałowej ORLEN objęły programami sportowymi ponad 300 tys. dzieci i młodzieży w całej Polsce. Pomagając w realizacji programów dla dzieci i młodzieży, ORLEN nie tylko dba o ich rozwój, ale również szuka kolejnych talentów. Wsparcie w świecie sportu jest bardzo ważne. Dzięki finansowaniu przez PKN ORLEN możemy dotrzeć do jak największej liczby miejscowości w Polsce i szerzyć aktywność fizyczną. Wierzymy, że w małych miasteczkach czy wsiach znajdują się kolejne wielkie, sportowe talenty - powiedział Marcin Prus. jak w przeszłości spotkałam Irenę Szewińską, Władysława Kozakiewicza czy Jacka Wszołę. Wywarło to na mnie ogromne wrażenie - dodała Włodarczyk. Zajęcia SKS mogą być początkiem wielkiej kariery sportowej W ramach realizacji Programu SKS, od 2017 roku, każdej wiosny i jesieni zbierane są wyniki testów sprawności fizycznej dzieci i młodzieży, które następnie umieszczane są w Narodowej Bazie Talentów. W obecnej edycji Programu SKS dane przekazywane będą do bazy danych projektu Sportowe Talenty. Projekt ten ma na celu identyfikację i wsparcie najbardziej utalentowanych młodych sportowców w zakresie ich rozwoju sportowego i rekomendowanie im dyscyplin sportowych zgodnych z ich potencjałem. Celem Programu Szkolny Klub Sportowy jest zadbanie o nasze małe pociechy i jest to największe narzędzie aktywizacyjne w Polsce. Jego skala i zasięg terytorialny pozwalają efektywnie oddziaływać na najmłodszych, którzy uczestnicząc w programie, scu pojawili się: Natalia Madaj-Smolińska (mistrzyni olimpijska w wioślarstwie), Emilia Ankiewicz-Obukowicz ' (olimpijka na dystansie 400 m przez płotki), Paweł Januszewski (mistrz Europy w biegu na 400 m przez płotki), Marcin Prus (97-krotny reprezentant Polski w piłce siatkowej) czy dr Urszula Włodarczyk (8-krotna medalistka mistrzostw świata i Europy w wieloboju oraz dyrektor Instytutu Sportu - Państwowego Instytutu Badawczego). staramy się je jak najbardziej zachęcić do aktywności. Nasze zajęcia rozwijają je nie tylko fizycznie, ale i intelektualnie - tłumaczyła Urszula Włodarczyk. Spotkanie z olimpijczykami z pewnością pozostawi pozytywne wrażenia na dzieciach. Wielu młodych sportowców poznało na swojej drodze profesjonalistów, którzy stawali się dla nich idolami czy inspiracją do dalszych działań i rozwoju. Sama wiem, jakie to potrafi być ważne. Pamiętam, Dzisiejszy format zajęć SKS zdecydowanie różni się od tego sprzed lat. Myślę, że wartość tego programu jest nieoceniona. Zajęcia są bardzo nowoczesne i atrakcyjne, a my jako sportowcy przyjeżdżamy wspierać dzieciaki i ich rozwój - powiedziała Natalia Madaj--Smolińska. W Czerwinie dzieci trenowały na czterech stacjach - trzech sportowo-fizycz-nych i jednej intelektualnej. Wiemy jak ważny jest sport w życiu dzieci, dlatego 18 • LUDZIE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 Neurolog z igłami. Kiedy zaczynał, na takich jak on mówiono: szarlatani Iwona Marciniak Kołobrzeg Zdzisław Wachecki już blisko 50 lat temu zaczął łączyć medycynę konwencjonalną z akupunkturą. Od sześciu lat mieszka w Kołobrzegu, lecząc kręgosłupy. Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku, już jako doświadczony neurolog i ordynator w Szpitalu lyiinisterstwa Spraw Wewnętrznych w Bydgoszczy, Zdzisław Wachecki ukończył pierwszy w Polsce kurs akupunktury. Skorzystał z zaproszenia prof. Zbigniewa Gamuszewskiego z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, pioniera tej metody leczenia w Polsce. Profesor w 1978 roku otworzył pierwszą w Polsce poradnię, -ctóra z czasem stała się Centrum Leczenia Bólu i Akupunktury w Warszawie. W1985 r. został krajowym specjalistą do spraw akupunktury przy Ministrze Zdrowia i Opieki Społecznej. To za jego sprawą powstało Polskie Towarzystwo Akupunktury, i już w jego pierwszym zarządzie znalazł się nasz rozmówca, Zdzisław Wachecki. Został w nim ra długie lata. Chińczycy jadą leczyć Polaków Zbigniew Garnuszewski miał już swoją poradnię i zespół. Ale chciał też, żeby wiedza, którą zdobywał, szła w świat. - Dlatego zorganizował kilkuletni kurs pod nadzorem Centrum Kształcenia Podyplomowego Lekarzy - zaczyna opowieść Zdzisław Wachecki. - Co było wydarzeniem niezwykłym, z udziałem chińskich lekarzy. Na spotkania z nimi zjeżdżało regularnie kilkunastu specjalistów z całej Polski. Interniści, laryngolodzy, ginekolodzy, także neurolodzy. - liczyliśmy się od chińskich profesorów medycyny konwencjonalnej i od specjalistów tradycyjnej, ludowej medycyny chińskiej, którzy potrafili np. diagnozować ze źrenicy oka czy koloru języka - wspomina Zdzisław Wachecki. -Akurat z tej wiedzy nie korzystaliśmy. Za to na temat akupunktury chcieliśmy wiedzieć wszystko: jakie dolegliwości można leczyć, jakie miejsca nakłuwać, jak głęboko, jakimi igłami wreszcie. A czym właściwie jest akupunktura? - Mówiąc najprościej, nakłuwając powłoki ciała, pobudzamy receptory, czyli zakończenia nerwowe, powodując działanie lecznicze - tłumaczy lekarz. - Impulsy wywołane nakłuciami pobudzają układ współczulny oraz przywspół-czulny i leczą, regulując czynność narządów wewnętrznych. Przy pomocy akupunktury można leczyć właściwie wszystkie schorzenia, niestety, poza chorobami nowotworowymi. Akupunktura? Toż to jakby znachora o pomoc prosić! Wtedy, gdy doktor Wachecki regularnie wyjeżdżał na te polsko-chińskie wykłady i po naukę jak najbardziej praktyczną, leczenia akupunkturą próżno było szukać na szpitalnych oddziałach. Krzywo patrzono na to, co nie było tzw. medycyną konwencjonalną. - Wszystko inne pakowano do jednego worka, traktowano jako hochsztaplerkę, praktyki znachorskie - potwierdza lekarz. - Swobodę działania dawała mi jednak ordynatura. Leczenie akupunkturą doktc w czasach, kiedy nie była to i akceptowana metoda Gdybym był szeregowym lekarzem, pewnie usłyszałbym od przełożonego: „a co mi tu pan tymi igłami wojuje?". Nawet ksiądz mówił z ambony, że to złe i trzeba się trzymać z daleka. Dziś trudno w to uwierzyć, prawda? - wspomina neurolog. - A mnie po siedmiu latach studiów i potem sześciu latach specjalizacji ciągle było mało. Czegoś brakowało. Bez wahania skorzystałem więc z zaproszenia prof. Zbigniewa Gamuszewskiego. Co ciekawe, ściągnięcie do Polski chińskich specjalistów wymagało ministerialnych zgód. Kwaterowano ich w hotelu, mieli zapewnione wyżywienie. O brataniu się czy po prostu nawiązywaniu przyjaznych, nieformalnych relacji •r Wachecki zaczynał szeroko znana nie było mowy, bo na każdą dwójkę zaproszonych specjalistów przypadał jeden Chińczyk zajmujący się wyłącznie pilnowaniem pozostałych. - Nie mogliśmy ich zabrać na kolację czy nawet na wódkę - wspomina dziś lekarz. - Ale robiliśmy im prezenty. Szczególnie cieszyli się z urządzeń gospodarstwa domowego, jakichś opiekaczy, maszynek do robienia lodów itd. Z dzisiejszej perspektywy, gdy Chiny to gigantyczna potęga gospodarcza, brzmi to wręcz niewiarygodnie. Ale naprawdę wtedy tak było. Chiński opiekun milczał, ale nic nie umykało jego uwadze. Polscy „studenci" szybko zorientowali się, że zna język angielski. Używali go rzadko, bo w rolę tłumacza wcielała się le- karka, kursantka, Chinka, która po studiach w Polsce została tu na stałe. Co ciekawe, polityczny „cień" chińskich wykładowców ożywiał się przy prezentach. Przyjmował je bez cienia skrępowania. Pan ordynator leczy i sam już uczy Zdzisław Wachecki wspomina dalej: - Po tym, gdy się wykształciłem, sam zacząłem uczyć. Z czasem miałem swoją grupę uczniów. Moje zabiegi akupunktury w szpitalu MSW przełożeni uznali za pewien eksperyment medyczny. A że wyniki leczenia były bardzo dobre, a powikłań żadnych - mogłem pracować spokojnie. Któregoś razu coś się jednak zmieniło: nie wiedzieć czemu, minister spraw wewnętrznych wydał rozporządzenie o zakazie stosowania akupunktury w podległych mu szpitalach. - Ten dokument przyniósł mi do gabinetu dyrektor szpitala - opowiada lekarz. - Zapytałem go, patrząc mu głęboko w oczy: „A widzisz, żebym tu robił cokolwiek związanego z akupunkturą?" „Ależ skąd!" - odpowiedział ze znaczącym uśmiechem. Traf chciał, że za parawanem leżała akurat ponakłuwana żona pierwszego sekretarza partii w Bydgoszczy. Usłyszała głos dyrektora, którego, jak się okazało, znała, i krzyknęła: „Daj spokój! Głupich nie sieją! Niech doktor robi swoje". Miała problem z kręgosłupem. Wyleczyłem ją. Pamiętam, że jej mąż mi dziękował. Jak mówi, od początku stosował akupunkturę z dużymi sukcesami, zwłaszcza przy leczeniu schorzeń kręgosłupa i w niedowładach niektórych nerwów. Dziś też stosuje ją np. przy reumatycznym zapaleniu stawów, ale też zapaleniu zatok, przy leczeniu zawrotów głowy, nerwic, nawet astmy i padaczki. Wśród pacjentów ma też dzieci. Opowiada o sześcioletnim letnim chłopcu z porażeniem nerwu twarzowego: - Jego mama była przerażona - na bo jak przekonać takiego malca nie tyko do igły, ale i wielu igieł? - Zdzisław Wachecki zdradza, że ma na takich malców własny patent. - Wziąłem tego chłopca na stronę i powiedziałem mu tak: jeśli się nie zgodzisz, nie zrobię ci akupunktury. Choćby mama nie wiem jak mnie prosiła. Myślał chwilę i powiedział: dobrze, może pan robić. Obejrzał igły. Miał 10 zabiegów. Porażenie ustąpiło., A chłopiec podczas zabiegu nawet nie drgnął. Był dumny, że dał radę. Bo potraktowałem go jak człowieka, który ma prawo mieć swoje zdanie. Zdzisław Wachecki mógłby już dawno odpuścić, delektować się emeryturą, ale, jak podkreśla, ciągle ma pacjentów, którzy proszą o lekarską diagnozę i również lekarską, pewną rękę przy wykonywaniu akupunktury. Prawdziwą plagą są schorzenia kręgosłupa, od lędźwiowego po kręgi szyjne. - Przeniosłem się do Kołobrzegu, ale i tu mam sporo pacjentów-mówi. Stosuje też elektroakupunk-turę i terapię manualną. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Lekarskiego Medycyny Manualnej. - Zdrowie mi na szczęście dopisuje, więc skoro nadal jestem potrzebny, pracuję z przyjemnością i radością, że odejmuję ból-mówi: ©® Głos „BOŻE MÓJ BOŻE MÓJ, CZEMUŚ MNIE OPUŚCIŁr Piątek, 7.04.2023 Oddajemy hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej str. 2-3 Od Wielkiego Piątku do Niedzieli Zmartwychwstania. Jakie jest przesłanie tych wydarzeń? str. 4-5 W chrześcijańskim Wyznaniu wiary znajduje się zwrot „zstąpił do piekieł". Co on oznacza? str 7 SMOLEŃSK 2010 &KS£Trza INFORMACJA 0 KATASTROFIE WSTRZĄSNĘŁA POLSKA W poniedziałek minie 13 lat od najtragiczniejszego wydarzenia w najnowszej historii Polski. 10 kwietnia 2010 r. o godz. 8.41 doszło do katastrofy samolotu Tu-154m pod Smoleńskiem. Zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego żona Maria. Do Smoleńska, na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej oprócz prezydenta i pierwszej damy lecieli m.in. ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, prezes IPN Janusz Kurtyka, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło, Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski, prezes NBP Sławomir Skrzypek, posłowie wszystkich klubów parlamentarnych oraz inne osoby, które zapisały się w historii Polski. Informacja o katastrofie wstrząsnęła Polską w sobotni poranek 10 kwietnia 2010 roku. Przed Pałacem Prezydenckim natychmiast zaczęli się gromadzić ludzie. Takbyło przez wiele dni. 18 kwietnia 2010 r. w Krakowie odbył się uroczysty pogrzeb prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii Kaczyńskiej. Para prezydencka została pochowana z honorami wojskowymi w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów na Wawelu. Co roku 10 kwietnia organizowane są uroczystości upamiętniające ofiary katastrofy. W tym roku, w związku z obowiązującymi obostrzeniami, będą one zorganizowane w ścisłym reżimie sanitarnym - tak zapowiedział szefKPRM. Michał Dworczyk na antenie TVP mówił, że rano w Warszawie odbędzie się msza, potem nastąpi złożenie kwiatów na grobach ofiar katastrofy. - Wieczorem na Starym Mieście, również jak co miesiąc, będzie miała miejsce msza w intencji ofiar - dodał. Rzeczniczka PiS Anita Czerwińska zapowiedziała, że w związku z pandemią delegacja będzie mniejsza niż zazwyczaj. Lecieli upamiętnić ofiary zbrodni katyńskiej 13 kwietnia minie kolejna rocznica mordu w Katyniu. Przez ponad pół wieku wokół zbrodni Sowietów zbudowano mur kłamstw i manipulacji. Przez dekady, od chwili odkrycia zbrodni przez Niemców w 1943 r., na temat zbrodni katyńskiej kłamano i manipulowano. W zbiorowym kłamstwie brali udział nie tylko Sowieci, ale państwa zachodnie i sami Polacy. Wykorzystuje go również dzisiaj rosyjska propaganda. Zbrodni katyńskiej sowieccy komuniści dokonali w kwietniu 1940 r., a jej ofiarami byli polscy jeńcy przebywający w obozach NKWD. Przeważali wzięci do niewoli oficerowie, ale wśród pomordowanych znaleźli się również urzędnicy, sędziowie, ziemianie, poliq'anci, funkcjonariusze Korpusu Ochrony Pogranicza, Straży Granicznej i Służby Więziennej, ludzie kultury i nauki. Zbrodnie NKWD i doły śmierci, do których trafilibestial-sko zamordowani obywatele polscy, obejmowały poza Katyniem innemiejsca Rosji sowieckiej: Kalinin (dzisiaj Twer) Miednoje, Chersoń, Kuropaty na Białorusi, Kijów - Bykownię i Charków na Ukrainie oraz inne, wciąż jeszcze nie odkryte. Funkcjonariusze NKWD zamordowali według dzisiejszych ustaleń co najmniej 21857 obywateli polskich. SMOLEŃSK2010 • 3 1. Kaczyński Lech. Prezydent RP 2. Kaczyńska Maria. Małżonka Prezydenta RP 3. Kaczorowski Ryszard, b. Prezydent RP na uchodźstwie 4. Agacka-lndecka Joanna. Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej 5. Bąkowska Ewa. wnuczka Gen. bryg. Mieczysława Smorawińskiego 6. Błasik Andrzej, Dowódca Sił Powietrznych RP 7. Bochenek Krystyna, wicemarszałek Senatu RP 8. Borowska Anna Maria, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji 9. Borowski Bartosz, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji 10. Buk Tadeusz, Dowódca Wojsk Lądowych RP 11. Chodakowski Miron. Prawosławny Ordynariusz Wojska Polskiego 12. Cywiński Czesław. Przewodniczący Światowego Związku Żołnierzy AK 13. Deptuła Leszek, przedstawiciel Parlamentu RP 14 Dębski Zbigniew, osoba towarzysząca 15. Doiniak Grzegorz, przedstawiciel Parlamentu RP 16. Doraczyńska Katarzyna, przedstawiciel Kancelarii Prezydenta RP 17. Dudinowski Edward. Sekretarz Generalny Związku Sybiraków 18. Fedorowicz Aleksander, tłumacz języka rosyjskiego 19. Fetiińska Janina, senator RP 20. Florczak Jarosław, funkcjonariusz BOR 21. Francuz Artur, funkcjonariusz BOR 22. Gągor Franciszek, Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego 23. Gęsicka Grażyna, przedstawiciel Parlamentu RP 24. Gilarski Kazimierz. Dowódca Garnizonu Warszawa 25. Gosiewski Przemysław, przedstawiciel Parlamentu RP 26. Gostomski Bronisław, ks. prałat 27. Handzlik Mariusz .Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP 28. Indrzęjczyk Roman .Kapelan Prezydenta RP 29. Janeczek Paweł, funkcjonariusz BOR 30. Jankowski Dariusz. Biuro Obsługi Kancelarii Prezydenta RP 31. Jaruga-Nowacka Izabela, przedstawiciel Parlamentu RP 32. Joniec Józef, Prezes Stowarzyszenia Parafiada 33. Karpiniuk Sebastian, przedstawiciel Parlamentu RP 34 Karweta Andrzej. Dowódca Marynarki Wojennej RP 35. Kazana Mariusz. Dyrektor Protokołu Dyplomatycznego MSZ 36. Kochanowski Janusz. Rzecznik Praw Obywatelskich 37. Komornicki Stanisław. Przedstawiciel Kapituły Orderu Virtutti Militari 38. Komorowski Stanisław, Jerzy Podsekretarz Stanu w MON 39. Krajewski Paweł, funkcjonariusz BOR 40. Kremer Andrzej, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych 41. Król Zdzisław, Kapelan Warszawskiej Rodziny Katyńskiej 1987-2007 4Z Krupski Janusz, Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych 43. Kurtyka Janusz, Prezes Instytutu Pamięci Narodowej 44 Kwaśnik Andrzej, Kapelan Federacji Rodzin Katyńskich 45. Kwiatkowski Bronisław, Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych RP 46. Lubiński Wojciech, lekarz prezydenta RP 47. Lutoborski Tadeusz, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji 48. Mamińska Barbara, Dyrektor w Kancelarii Prezydenta RP 49. Mamontowkz-Łojek Zenona, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji 50. Melak Stefan, Prezes Komitetu Katyńskiego 51. Merta Tomasz, Podsekretarz Stanu w MKiDN 52. Mikke Stanisław, Wiceprzewodniczący ROPWiM 53. Natalli-Świat Aleksandra, przedstawiciel Parlamentu RP 54. Natusiewicz-Mirer Janina, osoba towarzysząca 55. Nosek Piotr, funkcjonariusz BOR 56. Nurowski Piotr, szef PKOL 57. Orawiec-Loffler Bronisława, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji 58. Osiński Jan. Ordynariat Polowy Wojska Polskiego 59. Pilch Adam. Ewangelickie Duszpasterstwo Polowe 60. Piskorska Katarzyna .przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji 61. Płażyński Maciej. Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska" 62. Płoslki Tadeusz, Ordynariusz Polowy Wojska Polskiego 63. Potasiński Włodzimierz. Dowódca Wojsk Specjalnych RP 64 Przewoźnik Andrzej. Sekretarz ROPWiM 65. Putra Krzysztof, wicemarszałek Sejmu RP 66. Rumianek Ryszard. Rektor UKSW 67. Rybicki Arkadiusz, przedstawiciel Parlamentu RP 68. Sariusz-Skąpski Andrzej, Prezes Federacji Rodzin Katyńskich 69. Seweryn Wojciech, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji 70. Skrzypek Sławomir, Prezes Narodowego Banku Polskiego 71. Solski Leszek, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji 72. Stasiak Władysław, szef Kancelarii Prezydenta RP 73. Surówka Jacek, funkcjonariusz BOR 74 Szczygo Aleksander, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego 75. Szmajdziński Jerzy, wicemarszałek Sejmu RP 76. Szymanek-Deresz Jolanta, przedstawiciel Parlamentu RP 77. Tomaszewska Izabela. Dyrektor w Kancelarii Prezydenta RP 78. Uleryk Marek, funkcjonariusz BOR 79. Walentynowicz Anna. założycielka Wolnych Związków Zawodowych 80. Walewska-Przyjałkowska Teresa. Fundacja „Golgota Wschodu" 81. Wasserman Zbigniew, przedstawiciel Parlamentu RP 82. Woda Wiesław, przedstawiciel Parlamentu RP 83. Wojtas Edward, przedstawiciel Parlamentu RP 84. Wypych Paweł. Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP 85. Zając Stanisław, senator RP 86. Zakrzeński Janusz, wybitny polski aktor 87. Zych Gabriela, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji 88. Michałowski Dariusz, funkcjonariusz BOR 89. Pogródka-Węcławek Agnieszka, funkcjonariusz BOR 90. Protasiuk Arkadiusz. Kapitan 91. Grzywna Robert, członek załogi 92. Michalak Andrzej, członek załogi 93. Ziętek Artur, członek załogi 94. Macięjczyk Barbara, stewardessa 95. Januszko Natalia, stewardessa 96. Moniuszko Justyna, stewardessa 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 - Czas Wielkanocy jest dla nas tak bardzo ważny. Wszystko koncentruje się wokół prawdy o cierpiącym, ale i zmartwychwstałym, zwycięskim Chrystusie - mówi abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski Maciej Kwaśniewski ABP MAREK JĘDRASZEWSKI: JESTEŚMY ŚWIADKAMI WIELKICH ZMAGAŃ O PRAWDĘ Spotykamy się przed Wielkanocą. To szczególny czas. To czas nadziei i przyjmowania przez nas na nowo tej prawdy, że nasze życie ma wymiar nie tylko materialny i że -uciekając się do sformułowania biblijnego - nie jest ono tylko czymś, co poczyna się z prochu i w sposób definitywny i ostateczny w proch się obraca. To czas, który daje nam nadzieję, że jest w nas pierwiastek życia wykraczający poza rzeczywistość czysto materialną. Co wiara daje współczesnemu człowiekowi? W przypadku chrześcijaństwa mamy tę pewność wynikającą z wiary, że ci, którzy wierzą w Chrystusa, razem z Nim dostąpią zbawienia wiecznego. To nam daje wiara. Daje przez to nadzieję, która zbawia. Bo żyjąc już nadzieją na życie wieczne, nie wpadamy w rozpacz - niezależnie od różnych wyzwań, trudności i tragedii. Jesteśmy silni, bo ostatecznie idąc za Zmartwychwstałym Chrystusem, idziemy na spotkanie z Bogiem Ojcem bogatym w miłosierdzie... Kilkanaście dni temu opublikowano w mediach materiały dotyczące Jana Pawła D i kardynała Sapiehy. Czy to też jest znak czasów? Próba pozbawienia nas jakichkolwiek autorytetów? Można powiedzieć szerzej. To jeden z tych znaków i tych wyzwań, które co jakiś czas stają przed człowiekiem wierzącym. Żyjemy nadzieją otrzymaną już na chrzcie świętym, nieustannie rozwijaną, a umacnianą w sakramencie bierzmowania. Z drugiej strony świat nieustannie zmaga się z nami, także z naszą wiarą. Stąd te najrozmait-§ sze próby odbierania nam na-| dziei. Atak na Jana Pawła II, o pośrednio także na jego du-g chowego mistrza, „księcia nie-s złomnego", kardynała Adama £ Sapiehę, to właśnie atak na to, czym żyjemy jako naród, jako ludzie wierzący w Polsce. Myślę, że to szczególny atak na ludzi żyjących tu - w Krakowie i Małopolsce. Na ludzi, którzy są związani z Krakowem i jego wspaniałą tradycją. Próba obalenia największych autorytetów moralnych, także autorytetów wiary, to nie tylko atak na Kościół, na wszystko, co on głosi, nie tylko relatywizowanie wiary i sprowadzanie Kościoła do spraw przemijających i względnych. To także próba obalenia najważniejszych wartości dla człowieka. Chodzi o to, aby posiać w nas zwątpienie, pozbawić nas trwałych punktów odniesienia dla naszego życia. Które aspekty nauczania Jana Pawła n są dzisiaj najważniejsze? Wszyscy zapewne znają pytanie, które w latach 80. postawił Janowi Pawłowi II francuski dziennikarz Andre Fros-sard. Spytał Ojca Świętego, jakie jest najważniejsze zdanie w Biblii. Pisarz myślał, że papież będzie się długo zastanawiał, ale Jan Paweł II od razu odpowiedział: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8,32). Jestem przekonany, że to jest właśnie to, w co się dzisiaj przede wszystkim uderza, gdy chodzi o nauczanie Jana Pawła II i jego życie. Bo był to człowiek przesiąknięty prawdą. Prawdą w odniesieniu do Boga, do stworzonego przez Boga świata, do człowieka powołanego do życia przez Boga na Boży obraz i podobieństwo. To prawda o świętości ludzkiego życia od chwili poczęcia aż do chwili naturalnej śmierci. To prawda o tym, czym jest małżeństwo, czym jest rodzina, czym jest miłość do Ojczyzny. To się próbuje nam zabrać, skompromitować w naszych sercach. Właśnie poprzez rzucenie jakiejś niepewności co do tego, czy rzeczywiście Karol Wojtyła - Jan Paweł II - był człowiekiem świętym. A przecież trudno było dostrzec w nim jakiekolwiek wewnętrzne rozchwianie między tym, co mówił, a tym, jak żył. Niestety, za mało mówimy o tym, kim naprawdę był Jan Paweł n, jak żył i co zrobił dla Polski, dla Europy, dla świata. Jakby się zapomniało tę przepiękną kartę jego życia, jakby wzięło się ją w nawias. Jan Paweł n zostawił nam nie tylko swoje nauczanie, ale także katalog świętych. Często związanych tylko i wyłącznie z Małopolską. Ludzi, którzy budowali trwałe podstawy wiary, ale także byli bardzo głęboko zakorzenieni w rzeczywistość. Czy Kościół nie mówi za mało o szkołach katolickich, dzidach charytatywnych, o domach pomocy, o misjonarzach, którzy głęboko w Afryce walczą o dzieci zagrożone skrajną biedą? Pozwolę sobie tutaj nieco uogólnić pana bardzo ważne pytanie. Żyjemy w Europie, w kulturze Zachodu opinią, że ci tak zwani wielcy, wylanso-wane przez środowiska liberalne tzw. autorytety, byli wspaniałymi ludźmi. Ale gdyby się zajrzało w ich życiorysy, często by się okazało, jak za fasadą głoszonych przez nich pięknych idei i haseł kryły się prawdziwie ludzkie potwory. Przykładem tego jest książka Paula Johnsona „Intelektualiści", która w latach 90. została przetłumaczona na język polski. Johnson przedstawił w niej szereg ludzi, począwszy od mistrzów Oświecenia, po czasy nam współczesne, ukazując, kim oni w swoim życiu naprawdę byli. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 PULS# 5 Dlaczego tę książkę opublikował? Ponieważ świat współczesny stworzył swoich „świętych" i mimo ich oczywistych wad i słabości, a niekiedy i bardzo złego pod względem moralnym życia, wyniósł na piedestał ludzkości. Świat pooświeceniowy walcząc z Kościołem, z jednej strony wskazywał na takich ludzi, a z drugiej strony nic nie mówił o prawdziwych świętych, o ludziach, którzy dawali ludzkości właściwe punkty odniesienia i prawdziwe wzorce kształtowania życia osobistego, społecznego i narodowego. Jan Paweł II zrozumiał, że trzeba światu pokazywać świętych, a przez to pokazywać świętość Kościoła. Dlatego ta ogromna liczba beatyfikowanych i kanonizowanych przez niego wielkich postaci Kościoła. Nie było żadnego papieża, który by tylu beatyfikował i kanonizował. Także naszych rodaków, ponieważ chciał pokazać, że właśnie oni ukazują pełną prawdę o Kościele i o Polsce. Ich świadectwo jest bardzo ważne także dla naszych czasów. W tym kontekście warto przypomnieć, co Ojciec Święty mówił w 1991 roku, kiedy w Warszawie ogłosił błogosławionym o. Rafała Chylińskiego. Pochodził on z Wielkopolski, żył w XVIII wieku. Jako młody chłopak brał udział w walkach między stronnictwami królów Leszczyńskiego i Sasa. Wtedy z bliska zobaczył, czym naprawdę jest wojna domowa i jaki ogrom spustoszeń nie tylko materialnych, ale przede wszystkich duchowych niesie ona ze sobą. Porzucił więc wojaczkę i wstąpił do klasztoru w Krakowie -i tak naprawdę właśnie wtedy zaczął służyć Ojczyźnie poprzez oddanie się biednym i chorym ludziom. Wszystko, co było w klasztornej kuchni w Krakowie, rozdawał ubogim. Jego współbracia mieli nawet o to do niego pretensje. Stąd trafił do klasztoru w Łagiewnikach pod Łodzią. Przedstawiając jego postać, Jan Paweł II pytał zebranych na Agrykoli w Warszawie: co Pan Bóg pragnie nam powiedzieć przez tę beatyfikację? Dlaczego czyni to właśnie teraz, mimo że przecież o. Rafał żył tak dawno? I papież odpowiadał: Opatrzność Boża ma swoją pedagogię, swoje zamiary. Daje nam pewne postaci jako punkty odniesienia na konkretne czasy. Nie zapominajmy - to był 1991 rok, czas wprowadzania tzw. reform Balcerowicza, nieszczęście ubóstwa dotykało wtedy setek tysięcy ludzi, a mimo to z przedziwną lekkością głoszono to, że prawa rynku są najważniejsze i że trzeba najpierw ukraść pierwszy mi- lion, aby następnie wzbogacać się o kolejne. O. Rafał Chyliński miał wtedy nas wszystkich zmusić do refleksji, do zastanowienia, a przede wszystkim do troski o los każdego człowieka -także tego, który wtedy znalazł się na tzw. marginesie... Od stuleci współczesność stawia przed katolikami nowe zadania. Jak ocenia ksiądz arcybiskup naszą społeczną aktywność, gotowość działania na rzecz wspólnoty, w której żyjemy? Kościół zawsze, od czasów Kościoła jerozolimskiego, żył problemami społecznymi. Nigdy się od nich nie odcinał. Jednocześnie pamiętamy odnosząc się do czasów komunizmu w Polsce, że władza świecka usiłowała odciąć Kościół od świeckich, zwłaszcza od potrzebujących, żeby dobra, które miały być przeznaczone na rzecz ubogich, przejąć na własne, czysto polityczne i koniunkturalne cele, a Kościół zamknąć do tzw. zakrystii, do samych modlitw, nie pozwalając mu być obecnym pośród realiów życia społecznego i prawdziwych problemów społecznych. Kiedy o tym mówię, przywołuję na pamięć postać kardynała Adama Sapiehy, który był niezrównany, gdy chodzi 0 działalność charytatywną w czasach I wojny światowej, w okresie międzywojennym, kiedy tworzył struktury Caritas, gdy pomagał również w okresie II wojny światowej. Przecież tu, do Małopolski, trafiały wtedy dziesiątki tysięcy ludzi wysiedlonych przez Niemców z Wielkopolski, a potem powstańców warszawskich. To było dla organizacji charytatywnych działających tutaj, w Krakowie, ogromne wyzwanie 1 wielki wysiłek organizacyjny. Po II wojnie światowej to w kardynała Sapiehę próbowali przede wszystkim uderzyć komuniści, gdyż właśnie on odpowiadał za tę wielką charytatywną misję Kościoła, która miała dotrzeć do milionów Polaków dotkniętych tragicznymi skutkami wojny. Wiemy, że kardynał Sapieha liczył się nawet ze swoim aresztowaniem. Mówię o tym tak szeroko właśnie dlatego, że każdy czas ma swoje wyzwania duszpasterskie i charytatywne. Stąd tak liczne dzieła duchownych i świeckich, którzy w swoich środowi- skach próbują odpowiadać na wyzwania czasu, a jednocześnie pokazywać temu światu, że Kościół jest żywy i ma bardzo jasną odpowiedź na zagrożenia dotyczące poszczególnych ludzi czy całych społeczeństw. Wiemy też, że dzisiaj nie chodzi tylko 0 pomoc materialną, ale także wsparcie duchowe wobec ludzi, którzy zatracili się czy to w narkotykach, czy alkoholu. To pomoc młodym 1 osieroconym, chorym, starszym. To także setki szkół katolickich, które przeżywają oblężenie, bo rodzice wiedzą, że ich dzieci znajdą w nich nie tylko dobrą edukację, ale i formowanie na fundamentalnych, prawdziwych wartościach. To wszystko jest misją współczesnego Kościoła. Jest odpowiedzią na - materialne i duchowe - zagrożenia płynące ze współczesnego świata. Ta działalność jest bardzo potrzebna. Im więcej takich działań we wspólnotach parafialnych, dekanalnych, również na poziomie poszczególnych diecezji, tym lepiej, bo ta wspólnota prawdziwie żyje wtedy przejęta dogłębnie misją Kościoła wobec świata. Szkoły katolickie cieszą się olbrzymim zainteresowaniem wśród rodziców. Dlaczego rodzice, często niewierzący, wybierają katolicką szkołę dla swoich dzieci? Myślę, że nie zawsze jest pełna zgoda między dziećmi i rodzicami, gdy chodzi o ten wybór. Jestem jednak przekonany co do tego, że rodzice widzą w placówkach katolickich bezpieczne dla swoich dzieci środowisko dorastania, począwszy od przedszkola aż po szkoły średnie. Młodzież wychowując się tam, zdobywa nie tylko rzetelną wiedzę, ale uczy się solidarności i odpowiedzialności za siebie nawzajem, za Ojczyznę. Te szkoły są kuźnią wspaniałych wartości i dlatego właśnie w tych środowiskach młodzi mogą zdobyć bardzo wiele dla siebie. Problemem jest to, żeby szkoły katolidkie nie były traktowane gorzej niż inne, aby mogły liczyć na dofinansowanie na poziomie takim, jakie trafia do wszystkich innych szkół publicznych. Pokutuje przekonanie, że młodzi odwrócili się od Kościoła. Czy to prawda? Jak Kościół powinien z nimi rozmawiać? Czy JESTEM JEDNAK PRZEKONANY CO DO TEGO, ŻE RODZICE WIDZĄ IVPLACÓWKACH KATOLICKICH BEZPIECZNE DLA SITO ICH DZIECI ŚRODOWISKO DORASTANIA HARTO PRZYPOMNIEĆ, CO OIC1EC ŚWIĘTY MÓWIŁ W1991 ROKU, KIEDY W HARSZAWIE OGŁOSIŁ BŁOGOSŁAWIONYM O. RAFAŁA CHYLIŃSKIEGO. potrzeba dzisiaj nowego programu duszpasterskiego, czegoś na wzór Wielkiej Nowenny zainicjowanej przez prymasa Wyszyńskiego przed uroczystościami milenijnymi także w oparciu o nauczanie papieża Polaka? Czy Kościół musi się unowocześniać? Kościół musi zawsze znajdować swoje miejsce w danym mu czasie. Stąd słynne powiedzenie Ecclesia semper reformanda - „Kościół musi nieustannie się reformować". Oczywiście, nie może zmieniać swojej doktryny, nie może zmieniać dogmatów ani zasad moralnych, ale musi, wierząc w Chrystusa i tworząc wspólnotę, odpowiadać na wyzwania czasu. Wielkim przesłaniem Soboru Watykańskiego II jest to, żeby rozpoznawać znaki czasu i na nie mieć odwagę odpowiadać. Dzisiejsze wyzwania są oczywiście zupełnie inne niż kilkadziesiąt lat temu. Chociaż pewne procesy kulturowe, które zostały zapoczątkowane w latach sześćdziesiątych, łącznie z rewolucją 1968 roku, są, niestety, ciągle obecne i ciągle prowadzą do degradacji wartości moralnych w życiu człowieka, poprzez znajdowanie coraz to nowych środków ekspresji. Trzeba umieć im odpowiadać poprzez jasną wizję człowieka, człowieczeństwa, godności osoby ludzkiej. Trzeba wskazywać, że nie można żyć samymi tylko przyjemnościami, że człowiek jest istotą powołaną do tego, aby być wolnym, z wolną wolą wybierającą większe dobro. Tym większym dobrem jest nieraz konieczność rezygnacji z tego, co jest dla mnie miłe, łatwe i przyjemne, na rzecz drugiego człowieka, któremu trzeba pomóc. To się dzieje zwłaszcza wżyciu małżeńskim i rodzinnym, które jest pierwszą szkołą autentycznej miłości i solidarności. Problem odnowy Kościoła w Polsce to problem właśnie wielkiej, dogłębnej pracy dotyczącej rozumienia tego, czym jest małżeństwo i rodzina, która cieszy się swoimi dziećmi i w dzieciach widzi dla siebie Boże błogosławieństwo. Zbliża się koniec Wielkiego Postu, duchowego przygotowania do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Jaki jest sens Wielkanocy dla katolików? Wielkanoc to najważniejsze święta dla chrześcijan, bo są to święta zwycięstwa. Chcę to podkreślić z całą mocą: zwycięstwa - mimo ogromnego bólu i cierpienia Jezusa Chrystusa - nad śmiercią, nad grzechem, nad szatanem. To Jego zwycięstwo sprawiło, że ci, którzy w Niego wierzą, pokładają w Nim nadzieję na życie wieczne. Nie ma bowiem innej drogi do zbawienia. Zgodnie ze starym powiedzeniem extra Ecclesiam nulla salus -„poza Kościołem nie ma zbawienia". I to jest piękne, że ludzie żyjąc w takim świecie, jaki teraz jest, doświadczając na co dzień walca laicyzacji i materializmu, tylu złych rzeczy, że ludzie w głębi pragną pokoju serca. Chcą pojednania z Bogiem i z drugim człowiekiem. Tego pragną i to odnajdują w Kościele w sposób szczególny w czasie Wielkiego Postu, gdyż jest to czas nasycony refleksją, przeżywaniem męki Chrystusa. Stąd tak liczne drogi krzyżowe, nabożeństwa Gorzkich Żalów - tak typowych dla naszej polskiej pobożności - ale także te coraz większe kolejki ludzi ustawiających się przed konfesjonałami. Jak powiedział w jednym ze swoich wielkanocnych orędzi Jan Paweł U: „Ostatnie słowo Boga w sprawie ludzkiego losu to nie śmierć, lecz życie; nie rozpacz, lecz nadzieja. Do tej nadziei Kościół wzywa także ludzi współczesnych". Dlatego czas Wielkanocy jest dla nas tak bardzo ważny. Wszystko koncentruje się wokół prawdy o cierpiącym, ale i zmartwychwstałym, zwycięskim Chrystusie. Trudno tego nie odnieść także do naszych zmagań o to, aby ocalić to, co w nas jako Polakach jest najcenniejsze i najpiękniejsze. W okresie zaborów mówiono i tęskniono do chwili, kiedy Polska zmartwychwstanie. Warto sięgnąć do wspaniałych dramatów Stanisława Wyspiańskiego, „Wesela" czy „Wyzwolenia", pisanych na początku XX wieku, w których poeta wskazywał na beznadzieję i rozczarowanie odnośnie do tych, którzy mogą -i powinni - o niepodległą Polskę walczyć, a tego nie czynią. Później okazało się, że wystarczyło zaledwie kilkanaście lat, aby Polska w 1918 roku naprawdę zmartwychwstała. Stało się tak, ponieważ w sercach Polaków było bardzo głęboko zakorzenione umiłowa- nie wolności i polskości. Jestem przekonany, że także podczas tych Świąt Wielkanocnych jesteśmy świadkami wielkich zmagań o prawdę 0 Polsce - zwłaszcza że za naszą wschodnią granicą toczy się brutalna wojna spowodowana agresją Rosji na Ukrainę. Tym bardziej życzyłbym wszystkim, aby ten świąteczny czas był także czasem, w którym zmartwychwstaje w naszych sercach miłość do Polski. Proszę sięgnąć do przepięknego poematu kardynała Karola Wojtyły „Myśląc Ojczyzna" z 1974 roku. Niezwykle przenikliwie opisał, czym jest Ojczyzna, jak wielkim jest ona dobrem, jak wiele ono zależy od naszej odpowiedzialnej wolności i jak dzieje Ojczyzny wplatają się w dzieje zbawienia. Niedawno usłyszałem od osoby niewierzącej, że Wielkanoc także dla niej jest czasem szczególnym i czasem refleksji. Dlaczego ludzie, którzy odeszli od wiary, jednak doznają głębokiej refleksji w tym czasie? Znowu odwołam się do starożytnego powiedzenia z czasów prześladowań pierwszego Kościoła: Anima est na-turaliter Christiana - „dusza ludzka jest w sposób naturalny chrześcijańska". To znaczy jest w niej pragnienie Boga, poczucie dobra, świętości. Nie zawsze człowiek potrafi tego Boga objawionego nam w Jezusie Chrystusie spotkać i w Niego uwierzyć. Ale gdzieś w głębi każdego człowieka to pragnienie jest -pragnienie dobra, nieśmiertelności i świętości. To sprawia, że w okresie wielkanocnym takie osoby tym bardziej odczuwają pragnienie tego, by móc poczuć się Bożym dzieckiem, by móc przeżyć całe piękno tej rzeczywistości duchowej, która w nas ludziach naprawdę jest. Może pragną uczestniczyć w tej radości, która staje się udziałem chrześcijan podczas Triduum Paschalnego, doznać misterium Zmartwychwstania? I dzielić się radością, zasiadając do świątecznego, rodzinnego stołu? Bo jest to coś bardzo pięknego, coś bardzo pociągającego, do czego nawet w sposób nie w pełni uświadomiony się tęskni. Niedawno minęło sześć lat od ingresu Księdza Arcybiskupa do Katedry Wawelskiej. Czy Ksiądz Arcybiskup znajduje coś szczególnego w Krakowie i w Małopolsce coś, czego Ksiądz Arcybiskup nie spotkał gdzie indziej? Podobnie jak w Wielkopolsce, z której się wywodzę, znajduję tu wielkie poczucie tożsamości kulturowej i dumy wynikającej z tradycji i historii tej ziemi. Pięknej ziemi 1 wspaniałej historii. 6 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 Departament Stanu USA wydał raport na temat przestrzegania praw człowieka na świecie w roku 2022. Jeden z rozdziałów poświęcony został Polsce i respektowaniu w naszym kraju wolności słowa. Autorzy dokumentu nie mieli większych zastrzeżeń, co do przestrzegania praworządności w tym obszarze. Mimo to środowiska lewicowo-liberalne wpadły w histerię. Autorzy raportu piszą, że ograniczenia swobody wypowiedzi dziennikarzy, to jedno z najistotniejszych naruszeń praw człowieka w Polsce. Podkreślają jednocześnie, że Konstytucja RP gwarantuje wszystkim wolność wypowiedzi, i że polski rząd zazwyczaj to prawo respektuje. Niepodobająimsię wzasa-dzie tylko dwa zagadnienia - re-polonizacja Polska Press oraz opieszałość w rekoncesjonowa-niuTVN24. Polskie grzechy główne W pierwszym przypadku amerykańscy eksperci wyrazili obawy, że przejęcie przez państwowy końcem energetyczny PKN Orlen wydawnictwa Polska Press, do którego należała większość gazet regionalnych, nadmiernie wpłynie na politykę redakcyjną tych mediów. Drugie zastrzeżenie dotyczy, trwającego 19 miesięcy procesu przedłużenia koncesji stacji TVN24, należącej do amerykańskiego koncernu TVN Discovery Group - postępowanie to Amerykanie nazwali „rażącym naruszeniem prawa", i to, pomimo że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wydała ostatecznie stosowną zgodę. W raporcie wspomniano również o ograniczeniach pracy dziennikarzy podczas szturmu nielegalnych imigrantówna granicę polsko-białoruską. Jako przykład nieprawidłowości przywołano m.in. sprawę zatrzymania fotoreporterów na terenie wsi Wiejki. Wspomniano także o dziennikarzach telewizji Arte, która - zdaniem Amerykanów -znalazła się w zamkniętej strefie „omyłkowo"... Według autorów dokumentu „pojawiły się doniesienia, że dziennikarze byli poddawani przemocy, nękaniu lub zastraszaniu przez władze z powodu ich pracy". Eksperci Departamentu Stanu przypominają również sprawę Marty Lempart i postawienia jej zarzutów zniesławienia żołnierzy Straży Granicznej -przypomnijmy liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet nazwała funkcjonariuszy „mordercami w mundurach, którzy wyrzucali dzieci do lasu". Ostatnim przejawem łamania wolności słowa w Polsce miał być proces Jakuba Żulczyka, który znieważył prezydenta RP, za co - notabene - nie został skazany. Relikty komunizmu W tegorocznym raporcie tylko dwa razy pada termin SLAPP. Co może dziwić, bo Strategie Lawsuit Against Public Par-ticipation, jest obecnie najniebezpieczniejszym narzędziem tłumienia wolności słowa. Pisząc o nim, autorzy opracowania powołują się m.in. na Helsińską Fundację Praw Człowieka, która z kolei twierdzi, że wPolsce „istnieje ciągły problem ze strategicznymi pozwami przeciwko udziałowi społecznemu (SLAPP), które są wykorzystywane przez instytucje publiczne i urzędników, firmy medialne, polityków i osoby prywatne do tłumienia przeciwnych opinii". Obrońcy praw człowieka uważają ponadto, że obowiązująca w naszym kraju „ustawa karna o zniesławieniu ma mrożący wpływ na dziennikarzy, zwłaszcza w lokalnych mediach, ponieważ władze lokalne mogą wykorzystywać prawo przeciwko dziennikarzom. Właściciele mediów, zwłaszcza małych lokalnych niezależnych gazet, zdawali sobie sprawę, że potencjalnie wysokie grzywny mogą zagrozić finansowemu przetrwaniu ich publikaqi". I z tym argumentem trudno się nie zgodzić. Jednak z zastrzeżeniem, że art. 212 Kodeksu karnego to relikt komunizmu, który obecna władza odziedziczyła po poprzednikach. Niestety, pomimo niezliczonych apeli środowiska dziennikarskiego zprośbą 0 jego likwidację, ten drakoński przepis nadal obowiązuje. Czym zatem jest SLAPP? W największym skrócie, polega on na „działaniach prawnych wywołujących efekt mrożący wobec mediów. Zwłaszcza tych krytycznie patrzących na władzę oraz organizage lub osoby, obawiające się zdemaskowania swoich działań przed opinią publiczną". Artykuł 212 Kk wpisuje się więc w tę definicję idealnie. SLAPP - cenzura doskonała Co istotne, SLAPP jest legalny. Chociaż etycznie mocno dyskusyjny, bo polega na nękaniu niepokornych lawiną pozwów sądowych. Itoniepoto, aby doprowadzić do procesu i udowodnić swoje racje. Celem jest uwikłanie „wroga" w długotrwałe, energochłonne i kosztowne postępowanie sądowe. Efektem SLAPP ma być nie obrona dobrego imienia 1 prawdy, lecz zniechęcenie dziennikarzy do podejmowania „tematów kontrowersyjnych". Nieetyczność tego rodzaju pozwów potęguje fakt, że stosowana wten sposób cenzura prewencyjna dotyczy głównie dziennikarzy zajmujących się problemami o istotnym znaczeniu dla społeczeństwa - korupcją, nadużyciami władzy, łamaniem praw człowieka. To zjawisko jest szczególnie niebezpieczne w małych społecznościach, gdzie nieformalne relaęjepomiędzy politykami, lokalnymi przedsiębiorcami, poli- SLAPP - ZABÓJCA WOLNOŚCI SŁOWA Amerykański raport na temat przestrzegania praw człowieka na świecie mówi także o wolności słowa Polsce. Zastrzeżeń nie ma, a mimo to środowiska lewicowo-liberalne wpadły w histerię. q'ą, wymiarem sprawiedliwości i przestępczym półświatkiem są najsilniejsze. W takich środowiskach tworzą się często parama-fijne klany, którym tzw. zwykli obywatele nie są w stanie w żaden sposób się przeciwstawić... Jest więc SLAPP także ogromnym zagrożeniem dla praworządności i demokracji. Ofiarami fingowanych procesów nie są wyłącznie dziennikarze. Cierpią także działacze organizacji monitorujących media i aktywiści śledzący patologię procesów społecznych i politycznych. Próby sznurowania ust spotykają ich nie tylko ze strony autorytarnych rządów, jak ma to np. miejsce w wielu państwach Azji, Afiyki i Ameryki Południowej. Zagrożenia takie dają o sobie znać także na poziomie lokalnych struktur administracyjnych w państwach demokratycznych. Zdarza się, że rządzący Polską powiatową wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast faworyzują „swoich", nie dając jednocześnie szans „obcym", zwłaszcza niepokornym przedsiębiorcom niechętnym łapówkarstwu. I właśnie wobec takich osób samorządowi dygnitarze potrafią wytaczać całe serie bezpodstawnych pozwów. Co istotne, koszty obsługi prawnej tych procesów pokrywają nie z własnej kieszeni, lecz z kasy gminnej, miejskiej lub firmowej. Nękani - winni, czy nie winni - płacą natomiast za swoich obrońców sami. Wielu, nie mającśrodków, wybieramilcze-nie. Knebel albo śmierć Nękanie niepokornych dziennikarzy ma długą i bogatą historię. Na całym świecie. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Najgłośniejszym przypadkiem ostatnich lat była sprawa maltańskiej dziennikarki śledczej, Daphne Caruany Galizii -nazywanej „jednoosobowym WikiLeaks". Dzięki jej pracy ujawniona została m.in. korupcja w maltańskim rządzie. To ona ujawniłalokalny wątek afery Panama Papers, za co zapłaciła najwyższą cenę -16 października 20i7r. wjej samochodzie eksplo- KrzysztofMaria Załuski dowała bomba. Dziennikarka zginęła na miejscu. Dochodzenie w sprawie śmierci Galizii wykazało, że za morderstwem stoi państwo maltańskie, a pośrednio sam były premier tego kraju. To zabójstwo wywołało szok. Nie tylko na Malcie. Międzynarodowa opinia publiczna zrozumiała, że demokracja pozbawiona kontroli mediów to jedynie fasada, za którą władza robi, co chce. Że bez patrzenia politykom na ręce nie ma mowy nie tylko o wolności słowa, lecz także o jakiejkolwiek wolności. Bo w momencie zderzenia interesów władzy, korporacji czy międzynarodowej organizacji z interesem zwykłego obywatela, ten ostatni nie ma możliwości obrony. Ludzie zrozumieli też, że przed układami towarzy-sko-biznesowo-politycznymi ochronić ich mogą jedynie wolne media. Widząc realne zagrożenia, jakie niesie ze sobą cenzura prewencyjna i jakie są jej skutki, część stanów USA wprowadziła przepisy blokujące możliwość stosowania SLAPP. Również Unia Europejska od paru lat szykuje się do projektu zmian w prawie. W lutym tego roku przewodnicząca Parlamentu Europejskiego, RobertaMetsola obiecała zintensyfikowanie ochrony mediów. Wraz z szefem Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych zapewniła, że Parlament Europejski jest „zdeterminowany w ulepszaniu unijnych przepisów chroniących obywateli i media przed prawnym nękaniem, w tym za pomocą pozwów SLAPP". Na razie to jednak jedynie obietnice. Cenzura po polsku W Polsce, pomimo upadku komunizmu, nadal obowiązuje dawny model myślenia i równie archaiczne przepisy. Szczególnie upodobali je sobie urzędnicy szczebla powiatowego, zktórych niektórzy rządzą swoimi „księstwami" nieprzerwanie od początku lat 90. zeszłego wieku. Lokalnych dziennikarzy zastrasza się procesami, szanta- żem, zwolnieniami z pracy albo preparowanymi hakami. Ludzie stosujący taką taktykę są zazwyczaj dysponentami kontraktów publicznych, opiewających na wielomilionowe kwoty. Nic więc dziwnego, że mając do dyspozycji całkiem legalne możliwości zastraszania mediów - aby np. ukryć swoje nielegalne interesy - decydują się na użycie SLAPP. Strategia taka, ze względu na obowiązywanie art. 212 Kk jestwichrękachnarzędziemnie-mal doskonałym. Artykuł ten stanowi bowiem realną groźbę kary więzienia za upublicznienie niewygodnych informacji. W efekcie tej groźby dziennikarz ma świadomość, że za napisanie artykułu, może zostać oskarżony o zniesławienie i skazany nawet na rok pozbawienia wolności. Oskarżyć go może każdy, kto poczuje się zniesławiony. O tym, czy oskarżenia były zasadne, rozstrzyga dopiero sąd. Niestety, jak pokazuje praktyka, sędziowie stają często po stronie silniejszych... Fakt zainteresowania Departamentu Stanu USA kwestią wolności słowa, która jest przecież fundamentem demokracji, nie powinien w zasadzie nikogo dziwić. I nie dziwi. Zaskoczeniem może być natomiast nikły poziom dociekliwości, jeśli chodzi 0 artykuł 212 Kk. Aprzecież to on jest obecnie największym problemem polskiego dziennikarstwa. Jak wynika ze statystyk sądowych w ciągu ostatnich dwóch dekad doszło do ok. 10 tysięcy rozpraw z tego właśnie artykułu. Lewica i zagranica Wątpliwości polskiego czytelnika raportu mogą również budzić zastrzeżenia administracji USApod adresem działań rządu podejmowanych wobec TVN24 1 Grupy Polska Press. Oba te publikatory mająbowiem mroczną przeszłość. Oba były, ajedenna-dal jest, mocno antypolski. Ten pierwszy założony został, jak wynika z dokumentacji Instytutu Pamięci Narodowej, przez byłych tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych. Mariusza Wej- cherta bezpieka zarejestrowała w roku 1976 jako TW „Konarskiego". Jan Walter działał natomiast pod pseudonimem TW „Mewa" od roku 1983. Duet ten stworzył w roku 1984 firmę ITI, z której wywodzi się m.in. TVN i portal Onet - które ostatnio wsławiły się nagonką na Kościół Katolicki i św. Jana Pawła U. Z kolei Polska Press została w sposób zupełnie legalny odkupiona - za 200 min złotych -od Niemców przez PKN Orlen. W chwili przejęcia grupa ta posiadała 20 spośród 24 dzienników regionalnych ukazujących się w Polsce. Stanowiło to aż 83 % krajowego rynku mediów regionalnych - i nikomu to nie przeszkadzało. A teraz, po repo-lonizacji - o dziwo - przeszkadza. Wkrótce po sfinalizowaniu transakcji, środowiska tzw. „opozycji demokratycznej" uznały, że przejęcie spółki medialnej przez przedsiębiorstwo, którego głównym udziałowcem jest państwo, stanowi „zamach na niezależne media". Lewicowi publicyści poskarżyli się przy tej okazji również na „nieposzanowanie przez Polskę niezawisłości sądów". Przeciwko repolonizacji Polska Press wystąpiło także łalkaorga-nizacji międzynarodowych, które wystosowały do Orlenu apel o „zaprzestanie ingerencji w niezależność mediów". W następstwie tych ataków Polska spadła w tzw. indeksie wolności słowa „Reporterówbez Granic" z 18. miejsca na 66. Pytania i odpowiedzi Co zatem po lekturze raportu Departamentu Stanu USA na temat wolności mediów w Polsce powinno niepokoić nas najbardziej? W zasadzie nic. Bo pomimo histerii opozycji i związanych z nią międzynarodowych i krajowych lewadach organizacji, w dokumencie tym nie ma niczego, co mogłoby nasz kraj dyskredytować. Autorzy raportu zaznaczyli bardzo wyraźnie, że polskie prawo zabrania „mowy nienawiści", w tym m.in. rozpowszechniania literatury antysemickiej, publicznego propagowania faszyzmu, komunizmulub innych systemówtotalitamych. Podkreślili także, że polski rząd nie cenzuruje intemetu i nie monitoruje poczty elektronicznej, nie ogranicza i nie zakłóca w żaden sposób dostępu do internetu, a nawet nie cenzuruje internetowych treści. „Brak także wiarygodnych doniesień, aby rząd monitorował prywatną komuni-kację online lub maile - bez uprzedniego upoważnienia prawnego" - czytamy w raporcie. Czym zatem są potępiające Polskę komentarze lewicy? Troską o demokrację, o praworządność, o niezależne media, o przyszłość Polski? A może szerzeniem dezinformacji i kreowaniem dalszych podziałów w polskim społeczeństwie? Odpowiedzi wydają się bardziej niż oczywiste. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 PULS# 7 Prawda o zstąpieniu do piekieł (pomińmy w tym tekście zagadnienie czy płonie w nim wieczny ogień, czy też nie) znajduje swoją biblijną podstawę przede wszystkim w Pierwszym Liście św. Piotra: „Chrystus bowiem również raz umarł za grzechy, sprawiedliwy zaniesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić; zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem W nim poszedł ogłosić zbawienie nawet duchom zamkniętym w więzieniu, niegdyś nieposłusznym" (l P3,18-20). „Gdzie cierpią męki" Sięgnijmy po katechizm Kościoła katolickiego, w którym zawarta jest jego doktryna. Czytamy w nim (KKK 631-637), że są dwa znaczenia zwrotu „Zstąpił do piekieł". Pierwsze polega na potwierdzeniu, iż Jezus rzeczywiście umarł, doświadczył śmierci jakkażdy człowiek, trafił do krainy umarłych. Znalazł się tam jednak - i to jest drugie znaczenie tej prawdy - jako Zbawiciel, zwycięzca śmierci, który ogłasza uwięzionym duchom zbawienie. Można powiedzieć, że zstąpienie do piekieł oznacza ogłoszenie zbawienia wszystkim, którzy umarli przed Jezusem. Ale oznacza również, że istnieje coś takiego jak piekło. Kanon 1035 Katechizmu podaje: „Nauczanie Kościoła stwierdza istnieniepiekłaijego wieczność. Dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią męki". I dalej: „Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może mieć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie". Bogacz i Łazarz Zatem wiemy już, że Jezus zstąpił do piekła, rozumianego jako miejsce realne, a nie tylko symboliczne. Zstąpił jednak nie jako grzesznik, ale jako Zbawiciel, ogłaszając dobrą nowinę uwięzionym duchom. Zstąpił też do piekieł, aby wyzwolić umarłych. Pytanie: czy wszystkich? Logiczne jest, że w krainie umarłych (Żydzi, obok podziemnego miejsca do przebywania wszystkich zmarłych - Szeolu wierzyli, że istnieje specjalne miejsce kary dla potępionych -Gehenna), znajdowali się zarówno sprawiedliwi, jak i źli. Dowiadujemy się o tym choćby z przypowieści o bogaczu i Łazarzu. Sprawiedliwy Łazarz spotkał się ze złym bogaczem „na łonie Abrahama", co nie znaczy, że w jednym miejscu. Potwierdzenie tego rozumowania znajdujemy w kanonie 633, gdzie czytamy, że, Jezus nie zstąpił do piekieł, aby wyzwolić potępionych, ani żeby zniszczyć piekło potępionych". Piekło zatem nie tylko istnieje, ale są w nim wszyscy, którzy odrzucili JAK ROZUMIEĆ FAKT, ŻE JEZUS „ZSTĄPIŁ DO PIEKIEŁ..." W Credo, czyli Wyznaniu Wiary, przed triumfalnym zwrotem „trzeciego dnia zmartwychwstał" znajduje się tajemniczy ustęp: „zstąpił do piekieł". Co on właściwie oznacza? Mariusz Grabowski Boga. Szykujący się do zmartwychwstania Chrystus przyszedł, aby wyzwolić z otchłani śmierci tych, którzy będąc sprawiedliwymi, poprzedzili Go w śmierci. „Pójdźmy stąd!" Pojawia się tu jednak problem: skoro Chrystus zstąpił do krainy umarłych - oznacza to Jego prawdziwą śmierć. Zstąpił tam, jak każdy śmiertelnik złożony w grobie. Ale zstąpił także jako Syn Boży, Pan życia, Zbawiciel. Jego zejście do krainy śmierci zapowiada więc jej definitywny koniec. Dobrze ilustrujeto znajdująca się w Liturgii Godzin starożytna homilia na Wielką i Świętą Sobotę. Ukazuje wypełnienie słów, jakie znajdujemy wi Liście Apostoła Piotra: „Ogłoszono Ewangelię również tym, którzy umarli" (lP4,6). Chrystus zstępuje do Otchłani śmierci, niosąc życie: „Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym namoje podobieństwo. Powstań, pójdźmy stąd!". Można powiedzieć, że w ten sposób skończyła się „era Szeolu". Zstępujący do Otchłani Chrystus obwieszcza Adamowi i wszystkim, którzy chcą przyjąć Jego miłość: „Gotowe już są niebiańskie siedziby, w pogotowiu czekają słudzy, już wzniesiona jest świątynia, jej wnętrze przyozdobione i zastawione (...), a królestwo niebieskie, przygotowane od założenia świata, już otwarte". Zstąpienie Jezusa do piekieł jest wydarzeniem niosącym nam radosną nadzieję. Benedykt XVI wyraził to słowami: „Bóg postanowił nas zbawić i zstąpił na dno otchłani śmierci, aby każdy człowiek, również ten, który upadł tak nisko, że już nie widzi nieba, mógł znaleźć Bożą rękę i uchwy- El Greco „Chrystus na krzyżu", obraz powstał w latach 1597-1600. Obecnie w kolekcji Muzeum Prado w Madrycie awszy się jej, wyjsc z ciemności, by znów zobaczyć światłość, dla której został stworzony". Ci z Gehenny Słowa papieża Benedykta to echo wielowiekowych sporów w Kościele katolickim o tym, czy piekło po wizycie w nim Chrystusa jest puste. Z jednej strony bowiem po zstąpieniu Jezusa do piekieł „wszyscy sprawiedliwi" zostali przezeń wprowadzeni do nieba, z drugiej papież podkreśla: „każdy człowiek, również ten, który upadłtak nisko, że już nie widzi nieba, mógł znaleźć Bożą rękę". To trop prowadzący nas do współczesnego, dośćlibe-ralnego rozumienia Bożego miłosierdzia i sprawiedliwości. Ale czy wszyscy przebywający w piekle zasługiwali na miano „sprawiedliwych?Ła-zarz zapewne tak, ale ci z Gehenny, owi „potępieni", raczej nie załapali się na amnestię i do nieba nie trafili. Czy kłóci się to z Bożą sprawiedliwością? Nie. Według licznych ustępów biblijnych boska sprawiedliwość jest działaniem polegającym na sprawianiu (wprowadzaniu w życie) prawości. Czy zatem w piekle, które przecież istnieje, ktoś jest? Wątpliwości nie manp. Św. Faustyna ostrzegająca, że w piekle „jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło". Zaś Matka Boża, objawiając się w Fatimie przypomniała, że największą tragedią i nieszczęściem człowieka jest grzech i trwanie w grzechu, które może doprowadzić do całkowitego odrzucenia Boga, czyli do piekła. Dlatego pierwsza część fatimskiej tajemnicy mówi o wizji piekła, którą mieli Lucja, Hiacynta i Franciszek. „Widzieliście piekło" - mówiła im Matka Boża na koniec tej przerażającej wizji - do którego idą dusze biednych grzeszników". Chrystus apeluje Trudno się odnaleźć w przyjęciu piekła pustego albo zapełnionego. Kiedy Jezusa zapytano: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?", odpowiadając, nie mówił: miejcie nadzieję, że wszyscy będą zbawieni. Nie zaspokoił czysto intelektualnej ciekawości. Zostawił na boku populację piekła i odpowiedział krótko i zdecydowanie: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi" (Lk 13 23-24). W ten sposób Chrystus wezwał do porzucenia jałowego teoretyzowania i dociekania, czy piekło jest puste czy też nie. Zaapelował do naszego sumienia,-abyśmy podjęli zdecydowany wysiłek nawracania się i wiary w Ewangelię, bo „jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie" (Łk 13,3). Opróżnić piekło? Ale to nie znaczy, że człowiek, nawet najbardziej pobożny, ma zakaz teoretyzowania i dociekania. Pokusę, aby „opróżnić" piekło Kościół katolicki już w pierwszych wiekach wskazał w herezji zwanej apokatastazą (wyznawał ja np. Orygenes), czyli „powszechnym zbawieniem". We wczesnym średniowieczu apokatastaza była praktycznie nieobecna w myśli chrześcijańskiej; wKw. bronił tej idei irlandzki teolog Jan Szkot Eriu-gena, 300lat później skłaniał się do niej Amalryk z Bene, a w XX w. temat powszechnego zbawienia podjął szwajcarski teolog i kardynał - Hans Urs von Balthasar. Do dziś w katolicyzmie dość powszechny jest nurt tzw. nadziei powszechnego zbawienia, który co prawda nie zakłada żadnej formy amnestii za popełnione zło, lecz żywi nadzieję w ostateczne zwycięstwo dobra, które nastąpi, gdy wszystkie stworzenia osiągną z własnej, nieprzymuszonej woli jedność z Bogiem. Św. Tomasz rozsądza Z pewnością piekło, choćby dziś było puste, nie było takie za czasów Chrystusa. Np. św. Tomasz z Akwinu, który fenomenowi zstąpienia Chrystusa do piekiełpoświecił sporo refleksji, napisał, że nie znalazł się On w Szeolu po to, żeby tam cierpieć solidarnie z innymi, ale po to, by przynieść łaskę, którą wysłużył przez Swoje życie, a szczególnie przez śmierć na Krzyżu. Zstąpienie Chrystusa do Otchłani było - dowodzi św. Tomasz - dla dusz tam cierpiących tym, czym dla nas, dziś żyjących, są sakramenty. Było zaspokojeniem ich największego pragnienia - pragnienia oglądania Boga, które stało się możliwe dzięki przyniesionej przez Niego łasce. Kiedy Chrystus zstępuje tam po swojej męce, przynosi łaskę tym, którzy od wieków na nią czekali, są gotowi na jej przyjęcie, a ściślej mówiąc, nie zamknęli się na nią z własnej woli, tak jak ci, którzy pozostaną potępieni. Ta interpretacja, którą św. Tomasz zawarł w swojej „Sumie teologicznej" ponad 700 lat temu, wciąż wydaje się więc nie tylko logiczna, ale zgodna z katolicką doktryną. 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 Drogę z Dorohuska (który zasadniczo jest Jagodzinem) do Kijowa rysował pewnie jakiś carski inżynier. Jest jak prosta, pociągnięta przez niekoniecznie trzeźwego fachowca, który na dodatek gdzieś zapodział linijkę. Droga zasadniczo prosta. Szeroka. Z jeszcze szerszymi poboczami. Niezbyt nawet dziurawa. Można zapierdalać. Zwłaszcza, że nie ma ruchu. Droga idzie równolegle do granicy z Białorusią. Z Białorusi, w każdej chwili, potencjalnie, mogą uderzyć Rosjanie, więc co chwilę mija się jakieś bardziej lub mniej prowizoryczne fortyfikacje. Błock posty. Każdy, kto grał kiedyś w „Far Cry", wie, o co chodzi. Sklecone z byle czego punkty kontrolne, które - jak nazwa ich wskazuje - blokują przejazd. Aprzynajmniej go spowalniają. Budowniczowie ukraińskich błock postów musieli sporo w „Far Cry" grać, gdyż są one projektowane w dużo mądrzejszy sposób niż w grze. I, w pełni obsadzone, na wyższym niż „fabularny" poziomie trudności, trudno byłoby je przejść. Człowiek, który w dzieciństwie fascynował się fortyfikacją, może z jednej strony, czuć pewien niesmak, gdyż błock posty nie mają kultury wywodzących się z renesansu, XJX-wiecz-nych fortów ani formalnej czystości bunkrów z międzywojennego dwudziestolecia. To raczej wynaturzone potomstwo fortyfikacyjnych prefabrykatów z końca II wojny - na przykład systemu Kocha. Z tym, że wcale nie prefabrykowanych. To w bardzo rozsądny sposób układane kawały zbrojonego betonu, zaspawanej stali i innych pod ręką będących rzeczy. Góra starych opon świetnie działa jako kulochwyt. Błock posty. Fortyfikowane mosty. Zawczasu przygotowane punkty ogniowe. Z obsadą lub bez. Pookrywany maskującymi siatkami sprzęt po lasach. Żołnierzy niby nie widać, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że wojsko tam jest. Droga prosta. Niezbyt dziurawa. Ruch mały. Można pruć. Zwłaszcza że policja to bardziej po błock postach siedzi, niż się zajmuje łapaniem przekraczających dopuszczalną prędkość obcokrajowców. Droga - zupełnie nie jak w Polsce - prowadzi nie od wsi, do wsi. Tylko prosto. Wsie są gdzieś obok. Drogowskazy zdjęte. Nazwy miejscowości zdjęte. Nazwy przystanków autobusowych zdjęte. Pewnie chodzi o rosyjski desant. Gdyby im się nawigacja w telefonach popsuła - co wcale nie jest tak mało prawdopodobne -nie wiedzieliby, gdzie ich wiatr zaniósł. Droga prosta. Jeśli nie idzie przez las, to przez pola, woda tam stoi. Czołgi raczej nie przejdą. Za to widok daleki. Le-opardy w takim terenie skutecznie strzelają, dwa razy dalej niż T-72.1 szybciej. Pewien generał wojska polskiego tłumaczył mi kiedyś, że Leopardy wcale nie są tak dobre, bo w Polsce nie ma gdzie strzelać na taką odległość. Dziwny argument. W każdym razie, na Ukrainie, a przynajmniej wtej jej części, brzmi jeszcze bardziej abstrakcyjnie. Bliżej Kijowa droga przestaje być tak prosta. Zwiększa się też ruch. Trzeba zwolnić. Pojawiają się też dziury. Byle czym zasypane. Zażartowałby człowiek, że widać skutki wojny, ale nim żartować zacznie, widzi, że dom obok drogi nie zawalił się ze starości, tylko coś obok niego wybuchło. Pojawiają się już nazwy miejscowości. I wszystkie znajome. Borodzianka, Buczą. Drogowskaz w lewo na lotnisko w Hostomelu. W Buczy dużo nowych okien. Łatanych dziur w budynkach. I dziur, których się nie da załatać. Obok mostu nad Irpieniem, pod którym chowali się przed ostrzałem uciekający do Kijowa, ci, których tam uwiecznił fotograf Associated Press, jest tymczasowa przeprawa. Właściwy most już prawie odbudowany. Pewnie za chwilę go otworzą. Dużo zniszczonych magazynowych . hal. Najwyraźniej Rosjanie lubili w nie walić. A są wrażliwe na ostrzał. Duże, widać z daleka - właściwie łatwo trafić. Przez chwilę próbowałem się wczuć w rolę rosyjskiego operatora jakiejś broni. Szybko przestałem, więc aż tak źle ze mną nie j est. Kijów. Ruch jak na Marszałkowskiej. Na błock poście wyłuskują nas ze sznura samochodów. Tym razem nie jest to proste patrzenie w paszporty. Bardziej skomplikowane czynności z użyciem smartfonu i tabletu. Żołnierz z tabletem ma krótkiego kałacha. Dłuższego, niż ten ulubiony OsamybinLadena. (Właściwie to nie powinienem udawać, że się znam na broni. Nie znam się.) W każdym razie, na magazynku wpiętym w tego kałacha ma przyklejone dziew-czyńskie naklejki. Jakiegoś misia i coś różowego. Raczej nie jest gejem. Raczej przykleiła mu je córka. Żołnierze-praktycy oklejają sobie magazynki, by, na pierwszy rzut oka, wiedzieć który to który. Ale to nie jest ten kejs. Naklejki za małe. Na sto procent córka. *** W Kijowie, w sierpniu 2016 roku, w defiladzie z okazji 25-le-cia niepodległości Ukrainy, wzięły udział czołgi ściągnięte prosto z frontu. W jednym umieszczono kamerę, by widać było, jak załoga się przygotowuje. Przy okazji widać było, że w wieży czołgu ktoś przykleił dziecięcy rysunek z napisem: noBepHyrucpi >khbhm - wróćcie żywi. Chwilę wtedy zajęło, nim dotarło do mnie, że nie było w przekazie tego rysunku żadnej przesady. Że dziecko narysowało tacie obrazek i napisało, żeby wrócił z wojny żywy. Bo tato był na prawdziwej wojnie. Rok po inwazji Ukraińcy starają się żyć normalnie. Udaje się to dzięki ich wielkiej sile. I naszej pomocy. Gdyby nie ta siła i ta pomoc, kto wie, czy nie bylibyśmy na ich miejscu Marcin Kędryna Na Instytuckiej Bangsy namalował dzieci huśtające się na cieniu zapory przeciwczołgowej MIASTO ZAPAKOWANYCH POMNIKÓW Takiej, z której można nie wrócić. I to dziecko nie napisało: wróćcie szybko. Napisało: wróćcie żywi. Jak zauważył pewien Niemiec żydowskiego pochodzenia: byt kształtuje świadomość. Najwyraźniej również dzieciom. To było w sierpniu 2016. Trwał już trzeci rok wojny. Dotarło do mnie wtedy, że zapomniałem, iż ta wojna trwa. Trwa nie w mediach społecznościo-wych, tylko naprawdę. Wielokrotnie słyszałem wcześniej, że porozumienia mińskie to fikcja. W znaczeniu, że Rosja nawet nie udaje, że je respektuje, a zachodnioeuropejska reszta udaje, że tego nie widzi. Przy każdej oficjalnej europejskiej okazji, prezydent Duda powtarzał, że póki konflikt trwa, nie możemy się zgodzić, by traktować Rosję jak normalnego partnera, by robić business as usual. Ale to wszystko się jakoś rozmywało. Po tym, jak Amerykanie w kwestiach rosyjskich oprzytomnieli, po tym, jak przeprowadzili zdecydowany de-re-set i w Polsce człowiek zaczął co chwilę mijać jakieś ichnie wojskowe sprzęty, poczucie zagrożenia rosyjskim rajdem na Mińsk Mazowiecki jakoś się odsunęło. Wizja wojny się zamgliła. Nasi koledzy dziennikarze wrócili z frontu. Zaczęli się zajmować innymi sprawami. Ja osobiście, w ramach strategii: brak zgody na business as usual, ogłosiłem jednostronne moratorium na rosyjską wódkę. Wywarłem też moralną presję na moim koledze pisarzu Kapli, by nie jechał do Rosji na jakiś festiwal filmów turystycznych. Skutecznie. Nie pojechał. Jest teraz z tego powodu dumny. Nic dziwnego, gdyż organizatorzy pokrywali wszelkie koszty. Innymi słowy, ze spokojnym sumieniem i świadomością, że wiem, w przeciwieństwie do niektórych, która strona jest jasna, zapomniałem, co się na wschodzie Ukrainy dzieje. Rysunek w tamtym czołgu był jak kubeł zimnej wody. Chwilę przed tym czołgiem maszerował pododdział polskich żołnierzy Litewsko-Polsko-Ukraińskiej Brygady z Lublina. Wojsko Polskie na Chreszcza-tyku poprzednim razem maszerowało w 1920 roku. Ważna rzecz. Andrzej Duda miał tego dnia, później, naprawdę dobre przemówienie przed soborem Mądrości Bożej. O tym, że nikt nie ma prawa narzucać Ukrainie swojej woli. Gdyby je wygłosił dzisiaj, Ukraińcy byliby zachwyceni. Wtedy przeszło bez specjalnego echa. Mam wrażenie, że Ukraińcy, w znaczeniu - administracja - nie traktowali nas specjalnie poważnie. Nie ma się w sumie czemu dziwić, bo jak traktować poważnie państwo, które ministrem spraw zagranicznych zrobiło Radka Sikorskiego. Kiedy masz na granicy wojnę, kiedy giną twoi obywatele, nie marnujesz czasu na pajaców. Polska nie trafiła do formatu normandz-kiego, bo Ukraińcom szkoda było czasu na kogoś, kto powtarza to, co mówią Niemcy. Mogli rozmawiać z Niemcami bezpośrednio. Odbudowa naszej pozycji trwała latami. Nie wystarczyła sama zmiana ludzi rządzących Ukrainą. Kijów, po Buczy wyglądał zupełnie normalnie. Tam, w Buczy i okolicach, jak nie blok bez szczytowej ściany, to posiekane odłamkami przydrożne ekrany dźwiękochłonne. Albo osiedle domków. Cały, cały, spalony, cały, spalony, spalony, cały. Cały, cały, cały, spalony. No i te hale magazynowe wyglądające jak złomowiska. Ale zanim do mnie dotarło, że Kijów wygląda jak przed wojną, zobaczyłem lawetę wywożącą źle zaparkowaną beemkę. W Warszawie samochody się odholowuje. W Kijowie, jak i na przykład w Berlinie, podjeżdża laweta z tzw. ha-deesem - hydraulicznym ramieniem, które podnosi źle zaparkowane auto i na rzeczonej lawecie układa. Czyli mimo iż trwa wojna, prawo drogowe jest egzekwowane. Itak, jak warszawiacy, za samochodową politykę, mogą nienawidzić prezydenta Trzaskowskiego, kijowia-nie nienawidzą mera Kliczkę, który im samochody wywozi. Dobrze mieć coś stałego. Dwie przecznice od hotelu zapakowany Chmielnicki. Znad osłaniającej go konstrukcji wystają tylko pióra z czapki, która ma pewnie jakąś staropolską nazwę. Pewnie tę, którą odziedziczyły plastikowe dekle zakładane na stalowe felgi. Wszystkie pomniki są zapakowane, zupełnie jakby w Kijowie działał artysta Christo. Z tym, że Christo pakował w byle co, a kij owianie w poważne materiały. W worki z piaskiem i stalowe płyty. Hotel, porządna sieciówka. Pachnie nowością. Lobby, nie-nachalnie zaprojektowane w sposób taki, by gość czuł się jak w dowolnym miejscu świata. Wśród wycyzelowanych drogowskazów: bar, restauracja, windy etc. wyje przyklejona kartka A4 z czerwoną strzałką i napisem: YKpurm Shelter. Ciekawe, kiedy takie napisy będą zamawiane w dokumenta-q'i, w ramach założeń projektu. Podjechaliśmy do ambasady. Gdy stanęliśmy przed bramą, ruszył w naszym kierunku funkcjonariusz jakiejś ukraińskiej służby. Z uśmiechem na ustach i karabinkiem AK w garści. Przed wojną funkcjonariusz siedział w budce i mniej się ruszał. I chyba też mniej uśmiechał. W części okien ambasady worki z piaskiem, które kojarzą się bardziej z zagrożeniem powodziowym. Ale żeby woda w tym miejscu Kijowa dotarła na wysokość pierwszego piętra, kataklizm musiałby być rozmiarów tego z filmu „2012". Filmu, w którym jako Antonov-500 wystąpił zniszczony rok temu przez Rosjan na lotnisku w Hostomelu An-225 Mrija. Zainteresowało mnie, skąd w środku miasta wzięli piasek do worków. - Kupiliśmy - usłyszałem. W czasie wojny i na piasku można zarabiać. W ambasadzie cisza. Biust Paderewskiego stoi jak stał. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 PULS# 9 Zmieniono za to hasło do WiFi. Ambasador przyszedł z Igorem Jankę, któremu wcześniej udzielał wywiadu. Ekscelencja rozważał, czy istnieje dobra odpowiedź na pytanie: Czy się pan bał? Muszę przesłuchać ten wywiad, żeby się dowiedzieć, jak wybrnął. *** Idziemy przez miasto na kolację. Mijamy tłumy ludzi. Uliczny grajek. Komuś paru hry-wien brakuje. Autobus jedzie -znaczy komunikacja działa. Opera zaprasza na „Nabucco". Wchodzimy do knajpy. W środku ludzie. Człowiek zaczyna zapominać o wojnie, a tu nagle zaczynają wyć syreny. Ludzie łapią za telefony. Każdy ma aplikację informującą o alarmach. Słyszymy, że mamy czekać. Radary wykrywają samolot nad Białorusią. Jeżeli wystrzeli rakietę, mamy dziesięć minut na dotarcie do schronu. Knajpa stoi w parku. Dużo szkła i drewno. Po remoncie, bo dostała w kość, kiedy na niedaleki plac zabaw walnął Kindżał (czy jakiś inny Kalibr). Kolacja. Przy stole polscy dyplomaci, analitycy i przedstawiciele ukraińskiego rządu. Język ukraiński. Ale też polski. Bo się okazuje, że jeżeli ktoś na polski przejdzie, Ukraińcy nie protestują. Wszyscy wszystko rozumieją. Język w dyplomacji to ważna rzecz. Delegacje ukraińskie przez lata upierały się, by rozmawiać z nimi po angielsku. Ewentualnie po rosyjsku. W 2020 roku, kiedy z rzeczniczką Żeleńskiego omawialiśmy wspólny wywiad obu prezydentów (który później TVPInfo zrealizowała w operze w Odessie), potrzebny był tłumaczący na ukraiński pracownik ambasady. Choć -jak później przeczytałem - Julia studiowała kiedyś przez chwilę w Polsce. Język to ważna rzecz. Można odnieść wrażenie, że przez lata, rosyjska propaganda sączyła naszym wschodnim sąsiadom, że język to narzędzie polskiego kulturowego imperializmu. Przez lata żaden trzeźwy Litwin nie przyznał mi się do znajomości polskiego. Nietrzeźwi po jakimś czasie woleli się przyznać, że polski rozumieją, niż słuchać jak kaleczę angielski. Nasi zajmujący się Wschodem analitycy, ukraińskiego nauczyli się nie wiadomo kiedy. Znaczy, właściwie wiadomo. Większość po 2014 roku. Ukraińcy też się najwyraźniej nie boją, że ich będziemy kulturowo dominować. , *** Nie będę opisywał dokładnie rozmów przy stole. Napiszę, że Ukraińcy pamiętają, co Polska dla nich zrobiła. I nie jest to kurtuazja. Ukraińcy pamiętają, że Polska robiła to wtedy, gdy inne kraje postawiły na nich krzyżyk. Mam nadzieję, że ktoś to kiedyś opiszę. Ukraińcy pamiętają nie tylko o prezydencie czy premie- rze. Pamiętają o ludziach drugiego szeregu. O bohaterstwie ambasadora Cichockiego wiedzą wszyscy, ale o tym, co robił Michał Dworczyk - nazwany następnego dnia przez ukraińskiego wiceministra obrony bohaterem wojennym Ukrainy -niekoniecznie wszyscy. Podobnie jak o pewnych działaniach Jakuba Kumocha. Ktoś to musi opisać. Janie, gdyż za szybko się wzruszam. Słyszeliśmy, że dzięki temu, iż Polacy przyjęli do swoich domów ukraińskie kobiety z dziećmi, Ukraińcy mogą w spokoju walczyć. Ale zupełnie inaczej to brzmi, kiedy o tym mówi ktoś, kto roktemu zajmował się obroną Kijowa, człowiek, który mówi o swojej rodzinie i swoim spokoju. 0 tym, że mógł się koncentrować na obowiązkach. Ukraińcy pamiętają. Jak ważna była dla nich obecność ambasadora Cichockiego. O wszystkim tym niby wiemy, ale zupełnie inaczej brzmi to w prywatnej rozmowie, z ludźmi, którzy opowiadają o własnych doświadczeniach. Kolacja zbyt długo nie trwała, gdyż w Kijowie obowiązuje godzina policyjna. Próbowaliśmy się dowiedzieć, jak to wygląda. Niestety, wszyscy, których o to pytaliśmy, nie wiedzieli, gdyż w związku z godziną policyjną siedzą w domach. Nie wyspałem się, mimo iż Rosjanie, w łaskawości swojej, odpuścili sobie ataki i nie powodowali alarmów. Mieliśmy wyjątkowe szczęście. Zainstalowałem sobie tę aplikację od alarmów i widzę, że teraz są co chwilę. *** Przed monastyrem Świętego Michała Archanioła (o złotych kopułach) wystawa zniszczonego rosyjskiego sprzętu. Monastyr odbudowany w latach dziewięćdziesiątych, wysadzony w trzydziestych, ufundowany na początku XII wieku przez prawnuka Chrobrego, księcia Świętopełka n. To dziś najważniejsza świątynia Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej. Ukraińska Cerkiew odcięła się od moskiewskiego patriarchatu w 2018 roku. Jest teraz autokefaliczna, jak polska, tylko bardziej. Polskim hierarchom, mimo iż nasza cerkiew autokefaliczną jest od stu ponad lat, wciąż zadziwiająco blisko do Moskwy. Przed rosyjską inwazją na Ukrainę nikt na,to jakoś specjalnie nie zwracał Wagi, a prawosławni hierarchowie byli mile widzianymi gośćmi na warszawskich salonach, gdyż zwykle przywozili ze sobą, skądinąd świetne, produkty podlaskich bimbrowników. Więc przed monastyrem Świętego Michała Archanioła (o złotych kopułach), obok zbiorowego pomnika: księżnej Olgi, Cyryla z Metodym i świętego Andrzeja, wystawa zniszczonego rosyjskiego sprzętu. Pomnik opakowany w przypró- szone śniegiem worki z piaskiem. Sprzęt w różnym stanie. Można na przykład obejrzeć częściowy przekrój, widla-stego, dziesięciocylindrowego silnika z BMP-3. Na spalonym T-62 ktoś farbą napisał „za Hu-lajpole". W lipcu ubiegłego roku Rosjanie ostrzelali to miasto rakietami. Było wielu zabitych i rannych. Do opakowanego pomnika ktoś przytwierdził kawałek dykty z żądaniem, po angielsku, zwrotu 1700 ukraińskich głowic jądrowych. Gdyby Ukraina zachowała swój atomowy arsenał, istnieje spora szansa, że nikt by jej nie zaatakował. Na placu stoi też znana niektórym z polskiej stolicy wystawa zdjęć „Warszawa-Ma-riupol - miasta ruin, miasta walki, miasta nadziei". Gawin z Ołdakowskim (dyrektorzy Muzeum Powstania Warszawskiego) opowiadali, jakie wrażenie na ministrze spraw zagranicznych Ukrainy zrobił film „Miasto Ruin". Ukraińcom generalnie podoba się Warszawa -chcieliby, żeby ich miasta tak wyglądały. Na filmie widać Warszawę w marcu 1945 roku. Na ludziach, którzy nie znają historii Polski, kontrast miasta dziś i miasta sprzed prawie osiemdziesięciu lat, robi wielkie wrażenie. A tym, których ich własne miasta rozniosły salwy z Gradów, daje nadzieję, że da się je odbudować. Plac Niepodległości. Ludzi mało. Za to samochodów na Chreszczatyku tyle, co zwykle. W Instytucką nikt nie skręca, bo na górze odcięta jest błock postem. Bardzo porządnym. Wcześniej, obok pomnika Niebiańskiej Sotni, przygotowano plac pod budowę muzeum upamiętniającego obronę Ukrainy. Wojna trwa, ale Ukraińcy pamiętają o tym, że się kiedyś skończy. Roktemu, wfelietonie, który przedrukował nawet „Kyiv Post", przypomniałem opowiadaną przez Andrzeja Łomanow-skiego historię z placu Niepodległości z połowy lat dziewięćdziesiątych. Na plac, w miejsce, gdzie nie można wjechać, wjechało czarne bmw. Kierowca wdał się w awanturę z siedzącymi w kawiarnianych ogródkach. Wyciągnął pistolet. Wszystkich nas nie zabijesz -usłyszał. Ogródków nie ma. Nie ta pora roku. Ukraińcy wciąż twardzi. *** Obiad, mieszane polsko-ukraińskie towarzystwo. Kelner proponuje rybę bądź sarninę. Wszyscy chyba, poza wysoko postawionym ukraińskim dyplomatą, wybierają rybę. On -sarninę. - Ciekawe skąd - zastanawia się - przecież obowiązuje zakaz wstępu do lasów, zakaz polowań. My: - Pewnie z Polski. On:-Dobra, dobra. CZŁOITIEK, KTÓRY URODZIŁ SIĘ TRZYDZIEŚCI LAT PO TKOJNIE, OKOPY ZNA IIAIERSJI ZAROŚNIĘTEJ. ŚIUIEŻEMAJ4 ZUPEŁNIE INNY KOLOR Ktoś przypomina dowcip, jak dwóch pograniczników, polski i sowiecki zdybali na granicy dzika. To co - pyta sowiecki - dzielimy sprawiedliwie? - Nigdy w życiu - odpowiada polski - dzielimy po połowie. Rozmowa ni stąd, ni zowąd schodzi na temat kolei. Dyplomata zaczyna opowiadać o projekcie kolei wysokich prędkości. Na razie od granicy do Lwowa. Później do Kijowa. Wygląda, jakby zaraz zaczynali budować. Wojna się kiedyś skończy. Przypomina mi się, jak Gawin z Ołdakowskim opowiadali, że Polskie Państwo Podziemne równie dużą wagę, jak do przygotowywania zbrojnego powstania, przywiązywało do tworzenia kadr, które miały odbudowywać Polskę po wojnie. Na dole Instytuckiej, na betonowych klocach, Bangsy namalował parę dzieci huśtających się na cieniu zespawanej z ceowników zapory prze-ciwczołgowej. Ciekawe, czy po wojnie zostawią te betony na miejscu, czy gdzieś przeniosą. Na budynku magistratu wisi wielki baner z angielskim napisem: „Azowstal - Uwolnić obrońców Mariupola". Przed budynkiem rozwalona terenówka chyba jakiejś organizacji charytatywnej. Kawałek dalej, z plakatu uśmiecha się niewyraźnie Mateusz Morawiecła: „Pamiętamy, 15 marca 2022, pierwsza wizyta zagranicznych przywódców w Kijowie." Po Kijowie można jeździć elektrycznymi hulajnogami. Można, ale nie jest to zbytnio przyjemne, gdyż jakość chodników przypomina te z Warszawy z lat dziewięćdziesiątych. *** Mykoła Toczycki, ukraiński wiceminister spraw zagranicznych: Dwa narody [polski i ukraiński] przeszły dość podobną drogę, mają wspólną historię, umieją się zjednoczyć w ważnym momencie, kiedy inni nasi partnerzy dawali nam 72 godziny. Ołeksandr Poliszczuk, wiceminister obrony Ukrainy: Poziom relacji Polski i Ukrainy jest obecnie bardzo wysoki. Działamy wspólnie praktycznie we wszystkich formatach naszej współpracy z UE i NATO. Sławomir Dębski, dyrektor PISM: Europa potrzebuje ukraińskiego doświadczenia, które jest udziałem także wszystkich narodów Europy między Niemcami i Rosją - że nie da się za- wrzeć kompromisu między wolnością i zniewoleniem. Tu nie może być rozejmu. Mykoła Toczycki, ukraiński wiceminister spraw zagranicz-nych -.Polskajestjednymzpierw-szych krajów, które podały nam dłoń tu, w Kijowie, kiedy wokół stały wojska rosyjskie. Ołeksandr Poliszczuk, wiceminister obrony Ukrainy: Przez ostatni rok Polska stała się środkiem ciężkości nie tylko w naszym regionie, ale też moderatorem dyskusji dotyczących kwestii ukraińskich w starej Europie i budowy nowej architektury bezpieczeństwa. Michajło Drapak, dyrektor w „Ukrainian Piism": Jesteśmy nie tylko sąsiadami, jesteśmy na-tiralnymi sojusznikami. Powinniśmy razemprzezwyciężać zagrożenia. Sławomir Dębski, dyrektor PISM: Ukraińcy pokazali, że Rosja może być pokonana. Polacy pokazują, że nie ma się czego bać. Oba kraje, obaspołeczeństwapo-kazują, że jeżeli masz broń, determinację i politycznych sojuszników, możesz się postawić Rosji. Łukasz Adamski, wicedyrektor Centrum Mieroszew-skiego: Nasze relacje mają znaczenie nie tylko dla Ukrainy i Polski, ale dla całego regionu, dla bezpieczeństwa od Lizbony po Władywostok, w tym sensie, że dzisiejsza współpraca obu krajów będzie miała znaczenie dla przyszłego miejsca Rosji w świecie. Mykoła Toczycki, ukraiński wiceminister spraw zagranicznych: W ciągu ostatniego roku, zrobiliśmy więcej, by przezwyciężyć bariery w naszych relacjach, niż próbowaliśmy zrobić przez trzydzieści lat. Polskastałasięhu-manitarnym, politycznym i logistycznym hubem pomocy dla ukraińskiego narodu. Jakub Kumoch, dyplomata, były szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej: PoZ-ska wierzyła w Ukrainę od samego początku. Naszą strategią było wspieranie ukraińskiego oporu, zbrojenie Ukrainy. Celem Polski było przekonanie Stanów Zjednoczonych i Zachodu, że Ukrainę należy uzbroić, bo wtedy się obroni. Stądjużnasamympo-czątku wojny prezydent Duda zaproponował, że jesteśmy gotowi być hubem dla dostaw broni. Stąd Rzeszów - miasto-bohater tej wojny. *** Opancerzone land cruisery, jakimi jeździ ekscelencja Cichocki nie mają w bagażniku stanowiska dla strzelca. Rozmawiałem kiedyś z funkcjonariuszem ówczesnego BOR-u, który był takim strzelcem podczas zamachu na ambasadora Pietrzyka. Specjalnie rozmowny nie był. Mówił, że PKM to świetna broń. Nie zapytałem ochrony, czy mają jakąś cięższą niż karabinki broń. Przed wyjazdem żegnaliśmy się z ambasadorem. Mówił, jak wielkie wrażenie robią ukraińskie służby. W tym przypadku -niespecjalne. Kolej. Energetyka. Rosjanie ciągle coś rozwalają, ci w ciągu minut potrafią to naprawić, zbajpasować, w każdym razie doprowadzić do tego, że prąd jest. U mnie na wsi wystarczyła kiedyś wichura, bym prądu nie miał przez trzy dni. Wracaliśmy inną trasą. Przy wyjeździe na Żytomierz, ktoś sprajem na przystanku autobusowym napisał - po polsku - Sława Ukrainie! Za granicami miasta znowu ślady po walkach sprzed roku. Spalona stacja benzynowa. Kolejne pozwijane hale. Linie okopów jak z archiwalnych zdjęć. Człowiek, który urodził się trzydzieści lat po wojnie, okopy zna w wersji zarośniętej. Świeże mają inny kolor. Później znowu znikły nazwy miejscowości. Za każdym razem, gdy z przeciwka jechała wioząca terenowy samochód laweta na polskich blachach, zastanawialiśmy się, czy to nie Exen. Exen to człowiek, który zorganizował internetową zbiórkę na terenówki dla ukraińskiej armii. Zawiózł ich już kilkadziesiąt. Wołyń i też Rówieńszczyzna to nie są najpiękniejsze miejsca na ziemi. I nie chodzi tylko 0 postsowiecki syf, który wszędzie widać. Tam jest po prostu brzydko. Zwłaszcza z punktu widzenia mieszkańca zachodnich rubieży Polski. Opłotki Równego, przez które się przebijaliśmy, przypominają najgorsze wspomnienia z lat dziewięćdziesiątych. Do tego ulice dziurawe nawet bardziej, co trudno sobie wyobrazić, niż w Łodzi. Kawałek za Równym wjechaliśmy na wąskie drogi. Lasy, wsie, miasteczka. Cmentarze. Jeżeli na cmentarzu powiewa ukraińska flaga, znaczy, że pochowano tam żołnierza, który walczył z Moskalami. Flagi powiewały na każdym chyba z mijanych przez nas kilkunastu cmentarzy. Zdanie, że Ukraińcy biją się również za nas, padło w Polsce już tyle razy, że można odnieść wrażenie, że zaczęło gubić swoje znaczenie. Podobnie jak to, że bez naszej pomocy Ukrainie mogłoby się nie udać. Jednak prawda wielokrotnie powtarzana nie przestaje być prawdą. Ukraińcy biją się również za nas 1 pamiętają o tym, że bez naszej pomocy mogłoby się nie udać. Cytaty pochodzą ze zorganizowanej w Kijowie, przez Centrum Mieroszewskiego i Ukrainian Prism, konferencji „Tandem Polski i Ukrainy" 10 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 MATEUSZ KOŚCIUKIEWICZ: NAJWAŻNIEJSZY JEST DLA MNIE MÓJ PROFESJONALIZM Na ekrany kin wszedł właśnie film „Święty". Główną rolę gra w nim Mateusz Kościukiewicz. Nie tak dawno oglądaliśmy go też w głośnym „10". Popularny aktor opowiada nam o pracy na polskich i zagranicznych planach Paweł Gzyl Niedawno miałeś okazję być na ceremonii rozdania Oscarów w Hollywood. Niewielu polskich aktorów może się tym pochwalić Było to jakieś spełnienie twoich marzeń? Moje filmowe marzenia koncentrują się nie na sukcesach, ale na pracy zawodowej. Największą satysfakcją jest dla mnie to, jaką mam postawę na planie, jak mi się układa współpraca z innymi członkami ekipy, jak realizowany jest projekt, w którym biorę udział i czy jestem w stanie sprostać wszystkim wymaganiom. Najważniejszy jest dla mnie mój profesjonalizm. Sukcesy, wyróżnienia i festiwale to oczywiście bardzo przyjemne momenty, ale to tylko dodatek czy bonus. Prawdziwa satysfakcja płynie z czegoś zupełnie innego. Kiedyś powiedziałeś, że aktorstwo to dla ciebie sposób na wyrwanie się w świat. Spodziewałeś się, że będzie to aż tak szeroki świat? Podejrzewam, że to cytat sprzed wielu lat. Takie filmy jak ten z Jerzym Skolimowskim, czy te z moją żoną, są robione z założenia na rynek międzynarodowy. Ambicją ich twórców jest zaistnienie na najważniejszych festiwalach. Będąc częścią takiego projektu, aktor, który firmuje każdy taki film swoją twarzą, ma okazję pojeździć po świecie. Teraz tak się wyjątkowo złożyło, że z Jerzym Skolimowskim byliśmy w Cannes i na Oscarach. A zabawne jest to, że gram w „10" rolę drugoplanową. To dla mnie pozytywne doświadczenie. Zazwyczaj aktorowi wydaje się, że musi zagrać główną rolę, by zostać dostrzeżonym. A tu okazuje się, że osiołek zrobił za mnie kawał dobrej roboty i mogłem na nim pojechać w świat, (śmiech) Zobaczyłeś Hollywood z całym jego blichtrem. Jest się czym zachwycać? Myślę, że tak. Ogrom przemysłu filmowego w USA może być wręcz przytłaczający. Miałem przyjemność być w studiu Fox na charytatywnym even-cie, na który bilety osiągały kosmiczne ceny. Jako aktor z nominowanego do Oscara filmu byłem nań zaproszony, podobnie na galę Oscarów i przyjęcie po niej. I jakie wrażenia? Osiągnąłem w aktorstwie pewien poziom profesjonalizmu, który pozwala mi się czuć pewnie - choćby w takich sytuacjach. To utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem w dobrym momencie mojej kariery i podejmuję dobre decyzje związane z zawodem. Kilka dni wcześniej byłeś na rozdaniu polskich Oscarów - czyli Orłów. To porównywalne doświadczenie? W sumie tak. Dostałem nominację do Orła również za „10". Długo na to czekałem. Poprzednio dostałem bowiem nominację do tej nagrody w 2009 roku za „Wszystko, co kocham". Struktura Oscara i Orła jest podobna - w obu przypadkach to środowisko filmowe głosuje na swoich reprezentantów. Dlatego było mi bardzo miło, że moi koledzy i koleżanki mnie docenili. W międzyczasie miałem kilka fajnych ról, a byłem konsekwentnie pomijany przy Orłach. Dlatego bardzo mnie ucieszyła ta tegoroczna nominacja. Kilka dni później pojawiłem się w Los Angeles na Oscarach. Dzięki takim momentom wierzysz w moc kina. Bo przecież wszyscy filmowcy na całym świecie robią to samo: próbują opowiadać poruszające historie, by dać ludziom wytchnienie od codziennych problemów. Czasem to się nam udaje - i to jest wspaniałe. Wszyscy filmowcy to jedna rodzina? (śmiech) Oczywiście nasz przemysł filmowy jest nieporównywalnie mniejszy od amerykańskiego. Tam na promocję jednego tytułu przeznacza się większy budżet niż na produkcję polskich filmów razem wziętych za rok czy dwa lata. Przyjrzenie się temu z bliska uświadomiło mi, gdzie jesteśmy i ile jeszcze przed nami. Przeżywamy bowiem teraz gigantyczną zapaść branży, związaną z tym, że ludzie przestali chodzić do kina. To zawsze jest łańcuch połączony: część pieniędzy ze sprzedaży biletów idzie do dystrybutorów i producentów. Ten strumyczek został obecnie odcięty i twórcy filmów artystycznych czy niezależnych mają wielkie problemy z realizacją swych pomysłów. Pobyt w USA pokazał mi jednak, że kino nie jest tak łatwo wykończyć. Zagrałeś w „10" drugoplanową rolę. Warto decydować się na takie występy u takich twórców jak Jerzy Skolimowski? Myślę, że u Jerzego to warto zagrać nawet epizod. (śmiech) Każda okazja, by znaleźć się u tak legendarnego twórcy, jest wyjątkowa. Choćby tylko po to, żeby móc mieć w swojej biografii jego film. To samo miałem niegdyś z Wajdą. Miałem grać u niego główną rolę, ale jej nie dostałem. Wtedy pan Andrzej dawał mi drobniejsze role, dzięki czemu mogłem się otrzeć o jego geniusz: zobaczyć, jak pracuje i chwilę z nim porozmawiać. Bo kino to kwestia takich właśnie spotkań. Akurat z Jerzym znam się i przyjaźnię od wielu lat. Dlatego kiedy zadzwonił do mnie z pytaniem, czy chcę u niego zagrać, nie musiałem pytać, co to za rola. To było dla mnie drugorzędne, czy duża czy mała. Od razu się zgodziłem i powiedziałem, że nawet mu dopłacę, żeby wystąpić w jego filmie, (śmiech) Jerzy obiecał mi, że choć „10" to mały film, to może będzie Cannes i Oscary. No i miał rację - sprawdziło się. Dlaczego twoim zdaniem „10" nie dostał jednak statuetki? Główna różnica między rynkiem europejskim a amerykańskim polega na sposobie finansowania produkcji filmowej. Za oceanem zawsze wszystkich szokuje, że u nas państwo dotuje filmy. „Co to za biznes, jeśli trzeba do niego dokładać?" - pytają. W USA wszystko kręci się wokół pieniędzy: kto ile może zainwestować i ile na tym zarobić. Dlatego znalezienie się w piątce tych nominowanych do Oscara filmów to był wielki sukces. Tym bardziej że każdy z nich naprawdę jest świetny. Rozmawialiśmy praktycznie ze wszystkimi ekipami, które tam przyjechały i każdy miał świadomość, że zderzenie z tak wielką machiną promocyjną, jaką Netflix mógł zafundować „Na zachodzie bez zmian", jest poza zasięgiem każdego europejskiego producenta. Oczywiście do jakiegoś tam etapu jakość filmu i renoma jego twórcy ma znaczenie. Ale potem liczy się tylko to, ile możesz zainwestować w promocję, by dotrzeć do jak największej ilości członków akademii. Mówi się też, że „10" ma zbyt radykalne przesłanie, jak na obecne czasy, bo nie jesteśmy jeszcze gotowi, by zrezy- PRZEZYUAMY TERAZ IV POLSCE GIGANTYCZNĄ ZAPAŚĆ HRA\Ż) ZH I {ZAS A Z TYM, ŻE LUDZIE PRZESTALI CHODZIĆ DO KINA gnować z zabijania zwierząt na mięso. Co o tym sądzisz? Nie widzę w tym filmie nic radykalnego. To raczej desperackie wołanie, żeby się opamiętać i uświadomić, że zmierzamy w kierunku wielkiej katastrofy. „10" to ostatni dzwonek. Bo co my jako filmowcy możemy? Zrobić film na ważny temat i trafić z nim do ludzi. Czyli jeśli „10" zmieni życie kilkuset czy kilku tysięcy ludzi, to będzie nasz sukces. Dzięki tej nominacji do Oscara, ten film zostanie bowiem zobaczony na całym świecie. To ogromna siła tej nagrody. Gdziekolwiek nie powiedziałem, że gram w filmie o osiołku, wszyscy od razu kojarzyli „10". Dzięki Oscarom przekaz, jaki niesie nasz film, dotrze więc do ogromnej ilości ludzi. Myślisz, że „10" pomoże ci w karierze poza Polską? Tak. To działa. Kiedy wystąpiłeś w filmie, który odniósł taki duży międzynarodowy sukces, wielu ludzi z branży cię kojarzy. Dlatego takie rzeczy same się kleją. Oczywiście nie mówię, że zostałem już zasypany propozycjami. Z prestiżowego punktu widzenia największe znaczenie ma dla mnie to, jak sukces „10" zadziała dla mnie w kraju. To znaczy? Jest tylko kilku aktorów w Polsce, którzy mieli film nominowany do Oscara. Wchodzę obecnie w dojrzały etap mojej kariery i to wyróżnienie zdarzyło się dla mnie w idealnym momencie. Początkowo miałem zamiar zrobić sobie w tym roku dłuższą przerwę, tak teraz zanosi się, że nadal będę ciężko pracował. Mam bowiem kilka projektów do zrobienia. Ważne jest więc dla mnie, że zyskałem dzięki „10" szerszą rozpoznawalność. Grywasz za granicą od czasu włoskiego serialu „Franciszek" z 2010 roku. To innego rodzaju aktorska przygoda niż w Polsce? Na pewno to doświadczenie, które ubogaca cię jako aktora. Od czasu rewolucji dźwiękowej kręcenie filmu tak naprawdę wszędzie wygląda tak samo. Nawet na pewnych stanowiskach na planie, powtarzają się podobne typy ludzkie. To dosyć zabawne. Kiedy wchodzisz na zagraniczny plan, możesz od razu powiedzieć: „To jest producent, to jest scenograf, to jest oświetlacz, to jest kierowca". Filmowcy ze swojej natury to dosyć specyficzni ludzie. Żeby utrzymać się w tej profesji na dłużej, trzeba lubić styl życia waga-bundy, kogoś, kto jest ciągle w podróży na walizkach. Wszyscy filmowcy przyjaźnią się ze sobą i tworzą jedną rodzinę. Przyjeżdżasz na plan i umawiasz się z tą setką ludzi, że kreujecie pewną fantazję. To daje głębszy poziom zaangażowania. I w każdym miejscu na świecie jest to podobne. Nie ma żadnych różnic? Największe różnice są między europejskim a amerykańskim systemem. W tym drugim aktorzy mają bardzo wysoką pozycję na planie. Dlatego są też często producentami wiodącymi swych filmów. Ta hierarchia jest bardzo konserwatywna. Dla mnie to było zaskakujące. Podczas pracy nad jednym z takich anglosaskich filmów, podszedł do mnie producent i powiedział, żebym się tak mocno nie bratał z filmową ekipą, bo inni aktorzy źle wypadają w tej sytuacji. Tam nie wolno rozmawiać aktorom z resztą pracujących na planie. Tymczasem ja potrzebuję wsparcia tych ludzi. „Ale oni ci dają to wsparcie swoją pracą" - tłumaczył mi ten producent. Tymczasem ja jestem wychowany w innej kulturze filmowej - przyjaźnię się z całą ekipą, lubię tych ludzi i doceniam ich pracę. Musiałem się jednak dostosować do tych odmiennych dla mnie reguł. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 PULS • 11 Mateusz Kościukiewicz: W „Świętym" pokazujemy, jak w czasie komunizmu ludzie bali się wtedy ze sobą otwarcie rozmawiać. Ludzie wtedy nawzajem donosili na siebie A w Europie? W niemieckim kinie świętością jest plan pracy. Kiedy masz napisane, że przerwa obiadowa ma się odbyć o godzinie 14-35 - to ona na pewno się wtedy odbędzie. U nas często przedłuża się czas realizacji, żeby dokończyć scenę. W efekcie przesuwa się czas posiłku. Ludzie z cateringu bardzo na to narzekają, ale są do tego przyzwyczajeni. Tymczasem na niemieckim planie przerywa się kręcenie, wszystko się odkłada i idzie się na obiad. Potem ludzie wracają i pracują dalej. Lubisz grać w obcym języku? To nie jest jakoś skomplikowane. Aktor dostaje swoje kwestie i może się ich nauczyć wkażdymjęzyku. W dzisiejszych czasach wystarczy sobie wziąć coacha i jeśli ma się dobry słuch, a powinno się go mieć w ramach predyspozycji zawodowych, to nie ma problemu. Poza tym w dzisiejszych realiach wszystkie projekty są zdubingowane. Bariera językowa przestała więc obecnie ograniczać aktorów. Który ze swych zagranicznych filmów uznajesz za najciekawszy? Ten amerykański „Trzy sekundy" z 2019 roku. To jedyny film akcji, który zrobiłem. A ja wychowałem się na tego rodzaju amerykańskim kinie klasy B. W latach 90. namiętnie wypożyczałem kasety VHS z filmami Bruce'a Willisa czy Sylvestra Stallone. Pościgi, strzelaniny, wybuchy - to mój żywioł. Dlatego „Trzy sekundy" były dla mnie niesamowitą przygodą. Miałem zdjęcia w Londynie w legendarnych Pinewood Studios, gdzie Polański nakręcił „Pira- tów" i powstawały „Gwiezdne wojny". Przy takich produkcjach nie ma przestojów. Nawet jeśli czekasz, to płacą ci cały czas i jesteś na „stand by'u" - pod hotelem czeka kierowca i kiedy po ciebie zadzwonią, to natychmiast jedziesz na zdjęcia. Dlatego czasem można więcej zarobić na tym czekaniu niż graniu na planie, (śmiech) Zależy, jaką masz rolę. Mogłeś się przyjrzeć z bliska, jak wygląda taka wielka machina filmowa? Ja się fascynuję produkcją filmów, więc sobie wszystko dokładnie pooglądałem. Mieliśmy na przykład zdjęcia w starej fabryce Kodaka w Londynie. Kiedy przyjechała tam „kamerówka" - to tirem. A u nas przyjeżdża bu-sem. (śmiech) Kiedy przyjechało światło - to trzema ti- rami. A u nas ciężarówką. Wszystko było więc większe. Która scena przyniosła ci najwięcej frajdy? U nas, kiedy jesteśmy na planie, to zawsze coś kombinujemy, zmieniamy i improwizujemy. A tam wszystko jest ułożone według sztywnego planu i trzeba to konkretnie zrealizować. To był specyficzny film - rozrywkowe kino akcji. Miałem więc mnóstwo scen kaskaderskich. Najfajniejsza była chyba ta, kiedy terroryzuję Anę De Armas z jej dzieckiem i strzelamy się z ra-perem Commonem na schodach. Zasłaniam się, siłujemy się z bronią, on mi przystawia ją do głowy, strzela - i mój mózg rozbryzguje się na ścianie. (śmiech) To był bardzo fajny efekt: mieli do tego taką specjalną wyrzutnię. „Banany z arbuzem to najlepszy mózg" - zdradzili mi potem ludzie od efektów. To fajne detale realizacyjne, które są pasjonujące dla kogoś, kto się tym interesuje. W Polsce oglądamy cię właśnie w filmie „Święty". To kolejny projekt z twoim udziałem, który opowiada o czasach Peerelu. Przypadek? Faktycznie zrobiłem trochę tych filmów, które się dzieją za komuny. W latach 80., ale też w 70. i nawet 60. Dlatego dzisiaj to dla mnie znane terytorium. Tym razem akcja „Świętego" rozgrywa się w 1986 roku -czyli w roku, kiedy przyszedłeś na świat. To był specyficzny rok. Półtora roku wcześniej zamordowano księdza Popiełuszkę. My opowiadamy o historii kradzieży figury św. Wojciecha z katedry gnieźnieńskiej. Poziom beznadziei osiągnął już wówczas w Polsce maksimum. Dopiero później pojawiły się pierwsze sugestie, że może będzie jakiś układ między władzą a opozycją i coś się odkorkuje. Kościół próbował bowiem mocno mediować. Tymczasem w 1986 roku nikt 0 tym nawet nie myślał. Peerel za czasów Gierka był zupełnie inny: modernizacja kraju 1 różne inwestycje sprawiały, że ludzie mieli w sobie więcej entuzjazmu. Z biegiem lat jednak wszystko zaczęło niszczeć. Ta modernistyczna Polska z lat 70. zużyła się. Stan wojenny brutalnie stłamsił wszystkie nadzieje Polaków. Kilka tysięcy osób wylądowało w więzieniach i w obozach dla internowanych. Połowa lat 80. była więc okresem wielkiej smuty. W „Świętym" oglądamy, jak komunizm deprawował Polaków. To prawda. Ludzie bali się wtedy ze sobą otwarcie rozmawiać. I pokazujemy to w naszym filmie: jego bohaterowie mówią półsłówkami, za którymi ukrywa się prawda. Ludzie wtedy nawzajem donosili na siebie. Mąż czasem nie wiedział, że jego żona jest tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. To był bardzo mroczny okres. Grany przez ciebie porucznik Andrzej Baran to przysłowiowy „dobry glina". Ten pozytywny rys tego bohatera był dla ciebie ważny? To było dla mnie najciekawsze. Mój bohater zadaje sobie pytanie: jak nie ubrudzić się, mieszkając w chlewie i karmiąc świnie, (śmiech) Ta obra-. zowa metafora przemawia do mnie bardzo, bo wychowałem się na styku miasteczka i wsi, a moja rodzina miała gospodarstwo rolne. Myślisz, że można było wtedy pracować w milicji i pozostać przyzwoitym człowiekiem? To trudne pytanie. Nie mam oczywiście własnych doświadczeń z tamtego czasu. Wychowałem się już w wolnej Polsce. Czytałem jednak dużo 0 Peerelu i rozmawiałem z ludźmi, którzy pamiętają tamte czasy. W tym z tymi, którzy należeli do PZPR. Stąd wiem, że MSW dowodzone przez generała Kiszczaka, to było państwo w państwie. Oni mieli swoje szkoły, osiedla 1 sklepy. Oficjele z PZPR żyli zdecydowanie skromniej. Nie było wśród nich dobrze widziane, by otaczać się zbytkami. Byli to więc w jakimś sensie przyzwoici ludzie. Kimś takim jest porucznik Baran? Mój bohater pracuje w wydziale kryminalnym milicji obywatelskiej. W filmie pada taka kwestia: „My nie jesteśmy z „czwórki". Wtedy ktoś odpowiada: „Co to za różnica, skoro mamy takie same mundury". Ludzie jednak wiedzieli, że kryminalni to coś innego. Pogardzali esbekami, a nie śledczymi. W pewnym momencie któryś przełożony pyta w filmie: „Kto jest u nas ateistą?". „Wszyscy" - odpowiadają milicjanci. „Akurat. Dobrze wiem, że chrzcicie dzieciaki po wsiach. Ateisty tu ze świecą szukać" - śmieje się ten pierwszy. Myślę więc, że na dole ludzie byli normalni i starali się ze sobą żyć w zgodzie. To są niuanse tamtych czasów, które trudno oddać na ekranie. Film sugeruje, że kradzież figury św. Wojciecha z gnieźnieńskiej katedry była dziełem Służby Bezpieczeństwa. Naprawdę mogło tak być? Mój bohater działa jak typowy śledczy - gromadzi materiał dowodowy i przedstawia go prokuraturze. Milicja nikogo nie oskarża, tylko robi czarną robotę. Porucznik Baran jest pasjonatem tego, co robi. Bo żeby być śledczym trzeba kochać swoją pracę. Baran babra się bowiem w najciemniejszych odmętach ludzkiego świata. I on próbuje dojść do prawdy - dowiedzieć się, jak było. Kto i co zrobił. Dla niego taka prowokacja ze strony Służby Bezpieczeństwa była bardzo prawdopodobna. Dlatego myślę, że to wiarygodne. Myślisz, że młodzi widzowie nie zrozumieją niuansów peerelowskiej rzeczywistości? Ja znajduję tu liczne analogie do współczesności. Czy to w Kościele, czy to w administracji państwowej, czy w samorządzie, czy w prywatnym sektorze, są dziś przyzwoici ludzie. Ja ich widzę i wielu z nich znam. Oni chcą wykonać dobrą robotę dla swojego społeczeństwa, dla swojej ojczyzny, dla swoich parafian, dla swoich partnerów w biznesie. Tylko niestety zostali stłamszeni i wydaje się nam, że ich nie ma. „10" jest filmem artystycznym, „Trzy sekundy" - typowo komercyjnym, a „Święty" czymś pomiędzy. Ta różnorodność ról pomaga ci zachować świeżość w zawodzie? To, że mogłem zagrać w tak odmiennych filmach, na pewno przyspieszyło proces stawania się przeze mnie profesjonalnym aktorem. Kiedy byłem na studiach, moi starsi koledzy powtarzali mi, aktorstwo to rzemieślnicza czy wręcz fizyczna praca. Nie wierzyłem w to, ale dzisiaj się z nimi zgadzam. Musiałem jednak do tego dojrzeć. Dojść do tego swoją pracą, zdobyć doświadczenie. Dzięki temu, że grałem tak różne role, mogłem spróbować swojego zawodu w odmiennych jego przejawach. Ten profesjonalizm przyszedł do mnie już kilka lat temu. Dlatego kiedy teraz jakiś reżyser czy producent zadzwoni do mnie z nową propozycją, to ja nie zastanawiam się, jaki to projekt, tylko jakie to będzie spotkanie, kim są ludzie, z którymi mam pracować i dlaczego chcą robić ten film. Nie zastanawiam się, czy dam radę. Ja muszę dać radę zrobić wszystko i zagrać we wszystkim, co mi się proponuje. Na tym polega moja praca: mam się wcielać w różnych bohaterów. Mówi się teraz, że ustatkowałeś się jako człowiek i aktor. Może stąd to profesjonalne podejście? Ja ustatkowałem się już dziesięć lat temu. Cieszy mnie, że mówi się o tym dopiero teraz, bo przynajmniej zdążyłem okrzepnąć w tym moim ustatkowaniu. (śmiech) 12 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 Wiosna w obrzędowości ludowej to eksplozja magicznych zabiegów dotyczących urodzaju, zdrowia i zamążpójścia Wiosenne kolędowanie i chodzenie z konopielką, pogrzeb śledzia, wieszanie pająków ze słomy lub grochu... Dawne ludowe zwyczaje wielkanocne miały zapewnić ludziom pomyślność Izabela Krzewska żuje do królowej Bony i reformy rolnej z przełomu XVI i XVII wieku. Reformę wprowadzono na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego, w tym na wschodzie dzisiejszego woj. podlaskiego. Król Zygmunt I Stary oddał żonie w dożywotnie władanie dobra królewskie, m.in. Bielsk Podlaski, Suraż, Brańsk, Narew, Kleszczele, a Bona postanowiła zrobić tam porządki. Rozproszone osadnictwo wiejskie miało zostać zastąpione przez duże i zwarte wsie-ulicówki, budowane w ściśle określonych granicach. Wprowadzono miarę „włóczną". Każdemu gospodarstwu przydzielono l włókę ziemi, która równała się 21,3 ha. - Podział gospodarstw na włóki spowodował - być może - że chodzono po włóczeb-nym, odwiedzając gospodarzy włókowych - przypuszcza etnograf Zygmunt Ciesielski. Tradycja konopielki znana jest tylko w północno-wschodniej Polsce (na terenach między Biebrzą i Narwią) oraz na części Litwy i Białorusi. W naszym kraju chodzenie z konopielką było żywe jeszcze w połowie XX wieku. - Sama pamiętam z dzieciństwa, a pochodzę ze wsi Długołęka, jak panowie śpiewali pod oknami. To było w latach 60-tych. Miałam wtedy może 12 lat - mówi Eulalia Sebunia. Dziś ma 65 lat i stara się podtrzymać ten ludowy zwyczaj. W jego wskrzeszeniu udział ma też Ośrodek Kultury w Knyszynie. Od kilkunastu lat, tydzień po świętach wielkanocnych, odbywa się tam przegląd pn. Międzynarodowe Spotkania Wiosennego Kolędowania z „Konopielką". Wtedy także wołoczeb-nicy ruszają w teren i odwiedzają zaprzyjaźnionych gospodarzy, kolędują przy akompaniamencie akordeonu. Kolejny przegląd odbędzie się 16 kwietnia - już po raz 19. Od 27 lat organizowany jest zaś Wojewódzki Przegląd pn. Zdobnictwo Obrzędowe Cyklu Wiosennego i Świąt Wielkanocnych w Mońkach. To konkurs na pisanki, palmy, kwiaty, wycinanki, pająki. Pająki to tradycyjna ludowa ozdoba wieszana w domach pod sufitem - Mogą być z ziaren grochu lub fasoli nawleczonych na nitkę. Po stwardnieniu wyglądają jak żyrandole z korali. Ale mnie najbardziej podobają się pająki ze słomy - mówi Aldona Karwowska,emerytowana nauczycielka plastyki, która prowadzi warsztaty robienia pająków w różnych domach kultury na Podlasiu: w Białymstoku, Mońkach, Michałowie. Podkreśla, że choć pająki robi się przed Wielkanocą, materiały trzeba przygotować znacznie wcześniej: w czerwcu lub na początku lipca. Słomę, kiedy jest jeszcze niedojrzała, zielona i elastyczna, tnie się na odpowiedniej długości słomki. Suszona, najlepiej na słońcu, nabiera złocistego koloru. Gotową konstrukcję ozdabia się kwiatami z bibuły, piórkami, elementami z włóczki. - Ze słomy można tworzyć najróżniejsze formy geometryczne. Wymaga to wyobraźni przestrzennej, cierpliwości i delikatności. Niegdyś panny, które robiły pająki, wykazywały swoj e zdolności manualne i zyskiwały na wartości - uśmiecha się Aldona Karwowska. Niektóre pająki osiągają nawet metrowe, albo i jeszcze większe rozmiary. - Powinny rozchodzić się wszerz, niczym nogi pająka -podpowiada pani Aldona. -Było nawet powiedzenie: „szczęśliwy dom, w którym pająki są". I myślę, że chodziło też o te słomiane - uśmiecha się. -Kiedyś pająkami obdarowywano nowo urodzone dziecko. Traktowano to jako symbol szczęścia, pomyślności, dobrobytu. Natomiast na święta wielkanocne pająki wieszano w wiejskich domach przy suficie albo w tzw. świętym kącie -miejscu gdzie były obrazy, świątki, kwiaty. W domach bogatych bywały piękne żyrandole ze świecznikami, a w domach biedniejszych to słoma była takim naturalnym złotem. - W każdej parafii, w każdej okolicy obowiązywały też zwyczaje lokalne, które miały swój charakterystyczny rys. Na tym polega bogactwo naszej kultury ludowej - podkreśla etnograf Zygmunt Ciesielski. ©® ielkanoc to najważniejsze dla chrześcijan święto. Zmartwychwstanie Jezusa poprzedza Wielki Post. - Dawniej ludzie na wsi pościli surowo. Do tego stopnia, że na zapusty patelnie wypalano w ogniu, żeby nie pozostał na nich nawet gram tłuszczu! Posiłki spożywano raz dziennie, oczywiście bezmięsne. Takim symbolem tej postnej diety był żur i śledź. Dlatego na zakończenie Wielkiego Postu symbolicznie rozprawiano się z nimi, urządzając np. pogrzeb śledzia - opowiada Zygmunt Ciesielski, znany w podlaski etnograf, dokumentalista kultury ludowej. Działo się to w Wielki Piątek lub Wielką Sobotę. Garnek z żurem gospodynie zakopywały w ziemi, a śledzia - zrobionego z drewna lub tektury - wieszały na płocie czy drzewie. Rytuałowi towarzyszyły radosne śpiewy. Bo ogólnie Wielkanoc to święto radosne, kolorowe, związane z wiosną, budzącą się przyrodą, życiem... Jego symbolem jest przecież jajko. Kraszanki tradycyjnie barwiono w wywarze z łupin cebuli, suszonych owoców czarnego bzu, żyta. Na zielono, żółto, czerwono. - Czarne powstawały w farbie z dębiny i zrębki kowalskiej, opiłków. Te „czarne kruki" charakterystyczne były dla części Suwalszczyzny i Puszczy Augustowskiej. NaBiałostocczyźnie czy w okolicach Sokółki występowały niezwykle rzadko - podkreśla etnograf. Na pisankach pojawiały się motywy roślinne, słońca. A potem grano w „taczanki" i „wy-bitki". Czyje jajko ocalało lub potoczyło się dalej, wróżyło tej osobie szczęście. W dawnych czasach skorupki zakopywano w ziemi, żeby lepiej rodziła, a jajko przerzucano nad dachem, żeby uchronić dom od pożaru, burzy i gromów. - To były wiosenne zwyczaje związane z nadejściem wiosny, na które nałożyły się zwyczaje i obrzędy kościelne - podkreśla Zygmunt Ciesielski. - Religia chrześcijańska przyszła na nasze tereny później niż obyczaje słowiańskie. Dzisiaj nikt tego nie nazywa magią, lecz zwyczajami. Ale mają one charakter magiczny. Można powiedzieć, że wiosna w obrzędowości ludowej to okres prawdziwej eksplozji zabiegów magicznych i życzeń wróżebnych dotyczących urodzaju, obfitości, zdrowia, zamążpójścia - tłumaczy Zygmunt Ciesielski. Palmy - święcone dziś na pamiątkę wjazdu Chrystusa do Jerozolimy - niegdyś wtykano w strzechę domu lub w drzwi. Tradycyjnie palmy przygotowywano z gałązek wierzby lub porzeczki, bo one pierwsze puszczały pędy. To nimi, jak opowiada pan Zygmunt, gospodarze poganiali bydło na pierwszy wiosenny wypas, a ludzi smagano gałązkami, żeby „wypędzić z człowieka gnuśność zimową". - Mawiano: „wierzba bije, nie zabije". Jeszcze w latach 60. w Białymstoku przy kościele far-nym chłopcy bili wierzbowymi witkami kobiety i dziewczęta po nogach - wspomina etnograf. - W mieście zwyczaj tępiono jako swego rodzaju chuligań- stwo. Natomiast wciąż istnieje obyczaj oblewania wodą w Lany Poniedziałek. Miało to odświeżyć człowieka, dodać mu życia. A pannom zapewnić płodność. Choć Wielkanoc świętowano w gronie rodzinnym, słynne było chodzenie z konopielką, czyli wiosenne kolędowanie. - Konopielką to pieśń ludowa, życzeniowa. Kolędnicy, zwani też wołoczebnikami, tworzyli kilkunastoosobowe grupy, przeważnie młodych chłopców, ale byli wśród nich też żonaci mężczyźni. Taka grupa nazywała się kompania. W każdej był tzw. zapiewajło - osoba, która znała wszystkich mieszkańców danej wsi, wiedziała, jakie życzenia komu składać. Znała też wszystkie konopielki - opowiada Eulalia Sebunia, kierowniczka zespołu ludowego „Wrzosy" z Moniek w Podla-skiem, który ma w swoim repertuarze pieśni obrzędowe, w tym konopielki. Śpiewacy rozpoczynali występ od pieśni kościelnej, ogłaszali nowinę zmartwychwstania pańskiego. Wcześniej pytali, czy mogą „dwór rozweselić". I nikt się raczej nie sprzeciwiał. - Gospodarz nie miał wyjścia, bo wołoczebnicy mogli pożyczyć mu coś niedobrego. Na przykład: żeby panna na wydaniu została starą panną. Ludzie bali się takich złośliwych przyśpiewek - podkreśla pani Eulalia. Za śpiewy należała się zapłata. Gospodarz wkładał wo-łoczebnikom do koszyka jedzenie: jajka, wielkanocny pieróg, kiełbasę, no i oczywiście butelkę gorzałki. Kolędowanie rozpoczynało się pierwszego dnia świąt popołudniu (wcześniej była rezurekcja i śniadanie wielkanocne) i trwało całą noc, aż do poranka w Wielki Poniedziałek. Na trzeci dzień świąt urządzano zabawę, na którą zapraszano też dziewczęta. Śpiewaków nazywano wołoczebnikami, bo wiosenne kolędowanie określano jako „włóczebne" lub „wołoczebne". Skąd ta nazwa? Do końca nie wiadomo. Jedna z teorii nawią- Wiosenne kolędowanie w Krypnie, czyli chodzenia z konopielką na Wielkanoc. Ludowy zwyczaj podtrzymywany u nas przez śpiewaków z zespołu Wrzosy. Na małym zdjęciu: pająk - tradycyjna ludowa ozdoba wieszana w domach pod sufitem Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 REKLAMA • 19 MATERIAŁ INFORMACYJNY KLIENTA Licznik energii w inteligentnym domu Oświetlenie, źródło ciepła. a nawet takie sprzęty domowe, jak lodówka czy piekarnik, mające możliwość podłączenia do sieci komputerowej są obecnie coraz bardziej powszechne. Wkrótce do listy domowego Internetu rzeczy dołączą także liczniki energii elektrycznej. O tym, jaką rolę będą w nim pełnić. a także co dzięki temu mogą zyskać odbiorcy energii, rozmawiamy z inż. Ludwikiem Tomaszewskim, Koordynatorem Sekcji Infrastruktury Pomiarowej w ENERGA-OPERATOR. - Dlaczego warto podłączyć licznik energii do komputerowej sieci domowej? Urządzenia włączamy w domową sieć, zazwyczaj po to, aby móc łatwo kontrolować i sterować ich pracą, tak aby działały optymalnie, a także oszczędnie. Licznika energii elektrycznej nie podłączymy bezpośrednio do sieci domowej, jak komórkę, tablet, czy też kamerkę internetową za pomocą WIFI. Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Klimatu i Środowiska z dnia 22 marca 2022 r. w sprawie systemu pomiarowego liczniki posiadają interfejs, który umożliwia komunikację z siecią domową za pomocą Wireless M-Bus lub w uzasadnionych przypadkach innego portu komunikacyjnego. Wykorzystanie danych z licznika w trybie online otwiera przed odbiorcami energii szereg nowych możliwości ekonomicznego zarządzania jej zużyciem w domu. - Jakie to możliwości? Liczniki zdalnego odczytu, zgodnie z przepisami, mają możliwość przekazywania do sieci domowej szeregu danych w czasie rzeczywistym, dot. np. wartości energii czynnej pobranej i oddanej. W przyszłości pozwoli to na takie sterowanie działaniem urządzeń, by np. w jak największym zakresie energia elektryczna wytworzona przez przydomową mikroinstalację została wykorzystana na miejscu. Co więcej, nowoczesne liczniki ułatwią też bilansowanie zużycia energii na lokalnym obszarze np. w ramach wspólnot energetycznych. Na światowych rynkach, jak również w Polsce, obserwujemy rozwój firm, które zaczynają świadczyć na podstawie danych pomiarowych różnego rodzaju usługi, np. wyposażanie domu w wyświetlacze lub aplikacje dostarczające informacje o bieżącym przepływie energii, które ułatwiają świadome korzystanie z dostępnych taryf energii. Aplikacje te zawierają również dodatkowe funkcje budujące świadomość odbiorcy w zakresie szacowania kosztów i przychodów z zakresu produkcji energii, informowaniu odbiorców o planowanych przerwach w dostawie energii, a także anomaliach w jej dostarczaniu. To oczywiście nie wszystko. Zdalne opo-miarowanie umożliwi odbiorcom w przyszłości także m.in. korzystanie z taryf dynamicznych. - Co oferują takie taryfy? Taryfy dynamiczne, dzięki możliwościom, jakie zapewni zdalny pomiar, oparte będą mogły być o rzeczywistą i aktualną dla danej chwili cenę energii elektrycznej wynikającą chociażby z ilości energii dostarczanej przez źródła OZE. Odpowiednie skonfigurowanie domowych urządzeń, pozwoli więc na korzystanie z energii wtedy, kiedy jest ona najtańsza. Będziemy mogli w tym czasie np. ładować samochód, uruchomić pompę ciepła albo naładować magazyn energii, aby mieć ją na później. Przyłączenie różnych urządzeń, a także licznika do domowej sieci pozwoli na automatyzację wszystkich tych działań. - W jaki sposób liczniki wpięte zostaną do domowej sieci? Na dzisiaj, liczniki zgodnie z Rozporządzeniem, o którym wspomniałem na początku, muszą zapewniać Nowa wersja Mojego Licznika? Już wkrótce ENERGA-OPERATOR udostępni kolejną ulepszoną wersję aplikacji Mój Licznik, która pozwala na monitorowanie zużycia energii. Będzie ona zawierać szereg nowych udogodnień m.in. dla prosumentów. Jeżeli masz już licznik zdalnego odczytu, dzięki niej możesz monitorować swój sposób korzystania z energii elektrycznej i oszczędzać. Aplikacje znaleźć można na stronie https://energa-operator.pl/infrastruktura/liczniki--zdalnego-odczytu/ami Aplikacja dostępna jest również w wersji dla urządzeń mobilnych. komunikację bezprzewodową Wireless M-Bus lub w uzasadnionych przypadkach inną równoważną. W przypadku ENERGA-OPERATOR jest to port USB, do którego można podpiąć nadajnik Wireless M-bus, WIFI albo też dowolne łącze zarówno przewodowe, jak i bezprzewodowe. Zastosowanie USB daje technologiczną elastyczność urządzenia, które będzie podłączone do licznika. - Jak przebiegać będzie proces sterowania urządzeniami domowymi? Stosowana już teraz technologia zakłada, że kluczowa w tym procesie będzie tzw. brama domowa należąca do odbiorcy. Takie urządzenia i programy są dostępne już teraz i służą np. do zarządzania infrastrukturą w ramach inteligentnego domu. Dalej dane z liczników będą mogły zostać przekazane do innych sprzętów, czy też aplikacji np. na urządzenia mobilne, które na ich podstawie będą mogły optymalnie zarządzać wykorzystaniem energii w domu. Siedząc rozwój technologii związanych z licznikami zdalnymi, możemy jednak przypuszczać, że w przyszłości będzie można wgrywać aplikacje zarządzające bezpośrednio do nich, co pozwoli na wykorzystanie danych do sterowania w trybie online nawet bez urządzeń pośredniczących. - Kiedy odbiorcy energii elektrycznej w Polsce będą mogli skorzystać z tych rozwiązań? Wykorzystywanie portów Infrastruktury Sieci Domowej; jak również danych z liczników do sterowania urządzeniami w domu jest zarówno w Polsce, jak i w innych krajach dopiero w fazie rozwojowej. ENERGA-OPERATOR dostosowuje obecnie swoje systemy informatyczne do tego, aby w ciągu kolejnych lat móc w pełni wykorzystywać możliwości, jakie oferują liczniki zdalnego pomiaru, a także udostępnić je odbiorcom. Zaznaczyć jednak należy, że stosowane przez nas zdalne urządzenia pomiarowe już od lat wyposażane są również w odpowiedni port USB do skomunikowania z siecią domową. W naszej sieci elektroenergetycznej zamontowanych jest ich już ponad 2 miliony. Do roku 2026 planujemy objąć zdalnym pomiarem wszystkich naszych klientów. Tak więc, umożliwienie wykorzysty- wania omawianych rozwiązań odbiorcom energii nie jest kwestią odległą. - Jakim wsparciem będą zdalne liczniki dla spółdzielni i wspólnot energetycznych? Dzięki możliwości uzyskania dostępu do informacji o zapotrzebowaniu na energię wszystkich członków takiej spółdzielni, możliwe będzie np. odpowiednie dobranie mocy oraz rodzaju źródeł wytwórczych, a także magazynów energii. Jednym z założeń działania spółdzielni energetycznych jest zapewnienie efektywnego wykorzystania energii ze źródeł OZE w jej ramach. Nasze zużycie energii jest uzależnione od naszego trybu życia (niektórzy, to nocne Marki), a także m.in. godzin pracy. Właściwe wykorzystanie informacji pozwoli podjąć prawidłowe, precyzyjne decyzje, czy np. w danym przypadku w większym stopniu oprzeć spółdzielnie 0 źródła fotowoltaiczne czy przydomowe wiatraki. Wykorzystanie danych pozwoli też na dalszy optymalny rozwój spółdzielni. - Czy dane odbiorców są zabezpieczone? Dane pomiarowe zapisywane w liczniku podlegają ochronie takiej, jak dane osobowe. Dlatego też, komunikacja wychodząca na port zewnętrzny licznika musi być szyfrowana. Podłączenie licznika do domowej sieci odbywać się będzie na wniosek odbiorcy, do którego dane należą. Proces ten podlegać będzie odpowiedniej weryfikacji. Podsumowując, nie ma 1 nie będzie możliwości, aby osoba lub podmiot niepowołany pozyskał omawiane dane pomiarowe lub uzyskał dostęp do domowej sieci od strony licznika. Energa-Operator, kim jesteśmy? Energa-Operator pełni funkcję operatora systemu dystrybucyjnego (OSD) na terenie około Va powierzchni Polski, dostarczając energię elektryczną dla ponad 3 milionów odbiorców. Nie jesteśmy sprzedawcą energii elektrycznej, dostarczamy ją niczym kurier zakupiony towar. Jesteśmy też firmą „licznikową". Odpowiadamy za urządzenia pomiarowe i przekazywanie pozyskanych danych uczestnikom rynku. Q Energa operator 20 • HISTORIA PRL-U Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 Z takiej wiochy, a geniusz Rajmund Wełnie Szczecinek Adama Giedrysa, astrono-ma-krawca ze Szczecinka. nie ma wśród nas już ponad ćwierć wieku, a wciąż inspiruje. Pokazał nam nie tylko gwiazdy {galaktyki, ale i jak sięgać po marzenia. Adam Giedrys to bez wątpienia postać pomnikowa, dosłownie. W Szczecinku, gdzie szył ubrania i śledził nocne niebo, ma swój pomnik. A także rondo, ławeczkę i tablicę pamiątkową. Do niedawna miał nawet gimnazjum swego imienia. Szkołę zlikwidowano, ale pan Adam zajmuje poczesne miejsce w sercach i umysłach kilku pokoleń wychowanków, które przewinęły się przez jego pracownię na strychu i obserwatorium na dachu kamienicy przy ulicy Kościuszki. Ma też od niedawna stowarzyszenie naukowe swojego imienia, mające na celu ocalenie spuścizny astronoma-amatora i reaktywację obserwatorium. No i w końcu, lecz nie na końcu, jest i głośny film fabularny Jerzego Domaradzkiego „Planeta Krawiec" z roku 1983, oparty na historii życia Adama Giedrysa. Przez śmierć kliniczną do gwiazd Jak to możliwe, że skromny i cichy krawiec z małego miasta wciąż inspiruje i żyje w pamięci nie tylko mieszkańców Szczecinka? Adam Giedrys zmarł 26 grudnia 1997 roku w wieku 79 lat. Urodził się w 1918 roku w Si-darach na Wileńszczyźnie. W czasie wojny należał do Armii Krajowej, a po jej zakończeniu osiedlił się w Szczecinku. Pewnie wiódłby życie normalnego krawca, gdyby nie pobyt w szpitalu w Olsztynie. W roku 1953 trafił tam z gruźlicą nerek po blisko pięcioletniej odsiadce i katordze w komunistycznych ^więzieniach, gdzie trafił za działalność konspiracyjną w Bojowym Oddziale Armii. Z trudem uratowano mu życie, stracił jedną nerkę, a podczas operacji przez osiem sekund ^znajdował się w stanie śmierci klinicznej. - Widziałem wtedy wszechświat, galaktyki, światło, które zachęcało mnie, aby szedł jego tropem - wspominał po latach. Urodził się po raz wtóry. Przez długie miesiące przykuty do szpitalnego łóżka, wpatrywał się w gwiazdy wędrujące po nocnym niebie, w zmieniające się fazy Księżyca i odległe ■'planety. - Zastanawiałem się wówczas, co to jest niebo, które otula naszą Ziemię, jaka jest masa gwiazd, ile ich jest - pisał później. - Miałem wiele pytań w owym czasie i nic nie wiedziałem o astronomii, o gwiazdach, o sobie. Po powrocie do domu i zdrowia poświęcił się nauce. Uzupełniał brała w wiedzy astronomicznej, skonstruował swoją pierwszą lunetę. Z pomocą władz miasta, miejscowych firm i życzliwych ludzi -w tym znanego szkutnika Jana Chomicza - w roku 1958 zbudował na dachu domu kopułę, w której zainstalował teleskop dający powiększenie 1250 razy. Można przez niego było zobaczyć odległe gwiazdozbiory, planety, a kratery na Księżycu wydawały się bliskie na wyciągnięcie ręki. Wraz z coraz liczniejszymi zastępami uczniów obserwował Kosmos. - W tej wolnej przestrzeni, gdzie nie ma zakazów i nakazów, dróg wyznaczonych, idziemy, pozostawiając ślad obecności - pisał pan Adam*. Lekko licząc w jego zaję-§ ciach astronomicznych, obo-| zach naukowych, kilkudziesię-| ciu seminariach wzięło przez f: lata udział kilka tysięcy osób. 2 Wielu z nich te spotkania ułatwiły życiowe wybory. I to nie tylko tym, którzy wybrali się na studia astronomiczne. W tych trudnych czasach pozwalał marzyć. Nawet komunistyczne władze patrzyły na jego pasję prze palce, choć mocno się zdenerwowały, gdy zauważył, iż sowiecki satelita nie trafił w Księżyc, jak planowali naukowcy z ZSRR... Księżycowa skała i wiocha Sława astronoma wykroczyła daleko poza granice Szczecinka. Bywał na zagranicznych kongresach astronau-tyczno-astronomicznych, prowadził korespondencję z ośrodkami naukowymi na całym świecie i zdobywcami Kosmosu. Dzięki jego staraniom u progu lat 70. XX wieku Amerykanie pokazali w Szczecinku skałę przywiezioną z Księżyca przez misję Apollo. W kilka miesięcy po Grudniu 1970 i masakrze na Wybrzeżu graniczyło to z cudem. Wystawę odwiedziło kilkanaście tysięcy osób. Ależ to była sensacja! Przez pracownię pana Adama przewinęły się tabuny dziennikarzy. Nie sposób zliczyć reportaży, rozmów, artykułów i filmów. Jednym z głośniejszych był telewizyjny reportaż Ryszarda i Mai Wójcików „Krawiec i gwiazdy". Jakąż burzę wywołało zawarte w nim, choć bez złych intencji, zdanie: „w małym miasteczku Szczecinku, gdzieś w Koszalińskiem, żyje krawiec osobliwy". „Głos Koszaliński" recenzję zatytułował „Z takiej wiochy, a geniusz". Do telewizji popłynęła rzeka listów oburzonych mieszkańców Szczecinka żądających przeprosin. Jeszcze szerszą publiczność miał film fabularny Jerzego Domaradzkiego z roku 1983 „Planeta Krawiec". Oparty był na motywach życia Adama Giedrysa, choć oczywiście z właściwą sztuce filmową dowolnością mocno od nich odbiegał. Pierwowzór bohatera Józefa Romanka odtwarzanego przez Kazimierza Kaczora pojawia się nawet na ekranie. Film zamyka przejmująca scena, gdy zawodowych astronomów bardziej fascynuje to, że Romanek potrafi zdjąć miarę na garnitur „na oko", bez pomiarów, a nie to, że ma osiągnięcia naukowe. Krótka scena chyba najlepiej oddaje to, jak bardzo pan Adam bywał nierozumiany i w swoim Szczecinku. Niewykluczone, że wielu patrzyło potem na pana Adama przez pryzmat tego filmu, myląc fakty i biorąc kinową fikcję za rzeczywistość. Że doceniając jego pasję, osiągnięcia i zapał, traktowano go jednak trochę jak nieszkodliwego dziwaka. A spuścizna czeka Najsmutniejsze jednak jest to, że serce królestwa Adama Giedrysa - teleskop i kopuła obserwatorium - nie działają. Udało się co prawda wyremontować cieknący dach, a nawet zamontować nową kopułę obserwatorium, ale co z tego, skoro od2007 roku stoi ona pusta, bo nie udaje się ze wspólnotą mieszkaniową uzgodnić sposobu wejścia na strych. Chce to zmienić Szczecineckie Stowarzyszenie Naukowe AstrostRefa im. Adama Giedrysa, które powstało w zeszłym roku. Bo są w Szczecinku zapaleńcy gotowi realizować nie-zwylde pomysły astronoma. Swego czasu w „Temacie" pana Adam pisał: „Wielkim wydarzeniem była (...) wystawa skały księżycowej przywiezionej przez Apollo U, to była wielka uczta dla Szczecinka, drugiej skały nie będzie". Już w maju 1998 jego uczniowie sprowadzili nad Trzesiecko drugi skalny okruch ze Srebrnego Globu. Jarosław Brance-wicz, Władysław Fijałkowski i inni chcieli zrobić swemu mistrzowi niespodziankę. Nie zdążyli i wystawa była już „ku pamięci". Kilka lat później skałę księżycową ponownie sprowadził do Szczecinka sam Władysław Fijałkowski. Z kolei za Ja- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 HISTORIA PRL-U • 21 0010782329 APN Sentium Opieka z szacunkiem Wyjedz jako opiekunka do Niemiec tub Holandii i zarób nawet do lgooC netto za miesiąc +48 500 401901 Zdrowie NEUROLOGIA SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGD RTV FOTO NAPRAWA anten i TV, 604-885-366 GK PRALKI naprawa w domu. 603775878 BUD0WLAN0-REM0NT0WE CYKLINOWANIE bezpyłowe 502302147 MALOWANIE dachów 788-016-988 TOCZENIE, spawanie 782-827-867 Turystyka KRAJ - GÓRY PROMOCJA od 100 zł/os. w tym 2 posiłki. TYLICZ k/Krynicy G., p ok. z łaz.+TV, bilard, parking, 730-007-166 KRAJ - MORZE DZWIRZYNOMORZE.PL, 605-905-969 Matrymonialne WDOWA 77 lat, samotna szuka Pana 75+tel. 789-240-965 Różne KASA za stare książki 609-643-399 Rolnicze MASZYNY ROLNICZE KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. ZWIERZĘTA HODOWLANE KURY nioski młode - sprzedam, Telefon: 782-827-428,792-732-052, 59/810-89-05 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 PO GODZINACH 25 CZYTELNIA Nieco jaśniejsza historia średniowiecza Hegel pisał, że średniowiecze - teologiczno-filozoficzną ciemnotę i reakcję - najlepiej ominąć. Najlepiej w siedmiomilowych butach. Na szczęście coraz więcej autorów stara się kłamliwy, a wręcz idiotyczny pogląd Hegla zanegować. I pokazać wieki średnie przez pryzmat nie tylko religii i historii, ale też techniki, socjologii, psychologii, obyczajowości, a nawet gastronomii. Wędrówka przez tysiąclecie Jednym z nich jest dan Jones, brytyjski pisarz, historyk i dziennikarz, współpracujący z Netfliksem. Student znanego historyka i znawcy dynastii Tudorów Dawida Starkeya. Poza tym jest felietonistą w „London Evening Standard", gdzie pisze regularnie o sporcie, ale zna się też na średniowieczu. Dowodem „Świt królestw", tomiszcze ponad 800-stronicowe, w którym stara się odkłamać tę fascynującą epokę. Średniowiecze - zaczyna - to czasy kształtowania się wielkich religii, idei i całych państw. Okres odkryć, przemian społecznych i technologicznych. A następnie zabiera nas w epicką podróż od stepów Mongolii po urwiste brzegi Portugalii i od ośnieżonych lasów Skandynawii po rozżarzone piaski Egiptu. Odkrywamy wielkie stolice późnego antyku, na targach pełnych arabskich kupców wąchamy drogocenne korzenie, a wreszcie wsiadamy na statki szukające nowej drogi do Indii. Pośród rodzących się i upadających królestw Jones śledzi także losy zwykłych ludzi żyjących w niezwykłych czasach. Dając odpór kilkusetletniej protestanckiej propagandzie, która ze średniowiecza uczyniła mentalny horror. Co wiemy np. o Hunach? Ta książka ma formę wciągającej gawędy. Oto fragment: „Można powiedzieć, że świat antyczny się rozpadł, a średniowiecze rozpoczęło w 370 roku na brzegach Wołgi. Wówczas nad tę rzekę dotarły hordy ludów, zbiorczo nazywanych Hunami, które opuściły stepy w północnych Chinach, oddalone o tysiące kilometrów. Wiedza na temat pochodzenia Hunów zawsze była połowiczna, ale wywarli oni głęboki wpływ na historię Zachodu. Można ich porównać do współczesnych migrantów klimatycznych, anawetuchodźców". I dalej: „Jednak w IV wieku nie przybyli na zachód, by wzbudzać współczucie. Pojawili się konno, uzbrojeni w duże łuki refleksyjne, zapewniające niespotykaną siłę rażenia, z których byli w stanie trafić do celu z odległości stu pięćdziesięciu metrów, a przebić zbroję - z dystansu stu metrów. Wykonanie broni tego typu było poza możliwościami innych nomadów, a dzięki umiejętności prowadzenia walki z końskiego grzbietu Hunowie zyskali sławę okrutnych i krwiożerczych wojaków - zresztą z entuzjazmem ją podtrzymywali. Byli koczowniczym ludem pod rządami kasty wojowników i mieli dostęp do rewolucyjnej technologii wojennej. Lud ten się zahartował, ponieważ przez wiele pokoleń żył na euroazjatyckim stepie, gdzie wędrówka była jedynym stylem życia". grab DAN JONES i P |Ą/ tik ¥ V łTI jasna historia WlłKÓW CIEMNYCH «alS, Jfal Dan Jones, „Świt królestw. Jasna historia wieków ciemnych", wyd. Znak Horyzont, Kraków 2023, cena 120,99 zł WIEŚCI NIEZTEJ ZIEMI KUBA SIENKIEWICZ Wyremontował piwnicę Kiedy zmarła popularna aktorka Krystyna Sienkiewicz, okazało się, że zapisała w testamencie swój 200-metr0wy dom na warszawskich Bielanach swemu bratankowi. Niestety: jej adoptowana córka Julia Przyłubska nie chciała się z tym pogodzić i sprawa trafiła do sądu. Ten zdecydował ostatnio, że jednak dom należy się liderowi Elektrycznych Gitar. Teraz Sienkiewicz robi w nim remont. Na razie przerobił piwnicę na salę prób dla swego zespołu. W innym z pomieszczeń muzyk chce urządzić czytelnię. - Chodzi o spotkania z twórcami, którzy chcieliby czytywać poezję w gronie innych piszących autorów. Chciałbym móc takie warunki stworzyć takim osobom - mówi w „Fakcie". JACEK ROZENEK Nie płaci alimentów W 2009 roku popularny aktor dostał rozległego udaru. Otarł się o śmierć, ale przeżył i zaczął żmudną rehabilitację. Po prawie trzech latach stanął na nogi i wrócił do pracy. Gra w „Barwach szczęścia", występuje w teatrze i nagrywa audiobooki. Mimo to jest w poważnych tarapatach finansowych. Całe szczęście spotyka się ze zrozumieniem byłej żony - Małgorzaty Roze-nek-Majdan, z którą ma dwóch synów. - Małgosia wspiera mnie w alimentach, nie wymaga ich ode mnie. Spłacam straszne długi, straszne. Jakoś idzie w dobrą stronę, w bardzo dobrą. Teraz jest w ogóle lepiej. Mogłem marzyć o takiej sytuaqi -mówi w „Fakcie". MAJA BOHOSIEWICZ Ma skośne oczy Kiedyś była aktorką - a dziś jest internetową influen-cerką. Jej profil na Instagra-mie obserwuje prawie pół miliona osób. Bohosiewicz raczy tę rzeszę fanów przede wszystkim relacjami ze swych zagranicznych podróży. Ostatnio celebrytka wybrała się do Japonii. „Tokio - podróżnicze spełnienie marzeń. Tyle rzeczy, miejsc, lu- Maja Bohosiewicz w Japonii stwierdziła, że ma bardziej skośne oczy niż wiele rodowitych Japonek dzi, zapachów, wrażeń, że aż ciężko ująć to w jakiekolwiek słowa" - pisze na Instagramie. Niestety nie wszystko spełnia jej oczekiwania. „Ogólnie jest przepięknie, ale nie bardzo mam co jeść" - stwierdza. I podsumowuje: „Mam bardziej skośne oczy niż większość Japonek". JOANNA OPOZDA Była inspiracją Młoda aktorka poświęca się nie tylko synkowi i karierze filmowej. Ostatnio została „twarzą" marki odzieżowej Love And More., Joasia była inspiracją i konsultantką przy tworzeniu każdego projektu w kolekqi" - czytamy w opisie producenta. Niestety: ceny za ubrania firmowane przez Opozdę są wyjątkowo duże. Za spodnie Classy trzeba zapłacić950 zł, marynarkę Femme Fatale -1090 zł, a nieduży top - 600 zł. Pudelek sprawdził ubrania i stwierdził, że nie są one uszyte z materiałów wysokiej jakości. „To mieszanka wiskozy, elastanu i poliestru w proporcjach 40%, 10% i 50%" - obwieszcza serwis. JOANNA KORONIEWSKA Ma szklane schody Od kilku miesięcy celebrytka dekoruje z projektantką wnętrz nowe mieszkanie w Warszawie. Koroniewska kupiła je dwa lata temu wraz ze swoim partnerem - Maciejem Dowborem. Apartament ma dwa piętra, jest bardzo przestronny i urządzony w nowoczesnym stylu. Aktorka pokazała na Instagramie już większość pomieszczeń. Wiemy zatem, jak wygląda salon, kuchnia i przedpokój. Uwagę zwracają chociażby szklane schody, oryginalne lampy, czy 3,5-metrowa „wyspa" kuchenna. Ostatnio Koroniewska zaprezentowała fanom łazienkę - zrobiła sobie zdjęcie przy ogromnym lustrze, znajdującym się w pomieszczeniu. Wielbiciele nie kryli zachwytu w komentarzach. MAŁGORZATA SOCHA Odkłada telefon Popularna aktorka wychowuje trójkę dzieci, z których najstarsze ma dziesięć lat. Socha restrykcyjnie przestrzega zasad korzystania przez nich z telefonów komórkowych. -Dzieci widzą nas z telefonami, laptopami, komputerami. Ja staram się unikać tego w domu. Telefon odkładam, jak jestem w domu. Staram się być konsekwentna. Różnie to wychodzi, ale nie chcę, by dzieciaki siedziały przed ekranem telewizora cZy iPada. Jest tyle fantastycznych gier, zabaw, które możemy z nimi robić, szczególnie kiedy jesteśmy w domu dla nich i nie chcę rywalizować z techniką - mówi w Pomponiku. Dodaje przy tym, że jej dzieci mogą korzystać z telefonów tylko godzinę dziennie. HOROSKOP Wodnik (20.01-18.02) Zaczniesz szukać dziury w całym. Horoskop dzienny ostrzega, że Twoja zadzior-ność źle będzie wpływać na ludzi z Twojego otoczenia. Ryby (19.02-20.03) Horoskop na dziś mówi, że do daleko idących zmian w życiu zainspiruje Cię osoba, która ma nietypową pasję. Baran (21.03 -19.04) W Twoje życie zakradnie się trochę chaosu i zamieszania. Horoskop dzienny na piątek ostrzega, że lekko nie będzie. Byk (20.04-20.05) Trudno Ci będzie usiedzieć w jednym miejscu. Horoskop dzienny radzi rozpierającą Cię energię wykorzystać z pożytkiem też dla innych. Bliźnięta (21.05-21.06) Ktoś zwróci się do Ciebie z prośbą o małą przysługę. Horoskop radzi uczynić zadość tym oczekiwaniom.... Rak (22.06-22.07) Horoskop dzienny na piątek.^ radzi wykorzystać początek świątecznego weekendu na spotkania i podtrzymywanie rodzinnych więzi. Lew (23.07-22.08) Przed Tobą udany dzień. Horoskop dzienny wyraźnie zapowiada - za co się nie zabierzesz, sukces murowany. Panna (23.08 -22.09) Będzie do Ciebie pasować określenie - siła spokoju. Horoskop na dziś mówi, że nic nie będzie w stanie wyprowadzić Cię z równowagi. Waga (23.09 -22.10) Przygotuj się na konieczność zmiany powziętych planów. Horoskop dzienny na piątek mówi, że skłoni Cię do tego ktoś z grona znajomych. Skorpion (23.10-21.11) Organizm wyśle Ci czytelny sygnał, że troska o zdrowie nie była ostatnio Twoją mocną stroną. Horoskop dzienny radzi to szybko zmienić... Strzelec (22.11-21.12) Dowiesz się o osobie z bliskiego otoczenia czegoś, co zupełnie zmieni Twoje zdanie o niej... Horoskop na dziś wróży wielkie zdziwienie. Koziorożec (22.12 -19.01) Przekonasz się, że nie brak wokół Ciebie życzliwych ludzi. Horoskop dzienny na piątek v mówi, że w razie potrzeby, nikt nie odmówi Ci pomocy. www.gp24.pl www.gk24.pl www.gs24.pl Redaktor naczelnyPrzemysławSzymańczyk, Z-cy red. nącz.: Marcin Stefanowski, Wojciech Frelichowski, YnonaHusaim-Sobecka. Prezes Makroregionu PiotrGrabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu Robert Gromowski. Redakqa.SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego 19, teL598488100, redakqa.gp24@pobkapress.pl KOSZALIN, ul. Mickiewicza24, teł. 94 3473552. redakqkgk24@potskapress.pl. SZCZECIN, Al. Niepodległości26/U1,teLH4ffl3300.redakcjaLgs24@polskapress.pl. Dnik Polska Press Oddział Poligrafia, 85-438 Bydgoszcz, ul. Grunwaldzka 229. POLSKA PRESS GRUPA Wydawca Polska Press Sp.zo.o. ul. Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel. 22 20144 00. fax: 22 2014410 Redaktor naczelny Dorota Kania Dyrektor artystyczny Tomasz Bocheński, Biuro Prasowe: biuroprasowe@polskapress.pl, Dyrektor kolportażu Karol Wlazło, Agencja AIP kontakt@aip24.pl PB ©® - umieszczenie takich dwóch znaków przy Artykule, w szczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwośćjego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.gp24.pl/tresci i w zgodzie z postanowieniami niniejszego regulaminu. 26 • KRZYŻÓWKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 miasto z Wieżą Brani-borską klub z Zielonej Góry Z- broń palna śniegowa górka narzutka dla modnisi T miasto w Wyoming powieść Stanisława Lema na czele gminy kotew w budownictwie T lasek oliwny rzeczy na planie filmu T model Łady ukryty w sezamie grecka wyspa kszyk lub dubelt kobiety sułtana plasterki 26 sztuczne jezioro kończy modlitwę zachodzi w komórce T kwas karbolowy rączka 29 płatnik czynszu Północna w USA 16 gruba zasłona włosy związane w ogonek 37 w portfelu Brazy-lijki normy; obyczaje las lis-ciasty Roald Amundsen bruzda, rowek 17 brak karności J1 „Biały Cowieść ondona 36 wielka rzeka w Azji pionowa ściana grani podział- ki na mapach kiełbasa jak ser ma rzesze fanów cząstka żaru t wawrzyn . Skrzy-szowska, lekko-atletka województwo w Egipcie wawelski t port w Algierii t zmniejsza wartość towaru środki dopingujące żelastwo, szmelc 31 t T 19 małpa wąsko- produ-kuie mąkę Skło-dowska-Curie 10 Richard Gere lub Tom Cruise bezleśny obszar Syberii kwiatowa grządka fartuchy ochronne banał duże naczynie karta potraw rzeka jak auto —J— kuzynka wierzby 15 prawdziwek o wadzie 5 kilogramów T T wieczne miasto walka na kije bambusowe nastrojowy poeta 32 28 gliniany dzbanek pospolite v zające wodna w Solinie August III ....król Polski rozałos" T 14 słomkowy kapelusz określenie psa myśliwskiego grecki Mars sposób postępowania T T siekierka 13 polska fabryka rowerów broń ułana 22 w prenumeracie z Tele Magazynem C 94 3401114 Notre Dame wiraż na drodze T wynik dodawania ocenia zawodowo, rzeczoznawca t~ 27 sielanka, idylla część maronami T 20 opłacone oklaski waluta Kuby pracownik obsługujący wagę krwisty befsztyk informacje na dysku Demarczyk I Artur Oppman model Skody rodzaj haftu z dziurecz' kami futerał na kolię biały w antykwa' riacie osłona od deszczu lub słońca jesienny miesiąc . np, domino iguana wonna żywica ssak morski drugi Elan razu krótki film z muzyką 25 ruchome schody paragon cicha brzegi rwie kieruje koparką —r~ 23 modlitwa w islamie kon nen ty-nt rowy osu szające zajmuje się koordynacją i prowadzeniem szkolenia 34 wstążki zamiast orderów t t król w dramacie Jar-ry'ego 30 atrybut furmana 35 ciągnie wilka do lasu tajniki sztuki lub zawodu arecka litera domek dział-kowicza t urząd ministra 21 sąsiadka Polki T scena klauna 18 Chaczaturian kolejność kolce przy butach taternika głaz narzutowy 33 12 krople na liściach wieczorowy strój męski otula szyję grecki bóg miłości wybitny mówca pętla kowboja T kosmita z serialu narząd z tęczówką potrawa mięsna T kraj z Limą żółty Dtaszek wyjeżdża z garażu karty do wróżby T dawna golarnia 11 UW pouch ssak z bródką roślina jak imię męskie karciana pani cenna z jesiotra dyscy-plina; karność 24 powoź konny 2 3 4 I 5 6 7 8 9 10 | 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 - 29 30 31 32 33 34 35 36 37 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 37 utworzą rozwiązanie - przysłowie ludowe. X3iVX AOZW VH0AdVN X3lVld IM13IM VN Z0ZS30 :3INVZVlMZOa 37 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 37 utworzą rozwiązanie - przysłowie ludowe. X3iVX AOZW VH0AdVN X3lVld IM13IM VN Z0ZS30 :3INVZVlMZOa Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 SPORT • 27 PIŁKA NOŻNA KOLEJNY BARDZO ZŁY WYSTĘP KAPITANA REPREZENTACJI POLSKI W LIDZE HISZPAŃSKIEJ Robert Lewandowski bez formy Filip Bares, Piotr Rzepecki redakcja@polskapress.pl PIŁKA NOŻNA. FC Barcelona została rozbita przez Real Madryt aż 0:4 na Camp Nou w rewanżowym meczu półfinału Pucharu Króla. Kolejne słabe spotkanie rozegrał kapitan reprezentacji Polski Robert Lewandowski. Snajper Dumy Katalonii musiał oglądać, jak Karim Ben-zema kompletuje hat-tricka, podczas gdy sam nie mógł zrobić nic. Słabsza forma polskiego snajpera trwa od restartu ligowego po mistrzostwach świata w Katarze. Lewandowski - podobnie jak jego koledzy - wyglądał w pucharowym El Clasico bardzo blado. Do jedynej dogodnej sytuacji kapitan reprezentacji Polski doszedł w pierwszej połowie. Oddał słaby strzał, który nie mógł zagrozić bramkarzowi rywali. Minutę później „Królewscy" wyprowadzili kontratak, po którym objęli prowadzenie. Od tego W starciach z Realem Madryt Polak nie trafił jeszcze do siatki. Dziennikarze zajmujący się rozgrywkami na Półwyspie Iberyjskim są dla Lewandowskiego bezwględni momentu piłkarze Barcy byli tylko tłem dla fantastycznie grających piłkarzy z Madrytu. Bezwzględni w ocenie Lewego i spółki byli dziennikarze zajmujący się rozgrywkami na Półwyspie Iberyjskim. Nie ulega wątpliwości, że kibice Barcy będą chcieli o tym meczu jak najszybciej zapomnieć. Teraz jedynymi rozgrywkami, w których będzie rywalizować drużyna Xa-viego, pozostaje La Liga, w której Barca uzbierała aż 12 punktów przewagi nad Realem Madryt. W tym sezonie „Duma Katalonii" już sięgnęła po Super- puchar, a więc jest szansa na umieszczenie drugiego trofeum w gablocie, ale... Runda jesienna w słonecznej Hiszpanii wyglądała jeszcze bardzo dobrze w wykonaniu Lewandowskiego. 34-la-tek po 12. kolejkach La Liga miał aż 13 trafień - po 2000 roku tylko Cristiano Ronaldo (3) i Leo Messi (2) zaliczyli lepszy start sezonu niż on. Od tej pory narracja się jednak diametralnie zmieniła. Po zakończonych mistrzostwach świata w Katarze, Lewandowski wystąpił łącznie w 18 spotkaniach (16 dla klubu i 2 dla kadry). Dziewięć z nich było w La Liga i w aż sześciu z nich Polak nie trafił do siatki. Łącznie zdobył tylko cztery gole w lidze, a dwa z nich padły przeciwko Elche (4:1). Nie lepiej sytuacja wygląda w rozgrywkach pucharowych. W Pucharze Króla Lewandowski wystąpił 3-krotnie w 2023 roku i strzelił dwa gole. Statystyka nie najgorsza, ale kontekst także ma znaczenie, bo obie padły w starciu z AD Cueta, drużyną z trzeciej ligi hiszpańskiej. W starciach z Realem So-ciedad i Realem Madryt Polak nie trafił do siatki. Co gorsza, Barcelona wygrała El Clasico, w którym Robert nie wystąpił. W Lidze Europy Lewandowski wystąpił w dwóch spotkaniach przeciwko Manchesterowi United i raz wpisał się na listę strzelców, ale to nie wystarczyło i Barcelona odpadła z kolejnych europejskich rozgrywek w tym sezonie. Jedynym pozytywem pozostaje Superpuchar Hiszpanii, w którym Lewy rozegrał 2 mecze i strzelił 2 gole. Po przerwie zimowej Lewandowski wystąpił łącznie w 18 spotkaniach, w których strzelił 9 bramek. Jak na napastnika pretendującego do miana najlepszego na świecie, jednocześnie grając dla takiej potęgi, jaką jest FC Barcelona, jest to co najwyżej przeciętny wynik. Największym problemem Lewandowskiego pozostaje jednak jego jednowymiaro-wość, bo jeśli do siatki nie trafia, to nie ma z niego większego pożytku. Widzieliśmy to w tym sezonie w Lidze Mistrzów, w Lidze Europy, w Pucharze Króla, a także w meczach reprezentacji Polski. Na szczęście Barcelona pewnie prowadzi w tabeli La Liga, więc sezon także dla Roberta nie będzie stracony. Frączczak wygrał, czwartoligowiec na drugim Maurycy Brzykcy sport@gs24.pl PIŁKA NOŻNA. Adam Fiącz-czak z Kotwicy Kołobrzeg został zwycięzcą marcowego rankingu „Piłkarskie Orły". Wystarczyło do tego strzelenie trzech bramek. „Piłkarskie Orły" to kontynuacja porównywania i klasyfikowania najskuteczniejszych strzelców w najwyższych polskich ligach, którą zapoczątkowaliśmy w poprzednim roku kalendarzowym. Celem jest wyłonienie oraz nagrodzenie najlepszych strzelców piłkarskich w kategorii męskiej i kobiecej, biorąc pod uwagę sumę goli zdobytych przez zawodników/zawodniczki klubów piłkarskich biorących udział w krajowych, zawodowych rozgrywkach ligowych na poziomie: ekstra- klasy/ekstraligi, I, III III, IV ligi oraz w Pucharze Polski a także bramek zdobytych w europejskich pucharach. W roku 2023 rozszerzyliśmy grono klasyfikowanych goleadorów o tych występujących w IV lidze. Dla przypomnienia podajemy zatem współczynniki, przez które mnożymy gole przyznając miejsca w naszym rankingu: dla ekstraklasy/ekstraligi - wynosi 2; dla I ligi -1,75; dla II ligi -1,5; dla III ligi -1; dla IV ligi -0,625; dla Pucharu Polski - 2; dla Europejskich Pucharów - 2,5. Znamy już dwóch laureatów tegorocznego rankingu. Obaj zawodnicy są wielkimi postaciami Pogoni Szczecin. W lutym najlepszy był Kamil Gro-sicki, który jest głównym motorem napędowym aktualnego zespołu Portowców. Ż kolei w marcu w naszym rankingu najwyższej sklasyfikowany został Adam Frączczak z Kotwicy Ranking Strat*2ic£r)y PUNKTY ŁĄCZNIE ZAWODNIK ADRIAN CYBULA BAŁTYK KOSZALIN KONRAD PRAWUCKI BŁĘKITNI STARGARD KOTWICA KOŁOBRZEG WIKTOR SAWICKI WYBRZEZE REWALSKIE REWAL V1NETA WOLIN ADAM NAGÓRSKI KACPER ŁUKASIAK POGOŃ II SZCZUCIN KACPER ZABORSKI POGOŃ II SZCZECIN Mamy ostateczne potwierdzenie - Adam Frączczak zwycięzcą marcowego rankingu Kołobrzeg, który w Szczecinie spędził dekadę, grając w grana-towo-bordowych barwach. Frączczak do zwycięstwa w marcu potrzebował zaledwie trzech goli. Zdobył je podczas drugoligowego spotkania z Lechem II Poznań. To był hat-trick na miarę zwycięstwa w lidze oraz w naszym rankingu. Na drugim miejscu w marcu sklasyfikowany został Adrian Cybula z czwartoligowego Bałtyku Koszalin. Strzelił on w marcu pięć goli, ale wyższy współczynnik ma III liga i zestawienie wygrał Frączczak (4,50 pkt). Cybula zanotował 3,125 pkt. Podium zamykają Konrad Prawucła z trzecioligo-wych Błękitnych Stargard oraz Paweł Łysiak z drugoligowej Kotwicy Kołobrzeg. Obaj łącznie w marcu zgromadzili po 3 punkty, choć Prawucki strzelił o jedną bramkę więcej. ©® Patronat Honorowy Partner Strategiczny Partner Merytoryczny Patronat Medialny Ministerstwo W1IS Sportu i Turystyki -----— PZPN TYP SPORT iTIVI 28 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 7.04.2023 PIŁKA NOŻNA KOSZYKÓWKA SPORT www.sportowy24.pl Dwie wygranych młodych kadr Reprezentacje Pomorskiego Związku Piłki Nożnej zmierzyły się w Prabutach w meczach sparingowych z rówieśnikami z Warmińsko-Mazurskiego ZPN. Zespół rocznika 2011 rozbił rywali 6:0, a jedną z bramek zdobył Marcel Szyszło z ULKS U-2 Bytów. W spotkaniu zespołów z rocznika 2009 padło aż 10 goli. Tu także lepsza była kadra Pomorskiego ZPN, zwyciężając 7:3. Gak) Kadeci bez awansu Zespół Energa Frages Słupsk nie zdołał awansować do półfinałów mistrzostw Polski U15. Podczas turnieju w Kielcach słupscy kadeci doznali porażek z gospodarzami, AZS UJK Kielce 61:78 i z AZS UW-MBA Warszawa 61:71 oraz pokonali Start Lublin 96:76. Wyniki te dały im trzecie miejsce w grupie. Awans do półfinałów wywalczyli koszykarze z Kielc i Warszawy, flak) Biegowe powitanie wiosny w Smołdzinie Z udziałem 50 osób odbyły się piąty Bieg Charytatywny i Marsz Nordic Walking na Powitanie Wiosny w Gminie Smołdzino. Rywalizacja biegaczy prowadzona była na dwóch dystansach - u i 5 kilometrów. Na dłuższym najlepiej spisał się Łukasz Karasiewicz ze Szczecin, który zwyciężył ze wyraźną przewagą nad rywalami. Na mecie zmierzono mu czas 49 minut i 5 sekund. Drugi był Jacek Gierlach (Stopa Słupsk) z wynikiem 51.14 min, a trzeci Marcin Kamiński (ZSP Smołdzinio) - 51.26. W klasyfikacji kobiet zwyciężyła szósta na mecie open Marta Krzyża-nek (Gardna Wielka). Jej wynik to 55-57min. Na miejscach 9. i 10. finiszowały dwie kolejne panie, Monika Kamińska (Słupsk, 56.59) i Aleksandra Wielgus (Spontan Potęgowo, 1:02.43 godz.). Dystans 5 km najszybciej (19.09 min) pokonał Wojciech Osiński ze Słupsk. Jako drugi minął metę Andrzej Gajewski z Damnicy (Stopa Słupsk, 21.33 min), a trzeci Łukasz Wielgat z Pieńkowa (KB Bryza Postomino, 22.06). Pierwszą z kobiet była Sylwia Okrój (Spontan Potęgowo, 30.07), a kolejne miejsca zajęły Ola Szpilarewicz (Smoło-dzino, 34.00) i Hanna Markiewicz (Wierzchocino, 37.25). W marszu nordic walking na 5 km równych sobie nie miał Piotr Brzozowski ze Sławna (Aktywni Postomino). Kolejne miejsca zajęli Monika Knitter (Polanów)! Wioletta Rodziewicz (Ustka), (jak) Przedświąteczne granie Michał Piątkowski michal.piatkowski@polskapress.pl KOSZYKÓWKA. W Wielką Sobotę koszykarze Grupy Sier-lecckich Czarnych rozegrają kolejny ligowy mecz. Tym razem ich przeciwnikiem będzie MKS Dąbrowa Górnicza. Po ostatniej porażce w Toruniu - dla słupskiej ekipy każdy mecz jest tym o cztery punkty. Ewentualna przegrana słupsz-czan, przy jednoczesnym zwycięstwie Anwilu Włocławek, spycha drużynę ze Słupska na 9 miejsce w tabeli Energa Basket Ligi. Miejsce, które nie daje gwarancji udziału w najważniejszej fazie sezonu, fazie play-off. Zespół z Dąbrowy Górniczej w tym sezonie zakończył już Zgłoś szkołę do Drużyny Energii! - - 0010786654 Zapisy 21 kwietnia! Dla 100 szkół gwarantowane zestawy markowych strojów sportowych ^ Energa | gbupaeusi Więcej o projekcie na DruzynaEnergtt.pl Trener Mantas Cesnauskisa stoi przed trudnym zadaniem, jego zespół nie może przegrać do końca sezonu praktycznie poważne granie. Zawodnicy Jacka Winnickiego są wbezpiecznej pozycji względem dołu tabeli i nie grozi im spadek. Mają jednak zbyt słaby bilans, aby myśleć o grze w play-off. Ma to jednak swoje plusy. Dąbrowianie grają bez żadnej presji, co szczególnie na tak gorących terenach jak ten w Słupsku może okazać się dla nich dodatkowym atutem. Słupscy kibice powinni zwrócić uwagę na rzucającego MKS -Gerrego Blakesa, który w marcowym meczu przeciwko Legii, zanotował rekordowe w tym sezonie - 51 zdobytych punktów! W pierwszym meczu między dwoma zespołami - lepsi okazali się zawodnicy z województwa śląskiego, którzy po dogrywce pokonali Czarnych 95:94. Początek meczu już w sobotę - 8 kwietnia w Słupsku o godzinie 19. Transmisja ze spotkania na platformie internetowej - EMOCJE.TV. W zaległym meczu z 20. kolejki, Trefl Sopot pokonał Tau-ron GTK Gliwice 98:79 (26:23, 24:21,27:18,21:17). Zwycięski zespół awansował na trzecie miejsce w tabeli, z dorobkiem 42 punktów. Bytovia, Gryf i Pogoń zwyciężyły w środę PIŁKA NOŻNA. Pomorska IV liga rozgrywała w środę 25. serię spotkań. Wysokie zwycięstwa odniosły trzy zespoły z regionu słupskiego. Pogoń Lębork zrobiła duży krok w kierunku utrzymania, pokonując na wyjeździe 3:1 (1:0) czwartą w tabeli Spartę Syce-wice. Do przerwy goście prowadzili po wolnym Dawida Patel-czyka. Na domiar złego dla Sparty, w36. minucie straciła Michała Michalaka (druga żółta kartka). Po zmianie stron na 2:0 podwyższył Michał Kowalkowski, strzałemzponad20 m. W 83. min gospodarze zdobyli gola kontaktowego (Michał Pietrykowski). Końcówka była gorąca. W doliczonym czasie wynik na 3:1 ustalił Damian Formela. Były też dwie czerwone kartki, dla Konrada Kiełczykowskiego (Sparta) i Marcina Wiśniewskiego (Pogoń). Walczący o utrzymanie Gryf Słupsk nie miał litości dla ostatniego Jantara Ustka. Goście zwyciężyli aż 6:1, a okazałym łupem bramko wym podzielili się Patryk Dąbrowski (2), Dawid Więckowski, Tomasz Piekarski, Aleks Hendyrk i Bartosz Stankiewicz. Ostre strzelanie na swoim boisku urządziła sobie także Byto-via Bytów. W meczu drużyn ze strefy spadkowej, rozbiła Boro- wiaka Czersk 5:0. Gospodarze już po 45. minutach mogli być spokojni o wynik. Czarne Wilki prowadziły 4:0, po golach Adama Grossa (2), Kacpra Bą-kowskiego i Filipa Mirończuka. Po zmianie stron piątego gola dorzucił Wołodymyr Kajdrowycz. 25. kolejka: Jantar - Gryf 1:6 (0:3), 0:1 Więckowski (10.), 0:2 Piekarski (38.), 0:3 i 0:4 Dąbrowski (40. i 59.), 0:5 Hendryk (75.), 1:5 Odelski (79.), 1:6 Stankiewicz (90.); Sparta - Pogoń 1:3 (0:1), 0:1 Patelczyk (25.), 0:2 Kowalkowski (66.), 1:2 Pietrykowski (83.), 1:3 Formela (90+3); Byto-via - Borowiak 5:0 (4:0), 1:0 Bąkowski (13.), 2:0 i 3:0 Gross (21. i 33), 4:0 Mirończuk (45.), 5:0 Kajdrowycz (64.),- Wikęd - AS Kolbudy 3:0, Arka II - GKS Kowale 2:1, Czarni - MKS Władysławowo 2:2, Jaguar - Powiśle 1:2, Grom - Pomezania 0:5. Mecze Anioły - Gryf i Chojniczanka II - Wierzyca przełożono na 8 bm. (sobota) o godz. 12.00. I.Wikęd Luzino 25 64 76-22 19.Wierzyca Pelplin 24 16 32-52 20.Jantar Ustka 25 5 19-95 W środę rozegrano także trzy mecze 23. kolejki słupskiej okrę-gówki. Leśnik Cewice przegrał z Pomorzem Potęgowo 0:3, Ka-szubia Studzienice rozbiła 4:0 GTS Czarna Dąbrówka, a KS Włynkówko uległ Piastowi Człuchów 1:3. Dokończenie kolejki nastąpi w sobotę (8bm.). Terminarz: Myśliwiec Tuchomie - Skotawia Dębnica Kaszubska (godz. 12.00), Dolina Gałąźnia Wielka -Brda Przechlewo (12.00), Garbarnia Kępice - Start Miastko (15.OO), MKS Debrzno - Czarni Czarne (15.OO), Unison Machowino -Gryf D Słupsk (16.OO). Tabela: 1.MKS Debrzno 20 44 73-46 2.Pomezania Malbork 25 55 70-26 2.Sokół Wyczechy 21 43 74-33 3.Chojniczanka II Chojnice 24 52 54-25 3.Start Miastko 21 43 55-29 4.Sparta Sycewice 25 48 47-36 4.Myśliwiec Tuchomie 21 39 49-30 5.Grom Nowy Staw 24 46 53-20 5.Kaszubia Studzienice 21 39 48-32 6. Anioły Garczegorze 23 43 60-38 6.Gryf II Słupsk 19 38 66-27 7.Gryf Wejherowo 23 43 49-34 7.Piast Człuchów 21 38 52-30 8.Arka II Gdynia 24 39 60-42 8.Dolina Gałąźnia Wielka 19 37 43-23 9Jaguar Gdańsk 25 37 42-31 9.Pomorze Potęgowo 22 37 65-60 lO.Czarni Pruszcz Gdański 24 36 42-42 lO.Garbarnia Kępice 20 33 43-30 11..MKS Władysławowo 25 31 41-57 ll.Unison Machowino 20 21 28-47 12.GKS Kowale 23 29 31-46 12.Skotawia Dębnica Kasz. 19 20 27-28 D.Pogoń Lębork 24 29 26-43 B.Czarni Czarne 20 16 25-47 M.Powiśle Dzierzgoń 24 27 34-50 14.KS Włynkówko 21 14 25-67 15.Gryf Słupsk 25 26 38-51 15.Leśnik Cewice 20 13 23-58 16.AS Kolbudy 23 24 28-38 16.Brda Przechlewo 19 12 31-70 17.Bytovia Bytów 24 21 32-46 17.GTS Czarna Dąbrówka 22 9 26-96 18.Borowiak Czersk 25 16 22-62 (jak)