MAGAZYN razem z dodatkami 80. rocznica powstania w Getcie Warszawskim. Śmierć była jedynym wyjściem • Nie tylko świece. Na czym polega charytatywna działalność Caritas Polska. Rozmowa z jej dyrektorem PLUS TELEMAGAZYN z programem TV fi. Rozmowa. Zmiany na rynku pracy wciąż postępują. Jedno się nie zmienia: wciąż liczą się benefity str. 2 Piątek 14.04.2023 Nr 87 (4939) Nakład: 14.355 egz. Słupsk. Jezus wrócił na Pomnik oyi . Powstańców www.gp24.pl Cena 4,90 zł (w tym 8% VAT) WarSZaWSkicłl Stf. 3 Słupsk. Operacja w iście japońskim stylu. Lekarze zyskali nową sprawność, by leczyć mężczyzn str. 4 Nr ISSN 0137-9526 Nrindeksu 348-570 9 770137 952053 SPORT SŁUPSK KULTYWUJE BOKSERSKIE TRADYCJE. Z POWODZENIEM Śladami Michalczewskiego Gala Białych Kołnierzyków. Chociaż zawody były amatorskie, to ciosy otrzymywane bolały jak zawodowców tygodnik regionów - str. 14-15 Nosił wilk razy kilka i w mieście widziano wilka tygodnik regionów - str. 16 fo GEnIUSZ) , m Potrafił narysować rzeczywistość dowcipniej szą tygodnik regionów - str. 18 Proces jak kapiszon. Oskarżony szczeciński biznesmen wygrał przed sądem tygodnik regionów - str. 12 SOENA JiszĄpA — v»w*w6cenar»la*.p>. — MACNIFIKA 17 kwietnia 18:00 Słupsk Polska Filharmonia Sinfonia Baltica ul. Jana Pawła II 3 bilety do nabycia: Agolame Słupsk ul. Wojska Polskiego 1 , , lei.: 798 869 bilecik^ B mi Organizator: MEDIA KULTURA 1% SŁUPSK Partner główny PROPACTA Ubezpieczenia Patronat 2 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ SOBOTA •„Rój" - psychologiczny dramat z akcją na Pomorzu PONIEDZIAŁEK $ Sportowy24: Mnóstwo piłki nożnej i innych sportów WTOREK • Strefa biznesu: O tym co słychać w gospodarce ŚRODA •Strona Zdrowia: Objawy, które świadczą o boreliozie CZWARTEK • Pod paragrafem: Oto on: najsłynniejszy złodziej PRL-u PIĄTEK • Puls i Tygodnik Regionów: Teksty ze znakiem jakości ZAMÓW PRENUMERATĘ: teł. 94 3401114, mail prenumerata.gdp@polskapress.pl, na stronie prenumerata.gp24.pl Pracownicy domagają się korzyści. Firmy płaczą, ale płacą lub dają Bogna Skarul Rozmowa Z Anną Kornacką ze Związku Pracodawców Pomorza Zachodniego. Czy nadal, także w 2023 roku, zachodniopomorskim pracodawcom brakuje rąk do pracy? Nadal jestto problem, choć nie tak duży jak jeszcze przed pandemią. Poza tym sytuacja makroekonomiczna widoczna jest także w skali mikro, w skali naszego regionu, więc nie ma aż tak wielkiego już popytu na pracowników. Przestajemy już mówić o rynku pracownika. Natomiast potrzeby nalu-dzi do pracy nadal są. Przecież firmy się rozwijają, zmieniają, działają. To jest jasne, że potrzebują ludzi. Jakich pracowników rynek pracy teraz poszukuje? Niezmiennie logistyków; do wszystkich branż usługowych; oczywiście IT; branża medyczna - to nowy trend zauważalny na rynku nie tylko polskim, ale też niemieckim; branża edukacyjna - raczej sektor prywatny, rozpoczyna się przepływ wykształconych ludzi z branży edukacyjnej z sektora państwowego do prywatnego. W naszym regionie szczególnie potrzebuje ludzi branża turystyczna, gastronomiczna. A to warte podkreślenia, bo właśnie te branże w pandemii sporo ucierpiały i zamykały się, zwalniały. Teraz potrzebują ludzi, a to świadczy o tym, że gastronomia i turystyka się odradza. To ciekawe, bo właśnie branża turystyczna i gastronomiczna ostatnio dość wyraźnie mówią, że boją się nadchodzącego sezonu wakacyjnego. Może powiem coś niepopularnego, ale to, jak postrzegana jest branża, zależy od punktu odniesienia. Te branże najczęściej odnoszą się przede wszystkim do okresu wielkiej prosperity, do okresu dobrobytu. W międzyczasie mieliśmy pandemię i wybuchła wojna na Ukrainie. Rynki się rozchwiały. Oczywiście, nie jest w gastronomii i turystyce tak jak przed pandemią, ale na- Anna Kornacka: - Opieka medyczna, ale nie dla pracowników, dla zwierząt - oto zachodnie benefity dal ludzie jeżdżą na wakacje, nadal jedzą w knajpach. Może w tym sezonie już nie kupią nad morzem dwóch gofrów, a tylko jeden. Ale kupią, będą korzystać. Ten proces powrotu do wypoczynku można cały czas obserwować. Nad morzem pełno jest turystów w weekendy, bo oni potrzebują wytchnienia, spędzenia inaczej czasu, a nie tylko w domu. Na targach pracy widać, że nadal pracownikówposzukuje branża IT. Z kolei coraz głośniej jest o zwolnieniach pracowników właśnie tej branży i to na całym świecie, szczególnie wUSAiNiemczech. Jednak w Polsce ci pracownicy nadal są poszukiwani. To ciekawe, bo z kolei wieści z rynku mówią, że teraz często firmy, które zamawiały usługi związane z IT, muszą ciąć swoje budżety. Tak, ale z kolei pojawiają się nowe, wręcz rewolucyjne obszary związane z branżą. Powstają nowe zawody, nowe możliwości, nowe produkty. Takim przykładem jest sztuczna inteligencja. Coraz mocniej wchodząca w nasze życie sztuczna inteligencja to zupełnie nowe wyzwania. Pojawiają się więc nowe potrzeby, nowe specjalizacje. To dlaczego na Zachodzie ludzie z branży IT są zwalniani zpracy, a u nas ich brakuje? To wynika z oferty edukacyjnej . W Polsce szwankuje edukacja informatyczna. Na Za- chodzie jest pełno kursów, szkół, studiów, gdzie można się dokształcać. Stąd spora liczba ludzi o odpowiednich kwalifikacjach i umiejętnościach, którzy konkurują na rynku pracy. Tymczasem w Polsce pracodawcy najczęściej muszą sobie radzić sami, czyli sami szkolą swoich pracowników. A jakiej pracy szukają pracownicy? Dobrej, bezpiecznej, dobrze płatnej, spokojnej. Trochę się z tego śmieję, bo każdy pracownik chciałby mieć idealną pracę, ale dla każdego to coś innego oznacza. Niemniej w Polsce trend związany z roszcze-niowością pracowników jeszcze nie wygasł. A co to znaczy roszczeniowość pracowników? Roszczeniowość rozumiana jako oczekiwania niewspółmierne do kwalifikaq'i i doświadczenia. To wygodne dla takich osób godziny pracy, dobra pensja, ścieżka podnoszenia kwalifikacji, benefity... Nadal obowiązują benefity? Przecież wiele firm musi oszczędzać. Kiedyś benefity były motywa-torami. Niestety, w tej chwili benefity już nie są motywato-rami, to raczej czynniki higieny. Benefit stał się czymś absolutnie normalnym wręcz obowiązkowym. Co teraz jest taką korzyścią? Na przykład wynajęcie mieszkania czy pokoju na pracę zdalną dla pracownika, bo nie każdy ma warunki, aby tę pracę zdalną wykonywać w domu. To też szkolenia, dofinansowanie studiów, doktoratów. A jakie benefity obowiązują na Zachodzie, a w Polsce jeszcze nie? To choćby opieka medyczna, ale nie dla pracowników czy ich rodzin, a dla zwierząt -psów, kotów. To wizyty u kosmetyczki, fryzjera. Takie „umilacze" czasu wolnego. Czy mówi się teraz o czterodniowym tygodniu pracy? Czy jest tobenefitem? Oczywiście, mówi się sporo, ale to jest trudna rozmowa. I to z kilku powodów. Po pierwsze nie ma jeszcze w Polsce uregulowań prawnych, a po drugie wszyscy się zastanawiają, jak nie przeciążać pracowników przez te cztery dni, bo przecież pracy im nie ubędzie. A to pociąga ogromne zmiany. Poza tym jeszcze dochodzi do tego nasza, polska mentalność. Od razu podam przykład. Historia jest prawdziwa. Pewna firma z branży IT przeszła na czterodniowy tydzień pracy. Oczywiście z myślą, że przez trzy wolne dni, pracownicy odpoczną i z nową siłą w poniedziałek wrócą do pracy. A tu zaskoczenie. W poniedziałek przychodzili zmęczeni i niewyspani. Co się okazało? Oni przez trzy wolne dni pracowali dla innej firmy i to od świtu do nocy. Mając trzy dni wolne, uznali, że opłaca się im brać nowe zlecenia. To co z tym czterodniowym tygodniem pracy? Jestem całym sercem za zmianami. Może nie cztery dni w tygodniu, a np. sześć godzin pracy przez pięć dni. Zajmuję się neurobiologią i wiem, że osiem godzin pracy intelektualnej to mrzonki, sprzeczne z biologią. To marnowanie czasu i do tego bardzo nieeko-logiczne. Inaczej mówiąc, nieekologiczne, nieekonomiczne i nieetyczne. W tym roku na targi byli zaproszeni pracodawcy z Niemiec. Skąd ten pomysł? Z potrzeby. Okazuje się, że jak mówimy o rynku pracy, to ta granica polsko-niemiecka funkcjonuje, ale tylko administracyjnie. Firmy z Niemiec przyjechały na nasze targi również z ofertami „Mieszkaj w Szczecinie, pracuj w Niemczech". Tworzą dla naszych pracodawców konkurencję i to jest dobre. Już zresztą nie ma takiego „owczego pędu" do pracy w Niemczech. A coraz więcej firm niemieckich uczy się od nas. Chcą zatrudniać Polaków, więc pytają, jak należy zbudować dla nich ofertę pracy, co może być dla polskich pracowników atrakcyjne. ©® KALENDARIUM 14 KWIETNIA URODZILI SIĘ 216 Mani, znany także, jako Ma-nes i Manicheusz, perski myśliciel, twórca manicheizmu. Poglądy religijne Maniego łączyły wpływy różnych religii, z których najważniejszy jest związek z zoroastryzmem. Przez całe życie prowadził działalność misyjną. Jednym z bardziej znanych manichejczyków był święty Augustyn. 1915 Jan Zumbach, pilot, as myśliwski, w czasie II wojny światowej dowódca słynnego Dywizjonu 303. Podczas II wojny zestrzelił, według oficjalnych danych, 13 samolotów na pewno i kilka prawdopodobnie. Po wojnie zajmował się przemytem, był współwłaścicielem firmy lot-niczo-taksówkarskiej, która prowadziła działalność przemytniczą. Posługując się pseudonimem Johnny „Kamikaze" Brown walczył jako najemnik w Afryce. ZMARLI 1917 Ludwik Zamenhoff, lekarz, poliglota, twórca międzynarodowego języka esperanto. Był tłumaczem i wydawcą dzieł literatury światowej w stworzonym przez siebie języku. Jego marzeniem było zbliżenie do siebie ludzi różnych kultur, języków i religii. Ośmiokrotnie nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. 2021 Bernard Madoff, amerykański finansista, twórca piramidy finansowej, znanej jako Piramida Madoffa, w której poszkodowanych zostało około 13,5 tysiąca indywidualnych inwestorów i organizacji. W 2009 roku został za to skazany na karę 150 lat więzienia. ZDJĘCIE TYGODNIA Z SERCEM DO NAJMŁODSZYCH PACJENTÓW Po raz kolejny kibice pokazali, że potrafią nie tylko dopingować piłkarzy, ale że potrafią też nieść dobro. W lutym dwóch kibiców ze szczecińskiego Śródmieścia zorganizowało sprzedaż szalików-cegiełek. Zgromadzone w ten sposób pieniądze przeznaczyli na przygotowanie paczek dla dzieci z czterech szpitalnych oddziałów kliniki Świętego Mikołaja. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 WYDARZENIA Jezus wrócił na pomnik. Jako rzeźba i w napisie. Po 77 latach w końcu się udało została na lata usunięta z pomnika. Powróciła na miejsce dopiero w latach 80. XX wieku dzięki staraniom Solidarności. Jednak już bez napisu: „Jezu, ratuj, bo giniemy". Niedawno odlew oryginalnej tablicy, z napisem, zrobiony na własny koszt, wysłał do słupskiego ratusza syn autora rzeźby, Wojciech Małeta. - To wyjątkowy człowiek. Pamięta, jak jego ojciec składał ten pomnik, bo towarzyszył mu wtedy jako dziecko - mówi prezydent Słupska Krystyna Danilecka-Wojewódzka. Chcemy w jego obecności dokonać uroczystego odsłonięcia pomnika po renowacji, dzięki której stał się taki, jak w oryginale miał być. Przypomnijmy, dzięki staraniom władz miasta i wsparciu posła Piotra Mullera znalazły się pieniądze na generalny remont historycznego monumentu. Całkowity koszt zmiany betonowego pomnika na odlew z brązu wyniósł 430 tys. zł, z czego ponad 215 tys. zł przekazało ministerstwo kultury, a resztę - miasto. O MONUMENCIE Pomnik stanowi mur ceglany z otworami po kulach i o postrzępionych krawędziach. Przylega do niego cokół z napisem-. „Bohaterom Warszawy - Słupsk". Na nim jest postać poległego w walce powstańca, który w wyciągniętej wzdłuż ciała dłoni trzyma „filipinkę" (ręczny granat zaczepny produkowany w konspiracji przez Armię Krajową -przyp. red.), a drugą opiera się na tarczy z herbem stolicy - Syrenką. Nad poległym pochyla się orzeł, a u jego stóp klęczy płaczące dziecko. W środkowej części muru jest płaskorzeźba ukrzyżowanego Chrystusa na tle płonącego placu Zamkowego w Warszawie. Źródło: Slupsk.pl Kopia jest na tyle dokładna, aby uwidocznić rozmyte przez czas w betonie szczegóły. Chodziło o to, aby odlew w jak największym stopniu odzwierciedlał orygi- nalny pomnik odsłonięty 15 września 1946 r. Betonową rzeźbę powstańca i płaskorzeźbę można oglądać w Izbie Pamięci Słupsz-czan. ©© Burmistrz Miastka stosownie do art. 35 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami (Dz. U. z 2023 r„ poz. 344) informuje, że na tablicach ogłoszeń tut. urzędu oraz na stronie http:/www.bip.miastko.pl/ zamieszczone zostały na okres 21 dni wykazy nieruchomości przeznaczonych do dzierżawy: - część dz. nr 8/2 o pow. 2552 m2 i część dz. nr 56/6 o pow. 28640 m2 przy ul. Ogrodowej, część działki nr 228/6 o pow. 220 m2 przy ul. Kowalskiej oraz dwóch części działki nr 44/18 o pow. 36 m2 i 25 m2 przy ul. Dworcowej w Miastku. 0010784657 GMINY SŁUPSK Informujemy, że w ramach krajowego Programu „Czyste Powietrze" mieszkańcy Gminy Słupsk mogą skorzystać z pomocy przy składaniu wniosków o dofinansowanie wymiany kotłów stałopalnych oraz docieplenia budynku, wymiany stolarki okiennej i drzwiowej. Możliwość dofinansowania instalacji c.o opalanych biomasą (pelletem), kotły zgazowujące drewno, kotły opalane gazem i olejem, pompy ciepła, ogrzewanie elektryczne. Informacje udzielane są pod nr tel. 59 842 84 60 wew. 50 lub w pok. nr 8 Urzędu Gminy Słupsk. REKLAMA PUNKT KONSULTACYJNY KRAJOWEGO PROGRAMU Grzegorz Hilarecki Słupsk Na pierwszym w Polsce pomniku upamiętniającym powstańców warszawskich, który powstał w1946roku w Słupsku, zawisła nowa płaskorzeźba z Chrystusem na krzyżu. I napisem- „Jezu, ratuj, bo giniemy". Dokładnie taka, jaką rzeźbiarz zaprojektował od początku. A którą komuniści zdjęli w latach 60. XX wieku. Płaskorzeźba została stworzona w ostatnich dniach powstania warszawskiego - we wrześniu 1944, w pracowni warszawskiego artysty Jana Małety, twórcy całego słupskiego pomnika. W formie betonowej zawisła nad postacią powstańca dwa lata później. Pierwotnie miał to być odlew z brązu, jak i cały monument, ale w tamtych czasach nie było na to ani pieniędzy, ani metalu potrzebnego do odbudowy zniszczonych wojną miast. Oryginalną betonową tablicę w latach 60. XX w., za rzą- ■ irnmmmil .-ytittwr aMh m3ś .V r- * Po renowacji betonową rzeźbę powstańca i tablicę z Chrystusem zastąpiły odlewy z brązu dów Gomułki, ukradli „nieznani" sprawcy. Było to w czasach, gdy komunistyczne władze walczyły z kościołem i krzyże „ginęły" w niewyja- śnionych okolicznościach w całym kraju. W Słupsku sprawcy mieli jednak sumienie. Podrzucili płaskorzeźbę pod muzeum. Pod pretekstem remontu 4 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 Chirurdzy operowali po japońsku. Po raz pierwszy w Polsce Magdalena Olechnowicz Zdrowie Dwanaście godzin trwał zabieg chirurgii obrzęku chłonnego męskich narządów płciowych autorską metodą doktora Takumi Yamamoto z Tokio. Taki zabieg dotychczas wykonywany był tylko w Kraju Kwitnącej Wiśni. W środę, 12 kwietnia, w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Słupsku rozpoczęły się dwudniowe Pomorskie Warsztaty Chirurgii Obrzęku Chłonnego i Chirurgii Płatowej. Brało w nich udział 15 specjalistów chirurgii onkologicznej, plastycznej i rekonstrukcji z największych medycznych ośrodków w Polsce. Inicjatorem wydarzenia jest dr n. med. Daniel Maliszewski, chirurg ze słupskiego szpitala. - To dzięki współpracy i pomocy merytorycznej dr. Takumi Yamamoto z National Center for Global Health and Medicine w Tokio, w 2019 roku rozpoczęliśmy w Słupsku program diagnostyki leczenia obrzęku chłonnego -najpierw w zakresie kończyn górnych i dolnych, a obecnie Zespół chirurgów, pod kierunkiem dr. Yamamoto, przy wykorzystaniu jego autorskiej metody, przeprowadził zabieg z zakresu obrzęku chłonnego męskich narządów płciowych w kierunku obrzęku twarzy i narządów płciowych - mówi dr Maliszewski. W ramach warsztatów zespół chirurgów, pod kierunkiem dr. Yamamoto, przy wykorzystaniu jego autorskiej metody, przeprowadził zabieg z zakresu obrzęku chłonnego męskich narządów płciowych, który powstał po leczeniu raka prostaty u 53-letniego mężczyzny. - Zabieg jest wykonywany w obszarze moszny, a więc w newralgicznym miejscu dla mężczyzny, i to w tej operacji jest najtrudniejsze. Zastoso- wana metoda wymaga radykalnych działań, by zmniejszyć ryzyko nawrotu obrzęku chłonnego, a jednocześnie należy zachować pewne naczynia, struktury kluczowe, które umożliwią rekonstrukcję -wyjaśnia dr Maliszewski. Co ważne, słupski szpital jest pierwszą w kraju placówką, w której wykonano tak skomplikowany zabieg. - Do tej pory ta metoda nie była w Polsce stosowana. Obecnie, gdy w obrzęku chłonnym występuje właściwie kalectwo w związku z powiększeniem moszny, nic się pacjentowi nie proponuje albo czasami wykonuje się resekcje częściowe. Wówczas jednak obrzęk wraca. Tutaj nie dość, że jest cała skóra usunięta, to jednocześnie jest zrekonstruowany płat, przeniesiony z nowymi działającymi drogami chłonnymi, więc ryzyko powrotu obrzęku jest minimalne - tłumaczy innowacyjność tej metody dr Maliszewski. Operowany mężczyzna będzie mógł opuścić szpital w ciągu tygodnia. Zabieg zdecydowanie poprawi jakość jego życia. Najważniejsze: zahamować napływ zboża z Ukrainy Bogna Skarul Region V Już ponad 20 dni trwa protest rolników zachodniopomorskich przed urzędem wojewódzkim w stolicy regionu. W Gdańsku protestowała wczoraj ponad setka rolników z pomorskiego. Czy uspokoiły ich słowa ministra rolnictwa Roberta Te-lusa. który spotkał się z manifestującymiw Szczecinie? Rolnicy protestują nie tylko w Szczecinie i w Gdańsku, gdzie przed bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej wczoraj po raz pierwszy zgromadzili się rolnicy z Żuław, Powiśla, Kaszub i Kociewia - około 100 osób. Protest rolniczy odbywa siętakże przytorachko-lejowych biegnących z Ukrainy, wHrubieszowie. I ci z zachodniopomorskiego, i pomorskiego oraz ci na wschodzie Polski protestują, bo uważają, że polskie rodzinne gospodarstwa rolne są w fatalnym stanie. - Do tego przede wszystkim przyczynił się niekontrolowany napływ zboża z Ukrainy - tłumaczą rolnicy w Szczecinie. - To ostrzeżenie. Jeśli nic się nie zmieni, będziemy blokować drogi - ostrzegająrolnicy z Gdańska. I wyjaśniają, że nadwyżka tańszego zboża z zaatakowanej przez Rosję Ukrainy, która w założeniu miała przez Polskę przejeżdżać tranzytem (z polskich portówmiałabyć eksportowana) przyczynia się do obniżenia cen w skupach. Dlatego wszyscy żądają zatrzymania napływu zboża z Ukrainy. - To jest warunek podstawowy - podkreśla Stanisław Bama, jeden z organizatorów protestu w Szczecinie. - Bo inaczej to nie ma sensu. Bo jak nie będzie blokady, to my będziemy się starać to zboże z Polski jakoś wywieźć, a ono i tak będzie do nas napływało przez granicę z Ukrainy. - Należy zakazać importu zbożazUkrainy,bezpośredniego, tylko na zasadach tranzytu. Nawet narażając się Brukseli - mówił w Gdańsku Rafał Mładano-wicz, współorganizator manifestacji, rolnik, działacz Pomorskiej Izby Rolniczej, do niedawna peł-nomocnikministrarolnictwads. rozwoju współpracy z Ukrainą. Co dalej? - Rozmowy, jakie w czwartek rano prowadziłem w szczeciń-sko-świnoujsłam porcie napawają mnie optymizmem - tonowa! rolnicze nastroje, będąc w czwartek w Szczecinie, minister rolnictwa Robert Tełus.-Wy- chodzi na to, że uda nam się wyeksportować przez szczeciński port 300-350 ton zbóż miesięcznie. To daje około miliona ton zbóż do czerwca. Ajeszcze pozostają inne porty - w Gdańsku, Gdyni. Będę wkrótce na ten temat rozmawiał w Gdańsku. Jestem też na piątek umówiony z ministrem rolnictwa z Ukrainy i wspólnie mamy podjąć pewne decyzje wtej sprawie. Jakie? Tego minister nie zdradził. Mówił, że najpierw chce „dopiąć tę sprawę" i obiecał: - Postawiłem przed sobą jeden cel: do kolejnych żniw z Polski musimy wywieźć trzy, cztery miliony ton zboża. Bo mi chodzi o to, aby rolnicy mieli gdzie składować zboża z tegorocznych żniw. Ale rolnicy, także ci z pomorskiego, skarżą się też na wysoką cenę nawozów, która sprawia, że koszty produkcji zbóż rosną. A ceny płodów rolnych w skupach pozostają na dotychczasowym poziomie lub spadają. - To na rolnikach najmocniej odbija się inflacja. Cały nasz sektor opiera się na kredytowaniu produkcji, zasiewów, kupnie maszyn. Raty wzrosły bardzo mocno, zaczynamy padać - płynęło wczoraj z Gdańska w stronę Szczecina. W pomorskim protestujący mówili też o napływie z Ukrainy drobiu czy przetworów mlecznych. To, ich zdaniem, ko- lejny element pogłębiający kryzys polskiego rolnictwa. A w Szczecinie Robert Telus wyjaśniał: - Ja wiem, że zaraz powiecie, że wszyscy tłumaczą tak samo, ale chcę przypomnieć, że żyjemy w czasie wojny. Tam na Ukrainie jest wojna militarna, ale ta wojna jest teraz w całej Europie, to wojna gospodarcza -stwierdził. - Ceny paliw szybowały, ceny nawozów też. Gdy ceny paliw poszły w dół, nawozy też potaniały. Minister zaapelował o pomoc do rolników. - Pewnie się zastanawiacie: „Przyjechałi obiecuje". Nie! Od samego początku pokazuję, że dia mnie to ważne. Bo tak jak wy jestem rolnikiem. W tej chwili mamy wojnę, mamy przepływy zboża, ale nie tylko zboża, bo zboże to taki symbol, ale mamy przepływy produktów rolnych z Ukrainy. Ale będziemy o tym rozmawiać, będziemy wspólnie rozwiązywać te problemy - mó-wił i namawiał rolników do pracy w specjalnych grupach roboczych, któremająsięzająć wszystkimi problemami, jakie w tej chwili dręczą rolników. - A jeśli chodzi o pomoc, to od piątku rolnicy mogą składać wnioski o pieniądze z 600 min złotych, które mają być przeznaczone na skup zbóż - poinformował. ©® Tomasz Chudzyński - Ideałem jest, aby pacjent po leczeniu rekonstrukcyjnym wrócił do pełnego komfortu sprzed leczenia onkologicznego - dodaje chirurg. Dr Takumi Yamamoto zazna, że Polska jest pierwszym krajem, w którym przeprowadzona została operacja metodą jego autorstwa. - W Japonii zostało zopero-wanych tą metodą 27 osób. Co ważne, żaden z pacjentów nie miał powrotu obrzęku chłonnego - mówił dr Yamamoto. Minus jest jeden. Zabieg -na razie - nie jest refundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia. W ramach warsztatów onkologicznych został też przeprowadzony drugi skomplikowany zabieg. - Na pacjencie z połowicznym opuchlizną twarzy po leczeniu raka jamy ustnej i radioterapii. Wykonane zostały zespolenia limfatyczno-żylne, czyli takie bypassy odbarcza-jące, zmniejszające obrzęk -mówi dr Maliszewski. To już kolejne innowacyjne zabiegi, którymi chwali się słupski szpital. - Program leczenia obrzęków chłonnych nie byłby możliwy, gdyby nie nasi wy- bitni specjaliści i nowoczesny sprzęt, w który cały czas inwestuj emy. Mamy między innymi najbardziej czułe USG na świecie. Od trzech lat w ramach programu diagnozowania i leczenia obrzęku chłonnego korzystamy z obrazowania fluorescencyjnego przy użyciu zieleni indocyja-ninowej. Na te zabiegi przyjeżdżają do nas pacjenci z całej Polski i spoza kraju - wyjaśnia dr Tomasz Toczyłowski, dyrektor ds. lecznictwa w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Słupsku. - Cieszę się, że chirurgia w Słupsku osiąga kolejne stadia nowoczesnej chirurgii. Na najwyższym światowym poziomie jest nasza chirurgia piersi, chirurgia jelita grubego czy przepuklin. W dziedzinie bariatrii jesteśmy jednym z najbardziej rozpoznawanych ośrodków - podkreśla Jarosław Feszak, zastępca koordynatora chirurgii ogólnej i onkologicznej w słupskim szpitalu. Szpital ma w planach zakup robota operacyjnego najwyższej klasy, który umożliwi prowadzenie zabiegów w zakresie chirurgii ogólnej, onkologicznej, ginekologicznej i bariatrycznej. ©® SŁUPSK W 83. rocznicę komunistycznej zbrodni mieszkańcy Słupska i regionu zgromadzili się przed Krzyżem Katyńskim na Starym Cmentarzu. Wspólnie oddali hołd pomordowanym przez NKWD w kwietniu 1940 roku jeńcom wojennym: oficerom, podoficerom i szeregowym Wojska Polskiego, Policji Państwowej oraz polskiej ludności cywilnej. - Rosja nigdy nie była naszym przyjacielem, choć był okres, kiedy na siłę próbowano nam to wmówić - mówił Marek Goliński, wiceprezydent Słupska. - Dziś, stojąc pod Krzyżem Katyńskim, wspominamy tych, którzy zginęli w Katyniu. Alek Radomski Wyrazy głębokiego żalu i współczucia Katarzynie Jańczuk z powodu śmierci Męża składają Koleżanki i Koledzy z Oddziału Chirurgii Naczyniowej REKLAMA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 REKLAMA • 5 0110780022 " Zyskaj więcej z fotowoltaiką dla swojego biznesu Wybierz ekologiczną ofertę Fotowoltaika z PGE, by cieszyć się wieloletnią gwarancją od sprawdzonego dostawcy. ZAMÓW JUZ DZIS 'ix yczną swojej fir orzys i pro lii®? Wejdź na www.gkpge.pl - J | * > | ' Prowadzimy w zielonej zmianie 6 WYDARZENIA/OPINIE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 AUTOPROMOCJA Głos Pomorza jest dostępny również w sieci PRACA "WSW Jt ©AS&i/f CODZIENNE To efekt ataku na świętość papieża Polaka? Stanisław Balicki Pomorze Solidarność zawiadomiła policję o zniszczeniu wystawy „Ty nas obudziłeś, my Cię obronimy" poświęconej Janowi Pawłowi n. Związkowcy zapowiadają postawienie nowych plansz, a politycy komentują dewastację. Wystawa stała przed siedzibą Komisji Krajowej NSZZ Solidarność w Gdańsku. Powstała po publikacjach TVN24 i wydawnictwa Agora, sugerujących, że Karol Wojtyła, będąc metropolitą krakowskim, nie reagował odpowiednio na informacje o aktach molestowania seksualnego nieletnich przez niektórych księży archidiecezji. W środę grupa kilku osób zniszczyła plansze wystawy. Związek zawodowy złożył zawiadomienie w tej sprawie do policji. W strukturach Solidarności w całym kraju wrze. - Wszyscy są wzburzeni - mówi Marek Lewandowski z Komisji Krajowej Solidarności. - Oceny są różne, są głosy radykalne, ale generalnie, że trzeba całe to towarzystwo ścigać. Wstrzymujemy się z ostatecznymi ocenami, opiniami, do czasu ustaleń policji. Ze swojej strony robimy swoje, zleciliśmy wydruk nowych tablic. W ciągu kilku dni wystawa zostanie odtworzona w całości. Akt wandalizmu komentują politycy. - Wydaje się pewne, że ta dewastacja nie jest przypadkowa - mówi poseł Kacper Pła-żyński z Prawa i Sprawiedliwości. - W ostatnim czasie obserwujemy zwyczajną nagonkę na Jana Pawła II. Robią to środowiska, które od zawsze walczą z Kościołem katolickim. W dużej mierze ostatnie materiały medialne, które miały oczernić papieża, były oparte na materiałach i wypowiedziach konfidentów służby bezpieczeństwa z czasów PRL. Szczęśliwie znaleźli się dziennikarze, np. z „Rzeczpospolitej", którzy jasno wykazali na głębszej analizie materiału źródłowego, że te publikacje to są de facto fałszywki i sugestie tamtych służb. Marek Rutka z Lewicy, nie chce dywagować na terńat możliwych przyczyn zniszczenia wystawy. - Należy potępić jakiekolwiek akty dewastacji, agresji na treści w przestrzeni publicznej. Wystawa jest oficjalna, legalna i nie powinno być miejsca na przyzwolenie dla tego typu aktów. Bez względu na to, czego wystawa dotyczy. Jeśli ekspozycja jest legalna, nie łamie przepi- sów prawa i zgodnie z nimi funkcjonuje w przestrzeni publicznej, to nie ma żadnego powodu, by przyzwalać na jej niszczenie. Nie może być tak, że będziemy sobie wybierać, która wystawa nam się podoba, a która - nie - mówi poseł. Piotr Adamowicz z Koalicji Obywatelskiej nie chce oceniać, czy atmosfera po publikacjach na temat papieża miała wpływ na zniszczenie wystawy. - Mogła czy miała? Nie wiem, nie znam tych ludzi - mówi poseł o sprawcach i wskazuje, że nocne życie Gdańska może być powodem. - To chuligański wybryk, tego typu zachowania nie powinny mieć absolutnie miejsca w przestrzeni publicznej. Natomiast jest to szerszy problem, bo podobne rzeczy dzieją się nie pierwszy raz w tym rejonie miasta. Przykład z mojej strony jest taki, że kilkakrotnie kradzione były flagi UE, Gdańska i Polski wywieszone nad wejściem do mojego biura poselskiego, próbowano wyłamać jedną z kamer monitoringu, którą mam zainstalowaną. Zgłaszałem sprawę na policję, dochodzenie zostało umorzone. To jest problem, jak funkq'onuje policja. Wiadomo przecież, że szczególnie w weekendy, czy w czasie świąt wiele obiektów rozrywkowych jest czynnych w nocy. Teren od stoczni przez Stare i Główne Miasto wymaga lepszego patrolowania. Przecież ze znanego zapisu monitoringu wynika, że to była grupa młodzieży wracająca nad ranem z okolic stoczni, zapewne z jakiejś imprezy. Płażyński nie ma wątpliwości, że powodem zniszczenia wystawy była atmosfera podgrzana przez TVN24 i Agorę. - Zakładam, że zniszczenia wystawy dokonali ludzie, którzy zostali sprowokowani do tego tamtymi publikacjami. Odpowiedzialność spada na te środowiska, które zdecydowały się publikować i kolportować takie niesprawdzone i kłamliwe infor-macje. Jednym jest głupota jakiegoś być może gówniarza, który może nawet wierzy, że robi coś słusznego, czy po prostu pijacki wybryk, a drugim -nieuczciwa inspiracja - ocenia poseł. Zniszczenie wystawy to kolejny akt wandalizmu po publikacjach Agory i TVN24. Policja zatrzymała sprawcę oblania, tuż przed marszem papieskim, pomnika Jana Pawła n w Łodzi. 25-letni student ma być znanym w mieście aktywistą LGBT i Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. ©® Rośliny za odpady! ^EMKA W sobotę, 22 kwietnia, obchodzony jest Światowy Dzień Ziemi. Z tej okazji możemy otrzymać roślinę na balkon lub do ogrodu. Wystarczy przyjść 22 kwietnia w sobotę w godz. 10:00 -14:00 na parking hipermarketu E.Leclerc z makulaturą, elektrośmieciami lub przeterminowanymi lekami. To już druga akcja pod hasłem „Odpad zdasz, drzewko masz!", którą w Słupsku organizuje firma Emka S.A. z Żyrardowa. Światowy Dzień Ziemi w Polsce obchodzony jest od 1990 roku. Poza naszym krajem, w 192 państwach na całym świecie tego dnia zwraca się szczególną uwagę, promując postawy proekologiczne w społeczeństwie oraz buduje wspólną, zbiorową odpowiedzialność za naszą planetę. Z okazji tego święta w sobotę, 22 kwietnia, na parkingu przed hipermarketem E.Leclerc w Słupsku przy ul. Szczecińskiej 36k, już po raz drugi spółka Emka przygotuje dla mieszkańców Słupska i okolic niespodzianki i atrakcje w ramach akcji pod hasłem „Odpad zdasz, drzewko masz!". Zasady są proste: W sobotę, w godzinach od 10 do 14 trzeba przynieść ze sobą odpady, które mogą być poddane recyklingowi. Mogą to być przeterminowane leki, makulatura lub małe elek-trośmieci, czyli na przykład sprzęt rtv i agd: radia, lokówki, miksery, telefony, ładowarki i tym podobne odpady. Oddanie odpadów uprawnia uczestnika akcji do otrzymania bezpłatnej sadzonki, którą może zasa- dzić na balkonie, domowym parapecie lub przydomowym ogródku. Do odebrania będą między innymi sadzonki drzew i krzewów, zarówno owocowych, jak i ozdobnych, ale także wiele gatunków kwiatów. Czeka na Was ponad dwa tysiące roślin. Ale atrakcji podczas sobotniego wydarzenia będzie znacznie więcej! Każdy chętny będzie mógł skorzystać ze strefy chillout z leżakami. Na dzieci i dorosłych czekać będzie popcorn, wata cukrowa, ciasto, pączki i kawa. Ponadto dla najmłodszych przygotowana zostanie strefa eko z kolorowankami, warsztatami i konkurencjami. Maluchy będą też mogły bawić się na dmuchanych zjeżdżalniach i macie sumo. Gościem specjalnym podczas Eco-Show będzie Super Bohater. Wszystkie atrakcje będą dostępne bezpłatnie. Słupsk jest kolejnym miastem, w którym spółka Emka S.A. organizuje swoją flagową akcję. Podczas dziesięciu akcji, jakie zorganizowano w Żyrardowie, udało się zebrać znacznie ponad 100 tysięcy ton posortowanych odpadów. A to dwa razy tyle, ile wynosiła wyporność Titanica. Za odpady do mieszkańców trafiło 30 tysięcy roślin. Zakładając, że jedna sadzonka po wkopaniu w ziemię obejmuje około 3 metry kwadratowe powierzchni, przez minione lata zadrzewiliśmy obszar ponad 10 hektarów ziemi! Podczas ubiegłorocznej, pierwszej w Słupsku akcji Emki, zebrano w sumie 12 ton makulatury, sześć ton elektrośmieci i 20 kilogramów przeterminowanych leków. Pieniądze ze sprzedaży tych odpadów trafiły na rzecz podopiecznych Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wy-, chowawczego w Damnicy. W tym roku firma Emka również przekaże pieniądze uzyskane ze sprzedaży odpadów na ośrodek w Damnicy. Spółka Emka na miejsce ekologicznej akcji wybiera Słupsk. To właśnie w Redzikowie, na terenie Słupskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej powstaje najnowszy Zakład Odzysku Energii z Odpadów. Emka na rynku działa już ponad 30 lat. To firma rodzinna ze stuprocentowym kapitałem polskim. Choć jej siedziba główna mieści się w Żyrardowie na Mazowszu, zakłady ma również w Kędzierzynie-Koźlu i w Chojnicach. A w marcu 2022 roku otwarta została spółka córka w Dubaju, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. - Jesteśmy już obecni w regionie słupskim. W ramach zabezpieczenie epidemiologicznego współpracujemy z kilkudziesięcioma instytucjami i przedsiębiorcami z tej części Pomorza - mówi Krzysztof Rdest, prezes spółki Emka. - Naszymi partnerami są między innymi Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Słupsku, przychodnie, gabinety weterynaryjne, a także salony kosmetyczne. Naszym partnerom oferujemy szybki i sprawny odbiór odpadów medycznych, a także konkurencyjne warunki finansowe. Zapraszamy! https://www.facebook.com/emka. żyrardów SOBOTA 22 kwiecień UL. SZCZECIŃSKA 36K 1 ooo.! 400 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 ARTYKUŁ REKLAMOWY • 7 Terapeutyczne zimno w maści pomaga usunąć ból każdego pochodzenia Pierwsza na świecie zielarska krioterapia jako wsparcie dla stawów, mięśni i kręgosłupa Rozdajemy ZA DARM01000 opakowań!1 4 ' - f Rekomendacja ekspertów MedicReporters (w MedteReporters Wsparcie dla obolałych kolan, łokci, bioder oraz korzonków rwących na zmianę pogody. Pomoc w bólu po wypadkach, zabiegach i kontuzjach. Tak mówią o tej chłodzącej maści specjaliści i dodają: „już niedługo możesz zmniejszyć kłucie, łamanie i pieczenie w ciele. To doskonałe połączenie leczniczych właściwości krioterapii oraz ziół". Odbierz fenomenalną maść na kręgosłup i mięśnie już za O zł!* Możesz za darmo wesprzeć układ ruchu Chcesz wreszcie bez bólu chodzić, schylać się i wstawać z fotela? Wybierać się na piesze wycieczki bez obaw, że możesz z nich nie wrócić? Z przyjemnością chodzić na zakupy i na pocztę, bez rwania w kolanach i kręgosłupie? Odwiedzać bliskich i znajomych bez obaw, że akurat wtedy dopadnie Cię drętwienie kończyn? Maść, która pomaga zmniejszyć ból zimnem, tylko teraz jest rozdawana ZA DARMO!* Zadzwoń pod numer telefonu podany na dole strony i odbierz jedno ze 1000 opakowań w gratisowej puli. mus Chłodząca maść każdego postawi na nogi" - zapewnia Adrien Moreau, francuski ekspert ds. ortopedii. „Już od 1. użycia koi podrażnienia i uwalnia od zesztywnienia stawów. Daje ulgę od bolesnych przykurczy i obrzęków. Znieczula miejscowo w krótkim czasie i pomaga zniwelować stany zapalne. Twój wiek nie jest problemem. Nie ma też znaczenia, od jak dawna trapią Cię dolegliwości ruchowe. Ta maść działa doskonale na świeże stłuczenia, złamania i oparzenia. Jest równie rewelacyjna na wieloletnie zwyrodnienia stawów" - dodaje Moreau. Specjalistyczna maść jest już udostępniona do użytku prywatnego. Dzięki staraniom wspaniałych specjalistów i ekspertów teraz masz ją dosłownie na wyciągnięcie ręki. Chcesz wypróbować maść chłodząco-kojącą GRATIS* i bez wychodzenia z domu? „Ten genialny środek jako pierwszy łączy w sobie aż 2 przełomowe osiągnięcia. Są to krioterapia i ziołolecznictwo" - wyjaśnia Moreau. Krioterapia, czyli leczenie zimnem, była stosowana już przez starożytnych Egipcjan. O skuteczności krioterapii zaświadczają najważniejsze naukowe instytucje, specjaliści i eksperci. W naszej maści efekt chłodzenia znieczula obolałe miejsca i relaksuje napięte mięśnie. Do tego ekstrakty roślinne wysokiej jakości już od 1. posmarowania > mogą zmniejszać dyskomfort, opuchliznę, zaczerwienienia > działają antyreu-matycznie > wzmacniają mięśnie, stawy oraz kości > i przywracają im elastyczność. Z tą maścią codziennie średnio 199/200 osób wraca do pełnej aktywności ruchowej. „W naszym środowisku jesteśmy zdania, że ta maść jest w stanie pomóc każdemu, niezależnie od wieku oraz zaawansowania problemów ze stawami" - mówi Moreau. Ekspresowe zmniejszenie bólu Już 3,5 miliona osób z całej Europy dzięki tej maści zmniejszyło łamanie i trzeszczenie w stawach, rwanie w plecach oraz wrażenie „ołowianych nóg" pod koniec dnia. A rezultaty długofalowe są wprost imponujące! Regularne stosowanie maści uwalnia od drętwienia, To nie jest błąd drukarski! ROZDAJEMY 1000 OPAKOWAŃ MAŚCI GRATIS* Dlaczego tak wiele osób ją poleca? Chłodząca maść jest: | Śr SKUTECZNA I BEZPIECZNA Q'"" 5? NIE WYZIĘBIA CAŁEGO CIAŁA V O S- WYGODNA W UŻYCIU ^ Sr NIE OBCIĄŻA ORGANIZMU ^0 & WYSTARCZA NA 568 STOSOWAŃ niedowładów i przykurczy. Aż 86% użytkowników zaświadcza, że teraz z przyjemnością chodzą na długie spacery. Sprawność bez kosztów jedyna taka okazja! Oświadczenie Adriena Moreau: „stworzyliśmy metodę, która czerpie wszystko co najlepsze z krioterapii oraz ziołolecznictwa. Ma ona postać wygodnej w stosowaniu maści, która wspiera redukcję bólu kości, mięśni i stawów. Dlaczego rozdajemy tak przełomowy preparat ZA DARMO?* Nie jesteśmy instytucją charytatywną. Wiemy, że efekty stosowania naszej maści wzbudzą zachwyt i już wkrótce zrobi się o niej głośno również w tej części Europy. A wtedy zaleją nas zamówienia. Jest to więc jedyna tak dobra okazja, by wypróbować tę maść na naprawdę korzystnych warunkach. Potem na pewno będzie dużo droższa". Chcesz zyskać szansę na redukcję bólu i odzyskanie sprawności GRATIS?* Zadzwoń pod poniższy numer! Twoja recepta na zdrowie. Chłodząca maść pomoże Ci: & Zrnniejszyć ból i łamanie Ograniczyć ataki podagry & Zwiększyć ruchomość stawów w 90% & Wzmocnić mięśnie, ścięgna i kości 5? Zmniejszyć mrowienie i skurcze „Szkoda, że nie wymyślili jej fg jo lat temu" Z początku się tej maści bałam. Myślałam, że będzie mi po niej zimno. Jednak maść chłodzi tylko tam, gdzie się posmarujesz i to tak przyjemnie. Użyłam jej na biodro, które doskwierało mi od 30 lat! Ból zmniejszył się błyskawicznie. Nie odczuwam już dyskomfortu, a ruch znów sprawia mi przyjemność. Zofia, 60 lat, Sopot Ból zmniejszy się, jak ręką odjął. Odbierz słoiczek maści za 0 zł!* Zadzwoń: 63 218 8167 Ofeta ważna do 24.04.2023 Pon.-pt. 08:00-20:00, sob. 08:00-20:00. Zwykłe połączenie iokalne bez dodatkowych opłat. j/7# V) f CO O <= 5 0) ■+-> c t is % O O s X o. O (5 « E a o o o o>tj 's s ■§:§ 8 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 polska i świat KRÓTKO WARSZAWA Na kogo zagłosują młodzi Polacy? Jak wynika z najnowszego sondażu Fundacji Konrada Adenauera i Centrum Badań Marketingowych INDICA-TOR, liderem wśród grupy wiekowej 18-30 lat jest Prawo i Sprawiedliwość, na które swój głos planuje oddać 27 proc. respondentów. Drugie miejsce zajęła Platforma Obywatelska, na którą swój głos oddałoby 24,7 proc., a podium zamyka Konfederacja z 19,2 proc. poparcia. Kolejnemiejscawbadaniu zajęły: Lewica (14,1 proc.) i PSL-POLSKA2050(9,6proc.). Na inny komitet wyborczy swój głos planuje oddać 1,7 proc. respondentów, a3,7proc. ankietowanych odmówiło udzielenia odpowiedzi. W grupie osób od 18. do 30. roku życia, udział w najbliższych wyborach parlamentarnych deklaruje 72,2 proc. Można więc stwierdzić, że udział w wyborach deklaruje zdecydowana większość młodych Polaków, którzy chcą mieć wpływ na to, które ugrupowanie będzie zarządzało w przyszłości Polską. Oprać. Mateusz Zbroja | PAP POLSKA Prawosławna Wielkanoc Wierni obrządków wschodnich obchodzą dziś Wielki Piątek. W tym roku Wielkanoc wypada u nich 16 kwietnia, czyli tydzień później niż u katolików. W poprzednim spisie powszechnym przynależność do Kościoła prawosławnego w Polsce zadeklarowało 156 tys. osób. Danych z 2021 roku jeszcze nie ma. | PAP WARSZAWA Trenuj jak żołnierz - Rozpoczynamy program szesnastodniowych szkoleń „Trenuj jak żołnierz" dla tych, dla których nie wystarczają jednodniowe szkolenia „Trenuj z wojskiem". W programie podstawy obsługi broni, pomocy medycznej czy survival -powiedział wicepremier, szef MON Mariusz Błaszczak. O jego rozpoczęciu Błaszczak poinformował podczas wizyty w l. Warszawskiej Brygadzie Pancernej, gdzie spotkał się z trenującymi żołnierzami. - To ko-lejna, rozszerzona wersja, która odpowiada potrzebom zgłaszanym przez uczestników już trzech edycji programu-powiedział Błaszczak. Uczestnicy szkolenia będą mogli otrzymać zwrot kosztów w takiej wysokości, jak żołnierze rezerwy podczas szkoleń | PAP WASZYNGTON - Wiele państw Europy Zachodniej mogłoby zrobić więcej, jeśli chodzi o dostawy broni dla Ukrainy - powiedział w wywiadzie dla dziennika „New York Times" premier Mateusz Morawiecki. W rozmowie z „NYT" Morawiecki przyznał, że wojna na Ukrainie pochłania wiele jego czasu i wysiłków rządu, ale zaznaczył, że wynik konfliktu ma dla świata fundamentalne znaczenie. | PAP 99 Państwa Europy Zachodniej mogłyby zrobić więcej dla Ukrainy, jeśli chodzi o dostawy broni Mateusz Morawiecki premier RP ^lilllli-lir.'■ Prezydent: Ukarać zbrodniarzy. Katyń nie może się powtórzyć Oprać. Mateusz Zbroja Warszawa Prezydent Andrzej Duda uczcił ofiary zbrodni katyńskiej, składając wieniec przed Epitafium Katyńskim izapalając znicz przed tablicami wMuzeum Katyńskim na warszawskiej Cytadeli. W całym kraju w czwartek odbywały się obchody 83. rocznicy dokonanej przez reżim sowiecki zbrodni na polskich jeńcach w Katyniu i innych miejscach masowych mordów wiosną 1940 roku. Główne obchody rozpoczęły się rano, kiedy prezydent Andrzej Duda złożył wieniec przed Epitafium Katyńskim i zapalił znicz przed tablicami epitafijnymi w Muzeum Katyńskim na warszawskiej Cytadeli. Do zbrodni katyńskiej, w wyniku której zamordowano ok. 22 tys. polskich obywateli, m.in. oficerów Wojska Polskiego, policjantów i osób cywilnych należących do elit II Rzeczypospolitej, doszło wiosną 1940 r. Z polecenia najwyższych władz Związku Sowieckiego, z Józefem Stalinem na czele, funkcjonariusze NKWD dokonali masowych zabójstw m.in. w Lesie Katyńskim, Kalininie (obecnie Twer) i Charkowie. Zbrodnia wyszła na jaw 13 kwietnia 1943 r. Data ta jest obecnie symboliczną rocznicą zbrodni. Prezydent Andrzej Duda uczcił pamięć Polaków pomordowanych w Katyniu przez Rosjan - Zbrodnia katyńska to zbrodnia ludobójstwa, w istocie chodziło o wymordowanie polskiej elity, inteligencji po to, by nas, jako naród, osłabić i wyniszczyć. To jedna z najtragiczniejszych kart w naszej historii, kładąca się straszliwym cieniem na relacjach z Rosją - powiedział prezydent Andrzej Duda. Podkreślił, że przez dziesięciolecia Sowieci zaprzeczali, za-kłamywali tę zbrodnię. - Dokonana w 1940 roku, w kwietniu, przez NKWD, na rozkaz najwyższych sowieckich władz na czele ze Stali- nem, wykonana w sposób metodyczny, niezwykle brutalny, niezwykle sprawny, bez żadnych kompletnie reguł, które przewidzielibyśmy dla współczesnych jakichkolwiek postępowań, jakie mają miejsce w państwach cywilizowanych - ocenił. Prezydent zauważył, że wymordowano oficerów, funkcjonariuszy polskiej policji, polskich inteligentów, funkcjonariuszy różnych polskich służb. Wskazywał, że byli to ludzie wykształceni, stanowiący elitę polskiego społeczeństwa. Andrzej Duda zaznaczył, że zro- biono to „po to, by nas - jako naród - osłabić, wyniszczyć". Prezydent odniósł się również do zbrodni, które są dokonywane przez Rosjan na Ukrainie od początku wojny. - Dzisiaj patrzymy z przerażeniem na Wschód, na te wszystkie dokumenty czy materiały wideo i zdjęcia, które przychodzą z Buczy i z innych miejsc, na okupowanej i zajmowanej przez Rosjan Ukrainie, gdzie w taki sam sposób, jak czasem mówi się: na sposób katyński pomordowano ludzi -powiedział prezydent. W ocenie prezydenta, „jest to dzisiaj obowiązkiem świata, aby tę odpowiedzialność wyegzekwować, aby sprawcy zostali po pierwsze ustaleni, po drugie schwytani, po trzecie osądzeni, po czwarte skazani i odbyli surowe kary za straszliwe czyny, których się dopuszczają". - Widzieliśmy tych ludzi zabitych na ulicach w Buczy. Widzieliśmy tych ludzi zabitych w buczańskich piwnicach strzałem w tył głowy, związanych ze spętanymi z tyłu rękami. Te zbrodnie wołają o sprawiedliwość, wołają o sprawiedliwe osądzenie ich sprawcy. Katyń woła, pamięć pomordowanych woła dzisiaj o to, by świat nigdy więcej do czegoś takiego nie dopuścił. A my pochylamy głowę nad pamięcią bohaterów Rzeczypospolitej - powiedział Andrzej Duda. PAP 63-letni mężczyzna podpalił się przed konsulatem Ukrainy w Krakowie. Jego stan jest ciężki Piotr Rąpalski Kraków Przed ukraińskim konsula-temwKrakowie podpalił się mężczyzna w wieku 63 lat Ukrainiec Policjantom, którzy pilnują bezpieczeństwa przed placówką dyplomatyczną, udało się go ugasić. Do zajścia doszło w czwartek tuż przed godz. 8 przy al. Beliny-Prażmowskiego 4 w Krakowie. Mężczyzna naro- dowości ukraińskiej stał w kolejce do konsulatu. Codziennie ustawia się tam sporo osób, by załatwić sprawy. Nagle 63-la-tek zaczął wykrzykiwać hasła po ukraińsku i - jak relacjonowali świadkowie - zachowywać się irracjonalnie. Następnie wyciągnął słoik z łatwopalną cieczą, oblał się, podpalił i zaczął biec przed siebie. Na ratunek płonącemu mężczyźnie rzucili się patrolujący rejon konsulatu policjanci, a także inni stojący w kolejce Ukraińcy. Za pomocą gaśnic samochodowych mężczyzna miał zostać szybko ugaszony. Policjanci udzielili mu również pierwszej pomocy. Poszkodowanego, przytomnego, do szpitala zabrała karetka pogotowia. Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć jego stan lekarze określają jako ciężki. Walczy o życie w szpitalu. Pozostaje w Małopolskim Centrum Opa-rzeniowo-Plastycznym, w szpitalu im. Rydygiera w Krakowie. Trwają czynności ratujące jego życie. Mężczyzna był ubrany w puchową kurtkę, która szybko cała zajęła się ogniem, a następnie zajęły się spodnie. To spowodowało szerokie oparzenia. Według doniesień RMF FM, mężczyzna krzyczał w stronę innych mężczyzn zgromadzonych w kolejce przed ukraińskim konsulatem. Wzywał ich do powrotu do ojczyzny i obrony kraju przed Rosjanami. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 REKLAMA • 9 Barzkowice ZACHODNIOPOMORSKI OŚRODEK DORADZTWA ROLNICZEGO W BARZKOWICACH ZAPRASZA NA WIOSENNA WYSTAWI 06R0DNICZ0-PSZCZEIARSKĄ 22-23 kwietnia 2023 r. DORADZTWA ROLNICZEGO • STOISKA OGRODNICZE • STOISKA PSZCZELARSKIE • PRODUKTY PSZCZELE I EKOLOGICZNE • EKO STREFA • PROMOCJA PRODUKTÓW LOKALNYCH, TRADYCYJNYCH I REGIONALNYCH • STOISKA ROLNO-SPOŻYWCZE • STOISKA RĘKODZIEŁA • KONKURSY, ZABAWY i inne atrakcje • STOISKA HANDLOWE, GASTRONOMICZNE ORGANIZATOR WYSTAWY: ZACHODNIOPOMORSKI OŚRODEK DORADZTWA ROLNICZEGO W BARZKOWICACH 73-134 Barzkowice 2, teł. 91 561 3700 -02, e-mail: sekretariat.barzkowice@zodr.pl. więcej na: www.zadr.pl Patronat Honorowy: ' Ministerstwo Rolnictwa ' i Rozwoju Wsi ................................................................... Wiceprezes Rady Ministrów Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi Henryk Kowalczyk PATRONAT HONOROWY WOJEWODA ZACHODNIOPOMORSKI ZBIGNIEW BOGUCKI Vi Pomorze Zachodnie PATRONAT HONOROWY WICEMARSZAŁKA WOJEWÓDZTWA ZACHODNIOPOMORSKIEGO OLGIERDA KUSTOSZA PATRONAT HONOROWY STAROSTY STARGARDZKIEGO IWONY WIŚNIEWSKIEJ WOJT GMINY STARGARD ZACHODNIOPOMORSKA IZBA ROLNICZA # miMm Partner Ekologiczny: ZACHODNIOPOMORSKIE KURATORIUM OŚWIATY W SZCZECINIE WOJEWÓDZKI ZWIĄZEK ' PSZCZELARZY <§> WOJEWÓDZKI FUNDUSZ ochrony Środowiska i GOSPODARKI WODNEJ • W S2C2£Cini? Patronat Medialny: -"Tir Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa óital Pszczelarski t Z miłości do pszczół lort*] [24.pl SZCZECIN 10 • POLSKA I ŚWIAT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 Książę Harry weźmie udział w koronacji Karola III, ale bez Meghan Markle Korea Północna znów straszy świat. USA potępiają reżim Schwarzenegger sam... załatał dziurę w drodze Kolejny rosyjski propagandysta nie żyje. Bagirow był powiernikiem Putina nych materiałów podczas wyborów parlamentarnych w 2009 roku. Po nich w Kiszy-niowie wybuchły protesty, które media okrzyknęły mianem „twitterowej rewolucji". Bagirow to kolejny rosyjski propagandysta, który zmarł w ostatnich dniach. Przypomnijmy, że na początku kwietnia w zamachu zginął prokremlowski propagandysta Władlen Tatarski (Maksim Fomin), który w swoich wystąpieniach namawiał m.in. do mordowania Ukraińców. Zamach w kawiarni Fontanka w Petersburgu, należącej do szefa Grupy Wagnera Jewgienija Prigożyna, został przeprowadzony przez nieznaną kobietę. Ładunek, którym zabito Fomina, miał zawierać ponad 200 gramów trotylu. PAP Oprać. Adam Kielar Pjongjang USA „zdecydowanie potępiają" Koreę Północną za test rakiety balistycznej dalekiego zasięgu- oświadczył Biały Dom. Pjongjang poinformował. że przeprowadził kolejną próbę pocisku. - Drzwi nie zamknęły się przed dyplomacją, ale Pjongjang musi natychmiast zaprzestać destabilizujących działań i zamiast tego wybrać zaangażowanie dyplomatyczne - podkreśliła w oświadczeniu rzeczniczka Rady Bezpieczeństwa Narodowego Adrienne Watson. Dodała, że test „niepotrzebnie zwiększa napięcia i grozi destabilizacją bezpieczeństwa w regionie". Jak podała południowoko-reańska armia, Korea Północna wystrzeliła w czwartek czasu miejscowego rakietę balistyczną średniego lub dalekiego zasięgu. Agencja AFP poinformowała, powołując się na Kolegium Połączonych Szefów Sztabów Korei Południowej, że był to pocisk nowego typu, prawdopodobnie na paliwo stałe. Oznaczałoby to, jak pisze AFP, znaczący postęp technologiczny i strategiczny w programie zbrojeniowym Pjongjangu. Według Japonii mógł to być międzykontynentalny pocisk balistyczny (ICBM). Media w Seulu szeroko relacjonowały test północnokoreańskiej rakiety balistycznej. Władze Korei Południowej w ostatnim czasie ściśle współpracują z USA Wystrzelenie pocisku wywołało krótki alarm na wyspie Hokkaido, na północnym krańcu Japonii, zanim władze tego kraju nie wyjaśniły, że rakieta nie spadnie na japońskim terytorium. Zaprzeczyły jednocześnie wcześniejszym doniesieniom, że alert był wynikiem błędu systemu ostrzegania. W tym roku Korea Północna wystrzeliła już około 30 pocisków rakietowych - głównie w odpowiedzi na ćwiczenia wojskowe Korei Południowej i USA, które uważa za przygotowania do inwazji. Władze Korei Południowej i USA od początku twierdzą natomiast, że wspólne manewry mają charakter całkowicie obronny i zostały zorganizowane w odpowiedzi na rosnące zagrożenie nuklearne i rakietowe właśnie ze strony Korei Północnej. Kim Dzong Un wezwał do „ofensywnej ekspansji wojennej". Jego zdaniem Korea Północna jest zagrożona przez sąsiada i USA W ostatnich dniach przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un wezwał do rozszerzenia „ofensywnej ekspansji wojennej" w obliczu - jak stwierdził - „pogarszającego się stanu bezpieczeństwa na Półwyspie Koreańskim". W efekcie - oprócz testu rakiety balistycznej - armia pół-nocnokoreańska przeprowadziła próbę podwodnego drona Haeil, który jest w stanie - jak określiły to media Korei Północnej - wytworzyć „radioaktywną falę tsunami na gigantyczną skalę". PAP Oprać. Mateusz Zbroja Kalifornia Arnold Schwarzenegger postanowił osobiście... załatać przeszkadzającą dziurę w drodze. Swoje zaangażowanie w życie społeczne udokumentował, a filmik zamieścił w mediach. Jak zaznaczył na Instagramie Schwarzenegger, jest człowiekiem, który woli działać niż narzekać, dlatego wreakcjina brak działań ze strony służb drogowych osobiście postanowił załatać dziurę, która przeszkadzała aktorowii jego sąsiadom. - Po tym, jak cała okolicabyła poirytowana tą gigantyczną dziurą, która od tygodni psuje samochody i rowery, wyszedłem z moim zespołem i ją naprawiłem - napisał w opisie pod zamieszczonym nagraniem. Na nagraniu można zaobserwować, jak aktor i były gubernator Kalifornii wraź ze swoim zespołem wypełnia dziurę specjalną mieszanką, a następnie wszystko dokładnie wyrównuje. Praca, którą podjął Schwarzenegger, przykuła uwagę jednej z przejeżdżających sąsiadek, która podziękowała mu. - Nie ma za co - odparł słynny Terminator. Jak zaznaczył, prośby o załatanie dziury były kierowane do odpowiednich służb od kilku tygodni. Internauci pochwalili działanie aktora i zaczęli kierować zaproszenia do swoich miejsc zamieszkania, aby Schwarzenegger załatał dziury również u nich. Zaproponowali także, aby „Arnie" rozważył pomysł reality-show, w którym zwalczałby uciążliwe dziury na drogach. PAP Oprać. Piotr Kobyliński Moskwa Eduard Bagirow, rosyjski propagandysta i powiernik Władimira Putina w wyborach w 2012 roku, nie żyje. Mężczyzna, który popierał wojnę na Ukrainie, zmarł w Rosji w wieku 47 lat. Kanał Telegram Varlamov News, powołując się na rosyjskie źródła, opublikował post, w którym stwierdził, że w ciągu ostatniego tygodnia Eduard Bagirow był w śpiączce i - jak mieli określić to lekarze - praktycznie „zawiodły go wszystkie narządy wew--nętrzne". Z kolei kanał Baza poinformował, że l kwietnia Eduard Bagirow miał zostać przyjęty do moskiewskiego szpitala z wewnętrznym krwotokiem, Bagirow był mężem zaufania Putina w 2012 r. ale później został zwolniony i przeniesiony do płatnej kliniki. Bagirow pochodził z Turkmenistanu, był pisarzem i publicystą; znany jest m.in. z jednej ze swoich książek pt. „Gastarbeiter". W 2012 roku był powiernikiem rosyjskiego dyktatora Władimira Putina w wyborach, a w 2016 roku bez powodzenia kandydował do Dumy Państwowej z partii Patrioci Rosji. Był częstym uczestnikiem programów talk-show w rosyjskich kanałach telewizyjnych. W 2015 roku Bagirow został w Mołdawii skazany wyrokiem zaocznym na pięć lat więzienia za organizowanie w 2009 roku masowych zamieszek w tym kraju. Zarzucono mu także udział w zorganizowanej grupie przestęp-■ czej. Bagirow był sądzony w Mołdawii zaocznie, ponieważ jesienią 2011 roku w skandalicznych okolicznościach udało mu się uciec z kraju, w którym przebywał w areszcie domowym. Według śledczych brał udział w pisaniu prowokacyj - Po długich miesiącach spekulacji okazało się, że książę Harry jednak weźmie udział w koronacji swojego ojca Oprać. Mateusz Zbroja Londyn Jak potwierdził Pałac Buckingham. książę Harry weźmie udział w uroczystości koronacji swojego ojca, Karola m. Na ceremonii pojawi się jednak bez swojej żony Meghan Markle. - Pałac Buckingham ma przyjemność potwierdzić, że książę Sussex weźmie udział w nabożeństwie koronacyjnym w Opactwie Westminsterskim 6 maja. Księżna Sussex pozostanie w Kalifornii z księciem Archiem i księżniczką Lilibet - przekazano w wydanym oświadczeniu. Oświadczenie przekazane przez Pałac Buckingham rozwiało wszelkie wątpliwości do- tyczące obecności młodszego syna Karola HI w uroczystościach koronacyjnych. To, czy Harry i Meghan przyjadą na koronację, od miesięcy było przedmiotem spekulacji ze względu na preten-sje książęcej pary do pozostałej części rodziny królewskiej w związku z rzekomo niewłaściwym traktowaniem Meghan. Nie jestnarazie wiadome, czy Harry będzie odgrywał jakąś rolę podczas ceremonii, ale -jak twierdzą brytyjskie media - w związku z tym, że przed ponad trzema laty zrezygnował z pełnienia obowiązków członka rodziny, nie należy się spodziewać, by pojawił się na balkonie Pałacu Buckingham, skąd ro-dzinakrólewskapo zakończeniu uroczystości będzie pozdrawiać zgromadzonych. PAP Piątek, 14.04.202; 2 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 Dorota Kania, redaktor naczelny Polska Press UNIA PEŁNA AFER Nie umilkły jeszcze echa afery Katargate, która wstrząsnęła Parlamentem Europejskim, a już na światło dzienne wyszedł kolejny skandal - tym razem dotyczący Europejskiej Partii Ludowej, największego ugrupowania w Parlamencie Europejskim. Sceny żywcem wyjęte z kryminalnego filmu rozegrały się dziesięć dni temu, czwartego kwietnia, nieopodal głównej siedziby PE. Belgijska i niemiecka policja zablokowały okolice Rue du Commerce/Han-delsstraat 10, gdzie mieści się siedziba Europejskiej Partii Ludowej, a funkcjonariusze obydwu formacji przeszukali biuro tej partii. Służby przejęły komputery i dokumentację związaną z oszustwami i nieprawidłowościami finansowymi, w które mają być zamieszani pracownicy EPL. Sprawa rozpoczęła się od niejasnych przepływów finansowych w trakcie kampanii wyborczej w 2019, co zwróciło uwagę służb finansowych. Sprawa miała ciąg dalszy: niemiecki polityk Mario Voigt, szef CDU w parlamencie kraju związkowego Turyngia, usłyszał zarzut przyjęcie łapówki w 2019 r., kiedy to EPL zaangażowała Voigta do wspierania swojej kampanii w sieci, a firma zajmująca się marketingiem internetowym z Turyngii dostała od EPL lukratywny kontrakt. Według nieoficjalnych informacji istnieją podejrzenia, że nie był to zbieg okoliczności: za załatwienie zlecenia polityk CDU miał otrzymać gratyfikację finansową. Sprawa ma bardzo szeroki wymiar, ponieważ do EPL należą czołowi unijni politycy - przewodniczącą Parlamentu Europejskiego jest Roberta Metsola, szefową Komisji Europejskiej jest Ursula von der Leyen, zaś szefem tego ugrupowania do niedawna był Donald Tusk, obecnie szef Platformy Obywatelskiej. Komentatorzy zwracają uwagę, że sprawą zajmują się organy ścigania, a nie wewnętrzne komisje Parlamentu Europejskiego, co daje szansę na solidne wyjaśnienie tej afery korupcyjnej. Przypominają sprawę opisaną w grudniu 2021 przez francuski dziennik „Liberation", który w serii artykułów napisał o lobbystach wywierających wpływ na sędziów TSUE i na urzędników KE. W centrum handlu wpływami znaleźli się politycy EPL, kontrolowanej przez niemieckich chrześcijańskich demokratów. Jean Quatre-mer, autor dziennikarskiego śledztwa, stwierdził, że nie można mówić jedynie o korupcji i handlu wpływami, ale też o istnieniu „państwa w państwie", które jest kontrolowane przez niemiecką CDU/CSU, w tym Angelę Merkel. Jean Quatremer podawał konkretne fakty dotyczące spotkań w latach 2010-18 unijnych polityków z lobbystami, które były nielegalnie finansowane z publicznych funduszy. Wśród uczestników spotkań (m.in. wystawnych przyjęć) byli między innymi były szef KE Jean-Claude Juncker, były wiceprzewodniczący KE Jyrki Katainen i Johannes Hahn, obecny komisarz UE ds. budżetu i bliski współpracownik przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen. Po wybuchu afery sprawą zajęli się unijni urzędnicy, którzy nie wykryli złamania przepisów, zaś Donald Tusk stwierdził, że została nagłośniona pseudoafera, zaś o żadnej korupcji nie może być nowy. Teraz, po przeszukaniach w biurze EPL w Brukseli, opisana przez „Liberation" wygląda zupełnie inaczej, niż przedstawiał sprawę Donald Tusk i unijni urzędnicy. Tym bardziej że tropy śledztwa prowadzonego przez niemieckich i belgijskich śledczych prowadzą wprost do samego jądra niemieckiej partii CDU, czyli należącej do EPL Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej Niemiec, którą przez wiele lat kierowała Angela Merkel. Wizerunkowe skutki korupcyjnego skandalu w EPL już są widoczne: Europejska Partia Ludowa odwołała spotkanie w Warszawie - wedługnieoficjalnych informacji miał o to prosić Donald Tusk, który - przypomnijmy - był jednym z czołowych polityków EPL w czasie, gdy kwitła afera finansowa w największym ugrupowaniu PE. Jędrzej Lipski CZY MOŻNA WYBACZYĆ ZBRODNIE HOLOCAUSTU? NIE WIEM... ybacze-nie. To trudne słowo. Pojawiło się w mojej głowie którejś nocy mijającego tygodnia, podczas opracowywania tekstu o powstaniu w getcie warszawskim. Nagle poczułem wewnętrzną pustkę, rozdarcie. Nie byłem w stanie sprostać postawionemu sobie zadaniu. Bo o czym miałbym napisać. O nierównej walce, bezprzykładnym heroizmie, bohaterstwie straceńców, determinacji w walce, nie o życie, a o godną śmierć? Jak opisać w kilkunastu zdaniach hekatombę zbrodni, jaka została w tych kwietniowych dniach 1943 r. na ulicach wyjątkowej warszawskiej dzielnicy dokonana. To jest po prostu nie do opisania. I nie tylko to. Bo problem o wiele większy, niewyobrażalnie. Kilka lat temu, realizując kolejne projekty filmowe, dokumenty historyczne, wraz z ich współautorem, współreżyserem, współscenarzystą zjeździliśmy niemal całą Europę wzdłuż i wszerz, odwiedzając z kamerą prawie wszystkie niemieckie obozy koncentracyjne i obozy zagłady z czasów II wojny światowej. W ciągu tygodnia przeszliśmy takie miejsca, jak Auschwitz-Birkenau, Płaszów, Kulmhof, Stutthof, Bełżec, Treblinka, Majdanek, Sobibór, Gross-Rosen, Sachsenhausen, Dachau, Ravensbriick, Mauthausen-Gusen... Nie będę dalej wymieniał. Było ich więcej. I każde z tych miejsc, uświęcona krwią niewinnych osób ziemia, skrywało w sobie mogiły za prochami zamordowanych tysięcy istnień ludzkich. Setki tysięcy. 120 tysięcy, 250 tysięcy, 900 tysięcy, 1100 tysięcy. Miliony istnień ludzkich zepchnięto na margines społeczny, odmawiając im prawa do życia tylko dlatego, że byli innej narodowości, rasy, czy pochodzenia. Innego światopoglądu, czy wiary. Uruchomiona zawczasu machina śmierci zbierała swoje żniwo. Krematoria, komory gazowe, szubienice, doły śmierci, całe pola wysypane prochami pomordowanych. Odwiedzając jedno miejsce kaźni, jeden obóz zagłady, nie do końca rozumie się, czego właśnie staliśmy się świadkami. Wchodząc do dziesiątego z kolei, czy dwunastego miejsca masowej zagłady można stracić wiarę. W tym ciężkim szlaku śladem ludzkiego cierpienia, przeżyłem dwa trudne momenty. Dopadły mnie dwa najgorsze uczucia, jakich można doznać. Zwątpienie i nienawiść. Najgorsze z możliwych. W Ravensbriick zwątpiłem w ludzi. W głowie kołatało się pytanie, jakim trzeba być zwyrodnial-cem, by w zaciszu luksusowej willi na przedmieściach Berlina z matematyczną dokładnością zaplanować fizyczną eksterminację całych narodów, tak dla realizacji jakiego nienawistnego planu? Żydów, Romów... Długo biłem się z tymi uczuciami, pytając jak można wybaczyć tak okrutną zbrodnię. I czy można w ogóle wybaczyć? Czy można w ogóle zadośćuczynić tym, którzy przeżyli, albo potomkom tych, którzy zostali zamordowani? Czy jest to w ogóle możliwe? To dylematy, które każdy z nas musi rozsądzić sam. We własnym sumieniu. Warto w tym miejscu także uświadomić sobie, że przebaczenie nie oznacza usprawiedliwienia zła. A tym bardziej wymazania go z pamięci. I ważne jest nazywanie po imieniu zarówno zbrodni, jak i zbrodniarzy odpowiedzialnych za poczynione zło. Do tego mamy prawo. I taki mamy obowiązek. Bez względu na to czy są to zbrodnie faszyzmu, czy komunizmu. Bez względu na to czy jest to Holocaust, zbrodnia katyńska czy zamach w Smoleńsku. Odebranie życia niewinnym nigdy nie powinno znaleźć usprawiedliwienia. Nie ma tu miejsca na relatywizm moralny czy tzw. „heglowskie ukąszenie". Ważne w tym wszystkim jest to, by nie być obojętnym. Nie zatracić tej wrażliwości, która pozwala odróżnić dobro od zła. I pamiętać o bohaterach, zwykłych ludziach, którzy w mgnieniu oka stali się bojownikami i 80 lat temu wzniecili powstanie w getcie warszawskim, by walczyć nie tylko o życie, ale o prawo do godnej śmierci. Zginęli niemal wszyscy, żołnierze i cywile, starcy, kobiety i dzieci. Nie poszli jednak na śmierć potulni i bezwolni. Chwytając za broń i ginąc, stali się symbolem nie tylko heroizmu, ale i człowieczeństwa. I pozostała po nich pamięć. Przetrwały wspomnienia, które dały świadectwo temu największemu z poświęceń, oddaniu życia za życie, za wolność, za honor, za wiarę, za naród. Władimir Putin wybrał wojnę, gwałcąc fundamentalne normy prawa międzynarodowego. W tej sytuacji celem naszej polityki jest doprowadzenie do sytuacji, w której dla każdego będzie jasne, że jego wybór doprowadzi Rosję do strategicznej klęski, a Ukraina zwycięży MINISTER SPRAW ZAGRANICZNYCH ZBIGNIEW RAU W SEJMIE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 PULS • 3 Papis: Warszawa to miasto dwóch polskich powstań Żydzi w getcie chwycili za broń, żeby to nie Niemcy decydowali, jak zginiemy. To była walka o godność - mówi Jarosław Papis, prezes Fundacji Hatikva Marcin Kedryna Mija 80. rocznica Powstania w Getcie Warszawskim. Stało się ono jednym z mitów założycielskich współczesnego państwa Izrael? Tak. Jak powstawała opowieść 0 Powstaniu? Kiedy w 1948 roku powstawało państwo Izrael, ścierały się dwa nurty: syjonistów-so-cjalistów i syjonistów-rewizjo-nistów. Na czele socjalistów stał m.in. Ben Gurion, który toczył zażartą walkę z Mena-chemem Beginem, przedstawicielem rewizjonistów, czyli grupy Betaru, która utworzyła Żydowski Związek Wojskowy w Polsce. Begin przegrał 1 na trzydzieści lat zapanował w Izraelu socjalizm. W związku z tym narracja co do Powstania została przyjęta ta, którą opowiadali ludzie z ŻOB-u, z BUNDU - ludzie bliscy sercu Ben Guriona i jego opcji. Przeżyli zresztą i wyjechali do Izraela głównie ludzie związani z ŻOB-em - Antek Cukierman, Cywia Lubetkin, Kazik Ratajzer. A w Polsce został Marek Edelman i ta historia była przez nich wspólnie opowiadana i tu, i tam. Z Żydowskiego Związku Wojskowego niewielu przeżyło? Mało kto. Z najbliższego kręgu dowództwa przeżył tylko Dawid Wdowiński, który wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Wydał wspomnienia na temat Powstania, ale ze względu na obowiązującą narrację ona się nie przebiła do opinii światowej, publicznej, żydowskiej. Bojowcy Żydowskiego Związku Wojskowego byli nazywani faszystami. Edelman nazywał ich wręcz „sk...synami". No więc ta historia została stłam-szona, a później w ogóle wy-gumkowana. To jest skandal, bo Związek był najlepiej uzbrojoną grupą wojskową w getcie, która stoczyła dwie największe bitwy powstania. Obydwie na Muranowie: na Muranowskiej 7 i na placu Muranowskim. Bitwy, które -o ironio - zostały zauważone Papis: Ben Gurion i inni rozumieli, że Izrael potrzebuje pozytywnych wzorców - Żydów, którzy chwycili za broń i opisane przez Jurgena Stro-opa, kata warszawskiego getta. Gdyby nie on, to w zasadzie byśmy o nich nie wiedzieli, ponieważ rząd w Izraelu starał się o tym w ogóle nie mówić. Kiedyś lakonicznie Edelman przyznał Ance Grupińskiej jednym zdaniem, że tak, „gdzieś tam walczyli". Dlaczego to pomijano w narracji? To wynikało jeszcze z nienawiści z czasu przedwojennego. W czasie n wojny, Zagłady, obie grupy w warszawskim getcie nie mogły dojść ze sobą do porozumienia. Z dzisiejszej perspektywy jest to zatrważające i niezrozumiałe. Takie same podziały były na przykład w wileńskim getcie, jednak tam te grupy porozumiały się. W Warszawie - nie. Po wojnie, kiedy resztki Żydów z Polski były ewakuowane do obozów w Austrii, Niemczech, to w Austrii doszło do wielkiej bitwy między socjalistami i rewizjo- nistami, którzy przeżyli wojnę. Bili się tak, że nawet były ofiary śmiertelne. To jest coś niezrozumiałego... W związku z tym w Powstaniu w Getcie Żydowski Związek Wojskowy i ŻOB walczyły osobno. Szewach Weiss mawiał, że Żydzi są tacy sami jak Polacy, tylko bardziej. Dokładnie tak! Wiedział, co mówi. Czytałem, że rząd sanacyjny jeszcze przed wojną prowadził szkolenia wojskowe dla Żydów, którzy później założyli Żydowski Związek Wojskowy. Oni mieli być szkoleni po to, by jechać do Palestynyitam walczyć. Szkoliło ich Wojsko Polskie, to prawda. Zeew Żabotyński, główny twórca Betaru, był zapatrzony między innymi w Piłsudskiego i w Mussoliniego. Z powodu tego ostatniego przypięto mu łatkę faszysty? No tak. Właśnie stąd się wzięła ta nienawiść socjalistów do Betaru i Żabotyńskiego. Tyle że przedwojenne państwa generalnie były oparte na pewnego rodzaju dyktaturze, systemach mało demokratycznych. Polska też po 1935 roku nie była państwem sensu stricto demokratycznym. Natomiast faszyzm włoski z lat 30. i późniejszych jest już nieporównywalny. Choć stosunek faszystów włoskich do Żydów był zupełnie inny niż hitlerowców. Żabotyński był zapatrzony - nie wiem w kogo bardziej, czy w Piłsudskiego, czy w Mussoliniego - zaczął tworzyć formację na wzór Legionów Piłsudskiego. Zresztą 650 młodych Żydów poszło w 1914 roku do Legionów Piłsudskiego. To była też później istotna grupa w Betarze. Bojówki Betaru były szkolone później przez państwo polskie. Przeszkolono 50 tysięcy osób. Mieli być później przerzucani do Palestyny i część rzeczywiście została tam przerzucona. Z tych, którzy zostali w Polsce, tworzono takie grupy, jak Żydowski Związek Wojskowy. Była to najlepiej uzbrojona i przeszkolona grupa w warszawskim getcie. Dlatego Stroop, obserwując walki na placu Muranowskim, był mocno zdziwiony i - nazwijmy to w cudzysłowie - pełen podziwu przeciwnika, który stawiał opór w sposób zorganizowany i przemyślany. Wiedział, że ma do czynienia z wojskowymi, a nie z młodzieżą, która chwyciła za broń. Po wojnie wszyscy to wygumkowali. Wy-gumkowała komuna izraelska, wygumkowała komuna polska. Ci, co przeżyli, nie chcieli się za bardzo afiszować, bo mogliby być traktowani jeszcze gorzej niż żołnierze Armii Krajowej, szczególnie, że gros wyższej rangi oficerów Urzędu Bezpieczeństwa, to byli nasi pobratymcy, niestety, którzy jakby dorwali kogoś z Żydowskiego Związku Wojskowego, to myślę, że potraktowaliby go zdecydowanie gorzej niż oficera AK. Więc oni się nie afiszowali. A na przykład Ziuta Hartman, która przeżyła i wyemigrowała do Izraela, została tam opluta. Nikt jej nie dawał wiary, kiedy przez lata walczyła o pamięć o ŻZW, była wyśmiewana. Jakważna była opowieść o Po-wstaniu w Getcie dla powstającego państwa izraelskiego? Była bardzo ważna. Paweł Frenkl z ŻZW porównywał to Powstanie do Masady. Przypomnę, że chodzi o wydarzenia z czasów cesarstwa rzymskiego. Kiedy Rzym podbił cały świat, to tylko w tej małej Judei Żydzi chwycili zabroń. Tak jak w warszawskim getcie, to była wtedy walka o godność jednostki, o wybór godnej śmierci. Ta legenda Masady żyła w każdym Żydzie. Tam też była walka z góry przegrana. Nikt nie liczył na militarny sukces. I tak jak w Masadzie, Żydzi w getcie chwycili zabroń, żeby to nie Niemcy decydowali, jak zginiemy. To Żydzi sami mieli zdecydować. I wybrali piękną śmierć. Gdyby nie Powstanie w Getcie, trudno by było mówić o próbach walld o godność w czasie Holokaustu. Oczywiście. Powstanie, to był moment, w którym ta walka 0 godność nastąpiła. Dostrzegli to wszyscy - ŻOB-owcy, rewizjoniści, ale też garstka rabinów, którzy wezwali Żydów do walki, co wcześniej było zjawiskiem niespotykanym. To była walka mająca jeden cel: godność narodu żydowskiego. A powstający Izrael potrzebował takiego wzorca. 1 dostał go, w postaci powstańców. Bo pamiętajmy również o tym, że Żydzi - Sabry, czyli urodzeni w Palestynie, bardzo źle patrzyli na Żydów przybywających tam z Europy Wschodniej, z gett. Zostało tam nawet uknute najgorsze określenie: „mydło". To było coś strasznego. Ale też z drugiej strony tacy ludzie jak Ben Gurion rozumieli, że Izrael potrzebuje pozytywnych wzorców, tych współczesnych - Żydów, którzy się nie poddali, którzy nie poszli na rzeź, tylko chwycili za broń. To było coś, co bardzo pomagało. Tylko że Ben Gurion i socjaliści wybrali sobie z tego powstania swoją legendę, natomiast drugą wygumkowali. I tak to trwa do dnia dzisiejszego, co jest przerażające. Czy Żydzi żyjący obecnie w Polsce patrzą na Powstanie w Getcie swoimi oczami, czy perspektywą państwa izraelskiego? Myślę, że patrzą swoimi oczami, tylko, jak to się mówi -ilu Żydów, tylu premierów, każdy ma swoją opinię. To jest podobna sytuacja, jak w przypadku stosunku Polaków do Powstania Warszawskiego. Z tym, że nie ma u nas takich opinii, jak na przykład Piotra Zychowicza o Powstaniu Warszawskim, że nie miało ono sensu. W samym getcie cywilna ludność żydowska do pewnego momentu była przeciwna powstaniu. Stąd organizacje bojowe nie parły tak silnie do jego wybuchu. Wiedziały, że spotkają się z dużym oporem mieszkańców. Żydzi uważali każdy kolejny przeżyty dzień, jako dar od Boga, dlatego nie rwali się do powstania, bo wiedzieli, że to będzie koniec. Niemcy wejdą i zgładzą wszystkich kompletnie. A tak, może jeszcze przeżyjemy. Może jeszcze dzień, może dwa. Tydzień. Miesiąc? - to już jest wieczność. Kiedy natomiast kilkaset tysięcy Żydów z getta popędzono na Umschlagplatz, a stamtąd wywieziono ich do komór gazowych, to tych kilkadziesiąt tysięcy, które zostały, nie miało już dylematu, czy walczyć, czy nie walczyć. Dlatego wśród Żydów nie ma tak skrajnych czasem opinii, jak wśród Polaków na temat Powstania Warszawskiego? To jedna rzecz, natomiast do dnia dzisiejszego jest dyskusja na temat roli niektórych ludzi w Powstaniu w Getcie. Zupełnie albo się nie wie, albo świadomie pomija milczeniem ludzi z prawej strony. Wciąż słyszę od Żydów, że nie uczcimy tych powstańców, bo oni dalej w ich oczach są faszystami. Państwo polskie nie zachowuje się inaczej. No nie, prezydent składa kwiaty na grobach jednych i drugich. Nie mam pretensji do pana prezydenta, bo on nie będzie robić tego, co powinien robić rząd polski. Pan prezydent złoży wiązanki, oddaje hołd. Natomiast w Berlinie rozmawiałem z ambasadą, z instytutami polskimi, ponieważ wystawiam tam w niedzielę spektakl Warszawska Masada. Ale chciałem pokazać wystawę o Żydowskim Związku Wojskowym. Wie pan, że wszyscy odmówili i nie chcieli rozmawiać? Jedna z pań powiedziała mi, że ŻZW jest nadal bardzo kontrowersyjnym tematem w Niemczech, w środowisku tamtejszych opiniotwórczych Żydów. W związku z tym spotkają się z atakiem, że promują faszystowską organizację. 80 lat po Powstaniu członkowie PPR-u, ich rodziny dalej pracują w polskich ambasadach, organach państwa polskiego i dalej odpowiadają za politykę historyczną naszego państwa. Dlaczego nie tylko Żydzi, ale również Polacy powinni być dumni z tego powstania? Za broń chwycili obywatele Polski. Zdecydowana większość tych ludzi miała obywatelstwo polskie. Byli obywatelami Rzeczpospolitej. Z powodu swojego pochodzenia zostali zepchnięci do getta, natomiast wielu z nich czuło się Polakami. Wielu żołnierzy, głównie Żydowskiego Związku Wojskowego, czuło się Polakami. Stąd nieprzypadkowo została wywieszona polska flaga, oboksyjonistycznej, na kamienicy na ul. Muranowskiej. To jest wielki symbol, bo to był jedyny moment, gdzie Żydzi powiesili polską flagę -podkreślając, że również czują się Polakami. To tak naprawdę od września 1939roku była pierwsza flaga Polski wisząca tak długo na terenie Polski Dokładnie tak. Warszawa jest miastem dwóch powstań. I obydwa były powstaniami polskimi. 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 W głównej bitwie powstania w getcie warszawskim, na placu Mura-nowskim, ciężar walki z Niemcami wzięli na siebie żołnierze Żydowskiego Związku Wojskowego. Nie byli dobrze uzbrojeni. Mieli zaledwie kilkadziesiąt pistoletów, kilka karabinów, dwa lekkie karabiny maszynowe, trochę granatów. Walczyli przez trzy dni. Walczyli pod dwoma sztandarami: syjonistyczną flagą Izraela oraz biało-czerwonym sztandarem Rzeczypospolitej. I obie flagi były doskonale widoczne po aryjskiej stronie muru. Getto, zamknięta dzielnica Warszawskie getto było największą zamkniętą miejską dzielnicąna terenach okupowanych przez Niemców. W1940 roku, władze niemieckie przystąpiły do organizacji gett dla ludności żydowskiej. Największe z nich zostało utworzone 2 października 1940 roku w Warszawie. Miało ono powierzchnię ponad 300 ha i było otoczone ceglanym murem o długości 18 km. Do 16 listopada 1940 roku, gdy władze niemieckie zamknęły dostęp do getta, na jego terenie znalazło się ponad 350 000 Żydów. W ciągu kilku miesięcy do Warszawy kierowane były także liczne transporty ludności żydowskiej z dystryktu warszawskiego, ziem wcielonych do DI Rzeszy oraz innych obszarów okupowanych. Od listopada 1940 roku getto było izolowane od pozostałej części Warszawy. Wiosną 1941 roku mieszkało w nim ok. 460 tys. Żydów. Większość jego mieszkańców zostało wywiezionych do Treblinki. W getcie pozostało 60-70 tysięcy Żydów. Aby zapobiec pojawiającym się przypadkom ucieczek, władze okupacyjne wprowadziły w listopadzie l94iroku przepisy karzące śmiercią zarówno Żydów, którzy samowolnie opuścili teren getta, jak i osoby udzielające im pomocy. Pian eksterminacji 22 lipca 1942 roku, w związku planami eksterminacji ludności żydowskiej, władze niemieckie rozpoczęły wysiedlanie getta warszawskiego. Żydzi systematycznie, w transportach po 6000 osób przewożeni byli do obozu zagłady w Treblince i wymordowani. Oddziały niemieckie wspierane przez formacje pomocnicze, przeprowadzały blokady ulic i domów w getcie, a następnie spędzały mieszkańców getta na miejsce koncentracji, tzw. Umschlagplatz, i ładowano do wagonów kolejowych. Najbiedniejsi, zachęceni rozdawaną przez Niemców żywnością, dobrowolnie stawiali się do transportów. Żydzi zbyt słabi, aby iść lub opierający się, byli zabijani na miejscu. Wy- 19 kwietnia 1943 r. w getcie warszawskim wybuchło powstanie. Był to największy zbrojny zryw Żydów podczas II wojny światowej w okupowanej Europie. Tej daty jednak nie wybrali żydowscy bojownicy. Wskazali ją Niemcy, rozpoczynając tego dnia akcję likwidacji żydowskiej dzielnicy. Wówczas wybuchła walka. Nie o życie. O godną śmierć Oprać. Jędrzej Lipski A PONAD MUREM POWIEWAŁY DWIE FLAGI: SYJONISTYCZNA - IZRAELSKA I BIAŁO-CZERWONA - POLSKA cieńczona głodem i chorobami, a także sterroryzowanaludność getta nie była w stanie stawić oporu. W celu uniknięcia wywózki wiele osób ukrywało się w mieszkaniach oraz pośpiesznie wykonanych kryjówkach, części udało się uciec z Um-schlagplatzu, lub transportów kolejowych. Ratunku szukano także poza murami getta, na tzw. aryjskiej stronie. W wyniku likwidacji getta warszawskiego między 22 lipca a 24 września 1942 roku, od 280 000 do 310 000 Żydów zostało wywiezionych i zamordowanych w Treblince, około 10 000 zginęło w czasie wysiedlenia, a ponad 11000 umieszczono w obozie pracy w Trawnikach lub Majdanka. W getcie pozostało około 60 000 Żydów. Właściwie do lata 1942 roku nie istniała w getcie warszawskim żadna silna grupa zbrojnego oporu. Starano się stawiać wyłącznie bierny opór, to znaczy nie poddawać się coraz ostrzejszym prześladowaniom i łagodzić ich skutki. Czyniły tak wszystkie środowiska żydowskie, pomimo różnić światopoglądowych, łudząc się, że Niemcy w końcu przestaną mordować, że nie przekroczą tzw. masy krytycznej. Nie dojdzie do ludobójstwa. Dopierogdy mieszkańców getta pozostało zaledwie ok. 60 tys., zrozumiano, że celem Niemców jest wymordowanie wszystkich. Wówczas zaczętomyślećozbroj-nym oporze. „Nie damy ani jednego Żyda" Można wyszczególnić trzy środowiska. W skład pierw- szego wchodziły socjalistyczny Bund, młodzieżowe organizacje syjonistyczne - takie jak Poalej Syjon-Lewica, Poalej Syjon-Pra-wica, Haszomer Hacair, Dror, Gordonia, Akiba i Hanoar Haci-joni - oraz komunistyczna Polska Partia Robotnicza. W drugiej połowie 1942 roku, w dwóch etapach, utworzyły one organizację zdolną do działań militarnych. Najpierw nastąpiło wewnętrzne porozumienie organizacji syjonistycznych i PPR, datowane na 28 lipca 1942 roku, a więc okres wielkiej akcji deportacyjnej . Następnie -15 października - porozumiano się z Bun-dem. W ten sposób utworzono ostatecznie Żydowską Organizację Bojową. Na jej czele stanął Mordechaj Anielewicz, jego zastępcą został Icchak Cukierman. Żydowska Organizacja Bojowa prowadziła swą działalność pod hasłem: „Nie damy ani jednego Żyda". Drugim środowiskiem zbrojnego oporu w getcie byli przedwojenni oficerowie Wojska Polskiego pochodzenia żydowskiego oraz członkowie Betaru, paramilitarnej przybudówki Nowej Organizacji Syjonistycznej, która dążyła do wywalczenia siłą niepodległego państwa żydowskiego w Palestynie (wzorowano się na Legionach Polskich Józefa Piłsudskiego). Utworzyli oni Żydowski Związek Wojskowy, który miał swą siedzibę w zakonspirowanym lokalu przy ul. Muranow-skiej. Dowódcą ZZW został Pa-weł Frenkiel. Ostatnim środowiskiem biorącym udział w walkach były, tzw. dzikie grupy, które na własną rękę budowały bunkry i usiłowały zdobyć broń. 0 ich działalności mówią na ogół tylko pojedyncze relacje tychich członków, którym udało się przeżyć. Jedną z nich pozostawił pochodzący ze Lwowa matematyk Marceli Stark. Getto pokryło się siatką tzw. bunkrów, to jest lepiej lub gorzej przystosowanych pomieszczeń, często budowanych w piwnicach, zaopatrzonych w wodę 1 żywność, gdzie można było przetrwać od kilku do kilkudziesięciu dni. Wykrywanie i zdobywanie tych właśnie miejsc przychodziło Niemcom najtrudniej. W krótkim czasie zorganizowana konspiracja zbrojna stała się faktyczną władzą w getcie. Już jesienią 1942 roku zaczęto wykonywać wyroki śmierci na osobach uznawanych za zdrajców. Ściągano opłaty, by pozyskać broń. Wkrótce miała się przydać. Samoobrona styczniowa W styczniu 1943 roku doszło do pierwszych walk z Niemcami, którzy weszli do getta, aby wysiedlić kilka tysięcy osób. 18 stycznia 1943 roku Niemcy próbowali wysiedlić około 8 tysięcy osób nielegalnie mieszkających w getcie i wysłać je do Treblinki. Podczas prowadzenia tłumu na Umschlagplatz wywiązała się walka, Żydzi strzelali do Niemców i rzucali granaty. Walczono na ulicach Zamenhofa i Miłej. W tych dniach poległo wielu członkówżydowskiej Organizacji Bojowej. Wśród nielicznych ocalałych był dowódca Mordechaj Anielewicz. Nie wiadomo, ilu Niemców zginęło lub zostało rannych. Dzięki tym pierwszym strzałom żydowskich konspiratorów getto pokazało, że nie pozwoli Niemcom łatwo się pokonać. Psychiczna bariera bezpośredniego ataku na okupanta została przełamana. Getto a strona polska Zmieniło to także nastawienie strony polskiej, która wobec braku tradycji walki zbrojnej wśród Żydów była do tej pory bardziej niż wstrzemięźliwa w udzielaniu pomocy w uzbrojeniu żydowskich oddziałów. O ile do końca 1942 roku ŻOB otrzymała od Armii Krajowej zaledwie kilka rewolwerów, o tyle już pod koniec stycznia 1943 roku przesłano blisko pięćdziesiąt sztuk, a ponadto granaty i materiały wybuchowe. Do kwietnia nadeszło jeszcze kilka innych transportów dla ŻOB. W sumie na początku kwietnia 1943 roku w getcie „PRZY PIERWSZYM WTARGNIĘCIU DO GETT/1 UDAŁO SIĘ ŻYDOM I POLSKIM BANDYTOM ODEPRZEĆ NASZE SIŁY IVRAZ Z CZOŁGAMI IH OZAMI PANCERNYMI" znajdowało się co najmniej pięciuset uzbrojonych bojowców zdolnych do waltó z Niemcami. Według danych zebranych przez Władysława Bartoszewskiego, okręg warszawski AK przekazał ŻOB: 90 pistoletów z dwoma magazynkami każdy oraz amunicją, 600 granatów ręcznych (w przybliżeniu 500 obronnych i 100 zaczepnych), l erkaem, 1 pistolet maszynowy, oraz około 165 kg materiałów wybuchowych (głównie sze-dytu produkcji konspiracyjnej) i około 400 zapalników do nich (także produkcji własnej) i plastik ze zrzutów angielskich. Podobnej pomocy powiązana z AK organizacja bojowa Korpus Bezpieczeństwa udzieliła ŻZW, który to według jednego źródła otrzymać miał przez lub bezpośrednio od KB: 15 karabinów maszynowych, 20 pistoletów maszynowych, ponad 40 karabinów i 170 pistoletów, 1000 granatów oraz amunicję. Dzięki tym kontaktom ŻZW był w dniu powstania dużo lepiej niż ŻOB wyposażony w broń. Pomoc Armii Krajowej, jeżeli chodzi o zaopatrzenie w broń, potwierdził Marek Edelman z lewicowego ŻOB-u: „Pod koniec grudnia1942roku otrzymaliśmy nasz pierwszy transport broni od Armii Krajowej. Niebyło tego wiele, tylko 10 pistoletów. Niemniej umożliwiło to naszą pierwszą akcję zbrojną [...] Pod koniec stycznia 1943 r. otrzymaliśmypięćdziesiąt większych pistoletów i pięćdziesiąt pięć granatów od Komendy Głównej AK [...] W marcu 1943 każdy z naszych partyzantów miał pistolet i 10-15 sztuk amunicji, 4-5 granatów i tyle samo butelek zapalających. Dwa lub trzy karabiny przydzielone były do każdej sekcji dzielnicowej. Mieliśmy jeden tylko karabin maszynowy". Oprócz dostaw broni dowódca AK gen. Stefan Rowecki „Grot" zlecił również przeprowadzenie pomocy instruktażowej oraz szkoleń dywersyjno-bojowych, polegających głównie na nauce konstruowania bomb, granatów oraz butelek zapalających. Przeszkolony został m.in. inż. Michał Klepfisz w zakresie wytwarzania materiałów wybuchowych. Dzięki temu w getcie rozpoczęła się ich masowa produkcja. W czasie powstania największą skuteczność miały właśnie bomby domowej roboty i butelki z benzyną, a nie pistolety. Wybuch powstania Wiosną 1943 roku, władze niemieckie przystąpiły do całkowitej likwidacji getta w Warszawie. Na taką sytuację były przygotowane liczące ponad 500 osób oddziały Żydowskiej Orga-nizacji Bojowej oraz Żydowskiego Związku Wojskowego. Siły te dowodzone przez Morde-chaja Anielewicza oraz Pawła (Aszera) Frenkla, były nierównomiernie wyszkolone i uzbrojone, a ich działania miały się Głos Dziennik Pomorza Piątek: 14.04.2023 PULS # 5 opierać o sieć kryjówek i prowizorycznych schronów zbudowanych na terenie getta. Oddziały niemieckie, dowodzone przez dowódcę policji i SS w dystrykcie warszawskim płk. Ferdinanda von Sammem-Frankenegga, które wzięły udział w walkach w getcie, składały się z żołnierzy SS, Wehrmachtu, funkcjonariuszy policji oraz członków formacji pomocniczych. Nad ranem 19 kwietnia 1943 roku, getto warszawskie zostało otoczone, a na jego obszar wkroczyły oddziały niemieckie. Dysponowali ogromną przewagą liczebną i materiałową. Dowódca SS i niemieckiej policji w Warszawie rzucił do walki esesmanów, policjantów, żandarmów, żołnierzy Wehrmachtu i oddziałów ukraińskich, uzbrojonych w karabiny, pistolety maszynowe, lekkie i ciężkie karabiny maszynowe, działa, miotacze płomieni, wozy pancerne i czołgi. Atak przeprowadzono z dwóch stron - od Nalewek i skrzyżowania Gęsiej Niemcy nacierający od bramy przy Nalewkach zostali zaskoczeni silnym ogniem oddziałów ŻOB. Zostali też obrzuceni granatami i butelkami z benzyną. Starcie przy Nalewkach trwało dwie godziny i zakończyło się zwycięstwem powstańców. U zbiegu Zamenhofa i Gęsiej, żołnierze ŻOB zaatakowali oddział niemiecki poruszający się wozami pancernymi. Dwa pojazdy spłonęły obrzucone gr anatami i butelkami z benzyną, i po około pół godzinie hitlerowcy wycofali się. Ciężkie walki trwały na placu Muranowskim. Tam oddziały ŻZW ostrzelały z broni maszynowej zbliżające się od strony ul. Nalewki oddziały niemieckie, które przedarły się przez punkt oporu ŻOB na rogu Gęsiej i Nalewek. Niemcy wkrótce wycofali się również i stamtąd. A nad powstańcami powiewały dwie, z daleka widoczne flagi: Syjonistyczna -izraelska i biało-czerwony sztandar Rp\P. Po południu tego dnia dowództwo oddziałów niemieckich przejął Jurgen Stroop, i przeorganizował podporządkowane sobie oddziały. Atakujący ustawili działa na placu Krasińskich i rozpoczęli ostrzał getta, po czym ponownie wkroczyli na ulice getta. W kolejnych dniach kwietnia, walki mające miejsce w getcie składały się z szeregu starć prowadzonych pomiędzy powstańcami broniącymi się w wybranych punktach getta lub przemieszczającymi się między schronami i kryjówkami a niemieckimi grupami szturmowymi. Oddziały niemieckie dodatkowo codziennie przeczesywały teren getta poszukując kryjówek, w których ukryci byli Żydzi. Odnalezione osoby rozstrzeliwano lub transportowano do obozów. Część powstańców, tak jak grupa Ulica getta warszawskiego w czasie powstania - zdjęcie pochodzi z raportu Jurgena Stroopa członków ŻOB otoczona w schronie na ul. Miłej 18, popełniła samobójstwo, nie chcąc poddać się Niemcom. Na pomoc walczącemu gettu Pierwsze koncepcje odciążającego powstańców żydowskich uderzenia AK na hitlerowców, w tym wysadzenia murów getta warszawskiego, pojawiły się w szeregach AK w początkach 1943, na kilka miesięcy przed wybuchem powstania. Kedyw już w lutym 1943 roku wyznaczył do tego zadania cały oddział, pod dowództwem Józefa Pszennego, który podzielono na cztery kilkuosobowe sekcje. Członkowie oddziału zostali przeszkoleni oraz dokonali przerzutu z Grochowa na Stare Miasto potrzebnego sprzętu, broni oraz min. Początkowo planowano jedynie przeprowadzenie jednej akcji bojowej wspierającej bojowników żydowskich, opierając się na założeniu, że będzie to możliwe tylko w pierwszym dniu. Wraz z wybuchem powstania w getcie Armia Krajowa podjęła się realizacji działań, w ramach Akcji Getto, mających wesprzeć żydowskich powstańców. Ostatecznie AK przeprowadziła kilka prób dokonania wyłomów w murze, a także kilkanaście akcji bojowych skierowanych przeciwko niemieckim jednostkom rozlokowanym wokół getta. Pierwszy do akcji ruszył oddział Pszennego. Zadaniem oddziału było uderzenie z zewnątrz na posterunki policji i żandarmerii pilnujące getta, wyburze- nie w określonym punkcie muru otaczającego otworu, a następnie ubezpieczenie akcji ewakuacyjnej Żydów w kierunku Żoliborza, otwierającego drogę do Puszczy Kampinoskiej. W czasie powstania obrońcy getta od pierwszych dni wspierani byli zbrojnie z zewnątrz przez polskie oddziały podziemia zbrojnego. Polskie organizacje konspiracyjne przeprowadziły kilkanaście akcji w okolicach getta przeciwko oddziałom niemieckim. Akcji pomocowych dokonywały zarówno Armia Krajowa, jak i Gwardia Ludowa, Milicja Ludowa PPS oraz Oddział wydzielony Korpusu Bezpieczeństwa. Według niektórych źródeł, liczący 18 osób oddział pod dowództwem Henryka Iwańskiego i Władysława Żarskiego-Zajdlera walczył w getcie warszawskim wraz z bojownikami z ZŻW. Do powstańców przedostać miał się tunelem na plac Muranowski, gdzie wsparł oddział ŻZW toczący bitwę z siłami hitlerowskimi. 27 kwietnia Polacy przybyli tam z uzupełnieniem broni, amunicji oraz żywności i zastąpili oddział ŻZW na pozycji między ruinami w okolicy nieistniejącego już placu Muranowskiego a ulicą Nalewki, odpierając niemieckie i łotewskie ataki wsparte przez broń pancerną. 22 kwietnia w polskiej radiostacji „Świt" pod Londynem nadano informację o walkach w getcie. 4 maja na falach tejże stacji przemawiał wódz naczelny i premier rządu RP w Londynie, gen. Władysław Sikorski: „Proszę rodaków o użyczanie wszel- . kiej pomocy i ochrony mordowanym, a równocześnie piętnuję wobec całej zachowującej milczenie ludzkości te wszystkie okrucieństwa". Przychylnie 0 walce getta pisała również znaczna część podziemnej prasy polskiej. Raport Stroopa Udział polskiego podziemia zbrojnego w walkach w getcie oraz poza nim potwierdza 75— stronicowy raport generała SS 1 policji, Jurgena Stroopa, który był dowódcą oddziałów niemieckich zwalczających powstanie. Raport wielokrotnie wspomina o zaangażowaniu w walki polskiego ruchu oporu zarówno w atakach wymierzonych w kordon policyjny rozmieszczony wokół getta, jak w walkach wjego wnętrzu. Autor wobec Polaków używa określenia „polnische Banditen" -„Polscy bandyci". Relacjonując likwidację getta podaje dokładne opisy walk. M.in.: „Przy pierwszym wtargnięciu do getta udało się Żydom i polskim bandytom dzięki przygotowanemu napadowi z bronią w ręku odeprzeć nasze atakujące siły wraz z czołgami i wozami pancernymi". „Główna grupa Żydów, wymieszana z polskimi bandytami, wycofała się na tak zwany Plac Muranowski już w pierwszym lub drugim dniu walk. Tam zostali dozbrojeni przez znaczną grupę polskich bandytów. Grupa ta postanowiła się ufortyfikować w każdy możliwy sposób, aby powstrzymać nas od dalszej penetracji terenu getta. Na dachu betonowego budynku wznieśli dwie flagi żydowską oraz polską jako sygnał do walki przeciw nam. Te dwie flagi zostały zdobyte w drugim dniu akcji podczas rajdu specjalnej grupy bojowej. W walkach z bandytami poległ SS-Untersturmfiihrer De-hmke". W swojej relacji z całej akcji pacyfikacyjnej w getcie Jurgen Stroop chronologicznie podaje konkretne liczby złapanych i zabitych „Żydów oraz polskich bandytów" czasem wyszczególniając ich polską narodowość. W raporcie Stroop zwraca szczególną uwagę na bitwę o Plac Muranowski: „Główna grupa Żydów, wymieszana z polskimi bandytami, wycofała się na tak zwany Plac Muranowski już w pierwszym lub drugim dniu walk. Tam zostali dozbrojeni przez znaczną grupę polskich bandytów". Kanałami na aryjską stronę Gdy możliwości oporu się wyczerpały, powstańcy rozpoczęli opuszczanie terenu getta. O wszystkich grupach i jednostkach nie wiemy. Znane są tylko nieliczne relacje, z których wynika, że pierwsi wychodzili członkowie ŻZW, którzy toczyli szczególnie ciężkie walki z Niemcami i mieli plan ewakuacji przez tunel wychodzący na „aryjską" stronę miasta. Pomagali im w tym Polacy, z którymi kontaktowali się przy oka-zji zakupu broni. Wyszły najprawdopodobniej dwie grupy, obie jednak zostały schwytane przez Niemców. Nieco później wychodzili ocaleli członkowie ŻOB, którzy początkowo nie planowali wydostania się poza getto w przeświadczeniu, że i tak zginą. 29 kwietnia około czterdziestu bojowców wyszło kanałami do miasta. Druga grupa wyszła 10 maja, również kanałami. Grupy te trafiły do Łomianek; część bojowców udała się w lasy wyszkowskie, gdzie utworzyli oddział partyzancki im. Mordechaja Aniele-wicza. Upadek powstania Walki w getcie zostały oficjalnie zakończone 16 maja 1943 roku, kiedy to Niemcy wysadzili budynek synagogi na ul. Tłu-mackiej. W rzeczywistości poszukiwanie Żydów ukrywających się w ruinach getta trwało jeszcze kilka miesięcy. W wyniku powstania w getcie zginęło i zostało zamordowanych 12 000 Żydów, a większość z 60 000 osób znajdujących się w tym czasie w getcie została wywieziona do obozu koncentracyjnego na Majdanku lub obozów pracy w Poniatowej, Trawnikach i Budzyniu. Trudna do oszacowania grupa Żydów wydostała się z getta w czasie trwania walk i szukała schronienia na aryjskiej stronie. Powstanie w getcie było jednym z pierwszych po zakończeniu Kampanii Polskiej w 1939 roku, masowych wystąpień przeciwko okupacji niemieckiej. Powstańcy biorący udział w walkach w getcie stali się symbolem oporu wobec działań niemieckich okupantów. Większość z nich zginęła, jedynie kilku grupom udało się uciec z getta. Część z nich wzięła później udział w powstaniu warszawskim. 6 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 W'przeddzień wybuchu powstania Ryszard Walewski rozmawiał z Lejbem Rodalem, którego uważał za „mózg i myśl" organizacji. Była to serdeczna rozmowa między ludźmi, którzy wiedzieli, że ich szanse na przeżycie następnych dni są bardzo niewielkie, a jednak byli zdecydowani nie zrezygnować z walki: „Owej nocy staliśmy przy oknie, wpatrzeni w »aryjska stronę« za murami getta, w kierunku Żoliborza widzianego w bladym świetle ulicznych latarni". Rozmowa przedłużyła się do późnej nocy i stanowiła w pewnym stopniu osobisty i polityczny rozrachunek, wktó-rym Rodal przedstawił komuniście Walewskiemu swój nacjonalistyczny światopogląd i polityczne credo: „Wszyscy tu zginiemy. Niektórzy w walkach z bronią w ręku, a inni jako ofiary nadaremne. Lecz ważne jest, by pamięć o nas nie zginęła, by świat cały wiedział, jak beznadziejna była ta walka, trudna i krwawa. A jeśli się zdarzy, że ty z nas dwojga zostaniesz przy życiu [tak się stało - A.G.], jeśli kiedykolwiek i gdziekolwiek spotkasz moich towarzyszy, przekaż im, proszę, moje słowa, powiedz im, że ani na chwilę nie straciłem pewności co do upadku hitlerowskich Niemiec. Ani ja, ani moinajbliżsi towarzysze, którzy walczą o nasz naród, dla którego oddamy nasze życie. Wierzymy w powstanie Państwa Żydowskiego, zrodzonego poprzez walkę z naszymi wrogami [Arabami i Brytyjczykami] tam w dalekim kraju". Rodal porównywał sytuację Żydów w getcie warszawskim z bojownikami Masady: „W owym dawnym okresie niewoli, gdy legiony rzymskie zdeptały prawie cały starożytny świat, który padł przed nimi na kolana, tylko jedna mała prowincja, kraina Judea, chwyciła zabroń, zdecydowana na beznadziejną walkę 0 honor i wolność człowieka poniżonego, przeciwko uciskowi i bezprawiu. I dzięki temu przeszedł Jehuda do historii ludzkości, jako symbol walki ducha. Być może, że kiedyś po upływie wielu lat, gdy przystąpią do opisywania dziejów walki z nazistowskim okupantem, wspomną również nas 1 być może zostaniemy uznani, jak ta mała kraina Judea, gdy walczyła przeciwko potężnemu Rzymowi, za symbol ducha człowieka, którego nie sposób ujarzmić i który ma za zasadę walkę o wolność, o prawo do życia, do istnienia". Następnego dnia żydowscy konspiratorzy chwycili zabroń. Grupy bojowe ŻZW, pod generalną komendą Frenkla, operowały głównie w rejonie pi. Mu-ranowskiego. Najważniejszą redutą była oczywiście kwatera główna organizacji przy Mura- „Getto wymierzyło owej »niezwyciężonej« armii niemieckiej publiczny policzek, tym boleśniejszy dla wroga, że na oczach całej Warszawy. To nas wówczas krzepiło, to dodawało sił i energii do dalszej walki" Fotografia z Raportu Stroopa. Na zdjęciu bojownicy z getta warszawskiego na ulicy Nowolipie 64 blisko skrzyżowania z ul. Smoczą wierzyli, że pozostanie po nich pamięć nowskiej 7, wraz z okolicznymi zabudowaniami. Walki w tym miejscu miały dwie odsłony. Ich natężenie potwierdzał sam kat getta, gen. Ju-ergen Stroop. Pytany podczas swego procesu w 1951 r. o to, gdzie w getcie toczyły się najcięższe walki, stwierdził: „Po prawej stronie ul. Muranow-skiej (...) najsilniejszy opór stawiono na placu [Muranow-skim], gdzie padł Dehmke [podporucznik SS - Otto Dehmke -M.W.]. Był tam dom betonowy, nie mogę sobie dokładnie przypomnieć, tam w ogóle było niemożliwością przez długi czas dostać się". Natomiast Ryszard Walewski tak wspominał walki na Mu-ranowskiej: „Plac Muranowski i biegnące wokół tego placu budynki były gęsto obsadzone oddziałami ŻZW. Szczególnie silnie ufortyfikowane były dwa domy. Muranowska 7/9 i wylot placu Muranowskiego i Nalewek. Przez cały czas walk nieprzerwanie komunikowaliśmy się ze stroną aryjską. Stamtąd otrzymaliśmy amunicję i [ciężki - A.G.] karabin maszynowy. Został on zainstalowany na jednym z domów przy ul. Muranowskiej. W ten sposób panowaliśmy nad pl. Mura-nowskim i wylotami sąsiednich ulic. Jedyny [ciężki - A.G.l karabin maszynowy, jaki był w getcie, trzymał w ten sposób w szachu całą potęgę wojsk niemieckich, operujących na tym odcinku getta centralnego. Pomimo gwałtownych ataków niemieckich, użycia w walce z nami czołgów i broni maszynowej, nieprzyjacielowi nie udało się zdobyć naszych pozycji. Przeciwnie, przechodziliśmy od czasu do czasu do kontrataków, zdobywaliśmy broń na wrogu, niszcząc jego sprzęt wojenny, i przyprawiliśmy go o straty w ludziach. Wywieszenie obok karabinu maszynowego dwóch chorągwi - biało-niebieskiej ibiało-czer-wonej - wywołało wybuch istnej furii teutońskiej. Ataki stawały się coraz bardziej gwałtowne, rzucano na nasze stanowiska nowe oddziały wojska i użyto większej ilości broni. Ale i nasza obrona stawała się bardziej zacięta: broniliśmy tych chorągwi jako symbolu walki i protestu ginącego getta, które wymierzyło owej »niezwycię-żonej« armii niemieckiej publiczny policzek, tym boleśniejszy dla wroga, że na oczach całej Warszawy. To nas wówczas krzepiło, to dodawało sił i energii do dalszej walki. To dodawało nam wiary w to, że chociaż zginiemy, ślad jakiś po nas pozostanie po tamtej stronie murów getta". Symbolem tej tak zwanej „pierwszej bitwy muranow-slaej", było wywieszenie przez ŻZW sztandarów polskiego i sy- jonistycznego, co było wyrazem patriotyzmu powstańców i ich szacunku dla kraju zamieszkania. Tak opisała ten epizod Alicja Kaczyńska: „[po wybuchu powstania w getcie] cała kamienica [na Muranowskiej 6] wpadła wstań euforii. Na dachach domów [po gettowej stronie Muranowskiej] kręcili się ludzie, co chwila znikając i zjawiając to na dole, to na górze. Mieli w ręku jakąś broń. W pewnym momencie zobaczyliśmy, że naprzeciwko, nieco na prawo od nas zatknięto na dachu flagi biało-niebieską ibiało-czerwoną. »Patrzcie, patrzcie chorągiew żydowska! Plac Muranowski w rękach Żydów!« Ściskaliśmy się i całowali, widzieliśmy jak dwaj bardzo młodzi ludzie starali się dobrze zamocować flagi na wietrze. Ryzykowali życiem, przecież w każdej chwili mogli być trafieni kulami wroga, który pomimo [bliskiej] oczywistej porażki nie rezygnował z dalszej walki. Kilkunastoletni bohaterzy stali na dachu i wreszcie udało im się umocować flagi, które powiewały na wietrze. Teraz patrzyli w naszą stronę, mam wrażenie, że z dumą... Żydzi warszawskiego getta pierwsi na świecie stawili opór Niemcom! Nareszcie skończy się ten okrutny czas i wróci normalne życie!". Pierwsze walki na Muranowskiej trwały dwa dni. Oddajmy ponownie głos Alicji Kaczyńskiej: „Rano 21 kwietnia sytuacja uległa zmianie. Nie zobaczyliśmy już ani żydowskiej, ani polskiej flagi, na dole stało niemieckie wojsko i wozy pancerne. Byliśmy przerażeni. Rozpoczął się atakna budynki zamurem, atak karabinów maszynowych i artylerii, a huk był tak silny, że nie udało się wytrzymać przy oknach. Pożary za murem wzmogły się jeszcze, już nie pojedyncze domy płonęły, lecz całe kompleksy budynków. (...) Działa wroga atakowały domy naplacuMuranowskim, aztych domów wyskakiwali ludzie w płonącej odzieży i zabijali się na miejscu". W nocy z 20/21 kwietnia jedna z grup bojowych ŻZW zdecydowała się na ewakuację z getta. Została osaczona przez żandarmerię w okolicach Otwocka, o czym świadczy meldunek tamtejszego posterunku datowany na 23 kwietnia. Grupa ta liczyłai4 osób (8 mężczyzn i 6 kobiet). Pozostałe na placu grupy bo-jowe ŻZW podjęły jeszcze bój w dniach 27-29 kwietnia. Dotychczas wiedza o tym wydarzeniu - zwanym „dnigą bitwą muranowską" - opierała się głównie na relacjach żołnierzy KB, uznanych następnie, w dużej mierze słusznie, za niewiarygodne. Relacjonując ten etap walk, Juergen Stroop pisał w swoim raporcie z 27 kwietnia o zaciętych walkach w północno- wschodniej części dzielnicy żydowskiej, oraz o „handzie" około 120 osób działającej w bezpośrednim sąsiedztwie dzielnicy żydowskiej (chodziło o Muranowską 6). Grupa ta była silnie uzbrojona, posiadała także niemieckie mundury. Po walce okazało się, że wśród walczących była grupa Polaków. Stroop nadmienia też o ujęciu i likwidacji jednego z przywódców „żydowsko-polskiej organizacji wojskowej". Możemy pozostać jedynie w sferze domysłów, o kogo mogło chodzić. Oto jak opisuje Alicja Kaczyńska ówczesne wydarzenia w domu na Muranowskiej 6: „Okazało się, że puste mieszkanie na czwartym piętrze zajęte było przez Żydów. Mieli w nim skład amunicji i dobry punkt obserwacyjny. Nie wytrzymali, oglądając walki za murem, i zdecydowali się atakować wroga na własną rękę. (...) Była to lekkomyślna decyzja ludzi doprowadzonych do ostateczności. Zaczęli rzucać za mur przez okna czwartego piętra granaty, wywołując popłoch wśród zaskoczonych Niemców. Zaskoczenie trwało krótko. Niemcy zorientowali się w sytuacji, błyskawicznie sprowadzili pancerne auta, otoczyli nasz dom i rozpoczęli polowanie na Żydów po mieszkaniach frontowych i oficynach, legity-mując wszystkie osoby. W rezultacie Aryjczyków załadowano do »bud« i wywieziono w niewiadomym kierunku [na Pawiak - A.G.]. Wśród nich był mój mąż. Kobiety i dzieci wypędzono na ulicę i ustawiono pod murem getta. Następnie łapano Żydów, próbujących się ukryć w mieszkaniach od podwórza. Spędzono ich na dół, zebrano na podwórzu i zabito do ostatniego. Około stu osób". Również raport Żydowskiej Komisji Koordynacyjnej (czyli komitetu Bundu i większości syjonistów) wspomina o walkach na placu Muranowskim 27 kwietnia: „W okolicy remizy muranowskiej oddział bojowców urządził wypad na Niemców. Obserwowano rozwiniętą tyralierę Niemców, strzelających do obrońców getta". KSIĄŻKA August Grabski, Maciej Wójcicki, „Żydowski Związek Wojskowy - historia przywrócona". Wydawnictwo: Żydowski Instytut Historyczny Żydowski Związek Wojskowy historia przywrócona Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 PULS • 7 Największe dzido Caritas Polska? Caritas Polska prowadzi kilkadziesiąt programów i projektów. Sztandarowym, najstarszym jest Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, czyli świeca Caritas, którą zapala się na wigilijnym stole. Dzięki niej Caritas diecezjalne mogą wysyłać dzieci na wakacje, prowadzić dla nich świetlice, a najbiedniejszym fundować stypendia naukowe czy socjalne. To jest pierwsza akcja, z tradycją. Ale pomagamy też szerzej, organizując pomoc psychologiczną dla dzieci, akcję „Tornister pełen uśmiechu" (wyprawka szkolna) czy program stypendialny „Skrzydła". Opieką otaczamy też seniorów, dla których mamy program „Karta na codzienne zakupy" we współpracy z Fundacją Biedronki. Wytypowani przez parafialne zespoły Caritas seniorzy (jest ich 11 tys. w całej Polsce) otrzymują kartę do Biedronki oraz wsparcie wolontariusza, jeśli nie są w stanie samodzielnie robić zakupów. W ostatniej edycji była to karta o wartości 160 zł na miesiąc przez 10 miesięcy, czyli 1600 zł. Ten program trwa już kilka lat. Oczywiście, nie jest to jedyny program dla tej grupy, są też mniejsze, lokalne formy pomocy starszym. Kolejna grupa, którą się zajmujemy to osoby wykluczone - w kryzysie bezdomności. W Warszawie prowadzimy dla nich dwa programy: „Trochę ciepła dla bezdomnego" i „Uliczny patrol medyczny". Pomagamy także osobom niepełnosprawnym. Caritas Polska jest instytucją parasolową, która wspiera Caritas diecezjalne, także w formie różnych szkoleń pozwalających im doskonalić się w pełnieniu swojej misji. A jak działa Caritas Polska zagranicą? Różne projekty i programy prowadzimy w ponad 50 krajach świata. Mamy biura w dwóch miejscach: w jemeńskim mieście Aden oraz w Bejrucie, stolicy Libanu. Biuro libańskie obejmuje swoim zasięgiem także Syrię, iracki Kurdystan i Palestynę. Wśród naszych zagranicznych programów jest od 7 lat „Rodzina rodzinie". W tym czasie potrzebującym z Syrii przekazaliśmy ok. 70 min zł, które pozwalają im przeżyć. Dzięki pomocy Polaków nie muszą opuszczać swoich domostw w Ziemi Świętej. To bardzo ważne. Najnowszy projekt to ten związany z Ukrainą. W jego ramach założyliśmy 32 centra pomocy uchodźcom i imigrantom, gdzie znajdują kompleksową pomoc: finansową, rzeczową, ale też psychologiczną, prawną oraz pomoc w znalezieniu pracy i miesz- nasza działalność to nie tylko powszechnie znana Świeca caritas Przed przypadającą 16 kwietnia Niedzielą Miłosierdzia rozmawiamy z księdzem dr. Marcinem Iżyckim, dyrektorem Caritas Polska Rozmawiała:Jolanta Pierończyk kania. Po roku wojny w Ukrainie zrobiliśmy podsumowanie i wyszło nam, że poprzez Caritas Polska Ukraina i uchodźcy z tego kraju do Polski w formie finansowej i rzeczowej otrzymali dokładnie 597 min 700 tys. zł. Ale pomoc polskiego Kościoła była na pewno większa, ponieważ nie mamy danych co do bezpośredniego wsparcia udzielanego przez różne parafie polskie zaprzyjaźnionym parafiom ukraińskim, a wiemy, że jest wiele księży i sióstr zakonnych pracujących w Ukrainie, którzy mają swoje kanały pomocowe. To są w tej chwili nasze główne działania. Jednak, na miarę naszych możliwości pomagamy na całym świecie, gdzie tylko pomoc jest potrzebna. W Afryce wspieramy działania żywnościowe, edukacyjne (np. w Kamerunie wsparliśmy przedszkole założone przez polskie siostry pallotynki, w Wenezueli i Kolumbii pomagamy poprzez programy żywnościowe). Ze swoją pomocą jesteśmy w Argentynie, u Indian, w Demokratycznej Republice Konga. Pomagamy w Egipcie uchodźcom z Sudanu Południowego i Erytrei, w Grecji - uchodźcom z Afganistanu, w Kolumbii - uchodźcom z Wenezueli, w Polsce uchodźcom m.in. z Ukrainy. Jak się zmieniło u księdza postrzeganie świata po objęciu steru Caritas Polska? W pomoc na świecie jestem zaangażowany od 17 lat. Nim zostałem dyrektorem Caritas, w 2006 r. organizowałem Dzieło Pomocy „Ad Gentes" i byłem jego pierwszym dyrektorem. To jest instytucja misyjna. Jestem misjologiem, pracowałem w kurii biskupiej w Warszawie, na Pradze, jako dyrektor wydziału misyjnego. Tak więc od wielu lat znam potrzeby świata, Ameryki Łacińskiej, kontynentu afrykańskiego. Do Caritas Polska wchodziłem z niemałą wiedzą o świecie, nieco gorzej było z wiedzą o pomocy w Polsce. ■ Caritas kojarzyła się ze świecą na stół wigilijny i paczką, podczas gdy tych działań pomocowych jest dużo więcej. Z paczki przechodzimy na wspomnianą kartę. To nie są już projekty doraźne, ale programy długofalowe. Dyrektorem Caritas Polska jestem od sześciu lat i w tym czasie skala pomocy w Polsce wzrosła kilkakrotnie. Obejmując to stanowisko, miałem 49 pracowników, w tej chwili jest ich ponad 150. Powstał cały nowy dział pomocy imigrantom i uchodźcom, poszerzyliśmy pomoc dzieciom i seniorom. Nie jest tak, że czasem ręce opadają, kiedy człowiek widzi taki ogrom potrzeb, a nie zawsze jest w stanie pomóc? Robimy, co możemy. Caritas nie jest instytucją, która ma zastąpić państwo w udzielaniu pomocy. My jesteśmy instytucją, która ma wpisane w jestestwo Kościoła przychodzenie z miłością, a więc staramy się pomóc najbardziej potrzebującym. Staramy się szukać nowych możliwości pozyskiwania środków. Ważna jest też profesjonalizacja działań. Jako Caritas Polska (złożona z parafialnych zespołów Caritas oraz caritasów diecezjalnych) należymy do sieci Caritas Internationa-lis. Współpracujemy z konfederacją Caritas kontynentalną i Caritas Internationalis. I przyjmujemy standardy działania sieci Caritas Internationalis - wdrażamy nowe polityki działań, od polityki zakupowej, logistycznej, po safeguarding, czyli ochronę zwłaszcza małoletnich. Profesjonalizujemy nasze działania. Nowe pomysły, plany? Mamy różne plany, ale to, czym żyjemy to przede wszystkim to Ukraina, skąd mamy w Polsce 1,5 min uchodźców. Są to często matki z dziećmi, ludzie starsi. Trzeba im pomóc. Z takim kryzysem nikt się chyba jeszcze nie zetknął w całym świe- cie. Granicę polską przekroczyło 10 min Ukraińców! Oczywiście jedni wjechali, a potem wracali, inni pojechali dalej, ale jednak mamy 1,5 min ludzi, którzy potrzebują pomocy. W naszym biurze uchodźców i imigrantów codziennie przyjmujemy ok. 100 nowych osób. Udało się nie stworzyć obozów dla uchodźców, bo otworzyliśmy im nasze domy. Parafianie swoje, zgromadzenia zakonne - swoje klasztory. Swoje domy otwarli też biskupi. To była imponująca mobilizacja. W listopadzie w Rzymie podczas spotkania kilkudziesięciu dyrektorów Caritas z całego świata, a wcześniej w Atenach, było mi ogromnie miło, kiedy wszyscy mi gratulowali naszej postawy i życzyli, byśmy wytrwali w tej pomocy. Oczywiście, nie omieszkaliśmy poprosić o pomoc z ich strony. Nie odmówili. Na nasze konto wpłynęło z sieci Caritas prawie 55 min zł. Te pieniądze przeznaczyliśmy na pomoc na rzecz migrantów i uchodźców (przeważnie to pomoc realizowana w naszych 32 centrach pomocy). Nasz zryw pomocowy był jednak ogromny i został zauważony przez cały świat. Myślę, że tym samym -jako kraj - weszliśmy do wyższej ligi. Różne bywały nasze relacje z Ukraińcami, ale wojna zmieniła wszystko. Byłem na Ukrainie w chwili wybuchu wojny. Szybko wróciłem do kraju, by organizować pomoc. Byłem na Podkarpaciu, regionie przygranicznym, gdzie w przeszłości działy się nierzadko bardzo przykre rzeczy pomiędzy Polakami a Ukraińcami, ale w chwili wybuchu wojny nawet osoby, które doświadczyły na tamtym terenie cierpienia pospieszyli z pomocą. To naprawdę niesamowita i piękna postawa. Pomyślałem wtedy, żejeśli oni tak zareagowali, to reszta kraju też włączy się w pomoc. I tak się też stało. My, chrześcijanie, pomagamy, bo tego nauczył nas Chrystus. Niewierzącym mówię: Pomagajmy, bo tam giną ludzie. Ukraińcy walczą o pokój w Europie. Caritas Polska jest członkiem konfederacji (170 państw członkowskich) Caritas Internationalis z siedzibą w Watykanie i zrzeszeniem regionalnym Caritas Europa (46 państw członkowskich) z sekretariatem w Brukseli oraz współpracuje z watykańską Dykasterią ds. Integralnego Rozwoju Człowieka, zgromadzeniami zakonnymi, administracją państwową i samorządową, organizacjami społecznymi i wyznaniowymi, sektorem biznesowym oraz wszystkimi ludźmi dobrej woli. Od 2004 r. Caritas Polska ma status organizacji pożytku publicznego (KRS 0000198645). 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 Księżniczka Dobrawa mieszka w Iroczysku Wolkoiatka Nie wiemy wiele o Dobrawie, żonie Mieszka I, ale staje się nam bliższa w obrazie filmowym „Krzyż i korona", zagrana przez Karolinę Kuryj-Kiszkurno, urodzoną kołobrzeżanką. Grzego rz Ok o ński Albert Kiszkurno, znany jako odtwórca roli Mieszka I w produkcjach historycznych poświęconych rocznicy chrztu Polski, na wielu zdjęciach rekonstrukcyjnych pokazany jest na czele słowiańskich wojów. Ale też niejedno z nich uwiecznia skromną, jasnowłosą niewiastę u jego boku, wpatrzoną w brodatego księcia. To Karolina Ku-ryj- Kiszkumo, „służbowo" Dobrawa, żona Mieszka I, a prywatnie - żona Alberta, razem z nim prowadząca skansen historyczny Uroczysko Wołko-łatka. Dobrawa, której imię mogło brzmieć Dąbrówka lub Du-brawka, była córką czeskiego księcia Bolesława I Srogiego i do Polski przyjechała w efekcie sojuszu między nim a Mieszkiem I, zawartego w 964 roku. Historia wyznaczyła jej strategiczną rolę: jako chrześcijanka namówiła pogańskiego księcia polskiego do przyjęcia chrztu, co z kolei wprowadziło Polskę w orbitę krajów chrześcijańskich, zapoczątkowało napływ duchowieństwa (w tym Jordana, pierwszego polskiego biskupa) i odebrało pretekst do najazdów ze strony sąsiadów, prowadzonych w imię walki z poganami. Dobrawa, nazwana dziś, matką chrzestną Polaków miała ponoć postawić warunek, że wyjdzie za mąż dopiero, gdy książęcy narzeczony ochrzci się, a według innego źródła - konsekwentnie, nawet za cenę łamania postów, przekonywała Mieszka do chrztu. A do tego stała się matką pierwszego koronowanego króla Polski, Bolesława I Chrobrego. Kawa z szefem wojów Wielkopolska Dobrawa również wędrowała do swojego Mieszka: jej rodzina mieszkała do 1946 roku we Lwowie, skąd przybyli do Kołobrzegu, gdzie dziadek Henryk Kuryj został kapitanem portu. Karolina urodziła się więc nad morzem i tu, pracując w telewizji, udała się na pokaz wczesnośredniowiecznych wojów, którymi dowodził komes Albert. Elegancka dziewczyna ze zdumieniem obserwowała odzianego w kaftan brodatego woja, i choć w pierwszej chwili nie zachwycił jej ten strój, to dała się zaprosić na kawę zauroczonemu nią Albertowi. Dalej poszło szybko, a ta kawa... trwa do dziś! - Pokaz był w maju, a już tydzień później jechałam na zaproszenie Alberta do Poznania -opowiada Karolina Kuryj - Kiszkurno. - Pokazał mi historyczne miejsca ważne dla niego, grody takie jak Giecz, Lednica, Moraczewo, Gniezno, cierpliwie objaśniał, dzielił się wiedzą i pasją. Na następną wizytę wypożyczyłam zatem suknię i buty, odpowiadające epoce i... wciągnęło mnie to. Wówczas przyszedł czas na własne suknie, pierwszą biżuterię... Karolina szyje stroje mężowi, lubi wyszukiwać i dobierać tkaniny, a że trafia z tym idealnie i wygląda w historycznych strojach jakby nosiła je od urodzenia, znajomi czasem żartem wyrażają wątpliwość, czy w ogóle zakłada jakieś „normalne" ubrania. Dobrawa przed kamerą: tu decyduje gest Rola Dobrawy trafiła do sympatycznej kołobrze-żanki - a od lat mieszkanki rejonu Woli Jabłońskiej w wielkopolskiej gminie Rakoniewice -wraz ze Zdzisławem Cozacem, producentem filmowym i reżyserem, który obsadził Alberta w roli Mieszka I w serii „Tajemnice początków Polski". Dobrawa z „Krzyża i korony" okazała się być - tak jak zresztą jej mąż - znakomitym wyborem, bo konwencja filmu przewiduje sceny, które bazują na perfekcyjnie przygotowanym obrazie, spojrzeniu, geście, a nie na wypracowanych dialogach. To niełatwe dla aktorów, ale gospodarze Uroczyska Wołko-łatka dali radę. - Nie ma o Dobrawie wielu informacji, więc musiałam od- CHCIAŁAM POKAZAĆ DOBRAlVĘ IV ULOTNYCH CHWILACH, BĘDĄCYCHJEDNAK NAJWAŻNIEJSZYMI IVJEJ ŻYCIU: TU OBRAZY MUSZĄ WYSTARCZYĆ ZA CAŁĄ HISTORIĘ Mieszko I i Dobrawa przed wejściem do dworu w Uroczysku Wołkołatka tworzyć jej postać intuicyjnie, wyobrazić sobie co czuła dziewczyna, która znalazła się w zupełnie nowym środowisku, do tego z konkretnym zadaniem i z wielką odpowiedzialnością za los państwa. Sceny miały charakter malarski, portretowy, każda z nich bazowała na emocjach, przyciągała uwagę nie grą aktorów, ale eksponowaniem wymownych detali - wspomina Karolina. Zdzisław Cozac kręcąc swoją serię mówił wówczas z uznaniem, że rekonstruktorzy nie starają się, by wypaść dobrze, bo po prostu robią wszystko naturalnie, bez zastanowienia, wiedzą jak zagrać, a wiedzą to - bo tematyka jest dla nich pasją, a nie zwykłą stylizacją. A pasja daje doświadczenie, realizm, mimowolną dbałość o detal... Nie da się piękniej mieszkać Dziś Dobrawa mieszka ze swoim Mieszkiem w Uroczysku Wołkołatka, skansenie historycznym wzniesionym przez Alberta. To co dla wycieczek szkolnych, turystów i dla gości zafascynowanych średniowieczem jest sympatycznym epizodem, dla nich jest codziennym życiem. Prowadzą dwór i zabudowania osady tak, że prasłowiańscy bogowie przyglądający im się we mgłach i wieczornych blaskach ogniska, wydają się kiwać głowami z uznaniem. - Taki jest urok Uroczyska -cisza, spokój, szacunek dla otaczającej nas przyrody, piękniej po prostu nie da się mieszkać -mówi Karolina, a Albert dodaje - Tworzymy je przez lata, by podkreślić urodę tego miejsca, przez stworzenie średniowiecznego klimatu, którego nie ma w wielu muzeach; tu rzeczywistość średniowieczna pokazana jest inaczej, dzięki połączeniu etnografii z historią i archeologią, a każde miejsce staje się pretekstem do kolejnej pasjonującej opowieści. Natura jest najlepszą sceną, Uroczysko musi zatem zostać dzikopusz-czańskie. Karolina i Albert organizują w Uroczysku niecodzienne lek-cje historii, festiwale średniowieczne, czy po prostu podejmują gości, którzy lubią skorzystać z wehikułu czasu i przenieść się ponad tysiąc lat wstecz. Goszczą przybyszów nawet gdy zapada zmrok, podnoszą się mgły, a światła dworu i ogniska nadają Wołkołatce i drewnianym posągom niesamowitego wręcz baśniowego klimatu: warto umówić się wcześniej na takie odwiedziny, by zrozumieć, dlaczego Dobrawa i Mieszko zakochali się w Uroczysku... Portret Dobrawy w obiektywie Marka Kalisińskiego: Matka Chrzestna Polaków i matka pierwszego króla.. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 PULS 9 O niezwykłej XIX-wiecznej rosyjskiej ikonie staroobrzędowej w formie krzyża opowiada Piotr Sawicki z Muzeum Ikon w Supraślu Historia zbawienia zaczyna się pod krzyżem - Przez krzyż dochodzimy do zmartwychwstania. Początek ekonomii zbawienia zaczyna się właśnie u jego stóp - podkreśla Piotr Sawicki z Muzeum Ikon w Supraślu Magda Ciasnowska Chrześcijanie wyznania rzymskokatolickiego Wielkanoc mają już za sobą. Wyznawcy prawosławia zaczną świętować w tę niedzielę. Na ten szczególny, oko-łoświąteczny czas, Muzeum Ikon w Supraślu przygotowało wystawę „Pasja i Zmartwychwstanie w tradycji chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu". - Te dwie tradycje - pomimo różnic - wypływają z tego samego źródła i mówią o tym samym. Dopełniają się, przenikają i czerpią od siebie nawzajem. Dlatego eksponaty pochodzą z różnych kręgów kulturowych - mówi Piotr Sawicki z su-praskiego Muzeum Ikon. W kilku muzealnych salach można znaleźć enkolpiony (relikwiarze), różne formy krzyża, przedmioty liturgiczne, rzeźby i płaskorzeźby, obrazy i ikony oraz przede wszystkim różne ujęcia męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Krzyż Jak przyznaje Piotr Sawicki, dla obu wyznań najważniejszy jest krzyż, stanowiący zarówno dla chrześcijan w zachodnim, jak i we wschodnim Kościele, zewnętrzną oznakę wyrażania wiary. - Przez krzyż dochodzimy do zmartwychwstania. Początek ekonomii zbawienia zaczyna się właśnie u jego stóp -podkreśla. Obie tradycje wykształciły różne formy krzyża - jest krzyż grecki, łaciński czy koptyjski. - W prawosławiu ruskim mamy krzyż ośmioramienny. Ta forma pojawiła się około XI-XII wieku i zaczęła wypierać inne formy krzyża - opowiada Sawicki. W supraskim muzeum można zobaczyć krzyże o różnej formie, wielkości i sposobie wykonania. Są też krzyże -ikony. Wzrok zwiedzających zazwyczaj najbardziej przyciąga duża, XIX-wieczna, rosyj- ska ikona staroobrzędowa właśnie w formie krzyża. - O całej zawartej na nim symbolice można by mówić godzinami -przyznaje pracownik muzeum. I wskazuje na górną część ikony: - Widzimy tu Boga pod postacią starca i Ducha Świętego pod postacią gołębicy. Niekiedy pojawiają się też aniołowie w tak zwanych niskich pokłonach, adorujący mękę Chrystusa na krzyżu. Pod postacią Boga Ojca namalowano słońce i księżyc. - To symbol tego, że w czasie męczeńskiej śmierci Chrystusa podstawy ziemi zostały zachwiane. Słońce straciło swój blask i widoczny był tylko księżyc. Niejako cała natura buntowała się przeciwko temu barbarzyństwu dokonanemu przez ludzi - wyjaśnia Piotr Sawicki. Nieco niżej na krzyżu -nad głową Chrystusa - umieszczono drewnianą poprzeczkę. Nawiązuje ona do tabliczki, która została przybita do krzyża na rozkaz Piłata. Widnieje na niej napis „Jezus Naza-rejski Król Żydowski" w trzech językach - po łacinie, grecku i hebrajsku. W tradycji wschodniej poprzeczka ta nazywana jest „Tytłem", w zachodniej funkcjonuje pod nazwą „Titu-lus Crucis". Kolejna, najbardziej okazała poprzeczna belka służyła do przybicia dłoni Chrystusa. Widnieją na niej inskrypcje -„Ukrzyżowanie Pana naszego Jezusa Chrystusa" oraz „Krzyżowi twojemu kłaniamy się Panie i święte twoje zmartwychwstanie wychwalamy". Na krzyżu widnieją również atrybuty męki pańskiej: włócznia, którą przebito bok Chrystusa oraz trzcina wraz z natkniętą na nią gąbką. - Była nasączona octem, który miał uśmierzać ból. Chrystus tego skosztował, ale nie chciał pić. Zależało mu na tym, by świadomie przeżyć swoją mękę. Przyjął to cierpienie - tłumaczy muzealnik. W okolicach stóp Chrystusa znajduje się zaś charakterystyczna ukośna belka, znana jako suppedaneum. Występuje ona także w tradycji zachodniej, jednak nie jest w niej tak eksponowana jak w prawosławiu. - Był to niewielki kawałek drewna, który żołnierze rzymscy dawali pod stopy skazańcom, by przedłużyć im cierpienie. Człowiek, wisząc na krzyżu, z bólu i zmęczenia zaczyna osuwać się ku dołowi. I wtedy się dusi. By nie udusił się za szybko, mógł się dzięki temu elementowi podnieść i złapać kilka łyków powietrza. I tak przedłużała się agonia -tłumaczy Sawicki. Natomiast to, że ta belka umieszczona jest nie prostopadle do krzyża, a ukośnie, wiąże się z postaciami dwóch łotrów, których ukrzyżowano po prawej i lewej stronie Chrystusa. Po prawej stronie był święty Dyzma, który zbawił się w ostatnich chwilach swego życia. Chrystus powiedział do niego: „Jeszcze dzisiaj będziesz ze mną w raju". Z kolei poprzeczka opadająca w stronę złego łotra, symbolizuje jego potępienie. - W ten sposób również my, kontemplując krzyż i mękę Chrystusa, mamy wskazówkę, że możemy wybrać drogę prowadzącą do Królestwa Bożego, albo drogę prowadzącą do innego miejsca, gdzie na pewno nikt z nas nie chciałby trafić -podpowiada Sawicki. U dołu, pod stopami Chrystusa, można dostrzec czaszkę i piszczele. To fragmenty ciała Adama. Według tradycji, Golgota, czyli „Miejsce czaszki", to miejsce pochówku praojca. - Chrystus, nowy Adam, został ukrzyżowany na grobie starego Adama. Na grobie tego, przez którego grzech przeszedł na całą ludzkość. Ale dzięki odkupieńczej śmierci Chrystusa, żywot wieczny został nam ponownie przywrócony - tłumaczy Sawicki. Różnice Tradycję kościoła wschodniego i zachodniego odróżnia sposób przedstawiania Chrystusa na krzyżu. Te różnice zaczęły się pojawiać w średniowieczu. - Do IV-V wieku w ogóle nie przedstawiano Chrystusa ukrzyżowanego. Budziło to bowiem zgorszenie wśród pogan. W starożytności ukrzyżowanie uchodziło za wyjątkowo haniebną śmierć i chrześcijanie nie chcieli prowokować szydzenia z tego, co dla nich najświętsze - mówi muzealnik. Krzyż wyszedł z cienia dopiero około VI-VII w. Wówczas Chrystus na krzyżu ukazywany był w pełnej szacie. To była dalma - tunika pozbawiona rękawów, sięgająca niemal do kostek. Tak przedstawiano go mniej więcej do IX wieku. Później, zarówno w sztuce wschodniej, jak i zachodniej, pojawiła się przepaska, czyli tak zwane perizo-nium - dodaje Sawicki. Jednak w okresie średniowiecza drogi Kościoła wschodniego i zachodniego, dotyczące sposobu przedstawiania Zbawiciela na krzyżu, zaczęły się rozchodzić. - Początkowo na postaci ukrzyżowanego Chrystusa nie było widać oznak męki. Zbawiciela przedstawiano jako zwycięzcę. Niekiedy wyglądał, jakby spał -wyjaśnia Sawicki. Potem na Zachodzie, pod wpływem wypraw krzyżowych, pojawił się kult męki Chrystusa. Zbawiciel zaczął być przedstawiany jako cierpiący, z bezwładne powyginanym, poranionym ciałem i oznakami bóluna twarzy. Tradycja wschodnia zaś generalnie pozostała przy początkowej formie, chociaż i do niej, pod wpływem Zachodu, przeniknęły niektóre wątki związane z boleścią Chrystusa. -Jednak raczej starano się unikać przedstawiania go w sposób, który uwłacza jego godności. Dlatego te sceny pasyjne są IV CZASIE MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI CHRYSTUSA PODSTAITY ZIEMI ZOST1LY ZACHUIANE SŁOŃCE STRACIŁO SIVÓJ BLASK IIKIDOCZNYBYŁ TYLKO KSIĘŻYC w tradycji wschodniej bardzo powściągliwe - mówi Sawicki. Wielka tajemnica Zmartwychwstanie Pańskie uznawane jest za największą i nieprzeniknioną dla ludzkiego rozumu tajemnicę. Przedstawia się wiec je jedynie w sposób symboliczny. - Tradycja wschodnia spuszcza zasłonę milczenia na moment pomiędzy śmiercią Chrystusa, a jego wyjściem z grobu. To tak ogromna tajemnica, że tak naprawdę nie jesteśmy w stanie ogarnąć, co się w tym czasie wydarzyło - podkreśla Piotr Sawicki. Ikonografia chrześcijańskiego Wschodu ukazuje np. zejście Chrystusa do piekieł -do otchłani, gdzie przed przyjściem Zbawiciela przebywali wszyscy sprawiedliwi, ojcowie Kościoła. - W wyniku grzechu Adama, bramy niebios pozostały dla wszystkich zamknięte. I dopiero Chrystus swoją odkupieńczą śmiercią złamał bramy piekieł -wyjaśnia Sawicki. - Najbardziej wzruszająca w całej kompozycji jest scena przebaczenia i pojednania między Chrystusem a Adamem. Widzimy bowiem Chrystusa ujmującego' dłoń Adama. Trzymają trochę dziwnie, jakby badał jego puls. Tym samym podnosi go niejako z umarłych, przywraca do życia. Oprócz Adama ukazywane są też święte niewiasty ze Starego Testamentu, m.in. Ewa, Sara czy Rachela oraz niekiedy cały zastęp innych postaci. -Pierwotnie ograniczano się do trzech postaci. Na późniejszych ikonach, z XVII wieku, jest już morze głów - podkreśla pracownik Muzeum Ikon. Kolejnym sposobem na ukazanie w prawosławiu zmartwychwstania jest ikona „Niewiasty przy pustym grobie". - W Piśmie Świętym czytamy o niewiastach, które wczesnym rankiem przybyły do grobu z zamiarem namaszczenia ciała Zbawiciela. Tradycja wschodnia ukazuje tu też niekiedy Matkę Bożą, o której właściwie nie ma słowa w żadnej z ewangelii -opowiada Piotr Sawicki. - Niewiasty widzą, żegróbjestpusty, a na odsuniętej płycie grobowej siedzi Anioł i mówi im, że Chrystus zmartwychwstał. W supraskim muzeum można również obejrzeć ikony ukazujące „Niewiernego Tomasza", a konkretnie moment, gdy dotyka on rany zmartwychwstałego Jezusa. Wystawę „Pasja i Zmartwychwstanie w tradycji chrze-ścijańskiego Wschodu i Zachodu" w supraskim Muzeum Ikon można będzie oglądać do 28 maja. Eksponaty pochodzą z kolekcji prywatnych oraz z Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, Muzeum Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Dziah/ Sztuld Muzeum Podlaskiego, a także ze zbiorów własnych. 10 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 Pamięta pan ten moment, kiedy pierwszy raz spotkał Krzysztofo Globisza? Czy pamiętam...? Chyba pamiętam! Oczywiście znałem go ze sceny Starego Teatru, ale tak „na żywo" poznałem go gdzieś na początku lat 90. Spotkaliśmy się w Piwnicy pod Baranami na wieczorze, który potem rozwinął się w noc... .. .jak to w Piwnicy pod Baranami bywa. Tak. A z nocy rozwinął się w świt. Skończyliśmy na imprezie z tańcami na stole, gdzieś na ulicy Dietla. Jestem pewien, że Krzysztof w ogóle tego nie pamięta i na pewno nie pamięta mnie z tamtego czasu, bo ja byłem wtedy nikomu nie znanym, początkującym twórcą, co zresztą nie zmieniło się do dzisiaj! (śmiech) Ale to jest chyba moje pierwsze wspomnienie Krzysia, które przychodzi mi do głowy. Zamieniliśmy ze sobą parę zdań, jakto w takich sytuacjach imprezo-wychbywa. To były luźne rozmowy. Ale już wtedy pomyślałem: „Co za super gość! Świetny aktor, a nie zadziera nosa!"! Marzyłem, żeby z nim kiedyś popracować. Marzenie się spełniło! Jak tylko pojawiła się szansa, to zaprosiłem go do „Historii filozofii po góralsku", serialu, który robiliśmy dla Telewizji Polskiej, według książki ks. Józefa Tischnera. Krzysztof grał tam Sokratesa i mówił po góralsku, co, jak twierdził, było dla niego chińszczyzną. I to było nasze pierwsze spotkanie zawodowe. Był może 1996 albo 1997rok. Ale to wtedy, na planie tego serialu zobaczyłem w nim Anioła Giordano, upadłego nieco, ale przezacnego i przyjaznego ludziom cherubina, który za złe sprawowanie i przesiadywanie w czyśćcu z Elvisem Presleyem zostaje zesłany na ziemię. I tak powstał film „Anioł w Krakowie", a potem „Zakochany anioł". m Tak. Ze specjalnie napisaną dla ° Krzysia rolą, do której był 1 po prostu stworzony! i < | Jak się panów znajomość roz-J wijała? £ Myślę, że, jak to się mówi, nadawaliśmy na podobnych falach. Obaj lubimy się śmiać, jesteśmy otwarci na ludzi, ciekawi świata. Mamy podobne poczucie humoru i zapatrywania na różne rzeczy. Generalnie jesteśmy osobami, które lubią się też napić winka, (śmiech) To wszystko sprawiło, że gdzieś tam oprócz zawodowej współpracy pojawiło się i kum-plostwo. Zaczęliśmy bywać z małżonką u Globiszów w Ko-pytówce na wszelakich imprezach, imieninach, czy innych grillach. Tak poznaliśmy jego żonę Agnieszkę i całą rodzinę Krzysia, w tym legendarne cio- - To nie jest film o chorobie; ona jest tylko pretekstem do pokazania woli życia i siły życia, determinacji, z jaką potrafimy walczyć z własną niemocą. I w tym sensie jest to film o sile ludzkiego ducha, a ta siła udziela się widzom. Mnie się wydaje, że „Prawdziwe życie aniołów" to film, który dodaje skrzydeł. To dobry film na złe czasy, które, czasami, nam się w życiu przytrafiają - mówi Artur W. Baron, reżyser filmu Anita Czupryn Artur W. Baron: Te uczucia i moc, które otaczały Krzysia, to właśnie było to, co, moim zdaniem, pozwoliło mu wygrać z udarem i powrócić do życia ARTUR W. BARON: to film, po którym chce się żyć Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 PULS • II teczki, o których wspominamy też w naszym ostatnim filmie „Prawdziwe życie aniołów". Ta znajomość rozwijała się przez lata i trwa do dzisiaj. To się czuje w filmie „Prawdziwe życie aniołów", ale zanim o filmie, to zapytam o kolejny, zwrotny moment. Jest 2014 rok, lato. Jak pan się dowiedział, że Kizysztof Globisz przeszedł udar mózgu? Dowiedziałem się od znajomych aktorów. Byliśmy na wsi, u mnie w domu, był lipiec, więc okres wakacyjny. Była u nas Ewa Kaim, aktorka Starego Teatru i to chyba ona dowiedziała się pierwsza. Może od Ani Dymnej? A może jakimś innym sposobem dotarła do nas ta straszna wieść, teraz już nie pamiętam dokładnie. Oczywiście byliśmy w szoku, nikt się tego nie spodziewał. Krzysztofbył w formie, pracował, nic nie wskazywało na to, że może być chory. No więc dojmujące i przygnębiające poczucie smutku. Krzysztofbył generalnie osobą niezwykle lubianą, serdeczną, miał piękną duszę, wszędzie pozostawiał aurę fantastycznego człowieka i zewsząd otaczała go dobra, pozytywna energia. Zatem ta wiadomość była szczególnie bolesna, bo dotyczyła bardzo lubianej, bliskiej nam i ważnej dla nas osoby. Ale później, właśnie to, co Krzyś zbudował wokół siebie, pozwoliło mu wyjść z choroby moim zdaniem. Można posiedzieć, że byłto jakiś przejaw życiowej karmy. Bo on swoim życiem i osobowością sprawił, że zgromadziła się wokół niego wielka grupa przyjaciół, został otoczony miłością i wsparciem rodziny, spłynął na niego niezwykle cenny i ogromny dar pozytywnej energii i on się tego uchwycił i właśnie to go w jakimś sensie uratowało. Mam tu też na myśli tych wszystkich ludzi, którzy przyszli z realną pomocą. Anię Dymną, która zaczęła organizować zbiórki, koncerty. Te uczucia i moc, które otaczały Krzysia, to właśnie było to, co moim zdaniem, pozwoliło mu wygrać z udarem i powrócić do życia. Dziś sobie myślę, że to niemożliwe, żeby taki film, jak „Prawdziwe życie aniołów" nie powstał i że jest to opowieść o anielskich ludziach. Ale znów wyprzedzam, bo przecież zanim narodził się pomysł na film, przeczytał pan w inter-necie: „Anioł miał udar". To był ten impuls, który doprowadził do zrobienia filmu? To nie było nagłe, jednorazowe wydarzenie. To był cały ciąg przeróżnych zdarzeń. Oczywiście to przeczytane gdzieś w Internecie hasło dotarło do nas i uświadomiło nam z całą mocą, że dla wielu ludzi Krzysztof Globisz to jest po prostu Anioł Giordano, którego zagrał... ...aktóry przez przypadek trafił do Polski. Dokładnie. Ale zamiast do Holland, trafił do Poland. Ludzie, którzy przecież nie znali Krzysia prywatnie, utożsamiali go z tą postacią. A ci, którzy znali go z naszych „anielskich" filmów, często oglądali je, by poprawić sobie humor, by się lepiej poczuć. No więc myśmy wtedy zrozumieli, że to nie tylko Krzysztof Globisz miał udar, ale też anioł Giordano miał udar. A potem zaczęły się pojawiać głosy dalszych i bliższych znajomych, i innych ludzi, którzy mówili mnie i Witkowi Beresiowi: „No i co, chłopaki. Zrobiliście takie optymistyczne, pełne nadziei i jasności filmy. Mówicie, że świat ma sens, że trzeba iść po słonecznej stronie ulicy. Ale, jak to się ma do tego nieszczęsnego zdarzenia?". Łatwo jest robić optymistyczne filmy, pełne miłości, wiary i nadziei, kiedy wszystko się układa, kiedy życie nam sprzyja, kiedy jesteśmy szczęśliwi, zdrowi, mamy kochającą rodzinę i generalnie życie jest piękne. Ale jak żyć, gdzie szukać nadziei w chwili totalnej rozpaczy i nieszczęścia? W momencie egzystencjalnej próby, kiedy życie mówi: „Sprawdzam"? Kiedy jesteśmy w takim stanie, że zastanawiamy się, czy w ogóle życie ma sens? Gdzie szukać tego sensu? I tu pojawiła się myśl, że może my rzeczywiście powinniśmy się jakoś do tego wszystkiego odnieść, i tak zaczęliśmy dojrzewać do kolejnego filmu z Krzysiem. Jak zareagował na ten pomysł Krzysztof Globisz? Zareagował z dużym entuzjazmem, wysłuchał nas, po czym w krótkich, żołnierskich słowach powiedział: „Ja -gram", (śmiech) I gra, gra pięknie, co należy podkreślać, bo on nie tylko jest w tym filmie, ale też gra, gra jakąś wersję samego siebie, co potraktował jak kolejne wyzwanie aktorskie, to była dla niego niezwykła szansa powrotu na plan filmowy. Dlatego on był do tego bardziej przekonany, niż jego żona, Agnieszka, która jest osobą bardzo nieśmiałą i skrytą. To Krzysztofbył zawsze od czerwonych dywanów, świateł ibliditru sceny. Agnieszka wręcz przeciwnie. Wobec tego, to ona dłużej biła się z myślami, bo miała świadomość, że w jakimś sensie będzie to ponowne przeżywanie tych wszystkich wydarzeń. A tylko ona wie, ile bólu ją kosztowały. Ale tutaj znowu zadziałało coś, o czym już mówiłem: przez lata budowane zaufanie. Ona po prostu miała do nas zaufanie. Wiedziała, że zrobimy wszystko, żeby to był film uczciwy, który nie bazuje na tandetnych uczuciach, który nie pokaże choroby Krzysia w jakiś sensacyjny, tablo-idowy sposób. I w końcu, że będzie to film, który jest potrzebny wielu ludziom, znajdującym się na zakręcie. A Historia Krzysia jest bardzo filmowa, w stylu hollywoodzkim wręcz, aż żal by było jej nie opowiedzieć. To coś, co zdarza się bardzo rzadko: bohater przezwycięża wszystkie przeciwności losu, pokonuje chorobę i wraca do życia mimo różnych przeciwności, mimo tego, że nikt w to właściwie nie wierzył. A na koniec wraca także na scenę i na plan filmowy. Oskar! (śmiech) Takiej historii nikt na świecie jeszcze nie pokazał, żeby aktor po tak silnym, druzgocącym udarze mógł zagrać i to jeszcze zagrać taką rolę! Oczywiście! Zagrać samego siebie! Dla zdrowego aktora to jest nie lada wyzwanie. To nie jest wcale łatwe. Trzeba popatrzeć na siebie z boku, zanalizować się, spojrzeć z dystansem. A zagrać, po raz kolejny swój własny udar i całą tę historię wydobywania się z choroby, będąc aktorem, który ma problemy z mówieniem, aktorem nie w pełni sprawnym - to faktycznie jest niesamowity wyczyn, nie wiem, czy był taki w historii kina. Na spotkaniu po pokazie filmu na niedawnym festiwalu Script Fiesta w Warszawie powiedział pan, że bez żony Agnieszki ten film by nie powstał, bo te wydarzenia opowiadane są z jej perspektywy. Ale też ona współpracowała wpisaniu scenariusza. Nie można jednak powiedzieć, że jest to historia opowiedziana jeden do jednego. Jest osobista, uniwersalna, ale prawda miesza się z fikcją. Co zatem jest prawdą, a co kreacją? Cała walka o Adama, czyli bohatera filmu, którą po udarze podejmuje filmowa żona, jest bardzo prawdziwa. Dzięki Agnieszce jest w tym filmie jakaś bardzo osobista i autentyczna nuta. Jest mnóstwo sytuacji, które naprawdę się wydarzyły, słów, które naprawdę zostały wypowiedziane. Jest jednak i sporo fantazji, inaczej wygląda rodzina Krzysia; poza tym myśmy w filmie zbudowali także odrębny od realnego świat wyobraźni bohatera, to, za czym on tęskni, do czego ucieka ze szpitala, i gdzie funkcjonuje niejako alternatywnie. To wszystko było niezbędne do skonstruowania ciekawego filmowego świata. Chodzi przecież o kino, nie tylko o prawdę. I z Agnieszką pracowało się wspaniale także dlatego, że ona właśnie doskonale rozumie potrzebę dramaturgii, specyfikę opowieści i filmowej narracji; doskonale wie, że niektóre rzeczy trzeba opowiedzieć inaczej, nawet podkolo-rować, że opowieść rządzi się swoimi prawami, potrzebuje odpowiedniej struktury i ma swoje wymogi. I Agnieszka, ale AKTOR POZOSTANIE AKTOREM - ZAWSZE 1 WSZĘDZIE TO SAMO BYŁO Z KRZYSZTOFEM. TRZEBA ZAGRAĆ UDAR? NIE MA PROBLEMU- GRAMY UDAR! i cała rodzina Globiszów doskonale to rozumie. Poza tym ona przez cały czas była z nami na planie, a jej energia i pomoc była absolutnie nieoceniona, także z grającą ją Kingą Preis znalazły serdeczny, wspólny język. Kinga Preiswzorowała się...? Nie, nie. Kinga zagrała Agnieszkę tak, że warta jest wszystkich nagród świata, ale nie chciała zbyt intensywnie się nią inspirować, co ja też bardzo rozumiałem i popierałem. Może spotkały się raz, żeby porozmawiać, ale Kinga tworzyła własną wersję Agnieszki, podobnie - co ciekawe - jak Krzysztof kreował własną wersję siebie. Nie odwzorowywał udaru, bo go nie pamiętał. Dokładnie. Ta rola jest prze- -dziwnym melanżem tego, co Krzysiu naprawdę doświadczył, z czego się wydobywał i co pozostawiło w nim jakiś ślad na dnie duszy, ale i tego, co na potrzeby filmu wykreował na planie. I to połączenie sprawia, że ta rola ma jakąś szczególną siłę wyrazu i jest wyjątkowa w polskim kinie. Co też istotne, on nie pamięta nic z tamtego czasu, nie pamięta samego udaru, ani mrocznego okresu tuż po nim, on to wykasował kompletnie z pamięci, może chroniąc się przed tym. Nie było niepotrzebnego, powtórnego traumatyzowania? Nie, zupełnie nie. To, że on to wyrzucił z głowy, uwolniło nas też w sensie twórczym, niczego nie musieliśmy odtwarzać, wszystko mogliśmy wykreować od nowa. I w tym sensie to była normalna filmowa praca. Robiliśmy też duble. Z początku bałem się, czy ponowne odgrywanie niektórych traumatycznych przecież zdarzeń nie uruchomi u Krzysia jakiegoś niepokojącego procesu, depresyjnych odczuć, ale na szczęście okazało się, że nic niepokojącego się nie dzieje, a Krzysztof traktował te sceny, jak typowe zadanie aktorskie, jakby go osobiście nigdy nie dotyczyły. Jak widać aktor przed udarem, czy po udarze, pozostaje aktorem. Opowiem pani anegdotę o Juliuszu Osterwie, mogę? Bardzo proszę! Otóż Osterwie zmarła żona. I po pogrzebie, na cmentarzu długo stał przy jej grobie i płakał w żalu. Po wszystkim podeszła do niego jakaś, rozczulona tym widokiem, kobieta i powiedziała: „Panie Juliuszu! Jest pan naprawdę przejmujący w swym bólu!". A Osterwa, rozejrzawszy się dyskretnie, mówi do niej: „A widziała mnie pani w kaplicy?". (Śmiech). Widzi pani - aktor pozostanie aktorem - zawsze i wszędzie. To samo było z Krzysztofem. Trzeba zagrać udar? Nie ma problemu - gramy udar! A może dubelek? (śmiech) Wydawać by się mogło, że kręcenie filmu „Prawdziwe życie aniołów" szło jak po maśle, a przecież zupełnie nie. Po pierwsze, praca na planie filmowych działa się już w czasie pandemii. Po drugie - zdarzył się kolejny udar Krzysztofa Globisza. Jak sobie radziła z tymi przeciwnościami ekipa filmowa i czy były też jasne, radosne momenty na planie? Jestem pewien, że komuś tam w górze, czy może w dole zależało bardzo, żeby ten film powstał. Nasz film jest wielosezo-nowy, to znaczy potrzebowaliśmy 4 pór roku, więc okres zdjęciowy był planowany na rok, a stało się tak, że od momentu pierwszego klapsa do zakończenia trwał ponad dwa lata. Zaczęliśmy w listopadzie 2019 roku, a skończyliśmy w grudniu 2021 roku. Pomiędzy setkami zdjęć, kiedy czekaliśmy na lato, Krzysztof doznał drugiego, na szczęście lekkiego, udaru. To spowodowało, że musieliśmy zawiesić zdjęcia; czekaliśmy pół roku z myślą, czy ten film w ogóle skończymy. Na szczęście okazało się, że Krzysztof mógł grać dalej. A potem zdarzyła się pandemia, co nas znowu potwornie wstrzymywało. Zostały nam zdjęcia, które musieliśmy kręcić w prawdziwym szpitalu, a w trakcie pandemii szpitale były zamknięte. Na szczęście udało się zorganizować zdjęcia w części należącej do Szpitala Uniwersyteckiego. Stało się to dzięki uprzejmości dyrektora, który ugiął się, zobaczywszy w naszych oczach przerażenie, że nie skończymy tego filmu i wpuścił nas do zamkniętej części budynku, z osobnym wejściem. To też był cud, że to miejsce w ogóle się znalazło. Potem okazało się, że ze względu na rosnącą liczbę przypadków zachorowania na COVID, w szpitalach brakuje miejsc i przyszła decyzja, że w miejscu, gdzie kręcimy, ma być otwarty dodatkowy od- dział covidowy. Była to więc walka z czasem. Już nadjeżdżały łóżka, respiratory, a my cały czas kręciliśmy. Ale udało się skończyć! Sporo było tego rodzaju historii, które sprawiały, że mieliśmy pod górkę. -Ale jeśli chodzi o chwile jasne i radosne, to też było ich mnóstwo. Całej ekipie, która patrzyła na to, z jakim zaangażowaniem Krzysztof pracuje i ile wysiłku go to kosztuje, udzielała się jego radość. My na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, ile wysiłku kosztuje wypowiedzenie jednego słowa, zrobienie małego kroku, a tu mieliśmy przed sobą faceta, który ma z tym wiellri problem, ale nie narzeka, wręcz przeciwnie, wieziony na plan zimowy w specjalnie skonstruowanych saniach, śpiewa operowe arie, i tą siłą i humorem zaraża wszystkich dookoła. W tym sensie mówię o tym filmie, jak mówi się o Barcelonie, moim ukochanym klubie. Mianowicie Barcelona ma takie hasło -„Więcej niż klub". A dla nas to spotkanie i wspólna praca, to było coś więcej niż film. To naprawdę było budujące doświadczenie. Na wielu poziomach. Jeździ pan z filmem na przedpremierowe pokazy - jak ten film działa na publiczność i jakie emocje uruchamia? Film jest fantastycznie przyjmowany przez publiczność. Mieliśmy już chyba z 10 pokazów, przy wypełnionych salach. Ludzie zostają po filmie, chcą rozmawiać, dzielić się. Są szczerze wzruszeni i przejęci. Chyba udało nam się zrobić coś, co naprawdę działa na widzów. Pewnie jest tak, że kiedy ludzie patrzą, jak Krzysztof gra i wiedzą, że on nie tylko gra, ale też naprawdę to wszystko przeżył i przetrwał, to pojawia się ten dodatkowy kontekst, który sprawia, że uruchamia się jakiś głębszy rodzaj wzruszenia i przeżywania tego filmu. Talent reżysera też ma tu chyba znaczenie! (śmiech) Moim zdaniem ten film odpowiada też na pytanie, czym jest człowieczeństwo. To, co Krzysiu, jego rola i ten film niesie, to rodzaj ogromnej siły i nadziei. Dystrybutor wymyślił hasło, że to jest film, po którym chce się żyć. I rzeczywiście coś chyba jest na rzeczy, to się potwierdza po spotkaniach z widownią. Bo to nie jest film o chorobie; ona jest tylko pretekstem do pokazania woli życia i siły życia, determinacji, z jaką potrafimy walczyć z własną niemocą. I w tym sensie jest to film o sile ludzkiego ducha, a ta siła udziela się widzom. Mnie się wydaje, że „Prawdziwe życie aniołów" to film, który dodaje skrzydeł. To dobry film na złe czasy, które czasami nam się w życiu przytrafiają. 12 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 Sowa Przemądrzała ma dzieci dłużnika alimentacyjnego. Przepisy zna lepiej niż komornik, bo czytała w internecie, znaczy dotarła aż na drugą stronę wyszukiwarki Google. Panna Migotka jest przemiła, dopóki nie zacznie mówić o ojcu dzieci słowami, których nie znajdziemy w żadnym słowniku. Agnieszka Domka-Rybka Życie komornika • • z prowincji samo pisze scenariusze do teatru Piotruś Pan jest facetem koło czterdziestki, który do komornika przychodzi z mamą. Nie mieści się w drzwiach, bo pół życia spędził na siłowni. Smerf Ciamajda traktuje komornika jak biuro pośrednictwa zatrudnienia. Mówi, że chętnie zapłaciłby alimenty, gdybym jemu załatwił dobrą pracę, bo ta, co jest, nie przystaje do jego godności. lisek Chytrusekto mistrz utrzymywania się z niczego. Najgorszy z typów dłużnika - opowiadaRo-bert Damski, komornik przy Sądzie Rejonowym w lipnie. Niedawno stworzył cykl Teatr Alimentare, wktórymprezen-tuje swoje typy dłużników. Wszystko z życia wzięte. „Po co mi robota, jak mi pan zabierzesz wypłatę" - Zapytacie, po co? Z tego samego powodu co zawsze, żeby kolejny raz przypomnieć o alimentach. Tym razem z przymrużeniem oka, choć problem jest naprawdę poważny. Czasem czytam w komentarzach, a częściej w wiadomościach prywatnych, że już się powtarzam i nudny jes tem, bo ciągle o tych alimentach. Może i się powtarzam, ale wierzę, że im częściej iwięcejbędęotym mówić, tym większa szansa na wprowadzenie zmian, które spowodują, że alimenciarze zaczną w końcu płacić. Temat jest naprawdę ważny i dotyczy grubo ponad miliona polskich dzieci. Nadal więc będę się powtarzał przypominając o alimentach, ale na pewno nie będę nudny. Przedstawia nam swoich antybohaterów. Lisek Chytrusek to praw-* dziwy mistrz utrzymywania się z niczego. Doskonale umie się ustawić, aby jemu samemu niczego nie zabrakło. Zna przepisy, wie co robić, aby unikać odpowiedzialności. Dogada się z pracodawcą, aby ten zatrudnił go „na czarno". Jeżeli pracuje dla siebie, to zawsze jego działalność przynosi wyłącznie straty. Choć ma dochody, dobrowolnie nie zapłaci alimentów dla dziecka, nie zadba o nie, nie kupi prezentu. Przepisze swój majątek, sa-mochoduniema, wszak lisek go tylko użytkuje. Mieszka wygodnie, choć jak twierdzi nic nie jest jego, a wszystko zawdzięcza ludziom dobrego serca. Na pytanie komornika: „Z czego się utrzymuje?" odpowiada śmiało: ^niczego". Najgorszy z typów dłużnika. Złapanie Liska Chytruska jest dlakomomika szczególną satysfakcją. Smerf Ciamajda traktuje komornika jak biuro pośrednictwa pracy. Mówi, że chętnieby zapłacił alimenty, gdybym jemu załatwił dobrą pracę, bo ta, co jest na rynku, nie przystaje do jego godności. Smerf Ciamajda często mówi, że „chciałby być dobrym ojcem, kocha swoje dzieci i marzy, aby na nie płacić, ale nie może, bo nie ma dla niego pracy". Opowiada, że kiedyś mii fantastyczną posadę, ale ją stracił, a każda następna możliwość zatrudnienia nie spełniła jego oczekiwań. Ponadto dodaje: „Apoza tym, panie komorniku, pójdę do roboty, -1E5T MAMYj ' O l fcyM atTY MEf I i/ Komornik w Teatrze Alimentare prezentuje typy dłużników, którzy nie płacą na dzieci a pan mi ściągnie z pensji 60 proc. na alimenty, to mi się nie opłaca". Piotruś Pan jest zwykle facetem koło czterdziestki, który do kancelarii komornika przychodzi z mamą. Często nie mieści się w drzwiach, bo pół życia spędził na siłowni. Mimo to mama tłumaczy za niego, dlaczego Piotruś nie płaci alimentów: „Bo ta synowa to zła kobieta była", żeonatowogólezpołową wsi... i wiadomo, że ten dzieciak nie jest Piotrusiowy. Czyli, klasyczny zestawusprawiedliwień: „Nie płacę alimentów, bo kobieta mnie skrzywdziła". Sindbad Żeglarz to młody człowiek otwarty na świat, który nieboisięwyjazduzkraju.Małat wość zmieniania otoczenia, pozostawiając w Polsce swoje dzieci. Jako dłużnik czuje się za granicą bezkarnie. Wyjeżdża-jącprzysięga, że będzie przesyłał pieniądze. Początkowo nawet to robi, szybko jednakprzestaje i zapomina o „byłych" dzieciach, które zostały wjego byłym kraju. Często za granicą zakłada nową rodzinę i ta pozostawiona w kraju pozostaje jedynie mglis tym wspomnieniem, a dzieci stają się Eurosierotami. Spóźniony Słowik to mężczyzna, który ma pieniądze i odważnie się do tego przyznaje. Nigdy nie powinien zostać „klientem" komornika. Zawsze płaci alimenty po terminie. To jego znak firmowy. Robi to z wrodzonego roztargnienia lub zwyczajnej złośliwości Napytanie, dlaczego nie płacił w terminie, odpowiada: „Niech sobie trochę poczeka". Wychodzi z założenia, że płacąc alimenty robi wielką łaskę i należy mu się stosowna atencja. Opóźnienie w płaceniu traktuje jako swoistą karę. Przelewy alimentacyjne opatruje niewybrednymi komentarzami. Jest szczerze zdumiony, kiedy wjego życiu pojawia się komornik. „ Skąd pewność, że te sześć stów to na dzieci?" Czas na niektóre typy mam, które wychowują dzieci alimen-ciarzy. Panna Migotka jest bardzo miła, sympatyczna i uprzedzającogrzeczna. Dopóki nie zacznie opowiadać o ojcu swoich dzieci, najczęściej słowami, których nie odnajdziemy w słowniku ludzi kulturalnych. Chętnie składa wnioski o zajęcie składników majątku byłego partnera, które są wartościowe głównie dla niego samego. Mimo orzeczonej stałej opieki, dzieci więcej czasu, niż u niej, spędzająu ojca, babć i ciotek. Bo panna się miga. Szczęśliwie, typ raczej rzadko spotykany. Sowa Przemądrzała wszystko wie, bo „czytała w internecie". Sowa to prawdopodobnie ta jedyna, która dotarła na drugą stronę wyników wyszukiwania w Google. Przepisy znalepięj niż komornik, adwokat i sędzia razem wzięci. „Sama by tę sprawę lepiej poprowadziła", a w ogóle to tu ma „zrzuty z Facebooka" i „proszę zlicytować to auto ze zdjęcia". Średnio raz na kwartał pobiera z kancelarii formularz skargi, której nigdy nie składa, „bo to nic nie da, a dużo pisania". Śpiąca Królewna budzi się dopiero wkancelamkomomika. Nie pamięta danych potrzebnych do wniosku, nie pamięta gdzie ma wyrok, nie kojarzy kiedy, ale już dzwoniła trzy razy, ale nie pamięta z kim rozmawiała. A w ogóle to miała złożyć dodatkowy wniosek, ale jakto Śpiąca Królewna termin przespała. Śpiącej Królewnie zdarza się „zapomnieć" powiadomić komornika o wpłaciebezpośredniej od dłużnika. Zaświadczenie do Funduszu Alimentacyjnego na przedwczoraj potrzebuje, ponieważ, jak co roku, zaspała. W teatrze Roberta Damskiego poznajemy także pracodawców dłużników. MiśYogitopracodawca dłużnika alimentacyjnego. Napytaniekomornika: „Czy zatrudnia pracownika, Co płacenia unika"? Odpisać nie ma czasu, komornika ruga, I jest to klasyczna niedźwiedzia przysługa. Anakoniectej przysługi, Sam popada nagle w długi, Bo za takie zachowanie, Grzywnę niechybnie dostanie. KameleonLeonsam sobie jest sterem, żeglarzem i okrętem. Prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, więc jest własnym pracodawcą. Trudno cokolwiek od niego wyegzekwować i to nie tylko dlatego, że wiecznie jest „na minusie". Rzadko zatrudnia pracowników, ajeślijużtojesttoak-tualnapartnerka. Człowiekrene-sansu, dziś jest taksówkarzem, wczoraj byłelektrykiem,jutrobę-dzie handlował w internecie. Typ staromodny- rozlicza sięnajchęt-niej w gotówce, bo po co ułatwiać życie komornikom. I na koniec komornik opowiada-o sytuacji dosłownie sprzed kilku dni. - Pan myśli, że ja nie chcę płacić na dzieci? Bzdura! Ja chętnie na dzieci zapłacę! A skąd ja mam wiedzieć, że to na dzieci, co? Dam jej te sześć stów i skąd wiem, co ona z nimi zrobi? - No nie wiem, za takie pieniądze to pewnie wyjedzie i zacznie nowe życie gdzieś wtropikach... Teraz żarty na bok, bo problem jest naprawdę poważny. Rośnie zadłużenie alimentacyjne - takie zaległości wynoszą już 13,7 mld zł. Przez ostatni rok wzrosły o - uwaga! - aż 76 procent. Według Krajowego Rejestru Długów statystyczny dłużnik alimentacyjny w 2022 roku to mężczyzna w wieku 46-55 lat. Z kolei biorąc pod uwagę dane BIG InfoMonitor, na koniec zeszłego roku mężczyźni stanowili 94,1 proc. dłużników alimentacyjnych (ponad 266,5 tys.). Kobiety reprezentowały 5,9 proc. (przeszło 16,7 tys.). Wśród panów najwięcej zadłużonych było w wieku45-54 lata (ponad 93 600), a wśród pań -35-44 lata (6 300). KOSZALIN/ SŁUPSK/ SZCZECIN «tygodnik r Regionem C7 Piątek, 14.04.2023 Z WOKANDY LUDZIE I ZWIERZĘTA I ROZMOWA [KULTURA Uniewinnienie - zapadł I Wilki podchodzą już nie I Mediacje jako sposób j Gacpar miał ostry dowcip wyrok w głośnej sprawie tylko do gospodarstw. I na rozwiązywanie sporów j i swój styl. Rocznicowa Pawła Golemy str. 12 i Wchodzą do miast str. 16 I między uczniami str. 17 wystawa str. 18-19 W pracy białe kołnierzyki i pełna kultura. Poza nią? Lefs get ready to rumbie!!! Mariusz Królik z Mazur Boxing Słupsk, na co dzień fizjoterapeuta, od święta wojownik. Na Gali Białych Kołnierzyków walczył z kierowcą z Gdyni str. 14-15 12 • Z WOKANDY Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 Przyszli po nich w setkę z długą bronią. N ie wyszedł z tego nawet kapiszon Mariusz Parkitny Szczecin 17 marca 2013 r. po Szczecinie lotem błyskawicy rozniosła się pogłoska: rano CBA zatrzymało Gołemę i jeszcze kilka osób! 31 marca2023r.: - To, co zrobiła prokuratura, przypominało trochę PRL-mówił sąd. prawomocnie uniewinniając większość zatrzymanych dekadę wcześniej przedsiębiorców. Ła-pówkami miały być min. rabaty do restauracji. Znany restaurator i jego syn oraz właściciel salonów jubilerskich, przedsiębiorca pogrzebowy, urzędnicy skarbowi, urzędniczka sanepidu. Łącznie dziesięć osób zatrzymanych w najgłośniejszej akcji dekady. Do pomocy prokuratura wzięła sobie stu agentów CBA i policji skarbowej pod bronią. Chodziło o to, aby zatrzymać wszystkich od razu, aby nie udało im się mataczyć. Podejrzany nie odpuści Śledztwo prowadziła Prokuratura Okręgowa w Szczecinie z Departamentem Wywiadu Skarbowego Ministerstwa Finansów w Warszawie. Dziś śledczy niechętnie wracają do tamtej sprawy. W sumie pracowało nad nią trzech lub czterech z nich. Wśród zatrzymanych najbardziej znaną postacią jest Paweł Golema, właściciel restauracji, karateka, ogólnie barwna postać. W Szczecinie można usłyszeć, że nawet jak ktoś nie znał Golemy i nigdy go nie widział, to na pewno o nim słyszał. Dla Golemy, mimo prawomocnego wyroku, to nie koniec „Wśród podejrzanych jest Paweł Golema, znany gastronomik, jego syn oraz właściciele zakładu pogrzebowego i salonów jubilerskich. Zatrzymano ich w niedzielę w mieszkaniach. Akcja przypominała zatrzymanie zorganizowanej grupy przestępczej" - tak „Głos Szczeciński" relacjonował zatrzymania w marcu dziesięć lat temu sprawy. Szykuje pozwy o odszkodowania. I zerka na prokuraturę. - Prokuratura utrudniała życie i prowadzenie działalności gospodarczej mnie, mojej rodzinie i moim wspólnikom. Rzecznik prasowy prokuratury przekazywał do mediów komunikaty oczerniające moją osobę. Wszystkie te działania zostały skierowane przeciwko mnie przy wykorzystaniu publicznych pieniędzy i publicznego stanowiska. Do tej pory nie chciałem w jakikolwiek sposób wpływać na przebieg procesu karnego oraz na niezawisłe sądy, udzielając publicznej informacji. W swojej sytuacji mogę tylko dziękować są- dom, że pomimo tylu manipulacji prokuratury udało się dotrzeć do prawdy o tej sprawie. Konsekwencją tych wieloletnich bezprawnych działań wobec mojej osoby będą sprawy odszkodowawcze i inne dalsze postępowania. Ja, moja rodzina, wspólnicy oraz kontrahenci ponieśliśmy nie tylko straty finansowe przez lata tych bezprawnych działań, ale także straciliśmy zdrowie, czas dla naszych bliskich. To nie może pozostać bez prawnych konsekwencji - mówi. Wprost wskazuje, kogo uważa za sprawcę swoich problemów. - Po ponad 10 latach procesu zostałem ostatecznie oczysz- - Ponieśliśmy nie tylko straty finansowe tych bezprawnych działań, ale także straciliśmy zdrowie - mimo radości Paweł Golema zapowiada pozwy odszkodowawcze czony z fałszywych i nieprawdziwych zarzutów postawionych mi wiele lat temu przez ówczesnego prokuratora prokuratury okręgowej Artura Ma-ludy bez istnienia jakichkolwiek dowodów popełnienia przestępstwa - mówi. Obecnie prokurator Artur Maludy jest szefem Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, w której prowadzone są najpoważniejsze śledztwa. Nie komentuje sprawy. - To było śledztwo prokuratury okręgowej - powtarza prokurator Marcin Lorenc, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Szczecinie. Pierwszy akt oskarżenia Początkowo sąd aresztował na dwa tygodnie kilku podejrzanych. Szybko jednak wyszli z aresztu. W ciągu trzech lat od zatrzymania prokuratura miała już 90 tomów akt, w tym prawie 30 niejawnych, zawierających informacje z czynności operacyjnych, m.in. podsłuchów. Pierwszy akt oskarżenia dotyczył czterech osób. Adam S., Jacek M. i Agnieszka Z. to byli już inspektorzy z Urzędu Kontroli Skarbowej w Szczecinie. Czwarta osoba to Tomasz R., były przedsiębiorca. Mieli łącznie 25 zarzutów. Nie przyznali się do winy. Groziło im 10 lat więzienia. - Oskarżonym zarzucono przyjmowanie w okresie od 29 listopada 2010 r. do 10 października 2012 r. korzyści majątkowych i obietnic korzyści majątkowych w związku z pełnieniem przez nich funkcji publicznych od przedsiębiorców Dominika G., Edwarda Pawła G., Jacka T., Krzysztofa K. i Tomasza R. - tłumaczyła ówczesna rzeczniczka prokuratury. Urzędnicy byli oskarżeni 0 przyjmowanie łapówek, w tym rabatów w restauracjach Pawła Golemy, biżuterii czy wejściówek do strefy kibica podczas piłkarskich mistrzostw Europy w Polsce w 2012 roku. Mieli oni m.in.: ujawniać informacje objęte tajemnicą skarbową, a dotyczące terminów kontroli mandatowych w lokalu przedsiębiorcy Tomasza R., wydawać przedsiębiorcy Krzysztofowi K. materiały z prowadzonego przeciwko niemu w Urzędzie Kontroli Skarbowej w Szczecinie postępowania karno-skarbowego 1 wskazywać mu zamierzenia inspektora UKS występującego w charakterze oskarżyciela publicznego na etapie postępowania sądowego. - Działania te miały na celu doprowadzenie do uniknięcia przez udzielających korzyści przedsiębiorców Krzysztofa K. i Tomasza R. odpowiedzialności karno-skarbowej - dodawał wtedy prokurator. Oskarżeni mieli też sporządzać dokumenty do UKS składane w toku postępowania kontrolnego w imieniu przed- siębiorcy Dominika G. i ujawniać mu plany organu skarbowego. - Celem tych działań było uniemożliwienie ustalenia w ramach prowadzonych wobec przedsiębiorców postępowań kontrolnych właściwych zobowiązań podatkowych kontrolowanych przedsiębiorców -dodawał prokurator. Z ustaleń śledztwa wynikało, że łapówkami wręczanymi urzędnikom bądź obietnicami łapówek był też między innymi sprzęt elektroniczny, darmowe konsumpcje w lokalach gastronomicznych, darmowy pobyt w nadmorskich apartamentach. Oskarżeni urzędnicy odpowiadali też za tworzenie nieprawdziwych protokołów przesłuchania podejrzanych i świadków w toku prowadzonych przez nich innych postępowań karno-skarbowych. Adam S. i Jacek M. - dodatkowo za dorabianie sobie na boku świadczeniem usług księgowych dla przedsiębiorców. Drugi akt oskarżenia Drugim aktem oskarżenia prokuratura objęła przedsiębiorców, którzy mieli korumpować urzędników: Pawła Go-lemę, jego syna Dominika, Jacka T., Krzysztofa K. i Tomasza R. - Celem zaciemnienia obrazu sprawy przygotowano dwa akty oskarżenia oddzielnie dla urzędników UKS w Szczecinie i oddzielnie tę sprawę, gdzie aktem oskarżenia objęto innych biznesmenów, których zarzuty nie dotyczyły mnie, a do sądu przekazano akta niewłaściwie ponumerowane, nieoryginalne nośniki bez opisu. Sytuacja ta zmuszała sąd do wielokrotnego zobowiązywania prokuratora do podejmowania działań umożliwiających dalsze prowadzenie procesu, co wpłynęło także na czas jego trwania - dodaje Golema. Epilog W 2017 r. akty oskarżania trafiły w końcu do sądu. Najpierw zostali uniewinnieni urzędnicy. Potem przedsiębiorcy (tylko Dominik G. dostał wyrok w zawieszeniu za próbę wręczenia rabatu). Uzasadnienie sądu było miażdżące dla prokuratury. - Najpierw zarzucono Pawłowi Golemie przestępstwa, a później dopiero szukano na nie dowodów, Przypomina się PRL - mówił sędzia Maciej Strączyński. ©® EKOLOGICZNA GMII\A Piątek, 14.04.2023 mecenas projektu partner projektu sA 19 WOJEWÓDZKI FUNDUSZ WWEWEf+M V-T^ ochrony środowiska PORSCHE Kit » łAW I GOSPODARKI WODNEJ ' '-11 1-"-' 11- B * +\ M W ODAŃSKU v ■ LAT * Porsche Centrum Sopot Czyste powietrze, wody, zadbane tereny zielone, mniej odpadów programy wfoś, sir. 2 Energia z wiatru i słońca to nasza przyszłość - branża OZE szuka nowoczesnych rozwiązań gospodarka, 4-s Samorządy coraz częściej stawiają na ekologię, ale muszą działać tak, by obniżać koszty energii inwestycje, sir. e EKOLOGICZNA GMINA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 DLA MIESZKAŃCÓW WFOŚIGW W GDAŃSKU OD 30 LAT WSPIERA EKOLOGICZNE INICJATYWY W trosce o naturalne środowisko Działania Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zmieniają region: znika azbest likwidowane są nieefektywne kotły, powstają mikroinstalaęje retencyjne, rozwija się gospodarka wodno-śtiekowa. a pomorskie jednostki OSP i WOPR otrzymują nowy sprzęt - Jesteśmy partnerem dla samorządu województwa pomorskiego, lokalnych samorządów, przedsiębiorców, wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych. Realizujemy wiele inicjatyw, a zyski z tego są olbrzymie: czyste powietrze, czyste wody, zadbane tereny zielone, mniej odpadów trafia na wysypisko -mówi Szymon Gajda, prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku. Czyste Powietrze To rządowy priorytetowy program, którego celem jest poprawa jakości powietrza. Adresatami są właściciele lub współwłaścicieli jednorodzinnych Szymon Gajda, prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku budynków mieszkalnych lub wydzielonych w takich budynkach lokali. Co zyskamy w ramach programu? Można się ubiegać o dofinansowanie wymiany starych i nieefektywnych źródeł ciepła zasilanych paliwem stałym na nowoczesne - jak węzeł cieplny, pompa ciepła, kocioł gazowy konden- sacyjny, kocioł olejowy, ogrzewanie elektryczne, kocioł na pellet/drewno spełniający określone wymagania. Dofinansowanie można również pozyskać na przeprowadzenie prac termomoderni-zacyjnych budynku oraz montaż odnawialnych źródeł energii (OZE). Wsparcie może zostać przyznane jako dotacja na częściową spłatę kapitału kredytu bankowego lub dotacja z prefi-nansowaniem. Można pozyskać od 41 tys. zł do 79 tys. zł. Natomiast z kompleksową ter-momodernizacją maksymalne kwoty mieszczą się w przedziale 66 tys. zł do 135 tys. zł. Bielik Lepsze wykorzystanie produkowanej energii elektrycznej i ciepła to priorytety programu. Jest odpowiedzią na gwałtowny rozwój OZE i wynikające z tego problemy z odbiorem tej energii. Dzięki zastosowaniu magazynów energii nacisk położony zostanie na autokon-sumpcję oraz stabilizację przepływów sieciowych. Zapobiegnie to sytuacji odłączania instalacji OZE w momencie, gdy osiągają szczyt swojej produkcji. Ale magazyny energii to nie tylko prąd czy ciepło. To również nośniki, które pozwalają przechować potencjał energetyczny: biogaz, biometan czy wodór. Wykorzystanie ich jako formy magazynowania pozwala zoptymalizować produkcję energii, przesuwając w godziny o lepszym potencjale wykorzystania. Ochrona przyrody Konkurs na zadania z zakresu ochrony nakierowany jest na realizację projektów chroniących przyrodę, wspierających bioróżnorodność i zrównoważone funkcjonowanie ekosystemów. Mogą do niego aplikować podmioty prowadzące działalność na terenie województwa pomorskiego: organizacje pozarządowe, Parki Narodowe, Lasy Państwowe i ich jednostki organizacyjne. Dofinansowanie można pozyskać m.in. na zwalczanie roślin inwazyjnych gatunków obcych, pielęgnację pomników przyrody, ognisk bioceno-tycznych i alei rodzimych drzew miododajnych i owoco-dajnych, czynną ochronę w obszarze parku narodowego, w rezerwatach przyrody, w obszarach Natura 2000. Ekologiczna edukacja W ramach Programu Regionalnego Wsparcia Edukacji Ekologicznej m.in. jednostki samorządu terytorialnego, uczelnie wyższe, instytuty badawcze, organizacje pozarządowe, producenci audycji radiowych, grupy medialne, domy me-diowe, parki krajobrazowe, parki narodowe mogą pozyskać dofinansowanie działań i kampanii edukacyjnych na temat ochrony środowiska i gospodarki wodnej, odnawialnych źródeł energii, niskoemi-syjnego transportu, przeciwdziałania emisjom. Dofinansowane mogą być m.in. warsztaty, szkolenia, zajęcia w terenie, konferencje i seminaria, wydarzenia edukacyjne, programy i kampanie edukacyjne, konkursy, filmy, spoty oraz audycje. Wszystkie niezbędne informacje na temat programów, zasad aplikacji oraz fórm dotacji można znaleźć na stronie internetowej WFOŚiGW w Gdańsku: wfos.gdansk.pl. ©® autopromocja EK®logiczna am na, Moja ójczezna - nasza odpowiedzialność za Pomorz Zapraszamy do TRANSMISJI ONLINE debaty w sobotę 15 kwietnia do serwisu regionalnego dziennikbaltycki.pl organizator Dziennik Bałtycki- partner główny ✓// WOJEWÓDZKI FUNDUSZ OCHRONY ŚRODOWISKA I GOSPODARKI WODNEJ W GDAŃSKU 3>1 partnerzy wspierający ^EMKA F=»CDI=?SCII-H^ Porsche Centrum Sopot Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 EKOLOGICZNA GMINA • 3 ZDASZ MASZ SOBOTA 22 KWIETNIA UL. SZCZECIŃSKA 36K 1000-1400 Przynieś makulaturę, małe elektrośmieci i przeterminowane leki, a za każdy rodzaj odpadów dostaniesz sadzonkę. Środki uzyskane ze zbiórki odpadów przeznaczone zostaną na wsparcie SOSW w Damnicy, >jjVCHOlv G tu eu m ce CO CE: rn hi I 1 'I I i :1 lllllllllilllllll m n m ^EMKA Głos Pomorza GP 24.pl agencja reklamowa* (T) znała media ri i 11 ^i*I«]iwTni 1 Tui 1 L.JlA Wi. mm- Zadzwoń pod numer 662 260 056 i podpisz umowę na odbiór odpadów medycznych. EKOLOGICZNA GMINA GOSPODARKA ODNAWIALNE ŹRÓDŁA ENERGII CHRONIĄ NATURALNE ŚRODOWISKO Offshore i onshore. Zielor 'mm. Morska farma wiatrowa Jacek Klein jacek.klein@polskapress.pl W ostatnim czasie umysły rozpalają nadchodzące inwestycje w morską energetykę wiatrową. Będą spekta-kularne i dostarczą gigawaty mocy. Nie można zapominać jednak, że także na lądzie dzieje się dużo w kwestii zielonej energii, za-równotej pozyskiwanej z wiatru, jak i słońca. Niektóre inwestycje robią kolosalne wrażenie. Według danych organizacji WindEurope potencjał morskiej energetyki wiatrowej na Morzu Bałtyckim szacowany jest na po- ziomie 93GW, z czego na polską część tego akwenu przypada teoretycznie około 28 GW. Część z tego potencjału (ok. 17 GW) została już ujęta w planie zagospodarowania przestrzennego morskich wód wewnętrznych, morza terytorialnego i polskiej wyłącznej strefy ekonomicznej, w ramach którego wyznaczono łącznie 21 akwenów dedykowanych dla pozyskiwania energii odnawialnej z morskich farm wiatrowych. Według planów rozwoju energetyki offshore moc zainstalowana w morskiej energetyce wiatrowej osiągnie W2030r. wartość 5,9 GW, natomiast w2040r. -doilGW. Szacuje się, że program MEW przyniesie ogromne ekonomiczne korzyści dla gospodarki krajowej. Realizacja projektu o mocy 1000 MW na etapie inwestycyjnym, może prowadzić do utworzenia ok. 3,2 tys. miejsc pracy w łańcuchu dostaw dla morskiej farmy wiatrowej. Nato-miastrealizacja działań na etapie eksploatacyjnym może prowadzić do utworzenia ok. 780 miejsc pracy dla projektu o mocy 1000 MW. Zdecydowana większość morskich projektówrealizowana będzie w pobliżu województwa pomorskiego. Zaangażowani w projekty są krajowi i zagraniczni giganci: PGE, PKN Orlen, Eąuinor, Orsted. W porcie w Ustce powstanie baza serwisowa dla farm wiatrowych. W gdańskim porcie zlokalizowany ma być terminal instalacyjny. Te inwestycje dopiero nadejdą. Na lądzie są już tymczasem farmy wiatrowe i fotowolta-iczne, które mają 15 proc. udziału Wprowadzenie maksymalnej ceny na rosyjski gaz jest kluczowe - ma zmniejszyć zmienność cen gazu i energii w ogólnokrajowej produkcji energii elektrycznej. Na Pomorzu zlokalizowanych jest wielefarm wiatrowych. Przykładowo farma wiatrowa Potęgowo, największa w Polsce mieści się w powiecie słupskim isławieńskimSkładasięz 81 turbin General Electric o mocach 2,5 MW oraz 2,75 MW. Całkowity koszt inwestycji to 1,25 mld zł. Powstają kolejne. PAK-Polska Czysta Energia (PAK-PCE) rozpoczyna budowę nowej farmy wiatrowej. Pod Człuchowem powstanie farma wiatrowa Glę-dowo o mocy 72,6 MW. Jest to największy jak dotychczas projekt inwestycyjny PAK-PCE. Pierwszy prąd popłynie z farmy już w 2024 roku. Dostawcą turbin jest duńska firma Yestas. Pomorskie może poszczycić się także największą w kraju farmąfotowoltaiczną. Zlokalizowana jest wZwartowie wgminie Choczewo. Takiej inwestycji nie powstydziłby się żaden kraj w Europie, czy nawet na świecie. Jest to największy tego typu obiekt w Europie Środkowo-Wschodniej. Obiekt zajmuje teren o powierzchni300ha, na którego obszarze zamontowano łącznie ponad 378 tys. paneli fo-towoltaicznych. Druga faza inwestycji, zaplanowana na ten rok, powiększy całkowitą moc do 290 MW. Docelowo panele mają dostarczyć Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 EKOLOGICZNA GMINA • 3 energia z wiatru i słońca Fotowoltaika - energia ze sł zieloną energię do około 153 tys. gospodarstw domowych. Można to porównać do zaspoko-jenia potrzeb energetycznych mieszkańców miasta o wielkości Gdańska. W Polsce obecnie moc zainstalowana w OZE to ok. 22 GW. Dla porównania podkoniec 2015 r. było to „jedynie" 7 GW. Przewiduje się, że w 2025 r. moc zainstalowana OZE w Polsce, na lądzie i na morzu wyniesie w 2025 roku 28 GW, w 2030 r. - 50 GW. Niestety problemem w dalszym rozwoju OZE mogą być ograniczone możliwości przyłączenie nowych źródeł do sieci energetycznej. WMinisterstwie Klimatu i Środowiska trwają prace nad rozwiązaniem, które może zniwelować ten problem. Chodzi w wprowadzenie tzw. ca-blepooling, czyli rozwiązania dającego możliwość współdzielenia infrastruktury energetycznej pomiędzy farmami wiatrowymi a słonecznymi. Prace nad przepisami umożliwiającymi wdrożenie tego rozwiązania zaczęły się w2021roku. Cable pooling (w tłumaczeniu - łączenie kabli) ma co najmniej kilka zalet.Oprócz inteligentnej synergii w działaniu farm wiatrowych ze słonecznymi, takie rozwiązanie pozwoliłoby odciążyć całą sieć energetyczną, która z racji ogromnego zainteresowanie Polaków OZE, w krótkiej perspektywie czasu potrzebuje „oddechu". Kolejny plus, to formalnoprawne ułatwienia dla „zielonych" inwestorów, co zagwarantowałoby tańsze przyłączenie i możliwość pracy dwóch technologii w jednej lokalizacji. - Branża OZE ciągle się rozwija i szuka nowych, kreatywnych rozwiązań w dobie transformacji nakrajowymoraz światowym rynku energetycznym. Cable pooling daje możliwość uruchomienia elektrowni foto-woltaicznej wtej samej lokalizacji, w której wcześniej zbudowano elektrownię wiatrową i wykorzystywanie jednego przyłącza do sieci energetycznej. Dzięki takiej optymalizacji mamy szansę powiększyć ilość energii z OZE - komentował Jakub Jadziewicz, członek Zarządu Alians OZE. Eksperci i naukowcy od kilku latprzekonują, że obie technologie są wręcz stworzone do wspólnego działania. Wszystko dlatego, że przez cały rok mogłyby świetnie się nawzajem uzupełniać. W nocy czy zimą, gdy insta-laq'ePVmają ograniczoną wydajność, zastępowałyby je energia wyprodukowana przez farmy wiatrowe. Ina odwrót. Gdy latem czy w południe wiatraki nie mogą liczyć na duże prędkości wiatru, niedobór energii uzupełniałyby panele słoneczne. ©® Odnawialne źródła energii to przyszłość rynku energetycznego - Łączna moc zainstalowana źródeł energii elektrycznej w Polsce wyniosła w roku 60 GW (energetyka konwencjonalna i OZE), z tego 22 GW to odnawialne źródła energii (36 proc.). - Wbrew powszechnemu mniemaniu, najwięcej mocy nie mają farmy wiatrowe. Dynamiczny rozwój fotowoltaiki w ostatnich latach spowodował, że to ona jest liderem. - W 2022 r. jej moc zainstalowana wyniosła prawie 12 GW, co stanowi 54 proc. wszystkich mocy odnawialnych źródeł energii. Na drugim miejscu jest wiatr - moc zainstalowana to ponad 7,8 GW, czyli 36 proc. mocy OZE. OZE W POLSCE Farma na lądzie 0 • EKOLOGICZNA GMINA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 INWESTYCJE EUROPEJSKIE TRENDY PROMUJĄ ZIELONĄ ENERGIĘ Samorządy stawiają na ekologię, ale chcą też zaoszczędzić Mateusz Tkarski redakcja@prasa.gda.pl Samorządy coraz bardziej interesują się ekologicznymi inwestycjami Rosnące koszty energiiiogrzewania skłaniają do poszukiwania alter-natyw obniżających koszty ogrzewania, oświetlenia, transportu itp. Przy okazji realizowane inwestycje sprzyjają ochronie środowiska. Bycie gminą czy powiatem eko jest obecnie trendy. WPomorskiem rocznie realizowane są inwestycje ekologiczne liczone w setkach milio-rów złotych. Wiele z nich to przedsięwzięcia lokalnych samorządów czy spółek komunalnych. Korzystają one z różnych programów, krajowych i unijnych, dofinansowania ekologicznych przedsięwzięć. Powstają instalacje fotowolta-iczne na dachach, pompy ciepła czy biogazownie. Największą pompę ciepła «a Pomorzu chcą wspólnie zbudować firma Engie Słupsk i Wodociągi Słupsk. Produkowane ciepło będzie pozyskiwane w oczyszczania ścieków. Instalacja wytworzy go tyle, że będzie mogło zasilić około 10 procent mieszkańców miasta. *• Inwestycja ma kosztować około 60 min złotych. Ma być gotowa na przełomie roku2024 i 2025. Natomiast w rolniczej biogazowni we Wrześciu, w gminie Wicko, wytwarzany będzie biogaz, dzięki któremu produkowany będzie prąd oraz ciepło. Inwestycja powstała dzięki ponad 9,9 min unijnego dofinansowania. Zrealizowany w gminie Wicko projekt obejmuje budowę rolniczej biogazowni składającej się m.in. z dwóch silosów na kiszonkę, podziemnego zbiornika na gnojowicę i zbiorników fermentacyjnych. Powstanie również blok koge-neracyjny do produkcji prądu i ciepła. Będzie on miał moc prawie l megawata mocy cieplnej oraz elektrycznej. Wykonane zostaną przyłącza oraz trafostacja. Wicka biogazownia wpisuje się w koncepcję tzw. wyspy energetycznej. Chodzi tu o takie projekty związane z odnawialnymi źródłami energii, dzięki którym zwiększa się niezależność regionu od dostaw energii z zewnątrz. To nie tylko Ekologiczny transport miejski pojawia się już na ulicach szansa na większe bezpieczeństwo energetyczne, ale również na tańsze ogrzewanie. W przypadku biogazowni może ono być nawet o 40 proc. tańsze. Co istotne, projekt zapewni nie tylko ekologiczną energię dla okolicznych mieszkańców, ale w jego ramach powstaną nowe miejsca pracy. Całkowita wartość projektu to ponad 19 min zł, z czego prawie 10 min stanowi wsparcie ze środków Unii Europejskiej. Ekologiczne projekty zrealizowane są praktyczne w każdej gminie na Pomorzu. Polegają na wykorzystaniu źródeł odnawialnych, takich jak woda, biomasa, słońce czy biogaz do produkcji energii Wicko będzie mieć tańsze ciepło - dzięki biogazowni nawet o 40 proc. elektrycznej lub cieplnej. Przykładowo tylko unijne wsparcie ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego 2014-2020 otrzymały projekty o łącznej wartości ponad 208 min zł. Unijne dofinansowanie wyniosło ponad 155 min zł. Jeden z takicłi projektów realizowany jest w gminie Kępice. Powstaje 78 instalacji wykorzystujących kotły na biomasę i pompy ciepła instalowane w budynkach mieszkalnych. Dzięki temu, nie tylko zwiększy się bezpieczeństwo energetyczne, ale również poprawi się stan powietrza. Szacuje się, że roczna emisja gazów cieplarnianych zmniejszy się o ponad 100 ton równoważnika dwutlenku węgla. W Lęborku stawia się na montaż paneli fotowolta-icznych na budynkach. Mikro-instalacje fotoWoltaiczne realizowane są w gminach Pruszcz Gdański i Trąbki Wielkie. To właśnie instalacje foto-woltaiczne cieszą się dużym zainteresowaniem wśród samorządów. Wielu wójtów, burmistrzów, starostów już zdecydowało się na takie rozwiązanie, licząc na znaczne oszczędności w rachunkach za prąd, a także poprawę czystości powietrza. Inni stoją w kolejce po dofinansowanie, mając świadomość, że to przyszłościowy i właściwy kierunek. - Fotowoltaika przynosi wiele korzyści. Zwykle mówi się dużo o korzyściach indywidualnych, ale coraz częściej również samorządy przykładają uwagę do oszczędności i bycia eko na większą skalę, wika ze smogiem, obniżenie rachunków za prąd, a także zapewnienie sobie niezależności energetycznej to bardzo przekonujące argumenty, które powodują, że społeczeństwo jest bardziej zadowolone i zdrowsze. Ważne, żeby zmienić przekonania i otworzyć się na nowe - mówi Piotr Kisiel, dyrektor za-rządzający Manitu Solar sp. z 0.0. Oprócz standardowych form oszczędzania poprzez fo-towoltaikę coraz więcej modułów fotowoltaicznych możemy zaobserwować w nietypowej formie również w Polsce. Samorządy inwestują pieniądze w znaki wraz z oświetleniem zewnętrznym zasilanymi energią z fotowoltaiki i małej turbiny wiatrowej. Zasilanie fotowoltaiczne coraz częściej stosuje się do oświetlania miast. Polska znajduje się również w europejskiej czołówce pod względem rejestracji autobusów elektrycznych. Moduły fotowoltaiczne na dachach przystanków autobusowych można już zaobserwować w polskich miastach. Pozyskana energia elektryczna wykorzystywana jest do podgrzewania specjalnych mat elektrycznych lub ich chłodzenia. - Pomysły na wykorzystanie energii pochodzącej z fotowoltaiki mnożą się. Jest to bardzo budujące. Cieszę się, że w Polsce trendy z Europy szybko się przyjmują i samorządy z takim zaangażowaniem wprowadzają społeczeństwo na wyższy poziom świadomości. Jestem przekonany, że wykorzystanie zielonej energii jeszcze nieraz nas zaskoczy - podsumowuje Piotr Kisiel. ©© Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 EKOLOGICZNA GMINA STAWIAMY NA JAKOŚĆ DLACZEGO CERTYFIKATY MAJĄ ZNACZENIE? \ Coraz częściej chcemy wiedzieć, dzie rosło drzewo, z którego zrobiono kartonowe opakowanie Jacek Klein jacek.klein@polskapress.pl Certyfikacja pochodzenia surowca w branży opakowań nie jest fanaberią, ale wyznacznikiem odpowiedzialnego biznesu. PEFC oraz FSC® CoC to skróty, które jeszcze niedawno praktycznie w ogóle nie przyciągały uwagi konsumentów. Dzisiaj dzięki rosnącej świadomości ekologicznej konsumenci chcą wiedzieć, jak powstało opakowanie, do produkcji którego wykorzystano drewno. Czy pochodziło z legalnego źródła, zostało pozyskane z poszanowaniem środowiska i zastąpione przez nowe nasadzenia. Odpowiedź znajdują właśnie w certyfikatach PEFC i FSC® CoC. Certyfikat FSC „Chain of Custody" (CoC) potwierdza, że kupowane i sprzedawane materiały i produkty z drewna pochodzą wyłącznie z certyfikowanych lasów i mogą być oznaczone znakiem FSC. System zarządzania łańcuchem dostaw w oparciu o standard FSC CoC obejmuje m.in. zarządzanie jakością, specyfikację materiałów oraz ich identyfikację i segregację, kontrolę produkcji, fakturowanie oraz dokumentację sprzedażową i umieszczanie na produktach znaku FSC. Certyfikacja wg standardu PEFC „Chain of Custody of Forest-based Products" pozwala na weryfikację pochodzenia drewna na każdym etapie jego przetworzenia i przepływu. System PEFC dostosowany jest m.in. do specyficznych potrzeb małych, lokalnych właścicieli lasów oraz umożliwia certyfikację grupową. Do spełnienia Zadaniem certyfikatów jest wyznaczanie odpowiednich norm w zakresie ochrony środowiska. Korzystają z tego przedsiębiorstwa minimalnych wymagań systemu certyfikacji łańcucha dostaw PEFC można wykorzystać funkcjonujące w organizacji systemy zarządzania: jakością (ISO 9001) i/lub środowiskiem (ISO 14001). Choć od 2002 roku priorytetem w Unii Europejskiej jest zwalczanie nielegalnego obrotu drewnem, można odnieść wrażenie, że do niedawna mało kto zwracał uwagę na oznaczenia certyfikatów pochodzenia drewna na opakowaniach. Liczba konsumentów, dla których ma to znaczenie przy wyborze produktu, rośnie jednak z roku na rok. Potwierdzają to badania rynkowe. Opublikowany w 2022 roku raport „Odpowiedzialny biznes w Polsce" wskazuje, że rosną oczekiwania społeczne wobec odpowiedzialności biznesu za wpływ na otoczenie. Przedsiębiorcy coraz częściej starają się uzyskać certyfikaty świadczące o ekologiczności wytwarzanego produktu. Zdają sobie sprawę, że jest to dla nich być albo nie być, zwłaszcza gdy chcą wyjść na rynek unijny. Poświadczenia PEFC oraz FSC® CoC pozwalające na śledzenie pochodzenia surowców wykorzystywanych do produkcji informują, z jakiego drewna wyprodukowano surowiec na dane opakowanie, gdzie drzewo rosło oraz czy posadzono nową roślinę na jego miejscu. - Kluczowe staje się promowanie zrównoważonej gospodarki leśnej poprzez niezależną certyfikację. Istotnym zadaniem certyfikatów jest wyznaczanie dla przedsiębiorstw odpowiednich norm w zakresie ochrony środowiska. Grupa Akomex od wielu lat korzysta z certyfikacji ekojakości. Postępowanie zgodnie z wytycznymi certyfikatów PEFC czy FSC® CoC pozwala pozyskiwać drewno oraz pochodne półprodukty bez naruszenia bogactw biologicznych lasów. To ważne, ponieważ nasi klienci pytają o pochodzenie surowca, a także dostrzegają ważną rolę producentów w kontekście dbania o środowisko naturalne. Wymogi systemów FSC i PEFC są dla przedsiębiorstw bardzo podobne, choć to konkurujące organizacje - zauważa Aleksandra Robak, dyrektor ds. jakości w Grupie Akomex. Rabunkowa gospodarka leśna jest realnym zagrożeniem dla populacji dzikich zwierząt, owadów, a w konsekwencji nawet dla ludzi. Dlatego bardzo ważne jest, aby wdrażane wymogi umożliwiały kontrolę przepływu surowca na każdym etapie łańcucha produkcji, a w efekcie sprzedaż i oznakowanie produktów wytworzonych z certyfikowanych źródeł. Pozwala to konsumentom świadomie eliminować producentów nieprze-strzegających norm zrównoważonej gospodarki. W procesie powstawania produktu nie tylko pochodzenie surowca jest ważne, ale również sposób i emisyjność jego wytworzenia. Pojęcie śladu węglowego jest obecnie odmieniane przez wszystkie przypadki, a tendencje w zachowaniach konsumentów i coraz bardziej świadomych kontrahentów obligują producentów do wdrożenia działań, których celem jest ograniczanie emisji gazów cieplarnianych. Grupa Akomex także podjęła się tego wyzwania. W listopadzie ubiegłego roku zakończył się II etap projektu badawczego, którego celem było obliczenie śladu węglowego. - W chwili obecnej pracujemy nad sfinalizo- EKOJAKOŚĆ W procesie powstawania produktu nie tylko pochodzenie surowca jest ważne, ale również sposób i emisyjność jego wytworzenia waniem tematu wyliczenia śladu węglowego dla gotowego produktu. Zebrane dane pozwolą na opracowanie polityki mającej na celu określenie realnego poziomu redukcji emisji śladu węglowego poprzez ciągły rozwój i działania w ramach zrównoważonego rozwoju - podkreśla Aleksandra Robak z Grupy Akomex. Lasy na świecie i w Europie Ogólna powierzchnia lasów świata wynosi około 3 999134 tys. ha. Przeciętna lesistość w krajach świata (w stosunku do powierzchni lądowej) wynosi około 30,6%, a na 1 mieszkańca Ziemi przypada około 0,62 ha lasu, tj około 2,5-krotnie więcej niż w Polsce. Roczne pozyskanie drewna w świecie wynosi łącznie około 3,7 mld m sześć. Z ogólnego pozyskania drewna na poszczególne kontynenty przypada: Azja -1,1 mld m sześć., Afryka - 738 min m sześć., Europa - 726 min m sześć., Rosja - 205 min m sześć., Ameryka Północna - 570 min m sześć, oraz Ameryka Środkowa i Południowa - 490 min m sześć, i Oceania -74 min m sześć. ©® Grupa Akomex posiada ponad 50 lat doświadczenia na rynku W jej skład wchodzą 3 spółki: Akomex, DrukPak oraz duńska Piano Pack. Firma zarządza fabrykami w Polsce oraz w Danii i zatrudnia ponad 600 osób. Około połowa produktów Akomexu eksportowana jest poza granice kraju, głównie do państw Europy Zachodniej. Producent dostarcza opakowania, a także ulotki, etykiety, tacki i arkusze laminowane dla takich branż, jak: farmaceutyczna, spożywcza, higiena osobista, elektronika czy akcesoria domowe. Rocznie zakłady produkcyjne firmy opuszcza około 1,8 miliarda opakowań. Certyfikacja pochodzenia produktów i opakowań wytwarzanych z drewna chroni lasy 8 • EKOLOGICZNA GMINA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 REKLAMA 0010791909 Nowatorskie podejścia wychodzące naprzeciw potrzebom klientów rynku nieruchomości Adam Bojanowski, Ekspert rynku nieruchomości Właściciel i prezes firmy „Działki budowlane w zaciszu" Rynek nieruchomości od przeszło dwóch lat cechuje niestabilność i nieprzewidy-walność. Wszelkie założenia zdają się być ryzykowne, dlatego inwestorzy jak i deweloperzy stoją dziś przed poważnym wyzwaniem jak nie stracić i jak zyskać. Elastyczność stała się dziś sine qua non każdego kto działa na tym rynku. O komentarz poprosiliśmy Adama Boja-nowskiego - eksperta od inwestycji w nieruchomości. Podobno ostatnie dwa trzy lata tak trudne dla większości, były dla pana jednymi z lepszych pod względem zwrotu z inwestycji w nieruchomości. Niespodziewanie tak. Udało mi się nie tylko przetrwać, ale i zarobić więcej niż przewidywałem. Zawsze byłem -~-_dania, że kluczem do sukcesu w każdej rzeczywistości szczególnie tak niestabilnej jak ostatnie 2 lata, jest odkrycie niszy, w której brak konku-/ rencji, a która ułatwia ludziom życie. W czasach ciągłych wzrostów stóp procentowych, inflacji i recesji my inwestorzy musimy być bardziej kreatywni i innowacyjni w podejściu " do potrzeb klientów bo tylko to pozwoli nam ich pozyskać. Dlatego stale powinniśmy wychodzić z nowymi propozycjami, które na czasy kryzysu Ldają im i nam optymalne rozwiązania. W 2022 roku moja strategia miała pozwolić przeciętnemu Kowalskiemu kupić ziemię lub nieruchomość nie będąc uzależnionym od tego czy dostanie kredyt w banku. Ostatni rok był pod względem obsługiwanych kredytów, tak trudny, że wielu deweloperów nie mogło sfinalizować sprzedaży, bo brakowało klientów, którzy mieliby zdolność kredytową. Z jednej strony niepewność stóp procentowych, z drugiej szalejących cen energii sprawiła, że wielu inwestorów musiało wstrzymać swoje inwestycje. Każdy, czy to inwestor czy Jan Kowalski poszukiwał sposobów na przetrwanie. Jedni ograniczając do minimum koszty, drudzy sprzedając nieruchomości, by pozbyć się kredytów. Z chwilą przyjazdu obywateli Ukrainy, zwariował rynek najmu, bo jak nigdy popyt przewyższył podaż. Ceny najmu sięgnęły zenitu więc, wszyscy którzy mieli jakieś oszczędności zaczęli kupować mieszkania na wynajem. Powstała nowa tendencja rynkowa - popytu na małe powierzchnie. Tak zwana „mała deweloperka" zaczęła cieszyć się rosnącym powodzeniem. Jest to oczywiste, bo małe domy czy mieszkania są tańsze w wykończeniu i w utrzymaniu. Każdy kryzys to czas, gdy przedsiębiorcy muszą wznieść się na wyżyny pomysłowości. My przedsiębiorcy musimy działać. Nie możemy biernie patrzeć i czekać na cud. Musimy tworzyć nowe dostosowane do realiów koncepty biznesowe. Jednym z odważniejszych pomysłów, jakie widziałem od lat jest sprzedaż nieruchomości na raty własne inwestorów. Dostrzegliśmy w nim szanse na unikniecie przestoju. Ja dodatkowo zainwestowałem własny kapitał w budowę domów o wielkości od 45-70m, które prościej jest sprzedać, bo klienci albo mogą zorganizować na nie gotówkę, albo po prostu kupią na nasze wewnętrzne raty. To rozwiązanie, które wymusza rynek. Dzięki niemu nie omijamy procedury badania zdolności kredytowej, wpłata własna od moich klientów oraz umowa pozostawiająca nam tytuł własności do chwili pełnej zapłaty jest wystarczającym dla nas zabezpieczeniem. Co jeszcze innego można zrobić by Polacy mieli, gdzie mieszkać a inwestorzy mogli sprzedawać? Obserwując jak inne rynki światowe radziły sobie z kryzysami uznałem, że wkrótce i u nas zaczną cieszyć się popularnością domy mobilne. Mają raptem 9-14 m długości i od 2,5-4 m szerokości i są wyjątkowo tanie w utrzymaniu, co w dzisiejszych czasach jest bardzo ważne. Dodatkowo można je zależnie od naszej życiowej sytuacji relokować z miejsca na miejsce. Polacy chcąc jakoś przetrwać te trudne czasy, kupują takie domy, a moja firma buduje je w 7-10 dni. Moi klienci mają też do wyboru jedną z kilkuset pięknych działek gdzieś w zaciszu terenów wiejskich, do których prowadzą autostrady. Trwają- cy kryzys daje się ludziom we znaki również pod względem stresu, dlatego niektórzy chcą uciekać jak najdalej z miast i szukają gdzieś namiastki oazy spokoju. Szukają kontaktu z naturą. Dzisiejsze gminy wiejskie to już nie to samo co lata temu. Pod moje inwestycje wybrałem takie, w których. są już wybudowane nowe drogi i szkoły, a infrastruktura wcale nie jest gorsza od terenów podmiejskich. Co takiego sprawia, że są one ergonomiczne i ekono-miczni? Zastosowane są tam m.in. pompy ciepła oraz solary. Dzięki nim mieszka się zgodnie z naturą, a jednocześnie ekonomicznie. Są nieduże, więc tanie w ogrzaniu i oświetleniu przy wykorzystaniu źródła energii odnawialnej. Koszt budowy takiego domu to mniej więcej 260-400 tys. zł. Jednak od czasów pandemii zabudowa wolnostojąca cieszy się powodzeniem większym niż mieszkania. Domy mogą być nieduże byle były z dostępem do lasu, łąki czy nawet pola. Jestem pewien, że trend ekologii dotarł do budowlanki i zostanie na dłużej ponieważ wszyscy zdajemy sobie sprawę, z tego że nasze zdrowie zależy od dwóch czynników, na które mamy wpływ: redukcji stresu i kontaktu z naturą. Im więcej kontaktu z naturą, tym łatwiejsza kontrola stresu. Próbujemy redukować stres choćby uciekając z miast na wieś. Od kilku lat obserwujemy migrację z miast na tereny wiejskie, a odkąd firmy zrozumiały, że praca zdalna jest równie wydajna i korzystna jak stacjonarna, coraz więcej osób wybiera życie daleko od popularnych aglomeracji miejskich. Czy najem na wsiach też staje się popularny? Tak, jest to absolutna nisza rynku nieruchomości jaką widzimy. Mało kto proponuje dziś takie rozwiązania, dlatego każdy kto pierwszy zacznie oferować takie możliwości zdominuje ją. Na jednej ze moich działek, o wielkości 12 hektarów postawiłem dwa wolnostojące budynki mieszkalne. W jednym oferuję na wynajem 8 mieszkań, a w drugim 4 kawalerki. Wszystkie nowocześnie urządzone i w pełni wyposażone. W niczym nie ustępują wielkomiejskim mieszkaniom, a na zewnątrz zachwyca przyroda. Początkowo myślałem, że będzie to najem quasi-krótkoterminowy maksymalnie na rok, ale lokatorzy tak się w nich zadomowili, że mieszkają już 3 lata i nie planują się wyprowadzać. Jest to bardzo innowacyjne podejście do nieruchomości na wynajem, ale jak wiadomo „potrzeba matką wynalazku". Kolejną propozycją jaką mogą wprowadzić inwestorzy lub deweloperzy jest wykorzystanie m.in. technologii wirtualnej rzeczywistości, która umożliwi naszym klientom obejrzenie nieruchomości z daleka, co oszczędzi im czas i zwiększy zainteresowanie. Myślę, że jak w każdej branży, tak i tu ważne są specjalne programy lojalnościowe, które mogą przywiązać klientów do inwestorów. Jestem zdania, że tylko tak nowatorskie podejścia wychodzące naprzeciw problemom i potrzebom klientów i aktualnym realiom może zwiększyć sprzedaż i zyski, pomimo trudnym warunkom rynkowym. ARTYKUŁ REKLAMOWY • Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 WIOSENNA AKCJA DLA ZDROWIA POLAKOW Rozdajemy ZA DARMO* witaminę D3. Odbierz w PREZENCIE odporność na wiosnę dla całej rodziny! Złap okazję i przyjmij w prezencie pakiet dobroczynnej witaminy D3 za darmo*. Tak, za darmo! To nie pomyłka ani błąd drukarski. Producent suplementów diety dostał pakiet na zwiększenie produkcji i rozwój, stąd ta cała akcja! Witamina D3, którą możesz zdobyć za darmo* w tej wiosennej promocji, to prawdziwy strażnik odporności organizmu, który pomaga nie tylko odpierać infekcje, lecz również troszczy się o dobrą kondycję mięśni, kości i zębów. JtVHĄ KAPŚUtKĘ PZIENNIE 5T05UJB5Z, INFEKCJAMI 5IĘ NIE PRZEJMUJESZ! DLACZEGO WITAMINA D3 JEST AZ TAK BARDZO POTRZEBNA ORGANIZMOWI? Witamina D3 jest potężnym składnikiem odżywczym, który wzmacnia odporność organizmu poprzez wielopłaszczyznowe działanie: • pomaga wzmocnić barierę śluzową w układzie oddechowym i pokarmowym, co chroni organizm przed infekcjami; • wpływa na funkcjonowanie komórek odpornościowych, takich jak limfocyty T i B oraz komórki NK, co zwiększa ich zdolność do zwalczania chorób; • może pomóc zmniejszyć procesy zapalne w organizmie, co z kolei pomaga w zwalczaniu chorób; • jest niezbędna organizmowi do produkcji przeciwciał, które pomagają w walce z infekcjami i chorobami; • niedobór tej witaminy zwiększa ryzyko chorób autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń czy stwardnienie rozsiane. 0P°ftNO$Ci v m 30ssssssr Witamina D3 to super-bohater stojący na straży odporności organizmu, a do tego pomaga zachować mocne mięśnie, kości i zęby. Witamina D3 pomoże Ci zadbać o zdrowie całej rodziny. NIE MARNUJ OKAZJI I ZADZWOŃ TERAZ, A JUŻ ZA 2 PNI BĘDZIESZ MIEĆ WITAMINĘ Ds W SWOIM DOMU - BEZ ŻADNYCH KRUCZKÓW I DODATKOWYCH WYMAGAŃ! _WlTi ZA DARMO!* WITAMINA D3 ZADBA O TWOJĄ ODPORNOŚĆ - zgłoś się i odbierz swój pakiet w prezencie • 4 blistry po 30 kapsułek = 120 dni odporności • tylko 1 kapsułka dziennie • skuteczna dawka witaminy D3 - aż 50 |ig w dobrze przyswajalnej formie • płacisz tylko za przesyłkę i koszt pakowania 24,90 zł - brak limitów na gospodarstwo domowe! Zadzwoń TERAZ: onlybest24.com 538 570 243 Ozł Szczegóły oraz informacje dotyczące procedury zwrotów i reklamacji dostępne są pod adresem: www.onlybest24.com Linia czynna poniedziałek - piątek 8:00 - 20:00, sobota - niedziela 9:00 -15:00. Opłata według stawki operatora bez żadnych dodatkowych kosztów. Oferowany produkt nie jest lekiem i nie zastępuje leczenia tradycyjnego. Jeśli jesteś pod opieką lekarza, w żadnym wypadku nie przerywaj zaleconej kuracji. Jeśli po użyciu produktu nie nastąpi poprawa, koniecznie skonsultuj się z lekarzem. • WOKÓŁ SPORTU Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 Ślusarz, prawnik, uczeń - czaser Grzegorz Hilarecki Słupsk Zdziwicie się, ale w ringu bokserskim zdarza się mniej kontuzji niż na boisku piłkarskim 2Ui to adrenalina jest większa. I o to chodzi zawodnikom Gali Białych Kołnierzyków. Poczuć tę moc. Słupsk to miasto, w którym Aleksy Antkiewicz pracował na sukcesy olimpijskie. To tutaj na ring wychodzili: Kazimierz Adach, Dariusz Michalczewski ' czy Jan Dydak, ikony nie tylko polskiego boksu. Drużyna Czarnych Słupsk zdobywała regularnie medale drużynowych mistrzostw kraju, a najlepsi polscy bokserzy, na przykład bracia Skrzeczowie, przyjeżdżali tu, wiedząc, że oberwą od słupszczan. Zważywszy na tę pięściarską tradycję, nie ^iziwi sukces, jaki odniósł Tomasz Mazur, wychowanek Czarnych Słupsk, trener z Klubu Bokserskiego Mazur Boxing Słupsk i organizator Gali Białych Kołnierzyków. Amatorzy na ringu - Chcę się sprawdzić - mówił przed swoim debiutem w ringu Mieszko Przeworski, znany ,.w Słupsku radca prawny. Ojciec i mąż, poważny prawnik, zdecydował się na stoczenie walki z 24-letnim rolnikiem z Namysłowa. - Nigdy nie można nie doceniać przeciwnika. Przygotowywałem się bardzo ciężko. Zajęli rę tym moi trenerzy - Tomek i Mariusz Mazurowie, którzy od podstaw zaznajomili mnie ze sztuką boksu. Zarazili mnie sympatią, a nawet można powiedzieć miłością do tej dyscypliny sportu. Pokazali, że to nie jest klasyczne mordobicie. Można się wiele nauczyć, jeśli Walka wieczoru. Szymon Kulas (niebieskie spodenki) wygrał ze słupszczaninem Arkadiuszem Paczkowskim chodzi o technikę, zachować formę i zdrowie - przekonuje pan Mieszko, który na treningi przed Galą poświęcał pięć-sześć dni w tygodniu i mógł liczyć na wsparcie żony oraz dzieci. Temu wsparciu małżonki nie ma co się dziwić, skoro prawnik od lat jeździ w zawodach motocrossowych i ryzykuje tam regularnie poważną kontuzją. Na tym tle wyjście na ring może się wydawać równie bezpieczne jak szachy. Tomasz Mazur często zresztą porównuje boks do królewskiej gry na 64 polach. -Z tym że w boksie trzeba szybciej myśleć - zawsze wtedy podkreśla. - To prawda, trzeba bardzo szybko reagować. Boks jednak uczy także logiki i systematycznej pracy nad sobą - zgadza się Mieszko Przeworski. Wygrał na punkty (dwóch sędziów dało mu zwycięstwo, jeden uznał walkę za remisową). W walce wieczoru o pas Mistrza V Gali Bokserskiej Białych Kołnierzyków wystąpił słupsz-czanin Arkadiusz „Kaczor" Paczkowski. Prywatnie budow-laniec, dla którego wykończe-niówka nie ma tajemnic. Jednak po pracy uwielbia tę adrenalinę, którą daje walka w ringu. - Przygotowania, forma - to wszystko dzięki miesiącom pracy. Finałem zaś jest pojedynek w ringu. Dodatkowa moty-wacja była taka, że mój przeciwnik jest w takim samym wieku, jak mój starszy syn. Nie mam planu, mam chłodną głowę i jestem dobrej myśli. Nie ma znaczenia, kto jest przeciwnikiem, trzeba wygrać - powiedział nam pan Arkadiusz przed walką z młodszym o 25 lat przeciwnikiem. Przegrał ją punktami 0-3. - Dla mnie to trzecia walka podczas Gali Białych Kołnierzyków - mówił przed pojedynkami Roman Grzonka, ślusarz narzędziowy pracujący w firmie w Kobylnicy. Od lat trenuje boks pod okiem Tomasza Mazura. - To będzie jednak moja najdłuższa walka, bo pięcio-rundowa. Przeciwnik jest przedsiębiorcą, który prowadzi jakieś stowarzyszenie. Jest zapalonym kibicem Warty Poznań i ponoć ćwiczy dopiero od 10 miesięcy. Ale nikogo nie można lekce sobie ważyć - dodaje. Wygrał na punkty 3-0. - Jeśli chodzi o walki „białych kołnierzyków", to najważniejsza jest chęć poznania kogoś nowego i spróbowania się z nim w ringu. My tutaj w sali dobrze się znamy i czasami ostro boksujemy, ale nieznany przeciwnik jest większym wyzwaniem niż kolega, z którym się trenuje - uważa pan Roman. Najmłodszym uczestnikiem Gali był Adam Nowak, uczeń słupskiego liceum, przed którym matura. - Dla mnie ta walka to okazja do rewanżu, rok temu z tym samym przeciwnikiem zremisowaliśmy. Teraz trzeba ustalić, kto jest lepszy. Miałem motywację, przez ten rok zrobiłem ogromny progres. A w boksie najważniejsza jest pewność siebie oraz dobre przygotowanie. Jak to w życiu - mówił przed pojedynkiem. W którym znów zapadł remis. Komplet publiczności Gdy rozmawialiśmy z zawodnikami przed Galą, podkreślali, jak ważni są kibice. To oni robią atmosferę. Doping niesie. Ta walka zakończyła się remisem: Adam Nowak z lewej, z prawej Filip Stamirski Radość Romana Grzonki z wygranej Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 WOKÓŁ SPORTU • 15 chcą poczuć adrenalinę w ringu Przed tegoroczną imprezą już tydzień wcześniej wszystkie bilety były sprzedane. - To duży sukces, bo zapełnienie tej hali nie jest takie proste. Dwa tysiące kibiców na trybunach to ewenement na skalę ogólnopolską. Chyba nigdzie indziej, na takim poziomie, te gale się nie odbywają - nie ukrywał radości Tomasz Mazur. - Ja cieszę się, że w walce wieczoru o pas mistrza wystąpił słupszczanin Arkadiusz „Kaczor" Paczkowski. W pozostałych pojedynkach zobaczyliśmy w akcji uczestników z całej Polski. Zawsze zachęcam do kibicowania zawodnikom, którzy na co dzień z zawodu są prawnikami, ślusarzami, przedsiębiorcami, mechanikami, handlowcami, ale mają serce do boksu. Do tego regularnie trenują i w ten sposób chcą sprawdzić swoje umiejętności. Gala Białych Kołnierzyków należy do tych imprez w Słupsku, na których bywać wypada. To świadczy o sukcesie, jaki odniósł organizator. „I ja w ringu. Kto by pomyślał..." - napisała prezydent Słupska Krystyna Danilecka- SŁUPSKIE TRADYCJE PIĘŚCIARSKIE Ewelina Bujak-Lisik (czerwona koszulka) wygrała z Niemką Daną Steinbach Wojewódzka, umieszczając na Facebooku swoje zdjęcie z gali. Na trybunach widać było między innymi: radnych, przedsiębiorców, urzędników i przedstawicieli innych dyscyplin sportowych. W tym roku po raz pierwszy zorganizowano też walkę kobiet. W ringu naprzeciwko siebie stanęły Ewelina Bujak-Lisik (Fight Club Koszalin) i reprezentantka Niemiec Dana Steinbach. Polka dominowała od początku i po trzech rundach cieszyła się z wygranej. A z nią oczywiście publiczność. ©® Pięściarze działający w Słupsku od 1945 roku wywalczyli dwa medale olimpijskie i setki medali w mistrzostwach Polski w różnych kategoriach wiekowych. Po 1945 roku w mieście nie było obiektu, na którym można by ustawić ring i było miejsce dla publiczności. Zawody bokserskie rozgrywano więc w różnych budynkach. Nawet w teatrze przy ul. Jaracza (dziś nieistniejącym), na zapleczu Domu Kolejarza, na placu alarmowym Centrum Wyszkolenia Milicji Obywatelskiej, w zajezdni tramwajowej. Historyczny triumf, czyli awans do II ligi bokserskiej po ponad 20 latach oczekiwań, słupscy kibice obserwowali w hali w jednostce wojskowej przy ul. Bohaterów Westerplatte. Zwycięstwo nad Stalą Stocznia Szczecin oklaskiwało ponad 2,5 tysiąca widzów. Już na kilka dni przed meczem zabrakło biletów na to spotkanie. A każdy, kto był, wie, że tylu kibiców nie mogło tam się zmieścić. Autor tego tekstu oglądał ten mecz, siedząc na ramionach ojca w bramie za halą, w tłumie słupszczan. Czując te emocje i widząc, gdzieś w oddali, ring. Bardziej słysząc to, co się w nim dzieje, niż widząc. Potem boks trafił pod dach hali Gryfia. Mecze Czarnych przyciągały tam komplet publiczności. Gdy po transforacji ustrojowej słupski sport podupadł, boks także mocno obniżył poprzeczkę. Jednak to, co stworzył Tomasz Mazur, pokazuje, że wciąż w mieście jest miejsce na wielkie bokserskie wydarzenia. Poszukujemy do współpracy 1 i'P WŁAŚCICIELI GRUNTÓW ORAZ ZESPOŁÓW które zajmują się zawodowo pozyskiwaniem gruntów pod Farmy Fotowoltaiczne i Farmy Wiatrowe na cele podpisanego w listopadzie 2022 r. listu intencyjnego na realizację projektu wodorowego o wartości 22,6 MLD EUR. Do wykonania tego przedsięwzięcia będzie nam potrzebne 13 000 ha gruntów. Najbardziej oczekiwane lokalizacje powinny mieć minimum 30 ha i znajdować się w województwach pomorskim, zachodniopomorskim i warmińsko-mazurskim." Zainteresowanych prosimy o kontakt: m.glita@mgge.pl. tef: 667200401. JEŻELI CHCESZ WZIĄĆ UDZIAŁ W TYM HISTORYCZNYM PRZEDSIĘWZIĘCIU. ZAPRASZAMY DO WSPÓŁPRACY. (https://gramwzielfne.pl/woddor/109435/energy-group-i-hynfra-beda-produkowac-zielony-wodor). m • LUDZIE I DZIKIE ZWIERZĘTA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 Nocny wypad wilka „na miasto Robert Gębuś, Tomasz Turczyn Lębork, powiat sławieński Dawno przestało dziwić, że fotopułapki w lasach rejestrują pojedyncze osobniki lub całe watahy, ale że biegającego po ulicy wilka nagrywa policyjny patrol, to już jest pewne zaskoczenie. Zwierzę biegnie nocą poboczem ulicy Żeromskiego w Lęborku. W mdłym świetle ulicznych lamp, które niknie zagranicą jezdni, trudno rozpoznać gcaunek. Z okna radiowozu, jadącego równo z tempem jego biegu, wygląda jak futrzany pa-łąk, który to rozciąga się, to zgina. Lepiej widoczny jest dopiero, kiedy biegnie tuż przy chodniku. Zbliżenie kamery telefonu nie pozostawia złudzeń: do miasta z wizytą wpadł wilk. Chwilę później przetnie jezdnię, ale grzecznie, zgodnie z przepisami - po przejściu dla pieszych, po czym zniknie na osiedlu Sportowym. To niecodzienne zdarzenie z wilkiem w roli głównej nagrali policjanci lęborskiego patrolu podczas nocnej służby. -Funkcjonariusze widzieli, że biegnie wzdłuż drogi i zacho- -wali czujność, nie dopuszczają do zderzenia w momencie, gdy pojawił się przed autem -mówi asp. Marta Szałkowska, oficer prasowy komendanta Komendy Powiatowej Policji w Lęborku. - Kontrolowali też, czy w pobliżu nie ma kogoś, kto mógłby być zagrożony niespo-(i^waną wizytą leśnego mieszkańca w mieście. Lębork jak w „Przystanku Alaska" Ta wizyta może zaskoczyć, chociaż sama obecność wilka w powiecie lęborskim już nie dziwi. Dawno przestał być bajkowym stworem, wyjącym do księżyca i znanym z opowieści starych ludzi. Lębork, który sąsiaduje Rozległym borem, momentami staje się jego częścią. Teraz po ulicy biegał wilk, a jakiś czas temu w okolicach kortów tenisowych widziany był łoś, którego nagrała mieszkanka rrri&sta. Pokręcił się chwilę, potem przeszedł na drugą stronę rzeki. Trochę jak w popularnym przed laty serialu „Przystanek Alaska", gdzie wędrujące po ulicach łosie nikogo nie dziwiły, w*Lęborku, na szczęście, to jeszcze rzadkość. - Jeżeli chodzi o wilki, ich liczba rośnie - mówi Alicja Kąc-kowska, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Lębork. - W naszym południowym pasie, czyli w okolicach Lęborka, to nie są duże watahy, tylko pojedyncze, Młode wilki w oku fotopułapki, pod jabłonką. Okazuje się, że nie pogardzą także... jabłkiem Patrol policji w Lęborku w nocy zaobserwował w mieście wilka, który biegł przez ulicę W Słowińskim Parku Narodowym fotopułapki od dawna rejestrują obecność wilków przemieszczające się osobniki. Na północy, czyli od Redkowic w górę, zdarzają się już watahy, czyli pary rodzinne. Nasi pracownicy zlokalizowali podczas lustracji terenu kilka nor, więc wiemy, że się rozmnażają na terenie naszego nadleśnictwa. Trafiają też do nas sygnały od miejscowych rolników czy pracowników leśnych, którzy je widzą coraz bliżej swoich domostw. Wilk w mieście to jednak rzadkość. Alicja Kąckowska nie sądzi, żeby ten wyjątek przeszedł w regułę. - Wilk nagrany przez lęborskich policjantów to zapewne osobnik, który chciał przejść od wzgórz na południu w kierunku Nowej Wsi Lęborskiej, a że miasto miał po drodze, więc został zauważony. Podobnie mogło być z łosiem: chciał po' prostu przejść z jednej strony na drugą. Wilki przestały bać się ludzi? Zdaniem Alicji Kąckow-skiej nie o to chodzi. To raczej wynik tego, że coraz częściej dochodzi do konfliktu interesów człowieka i wilka. - Po prostu wchodzimy ze swoimi siedzibami na ich teren i z tego tytułu coraz częściej je widzimy - uważa rzeczniczka nadleśnictwa. - Naruszamy ich terytorium. Wilk nie przeżył Wilki regularnie pojawiają się także w lasach w powiecie sławieńskim. - Na stałe bytuje tutaj kilka wilczych rodzin - mówi Tadeusz Lewandowski, nadleśniczy Nadleśnictwa Sławno. Niedawno doszło do potrącenia wilka przez samochód w okolicy Kwasowa (gm. Sławno). Zwierzę nie przeżyło. - Wilk był wychudzony i to pozwala przypuszczać, że miał kłopoty ze zdobywaniem pożywienia. Czyli że nie umiał polować. Idąc dalej tym tropem, podejrzewamy, że coś się zadziało z rodzicami zwierzęcia, bo mimo że miało ono wielkość dorosłego osobnika, to było jeszcze młode - mówi Tadeusz Lewandowski. - W tej okolicy na fotopułapkach zaobserwowaliśmy jeszcze dwa inne wychudzone wilki, a więc sądzimy, że to jedna wilcza rodzina z kłopotami - zaznacza. Nadleśniczy mówi, że wilk, wyczuwając zapach człowieka, zwykle ucieka. - Wilka jest bardzo trudno zobaczyć w lesie postronnej osobie - stwierdza. - Oczywiście są wyjątki. Takim może być choroba zwierzęcia i tak było też jakiś czas temu w powiecie sławieńskim, gdy kierowcy obserwowali wilka chodzącego w pobliżu szlaków komunikacyjnych. Wyjątkiem są też tzw. hybrydy. Czyli mieszańce psów i wilków. Takie potomstwo nie boi się człowieka. Dlatego apelujemy do mieszkańców wsi i osób spacerujących z psami w lasach, aby nie puszczać ich luzem, bo mogą one - mówiąc obrazowo - zasmakować wolności i nie wrócić. Nadleśniczy dodaje, że w lasach jego pracownicy napotykają dużo śladów świadczących o bytności wilków Są to zwykle tropy czy też resztki po upolowanej zwierzynie. Ostrożność przede wszystkim Pamiętajmy zawsze - wilki to drapieżniki. W przypadku, kiedy spotkamy dzikie zwierzę w mieście, nie powinniśmy .więc zachowywać się tak, jakbyśmy odwiedzili zoo. Zwierzęta raczej ludzi nie atakują, chyba że poczują się zagrożone. - Czy powinniśmy bać się wilków? Raczej nie, te zwierzęta są płochliwe, unikają człowieka. Nie zdarzyły się u nas żadne ataki. Jednak reakcja zwierzęcia, które poczuje się zagrożone, może być różna. Nawet niegroźne zwierzę jest w stanie zaatakować, kiedy uzna, że musi się bronić - mówi Alicja Kąckowska. - Dlatego apelujemy, żeby nie zbliżać się do dzikich zwierząt, nie niepokoić ich, a jeśli je zobaczymy, pozwolić im spokojnie odjeść. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 ROZMOWA• 17 Od szkolnej mediacji do demokracji profilaktycznym są właśnie mediacje szkolne i rówieśnicze, których podstawowe zadania to rozwiązywanie i zapobieganie konfliktom, profilaktyka agresji i przemocy, w tym cyfrowej, zapobieganie innym zachowaniom kryminogennym, integracja uczniów, rodziców i nauczycieli. Czy szkoły wiedzą o mediacjach rówieśniczych? Świadomość istnienia nowych narzędzi, które można wykorzystać w szkole, nie zawsze jest taka oczywista. Ale organizujemy jako katedra Pedagogiki i Studiów Edukacyjnych spotkania z nauczycielami i dyrektorami szkół. Wtedy staram się przedstawiać standardy mediacji w szkole, podkreślając ich rolę, zadania i znaczenie. Uczeń uwikłany w konflikt niechętnie uczęszcza do szkoły, nie chce się uczyć, bo jego głowę zaprzątają problemy rówieśnicze, jest zrezygnowany i zestresowany. Dla młodego człowieka -12-, 15-letniego grupa rówieśnicza jest bardzo ważna. Dlatego nie możemy przechodzić obojętnie obok ich problemów. Zależy mi, by dzięki mediacjom przestrzeń szkolna była atrakcyjniejsza i bezpieczniejsza dla ucznia. Uczeń utożsamiający się z własną szkołą lubi ją i czuje się w niej bezpiecznie. Czy placówki edukacyjne są chętne, by wdrażać u siebie mediacje? Zdecydowanie tak. Widzę duże otwarcie środowisk szkolnych na kwestię mediacji. To najczęściej oddolna inicjatywa, jak to miało miejsce choćby w Szkole Podstawowej nr 3 w Koszalinie, gdzie zaraz po powrocie do szkół po zdalnym nauczaniu mgr Anna Morka, wychowawczyni obecnie szóstej klasy, zwróciła się do mnie z pytaniem o możliwość pracy z dziećmi w celu profilaktyki zachowań niepożądanych w szkole. Stąd pojawił się pomysł na wdrożenie w tej szkole mediacji rówieśniczych. Działania te były w pełni zaakceptowane prze:/ poprzednią dyrektor szkoły oraz obecną. Dzieci już czynnie rozwiązują spory w swojej szkole. Prekursorem w tej kwestii jest Zespół Szkół nr 7 w Koszalinie, czyli popularna Budowlanka. Obecnie proces wdrażania mediacji rówieśniczych pod moją opieką trwa w Zespole Szkół Plastycznych im. Władysława Hasiora w Koszalinie, gdzie prowadzę zajęcia oraz szkolenie na mediatorów rówieśniczych. Krzysztof Marczyk Koszalin Rozmowa z mgr Edytą Hali-stą-Telus z katedry Pedagogiki i Studiów Edukacyjnych Politechniki Koszalińskiej, mediatorem zawodowym i szkolnym. Czym są mediaqe rówieśnicze? To metoda rozwiązywania sporów między uczniami, w której rolę bezstronnej, trzeciej strony, pełni dwóch innych uczniów, rówieśników, przeszkolonych z zakresu rozwiązywania konfliktów. To polubowny, pozasądowy proces rozwiązywania sporów przy pomocy bezstronnego mediatora. Jakie są korzyści z mediacji? Głównym celem mediacji rówieśniczych jest cel wychowawczy. Wdrażanie mediacji, a następnie szkolenie w tym obszarze, daje podstawę do rozwoju kompetencji spo-łeczno-emocjonalnych oraz postaw społecznych i obywatelskich. Rozwija umiejętności rozwiązywania konfliktów, myślenia twórczego, radzenia sobie w sytuacjach trudnych, właściwej komunikacji - bez przemocy. Ponadto wyposaża w wiedzę z zakresu przyczyn i konsekwencji sytuacji konfliktowych. W perspektywie długoMowej celem mediacji jest kształtowanie postaw demokratycznych. Dlaczego tak często dochodzi do konfliktów w przestrzeni szkolnej? Ponieważ dzieci spędzają w niej dużo czasu. Szkoła jest miejscem wchodzenia w relacje interpersonalne, a także ścierania się odmienności. Uczniowie to osoby z różnych środowisk, zmagający się z różnymi problemami, o odmiennych temperamentach czy potrzebach. To zróżnicowanie powoduje spory. Konflikt jest zjawiskiem naturalnym i nieuchronnym, co więcej, ma też pozytywne strony. Natomiast źle poprowadzony spór może przynieść wiele negatywnych skutków. Tu właśnie widzę miejsce dla mediacji rówieśniczych. W szkołach od zawsze tak było. W czym czasy obecne różnią się od dawniejszych? Rozwojem technologicznym. Mamy do czynienia z nowymi zjawiskami i problemami, z którymi przyszło mierzyć się uczniom, nauczycielom, rodzicom. Przemoc i agresja daje się zaobserwować już nie tylko w szkole, ale również w intemecie: na portalach spółecznościow^ch, komunikatorach, blogach, vlogach itp. W tych przestrzeniach pozorna anonimowość może dodawać młodym ludziom odwagi i dawać możliwość odreagowywania napięć. Przemoc elektroniczna fizycznie nie dzieje się w szkole, natomiast ma wpływ na funkcjonowanie dziecka w niej i często występuje równolegle z tradycyjną przemocą szkolną. Jak zorganizować sytuację mediacyjną? Podstawą każdej mediacji jest chęć dojścia do porozumienia. To dobrowolne rozmowy. W sytuacji, gdy zwaśnione strony nie potrafią samodzielnie dojść do porozumienia, ale chcą tego, mogą zwrócić się o pomoc do mediatora. Osoby bezstronnej, godnej zaufania, która będzie wspierać strony w dojściu do porozumienia. W szkole mediatorzy rówieśniczy powinni mieć swój gabinet, w którym będą prowadzone mediacje. Musi być to przestrzeń neutralna, czyli nie może być to gabinet pedagoga czy sala do matematyki. Tam mediatorzy przechowują też dokumenty me-, diacyjne. Jak wygląda proces wprowadzania mediacji do szkoły i ile trwa szkolenie młodego mediatora? Proces rozpoczynam od zajęć, podczas których rozmawiamy z uczniami o emocjach, ich problemach, konfliktach. Poznajemy się lepiej, integrujemy, szukamy tego, co nas łączy, a nie, co dzieli. Podczas warsztatów młodzi ludzie w praktyczny sposób uczą się, jak radzić sobie w sytuacjach trudnych, jak rozwiązywać konflikty w atmosferze szacunku, tolerancji i zrozumienia dla potrzeb drugiego człowieka. Poznają także między innymi zasady efektywnej współpracy i prawidłowej komunikacji. Cykl warsztatów trwa okołopół roku. Następnie uczniowie spośród siebie wybierają osoby, które ich zdaniem najlepiej poradzą sobie w roli mediatora rówieśniczego. Zgodnie ze standardami, szkolenie na mediatorów rówieśniczych trwa 20 godzin. Kandydaci na mediatorów uczą się, jak prowadzić spotkanie mediacyjne, w jaki sposób wypełniać dokumenty mediacyjne (protokół, ugodę), oraz utrwalają monolog mediatora. Program warsztatów obejmuje zapoznanie ucznia z podstawowymi zasadami mediagi. Po ukończeniu szkolenia dzieci otrzymują certyfi- - Mediacja rówieśnicza dotyka przestrzeni wychowania, kształtowania postaw na przyszłość oraz zapobiegania zachowaniom niepożądanym, w tym agresji i przemocy- mówi Edyta Halista-Telus kat. Wraz ze swoimi rodzicami podpisują kontrakt oraz zapoznają się z kodeksem etycznym mediatora. Działania mediatorów rówieśniczych są wspierane przez opiekuna mediatorów. Najczęściej jest to nauczyciel lub pedagog przeszkolony w zakresie mediacji szkolnych. A co, jeśli mediacje zawiodą? Można podejść do mediacji raz jeszcze, za jakiś czas. Próbować do skutku. Jeśli nadal nie ma zmian, warto włączyć do rozmów nauczycieli, rodziców. Przede wszystkim rozmawiać z uczniami. Angażować się w ich problemy, nie lekceważyć ich. Traktować poważnie to, o czym mówią, choćby nawet z perspektywy osoby dorosłej dany problem wydawał się śmieszny czy nieistotny. Kiedyś konflikty łatwiej było wyciszyć, bo nie było mediów społecznościowych. Teraz konflikt może trwać non stop, przez 24 godziny 7 dni w tygodniu. Kiedy uczeń skończy lekcje i wróci do domu, nie oznacza, że będzie miał spokój. Może go ktoś dręczyć w sieci. Zgadza się. Internet stał się miejscem równolegle istniejącym ze światem rzeczywistym. Można pokusić się o stwierdzenie, że nasz świat, to te dwa obszary, które są ze sobą powiązane i występują nierozerwalnie, a przede wszystkim przenikają się. Dzieci żyją w dualnym świecie. Przestrzeń cyfrowa jest dla nich równie ważna, co życie codzienne. Jest źródłem różnych przeżyć, emocji i doświadczeń. Korzystanie z zasobów internetowych może być szansą, rozwojem i możliwością poznawania świata, ludzi i zdobywania wiedzy bez wychodzenia z domu. Ta sama przestrzeń może jednak być czynnikiem ryzyka. Młodzi ludzie chcą być na bieżąco z tym, co pojawia się np. na In-stagramie, Tik Toku czy Snap-chacie, w przeciwnym razie mogą nie znaleźć wspólnych tematów z rówieśnikami. Wszelkie przejawy smutku, szczęścia, strachu przed czymś czy doświadczanie zła - można znaleźć w różnych miejscach w intemecie w formie blogów, dyskusji na forach internetowych, vlogach, kanałach na YouTube czy komentarzach pod postami innych, np. na Facebooku. To oznacza więcej wszystkiego: większe natężenie emocji, większy stres, większa presja, ale też więcej pracy dla wszystkich zainteresowanych rozwiązywaniem konfliktów. Niestety, tak. Internet ma swoją ciemną stronę. Hejt, szykanowanie, prześladowanie, izolowanie np. na grupach klasowych na komunikatorze WhatsApp czy Messenger. Stosowany przez dzieci i młodzież cyberbullying nie zostawia sińców, nie niszczy ubrań, zeszytów, książek, plecaków. Wyrządza zamiast tego szkodę w obszarze zdrowia psychicznego. Przejawów przemocy internetowej jest bardzo dużo. Młodzi ludzie nie zawsze są świadomi konsekwencji stosowania przemocy wobec innych. Jest to wynik braku edukacji w tym zakresie. A przecież bycie sprawcą przemocy internetowej może być podstawą do pociągnięcia do odpowiedzialności przed sądem. Dzieci i młodzież zmagają się z problemem cyberbullyingu często w samotności. Dorośli z otoczenia dziecka mogą dostrzec objawy tej przemocy w postaci chociażby lęków przed korzystaniem z telefonu, komputera, apatii, smutku, rozdrażnienia, izolacji, wstydu, autoagresji. Pojawić się mogą również objawy somatyczne: bóle brzucha, brak apetytu, wymioty itd. Wszystkie wymienione wyżej obawy i rzeczywiste zagrożenia związane z przemocą w sieci są podstawą i zasadniczym zadaniem profilaktyki społecznej. Zaproponowanym przeze mnie działaniem • KULTURA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 Gacpar by to narysował... mi Małgorzata Klimczak Szczecin Kiedy komentował piórkiem politykę, nie szczędził złośliwości. Szedł pod prąd. Ale już karykatury robił „ładne". Taki był Gacpar-rysownik. plakadsta, portrecista i scenograf teatralny. 14 kwietnia mija 10. rocznica śmierci znakomitego szczecińskiego rysownika i karykaturzysty - Arkadiusza Gacpar-skiego. Z tej okazji Książnica Pomorska w Szczecinie organizuje wystawę jego prac. Ma ona przypomnieć artystę w sposób różnorodny. Jego kreskę i dymki prezentujące jego postrzeganie świata. - Prace Arka można liczyć w tysiącach i wszystkie teraz znajdują się w szufladach. Myślę, że warto je przypomnieć, bo w dalszym ciągu spotykam ludzi - kolegów, koleżanki, przyjaciół - którzy zawsze go wspominają i często mówią do mnie: „Słuchaj, Gacpar by to narysował" - mówi Iwona Gac-parska, żona artysty. Największą popularność przyniosły mu portrety i karykatury. W ciągu kilkunastu lat stworzył rysunkową galerię znanych postaci Szczecina i Pomorza Zachodniego - ludzi kultury, naukowców, sportowców, włodarzy miast, solistów szczecińskiej opery. Portretował także wybitne postaci polskiej kultury i polityki. - Portrety zawsze robił piękne, nawet karykatury robił ładne. Karykatura kojarzy się z czymś kabaretowym i brzydkim, a on chciał pokazywać ludzi w karykaturze w sposób śmieszny, ale ładny - mówi żona. Jako satyryk zadebiutował w 1985 roku na łamach „Polityki". Później swoje rysunki i karykatury zamieszczał w prasie lokalnej - „Głosie Szczecińskim", „Kurierze Szczecińskim" (stała rubryka „Głowy i główki"), „Morzu i Ziemi", OPMZl/blm IE JEPEN PRACUJE marnot „Solidarności '80", a także w prasie ogólnopolskiej -„Szpilkach", „Najwyższym Czasie", „Dzienniku Poznańskim", „Tygodniku Poznaniak", „Wielkopolaninie". - Ci, którzy uważają karykaturę i satyrę za mało poważne zajęcie, są w dużym błędzie! Zapewniam, że jest to jeden z najważniejszych rodzajów twórczości w historii polskiej sztuki i w każdej chwili mogę to udowodnić. W moim rodzinnym domu zawsze były „Szpilki" i „Przekrój" i to właśnie w tych czasopismach upatruję początków mojej twórczości. (...) Ja sam stwierdziłem, że mam większe szanse wybić się jako karykaturzysta, aniżeli jako artysta malarz. Tym samym bezpośrednio trafiłem do publikatorów - mówił artysta. Zasłynął serią karykatur Wałęsy, publikowanych w szczecińskim tygodniku „Solidarność '80" oraz „Morze i Ziemia". Wytknął jako jeden z nielicznych wady Wałęsy, który wówczas był osobą nietykalną. To przysporzyło mu rozgłosu, ale jednocześnie niechęci wielu polityków związanych z Wałęsą. Był także ilustratorem książek dla dzieci. Od 2006 roku współpracował z wydawnictwem Wektory z Bielan Wrocławskich, dla którego zilustro- wał książki Natalii Dueholm, Mariusza Dyszczyńskiego i Tomasza Serwatki. - Miał charakterystyczną kreskę, a jego atrybutami były tusz, piórko i mucha. Był konserwatystą w swoim podejściu do rzemiosła, hołdował swoim mistrzom - jednym z nich był Szymon Kobyliński - mówi żona. W twórczości rysownika ważnym elementem był teatr. Ze sceną związał się w 1983 roku, realizując scenografię do spektaklu „Jaskinia filozofów" Zbigniewa Herberta w reż. Sylwestra Woroniec-kiego w szczecińskim Teatrze Krypta. Zafascynowany kaba- W R> ^ 2. ^ 2. G I *4 G ACPAR^KI^SO n KULTURA retem, w latach osiemdziesiątych XX wieku współpracował z krakowską Piwnicą pod Baranami podczas organizacji festiwalu „Dymny żongler dwustu-ręki" w szczecińskim Zamku Książąt Pomorskich. W Teatrze Krypta od 1991 roku współorganizował słynne „Dymnalia" poświęcone twórczości Wiesława Dymnego. Współtworzył Kabaret Piwnica przy Krypcie. Tworzył liczne scenografie teatralne, pełne barwnych elementów, ciekawych rozwiązań technicznych i dowcipnych gagów w teatrach szczecińskich, zielonogórskich, warszawskich i poznańskich. Wśród nich wymienić należy między innymi: „Jaskinię filozofów" Herberta, „Serenadę" Mrożka, „Opowiem ci o Ester" Hłaski, „Czego nie widać" Frayna. Współtworzył Kronikę Miasta Szczecina, wydawaną przez Archiwum Państwowe. Tworzył także plakaty teatralne. Współpracował ze szczecińskim ośrodkiem telewizyjnym przy edukacyjnych programach „Nie udawaj Greka", „Zwolnij w sieci" i „Po sukces do Unii". Od 1995 roku współpracował z poznańską firmą Elektromis jako specjalista ds. grafiki. Uczestniczył w programach reklamowych sieci sklepów Żabka i Biedronka. Był autorem wielu wystaw indywidualnych w Polsce i za granicą. Najważniejsze z nich to: „Polska satyra polityczna 1980-I990"(przez dwa lata objeżdżała Europę), wystawa w Galerii Pałacowej Pałacu Opatów Muzeum Narodowego w Gdańsku, w witrynie karykaturzystów w Poznaniu oraz we Francji - w paryskim SKK- Paryż XVII metro Villier i w Międzynarodowym Salonie Rysowniczym w Saint-Just- Le Martel. Gacparski był wielbicielem piłki nożnej i autorem kilkudziesięciu opraw meczów. Wykonał tzw. sektorówkę na zamówienie amerykańskiego klubu Chicago Fire. Współpracował również z Pogonią Szczecin. Jako satyryk i karykaturzysta spotykał się z nieprzychylnymi reakcjami, ale nie przejmował się nagonką na swoją twórczość i dalej publikował. Wystawa w Książnicy pokaże jego umiejętność patrzenia na świat, obserwowania go i słuchania ludzi. - Z jakiegokolwiek wywodu, który trwał 10-15 minut, on wyciągał jedno zdanie składające się z 2-3 słów i ono potem trafiało do dymka. Czasami ludzie patrzyli na te dymki, łapali się za brzuchy ze śmiechu i pytali go, jak on to wymyślił. Aon mówił: „Ja tego nie wymyśliłem, ja to usłyszałem" - opowiada Iwona Gacparska. Wernisaż wystawy odbędzie się dzisiaj, 14 kwietnia, ogodz.17. ©® NADESZŁA NOWA ERA WALKI Z NIEBEZPIECZNYMI ZATORAMI W ŻYŁACH, KTÓRE TAMUJĄ PRAWIDŁOWE KRĄŻENIE KRWI reklama Jeśli o UDARZE lub ZAWALE styszaieś jedynie z opowieści Nowatorska metoda opracowana przez Benjamina Evansa, brytyjskiego eksperta ds. kardiologicznych, to rewolucja w walce z zatkanymi żyłami. Preparat pomaga odetkać zatkane żyły, wzmocnić układ krwionośny oraz zmniej szyć poziom złego cholesterolu. Szybko możesz poczuć się lepiej i uchronić się przed poważniejszymi konsekwencjami. Imniejsz i zawału serca „Co roku miliony łudzi na całym świecie trafiają do szpitala po przebytym udarze lub zawale. Duży odsetek przypadków niestety kończy się zgonem. Stworzona przeze mnie formuła zdecydowanie pomaga obniżyć ryzyko wystąpienia zawału i udaru"- mówi Benjamin Evans, twórca preparatu. Możesz odetkać swoje żyły Formuła pomaga udrożnić żyły i tętnice, zmiękczając i rozbijając blaszkę miażdżycową, aby łatwiej usunąć ją z krwiobiegu. Uderza w źródło problemu, zapobiegając przykrym konsekwencjom już od początku stosowania formuły. | Preparat szybko pomaga: rozbić złogi cholesterolu i toksyn, a następnie wydalić je z organizmu. Krew może bez przeszkód dotrzeć do wszystkich narządów, zmniejszając ryzyko ich niedotlenienia. Poprzez udrożnienie naczyń krwionośnych serce zostaje odciążone, nie musi dłużej pracować na zwiększonych obrotach. | W kolejnych dniach: stosowania tej metody poprawny obieg krwi może zostać przywrócony Formuła pomaga usunąć złogi powstałe na ścianach tętnic, rozszerzając ich światło i umożliwiając swobodny przepływ krwi. | Przy dłuższym stosowaniu: metody skrzepy i zatory w żyłach mogą zostać usunięte, a światło tętnic rozszerzyć się nawet do 87%. Formuła Evansa pozwala pozbyć się drętwienia i skurczów kończyn, bólów i zawrotów głowy, duszności i kłucia w klatce piersiowej. Większość osób korzystających z tej formuły zadeklarowało poprawę samopoczucia. Mówią, że czują się tak „jak za młodu". Co możesz zyskać, stosując 1 kapsułkę preparatu Benjamina Evansa dziennie? rozszerzenie światła żył i tętnic udrożnienie naczyń krwionośnych obniżenie poziomu złego cholesterolu i rozbicie blaszki miażdżycowej odciążenie i wzmocnienie serca, regeneracja naczyń krwionośnych zmniejszenie ryzyka zawału i udaru PP! Lepiej się żyje „Wraz z mężem prowadziliśmy niezbyt zdrowy tryb życia. Palenie papierosów i wolny czas spędzany na kanapie negatywnie odbity się na naszym zdrowiu. Ja zaczęłam skarżyć się na skurcze i drętwienie nóg, u męża pojawiły się duszności. Siostrzenica mieszkająca w Anglii poleciła nam ten preparat. Bardzo szybko oboje poczuliśmy poprawę. Ja przestałam odczuwać mrowienie w nogach, a mąż nie łapie zadyszki!" Sabina (641.) i Andrzej (67 I.), Goleniów Dzięki lej metodzie możesz uniknąć poważniejszych konsekwencji. Powstrzymaj proces zatkania żyt i pomóż sobie, zanim będzie za późno! Naturalna metoda Banjamina Hvansa pomogła uwolnić od niebezpieczeństwa zatkanych żył i tętnic już dziesiątki tysięcy osób na całym świecie. Ty również możesz powst rzymać konsekwencje zatorów żylnych, duszności i bóle w klatce piersiowej. Preparat jest już dostępny w Polsce jedynie w sprzedaży telefonicznej. Skorzystaj z niezwykłej promocji, aby otrzymać go ZA DARMO! □ Możesz bezczynnie czekać i nic nie robić, co może doprowadzić do poważnych konsekwencji. I I Możesz kompleksowo zadbać o swoje zdrowie i zawczasu sięgnąć po sprawdzone przez wiele osób, naturalne metody. Pierwsze 100 osób, które zadzwonią do 17.04.2023 r.. otrzyma preparat Evansa do walki z zatkanymi żyłami i groźnymi dla zdrowia skutkami całkowicie ZA DARMO! Aby skorzystać z promocji, zadzwoń pod poniższy numer: C 91 300 32 01 _Od pon. do niedz. 8:00 - 20:00 (zwykłe połączenie lokalne bez dodatkowych opłat)_ *Szczegóły oraz informacje dotyczące procedury zwrotów i reklamacji dostępne $ą pod adresem: www.grouptcm. com Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 20 • RECENZJE, FELIETON Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 JAK W ROZTRZĘSIENIU DOZNAŁAM WIZJI ASFALTOWO-PATRIOTYCZNEJ BABSKIE GADANIE Anna Czerny-Marecka Ależ ja jestem roztrzęsiona. Łapy mi się trzęsą, nogi dygocą, mózg wstrząśnięty. I zmieszany, chociaż zmieszani to powinni być drogowcy. Ci od asfaltu. Do takiego godnego pożałowania stanu doprowadziła mnie i moje autko niedługa (bo miasto modnie kompaktowe, inaczej - 15-minutowe) przejażdżka po starej części Słupska. Asfaltu w jednym kawałku rzadko można uświadczyć, a jak już jest, to wystają albo zapadają się studzienki wodociągowe. Większość trasy wiodła mnie przez połatane dziury, a nawet i kostka brukowa się znalazła. Telepanie się po dziurach wywołało wspomnienie tygo- dnia na niemieckiej Rugii. Tam wszystkie asfaltowe drogi były pokryte łatami. Ale jak piękne były to patchworki, jak te dziury wyfrezowano, a łaty co do milimetra przypasowano. Bajka, po prostu bajka. Pewnie mózg mój, potrząsany w nadmiarze, to wspomnienie w celach terapeutycznych wywołał. Jednak skutek był odwrotny (kon-trproduktywny - teraz się mówi). Do ogólnej trzęsawicy doszło ogólna k...a (kto dorosły, odczyta, a kto nie - niech nie czyta). No bo jak to, dlaczego, co takiego jest w Niemczech, a czego nie ma w Polsce, że porządnie pozimowych szkód w nawierzchni nie można za-kleić. Myślałam, myślałam, i jakaś narodowa duma nie dopuszczała myśli, że jesteśmy gorsi. Wreszcie mi wyszło. My lepsi jesteśmy! No bo niemieckie firmy to tak robią te asfalty, że na długie lata starcza. Deszcz i śniegi tych łat się nie imają, ciężarówki im uszczerbku na łato-watości nie czynią. No głupi są w tych firmach. Bo nasi... Nasi zapewniają sobie perpetum mobile, nieustanny front robót. Jedną wiosną załatają i robią to tak, że następną znów tam wrócić muszą. Po prostu źródło zarobku na wieki wieków amen. A cichcem sekundują im mechanicy samochodowi. Bo jak tak autkiem zdrowo po-trzęsie, to po jakimś czasie coś się obluzować, a nawet wypaść musi. Przykład? Leżące na jezdniach kołpaki w ilościach pokaźnych. One to jeszcze nie są pracą dla fachowca, natomiast już roztrzęsione podwozie czy kolumna kierownicy-tak. No i już wiadomo, że w Polsce łaty są do łatania nie tyle asfaltu, ale czyichś budżetów. Pozdrawiam fachowców. ©® KSIĄŻKI Nieco bliżej piekła Adam Dzierżek Wydawnictwo Initium. Od wydawcy: „W małym mazurskim uzdrowisku dochodzi do pierwszego od wielu lat brutalnego morderstwa. Ofiarą jest bezdomna kobieta, a jej śmierć zostaje powiązana z przypadkami tajemniczych zgonów, do których dochodziło w Mło-dziewicach na przestrzeni ostatnich kilku tygodni. Do pomocy lokalnemu komisarzowi Kośnierzowi skierowany zostaje komisarz Wiktor Bogart z komendy wojewódzkiej. Nikt nie wie, że Kośnierz ma własny kodeks moralny: oko za oko, ząb za ząb, pobicie za pobicie". Bardzo udany debiut. Pisarz umie przytrzymać czytelnika przy lekturze. Dynamiczna akcja,intrygujący bohaterowie. Prosimy o więcej. MARA Wsnachto ja trzymam nóż Ashley Winsted Wydawnictwo Znak. Opis od wydawcy: „Spotkanie po latach na uczelni to idealny moment, aby powspominać w gronie dawnych przyjaciół, a przy okazji wskrzesić głęboko pogrzebane sekrety. Jedno z nich zabiło z zimną krwią, a dru- . gie zastawiło pułapkę na mordercę i zrobi wszystko, aby osoba winna śmierci Heather dostała wreszcie to, na co zasłużyła. Tylko kto jest kim? Mint, Caro, Frankie, Coop, Heather, Jack i Jessica. Przeżyli razem najlepsze i najgorsze chwile w życiu. Jedno z nich jest potworem skrytym pod piękną maską. A drugie zaplanowało zemstę". Częsty motyw kryminałów i tu się sprawdza. Trochę romansu i powieści obyczajowej. OK. MARA Bez podtekstów Liliana Fabisińska Wydawnictwo Świat Książki. Od wydawcy: „Miłka i Marek niedawno skończyli czterdzieści lat. Przyjaźnią się i wspierają od czasu studiów. Kiedy po traumatycznym rozwodzie Marek zostaje całkiem sam,. Miłka dwoi się i troi, żeby znaleźć mu nową partnerkę. Tradycyjne metody zawodzą, wchodzi więc w świat portali randkowych, dotychczas obcych szczęśliwej żonie i matce. Ale czy portale nie okażą się puszką Pandory? I czy przyjaźń Miłki i Marka jest faktycznie tak czysta i silna, jak im się wydaje? Bo czy mężczyzna i kobieta naprawdę mogą się przyjaźnić - bez żadnych podtekstów?" Okładka okropna, zawartość nawet zabawna. Można czytać. MARA E Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94 347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: Al. Niepodległości 26/U1,70-412 Szczecin, tel. 914813 310 RUBRYKI W OGŁOSZENIACH DROBNYCH: ■ NIERUCHOMOŚCI ■ FINANSE/BIZNES ■ HANDLOWE ■ NAUKA ■ MOTORYZACJA ■ PRACA 1 ZDROWIE 1 USŁUGI 1 TURYSTYKA 1 BANK KWATER 1 ZWIERZĘTA 1 ROŚLINY, OGRODY 1 MATRYMONIALNE 1 RÓŻNE 1 KOMUNIKATY 1 ŻYCZENIA /PODZIĘKOWANIA 1 GASTRONOMIA ■ ROLNICZE ■ TOWARZYSKIE Nieruchomości MIESZKANIA-KUPIĘ KUPIĘ udziały w nieruchomościach, spadkach, 602-738-759 MIESZKANIA DO WYNAJĘCIA KAWALERKA, 577-507-842 K-lin MIESZKANIA-ZAMIENIĘ ZAMIANA/KUPNO mieszkań zadłużonych, dopłata, 602-738-759 GARAŻ wynajmę, 606 26 17 37 GK ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i odbiorę, tel. 607 703 135. USŁUGI HYDRAULICZNE, tel. 607 703 135. SPRZĄTANIE strychów, garaży, piwnic, wywóz starych mebli oraz gruzu w big bagach, 607 703 135. KUPIĘ garaż murowany, tel. 535-480-794. GARAŻE Blaszane BRAMY Garażowe KOJCE dla Psów N4iti*s»£iB$yf Różne wymiary Transport cały kraj 94-318-80-02 91-311-11-94 58-588-36-02 95-737-63-39 59-727-30-74 512-853-323 www.konstal-garaze.pl POŚREDNICTWO OMEGA WYCENY OBRÓT SŁUPSK, UL. STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl omega0nieruchomosci.slupsk.pl Motoryzacja OSOBOWE SPRZEDAM MERCEDES W203,2001 r., sedan, kolor złoty, 692 462 705 GK RENAULT Laguna, 2008 r., kombi, kolor bordo, cena 18500,692 462 705 GK OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 13A (VIS). Tel: 501-692-322. ZATRUDNIĘ KIEROWCĘ kolejki turystycznej na sezon letni w Mielnie, wysokie zarobki tel. 607-874-485. NIEMCY: murarz, cieśla, hydraulik, malarz, ślusarz, spawacz: 601218955 0010775239 O APN Sentium Wyjpdź jsko opiekunka tio N»mt»c lub Holandii i zarób nawet do lgooC netto za miesiąc +48 500 401 901 Zdrowie NEUROLOGIA SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGD RTV FOTO PRALKI naprawa w domu, 603 775 878 BUD0WLAN0-REM0NT0WE CYKLINOWANIE bezpyłowe 502302147 MALOWANIE dachów 788-016-988 REMONTY od A do Z, 660-683-933(GK) OGRODNICZE OCZKA wodne, kaskady i inne, 691226885. Turystyka KRAJ - GÓRY PROMOCJA od 100 zł/os. w tym 2 posiłki. TYLICZ k/Krynicy G., pok. z łaz.+TV, bilard, parking, 730-007-166 KRAJ - MORZE dzwirzynomorze.pl, 605-905-969 kołobrzeg blisko morza! 511337308 Różne KASA za stare książki 609-643-399 Rolnicze MASZYNY ROLNICZE KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. ZWIERZĘTA HODOWLANE KURKI odchowane 784 461566 KURY nioski młode - sprzedam, Telefon: 782-827-428,792-732-052, 59/810-89-05 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 PO GODZINACH • 21 CZYTELNIA O kobietach, które wychodzą z mroku historii Anna Brzezińska pokusiła się w „Zmierzchu świata rycerzy" o monumentalną opowieść o wpływowych kobietach renesansu, które przetrwały „zmierzch świata rycerzy" i uporządkowały po nich rzeczywistość na nowo. ' Mistrzynie przetrwania Brzezińska zabiera nas zatem w podróż po Europie: do Burgun-dii Walezjuszów, która onieśmiela ostentacyjnym przepychem i bogactwem kultury dworskiej; Rzymu Borgiów, gdzie duch nowej epoki towarzyszy nepotycznym machinacjom. Poznaje nas m.in. z Małgorzatą Andegaweńską, Małgorzatą York, Izabelą Portugalską, Marią Burgundzką i Lukrecją Borgią. „Burgundzcy Walezjusze, Yorkowie, Borgiowie, Sforzowie z Mediolanu czy Estowie z Ferrary nie doczekali się swojego Homera. Lecz ich matki, żony, córki dobrze znały los Penelopy, usiłującej przetrwać i zachować rodzinne dziedzictwo (...). Te kobiety, rozbitkowie po widziadłowych dynastiach, okazywały się mistrzyniami przetrwania i niestrudzonymi strażniczkami pamięci" - pisze autorka Ulubiona epoka - renesans Anna Brzezińska jest absolwentką Instytutu Historii KUL. Debiutowała w 1998 r. opowiadaniem „A kochał ją, że strach", za które otrzymała Nagrodę im. Janusza A. Zajdla. Nagrodę tę otrzymała również za powieść „Żmijowa harfa" i za opowiadanie „Wody głębokie jak niebo". Znana głównie jako autorka cyklu poczytnych powieści o zbóju Twardokęsku oraz opowiadań o Babuni Jagódce (wydanych w zbiorze „Opowieści z Wilżyńskiej Doliny"). W kwietniu 2005 r. ukazał się zbiór opowiadań „Wody głębokie jak niebo", zawierający siedem utworów, których akcja rozgrywa się w krainie wzorowanej na renesansowej Italii. Feministka, ale... W 2017 r. ukazał się jej tom „Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach". Tak mówiła wtedy dla portalu Niestaty-styczny.pl: „Bez opisania doświadczenia kobiet nie da się wiernie i uczciwie opisać przeszłości, podobnie zresztą jak teraźniejszości. Ale w »Córkach Wawelu« równie ważne - i niezbyt typowe -jest pokazanie historii warstw niższych. Bo ta opowieść nie zaczyna się od królewien. Zaczyna się od zwyczajnej chłopskiej dziewczyny, która przybywa do królewskiego miasta Krakowa, żeby się nająć na służbę i uzbierać posag". Tym samym „Zmierzch świata rycerzy" to kontynuacja kobiecego tropu w dziejach Europy, choć - co ciekawe - nie zabiera nas na barykady światopoglądowe. „Przez lata jako historyk analizowałam stereotypy, wartości i modele genderowe, więc oczywiście widzę ich funkcję w naszym życiu społecznym. Nie uważam jednak, że kobiety są lepsze od mężczyzn i nie lubię pohukiwań, że posprzątają bałagan, który od stuleci fundują nam mężczyźni u władzy. W walkę płci też nie wierzę" - twierdzi, grab A N N ' V, V d ^ f$k -f. P: \ rzmierzch-. ■ swiaią << 4 'rycerzy O KOftiETACłi. fcTO!t*At Anna Brzezińska, „Zmierzch świata rycerzy", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023, cena 89,90 zł WIEŚCI NIE Z TEJ ZIEMI DODA Relaksuje się Fani gwiazdy już nieraz śledzili na Instagramie jej podróże po świecie. Tym razem dostali relację z wyprawy Dody na Sri Lankę. Piosenkarka poleciała tam ze swoim obecnym partnerem Dariuszem Pachutem, by celebrować jego 38. urodziny. Zakochani nie skorzystali z żadnego biura podróży, tylko wybrali się w odwiedziny do koleżanki Dody, która tam mieszka od pewnego czasu. Na Instagramie wokalistki zaroiło się od zdjęć z hotelu i z wyspy. Największe emocje wśród jej fanów wywołała jednak fotografia, na której widać jak Dodaijej partner biorą wspólną kąpiel w wannie wypełnionej wodą i płatkami hibiskusa. MARCELINA LESZCZAK Daje przestrzeń Związek modelki z Michałem Koterskim jest mocno burzliwy. Para dwukrotnie się zaręczała i dwukrotnie zrywała ze sobą. Od pewnego czasu Leszczaki Kotersld są znów razem. Ale mimo żewycho-wują synka - nie mieszkają razem. Niedawno modelka wyjaśniła na InstaStories przyczyny tego stanu rzeczy. -Mieszkanie osobno wynika z wygody. Ja mieszkam tuż przy centrum, a Michał dosłownie kawałek ode mnie. Jak wraca z pracy, to odpoczywa, ma czas dla siebie, ma swoją przestrzeń, nie ma obowiązków związanych z życiem codziennym czy dzieckiem, a kiedy ma na to przestrzeń i czas, to kiedy się widzimy, możemy spędzić ten czas razem - powiedziała. ALICJA BACHLEDA--CURUŚ Zachowuje tradycję Choć zazwyczaj aktorka stara się bywać na święta w rodzinnym Krakowie, minioną Wielkanoc spędziła w Los Angeles. Nie zaniedbała jednak polskiej tradycji. Na jej Instagramie pojawiła się fotografia, na której widać, jak z synem Henrym, który dzierży w ręku koszyczek ze święconką, maszerują po kalifornijskiej ulicy. „Happy Easter from us to you! Wesołego Alleluja!" - podpisała zdjęcie Bacłileda-Curuś. Fani aktorki Joanna Przetakiewicz ma trzech dorosłych synów, którzy kształcili się w Stanach Zjednoczonych byli zachwyceni. „Przystojniak wyrósł z tego Henry'ego. Wyglądacie jak siostra z bratem" - napisał jeden z nich. ROBERT JANOWSKI Dostał czekoladki To już dwanaście lat, od kiedy telewizyjny prezenter boryka się z niebezpiecznymi poczynaniami psycho-fanki. Niejednokrotnie groziła ona śmiercią żonie Janowskiego, a nawet rzucała w nią butelką i próbowała przejechać na rowerze. 6 marca sąd nakazał aresztowanie kobiety, ale okazuje się, że stalkerka jest nadal na wolności. W minione święta odwiedziła dom Janowskich i zostawiła swemu idolowi czekoladki. To sprawiło, że żona prezentera opublikowała na Instagramie rozpaczliwy list. „Siedzę zamknięta we własnym domu i próbuję nie dać się zabić tej pani. Od 12 lat uciekam od kwasu, noża lub innego „nieszczęśliwego wypadku", który trzeba nazwać po imieniu morderstwem. Ostatni mail pani Janus to: „Życie, albo śmierć". Taki wydała wyrok" - napisała. JOANNA PRZETAKIEWICZ Wykształciła synów Celebrytka jest nie tylko właścicielką firmy modowej La Mania, ale też internetową in-fluencerką, której Instagram śledzi ponad pół miliona osób. Prywatnie pozostaje od dwóch lat żoną telewizyjnego producenta Rinke Rooy-ensa. Wcześniej miała dwóch mężów - słynnego biznesmena Jana Kulczyka i nieznanego mediom mężczyznę. Po raz pierwszy Przetakiewicz wyszła za mąż, mając 20 lat i jej związek przetrwał szesnaście lat. Jego owoc to trzech synów: Aleksander, Filip i Jakub. Teraz w jednym z wywiadów celebrytka zdradziła, że wszyscy trzej są już dorośli, skończyli studia w USA i pracują zawodowo. Najmłodszy Jakub związany jest prywatnie z Pauliną, która zajmuje się księgowością w La Manii. MICHAŁ SZPAK Jest kolorowy Ekscentryczny piosenkarz wziął niedawno udział w telewizyjnym koncercie piosenek z filmów Disneya. Jego widownię stanowiły oczywiście dzieci i ich najbliżsi. Jedna z babć była zszokowana występem Szpaka i dała temu wyraz na jego Facebo-oku. „Moja wnuczka się pyta, dlaczego ten pan się ubrał w błyszczącą sukienkę, nie mógł się normalnie ubrać jak inni artyści? Facet - to nie parada równości, tylko koncert % dla dzieci i panują tam pewne kanony, do którychpowinien się pan dostosować. Jak wytłumaczyć dziecku, że to jest facet, a nie kobieta?". Oburzony piosenkarz odpisał: „To już pani rola, by wytłumaczyć dziecku, że istnieją ludzie kolorowi". HOROSKOP Wodnik (20.01-18.02) Konsultuj dzisiaj podejmowane decyzje. Horoskop dzienny mówi, że uda Ci się uniknąć dzięki temu błędów. Ryby (19.02-20.03) Staraj się unikać drażliwych tematów. Horoskop na dziś radzi również omijać ludzi, którzy są w stanie łatwo wyprowadzić Cię z równowagi. Baran (21.03-19.04) Horoskop dzienny na piątek zapowiada, że błyśniesz dzisiaj talentem w dość odległej Ci dotychczas dziedzinie. Byk (20.04-20.05) W czasie weekendu spodziewaj się gości. Horoskop dzienny mówi, że będą to znajomi, którzy lubią imprezować. Bliźnięta (21.05-21.06) Będziesz dzisiaj świadkiem wydarzenia, które wywrze na Tobie bardzo duże wrażenie. Horoskop na dziś zapowiada, że nie tylko na Tobie. Rak (22.06-22.07) Nie wszystko będzie układać się po Twojej myśli. Horoskop dzienny na piątek radzi wymagające dużej energii zadania odłożyć na później. Lew (23.07-22.08) Uda Ci się dzisiaj skutecznie łączyć przyjemne z pożytecznym. Horoskop dzienny zapowiada, że niektóre osoby Ci tego pozazdroszczą... Panna (23.08-22.09) Przed Tobą dzień odpowiedni do nadrabiania zaległości. Horoskop na dziś radzi, jak najlepiej wykorzystać te sprzyjające okoliczności. Waga (23.09-22.10) Horoskop dzienny na piątek to bardzo wyraźna wskazówka, by nie przyjmować za dobrą monetę wszystkiego, co dzisiaj usłyszysz. 0 Skorpion (23.10 - 21.11) Ktoś będzie próbował obarczać Cię dodatkowymi obowiązkami. Horoskop na dziś radzi dać temu szybki odpór. Strzelec (22.11-21.12) Przypadkowo spotkasz osobę, z którą kontakt urwał Ci się dawno temu. Horoskop na dziś zapowiada, że postanowicie odnowić znajomość. Koziorożec (22.12 -19.01) Surowo zrecenzujesz poczynania innych osób. Horoskop dzienny na piątek wróży, że na Twoją pochwałę raczej nikt nie może liczyć... Głos www.gp24.pl wwwgk24.pl wwwgs24.pl Redaktor naczelny PrzemysławSzymańczyk, Z-cy red. nacz.: Marcin Stefanowski. Wojciech Frelichowski. YnonaHusaim-Sobecka. Prezes Makroregionu Piotr Grabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu Robert Gromowski. Redakcja.SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego 19, teŁS98488100, redakcja.gp24@polskapress.pl, KOSZALIN, ul. Mickiewicza 24, tel.943473552.redakcja.gk24@polskapress.pl, SZCZECIN. Al. Niepodległości 26/Ul,teL 914813300.redakqa.gs24@połskapress.pl. Druk Polska Press Oddział Poligrafia, 85-438 Bydgoszcz, ul. Grunwaldzka 229. POLSKA PRESS GRUPA Wydawca Polska PressSp.zo.o. ul. Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel. 2220144 00, fax: 22 2014410 Redaktor naczelny Dorota Kania Dyrektor artystyczny Tomasz Bocheński. Biuro Prasowe: biuroprasowe@polskapress.pl. Dyrektor kolportażu Karol Wlazło, Agencja AIP kontakt@aip24.pl PBC ©®-umieszczenie takich dwóch znaków przy Artykule, w szczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwość jego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.gp24.pl/tresciiwzgodziezpostanowieniami niniejszego regulaminu. 22 • KRZYŻÓWKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 jeden z synów Kiemlicza z „Potopu" domek w ogrodzie -v prawdziwek c ukochana Janosika r~ opiekun sądowy r~ kraj w Afryce z Chartumem żona Otella kapuśniak r~ Jacek, autor tekstów piosenek r~ zagon zboża owoce i orze- -v obiekt handlowy ~v żona Abrahama osmio-bok spirytus drzewny chy w keksie nioska hałas, krzyk naftowa kaczan - 1 i \ * i i kłopot i i Kildare . lub Zywago klientka ZUS-u l surowiec mineralny - 15 Ionesco, pisarz niechciana poczta internetowa - ł drzewko z orzeszkami - szef, boss - mieszkaniec Kataru - - - myśliwy z Kanady - 1 opera Masseneta - 16 źródłowe jezioro Nilu - informacje Kolberg, etnograf -*• 14 ... Croft, filmowa kobieta - archeolog - roślina kolczasta z Meksyku - gruba kość dla psa zbudował arkę l płynie przez Bonn przedmiot użytkowy dawna korona pieska znak, wróżba sło-mianka ... Charles, muzyk z USA klimat, atmosfera zajmuje się moralnością piorun Turgieniew - i \ i towot i ter - 10 1 pisemny raport o stanie lasu - 1 1 r \ 1 \ niedobór w kasie - Bikini na Pacyfiku - imię Thurman, aktorki z filmu „Kil Bill" 9 ma kierunek i zwrot krawiecka kukła pracownik leśny młodszy od damy osad w czajniku mebel sprzed lat - 22 rzęsisty deszcz - i i legendarny celtycki władca Brytów r i i waluta Nigerii - imię twórcy sonetów „Nad głębiami" - 1 metal komedia Zapolskiej Micho-rowski życie, istnienie barwny ptak. rudzik - 1 T kowboja kwitowe będące przyprawą piąte u wozu 21 sztuczna postawa 11 znak zodiaku i rzeka Juliusza Cezara karnawałowe zabawy matka chrzestna wonny olejek roślinny i 1 l 1 20 1 r dawny zakład fryzjerski - barwy na obrazie dekolt w kształcie kwadratu 13 główna msza 19 znak na • pięciolinii 2 ukochany Heloizy osiedlowy budynek symbol cnwały waluta Brazylii r 18 -ł \ ł i ■ 11 U l 5 ł ł but ojciec Parysa potrawa z jaj rzadkie okle- grecka paliwo do lamp płynie z oka malca Apacza Pm dla chemika rzesza ludzi imię męskie SB; ł 1 jj| pany zwrot, banał bogini przeznaczenia _ i i \ l i \ \ U 25 styl Pływacki przyrząd optyczny dawny żaglowiec porażenie słoneczne -v grecka litera -v jacht Leonida Teligi r 24 bokserski zwód grzbiet dachu 7 polski herb szlachecki pomaga myśliwemu drapieżny kot i i narzędzie rzeźbiarza - i i ozdobne paciorki na kobiecej szyi wysmażony kawafek słoniny spec od środowiska pracy 4 U i 1 2 kończyna dolna - na palcu krawcowej - ł i gaz palny - internetowy pamiętnik - Królewski w Warszawie model Opla przędza jedwabna rybka akwariowa - drzewo liściaste cała śpiewa z nami na głowie motocyklisty rzecz nietykalna, świętość rodzaj egzaminu siepacz część tułowia i metal w rudach uranu F i r~ brutto minus tara liczba nic skaza, zadrapanie U i ł \ 1 instrument Wojskiego - 23 ptak wodny podmokłe lub uzbrojone imię burka - ł ł dawne względy - 6 antypoda omegi - prawy dopływ Odry - i - r 17 rozdział Koranu - indiańska fajka pokoju - syn Aresa i Afrodyty - 3 oślepiające światło autko na torze - moment pędu - 8 barwna papuga - chętka, ocnota - 12 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 Litery z pói ponumerowanych od 1 do 25 utworzą rozwiązanie - myśl Stefana Napierskiego. YyęiMOaOS oa 3ZSMVZ ^IS 3ZSId :3INVZVlMZ0H Litery z pói ponumerowanych od 1 do 25 utworzą rozwiązanie - myśl Stefana Napierskiego. YyęiMOaOS oa 3ZSMVZ ^IS 3ZSId :3INVZVlMZ0H Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 SPORT 23 TENIS PRZED NAMI MECZ KOBIET KAZACHSTAN - POLSKA. HUBERT HURKACZ ODPADŁ Z TURNIEJU W MONTE CARLO Z Magdą Linette po awans w Astanie Łukasz Konstanty redakcja@polskapress.pl W najbliższy piątek i sobotę w Astanie zostanie rozegrany tenisowy mecz Kazachstan - Polska w ramach Billie Jean King Cup. którego stawką będzie awans do listopadowego turnieju finałowego. Liderką naszej reprezentacji bę-- dzie notowana na 19. miejscu w światowym rankingu Magda Linette. Już od dłuższego czasu wiadomo było, że w drużynowych zmaganiach zabraknie liderki światowego rankingu - Igi Świątek. Przed turniejem rangi 1000 w Miami, który rozgrywany był w drugiej połowie marca, najlepsza polska tenisistka zdecydowała, że aż do 16 kwietnia nie będzie rozgrywać żadnych meczów i skupi się na wyleczeniu urazu, który od pewnego czasu utrudniał jej grę. Polska bez szans? Brak Igi w kadrze, która rywalizować będzie w Astanie, spowodował, że szanse Biało- Magda Linette będzie liderką polskiej drużyny w turnieju Billie Jean King Cup w Astanie -Czerwonych na awans do turnieju finałowego drastycznie zmalały. Wszak liderką rywalek jest Jelena Rybakina, która od początku roku bardzo dobrze radzi sobie na korcie -w 2023 roku zdążyła już wygrać zawody w Indian Wells, a także dojść do finału w Miami i wiel-koszlemowym Australian Open, będzie więc zdecydowaną faworytką obydwu gier singlowych, w których weźmie udział. Oprócz tenisistki zajmującej siódme miejsce w światowym rankingu w indywidualnych zmaganiach weźmie udział także Julia Putincewa, która aktualnie jest na 45. (najwyższej w karierze) lokacie w klasyfikacji. Z kolei w polskim zespole o zwycięstwa rywalizować będą Magda Linette, od której w głównej mierze zależeć będzie powodzenie misji w Kazachstanie, a także Weronika Fałkowska (253- miejsce), która w dotychczasowej karierze jedynie trzy razy grała z rywal- kami z czołowej setki rankingu i tylko raz odniosła zwycięstwo. Każdy wygrany set z wyżej notowanymi przeciwniczkami byłby więc dla niej wielkim osiągnięciem. Linette rozpocznie Zmagania w Astanie rozpoczną się w piątek o godzinie 9:30 czasu polskiego. Jako pierwsze na korcie pojawią się Linette i Putincewa. Miejsca w rankingu i bilans bezpośrednich meczów przemawiają na korzyść Polki (5 zwycięstw i dwie porażki), która ostatnią potyczkę ze wspomnianą rywalką, w 2022 roku w Cleve-land, wygrała w dwóch setach. Najwyżej notowana nasza tenisistka spośród tych, które udały się do Kazachstanu, musi to spotkanie wygrać, by Polki mogły mieć nadzieję na korzystne rozstrzygnięcie całej potyczki. Trudno bowiem spodziewać się, by Fałkowska, która zmierzy się z Rybakiną, była w stanie w starciu z wielką faworytką sprawić sensację. Jeśli Polki sprawią niespodziankę i ograją Kazaszki, w li- stopadzie wezmą udział w turnieju finałowym. Jeśli doznaje porażki, przedostatni miesiąc roku będzie czasem rywalizacj o pozostanie w Grupie Światowej - wbarażach uczestniczyć będzie dziewięć przegranych zespołów z kwietniowej rywalizacji, a także siedem drużyr z Grupy Światowej I. Piątek, 14 kwietnia (od 9:3C czasu polskiego): Julia Putincewa - Magda Linette, Jelena Rybakina - Weronika Fałkowska. Sobota, 15 kwietnia (os 9:30): Jelena Rybakina - Magdę Linette, Julia Putincewa - Weronika Fałkowska. Słaby Hurkacz Hubert Hurkacz (13.) przegrał w czwartek z Jannikieir Sinnerem (8.) 6:3,6:7(6-8), 1:6 w HI rundzie turnieju ATP 100C w Monte Carlo. Polak świetnie rozpoczął spotkanie z Wł<$ chem, ale wraz z upływerr czasu zaczynał słabnąć, ai w końcu rozpadł się totalnie To jego czwarty turniej z rzędu w którym udział zakończy-przed ćwierćfinałem. PARTNEREM CYKLU JEST PKN ORLEN Kubica piąty w 1000 mil Sebring Ekipa ORLEN Team WRT z Robertem Kubicą w składzie zajęła piątą pozycję w kategorii LMP2 podczas pierwszego wyścigu Długodystansowych Mistrzostw Świata 2023 (WEC) na torze Sebring na Florydzie w USA. 1000-milowy wyścig na torze zbudowanym ma lotnisku w Sebring już po raz kolejny otworzył rywalizację w FI A World Endurance Championship - najważniejszej serii w długodystansowych wyścigach samochodów sportowych i prototypów. Oprócz Roberta Kubicy załogę ORLEN Team WRT w obecnym sezonie tworzą: Szwajcar Louis Deletraz, który startował już w ekipie z naszym kierowcą (Kubica wygrał z nim Euro-pean Le Mans Series w 2021 roku) oraz Portugalczyk Rui Andrade. „Bardzo się cieszę, że wróciłem do zespołu WRT i reprezentuję ORLEN Team WRT, ale tym razem w WEC, ponieważ-razem ścigaliśmy się i wygraliśmy mistrzostwo ELMS w samochodzie z numerem 41. To będzie mój trzeci rok z Louisem, ale pierwszy z Rui, którego dobrze znam z padoku, a Louis zawsze bardzo dobrze o nim mówił od czasu, gdy razem pracowali w serii IMSA" -mówił przed wyścigiem Robert Kubica. „To będzie duże wyzwanie ścigać się w WEC i oczywiście ponownie w słynnym Le Mans. Fajnie byłoby tym razem zrobić jeszcze jedno . okrążenie, co nie udało się w 2021 roku, kiedy przegra- liśmy zwycięstwo na ostatnim kółku. Pozostaniemy skoncentrowani i będziemy ciężko pracować, aby osiągnąć jak najlepsze wyniki" - podkreślił najlepszy polski kierowca wyścigowy. W Sebring jako pierwszy za kierownicę samochodu Oreca 07 Gibson w barwach PKN ORLEN zasiadł właśnie Robert Kubica, który po perfekcyjnym starcie szybko awansował z szóstej na drugą pozycję. Po nim pojazd przejął Andrade, jednak nie utrzymał wysokiej lokaty wywalczonej przez Polaka. ORLEN Team WRT spadł na piąte miejsce i jak się okazało, już do końca wyścigu nie udało się go poprawić. Rywalizację w kategorii LMP2 wygrał zespół JOTA, w składzie którego startowali: Niemiec Dayid Beckmann, Chińczyk Ye Yifei i Anglik Will Stevens. Ekipa brytyjskiego teamu objęła prowadzenie podczas czwartej godziny wyścigu, gdy awaria wyeliminowała dotychczasowych liderów z amerykańskiego zespołu United Autosports. Jak się okazało, w samochodzie triumfatorów wyścigu z ubiegłego roku problemy spowodowała zamontowana w bolidzie... kamera telewizyjna. W zawodach na Florydzie uczestniczył też polski zespół Inter Europol Com-petition, w składzie: Jakub Śmiechowski, Albert Costa i Fabio Scherer, który znakomicie rozegrał wyścig pod względem strategicznym i ostatecznie minął linię mety na czwartej pozycji. Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że w klasyfikacji tzw. Hypercarów dwa czołowe miejsca na podium wywalczył faworyzowany zespół Toyoty. Najszybszym z japońskich aut jechali ' Brytyjczyk Mike Conway, Japończyk Kamui Kobayashi i Argentyńczyk Jose Maria Lopez. Natomiast za zwycięskim triem finiszowała bliźniacza Toyota GROlO Hybrid prowadzona przez Szwajcara Sebastiena Buemiego, No- wozelandczyka Brendona Hartleya i Japończyka Ryo Hirakawy. Za duetem Toyoty - ze stratą dwóch okrążeń -toczyła się zacięta walka o najniższy stopień podium. Najszybsze w kwalifikacjach Ferrari 499P, którego obsadę tworzyli: Włoch Antonio Fu-oco, Hiszpan Miguel Molina oraz Nicklas Nielsen z Danii ostatecznie pokonało Porsche i Cadillaka. Atak wygląda kalendarz długodystansowych mistrzostw świata WEC 2023, -który obejmuje siedem rund, ze słynnym 24-godzinnym wyścigiem w Le Mans. Natomiast ostatni, ośmiogodzinny wyścig w Bahrajnie odbędzie się 4 listopada. ^ WEC 2023 17 marca - 1000 Miles of Sebring 16 kwietnia - 6 Hours of Portimao -J 29 kwietnia - 6H of Spa--Francorchampsl 10-11 czerwca - 24 Heures du Mans 9 lipca - 6 Hours of Monza 10 września - 6 Hours of Fuf; 4 listopada - 8 Hours of Bahrain 24 SPORT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 14.04.2023 KRÓTKO PIŁKA NOŻNA Wyjazdowa porażka Bytovii W środę rozegrano zaległe ciecze z 18. kolejki pomorskiej IV ligi. Walcząca o utrzymanie Bytovia Bytów przegrała wyjazdowe spotkanie z Czarnymi Pruszcz Gdański 0:1 (0:0), tracąc gola w 89. minucie. W drugim spotkaniu AS Kolbudy pokonał GKS Kowale 1:0. l.Wikęd Luzino 25 64 76-22 PIŁKA NOŻNA W słupskiej okręgówce Zaległości odrabiano także w słupskiej okręgówce. W środę mecze rozegrano na trzech boiskach. Były to spotkania przełożone z 19. kolejki. Wyniki spotkań: Dolina Gałąźnia Wielka - Skotawia Dębnica Kaszubska 4:2, Leśnik Cewice - Brda Przechlewo Zfjmezania Malbork 25 55 70-26 Słupsk 0:6. 3.Chojniczanka II Chojnice 25 53 55-26 l.MKS Debrzno 21 47 76-46 4.5parta Sycewice 25 48 47-36 2.Start Miastko 22 46 57-30 5.Grom Nowy Staw 24 46 53-20 3.Gryf II Słupsk 21 44 75-29 6.Gryf Wejherowo 24 46. 53-36 4.Sokół Wyczechy 21 43 74-33 ZAnioły Garczegorze 23 43 60-38 5.Dolina Gałąźnia Wielka 21 43 54-26 8.Arka II Gdynia 24 39 60-42 6.Myśliwiec Tuchomie 22 40 51-32 9.Czarni Pruszcz Gdański 25 39 43-42 7.Kaszubia Studzienice 21 39 48-32 lO.Jaguar Gdańsk 25 37 42-31 8.Piast Człuchów 21 38 52-30 TiMS Władysławowo 25 31 41-57 9.Pomorze Potęgowo 22 37 65-60 12.GKS Kowale 24 29 31-47 lO.Garbarnia Kępice 21 33 44-32 B.Pogoń Lębork 24 29 26-43 lLSkotawia Dębnica Kasz. 21 21 31-34 14.AS Kolbudy 24 27 29-38 12.Unison Machowino 21 21 30-50 15.Powiśle Dzierzgoń 24 27 34-50 B.Czarni Czarne 21 16 25-50 16.Gryf Słupsk 25 26 38-51 14.Leśnik Cewice 21 14 24-59 17.Bytovia Bytów 25 21 32-47 15.KS Włynkówko 22 14 25-73 18.Wierzyca Pelplin 25 17 33-53 16.Brda Przechlewo 21 13 33-78 19.Borowiak Czersk 25 16 22-62 17.GTS Czarna Dąbrówka 22 9 26-96 20.Jantar Listka 25 5 19-95 Pary 24. kolejki: sobota t W weekend rozegrana zostanie 26. kolejka. Mecze drużyn z regionu: sobota - Gryf S. - Grom (godz. 16.00), Boro-wiak - Jantar (17.00), Pogoń -Bytovia (17.00), Wierzyca -Sparta (17.00); niedziela - GKS Kowale - Anioły (14.00). Sokół (15.00), Czarni - Ka-szubia (15.00), Pomorze - MKS Debrzno (15.00), Skotawia -Garbarnia (17.00); niedziela -Start - KS Włynkówko (12.00), Gryf II - Dolina (13.00), GTS Czarna Dąbr. - Unison (13.00). PIŁKA NOŻNA Zagra Klasa A W weekend drugą wiosenną kolejkę rozegra Klasa A. Terminarz spotkań: grupa 1. - sobota - Słupia Słupsk - Sokół Szczypkowice (godz. 12.00), Barton Barcino - Polonez Bobrowniki (16.00), Echo Bie-sowice - Wybrzeże Objazda (16.00); niedziela - Lew Lębork - Diament Trzebielino (13.00), Stal Jezierzyce - KS Damnica (16.00); grupa 2. - sobota - Orkan Gostkowo - LKS Łebunia (15.00), Błękitni Mo-tarzyno - Lider Rychnowy (16.30), Magie Niezabyszewo -Zawisza Borzytuchom (17.00), Zenit Redkowice - Kaszubia II Studzienice (17.00), Grom Nakla - Urania Udorpie (17.45); niedziela - Victoria Dąbrówka -Granic Koczała (12.00). KOSZYKÓWKA Trójki grały w Szczecinku W Szczecinku odbył się inauguracyjny turniej drugiej edycji EMET 3x3 Basket Ligi. W zawodach udział wzięło 17 zespołów z Bydgoszczy, Słupska, Piły, Białogardu i Szczecinka. Grano w dwóch kategoriach juniorów oraz młodzików. W rywalizacji młodzików drugie miejsce zajęli Czarni Słupsk. Wygrał MVP Emet Basket Szczecinek, (jak) Wyprawa Czarnych do Lublina Michał Piątkowski michal.piatkowski@poiskapress.pl KOSZYKÓWKA. Sezon zasadniczy Energa Basket ligi zmierza ku końcowi. Słupszczanie do rozegrania mają jeszcze cztery kolejki W 27. serii zmierzą się na wyjeździe z lublińskim Startem. Gra toczy się o wiele, bo 0 awans do fazy play - off. Obecnie w grze o miejsca siódme 1 ósme pozostały trzy ekipy -Czarni, Anwil oraz Zastał. Jedna z tych drużyn pożegna się z sezonem po rundzie zasadniczej, co byłoby dla nich wielkim rozczarowaniem. W całej tej stawce w dobrej sytuacji są Czarni, którzy zarówno z wło-cławianami jak i zielonogórza-nami mają dodatni bilans bezpośrednich spotkań. Co zatem musi się stać, aby Czarni zagrali w play - off? Najpewniejszym rozwiązaniem jest wygranie kompletu pozostałych czterech spotkań i nieoglądanie się na rywali. Mecz w Lublinie jednak nie będzie łatwy. Start co prawda, w tym sezonie jest drużyną z dołu tabeli (14 miejsce), jednak ich skład wygląda naprawdę solidnie. Liderami Paweł Leończyk w ostatnim ligowym pojedynku zapisał na swoim punkcie 12 punktów punktowymi podopiecznych Artura Gronka jest Gabe DeVoe oraz Cleveland Melvin. Ten pierwszy zdobywa średnio 16,2 punktu na mecz, drugi zaś 15,1. Bardzo silnym punktem jest też znakomicie znany w naszej lidze podkoszowy - Klavs Ca-vars. Pierwszy mecz między dwoma ekipami - był bardzo jednostronny. Czarni na własnym parkiecie pewnie pokonali swoich przeciwników 82 do 60, Początek meczu w sobotę (15 kwietnia) o godzinie 17 30. Bezpośrednia transmisja z meczu od godziny 17.20 w Polsacie Sport Extra. Niespodziewany lider kwietniowego zestawienia Maurycy Brzykcy sport@gs24.pl Alexander Gorgon z Pogoni Szczecin jest aktualnym liderem kwietniowego zestawienia w rankingu „Piłkarskie Orty". „Piłkarskie Orły" to kontynuacja porównywania i klasyfikowania najskuteczniejszych strzelców w najwyższych polskich ligach, którą zapoczątkowaliśmy w poprzednim roku kalendarzowym. Celem jest wyłonienie oraz ' nagrodzenie najlepszych strzelców piłkarskich w kategorii męskiej i kobiecej, biorąc' pod uwagę sumę goli zdobytych przez zawodników/zawodniczki klubów piłkarskich i.orących udział w krajowych, zawodowych rozgrywkach ligowych na poziomie: ekstra-klasy/ekstraligi, I, III III, IV ligi oraz w Pucharze Polski a także bramek zdobytych w europejskich pucharach. W roku 2023 rozszerzyliśmy grono klasyfikowanych goleadorów o tych występujących w IV lidze. Dla przypomnienia podajemy zatem współczynniki, przez które mnożymy gole przyznając miejsca w naszym rankingu: dla ekstraklasy/ekstraligi - wynosi 2; dla I ligi -1,75; dla II ligi -1,5; dla III ligi -1; dla IV ligi -0,625; dla Pucharu Polski - 2; dla Europejskich Pucharów - 2,5. Znamy już dwóch laureatów tegorocznego rankingu. Obaj zawodnicy są wielkimi postaciami Pogoni Szczecin. W lutym najlepszy był Kamil Grosicki, który jest głównym motorem napędowym aktualnego zespołu Portowców. Z kolei w marcu w naszym rankingu najwyższej sklasyfikowany został Adam Frącz-czak z Kotwicy Kołobrzeg, który w Szczecinie spędził dekadę, Ranking Strategiczny TOP KWI STRZELCY POMORZA ZACHODNIEGO j 'stan na 13.0 TOP KWI STRZELCY POMORZA ZACHODNIEGO j 'stan na 13.0 PATRYK BARANOWSKI SZYMON KAPELUSZ WOJCIECH LISOWSKI KAMIL GROSICKI LEONARNTO PAMPLO KOUTRIS 1 SWIT SZCZECIN SWIT SZCZECIN POGOŃ II SZCZECIN POGOŃ SZCZECIN Ekstraklasa 2,00 POGOŃ SZCZECIN Ekstraklasa 2,00 5 VAHAN BICHAKHCHYAN 1 POGOŃ SZCZECIN Ekstraklasa 2,00 i 8 PAWEŁ KRAWIEC 3 WYBRZEŻE REWALSKIE REWAL IV 1,875 3 WYBRZEZE REWALSKIE REWAL IV 1,875 grając w granatowo-bordowych barwach. Frączczak do zwycięstwa w marcu potrzebował trzech goli. Zdobył je podczas drugoligowego meczu z Lechem II Poznań. Dwa tygodnie kwietnia za nami, więc można już wyciągnąć pewne wnioski. Na razie na prowadzeniu w rankingu jest w tym miesiącu Alexander Gorgon. Pomocnik Pogoni Szczecin nie grał w piłkę na poziomie ekstraklasy przez ponad rok, ze względu na kontuzję. Teraz powoli wraca do formy. W ostatnich dwóch meczach Pogoni zdobył dwa ważne gole. Strzelił w Poznaniu na 2:1 z Lechem, a w ostatniej kolejce uratował zwycięstwo na 3:2 z Cra-covią. W tym meczu ustawiony był jako napastnik, co często się nie zdarzało w Szczecinie. Na kolejnych miejscach są trzecioligowcy ze Świtu Szczecin i rezerw Portowców. ©© Patronat Honorowy Partner Strategiczny Partner Merytoryczny Patronat Medialny »/« Piłkarskie ORŁY'23 v " Ministerstwo Wm Sportu i Turystyki TYP SPORT T Y P INFO PZPN