Piątek 28.04.2023 Nr 99 (4951) Nakład: 14.350 egz. www.gp24.pl Cena 4,90 zł (w tym 8% VAT) Rozmowa. Nasze dzieci nie chcą się ruszać i fundują sobie same kłopoty. Trzeba reagować! str. 2 Bezpieczeństwo. Taki był główny temat słupskiej konferencji naukowej str. 4 Dziś w „Głosie". Dodatek specjalny - 45 lat temu powstały Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 9 770 137 952053 Więcej w ŚRODKU wydania Szczegóły na: www.utbs.pl ŚWIADECTWA CHARAKTERYSTYKI ENERGETYCZNEJ MAGAZYN®- Symbole narodowe łączą wszystkich Polaków. Świętujemy 3 dzień maja! • Powojenne Niemcy stworzyli ludzie związani z reżimem Hitlera i Trzecią Rzeszą. Trzeba o tym pamiętać PLUS TELEMAGAZYN z programem TV MATERIAŁ INFORMACYJNY PKN ORLEN ORLEN SYNTHOS GREEN ENERGY S.A. PLANUJE ODDAĆ DO UŻYTKU PIERWSZY REAKTOR MODUŁOWY JUŻ W 2029 ROKU. Czy rozwiązaniem problemów energetyki w Polsce jest energetyka atomowa? Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego padło stwierdzenie, że to jedno z najlepszych rozwiązań dla Polski. PASJA BREAKBOY SWOIM TALENTEM ZACHWYCA OBSERWATORÓW Połamaniec stupszczanina Maturzyści szykują Dręczyli Bogu ducha się do skoku winną kobietę, w dojrzałość Skończyli za kratami tygodnik regionów - str. 17 tygodnik regionów - str. 14 Igor Bianka. Ma na swoich półkach więcej pucharów i medali niż kilka klubów sportowych razem wziętych tygodnik regionów - str. 16 „Zbudowano w czynie społecznym" Hasło z minionej epoki mówiło, że jak partia nie może, pośle naród tygodnik regionów - str. 18 USTECKIE TBS SP. Z O.O. W USTCE zarządca zasobów Gminnych, TBS oraz wspólnot mieszkaniowych nawiąże współpracę z osobą robiącą świadectwa energetyczne. 2 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ SOBOTA • Także ty nosisz buławę marszałkowską w plecaku PONIEDZIAŁEK • Sportowy24: Czy Raków jest już mistrzem Polski? WTOREK • Strefa Biznesu: Duże zmiany na rynku usług prawnych ŚRODA •Strona Zdrowia: Jak sobie radzić ze starczowzrocznością CZWARTEK • Pod paragrafem: Bunt w poznańskim więzieniu PIĄTEK • Puls i Tygodnik Regipnów. Teksty ze znakiem jakości HHI ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel. 94 3401114, mail prenumerata.gdp@polskapress.pl, na stronie prenumerata.gp24.pl Nasze dzieci, unikając ruchu, narażają swoje zdrowie, a rodzice niestety robią zbyt mało Grażyna Rakowicz Rozmowa Z dr. n. med. Danutą Kury-lak, lekarzem z Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy. Słyszymy, że dzieci w Polsce ruszają się coraz mniej. Na co się przez to narażają? U dzieci i młodzieży, w dużej mierze przesiadujących przed komputerem i przed telewizorem po kilka godzin dziennie, poza tym także na lekcjach w szkole, może wystąpić niewłaściwy wzrost szkieletu i mięśni. Może dojść do zmniejszenia masy mineralnej kości, czyli tzw. osteopenii, bo mniejszy ruch to mniejsze ukrwienie, nieprawidłowy metabolizm i mineralizacja kości. A gdy tak się dzieje, wtedy następuje zaburzenie równowagi w rozwoju tych kości. Czyli zaczyna dominować proces niszczenia kości nad ich tworzeniem. Osteopenia jest początkiem osteoporozy, która może spowodować samoistne złamania kości i -jak obserwujemy - nie dotyczy tylko osób w wieku starszym. Gdzie szukać przyczyn tego, że nasze dzieci nagle przestały się ruszać, uprawiać sport? Uczniowie siedzą długo w ławkach szkolnych, a na przerwach często podpierają ściany. Nie mają zbyt wielu zajęć również na świeżym powietrzu. Od dawna obserwujemy zjawisko unikania lekcji wuefu przez uczniów, szczególnie przez dziewczęta. Zdarza się, że bez przyczyn medycznych także rodzice zabiegają dla nich o zwolnienie lekarskie z gimnastyki. Po powrocie ze szkoły odrabiają lekcje, potem przez wiele godzin spędzają czas przed komputerem. Nie ma już tej tradycji bawienia się na tych osławionych dawniej podwórkach... Do większego braku ruchu ludzi młodych przyczyniła się również w dużym stopniu pandemia. Jeśli u otyłych młodych pacjentów, którzy przychodzą do naszej poradni, zalecamy Danuta Kurylak: - Do picia woda. Unikać słodzenia herbaty i picia wszelkich innych słodkich napojów pół godziny ruchu dziennie, to zdarza się, że zarówno rodzice jak i dzieci zgodnie negują to zalecenie. Zwykle tłumaczą, że nie ma na to czasu, bo trzeba odrabiać lekcje... Wtedy staram się ich przekonać do tego, że w tym przypadku ten czas zawsze powinien się znaleźć. Jakie żniwo zbiera wśród młodych ludzi brak ruchu? Mamy dużo wad postawy. Dzieci odczuwają bóle kręgosłupa, kończyn zarówno górnych jak i dolnych co jest związane także ze wspomnianą przeze mnie oste-openią. Mamy sporo pacjentów z osteoporozą. Do tego dochodzą zaburzenia po co-vidzie, w tym dużo kardiologicznych, neurologicznych i reumatycznych jak młodzieńcze zapalenie stawów. Sporo jest chorych na cukrzycę. Poza tym, jak się nie ruszamy i unikamy przebywania na świeżym powietrzu, zakłócona jest synteza witaminy D3, także jej brak sprzyja pojawianiu się zaburzeń kostnych. Mamy sporo młodych pacjentów otyłych - z ponad 30 BMI. Zdarza się, że 14-latek waży nawet 150 kg. A dziecko mające 140 cm - ponad 60 kg, czyli o 20 kg za dużo. Ci młodzi otyli pacjenci mają depresję, bo nie wierzą, że mogą schudnąć. Są też różnie - nie zawsze pozytywnie - odbierani w swoim środowisku. Nie mają tej siły wewnętrznej, a czasem i tego odpowiedniego wsparcia rodziców, żeby coś z tą otyłością zrobić. Dwa lata kiedy bardzo mocno ograniczany był nasz ruch, nasza aktywność fizyczna. Na jaką skalę mamy otyłość po pandemii? Przed pandemią otyłość dotyczyła mniej więcej 9 proc. dzieci i młodzieży. Po pandemii nadwagę i otyłość ma około 12 proc. chłopców i około 10 proc. dziewcząt. Czyli, nie aż tak wiele, jak u dzieci przedszkolnych. Tu nadwaga i otyłość występują u 19 proc. chłopców i u 14 proc. dziewczynek. Dlaczego w tym wieku otyłość wzrosła? Czy prawdą jest, że ta otyłość ma początek jeszcze przed urodzeniem dziecka? Tak. Dlatego, że rodzice często naprawdę zupełnie nieświadomie popełniają błędy w odżywianiu tych dzieci. Mamy, które są jeszcze w ciąży, piją zbyt dużo soków owocowych i jedzą sporo słodyczy. W ten sposób uzależniają swoje dziecko już od okresu płodowego od cukru. Potem podają niemowlakom w nadmiernej ilości wysoko słodzone soki, a później też dzieciom w wieku przedszkolnym. Błędem jest też podawanie zbyt dużej ilości wysokotłuszczowego mleka krowiego. Jego nadmiar u małych dzieci przy jednoczesnym niedoborze innych pokarmów, szczególnie warzyw, jest często przyczyną anemii. Co w zamian? W zamian do picia woda. Unikanie słodzenia herbaty i picia wszelkich innych słodkich napojów. Za to w codziennej diecie bardzo duża ilość warzyw. Także jako dodatek do każdego posiłku. A tych powinno być łącznie pięć dziennie, w tym trzy główne. Natomiast odchudzanie, tym samym zmiana nieprawidłowych nawyków żywieniowych musi dotyczyć całej rodziny. Tylko wówczas istnieje dużo prawdopodobieństwo osiągnięcia zamierzonego celu, czyli schudnięcia. ©® KALENDARIUM 28 KWIETNIA URODZILI SIĘ 1904 Jan Sztaudynger, poeta i satyryk. Debiutował w 1924 roku na łamach dziennika „Goniec Krakowski" jako poeta. Członek grupy poetyckiej Helion. Autor licznych, często frywolnych, fraszek, popularnych w latach 60. i 70. XX w. Organizator i propagator teatrów lalkowych. 1916 Ferruccio Lamborghini, włoski przedsiębiorca. W1949 roku założył firmę Lamborghini Trat-tori, która w ciągu kilkudziesięciu lat wyrosła na największego włoskiego producenta ciągników. W1963 r.założył przedsiębiorstwo Automobili Lamborghini, gdzie po paru miesiącach wyprodukowany został pierwszy sportowy samochód Lamborghini350 GTV. 1928 Mirosława Dubrawska, aktorka teatralna i filmowa. Zadebiutowała w 1950 roku na deskach teatrów dramatycznych w Szczecinie, potem występowała m.in. w teatrze Ateneum, Teatrze Narodowym i Teatrze Powszechnym w Warszawie oraz w Teatrze Starym w Krakowie. ZMARLI 1842 Charles Bell, angielski anatom, fizjolog i chirurg. Odkryłiopisał czynności komórek nerwowych, sformułował prawo Bella-Megendiego. Opublikował szczegółową rozprawę na temat układu nerwowego „ An Idea of a New Anatomy of the Brain". Książka ta jest często uznawana za jedną z najważniejszych pozycji w historii neurologii. 1900 Izrael Poznański, przedsiębiorca pochodzenia żydowskiego. Zaliczany razem z Ludwikiem Geyerem i Karolem Scheible-rem do trzech łódzkich „królów bawełny". Na jego postaci częściowo wzorowany jest Maks Aszkenazy z powieści „Bracia Aszkenazy Israela" Joszuy Singera, a według niektórych źródeł również postać Moryca Welta z filmu „Ziemia Obiecana". 1918 Benito Mussolini, włoski polityk, początkowo socjalistyczny, główny założyciel i przywódca ruchu faszystowskiego, premier Włoch (1922-1943). Sprawował rządy dyktatorskie oparte na rozbudowanym systemie policji politycznej. ZŁOWIONE W SIECI ZDJĘCIE TYGODNIA To będzie najdłuższa biało-czerwona w Polsce. Szyta jest w Międzyzdrojach i tam też zostanie zaprezentowana 2 maja. Ale po kolei. Dotychczas najdłuższa flaga w polskich barwach narodowych miała 2270 metrów i niesiono ją podczas Marszu Niepodległości w Warszawie w 2019 roku. Międzyzdrojska będzie miała dwa i pół kilometra i załopocze na plaży w Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Tego samego dnia nasze barwy narodowe tradycyjnie załopoczą też na świnoujskiej latarni morskiej. Piątek, 28.04.2023 2 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Dorota Kania, redaktor naczelny Polska Press STRACHY GENERAŁA PYTLA c ■ enerał Piotr Pytel, owiany niesławą były szef Służby Kontrwy-wiadu Wojskowego, ponownie się uaktywnił, a powodem jego ^---wzmożenia jest uchwalenie przez Sejm ustawy o powołaniu państwowej komisji ds. badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo Polski oraz projekt nowej ustawy o szpiegach. Piotr Pytel, który we wrześniu ubiegłego roku w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej" straszył, że Rosja jest już w Polsce, a partia rządząca realizuje interesy Moskwy świadomie - między innymi za sprawą agentury ulokowanej w rządzie - teraz nie chce, żeby specjalna komisja zbadała rosyjskie wpływy na bezpieczeństwo Polski od 2007 roku. W wywiadzie dla Onet.pl (którego właścicielem jest RASP, szwajcarsko-niemiecki koncern) gen. Pytel twierdzi, że prace komisji będą działaniem przestępczym, zaś „każdy, kto próbuje organizować tego typu działalność, taką komisję, taką instytucję, która miałaby działać w taki sposób, można by się nawet posunąć do tego, że dąży do naruszenia porządku konstytucyjnego w Polsce". Dwa dni później - tym razem w radiu Agory - TOK FM, gen. Pytel z troską pochylił się nad obywatelami w związku z projektem ustawy podwyższającej karę za szpiegostwo. „PiS zastawia sidła prawne na obywateli" - czytamy w streszczeniu rozmowy z człowiekiem, który będąc we władzach SKW, paradował w Moskwie w czapce z napisem „Aurora" i nie protestował, gdy do siedziby Służby Kontrwywiadu Wojskowego wjeżdżały naszpikowane elektroniką samochody rosyjskiej FSB. W kontekście jego an-typisowskich fobii, warto zapoznać się z przeszłością pana generała. A jest ona bardzo interesująca, zwłaszcza postępowania prowadzone w jego sprawie. Wystarczy przypomnieć kulisy śledztwa, które toczyło się przeciwko niemu (jako byłemu szefowi Służby Kontrwywiadu Wojskowego), dotyczącego nielegalnej współpracy z rosyjskimi służbami specjalnymi, w którym zarzuty mieli także postawione gen. Janusz Nosek, poprzednik gen. Pytla w SKW, oraz płk Krzysztof Dusza, były zastępca szefa SKW. Zarzuty dotyczyły m.in. przekroczenia uprawnień w związku z zawarciem, wbrew zobowiązaniom NATO i bez pisemnej zgody premiera Donalda Tuska, umowy o współpracy z rosyjską służbą wywiadowczą - Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Strach generała Pytla i jemu podobnych jest całkowicie zrozumiały: jego działalność, z racji zajmowanych w przeszłości stanowisk, także zostanie zbadana. Dziwi natomiast to, że nie chce, aby komisja zbadała rządy PiS - przecież sam mówił o rosyjskich wpływach w rządzie i powinien się cieszyć, że poruszona przez niego sprawa zostanie wyjaśniona. Jak widać, strach przed tym, co może ustalić komisja w kontekście jego działalności w służbach specjalnych, jest silniejszy niż chęć odwetu. A na pewno będzie ciekawie, biorąc pod uwagę to, co już wiemy na temat działalności gen Pytla i działalności SKW pod jego kierownictwem. Arkadiusz Rogowski, redaktor naczelny „Nowin PODRÓŻ W CZASIE PO POLSCE WSCHODNIEJ kwietniu ubiegłego roku, podczas spotkania z mieszkańcami Krosna na Podkarpaciu, Donald Tusk został zapytany o propozycje programowe dla tego miasta i powiatu krośnieńskiego. Jego odpowiedź stała się hitem Internetu: - Jeśli przyjedzie jakiś gość, taki jak ja, z Warszawy, z Gdańska czy ze Szczecina, i będzie opowiadał, że ma projekt dla Krosna, to go pogońcie. Gdy dokładnie po roku Tusk usłyszał to samo pytanie, tyle że w Tarnobrzegu, już nawet nie starał się na nie odpowiedzieć - szybko zmienił temat. Ani mieszkańcy Tarnobrzega, ani Rzeszowa, ani wcześniej Lublina czy Białegostoku nie usłyszeli podczas jego objazdu po tzw. Polsce Wschodniej propozycji programowych PO. Zamiast tego otrzymali zaproszenie do Warszawy na partyjny marsz 4 czerwca. Ale tak zupełnie szczerze, co Donald Tusk miałby powiedzieć czy obiecać w Polsce Wschodniej? Że ponownie, tak jak uczynił to w 2008 roku, wykreśli z listy priorytetowych inwestycji drogowych Via Carpatię? Przecież gdyby jego rząd wówczas tego nie zrobił, cała ta trasa szybkiego ruchu zapewne łączyłaby już dziś Białystok z Lublinem z Rzeszowem, a Rzeszów ze Słowacją. Tamtego straconego czasu nie da się odrobić w dwa, trzy lata. Trochę jakby mniej Donald Tusk krytykował ostatnio plany budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Być może dlatego, że jego ważną, integralną częścią mają być tzw. szprychy, czyli szybkie połączenia kolejowe. Przewidziano ich łącznie 10, z czego pięć prowadzi właśnie do Polski Wschodniej. Nowe linie mają biec m.in. z Ostrołęki do Giżycka, z Lublina do Bełżca, z Radomia do Ostrowca Świętokrzyskiego czy z Rzeszowa do Sanoka. Łatwo chyba zrozumieć, że przewodniczący Platformy nie mógł być w tych okolicach zbyt szczery... A w przypadku Huty Stalowa Wola zupełnie zapomniał, że to milczenie jest złotem. Tak się bowiem jakoś złożyło, że jego rząd nie zamówił tam ani jednej armatohaubicy Krab, a sama Huta była wtedy bliska upadłości. Poważne kontrakty od państwa pojawiły się dopiero w 2016 roku (l mld zł na moździerze Rak), a później na jeszcze wyższe kwoty na Kraby, wieże bezzałogowe czy też bojowe wozy piechoty Borsuk. Załoga ma robotę na lata, a świetny sprzęt zamawia nie tylko Wojsko Polskie, ale też zadowoleni z niego Ukraińcy. Podczas kwietniowej podróży po Polsce Wschodniej Donald Tusk odwiedził też producenta luksusowych łodzi jachtowych w Ropczycach. Dosłownie kilka godzin później obwinił rząd Morawieckiego za kiepską kondycję tej firmy, czyli de facto za to, że milionerzy przestali zamawiać w tej firmie jachty! Żeby było śmieszniej, podczas nagranej i opublikowanej w mediach społecznościowych rozmowy z Tuskiem, rzekomo gnębieni przez „państwo PiS" przedsiębiorcy przyznali, że realizują zlecenia dla... polskiej zbrojeniówki. A żeby było jeszcze śmieszniej, kilka lat temu bezpłatną promocję tej firmie zrobiła na swojej antenie... TelewizjaPol-ska. Ktoś przewodniczącemu PO wskazał chyba zły adres... Wyszło jak wyszło. Nie oznacza to jednak, że przewodniczący Platformy nie powinien odwiedzać wschodnich województw. W pierwszej kolejności powinien jednak skierować się do Elbląga, bo to właśnie w tym mieście związany z opozycją prezydent blokuje rozwój miejscowego portu, odrzucając rządową pomoc w wysokości 100 min zł. Ukończony w ubiegłym roku przekop Mierzei Wiślanej stworzył dla Elbląga i całego regionu wielką szansę, której grzechem byłoby nie wykorzystać. Polska jest niezwykłym sojusznikiem i jest niesamowicie mocna i pomocna, jeśli chodzi o nasze zdolności dostarczania pomocy Ukrainie. (...). Polska naprawdę wyłoniła się jako lider wśród sojuszników w NATO w Europie i uważam, że mamy duże szczęście, że jesteśmy gospodarzem batalionowej grupy bojowej NATO w Polsce CELESTE WALLANDER, DORADCA SEKRETARZA OBRONY USA DS. BEZPIECZEŃSTWA MIĘDZYNARODOWEGO Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 PULS • 3 KIREJCZYK: SYMBOLE NARODOWE ŁĄCZĄ WSZYSTKICH POLAKOW Jak utożsamiamy się z naszą flagą i skąd te kolory w polskich symbolach narodowych? O tym opowie Wojciech Kirejczyk, dyrektor Biura „Niepodległa" lVioletta Łabuda-Iwaniak Panie dyrektorze, czym zajmowało się Biuro Programu „Niepodległa" przez ostatnie lata? Przez 6 lat Biuro Programu „Niepodległa" koordynowało inicjatywy będące elementem obchodów setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości i odbudowy polskiej państwowości. Instytucja była jednym z kluczowych organizatorów obchodów Narodowego Święta Niepodległości i innych świąt państwowych oraz wydarzeń mających na celu wzmacnianie wspólnoty narodowej poprzez prezentowanie historii w nowoczesny sposób, takich jak: „Niepodległa do hymnu", #MojaFlaga czy Festiwal Niepodległa. Program objął swym zasięgiem cały kraj, na różnych poziomach: lokalnym, regionalnym, ogólnopolskim, ale również miał istotny komponent zagraniczny. Pomysłodawcami i realizatorami przedsięwzięć były instytucje państwowe i samorządowe, fundacje i stowarzyszenia, parafie, indywidualni pasjonaci... Czy te działania przełożyły się istotnie na zaangażowanie Polaków i wspólne świętowanie naszej niepodległości? Udało się osiągnąć główne cele wyznaczone Programowi Wieloletniemu „Niepodległa" - realizację wysokiej jakości projektów upamiętniających stulecie odzyskania niepodległości, włączenie obywateli we współtworzenie obchodów oraz upowszechnienie opartego o wartości międzynarodowego wizerunku Polski. Na terenie całej Polski zorganizowano tysiące wydarzeń, w których wzięły udział miliony Polaków. Tłumne uczestnictwo obywateli w obchodach rocznicy 11 listopada było sukcesem i świadczyło o zaangażowaniu społeczności lokalnych w realizację wydarzeń ó różnych charakterze kulturalnym i edukacyjnym - koncerty, warsztaty, wystawy, spotkania, a podczas pandemii covidi9 - w formule on-line. Jt Jk '/ ■ - u dh Kirejczyk: Przygotowaliśmy kampanię społeczną, której hasło brzmi: Polska to historia, którą warto się dzielić! Czy może pan powiedzieć, jaka skala była tego świętowania? Tak, mogę posłużyć się statystykami - w ramach trzech priorytetów Programu dofinansowane zostało dwa tysiące projektów, odbyło się 11 tysięcy wydarzeń kulturalnych. Poza wsparciem finansowym, 8 tysięcy pomysłodawców ubiegało się o zgodę na oznaczenie ich przedsięwzięć logotypem obchodów. Sami również inicjowaliśmy i angażowaliśmy się w organizację takich imprez, jak Festiwal Niepodległa, który organizowany jest od 2018 roku na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Co roku cieszy się on niesłabnącym zainteresowaniem warszawiaków i wszystkich, którzy tego dnia przyjeżdżają do stolicy. Dane pokazują, że po przerwie wywołanej pandemią i obostrzeniami, Polacy znowu równie chętnie uczestniczą w wydarzeniach kulturalnych, rów- nież tych towarzyszących świętom państwowym. Czy Biuro „Niepodległa" ma inne flagowe przedsięwzięcia, w których mogą wziąć udział mieszkańcy naszego kraju? Akcje społeczne #MojaFlaga i „Niepodległa do hymnu!" symbolicznie łączą wszystkich Polaków i wzmacniają naszą wspólnotę. Wywieszenie flagi czy wspólny śpiew Mazurka Dąbrowskiego to proste i dostępne dla każdego działanie, ale każdy z nas przeżywa to na swój sposób, przez co osobiście i świadomie czujemy się związani z naszym krajem. Za kilka dni - 2 maja - będziemy obchodzić Dzień Flagi, jakie niesie za sobą przesłanie? Symbole narodowe, wśród nich flaga biało-czerwona, są symbolami łączącymi Polaków. Potwierdzają to badania prowadzone cyklicznie przez Narodowe Centrum Kultury. Znakomita większość Polaków, bo ponad 90%, uważa, że patriotyzm polega m.in. na okazywaniu szacunku fladze i innym symbolom narodowym. Znaczenie bieli i czerwieni, kolorównawiązują-cych do białego orła na czerwonej tarczy herbowej zamanifestowano już w pierwszą rocznicę uchwalenia pierwszej polskiej Konstytucji 3 maja. O tym wydarzeniu - kamieniu milowym na historycznej drodze do powstania nowożytnego narodu polskiego - przypominamy w tegorocznej odsłonie kampanii społecznej z okazji Dnia Flagi. Czy na biało-czerwoną majówkę przygotowaliście program dla Polaków? Biuro „Niepodległa" jest operatorem programu dotacyjnego „Symbole Narodowe RP". To nowy program, który jest wsparciem finansowym dla oddolnych inicjatyw o charakterze kulturalnym i edukacyjnym związanym z świętowaniem Dnia Flagi, a także odnoszący się do historii, znaczenia i zasad posługiwania się symbolami Rzeczypospolitej Polskiej. Program skierowany jest do samorządowych instytucji kultury i organizacji pozarządowych. Razem z pozostałymi dwoma programami dotacyj-nymi („Niepodległa" i „Powstanie Styczniowe"), w tym roku Biuro „Niepodległa" dofinansuje około400 projektów kulturalnych, których celem jest wzmacnianie wspólnoty obywatelskiej w oparciu o polskie dziedzictwo, wartości i symbole narodowe nas łączące. Tych, którzy w majówkę będą w Warszawie, zapraszam na „Operowy piknik z Niepodległą", który 2 maja w Dzień Flagi RP odbędzie się na terenach rekreacyjnych Muzeum Łazienki Królewskie. Oprócz koncertu polskich arii i pieśni operowych oraz operetkowych wykonanych przez artystów Polskiej Opery Królewskiej, będzie można wziąć udział w warsztatach dla dzieci poświęconych muzyce klasycznej i symbolom narodowym. Piknik potrwa od godziny 12 do 17, a udział jest bezpłatny. Jak jeszcze przekonacie Polaków, by wywiesili flagę 2 maja? By nakłonić tych, którzy jeszcze tego nie zrobili, przygotowaliśmy kampanię społeczną, której tegoroczne hasło brzmi: Polska to historia, którą warto się dzielić! Narratorem przygotowanego spotu jest profesor Richard Butterwick-Pawlikowsła - brytyjski historyk, badacz dziejów Polski i Litwy - którego nasza historia, jak sam mówi, zafascynowała. W kilku zdaniach dzieli się swoimi spostrzeżeniami o tym, jak niesamowici są Polacy, jak po latach zaborów i zniszczeń wojennych udało nam się odrodzić jako wspólnota. Jak zabiegaliśmy 0 własny kraj, walcząc, spierając się, malując świat na biało-czerwono i wciągając w opowieść o Polsce innych - czego sam jest doskonałym przykładem. Wywieśmy flagę i opowiadajmy o Polsce, bo jest tego warta! Zachęcam również do obejrzenia w Internecie spotów, przygotowanych w ramach tej kampanii w ostatnich latach. O swoich doświadczeniach z flagą i hymnem państwowym opowiadają nam m.in. znani wszystkim sportowcy, którzy przyjęli zaproszenie do bycia ambasadorami akcji. Warto również przypomnieć, że 2 maja obchodzimy również Dzień Polonii i Polaków za Granicą. Tego dnia wiele miast na świecie mieni się bielą i czerwienią flag, prezentowanych przez niekiedy kolejne już pokolenia, które wciąż z dumą pielęgnują tradyq'e narodowe. Dołączając do akcji #MojaFlaga, niezależnie gdzie mieszkamy, możemy pokazać nasze przywiązanie do ojczyzny. Przez 6 lat świętowaliśmy 100-lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości. Jakie nowe zadania stoją przed „Biurem Niepodległa"? Od 2023 roku przed naszą instytucją postawiono nowe wyzwania, w szczególności te, które będą łączyć Polki i Polaków wokół symboli państwowych, wspólnych wartości oraz ważnych rocznic historycznych. Ten rok rozpoczęliśmy inauguracją dwuletnich obchodów 160. rocznicy Powstania Styczniowego. Nadal ważnym obszarem będzie wspieranie lokalnych, oddolnych inicjatyw kulturalnych 1 edukacyjnych. Głównym narzędziem są tu programy dota-cyjne, ale również zaproszenie do korzystania z patronatu i lo-gotypu Niepodległa, co wiąże się ze wsparciem komunikacyjnym i promocyjnym, a także podnosi rangę wielu przedsięwzięć. Przez ostatnie lata zbudowaliśmy rozległą sieć relacji z instytucjami i organizacjami różnego szczebla skupiającymi pasjonatów pełnych kreatywnych pomysłów jak mówić o Polsce. Ważnym aspektem naszej działalności jest popularyzacja i upowszechnianie wiedzy o wybitnych Polakach, którzy zasłużyli się dla kraju i na arenie międzynarodowej. Stąd pomysł na niezwykły projekt - widowisko ISKRY NIEPODLEGŁEJ. Proszę opowiedzieć coś więcej o tym przedsięwzięciu, gdzie można je zobaczyć w całej Polsce? ISKRY NIEPODLEGŁEJ to widowisko prezentujące wybitne postaci Polek i Polaków, którzy dokonywali wielkich czynów w różnych dziedzinach życia, a ich osiągnięcia do dziś wpły- waj ą na losy i codzienność innych ludzi na całym świecie. To historia polskiego dążenia do rozwoju, przełomowych odkryć, energii do zmieniania świata i rzeczywistości wokół nas. To ponad 100 znanych imniej znanychbohaterówróż-nych dziedzin - techniki, medycyny, nauki, pracy społecznej, kultury, eksploracji świata i kosmosu, sportu -bez których nie byłoby wynalazków, przełomowych osiągnięć i zmian, jakie zaszły w dzisiejszej cywilizacji. Ekspozycja to unikalne rozwiązania technologiczne, działająca na różne zmysły, w sposób przystępny i atrakcyjny budują niesamowitą opowieść o potencjale naszej polskiej wspólnoty. Poprzez nowoczesny design i innowacyjne rozwiązania, treści trafiają do różnych grupod-biorców, także tych młodszych. Dzięki temu, że sceną dla spektaklu jest nowoczesna naczepa ekspozycyjna, to możemy z nim dotrzeć do wielu miejsc, przede wszystkim tych, gdzie oferta kulturalna jest ograniczona. To projekt Biura „Niepodległa" ipolskich wybitnych twórców iproducentówz różnychbranż: konstruktorów, grafików, animatorów, muzyków, realizatorów, reżyserowi widu innych specjalistów. W tym roku odwiedzimy 100 miejscowości w całej Polsce. Już dziś - po 2 miesiącach od inauguracji - możemy pochwalić się sukcesem frekwencyjnym, odwiedziliśmy kilkanaście miejscowości w sześciu województwach, gdzie pokazaliśmy wystawę już ponad 10 000osobom Warto śledzić trasę pojazdów na stronie www.iskryniepodleglej.pl i przyjść na bezpłatne multimedialne widowisko. Gwarantuję niesamowite przeżycia i wyjątkowo ciekawą i mało znaną historię Polek i Polaków. By dotrzeć do Polaków z wizją Polski wspólnotowej, sięgacie po różne metody i inicjatywy. Czy wierzy pan, że za dekadę lub dwie każdy wywiesi polską flagę czy wspólnie zaśpiewamy hymn Polski? Zawodowo i prywatnie obserwuję, że w ostatnich latach Polacy czują dumę z naszej ojczyzny, z polskiej historii, cieszą się, że jesteśmy wolnym i niepodległym krajem. To również efekt szeroko zakrojonych działań edukacyjnych realizowanych przez czołowe państwowe instytucje kultury, ale również coraz bardziej sprofesjonalizowane instytucje lokalne. Szukamy naszych korzeni, kultywujemy tradycje i poszukujemy punktów wspólnych naszej tożsamości. Te zmiany pokazują, że nasza Ojczyzna jest naszym dobrem i jest dla nas ważna. Przy okazji święta, takiego jak zbliżający się Dzień Flagi, możemy to okazać poprzez ten osobisty lub rodzinny gest wywieszenia biało-czerwonej flagi. 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 SŁAWOMIR SZCZOCKI: JAN MATEJKO NAMALOWAŁ OBRAZ „KONSTYTUCJA 3 MAJA 1791R", BO WSZYSCY OCZEKIWALI, ŻE GO STWORZY - Jan Matejko uważał, że jego obrazy mają mieć charakter nie fotografii, ale dzieła historycznego. W założeniu jest to całe wydarzenie; swój sposób malowania nazywał teorią całości faktu. Czyli: przyczyny, przebieg i skutek - mówi Sławomir Szczocki, historyk i muzealnik z Zamku Królewskiego w Warszawie Anita Czupryn Tak wyglądało uchwalenie pierwszej w Europie i drugiej na świecie konstytucji, jak to przedstawił Jan Matejko na obrazie „Konstytucja 3 maja 1791 roku'? Jan Matejko nigdy nie malował tego, co rzeczywiście miało miejsce. Wynikało to nie tylko z tego, że nie był uczestnikiem tych wydarzeń. Do malowania podchodził profesjonalnie: badał źródła, pytał historyków, szukał ikonografii. Ale też, co ważne, przede wszystkim miał swój sposób na malowanie obrazów. Jaki to był sposób? Nie zawsze zrozumiały. Był niezrozumiały w dawnych czasach, dziś też bywa niezrozumiały właśnie dlatego, że nie malował on fotografii. Wynikało to z idei Matejki, który uważał, że jego obrazy mają mieć charakter nie fotografii, ale dzieła historycznego. W założeniu jest to całe wydarzenie, swój sposób malowania nazywał teorią całości faktu. Czyli: przyczyny, przebieg i skutek. Na obrazie skumulowanie tego wszystkiego w jednym miejscu powoduje pewien miszmasz. Ale taka była idea Matejki. Uważał się za historiozofa, który na płótnie tworzy malarską wizję na zasadach, na jakich konstruuje się pracę historyczną. Pójdźmy tym tropem. Gdzie na obrazie Matejki szukać przyczyn tego, co się stało -uchwalenia Konstytucji 3 maja, symbolu polskiej walki o wolność i niepodległość, jednego z najważniejszych wydarzeń w polskiej historii? Przyczyny są na obrazie jasno zaznaczone przede wszystkim w postaci wojska. Wojsko, które obstawia katedrę i Plac Zamkowy, daje przesłankę wskazującą, że kraj jest w zagrożeniu. Rzeczywiście tak było. Kiedy w 1772 roku nastąpił I rozbiór Polski, to wojsko nie było w stanie temu wydarzeniu zapobiec. Sytuacja Polski na arenie międzynarodowej była zła, więc coś z tym trzeba było zrobić. Jedynym organem w Rzeczpospolitej, który mógł dokonać zmian i reform, był Sejm. Stąd na obrazie mamy posłów i senatorów, jak również działaczy mających ogromny wpływ na kształtowanie się ówczesnej sytuacji politycznej. Jedną z postaci jest Andrzej Zamoyski, ekskanclerz, który złożył urząd w ramach protestu przeciwko brutalnej działalności rosyjskiego ambasadora Repnina. Zamoyski to postać z przeszłości, bo wprawdzie zasłynął jeszcze tym, że próbował bezskutecznie przeprowadzić kodyfikację prawa Rzeczpospolitej - to jego działalność w okresie Sejmu Czteroletniego była ograniczona. Był też jedną z osób, które wprowadzały reformę w procesach, które następowały na wsi - chodziło o czynszowanie chłopów, dla- tego na obrazie ciągnie chłopa. Postacią z przeszłości jest też Dekert. Jan Dekert, prezydentWarszawy, który na obrazie wita króla w wejściu do kościoła, a w rzeczywistości zmarł rok przed uchwaleniem Konstytucji 3 maja. Dlaczego Matejko umieścił go na obrazie? Na obrazie kłania się przed królem. Dekert był inicjatorem czarnej procesji delegatów miejskich, domagających się przyznania im praw publicznych, która miała miejsce na początku Sejmu Czteroletniego - i to kolejny element tej układanki, czyli po sprawie chłopów - sprawa mieszczaństwa. Matejko daje nam odczuć stan zagrożenia ze strony sąsiadów, ale również wskazuje polityków, którzy kształtowali rzeczywistość ówczesnej Rzeczpospolitej. Obecność wojska podkreśla to, że to już jest ostatni moment. Tak też starali się to wydarzenie przedstawić działacze, którzy uchwalali Konstytucję 3 maja - że sytuacja w Europie przestaje być dla nas korzystna. Jeśli więc w tym momencie nie przyjmiemy konstytucji, nie dokonamy tego zdecydowanego kroku, to w zasadzie za chwilę będzie za późno. Dziś często zapominamy o szerszym kontekście ówczesnej sytuacji międzynarodowej. Nasze oceny przeszłości ukształtowały dwie szkoły historyczne, które wykształciły się w XIX wieku, w czasach Jana Matejki. Szkoła krakowska i szkoła warszawska? Szkoła krakowska, nazywana pesymistyczną, której wyznawcą w jakimś sensie był sam Jan Matejko, mówiła, że za to, co się wydarzyło w XVIII wieku, odpowiadają przede wszystkim sami Polacy. Brak reform, anarchia, która panowała w kraju, samowładza i samozadowolenie szlachty -wszystko to spowodowało, że sąsiedzi wykorzystali tę okazję, a myśmy sami przyczynili się do upadku Rzeczpospolitej. Matejko temu przyklaskiwał; miał wielu kolegów historyków, którzy byli twórcami tej szkoły i reprezentowali takie rozumienie tego, co się wydarzyło w XVIII wieku. A szkoła warszawska? To szkoła optymistyczna, która w dużej mierze kładła nacisk na to, że upadek Rzeczpospolitej w XVIII wieku to sprawa zewnętrzna, działalność sąsiadów i sytuacji międzynarodowej. Matejko dostrzega dualizm tej oceny rzeczywistości, która miała miejsce w XVIII wieku, stąd na obrazie to wojsko mówi o zagrożeniu międzynarodowym. Lud Paryża zdobył już Basty-lię, sytuacja w Europie zaczyna się diametralnie zmieniać. Sejm Czteroletni startował z takich przesłanek, że wybuchła wojna rosyjsko-tu- recka. Rosję w tej wojnie wspierała również Austria i w efekcie tych działań wojennych plan króla był taki, aby podpisać sojusz z Rosją, a w zamian za to uzyskać zgodę na reformy; chodziło przede wszystkim o reformy wojska. Wojna zaczęła się toczyć niekorzystnie dla Rosji; sam fakt, że trwała 4 lata, świadczy 0 tym, że Rosja nie zrealizowała swoich planów. To dało nam czas; mogliśmy zacząć działać samodzielnie. Opozycja zdecydowała się na kroki zdecydowane - o żadnym sojuszu zRosją nie było mowy. W konsekwencji wpływy rosyjskie zostały z Rzeczpospolitej całkowicie wyparte. Ale dostrzegano, że ta sytuacja zaczyna się zmieniać; Rosja na froncie odnosiła sukcesy 1 wskazywało to na zbliżający się koniec wojny. Co dla Rzeczpospolitej nie wróżyło dobrze. Trzeba było brać pod uwagę bardzo ważną sprawę: na pytanie, dlaczego nastąpił I rozbiór Polski, Matejko w innym obrazie wskazuje winę po stronie Rosji i ambasadora rosyjskiego. Ma Pan na myśli obraz „Rejtan'? Tak jest. To jestta wizja jednej strony. Wtedy też trwała wojna rosyjsko-turecka. Zapominamy o tym, że w Europie XVm-wiecznej istotna była równowaga europejska. To przekleństwo naszego kraju, bo kiedy Rosja w wojnie 1768-1772 wygrała z Turcją i zajęła pewne terytoria, to wtedy inne państwa powiedziały: „A co my z tego będziemy mieli?" I tak nastąpił I rozbiór Polski. Ten kontekst jest ważny -za równowagę europejską, za wygraną w wojnie rosyjsko-tureckięj zapłaciła Rzeczpospolita. I po 20 latach sytuacja się niejako powtarza. Rosja znowu ma sukces na Wschodzie, inne kraje oglądają się za jakimiś zdobyczami, dochodzi do tego sytuaq'a we Francji, która była bardzo niepokojąca. Katarzyna Wielka uznawała, że to załamanie całego układu europejskiego, który był kształtowany setki lat. Myślała o interwencji we Franq'i. Rzeczpospolita ze swoimi reformami, z niepokojami była więc kłopotem dla Rosji. Dlatego ta sytuacja międzynarodowa jest ważna w kontekście uchwalania Konstytuq'i 3 maja. Posiedzenie Sejmu odbywało się wówczas w Zamku Królewskim w Warszawie. Tak, w Zamku Królewskim mieściły się sale sejmowe. Sala senatorska i sala poselska znajdowały się na I piętrze. W momencie uchwalania konstytucji obie izby parlamentu były połączone, więc posiedzenie odbywało się w sali senatorskiej. Król również musiał być obecny. Istnieją dokładne opisy tego wydarzenia, więc wiemy, co się działo. Sesja rozpoczęła się po godzinie 11, a skończono około godziny 18. Obrady zaczęły się od tego, że zostały odczytane raporty - dziś powiedzielibyśmy, że ministerstwa spraw zagranicznych - na temat sytuacji w Europie. Chodziło oto, aby wprowadzić posłów w nastrój zagrożenia. O konstytucji czasem mówi się, że był to przewrót, rewolucja, arewolu- MATEJKO DAJE NAM ODCZUC STAN ZAGROŻENIA ZE STRONY SĄSIADÓW, ALE TEŻIVSKAZUJE POLITYKÓW HAŻNYCH DLA ÓWCZESNEJ RZECZPOSPOLITEJ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 PULS cji nie robi się zgodnie z prawem. Mamy więc sytuację „rewolucyjną", uchwalanie Konstytucji 3 maja nie zostało przeprowadzone zgodnie z obowiązującą tradycją, ale też prawem. Choć - co wydaje się nie do pomyślenia - Sejm Polski nie posiadał formalnego regulaminu obrad. Ale były pewne tradycje, pewne prawa, a jednym z nich było to, że nowy projekt powinien zostać przedstawiony posłom na 3'dni przed zgłoszeniem go w Sejmie i przed obradami. Tego nie było. Nie mogło być, bo inaczej Konstytucja 3 maja nie zostałaby uchwalona. Owszem. Ale ten fakt podnoszony był przez ówczesnych polityków i późniejszych historyków. Część posłów nie wróciła jeszcze z ferii wielkanocnych, część nie wiedziała, że ma być uchwalana konstytucja. Ten dzień był przeznaczony na zupełnie innego rodzaju sprawy, które miano wtedy omawiać. Tymczasem 3 maja, w sali senatorskiej na fotelach siedzą senatorowie, za nimi na ławach siedzą posłowie, widzowie są na galerii, na miejscach przeznaczonych dla publiczności. Wśród tej publiczności jest wiele znanych osób, są też bardzo patriotycznie nastawione damy. Wśród widzów jest również książę Jó-zefPoniatowski. Obrady zakłóci Jan Sucho-rzewsla. Znalazł się na obrazie Matejki. Jan Suchorzewski, poseł ziemi kaliskiej, od samego początku protestuje, że dzieje się tu coś niezgodnego z prawem, zagrożone są prawa szlachty... ... atak naprawdę był przekupiony przez Rosjan. Tak jest. Był człowiekiem, który dostawał od Rosjan pieniądze, zresztą wielu było takich, którzy brali wówczas pensję z ambasady rosyjskiej. Wśród nich byli nawet zasłużeni dla Rzeczpospolitej. Mieli wspierać Rosjan w działaniu, pewnie wynikało to też z pewnej kalkulacji politycznej - bez Rosji nic w tym kraju nie można było zrobić. Trudno jest to oceniać zgodnie z dzisiejszymi kryteriami, ale wówczas było to nagminne i w zasadzie akceptowane. Z Sucho-rzewskimbyło tak, że dostawał on te pieniądze w bardzo wyjątkowy sposób. Rosjanie pozwalali mu wygrywać w karty, stąd na obrazie ta rozrzucona talia obok niego. Był kiepskim graczem, takie opinie znajdują się w źródłach, ale jak chodził do ambasadora rosyjskiego, to zawsze wygrywał duże sumy. Jednoznacznie chodziło o to, żeby go też nie urazić, tylko w taki sposób przekazywać mu środki pieniężne. Wracając do obrad w Zamku Królewskim, to Su- Sławomir Szczocki: W centrum obrazu widzimy niesionego marszałka Sejmu Stanisława Małachowskiego z tekstem konstytucji w ręku chorzewski protestuje od samego początku. Udaje się go usadzić na miejsce, pojawia się propozycja, że jest projekt, który można by uchwalić, a który Rzeczpospolitą uratuje. Dla nas Konstytucja 3 maja to świętość. Tymczasem uchwalano ją aż 7 godzin! Posłowie dostah alternatywę: albo uchwalamy konstytucję w całości, albo w całości ją odrzucamy. Nie było możliwości dyskusji nad poszczególnymi punktami. To był kolejny zarzut opozycji - nie mieli szansy modyfikować tekstu. Stąd pojawiły się z sali krytyczne głosy nie tylko przekupionych przez Rosjan, jak Suchorzewski, który czynił barokowe niemal popisy. Na obrazie widzimy go jako leżącego szlachcica z wysypującymi się kartami i wyrywającym się dzieckiem. Ale były też osoby, które w poszanowaniu prawa uważały, że nawet jeżeli konstytucja jest jak najbardziej potrzebna, to tak nie powinno się odbywać. Wracając do Suchorzew-skiego - scena, którą namalował Matejko, faktycznie miała miejsce? Tak, Suchorzewski w zapamiętaniu wyłuskał z tłumu swojego syna, wyciągnął szablę i zagroził, że zabije swoje dziecko, nie pozwoli, żeby żyło ono w takim kraju, gdzie obowiązuje tak straszna konstytucja. To był typowy gest, nie chodziło o publiczne morderstwo. Ale jednak szacunek dla posła - osoby wybranej przez społeczność był tak duży, że posadzono go na ławie i dalej brał udział w obradach. Rzecz w tym, że Matejko całe to wydarzenie uchwalenia Konstytucji 3 maja umieścił między Zamkiem Królewskim a katedrą. Dlaczego tam? Prowadził dyskusję z kolegami malarzami, z kolegami historykami. Uznał, że przeniesie miejsce akcji z sali senatorskiej zamku przed katedrę warszawską. Taki przemarsz faktycznie się odbył? Odpowiedź brzmi: i tak, i nie. Przed zamachem na Zygmunta III zwyczaj był taki, że król z orszakiem wychodził przez bramę zamkową, szedł do katedry, wchodził głównym wejściem. Po zamachu zbudowano specjalne przejście z zamku do katedry. Ono teraz nie funkcjonuje. Wtedy najważniejsze osoby, jak król, senatorowie, poszli tym przejściem. Ale część posłów, część senatorów, by zaprezentować się publiczności, przekazać tę radosną wiadomość, że konstytucja została uchwalona, przeszła w ten sposób, jak Matejko namalował. Malarz to kumuluje, musi pokazać króla, którego tam nie było. Co ciekawe, na pytanie, gdzie na obrazie jest król, publiczność zwykle popełnia błąd. Ponieważ król wcale nie jest w centrum obrazu. Właśnie. Jedna z interpretacji jest taka, że Matejko króla niezbyt lubił. W XIX wieku królował czarny pijar Stanisława Augusta, tak też było w okresie międzywojennym, a dyskusja 0 jego rolę w naszej historii 1 jego wpływ na to, co się stało pod koniec XVIII wieku, trwa do dziś. Ale można spojrzeć na to inaczej. Król stoi przed katedrą, malarz zaznaczył go czerwonym płaszczem, wyciąga ręce do przodu, podając je do pocałunku, a przed bramą stoi Dorota, księżna kurlandzka z wieńcem laurowym dla zwycięzcy, którego trzeba nagrodzić, bo był motorem sprawczym tego całego wydarzenia. Zaś w centrum obrazu widzimy niesionego marszałka Sejmu Stanisława Małachowskiego z tekstem konstytucji w ręku. Matejko podpisał kartki trzymane przez marszałka Konstytucja 3 maja. Trzeba tu powiedzieć, że Konstytucja 3 maja wcale się tak nie nazywała - nazywała się Ustawą Rządową. Zaczęła obowiązywać dopiero od momentu wpisania do ksiąg grodzkich, co stało się dwa dni później. A obok marszałka Małachowskiego niesiony jest drugi marszałek, Kazimierz Nestor Sapieha. To siostrzeniec hetmana Branickiego, jednego z twórców konfederacji targo-wickiej, opozycjonista. Trudno sobie wyobrazić, aby człowiek tak blisko związany rodzinnie z opozycją nagle stał się bohaterem 3 maja. To co się stało? Kryje się za tym anegdota, którą Matejko na pewno znał i uznał, że warto ją pokazać. Albowiem, kiedy kończono obrady i posłowie postanowili przejść do katedry, Kazimierz Nestor Sapieha nie kwapił się, by do tej katedry pójść. Wize-runkowo źle by to wyglądało, gdyby jeden z marszałków Sejmu nie poparł konstytucji. Wtedy jeden z oficerów królewskich, widząc, że Sapieha się waha, chwycił go na ramię i wyniósł z sali senatorskiej. I w taki sposób przetransportowany został do katedry. Oczywiście mógł złożyć przysięgę, a potem razem z wujem Branickim zabrać się do Petersburga i mówić, że został przymuszony. Ale kiedy został zaniesiony do katedry, poprosił o chwilę ciszy i złożył deklarację, że wobec tak dużego poparcia on zaprzysięgnie wierność konstytucji i będzie jej strzegł. To tragiczny moment, w którym zrywa ze swoim wujem. Ale wytrwał, do końca walczył o konstytucję. To modelowa postać człowieka, który we właściwym momencie zachowuje się we właściwy sposób. Ale na obrazie są też twórcy konstytucji i warto o nich wspomnieć: Hugo Kołłątaj, Ignacy Potocki, a postać z tyłu to Scipione Piattoli, włoski sekretarz króla, któremu król po spotkaniu z Potockim podyktował tekst po francusku. Był to pierwszy tekst, od którego rozpoczęła się dyskusja o konstytucji. Ostatnia sprawa to skutki. Jakie skutki uchwalenia konstytucji pokazał Matejko na obrazie? Wspomniał już Pan o księciu Józefie Poniatowskim, ale Matejko umieszczając go na obra-zie, chciał zainicjować jego późniejszą rolę, jaką odegra. Zdecydowanie. Książę Józef Poniatowski, bratanek króla, przyjechał na jego wezwanie z Austrii. Urodził się w Wiedniu; pewnie język niemiecki i francuski był mu bliższy niż polski. Robił karierę w wojsku austriackim i nagle dostaje list od króla, aby przyjeżdżał do Polski, bo jest potrzebny. Jako że kochał stryja - przyjechał. I w tym momencie zaczyna się ta jego rola - przyjechał, żeby reorganizować wojsko. A kiedy wybuchła wojna w obronie konstytucji, to właśnie on dzielnie dowodził polskimi oddziałami i pokonał część armii rosyjskiej pod Zieleńcami. Napisał do króla list, w którym chwalił żołnierzy i zasugerował nagrodę dla nich. To bardzo ważny moment, bo wtedy powstaje Virtuti Militari ustanowione przez Stanisława Augusta z inicjatywy księcia Józefa Poniatowskiego. Książę Józef Poniatowski jest więc na obrazie zapowiedzią wszelkich walk, które miały miejsce już w XIX wieku, kiedy Polska upadła. To ten dowódca, który do końca walczy 0 niepodległość naszego kraju 1 umiera pod Lipskiem, ze słowami: „Bóg mi powierzył honor Polaków i tylko Bogu go oddam". To postać zupełnie ikoniczna; jest symbolem tego, co będzie później, w XIX wieku. Do tych skutków, jakie zobrazował Matejko, należy też Tadeusz Kościuszko? Kościuszki w tym czasie w Warszawie nie było. Na obrazie jest z tyłu, ukryty. To postać bardzo symboliczna zarówno dla kraju, jak i na obrazie. Ponieważ jest tym, który trzyma chorągiew Rzeczpospolitej. Na obrazie są trzy chorągwie -dwie to prawdopodobnie chorągwie cechowe, bo udział mieszczaństwa był w tych wydarzeniach bardzo istotny. Mieszczanie stali pod zamkiem i wznosili okrzyki, żeby zmobilizować posłów do uchwalenia konstytucji. Ale na środku obrazu znajduje się najważniejsza chorągiew, z herbem Rzeczpospolitej. To symboliczny gest. Sam Kościuszko ma głowę obwiązaną chustą, widać, że jest ranny. Matejko znów pokazuje, co się dopiero wydarzy? To zapowiedź jeszcze dalszej historii, już nawet nie wojny w obronie konstytucji, w której dzielnie walczył i zatrzymał Rosjan pod Dubienką, ale tego, co się stało później. Czyli powstania kościuszkowskiego i rany, którą odniósł pod Ma-. ciejowicami. I znów Matejko daje nam tu sugestię - co dalej. Czyli: walka, walka, walka. Innego wyjścia nie ma. Matejko namalował ten obraz w okrągłą, setną rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Wcale nie chciał go malować. Namalował dlatego, że wszyscy oczekiwali, że taki obraz stworzy. Sam mistrz powiedział, że nie lubi malować XVIII wieku, że nie podobają mu się gesty, stroje, peruki i gdyby mógł, toby nie malował. Kończąc ten wywód, powiedział: „Ale ten wiek malować trzeba". Wszyscy oczekiwali, że 3 maja 1891 roku w Sukiennicach mistrz zaprezentuje gotowy obraz. Zaprezentował, choć obraz nie był gotowy. Gdyby chciał go skończyć na czas, powinien zacząć malować w maju 1889 roku. A zaczął w styczniu 1891, więc nie było szans, żeby skończył. I tak namalował go ekspresowo, bo w 10 miesięcy, a nie w dwa lata. Ale publiczność była troszkę zawiedziona. Obraz nie wzbudził zachwytu, bo został namalowany inaczej niż wszystkie inne. Z bliska wygląda tak, jakby został przemyty terpentyną, kiedy jeszcze farba nie wyschła. Tak też było. Mistrz chciał spróbować czegoś nowego, więc stylem nawiązał do impresjonizmu. Publiczność tego nie zrozumiała. Mimo to, chciano mu za obraz zapłacić, a wtedy zaskoczył wszystkich pozytywnie - postanowił oddać obraz narodowi polskiemu. Na dodatek życzył sobie, że kiedy przyjdzie na to czas, obraz zawiśnie w sali, gdzie uchwalono Konstytucję 3 maja. Marzenie prawie się spełniło. Prawie. Trzeba było na to czekać niemal 100 lat. Obraz zawisł w Zamku w 1984 roku. Umieszczono go tuż obok zrekonstruowanej sali senatorskiej. cv Sławomir Szczocki Absolwent historii i muzealnictwa UW. Od 1999 r. związany z Zamkiem Królewskim w Warszawie. Autor scenariuszy filmów historycznych, specjalista od symboli i barw narodowych. Ekspert w zakresie historii odbudowy Zamku Królewskiego. 6 PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 $ Chorągiew Królestwa Polskiego opisana przez Jana Długosza, uwieczniona przez Jana Matejkę w dziele „Bitwa pod Grunwaldem" z 1878 r. OJCZYZNĘ KOCHAĆ TRZEBA I SZANOWAĆ, NIE DEPTAĆ FLAGI I NIE PLUĆ NA GODŁO [...JUkształtowane i utrwalone przez pokolenia symbole Narodu i Państwa Polskiego orzeł biały, biało-czerwone barwy i „Mazurek Dąbrowskiego" wyrażały zawsze miłość Polaków do Ojczyzny oraz dążenie do jedności Narodu, niepodległości i integralności Państwa, dbałość o dobro i rozwój Polski, dążenie do zapewnienia Narodowi i Państwu godnego miejsca wśród innych narodów i państw[„.] Opracował Jędrzej Lipski Historia polskiej flagi jest długa i niezwykle ciekawa. Jej początki sięgają X wieku, kiedy to polscy książęta używali chorągwi, ale miały one bardzo różne kolory i były prywatnymi symbolami. Chorągiew jako flaga narodowa pojawia się na przełomie XIII i XIV wieku. Była ona czerwona z białym orłem, umieszczonym nieco bardziej w lewo niż pośrodku. Kolory biały i czerwony jako barwy państwowe Polski, zostały wprowadzone przez parlament 7 lutego 1831 roku. Za symbol państwowy flaga biało-czerwona została uznana dopiero po I wojnie światowej, w 1919 roku. Najpierw był karmazyn, stanowiący symbol dostojeństwa i bogactwa, uważany za najszlachetniejszy z kolorów. Na pierwszych flagach i sztandarach reprezentujących Królestwo Polskie widniał biały orzeł w koronie na czerwonym tle. O „chorągwi wielkiej, na której wyszyty był misternie orzeł biały z rozciągnionemi skrzydły, dziobem rozwartym i z koroną na głowie, jako herb i godło całego Królestwa Polskiego" zauważał Jan Długosz w opisie bitwy pod Grunwaldem. Chorągiew jest najstarszym rozpoznawczym znakiem bojowym. To płat materiału w określonych barwach, na którym widnieje godło, czyli znak. Na polu bitwy chorągiew pomagała rozróżnić walczące strony, wskazywała kierunek natarcia i wyznaczała miejsce zbiórki. Sygnałem do rozpoczęcia bitwy było rozwinięcie chorągwi, których nie zwijano aż do zakończenia walki. Honor i cześć rycerzy, którym powierzono chorągiew, zależały od tego, czy zdołali ją w czasie bitwy ochronić. Sztandary I Rzeczypospolitej Barwami królewskimi Rzeczypospolitej Obojga Narodów był sztandar złożony z trzech pasów: dwóch czerwonych umieszczonych w dole i na gó- [..JKTO TYJESTES? POLAK MAŁY. JAK! ZNAK T!VÓJ? ORZEŁ BIAŁY GDZIE TY MIESZKASZ? MIĘDZY SŁKEMI. IVJAKIM KRAJU? IV POLSKIEJ ZIEMI. CZYM TA ZIEMIA? M4 OJCZYZNĄJ.J rze oraz oddzielającym je pasie białym, na których umieszczano zwykle czterodzielny herb Rzeczypospolitej Obojga Narodów o czerwonym tle zawierający dwa pola przedstawiające białego orła w koronie, czyli symbol Korony i dwa z wizerunkiem Pogoni - herbu Litwy. Na tarczy sercowej znajdował się najczęściej herb rodowy aktualnie panującego monarchy. W czasach I Rzeczypospolitej silna była także tradycja uznająca za barwy narodowe trzy kolory: biały, karmazy-nowy i granatowy. Tradycja barw karmazynowej i granatowej wywodzi się od strojów żołnierzy kawalerii, czyli wojsk narodowego autoramentu. Pochodzenie bieli jako jednego z kolorów narodowych pochodzi zaś od kopii i proporców jazdy, które zdobiono chorągiewkami czerwono-białymi lub karma-zynowo-granatowymi. Biel i czerwień Barwy biała i czerwona zostały uznane za narodowe po raz pierwszy 3 maja 1792. Podczas obchodów pierwszej rocznicy uchwalenia Ustawy Rządowej damy wystąpiły wówczas w białych sukniach przepasanych czerwoną wstęgą, a panowie nałożyli na siebie szarfy biało-czerwone. Po raz pierwszy polskie barwy zostały uregulowane w uchwale Sejmu Królestwa Polskiego z 7 lutego 1831, jako propozycja kompromisowa pomiędzy barwą białą - nadaną przez Augusta n Mocnego i proponowaną przez konserwatystów i trójbarwną - biało-czer-wono-szafirową - barwami konfederacji barskiej, proponowanymi przez Towarzystwo Patriotyczne: [...] Kokardę Narodową stanowić będą kolory herbu Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, to jest kolor biały z czerwonym. [...] Po odzyskaniu niepodległości barwy i kształt flagi uchwalił Sejm Ustawodawczy odrodzonej Polski l sierpnia 1919. W ustawie podano: „Za barwy Rzeczypospolitej Polskiej uznaje się kolor biały i czerwony w podłużnych pasach równoległych, z których górny - biały, dolny zaś - czerwony". Dwa lata później Ministerstwo Spraw Wojskowych wydało broszurę, w której sprecyzowano odcień czerwieni, definiując ją jako karmazyn, ale w 1927 odcień koloru czerwonego został zmieniony na cynober, ten sam kolor został użyty w definicji flagi wustawiezl955. Biel wchodząca w skład barw Polski do 1980 była określana słownie, bez podawania jej parametrów. W 1921 roku ukazała się broszura „Godła i barwy Rzeczypospolitej Polskiej" z barwnymi wizerunkami znaków państwowych, wydana przez Ministerstwo Spraw Wojskowych, a opracowana przez Stanisława Łozę. Czerwień na fladze narodowej miała od- cień karmazynu. Jednakże w rozporządzeniu Prezydenta Rzeczypospolitej z 13 grudnia 1927 odcień czerwieni zmieniono na cynober. Obydwa odcienie czerwieni: karmazyn i cynober, nie były dokładnie zdefiniowane. Jaki znak Twój, Orzeł biały... Bardzo ważnym symbolem narodowym, również objętym ochroną prawną jest godło. Według legendy założyciel państwa Polan, Lech, podczas postoju w okolicach Poznania ujrzał pod wieczór sporych rozmiarów gniazdo na drzewie. Znajdował się wnimbiały orzeł z trzema pisklętami. Gdy Lech przyglądał się mu, orzeł rozpostarł skrzydła na tle nieba czerwonego od zachodzącego słońca. Lech zachwycił się, postanowił tam osiąść, umieścił orła w swym herbie, a miejsce na pamiątkę nazwał Gniezd-nem. Informacje o orle jako godle Królestwa Polskiego zanotowane zostały przez polskich pisarzy historycznych. Zanotował ją Jan Długosz w swoich „Rocznikach", pisanych w latach 1455-1480. Orzeł przedstawiony jest zgodnie z tradycją heraldyczną, w postaci gotowej do walki. Polskie godło nosi nazwę własną Orzeł Biały, ale heraldyczny opis państwowego symbolu brzmi: w polu czerwonym srebrny orzeł w złotej koronie. Ukoronowany orzeł biały od początku symbolizował suwerenność Polski. Od wizerunku orła białego na czerwonym polu wywodzą się biało-czerwone barwy flagi polskiej. Wizerunku orła w koronie dopatrywano się na słynnym denarze Princes Polonie Bolesława Chrobrego z około 1005-1007 roku, traktując go jako najwcześniejszą polską monetę. Orzeł występował na monetach i pieczęciach książąt piastowskich, tarczach i chorągwiach od XII wieku. Początkowo fiinkgonuje wherbach śląskich linii Piastów. Później stopniowo jest przejmowany jako herb przez kolejne linie piastowskie, najpóźniej pojawia się na pieczęciach książąt mazowieckich, bo dopiero po 1271 r. Jako oficjalny herb całego państwa polskiego zaczął być używany od 1295 przez Przemyśla II, który po raz pierwszy użył ukoronowanego orła jako godła państwa na rewersie pieczęci majestatycznej z 1295 r. To najwcześniejszy zachowany wizerunek „herbu Polski". Forma graficzna orła zmieniała się przez wieki. Dzisiejsza, przyjęta WI927 roku, jest wzorowana na orle z epoki Stefana Batorego. Rząd RP na uchodźstwie Dekretem Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 11 listopada 1956 r. umieścił na głowie orła zamkniętą koronę zwieńczoną krzyżem. Tytuł został zaczerpnięty z piosenki „Wychowanie" zespołu TLove. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 45 ROCZNICA UTWORZENIA WOLNYCH ZWIĄZKÓW ZAWODOWYCH WYBRZEŻA MATERIAt PARTNERA INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ W GDAŃSKU Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża Dr Paweł Warot dyrektor IPN w Gdańsku W drugiej połowie lat siedemdziesiątych XX w. pękała już bańka propagandowa. w jakiej przyszło żyć Polakom pod rządami komunistycznej ekipy Edwarda Gierka. Rzeczywistość dnia codziennego rozmijała się z lansowanym w mediach reżimowych obrazem PRL jako dziesiątej potęgi ekonomicznej świata. Polska stawała się krajem niewypłacalnym, coraz bardziej pogłębiał się kryzys gospodarczy. Większość narodu czuła się wykorzystywana i okradana, źle opłacana za swoją pracę, wykonywaną nierzadko w ciężkich warunkach, bez odpowiednich narzędzi i zabezpieczeń. z łamaniem podstawowych zasad BHP. Polacy zaczęli dostrzegać, iż zamiast zapowiadanego przez PZPR dobrobytu, coraz bardziej odstają oni poziomem życia od robotników francuskich czy niemieckich. Latami oczekiwali na mieszkanie czy samochód. a nawet zaczynali się borykać z problemem dostępności podstawowych produktów spożywczych i przemysłowych. Wszelkie wcześniejsze wystąpienia i bunty robotnicze skierowane przeciw narzuconym po wojnie władzom skazane były na przegraną. Sama tylko ostatnia dekada przyniosła masakrę na Wybrzeżu w 1970 r. i pacyfikację wystąpień w Radomiu i Ursusie w 1976 r. Polacy odczuwali obecność komunistycznej policji politycznej i jej agentury. Oddział w Gdańsku Brakowało instytucji autentycznie reprezentującej interesy pracownicze. Istniejące w PRL związki zawodowe, oficjalnie zrzeszające miliony robotników, stanowiły część machiny państwowej - posiadały silnie rozbudowaną strukturę, dysponowały nieruchomościami i innym majątkiem, a także dużymi funduszami przeznaczanymi m.in. na wydawnictwa związkowe. Nikt z robotników nie darzył ich zaufaniem. Jednocześnie rodziła się świadomość tego, że każdy ma prawo do wolności, samoorganizowania się i zrzeszania. Dopiero taka w pełni niezależna od instytucji państwa organizacja byłaby w stanje autentycznie reprezentować robotników. W takiej sytuacji 29 kwietnia 1978 r. w Gdańsku Andrzej Gwiazda, Krzysztof Wyszkowski i Antoni Sokołowski założyli Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża. Wcześniej, w lutym, powstały WZZ Górnego Śląska, których założycielami byli Kazimierz Świtoń, Roman Kściuczek i in. Twórcom WZZ, pomimo iż ich związki zrzeszały ludzi o różnych poglądach, przyświecała myśl naczelna - przywrócenia społeczeństwu polskiemu wpływu na państwo. Domagali się oni poszanowania praw pracowniczych i obywatelskich. Państwowe związki zawodowe, pomimo swojej ogromnej struktury, najczęściej kojarzyły się z organizowaniem wyjazdów na grzyby. Nie spełniały roli, do której zostały powołane. Mimo to jedynie szaleniec mógłby wówczas tak zdecydowanie przeciwstawiać się władzy, która zapewniała, że oto buduje „drugą Polskę", że „Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatnio". Nieprawidłowości w systemie sprawowania rządów i problemy dnia codziennego zwykłego Polaka były skrzętnie ukrywane, milczały na ich temat reżimowe telewizja, radio i prasa. Pomysł tworzenia niezależnych od władz związków zawodowych narodził się już w grudniu 1970 r. w stoczni gdańskiej. Do dziś trudno rozstrzygnąć, czy myślano o tworzeniu nowych związków na bazie istniejących, czy związków niezależnych od władz. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych powstawały organizacje takie jak Komitet Obrony Robotników, robotnicy zauważali więc, że oddolne zrzeszanie się jest możliwe. Nowe związki musiały mieć jednak charakter bardziej masowy i reprezentować autentycznych pracowników. Jednocześnie nie prowadzono żadnej dokumentacji WZZ, formalnie nikt nie był ich członkiem. Wszystko to, jak miało się później okazać, ułatwiało działalność konspiracyjną. Powołując Komitet Założycielski WZZ w przeddzień święta 1 Maja w państwie, które miało być rajem dla robotników, jego organizatorzy odwoływali się do tradycji walki o prawa pracownicze, a jednocześnie dyskredytowali struktury skupione w reżimowej Centralnej Radzie Związków Zawodowych. Niezwykle trudno było konkurować z potężnym monopolem policyjnego państwa, kontrolującego wszelkie przejawy życia. Od początku zdawano sobie sprawę z potrzeby bardziej masowego dotarcia do społeczeństwa, głównie środowiska pracowniczego. Koniecznością stawało się posiadanie własnego pisma. Z tej potrzeby zrodził się „Robotnik Wybrzeża". Działacze WZZ starali się uświadamiać osoby przelęknione, mające w pamięci dotychczasowe starcia z władzą, że „każdy człowiek ma naturalne prawo do obrony, do sprawiedliwości i do godnego życia". Powoływano się na konstytucję PRL, która w sferze swobód obywatelskich pozostawała dokumentem fasadowym. w/t, 1|| | pm | gmniiiwa *' |*| JWRLjR y W 9 ROCZNlC^GrRUDNlR 48.XU.79r.(vlT0RE.K) <■ WBZ./Ht— ZOSTFm ZfcOŻtMŁ WIEŃCE. POD BRftHa HR.H STOCZNI fct>ftŃ5K\E] [pm pętu) WOU4E Ztf.ZflMODoWŁ j WCH HtoPf] Im większy był stopień oddziaływania WZZ, tym bardziej ich działacze stawali się obiektem ataków ze strony władzy. Działalność WZZ nie uszła też uwadze SB. Kiedy Antoni Sokołowski w obawie o własny los zdecydował się opuścić Komitet Założycielski WZZ, na jego miejsce wszedł Edwin Myszk, jak się później okazało tajny współpracownik SB. Oprócz założycieli WZZ w ich działalność aktywnie włączyli się m.in. Bogdan Borusewicz, Joanna Duda-Gwiazda, Lech Kaczyński, Mieczysław Klamrowski, Andrzej Kołodziej, Bogdan Lis, Piotr Maliszewski, Maciej Miatkow-ski, Mariusz Muskat, Alina Pieńkowska, Maryla Płońska, Anna Walentynowicz, Tadeusz Szczepański (w niewyjaśnionych okolicznościach zamordowany w 1980 r.), Bogdan Felski, Henryk Matysiak, Leon Stobiecki, Lech Zborowski. Związkom przyglądała się rodzima bezpieka, ale zainteresowano się też nimi w Moskwie. Sowieci zwracali polskim komunistom uwagę na niebezpieczeństwo, jakie niesie za sobą funkcjonowanie nowej niezależnej organizacji, zarzucając im nawet bagatelizowanie ryzyka. „Towarzyszy radzieckich" zapewniano jednak, iż tego rodzaju opozycja nie stanowi żadnego zagrożenia dla sytemu komunistycznego w naszym kraju. Działaczy WZZ określano nawet mianem „opozycji autobusowej", ponieważ była ona tak nieliczna, że z powodzeniem zmieściłaby się „w jednym autobusie". Mimo to Sowieci mieli świadomość, że niebezpieczeństwo istnieje. Nowych związków obawiano się bardziej niż Komitetu Oborny Robotników (i późniejszego Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR") czy Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Zagrożenie tkwiło już w samej nazwie WZZ, która obwieszczała, iżw kraju komunistycznym powstają związki niezależne od państwa. Na Kremlu szczególnie zwracano uwagę, iż WZZ jako „siły antysocjalistyczne" podstępnie odwołują się do haseł z początków XX w., jeszcze sprzed przewrotów społecznych. WZZ w ocenie Kremla wracały do korzeni rewolucji społecznej, na co monopol mogli mieć przecież wyłącznie komuniści. Działacze i współpracownicy WZZ bronili robotników, uświadamiali im ich prawa pracownicze i socjalne, wspierali ich w zmaganiach z władzą: państwową, zakładową i partyjną. Organizowali akcje protestacyjne i ulotkowe, manifestacje w rocznie masakry w grudniu 1970 r. Przeprowadzali wykłady na temat praw pracy i historii Polski. Członkowie WZZ, dostrzegając entuzjazm robotników, coraz bardziej uświadamiali sobie znaczenie organizacji, dlatego uznali za konieczne powoływanie WZZ w kolejnych wielkomiejskich ośrodkach przemysłowych. Bezpieka starała się jednak kontrolować sytuację, m.in. w Krakowie, Łodzi czy Radomiu, tak by zawczasu przewidzieć, gdzie może powstać kolejna komórka organizacji i uniemożliwiać rozwinięcie przez nią działalności. Problemy społeczne w PRL narastały z miesiąca na miesiąc. Polska stawała się coraz mniej wypłacalna wobec swych zachodnich dłużników, zaostrzał się kryzys. Działacze pozostawali pod stałą obserwacją SB, założono im kwestionariusze osobowe, byli inwigilowani, podsłuchiwani i zatrzymywani, kontrolowano ich korespondencję, przeprowadzano rewizje w mieszkaniach, zwalniano ich z pracy. Chodziło o to, aby ich zastraszyć. Pomimo tajnych akcji operacyjnych bezpieki WZZ jednak w dalszym ciągu się rozwijały. Twórcy organizacji pragnęli, aby jej aktywność nie miała charakteru podziemnego, aby przekształciła się ona w jawne, nowoczesne związki zawodowe - takie, jakie wówczas funkcjonowały w Europie Zachodniej - i stała się autentycznym reprezentantem interesów pracowniczych. Mając świadomość, że związek, aby działać skutecznie, musi być masowy, działacze WZZ będą dążyli do organizowania mas robotniczych największych w kraju zakładów pracy. Tylko wówczas władze komunistyczne musiałyby się z robotnikami liczyć, a naród otrzymałby szansę odzyskania kontroli nad państwem. Dlatego to ze środowiska WZZ w sierpniu 1980 r. wyjdą ci, którzy uratują strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. To oni tworzyć będą zręby bez mała dziesięciomilionowego NSZZ „Solidarność", który stanie się prawdziwą siłą reprezentującą wolę narodu polskiego i sprzeciwi się zniewoleniu, przyczyniając się do upadku komunizmu w Polsce i całego „imperium zła". 45 ROCZNICA UTWORZENIA WOLNYCH ZWIĄZKÓW ZAWODOWYCH WYBRZEŻA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Myśl polityczna Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża Dominik Bień Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża pozostają dzisiaj nieco w cieniu innych nurtów opozycji przedsierpniowej, w której na pierwszy pian wysuwają się inteligenckie w swoim rodowodzie Komitet Obrony Robotników i Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy może być ich robotniczy charakter. Takie osadzenie WZZ czyni je niezwykle ciekawym przykładem organizacji tworzonej przez samych robotników i. szerzej, osoby pracujące w przemyśle. Z dzisiejszej perspektywy kwestia robotnicza znacznie straciła na aktualności, choćby w związku ze zmianą struktury zatrudnienia i odejściem w niebyt klasy robotniczej. Z drugiej strony rolę robotników przejęli w dużym stopniu pracownicy usług czy innych sektorów gospodarki, których dotyczą podobne problemy jak kiedyś robotników. Oddział w Gdańsku Warto zadać sobie pytanie, z jakimi problemami stykali się ówcześni opozycjoniści, jak postrzegali rzeczywistość PRL, jak chcieli ją zmienić, do jakich tradycji politycznych się odwoływali i co z ich spostrzeżeń pozostaje aktualne do dziś. Tytuł czasopisma WZZ „Robotnik Wybrzeża" z jednej strony nawiązywał do wydawanego przez KOR „Robotnika", a z drugiej do czasopisma o tym samym tytule wydawanego przez Polską Partię Socjalistyczną. Do inspiracji patriotycznym socjalizmem przyznawało się wielu ówczesnych WZZ-owców. W książce Gwiazdozbiór w „Solidarności" Joanna Gwiazda wspomina, że dla niej i Andrzeja Gwiazdy spośród wszystkich ruchów lewicowych najistotniejszy był PPS-WRN (Wolność, Równość, Niepodległość), po 1945 r. jedyna partia „otwarcie opowiadająca się za niepodległością". Z kolei Andrzej Kołodziej odżegnuje się od jakiejkolwiek ideologii, z którą można by wiązać WZZ, zamiast tego wskazując inny element łączący grupę, tzn. dobrowolne współdziałanie ludzi z różnych środowisk, wrażliwych na krzywdę i zło wyrządzane innym. To, co wydaje się wspólne wszystkim członkom WZZ, to oparcie się na grudniu 1970 r. jako wydarzeniu formującym ówczesną trójmiejską opozycję. Cały drugi numer „Robotnika Wybrzeża" poświęcony został Grudniowi i ruchowi społecznemu, który zrodził się wokół walki o upamiętnienie tych wydarzeń, urastających ostatecznie do rangi symbolu. Walka o upamiętnienie ofiar Grudnia '70 wiązała się ściśle z odbudowaniem niezależnego od władz ruchu związkowego, rozbitego po II wojnie światowej. W Deklaracji Komitetu Założycielskiego WZZ zamieszczonej w pierwszym numerze „Robotnika Wybrzeża" autorzy twierdzili, że „ruch związkowy w Polsce przestał istnieć ponad 30 lat temu. Likwidacja PPS, PSL i innych niezależnych reprezentacji społecznych przy dokonanej w 1947 r. centralizacji związków zawodowych doprowadziła do przekształcenia ich w przedstawiciela monopolistycznego pracodawcy, a nie pracowników. PZPR uczyniła działalność związków zawodowych przedłużeniem swej struktury i posłusznym narzędziem zorganizowanego wyzysku wszystkich warstw społecznych". Śladem innych ugrupowań opozycyjnych uznawali, że konieczna jest „szeroka demokratyzacja" i „samoorganizacja" w formie niezależnych od Gdctfafc. 29 IV 78 BSEŁA?. 40J A icnimsr ZMCŹYOI .LSSTBPC UDKTOT ZOTAZKOW ZAUO: OVŁ\.:: OJalSLłctoi<* P°^*d 50 1 * terau.li^Y.i^a- 1 -myc- r^rozcr-^cii aro>er«.w'-naaea w 1947 raca. coitraUsacjist*r prz^a-iŁ:cjnii ±-sh w 30 praco my® -Z^ZS- -*■*** "—r..'seod&T7ęy. « nie swe; ± awsŁ-cr. i^.Todo'prsefiłu'" caieai warr^r hayou na.zę>.JLea zorganizować®) wyzysku. węroicaoh broair^-•1 essoobrony dBicd"kr~-'"* ^Oprowadziła uo pogłębiający jr»« z -a , ^ ~ - 2 a r.r c z ego dc i, ^ ra-u danoicratTcrria J: rS cc.isiSi » pe~«rtsc.. o3c:.c!» wywaj.ui.yu eo«i.K prw * • -"owurj."-* c*: ■ ^>c raari wy sdooyć — A':^ T -C -ło Wet /teoanr^h - .----. rr32 tworztaic cm- —aeŁa isi£ą T>atis+v ?adoni-t , 1JW0 1 obyjatda 4^® 3ok Eou--5t Saaioobroł.rr 0 Oos-oid-As i Cbyi7auola w Polec owEKrątwo Kursów Waukow-oh iv0u0wycu H^.rse ~jn^isr,"r *aaaaia to realizula ia . '"7? Jarf Koiii.«at SaaioobroSy S^ołecznci 0 . Goywrco_3 w Polec? t i~i"~ t ttucii Ocroi. ■ ?ra» ■ Kuksów Ila&ow " ^ ScudmUac ł.^tujty Soiiuamo^ci era.-. etou t ^aTlSiltl od pć ^oaoM. 1 ziicuc. i v *Ł. i ^ccgo y.Wi :• ,* M.--, p.wołuj^y K^tet .Pożycielsfiii rtolnycń^u-.r deat or^zocja ob?or.v łnta- 3edw lci"^rr-2^ć aoże It^nyca uŁ_t_łac2-. łtórzy reorc;-^ ZE^łado-. /ch aie--. ich ir.tcrosów Chocay aby^^^^l^^ ^orre ./ uoz-.i^e i r00aycfl£^^^^ ^oie^chf® 81:32:0 ^ toaźcaa do refco- do niezależnych lnfoi!Bacif o aaszej Inicjatywie ^ " -lee o lepS2ą T7 imlc—*-r. rcriTSTt; -iiłOźrCIiŁSElECfO ' • •. Sf. iye^:"'SC°' W, V/eJhera 50 a 118 Krzysztof ftłaórtt ^ Pomoreka Hb m państwa instytucji, opartych m.in. na przedstawicielstwach pracowniczych. Brak reprezentacji robotniczej prowadził do wielu dysfunkcji, m.in. w ramach prawa pracy, wynagrodzeń czy BHP. W czasopiśmie WZZ podejmowano takie tematy, jak: zapylenie w stoczniach, które znacznie przekraczało dopuszczalne normy, niedostateczny dostęp do służby zdrowia wśród pracowników Stoczni Gdańskiej, ubogie wyżywienie w stołówkach stoczniowych, podwyżki cen żywności, trudności w ogrzewaniu domów i instytucji użyteczności publicznej w czasie mrozów czy prześladowania i represje wobec niezależnych działaczy. Z opozycyjnych postulatów wyłania się obraz PRL jako państwa niewydolnego pod względem gospodarczym i społecznym. Państwo to nie jest w stanie zapewnić odpowiednich warunków do życia klasie robotniczej, w której imieniu sprawuje władzę, „pod szyldem oszczędności powszechnie prowadzona jest [w nim] rabunkowa gospodarka", a problemy rozwiązuje się w nim za pomocą „dorywczej łataniny i podejmowania działań nie wcześniej niż coś się zawali". Proces zmiany rzeczywistości i jej naprawy miał się opierać na zwykłych ludziach. Działacze wolnych związków zawodowych i stowarzyszeń mieli formułować nowe programy polityczne. Istotny pozostawał nacisk na rolę sprawczą klasy robotniczej, obecny zresztą również w myśli politycznej innych organizacji tego okresu, wynikający z jej liczebności i wpływu na dotychczasowe wybuchy protestów w latach 1956,1970 i 1976. W ściśle taktycznym znaczeniu opozycjoniści proponowali zmiany w procesie wyborczym. Według nich obecny system prowadził do utrzymania władzy przez wąską grupę aparatczyków, a co więcej - z uwagi na swoją fasadowość -utrwalał bierność społeczną i podział na „my" (członkowie rodzin i bliskich znajomych) i „oni" („władze spółdzielni mieszkaniowej, zarząd miejski, aktyw wydziałowy, działacze związkowi, Sejm, rząd, partia"). Zniesieniu podziału między społeczeństwem a władzą miało służyć przejęcie kontroli społecznej nad procesem wyborczym, prowadzące do starcia niezależnych kandydatów w wyborach do mniej istotnych gremiów, takich jak organy przedstawicielskie związków zawodowych, samorządów spółdzielczych, studenckich i in. oraz stowarzyszeń. W przypadku Sejmu podkreślano konieczność zmiany w ordynacji wyborczej w kwestiach takich, jak: alfabetyczna kolejność kandydatów na liście wyborczej, liczba posłów partyjnych i bezpartyjnych ' proporcjonalna do faktycznych podziałów w tym zakresie w społeczeństwie czy tajność procesu głosowania. Elementy konstytuujące myśl WZZ to jasno zadeklarowany sprzeciw wobec ideologii komunistycznej i praktyki sprawowania władzy w PRL, przypisywanie istotnej roli robotnikom jako sile sprawczej i demokratyzacja oparta na niezależnych od władzy instytucjach i procesie wyborczym. Co ważne, diagnoza rzeczywistości i postulaty formułowane przez działaczy WZZ oparte były na analizie autentycznych problemów pracowniczych i pokazywały, że nie tylko przedstawiciele inteligencji są zdolni do tworzenia programów zmian. Na koniec warto wskazać te wątki w myśli WZZ, które pozostają nadal aktualne. W artykule Pod hasłem naszych pradziadów redaktorzy „Robotnika Wybrzeża" przywołują popularne dzisiaj pojęcie work-life balance. Krytykując zwyczaj pracy w nadgodzinach, pytają, „czy naprawdę obrzydły nam żony, zabawy z dziećmi, spotkania ze znajomymi, spacery, sport, kino, książki, że wolimy tyrać cały dzień i co najwyżej obejrzeć przed snem coś w telewizji? Czy brak nam wyobraźni, aby przewidzieć, że w ten sposób szykujemy sobie smutną, schorowaną, samotną starość, kiedy jak koń wy-przężony z kieratu nie potrafimy zająć się czymś, co nie jest tylko pracą?". Rozwiązanie problemu zawiera się według nich w haśle: „Chcemy dobrze pracować i dobrze zarabiać przy 8-godzinnym dniu pracy". W innych tekstach działacze podejmują tematy związane z ekologią i zanieczyszczeniem środowiska. Piętnują działania władz, które nie reagują na zatruwanie lasów oraz zanieczyszczanie wody w Zatoce Gdańskiej powodowane m.in. przez wycieki ropy naftowej. W ciągu prawie pół wieku, które minęło od powołania WZZ Wybrzeża, nastąpiły ogromne, wręcz rewolucyjne zmiany w sferze politycznej, społecznej i gospodarczej. Działacze WZZ pełnili istotne funkcje zarówno w samej „Solidarności" w latach osiemdziesiątych, jak i później w III RP Trudno oceniać, na ile aktywność polityczna m.in. Bogdana Borusewicza, Lecha Kaczyńskiego czy Lecha Wałęsy wynikała z ich wcześniejszej obecności w WZZ, można jednak przypuszczać, że ówczesne problemy, diagnozy i dyskusje wywarły znaczący wpływ na ich późniejsze działania, a przez to również na dzisiejszą rzeczywistość. Energa | grupa mm WYPOCZYWA! AKTYWNIE 28 kwietnia 2023 Dodatek komercyjny K- ' t ROWER. BIEGI. SPACER... Szlaki czekają, postawmy na ekologię Nadchodząca majówka i ciepłe wiosenne dni to czas, by nieco zwolnić i oderwać się od codziennych spraw. Pomorze oferuje nam znakomite warunki zarówno do wędrowania, jak i podróżowania na rowerach. Mamy świetną infrastrukturę i niezwykle malownicze miejsca, w których odpoczniemy i zregenerujemy siły. Wspólnie z rodziną lub przyjaciółmi warto zaplanować rowerowy wypad. I naprawdę nie trzeba być doświadczonym cyklistą! Ama- torzy, dzieci i seniorzy -wszyscy, którzy lubią aktywny wypoczynek, mogą z perspektywy siodełka podziwiać piękno przyrody. Każdy wyjazd wymaga jednak dobrego planu. Po pierwsze, jak najszybciej przygotujmy sprzęt po zimie. Trzeba też choć odrobinę popracować nad kondycją. Ale kluczowe są trasy, jakie zechcemy pokonać. Wytyczymy je bez problemu, mając do dyspozycji szczegółowe opisy. Tu warto wykorzystać aplikacje mobilne i przewodniki, sprawdzając aktualność przebiegu szlaków. Na pewno jedną z ciekawszych propozycji na Pomorzu jest przejazd rowerowym szlakiem elektrowni wodnych na Raduni - polecają Energa z Grupy ORLEN. Choć trasę można też pokonać kajakiem, niezapomniane będą piesze wędrówki Jarem Raduni, uznanym za rezerwat przyrody. Dlaczego trasa jest wyjątkowa? Wystarczy przypomnieć, że znajduje się na niej aż dziewięć elektrowni wodnych z początku XX w. Choć obiekty są już zabytkami, to wciąż działają, dzięki czemu rzeka jest niemal w stu procentach wykorzystana energetycznie. Elektrownie to unikatowy w Polsce kompleks zabytków techniki - warto je zobaczyć. Energa jest właścicielem aż 46 elektrowni wodnych w kraju, pięciu farm wiatrowych oraz sześciu farm fotowoltaicznych. Spółka nadal rozbudowuje instalacje wiatrowe na lądzie, prowadzi projekty fo-towoltaiczne oraz farm wiatrowych na morzu. To niezwykle ważne działanie, ponieważ czyste i odnawialne źródła energii sprzyjają ograniczaniu zmian klimatycznych. II grupaEIK] Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 NA SZLAKU: ELEKTROWNIE PARKI. ATRAKCJE HISTOB Elektrownia wodna Straszyn Elektrownia w Łapinie Ruch przynosi wiele korzyści dla dala i umysłu, aktywność na świeżym powietrzu pomaga w zwalczaniu stresu i napięcia. Takich korzyści dostarczy nie tylko bieganie, czy inny sport, ale również regularne spacerowanie i rowerowe wyprawy. Jest jeszcze jeden ważny aspekt - spędzanie czasu bez samochodu jest ważne dla środowiska, w którym żyjemy. Wykorzystajmy wolne majowe dni na poznanie bliższych i dalszych tras. Pomorze ma tak wiele do zaoferowania! Szlak elektrowni wodnych na Radu ni Jar Raduni to jeden z piękniejszych szlaków biegnących wzdłuż rzeki. Jego najatrakcyjniejsza część zaczyna się niedaleko stacji kolejowej Babi Dół, a kończy przy elektrowni wodnej w Rutkach. Jednak przejście ok. 8 km wymaga sporo czasu i wytrwałości. Trasę można pokonać pieszo i rowerem oraz w części kajakiem. Można go dzielićna etapy, skracać. Turystyczna przygoda rozpoczyna się w Rutkach (gmina Żukowo) i dalej przez Lapino, Kolbudy, Bielkowo, Straszyn, Prędzie-szyn, Kuźnice, Juszkowo do Pruszcza Gdańskiego. Jadąc szlakiem elektrowni wodnych z początku XX wieku, zobaczymy kompleks kaskad, wokół których rozciąga się malowniczy krajobraz: zbiorniki wodne i porośnięte lasami wzgórza. ZGdańskanaHeł To popularna i łatwa trasa -prowadzi z Gdańska aż na Hel. Jest dość długa - do pokonania mamy ok. 100 km, więc trzeba wcześniej zadbać o miejsca noclegowe. Jadąc z Gdańska przez Sopot, Gdynię, Puck i Władysławowo, dotrzemy na sam koniec Półwyspu Helskiego, a to, co zobaczymy po drodze, jest bezcenne. Jeśli nie mamy jeszcze kondycji, by pokonać taki dystans, można wystartować we Władysławowie, a stamtąd pozostanie do przejechania ok. 35 km. Kaszubska Marszruta To ok. 200kmbezpiecz-nych i ciekawych tras rowerowych i też pieszych dla całych rodzin. Można je pokonywać osobno lub łączyć. Czerwony szlak ma 55 km i prowadzi od Charzyków do Czerska, a po drodze można zwiedzić m.in. Małe Swomega-cie, Choiński Młyn, Swomega-cie, Brusy. Jest to najciekawsza trasa dla turystów. Żółty szlak to 69,5 km, który przebiega od Charzyków przez Kopemice, Babilon, Swomegacie, Czernicę, Męri- Kontakt z naturą daje nam ogromne korzyści kał, Mylof, Rytel do Czerska. To ciekawy i najdłuższy szlak. Zielony szlak ma 43 km i prowadzi od Chojnic przez m.in. Powałki - Mylof - Ko-sobudy - Brusy - Męcikał. Czarny szlak, tzw. pętla ko-narzyńska o długości 33,2 km prowadząca od Chocińskiego Młyna przez miejscowości gminy Konarzyny. Nie brakuje również malowniczych szlaków kajakowych, a stolicą tego sportu są Swomegacie i rzeka Brda. W Dolinie Słupi Trasa szlaku rowerowego biegnącego przez teren Parku Krajobrazowego Dolina Słupi również została wytyczona w oparciu o koncepcję szlaku elektrowni wodnych i podzielona na kilka etapów, które umożliwiają swobodne poruszanie się po najciekawszych zakątkach parku. Jej długość: to 57 km. Przejedziemy trasą: Słupsk - Leśny Dwór - Godzierz Duża-Soszyca. Szlak Mennonitów To jeden z najciekawszych szlaków rowerowych na Pomorzu. Jego tematem przewodnim jest dziedzictwo Mennonitów, rozproszone po całym obszarze Żuław Wiślanych. Na 172 kilometrach szlaku znajdziemy atrakcje krajoznawcze związane z historią osadnictwa w delcie Wisły. Trasa ma charakter ponadregionalny, bowiem biegnie przez teren dwóch województw: pomorskiego i warmińsko-mazur-skiego. Pierścień Gryfitów Dobrze oznakowany szlak, który umożliwia podziwianie regionalnej architektury ziemi słupskiej. Trasa rozpoczyna się i kończy w Swoło-wie - stolicy „Krainy w Kratę". Ścieżka jest długa, to 102 km, i trudna, a na jej przebycie przeznaczyć należy co najmniej dwa dni. Wieża widokowa Zwolennicy pieszych wycieczek mogą się wybrać na Kaszubską Wieżę Widokową im. Jana Pawła n na Wieżycy. To jedno z najchętniej odwiedzanych przez turystów miejsc w powiecie kartuskim. Widok z góry zapiera dech wpiersiach. Przy dobrej pogodzie widać stąd nawet Bałtyk. Pomorskie parki krajobrazowe Warto wybrać się w odwiedziny do jednego z kilku rozsianych na Pomorzu parków krajobrazowych. Do najbardziej znanych należą oczywiście Trójmiejski i Kaszubski Park Krajobrazowy oraz Wdzydzki Park Krajobrazowy. Ale swój park ma m.in. Mierzeja Wiślana i Dolina Słupi. < », ,ł -• « I OHM ■ ^ Energa | grupaehe□ ELEKTRYCZNE TO ZNACZY EKOLOGICZNE? Na ulicach widujemy je codziennie. -Elektryczne hulajnogi i rowery stały się elementem krajobrazu w miastach i na wsiach. Są ciche i szybkie. Można je wypożyczyć, nie trzeba mieć na własność. Ale czy te rozwiązania są ekologiczne? Eksperci z Energi z Grupy ORLEN przygotowali zestaw porad i podpowiedzi, znajdziecie je nablogu ZielonePojecie.pl. Warto tam zaglądać i korzystać z wiedzy specjalistów. Hulajnoga Służy nam do przemieszczania się na krótkich dystansach, ogólnodostępne sprzęty są więc wykorzystane w maksymalnie optymalny sposób. Z drugiej strony, ich bardziej intensywne użytkowanie skutkuje wcześniejszym zużyciem baterii i szybszą koniecznością ich wymiany. Hulajnoga elektryczna, w przypadku niewielkich odległości - np. w mieście - może zastąpić samochód. W takiej sytuacji elektryczne urządzenie, które pozwala unikać spalania paliwa przez silnik samochodu - wraz ze wszystkimi nieprzyjemnymi tego skutkami - jest z pewnością rozwiązaniem bardziej przyjaznym środowisku. Rower elektryczny Można się spodziewać, że elektryczne rowery będą wkrótce równie częstym widokiem, co elektryczne hulajnogi. W sprzedaży są wersje dla kobiet i mężczyzn, trekkingowe, górskie i miejskie. Dostępne są zarówno małe, składane konstrukcje, jak i duże wygodne „krążowniki". Podobnie jak w przypadku hulajnóg elektrycznych, oferta tego typu sprzętu z roku na rok znacząco się wzbogaca. Aby lepiej zrozumieć wady i zalety roweru elektrycznego, najpierw sprawdźmy, czym różni się taki środek transportu od tradycyjnego. Po pierwsze, rower elektryczny jest wyposażony w baterię, która w tań- -szych modelach jest umieszczona przy ramie albo na tylnym bagażniku. W droższych, Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 E WODNE. RYCZNE Bądź przezorny. nie daj się zaskoczyć • Podczas wyprawy rowerowej warto mieć przy sobie podstawowy zestaw narzędzi, które pozwolą przypiąć nową linkę hamulcową, czy wymienić lub załatać zniszczoną oponę. • Dla własnego bezpieczeństwa zalecana jest jazda w kasku. Nie jest obowiązkowa, ale zdecydowanie warta rozważenia. Zwłaszcza w terenie, którego nie znamy i który może sprawić jakąś niespodziankę. Ochrona głowy to coś, na co zdecydowanie warto postawić. • Żeby wycieczka przebiegała możliwie jak najbardziej komfortowo, warto zadbać o odpowiedni strój. Jeśli nie chcemy inwestować pieniędzy w profesjonalną odzież termiczną, warto wziąć zapasową bieliznę czy koszulkę na przebranie, zwłaszcza w gorące dni. Dodatkowo przydać się może kurtka. • Warto mieć przy sobie zapasy jedzenia. Najprostszy batonik, banan, czy mała kanapka mogą dać niezbędny zastrzyk energii. Przede wszystkim trzeba też pamiętać o nawodnieniu organizmu. Wycieczka rowerowa, nieważne jak długa i intensywna, to dla naszego ciała olbrzymi wysiłek. Dlatego należy regularnie pić wodę. Warto też mieć ze sobą jakiś napój izoto-niczny, by dostarczyć organizmowi elektrolitów. • Upadek czy zahaczenie o ostrą gałąź oznaczają często różnego rodzaju urazy. Dlatego ważne są opatrunki, plastry to absolutne minimum. • Nie zapomnijmy o karcie płatniczej, ale zawsze warto mieć przy sobie trochę gotówki. często jest w ogóle niewidoczna, ponieważ jest zintegrowana z ramą. Jakie są ceny takiego sprzętu? Wszystko zależy od parametrów urządzenia. Najprostsze, podobnie jak używane czy te do samodzielnego montażu, można kupić już od około 1,5 tys. złotych. Górna granica ceny praktycznie nie istnieje. Bez problemu można znaleźć pojazdy o wartości niemal 50 tys. złotych. Czy możemy uznać, że rowery elektryczne to ekologiczne środki transportu? Odpowiedź jest złożona - z jednej strony nie emitują spalin, ale musimy pamiętać, że zasilająca je bateria zawiera metale ciężkie, a jej produkcja obarczona jest często znacznym śladem węglowym. Ponadto bateria ma określoną żywotność - naładujemy ją określoną liczbę razy, zanim zacznie tracić swoją nominalną pojemność. To oznacza, że rower będzie mógł pokonać krótszą trasę z elektrycz- IM WIĘCEJ INSTALACJI ZEROEMISYJNYCH -TAKICH JAK ODNAWIALNE ŹRÓDŁA ENERGII CZY ATOM -TYM BARDZIEJ EKOLOGICZNE BĘDZIE KORZYSTANIE Z POJAZ-DÓW ELEKTRYCZNYCH nym wspomaganiem. Ostatecznie będziemy skazani na zakup nowej baterii. Rozwój technologii oraz prawodawstwa skutkować będzie znacznymi zmianami w powyższym zakresie. Przewidywane jest wprowadzenie obowiązku wykorzystywania w produkcji nowych baterii z materiałów z recyklingu. Ta zmiana z czasem może sprawić, że zużyte baterie będą mniejszym obciążeniem dla środowiska naturalnego, niż są obecnie. Można więc stwierdzić, że rowery elektryczne są mniej ekologicznym rozwiązaniem od rowerów napędzanych wyłącznie siłą mięśni. Jednak, jeżeli mają służyć zastąpieniu samochodu - na przykład w dojazdach do pracy - rower elektryczny wydaje się idealnym kompromisem pomiędzy wygodą użytkownika a ekologicznym podejściem do kwestii transportu. Warto zadać także pytanie o sposób ładowania. Jeśli bowiem założymy, że do napełnienia baterii takiego pojazdu wykorzystamy naszą przydomową elektrownię, czyli energię pochodzącą z paneli foto-woltaicznych lub będziemy kupować prąd z zielonym certyfikatem, to nie ma wątpliwości, że elektryki oferują również przenoszenie emisji z ulic miast na teren wytwarzania energii elektrycznej. Im więcej instalacji zeroemisyjnych takich jak OŻE czy atom, tym bardziej będzie to ekologiczny transport. f Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 FOTOWOLTAIKA. CZYLI ENERGIA ZE SŁOŃCA Energia słoneczna, której ogromne ilości docierają do Ziemi, może być przetworzona na energię elektryczną. Potrzebna jest do tego odpowiednia instalacja, w której przebiega proces konwersji fotowoltaicznej. Jak działa fotowoltaika? Tego dowiesz się z dalszej części artykułu. Słoneczny reaktor Słońce jest naturalnym źródłem energii, który uwalnia maleńkie pakiety energii zwane fotonami. W ciągu około 8,5 minuty docierają one na Ziemię, przemierzając 150 milionów kilometrów. Co godzinę na naszą planetę oddziałuje więc ogromna liczba fotonów, które są w stanie zaspokoić globalne zapotrzebowanie na energię przez cały rok. Niestety tylko część tej energii jest wykorzystana przez człowieka. Aby to zmienić stosowane są różnego rodzaju rozwiązania instalacyjne lub konstrukcje budowlane, które są w stanie pozyskać energię słoneczną i zamienić ją na ciepło lub prąd elektryczny. Z jakich elementów składa się instalacja fotowoltaiczna? Instalacja fotowoltaiczna zalicza się do najbardziej popularnych technologii wykorzystujących energię słoneczną. Za konwersję foto-woltaiczną odpowiadają ogniwa fotowoltaiczne, które tworzą moduły. Zanim jednak szczegółowo opowiemy, jak działa instalacja fotowoltaiczna, przyjrzyjmy się jej budowie. Do prawidłowego działania instalacji potrzebne są jeszcze: inwerter, okablowanie, skrzynki przyłączeniowe, zabezpieczenia, złącza oraz elementy montażowe. Ponadto zestaw może być wyposażony w magazyny energii oraz optymalizatory, WYDAJNOŚĆ F0T0W0L-TAIKI ZALEŻY GŁÓWNIE DO WARUNKÓW ATMOSFERYCZNYCH: IM WIĘCEJ PROMIENI SŁONECZNYCH DOCIERA DO INSTALACJI. TYM WIĘCEJ WYTWARZA ONAPRĄDU IV Energa i grupached Panele fotowoltaiczne zapewniają darmowe źródło energii które zwiększają wydajność modułów w przypadku ich częściowego zakrycia lub zacienienia. Jak działa fotowoltaika? Proces przetwarzania energii słonecznej na elektryczną, która służy do zasilania urządzeń lub jest przekazywana sieci energetycznej, składa się z kilku etapów. Jak działają panele słoneczne? • Światło składające się z fotonów dociera do ogniw fotowoltaicznych. Znajdujący się w nich krzem wybija elektrony z atomów, których ruch zamienia się w przepływ prądu elektrycznego. • Wytworzony prąd stały trafia do falownika (inwer-tera), gdzie zamieniany jest w prąd przemienny, który może być już wykorzystany przez urządzenia domowe. Falownik nie tylko zamienia prąd stały na przemienny, ale również zarządza całą instalacją. Odpowiada za jej automatyczne uruchamianie i wyłączanie, a także oblicza ilość energii elektrycznej wytworzonej oraz wskazuje aktualną moc instalacji. • Może się zdarzyć, że ilość wytworzonego prądu nie pokrywa się z aktualnym zapotrzebowaniem na energię. Dlatego jej nadwyżki tra- fiają przez licznik dwukierunkowy do sieci energetycznej lub magazynów energii. Odwrotna sytuacja ma miejsce wtedy, gdy instalacja jest wyłączona lub pracuje z niewielką mocą, a odbiorca w danej chwili potrzebuje więcej energii. Wówczas prąd jest pobierany z sieci energetycznej lub magazynu energii. Czy fotowoltaika działa, gdy nie ma prądu? Fotowoltaika może działać w określonych warunkach bez zewnętrznego zasilania. W systemie off-grid energia elektryczna zasila urządzenia elektryczne lub trafia do magazynu energii. Ze względów praktycznych częściej jednak wybierana jest instalacja on-grid. Pamiętaj również, że choć popularna instalacja fotowoltaiczna on-grid produkuje prąd, to sama również potrzebuje zewnętrznego źródła zasilania. Dlatego w przypadku przerw w dostawie prądu system po prostu się wyłączy. Optymalnym rozwiązaniem może być fotowoltaika hybrydowa, która łączy w sobie zalety instalacji on-grid oraz off-grid. Taka insta- Dzięki wykorzystaniu nowoczesnych rozwiązań fotowoltaika jest odporna na działanie czynników zewnętrznych lacja wyposażona jest w magazyny energii, dlatego w przypadku przerwy w dostawie prądu jest ona w stanie przez pewien czas zasilać urządzenia elektryczne. Jak działa instalacja fotowoltaiczna w ciągu roku? Wydajność fotowoltaiki zależy głównie do warunków atmosferycznych: im więcej promieni słonecznych dociera do instalacji, tym więcej wytwarza ona prądu. Dlatego najwięcej energii elektrycznej produkuje w okresie wiosenno-letnim. Należy przy tym podkreślić, że ważny jest sam dopływ promieni słonecznych, a nie temperatura powietrza. Dlatego w bezchmurne dni instalacja może wytworzyć większą ilość energii niż w analogicznym okresie przypadającym na upalny, ale pochmurny sierpień. Jak działa fotowoltaika zimą? W tym okresie produkcja energii elektrycznej jest najmniejsza. Wynika to przede wszystkim z bardzo krótkich dni, zachmurzenia i opadów śniegu. Dlatego planując instalację należy uwzględnić roczny bilans energetyczny i fakt, że praca instalacji zależna jest między innymi od pory roku. Źródło: ZieloneFojecie.pl MATERIAŁ PARTNERA INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ W GDAŃSKU Oddział w Gdańsku 3 grudnia 1979 r. Komenda Wojewódzka MO w Gdańsku zarządziła przeprowadzenie na terenie województwa gdańskiego operacji „Tarcza". W rozkazie czytamy: „Z posiadanego rozpoznania operacyjnego wynika, że znane elementy antysocjalistyczne aktywizują ostatnio swą wrogą i nieodpowiedzialną działalność. zwłaszcza w rejonie Trójmiasta, czym usiłują wywołać szkodliwe nastroje w środowiskach robotniczych oraz zakładach produkcyjnych o kluczowym znaczeniu". Dokument ten. kilkukrotnie odwołując się do kategorii „elementów antysocjalistycznych" bądź „chuligańskich", kwestię prawdziwego powodu pozostawił w niedopowiedzeniu. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 W istocie chodziło o niezależne obchody kolejnej rocznicy dramatycznych wydarzeń Grudnia '70. Gdańska SB dysponowała informacjami wskazującymi na to, że środowiska opozycyjne planują 18 grudnia 1979 r. zorganizować różne akcje przypominające grudniową masakrę robotników. Wymieniono tam Bogdana Borusewicza i KOR, Aleksandra Halla i Ruch Młodej Polski oraz działaczy Wolnych Związków Zawodowych „Wybrzeża". Na sprawę „Tarcza" można spojrzeć na wiele sposobów. Najciekawsze są dwa konteksty. Po pierwsze, dokumentacja sprawy „Tarcza" jest niemal podręcznikowym przykładem możliwości oddziaływania na rzeczywistość przez Służbę Bezpieczeństwa i Milicję Obywatelską. Pod drugie, ukazuje paradoksalny wymiar Grudnia '70 -wielki dramat i traumę społeczności trójmiejskiej, które dały impuls do niezależnego kultywowania pamięci 0 tych wydarzeniach. Przyjrzyjmy się obu tym kwestiom. Rozmach działań planowanych przez SB i MO pozwala uświadomić sobie rozmiar infrastruktury władzy w PRL i skalę namacalnego, konkretnego kształtowania przez nią rzeczywistości. Kluczowym elementem „czynności operacyjno-zapobiegawczych oraz represyjnych", jak nazywano to w języku SB, była zawsze sieć agentu-ralna. Stąd w kontekście precyzyjnych planów pojawiają się w dokumentach „Tarczy" informacje o zadaniach dla tajnych współpracowników, kontaktów operacyjnych i kontaktów służbowych (najczęściej przełożonych w pracy). W jednym z dokumentów czytamy: „Za pośrednictwem k[ontaktu] o[peracyjnego] ps. „ZA" spowodować, aby w dniu 18 grudnia 1979 r. figurant otrzymał do wykonania bardzo pilną pracę i nie mógł opuścić miejsca pracy przed jej zakończeniem(>tj. przed 15.45". Tuż przed 18 grudnia planowano zatrzymać na 48 godzin 35 osób (m.in. Lecha Wałęsę, Bogdana Borusewicza, Tadeusza Szczudłowskiego 1 Błażeja Wyszkowskiego), a dalszych dziesięć oddelegować poza Trójmiasto lub też zlecić im dodatkowe prace. Przykładowo, dla Dariusza Kobzdeja, 45 ROCZNICA UTWORZENIA WOLNYCH ZWIĄZKÓW ZAWODOWYCH WYBRZEŻA Daniel Wicenty zatrudnionego w szpitalu w Wejherowie, zaplanowano dodatkowy dyżur lekarski, a dla Andrzeja Gwiazdy, inżyniera z „Elmoru" - delegację służbową poza Gdańsk. Gdańska SB ustaliła też, jakimi samochodami (marka, model, tablica rejestracyjna, miejsce garażowania) poruszają się wybrani opozycjoniści - w celu ewentualnego wykorzystania przez milicjantów przy zatrzymaniach. Pion „B" (niejawna obserwacja) zorganizował „zakryte punkty obserwacyjne" w okolicy mieszkań działaczy oraz stoczniowej bramy nr 2. Wydział IV (inwigilacja duchowieństwa) dostał zadanie „zabezpieczenia operacyjnego" nabożeństw w 40 kościołach Trójmiasta w niedzielę poprzedzającą 18 grudnia. Z kilkudziesięcioma osobami przeprowadzono „rozmowy wychowawcze", które miały wywrzeć zastraszający i zniechęcający efekt. W okolicach dworca Gdańsk Główny, bram stoczniowych oraz przystanku SKM Gdańsk-Stocznia pojawiło się znacznie więcej patroli milicyjnych. Ostatecznie podjęto także decyzję o wprowadzeniu 18 grudnia dnia wolnego dla pracowników Stoczni im. Lenina oraz Stoczni Północnej w ramach „dni energetycznych" -wszystko po to, aby zminimalizować udział robotników w wiecu. Sprawa „Tarcza" jest jednym z kilku dużych przedsięwzięć gdańskiej SB w kontekście walki z pamięcią 0 Grudniu '70. W zasadzie cała dekada lat siedemdziesiątych upłynęła gdańskim esbekom na zwalczaniu pomysłów związanych z upamiętnianiem grudniowej masakry w Gdańsku 1 Gdyni. Te próby kontroli pamięci społecznej podjęto już w grudniu 1970 r„ w trakcie pochówków ofiar. Dokument gdyńskiej SB z tego czasu wskazuje, że SB starała się nadzorować każdy szczegół pogrzebów - od przewozu zwłok na cmentarz, przez niejawną obserwację szpitala i cmentarza, „rozmowy profilaktyczne" z grabarzami oraz zorganizowanie pochówków w nocy, w czasie godziny milicyjnej. Funkcjonariusze SB wywierali też presję (w wielu przypadkach skuteczną) na rodziny w związku z epitafiami zamieszczanymi później działań w rasach operacji krypt. "TA. SITOŁCJA. OESBA.CYJNŁ Z uzyskanych wyprzedzających Informacji wynika, że działające aa naszym terenie grupy antysocjalistyczne skupione wokół czołowych przedstawicieli KSS "KOR", Suchu Młodej Polski, Wolnych Związków Zawodowych i Kuchu obrotny Praw Człowieka 1 Obywatela planują zorganizowanie w dniu 13.12.1979*. o godz. 14,20 pod bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej im. Lenina prowokacyjnej imprezy w rocznicę wydarz«ń grudniowych. 2 informacji «yniica, że do przygotowań tej imprezy najaktywniej włączyli się Bogdan BOHUSSSICZ - czołowy działacz KSS "KOB" i Aleksander BkLL - założyciel i działacz Kuchu Młodej Polski na nasaya terenie. Sleaenty antysocjalistyczne planują zorganizować impresję pod bramą ai 2 ! większym niż w poprzednich latach rozmacheta. Dla ściągnięcia jak największej liczby osób informację o terminie imprezy za»icrKają one rozpropagować w szerokich kręgach społeczeństwa Jrójmiasta. Do tego celu zasierzają również wykorzystać B&dio Wolna Surcpa, które w swoich audycjach ma przekazywać informacje o czasie i miejscu planowanej imprezy. 0010800104 Sprawa „Tarcza" zakończyła się dla SB i władz partyjnych Gdańska co najwyżej częściowym sukcesem. Pomimo tak szerokich i ambitnych działań 18 grudnia pod bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej pojawiło się ok. 2,5 tys. osób. Nie udało się zatrzymać Lecha Wałęsy, Antoniego Mężydły, Maryli Płońskiej i kilku innych działaczy. WZZ i inne środowiska opozycyjne zdołały przygotować, wydrukować i rozprowadzić sporą partię ulotek informujących o złożeniu wieńców w dziewiątą rocznicę Grudnia '70. Widać przy tym wyraźną dynamikę zachowań społecznych. Zdjęcia z grudnia 1977 r. spod bramy nr 2 pokazują ok. 200 uczestników, rok później - ok. 500, a w 1979 r. - ok. 2,5 tys. Można zatem ostrożnie stwierdzić, że sfera pamięci wokół Grudnia '70 skutecznie zintegrowała środowiska opozycyjne. Świadome były tego również gdańskie władze. W styczniu 1980 r. w jednym z opracowań SB czytamy: „Retrospektywna analiza działalności zorganizowanych elementów antysocjalistycznych na terenie województwa gdańskiego wskazuje, że spośród wielu organizowanych przez te elementy imprez stosunkowo największe korzyści propagandowe przynoszą im prowokacje organizowane w rocznice wydarzeń grudniowych. [...] Dotychczasowe doświadczenia w zwalczaniu działalności zorganizowanych elementów antysocjalistycznych oraz znajomość ich planów i zamierzeń na okres najbliższy upoważniają do stwierdzenia, że stosując dotychczasowe formy i metody przeciwdziałania, nie uzyskamy trwalszych, korzystnych efektów". Po grudniu 1979 r. WZZ Wybrzeża i inne grupy opozycyjne pokonały próg społecznego rozpoznania. Być może pewne procesy już wtedy w dyskretny sposób zmieniały polskie społeczeństwo. Osiem miesięcy później opór przeciw władzy komunistycznej przestał mieć charakter elitarny - zrodziła się „Solidarność". 31 ■ Gdańsk, dnia 1Q.12.1979r.' TAJBB SPEC. ZmC2£NIA Sgz. nr na nagrobkach. Miały one mieć treść możliwie ogólnikową: „Zginął w wypadkach grudniowych" bądź „Zginął śmiercią tragiczną". W następnych latach SB nadal obserwowała okolice trójmiejskich cmentarzy, na których pochowano ofiary Grudnia '70. Kluczowe były daty rocznicowe oraz Dzień Wszystkich Świętych. Systematycznie kontrolowano komunikację miejską, zwłaszcza linie tramwajowo--autobusowe zapewniające dojazd do cmentarzy, oraz różne miejsca pamięci związane z Grudniem - okolice przystanków SKM, dworca kolejowego w Gdańsku oraz bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej. SB i inne instytucje kontynuowały te i inne działania w ramach akcji „Jesień 70" do lutego 1978 r. 45 ROCZNICA UTWORZENIA WOLNYCH ZWIĄZKÓW ZAWODOWYCH WYBRZEŻA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 MATERIAŁ PARTNERA INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ W GDAŃSKU Stanisław Kowalski: skromny informatyk z ostrym piórem Piotr Abryszeński Pośród działaczy opozycji demokratycznej w Gdańsku Stanisław Kowalski to postać z jednej strony odrębna. a z drugiej - stanowiąca istotne jej ogniwo. Urodził się 6 sierpnia 1938 r. w Chojnicach. W1961 r. uzyskał na Politechnice Gdańskiej tytuł magistra, a dziesięć lat później obronił z wyróżnieniem pracę doktorską poświęconą funkcjom boolowskim. matematycznym modelom układów kombinacyjnych. obecnie powszechnie wykorzystywanym w elektronice cyfrowej, programowaniu czy sztucznej inteligencji. Oddział w Gdańsku Jego adres znało wielu działaczy ówczesnej opozycji. Nierzadko był pierwszym adresem, pod który kierowali się zatrzymani w pobliskiej komendzie milicji. I zawsze mogli liczyć na szklankę gorącej herbaty, posiłek i długą rozmowę. Kowalski włączył się w nurt działalności opozycyjnej po czerwcu 1976 r. Po powstaniu w kwietniu 1978 r. Wolnych Związków Zawodowych stał się ich aktywnym współpracownikiem. W jego mieszkaniu We Wrzeszczu opozycjoniści spotykali się, by prowadzić długie dyskusje nie tylko na tematy polityczne - rozmawiano również 0 filozofii i religii. To u niego przechowywano papier wykorzystany później do drukowania ulotek informujących o strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina w sierpniu 1980 r. Mieszkanie Kowalskich było otwarte dla wszystkich działaczy opozycji, niezależnie od ich zapatrywań. Po wybuchu strajku Kowalski znalazł się w-stoczni wraz z grupą pracowników Politechniki Gdańskiej. Już 6 września wybrano go na wiceprezesa Komitetu Założycielskiego Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych (prezesem został wówczas Stefan Gomowski, a drugim wiceprezesem Andrzej Kopeć). Wspólnie z Miłoszem Michałem Moszyńskim 1 Janem Dajnowskim redagował dwutygodnik KZ NSZZ „Solidarność" PG. Był założycielem i przez długi czas jedynym redaktorem „Serwisu Informacyjnego «Solidarność» Politechniki Gdańskiej" i obszerniejszego „Magazynu Informacyjnego «Solidarność» Politechniki Gdańskiej". „Serwis" traktował jak swoje dziecko, stąd zamieszczane tam teksty miały wybitnie indywidualny rys. Pismo stanowiło zestawienie aktualnych wydarzeń z całego kraju, a komentarz autorski nie tylko ubarwiał narrację, ale też wyrażał wykrystalizowany światopogląd Kowalskiego. Nie była to wyłącznie kronika „Solidarności" widzianej z perspek- STANISŁAW KOWALSKI (1938-1987) fi ' instytut : , rAMUiCł NAKODOWŁJ tywy Politechniki Gdańskiej, pojawiały się tam bowiem także treści o charakterze dydaktycznym, jak ukazanie znaczenia Konstytucji 3 Maja w okrągłą rocznicę ogłoszenia tego fundamentalnego dla naszej historii dokumentu. Kowalski umiejętnie wykorzystał okazję do ukazania różnic między pierwszą nowoczesną ustawą zasadniczą w Europie a konstytucją PRL (wszystkie oczywiście wypadały na korzyść tej pierwszej). Na łamach „Serwisu" przypominano też bliskie sercu redaktora wartości chrześcijańskie. Po raz kolejny św. Tomasz z Akwinu bił na głowę Marksa. Wydarzenia prezentowane w'biulętynie Kowalski okraszał nierzadko autorskim, niekiedy zjadliwym, choć niepozbawionym humoru komentarzem. I choć niektórzy członkowie Komisji Zakładowej krytykowali przyjętą przez Kowalskiego formułę pisma, on sam pozostał jej wierny. Poczucie humoru Kowalskiego znalazło też wyraz w stworzonym przezeń satyrycznym pisemku „Bdziamak" w którym pojawiali się „uczeni" z Dziennego Uniwersytetu Pragmatyzmu Apolitycznego i Laboratorium Instytutu Pragmatyzmu Apolitycznego (skróty utworzone od nazw tych instytucji są oczywiście nieprzypadkowe). Współpracował również m.in. z pismami „Skorpion" oraz „Poza Układem". W grudniu 1984 r. ukazało się alegoryczne opowiadanie o wizycie św. Franciszka w PRL, które ujawniało talent literacki jego autora. Po wprowadzeniu stanu wojennego Kowalski nie zaprzestał działalności opozycyjnej - „Serwis Informacyjny" ukazywał się nadal. 20 grudnia 1981 r. do jego mieszkania wkroczyli funkcjonariusze milicji. Zarekwirowali m.in. starsze numery „Serwisu", także te z datami 13 i 15 grudnia, oraz najnowszy, w wersji rękopiśmiennej, z datą 21 grudnia. Kowalski został aresztowany wraz z Andrzejem Szczepańskim i Wojciechem Jęd-ruchem, którzy z nim wówczas przebywali. Ten ostatni został zwolniony z aresztu po 48 godzinach, a Kowalski i Szczepański zostali postawieni w stan oskarżenia. Za naukowcami wstawiły się władze Politechniki oraz Wydziału Elektroniki, a nawet organizacji partyjnej. Ostatecznie Kowalski został skazany na karę pozbawienia wolności na okres jednego roku i sześciu miesięcy, a Szczepański - na karę jednego roku. Na warunkowe zwolnienie przyszło Kowalskiemu czekać aż do 23 grudnia (jego kolega został wypuszczony z więzienia 30 września). Pobyt w więzieniu okazał się dla Kowalskiego trudnym doświadczeniem. Dały o sobie znać jego problemy zdrowotne. Doznał wówczas częściowego paraliżu głowy. Gdy współwięźniowie zastanawiali się nad podejmowaniem różnorakich form protestu, m.in. strajków głodowych, Kowalski sprzeciwił się temu, tłumacząc, że czas ten należy poświęcić przede wszystkim na pracę wewnętrzną i refleksję. Po wyjściu na wolność powrócił do pracy na Politechnice, niestety, tylko na stanowisku specjalisty w Instytucie Informatyki, a więc bez możliwości prowadzenia zajęć ze studentami. FOT. ZE ZBIORÓW MAGDALENY CZACHOR. Nie przerwał jednak działalności opozycyjnej i podjął współpracę z Solidarnością Walczącą. Gdy w grudniu 1984 r. aresztowano Andrzeja Gwiazdę, Kowalski wspólnie z kilkoma osobami zainicjował i prowadził w bazylice Mariackiej codzienne modlitwy w intencji uwolnienia więźniów politycznych. Po wyjściu Gwiazdy na wolność modlitwy te były kontynuowane raz w tygodniu. 20 lutego 1985 r. został ponownie zatrzymany i osadzony w gdańskim Areszcie Śledczym, co również spotkało się z interwencjami ze strony środowiska akademickiego PG. Proces rozpoczął się w czerwcu przed Sądem Rejonowym w Gdańsku i był obszernie relacjonowany na łamach „Solidarności Walczącej. Pisma Organizacji Solidarność Walcząca Oddział Trójmiasto". Skazano go na karę roku w zawieszeniu na trzy lata i 11 lipca tego roku wyszedł na wolność. Prokuratura Rejonowa zaskarżyła tę decyzję, domagając się zasądzenia czterech lat więzienia. Kowalski liczył się z powtórnym aresztowaniem, dlatego zawsze miał przy sobie szczoteczkę do zębów, modlitewnik i kilka paczek papierosów, które w więzieniu stanowiły twardą walutę. Ostatecznie został objęty amnestią z 17 lipca 1986 r. Niestety, stan jego zdrowia nieustannie się pogarszał - choroba nadciśnie-niowa niebezpiecznie dawała o sobie znać. Ten skromny informatyk o znaczącym dorobku naukowym cenił sobie metodyczną, konsekwentną pracę na rzecz jasno wyznaczonego celu. Celem tym była wolność ojczyzny. Wolnej Polski jednak nie doczekał. 19 stycznia doznał wylewu krwi do mózgu, a następnego dnia zmarł. Jego pogrzeb na Cmentarzu Łostowickim w Gdańsku przerodził się w wielką manifestację patriotyczną. Uczestniczyli w nim przedstawiciele Politechniki i mocno już wówczas skłóconej opozycji. 0 Stanisławie Kowalskim nie zapomniano. W roku 2000 jego imieniem nazwano Audytorium nrl na Wydziale Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki PG. Decyzją Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego został też pośmiertnie odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 nego Dowództwa Sił Powietrznych. Od 1951 r. był szefem Departamentu Lotnictwa Federalnego Ministerstwa Transportu. Warto przyjrzeć się nieco rodzinnej firmy Chemie Griinen-thal. Przedsiębiorstwo prowadzili dwaj bracia Wirtz: Hermann i Alfred. Bracia Wirtz nie byli nowicjuszami: stali na czele rodzinnej firmy wytwarzającej kosmetyki od 1939 r. Obaj należeli do NSDAP, zatrudniali robotników przymusowych, korzystając z programu aryzacji przejęli dwie firmy należące do niemieckich Żydów. Chemie Grunenthal bracia naziści utworzyli w 1946 r., chcąc wejść na gwałtownie rozwijający się rynek farmaceutyczny. Bez kary W Chemie Grunenthal zatrudnienie znalazł Martin Staemmler, jeden z gorących orędowników niemieckiego programu „higieny rasowej". W okupowanej Polsce współpracował z SS w dziedzinie „polityki ludnościowej", czyli przy wyniszczaniu narodu polskiego. W Chemie Grunenthal czuwał nad pionem patologicznym. Obok Staemmlera pracował Hans Berger-Prinz, bliski współpracownik osobistego lekarza Hitlera. Bracia Wirtz zatrudnili też dr. Emsta-Giinthera Schencka. Jako inspektor żywienia SS opracowaną przez siebie „kiełbasę białkową" testował na 370 więźniach obozów koncentracyjnych. Wielu z nich nie przeżyło. I jeszcze Heinz Baumkótter, haupt-sturm-fiihrer SS, naczelny lekarz obozów koncentracyjnych w Maut-hausen, Natzweiler-Struthof i Sachsenhausen. Wraz z Schenckiem w 1956 r. wrócił ze Związku Sowieckiego i znalazł pracę u rodziny Wir-tzów w Chemie Grunenthal. Przewodniczącym komitetu doradczego Grunenthala i członkiem zarządu firmy był znany nam już Otto Ambros. Takie oto grono lekarzy i nau-kowców pracowało w Chemie Grunenthal, gdy firma wypuściła na rynek Con-tergan - innowacyjny lek przeciwko nudnościom, nasenny i przeciwbólowy, który mógł być - jak twierdził - „...podawany z całkowitym bezpieczeństwem kobietom w ciąży i matkom karmiącym bez negatywnego wpływu na matkę i dziecko". Kierownikiem programu rozwoju leku Wirtz już w 1946 r. uczynił chemika Heinricha Miicktera, a to ze względu na jego doświadczenie w badaniach i produkcji szczepionki przeciwtyfusowej dla nazistowskich Niemiec. Miickter pracował w okupowanej Polsce, w krakowskim oddziale Instytutu Badań nad Tyfusem Plamistym i Wirusami, potem w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie eksperymentował na więźniach. ©® PULS Tudno się dziwić, że powszechne wśród Polaków było oczekiwanie sprawiedliwości. A istotnym elementem sprawiedliwości jest kara dla sprawców, zwłaszcza że ich przewiny były z niczym w dziejach ludzkości nieporównywalne. Tymczasem... W służbie Niemiec III Rzesza była w stanie toczyć brutalną wojnę ludobójczą, która kosztowała życie 50 milionów ludzi, nie tylko dzięki poświęceniu żołnierzy Wehrmachtu, lecz także dzięki wytężonej pracy inżynierów, urzędników i techników, specjalistów od Wehrwirtschaft (gospodarki wojennej). Niemieccy technokraci stali się po zakończeniu działań pożądani zarówno przez Amerykanów, jak i Sowietów. Lecz najbardziej kwalifikacje funkcjonariuszy byłej III Rzeszy doceniał Konrad Adenauer, pierwszy kanclerz Niemieckiej Republiki Federalnej (1949-1963), uznany za jednego z ojców założycieli Wspólnot Europejskich. Adenauer konsekwentnie dążył do objęcia niemieckich zbrodniarzy wojennych pełną amnestią. Sekretarzem stanu i szarą eminencją u kanclerza był Hans Globke, współtwórca osławionych norymberskich „ustaw rasowych" - podstawy do prześladowań, a potem Holokaustu Żydów europejskich. W1959 r. Reinhard Strecker przygotował wystawę pokazującą nazistowską przeszłość sędziów RFN: „Adenauer nie był nazistą, ale po 1945 roku otoczył się nazistami. Wychodził im naprzeciw, za wszelką cenę nie chciał dopuścić do procesów hitlerowskich zbrodniarzy przed niemieckimi sądami". Większość ludobójców skazanych w przeprowadzonych przez aliantów trzynastu procesach norymberskich wyszła na wolność do połowy lat 50. „Po przejęciu przez Niemców osądów zbrodni popełnianych w okresie istnienia III Rzeszy nastąpiła gorączka ułaskawień tych, którzy zostali skazani na karę więzienia lub śmierci" - podkreślał prof. Witold Kulesza. W1962 r. stanowisko prokuratora generalnego RFN objął Wolfgang Frankel. W okresie DI Rzeszy skazał na śmierć co najmniej 30 osób. Dopiero po ujawnieniu zbrodniczej przeszłości Frankel został poproszony o rezygnację z zajmowanego stanowiska. Doktor Carl-Anton Schafer członkiem NSDAP został w1934 r. Do września 1939 r. był dyrektorem Bank von Danzig, następnie organizował Reichkreditkasse w Łodzi leżącej we wcielonym do Rzeszy Kraju Warty. W1940 r. został komisarzem Banąue de France - instytucji, przy pomocy której Niemcy przeprowadzali wyzysk fiskalny i handlowy oku- Powojenne Niemcy zbudowali ludzie reżimu Hitlera Żadne państwo nie ucierpiałow wyniku wojny tak jak Polska. Pierwszy powojenny spis ludności wykazał, że ubyło nam w stosunku do 1939 r. ponad 11 min osób. Tomasz Panfil Mercedes - symbol niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego powanej Francji. W1945 r. minister finansów wyzwolonej Francji oszacował, że Niemcy wyprowadziły łącznie 900 miliardów franków, czyli 45 miliardów reichsmarek, co można przeliczyć na 450 miliardów euro. Dr Schafer francuskie więzienie opuścił w 1948 r., a trybunał niemiecki uznał go wyłącznie za „sympatyka" nazizmu. W listopadzie 1953 r. Schafer został ministrem finansowi ministrem sprawiedliwości w rządzie kraju związkowego Szlezwik-Holsztynu. Z funkcji ministra sprawiedliwości zrezygnował w październiku 1954 r., zatrzymując tekę ministra finansów. . Od paź- dziernika 1957 r. do października 1958 r. Schafer był także wicepremierem. W listopadzie 1961 r., skończywszy 70 lat, Schafer opuścił rząd krajowy i przeszedł na emeryturę. Interes najważniejszy Rudolf August Oetker był ochotniczym członkiem SS, odbywał staż w KL Dachau. Wraz z ojczymem Richardem Kase-lowskym rozwinął rodzinną firmę, m.in. dzięki przejmowaniu przedsiębiorstw wywłaszczanych niemieckich Żydów. Fortunę zbił na dostawach produktów żywnościowych dla Wehrmachtu, wykorzystując pracę robotników przymuso- wych. Po wojnie firma „Dr Oetker" była modelowym przykładem niemieckiego „cudu gospodarczego". O swojej przeszłości R.A. Oetker nie chciał rozmawiać nawet z dziećmi. Obraził się na władze miasta Bielefeld, gdy te w 1998 r. usunęły nazwisko Kaselow-sky z nazwy tamtejszej galerii sztuki - notabene finansowanej przez Rudolfa Oetkera przez 30 lat. R. Oetker prezesem firmy był do 1981 r., funkcję doradcy sprawował do śmierci w 2007 r. Carl Wurster, pracownik IG Farben, który w 1939 r. przejmował na rzecz syndykatu polskie zakłady chemiczne, w 1941 r. jako Wehrwirtschaftsfiihrer (lider gospodarki wojennej) został członkiem Rady Gospodarki Wojskowej Izby Gospodarczej Rzeszy, a w 1943 r. odznaczony Krzyżem Zasługi Wojennej I klasy. Od 1952 r. był szefem firmy BAŚF, potem członkiem zarządu Deutsche Bank. Fritz ter Meer, pracownik Bayer AG, który planował budowę fabryki IG Farben w Mo-nowicach, budował fabrykę Buna Werke w Auschwitz, skazany w Norymberdze za ludobójstwo, po odsiedzeniu wyroku wrócił w 1956 r. na stanowisko szefa Bayer AG, na którym pozostawał do 1964 r. Pracował również w zarządach innych firm, m.in. Commerz-banku i Bundesverband Deut-scherBanken. Otto Ambros z Bayer AG pracował nad gazami bojowymi, kierował fabryką w Monowi-cach (Auschwitz III). Do kolegów napisał, że „nasza nowa przyjaźń z SS jest bardzo owocna". Skazany w Norymberdze za zbrodnie przeciwko ludzkości szybko opuścił więzienie i został doradcą kanclerza Konrada Adenauera. Z wiedzy i umiejętności, które Ambros zdobył, służąc niemieckiemu przemysłowi śmierci, korzystali również Amerykanie, zatrudniając skazanego w Norymberdze zbrodniarza w firmie Dow Chemicals oraz jako eksperta w US Chemical Corps. Bracia naziści Reimannowie, ojciec i syn, byli gorącymi zwolennikami Hitlera. Albert junior w 1937 r. napisał do Himmlera: „Jesteśmy czysto aryjską firmą rodzinną, która ma ponad sto lat. Właściciele są bezwarunkowymi zwolennikami teorii rasowej". W czasie wojny Reimannowie potroili majątek, wykorzystując pracę niewolniczą i przymusową. Albert Reimann stał na czele firmy do 1984 r., honorowany najwyższymi odznaczeniami RFN. Należący do Reimannów holding inwestycyjny JAB ma dzisiaj znaczące udziały w wielu światowych markach, m.in. w Jacobs Douwe Egberts oraz Coty Inc., a majątek rodziny Reimannów szacowany jest na 33 miliardy euro. W1955 r. alianci zgodzili się na reaktywację Lufthansy - niemieckich linii lotniczych. Luft-hansę odbudowywał m.in. Kurt Weigelt, członek NSDAP od 1937 r., który planował dla reżimu hitlerowskiego nową politykę kolonialną, był też zastępcą szefa Rady Nadzorczej w Lufthansie. Po II wojnie uznany za zbrodniarza wojennego, od 1952 r. w Deutsche Banku, potem przewodniczący Rady Nadzorczej Deutsche Luft-hansa AG. Obok niego nad odbudową Lufthansy pracował Kurt Knipfer, protegowany Hermanna Góringa, dyrektor w Ministerstwie Lotnictwa Rzeszy i członek Naczel- 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Arkadiusz Rogowski: Był pan jednym z głównych architektów akcesji Polski do Unii Europejskiej, co nastąpiło l maja 2004 roku. Czy ta obecna Unia różni się od tej, do której wstępowaliśmy 19 lat temu, czy może jest to nadal ta sama wspólnota? Jacek Saryusz-Wolski: Unia jest dziś radykalnie inna. W tym sensie, że w międzyczasie bardzo wiele się wydarzyło. Zarówno w sensie tego, jak wyglądają mechanizmy decyzyjne, jak i tego, kto dzierży władzę. Unia, do której wchodziliśmy, była Unią równych państw, a dzisiaj jest w dużym stopniu zdominowana przez tandem francusko-niemiecki. W międzyczasie nastąpiły procesy zawłaszczania kompetencji przez tzw. Brukselę, polegające na tym, że uzurpuje sobie ona prawo do działania w obszarach, w których formalnie, traktatowo nie ma kompetencji. Jest to zatem Unia bardzo zmieniona, scentralizowana w dużo większym stopniu, oligarchiczna. Rola wielkich krajów jest bardzo mocno zaakcentowana, a ponadto stosuje się instrumenty prawnej i instytucjonalnej przemocy, w tym szantażu finansowego. Jest to Unia, która się w jakimś sensie wyrodziła, która się bardzo zasadniczo zmieniła od czasu naszej akcesji. Mówi pan o zawłaszczaniu kompetencji przez Brukselę... Obowiązujący od grudnia 2009 roku traktat lizboński był wtedy krytykowany, ale jako jedną z jego zalet wymieniano to, że jasno i precyzyjnie wymienia tzw. kompetencje wyłączne Unii Europejskiej, kom-petenge dzielone oraz kompetencje wspierające państwa członkowskie. Czy wtakim razie ten podział nie obowiązuje? Formalnie obowiązuje, ale de facto jest gwałcony, wten sposób, że kompetencje nieprzy-należne Unii są przejmowane, zawłaszczane. W literaturze przedmiotu jestto określane jako „competence creep", czyli pełzające zawłaszczanie kompetencji. Tak naprawdę Unia wykonuje dziś działania w obszarach, do których nie ma prawa, siłą faktów dokonanych i czegoś, co nazywamy przemocą prawno-instytucjonalną i polityczną. Zasada przyznania znajduje się w art. 5 traktatu [„Unia działa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych jej przez Państwa Członkowskie w Traktatach" - red.]. Czy to zawłaszczanie kompetencji zawsze się Brukseli udaje? Udaje się w większości przypadków, bo opór w tej materii jest słaby, a przemoc duża. Wymuszanie następuje poprzez instrumenty szantażu, np. jeśli się nie zgodzisz, to cię pozbawię funduszy. To jest najnow- „TO JUŻ NIE TA SAMA UNIA, DO KTÓREJ WCHODZILIŚMY" 1 maja br. przypada 19. rocznica wejścia Polski do Unii Europejskiej. W referendum akcesyjnym za członkostwem opowiedziało się 77,5 proc. głosujących. Od tamtego czasu Unia rozszerzyła się geograficznie, zmieniła traktat i przyjęła tysiące przepisów wpływających na nasze codzienne życie, o czym rozmawiamy z europosłem Jackiem Saryusz-Wolskim Arkadiusz Rogowski, redaktor naczelny „Nowin Jacek Saryusz-Wolski zasiada w Parlamencie Europejskim od 2004 roku szy przykład wymuszania posłuszeństwa w obszarze sądownictwa, w którym Unia kompetencji traktatowych nie ma. Kolejny, świeży przykład to lasy... To jest jeszcze zamiar, a nie fakt, ale taki plan już istnieje. W ramach zmian traktatowych, które są projektowane (uczestniczę w zespole sześciu sprawozdawców raportu na temat zmiany traktatów), 10 obszarów ma zostać przesuniętych z obszaru kompetencji państw członkowskich do obszaru kompetencji dzielonych - taki jest zamiar. Chodzi nie tylko o lasy, ale również obszary bardzo czułe i wrażliwe, takie jak polityka zagraniczna, bezpieczeństwo, obrona czy granice. Ale żeby tak się stało, muszą się na to zgodzić wszystkie państwa tworzące Unię. Tak. W pana głosie brzmi nadzieja, że znajdzie się ktoś sprawiedliwy, kto to zablokuje. Ale chcę przypomnieć, że na daleko idącą centralizację i przesunięcie kompetencji na rzecz Unii, najpierw w traktacie konstytucyjnym [odrzuconym w referendach przez Holendrów i Francuzów -red.], a potem w wersji okrojonej w traktacie lizbońskim, zgodziła się nawet bardzo oporna Wielka Brytania. Te wszystkie instrumenty nacisku i przemocy instytucjonalnej działają, a to że formalnie jest wymóg jednomyślności, czyli istnieje prawo weta, wcale nie oznacza, że ktoś z niego skorzysta. Bo państwa członkowskie pod tą przemocą się uginają. Jeśli spojrzymy na wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych w krajach Unii Europejskiej, to zarówno we Włoszech, Szwecji, Czechach, jak i w Finlandii wygrały ugrupowania prawicowe. Przewiduje się, że również w Hiszpanii prawica wkrótce wygra z lewicą. Czy to nie jest szansa właśnie na to, że te lewicowo-liberalne plany federalizacji Unii zostaną całkowicie lub choćby częściowo zastopowane? To jest szansa, ma pan rację, natomiast ciągle nie osiąga to jeszcze wystarczającego ciężaru gatunkowego, który by to gwarantował. Scena może się przesuwać w prawo, w kierunku krajów, które są skłonne bronić kompetencji państw członkowskich i przeciwstawiać się uzurpacji kompetencji przez Brukselę. Natomiast w Szwecji ta partia nie jest w rządzie, tylko popiera rząd z poziomu parlamentu, a w Finlandii nowy rząd się jeszcze nie ukształtował. W Hiszpanii, jeśli potwierdzą się oczekiwania, partia Vox będzie słabszym członkiem koali- cji rządowej. Ten cały proces postępuje, ale dużo wolniej niż się wydawało. Przypomnę, że podobne nadzieje były już przed ostatnimi wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku. A widzi pan jakieś kolejne państwa, w których władzę może przejąć prawica skłaniająca się ku Europie Ojczyzn, a nie federalizacji Unii? Na razie to piątka krajów: Polska, Czechy, Włochy, Szwecja i Finlandia (z zastrzeżeniami, o których mówiłem), i być może Hiszpania (nie licząc Węgier). Nadal jest to mniejszość względem tej dominującej większości, gdzie rządzą siły centrolewicowe, która się przychyla do centralizacji, do modelu Unii jako superpaństwa, a nie wspólnoty państw narodowych. Jak na razie jednak Unia fede-raqą nie jest. Media w Polsce, a zwłaszcza te z zagranicznym kapitałem, przekonują Polaków, że decyzje w Brukseli zapadają przy jednym, wspólnym stole w ramach kompromisu, przy czym, żeby brać wtym udział, trzeba być w Brukseli lubianym. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie, oglądając niektóre serwisy. Jak to wygląda w rzeczywistości? Zupełnie inaczej. Jak w piosence Młynarskiego o dwóch koniach. Bardzo często państwa zachowują się w sposób, w który by nie chciały się zachować, ale robią to, bo są do tego przymuszane. Jeżeli się nie zgodzisz, utrudnimy ci życie w innych obszarach, a okazji jest mnóstwo, albo nie dostaniesz pieniędzy. Tak było w kwestiach wieloletniej perspektywy budżetowej, polityki klimatycznej i celów redukcji emisji C02 do zera do 2050 roku i do 55 proc. do 2030 roku [tzw. pakiet Fit For 55 - red.], podatków, imigracji. Przykładów jest mnóstwo. Czy poza Polską są dziś w Unii inne kraje w ten sposób szantażowane? Tak, Węgry, ale i Włochy, o czym mało się mówi. Włochom też są wstrzymywane fundusze. I coś takiego działa również na tych, wobec których nie zostało to jeszcze, ale mogłoby być zastosowane. Chodzi o uległość uprzedzającą szantaż. To silny mechanizm. Trudno też nie dostrzec, że w Brukseli przyjmowane bywają niekorzystne dla polskiej gospodarki akty prawne. To jakiś paradoks, że nad Wisłą dużo więcej mówiło się o słynnym rozporządzeniu RODO, niż o tzw. pakiecie mobilności, który mocno uderzył w rosnący w siłę polski transport. Tak, ale dzisiaj dzieją się rzeczy jeszcze gorsze. Mam tu na my- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 PULS • 9 śli ostatnie decyzje o rozszerzeniu ETS-u, czyli Unijnego Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji C02 na budownictwo oraz transport drogowy, lotniczy i morski. To są rzeczy o kolosalnym znaczeniu dla wzrostu gospodarczego kraju, konkurencyjności, dla poziomu życia jednostek. Te rzeczy dzieją się na naszych oczach. W praktyce oznaczać to będzie dużo wyższe ceny... To w ogóle oznacza przetasowanie wśród krajów członkowskich na te, które na tym zyskają i te, które na tym stracą. Na tych, którzy staną się bardziej konkurencyjni i na tych, którzy mniej; na tych, którzy się wzbogacą i na tych, którzy zubożeją. A te niezwykle ważne decyzje podejmowane są tzw. kwalifikowaną większością głosów... Jest to kolejny przykład na naciąganie traktatów. Te decyzje zmieniają de facto rozstrzygnięcia wg tzw. miksu energetycznego. W traktacie jest za-warowane, że wybór źródeł energii jest wyłączną kompetencją państw członkowskich. A zatem decyzje powinny zapadać jednomyślnie. Natomiast kwalifikując to, z obejściem traktatu, jako politykę środowiskową, a nie energetyczną (art. 194 i 192 Traktatu 0 Funkcjonowaniu UE) obchodzi się zasadę jednomyślności 1 metodą większościową narzuca się coś, co nie powinno być narzucane. A od 2014 roku ta metoda większościowa nie polega już na systemie nicejskim, który obowiązywał, gdy wchodziliśmy do Unii, lecz na tzw. podwójnej większości, zawartej w traktacie lizbońskim. W tym nowym systemie pozycja państw, które weszły do wspólnoty w XXI wieku, jest już duża słabsza. System podwójnej większości jest mierzony ludnością i ilością państw. A jeśli chodzi 0 mniejszość blokującą, to ona radykalnie się zmieniła na niekorzyść tych średnich, mniejszych i uboższych państw, 1 pogłębiła od kiedy z Unii wyszła Wielka Brytania, ponieważ straciły one sojusznika i wszystkie istniejące dotąd równowagi odeszły w siną dal. Już po rozszerzeniu Unii o 10 nowych państw w 2004 roku, przyjęto słynną dyrektywę usługową, której przepisy utrudniają polskim firmom i pracownikom działalność w zachodnich państwach Unii. Dlaczego tak się stało, skoro celem UE jest stworzenie wspólnego rynku i swobody przepływu towarów, osób, kapitału i usług? Tak naprawdę w Unii panuje zasada silniejszego, działa darwinowska walka większych ze PODZIAŁ KOMPETENCJI (Wg. Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej) KOMPETENCJE WYŁĄCZNE UE: • unia celna • ustanawianie reguł konkurencji niezbędnych do funkcjonowania rynku wewnętrznego • polityka pieniężna dla krajów strefy euro • zachowanie morskich zasobów biologicznych w ramach wspólnej polityki rybołówstwa • wspólna polityka handlowa KOMPETENCJE DZIELONE: • rynek wewnętrzny; • polityka społeczna (określone aspekty) • polityka regionalna • rolnictwo i rybołówstwo • środowisko • ochrona konsumentów • transport • sieci transeuropejskie • energia • przestrzeń wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości • zdrowia publiczne (określone aspekty) • badania, rozwój technologiczny i przestrzeń kosmiczna • współpraca na rzecz rozwoju i pomoc humanitarna KOMPETENCJE WSPIERAJĄCE: • ochrona i poprawa zdrowia ludzkiego • przemysł • kultura • turystyka • edukacja, kształcenie zawodowe, młodzież i sport • ochrona ludności • współpraca administracyjna słabszymi, i tak wzrastają korzyści gospodarcze tych silniejszych kosztem słabszych. Zasady zasadami, one są wypisane na sztandarach (a także w traktatach), natomiast obrona zachodnich rynków przed konkurencją, czyli siłą roboczą i usługodawcami z tzw. nowych państw członkowskich, w tym Polski, dzieje się za pomocą nacisków i przemocy instytucjonalnej. Tak naprawdę poważnie zredukowano zasadę swobody przepływu usług, w tym transportowych, pod pozorem dbania 0 prawa pracownika, do czego dobudowano ideologię. Silniejsi chronią de facto swój rynek przed konkurencją ze strony słabszych. Kolejny tego przykład to sprawa nowosądeckiego producenta okien Fakro, który rzucił wyzwanie duńskiemu Veluxowi na unijnym rynku. Zdaniem Fakro, firma Velux stosowała metody niezgodne z unijnym prawem konkurencji, a tymczasem Komisja Europejska, która ma przecież przeciwdziałać monopolom, nie zechciała nawet przesłuchać byłych pracowników Ve-luxa, którzy gotowi byli zeznać w sprawie łamania prawa przez tę duńską firmę. Odpowiedź brzmi: komisarzem ds. konkurencji była i jest Dunka Margrethe Vestager. Są równi i równiejsi. Komisja Europejska, wbrew interesom 1 prawu unijnemu, była przychylna interesom Gazpromu. Pomimo udowodnionego zawyżania cen i szerzenia praktyk monopolistycznych, nie zastosowano sankcji, bo takie były interesy niemieckie. To były rozstrzygnięcia polityczne. Tak jak Komisja Europejska użyła swoich możliwości do zatrzymania South Stream (rosyjski gazociąg biegnący przez Bułgarię), ale już nie użyła ich do tego, by zatrzymać Nord Stream, bo przeciwni byli potężni i wpływowi. Takich przykładów jest więcej. Ostatnio w Polsce można usłyszeć, że skoro komisarzem ds. rolnictwa jest Polak, to nie powinno być żadnych problemów z korzystnymi decyzjami Komisji Europejskiej w sprawie zboża z Ukrainy. Po pierwsze jest to kompetencja komisarza ds. handlu, którym jest Łotysz Valdis Dom-brovskis, a nie komisarza ds. rolnictwa. Po drugie, formalnie rzecz biorąc, Komisja działa na zasadzie kolegium, przy czym swoją wolę narzuca przewodnicząca. Ustanowiono też nieprzewidziane w traktacie funkcje pierwszego wiceprzewodniczącego, wiceprzewodniczących wykonawczych i wiceprzewodniczących czysto tytularnych. Jedni komisarze mają aż 4 czy 5 tek, jak francuski komisarz Thierry Breton, a inni mają portfolio śmieszne i puste, takie jaknp. komisarz ds. stylu życia. Nastąpiło więc zdeformowanie zasady kolegialności i równości w ramach samej Komisji Europejskiej. Pomimo tych kwestii, o których rozmawiamy, jako Polacy jesteśmy społeczeństwem prounijnym... Gorzej, jesteśmy naiwnie pro-unijni. Co to znaczy? Naiwnie dlatego, że wierzymy w to, co deklarowane, a nie do końca wiemy, jak naprawdę jest. Bo to, co jest zapisane i deklarowane, to jedno, a to, jak w praktyce działa Unia, to drugie. Unia nie działa według traktatów, lecz odbiega od nich, gwałci je. A jeszcze innych ściga za brak tzw. praworządności. Wydaje mi się, że jesteśmy prounijni głównie ze względu na fundusze strukturalne. Udało się wmówić Polakom, że jest to jakaś forma jałmużny ze strony bogatszych państw. A przecież te pieniądze są rekompensatą za otwarcie naszych rynków dla zachodnich firm. I co ważne, zyski osiągane u nas przez sektor prywatny z Zachodu są wyższe od tego, co Polska otrzymuje w ramach przepływów z Brukseli. Tak. Po pierwsze bardzo trudno jest wytłumaczyć, że te fundusze to element kontraktu i należą się nam w zamian za otwarcie rynku. A przez lata wmawiano, że to solidarność i dobroczynność. Poza tym nieprawdziwe jest też poczucie, że te fundusze znaczą więcej niż znaczą naprawdę. To raptem około 2 proc. PKB, a w drugą stronę, do bardziej rozwiniętej części Unii w formie transferów zysków kapitałowych płynie 4 proc., czyli dwa razy więcej. A więc jeśli policzy się wszystkie transfery, to nie jest to +2 proc., ale -2 proc. Świadomość rozmija się zatem z rzeczywistością, a za tym stoi przekonanie, że wszystko, co z Zachodu jest dobre, i że stoją za tym dobre intencje. Tymczasem każdy wyrywa z postawu czerwonego sukna, jak u Sienkiewicza, walczy o swoje brutalnymi metodami. Nie jest to na pewno żadna sielankowa wspólnota. A czy te ostatnie działania Brukseli, o których słyszymy, takie jak pakiet klimatyczny, rozszerzenie ETS na kolejne obszary czy też zakaz sprzedaży aut spalinowych od 2035 roku, nie spowodują zmiany nastawienia Polaków, i nie tylko Polaków, do Unii Europejskiej? Uczenie się eurorealizmu to jest proces bardzo powolny. Rzecz polega na zasadniczej wadzie konstrukcji europejskiej - jest to konstrukcja mało demokratyczna. W kraju, który zasadniczo się sprzeciwi woli obywateli, prędzej czy później nastąpi zmiana rządu. W Unii, która robi co innego niż chcieliby jej obywatele, nie można zmienić rządzącej większości. To są nadal ludowcy i socjaliści, w różnych konfiguracjach, wspierani przez liberałów. Ta większość jest niezmienialna, dlatego te elity brukselskie nie czują presji i woli suwerena. Unijna demokracja jest po prostu ułomna. Brzmi to pesymistycznie. Dlatego albo zmieni się praktyka i ewentualnie traktat, albo będzie nadal tak samo. Ja proponuję w pracach Parlamentu Europejskiego nad nowym traktatem, ażeby przywrócić i stosować zasadę subsydiar-ności, a więc chronić interesy państw członkowskich; żeby powołać izbę subsydiarności w TSUE złożoną z prezesów Trybunałów Konstytucyjnych, aby 50 proc. parlamentów narodowych miało prawo „czerwonej kartki", czyli zatrzymania legislacji, która narusza kompetencje czy wolę polityczną większości krajów UE. Natomiast propozycje centrali-zacyjne idą dokładnie w drugą stronę, czyli obalenia prawa weta wszędzie tam, gdzie jeszcze ono pozostało. To także propozycja przeniesienia 10 wielkich i ważnych obszarów z poziomu kompetencji państw na poziom kompetencji dzielonych, scentralizowania ośrodka władzy i wprowa- dzenia możliwości sankcjonowania i karania, w tym finansowego, państw członkowskich. To, co dzisiaj robi się z naruszeniem traktatu i tylko w jakimś zakresie, ma stać się regułą, a kraje członkowskie mają być zredukowane do roli landów. Patrząc jednak na to, co dzieje się od chwili wybuchu wojny na Ukrainie, jak aktywnie działa NATO, można się chyba spodziewać, że Unia zrezygnuje z planów tworzenia własnej armii Nie! Te wszystkie fakty mówią 0 tym, że została obnażona impotencja unijna w sprawach bezpieczeństwa, natomiast plany zmian traktatowych idą w kierunku przejęcia przez Unię kompetencji dotyczących ochrony granic, bezpieczeństwa czy wydatków zbrojeniowych. Dążenia, ambicje i plany tego, by Unia zastąpiła NATO, ciągle są żywe! Są potężni gracze, tacy jak prezydent Francji Emmanuel Macron, którzy mówią o autonomii strategicznej Unii (takich sformułowań w dokumentach unijnych jest masa). To nic innego jak polityczny plan wypchnięcia Stanów Zjednoczonych z Europy 1 stworzeniu superpaństwa zdominowanego przez Niemcy i Francję, które byłyby w sojuszu z Rosją i z Chinami. A więc w tle tej koncepcji jest rewolucja geopolityczna. Potwierdzają to wizyta Macrona w Pekinie oraz polityka Niemiec. Amerykanie na pewno to widzą i rozumieją, a efektem tego jest zarówno wzmacnianie so-juszuzPolską,jakiinten-sywne wspieranie Ukrainy. Trudno tu zresztą o jakąś alternatywę. To prawda. Ale nie do końca. Brak dostaw rakiet i myśliwców, których potrzebuje Ukraina by wygrać, stawia znaki zapytania. ©® JACEK SARYUSZ-WOLSKI z wykształcenia europe-ista i ekonomista. Pierwszy pełnomocnik rządu do spraw integracji europejskiej i pomocy zagranicznej, sekretarz Komitetu Integracji Europejskiej, negocjator polskiego członkostwa w Unii Europejskiej, od 2004 eurodeputowany. W latach 2004-2007 wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, w latach 2007-2009 przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych PE. Wieloletni nauczyciel akademicki, założyciel Kolegium Europejskiego w Warszawie-Natolinie. m nill O Głos Dziennik Pomorza IU W rULo Piątek, 28.04.2023 25 kwietnia minęło 20 lat od ukończenia projektu odczytania po raz pierwszy ludzkiego genomu. Cototakna-prawdę znaczy dla nauki, dla medycyny? Niewątpliwie jest to wielkie osiągnięcie. Oznacza poznanie, choć nie do końca zrozumienie, podstaw ludzkiego organizmu. Z jednej strony, była to i rewolucja, i rewelacja, ale z drugiej strony - bo i takie głosy są - nie do końca spełniły się oczekiwania, jakie 20 lat temu wiązano z tym odkryciem. Ale przyniosło ono korzyści dla medycyny. Jakie? Korzyści poznania genomu trzeba omawiać razem z innym zdarzeniem, które równolegle miało miejsce. A mianowicie, z rozwojem technologii, która pozwoliła ten genom sekwen-cjonować nie tylko w ramach tego wielkiego projektu, o którym pani wspomniała. To był projekt, który trwał ponad dziesięć lat, kosztował miliardy dolarów i rzeczywiście zakończył się powodzeniem, ale równolegle dokonała się rewolucja, która z dnia na dzień ułatwiła sekwenq'onowanie. Dzięki temu nastąpił przełom w diagnostyce, przede wszystkim diagnostyce chorób rzadkich oraz w onkogenetyce -w poznawaniu podłoża nowotworów. To są te dwie dziedziny, gdzie sekwencja genomu razem z metodami, które pozwalają ten genom oceniać u pacjentów, doprowadziły do rewolucji diagnostycznej. W onkologii te możliwości diagnostyczne powoli przekładają się też na postępy w terapii. Nie nazywałbym tego rewolucją, a jeśli już, to pełzającą, bo mozolnie opracowywane są nowe leki, których użycie i działanie zależy od zmian genetycznych. Nie jest więc tak, że, kolokwialnie mówiąc, rozbiliśmy bank i poznając genom, rozwiązaliśmy wszystkie problemy. Jest ich być może więcej, niż myśleliśmy wcześniej. Bez wątpienia jednak do przełomu doszło. Jak rozumieć pojęcie ludzkiego genomu? Jest to pełen zbiór informacji genetycznych zawartych w DNA, które znajdują się w naszych komórkach, steruje powstawaniem organizmu człowieka i determinuje to, kim jesteśmy. Określa on takie cechy jak kolor włosów i oczu, grupę krwi, skłonności do chorób i wiele innych. Są one dziedziczone od rodziców, choć pewne zmiany mogą zachodzić niezależnie od tego, co mają rodzice. Środowisko też ma tu swój wpływ i nie można go lekceważyć. Oddzielnym zagadnieniem jest docenione w ostatnich latach, szczególnie w genetyce medycznej, zjawisko mutacji de novo. To rodzaj mutacji genetycznej, która po- PROF. RAFAŁ PŁOSKI: REWOLUCJĄ BĘDZIE ROZWÓJ METOD LECZENIA NAPRAWIAJĄCYCH GENOM - 20 lat temu po raz pierwszy odczytano ludzki genom. - Przełomem było opracowanie metod modyfikacji genomu. Nie można wykluczyć, że za parę lat będą tabletki, zastrzyk, który się wstrzyknie raz, czy nawet coś wziewnego, co można rozpylić i stosować jako broń, co takie zmiany w genomie będzie wprowadzało. Po cichutku, bez widocznych objawów u człowieka. Kiedyś to było czyste science fiction, a teraz staje się całkiem możliwe - mówi prof. Rafał Płoski, genetyk Anita Czupryn Prof. Rafał Płoski: Sekwencjonowanie genomu czy eksomu powinno mieć miejsce w każdym przypadku przewlekłej choroby u dziecka o niewyjaśnionej przyczynie Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 PULS • 11 jawia się u dziecka, a nie jest dziedziczona po żadnym z rodziców. Poznanie genomu uświadomiło, że takie warianty również istnieją i bywają one istotne, jeśli chodzi na przykład o predyspozycje do pewnych chorób rzadkich. Tu mi pan przypomniał, że ubiegłoroczny Nobel, którego otrzymał Svante Paabo również dotyczył sekwencjonowa-nia pełnego genomu, tyle że neandertalskiego. Okazało się, że mamy w sobie również unikalne geny neandertalskie. Dlaczego to jest tak ważne, że aż zasługiwało na Nagrodę Nobla? Paabo wykazał, że neandertalczycy przekazali współczesnym ludziom trochę swojego DNA. Ten procent bywa różny u różnych osób, w różnych populacjach, ale te geny funkcjonują. Należą do nich np. pewne geny immunologiczne - być może mamy jakiś rodzaj odporności immunologicznej pochodzącej od neandertalczyka. Ale było to przekazanie niejako poziome - niewynikające ze wspólnego pnia, tylko z krzyżowania się osobników, a przynajmniej Paabo tak proponuje. Dokonania Paabo, przede wszystkim techniczne, są niezaprzeczalne, ale szczerze mówiąc, wkład w medycynę współczesną, w porównaniu z większością Nagród Nobla, wydaje mi się umiarkowany. Wróćmy więc do tych korzyści dla medycyny - co się wydarzyło przez ostatnie 20 lat dzięki temu, że doszło do odczytania ludzkiego genomu? Gdyby była możliwość se-kwencjonowania, a nie byłoby genomu referencyjnego, to dalej bylibyśmy w lesie. Mam tu na myśli wersję sekwencji genomu naszego gatunku, która jest uznawana za standard lub wzorzec dla analiz innych osobników tego samego gatunku. Trzeba wiedzieć, czego się spodziewać, co jest prawidłowym wariantem po to, by przy badaniu nieprawidłowej tkanki wychwycić to, co potencjalnie odpowiada za chorobę. Leczenie nowotworów dziś odbywa się za pomocą terapii celowanych. Właśnie dzięki sekwencjonowaniu? Tak, sekwencjonowanie ge-nomulub jego fragmentówjest kluczowe dla terapii celowanej w leczeniu nowotworów. Pozwala ono na identyfikację określonych defektów genetycznych w DNA guza i dobór leków, które są skuteczne w leczeniu pacjentów z danymi mutacjami genetycznymi. Jednakże, nadal jest wiele pracy do zrobienia, aby sekwencjo-nowanie genomu stało się standardowym podejściem w onkologii. Wiele klinik i szpitali onkologicznych sekwen-cjonuje DNA nowotworów, ale to nie jest jeszcze praktyka po- wszechna. Dodatkowo, nie we wszystkich nowotworach wiedza genetyczna jest tak samo równie użyteczna. Wciąż trwająbadania nad lepszym zrozumieniem, jak zaburzenia genetyczne wpływają na wzrost nowotworów i jak najlepiej leczyć pacjentów z określonymi mutacjami. Uważa pan, że sekwencjono-wanie genomu powinno być tak samo standardowym badaniem, jak badania przesiewowe? Do tego dąży medy-cyna? Sekwencjonowanie genomu czyjego dużych części, gdzie można znaleźć najwięcej defektów, np. eksomu, czyli sumy tych części genów, o których najwięcej wiemy, ma swoje miejsce w medycynie. Zgodne jest z wytycznymi międzynarodowych towarzystw, że sekwencjonowanie genomu czy eksomu powinno mieć miejsce w każdym przypadku przewlekłej choroby u dziecka 0 niewyjaśnionej przyczynie, zwłaszcza przy jej wczesnym początku. Jeżeli dziecko choruje i choroba nie mija, mamy poczucie, że nie wiadomo, co się dzieje, to absolutnie powinno być szybko wykonane badanie genomu czy eksomu. Nie ma dyskusji; jest to właściwe zarówno pod względem medycznym jak i ekonomicznym, bo nie tylko przyspiesza diagnozę i leczenie u pacjenta, ale też oszczędza środki w służbie zdrowia. Są środowiska, które postulują, że powinno się sekwencjonować nie tylko chore, ale wszystkie dzieci. W Anglii, w Ameryce pilotaże są w toku. Ale zdania są podzielone. Jakie jest tu pana zdanie? Moim zdaniem, sekwencjonowanie genomu powinno być rozważane w przypadku przewlekłych chorób u dzieci, zwłaszcza gdy choroba jest niewyjaśniona, i wtedy, gdy istnieją wyraźne wskazania kliniczne do tego badania. Sekwencjonowanie genomu może dostarczyć cennych informacji, które mogą pomóc w diagnozie i leczeniu chorób genetycznych, ale należy również pamiętać o potencjalnych ryzykach i kosztach. Ostatecznie decyzja o wykonaniu se-kwencjonowania genomu powinna być podejmowana indywidualnie dla każdego pacjenta, z uwzględnieniem jego historii choroby, objawów 1 cech genetycznych. O to właśnie chciałam zapytać - czy sekwencjonowanie genomu może pomóc w zapobieganiu chorobom i czy można wykorzystywać tę wiedzę w prewencji chorób u osób zdrowych? Jeśli chodzi o geny predysponujące do nowotworów - to zdecydowanie tak. Tu sprawa jest jasna; sąludzie, którzy mają dosyć silną predyspozycję dziedziczną do nowotworów. Broń Boże, nie są to wszyscy, którzy na nowotwór chorują, jest to mniejsza część, może 5-10 procent. Ale są tacy ludzie i dla nich już dziś poznanie tej predyspozycji jest istotne, bo można wcześniej wykryć i usunąć nowotwór. To rzeczywiście przekłada się na pożytek dla pacjenta. Ale tych genów jest kilkanaście albo kilkadziesiąt, a nie 23 tysiące, bo tyle genów ma człowiek, pytanie więc, czy rzeczywiście trzeba sekwencjonować cały genom, aby wydobyć informację o tej predyspozycji. Jeśli chodzi o przewidywanie innych chorób, to niestety w chwili obecnej wciąż jeszcze nie mamy takiej sytuacji, abyśmy mogli w sposób użyteczny i jednoznaczny te ryzyka określać na dużą skalę. Badania trwają cały czas, ale wyniki wciąż jeszcze nie są jednoznaczne. Być może sekwencja genomowa wytworzona dzisiaj może posłużyć do czegoś konkretnego dopiero w przyszłości, za 5 albo 10 lat. Dziś popularność zdobywa epigenetyka - nowa dziedzina nauki, która wskazuje, że dziedziczenie genówniemusi nas determinować, sami możemy zmieniać swój genom i że, ogólnie mówiąc, dzięki odpowiedniemu stylowi życia możemy przedłużać telomery, które znajdują się na zakończeniach chromosomów i w ten sposób przedłużać życie. Jakie jest pana zdanie na temat epigenetyki? Epigenetyka wiąże się z wpływem środowiska; wiadomo, że genom stanowi podstawę tego, czym jesteśmy, ale ta podstawa jest modyfikowana przez środowisko. Wzrost zależy od genów, ale jeśli ktoś będzie mało jadł, to nie urośnie. Cały czas jesteśmy w interakcji ze środowiskiem: czynniki dietetyczne, toksyczne, mikrobiologiczne, bakterie, wirusy, alergeny -wszystko to nas wciąż atakuje, wpływa na nasz organizm i go modyfikuje. Jednym ze sposobów, w którym wpływy środowiska oddziałują na organizm to mechanizmy epigene-tyczne. Polegają one na tym, że nie zmienia się sekwencja genomu, ale jest on modyfikowany. Porównać to można do książki, w której są litery i zdania. Ale możemy pewne zdania podkreślić, a pewne zamazać, wygumkować czy zredagować. Tekst nadal jest na tej stronie, ale może wyglądać zupełnie inaczej, inaczej można go przedstawić. W internetie popularność zdobywają też strony, które oferują zbadanie DNA i można się dowiedzieć, skąd pochodzimy - na przykład, ile mamy w sobie genów z Europy Wschodniej, ile z Bałkanów czy Afryki. Czy wysyłanie swoich próbek DNA, dzielenie się z nieznaną firmą swoją informacją genetyczną jest bezpieczne, czy może być zagrożeniem? Niestety, może być zagrożeniem. Był okres, kiedy tego rodzaju działalność była szeroka i zupełnie nieregulowana. Okazała się niesłychanie pomocna na przykład w kryminalistyce. Mającpróbkę DNA z miejsca przestępstwa, sprytni policjanci z Ameryki posłali taką próbkę do firmy, która ustala pochodzenie, ale też wskazuje potencjalnych krewnych. W ten sposób wpadli na trop mordercy. Ale wymiar sprawiedliwości nie jest nieomylny, więc istnieje ryzyko, że efekty tego mogą być dla kogoś katastrofalne. Osobiście nie jestem entuzjastą wysyłania swojego DNA na prawo i lewo, nie uwzględniając już i takiej możliwości, że takie próbki mogą być traktowane przez firmy w sposób nieetyczny - mogą robić coś, o czym nie informują dawców. Były precedensy, że ludziom płacono za pobieranie od nich próbek DNA, bo ktoś miał w tym interes, ale on wcale nie musiał być zgodny z interesem danego człowieka. Nasze DNA niesie informację o wielu rzeczach, na przykład o zgodności transplantacyjnej. Można sobie wyobrazić scenariusze, gdzie poszukuje się ludzi zgodnych pod względem genów transplantacyjnych po to, by w niekoniecznie legalny sposób pozyskać od nich materiał do przeszczepu. To scenariusze jak z horrorów, ale są one jak najbardziej realne i możliwe. Zatem to nie przypadek, że DNA człowieka ustawowo traktowane jest jako dane osobowe; jest poufną informacją. Wraz z postępem w genetyce pojawiły się kontrowersje związane z etyką badań nad genomem człowieka. Jakie są największe, pana zdaniem, wyzwania etyczne, z którymi naukowcy pracujący wtej dziedzinie muszą się mierzyć? Absolutnie największym wyzwaniem etycznym jest modyfikacja genomu, czyli działanie mające na celu jego zmianę i to zmianę dziedziczną. Nie chodzi więc o zmianę w guzie nowotworowym, na którego działamy, zabijamy guza i możemy powiedzieć, że jego genom też jest niszczony czy zmieniany. Tu nie ma kontrowersji. Ale kontrowersje są wtedy, kiedy mamy zmienić coś, co będzie potem dziedziczone. Ten przykład z rodzicami, którzy chcą mieć dziecko o niebieskich oczach, blond włosach i IQ140 będzie tu adekwatny? Tu chyba każdy rozumie, że to jest bez sensu, ale jeśli chodzi na przykład o choroby - to chciałoby się je usunąć, wyleczyć. Tylko granica jest płynna. Są warianty, które jednoznacz- nie powodują choroby, ale są też warianty, które powodują choroby czasami; jest cała skala siły efektu. Są warianty, które zawsze spowodują ciężką chorobę i w tych przypadkach trzeba je leczyć wszelkimi metodami. Ale są też warianty, które mogą spowodować chorobę w 50 procentach, w 40 czy 30, albo 0,5 procenta. Gdzie postawić granicę, że w tej sytuacji już ingerować nie trzeba? Warianty, które powodują choroby w małym procencie przypadków, często istnieją dlatego, że robią też coś dobrego - na przykład ten akurat wariant pozwala na skuteczną odporność przeciwko jakiemuś wirusowi czy bakterii. Ingerowanie w genom gatunku mogłoby spowodować, że można by zmodyfikować geny całej populacji. Ale wtedy stworzyłaby się populacja o małej zmienności genetycznej, a sama zmienność jest wartością. Z różnych źródeł wiemy, że te populacje, które są homo-genne, nie posiadają różnorodności genetycznej, mają się źle. Jest duże ryzyko chorób genetycznych i podatność na infekcyjne czynniki. Ingerencja w geny może spowodować objawienie się zupełnie nowego gatunku? Oczywiście, jak się tego nauczymy! A to się wydaje coraz łatwiejsze. Przełomem, za co też była Nagroda Nobla, było opracowanie metod modyfikacji genomu, które są łatwe. Nie można wykluczyć, że za parę lat będą tabletki, zastrzyk, który się wstrzyknie raz, czy nawet coś wziewnego, co można rozpylić i stosować jako broń, co takie zmiany w genomie będzie wprowadzało. Po cichutku, bez widocznych objawów u człowieka. Kiedyś to było czyste science fiction, a teraz staje się całkiem możliwe. Czy nauka czeka teraz na przełomowe rozwiązanie na przykład w medycynie, w związku z najnowszymi odkryciami w dziedzinie genetyki? Nad czym się teraz pracuje, co by mogło to przełomowe rozwiązanie przynieść? Na polu genetyki wszyscy czekamy na udoskonalenie se-kwencjonowania. Dziś już se-kwencjonujemy bardzo sprawnie, ale to sekwencjonowanie nie jest doskonałe. Oparte jest na sekwencjonowaniu malutkich fragmentów, które czasem trudno złożyć w całość. Chciałoby się sekwencjonować tak nie tylko fragmenciki, ale całość, bez dzielenia na części. Dziś mamy taki system, że najpierw rozbijamy genom na małe fragmenty, każdy fragment sekwencjonujemy, potem składamy je z powrotem. Brak jest dobrych, tanich i powszechnych metod, które pozwalałyby przeczytać całość. Znów wrócę do przykładu z książką. Wyobraźmy sobie, że genom to książka. Teraz czytamy ją w taki sposób, że najpierw wyrywamy z niej wszystkie kartki, one fruwają na wietrze, mieszają się, po czym każdą kartkę czytamy i dopasowujemy jedną stronę do drugiej, składając w ten sposób książkę. Czasem to się udaje, a czasem nie, bo nie wiadomo, czy dana strona powinna być tu, czy tam. W praktyce stwarza to problemy i często nie potrafimy sobie z tym poradzić. Natomiast ideałem czytania książki jest czytanie strona po stronie. Tego nam brakuje. Nie powiem, że będzie to rewolucja na miarę sekwen-ęjonowania genomu po raz pierwszy, ale w ciągu następnych kilku lat spodziewam się, że to nastąpi. Pacjentom, którzy nie uzyskali diagnozy z dotychczasowych badań genetycznych, a jest taka grupa, metoda takiego pełnego sekwen-ęjonowania genomu na pewno dużo wniesie. W nowotworach z kolei problem jest taki, że z reguły jest on mieszaniną różnych sekwencji, nie ma w nim jednego rodzaju genomu, każda komórka ma inny genom - żeby je wszystkie naraz odpowiednio uchwycić, to też trzeba to sekwencjonowanie inaczej prowadzić. Mówi się tu o sekwencjonowaniu z pojedynczych komórek. Chodzi o to, aby badać genom nie całego guza, tylko genom pojedynczych komórek, aby uchwycić różnorodność, która jest w samym guzie. W onkologii to będzie przełomem i on już się dokonuje. Olbrzymią rewolucją pewnie natomiast będzie rozwój metod leczenia polegających na możliwości naprawy genomów. Istnieją tu zagrożenia, ale mam nadzieję, że zyski i zalety są większe, bo będzie można wyleczyć defekt genetyczny u pacjenta, a być może i u jego rodziców, aby nie przekazywali choroby kolej -nym dzieciom. CV Rafał Płoski Prof. dr hab., genetyk, kierownik Zakładu Genetyki Medycznej Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, specjalista w dziedzinie sekwencjo-nowania następnej generacji dla celów diagnostycznych i badawczych, ekspert kampanii edukacyjnej „Genetyka Ratuje Życie". 12 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątęk, 28.04.2023 Tyle tej wulgarności na ulicy, tyle hejtu w sieci. A teraz jeszcze dołączyli się starożytni. Chce mnie pan sprowokować do inwektywy [śmiech]. Od kilkunastu lat zajmuję się tekstami polemicznymi w starożytności... Znam, znam. Musiałem tłumaczyć fragmenty Cycerona podczas lekcji łaciny w liceum. Bo to najwyższy wykwit ludzkiej kultury. Tak mówiła nasza pani profesor. Oczywiście. Zwłaszcza gdy Cy-cero mówi do Pizona: „gdy byliśmy ostatnio na imprezie, to nie wiem, czy więcej wy chlałeś, wylałeś, czy wyrzygałeś". Niewiele w naszych ponurych czasach ocalało pięknych mitów przeszłości. A pan wypuszcza powietrze z jednej z ostatnich szalup ratunkowych. Kiedy się pan naczyta Zbigniewa Herberta, T.S. Eliota i posłucha wielu profesorów od starożytności, będzie miał pan wspaniałą wizję Grecji i Rzymu. Tyle że będzie to jedynie wizja, a nie rzeczywistość. Jest taki piękny „Żywot cesarza Heliogabala". Czytałem go na studiach ze dwa razy i przez tę wybieloną wizję starożytności zupełnie nie zwróciłem wówczas uwagi na pewien wątek, o którym nie wiem, czy mogę powiedzieć. Idźmy na całość, najwyżej wykropkujemy. No więc Heliogabal miał wielką słabość do mężczyzn z wielkimi członkami. Gdy znalazł na Sycylii takiego chłopaka, sprowadził go natychmiast do Rzymu. Tyle że ten chłopak zupełnie nie mógł stanąć na wysokości zadania przy cesarzu. No więc w ramach samokrytyki uciął sobie tego członka. Ten motyw widocznie tak bardzo nie licował z powagą antyku, bo zupełnie mi wówczas umknął. Herbert często podejmował motyw bieli w anty ku, któremu nadawał symboliczne znaczenie. Tymczasem dziś wiemy, że starożytność wcale nie była biała. Tak samo z językiem? Właśnie tak. Skąd mit o światłej starożytności? Chyba właśnie stąd, żeby trzymać w ryzach naszą rzeczywistość. Kilkanaście lat temu, gdy w naszym sporze politycznym pojawił się „dziadek z Wehrmachtu", większość ludzi była znie-smaczona. Dziś, kiedy Tomasz Lis mówi o Hołowni „Katownia" już tego zniesmaczenia nie zauważam. Od czasu, gdy pojawiły się media społeczno-ściowe, nad którymi nikt nie panuje, powróciła rzeczywistość podobna do tej starożytności. Tam również panowała całkowita wolność słowa -z wyjątkiem mówienia o bogach. Z tym idealizowaniem starożytnych jest trochę tak jak z celibatem, który chciano by przypisywać wszystkim apostołom. Cóż, historia służy nam do tego, aby ją zniekształcać wedle potrzeb. To gra, w którą graja wszyscy bez względu na upodobania. Ale dziś wiemy, że hejt może wyrządzać realne krzywdy. Mój kolega z Cypru zajmował się mową Ajschinesa przeciwko Timarchosowi. Rzecz dzieje się w IV wieku przed Chrystusem. Chodziło o to, że były w A-tenach dwa stronnictwa - jedno chciało współpracować z Macedonią, a drugie - wręcz przeciwnie. Doszło do sprawy sądowej, w której stanęli przeciwko sobie Ajschines i Timarchos - o-baj rzucający na siebie oskarżenia. Ajschines dowodził, że Timarchos nie jest osobą wiarygodną, ponieważ jako młody człowiek trudnił się prostytucją (ówczesne prawo uznaje takie osoby za mniej wiarygodne). Ajschines używa różnych argumentów, aby dowieść swojej racji, ale nie przedstawia żadnych dowodów, a jedynie poszlaki (nadmierna gestykulacja, zdejmowanie wierzchniej szaty podczas przemów itp.). Czyni to jednak na tyle skutecznie, że Timarchos ostatecznie nie wytrzymuje i wiesza się. No więc kiedy mój kolega chciał prowa-dzićzajęcia na ten temat, zaprosił go miejscowy cypryjski biskup (członek rady uczelni) i zapytał, czy na pewno chce psuć młodzież. Tak to już działa, że z czasem mamy tendencję do wybielania tego wszystkiego, co brudne i brzydkie. Gdy spojrzeć na fora internetowe, budzi się w człowieku sentyment za cenzurą. Przez ostatnie 100 lat funkcjonowała w Europie dość silna cenzura - zarówno państwowa, jaki autocenzura- kolegia redakcyjne pilnowały tego, co wypada, a co nie wypada. Owszem, w mediach obrażanie pozostało, ale zwykle dotyczyło tylko konkretnych grup, na przykład Żydów. Media spo-łecznościowe zmieniły wszystko i każdy może dziś znowu obrażać każdego. Tak jak w czasach Renesansu, gdy każdy mógł powiesić obraźliwy paszkwil na rzymskim postumencie Pasąuino. Paradoks polega na tym, że niektóre utwory starożytne dopiero dziś wydajemy w wersji nieocenzurowanej. Dawni tłumacze wręcz wychodzili z siebie, żeby obejść pewne rafy. Na przykład, gdy mowa o seksie oralnym tłumaczka pisze o „odzieraniu ze skóry". Przezabawna jest ta ekwilibrystyka. Pewnych utworów tłumacze jednak unikali, bo jak tu przetłumaczyć epigramat Marcjalisa, który pisze o pewnym człowieku, który złapał chorobę weneryczną na języku, bo upodobał sobie miłość oralną. Marcjalis śmieje się, że ówbyłtakim talentem, że po smaku był w stanie określić płeć dziecka. W ANTYKU HEJTU UCZYLI SIĘ JUŻ W SZKOLE O hejcie w starożytności rozmawiamy z prof. Rafałem Toczko, filologiem klasycznym z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu Adam lVillma Każdy, kto liznął trochę retoryki, wśród ćwiczeń miał pochwałę oraz przyganę - mówi prof. Toczko Metody obrażania były podobne do naszych? „Inwektywa" w świecie starożytnym ma nieco inne znacznie niż w języku polskim. To nie wulgaryzm, ale specyficzny sposób przekonywania, wskazujący słabe strony przeciwnika, ale schematy są podobne od starożytności. Można drwić z pochodzenia, etniczności, wyglądu. Już w Iliadzie mamy Tersytesa, który nie może być częścią naszej elity, bo jest garbaty, chudy, ma ostre rysy itp. Pela-giusza, znanego ascetę, oskarżano z kolei, że był tak gruby, że fałdy tłuszczu odkładały mu się na czole w rogi. Ważnym orężem była cudza seksualność albo grupa zawodowa HISTORIA SŁUŻY NAM DO TEGO, ABYJ4 ZNIEKSZTAŁCAĆ IIEDLE POTRZEB. TO GRA, IVKTÓR4 GRAJA IVSZYSCY BEZ ITZGLĘDU NA UPODOBANIA (nauczyciel, czyściciel, aktor, czarownik). Można było przeciwnika potraktować metaforą medyczną (np. „zaraza") albo zwierzęcą. Nasz Ajschines zarzucał przeciwnikowi, że ten nie dość, że był aktorem, to jeszcze tak złym, że publiczność biła go ze złości, a jego matka pracowała w domu publicznym, gdzie ze względu * na, hmmm... wszechstronność miała pseudonim Wsze-róba. Jeszcze innym powodem napaści mogły być sprawy związane z językiem - wykpi-wano zły akcent, błędne końcówki, ale również głupie argumenty. Powodem do kpin była też oczywiście bieda. Gdy pana słucham, zaczynam się czuć w tej starożytności jak w domu. Podstawowa różnica polega na tym, że oni uczyli się tego hejtu... w szkole. Każdy, kto liznął trochę retoryki, wśród ćwiczeń miał pochwałę oraz przy-' ganę. Zachowały się przykładowe przygany - bardzo ostre: że puszczałeś się będąc młody i zrobiłeś karierę przez łóżko, że byłeś samolubem, kradłeś, twoi rodzice byli nikim, atak naprawdę rządzi tobą żona. Dziś ta formuła przetrwała jako „roast". I nadal są tacy, którzy płacą za przysłuchiwanie się temu. Wtedy również publiczność na to czekała. Może dlatego, że wiele elementówtego starożytnego roastubyło nawiązaniem do formuły komedii. Zachowała się mowa Cycerona przeciwko Watyniuszowi. Niektórzy badacze sądzą, że obaj panowie byli dobrymi kolegami, więc można przypuszczać, że chodziło o grillowanie kolegi przed innymi kumplami. Słuchacze wystąpień politycznych wręcz oczekiwali takich komediowych elementów. Niestety, Cyceron za inwektywy ostatecznie stracił głowę, bo Antoniusz nie mógł mu zapomnieć jednej z mów. Przesadził. Gdyby przenieść Cycerona do naszych czasów, posadzić go przed telewizorem, co by go zaskoczyło? Przerwy na reklamy [śmiech]. A tak serio - niski poziom retoryki współczesnych polityków - brak świadomości u wielu polityków, że w tym spektaklu trzeba umieć grać. Źle ustawione głosy, źle dobrane argumenty, zły styl wypowiedzi, błędy językowe, nadmierne emocjonowanie się. Piotr Ty-mochowicz nauczył kiedyś Andrzeja Leppera układania dłoni wtrójkąt, co miało dodać Lepperowi dostojeństwa. Zabawne było później, jak kolejni politycy małpowali ten trójkąt, ale na tym kończyły się ich retoryczne haki. Skądinąd pamiętne „Balcerowicz musi odejść" było wprost nawiązaniem do „Kartagina musi zostać zniszczona" Katona. Apa- mięta pan, jak Lepper pytał, czy można zgwałcić prostytutkę? Trudno było nie zapamiętać. Można by powiedzieć, że było to bezpośrednie nawiązanie do pierwszej księgi „Dziejów" Herodota [śmiech]. Lepper pokazywał ogromny talent jako mówca jeszcze podczas blokad rolniczych, apóźniej zrobił duży progres w dziedzinie retoryki. Znajduje pan dziś talenty, które można byłoby przenieść do starożytności? Jak najbardziej. Sprawnym retorem jest Adrian Zandberg, a po dnigiej stronie sceny politycznej - Przemysław Czamek. Bardzo sprawny retorycznie jest Krzysztof Bosak i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Tryumfujące chrześcijaństwo ograniczyło inwektywy w języku? Bynajmniej, inwektywy zbyt głęboko zresztą tkwiły w kulturze, a wielu ojców Kościoła (np. św. Hieronim czy Tertulian) wychowało się na pismach Cycerona. Uczyli się od najlepszego retora, który był jednocześnie mistrzem inwektywy. Co ciekawe, na przykład św. Augustyn konsekwentnie ostrzejszych inwektyw unika, natomiast Hieronim z upodobaniem wyzywa przeciwników od potworów. Pisze na przykład, że każda kraina miała jakieś potwory z wyjątkiem Galii, aż do chwili, gdy urodził się heretyk Wigilancjusz. Tertulian, wspominając o Mar-cjonie, pisze o tym, jakim nieszczęściem jest urodzić się nad Morzem Czarnym - w najgorszej krainie, w której zawsze jest brzydko, gdzie kobiety są nieokrzesane i gdzie wszyscy chleją, ale najstraszniejsze w tej krainie jest to, że urodził się tam Marqon. Większość humanistów pracujących w kancelarii papieskiej z lubością obrażało się nawzajem wpiśmie. Mistrzem był wybitny humanista Poggio Braccolini (któremu zresztą zawdzięczamy czcionkę Times New Roman) pisząc o jednym z przeciwników, że to zapewne dlatego, że jego matka, jako pielęgniarka, często opróżniała pacjentom kiszki poprzez lewatywę, jego język jest taki plugawy i g.. .y. Może ludzie w dawnych wiekach mieli po prostu grubszą skórę niż my? Bez wątpienia. Poziom agresji, nie tylko słownej, był dużo wyższy od naszego. Złoty wiek ich literatury to j ednocześnie wiek mnóstwa wojen, w tym wojen domowych, morderstw politycznych, zesłań i pobić. Wyzwiska były w tym czasie najmniejszym problemem. Już się martwiłem, że fala hejtu to droga w ciemny zaułek. A my tymczasem podróżujemy do przeszłości. A nawet przyśpieszamy. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 WYDARZENIA • 3 >1 ie każdy prymus jest łagodny jak owieczka Grzegorz Hilarfecki Stupsk Nie tylko wzorowy uczeń będzie mógł otrzymać stypendium prezydenta Słupska za wyniki w nauce. Rada miasta zmieniła lokalne prawo, bo nie podobało się ono prokuraturze. W jednym ze słupskich liceów uczniowie zgodnie z regulaminem szkoły otrzymują żółte kartki. Kibicom piłki nożnej nie trzeba tłumaczyć, że takie ostrzeżenie wzywa do umiaru, ale nie dyskwalifikuje z gry. Przykład tej szkoły został wywołany podczas ostatniej sesji rady miejskiej w zażartej dyskusji o zmianach kryteriów przyznawania stypendiów prezydenta Słupska dla uczniów. Wniosła o to prokuratura. Przyznawane przez prezydenta miasta świadczenia to 250 zł przez 10 miesięcy w roku szkolnym. Zdaniem słupskiej prokuratury przy ich przyznawaniu mogło dochodzić do dyskryminacji niektórych uczniów. Po pierwsze stypendia nie przysługiwały uczniom klas I-III szkoły podstawowej. Po drugie uczniowie pozostałych klas otrzymywali stypen- dium tylko przy wzorowym zachowaniu. Na sesji rady doszło na tym de do emocjonującej dyskusji. Anna Sadlak, dyrektor wydziału edukacji w ratuszu: - Konieczność zmiany dotychczasowej uchwały wynika z wniosku prokuratury, który powołuje się na wyroki sądów na terenie kraju. Prokurator zakwestionował jako kryterium ocenę z zachowania. Musimy ten zapis wykreślić. Do tego rozszerzamy grupę odbiorców stypendium na wszystkich uczniów, od pierwszej klasy szkoły podstawowej na absolwencie szkoły średniej kończąc. Anna Mrowińska, radna z klubu PiS: - Rozumiem zastrzeżenia prokuratury. Ale dla mnie ten warunek obniżenia kryterium oceny z zachowania jest moralnie nieakceptowalny. Dziwi mnie, że ten warunek przeszedł u dyrektorów szkół. Nie wyobrażam sobie, by osoba mająca świetne oceny, a jednocześnie zachowująca się patologicznie, mogłaby być nagrodzona. - Rozmawialiśmy o tym i burzliwie było na komisji. Mamy różne stypendia. Kulturalne czy sportowe. Nagro- Stypendia prezydent miasta nie będą uzależnione od wzorowej oceny z zachowania. Zdjęcie ilustracyjne dzony może być zespół rockowy. Nikt nie patrzy, co ten zespół robi po godzinach. Ale uczniowie są oceniani też z zachowania. Tutaj to kryterium powinno być. Wolałbym byśmy tę uchwałę utrzymali taką jak ona jest - stwierdził radny Łukasz Jaworski z PiS. Przeciwnego zdania była Małgorzata Lenart z klubu prezydenckiego, przewodnicząca komisji edukacji w radzie. - Bardzo podoba mi się to, że ocena z zachowania nie będzie determinować otrzymania stypendium. Jeśli patrzymy, że to dzieci od 8 do 19 lat, to możemy sobie wyobrazić dziecko z buntem wewnętrznym. Wypowie ono o to jedno zdanie za dużo i nie spodoba się nauczycielowi. I dostanie ocenę z zachowania o ten jeden stopień niższą, nie będzie wzorowym. I takiemu dziecku też nie można podciąć skrzydeł. Myślę, że zgodzą się z tym pedagodzy, bo mają indywidualne podejście do ucznia. Jestem spokojna, że żaden dyrektor w Słupsku nie wystawi do stypendium prezydenckiego olimpijczyka, który pobił innego ucznia czy pijany leżał w szkole. Ale możemy nagrodzić teraz dziecko, które nie koniecznie będzie miało oceną wzorową z zachowania, a będzie wybitną jednostką. W liceum trudno chłopakowi energicznemu zachować ocenę z zachowania, a my go pozaba-wiamy stypendium, tak nie powinno być - powiedziała radna. - Nie dyskryminujmy dzieci na przykład z ADHD, a które są bardzo zdolne - dodała radna Renata Stec z PO. - Ja przypomnę, że ocen z zachowania może obniżyć na przykład frekwencja - zauważyła Beata Chrzanowska z PO. Jan Lange z PO: - Przeciwnicy i zwolennicy mają sporo racji. Co chcemy przez to powiedzieć? Za wyniki czy osiągnięcia nagradzamy tylko dzieci bardzo grzeczne? Patronami ulic w Słupsku są artyści, którzy byli wielcy, ale w życiu osobistym byli naganni. Dyskusję zakończyła prezydent Krystyna Danilecka-Woje-wódzka: - Fantastyczna dyskusja. Dawno nie mieliśmy takiej o szkole, wychowaniu, postawach młodzieży. Muszę przypomnieć jedną rzecz, która trochę nam to rozstrzygnie. Wśród ocen z zachowania nie ma skali: wzorowa i od razu naganna, są też inne oceny. Skala jest od l do 6. Prokurator zakwestionował tylko wpisanie w kryterium wymogu oceny wzorowej, bo to eliminuje tych, którzy mają ocenę bardzo dobrą itd. Wątpliwości budzić może tylko ocena naganna. Dziwi mnie, że sami tego wcześniej nie zmieniliśmy. Moje wątpliwości natomiast budzi sprawa rozszerzenia stypendiów na uczniów klas 1-3. Tam jest ocena opisowa i jak ją miarodajnie wymierzyć? W głosowaniu uchwały za-" kwestionowane przez prokuraturę zostały poprawione. 12 radnych zagłosowało za tym (klub prezydencki i PO), 3 przeciw, a 4 się wstrzymało (głównie radni PiS). O opinię poprosiliśmy Macieja Maraszkiewicza, byłego słupskiego radnego, obecnie pedagoga w słupskim liceum. - Moim zdaniem prokurator miał rację. Ocena z zachowania może być obniżona, np. gdy wybitny uczeń z przyczyn losowych opuści sporo lekcji. Dlaczego to miałoby mu uniemożliwiać otrzymanie stypendium prezydenta? Poza tym to rada pedagogiczna i dyrektorzy szkół oceniają i zgłaszają kandydatów do stypendiów. Biorą pod uwagę tu też aspekt wychowawczy - ocenił pedagog.©® MATERIAŁ INFORMACYJNY NFOŚiGW Narodowy Fundusz Ochrony środowiska i Gospodarki Wodnej Ministerstwo Klimatu i Środowiska Rozwój OZE w Polsce na przykładzie fotowoltaiki. Impulsem - dotacje z NFOŚiGW W ostatnich latach w Polsce mamy do czynienia z szybkim wzrostem produkcji energii elektrycznej z domowych mikroinstalacji fotowoltaicznych PV, czyli z rozwojem odnawialnych źródeł energii (OZE). Od grudnia 2015 r. do sierpnia 2022 r. zainstalowana moc urządzeń PV w naszym kraju wzrosła z 7,1 GW do ponad 22 GW. To w dużej mierze zasługa programu dotacyjnego „Mój Prąd" realizowanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. końca bieżącej dekady zeroemisyjne źródła B W energii mają odpowia- dać za ponad 50 proc. energii zużywanej w Polsce, a ich łączna moc może dojść nawet do 50 GW. Poprawi to jakość środowiska naturalnego. Szczególnie dużą popularnością cieszy się fotowoltaika, czyli pozyskiwanie energii elektrycznej ze słońca - technologia całkowicie bezemisyjna. W jej rozwoju pomaga program „Mój Prąd", którego piąta edycja rozpoczęła się symbolicznie w Dniu Ziemi - 22 kwietnia 2023 r. - Szybkie upowszechnienie w Polsce fotowoltaiki to ważny czynnik rozwoju odnawialnych źródeł energii w Polsce, a tym samym poprawy jakości powietrza, zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych oraz wzmocnienia niezależności energetycznej naszego kraju - podkreśla minister klimatu i środowiska Anna Moskwa. - Dlatego uruchamiamy kolejne nabory w prowadzonym przez NFOŚiGW programie „Mój Prąd", w którym do tej pory wpłynęło już ponad pół miliona wniosków od polskich rodzin, które chcą produkować prąd ze słońca. Spodziewamy się, że piąta edycja programu, wzbogacona o dotacje do pomp ciepła i kolektorów słonecznych, będzie kolejnym, silnym impulsem w promocji i rozwijaniu OZE w Polsce -podsumowuje minister Anna Moskwa. Dofinansowanie w ramach programu „Mój Prąd". Jak dotacje z NFOŚiGW pomagają w rozwoju energetyki prosu-menckiej? „Mój Prąd" to program realizowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jest on kierowany do prosumentów (czyli jednocześnie producentów i konsumentów) energii elektrycznej, którzy na dzień składania wniosku mają przyłączoną do sieci mikroinstalację fotowoltaiczną o mocy od 2 kWh do 10 kWh i rozliczają się za energię w systemie net-billing. To metoda, w której energia wyprodukowana przez instalację fotowoltaiczną, ale niezużywana na bieżąco, czyli tzw. nadwyżka, jest przekazywana do sieci, po cenie określonej przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne, a gdy instalacja nie pokrywa zapotrzebowania na energię -nabywana według stawek sprzedawcy. W piątej edycji programu „Mój Prąd", w przypadku instalacji PV, można liczyć na dofinasowanie do 50 proc. kosztów kwalifikowanych nie więcej niż 7 tys. zł pod warunkiem zakupu i montażu dodatkowych urządzeń mających na celu autokosumpcję energii elektrycznej w miejscu jej wytworzenia. Co jednak istotne, w nowej odsłonie programu „Mój Prąd" 5.0, która różni się od trzech pierwszych, ale również od czwartej edycji o dodane dodatkowe nowe urządzenia. W edycji piątej oprócz magazynów energii, magazynów ciepła i systemów zarządzania energią, które były obecne już w czwartej edycji programu, uruchamianej wraz z nowym system rozliczania prosumentów, dołożono jeszcze pompy ciepła i kolektory słoneczne. Łączna maksymalna kwota dofinansowania może wynieść nawet 58 tysięcy złotych na gospodarstwo domowe. Dotacje w bieżącym naborze przyznawane są w ramach unijnego Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko (POliŚ 2014-2020) realizowanego w ramach działania 1.1 „Wspieranie wytwarzania i dystrybucji energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych" i poddziałania 1.1.1 „Wspieranie inwestycji dotyczących wytwarzania energii z odnawialnych źródeł wraz z podłączeniem tych źródeł do sieci dystrybucyjnej/przesyłowej". Głównym założeniem nowych edycji programu „Mój Prąd" jest wzrost autokonsumpcji energii wytworzonej z własnych mikroinstalacji PV poprzez jej magazynowanie wraz z precyzyjnym sterowaniem procesem jej produkcji i zużycia, ale także - co jest istotną nowością bieżącego naboru -o rozbudowywanie domowych instalacji o urządzenia grzewcze: kolektory słoneczne i pompy ciepła. Wpływ programów związanych z „zieloną" energią elektryczną na polskie środowisko Z programów związanych z „zieloną" energią elektryczną, takich właśnie jak „Mój Prąd", skorzystało już ponad pół miliona Polaków. Bez dopłaty zapewne wiele osób nie podjęłoby się inwestowania w nowoczesne instalacje energetyczne, takie jak domowa fotowoltaika. Istotne jest również to, że pieniądze od państwa, czy też pochodzące z instytucji zagranicznych (w tym Unii Europejskiej), poprzez decyzje osób fizycznych i wypłaty z NFOŚiGW, trafiają do przedsiębiorców, którzy urządzenia sprowadzają i instalują. Ma to duży wpływ na rozwój gospodarczy i generuje miejsca pracy w nowoczesnym sektorze. Popularność „zielonej" energii elektrycznej warto przełożyć na oficjalne dane statystyczne. - Mamy już w kraju 1,2 min prosumentów, z których połowa skorzystała ze wsparcia finansowego oferowanego przez NFOŚiGW, przy czym ponad 500 tys. z programu „Mój Prąd", a dodatkowo 100 tys. osób zainwestowało we własne źródła energii w ramach programu „Czyste Powietrze" - zaznacza wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Paweł Mirowski, który zarazem pełni funkcję pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do spraw programu „Czyste Powietrze" i efektywności energetycznej budynków. - Trzeba jeszcze dodać, że osobom inwestującym w domową mikroinstalację fotowoltaiczną przysługiwała także ulga podatkowa. Wszystkie te zachęty finansowe sprawiły, że Polacy chętniej inwestują w OZE, a fotowoltaika nadal dynamicznie się rozwija. Piąty nabór w programie „Mój Prąd" niewątpliwie podtrzyma tę tendencję - dodaje wiceprezes NFOŚiGW. a Fundusze Europejskie Infrastruktura i Środowisko Rzeczpospolita Polska Unia Europejska Fundusz Spójności 4 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Wróciliśmy do tego, co było podczas II wojny światowej Alek Radomski Słupsk Wczoraj na Akademii Pomorskiej zakończyła się międzynarodowa konferencja „Bezpieczeństwo państw Europy Srodkowo-Wschod-niej w kontekście konfliktu na Ukrainie". Rozmawiamy z jej współorganizatorem dr. hab. Andrzejem Urbankiem, prof. Akademii Pomorskiej i jej prorektorem. Kilkudziesięciu naukowców przyjechało do Słupska rozmawiać o wojnie na Ukrainie. Nie po raz pierwszy. To jest już siódma konferencja, którą rozpoczęliśmy dziewięć lat temu, a które poświęcone są tematyce bezpieczeństwa państw Europy Środkowo-Wschodniej. Analizowaliśmy problemy bezpieczeństwa naszego regionu. Tą cykliczność przerwała nam pandemia, przez co umknęły nam dwa spotkania. Teraz wróciliśmy do tematu związanego z konfliktem na Ukrainie. Dziewięć lat temu rozpoczynaliśmy ten cykl spotkań od sytuacji, kiedy Rosja dokonała aneksji Krymu. Dr hab. Andrzej Urbanek, prof. AP Teraz historia zatoczyła koło. Tak, to niestety kolejny element, na który zwracamy uwagę. Na samym początku, kiedy już po aneksji mieliśmy gości z Ukrainy, to podkreślali oni, że to dopiero początek konfliktu, który ma wszystkie tendencje do tego, aby ulec eskalacji. Dziś mamy z tym już do czynienia. Wtedy mało kto sobie wyobrażał, że będziemy mierzyć się z pełnowymiaro-wym konfliktem zbrojnym na terenie Europy. W efekcie wróciliśmy do tego, co miało miejsce podczas n wojny światowej. Dziś taktyka działania Rosjan wcale nie jest od- Komunikacja w majówkę Wojciech Lesner Słupsk W długi kwietniowo-majo-wy weekend autobusy miejskie pojadą według różnych rozkładów. Jeszcze w sobotę (29 kwietnia) i niedzielę (30 kwietnia) komunikacja kursować będzie według standardowego, weekendowego (odpowiednio sobotniego i niedzielnego) rozkładu jazdy. W poniedziałek (1 maja) na wszystkich liniach komunikacji miejskiej obowiązywać będzie niedzielny rozkład jazdy, tak, jak i w środę (3 maja). We wtorek, 2 maja autobusy pojadą według powszedniego rozkładu jazdy, z wyjątkiem linii nr 10, na której nie zostaną wykonane kursy 0 godz.: 7.01 z Kobylnicy-Baza MZK do Centrum Handlowego Jantar przez Bolesławice 1 ul. Koszalińską, 13.24 z Kobylnicy-Baza MZK do Kobylnicy, 13.35 z Kobylnicy do Ko-bylnicy-Baza MZK przez Bolesławice, 14.48 z CH Jantar do Kobylnicy oraz 15.16 z Kobylnicy do CH Jantar przez Bolesławice. Od 4 maja 2023 r. (czwartek) obowiązywać będzie standardowy harmonogram funkcjonowania komunikacji miejskiej.©® W poniedziałek (1 maja) i w środę (3 maja) autobusów miejskich na słupskich ulicach będzie mniej mienna od tego, z czym mieliśmy wówczas do czynienia. Jakie tematy poruszano podczas konferencji? Czy kwestia militarna była najważniejsza? Formuła była szeroka, a na wojnę na Ukrainie próbowaliśmy spojrzeć wieloaspektowo. Kwestia militarna jest na pewno tym, na co zwracamy uwagę, ale nasze rozważania rozpoczęliśmy od kontekstu historycznego. Poruszyliśmy bardzo ważne problemy związane z tym konfliktem, jak jego wymiar humanitarny. Wiemy dobrze, co stało się w Buczy i w Irpieniu, a można przeciez wymieniać dziesiątki ukraińskich miast, gdzie dochodziło do aktów bestialstwa ze strony Rosjan. Otwierając konferencję, zwróciłem uwagę, że trudno o Rosjanach mówić jako o żołnierzach. Niestety nie przestrzegają żadnych reguł prawa międzynarodowego i reguł moralnych, co wyraźnie widzimy. Ukraińcy stają się ofiarami nie tylko zbrodni przemocy i gwałtu. Wywożeni są przecież w głąb Rosji, szczególnie dzieci, a wojna ma zawsze ludzką twarz. Przynosi cierpienie, negatywne skutki dla całego społeczeństwa. To jest właśnie ten humanitarny wymiar, na który chcemy zwrócić dużą uwagę. Kim byli prelegenci? To jest stałe grono. Gościliśmy przedstawicieli polskiego środowiska naukowego, między innymi Wojskowej Akademii Technicznej, Akademii Wojsk Lądowych, Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Obok dużej reprezentacji ośrodków naukowych w Polsce, mieliśmy też prelegentów z zagranicy, ze Słowacji oraz z Czech. Uczestniczyli także DWA DNI DYSKUSJI Konferencja na temat bezpieczeństwa państw Europy Środkowo-Wschodniej w kontekście konfliktu w Ukrainie i w dziewięć lat po aneksji Krymu przez Rosję została zorganizowana przez Instytut Bezpieczeństwa i Zarządzania Akademii Pomorskiej w Słupsku. W założeniu podczas dwóch dni odczytów i debat omówiono zagadnienia związane z przebiegiem pełnoskalowej wojny na Ukrainie, jej przyczynami i skutkami. Poruszane tematy to m.in. wykorzystanie dronów w wojnie na Ukrainie, przygotowanie i ochrona ludności w czasie pokoju i wojny czy odpowiedź polskich miast na napływ uchodźców. Inne omawiane zagadnienia to wpływ aneksji Krymu na tożsamość narodową Ukraińców oraz bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO w kontekście trwającej wojny między Rosją a Ukrainą. Co więcej, analizie poddano także papieża Franciszka, konkretniej jego postawę wobec wojny na Ukrainie. Rozważany był też problem samowystarczalności Federacji Rosyjskiej i Ukrainy w produkcji ciężkich systemów przeciwpancernych, a nawet ewolucja wizerunku prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w prasie ukraińskiej, rosyjskiej i niemieckiej na wybranych przykładach. W konferencji wzięło udział kilkudziesięciu naukowców z Polski i zagranicy, a także wojskowi. Spotkanie odbyło się pod patronatem Prezes Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej, Rzecznika Praw Obywatelskich i rektora Akademii Pomorskiej w Słupsku. przedstawiciele z ośrodków z Ukrainy. Część z nich wzięła udział w konferencji w trybie online. Była to więc pełna formuła konferencji międzynarodowej. Na koniec ukaże się pu- blikacja. Materiały są już składane. Chcemy w niej podkreślić, że wojna jest złem oraz że zawsze musi rodzić sprzeciw społeczeństwa demokratycznego świata. ©® Pieniądze na zmiany w małych ojczyznach. Powstaną place zabaw, miejsca do rekreacji Wojciech Lesner Blisko600tysięcy złotych trafi do kilkudziesięciu pomorskich wsi w ramach programu Aktywne Sołectwo Pomorskie. Dotacje z samorządu województwa są przeznaczone na poprawę zagospodarowania przestrzeni publicznej. Ideą programu jest wspieranie rozwoju lokalnej demokracji. W ramach Aktywnego Sołectwa Pomorskiego gminy wiejskie i wiejsko-miejskie mogły wnioskować o przyznanie pieniędzy, które wykorzystają na budowę wiejskich świetlic, placów zabaw czy miejsc integracji mieszkańców. Szósta edycja wojewódzkiego konkursu przyniosła 70 wniosków o udzielenie dotacji. Ostatecznie komisja powołana przez marszałka pomorskiego wybrała do dofinansowania 30 pomysłów. Między innymi pieniądze trafią do dwóch samorządów z powiatu słupskiego - gminy Ustka i gminy Potęgowo. Ponadto dotację otrzymają również gminy: Tuchomie, Bytów, «i II *■ *M U I? ■a ■leli !s " U II Do gminy Potęgowo trafi 20 tys. zł. Na zdjęciu: Urząd Gminy w Potęgowie Miastko i Studzienice z powiatu bytowskiego. Do Ustki trafi 20 tysięcy złotych dofinansowania, które samorząd przeznaczy na doposażenie placu rekreacyjnego w Zaleskich. Taką samą kwotę otrzyma gmina Potęgowo. Tamtejszy samorząd przeznaczy je na zagospodarowanie przestrzeni publicznej - na infrastrukturę rekreacyjną w Gra-picach. Powstanie tam wiata sceniczna wraz z oświetleniem solamym. - W Grapicach brakowało takiego miejsca, szczególnie że nie ma w tej miejscowości świetlicy. Grapice obchodzą w tym roku swoje 500-lecie, dlatego pojawi się w tym miejscu również pamiątkowa tablica - powiedziała „Głosowi" Anna Boniecka, zastępca wójta Potęgowa. - Ogólna wartość inwestycji to 33 tysiące złotych. Reszta pieniędzy potrzebnych do realizacji zadania pochodzić będzie z funduszu sołeckiego. Po 20 tys. złotych trafi też do czterech wsi w powiecie by-towskim. Modrzejewo (gmina Tuchomie) zyska ogród deszczowy, a teren przy świetlicy wiejskiej zostanie utwardzony. W Mokrzynie (gmina Bytów) uzyskane przez gminę środki pozwolą na wygospodarowanie miejsca integracji społecznej, natomiast w Słosinku (gmina Miastko) powstanie plac rekreacyjny dla mieszkańców. Zyska też Półczno (gmina Studzienice) - tam również, w centrum wsi, stworzone zostanie miejsce do rekreacji, wypoczynku i integracji społecznej. W pięciu poprzednich edycjach konkursu Aktywne Sołectwo Pomorskie złożonych zostało łącznie ponad 300 wniosków, a na realizację zgłoszonych pomysłów pomorski samorząd przeznaczył blisko 1,4 min zł. W zeszłorocznej edycji konkursu doceniony został np. pomysł gminy Damnica, która dostała wsparcie (10 tys. zł) na budowę miejsca wypoczynkowego nad rzeką. Miastko otrzymało taką samą kwotę na budowę wiaty rekreacyjnej w miejscowości Wiatrołom. Gmina Słupsk dofinansowanie przeznaczyła na stworzenie miejsca integracji społeczności lokalnej wPłaszewku. ©® Głos Dziennik*Pomorza Piątek, 28.04.2023 WYDARZENIA Łeba i Ustka w imię wspólnych interesów zawiesiły broń Bogumiła Rzeczkowska Region Przedstawiciele sześciu nadmorskich samorządów oraz Słowińskiego Parku Narodowego podpisali Strategię Terytorialną. Chodzi o wspólne starania o pieniądze na rozwój regionu. Spotkanie zorganizowano w Ustce. Uczestniczyli w nim członkowie Rady Partnerstwa Obszaru Funkcjonalnego Strefy Przybrzeżnej: burmistrz Ustki Jacek Maniszewski, burmistrz Łeby Andrzej Strzechmiński, wicewójt Ustki Rafał Kuleta, wójt Smołdzina Arkadiusz Walach, sekretarz Wicka Beata Ozimek, wójt Główczyc Dorota May oraz dyrektor Słowińskiego Parku Na--rodowego Grzegorz Radwański. Sześć nadmorskich gmin i SPN działają wspólnie od ponad roku w partnerstwie Strefa Przybrzeżna. Celem porozumienia jest realizacja przedsięwzięć wspierających rozwój tego obszaru w najbliższych latach. Podpisany dokument ma pozwolić na zaplanowanie i wykonanie tych działań oraz ułatwić zdobywanie pieniędzy z zewnątrz. Wspólnie ma być po prostu łatwiej. Z tej okazji dwie rywalki, walczące o tytuł Letniej Stolicy Polski Ustka i Łeba, zawiesiły broń, co podkreślili burmistrzowie Jacek Maniszewski i Andrzej Strzechmiński. Jednak Strefa Przybrzeżna to nie tylko wspieranie się w wykorzystaniu walorów turystycznych. To także wyzwania związane ze starzeniem się społeczeństwa, problemami transportowymi, gospodarką odpadami, czy brakiem całorocznych miejsc pracy. I z całkiem nową rzeczywistością -budową morskich farm wiatrowych, transformacją energetyczną, czy też odbudową gospodarki po pandemii CO- VID-19, a przede wszystkim wspieraniem słabszych gmin. - Naszym priorytetem jest również szeroko pojęta ochrona przyrody. Proszę wszystkich włodarzy, abyśmy się wspólnie zaangażowali w oczyszczalnię ścieków na terenie gminy Smołdzino. Ta gmina nie jest w stanie z różnych powodów zrealizować tej inwestycji. To, co zapisaliśmy w strategii, pozwoli nam osiągnąć więcej w partnerstwie niż każdej gminie osobno - mówił burmistrz Łeby Andrzej Strzechmiński. Projekt przyjętej strategii wskazuje kierunki wspólnych działań, m.in. wpieranie budowy lokalnych wspólnot energetycznych; zwiększanie niezależności energetycznej i rozwój odnawialnych źródeł energii; rozwój infrastruktury wodno-kanalizacyjnej i ochronę przed ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, w tym przed suszą i powodzią; rozwój oferty turystycznej; ochronę przyrody i tradycji obszaru, rozwój oferty kulturalnej, edukacyjnej i usług społecznych. - Każdy samorząd ma swoje problemy, ale część z nich jest wspólna - powiedział Bartosz Gwóźdź-Sproketowski, wiceburmistrz Ustki. - Próbujemy opracować takie mechanizmy i takie działania, żeby turysta chciał do nas przyjeżdżać przez cały rok. Pracujemy nad odpowiednią ofertą. Druga sprawa to kwestia rozwoju miejsc pracy także poza turystyką, kolejna to rozwój kultury. Chodzi o zaplanowanie i realizowanie przedsięwzięć, które mają wspólny mianownik. To wszystko ma umożliwić Zintegrowane Porozumienie Terytorialne z Samorządem Województwa Pomorskiego, które zostanie zawarte w celu zdobycia pieniędzy z Programu Fundusze Europejskie dla Pomorza 2021-2027. ©® Wolą poczekać, zamiast ukarać. Byle było skończone Andrzej Gurba Region Telenowelawpostaci budowy skateparku w Miastku trwa. Kolejny termin oddania inwestycji do użytku to 12 maja, czyli sześć miesięcy po wyznaczonym terminie. Pierwotny termin zakończenia prac minął l listopada 2022 r. Burmistrz miasta Witold Zajst kilka razy go przedłużał. Występował o to wykonawca, gdańska firma Mizan. Kiedy 8 kwietnia rozmawialiśmy z Dawidem Jereczkiem, wiceburmistrzem Miastka, miał on nadzieję, że budowa zakończy się do połowy kwietnia. Tak się nie stało, a burmistrz Zajst pozwolił wykonawcy po raz kolejny, bez żadnych konsekwencji, na przedłużenie prac. Tym razem do 12 maja. Ale nie ma gwarancji, że to ostatni termin. Skąd takie opóźnienie? Wykonawca podawał miasteckiemu ratuszowi różne powody. M.in. brak pracowników, niesprzyjająca pogoda. Część radnych krytykuje włodarza Miastka za aneksowanie umowy i nienaliczanie kary umownej. Zajst broni swojej decyzji. - Zależy nam na zakończeniu inwestycji. Mielibyśmy problem, gdyby wykonawca po naliczeniu kary umownej przerwał prace - tłumaczył burmistrz. Skatepark powstaje na placu rekreacyjnym „kaczy dołek", w miejscu m.in. dawnego kortu tenisowego. Przeznaczony bę- dzie do jazdy na deskorolkach, rolkach, hulajnogach i rowerach typu bmx. Jego elementy to: minirampa, funbox, poręcz, grindbox, zestaw ąuarter pipę z bank ramp, wulkan, manuał pad i bowl. Do tego wykonane zostaną stojaki na rowery, stacja rowerowa, ławki, ciągi piesze. Cały teren będzie oświetlony. Koszt prac wynosi prawie milion 149 tysięcy złotych. Gmina otrzymała na ten cel milion złotych dotacji z rządowego programu Polski Ład. ©@ Spotkanie dotyczące podpisania Strategii Terytorialnej zostało zorganizowane w Ustce MIESZKAŃCY GMINY SŁUPSK DRUGI ROZBIÓR GMINY SŁUPSK JESTEM PRZECIW Weź udział w konsultacjach społecznych Wyraź swój sprzeciw i powstrzymaj kolejny rozbiór gminy Słupsk! Do 15 maja 2023 roku możesz wziąć udział w konsultacjach pod adresem www.gminaslupsk.wdialogu.pl/konsultacje. Ankiety konslutacyjne można również przekazać: - Osobiście w Biurze Obsługi Interesanta, w Urzędzie Gminy Słupsk, ul. Sportowa 34,76-200 Słupsk - Korespondencyjnie na adres Urzędu Gminy Słupsk, ul. Sportowa 34, 76-200 Słupsk - Do sołtysa każdej miejscowości - Do wyznaczonych punktów na terenie Gminy Słupsk Co dla gminy Słupsk oznacza utrata kolejnych terenów? Utrata 20% terenów zurbanizowanych Pogorszenie dostępu do usług społecznych Utrata 11,5 min. zł środków finansowych www .zostajewgminie.pl 6 • MOŻE NASZE MORZE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Nowe masowce PŻM muszą być niskoemisyjne Oprać. Alek Radomski Pomorze Szczeciński armator przygotowuje się do nowych inwestycji związanych z odnowieniem floty masowców. Obok tradycyjnej konieczności wymiany najstarszych statków tym razem chodzi o to, by budowane jednostki były dostosowane do wymagań wyni-kających z międzynarodowych konwencji wymuszających radykalną redukcję ich tzw. śladu węglowego. W odpowiedzi na nowe przepisy MO (Międzynarodowa Organizacja Morska) odnośnie ochrony środowiska oraz niedawną decyzję Parlamentu Europejskiego o obj ęciu żeglugi systemem handlu prawami do emisji gazów cieplarnianych (ETS) PŻM poważnie rozważa wariant, by nowe statki armatora były niskoemisyjne, a więc produkowały podczas procesu spalania znikomą ilość gazów cieplarnianych. Początkowo PŻM skłaniał się do zastosowania technologii pośredniej, a więc wyboru napędu typu dual-fuel, w którym drugim z paliw byłby gaz naturalny LNG. Statki takie wyposażone byłyby w duże zbiorniki kriogeniczne (umieszczone na śródokręciu lub na rufie). Jak jednak wiadomo, LNG produkuje przy spalaniu o jedną czwartą dwutlenku węgla mniej, niż tradycyjne paliwo, ale może równocześnie emitować duże ilości innego gazu cieplarnianego, czyli metanu (jeśli nie ograniczy się jego tzw. poślizgu metanowego, czyli emisji metanu, który nie uległ spaleniu). Docelowym zatem wyborem powinno być raczej paliwo niskoemisyjne lub bezemisyjne. I tu grę wchodzą dwa rodzaje paliw: amoniak lub metanol. W ostatnich zamówieniach stoczniowych masowców firm armatorskich ze świata pojawiała się kategoria ammonia ready, a więc statków o napędzie dual-fuel, wyposażonych w zbiorniki kriogeniczne i w początkowej fazie eksploatacji korzystających z LNG jako drugiego paliwa (pierwszym z paliw pozostałby tradycyjny diesel), a następnie -przy większej dostępności - bez-emisyjnego amoniaki. Środowisko żeglugowe znane jest jednak ze swojego konserwatyzmu i chęci unikania ryzyka, więc może zacząć się interesować silnikami na amoniak w momencie, gdy będą one dostępne i gdy będzie istniała dostępna infrastruktura bunkrowania tego paliwa. Innym czynnikiem odstraszającym armatorów od amoniaku jest znany po- NOCLEGI, KWATERY PRACOWNICZE SŁUPSK ^ 888-717-688 REKLAMA wm "' Burmistrz Miastka stosownie do art. 35 ust. I ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami (Dz.U. z 2023 r., poz. 344) informuje, że na tablicach ogłoszeń tut. urzędu oraz na stronie http:/ www.bip.miastko.pl/ zamieszczone zostały na okres 21 dni wykazy nieruchomości przeznaczonych do dzierżawy: - część dz. nr 290/2 o pow. 200 m2 przy ul. Wybickiego, część działki nr 330/2 o pow. 100 m2 przy ul. Chrobrego, część działki nr 391 o pow. 25 m2 przy ul. Rybackiej oraz działki nr 248/20 o pow. 221 m2 przy ul. Bogusława X w Miastku. ■■■■■■■■i hMiaziamcfl maja >¥M- RZECIEGO Ptdthwni<» f ' f fcećk pcu f'r/i r< ttadza fan/e- rze twoua ftaga/ Przed nami piękne patriotyczne święta, które uczą wspólnoty narodowej oraz szacunku, zarówno do docobku przodków, jak i idei rządów prawa Flaga nas łączy, dlatego w 2004 r. z inicjatywy Platformy Obywatelskiej wprowadzony został Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Konstytucja 3 Maja obowiązywała tylko przez rok zanim została obalona. Targowica, czyli spisek magnacki przeciwko konstytucji, do dziś jest symbolem zdrady narodowej. Każde łamanie praworządności to deptanie konstytucji! To rujnowanie umowy społecznej, którą zawarli obywatele. ZBIGNIEW KONWIŃSKI Posef na Sejm RP Chociaż PŻM wstępnie wiązała duże nadzieje z amoniakiem, obecnie skłania się raczej do wyboru dla swoich masowców napędu z wykorzystaniem metanolu wszechnie fakt, iż jest to substan-cjabardzo niebezpieczna - żrąca i trująca. Niewykluczone, że w przypadku poważniejszego wypadku z udziałem amoniaku, niektóre porty ustanowią zakaz wpływania talach jednostek, podobnie jak dziś z parkingów podziemnych nie mogą korzy stać samochody z instalacją gazową. Chociaż PŻM wstępnie wiązała duże nadzieje właśnie z amoniakiem, obecnie skłania się raczej do wyboru dla swoich masowców napędu z wykorzystaniem metanolu. Takie rozwiązanie ma ogromną przewagę, ponieważ metanol nie potrzebuje zbiorników kriogenicznych, a zatem można to paliwo -po modyfikacjach silnika - stoso- wać przy normalnej konstrukcji statku - ze zwykłymi zbiornikami na paliwo (potrzebuje jedynie większych zbiorników, bo metanol ma około połowę wartości energetycznej diesla). Brak konieczności instalacji ogromnych zbiorników ma również wpływ na cenę - statki takie są po prostu tańsze, niż te stosujące LNG czy amoniak. Kwestią nierozwiązaną pozostaje jednak dostępność metanolu, w dalszym ciągu ograniczona - zwłaszcza tego nisko-emisyjnego, „zielonego", choć z najnowszych danych wynika, że metanol (głównie w wersji „szarej") dostępny jest już w 122 portach całego świata. Jednak wraz z ogłaszaniem przez arma- Wspólnota Mieszkaniowa Słupsk, ul. Bora Komorowskiego 6 w Słupsku zleci wykonanie inwentaryzacji przewodów kominowych wraz ze wskazaniem prawidłowości podłączeń pomieszczeń w mieszkaniach /przewody zbiorcze/ - lokali 40. W zakres robót wchodzi również czyszczenie przewodów. Osoby zainteresowane proszone są o składanie ofert z cena ryczałtową do biura administratora Wspólnoty do dnia 18.05.2023 r. Inne informacje można uzyskać w biurze administratora, tel. 59/843 19 07, SM NOWA, ul. Władysława IV 9, 76-200 Słupsk lub smnowal ©wp.pl. Wspólnota zastrzega sobie prawo swobodnego wyboru oferty Burmistrz Miastka stosownie do art. 35 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami (Dz. U. z 2023 r., poz. 344 ze zm.) informuje, że na tablicach ogłoszeń tut. urzędu oraz na stronie http:/ www.bip.miastko.pl/ zamieszczone zostały na okres 21 dni wykazy nieruchomości: - przeznaczonej do dzierżawy na cele warzywnicze, oznaczonej jako działka ewidencyjna numer 208/3, położonej w obrębie Słosinko, gm. Miastko - WGNiC)Ś.6845.2.7.2023.SS - przeznaczonej do dzierżawy na cele warzywnicze, oznaczonej jako działka ewidencyjna numer 208/3, położonej w obrębie Słosinko, gm. Miastko - WGNiOŚ.6845.2.6.2023.SS - przeznaczonej do dzierżawy na cele składowe i garażowe, oznaczonej jako działka ewidencyjna numer 217/6, położonej w obrębie Słosinko, gm. Miastko - WGNiOŚ.6845.2.5.2023.SS - przeznaczonej do dzierżawy na cele składowe, oznaczonej jako działka ewidencyjna numer 33/12, położonej w obrębie Węgorzynko, gm. Miastko - WGNiOŚ.6845.2.8.2Q23.SS Choć młodość przeminęła rąbek czasu widać już ale Ty się nie poddajesz i naprzeciw niego stajesz by zachować sprawność swą wszyscy Ciebie podziwiają siedemdziesiątki nie dają chociaż dzisiaj kończysz ją bo są Twoje urodziny więc życzenia Ci złożymy nigdy się nie poddawaj zawsze z siebie dużo dawaj byś miała na to dużo sił życzą kochający mąż, dzieci, wnuki i prawnuki POLSKA ŻEGLUGA MORSKA W skrócie PŻM (też Pol-steam, Polish Steamship Company) - szczecińskie, państwowe przedsiębiorstwo armatorskie; najstarsze w Polsce, posiadające własną flotę składającą się z 62 statków o łącznej nośności ok. 2,2 min ton. torów kolejnych kontraktów na budowę jednostek napędzanych metanolem (zwłaszcza wsektorzekontenerowców)bę-dzie się pojawiać odpowiednia infrastruktura do bunkrowania tego paliwa. Przy napędzie typu dual-fuel statek będzie mógł używać zarówno.diesla, jakime-tanolu i bunkrować oba paliwa w proporcjach zależnych od dostępności w danym porcie i punktu docelowego, do jakiego musi przewieźć ładunek. Jak informuje norweski klasyfikator DNV napęd metanolowy był w lutym 2023 najczęściej wybieranym przez armatorów napędem dla swoich nowo zamawianych statków. Łącznie zamówiono 22 takie statki w porównaniu z 10, dla których wybrano napęd LNG. DNV podsumowuje, że obecnie na świecie pływa 25 statków z napędem metanolowym, a kolejne 81 jest w budowie. Łącznie daje to 106 statków, zktórych 68 to kontenerowce. Jeśli chodzi o napęd LNG, na świecie pływa już 368 takich statków, a kolejnych 518 jest zamówionych. DNV zauważa, że to właśnie LNG i metanol są dziś najczęściej wybieranymi paliwami dla statków. Każde z paliw ma swoje plusy i minusy. Za LNG, zdaniem Norwegów, przemawia łatwa dostępność i możliwość natychmiastowego ograniczenia emisji C02 o 25 proc. Minusemjest jednak wyższa cena całego statku. Statki metanolowe są tańsze, ale prawdziwie ekologiczny metanol, czyli tzw. zielony, który w znaczącym stopniu obniża ślad węglowy, jest na razie bardzo drogi (powyżej 1200 dolarów za tonę) i trudno dostępny. Pomimo to zainteresowanie budową statków na metanol szybko rośnie. Paliwo niskoemisyjne lub bezemisyjne jest koniecznością transportu morskiego. Lobbyści mający wpływ na organizacje tworzące prawo dla międzynarodowej żeglugi, dążą do tego, aby do 2050 roku wszystkie statkibyły całkowicie neutralne dla środowiska. Jeśli przyjmiemy, że życie masowców, kontenerowców czy tankowców trwa około 25 lat, to armatorzy już dziś przy kontraktach stoczniowych muszą wziąć to pod uwagę.©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 ARTYKUŁ REKLAMOWY • 7 Uwaga! Komunikat dla Ciebie: Duński projekt badawczy uruchomiony w Polsce 1000 WZMACNIACZY SŁUCHU ZA DARMO* dla osób w wieku 28-95 lat 4? Zanim przerzucisz kolejną stronę, przeczytaj tę informację Żyjemy w czasach, które nie należą do najłatwiejszych. Paradoksalnie są to czasy, w których mamy ogromną wiedzę i potężne możliwości technologiczne, a jednocześnie coraz mniej osób stać na to, by z nich korzystać. Właśnie dlatego z inicjatywy profesorów z Kliniki BioMedic Center w Danii powstał specjalny program prozdrowotny, do którego zakwalifikowano 1000 osób z Europy - otrzymały one bezpłatnie produkty poprawiające jakość słuchu oraz wspierające zmniejszenie uciążliwych szumów usznych warte 550 zł za sztukę. Teraz producent innowacyjnych technologii medycznych z Kopenhagi rozszerzył program refundacyjny o kolejne europejskie kraje - w tym także o Polskę. Ty też możesz zdobyć za darmo* wzmacniacz słuchu, który da Ci szansę na: • przywrócenie doskonałej jakości słuchu • poprawę pracy nerwu słuchowego • pogłośnienie, wyostrzenie i wzmocnienie dźwięków otoczenia nawet o 97% • uwolnienie od uporczywych szumów usznych -pieczenia, buczenia, dudnienia itp. • zlikwidowanie wrażenia waty w uszach, przytkanych uszu, przelewania się w uchu • redukcję bólu głowy, niepokoju, rozdrażnienia, bezsenności • umożliwienie słyszenia i rozumienia głosów w większym tłumie/hałasie Nowy AUDIOwzmacniacz, który w Danii i Holandii pobił rekord sprzedaży, może odebrać bezpłatnie każda osoba w Polsce, która spełnia 2 kryteria. Jeśli: — masz ukończone 28 lat i urodziłeś/aś się po 1927 roku — posiadasz obywatelstwo polskie ...to przysługuje Ci darmowy wzmacniacz słuchu -mikroskopijny, niewidoczny w uchu wzmacniacz, dzięki któremu możesz zacząć słyszeć głośno i wyraźnie oraz zmniejszyć pogorszenie słuchu i uporczywe szumy w uszach. By skorzystać z oferty, dzwoń już teraz pod numer: 71 728 21 66, zanim ubiegną Cię inni. Badania audiologiczne potwierdzają, że nowatorski wzmacniacz już w kilka dni może zmniejszyć problemy ze słuchem, wyostrzyć i pogłośnić słyszane dźwięki aż o 97% oraz rozszerzyć zakres słuchu o ponad połowę. To oznacza, że już po tygodniu zaczniesz słyszeć najcichsze dźwięki oraz głosy z od-, dali i zza pleców - odzyskasz zdolność słyszenia ODZYSKAJ MOCNY SŁUCH. Odbierz wyjątkowy AUDIOwzmacniacz słuchu za 0 zł pod numerem: 71 728 21 66 Ważne: 1 osoba może odebrać 1 wzmacniacz. Z oferty można skorzystać do 08.05.2023 r. Otrzymasz za darmo produkt, którego stosowanie pozwala na perfekcyjną jakość słyszenia. Nie wymaga skomplikowanych badań, ani wydawania mnóstwa pieniędzy. Już teraz pomyśl, na co przeznaczysz te pieniądze, bo możesz zaoszczędzić naprawdę wiele. To pieniądze, które zostają w Twoim portfelu, podczas gdy Ty z dnia na dzień możesz odzyskać znakomity słuch. Stosując nowy wzmacniacz dźwięków już wkrótce możesz zmniejszyć problemy ze słuchem, swobodnie rozmawiać przez telefon, wsłuchiwać się w odgłosy przyrody i bez obaw uciąć sobie pogawędkę na zatłoczonej ulicy. Inteligentny wzmacniacz wspiera zmniejszenie uszkodzeń słuchu oraz przywrócenie prawidłowego słyszenia nawet, jeśli myślisz, że Twój przypadek jest beznadziejny. Pomyśl więc także o swoich bliskich - może Twoi rodzice lub dziadkowie coraz częściej proszą o powtórzenie tego co mówisz, albo coraz głośniej nastawiają radio i telewizor? Lekceważenie postępującego niedosłuchu to skazywanie się na całkowitą głuchotę, bo wady słuchu nigdy nie cofną się samoistnie. Nie zwlekaj - duński program refundacyjny obejmuje 1000 osób w Polsce - na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy. To kolejność zgłoszeń decyduje o przyznaniu darmowego produktu. Zadzwoń teraz: 71 728 21 66 i odbierz swój wzmacniacz słuchu za 0 zł*. Klinika BioMedic Center w Kopenhadze - to tu przeprowadzono pierwszą edycję programu refundacyjnego, podczas której 99% osób poprawito jakość słuchu w krótkim czasie. dźwięków już od 10 dB, gdzie 20 dB to szept. To ogromna szansa dla milionów ludzi na walkę ze słabym słuchem na wysokim poziomie. To wyjątkowa akcja refundacyjna, z której możesz skorzystać JUŻ DZIŚ. Producent udostępnił 1000 darmowych* wzmacniaczy słuchu BEZ ŻADNYCH HACZYKÓW I DROBNEGO DRUCZKU Popularność nowego wzmacniacza słuchu od pierwszej kampanii w Kopenhadze wzrosła tak bardzo, że duński magazyn wyprzedał się całkowicie w ciągu 3 dni. W Polsce może być podobnie, dlatego już teraz chwyć słuchawkę telefonu. Przed Tobą niepowtarzalna okazja na zdobycie nowego wzmacniacza słuchu zupełnie za darmo* - bez żadnych ukrytych opłat. 8 POLSKA i ŚWIAT KIJÓW Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że w rozmowie z przywódcą Chin Xi Jinpingiem przedstawił ukraińską formułę pokojową. Zełenski podkreślił, że w ukra-ińsko-chińskich relacjach może pojawić się „nowa energia". Zaznaczył, że Chiny mają możliwość wykorzystania swojego politycznego wpływu, „by przywrócić siłę regułom i zasadom", na jakich powinien opierać się świat. | PAP Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 99 Przedstawiłem przywódcy Chin naszą Będziemy kontynuować nasze kontakty Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy Lotnisko Warszawa-Radom zostało oficjalnie otwarte Oprać. Anna Nagel Radom - Port lotniczy Warszawa- - Radom to nowe szanse dla mieszkańców regionu i pasażerów z wielkich metropolii - mówił premier Mateusz Morawiecki podczas oficjalnego otwarcia lotniska. Lotnisko Warszawa-Radom im. Bohaterów Radomskiego Czerwca 1976 Roku zostało w czwartek przed południem oficjalnie otwarte. W uroczystości wzięli udział m.in. premier Mateusz Morawiecki, a także prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. - Port lotniczy Warszawa--Radom ma ogromny sens gospodarczy: odciąży warszawskie Okęcie, przyciągnie do Radomia inwestycje. Port Warszawa Okęcie jest absolutnie przeładowany, więc otwarcie tego portu ma wielki sens infrastrukturalny, logistyczny - mówił premier Morawiecki. Jego zdaniem lotnisko w Radomiu „otwiera cały region", a Radom dzięki niemu ma szanse na dodatkowe inwestycje, przyciągnięcie przedsiębiorców, podniesienie poziomu wynagrodzeń. Z założenia radomskie lotnisko jest przeznaczone głównie dla pasażerów mieszkających w promieniu około 100-150 km od Radomia. Polskie Porty Lotnicze spodziewają się, że będą z niego korzystać nie tylko mieszkańcy województwa mazowieckiego, ale także ościennych regionów: świętokrzyskiego, lubelskiego czy łódzkiego. - Lotnisko Warszawa-Ra-dom jest dowodem na spraw-czość naszych rządów, na to, że - Lotnisko Warszawa-Radom odciąży Okęcie i przyciągnie do Radomia inwestycje - mówił premier obóz Zjednoczonej Prawicy dotrzymuje wyborczych obietnic i zmienia Polskę na lepsze, zwłaszcza Polskę żyjącą poza kilkoma największymi miastami - oświadczył w czwartek prezes PiS Jarosław Kaczyński. Podczas uroczystości otwar- cia lotniska Warszawa-Radom lider PiS wyraził radość z otwarcia portu, zwracając uwagę, że to wielki dzień zarówno dla miasta, jak i całej ziemi radomskiej. - Otrzymaliście państwo wspaniały, nowoczesny obiekt spełniających wszystkie wyma- gania stawiane współcześnie tego typu inwestycjom - stwierdził szef PiS. On również dodał, że port w Radomiu będzie odciążał lotnisko Chopina w Warszawie. - Najnowocześniejszy w Polsce terminal wraz ze zmodernizowaną drogą startową tworzą podwaliny pod ewentualny dalszy rozwój lotniska i odgrywanie przez nie roli jednego z centrów turystyki lotniczej - stwierdził Kaczyński. Otwarcie nowego lotniska skomentował również prezydent Andrzej Duda w specjalnym liście. - To historyczny dzień dla mieszkańców Radomia i całego regionu, to również dzień, który zapisuje się w dziejach polskich skrzydeł oraz rozwoju komunikacji lotniczej -stwierdziłprezy-dent w liście, który w czwartek w Radomiu (województwo ma- zowieckie) odczytała szefowa jego kancelarii Grażyna Igna-czak-Bandych. Andrzej Duda dodał, że „włączenie Radomia w system połączeń lotniczych stwarza nowe szanse dla mieszkańców wielkiego obszaru między Warszawą, Łodzią, Kielcami a Lublinem". - Za sprawą tego lotniska, jednego z najnowocześniejszych i najbardziej komfortowych w Polsce, Radom i sąsiednie ośrodki zyskują połączenie z miastami w Europie, Azji i Afryce. Mieszkańcy odległych metropolii dostają nowy, dogodny sposób na dotarcie do naszego kraju oraz jego stolicy" - napisał prezydent. Na dziś zaplanowano pierwszy lot z nowo otwartego lotniska - samolot liniiLOT ma zabrać pasażerów do Paryża. PAP piskie podatki Zwroty, .które cieszą^ Dzięki rządowej obniżce P1T miliony Polaków otrzymało zwrot 12:% 1 Niższy p nr z 17% na 12% 10x rT rm Wyższa kwota wolna 30 000 zł Wyższy próg podatkowy 120 000 zł Dowiedz się więcej na podatki,g©v,pl/riiskiepadatkS/ Kancelaria Prezesa Rady Ministrów Ministerstwo Finansów skarbowa Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 POLSKA I ŚWIAT • 9 Karol III odmówił przyjęcia prezentu. Był sprzeczny z jego przekonaniami Oprać. Anna Piotrowska Londyn Karol m nie zgodził się, aby w związku ze zbliżającą się koronacją jeden z terminali na londyńskim lotnisku Heathrow nazwać jego imieniem. Jakie były powody odrzucenia takiego prezentu? Z ustaleń „The Times" wynika, że władze Heathrow chciały uczcić koronację nowego monarchy przez przemianowanie terminalu 5 na Terminal Króla Karola, podobnie jak jest w przypadku terminalu 2, który od 2014 roku oficjalnie nosi nazwę Terminal Królowej, i zwróciły się w tej sprawie do Pałacu Buckingham oraz do rządu. Jednak pomysł ten został odrzucony - oficjalnie przez rząd, ale ten miał się kierować życzeniami samego króla. Dwa źródła rządowe, na które powołuje się „The Times", mówią, że po części chodziło o to, iż monarcha - od wielu lat angażujący się w sprawy ochrony środowiska - nie chciał być patronem terminalu, bo samoloty wydatnie przyczyniają się do zmian klimatu. Gazeta wyjaśnia, że nadawanie tytułu i imienia monarchy oraz określenia „królewski" jest ściśle kontrolowane i choć dokładne kryteria nie są upu-blicznione, brane są pod uwagę takie kwestie, jak to, czy dane miejsce zostało nowo zbudowane lub odnowione, albo czy istnieje bliski osobisty związek monarchy z miejscem bądź instytucją. PAP Oficjalnie propozycję lotniska Heathrow odrzucił rząd, ale zakulisowo mówi się, że była to decyzja króla Erdogan jest poważnie chory? Odwołał wiece wyborcze Oprać. Anna Nagel Ankara Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan odwołał środowe i czwartkowe wiece wyborcze ze względu na stan zdrowia. Zachodnie media spekulują, że Erdogan może być poważnie chory. Zamieszanie wokół stanu zdrowia prezydenta Turcji zaczęło się we wtorek późnym wieczorem, kiedy Erdogan przerwał wywiad telewizyjny na żywo. Powiedział wtedy do dziennikarza, że czuje się chory i ma rozstrój żołądka. Następnie odwołał zaplanowane na środę wiece przedwyborcze. Erdogan będzie 14 maja ubiegał się o kolejną kadencję prezydenta Turcji. W ramach swojej kampanii organizował dwa lub trzy spotkania przedwyborcze dziennie i przemęczeniem tłumaczył swoją wtorkową niedyspozycję w czasie wywiadu. - Wczoraj i dziś było dużo pracy. Przez to złapałem grypę Na ostatniej prostej kampanii wyborczej Recep Erdogan zachorował. Jego otoczenie uspokaja, że prezydent szybko wróci do aktywności. Wybory w Turcji odbędą się 14 maja żołądkową - usprawiedliwiał się. - Dzisiaj odpocznę w domu za radą moich lekarzy- - napisał w środę na Twitterze Erdogan. Kłopoty zdrowotne nie ustąpiły, ponieważ w środę wieczorem wiceszef rządzącej w Turcji partii AKP Erkan Kan- demir poinformował, że prezydent odwołał wszystkie swoje czwartkowe aktywności i jedynie online będzie uczestniczył w ceremonii inauguracji pierwszego w kra-ju reaktora jądrowego. Projekt budowy czterech reaktorów o wartości 20 miliardów dolarów i mocy 4800 me- gawatów w śródziemnomorskim mieście Akkuyu, realizowany przez rosyjski Rosatom, pozwoli Turcji dołączyć do grona kraj ów posiadających cywilną energię jądrową. Z punktu widzenia prezydenta jest to szalenie istotny element, który miał być jednym z filarów kampanii wyborczej. Tym więcej niepokoju wzbudziła wśród Turków nieobecność Erdogana na otwarciu reaktora. Media bulwarowe zasugerowały nawet, że Recep Erdogan przeszedł atak serca. Te doniesienia błyskawicznie skomentował rzecznik prezydenta Fah-rettin Altun w wystąpieniu dla mediów. - Kategorycznie odrzucamy nieuzasadnione twierdzenia na temat stanu zdrowia prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana - powiedział Altun. Z kolei wiceprezydent Turcji Fuat Oktay zapewnił w środę, jak podała agencja Anatolia, że prezydent Recep Tayyip Erdogan ma się dobrze. - Jesteśmy w stałym kontakcie. Trochę się przeziębił - wyjaśnił Oktay. PAP Partnerem cyklu jest PKN Orlen rai iiicicm jcji rr\ii ui icii v/v/j.v Gwiazdy sportu w Goworowie. Program Szkolny Klub Sportowy stawia na rozwój młodzieży Program Szkolny Klub Sportowy to nie tylko seria zajęć i treningów dla dzieci i młodzieży, ale również okazja do spotkania gwiazd sportu. W poniedziałek 17 kwietnia w Zespole Szkół Powiatowych w Goworowie odbyły się specjalne zajęcia, w których uczniowie trenowali pod okiem m.in. olimpijczyków oraz medalistów mistrzostw świata czy Europy. Spotkanie oficjalnie rozpoczął minister Arkadiusz Czartoryski. Podstawowym celem Programu Szkolny Klub Sportowy jest spopularyzowanie sportu i aktywności fizycznej wśród dzieci i młodzieży. W ramach Programu realizowanych jest blisko 100 różnorodnych form aktywności. Odbywają się one dwa razy w tygodniu w formie 60-minutowych zajęć. W program angażuje się coraz więcej dzieci, rodziców i nauczycieli, dzięki czemu powiększa się SKS-owa społeczność. Sport jest ważną inwestycją w zdrowie społeczeństwa, ale jest też matką przyszłych sukcesów. - Dzisiaj jesteśmy w Goworowie i choć towarzyszy m m m 3 mm li nam wiele zabawy, to jednak program ten jest realizowany na poważnie. Chcemy bowiem ożywić sport, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży. Wiemy, że konkurujemy z komputerami czy e-sportem, ale staramy się propagować sport, na ile tylko jest to możliwe. Szczególnie teraz, kiedy po ponad 2 latach pandemii, wciąż mamy zredukowaną aktywność fizyczną, a dzieci spędzają wiele czasu przed ekranami komputerów. Program, który realizujemy z pomocą Instytutu Sportu, skierowany jest do dzieci w szkołach podstawowych - powiedział minister Arkadiusz Czartoryski. Dzieci trenują z gwiazdami sportu To zdanie podzielają też polscy sportowcy. Do Zespołu Szkół Powiatowych w Goworowie zawitali: Emilia Ankiewicz--Obukowicz (olimpijka na dystansie 400 m biegu przez płotki), Agnieszka Kobus--Zawojska (wioślarka, srebrna i brązowa medalistka igrzysk olimpijskich, mistrzyni świata i Europy), Maciej Kęsicki (Para Taekwondo) czy dr Urszula Włodarczyk (8-krotna medalistka mistrzostw świata i Europy w wieloboju oraz dyrektor Instytutu Sportu - Państwowego Instytutu Badawczego). - Bardzo się cieszę, że mam przyjemność być kolejny raz na akcji SKS i zachęcać dzieci do uprawiania sportu, w tym do swojej dyscypliny. Nie da się ukryć, że to właśnie w tego typu wydarzeniach, w małych miejscowościach możemy znaleźć przyszłe gwiazdy . sportu. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła kibicować tym dzieciakom i trzymać za nie kciuki, gdy będą zdobywać olimpijskie medale - powiedziała Agnieszka Kobus--Zawojska. Spotkanie olimpijczyków z pewnością pozostawi pozytywne wrażenia w pamięci dzieci na wiele lat. Młodzi sportowcy bardzo często spotykali na swojej drodze profesjonalistów, którzy stawali się dla nich idolami czy inspiracją do dalszych działań i rozwoju. - Sama wiem, jakie to potrafi być ważne. Pamiętam, jak w przeszłości spotkałam Irenę Szewińską, Władysława Kozakiewicza czy Jacka Wszołę. Wywarło to na mnie olbrzymie wrażenie - dodaje dr Urszula Włodarczyk. Celem Programu Szkolny Klub Sportowy jest zadbanie o nasze małe pociechy i jest to największe narzędzie aktywizacyj-ne w Polsce. Jego skala i zasięg terytorialny pozwalają efektywnie oddziaływać na najmłodszych, którzy uczestnicząc w programie, osiągają lepsze wyniki sprawnościowe niż rówieśnicy, co potwierdzono stosownymi badaniami. - Sport może wiele nauczyć dzieci w takim wieku. Wyrabia w nich takie cechy, jak zaangażowanie, dyscyplina, cierpliwość, czy szacunek dla przeciwnika. Ten event pokazuje, jak wiele można osiągnąć dzięki uprawianiu sportu -mówi Maciej Kęsicki. Od pierwszej edycji, która miała miejsce w 2017 roku, Program SKS jest wspierany przez ORLEN - największego sponsora polskiego sportu -nie tylko tego profesjonalnego będącego wynikiem wieloletnich treningów naszych sportowców, ale również młodzieżowego. W 2022 roku cała Grupa Kapitałowa ORLEN objęła programami sportowymi ponad 300 tys. dzieci i młodzieży w całej Polsce. Pomagając w realizacji tego typu programów, ORLEN nie tylko dba o ich rozwój, ale również szuka kolejnych talentów. - Wsparcie firmy PKN Orlen jest dla nas nieocenione w propagowaniu sportu i wspieraniu młodzieży, która chce rywalizować i reprezentować Polskę na międzynarodowych arenach. To nie jest oczywiste i zasługuje na wyrazy uznania - dodaje minister Czartoryski. 10 • REKLAMA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Rośliny za tony śmieci! 0010779353 strefa animacji i warsztatów, podczas których można było własnoręcznie stworzyć ekologiczne gadżety, a także poznać życie lasu i jego mieszkańców. Były też konkursy podczas, których dzieci wykazywały się wiedzą dotyczącą między innymi segregacji odpadów i ekologicznego stylu życia. Maluchy mogły bawić się z ekipą SuperJunaka i pokonywać tor przeszkód jak SuperBohaterowie. Słupszczanie i mieszkańcy regionu w sumie otrzymali niemal trzy tysiące roślin, które zasadzą na balkonach, na tarasach, w przydomowych ogródkach czy na działkach. Kilkadziesiąt kwiatów spółka Emka S.A. przekazała także Wojewódzkiemu Szpitalowi Specjalistycznemu w Słupsku. E Leclerc© ^EMKA Akcja specjalna Drzewko za makulaturę EMKA S.A. Około 11 ton odpadów różnych frakcji przynieśli mieszkańcy Słupska i okolicznych miejscowości podczas akcji ..Odpad zdasz, drzewko masz". W zamian otrzymywali rośliny na balkon i na działkę. W ten sposób kilka tysięcy osób świętowało przypadający w sobotę, 22 kwietnia Światowy Dzień Ziemi. To była już druga edycja akcji zorganizowanej przez firmę Emka S.A. z Żyrardowa. Piękna, niemal letnia pogoda i mnóstwo atrakcji zachęciły tysiące mieszkańców Słupska, ale również pobliskich miejscowości leżących na terenie gminy Słupsk i gminy Kobylnica, do przyjścia na parking przy hipermarkecie E. Leclerc przy ul. Szczecińskiej 36k. Mieszkańcy przynosili odpady czterech frakcji: makulaturę, zużyty sprzęt rtv i agd, plastiki i przeterminowane leki. W zamian za nie można było odebrać rośliny. Do wyboru były między innymi aksamitki, bratki i begonie, ale również hortensje, tuje, sosny, kosodrzewiny i wiele innych roślin liściastych oraz iglastych. Podczas sobotniej akcji zebrano ponad sześć ton odpadów. Ale już w piątek cztery i pół tony różnego rodzaju odpadów przekazali przedszkolaki i uczniowie szkół z niemal 20 słupskich placówek. W sumie Emka S.A. w ciągu dwóch dni odebrała niemal 11 ton makulatury, elektrośmieci, plastikowych opakowań i przeterminowanych leków. Odpadki zostaną sprzedane, a uzyskane w ten sposób pieniądze będą przekazane na rzecz podopiecznych Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Damnicy. W ubiegłym roku, podczas pierwszej edycji akcji, na konto ośrodka ze sprzedaży śmieci trafiło pięć tysięcy złotych. Ale sobotnie wydarzenie to nie był tylko odbiór odpadów. Przez cztery godziny mali i duzi mogli bawić się podczas ekologicznego pikniku. Na wszystkich czekały bezpłatnie kiełbaski z grilla, ciasta i pączki z piekarni Jakubowscy, a także wata cukrowa, wyciskane soki naturalne i popcorn. Najmłodsze dzieci mogły skakać i bawić się na dmuchańcach, a na te starsze czekała KOSZALIN/ SŁUPSK/ SZCZECIN SPOŁECZEŃSTWO ROZMOWA MŁODZIEŻ HISTORIA Ośrodki i punkty Caritas j Dlaczego sprawy o błąd I Maturzyści już ustawili się Socjalistyczna ojczyzna pomagają ofiarom j lekarski są trudne i trwają I w blokach startowych. ceniła pracę - za darmo przestępstw str. 12 i latami str. 15 I Co czują? str. 17 I i w wolnym dniu str. 18 Nie, nie, on nie poślizgnął się na parkiecie. B-boy Igor zalicza puchary, nie kontuzje Nastolatek ze Słupska zdobywa kolejne nagrody na polskich i zagranicznych turniejach breakdance. Bo kocha to, co robi str. 16 12 • TU DOBRE SERCA MAJĄ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Pomoc na wyciągnięcie ręki Joanna Krężelewska Koszalin Bita przez męża kobieta, która nie mogła jeść posiłków przy stole. Mężczyzna, któremu siostra ukradła dane osobowe. Setki różnych historii Łączy je jedno - otrzymane wsparcie. Kiedy przekroczysz próg Okręgowego Ośrodka Pomocy Pokrzywdzonym Przestępstwem przy ul. Wojska Polskiego 13 w Koszalinie, powita cię Karolina Gargas. Otwarta, wrażliwa, z ogromną troską wsłuchuje się w człowieka. - Przyjmujemy każdego, kto zgłosi się po pomoc. Możemy zorganizować pomoc prawną, zapewnić wsparcie psychologiczne i materialne, pokryć koszty świadczeń związanych z edukacją i aktywizacją zawodową, a nawet sfinansować przejściowe problemy mieszkaniowe - wylicza. Ofiary przemocy tó ponad połowa zgłoszeń. Zdecydowanie częściej zgłaszają się kobiety, ale bywają również mężczyźni doświadczający przemocy fizycznej, psychicznej i ekonomicznej. Ponad 30 proc. spraw dotyczy uchylania się od płacenia alimentów. Kolejne w statystykach są oszustwa. Ich ofiarą najczęściej padają osoby starsze, które w czasie społecznej izolacji wymuszonej pandemią, żyjąc samotnie, straciły czujność. Z prośbą o pomoc zgłaszają się też ofiary przestępstw seksualnych, kradzieży, uszkodzenia ciała, gróźb karalnych, wypadków komunikacyjnych, pobicia i uszkodzenia mienia. - Pomoc mogą otrzymać również dzieci i młodzież, ale wnioskodawcą musi być osoba pełnoletnia, na przykład rodzic, opiekun prawny czy członek rodziny - informuje Karolina Gargas. Zakup lodówki, mebli, bony żywnościowe i towarowe - pomoc odpowiada realnym i bieżącym potrzebom. Również mieszkaniowym. - Możemy opłacić czynsz, gdy osoba skrzywdzona natychmiast musi uciec od agresora. Zarówno w wynajętym lokalu, jak też na przykład w Domu Samotnej Matki prowadzonym pod tym samym, co nasz, adresem, przez siostry zakonne. Również jego podopiecznym pomagamy się usamodzielnić, wyposażyć mieszkanie, opłacić fakturę za prąd, opał, gaz. Nasza pomoc jest zindywidualizowana. Odpowiada konkretnym potrzebom konkretnej osoby - dodaje Karolina Gargas. flp Okręgowy Ośrodek Pomocy Pokrzywdzonym Przestępstwem w Koszalinie. Ksiądz Łukasz Bikun i Karolina Gargas Bywa, że pierwszą pomocą jest rozmowa. Wsparcie psychologa. - Początki mogą być bardzo trudne. Zdarza się, że pokrzywdzeni nie wiedzą dokładnie, jakie czyny popełniane względem nich są zabronione prawem. Zanim złożą zawiadomienie o przestępstwie, staramy się dokładnie nazywać to, co się działo. „Byłam bita, kopana, szarpana, ciągana po podłodze, miałam wykręcane ręce" - słyszymy. Razem, by wygrać z czasem - Jeśli pomoc jest potrzebna szybciej, niż jesteśmy jej wstanie udzielić na miejscu, możemy przekierować osobę do innego ośrodka, na przykład do Gdańska czy Szczecina. Na tym polega sieć pomocy -współpraca między ośrodkami, których w Polsce jest 305 - słyszymy. Co istotne, czas udzielania pomocy nie jest ograniczony. I znów - każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie. - Jednej osobie wystarczy kilka tygodni, by stanąć na nogi. Jeśli ktoś żyje pod pręgierzem przemocy przez kilka- naście lub kilkadziesiąt lat, będzie zdecydowanie dłużej wychodzić z traumy. Rok, dwa, trzy - może mieć pewność, że będziemy w tym procesie razem - zapewnia Karolina Gargas. Czas jest kluczowy również w przypadku dzieci, które są ofiarami przestępstw. - Domy dziecka i domy w pieczy zastępczej są przepełnione. A działać trzeba natychmiast, by przemoc nie była powielana. Mali ludzie, zabierani z dysfunkcyjnych rodzin, wciąż chcą być z rodzicami. Izolacja wywołuje u nich stany depresyjne. Dlatego apelujemy do rodzin zastępczych i pracowników domów dziecka, by również korzystali z naszej pomocy - zachęca pani Karolina. Przeciw niesprawiedliwości Koszaliński ośrodek działa w projekcie „Przeciw niesprawiedliwości" realizowanym do 2025 roku przez Caritas Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Dzięki dotacji z Funduszu Sprawiedliwości Caritas wspiera, a często - mówiąc wprost - ratuje osoby pokrzywdzone przestępstwem, pomaga ich bliskim oraz świadkom czynów przestępczych. Inne placówki włączone w program działają w Szczecinku, Kołobrzegu, Białogardzie, Wałczu, Drawsku Pomorskim i Sławnie. - Na ten projekt aż mi się oczy zaświeciły - mówi ksiądz Łukasz Bikun, od listopada ubiegłego roku dyrektor Caritas Diecezji Koszalińsko-Koło-brzeskiej. - Caritas może kojarzyć się głównie z wigilijnym dziełem pomocy czy słynną zupą dla bezdomnych. Tym razem budujemy most, który pozwali ofiarom przestępstw przejść na stronę, gdzie zamiast cierpienia dostaną dobro, miłość i realną pomoc. Od 2018 do końca ubiegłego roku ze wsparcia oferowanego w ośrodku w Koszalinie i punktach lokalnych w regionie skorzystało już ponad1500 osób. - Współpraca z nami to okazja do stworzenia relacji korektywnej. Osoba skrzywdzona może zobaczyć, że można inaczej, że są ludzie, którzy chcą podać jej rękę i mają narzędzia oraz metody, by wyciągnąć ją z sytuacji kryzysowej - wskazuje ksiądz Bikun. - Skrzywdzony ma w sobie wielki lęk i może reagować znanym so- bie sposobem. Może powielać dramatyczny schemat. Mam przekonanie i głęboką wiarę, że schemat ten można przełamać. Jesteśmy Caritas. Caritas to miłość do człowieka, podyktowana miłością do Boga. A w miłości, jak mówił święty Paweł, nie ma lęku. Chcemy tę miłość rozlewać na innych, szczególnie na osoby cierpiące. Gwiazdki, którym się udało O tym, jak bardzo się to udaje, świadczą historie „gwiazdek". Tak ciepło o podopiecznych, którzy są dziś wzorem dla innych, mówią ich opiekunowie. Jedna z gwiazdek do dziś wysyła listy swojej pani psycholog. Dziękuje za wielką moc, którą odkryła w terapii. Moc ze słów. Kobieta była ofiarą przemocy przez kilkanaście lat. Wreszcie usłyszała i uwierzyła, że może żyć jak królowa. Co to znaczy? Może spać na rozłożonym, a nie złożonym łóżku. Może otulać się kołdrą, a nie kocem. Może myśleć o sobie. Zrobiła kurs zawodowy. Jest ochro-niarką. I królową swojego życia, bo wie, że jest wartościową osobą i nikt nie ma prawa zrobić jej krzywdy. Wsparcie, pomoc prawną, psychologiczną i możliwość leczenia otrzymała też kobieta, której oprawca nie pozwalał podjąć pracy zawodowej. Kobieta cierpi na schizofrenię. Dziś jest nie tylko wolna od oprawcy, ale też w pełni niezależna, bo zaczęła pracować. - Osoba doświadczająca przemocy traci poczucie sprawczości. Przestaje w siebie wierzyć. Staramy się pomóc jej przywrócić poczucie własnej wartości - podkreśla Karolina Gargas. W ubiegłym tylko roku 13 osób dzięki wsparciu ośrodka i lokalnych punktów pomocy podniosło kwalifikacje zawodowe. Jedną z nich jest mężczyzna oszukany przez siostrę. Kobieta zmieniła wygląd i podszyła się pod niego. Popełniła przestępstwa, które przypisano jej bratu, m.in. w ruchu drogowym. Mężczyzna stracił prawo jazdy. Był kierowcą zawodowym, a na utrzymaniu miał małe dziecko. Pomoc polegała na przekwalifikowaniu go, by mógł pracować, zanim prawo zadziała i zostanie oczyszczony z zarzutów. - Elektromonter, operator drona, fryzjerka, manikiu-rzystka, a nawet kurs prawa jazdy - wspólnie z klientem badamy, co jest mu najbardziej potrzebne, i pomagamy - podkreśla Karolina Gargas. Osoby, które korzystają z pomocy, są jednocześnie przykładem dla innych. „Okey, czyli teraz jestem jedną z tych osób. Tych pokrzywdzonych" - powiedziała matka dwojga dzieci, gdy akta jej sprawy trafiły do segregatora na półce ośrodka. Skierował ją tu radca prawny. „Jest pani w dobrym miejscu i otrzyma pani wsparcie" - usłyszała. Była mocno zalękniona. Jej oprawca przez wiele lat stosował różne formy przemocy. Wyrzucał wszystkie ubrania z szafy, gdy jedna rzecz była według niego nierówno złożona. Zrzucał kobietę ze schodów, bił, a gdy ugotowała obiad, nie miała prawa jeść z rodziną przy stole. Przy dzieciach stosował przemoc wobec zwierząt. Obserwowały to latami. Miały problem w odróżnieniu, co jest dobre, a co złe. Przemoc stała się dla nich codziennością, więc gdy matka zaczęła z nią walczyć, dzieci zaczęły się bać o... dobro ojca. Tym bardziej że manipulator zaczął przekupywać je markową odzieżą, wyjazdami. - Ta silna kobieta jest dziś wzorem dla innych. Walczy 0 siebie i dzieci, a jej siła to wielka motywacja. Będziemy pomagać zarówno jej, jak i dzieciom - zapewnia Karolina Gargas. - Nasz przekaz do osób skrzywdzonych brzmi: nie jesteście sami. Jeśli zrobicie już pierwszy krok, dopuścicie myśl, że jesteście ofiarami przestępstw, nie bójcie się postawić drugi - przyjść po pomoc - apeluje ksiądz Łukasz Bikun. Pomoc oferowana jest każdemu, również osobom niewierzącym, wyznającym każdą wiarę bądź tym, które wątpią. - Nie potrzebujemy zaświadczenia od proboszcza, że ktoś jest praktykującym katolikiem. Dla nas, dla naszych serc pomoc jest, oczywiście, formą ewangelizacji. Wyciągamy rękę, bo to nasza misja. Chcemy w niej dotrzeć do każdego potrzebującego człowieka, niezależnie od jego światopoglądu - dodaje ksiądz Bikun. Jednocześnie zwraca się do wszystkich księży: - Konfesjonał to miejsce, w którym można pokazać możliwe drogi. Tu wierny czuje się bezpiecznie, to przestrzeń do rozmowy. 1 tu właśnie osoba cierpiąca może postawić pierwszy krok na drodze wyjścia z kryzysu. Apeluję, by przy okazji spowiedzi informować osoby skrzywdzone przestępstwem o tym, że mamy konkretne narzędzie, żeby pomóc. Mówmy potrzebującym: nie jesteś sama! Nie jesteś sam! ©® FOtUSTKĄNA PRZESTRZENI WIEKÓW FB/STOLPMUNDE FB 2 • GŁOS MA HISTORIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Ognia! Jak Korpus Ochrony Pogranicza walczył z Armią Czerwoną Mateusz Czajka II wojna światowa We wrześniu1939r. gen. Or-lik-Riickemann walczył do końca. Ze zmontowanym naprędce oddziałem „kopistów" zadał Armii Czerwonej mocny cios pod Szackiem. Wilhelm Riickemann urodził l sierpnia 1894 r. we Lwowie. Pochodził z zasymilowanej rodziny żydowskiej od dawna osiadłej w tym mieście. Riickemann zaczął służbę w WP już jako kapitan. Dowodził batalionem w 6. pułku piechoty. Od wiosny 1919 r. do marca 1920 r. walczył na froncie północnym z Litwinami. Potem uczestniczył w wyprawie kijowskiej. Szczególnie wykazał się podczas działań odwrotowych w czerwcu. Wtedy 3. Armia, w której skład wchodził 6. pp, cofała się na zachód, gnana przez l. Armię Konną Budionnego. Bolszewicy, atakując ze skrzydeł, odcięli jej drogę ucieczki - zajęli mosty na rzekach. Sukcesem naszego bohatera było zdobycie jednej z przepraw: „W dniu 11 czerwca kpt. Riickemann (...) otrzymał rozkaz sforsowania mostu na rzece Zdwiż pod m. Borodianka. Most ten był broniony silnym i skutecznym ogniem artylerii i karabinów maszynowych ustawionych zwartą linią na przeciwległym brzegu rzeki. Straty od ognia zaczynały być znaczne, skutkiem czego baon [batalion -WR] zaczął chwiać się i zdradzać tendencje odwrotowe. Wówczas kpt. Riickemann powziął plan, aby przeważyć zwycięstwo na swoją stronę decydującym atakiem. Poderwał jakąś kompanię i osobiście prowadząc ją, nagłym natarciem doprowadzającym do starcia na białą broń opanował most zmuszając nieprzyjaciela do wycofania się na całej linii. Zwycięstwo to przyczyniło się w znacznej mierze do pomyślnego rozwiązania akcji na Boro-diankę". Fanatyczny piłsudczyk Po wojnie Riickemann, od 1924 r. już jako pułkownik, nadal dowodził 1. pułkiem czołgów. W styczniu 1928 r. trafił do 23. Górnośląskiej Dywizji Piechoty w Katowicach. Był kolejno II, a potem I dowódcą piechoty dywizyjnej. Wreszcie w grudniu 1932 r., po odbyciu kolejnych kursów Zasadzka patrolu Korpusu Ochrony Pogranicza. Korpus Ochrony Pogranicza utworzono w 1924 r., by ukrócić działania sowieckich dywersantów, którzy panoszyli się wtedy na Kresach w Centrum Wyższych Studiów Wojskowych, został awansowany na generała brygady. Wtedy objął dowództwo 9. Dywizji Piechoty, której sztab mieścił się w Siedlcach. Sprawował tę funkcję aż do października 1938 r., gdy mianowano go zastępcą dowódcy Korpusu Ochrony Pogranicza gen. Jana Kruszewskiego. Na każdym z piastowanych stanowisk szczególnie dbał o utrzymanie kultu Piłsudskiego. Pilnował, by żołnierze uczestniczyli w pogadankach o jego życiu i dokonaniach. Organizował podniosłe akademie, zwłaszcza z okazji imienin Marszałka, w których wymagał od podkomendnych „autentycznego zaangażowania". Ponadto był czołowym działaczem ruchu weteranów legionowych. W1921 r. Riickemann, zwyczajem wielu swoich kolegów, poprosił przełożonych o dopisanie do swojego nazwiska konspiracyjnego pseudonimu Orlik, by podkreślić zasługi dla niepodległości Polski. Zgodę takową otrzymał. Pochód w pożodze Korpus Ochrony Pogranicza utworzono w 1924 r., by ukrócić działania sowieckich dywersantów, którzy panoszyli się wtedy na Kresach (więcej o tych wydarzeniach w numerze „NH" z maja 2015 r.). Jego podstawowym zadaniem było zatrzymywanie wszystkich osób nielegalnie przekraczających naszą wschodnią granicę. Poza tym żołnierze KOP prowadzili działania kontrwywiadowcze (z pomocą sieci cywilnych konfidentów) i zajmowali się „płytkim wywiadem" (przesłuchiwanie uchodźców i przemytników zza kordonu). Żołnierze, którzy znaleźli się w Korpusie, pochodzili z województw centralnych lub zachodnich. Jedyną mniejszością dopuszczaną do służby byli Niemcy. „Kopiści" byli uzbrojeni w broń lekką. Dopiero tuż przed II wojną na ich wyposażeniu znalazły się także armaty 75 mm. W marcu •1939 r. w szeregach KOP służyło około 23 tys. żołnierzy. Gdy jednak perspektywa wojny na zachodzie stawała się coraz bardziej realna, mniej więcej połowę z nich wcielono w szeregi armii. W końcu nawet jego dowódca został przeniesiony do Armii Odwodowej „Prusy". Wtedy właśnie, 31 sierpnia 1939 r., na czele KOP stanął gen. Wilhelm Orlik-Riic-kemann. Jak podaje Czesław Grzelak, miał do swojej dyspozycji jedynie 12 tys. ludzi, czyli mniej niż ośmiu na jeden kilometr granicy. l września 1939 r. Niemcy napadli na Polskę. Blitzkrieg pędził na wschód. Tymczasem żołnierze KOP obserwowali wzmożony ruch wojsk po sowieckiej stronie granicy. Alarmowali o tym swoich przełożonych. Mimo to ani dowódcy jednostek, ani gen. Orlik-Riic- kemann nie zrobili prawie nic, by lepiej przygotować się do obrony. Dlatego też 17 września wiele osamotnionych stanic i posterunków KOP padło już po krótkiej walce. Ofensywa sowiecka także postępowała szybko. Z tego powodu 18 września gen. Or-lik-Riickemann przeniósł swoją kwaterę główną z Da-widgródka na zachód - do Sto-lina. Ostatecznie konwój generała zatrzymał się w rejonie Morocznej i Siedliszcz (wsie na południe od Pińska). Tam zarządził koncentrację ocalałych oddziałów KOP. 22 września na miejscu stawiły się Brygada KOP „Polesie", Baon KOP „Kłeck", większość Pułku KOP „Samy", Grupa KOP „Ma-łyńsk", Baon Karabinów Maszynowych „Osowiec". Do zgrupowania KOP Riicke-manna dołączyły także mniejsze grupy ochotników - leśnicy, osadnicy wojskowi, policjanci ze Stolina. Łącznie jego siły liczyły, według różnych szacunków, od 7 do 8,7 tys. ludzi. Równocześnie, niespełna 70 km na zachód, konsolidowała się Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie" gen. Franciszka Kleeberga. Dowódca KOP spotkał się z nim dwukrotnie. Prosił, by tamten poczekał na niego jeden dzień, zanim rozpocznie marsz na zachód, na odsiecz Warszawie. Jednak Kleeberg, z niewyjaśnionych do dziś powodów, pozostał nieugięty - ruszył ze swoją grupą pierwszy, zostawiając „kopistów" z tyłu. Marsz „kopistom" utrudniali także wszechobecni komunistyczni dywersanci: „Strzelanina trwa noc w noc. Żołnierze boją się iść w szpicy tylnej, gdyż Pole-szucy strzelają do spotkanych oddziałów" - meldował jeden z oficerów. „Specjalna grupa złożona z marynarzy wykonuje egzekucje po wsiach, często pożary znaczą, którędy przechodzi wojsko". Do większej pacyfikacji doszło 27 września w Rat-nie, skąd „kopiści" wyparli silną grupę czerwonych partyzantów. Bój pod Szackiem Niedługo po tych wydarzeniach zgrupowanie gen. Orlika-Riickemanna natrafiło na poważniejszą przeszkodę. Jej dalszy marsz na zachód blokowała sowiecka 52. Dywizja Strzelców, która zajęła miasteczko Szack. Była znacznie silniejsza od „kopistów". Liczyła 13 tys. żołnierzy i miała do dyspozycji batalion czołgów. Czerwoni wiedzieli o zbliżaniu się niezidentyfikowanego oddziału polskiego do miasta. Uważali, że nie jest on zbyt liczny. Dlatego też 28 września wysłali batalion czołgów wsparty baonem piechoty, by się z nim rozprawił. Tymczasem Riickemann zastawił na nich pułapkę. Na skraju lasu pod Szackiem ustawił działa przeciwpancerne i ckm. Oto jak relacjonował pierwsze chwile bitwy mjr Antoni Żurowski: „Czołg zza zakrętu w Szacku wytacza się na groblę, za nim pokazują się następne. Jeszcze czekajcie mówią działonowi. Warkot silników wzrasta. Na grobli już długi warkocz czołgów i samochodów pancernych. Jadą, jakby uważali, że na ich widok pęknie nasza linia obrony. W lukach czołgów stoją ich dowódcy. Sądzą, że obrona nasza rozsypie się, a oni będą mogli zbierać krwawe żniwo. Cisza ze strony naszej na pewno ich niepokoi. Przeliczyli się. (.. .)Kiedy z Szacka wyjeżdża ostatni, dwunasty czołg oraz samochód ciężarowy załadowany piechotą, a za nim widać doczepioną kuchnią polową (...) działonowi rozkazują »Uwaga, kolejno od czoła do pancerek - ognia!«. Huknęły strzały i prawie równocześnie natychmiast wybuchały kolejno czołgi. Poleciały w powietrze jakieś kawałki, jakieś strzępy i po chwili palą się wszystkie kolejno czołgi. (...) Wylatuje w powietrze jakiś samochód ciężarowy z piechotą (...) Sowietów ogarnęła panika. (...) Wśród strzelaniny zmieszanej z jękami konających i krzykami rannych sowieckich żołnierzy płonęły jak pochodnie czołgi, samochody pancerne i ciężarówki. Sowieci, ci jeszcze żywi, wyskakują z czołgów, rozbiegają się po łące i tylko kilku z nich - oficerowie -stoją posłusznie w pobliżu wraków, położyli pistolety z pasami na ziemi i ręce trzymają do góry. Poddają się. (...) Jednocześnie nasza piechota ruszyła do ataku tak energicznie, że nie było takiej siły, aby ją zatrzymać". 23 września zgrupowanie Riickemanna skierowało się na zachód. Maszerowano tylko nocami, by uniknąć atakównie-przyjacielskiego lotnictwa. Nie do końca się to udało. Doszło do jednego starcia. O dziwo to Polacy wyszli z niego zwycięsko. Sowiecki samolot, chcąc precyzyjnie trafić w naszych, zszedł bardzo nisko. Tymczasem arty-lerzyści KOP zachowali zimną krew. Podnieśli działko przeciwpancerne maksymalnie do góry, wycelowali i trafili w maszynę, rozwalając ją na kawałki. „Huk na ziemi i błysk w powietrzu!" -opisywał tę scenę jeden z zachwyconych świadków. - „Z furkotem i gwizdem spadają na ziemię resztki tego, co niedawno było samolotem. Resztki płoną, a w kadłubie dopalają się dwa trupy lotników. (...) Przykryto widok, ale cóż za piękny strzał!". ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 GŁOS MA HISTORIA • 3 Widmo radioaktywnego skażenia, a na polskich ulicach normalne życie Ryszard Pawłowski polskapress.pl Wnocyz25na26 kwietnia 1986doszło do wybuchu w C^amobyłskiej Elektrowni Jądrowej. Sprawa została nat-natychmiast utajniona przez komunistyczne władze 0 wybuchu w Czarnobylu napisano już tomy. Są poważne opracowania na temat specyfiki reaktora, jego wad technicznych 1 przyczyn wybuchu, jak i sensa-cyjnedoniesieniaoprzebiegu katastrofy i akq'i gaszenia oraz zabezpieczania reaktora. A sama akcja była spektakularna, co pokazuje znakomicie wybitny serial HBO „Czarnobyl". Ze śmigłowców na płonący reaktor zrzucano tony piasku, glinu i dolomitu i ołowiu. Załogi maszyn praktycznie nie były zabezpieczone przed promieniowaniem. Na dodatek para unosząca sięzmiejsca zagrożenia była ogromnym zagrożeniem dla ekip gaśniczych pracujących w elektrowni, fle osób zginęło w katastrofie? Oficjalnie niewiele. Raptem 31, ale nawet 100 tysięcy osób zostało w mniejszym lub większym stopniu poszkodowanych przez wybuch. Tylko statystyka „Śmierć jednego człowieka, to tragedia, śmierć milionów to tylko statystyka" - powiedział Józef Stalin i jego słowa ci, którzy zarządzali akcją ratunkową, wzięli sobie do serca. Dlatego podczas gaszenia reaktora życie ludzkie sięnieliczyło. Podobnie los tych, którzy zmagali się ze zdrowotnymi skutkami wybuchu przez następne dekady. WybuchwCzamobylujestteż czarną kartą PRL. Informacje o nim zostały utajnione przez ekipę Jaruzelskiego. Komuniści liczyli, że informacje nie dotrą do Polaków. A ci niepomni katastrofy i potencjalnego radioaktywnego zagrożenia spędzali czas na świeżym powietrzu. Dopiero 28 kwietnia „Trybuna Ludu" poinformowała w małej notatce o „odnotowaniu przez nowozelandzkich naukowców nowej próby atomowej przeprowadzonej przez Francję na poligonie na Atolu Mururoa". 30 kwietnia gazeta poinformowała o wystąpieniu „pewnego wycieku substancji radioaktywnych. W tym czasie o katastrofie mówiło już Radio Wolna Europa. 29 kwietnia komunistyczne władze podjęły zaś decyzję o podaniu dzieciom płynu lugola w n województwach. 30 kwietniaak- cję rozszerzono na cały kraj. Płyn przywożono do szkół, także naPomorzu. Lugola w akcji Ryn Lugola, czyli wodny roztwór jodu i jodku potasu, miał za zadanie „nasycenie" tarczycy jodem do tego stopnia, że nie była ona w stanie przyjąć już kolejnych dawek. Oddajmy głos świadkom tamtych zdarzeń.- Byłam wtedy kierowniczką administracyjną szkoły nagdańskie) Morenie - wspomina pani Iwona. -Informacje, że będziemy podawać dzieciom jakiś płyn pojawiły się - o ile dobrze pamiętam- 30 kwietnia wieczorem. Przywieziono go karetkami. Dzieciaki stały w kolejkach do stołówki, gdzie każdy dostawał kubek do wypicia. Dla dzieci to była duża atrakcja. Lekcji niebyło. Dopiero po kilku dniach mój starszy syn - rocznik 1973 - przyszedł do mnie i z poważną miną oznaj-mił, że nie będzie miał dzieci, bo wypił lugolę, apozatymjest skażony... Na pewno dzieci rozmawiały o tym na podwórkach. Dorośli byli w szoku. W szkole gościł też jeden z sekretarzy partyjnych. Odbyła się pogadanka z personelem, że dzieci nie należy straszyć, żadnego skażenia nie ma, towarzysze nad wszystkim panują, a lugola podawanajest tylko profilaktycznie. - Pijcie dzieci, bo lugola, to jest ruska cola - śpiewaliśmy na przerwach w szkole -wspomina Rafał Woliński z Gdańska (rocznik 1974). - Smakowało to ohydnie, jak jakiś cierpki sok z aronii ze starego słoika. My się dobrze bawiliśmy, ale pamiętam, że moja mama strasznie płakała. Zresztą, do tej pory mnie pyta, czy nie mam kłopotów z tarczycą. Co zostało po Czarnobylu... Trzeba - dla sprawiedliwości - zaznaczyć, że decyzje władz polskich dotyczące podawania płynulugolaipóżniejszęj akcjiin-formacyjnej ws. katastrofy stały w sprzeczności z zaleceniami towarzyszy z Kremla, by wszystko maksymalnie utajnić. To było jednak niemożliwe. O wybuchu mówiono m.in. szeroko w Radiu Wolna Europa... Czy faktycznie były jednak powody do obaw? Profesor Zbigniew Jaworowski, który w 1986 roku został członkiem Polskiej Komisji Rządowej ds. Skutków Katastrofy w Czarnobylu, twierdził potem, że decyzja o podaniu płynu lu-golabyłaprzedwczesnaiprzesa-dzona. W Polsce zapanowała po prostu panika. ©® OM-A: -A * ' W fp .# 1 - ri > » % iK % * m*,. %*'*<■ 1 ■ 4 <ĘŚ - 4f : - - j|' f"; - GŁOS MA HISTORIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Bohaterowie z Placu Muranowski Wojciech Rodak II wojna światowa Powstańcy pojmani w getcie na ulicy Nowolipie 64 przy skrzyżowaniu ze Smoczą Stroop O poranku 19 kwietnia 1943 r. dwa tysiące niemieckich żołnierzy z formacji policyjnych i ko-laboranckich SS otoczyło warszawskie getto. Ich zadaniem była ostateczna likwidacja dzielnicy żydowskiej, którą wciąż zamieszkiwało około 70 tys. ludzi. Miała to być kolejna rutynowa operacja w ramach akcji „Reinhardt", zakończona wysyłką tysięcy niewinnych ofiar do obozu zagłady w Treblince. Tymczasem gdy tylko hitlerowcy zbliżyli się do bram getta, otwarto do nich huraganowy ogień z pistoletów i karabinów. Kilkaset żydowskich bojowców stanęło do straceńczej walki o godność i honor swojego narodu. Rejonem, w którym w pierwszych dniach powstania trwała szczególnie zażarta bitwa, był plac Muranowski. Tam dynamicznie zmieniające pozycje grupy powstańców, uzbrojone nawet w ckm-y, zadawały okupantom ciężkie straty. Niemcy atakują tu ze wszystkich stron. - relacjonował w 1945 r. Marek Edelman. Osaczeni bojowcy bronią się zawzięcie, w nadludzkich zmaganiach odpierają natarcia. Zostają zdobyte dwa kaemy i wiele innej broni. Zostaje spalony niemiecki czołg. To już drugi tego dnia [19 kwietnia - red.]. Na dachu jednego z okalających plac budynków bojowcy, jak podają liczni świadkowie, umieścili dwie flagi - polską i żydowską. Miał tobyć symbol braterstwa obu nacji zamieszkujących Rzeczpospolitą. Tymi dzielnymi i dobrze zorganizowanymi wojownikami, którzy w środku krwawej batalii zdobyli się na wymowny gest, byli członkowie Żydowskiego Związku Wojskowego, konspiracyjnego ugrupowania założonego przez działaczy syjonistycznej prawicy. Niestety, tylko garstce bojowników ŻZW udało się przetrwać hekatombę n wojny światowej. Nie przeżył żaden z jego przywódców, nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące organizacji. Niewiele znajdziemy o nich wzmianek w odnalezionych materiałach z nieocenionego Archiwum Ringel-bluma (pisaliśmy o nim w numerze „NH" z kwietnia 2016 r.). Z rzadka wspominali o swoich politycznych przeciwnikach weterani lewicowej Żydowskiej Organizacji Bojowej, jak Edel- man, Symcha Rotem czy Antek Cukierman, którzy w relatywnie licznym gronie przetrwali Zagładę. Po wojnie to właśnie oni pisali historię powstania w getcie, ledwie wzmiankując 0 istnieniu konkurencyjnej organizacji zbrojnej. W efekcie ZZW wciąż pozostaje na marginesie świadomości zbiorowej. Mało tego. Prawdziwe dzieje Związku zaciemniali liczni hochsztaplerzy, Polacy i Żydzi, którzy - wykorzystując śmierć prawie wszystkich uczestników opisywanych przez siebie zdarzeń - przypisywali sobie współudział w heroicznym boju. Historycy, żądni jakichkolwiek informacji o ŻZW, nazbyt często dawali wiarę podejrzanym relacjom, np. Henryka Iwańskiego ps. Bystry, nie weryfikując ich. W efekcie do niedawna cała nasza wiedza o tej organizacji stanowiła zbiór raczej niespójnych narracji, których powtarzające się elementy z czasem uznano za fakty historyczne. Ubocznym rezultatem tego procesu są np. niesłusznie przyznane tytuły Sprawiedliwych wśród Narodów Świata 1 skwery imienia fikcyjnych postaci (np. im. Dawida Apfel-bauma w Warszawie; według najnowszych ustaleń w kierownictwie ŻZW nie było nikogo takiego). Raptem kilka lat temu dwaj historycy, Dariusz Libionka i Laurence Weinbaum, postanowili krytycznie przeanalizować całą naszą dotychczasową wiedzę na temat ŻZW, uzupełniając ją o informacje z nowych źródeł. Dzięki ich detektywistycznemu zacięciu i benedyktyńskiej pracy w archiwach możemy dziś wyraźniej odmalować dzieje owej organizacji. Ustalone przez nich fakty dotyczące Żydowskiego Związku Wojskowego nie przedstawiają Polaków w tak dobrym świetle, jak pierwotne wersje tej intrygującej historii. Żydowski „Strzelec" Po utworzeniu i zamknięciu getta w Warszawie w listopadzie 1940r. większość przedwojennych żydowskich organizacji politycznych kontynuowała swoją działalność w konspiracji. Nie inaczej było z prawicową Nową Organizacją Syjonistyczną (NOS; nazywano ich także syjonistami-rewizjoni-stami) i jej młodzieżówką Beta-rem, którego kadry stanowiły później trzon Żydowskiej Organizacji Wojskowej. Betar zainaugurował działalność w Europie na początku lat dwudziestych. Inicjatorem jego powstania był Włodzimierz Ża-botyński, prominentny działacz światowego ruchu syjonistycz- Powstańcy pojmani w getcie na ulicy Nowolipie 64 przy skrzyżowaniu ze Smocząetem nego. Marzył on o utworzeniu w Palestynie demokratycznego państwa żydowskiego na obu brzegach Jordanu. W realizacji swojej koncepcji, o czym otwarcie mówił, wzorował się na Józefie Piłsudskim. Założona przez niego organizacja o charakterze paramilitarno-skau-towskim miała przeistoczyć młodych Żydów z diaspory w materiał na żołnierzy, gotowych oddać życie za ten nadrzędny cel. Betar miał więc być takim żydowskim odpowiednikiem Związku Strzeleckiego. Jego członkowie, np. podczas wyjazdów kolonijnych, odbywali ćwiczenia wojskowe, a także uczyli się posługiwania bronią. Militarny dryl, specyficzne stroje i nacisk na kult wodza powodowały, że przez część swoich współwyznawców byli uważani za „faszystów", a Ża-botyński za „żydowskiego Duce". W n RP Betar rozwijał się wyjątkowo prężnie. Liczbę jego członków szacowano w 1938 r. na mniej więcej 98 tys. - to sporo, biorąc pod uwagę, że Polskę zamieszkiwało wówczas około 3,5 min Żydów. Sanacyjne władze, z przyczyn czysto pragmatycznych, sprzyjały betarczykom. W drugiej poło- wie lat trzydziestych narastały nad Wisłą nastroje antysemickie. Żabotyński, głosząc konieczność jak najszybszej emigracji Żydów do Palestyny, wychodził im naprzeciw z gotowym rozwiązaniem palącego problemu społecznego. Prowadzono negocjaqe w tej sprawie. Ostatecznie wdrożenie tego planu pokrzyżowała wojna. Betarczycy, zamiast walczyć z Arabami i Brytyjczykami o własną ojczyznę w Palestynie, stanęli do boju z Niemcami o honor i przetrwanie w Warszawie. Narodziny ŻZW Po klęsce wrześniowej struktury NOS i Betaru w zachodniej części II RP uległy osłabieniu. Gros polityków i funkcyjnych ruchu syjonistów-rewizjoni-stów uciekła przed niemiecką okupacją na wschód. Do Wilna zbiegł także lider betarczyków Menachem Begin, późniejszy izraelski premier. Organizacja warszawska, „osierocona" w wyniku exo-dusu elit, aż do przełomu 1942/1943 r. raczej nie wyróżniała się jakąś szczególną aktywnością w życiu getta, a przynajmniej nie znaleziono na to zbyt wielu dowodów. Wydaje się, że w porównaniu do pozostałych żydowskich stronnictw politycznych nie prowadziła zbyt intensywnej działalności wydawniczej. Zachował się po nich raptem jeden numer gazetki „Magen Dawid" („Tarcza Dawida") z początku 1942 r., wktórej możemy znaleźć zapowiedź przyszłego starcia z Niemcami („Zmienimy rzeczywistość i pójdziemy do walki. Przywrócimy do życia legendę króla Dawida"). Momentem przełomowym dla działalności rewizjonistycznego podziemia w Warszawie było lato 1942 r. W czasie tzw. Wielkiej Akcji, trwającej od lipca do września 1942 r., z miejscowego getta wywieziono do obozów śmierci około 300 tys. Żydów. W tzw. getcie szczątkowym zostało około 70 tys. ludzi, głównie młodych i w sile wieku. Swoje przetrwanie zawdzięczali temu, że pracowali w licznych zakładach przemysłowych na terenie dzielnicy. Byli tego świadomi. Dlatego też w niektórych kołach politycznych getta zrodziła się inicjatywa powołania do życia organizacji zbrojnej, która może stawić opór Niemcom. Lewicowe organizacje - m.in. Bund, Dror i PPR - utworzyły Żydowską Organizację Bojową. Rewizjoniści, z niejasnych już dziś przyczyn, działali odrębnie. Żydowski Związek Wojskowy powstał prawdopodobnie na przełomie 1942 i 1943 r. Jego liderem był Paweł Frenkel, młody, góra 22-letni, działacza Betaru z Warszawy. Postacią numer dwa był Leon Rodal, niespełna 30-letni dziennikarz i działacz partii NOS pochodzący z Kielc. Oprócz nich do komendy ruchu należało pięć mniej znanych postaci, m.in. Eliahu Halberstein i Natan Schultz. W momencie wybuchu powstania ŻZW liczył około 250 bojowników, z czego około 90 proc. stanowili chłopcy z zamożnych żydowskich rodzin, którzy przed wojną byli związani z Betarem. Poza tym rewizjoniści byli luźno powiązani z kilkoma mniejszymi grupami działającymi w getcie. Należeli do nich m.in. przemytnicy dowodzeni przez niejakiego „Pika", czyli Pinię Finkla. O tym, jak podstępny i zawzięty był to żywioł, świadczy anonimowy zapisek z 13 marca 1943 r.: Pojedynczy niemieccy żołnierze, którzy wchodzili Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 GŁOS MA HISTORIA • 5 o. Żydowski Związek Wojskowy do getta, by jak za dawnych dobrych czasów obejrzeć »zoolo-giczny ogród« i aby zrobić zdjęcia dla swoich dziewcząt, znikali na zawsze. Znam wypadek, kiedy na Muranowskiej ulicy niemiecki lotnik wciągnięty podstępem do jakiegoś domu został tam, dosłownie, pokrojony żyletką przez grupę szmu-glerów. W pierwszej połowie stycznia 1943 r. ZZW wydał pierwszą ulotkę wzywającą mieszkańców getta do walki z okupantem. „Kto walczy o życie, ma szanse uratowania się! Kto z góry rezygnuje z obrony -od razu przegrywa! Tego czeka haniebna śmierć w duszącej maszynie Treblinek. (...) Nam pisane jest życie! Mamy do niego prawo! Trza tylko umieć o nie walczyć! Hańba zagłady nie może się powtórzyć" - czytamy w odezwie. Oto jak ŻZW przeszedł od słów do czynów. „Eksy" i „Arpad" Betarczycy od jesieni 1942 r. próbowali nawiązać kontakt z Armią Krajową. Pomni przedwojennej przyjaźni pomiędzy władzami II RP a swoim ruchem chcieli podporządkować się. polskiemu podziemiu, a także uzyskać pomoc w uzbrojeniu i przygotowaniach do powstania. Jednakże ich zabiegi nie spotkały się z zainteresowaniem po aryjskiej stronie muru. Prawdopodobnie dlatego, że wybrali niewłaściwych pośredników, jak akowski renegat Cezary Janusz Szemley ps. Arpad. Stąd też ZZW - w odróżnieniu od ŻOB, która otrzymywała broń od akowców - był zdany jedynie na własne siły. Po kolejnych wywózkach z getta w połowie stycznia 1943 r. priorytetem rewizjonistycznych konspiratorów było uzyskanie w krótkim czasie jak największego arsenału. By zdobyć pieniądze na jego skompletowanie, grupy bojowców prowadziły zbiórki pieniędzy na „fundusz zbrojeniowy" pośród mieszkańców getta. Jednak znacznie więcej środków uzyskiwali z tzw. eksów, czyli napadów na zamożnych mieszkańców getta, a także różne instytucje i urzędy funkcjonujące w dzielnicy. Nieraz ich łupem padały setki tysięcy złotych. Broń nabywali na czarnym rynku po aryjskiej stronie. Mieli kilku dostawców. Głównym był wspomniany „Arpad", który sprzedawał związkowcom karabiny, pistolety, granaty i koktajle Mołotowa, defraudując akowskie zapasy i nabijając sobie kabzę. Innym był Roman Kowalski, ważna figura w wolskim półświatku. Wszedł on w posiadanie broni ukrytej przez Wojsko Polskie we wrześniu 1939 r. i powoli ją wyprze-dawał. Miał też na usługach bandę małoletnich kieszonkowców, którzy okradali z pistoletów nieostrożnych żołnierzy Wehrmachtu. Militaria, jak też inne towary, szmuglowano do getta przez tunel zbudowany i kontrolowany przez rewizjonistów. Wejście do niego było ukryte po aryjskiej stronie w piwnicy domu przy Muranowskiej 6. Prowadził on do podziemi kamienicy przy Muranowskiej 7, leżącej już po drugiej stronie muru. Broń, ukrytą w chlebie, przenosili przez bramy getta także robotnicy wracający z prac poza dzielnicą. Pod silnym wrażeniem przygotowań ZZW do obrony był historyk Emanuel Ringelblum. Oto jak w jego relacji wyglądała siedziba organizacji na kilka dni przed powstaniem: „Obejrzałem arsenał ŻZW Lokal mieścił się w niezamiesz-kanym domu przy Muranowskiej 7, w 6-cio pokojowym lokalu na pierwszym piętrze. W pokoju kierownictwa zainstalowane było pierwszorzędne radio, przynoszące wieści z całego świata, obok stała maszyna do pisania. Członkowie kierownictwa ŻZW, z którymi prowadziłem rozmowę przez kilka godzin, byli uzbrojeni w rewolwery zatknięte za pasem. W dużych salach na wieszakach znajdowała się broń różnego rodzaju, a więc ręczne karabiny maszynowe, karabiny, najrozmaitszego rodzaju rewolwery, ręczne granaty, torby z amunicją, mundury niemieckie (...). W pokoju kierownictwa był wielki ruch, jak w prawdziwym sztabie armii; odbierano tu rozkazy dla skoszarowanych »punktów«, w których gromadzono i szkolono przyszłych bojowców - relacjonuje. I stwierdza dalej: Przynoszono raporty o eks-propriacjach, dokonanych przez poszczególne grupy u zamożnych osób na rzecz uzbrojenia ZZW. W mojej obecności zakupiono tam u byłego oficera armii polskiej [zapewne chodzi o „Arpada" - red.] broń za ćwierć miliona złotych. (...) Zakupiono dwa karabiny maszynowe za 40 tys. złotych, większą ilość granatów ręcznych i bomb. W miarę postępów w przygotowaniach do powstania rewizjoniści coraz śmielej poczynali sobie w getcie. Niszczyli grupy polskich rabusiów grasujących nocą po dzielnicy. Likwidowali także nadgorliwych żydowskich policjantów i współpracowników gestapo. Proporczyk Żydowskiego Związku Wojskowego. Nie wiadomo tylko, czy autentyczny O życie Plan obrony przygotowany przez ŻZW zakładał działanie w trzech punktach getta szczątkowego. Trzon sił organizacji pod dowództwem Frenkla, około 60-80 dobrze uzbrojonych bojowników, rozmieszczono w kamienicach wzdłuż placu Muranowskiego. Drugi oddział, liczący około 30-40 osób, stacjonował w szopie To-ebbensa i Schultza. Liderował mu Pinchas Taub. Trzecia grupa powstańców, pod Szmuelem Łopatą, kwaterowała na terenie szopu szczotkarzy przy Święto-jerskiej. Pomniejsze grupki rewizjonistów i ich sympatyków rozlokowane były także w innych punktach dzielnicy. Plan komendy ŻZW nie zakładał prowadzenia walk z Niemcami do ostatniego żołnierza. Po stawieniu oporu najeźdźcom bojowcy mieli się wycofać przez tunel na Muranow-ską 6. Stamtąd, z pomocą swoich „polskich przyjaciół", mieli wydostać się poza miasto, do partyzantki. Przyszłość pokazała, że ich kalkulacje były całkowicie błędne. Muranowska reduta O poranku 19 kwietnia 1943 r. ŻOB i ŻZW przywitały wkra- czające do getta niemieckie siły huraganowym ogniem. Rozpoczęło się powstanie. Oto jak wyglądał pierwszy dzień batalii w relacji rewizjonistycznego bojownika o pseudonimie Rudy Paweł: „O szóstej rano nastąpiło pierwsze starcie. Ma Miłej 29 rzucono kilka granatów i padły pierwsze niemieckie ofiary. Według naszych obliczeń kilkadziesiąt osób. Dom ten Niemcy podpalili, a nasi chłopcy wycofali się. Straż gasiła pożar, ale bardziej interesowała się rzeczami niż gaszeniem pożaru. Po krótkiej przerwie ok. 10-ej znów potyczka na Miłej, przy czem w kilku domach znowu trupy, liczyć nie mogliśmy, ale sporo. Później Miła 7, Nalewki 42, tu wywiesiliśmy flagę polską i żydowską, zrobioną z kołdry i szczotki, tam też było sporo trupów SS, i znów Nalewki 39. Podpalamy szop Bauera. Plac Muranowski 11-13-15, z okien walimy, zastępca naszego komendanta zabity [Rodal? - red.]. Wjeżdżają duże czołgi. Rozpoczyna się szalony ostrzał z ckm-ów i działek. Opuszczamy teren". Grupy ŻZW stawiały najbardziej zacięty opór hitlerowcom w okolicy swojej kwatery głów- nej - na placu Muranowskim. To właśnie nad nim miały powiewać dwa naprędce przygotowane sztandary - polski i żydowski - które po wojnie stały się symbolem ich udziału w powstaniu. Nie sposób dziś odtworzyć dokładnego przebiegu bitwy 0 plac Muranowski, ponieważ wojny nie przeżył żaden z bojowców ŻZW walczących na tym odcinku. Z relacji świadków, które mocno różnią się w detalach, wynika, że dzięki co najmniej dwóm karabinom maszynowym umieszczonym w strategicznych punktach (w tym jednym na dachu?) i starannie przygotowanym bunkrom powstańcy zadali tu Niemcom ciężkie straty, niszcząc nawet - jak pisał Marek Edelman - kilka czołgów. Bojowcy ŻZW, tak jak potem powstańcy warszawscy, często nosili niemieckie mundury 1 hełmy. W czasie walk na Nalewkach wykorzystywał je do podstępu „król szmugle-rów" „Pika". 22 kwietnia, przebrany za oficera SS, wciągnął grupę Niemców do jednego z domów. Tam, znienacka, on i jego towarzysze otworzyli ogień, kładąc trupem większość schwytanych w pułapkę niemieckich żołnierzy. Po kilku dniach walk, do 21-22 kwietnia, komenda ŻZW zdecydowała o ewakuacji znacznej większości sił poza getto. Gdyby wiedzieli, co ich czeka po aryjskiej stronie, może walczyliby dalej, ramię w ramię z ŻOB-em, aż do połowy maja. Zdrady Po 22 kwietnia Żydowski Związek Wojskowy właściwie przestał istnieć. Bojowcy ulegli rozproszeniu - jedni przeszli na drugą stronę muru, inni kontynuowali walkę. Każdy ratował się jak mógł. Opiszmy zatem losy największych grup rewizjonistycznych powstańców. Niemal 60 bojowników przeszło tunelem z getta na Muranowską 6. Tam ukrywali się przez parę dni. Niestety, prawdopodobnie ktoś doniósł o ich obecności Niemcom. 27 kwietnia budynek otoczyło wojsko. Kilkunastu Żydów zginęło w strzelaninie, reszta się poddała. Słuch po nich zaginął. Inną grupę, 44 bojowców, przewieziono do wynajętej willi w Michalinie pod Otwockiem. Transport i lokum zapewnił im stary znajomy, w którym pokładali tak wielkie nadzieje - „Arpad". Jednak jego zainteresowanie losem Żydów się skończyło - nie mógł już na nich więcej zarobić. Tak liczna grupa przybyszów szybko zwróciła uwagę miejscowych, którzy natychmiast donieśli o sprawie Niemcom. 30 kwietnia willa została zaatakowana przez siły policyjne. Część bojowców zginęła w obławie, niektórym udało się uratować. Równie tragicznie potoczyły się losy przywódcy ŻZW Paweł Frenkel ukrywał się ze swoją świtą w bunkrze przygotowanym przez „Arpada" na ulicy Grzybowskiej. I tym razem ktoś poinformował o tym władze okupacyjne. Gdy Niemcy otoczyli lokal, rozpoczęła się strzelanina. Frenkel poległ wraz ze wszystkimi towarzyszami. Li-bionka i Weinbaum uważają, że głównym podejrzanym w tej sytuacji jest Szemley, który chciał się pozbyć kolejnego „niedochodowego kłopotu". Czekając na Ringelbluma W relacjach Henryka Iwańskiego ps. Bystry, złożonych na przełomie lat 50. i 60., w szeregach ŻZW mieli walczyć obok siebie Żydzi i Polacy. W bitwie na placu Muranowskim mieli zginąć jego dwaj synowie. Dwa sztandary wywieszone na jednej z kamienic miały symbolizować polsko-żydowskie braterstwo broni. Po latach okazało się, co wyczerpująco udowodnili Libionka i Weinbaum, że „Bystry" i grupa powiązanych z nim „weteranów" walk w getcie byli zwykłymi oszustami, którzy ze swojej mistyfikacji czerpali wymierne zyski. Iwańskiemu i jego żonie przyznano nawet tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Drzewko zasadzone ku ich pamięci nadal rośnie w ogrodzie YadVashem. Wersja dziejów ŻZW przedstawiona przez wspomnianych historyków pokazuje jednoznacznie, że żadnej polsko-ży-dowskiej współpracy w wypadku tej organizacji nie było. AK nie miała szerszego pojęcia o rewizjonistycznej konspiracji w getcie - wiedziała o niej tyle, ile dowiedziała się podczas inwigilacji „Arpada". Ten ostatni co prawda pomagał Żydom, ale wydaje się, że jego motywacje były czysto finansowe. Zresztą jego poczynania po wydostaniu się powstańców na aryjską stronę stawiają go w bardzo niekorzystnym świetle. Wielu faktów dotyczących dziejów Żydowskiego Związku Wojskowego i rewizjonistycznej konspiracji w getcie wciąż nie da się jednoznacznie ustalić. Więcej dowiemy się z pewnością po odnalezieniu trzeciej, ostatniej części Archiwum Ringelbluma. Miejmy nadzieję, że niebawem to nastąpi. 6 • GŁOS MA HISTORIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Restauracje i domy zdrojowe w prze Bogumiła Rzeczkowska Ustka Ażurowe kurhausy, eleganckie pawilony, muzyczna rotunda przy Strandpromena-de. Wille z podwieszanymi wieżyczkami i zielone werandy. Dziś na hotelowej i restauracyjnej mapie Ustki wielu obiektów już nie ma. ale swój niepowtarzalny ślad pozostawiły na przedwojennych fotografiach i pocztówkach. Na początku XX stulecia Ustka, wówczas Stolpmiinde, stawała się modnym kurortem, zmieniała się architektura kąpieliska. Poza obszarem starej osady rybackiej, gdzie dominowały małe szachulcowe domy, wyrastały wille i kamienice bogatych przedsiębiorców. Do coraz słynniejszego kąpieliska nad Morzem Bałtyckim ściągały tłumy. Odwiedzali je Niemcy, Francuzi i Polacy. Rosło więc zapotrzebowanie na eleganckie restauracje z wykwintnym bufetem, ze sceną do muzykowania i odgrywania sztuk, koniecznie z fortepianem. Dzisiejsza Promenada Nadmorska stała się koncert-platzem, a pojawianie się w tym miejscu ówczesnych ce-lebrytów należało do dobrego tonu. Pawilony, wieżyczki i werandy w ażurach Jednym z piękniejszych obiektów na Promenadzie Plażowej, czyli Strandpromenade, był Hotel Kurhaus-Pavillon. Kawiarniany XIX-wieczny Ost-seebad Stolpmiinde Kurhaus-Pavillon został rozbudowany na początku XX wieku i przekształcił się w ekskluzywny hotel - Pawilon Zdrojowy, zwany też Pawilonem Plażowym. To późniejsza powojenna restauracja Bajka, a następnie FWP Przystań. W czasach niemieckich jego właścicielem był August Risch, pochodzący z także uzdrowiskowego Cuxhaven, posiadający również Kurhaus Stolpmiinde (późniejszy Dom Rybaka w Ustce). Kurhaus-Pavillon to drewniano-ceglana perełka letniskowej architektury nadmorskiej z apartamentami i rozległym tarasem, z pięknymi sztukateriami i żyrandolami wewnątrz. Sąsiadem Kurhaus-Pavil-lonu był zbudowany bliżej latarni morskiej Strand-Pavillon J.B. Kalffa z charakterystyczną ośmiokątną wieżyczką. To późniejszy dom wczasowy Górnik, w którym w czasach stalinowskich wypoczywali przodownicy pracy, a następnie restau- racja Bałtycka, w której przez długie lata bawili się ustczanie. Ciekawostką jest, że w Pawilonie Kalffa mieszkał w ostatnim czasie swojego życia Wilhelm Granzow - malarz, twórca herbu Ustki. Urządził tam pracownię z widokiem na morze. Nad malarzem roztoczyły kulinarną opiekę Grete Bareuther i Alma Mehnert, właścicielki cukierni Kalffa. 9 marca 1945 roku artysta uciekał przed wojskiem radzieckim. Wsiadł na statek, który w drodze do Schleswig-Holstein został trafiony przez Rosjan. I ślad po nim zaginął. Między pawilonami Kalffa i Kurhausem powstał Musik Pawilon - drewniana rotunda dla muzyków, przekształcona w powojennych czasach w kiosk Altana ze słodyczami. Reprezentacyjny Park-Hotel - przez ruinę do ognia Jednym z piękniejszych ho-teli-restauracji był także muro-wano-drewniany z przełomu XIX i XX wieku Park-Hotel należący do G. Bahra przy dzisiejszej ulicy Chopina. - W1938 roku był to jeden z sześciu ośrodków w Ustce, które miały w nazwie „hotel". To oznaczało najwyższy status. Reszta kwater noclegowych mieściła się w pensjonatach, gospodach lub w domach z pokojami gościnnymi. Park-Hotel był czynny przez cały rok i mógł jednorazowo przyjąć do 18 gości. Za łóżko za dobę płaciło się wówczas 2 marki, a w sezonie 2,50. Za śniadanie trzeba było dopłacić markę, a pełne wyżywienie kosztowało od 4 do 6 marek - tak opisywał to ekskluzywne miejsce na łamach „Głosu" historyk Marcin Bar-nowski. - Właściciel dbał o rozrywki. W budynku była scena, na której występował lokalny teatr, odbywały się wieczorki taneczne, wspólne śpiewy i odczyty. Dużą cykliczną imprezą były festyny strażaków. Powojenna słynna Czarodziejka z czasem przeszła w prywatne ręce. W 2006 roku została wpisana w rejestr zabytków. To jednak oprotestował właściciel. Pozbawiony konserwatorskiej opieki obiekt spalił się w lutym 2009 roku. Kolejną letniskową perełką była restauracja Na Palach wzniesiona na wbitych w dno Bałtyku ostrogach z niesamowitym widokiem na otwarte morze. W obiekcie na plaży znajdowały się łazienki. Restauracja służyła jeszcze jakiś czas po wojnie, znana wówczas głównie z baru mlecznego. Stołpm u nde. Ku rhaus Jednym z piękniejszych obiektów na promenadzie był ekskluzywny Hotel Kurhaus-Pavillon. To późniejsza powojenna restauracja Bajka, a następnie FWP Przystań Willa Ria Vella - symbol zamożności We wschodniej części uzdrowiska od Kurpromenade, czyli Promenady Zdrojowej, po obecne ulice Żeromskiego, Mickiewicza i Kopernika po- wstawały wille bogatych przedsiębiorców. Domy te - C.G. Fritzego, Franza Krausego, konsula F.W. Koepkego, czy Conrada Westphala - po wojnie miały więcej szczęścia niż hotele. Choć i w tych przypadkach architektoniczne detale padły ofiarami późniejszych i całkiem współczesnych przeróbek, wiele z nich zachowało niepowtarzalne wnętrza. Tylko jedna z nich - piękna portowa willa Ria Yella swój ży- wot zakończyła w 1945 roku. Ten okazały dwupiętrowy dom z narożną wykuszową wieżyczką i dobudowanym spichlerzem stał w miejscu, gdzie obecnie znajduje się placówka Straży Granicznej. Na dostęp- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 GŁOS MA HISTORIA • 7 dwojennym kurorcie nad Bałtykiem :nt Ost seebsu Przy ulicy Głównej Ferdynand Rathke prowadził browar i restaurację Z nowego falochronu można było podziwiać piękny widok architektury portowej nych powojennych fotografiach widać już tylko spalone ściany i rozbiórkę. Ria Vella była siedzibą konsula Friedricha Wilhelma Koep-kego - jednego z najbogatszych przedsiębiorców Ustki, kupca, armatora kilkunastu statków, parowców i żaglowców, łososiowego potentata, handlarza artykułami kolonialnymi i zbożem. Członkowie rodziny Ko-epke byli honorowymi vice-konsulami Królestwa Szwecji, opiekującymi się szwedzkimi marynarzami. Rodzinne tragedie sprawiły, że w 1931 roku przedsiębiorstwo nabyła konkurencja - firma armatorska Geissa. * * * Taką Ustkę zastali powojenni osiedleńcy, którzy potrafili docenić skarby Ziem Zachodnich. Dzisiaj możemy je zobaczyć tylko na starych fotografiach. Po najbardziej ekskluzywnych obiektach prawie już nic nie zostało. Tak nieszczęśliwie je przebudowano, pozbawiono elementów dekoracji, oklejono banerami, zasłonięto budami, że aż trudno rozpoznać te miejsca. Można odnieść wrażenie, że właściciele z przełomu XX i XXI wieku, nie zdawali sobie sprawy, w jakie weszli posiadanie. Po prostu inwestowali w parcele, a nie obiekty zduszą...©® Kurhaus przy ulicy Głównej, obecnej Marynarki Polskiej Przejażdżki łodziami po morzu należały do atrakcji turystycznych przedwojennego kurortu Jadalnia w restauracji Gehrke. Tak wyglądały wnętrza pawilonów i willi na początku XX wieku 8 • GŁOS MA HISTORIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Cztery pogrzeby króla Stasia. Pośmiertne losy ostatniego monarchy Rzeczypospolitej Jarosław Mańka Stanisław August Poniatowski po tajemniczej śmierci w Pałacu Marmurowym spoczął najpierw na ponad dwa wieki w podziemiach kościoła św. Katarzyny w Petersburgu. Wwieku XX sprawa powtórnego pochówku króla w Polsce stała się jednym z największych skandali II Rzeczypospolitej j tajemnicą po 1945 r. Jedno jest pewne: doczesne szczątki ostatniego króla Rzeczypospolitej doczekały się łącznie... czterech pogrzebów. Morderstwa na dworze Iście carski pogrzeb, jaki 5 marca 1795 r. wyprawił Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu car Paweł I, na długo zapadł w pamięci mieszkańcom Petersburga (pisaliśmy o tym w poprzednim numerze „Naszej Historii"). Dreszczu emocji petersburskiej ulicy dodawała sprawa tajemniczej śmierci polskiego władcy, podlanej dodatkowo sosem domy-„ słów i plotek, iż to Poniatowski mógł być ojcem cara Pawła I. Słowem, cała paleta powiązanych historii, która budowała wokół ostatniego króla prawdziwą aurę tajemniczości. Dodając do tego nieszczęśliwy romans Poniatowskiego z carycą Katarzyną i fakt, iż jego owocem była nieślubna córka, która zmarła w wieku dwóch lat... można by wręcz rzec, że scenarzysta brazylijskiej telenoweli by tego nie wymyślił. Tyle że to tragiczne losy Rzeczypospolitej i morze krwi wylanej, by ponownie Polska wróciła na mapę Europy. Kilka lat po śmierci Poniatowskiego Petersburg o polskim królu praktycznie zapomniał. Doczesne szczątki polskiego władcy spoczęły w krypcie petersburskiego kościoła na ponad dwa wieki. Nikt zapewne nie spodziewał się, że w wieku XX Poniatowski „doczeka się" swoistej pośmiertnej odysei, której widomym znakiem będą jeszcze kolejne trzy pogrzeby króla. Zupełnie jakby sentencja wyryta na rozkaz cara na królewskim nagrobku: „Stanisław n August / Król Pol- pp SI ANi SŁ AWAuGuST— KRÓL POLSKI WIELKI KSIĄŻE LITEWSKI RUSKI PRUSKI MAZOWIECKI ŻMUDZKI KIJOWSKI WOŁYŃSKI PODOLSKI PODLASKI INFLANCKI SMOLEŃSKI SIEWIERSKI I CZERNICHOWSKI 1732 + 1798 Inskrypcja na krypcie królewskiej w katedrze św. Jana w Warszawie ski, Wielki Książę Litewski / wymowny przykład zmienności doli", odnosiła się także do pośmiertnych losów jego szczątków. Jak się okaże, losy Poniatowskiego po śmierci były nie mniej burzliwe i pełne tajemnic niż za życia... Zetlały szkielet Srebrną trumnę Stanisława Augusta złożono 5 marca 1797 r. w kościele św. Katarzyny przy huku honorowych salw armatnich (wnętrze kościoła św. Katarzyny, gdzie spoczął król, udekorował i katafalk zbudował wielki artysta Vin-cenzo Brenna). Zabalsamowane ciało króla ubrane było w mundur polskiej gwardii koronnej i przepasane błękitną wstęgą z Orderem Orła Białego. Królewskiego splendoru dopełniał purpurowy płaszcz podbity gronostajem z haftowanymi orłami i złota korona, którą na głowę zmarłego władcy założył sam car. Przez 60 lat nikt nie zakłócał spokoju ostatniego władcy Rzeczypospolitej. Niestety, niszczące podziemia kościoła wody Newy uczyniły prawdziwe spustoszenie wśród doczesnych szczątków monarchy. Kiedy w 1857 r. otwarto trumnę Poniatowskiego, okazało się, że miast kości w sarkofagu oprócz „nieszczęsnego ochę-dóstwa" można było znaleźć jedynie proch. Niemniej zachowana pozostała królewska odzież, korona i szpada. Sam kościół św. Katarzyny stał się bardzo ważnym miejscem dla katolickiej (w dużej mierze polskiej) wspólnoty w Petersburgu. Po wojnie polsko-bolszewickiej do Rosji sowieckiej przybyła Komisja Mieszana zajmująca się restytucją zagrabionych polskich dóbr kultury. Członkowie komisji trafili m.in. do kościoła św. Katarzyny w ówczesnym Piotro-grodzie, gdzie komisyjnie otworzyli królewski sarkofag (1922 r.). Zachowany raport stwierdzał, że „ciało i szkielet zetlały zupełnie, na miejscu czaszki pozostał biały proszek podobny do wapna. W podobny proszek zamieniła się lewa noga króla". Z polską komisją oczywiście miał kontakt proboszcz parafii św. Katarzyny - ks. Konstanty Budkiewicz, który na początku 1923 r. został aresztowany wraz z 12 innymi duchownymi, po czym skazany w pokazowym procesie za antyradziecką propagandę i zamordowany strzałem w tył głowy. Tajemnicza przesyłka W pierwszych dniach lipca 1938 r. władze sowieckie niespodziewanie postanowiły zwrócić trumnę ze szczątkami Poniatowskiego Polsce. Dla władz II Rzeczypospolitej był to bardzo niewygodny „prezent". Sowieci tłumaczyli, że zamierzają dokonać wielkiej przebudowy Leningradu i kościół św. Katarzyny miał zostać rozebrany. Zwrot królewskiej trumny miał być gestem „dobrej woli". Sowieci wsadzili królewską trumnę do wielkiej dębowej skrzyni z pieczęciami polskiego konsulatu w Lenin- gradzie i przesyłkę odstawili do pierwszej polskiej stacji kolejowej w Stołpcach. Polscy kolejarze głowili się, o co chodzi, gdyż na liście przewozowym napisane było jedynie „zwłoki", a w rubryce „adres" widniało jedno słowo „Polsza". Wagon z przesyłką z ZSRR trafił więc na bocznicę kolejową. Dopiero następnego dnia nadszedł telegram z Warszawy nakazujący zapieczętowanie wagonu, opatrzenie go napisem „bagaż zwykły" i odstawienie na bocznicę w Brześciu nad Bugiem. Wszystko działo się w absolutnej tajemnicy i polscy kolejarze nie wiedzieli, co jest w skrzyni. W tym samym czasie w Warszawie prezydent Ignacy Mościcki zlecił premierowi Felicjanowi Sławojowi Składkowskiemu znalezienie takiego miejsca pochówku, które pozwoli na potajemny pogrzeb króla. Jako że drugi pogrzeb Poniatowskiego miał być bardziej „schowaniem" niż pochowaniem władcy, nikt specjalnie nie przejął się testamentem Poniatowskiego, który życzył sobie być pochowanym w Łazienkach. Po „poszukiwaniach" idealnym miejscem na schowanie króla wydał się być kościółek w Wołczynie na Polesiu - wsi, w której urodził się przyszły król. Wszystko też wskazywało na to, że w miejscowym kościele św. Trójcy został także ochrzczony jako Stanisław Antoni Poniatowski herbu Ciołek (drugie imię - August przybrał podczas koronacji). Ksiądz proboszcz w Wołczynie otrzymał jedynie polecenie przygotowania krypty do pochówku. Nie tłumaczono mu, kto ma być pochowany w starej świątyni, jednak polecono wielką dyskrecję. Drugi pogrzeb króla „odbył się" nocą 14 lipca 1938 r. Po kilku dniach postoju wagonu ze skrzynią na bocznicy kolejowej w Brześciu nad Bugiem sowiecka przesyłka została załadowana na ciężarówkę. Tajniacy towarzyszący „orszakowi" zbudzili proboszcza i kazali mu otworzyć kościół. Wszystko działo się w pośpiechu i wielkiej tajemnicy. Wokół kościoła rozstawiono policjantów, a księdzu nakazano milczenie, zakazując nawet odprawiania mszy w intencji króla. Ogromna skrzynia z trumną nie weszła przez niewielki otwór do przygotowanej krypty, dlatego też złożono ją w zamykanej kratą niszy przylegającej do nawy. Na kratę tajniacy założyli kłódki i... wydawało się, że sprawa jest załatwiona. Całej historii nie udało się jednak utrzymać w tajemnicy. 0 zwrocie trumny Poniatowskiego poinformowało wkrótce sowieckie radio, a za nim komunikat powtórzyła czeska rozgłośnia. Niebawem ukazał się obszerny artykuł o potajemnym pochówku Poniatowskiego w „Wiadomościach Literackich" z pytaniem, dlaczego króla pochowano potajemnie w wiosce na Polesiu? Nikt nie miał wątpliwości, że wpływ na milczenie sanacyjnych władz miała opinia Józefa Piłsudskiego, który, delikatnie mówiąc, nie darzył ostatniego króla I Rzeczypospolitej sympatią. Dodatkowo spekulowano, że „król przyniesie ze sobą wojnę". Gdzie jest trumna 17 września 1939 r. Wołczyn znalazł się w granicach ZSRR, a w 1941 r. wkroczyli tu Niemcy. Niestety w 1945 r. Wołczyn nie wrócił już do Polski - brakło niespełna kilku kilometrów. Dlatego ówczesny proboszcz zabytkowego kościoła ks. Antoni Czyszewicz załadował dobytek na kilka furmanek i przeszedł na drugą stronę nowej granicy. Niestety nie zabrał kró- lewskiej trumny. Klucze do kościoła św. Trójcy oddał miejscowemu przedstawicielowi Rady Wiejskiej. W Polsce na kilkadziesiąt lat zapomniano o miejscu drugiego pogrzebu króla, który władze Białoruskiej SSR zamieniły na magazyn nawozów sztucznych. W1976 r. zawalił się dach świątyni, dopełniając dzieła zniszczenia. W1988 r. ówczesny minister kultury prof. Aleksander Krawczuk podjął decyzję o sprowadzeniu szczątków Stanisława Augusta Poniatowskiego do Polski. Do Wołczyna dotarła 12-oso-bowa komisja, która przekonała się, że kościół św. Trójcy jest ruiną, a po królewskim grobowcu nie ma śladu. Wkrótce okazało się jednak, że poszukiwania prowadzili także amatorzy-społecznicy z Grodna na czele z Aleksandrem Milinkiewiczem (przyszłym opozycyjnym kandydatem na prezydenta niepodległej Białorusi) i zdeponowane w muzeum w Mińsku znaleziska przekazano Polakom. Nie ulegało wątpliwości, iż były to pozostałości królewskiego pochówku: strzęp królewskiego płaszcza, kawałek wstęgi orderowej, skórzany obcas, kowalski gwóźdź, haftowany srebrem polski orzeł z wizerunkiem herbu Ciołek. Po królewskiej złotej koronie i innych cennych artefaktach oczywiście nie było śladu. Wieść gminna niosła, że skrzynia z królewską srebrną trumną została rozbita ok. 1949 r., a precjoza rozkradzione. Ponowny, trzeci już z kolei, pogrzeb króla miał miejsce w warszawskiej katedrze św. Jana wieczorem 14 lutego 1995 r. Podczas realizacji filmu „Trzy pogrzeby ostatniego króla Rzeczypospolitej" zapamiętałem opowieść prof. Marka Kwiatkowskiego, który był w Wołczynie w 1989 r. W pewnym momencie wyjawił, że z miejsca, gdzie była rozbita trumna monarchy, zabrał ziemię z prochami i pochował je w Łazienkach Królewskich, aby choć częściowo wypełnić testament Poniatowskiego. To czwarty pogrzeb króla. Symboliczny. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 REKLAMA • 13 iEKLAMA 0010780022 Oszczędzaj z fotowoltaiką od PGE Zyskaj niezależność energetyczną, wybierając sprawdzoną, bezpieczną instalację fotowoltaiczną z wieloletnią gwarancją od PGE. ■ % - ■ * *W5 ■40***2. Wybierz sprawdzonego sprzedawcę 3~ Zredukuj wydatki na energię elektryczną Zadbaj o środowisko ńaus Wejdź na www.gkpge.pl Prowadzimy w zielonej zmianie 14 • Z POLICJI Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Tomasz Turczyn Sławno Dwócii zatrzymanych mężczyzn, dręczona kf^ńeta ina-gianie. Co takiego zdarzyło się wpewnym mieszkaniu wjed-nejzmiejscowości powiatu sławieńskiego? Sprawa jest niezwykle delikatna i bulwersująca. Prokuratura nie zdradza wszystkich szczegółów ze względu na dobro pokrzywdzonej. Wiadomo, że dramat kobiety, która stała się ofiarą dwóch mieszkańców powiatu sławieńskiego, nagrano telefonem komórkowym. Film później rozsyłano. Śledczy dysponują tym nagraniem. - Z naszych ustaleń wynika, że kobieta, przechodząc obok mieszkania, w którym ją potem uwięziono, zauważyła otwarte drzwi do kuchni i leżące tam siatki z zakupami. Chciała je ukraść i częściowo się jej to udało. Ostatecznie jednak została zatrzymana przez jednego z przebywających tam mężczyzn. Ten stwierdził, że sam wymierzy jej sprawiedliwość -mówi Anna Grabowska, prokurator rejonowy ze Sławna. -Pani dokładnie nie potrafi Doprowadzenie do sądu 37-iatka. Sąd aresztował go na trzy miesiące wskazać, ile czasu była więziona w mieszkaniu. Wypuszczona została rano. Kobieta opisała policji, że stawiała opór, oraz że dręczono ją wiele godzin. Gdy prosiła 0 wodę, miała usłyszeć, że ma napić się „z kibla". - Opisała, że była bita kablami 1 pasem. Mówiła, że grożono jej wywiezieniem do lasu i zakopaniem - opowiada dalej pani pro- kurator. - Obcięto jej włosy nożyczkami i polano głowę atramentem. Finałtego wszystkiego jest taki, że mamy zatrzymane dwie osoby. Mężczyznę mającego 37 lat i drugiego - 34 lata. Obaj zostali doprowadzeni do Prokuratury Rejonowej w Sławnie i usłyszeli zarzuty. Jakie? - Że działając wspólnie i w porozumieniu pozbawili wolności ze szczególnym udręczeniem pokrzywdzoną w ten sposób, że zamknęli ją w mieszkaniu i tują dręczyli oraz nagrywali całe zdarzenie telefonem komórkowym, a do tego kierowali groźby pozbawienia życia -wymienia Anna Grabowska. - To musiał być szok i ogromna trauma dla tej kobiety -ocenia Krystyna Kmiecik-Ba-ran, psycholog. - Taki uraz może pozostać w psychice na długo. Prokurator Anna Grabowska dodaje, że kobieta miała na całym ciele zasinienia, co potwierdził biegły z zakresu medycyny. - Główny sprawca, 37-latek, przyznał się do zarzucanego mu czynu. Powiedział, że jak zobaczył, że kobieta ukradła część zakupów, to postanowił sam jej wymierzyć sprawiedliwość - mówi Anna Grabowska. Wobec 37-latka został zastosowany - przez Sąd Rejonowy w Sławnie - tymczasowy areszt na trzy miesiące, a wobec 34-latka policyjny dozór. Podejrzanym grozi od trzech do 15 lat więzienia. Śledczy ze Sławna mówią, że pokrzywdzona kobieta otrzymała pomoc psychologiczną. ©® Materiał informacyjny Totalizator Sportowy • 0010799461 Polska branża hazardowa to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi rozrywki. Krajowa gospodarka zyskuje na niej rocznie ponad 4 miliardy złotych XV Europejski Kongres Gospodarczy był miejscem wielu dyskusji dotyczących rozwoju )vv polskiego biznesu i jego wpływu na gospodarkę krajową. Jedną z nich był panel „Branża hazardowa w gospodarce", na którym przedstawiciele rynku rozmawiali o jej rozwoju, korzyściach dla państwa i sposobach walki z szarą strefą w hazardzie Branża gier na pieniądze pozostaje jedną z najszybciej rozwijających się w Polsce stref biznesu. Na przestrzeni ostatnich sześciu lat wpłaty z tej branży do budżetu państwa wzrosły aż o 100%. Głównym płatnikiem jest Totalizator Sportowy, który ma monopol w czterech obszarach: gier liczbowych, loterii pieniężnych, salonów gier na automatach poza kasynami gry i gier kasynowych przez Internet. Liczba pracujących w tej branży wzrasta z roku na rok - w 2022 wyniosła 9 867, z czego ponad połowa to pracownicy Totalizatora Sportowego. W okresie ostatnich sześciu lat zatrud- nienie wzrosło aż o 60%. Zauważalny jest również wzrost wygranych i umacnianie Totalizatora Sportowego jako lidera branży hazardowej. W porównaniu do roku 2021, w 2022 przychody Totalizatora Sportowego ze sprzedaży wzrosły z 57 do 64% udziału w całkowitych przychodach sektora. To właśnie o wpływie Totalizatora Sportowego na polską gospodarkę, rozwoju branży hazardowej i sposobach walki z nielegalnym hazardem rozmawiali zaproszeni na panel goście: Olgierd Cieślik, prezes zarządu Totalizatora Sportowego, Adam Lamentowicz, prezes zarządu firmy bukmacherskiej Superbet, Bartosz Majewski, dyrektor Centrum Przedsiębiorczości i Transferu Technologii SGH, Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich i Kamil Wyszkowski, dyrektor wykonawczy United Nationś Global Compact Poland. - Od 2017 roku obserwujemy stały wzrost branży hazardowej. To dobra informacja, szczególnie jeżeli dotyczy tak silnie regulowa- nego rynku. Jej rozwój jest znaczną korzyścią dla Polski: wpłaty do skarbu państwa z całego rynku w roku 2022 wyniosły 5,3 miliarda złotych - mówił prezes zarządu Totalizatora Sportowego, Olgierd Cieślik. W ubiegłym roku obrót Totalizatora Sportowego wyniósł niemal 41 miliardów złotych. Głównym źródłem był obszar online, co jest w główniej mierze zasługą działania jedynego legalnego kasyna online Total Casino, które wygenerowało ponad 27 miliardów złotych obrotu. Ubiegły rok był rekordowy dla Totalizatora Sportowego pod jeszcze jednym względem: dopłaty, które, wyniosły w 2022 roku ponad 1,35 miliarda złotych. Jak wskazuje Bartosz Majewski z SGH wpłaty wszystkich firm z branży hazardowej stanowią ponad jeden procent całości wpływów do budżetu państwa. - Dzięki dotacjom powstały liczne podmioty, które mogą funkcjonować, rozwijać się i które mają realny wpływ na funkcjonowanie państwa - podsumował Majewski. Mimo że ponad połowa udziałów we wpływach do budżetu pochodzi z wpłat Totalizatora Sportowego, nie można pomijać udziału prywatnych przedsiębiorstw. Firmy prywatne obciążone są dwunastoprocentowym podatkiem od obrotu. Dochody sektora prywatnego w 2022 roku wyniosły ponad 11 miliardów złotych, więc jak można wyliczyć, na rzecz państwa przekazały ponad miliard złotych. - Obecnie w tę gałąź gospodarki aktywnie inwestuje około dwudziestu podmiotów. Z roku na rok rynek zwiększa się o około 15 - 20 procent, zależnie od wydarzeń sportowych. Nie możemy konkurować na polu bezpośrednim z Totalizatorem Sportowym, gdyż operujemy jedynie na jednym typie działań, zakładach wzajemnych, ale ten rynek wciąż się rozwija, też rośnie - mówił prezes Superbetu. Tak jak w przypadku Totalizatora Sportowego, także wpływ podmiotów prywatnych na gospodarkę nie ogranicza się jedynie do wpłat do kasy państwa: lokalni bukmacherzy zajmują się sponsoringiem drużyn i związków sportowych, a ich zaangażowanie w rozwój sportu sięga dziesiątek milionów złotych. - Te sumy to zasługa rozwoju naszej branży, a kwoty poświęcane na rozwój sportu mogłyby być większe, gdyby nie szara strefa - mówił prezes Adam Lamentowicz. Jak wynika z badań przeprowadzonych dwa lata temu przez Federację Przedsiębiorców Polskich, większość użytkowników nielicencjonowanych portali hazardowych nie zdaje sobie sprawy z faktu łamania prawa, kolejnym dwudziestu procentom fakt ten był obojętny. Jako najważniejsze działanie, mające poprawić ten stan rzeczy dyskutanci wskazali na potrzebę mocniejszego uświadamiania graczy, szczególnie tych grających online, które podmioty czy serwisy są legalne i można z nich korzystać bez łamania prawa. Jedną z zaproponowanych form regulacji jest ujednolicenie zasad prowadzenia działań informacyjnych, a przez to edukowanie graczy co do możliwości i korzyści płynących z korzystania z legalnej oferty. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 ROZMOWA• 15 Wielu pacjentów ma uzasadniony żal do opieki medycznej Jolanta Gromadzka-Anzelewicz Pomorze Ofiary błędów medycznych są dziś wo wiele gorszej sytuacji niż na przykład dziesięć lat te-mu-twierdzi radca prawny Łukasz Szafran. Jacy pacjenci szukają sprawiedliwości w waszej kancelarii? Ci, którzy się do nas zgłaszają, w zdecydowanej większości mają uzasadnione wątpliwości, czy leczenie, któremu się poddali, przebiegało prawidłowo, czy było wykonane ze standardami i wiedzą medyczną. Pana zdaniem liczba spraw przeciw lekarzom zmalała czy wzrosła? Spraw jest bardzo dużo, natomiast dużo trudniej uzyskuje się obecnie korzystne wyroki w sądach, jeżeli dana sprawa w ogóle tam trafi. Po zmianie prawa karnego i zaostrzeniu rygorów we wszystkich sprawach dotyczących błędu medycznego musi się wypowiedzieć biegły lekarz. To on ocenia, czy postępowanie innego lekarza było prawidłowe. Robi to bardzo niechętnie z obawy, że może mu zaszkodzić i np. wysłać do więzienia. W naszej wieloletniej praktyce nie spotkaliśmy się z przypadkiem, by lekarz popełnił błąd umyślnie. Zazwyczaj jest on wynikiem zaniedbań, złej organizacji pracy itp. W każdym razie dochodzenie roszczeń przed sądami cywilnymi jest bardzo trudne właśnie ze względu na taką postawę biegłych - „chroniącą" kolegów w imię solidarności tej grupy zawodowej wobec polityki ministra sprawiedliwości zaostrzającej sankcje karne. O jakiego rodzaju błędy skarżą dziś pacjenci lekarzy? Czy tak, jak dawniej, głównie 0 brak należytej opieki nad rodzącą kobietą i jej dzieckiem na oddziałach położniczo-ginekologicznych? Tego rodzaju spraw jest zdecydowanie mniej, bo szpitale wdrożyły standardy postępowania. Wiadomo, jakie badania trzeba pacjentce wykonać 1 nie podlega to dyskusji. A jeżeli sprawa z zakresu tej specjalizacji do nas trafia, to na ogół jest bardzo skomplikowana. Coraz więcej mamy natomiast spraw o błędy z zakresu ortopedii, medycyny estetycznej, stomatologii i ortodoncji. Łukasz Szafran pracuje w Kancelarii Radców Prawnych Mediuris, która specjalizuje się w sprawach z zakresu błędów medycznych oraz uzyskiwaniem odszkodowań z tego tytułu Bez korzystnego wyroku sądu poszkodowany pacjent ma małe szanse na odszkodowanie? Musimy tego rodzaju roszczeń dochodzić w postępowaniu cywilnym. W większości przypadków bez wyroku sądu firma ubezpieczająca szpital, czyli najczęściej PZU, nie wypłaci pieniędzy. Szpital z własnych środków również nie pokryje szkody, gdyż stoi na stanowisku, że skoro rocznie na ubezpieczenie wydaje kilkaset tysięcy złotych, to powinien płacić ubezpieczyciel. Wielu pacjentów ma uzasadniony żal do państwa i do opieki medycznej, która jest często,np. w szpitalu, źle zorganizowana. Skutkiem tego dochodzi do błędów i to często popełnianych przez tego samego lekarza specjalistę, a szpital nie robi nic, by to poprawić. O żadnym postępowaniu naprawczym nie ma mowy. Nie ma żadnej woli zarówno ze strony szpitala, jak i ustawodawcy, aby te sprawy związane z błędami medycznymi były w jakiś sposób załatwiane polubownie. Żeby jakaś niezależna komisja orzekła, że doszło do błędu, pacjent dostał środki - często bardzo mu potrzebne na dalsze leczenie - a szpital wdrożył postępowanie naprawcze. Co trzeba zrobić, by zwiększyć szanse poszkodowanych pacjentów w sali sądowej? Nie dość, że na opinie biegłych czeka się miesiącami, przez co sprawy sądowe trwają bardzo długo, to na dodatek są one jakościowo na tak żenująco niskim poziomie, że wręcz ośmieszają wymiar sprawiedliwości. Państwo mogłoby to zmienić poprzez wprowadzenie obowiązku, aby te wszystkie opinie (oczywiście anonimowe) były publicznie dostępne, służyły studentom medycyny czy też prawa jako przykłady okoliczności, w których doszło do błędu. Po drugie - wskazane byłoby, by takie opinie sporządzały akademie medyczne czy instytuty naukowe i to w wyznaczonych terminach. Dziś się przed tym bronią w ramach oporu środowiska przeciw obecnej władzy. Prokurator szuka więc biegłych w podmiotach prywatnych, gdzie chętnych nie brakuje, za to ich opinie są bardzo marnej jakości, a kosztują duże pieniądze. Opinia dwóch czy trzech biegłych w procesie karnym kosztuje kilkanaście tysięcy złotych. Opinie uzupełniające to dodatkowo po kilka tysięcy złotych każda. A jakiego rzędu odszkodowania pacjenci mogą uzyskać? To zależy od rodzaju krzywdy. My, jako reprezentanci klienta w procesie cywilnym, staramy się, by ta kwota była jak najwyższa, ale nie zawsze się to udaje. Patrząc z dzisiejszej perspektywy ekonomicznej, kwoty zasądzane na rzecz poszkodowanych pacjentów -w ramach zadośćuczynienia zaból, cierpienie, krzywdę oraz w ramach odszkodowania - mające sfinansować osobie, która straciła zdrowie wskutek błędu, dalsze leczenie, w tym operacje czy rentę -są znikome. ©® MATERIAŁ INFORMACYJNY PKN ORLEN SMR-y rozwiążą problemy energetyki w Polsce? „Nie ma alternatywy Czy rozwiązaniem problemów energetyki w Polsce jest energetyka atomowa? Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego padło stwierdzenie, że to jedno z najlepszych rozwiązań dla naszego kraju. Coraz bardziej kładzie się bowiem akcent nie na wielkoskalową energetykę jądrową, lecz SMR-y - małe reaktory modułowe, które mogą zapewnić bezpieczeństwo energetyczne. Jeden z pierwszych tego typu reaktorów ma powstać już w 2029 roku. Podczas debaty „SMR, czyli atom na miarę", która odbyła się podczas drugiego dnia Europejskiego Kongresu Gospodarczego, rozmawiano o projektach firm przemysłowych, które przymierzają się do inwestowania wSMR. Jedną z nichjest ORLEN Synthos Green Energy S.A. Spółka planuje oddać do użytku pierwszy reaktor modułowy już w 2029 roku. - W latach trzydziestych planujemy kolejne kilkadziesiąt reaktorów - zapowiadał Dawid Jackiewicz, Wiceprezes zarządu ORLEN Synthos Green Energy S.A. - Kiedy rozpoczynaliśmy analizy dostępności różnych technologii, przymierzaliśmy się do tego, aby postawić takie reaktory tylko na potrzeby własne, czyli na potrzeby PKN ORLEN oraz na potrzeby grupy Synthos. Tak było kilkanaście miesięcy temu. Teraz wiemy już doskonale, że potrzeby rynku są wielokrotnie większe - dodał. Jak wyjaśnia Jackiewicz, SMR-y będą wytwarzać energię zarówno na potrzeby energetyki, przemysłu, jak i ciepłownictwa. ORLEN Synthos Green Energy S.A. podzielił projekty inwestycyjne na trzy kategorie. Pierwszy z nich zakłada dostarczanie energii dla przemysłu energochłonnego. - Tutaj mamy takie spektakularne przykłady, jak porozumienie z firmą Arcelor-Mittal z branży hutniczej, dla której chcemy realizować kilka reaktorów jądrowych. Porozumienie i współpraca z grupą Synthos, porozumienie z Anwil Włocławek. To są jednoznaczne przykłady tego, że polski przemysł energochłonny potrzebuje stabilnych i tanich, ale też zeroe-misyjnych źródeł energii. Druga kategoria projektów zakłada zaspokojenie potrzeb komunalnych i ciepłowniczych. Na początku ORLEN Synthos Green Energy S.A. planuje dostarczyć ciepło z SMR-ów do Warszawy. - Szukamy lokalizacji optymalnej z punktu widzenia dostarczania energii cieplnej dla stolicy. To musi byćjednocześnie taka lokalizacja, która spełnia wszystkie warunki bezpieczeństwa i jest akceptowalna społecznie. To będzie duże wyzwanie. Mamy tę świadomość. Sądzę, że w ciągu kilku miesięcy pokażemy Państwu tę lokalizację - zapowiadał Dawid Jackiewicz. Podczas panelu dyskusyjnego prelegenci wyrażali obawy, czy znajdzie się odpowiednia liczba specjalistów, którzy mogą być zatrudnieni w obsłudze przyszłych reaktorów modułowych. - Zapotrzebowanie na specjalistów będzie ogromne. To będzie duże wyzwanie - alarmował Paweł Gajda z Wydziału Energetyki i Paliw Akademii Górniczo--Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie, członek zarządu European Nuclear Society. - Jeśli chcemy realizować te programy, specjaliści będą bardzo potrzebni, a tych ekspertów mamy dzi- siaj bardzo niewielu - stwierdził. - Mówię o specjalistach jądrowych, których musimy kształcić już, bo oni są potrzebni na tym etapie projektu jądrowego, który już dzisiaj trwa - dodał. Jackiewicz dodał, że sześć polskich uczelni technicznych podpisało umowę dotyczącą współpracy z ORLEN Synthos Green Energy S.A. - Zaraz po tym, jak uczelnie techniczne i politechniki wypuszczą liczne grono wykształconych energetyków jądrowych, trzeba będzie poddać ich szkoleniu praktycznemu. Musimy w Polsce zorganizować miejsce do zdobywania takich kompetencji. Dlatego jako ORLEN Synthos Green Energy S.A. zamierzamy już w 2027 roku oddać do użytkowania europejskie centrum treningowe, które będzie kształciło przyszłych operatorów SMR-ów, nie tylko na potrzeby naszego krajowego rynku, ale też na potrzeby europejskie w technologii BWRX-300, a z czasem na potrzeby innych dostawców technologii - dodał. 16 • CWICZENIE CZYNI MISTRZA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 W tańcu połamańcu Igor nie ma sobie równych Wojciech Lesner Słupsk Półki w jego pokoju uginają się od pucharów. Dąży do perfekcji ale nie zapomina. że taniec to przede wszystkim sposób na wyrażenie siebie. Kim jest? Nadzieją polskiego breakingu. Wstukuję numer na domofonie, ale nikt nie odpowiada. Wiem, że tu mieszka, bo przecież dokładny adres dostałem od jego mamy. Po dłuższej chwili drzwi się jednak uchylają. Na klatce schodowej wita mnie nastolatek, który przed chwilą przyszedł ze szkoły. Wrócił też z międzynarodowych zawodów na Cyprze. Igor Bianga tańczy breakdance. Ijest w tym bardzo dobry. Bo do breaka nie trzeba dwojga - Breakdance to komercyjna nazwa, bo na taniec, który ja wykonuję, prawidłowo powinno mówić się breaking lub break. A breakdancem określane jest samo skakanie na rękach - poprawia mnie Igor, choć w ferworze rozmowy terminów tych używamy zamiennie. Dla jasności: słowo „break" w angielskim znaczy między innymi „łamać". Nie odmówiłem filiżanki kawy, choć było późne popołudnie. Pomyślałem, że gorący napój na nogi postawi też panią Agnieszkę - mamę chłopca, która przed kilkoma godzinami wróciła z pracy. Najchętniej położyłaby się odpocząć, ale na rozmowie zależało jej równie bardzo, jak Igorowi. Bo breakdance w Polsce popularny nie jest. Mało kto interesuje się tą dyscypliną. Niektórzy nawet nie wiedzą, że taki taniec istnieje. - To nie tylko taniec - precy-zuje Igor. - To sposób bycia, ubierania się, cechy charakteru. Dla mnie to nie jest ani sport, ani też sztuka. To kultura, która określa, w jaki sposób ludzie żyją. Niektórzy rozumieją breakdance inaczej - dla dużej grupy to po prostu praca, zwykły sport albo rozrywka - opowiada. Choć ma dopiero 15 lat, to lista jego sukcesów jest już długa. Nie da się ich wszystkich spamiętać, dlatego każde osiągnięcie Igora skrupulatnie zapisuje jego tata. Uważa przy tym, że zbyt dużo uwagi poświęca się najpopularniejszym dyscy- Występ Igora w słupskiej hali Gryfia w przerwie meczu koszykarzy Czarnych Słupsk z Astorią Bydgoszcz o Break to nie tylko taniec czy dyscyplina sportowa, ale i styl ubierania się, cechy charakteru, styl życia plinom sportu. Szczególnie w naszym kraju. - Jeżeli chodzi o organizację zawodów w breaku, to Polska jest trochę w tyle względem innych państw - potwierdza Igor. - Jeżeli jednak chodzi o umiejętności, to mamy jednych z najlepszych zawodników na świecie w kategorii 13-16 lat. Mam znajomych z Kazachstanu. Oni w kadrze mają wypłaty. Jeżeli jedna osoba osiągnie sukces, cała kadra dostaje dodatkową premię. W Polsce nikt nie dostaje wypłat. Są stypendia, ale za własne pieniądze trzeba finansować wyjazdy na zgrupowania. Tylko kadra A, do której należą trzy osoby, ma fundowane wyjazdy. - W innych krajach struktury breaku są o wiele bardziej rozwinięte. U nas to wszystko jeszcze raczkuje. Na północy Polski, na Pomorzu, bardzo słabo rozwinięta jest infrastruktura dla tych, którzy chcą trenować - dodaje mama chłopca. Pierwszy taniec Igor w bitwach na parkiecie nie ma sobie równych. Przynajmniej w swojej kategorii wiekowej. Sądzi, że bez problemu dostanie się do kadiy Polski. Tańczy od dziecka, ale nie zawsze breaking był na pierwszym miejscu. - Jakiś czas grałem też w piłkę nożną i jeździłem konno. Długo łączyłem te zajęcia z tańczeniem breaka. Przyszedł jednak taki moment, że zacząłem coś osiągać. Jeździłem na zawody, wygrywałem. Trochę kolidowało to z treningami piłki nożnej, dlatego ją odpuściłem. A przyznaję też, że w tej dyscyplinie jakoś dobry nie byłem. Uznałem, że będę rozwijać się wbreaku, szczególnie że zacząłem być rozpoznawalny - opowiada nastolatek. Sukces zawdzięcza pracy nad ulepszaniem swoich ru- chów. Od listopada trenuje nawet po trzy godziny dziennie. - Moja sala treningowa jest tutaj. Czasami uderzę w stół czy kanapę - wskazuje na podłogę salonu, w którym rozmawiamy. - Breaking jest krótki, szybki i intensywny. 40,50 sekund i odpoczynek. To strasznie męczące. - Trzeba być wytrzymałym fizycznie. Może się wydawać, że wychodzi się na parkiet, chwilę potańczy i jest po wszystkim. Walki bywają wyczerpujące. Obserwując zawody, widzę, jaką zadyszkę łapią nawet najbardziej doświadczeni zawodnicy - zauważa pani Agnieszka. Wytańczyć sobie przyszłość Na zawodach breaka tancerze rywalizują ze sobą na podobnych zasadach jak drużyny piłki nożnej w turniejach. Dwóch zawodników walczy ze sobą, po kolei pokazują, co potrafią, i ten, który uzyska największą liczbę punktów, awansuje na kolejny szczebel konkursowej drabinki. - To bardzo nieobiektywny sport. Jednemu sędziemu może się spodobać to, co innemu się już nie podoba - ubolewa pani Agnieszka. - Nie istnieją kryteria, według których oceniane są występy - ruchy czy figury - dodaje Igor. W Polsce z breakingu trudno wyżyć. Igor wspomina, że najwięcej za udział w zawodach zarobił kilkaset złotych. Nagrody sięgają najwyżej pułapu 1000 zł. To nic przy tym, ile wydaje się na paliwo i bilety lotnicze, by w ogóle na takie zawody dotrzeć. Przepustką do światowej kariery (i wielkich pieniędzy) w breakingu może być zwycięstwo w zawodach organizowanych przez RedBulla. To jednak trudne zadanie do wykonania, by nie powiedzieć, że niemożliwe. - Na początku są kwalifikacje w każdym z krajów. Później, jeśli się je wygra, bierze się udział w Last Chance Cypher. Z tych zawodów wyłaniane są cztery osoby, które startują w finałach światowych. Na same finały zaproszonych jest dwanaście osób. Ci, którzy zaprezentują się najlepiej na zawodach RedBulla, mogą liczyć na sponsoring. To jedna z niewielu opcji, żeby naprawdę się wybić. To jednak bardzo trudne - opowiada Igor. Nastolatek ma w odwodzie inny plan na życie - chciałby założyć własną szkołę tańca i połączyć pasję z zarabianiem. - Z tego są naprawdę bardzo dobre pieniądze - zauważa. -Mógłbym też zostać instruktorem, bo uważam, że już teraz wiedzę mam bardzo dużą -również dzięki rodzicom, którzy zabierali mnie na warsztaty prowadzone przez profesjonalistów - zaznacza. A rodzice Igora w rozwijanie pasji syna zaangażowali się w pełni. Nieważne, czy zawody są zagranicą, czy na drugim końcu Polski. Wsiadają w samochód i wiozą Igora, by mógł zaprezentować się na parkiecie. ©® OSTATNIE SUKCESY IGORA 19 lutego 2022 Brodnica. 4. miejsce w kat. pow. 15 lat 22 kwietnia 2022 Kętrzyn. 1. miejsce w kat. 2v2 do 16 lat (Top 8 w kategorii pow. 16 lat) 1 maja 2022 Stralsund (Niemcy). 1. miejsce w kat. do 18 lat (3. miejsce pow. 18 lat) 8 maja 2022 Suchy Las. 3. miejsce w kat. do 16 lat (polska liga breakingu) 22 maja 2022 Białystok. 1. miejsce w kat. 2v2do18 lat 30 lipca 2022 Krynica Zdrój. Top 8 w kat. 2v2 pow. 18 lat 9 października 2022 Chorzów. 3. miejsce w kat. do 16 lat (polska liga breakingu) 4 grudnia 2022 Bielawa. 2. miejsce ekipa na ekipę do 18 lat i 3. miejsce w kat. do 16 lat 5 grudnia 2022 Dwór Kralovy (Czechy). 3. miejsce w kat. pow. 18 lat 17 grudnia 2022 Potsdam (Niemcy). Ekipa na ekipę 2. miejsce w kat. do 18 lat 28 stycznia 2023 Głogów. 5. miejsce pow. 16 lat 11 lutego 2023 Larnaka (Cypr). 2. miejsce w kat. do 17 lat. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 TRZYMAMY ZA WAS KCIUKI! • 17 Przeżyli strajk nauczycieli i zdalne nauczanie. Poradzą sobie także z maturą Małgorzata Klimczak AnnaCzerny-Marecka Za kilka dni do egzaminu dojrzałości przystąpi pierwszy rocznik czteroletniego liceum. Z przymusu w szkolnych murach spędził mniej czasu niż poprzednicy. - Lektury w pigółce (pisownia oryginalna) - zachęca Zuza. Julka sprzedaje 50 opracowanych motywów literackich. „Lalka"? „Nieszczęśliwa miłość Stanisława Wokulskiego do Izabeli Łęckiej, kobiety oszczędnej w uczuciach, wyrafinowanej, niechętnej do jakiejkolwiek poważnej relacji, a szczególnie ze Stanisławem". Są też pakiety matematyczne, geograficzne, chemiczne, z angielskiego i fizyki. Ceny? 10-15 zł. Podaż chyba przewyższa popyt. Może czym bliżej godziny zero... Na maturalnych forach trwa też wymiana możliwych tematów z pisemfiego polskiego. - Człowiek wobec zła/cierpienia - Olcia dostaje dużo laj-ków. Patriotyzm też cieszy się uznaniem. - Czy w wypracowaniu do minimalnego progu 300 słów wlicza się spójniki? - pyta oszczędna Madzia. Kłody pod nogi Strajki nauczycieli, długa nauka zdalna, nowa formuła egzaminu maturalnego, pierwszy rocznik czteroletniego liceum - to wszystko wpływa dość stresująco na nastroje maturzystów, ale może właśnie dlatego mają szansę potraktować maturę jak prawdziwy egzamin dojrzałości. Uczniowie II Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinie podchodzą do niego bardzo poważnie. - Najbardziej mnie stresuje to, że jest nowa formuła i nie mogliśmy korzystać z arkuszy z poprzednich matur - mówi Lena Tybura. - Myślę, że dla nauczycieli to też nie jest łatwe. Na początku przygotowywali nas według starej formuły, teraz będzie inna. Poza tym byliśmy pierwszym rocznikiem 7 i 8 klas, więc pisaliśmy pierwszy egzamin na koniec podstawówki. Potem były strajki nauczycieli, nauka zdalna z małą przerwą dwa razy. To zaczęło się nawarstwiać, dlatego żyjemy w przekonaniu, że jesteśmy rocznikiem poszkodowanym; - Prawie połowę liceum spędziliśmy, ucząc się zdalnie, i to na pewno ma wpływ na stan 1 maja. Dzień Fi agi RP tfmojaflaga Ministerstwo KtiUury 1 Dziedzictwa Narodowego naszej wiedzy - potwierdza Katarzyna Konior. - Jak robię zadania maturalne z zakresu wiedzy, który przyswajałam podczas nauki zdalnej, to mam wrażenie, że je widzę pierwszy raz. Takie rzeczy wychodzą dopiero teraz, kiedy ćwiczymy przed maturą - sekunduje koleżankom Natalia Imiela. Co jeszcze budzi obawy? Po pandemicznej przerwie wraca egzamin ustny z języka polskiego. - Polski ustny obrósł taką legendą, że ciężko jest spełnić wszystkie wymagania. Myślę jednak, że tak naprawdę wszystkim zależy na tym, żebyśmy tę maturę zdali - ma nadzieję Joanna Dymek. - Kiedy dostaliśmy na początku listę 260 pytań, to wydawało nam się, że to jest nie do zrobienia. Na szczęście liczba pytań się zmniejszyła. Teraz już nie wygląda to tak strasznie - słyszymy. - Dostaniemy 15 minut na przygotowanie do odpowiedzi, a to nie jest dużo. Myślę, że najbardziej stresujący jest sam fakt siedzenia przed komisją. Jednego nauczyciela powinniśmy znać, ale drugi-będzie obcy, a my będziemy musieli mówić przez 10 minut bez zacinania się - mówi Kacper Bujakowski. - Chyba największe napięcie powoduje w nas to, że wiele czasu spędziliśmy na nauce zdalnej w domach i nie czujemy się zbyt pewnie, jeśli chodzi o przygotowanie. Uczniowie są jednak przekonani, że nauczyciele będą ich wspierać. - Wydaje mi się, że wszyscy uwzględnią nietypowe warunki, w jakich przebiegała nasza nauka, bo, jak się patrzy na poprzednie roczniki, to widać, że ich egzaminy były bardziej przystępne - mówi Emilia Żygis. A co dalej? Egzamin dojrzałości? Tradycyjna nazwa matury dzisiaj już nikomu nie kojarzy się z tym, z czym kojarzyła się kiedyś. Dla uczniów jest to po prostu ważny egzamin. Oni dojrzałość postrzegają jako przyszłe życie, to, co ich czeka po szkole. - Może kiedyś rzeczywiście można było nazywać maturę egzaminem dojrzałości, bo w zasadzie z każdego zdawanego przedmiotu pisało się duże wypracowanie, a potem jeszcze były egzaminy wstępne na studia - mówi Lena Tybura. - Klasy maturalne zawsze się odznaczają na^ tle szkolnej społeczności, bo widać po nich, że myślami są gdzie indziej. Maturzyści już się zastanawiają, gdzie pójść na studia, jaki kierunek, jakie miasto. Cieszę się, że na studiach będę się uczyć tego, co mnie naprawdę interesuje i będę miała świadomość, że robię to po coś. - W moim przypadku jest to pewien stres, bo myślę o tym przyszłym życiu, a jeszcze nie do końca jestem zdecydowana, na jakie studia pójdę. Tak czy inaczej, wyprowadzka z domu i przeniesienie się w zupełnie inne miejsce zawsze się wiąże ze stresem. Stu- dia wyglądają kompletnie inaczej niż szkoła - mówi Natalia Imiela. - Ja czuję, że jestem gotowa do kolejnego etapu życia -mówi Emilia Żygis. - Bardzo doceniam moich nauczycieli, bo trafiłam na zaangażowanych i inteligentnych ludzi, podobnie jest z kolegami. Ale mam wrażenie, że te cztery lata nauki prowadziły właśnie do tego etapu, kiedy zacznę dorosłość. Czeka nas największa zmiana w życiu. Większość z nas od urodzenia aż do teraz była w domu rodzinnym, dlatego liczy się z tym, że będzie trudno. Na pewno będzie to zderzenie się z obowiązkami, o których kiedyś nawet nie myślałam. Ostatnie cztery lata były bardzo wymagające, a teraz jest czas, żeby się zmierzyć z nowymi obowiązkami. - Ja się cieszę, że to były cztery lata, a nie trzy. Na początku średnio mi się podobało, że gimnazja zostały zlikwidowane, ale wydaje mi się, że trzy lata to za mało, żeby zrozumieć, co się chce robić w życiu i przygotować się do tego - mówi Joanna Dymek. - Z powodu nauki zdalnej okres liceum w dużym stopniu spędziliśmy w domu i nasze doświadczenia szkolne zostały mocno zaburzone. Jakiekolwiek więzi w klasie zaczęły się formować dopiero pod koniec, w trzeciej klasie. Jak już w końcu udało się zbudować te więzi, to zaraz wszystko się skończy. Budzi się we mnie nostalgia, że już nigdy nie napiszę kartkówki, nie usiądę w ławce szkolnej, bo na studiach będzie sala wykładowa. Nikt mnie już nie potraktuje jak nastolatkę, tylko będę musiała sama o siebie zadbać. Nawet cztery lata to wydaje się krótko, być może dlatego, że mieliśmy naukę zdalną i czegoś nam zabrakło -mówi Katarzyna Konior. - Wydaje mi się, że bliższe relacje, które zawiązaliśmy, przetrwają, a jedyne, za czym możemy tęsknić, to za budynkiem szkoły - mówi Kacper Bujakowski. ©® 18 • HISTORIA PRL-U Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 Do pracy, rodacy! Społecznie bezsprzecznie Uczniowie i nauczyciele I LO w Szczecinku w czynie społecznym urządzają korty Młodzieżowego Domu Kultury. Lata 80. Lata 70. Uczniowie i nauczyciele I LO w Szczecinku na czynie społecznym przy porządkowaniu terenów powstającego miasteczka ruchu drogowego Rajmund Wełnie Szczecinek W okresie PRL 1 maja czczono pochodem, obowiązkową „spontaniczną" manifestacją. Wcześniej była niedziela czynu 1-majowego, czyli pracy społecznej dla uczczenia tego Święta Ludzi Pracy. Jednym z fundamentów Polski Ludowej był obowiązek pracy. Media pełne były tekstów potępiających bumelantów i niebieskie ptaki, czyli ludzi, którzy rąk pracą nie hańbili. Obowiązywała zasada - kto nie pracuje, ten nie je. W praktyce różnie z tym bywało, ale milicjanci legitymowali młodych mężczyzn snujących się w godzinach pracy, zatrzymywano ich i zakładano kartoteki, jako „elementowi aspołecznemu". Teo- retycznie każdy powinien był mieć w dowodzie pieczątkę ze swojego zakładu pracy. Przez lata obowiązywały też nakazy pracy - specjalista wyszkolony na koszt państwa mógł być skierowany do zakładu na drugim końcu Polski. Ustawa z czasów stalinowskich została zniesiona w latach 60. XX wieku, ale w służbie zdrowia obowiązywała dłużej. Poczesne miejsce zajmowały w systemie czyny społeczne, zwane też partyjnymi, gdy do roboty - często mało użytecznej - zaganiano członków Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i nie tylko ich. Był to, oczywiście, wynalazek rodem z Rosji sowieckiej, gdzie kultywowano tzw. subotniki -od soboty. Jak sama nazwa wskazuje, polegało to na nieodpłatnej pracy, zwykle w dzień wolny, czyli w niedziele i święta. Czyny społeczne podejmowały „spontanicznie" organizacje partyjne, młodzieżowe, załogi zakładów. Często w ten sposób upamiętniano zjazdy PZPR i komunistyczne święta: 22 Lipca, l Maja, 7 listopada (rocznica rewolucji październikowej). Prace były zwykle mało użyteczne i mało skomplikowane - wielkie porządki, grabienie liści czy kopanie rowów. Oprócz waloru praktycznego czyny społeczne miały też przesłanie ideologiczne - pokazywały, że wspólny wysiłek dla dobra społeczeństwa ma sens i podnosi ogólny dobrobyt. Ale bywało i tak, że POP (czyli podstawowa organizacja partyjna) PZPR w jakimś zakładzie pracy podejmowała zobowiązanie dla uczczenia jakieś rocznicy i wolny dzień przeznaczała po prostu na dodatkowy dzień pracy. Oczywiście bez dodatkowego wynagrodzenia. Cała załoga - chcąc nie chcąc -stawała wtedy do maszyn, bo czyny społeczne, choć oficjalnie nieobowiązkowe, w praktyce takimi nie były, a migający się od nich nie mogli liczyć np. na premie. W szkołach corocznym czynem społecznym były jesienne wyjazdy na wykopki. Wyjaśniamy młodszym czytelnikom - do końca PRL-u młodzież ze starszych klas podstawówek i szkół średnich, zamiast się uczyć, spędzała dwa tygodnie na polach państwowych gospodarstw rolnych. Przynajmniej tak było w iia-szym regionie, gdzie PGR-ów było mnóstwo. Zbieraliśmy ziemniaki na wielkich polach. Bywało przyjemnie, bo przepadały nam lekcje. Nie pamiętam, aby nam za to płacono, na pewno nie do ręki. Może na konto szkół coś wpływało? - Tak, płaciliśmy szkołom z rozbiciem na poszczególne klasy, nawet tak ustawiałem przyczepy na polu, aby do każdej ziemniaki sypała tylko jedna - mówi kierownik jednej z rolniczych spółdzielni produkcyjnych w okolicach Szczecinka. - Pracowała u nas młodzież z rolnika i zawodówki. Taka była konieczność, bo mechanizacja stała jeszcze na słabym poziomie. Mieliśmy jedynie kopaczki elewatorowe, ale ziemniaki trzeba już było zebrać ręcznie. Zrobilibyśmy to sami, tylko trwałoby to znacznie dłużej. Pamiętam, że zbierali u nas i Rosjanie z garnizonu z Bornego Sulinowa, ale oni wszystko od razu brali do siebie. Starałem się, aby dzieciaki pracowały w godnych warunkach. Były przerwy, kawa, bułki a nawet ciepłe posiłki. Spółdzielnia była nasza, więc dbaliśmy o to, jak pracują. Nie wiem, jak było w pegeerach, tam mogło być różnie. Dlatego krzywym okiem patrzyłem, jak uczniowie chcieli brać do domu ziemniaki. Na siatkę jeszcze oko się przymykało, ale bywało, że niektórzy z workami przyjeżdżali. W innych regionach, mniej ziemniaczanych, wykopki zastępowały inne masówki. - Sadziłam lasy - wspomina jeden z internautów. - Było całkiem przyjemnie, a najlepiej smakowała zupa regeneracyjna z puszek podgrzewana w ognisku. ©® ■*■>». ( ■mu Hej, chłopy, do roboty! I niech wre robota. Co nam wolna sobota (Wały Jagielońskie). Czyn społeczny przy osiedlu Kopernika w Szczecinku Częstą praktyką było angażowanie w dni wolne pracowników do wykonywania zakładowych robót w ramach czynów, czyli za darmo Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 RECENZJE ARTYKUŁ REKLAMOWY KSIĄŻKI Amerykański reset Eliza Sarnacka-Mahoney Wydaw-AMF.RYKAŃSKI nictwo I Fronda. Rozwinięcie tytułu: | „Stany 3 (jeszcze) _ fc Zjedno- -czone od podszewki. Od wydawcy: „Otwarcie na świat, możliwe dzięki in-ternetowi, odarło Amerykanów ze złudzeń, że ich ojczyzna pozostaje najlepszym miejscem do życia, pracy i spełniania marzeń (brak podstawowych praw: powszechnego urlopu macierzyńskiego i zdrowotnego, astronomiczne koszty edukacji, spadający gwałtownie poziom życia i zarobków). Nadchodzi wielki reset, który może przybrać nawet formę rozpadu Ameryki na nowe, niezależne twory polityczne". Dla nas Ameryka nadal pozostaje rajem na ziemi, więc taka inna perspektywa jest szalenie ciekawa. Warto poczytać. (MARA) Śpiące królewny Suzanne 0'Sullivan ŚPIĄCE KRÓLEWNY Wydawnictwo Znak Litera-nova. Rozwinięcie tytułu: „Tajemnicze przypadki ze świata neurologii". Od wydawcy: „Neurolożka Suzanne 0'Sullivan, podróżując po świecie, przygląda się najbardziej tajemniczym chorobom, które dotknęły całe grupy osób z różnych społeczności. Opisuje zjawiska wymykające się klasyfikacjom znanym współczesnej medycynie. Pokazuje, jaktrauma wpływa na umysł, ingeruje w ciało i odpowiada za choroby, których nie można zidentyfikować. Zanurzysz się w świecie relacji między ciałem i umysłem, który wciąż jest oceanem pełnym tajemnic." Świetne, wciągające, uwielbiam takie książki. Polecam. (MARA) Urodzony morderca Katarzyna Bonda Wydawnictwo Muza. Tom 9. cyklu „Hubert Meyer". Od wydawcy: „W nadrzecznych chaszczach spłonął luksusowy samochód. W jego wraku policja znajduje częściowo zwęglone zwłoki mężczyzny. Z życiem pożegnał się Rui Coelho Tava-res de Souza - prężnie działający portugalski biznesmen.Pierwsze tropy prowadzą do jego współpracowników. Ale krąg podejrzanych znacznie się poszerza, gdy w ręce policji trafia „spis cudzo-łożnic".Policja prosi o wsparcie Huberta Meyera. Profiler nie ma wątpliwości, że zbrodnia była osobistą vendettą." Meyer ma wielki krąg fanek. Ja też go lubię, ale zaczynam się gubić w modnych tasiemcowych cyklach. (MARA) AUTOPROMOCJA Wtorek się liczy Kup dziennik ze Strefą Biznesu gs24.pl gp24.pl gk24.pl P KONKURS na kandydata na stanowisko dyrektora Muzeum Historyczno-Etnograficznego im. Juliana Rydzkowskiego w Chojnicach Zarząd Powiatu Chojnickiego ogłosi! konkurs na kandydata na stanowisko dyrektora Muzeum Historyczno-Etnograficznego im. Juliana Rydzkowskiego w Chojnicach. Na oferty oczekujemy do dnia 19 czerwca 2023 roku do godz. 15:00. Wszelkie szczegóły znajdziecie Państwo na stronie: https://bip.powiatchojnice.pl/ w zakładce konkursy: https://bip.powiatchojnice.pI/a,29021 ,zarzad-powiatu-chojnickiego-oglasza-konkurs-na-kandydata-na-stanowisko-dyrektora-muzeum-historyczno-.html Pan Mirosław (671.) uśmiał się, gdy żona kupiła mu wkłady magnetyczne, by uśmierzyć jego artretyczne bóle kolan. Ale gdy ostry ból uprzykrzył mu życie,. W desperacji je zastosował. Ku jego zaskoczeniu - ból stał się mniejszy! „Próbowałem wszystkiego. Bezskutecznie. Od żony dostałem wkłady biomagnetyczne zrobione z neodymiutn, oddziałujące na zakończenia nerwowe stopy. W głowie mi się nie mieściło, że to może pomóc. Włożyłem wkład początkowo tylko do lewego buta. Chciałem zoba czyć, czy uciski na stopie, wywołane za pomocą impulsów magnetycznych, poprawią mój stan. Co chwila robiłem kilka kroków. Po pewnym czasie zorientowałem się, że ból ustaje. Świdrowanie w lewym 'kolanie zmniejszało się, czułem, jak noga staje się silniejsza, a staw spraw niejszy! Prawe kolano nadal bolało, ale miałem już dowód, że biomagnetyczne wkłady działają. Włożyłem wkład do drugiego buta i tak chodziłem po mieszkaniu. I tu po pewnym czasie odczułem, że ból jest mniejszy. Teraz używam wkładów na każdy przewlekły ból, nie tylko kolan. Akupresura oddziałuje na zakończenia nerwowe w stopie. Odpowiedni nacisk pomaga zmniejszyć ból każdego organu (wątroby, nerek)! Na czym polega ta nowa metoda? Chen Nakagawa, ekspert ds. magnetoterapii, wyjaśnia; „W naszych testach wybraliśmy różne przypadki bólu u ludzi w różnym wieku. W większości tych przypadków hardzo Wzmocniłam kręgosłup Bóle kręgosłupa dokuczały mi od wczesnej młodości. Różne rzeczy na to robiłam, aż trudno mi zliczyć! Za bardzo nie pomagało. 35 lat się z tym męczyłam! Gdyby nie wkłady biomagnetyczne, pewnie już tak, by zostało. Ale te wkłady zadziałały fenomenalnie. Z racji moich dolegliwości i wieku polecono mi zakup dwóch par mocniejszej wersji wkładek o mocy 4000 GS. Zapłaciłam odrobinę więcej, ale nie żałuję. Wzięłam też kolejną parę dla męża ze względu na jego bóle stawów. Dodatkowo otrzymałam w prezencie czwartą parę wkładek, które są lepiej wyprofilowane i przez to wygodniejsze w stosowaniu w bardziej eleganckim obuwiu. Po kilku dniach poczułam ulgę. Po dłuższym czasie ból stawał się jeszcze mniejszy. Spaceruję, pracuję na działce, bawię się z wnukami. Robię, co tylko chcę! Czuję, jakbym się urodziła na nowo. Wkładki pozwolą pomóc na. O Nos ©Tarczyca ©Tchawica ©Gardło ©Zatoki czołowe i nosowe © Nad nercza © Móżdżek © Nerw trójdzielny © Przytarczyea ®Oczy©Uszy©LirT!fa © Mięsień trapezowy ©Ramiona ©Płuca i oskrzela ©Serce © Układ trawienny© Żołądek © Pęcherz® Nerka ©Śledziona © Dwunastnica © Woreczek żółciowy ©Trzustka ©Okrężnica poprzeczna ©Kanał moczowy ©Jelito cienkie ©Zstępn ica © Odbytnica ©Kośćguziczna ©Odbyt ©Kolana ©Staw kolanowy ©Staw biodrowy ©Jajniki ©Genitalia © Hemoroidy © System nerwowy® Wyrostek robaczkowy ©Przysadka mózgowa© Nadciśnienie Wkładki magnetyczne to biomagnesy wielokrotnego użytku, o mocy 970 Gaussów Umieszczasz je w butach, gdy walczysz z bólem. Pasują do każdego rodzaju butów Ewa Bąk (721.) z Ełku szybko odczuwany był wpływ magnetoterapii i ludzie zapewniali, że dolegliwości bólowe są już przez nich mniej odczuwalne. Pole magnetyczne wnika w bolące tkanki, powodując, że wzrasta ich natlenienie i odżywienie komórkowe, (łojenie się stanów zapalnych przyspiesza, znikają obrzęki i opuchlizny. Pozytywne efekty kumulują się na poziomie komórkowym i przy dłuższym stosowaniu kuracji ból może się wyraźnie zmniejszyć". Wkładasz, gdy coś boli! Aby uśmierzyć ból, wystarczy umieścić wkłady biomagnetyczne w bulachi regularnie w nich chodzić. Nieważne, czy powodem bólu są schorzenia wątroby, nerek, bolące stawy, plecy, biodra, kolana, kręgosłup, żołądek, czy stopy. Problem może zostać stopniowo zmniejszany. Dzięki bezpiecznie dobranej mocy pola magnetycznego, kurację można prowadzić niemal ciągle przez 30 dni. Wkłady biomagnetyczne można zachować do ponownego wykorzystania. Utrzymują one właściwości przeciwbólowe przez 50 lat. ZADZWOŃ i OTRZYMAJ PRODUKT DO PRZETESTOWANIA ZA DARMO*? Masz ostatnią szansę, by skorzystać z nowego programu refundacyjnego producenta i otrzymać produkt GRATIS! Pierwszym 100 osobom, które zadzwonia do 1 maja 2023 r., przysługuje 100% REFUNDACJI OD PRODUCENTA. Nie zwlekaj - decyduje kolejność zgtoszeń! Zadzwoń: 91 300 36 79 Od poniedziałku do niedzieli: 8:00- 20:00{Zwykłe połączenie lokalne bez dodatkowych opłat) 'se^amirirwwwjnfo-fof-custoiners.coft^ętatijfe^h 20 • ROZRYWKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 CZYTELNIA Cynthia Lennon wyrywa kudły Yoko Ono Z książki Marka Shapiro wynika jednoznacznie, że z żonami Beatlesów było sporo kłopotów. Shapiro, który dumnie obnosi miano „śledczego" w sprawach popkultury, nie zostawia na damach z otoczenia Czwórki z Liverpoolu (tego bliższego, ale także dalszego) suchej nitki. W cieniu mężów W swojej muzycznej twórczości Beatlesi odmieniali słowo „miłość" przez wszystkie możliwe przypadki. Byli autorami największych hitów miłosnych i pisali je najczęściej dla swoich żon, kochanek, muz i towarzyszek. Kochanych przez muzyków i - co logięzne - nienawidzonych przez groupies. Żony Beatlesów żyły w cieniu swoich sławnych mężów, na co dzień stawiając czoła ich nałogom i słabościom. „A nierzadko same nie były lepsze" - dorzuca zgryźliwie Shapiro. Po Cynthii Yoko Cynthia Lennon (z domu Powell) była tak zaborcza, że w szczycie popularności Beatlesów, John ukrywał ją przed Bria-nem Epsteinem, menadżerem grupy. Ponoć miała zwyczaj czyhać po koncertach na fanki zespołu i wszczynać karczemne awantury. Cynthia i John wzięli cichy ślub 23 sierpnia 1962 r., ale małżeństwo zakończyło się już sześć lat później, gdy Cynthia odkryła romans męża z Yoko Ono. Tej z kolei nie lubił nikt -skończyło się tym, że do dziś fani grupy oskarżają ją o intryganc-two i rozpad Beatlesów. Spełniona Maureen Idźmy dalej: frywolna Maureen Starr robiła wszystko, żeby uwieść Harrisona. Doprowadziła do tego, że nieszczęśnik wyznał jej miłość w obecności Ringo oraz własnej żony. Już po rozpadzie grupy, gdy ich romans stał się publiczną tajemnicą, Maureen twierdziła, że „jest wreszcie i spełniona". A Patti Harrison, infantylna modelka słynnej projektantki „swingującego Londynu" Mary Quant? Jej związek z George'em był ponoć dla obojga koszmarem. Wreszcie rzuciła męża dla jego najlepszego przyjaciela - Erika Claptona. Jedynie Linda McCartney została potraktowana nieco łagodniej. Być może dlatego, że „Paul się jej po prostu bał". Na własnych błędach Powie ktoś: takie zachowania w środowisku artystycznym to norma. I pewnie będzie miał rację. Gdzie są duże pieniądze, prochy i sława, zawsze na jaw wyjdą najgorsze cechy ludzkiego charakteru. Marc Shapiro zdaje sobie z tego sprawę, więc kończy książkę polubownie: „Przyjmowały swój los świadomie, pełne otwarcie okazywanych nadziei, lęków i obaw. Musiały wiedzieć, czego powinny się spodziewać (...). Niektóre radziły sobie lepiej od innych, każda jednak uczyła się roli żony Beatlesa na własnych błędach", grab W © n ŻONY , Beatlesów Marc Shapiro, „Żony Beatlesów' wyd. Znak, Kraków 2023, cena 49,99 zł WIEŚCI NIE Z TEJ ZIEMI GABRIELA MUSKAŁA Ma fajne życie Ostatnio głośno było o aktorce w związku z jej romansem ze Zbigniewem Zamachowskim, który zostawił dla niej Monikę Richardson. Muskała jednak nigdy publicznie nie potwierdziła tej relacji. Teraz aktorka poinformowała swych fonów na Facebooku, że w jej życiu dzieje się dobrze. Wyjechała na kilka dni do domku w lesie i odpoczęła tam w samotności. Po powrocie obwieściła: „Mam fajne życie, ono przyszło, wreszcie. Wiem, że zawód i praca są czasami ucieczką pized własnym życiem. Jestem wmomende,kiedy nieucie-kam". PAWEŁ WILCZAK scenariusz Tojuż dwadzieścia lat, od kiedy popularny aktor związał się z Joanną Brodzik. W tym czasie para przeżyła kilka kryzysów. Teraz wygląda na to, że na horyzoncie pojawił się kolejny. Brodzik podpisała właśnie bardzo lukratywny kontrakt reklamowy. Tymczasem Wilczak nie narzeka na natłok propozycji pracy. Dlatego to on zajmuje się dziećmi. - Jak można się domyślać, takie sytuacje są dla niego mało komfortowe, bo on zwyczajnie nie czuje się najlepiej, kiedy nie jest w wirze pracy - zdradź, 4Va żywo" znajomy aktora. Wilczak szuka wyjścia z tej sytuacji. - Coraz poważniej myśli o pisaniu scenariuszy - dodaje informator magazynu. MAGDALENA CIELECKA Spodobała się Na potrzeby filmu „Lęk", w którym gra kobietę chorą na nowotwór, ceniona aktorka musiała poważnie schudnąć i zmienić fiyzurę. - To obcięcie włosów chodziło mi po głowie od czasu do czasu, ale nigdy nie miałam dość odwagi, ani też wyzwania i powodu do tego, by to zrobić - przyznała w wywiadzie z Magdą Mołek. Okazało się, że nowa fryzura aktorki została pozytywnie odebrana przez jej partnera - Bartosza Gellnera. -Bardzo się spodobałam, 0 dziwo! - śmieje się Cielecka. 1 dodaje: Był taki moment, że miałam przez długi czas krótsze włosy od niego, teraz to się troszkę zmieniło, bo mnie odrosły, a jemu skrócono. Aktorka Maria Dębska rozstała się niedawno z mężem - Marcinem Bosakiem. Teraz powoli staje na nogi PAULINA MŁYNARSKA Narzeka na turystów Celebrytka od kilku lat mieszka na Krecie. Ma tam dwa domy, z których jeden wynajmuje turystom. Ostatnio poskarżyła się na Instagramie, że polscy turyści nachodzą ją i chcą sobie z nią robić zdjęcia. „Drugi raz w ciągu czterech dni zajeżdża polska rodzinka na wywczasie. I sunie na mój widok takim tekstem: „O, jest pani! Można zdjęcie?Agdzie kotyipieski? Chcemy zdjęcie!". Kurde, myślę, oni sądzą, że ja tu mieszkam! I nachodzą mnie w domu, bez „dzień dobry" i chcą zdjęć? To jest totalne przegięcie" - napisała winternecie. MARIA DĘBSKA Kupiła mieszkanie Młoda aktorka rozstała się niedawno z mężem - Marcinem Bosakiem. Teraz powoli staje na nogi. Jednym z tego przejawów okazał się zakup własnego mieszkania. To było moje marzenie. Mam dość niepewny zawód, w którym wszystko się zmienia, raz praca jest, raz jej nie ma. Spędzasz trzy miesiące w domu, bo telefonów jest mniej, a raz tylko nocujesz jak w hotelu. 1 to mieszkanie jest dla mnie taką stałością. Po raz pierwszy czuję, że mam własny dom •• wyznała aktorka podczas wizyty w „Dzień dobry TVN". GRAŻYNA TORBICKA Nie ingeruje Prezenterka ma63latainie-ustannie zadziwia wszystkich młodym wyglądem. Kiedy ostatnio odwiedziła studio „Dzień dobry TVN", zapytano ją, czy poddaje się zabiegom medycyny estetycznej. - Mojej twarzy nigdy nie dotknął skalpel chirurga i mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nie dotknie - powiedziała. I dodała: To, co daje nam, kobietom, promienną twarz, to jest radość i satysfakcja z życia. Medycyna estetyczna dla mnie to nie jest rozwiązanie. Nigdy, 0 tym nie myślałam, a nawet jeśli się kiedykolwiek zastanawiałam, to przyznam szczerze, że jakakolwiek ingerencja w moją twarz jest dla mnie dużym dyskomfortem. SYLWIA BOMBA Najważniejsza osobowość Celebrytka była związana z Jackiem Ochmanem, a owocem tej relacji jest córeczka Antosia. Niestety: partner Bomby został w ub. r. znaleziony martwy w swym mieszkaniu. Potem w życiu celebrytki pojawił się tylko jeden mężczyzna - ito na krótko. Bomba jest jednak otwarta na nowe znajomości. „Świat Gwiazd" zapytał ją, czego oczekuje od partnera. -Dla mnie najważniejsza jest osobowość. Mój partner musi być dobry, mieć dobre serce, musi być ogarnięty życiowo 1 troskliwy, a cała reszta jest mi obojętna - wyznała. HOROSKOP Wodnik (20.01-18.02) Ważna informacja nadejdzie drogą telefoniczną. Horoskop dzienny mówi, że zmusi Cię ona do zmiany planów. Ryby (19.02-20.03) Ktoś zaskoczy Cię swoim nieszablonowym zachowaniem. Horoskop na dziś mówi, że wkrótce dowiesz się, jaka była tego przyczyna... Baran (21.03-19.04) Ktoś złoży Ci propozycję z tych „nie do odrzucenia". Horoskop dzienny na piątek mówi, że jeśli ją zaakceptujesz, możesz sporo zyskać. Byk (20.04-20.05) Horoskop dzienny mówi, że stworzysz dzisiaj zgrany duet z osobą, którą do tej pory trudno było namówić do wspólnych przedsięwzięć. Bliźnięta (21.05-21.06) Trudno Ci będzie znaleźć czas na cokolwiek poza koniecznymi obowiązkami. Horoskop na dziś wróży trudny dzień. Rak (22.06-22.07) Horoskop dzienny na piątek zapowiada, że usłyszysz gorzkie słowa od osoby, która zwraca się do Ciebie zazwyczaj nieco inaczej... Lew (23.07-22.08) Musisz nieco zmodyfikować swoje plany na długi majowy weekend. Horoskop dzienny zapowiada, że Twoi najbliżsi nie będą z tego zadowoleni... Panna (23.08-22.09) Horoskop na dziś wyraźnie wróży, że czarne chmury zbierają się nad głową kogoś z grona Twoich znajomych. Waga (23.09-22.10) Będziesz dzisiaj mistrzem ciętej riposty. Horoskop dzienny na piątek zapowiada, że jej „odbiorca" długo Ci tego nie zapomni... Skorpion (23.10 - 21.11) Dzień będzie przypominał senny rejs po spokojnym morzu. Horoskop dzienny wyraźnie wróży istną sielankę. Strzelec (22.11-21.12) Mogą zostać wystawione na próbę Twoje relacje z bliską Ci osobą. Horoskop na dziś zapowiada, że wszystko za sprawą małej intrygi. Koziorożec (22.12 -19.01) Ludzie nie będą mieli z Tobą łatwego życia. Horoskop dzienny na piątek wyraźnie mówi, że dąsy będą Twoim znakiem rozpoznawczym. Głos Redaktor naczelny PrzemysławSzymańczyk. Z-cy red. nacz.: Marcin Stefanowski, Wojciech Frelichowski, YnonaHusaim-Sobecka. Prezes Makroregionu Piotr Grabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu Robert Gromowski. Redakcja. SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego 19, teL598488100, redakcja.gp24@polskapress.pl, KOSZALIN, ul. Mickiewicza 24, teL943473552. redakcjigk24@polsl WCZASY WYPOCZYNKOWE > TURNUSY REHABILITACYJNE > WCZASY DLA SENIORA Ośrodek położony około 250 m od morza. Pokoje 1,2,3 i 4 osobowe. Pełne wyżywienie (3 posiłki dziennie). Pierwsze turnusy rozpoczynają się już od 29 kwietnia! ZAMÓWIENIA, REZERWACJA MIEJSC, INFORMACJE DODATKOWE: Biuro Usług Turystycznych, ul. 1 Maja 1, Opole Q) 77 453 68 01 (3) 77 441 80 02 j e-mail: turystyka@wspopole.pl telefon bezpośredni do ośrodka 94 358 54 95 e-mail: dzwirzyno@wspopole.pl !ą at»fnoa * Mit MA WGhKOWU iO Dyrektor Oddziału Regionalnego Agencji Mienia Wojskowego w Szczecinie działając zgodnie z art. 35 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz. U. z 2023 r., poz. 344) informuje, że na tablicy ogłoszeń w siedzibie Oddziału przy ul. Potulickiej 2/ul. Księcia Sambora 4 zostały wywieszone wykazy: - lokalu mieszkalnego położonego w Trzebiatowie przy ul. Krętej 10c/9, o pow. użytkowej 51,50 m2 wraz z pomieszczeniem przynależnym (piwnicą) o pow. 4,90 m2 i udziałem wynoszącym 0,0195 w częściach wspólnych budynku i w działce nr 41 o pow. 0,0893 ha obręb 320508_4.0005 Trzebiatów 5, KW nr SZ1G/00011519/2, przeznaczonego do sprzedaży w drodze ustnego przetargu nieograniczonego; - terenu nr T14 o pow. 18,00 m2, stanowiącego część działki nr 764 o pow. 0,0547 ha, położonej w Dziwnowie przy ul. Dziwnej, KW nr SZ1K/00014611/2, obręb 0002 Dziwnów, przeznaczonego do najmu w drodze bezprzetargowej. Wszelkie informacje można uzyskać pod nr tel. (91) 447 20 26. Oddział Regionalny AMW w Szczecinie, 70-230 Szczecin, ul. Potulicka 2, tel.( 4891) 447 20 00, fax ( 4891) 488 47 95, e-mail: marketing.szczecin@amw.com.pl www.amw.com.pl f AGfiN.CJA Mit MI A WOJSKOWEGO Dyrektor Oddziału Regionalnego Agencji Mienia Wojskowego w Szczecinie informuje, że ogłosił drugi ustny przetarg nieograniczony na sprzedaż nieruchomości niezabudowanej, położonej w Wałczu na Os. Zacisze, obręb 0001 M. Walcz Oznaczenie nieruchomości wg danych z ewidencji gruntów, KW Pow. działki w ha Termin przetargu/ godzina Cena wywoławcza nieruchomości netto Wysokość wadium/ termin wniesienia działka nr 5642/78, id.działki: 321701_l.0001.5642/78 KW Nr KOI W/00040018/5 0,2504 05.06.2023 r. godz. 10"" 195 000,00 zł 20 000,00 zł do dnia 30.05.2023 r. informuje, że ogłosił drugi ustny przetarg nieograniczony na sprzedaż nieruchomości niezabudowanej, położonej w Wałczu na Os. Zacisze, obręb 0001 M. Walcz Do ceny wylicytowanej w przetargu zostanie doliczona kwota podatku od towarów i usług, wg stawki obowiązującej na dzień zawarcia umowy sprzedaży(na dzień ogłoszenia przetargu sprzedaż jest zwolniona z VAT). Przetarg odbędzie się w budynku Oddziału Regionalnego Agencji Mienia Wojskowego w Szczecinie przy ul. Sambora 4, w sali nr 13. Warunkiem udziału w przetargu jest wniesienie wadium w wysokości 20 000,00 zł, przelewem na rachunek bankowy Oddziału Regionalnego Agencji Mienia Wojskowego w Szczecinie nr 91 1130 1176 0022 2114 1520 0010 do dnia 30.05.2023 r. z dopiskiem: „Przetarg na sprzedaż działki nr 5642/78 położonej w Wałczu". Organizator zastrzega, że przysługuje mu prawo do odwołania przetargu z ważnych powodów. Wszelkie informacje można uzyskać pod nr tel. 91 447 2026, 693 080 494 (pon.-pt. 800-1500). Do ceny wylicytowanej w przetargu zostanie doliczona kwota podatku od towarów i usług, wg stawki obowiązującej na dzień zawarcia umowy sprzedaży(na dzień ogłoszenia przetargu sprzedaż jest zwolniona z VAT). Przetarg odbędzie się w budynku Oddziału Regionalnego Agencji Mienia Wojskowego w Szczecinie przy ul. Sambora 4, w sali nr 13. Warunkiem udziału w przetargu jest wniesienie wadium w wysokości 20 000,00 zł, przelewem na rachunek bankowy Oddziału Regionalnego Agencji Mienia Wojskowego w Szczecinie nr 91 1130 1176 0022 2114 1520 0010 do dnia 30.05.2023 r. z dopiskiem: „Przetarg na sprzedaż działki nr 5642/78 położonej w Wałczu". Organizator zastrzega, że przysługuje mu prawo do odwołania przetargu z ważnych powodów. Wszelkie informacje można uzyskać pod nr tel. 91 447 2026, 693 080 494 (pon.-pt. 800-1500). Pełna treść ogłoszenia została wywieszona na tablicy ogłoszeń Oddziału Regionalnego Agencji Mienia Wojskowego w Szczecinie przy ul. Potulickiej 2/ ul. Księcia Sambora 4 na okres od 28.04.2023 r. do 05.06.2023 r. i opublikowana na stronie internetowej www.amw.com.pl i w Biuletynie Informacji Publicznej. WYKAZ WYKAZ WYKAZ PRZETARG PRZETARG PRZETARG PRZETARG PRZETARG 22 • KRZYŻÓWKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 pierogi z serem lub kopytka futerał, etui miękka masa ct" dawna koroną papieży T postać z westernu -r~ tytuł arystokratyczny zgina go pokorny triasie zasada, reguła samuraj bez pana napad rabunkowy dwustronna tkanina żakardowa ^ sumiasty pod nosem farba wodna śląska gra w karty instytucja finansowa lew salonowy Winslet lub Bush wiekowa wódka emalia do paznokci i- T 15 sport na ringu złote lub leśne zabieg płucny zdobi koszulę niewyi ny utwór ~r masa owocowa karne lub cywilne krzew owocowy gabinet odnowy domek w ogrodzie siec rybacka czeski złoty 16 dzieło Długosza osiedle w dzielnicy Wawer paliwo opałowe T kamień ozdobny jak tkanina przestrzeń dla fal radiowych okiywa pień topoli maltański muzyczne talerze towarzyszka życia przed środą T T szpara t~ 13 kraj z Katmandu mieszanina metali pod-opiecz- retmana i obrok dla kasztana T duchowieństwo cenny kruszec ratunek, ocalenie T dojrzały mruczeK dawny mieszkaniec Hiszpanii gody cietrzewi epidemia, pomór miasto Gize-wiusza jatunek lemura owoc leśnego krzewu wojskowy strój —j— utwory Kochanowskiego silnie trująca roślina T niejedna w karnawale cztery mendle mnich t- ryba morska, płaszczka pajjier kopiowania naszyta na dziurę 24 upominek, prezent Przemysław, polski bokser ptak na czereśni rzadki metal T Im w fizyce -^t broń-myś-liwska pojazd służby zdrowia ksiądz z >tPana Tadeusza" T znak ..graficzny, łącznik —r~ z pasywami Martell w barku 14 ciężka kara przy wiosłach azjatycka pustynia honorowa dla VIP-a 19 królowa kwiatów 8mb ■ v-«5s#ssi si imię Zborowskiego uchodzi do Kanału La Manche 10 prezydencki sprzeciw żywe stworzenie nadużywa aspiryny Beauforta lub Richtera t- składnik tworzyw sztucznych Z- resztki na dnie kubka T 17 ojczyzna Odysa ósemka na pięciolinii T halucynacje, przywidzenia i spina spękane mury T muza poezji miłosnej T T duchowny islamski 23 straga-niarz łączy nogę z tułowiem 11 planeta bliska Ziemi literacka przenośnia .gj?yb jadalny kobiece imię z ekranu T gaz palny śmiałek ..... na leniwych chło pów' 21 T imię burka trunek dla Zagłoby teatralna pauza dzielnica Warszawy 18 szkoli sportowców gatunek papugi cel strzelca zawody wioślarskie stan w USA T T świńska trawa Cl59' Jerzy, aktor określony obszar . np. . dominikanie instrument strunowy ogród z alejkami pora śniadania cyrk lodowcowy kraj z Limą T ziołowy lek z reklamy w kopercie grecka metropolia T halny w Alpach melodyjnie śpie- WpiakV zakład produkcji. napoju z pianką przełożony, szei imię Luba-szenki mieszkaniec Baku T kościelna klątwa 12 22 operowy kniaź kolor w kartach T aktorki 20 Russo, aktorka jrecki Mars pewność siebie, śmiałość zawija do portu roślina oleista, saflor rybi tłuszcz sterta desek szczęście, powodzenie 1 | 2 1 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 24 utworzą rozwiązanie - myśl Gilberta Chestertona. •męi/wzaaio vxlvw isar vyoxod :3invzvimzoh Litery z pól ponumerowanych od 1 do 24 utworzą rozwiązanie - myśl Gilberta Chestertona. •męi/wzaaio vxlvw isar vyoxod :3invzvimzoh Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 SPORT 23 KOSZYKÓWKA ANWIL WŁOCŁAWEK W FINALE FIBA EUROPE CUP POKONAŁ ZNACZNIE BOGATSZEGO RYWALA Z FRANCJI Pasja i odwaga w drodze po puchar Joachim Przybył joachim.przybyl@polskapress.pl Anwfl Włocławek pierwszym polskim klubem z pucharem FffiA, Tak trener Przemysław Frasunkiewicz zbudował mistrza FIBA Europę Cup. Jeśli spojrzymy na skład Anwilu, to nie robi wielkiego wrażenia. Zestaw Polakówbez wielkich nazwisk. Obcokrajowcy? Przejęty z Łańcutarozgrywający, przygarnięty z ligi rumuńskiej obrońca, który wcześniej dyscyplinarnie wyleciał z ligi włoskiej, młody debiutant w Europie pod koszem. Budżet może być jednym z ciekawszych wPLK, ale wFIBAEu-ropeCupto najwyżej druga dziesiątka 32-drużynowej stawki. To jednak wystarczyło, aby Przemysław Frasunkiewicz stworzył z tego receptę na mistrza FIBA Europę Cup, bijąc w finale czołową i znacznie bogatszą francuską drużynę Cholet Basket. Cierpliwość i odwaga - to kluczowe cechy trenera Anwilu. W styczniu do zespołu trafił Malik Williams. Debiutujący w Europie środkowy zaczął fatal- i Przemysław Frasunkiewicz w Anwilu pracuje od stycznia 2021 roku. W ubiegłym sezonie zdobył brązowy medal w Energa Basket Lidze, dziś wywalczył FIBA Europę Cup nie, kibice domagali się jego zwolnienia. Trzy pierwsze mecze: zero punktów, mnóstwo błędów. Trzy miesiące później w Cholet I7punktówi9 zbiórek. Jeszcze więcej kontrowersji wzbudził transfer Victora San-dersa, na którego wcześniej nie zdecydowała się choćby Legia Warszawa. Powód? Sanders słabo prezentował się w Rumunii, a wcześniej podpadł we Włoszech, gdziestraciłpracępotym, jak prowadził auto pod prąd ijeszcze pod wpływem alkoholu. W dwumeczu z Cholet to on zdobył najwięcej punktów. Frasunkiewicz za gwiazdami nie przepada, bo sam nią nie był w czasie długiej kariery na bo- isku. Dlatego ogromną wagę przykładu do etosu pracy, komunikacji między graczami. Bywało, że ostro publicznie skrytykował graczy, którzy nie pomogli wstać z parkietu jednemu z kolegów. Dla niego nie istnieje pojęcie „zespół kompletny" - nawet mistrzowski wymaga wciąż pracy i poprawek. Popularny „Franz" zrobił w Anwilu niezwykle istotnego zawodnika z Michała Nowakowskiego, który poprzednio grywał w walczącym o utrzymanie MKS Dąbrowa Górnicza. Ten zrewanżował mu się ostatnio, bijąc się pod koszem przez kilka tygodni z pękniętymi.żebrami. Trener ściągnął z I ligi i obdarzył zaufaniem Macieja Bojanowskiego i wbrew trendom w PŁK uczynił generałem swojej drużyny polskiego koszykarza - Kamila Łą-czyńskiego. To jego łącznik z zespołem i przedłużenie myśli na parkiecie. -Budując skład, zawsze zwracam uwagę, żeby nie dołożyć zbyt wiele ego i takich cech indywidualnych graczy, które mogłyby zniszczyć zespół. Kamil jest facetem, który łączy Polaków z obcokrajowcami, który zawsze gra dla zespołu. Łatwiej się prowadzi drużynę, gdy ma się takiego lidera. On potrafi na parkiecie przejąć rolę trenera - podkreśla szkoleniowiec. Frasunkiewicz to człowiek, który koszykówkę poznał na wylot, uparty, ale potrafiący swoje decyzje poprzeć fachowymi ijed- nocześnie zrozumiałymi argumentami, dba o każdy detal. Kamil Sadowski był jego asystentem w Arce Gdynia i wspomina: W swoim pierwszym sezonie byłem odpowiedzialny m.in. za to, aby przed meczem dostarczyć komisarzowi odpowiednią piłkę. Frasunkiewicz osobiście sprawdzał, czy jest sucha, czy dobrze leży w dłoni. - Włocławek to miasto fabryczne. Ludzie tu ciężko pracują i wydają swoje ciężko zarobione pieniądze nabiletnamecz. Zasługują na to, aby oglądać zespół walczący - wypalił jesienią po jednej z porażek, gdy Anwi-lowi nie szło w lidze. I taki jest właśnie jego Anwil: zawsze walczący, ciężko pracujący i zwykle spełniający pokładane w nim nadzieje. ©® CHOLfT BASKET-ANWIL WŁOCŁAWEK 7&80 Kwarty: 18:20,24:17,15:21,21:21 CHOLET: Artis 23 (3), 0lis 17 (1), Sako 10, Goudou--Sinha 6, Robineau 2 oraz Campbell Tl (2), Dalio 9 0)-ANWIL: Sanders 20 (4), Williams 16(2), 9zb., Moore 10, Petrasek 7 (1), Łączyński 4 oraz Greene 11 (3),So-bin 8, Nowakowski 4, Bojanowski 0, Slupiński 0. Wdwumeczu: 155:161. Kwiecień rozstrzygnie się w gronie Portowców Maurycy Brzykcy sport@gs24.pl PIŁKA NOŻNA. Największe szanse na wygranie kwietniowego zestawienia rankingu „Piłkarskie Orły" mają zawodnicy Pogoni, Ale-xander Gorgon oraz Kamil Grosicki. „Piłkarskie Orły" to kontynuacja porównywania i klasyfikowania najskuteczniejszych strzelców w najwyższych polskich ligach, którą zapoczątkowaliśmy w poprzednim roku kalendarzowym. Celem jest wyłonienie oraz nagrodzenie najlepszych strzelców piłkarskich w kategorii męskiej i kobiecej, biorąc pod uwagę sumę goli zdobytych przez zawodników/zawodniczki klubów piłkarskich biorących udział w krajowych, zawodowych rozgrywkach li- gowych na poziomie: ekstra-klasy/ekstraligi, I, III III, IV ligi oraz w Pucharze Polski a także bramek zdobytych w europejskich pucharach. W roku 2023 rozszerzyliśmy grono klasyfikowanych goleadorów o tych występujących w IV lidze. Dla przypomnienia podajemy zatem współczynniki, przez które mnożymy gole przyznając miejsca w naszym rankingu: dla ekstraklasy/ekstraligi - wynosi 2; dla I ligi -1,75; dla n ligi -1,5; dla III ligi -1; dla IV ligi -0,625; dla Pucharu Polski - 2; dla Europejskich Pucharów - 2,5. W 2023 roku wygrywają zawodnicy obecnie lub w przeszłości związani z Pogonią Szczecin. W lutym był to Kamil Grosicki, wychowanek klubu i jeden z najlepszych graczy w PKO Ekstraldasie, z kolei w marcu zwycięzcą został Adam Frączczak, były kapitan portowego klubu, obecnie gra- Rankirtg cumkty liga tftczhie ZAWODNIK 3 ) dawid osuchała-wpierski PAWEŁ KRAWIEC pa fbyk baranowski SZYMON KAPELUSZ wojctfch usowski bałtyk koszaun WYBRZEZE REWALSKIE REWAL twrr szczecin SWIT SZCZECIN POOOŃ M SZCZfCIN Jeżeli Gorgon lub Grosicki strzelą gola w Gliwicach, powinni wygrać w kwietniu jący dla drugoligowej Kotwicy Kołobrzeg. W kwietniu raczej nic w tej materii się nie zmieni. Na prowadzeniu w zestawieniu tego miesiąca jest dwójka pomocników Pogoni, Alexander Gorgon oraz Kamil Grosicki. Obaj strzelili po dwa gole w kwietniu i są motorem napędowym gry Portowców. Grosicki przechodzi samego siebie. W meczu ze Stalą Mielec (zwycięstwo 4:2) zaprezentował się rewelacyjnie. Ostatecznie strzelił gola, zapisał na koncie asystę i zrobił dla Pogoni sporo dobrego. Portowców mogą dogonić zawodnicy z III oraz IV ligi, choć nie będzie to łatwe zadanie. Patryk Baranowski czy Szymon Kapelusze ze Świtu Szczecin musieliby dziś w meczu z Jarotą strzelić przynajmniej dwa gole i liczyć na pudła zawodników Pogoni. ©® Patronat Honorowy Ministerstwo Sportu i Turystyki Partner Strategiczny Partner Merytoryczny Patronat Medialny TYP SPORT T Y P, INFO pzpn 24 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 28.04.2023 SPORT www.sportowy24.pl PIŁKA NOŻNA SMS był najlepszy Drużyna ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Słupsku została mistrzem miasta w piłkarskich zmaganiach klas VIII. W meczu półfinałowym reprezentanci SMS pewnie pokonali SP nr 6 6:0. Natomiast w finale rozgrywek, podopieczni Adama Pietrasa jeszcze wyżej -10:2 - pokonali SP nr 10. Mistrzowska drużyna wywalczyła awans do półfinału wojewódzkiego. JAK SPORTY WALKI MMA w Gryfii W sobotę w Słupsku (hala Gryfia) odbędą się Mistrzostwa Pomorza w MMA - ALMMA 229. Walki będą prowadzone w różnych kategoriach wiekowych (od juniora po seniora) i wagowych, a także w różnych poziomach umiejętności, od „pierwszy krok" po fuli contact. Ważenie zawodników w godz. 8.00-9.00. Następnie omówione zostaną przepisy rywalizacji, a a rozpoczęcie walk zaplanowano o 10.00. JAK KRÓTKO PIŁKARSKI WEEKEND POMORSKA IV LIGA Sobota: GKS Kowale - Sparta Sycewice (godz. 11.00), Gryf Wejherowo - Bytovia Bytów (15.30), Pogoń Lębork - Borowiak Czersk (17.00), Akademia Sportu Kolbudy - Anioły Garczegorze (17.00), Gryf Słupsk - Jaguar Gdańsk (17.00), Wierzyca Pelplin - Jantar Ustka (18.00). KLASA OKRĘGOWA Piątek: Gryf II Słupsk - Myśliwiec Tuchomie (18.00). Sobota: Czarni Czarne - Dolina Spe-renda Niepoględzie (14.00), Piast Człuchów -Kaszubia Studzienice (14.00), Start Miastko -MKS Debrzno (14.00), Skotawia Dębnica Kaszubska - KS Włynkówko (15.00), GTS Czarna Dąbrowska - Sokół Wyczechy (16.00), Pomorze Potęgowo - Unison Machowino (16.00), Garbarnia Kępice - Leśnik Cewice (17.00). KLASAA Grupa 1. Sobota: Lew Lębork - Sokół Szczypkowice (11.00), Wybrzeże Objazda - Polonez Bobrowniki (11.00), Barton Barcino - KS Damnica (16.00), Echo Biesowice - Diament Trzebielino (16.00), Granit Kończewo - Słupia Kobylnica (17.00). Gnipa2. Sobota: Magie Niezabyszewo - Kaszubia II Studzienice (15.00), Orkan Gostkowo - Urania Udorpie (15.00), Błękitni Motarzyno - LKSŁe-bunia (16.00), Zawisza Borzytuchom - Lider Rychnowy (17.00), Zenit Redkowice - Granit Koczała (17.00), Grom Nakla - Victoria Dąbrówka (17.45). KLASAB Grupa 1. Sobota: Victoria Słupsk - Rowokół Smołdzino (14.00). Niedziela: Szansa Siemianice - Start Łebień (11.00), Sokół Kulszewo - Start Łeba (13.00), KS Zaleskie - Błękitni Główczyce (14.00). Grapa 2. Sobota: GKS Kołczygłowy (13.00), Skotawa Budowo - Baza 44 Siemirowice (16.00), Lipni-czanka Lipnica - Sparta Konarzyny (16.30). Niedziela: WKS Nożyno - Słupia Sulęczno (12.00). (jak) w Słupsk Biznes WYCIĄG Z WYKAZU Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej Sp. z o.o. w Słupsku, działając w imieniu Prezydenta Miasta Słupska, informuje o możliwości wzięcia udziału w przetargu garażu znajdującego się na działce nr 114/7, obręb 6 przy ulicy Traugutta 5 w Słupsku, przeznaczonego do najmu w przetargu ustnym ograniczonym tylko dla mieszkańców budynku, nieposiadających zadłużenia wobec Miasta Słupska. Przetarg odbędzie się w dniu 23 maja 2023 r. w pokoju nr 6 (I piętro) budynku Zarządu PGM Sp. z o.o. przy ulicy Tuwima 4 w Słupsku o godzinie 12.00. Warunkiem przystąpienia do przetargu jest: • wpłacenie wadium do dnia 17 maja 2023 r. (data wpływu na konto wynajmującego) na konto mBank nr 81 1140 1153 0000 2180 2900 1001 z opisem w tytule wpłaty: WADIUM na garaż (adres garażu wraz z powierzchnią). Dowód wpłaty wadium każdy zainteresowany uczestnictwem w przetargu zobowiązany jest mieć w dniu przetargu do okazania komisji, • brak zadłużenia wobec Miasta Słupska (np. z tytułu: opłat lokalnych, czynszu najmu oraz opłat niezależnych od wynajmującego - opłaty za media). Pełną treść ogłoszenia umieszczano na tablicach ogłoszeń: 1. Urzędu Miejskiego w Słupsku (przy pokoju nr 214 - II piętro), 2. Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej Sp. z o.o. w Słupsku: • siedziba Administracji Zasobów Gminnych, Plac Zwycięstwa 4 w Słupsku (tablica ogłoszeń przy pokoju nr 10), • siedziba Administracji Wspólnot Mieszkaniowych nr 1, ul. Niemcewicza 15 w Słupsku (tablica ogłoszeń parter), • siedziba Zarządu PGM Sp. z o.o., ul. Tuwima 4 w Słupsku (tablica na I piętrze), 3. W budynku mieszkalnym Traugutta 5 oraz na budynku garażu (nr ew. 2767); oraz na stronach internetowych: www.slupsk.pl. w Biuletynie Informacji Publicznej www.bip.um.slupsk.pl.www.pam.slupsk.pl (w zakładce lokale użytkowe, garaże i reklamy). Szczegółowe informacje dotyczące przetargu uzyskać można w biurze lokali użytkowych garaży i reklam - PGM Sp. z o.o., Plac Zwycięstwa 4 w Słupsku (pokój nr 10) - tel. 59 848 77 00. Prezydent Miasta Słupska zastrzega sobie prawo do odwołania lub unieważnienia przetargu bez podania przyczyn w trybie właściwym dla ogłoszenia. Słupsk Biznes WYCIĄG Z WYKAZU Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej Sp. z o.o. w Słupsku, działając w imieniu Prezydenta Miasta Słupska, informuje o wywieszeniu wykazu garaży przeznaczonych do najmu w przetargu ustnym ograniczonym do osób nieposiadających zadłużenia wobec Miasta Słupska. Przetarg odbędzie się w dniu 23 maja 2023 r. w pokoju nr 6 (I piętro) budynku Zarządu PGM Sp. z o.o. przy ulicy Tuwima 4 w Słupsku o godzinie 12.30. Warunkiem przystąpienia do przetargu jest: • wpłacenie wadium do dnia 17 maja 2023 r. (data wpływu na konto wynajmującego) na konto mBank nr 81 1140 1153 0000 2180 2900 1001 z opisem w tytule wpłaty: WADIUM na garaż (adres garażu wraz z powierzchnią). Dowód wpłaty wadium każdy zainteresowany uczestnictwem w przetargu zobowiązany jest mieć w dniu przetargu do okazania komisji, • brak zadłużenia wobec Miasta Słupska (np. z tytułu: opłat lokalnych, czynszu najmu oraz opłat niezależnych od wynajmującego - opłaty za media). Pełną treść ogłoszenia umieszczano na tablicach ogłoszeń: 1. Urzędu Miejskiego w Słupsku (przy pokoju nr 214 - II piętro), 2. Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej Sp. z o.o. w Słupsku: •siedziba Administracji Zasobów Gminnych Plac Zwycięstwa 4 w Słupsku (tablica ogłoszeń przy pokoju nr 10), •siedziba Administracji Wspólnot Mieszkaniowych nr 1,. ul. Niemcewicza 15 w Słupsku (tablica ogłoszeń parter), •siedziba Zarządu PGM Sp. z o.o., ul. Tuwima 4 w Słupsku (tablica na I piętrze), oraz na stronach internetowych : www.slupsk.pl, w Biuletynie Informacji Publicznej www.bip.um.slupsk.pl, www.pgm.slupsk. pl (w zakładce lokale użytkowe, garaże i reklamy). Szczegółowe informacje dotyczące przetargu uzyskać można w biurze lokali użytkowych garaży i reklam - PGM Sp. z o.o. Plac Zwycięstwa 4 w Słupsku (pokój nr 10) - tel. 59 848 77 00. Prezydent Miasta Słupska zastrzega sobie prawo do odwołania lub unieważnienia przetargu bez podania przyczyn w trybie właściwym dla ogłoszenia. Anioły podzieliły się punktami z Pogonią PIŁKA NOŻNA. W środę czwar-toligowe zespoły z grupy pomorskiej odrabiały zaległości W meczu najbardziej interesu-jącym kibiców z regionu, Anioły Garczegorze zremisowały z Pogonią Lębork 2:2 (1:1). Goście, którzy zagrali bez pierwszego bramkarza Arkadiusza Kolkę (2 mecze zawieszenia za czerwoną kartkę), dwukrotnie obejmowali prowadzenie w tym spotkaniu. Już w 9. minucie, uderzeniem z ok. 15 metrów, wynik otworzył Dawid Patelczyk. Lęborcżanie cieszyli się z prowadzenia do 27. minuty, gdy do wyrównania doprowadził Hubert Syldatk. Od 40. minuty gospodarze grali w dziesiątkę, po wykluczeniu kapitana zespołu Marcina Drza-zgowskiego, za faul tuż przed szesnastką na będącym na czystej pozycji Damianie Wojdzie. Pogoń wykorzystała przewagę liczebną po zmianie stron. W 66. minucie na prowadzenie przywrócił . ją Wojda. Goście nie zdołali jednak dowieźć wygraiiej do końca. W 76. min, po sta- łym fragmencie gry, do remisu doprowadził Błażej Tomasiewicz. Pomimo sytuacji z obydwu stron wynik 2:2 już się nie zmienił. W dwóch innych, zaległych meczach Grom Nowy Staw rozbił 5:0 GKS Kowale (mecz z 21. kolejki), a Gryf Wejherowo zremisował 2:2 z rezerwami Arki Gdynia (mecz z 24. kolejki). Po środowych meczach wszystkie zespoły mają rozegrane tyle samo spotkań. Aktualna tabela: I.Wikęd Luzino 27 65 77-25 2.Pomezania Malbork 27 56 71-28 3.Chojniczanka II Chojnice 27 55 58-29 4.Grom Nowy Staw 27 53 62-23 5."5parta Sycewice 27 51 50-39 6.Gryf Wejherowo 27 48 55-40 7.Anioły Garczegorze 27 47 66-50 8. Arka II Gdynia 27 43 68-47 9JaguarGdańsk 27 41 47-35 lO.Czarni Pruszcz Gdański 27 40 43-43 11.MKS Władysławowo 27 37 49-57 12.Pogoń Lębork 27 36 32-45 B.Powiśle Dzierzgoń 27 34 38-51 14.GKS Kowale 27 30 34-57 15.AS Kolbudy 27 29 30-44 16.Gryf Słupsk 27 27 38-52 17.Bytovia Bytów 27 22 32-49 18.Wierzyca Pelplin 27 21 36-54 19.Borowiak Czersk 27 20 25-63 20Jantar Ustka 27 5 20-100 (jak) (jak) Do Gliwic po zwycięstwo Mariusz Surowiec mariusz.surowiec@gp24.pl KOSZYKÓWKA. W sobotę w Gliwicach Grupa Sierleccy Czarni Słupsk zagrają kolejne ważne spotkanie w kontekście walki o awans do fa-zyplay-off. Dla drużyny Tauron GTK, która nie do końca pewna jest utrzymania będzie to również mecz arcyważny. Ciekawe będą pojedynki pod koszem. Z jednej strony Mikołaj Witliński i Paweł Loeńczyk z drugiej zaś Kama-rim Murphy. Kibice emocjonować będą się także rywalizacją doświadczonego Earla Row-landa, który sprawdzi swoje możliwości na tle reprezentującego Polskę, Jakuba Schenka. W l. rundzie, w ośtatnim meczu rozegranym w 2022 roku, Czarni doznali nieoczeki- wanej porażki u siebie z GTK 49:60. To najrgoszy dorobek słupskiego zespołu w całym sezonie. WII kwarcie tego spotkania podopieczni Mantasa Cesnauskisa zdobyli zaledwie 5 punktów (5:ll). W poprzedniej kolejce Grupa Sierleccy Czarni Słupsk pokonała w hali Gryfia Enea Abramkczyk Astorię Bydgoszcz 82:78. Gliwiczanie natomiast niespodziewanie wygrali z wi-celiderem tabeli Kingiem Szczecin 90:83. Walka o awans do play off do samego końca będzie bardzo emocjonująca a drużyna Mantasa Cesnauskisa praktycznie nie ma marli ginesu błędu. By myśleć o prze-5 dłużeniu sezonu koszykar-< skiegowSłupskuigrzewplay-^ offach mecz w Gliwicach trzeba _.... __________2 wygrać. Czarni ostatni mecz Słupscy koszykarze nia mają dobrych wspomnień fazy zasadniczej zagrają 3 maja. z pierwszego w tym sezonie meczu z GTK Rywalem będzie Trefl Sopot.