WEEKEND z rodzina • Temat weekendu Przesądny jak Polak, czyli zabawa z czarnym kotem. Ponad połowa Polaków wierzy w przesądy. Na szczęście częstsza jest wiara w zwiastuny powodzenia niż pecha... str. 5 • Małgorzata Foremniak: Zaliczyła dwa nieudane małżeństwa. Wychowała trójkę dzieci. Aktorka nie zaniedbała jednak kariery. Kiedy przyszła depresja, to właśnie praca utrzymała ją w pionie str. 6 • Poradnik: Jak przygotować się na wycieczkę rowerową str. 7 Głos & WEEKEND *§P z rodziną auw ! MIT; \i£ u tKlo WHR/W fHZllIOBOM m m * Kraina w Kratę. Niesamowite pojazdy na zlocie wozów strażackich str. 16 Sobota-niedziela 13-14.05.2023 Nr 110 (4962) Nakład: 7.515 egz. www.gp24.pl Cerfa zł (w tym 8% VAT) Kultura. Szwejk, jaki jest, wiedzą wszyscy, ale... Przygody dobrego wojaka w Tęczy str. 15 Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 9 770137 952060 ■ V- % u? i"* ii REGION SZCZECINEK SŁYNĄŁ W KOMUNISTYCZNEJ POLSCE Z POZIOMU NAUKI JĘZYKA FRANCUSKIEGO. DLACZEGO? X> „ .,«V/ Ryszard Bruderek: urodzony we Francji potomek polskich emigrantów, przyjechał do Polski jako 18-latek. Kilka pokoleń uczniów ILO zawdzięcza mu życiowe wybory związane z Francją. Potrafił nie tylko nauczyć języka obcego, ale też zafascynować historią i kulturą kraju znad Sekwany str. 2 2 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Sobota-niedziela, 13-14.05.2023 191111118181 AUTOPROMOCJA W poniedziałek W naszej gazecie ^ Relacje z wydarzeń sportowych f*^OW^24 W re9'on'e' kraiu ' na świecie • Zamów prenumeratę Głosu <5)94 3401114 prenumerata.gdp@polskapress.pl prenumerata.gp24.pl Francuski łącznik. Zapomniana historia Rajmund Wełnie Region Szczecinek świętuje jubileusz 40-lecia współpracy z francuskim Noyelles sous Lens. A przecież kontakty z Francją są o ponad dekadę starsze. W kwietniu Szczecinek obchodził 40. rocznicę podpisania umowy o współpracy z Noyelles sous Lens w północnej Francji, która kwitnie do dziś. W mieście nad Trzesieckiem gościła oficjalna delegacja z Noyelles, a jubileusz uczczono m.in. otwarciem toru do gry w bule, narodową grę Francuzów. Pod koniec maja delegacja ze Szczecinka jedzie z rewizytą do Francji. Tymczasem współpraca szczecinecko-francuska jest znacznie dłuższa i wcale nie zaczęła się od kontaktów z Noyelles. Pan Marcin, mieszkaniec Szczecinka, wyszperał popielniczkę z roku 1974 z herbami Szczecinka i francuskiego Ramberviellers, miasteczka położonego na południe od Nancy w departamencie Wogezów, blisko granicy z Niemcami. To właśnie tam znajdowała się szkoła rolnicza, w której wykładał Jean Cat-tant, a która za sprawą Ryszarda Bruderka, nauczyciela francuskiego w I Liceum Ogólnokształcącym w Szczecinku, w latach 70. miała bliskie relacje z ogólniakiem. - To był absolutny ewenement na tamte czasy - wspomina Krzysztof Kowalczyk, szczecinecki ro-manista, który w dekadzie lat 70. był uczniem I LO. - Jean Cattant i Ryszard Bruderek doprowadzili m.in. do wymiany młodzież obu szkół. Z uwagi na różnice kosztów utrzymania i zarobków układ był taki, że Polacy jeździli do Francji co dwa lata, Francuzi byli u nas co roku. Gospodarze zapewniali atrakcje i utrzymanie gościom, dzięki temu mogliśmy w ogóle do Francji pojechać. Pamiętam, że koszt takiego wyjazdu i tak to było około 3 tysięcy złotych, niewiele mniej niż zarabiał wówczas mój ojciec, dyrektor Zakładów Przemysłu Terenowego. Jeździliśmy w wakacje, to był niezapo- Aula I LO w Szczecinku była areną prestiżowych konkursów z języka francuskiego pod patronatem ambsadora Francji Ryszard Bruderek podczas konkursu z języka francuskiego Ryszard Bruderek przyjechał do Polski jako nastolatek mniany tour de France: ponad 5 tysięcy kilometrów zwiedzania Francji - Krzysztof Kowalczyk nie ukrywa, że to zainspirowało go do nauki francuskiego, poznania tamtejszej kultury i wyboru kierunku studiów. Szczecinek zresztą za sprawą Ryszarda Bruderka i jego charyzmy słynął w Polsce z poziomu nauki języka francuskiego. - Nasi licealiści regularnie plasowali się w czołówce krajowej olimpiady języka francuskiego, dystansując najlepsze szkoły w Polsce i dzieci dyplomatów - dodaje nasz rozmówca. - Ryszard Bruderek, urodzony we Francji potomek polskich emigrantów, przyjechał do Polski już jako 18-latek i kilka pokoleń uczniów I LO zawdzięcza mu życiowe wybory związane z Francją. Czas zaciera pamięć... Dość powiedzieć, że nie wszyscy już nawet w szczecineckim ratuszu pamiętają, skąd Ram-berviellers i kim był Jean Cattant, bądź co bądź honorowy obywatel Szczecinka. Taki zaszczyt spotkał tylko sześć osób. Dodajmy, że Ryszard Bruderek znalazł się w gronie odznaczonych tytułem Zasłużony dla Szczecinka i osób uhonorowanych medalem 700-lecia Szczecinka. Ryszard Bruderek urodził się w 1934 roku we francuskim Conde. Tam też rozpoczął naukę szkolną. Po powrocie do rodziny w Polsce zdał maturę w roku 1952 i rozpoczął studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Z dyplomem w ręku wrócił NASI PARTNERZY do Szczecinka, gdzie został nauczycielem wychowania fizycznego w Liceum Pedago- gicznym. Kilka lat później przenosi się do I LO im. księżnej Elżbiety. Dzięki niemu w tych latach młodzież z liceum święciła liczne sukcesy na arenach lekkoatletycznych i w grach zespołowych. Złotymi zgłoskami w historii miasta i szkoły pan Ryszard zapisał się jako nauczyciel języka francuskiego. W roku 1972 kończy studia podyplomowe z filologii romańskiej. Rozpoczęła się złota era języka francuskiego w I LO. Z klas R. Bruderka niemal masowo rekrutowali się olimpijczycy na konkursach z tego przedmiotu. Jego wychowankowie sięgali po najwyższe laury w olimpiadach, konkursach krajowych i zagranicznych. Ale nawet ci, którym nie dane zostać było olimpijczykami, do dziś bez trudu porozmawiają z Francuzami. Pan profesor potrafił bowiem nie tylko nauczyć języka obcego, ale też zafascynować historią i kulturą kraju znad Sekwany. Jego zasługą było także rozpoczęcie w latach 70. współpracy uczniowskiej i nauczycielskiej z francuskimi szkołami, w tamtych latach był to ewenement na skalę krajową. Pokłosiem tego było także nawiązanie wówczas współpracy Szczecinka z Noyelles sous Lens. Za swoje osiągnięcia pan Ryszard otrzymał Medal Komisji Edukacji Narodowej, a rząd Francji przyznał mu Palmę Akademicką za działalność na rzecz zbliżenia między narodami. Osobiście wręczał ją ambasador Francji w roku 1977. ©® Mieszkańcy Koszalina współpracują z miastami partnerskimi: Neubrandenburg (Niemcy), Neumunster (Niemcy), Berlin Tempelhof-Schóneberg (Niemcy), Gladsaxe (Dania), Seinajoki (Finlandia), Bourges (Francja), Schwedt/n.Odrą (Niemcy), Fuzhou (Chiny), Albano Laziale (Republika Włoska), Iwano-Frankiwsk (Ukraina), Troki (Litwa). Słupsk także ma długą listę zagranicznych miast partnerskich. To Carlisle (Wielka Brytania), Flensburg (Niemcy), Cartaxo (Portugalia), Bari (Włochy), Vantaa (Finlandia), Bu-chara (Uzbekistan), Fredrikstad (Norwegia), Xiamen (Chiny), Vordingborg (Dania). Ponadto trójporozumienie wiąże odrębną Carlisle-Flensburg-Słupsk. Z tego grona najdłuższa, bo zaczęta w roku 1987, jest współpraca z Finami z Vantaa. Rekordzistą pod tym względem jest Szczecin, który ma aż 14 partnerów zagranicznych. To włoskie Bari we Włoszech, niemiecki Berlin, Bremerhaven, Greifswald, Rostock i Lubeka, chińskie Daljan i Jinan, duński Esbjerg, szwedzkie Malmo, brytyjskie Kingston upon Hulli, litewska Kłajpeda oraz St. Louis z USA i Dnipro z Ukrainy. Na liście był jeszcze do niedawna rosyjski Murmańsk, ale po agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę Szczecin zerwał umowę z tym miastem na dalekiej północy. Małgorzata Foremniak jest sama dla siebie największą wartością str. e Jak zaplanować wycieczkę rowerową, by była bezpieczna PORADNIK, str. 7 Najpiękniejsze i już dziś kultowe zapachy w historii świata URODA, str. 10 WEEKEND Ciasta, ciasteczka, słodkości, czyli niebo w gębie! KUCHNIA, str. 8-9 Nieznane i nieodkryte, ale piękne miejsca w Polsce TURYSTYKA, str. /IWl Sobota Niedziela, 13 14.05.2023 OT? Ml: WIERZYC ZABOBOM Ponad połowa Polaków wierzy w przesądy. Na szczęście częstsza jest wiara w zwiastuny powodzenia niż pecha. Najczęściej trzymamy za innych kciuki, ale sporo z nas wciąż zawraca z drogi na widok czarnego kota, który właśnie przez nią przebiegł str. s 4 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Sobota-niedziela, 13-14.05.2023 Justyna Piasecka CZARNY KOT? NIE PANIKUJ! Gwiazda JESTEŚMY ENERGIĄ OBLECZONĄ IV CIAŁO, DLATEGO NALEŻY MOCNO STĄPAĆ PO ZIEMI, KORZYSTAJĄC ZJEJ DÓBR IV SPOSÓB MĄDRY, A UMYSŁ MIEĆ IVYPEŁNIONYI4ARTOŚCIAMI Małgorzata Foremniak, aktorka !Varto wiedzieć amiast drżeć ze strachu przed pechem, zastanówmy się, dlaczego tak trudno jest nam pozbyć się przesądów. Może to nasza wina? Amoże to wina tych drabin, które zawsze stoją tam, gdzie akurat idziemy? Okazuje się, że przesądy mająswojekorzeniewdawnych czasach, kiedy to ludzkość próbowała sobie radzić ze strachem przed nieznanym, tworząc reguły, które pozwalały zachować równowagę w chaosie. Przez stulecia przesądybyły narzędziem, które dawało ludziom poczucie kontroli nad otaczającym ich światem. W dobie naukowego oświecenia mogłoby się wydawać, że prze-sądypowinny być już tylko wspomnieniem. Ale, jak nietrudno zauważyć, nadal twardo trzymają się naszej codzienności, wprowadzając swoje irracjonalne zasady do najbardziej trywialnych czynności. Czy to oznacza, że jesteśmy gatunkiem, który nie potrafi uwolnić się od przesądów? Cóż, być może to właśnie nasza zdolność do twórczego myślenia sprawia, że tak łatwo się na nie nabieramy. Nie zapominajmy też, że niektóre przesądy mają swoje źródło w starych, choć słusznych, zasadach. Jak chociażby unikanie przejścia pod drabiną - bo przecież, kto chciałby dostać czymś w głowę? Ważne jest jednak, abyśmy nie tracili poczucia humoru, gdy przyjdzie nam się zmierzyć z przesądami. W końcu to właśnie śmiech pozwala nam zrozumieć, jakbardzo niektóre z nich są absurdalne. Czy naprawdę warto bać się czarnych kotów? Może raczej należy bać się tych białych, które w ciemności wyglądają jak duchy? Przejdźmy pod drabiną, przytulmy czarnego kota i, co ważne, róbmy to wszystko z uśmiechem na ustach. Bo przecież każdy z nas zna przynajmniej jedno przesądne, ale sympatyczne, zdarzenie. Pamiętajmy, że to, co niezrozumiałe, nie musi być zawsze przerażające. Czasem wystarczy spojrzeć narzeczy z innej perspektywy, a przesądy zamieniają się w zabawne anegdoty, które przypominają nam o tym, jakbardzo jesteśmy zdolni do tworzenia opowieści, które zaskakują, bawią i uczą. Nieporadnik Tatusia ZAWODOWA PRZYSZŁOŚĆ - Tato, a co Ty będziesz robił w tych Biescadach? Bieszczadach. -Bie-szca-dach. Biesz-cza-dach. -Biesz-cza-dach. W jakich, kurczę, Bieszczadach? Młodszy podsłuchał, jak tato pełnym rezygnacji tonem mówi do słuchawki: a może by tak wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady? I teraz snuje się za tatąna zakupach i snuje plany zawodowej przyszłości. - A może będziesz tato ogrodnikiem? Tak, ogrodnikiem to mogę być. - A może będziesz królem? E, królem to tak łatwo nie jest zostać. - To może zostaniesz prezydentem? Nie chciałbym. - Wiem! To ja zostanę prezydentem! Wiesz co synku, aleja wolałbym, żebyś miał dobre życie, żeby Cię lubili... - No tak, bo tego prezydenta to nikt nie lubi. Snujemy się dalej po sklepie, ale nagle pod pilniejszą obserwacją kilku starszych par oczu... Tato Spacery mogą poprawić kondycję i wpłynąć na wagę Czy można schudnąć od samego chodzenia? Tak! To możliwe. Chodzenie czy spacerowanie to najbardziej naturalna i prosta forma ruchu, na którą prawie każdy może sobie pozwolić. Nie potrzebujemy do tego wymyślnych sprzętów, jest darmowe i zdrowe. Podpowiadamy, co można zrobić, żeby spalić więcej kalorii podczas spacerowania i wyjaśniamy, jak długo trzeba chodzić, żeby schudnąć. Ruch jest bardzo ważny dla naszego zdrowia. Razem z dobrze zbilansowaną dietą tworzy duet, dzięki któremu nasze samopoczucie poprawia się. Nie każdy rodzaj aktywności jest dla nas odpowiedni albo nie musimy go też lubić - w końcu nie wszyscy odnajdą się na siłowni albo nabieżni. Jeżeli nie mamy czasu (lub ochoty) brać udziału w wyczerpujących treningach, to najprościej jest wyjść na spacer. Poza wieloma korzyściami z przebywania na świeżym powietrzu możemy też schudnąć. Samo spacerowanie nie jest remedium na utratę zbędnych kilogramów. Jeżeli chcemy schudnąć, musimy teżpamiętać o zrównoważonej diecie i odpowiedniej ilość snu. Połączenie ruchu, nocnego wypoczynku i dobrego jedzeniaprzyniesie najlepsze efekty. Spalanie kalorii na spacerze zależy m.in. od aktualnej masy ciała, tempa chodzenia i czasu trwania samego spaceru. Naukowcy z Harvard Medical School, aby dowiedzieć się, ile kalorii można spalić w ciągu 30 minut poprzez różne aktywności fizyczne, przeprowadzili badanie, w którym udział wzięły osoby z różnych grup wagowych. Osoby ważące 70 kg, które chodziły ze średnią prędkością 6,4 km/h, spalają ok. 186 kalorii, a przy wadze 84 kg - 222 kalorie. Spacery poprawią kondycję osób w każdym wieku 5 wskazówek, jak zwiększyć spalanie kalorii podczas spacerowania Spacer może być metodą na odchudzanie. Chodzenie na świeżym powietrzu przy zastosowaniu kilku wskazówek podkręci spalanie kalorii. Sprawdź, co należy dodać do spacerowania, żeby schudnąć. •Zwiększ prędkość: szybsze tempo pomoże spalić więcej kalorii. Warto więc zamienić spokojny spacer na szybsze chodzenie. Średnia prędkość, z jaką się poruszamy, to około 4 do 6 km/h. Jeżeli chcemy schudnąć przez spacerowanie, powinniśmy zwiększyć tempo do ok. 7 km/h. •Dodaj interwały: spalanie kalorii przyspieszy zmiana prędkości chodzenia. Jak to zrobić? Wystarczy przeplatać swój normalny chód z szybkim - przez około pięć minut poruszamy się swoim naturalnym tempem, a następnie zwiększamy prędkość na około jedną do dwóch minut, po czym ponownie wracamy do wolniejszego chodu. Taka metoda na odchudzanie ma potwierdzenie wbadaniach. Naukowcy z Ohio State Univer-sity udowodnili, że chodzenie w interwałach może zwiększyć spalanie kalorii nawet o 20 proc. • Wybieraj przeszkody: nie chodzi o bieg przez płotki czy przechodzenie przez ogrodzenie, aleo wykorzystanie tego, co oferuje nam otoczenie. Jeżeli na naszej trasie są schody lub inne wzniesienia, nie pomijajmy ich. Dzięki nimnasz stawy imię-śnie muszą wykonać inną pracę, niż poruszając się po płaskiej powierzchni, a my dodatkowo pozbywamy się kilku kalorii. • Pora dnia ma znaczenie: rozpoczęcie dnia we wczesnych godzinach rannych dla niektórych jest przyjemnością, dla innych zaś niekoniecznie. Okazuje się, że chodzenie po południu jest dla nas korzystniejsze, jak wynika z badania holenderskich naukowców. Okazało się, że uczestnicy badania, którzy byli bardziej aktywni popołudniami, stracili więcej kilogramów niż osoby aktywne rano. Jak podejrzewają badacze, jest to związane z poziomem cukru we krwi, który wzrasta wciągu dnia, kiedy zdążymy spożyć więcej kalorii. Może to przemawiać za tym, aby ruszać się w drugiej połowie dnia. • Trening siłowy na spacerze: spacer może być formą treningu wytrzymałościowego, ale warto dodać do niego ćwiczenia wzmacniające z wykorzystaniem swojego ciężaru. Większa masa mięśniowa to większe spalanie tłuszczu. Podczas spaceru (lub zaraz po, jeżeli się wstydzimy i wolimy ćwiczyć w domowym zaciszu) możemy włączyć proste ćwiczenia, np. przysiady lub wypady. Jak często należy spacerować, żeby schudnąć? Czy trzeba robić 10 tysięcy kroków dziennie? Aby stracić jeden kilogram tkanki tłuszczowej, musimy spalić około 7000-8000 kalorii. To znaczy, że musielibyśmy chodzić na godzinny spacer pięć razy w tygodniu przez około siedem tygodni. Warto podkreślić, że to teoretyczne wyliczenie nie uwzględnia dietyiinnychrodza-jów ćwiczeń. Jeśli zwrócimy też uwagę na ujemny bilans kaloryczny i wykonamy np. dwa dodatkowe treningi wtygodniu, to możemy schudnąć szybciej. W ostatnich latach modne stało się liczenie kroków. Niemal w każdym telefonie są liczniki kroków, wiele osób decyduje się na opaski czy zegarki z taką funkcją. Idealnym celem było zrobienie 10 tysięcy kroków dziennie. Jak się okazuje, skupianie się na tej liczbie może nam przysłonić inne ważne aspekty, jak np. odpowiednie odżywianie czy zdrowy sen. Poza tym badania sugerują, że już 6000 do 8000 kroków dziennie pozytywnie wpływa na nasz układ krążenia. Głos Dziennik Pomorza Sobota-niedziela, 13-14.05.2023 TEMAT WEEKENDU • 5 Psychologia Dorota Kowalska dorota.kowalska@polskapress.pl Nie rozstajemy się ze smartfonem, robimy zakupy przez internet, uczymy się angielskich słówek, korzystając z tabletu zamiast z papierowego słownika, nie wyobrażamy sobie jazdy autem bez nawigacji satelitarnej, plotkujemy ze znajomymi na Facebooku. Większość z nas uważa się za racjonalnie myślących, nowoczesnych ludzi. Wystarczy jednak, że przez drogę przebiegnie nam czarny kot, a już zatrzymujemy się skonsternowani. Na rozbite lustro patrzymy z przerażeniem, zaś trzynastego najlepiej w ogóle nie ruszalibyśmy się z domu. Ewa, 44 lata, księgowa. Wykształcona, nowoczesna, matka trójki dzieci. - Wstyd się przyznać, ale jeśli kot przebiegnie mi drogę, już nią nie przejdę, a na widok kominiarza chwytam się za guzik - wybucha śmiechem. I dodaje, że w jej rodzinnym domu żadnych poważnych spraw nie załatwiało się trzynastego, a kiedy ktoś po wyjściu z domu musiał do niego wrócić, bo na przykład nie wiedział, czy wyłączył żelazko, na sekundę przysiadał na krześle. - Wierzono, że rozbite lustro to.siedem lat nieszczęścia. Wierzono w sny. Pamiętam na przykład, że kiedy mamie przyśniło się małe dziecko, dwa dni chodziła struta, bo to ponoć nieszczęście - opowiada. I żeby było jasne, pochodzi z katolickiej rodziny, co niedziela wszyscy biegali do kościoła, ona z bratem uczęszczała na lekcje religii, co jednak nie przeszkadzało im wierzyć w zabobony. Wiara w nie wypływa ze stereotypów głęboko zakorzenionych w kulturze i tradycji. Bo też zabobony to najczęściej pozostałości dawnego systemu wierzeń. Ich źródeł zwykle możemy szukać w średniowieczu, a nawet w starożytności. „Wojna magii z rozumem i rozumu z magią jest stara jak świat. W Polsce, zanim przyszło chrześcijaństwo, istniało wiele różnych religii pogańskich. Awreligiach pogańskich istotą jest magiczne rozumienie bóstw, bogów czy bogiń; w związku z tym także nasze polskie, słowiańskie doświadczenie religijne było kiedyś w dużym stopniu szamańskie. Mam tu na myśli różne szamańskie podejścia do religii, które chrześcijańskie myślenie oczyszcza od tysiąca lat, odrzucając to, co było w pogaństwie niewłaściwe i niepotrzebne, czyli magiczne, absurdalne przekonania religijne" - mówił nam w wywiadzie prof. Andrzej Kobyliński, duchowny katolicki, filozof, etyk. I tłuma- czył, że nowością, jaką przyniosło chrześcijaństwo, było odczarowanie świata, czyli tak zwana pozytywna sekularyzacja. W religiach pogańsldch pełno było złych duchów, mnóstwo bogów; w każdym lesie czy borze mieszkały jakieś duchy, a na wszystkich szczytach gór mieszkali bogowie, słońce też było bogiem. Chrześcijaństwo odczarowało ten świat, pokazując, że fałszem jest to, w co wcześniej wierzono. Przyniosło ze sobą rewolucyjne, nowe rozumienie Bytu Najwyższego, kwestionując i odrzucając wcześniejsze pogańskie, szamańskie podejście do kwestii religijnych. To największa rewolucja w dziejach religii. Rewolucja rewolucją, a życie życiem. Jedno z forów internetowych: rzecz o tym, czy wierzyć w zabobony. Liliana: „Zawsze wierzyłam, że kominiarz przynosi szczęście, że 13 jest szczęśliwą liczbą, że czarny kot wcale nie oznacza pecha, tylko coś wręcz przeciwnego (to tak na przekór wszystkim) i o dziwo często się to sprawdza (mogę podać setki przykładów). Pewnie dlatego, że jestem osobą bardzo pozytywnie nastawioną do ludzi i świata, pamiętam jedynie te dobre rzeczy. No, prawie. A tak na poważnie. Gdybyśmy miały wierzyć we wszystkie zabobony, byłybyśmy strasznie nieszczęśliwe, bo na każdym kroku czyha coś, co mogłoby prowadzić do katastrofy. Trzeba by plackiem w łóżku leżeć, bo a nuż... wstanie się lewą nogą...". Sylwia: „Wiem, że wiara w zabobony to grzech, ale jest naprawdę mnóstwo przykładów, które mogą poświadczyć o prawdziwości zabobonów. Ludzie nie wysysają sobie tego z palca. Gdzieś, kiedyś musiało mieć to początek, musiało się „sprawdzić". Pytam dlatego, ponieważ mój mąż niedługo wyjeżdża, wróci za 3 miesiące. Tak że nie będzie go przy narodzinach naszej kochanej córeczki. Przede mną mnóstwo zakupów, które muszę zrobić jeszcze w tym miesiącu (jeżeli chcę robić je z nim). Teściowa oczywiście odmawia zakupów na 2 miesiące przed porodem, wierząc, iż jest to najgorsze z możliwych rozwiązań". Natalia: „Osobiście nie wierzę w żadne przesądy. Brałam ślub 13-tego i we włosach miałam perły, a mimo to jestem bardzo szczęśliwa w małżeństwie. Moja babcia oczywiście o mało zawału nie dostała... A ciuszki i wyposażenie pokoiku dla dzidziusia też będę kupować dużo wcześniej, wbrew temu, co mi mówi rodzina". Cóż, ponad połowa Polaków wierzy w przesądy. Na szczęście częstsza jest wiara w zwia- Ponad połowa Polaków wierzy w przesądy. Na szczęście częstsza jest wiara w zwiastuny powodzenia niż pecha. Najczęściej trzymamy za innych kciuki, ale sporo z nas wciąż zawraca z drogi na widok czarnego kota, który właśnie przez nią przebiegł PRZESĄDNY JAK POLAK. CZYLI ZABAWA Z CZARNYM KOTEM '—mss Najczęstsze omeny, w które wierzą ankietowani, to stłuczenie lustra (25 proc.) i czarny kot na drodze (22 proc.) stuny powodzenia niż pecha. Nawet ci, którzy nie wierzą w zabobony, praktykują niektóre z nich. Najpopularniejsze jest trzymanie kciuków - wynika z sondażu CBOS. Ponad połowa respondentów (54 proc.) wierzy w przynajmniej jeden z 10 przesądów, o które pytali ankieterzy. Wiarę w co najmniej pięć zadeklarowało 17 proc., 13 proc. wierzy w trzy lub cztery przesądy, a blisko co czwarty - 24 proc. przynajmniej w jeden lub dwa. Tylko 14 proc. ogółu badanych nie ulega żadnej z przesądnych praktyk, o które pytało CBOS. Nieco częstsza jest wiara w przesądy zwiastujące powodzenie - 44 proc., niż te, które uchodzą za zły omen - 40 proc. badanych. Najpopularniejsze jest trzymanie kciuków. W to, że taki gest może przynieść powo- dzenie, wierzy blisko jedna trzecia - 29 proc. badanych, ale od czasu do czasu stosuje go blisko trzy czwarte - 72 proc. badanych. 57 proc. respondentów odpukuje w niemalowane drewno, a ponad połowa - 53 proc. przyznaje, że zdarza im się chuchać na znalezioną monetę. Co czwarty respondent żywi wiarę, że szczęście może przynieść kominiarz, widząc go blisko połowa - 49 proc. łapie się za guzik. Co piąty dorosły Polak za zwiastun szczęścia uznaje znalezienie czterolistnej koniczyny. Niewielu respondentów (18 proc.) wierzy w szczęśliwą moc talizmanów, a za zapowiedź niepowodzenia uznaje podanie ręki przez próg. Zarazem co trzeci (34 proc.) zwraca uwagę, by się przez próg nie przywitać. Jedna szósta (16 proc.) wierzy w negatywną moc trzynastki, podczas gdy co dziewiąty badany (11 proc.) wierzy, że siódemka przynosi szczęście. Tyle samo za zły znak uważa wstanie z łóżka lewą nogą. Najczęstsze omeny wróżące niepowodzenie, w które wierzą ankietowani, to stłuczenie lustra (25 proc.) i czarny kot przebiegający drogę (22 proc.). Najbardziej przesądni są renciści, bezrobotni, robotnicy niewykwalifikowani, pracownicy usług i gospodynie domowe, osoby w wieku 45-54 lat. Pod względem miejsca zamieszkania najbardziej przesądni są respondenci z miast liczących 100-500 tys. mieszkańców. Wierze w przesądy sprzyja też udział w praktykach religij -nych. W magiczną siłę częściej wierzą kobiety niż mężczyźni. Wiara w przesądy maleje wraz ze wzrostem wykształcenia oraz wysokością dochodów. To badania, a rzeczywistość? Ewa zarabia całkiem sporo, skończyła studia i wie swoje. -Lepiej dmuchać na zimne - tak mówi. Cóż, wierzymy, czy nie -trzymanie za kogoś kciuków chyba nikomu jeszcze nie zaszkodziło. ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i odbiorę, tel. 607 703 135. USŁUGI HYDRAULICZNE, tel. 607 703 135. SPRZĄTANIE strychów, garaży, piwnic, wywóz starych mebli oraz gruzu w big bagach, 607 703 135. 6 • GWIAZDA Głos Dziennik Pomorza Sobota-niedziela, 13-14.05.2023 Sylwetka Jest sama dla siebie największą wartością Zaliczyła dwa nieudane małżeństwa. Wychowała trójkę dzieci. Nie zaniedbała jednak kariery. Kiedy przyszła depresja, to właśnie praca utrzymała ją w pionie Małgorzata Foremniak Polska aktorka filmowa, telewizyjna i teatralna. Urodziła się w 1967 roku w Radomiu. Wychowywała się w Jedlińsku. Ma siostrę i brata. Ukończyła liceum w Radomiu, a potem Akademię Teatralną w Warszawie. Występowała w teatrze w Radomiu i w Teatrze Kwadrat w Warszawie. Popularność przyniosły jej telewizyjne seriale „Bank nie z tej ziemi", „Radio Romans" i „Na dobre i na złe". Ważniejsze role filmowe zagrała w „Avatarze", „Zmruż oczy", „Czerwonym pająku", „Sługach bożych", „Pitbullu" i „Sonacie". Zajęła drugie miejsce w drugiej edycji programu „Taniec z gwiazdami". Od 2008 roku jest jurorką w talent-show „Mam talent". Była dwukrotnie zamężna. Ma córkę Aleksandrę. Wychowała też dwójkę adoptowanych dzieci: Milenę i Patryka. Paweł Gzyl pawel.gzyl@polskapress.pl Wedni widzą w niej doktor Zo-■się z telenoweli „Na dobre ■i na złe", inni - cenioną ak-■torkę dramatyczną, która Bpotrafi poruszyć najgłębsze struny wrażliwości u widza, tak jak niedawnym występem w filmie „Sonata". Świetnie sprawdza się też w roli jurorki w „Mam talent", gdzie zawsze potrafi podbudować każdego występującego ciepłym słowem. Stroni od świata celebry-tów, zamiast bywania na „ścinkach", preferując spokojne wieczory z książką w ręku. - Po przekroczeniu półwiecza postanowiłam moje życie poukładać od środka, żeby mieć wsobie spokój. Zmieniłam priorytety: ja a moja praca, ja a mój dom, ja a moje potrzeby, ja a moje uczucia. Innymi słowy, najważniejsze jest to, czy jestem spokojna, czy jestem osadzona w sobie. To jest dążenie do takiego stanu, kiedy stajesz przed sobą i wiesz, że to ty jesteś największą wartością - mówi w serwisie Polki.pl. Zagubiona we mgle W dzieciństwie mieszkała z dwójką rodzeństwa we wspólnym pokoju. Każde dziecko od małego było przyzwyczajone, by pomagać rodzicom. Małgosia sprzątała w domu, gotowała obiady i pracowała w ogródku. Pieniądze w rodzinie Foremniaków szły tylko na najpotrzebniejsze rzeczy. Małgosia nie dostawała zbyt często nowych ubrań, większość przejmowała od starszej siostry, gdy ta z nich wyrastała. Była zgodnym dzieckiem i nigdy się nie buntowała przeciw rodzicom. - Nasz dom stał na końcu Jedlińska, dalej były już tylko łąki, wracałam zimą ze szkoły, była mgła, przed sobą miałam przestrzeń, w której nie wiedziałam co jest. I zamiast skręcić w dróżkę do domu, rzuciłam się w tę mgłę. Biegłam ile sił z zamkniętymi oczami, zatrzymałam się w kompletnej ciemności. Poczułam wtedy niesamo- witą lekkość, ale potem pojawił się strach i wróciłam - wspomina w jednym z wywiadów. Uczyła się dobrze. W wieku dojrzewania miała kłopoty z cerą, co sprawiło, żebyłanieco nieśmiała. Wszelkie opory znikały jednak, kiedy miała wystąpić na szkolnej akademii i zade-klamowaćwiersz. Pasjędo recytowania poezji dzieliła z pasją do piosenki. Uwielbiała słuchać na magnetofonie Grundig nagrań Barbry Streisand. Jej głos otwierał przed nią marzenia o szerokim świecie. To pomogło jej w końcu skonkretyzować plany na dorosłe życie. - W drugiej klasie liceum za-inscenizowaliśmy kilka scen ze „Ślubów panieńskich". Bardzo spodobało się to naszej profe- sorce i postanowiła założyć kółko teatralne. I tam bawiliśmy się w aktorstwo. Po kilku wystąpieniach usłyszałam, że powinnam w tym kierunku coś zrobić. Ale dopiero pod koniec czwartej klasy kolega namówił mnie, żebym spróbowała zdawać do PWST. Okazało się, że ze wszystkich moich znajomych, którzy star- towali do szkoły teatralnej, tylko ja się dostałam - opowiada w „Gazecie Krakowskiej". Ciesząc się ostrożnie Kiedy była na studiach, zamieniła się w prawdziwą piękność. W miłej i urodziwej „Foremce" kochali się wszyscy koledzy zroku. Nie była jednak typem imprezowej dziewczyny. 0 mały figiel, a nie zrezygnowałaby z aktorstwa, kiedy podczas jazdy konnej uległa poważnemu wypadkowi i uszkodziła kręgosłup. Spędziła kilka miesięcy w gipsie i była całkowicie zdana na pomoc mamy. Kiedy wyzdrowiała, występy na scenie stały się dla niej okazją, by wyrzucić z siebie nagromadzoną frustraqę. - Mój tata zbierał wszelkie wycinki o mnie, stąd mam notatkę ze znanego dwutygodnika sprzed ponad 20 lat. Miałam wtedy 26 lat, zagrałam wserialu „Bank nie z tej ziemi". I nagle wrankingu najpopularniejszych aktorów znalazłam się w pierwszej trójce, między takimi nazwiskami, jak Marek Kondrat 1 Piotr Fronczewski. Mój brat ekscytował się: „Foremniak, ledwo zaczęłaś być aktorką, a zobacz, ilu widzów na ciebie głosowało!". Co wtedy czułam? Cieszyłam się ostrożnie - zdradza w „Twoim Stylu". Potem posypały się kolejne seriale - „Radio Romans", „Matki, żony, kochanki" czy „Tajemnica Sagali". Cała Polska zakochała się w niej jednak dopiero, kiedy zaczęła występować w „Na dobre i na złe". Za tę rolę dostała trzykrotnie Telekamerę dla najpopularniejszej aktorki. Z czasem świetnie zaczęła sobie również radzić w kinie. Dziś ma w dorobku tak różne role, jak te w filmach „Avatar", „Quo Vadis", „Zmruż oczy", „Sługi boże" czy „Sonata". - W aktorstwie chodzi o elastyczność: tak jak na siłowni ćwiczy się różne mięśnie, tak w aktorstwie trzeba się sprawdzać w komedii i w dramacie. Próbowałam naprawdę bardzo różnych form. I to jest najfajniejsze w aktorstwie, że dostajemy role w odmiennych odsłonach. Wtedy ta praca jest ciekawa i cały czas czegoś się uczymy. Dzięki temu dowiadujemy się, czy lepiej sprawdzamy się wlek-kim repertuarze, czy w bardziej dramatycznym. Czy wolimy teatr, czy film - tłumaczy w „Dzienniku Polskim". Między duchem a materią Już na studiach chciała wyjść za mąż i mieć dzieci. Dlatego zaszła w ciążę, mając zaledwie 22 lata. Jej wybrankiem był kolega z uczelni - Tomasz Jędruszczak. Ponieważ na uczelni zaliczono jej jako dyplom występ w Teatrze Telewizji, po trzecim roku pojechała z mężem i z dzieckiem do Radomia, i zaczęła tam występować w teatrze. Niestety: małżeństwo szybko okazało się pomyłką. Postawiła wtedy wszystko na jedną kartę. Spakowała się i z córką pod pachą przeprowadziła się do Warszawy. Los się do niej jednak uśmiechnął. Dostała etat w Teatrze Kwadrat i z powodzeniem zaczęła występować w telewizji i w kinie. Poznała wówczas cenionego reżysera Waldemara Dzikiego. Mężczyzna zostawił dla niej żonę-aktorkę Darię Tra-fankowską. Parawychowywała córkę Małgorzaty - Olę - oraz dwójkę adoptowanych dzieci. Kiedy były już prawie dorosłe, reżyser zostawił rodzinę i zaangażował się w inny związek. Małgorzata przypłaciła to depresją. Z czasem jednak stanęła na nogi. Dziś ponoć jest związana z producentem Pawłem Jodłowskim, który mieszka i pracuje w Anglii. - W życiu potrzebny jest balans pomiędzy duchem a materią. Jesteśmy energią obleczoną w ciało, dlatego należy mocno stąpać po ziemi, korzystając z jej dóbr w sposób mądry, umysł mieć wypełniony wartościami, które budują nasze człowieczeństwo, dają motywację do stawania się lepszymi, do tworzenia piękna, harmonii, czynienia dobra, bo nie istnieje dobro, kiedy go nie czynimy -podkreśla w „Urodzie Życia".