WZ^'ii. Poezya, jak jj dotyohczas pojmowano powszechnie, dzisiajT® ( już zamknięta. Źródta dawniejszych i póżwejszych poetów^ r wyczerpane. Nie przeto aby teraz zbywa^^na prawdziwych^ albo w popiołach swoich ogrzać nowego^nixa, albo, puchnie odłamkom bóstw mytologicznych ^^grzebyw^li^h z pod zwalisk zniszczonych świątyń, czckaćWp^g^ignowej budowy na dalsze losy. Ten rys wstępny zdał się nam być potrzebnym do zrozumienia, dla czego niniejszy zbiór poezyi wielkiego wieszcza naszego uważamy za zupełnie skończony. Tworzy on osobną epokę w życiu poety, w życiu Polski. To co dotąd leżało w przeczuciu ich twórcy, stoi dziś przed nim w całym ogromie kolosu widomej rzeczywistości swojej, odtąd poc-sya słowo wcieliła się w poesyę csyn. Bo najwyższa poezya jestto najwyższa prawda, obie idą z jednego źródła swojego, z natchnienia. Z wyższego dopuszczenia Gustaw umiera tylko dla przeszłości. Niemęzki nóż zakochanego młodzika, zamienił się w miecz zemsty godzien rąk męża Wallenroda. Poemat Wallenrod wyszedł po raz pierwszy w 1828 roku, właśnie kiedy już w belwederskim gmachu, nieletni podchorąży patrzał na wszystko co go tam otaczało, oczyma wychowanca Waltera rznącego kobierce i Huczącego zwierciadła w pałacu Winry-cha. Tak zawsze się działy i dzieją wielkie wypadki. Naprzód Bóg każę światowi ducha wykonać swojo : siań sig; a polem powołani ludzie, wprzód nim ten czyn oblecze się w formy ziemskie, widzą go w swojem przeczuciu. Powstanie Warszawskie nie powiodło się, bo nieszczęśliwy naród przystępował 4 PRZEDMOWA doofinry czynnego słowa, w części tylko tonu przeznaczonego dla swego zbawienia. Wallenrod nie wydarł z r^k cudzoziem-czycli Ojczyzny swojej, bo środków do tego szukał gdzie indziej niż w Bogu. Ale zło nie zwyciężyło! Wskrzeszony Konrad, obudził się w celi wileńskiego więźnia i poniósł jęk milionów przed tron Wszechmocnego, zapytał go o przyczynę katuszy swojego narodu. Bóg już odpowiedział Konradowi... , Aleksander Chodźko Paryż, dnia 16 Stycznia 1844 roku. A”. /}. Jcstto przedruk przedmowy do wydania l’aryzkiego 1844 r. — pism kompletnych Adama Mickiewicza. Pierwszo wydanie wyszło w Petersburgu drukiem Karola Kraya. 1828 r. Cenzura wykreśliła z niego jeden wiersz; Ty.ś niewolnik, jedyna broń niewolników jest zdrada, str. 32. Osoby, którym poemat dedykowany pochodziły z Kijowa; zaprzyjaźnił się z niemi autor w Odessie i znalazł je w Moskwie gdy kończył tara poemat swój. PRZEDMOWA AUTORA Naród Litewski, składający się z pokoleń Litwinów, Prusów! Lettów, nieliczny, osiadły w kraju nierozleglym, niedo-syć żyznym, długo Europie nieznajomy, około trzynastego wieku najazdami sąsiadów wyzwany byt do czynniejszego działania. Kiedy Prusowie ulegli orężowi Teutonów, Litwa, wyszedłszy zc swoich lasów i bagnisk, niszczyła mieczem i ogniem okoliczne państwa i stała się wkrótce straszną, na północy. Dzieje nie wyjaśniły jeszcze dostatecznie, jakim sposobem naród, tak słaby i tak długo obcym hołdujący, mógł odraził oprzeć się i zagrozić wszystkim swoim nieprzyjaciołom, z jednej strony prowadząc ciągłą i morderczą z Zakonem Krzyżowym wojnę, z drugiej łupiąc Polskę, wybierając opłaty u Nowogrodu Wielkiego, i zapędzając się aż na brzegi Wołgi i półwysep Krymski, Najświetniejsza epok,a Litwy przypada na czasy Olgierda i Witolda, których władza rozciągała się od Bałtyckiego do Czarnego morza. Ale to ogromne państwo, zbyt nagle wzrastając, nie zdołało wyrobić w sobie wewnętrznej siły, któraby różnorodne jego części spajal.a i ożywiała. N.irodowość litewska, rozlana po zbyt obszernych ziemiacłi, straciła swoją właściwą barwę. Litwini ujarzmili wiele pokoleń Ruskich, i weszli w stosunki polityczne z Polską. Słowianie, oddawna już clirześcianie, stali na wyższym stopniu cywilizacyi; a lubo pobici lub zagrożeni oił Litwy, powolnym wpływem odzyskali moralną przewagę nad silnym ale barbarzyńskim ciemiężycielem, pochłonęli go. Jak Chiny najezdców Tatarskich. Jagiellonowie i możniejsi icłi wassale, stali się Polakami; wielu książąt Litewskich na Rusi, przyjęło religię, język i narodowość Ruską. Tym sposobem Wielkie Księstwo Litewskie przestało być litewskiem, właściwy naród litewski ujrzał się w dawnycłi swoich granicach, jego mowa przestała być językiem dworu i możnych, zachowała się tylko między pospólstwem. Litwa przedstawia ciekawy widok ludu, który w ogromie swoich zdobyczy zni- 6 PRZEDMOWA AUTORA knął, jak strumyk po zbytecznym wylewie opada, i płynie węższem niżeli pierwej korytem. Kilka już wieków zakrywa wspomniane tu zdarzenia. Zeszły ze sceny życia politycznego i Litwa i najsroższy jej nieprzyjaciel Zakon krzyżowy ; stosunki narodów sąsiednich zmieniły się zupełnie; interes i namiętności, które zapalały ówczesnę wojnę, już wygasły; nawet pamiątek nie ocaliły pieśni gminne. Litwa jest już całkiem w przeszłości : jej dzieje przedstawiają z tego względu szczęśliwy dla poezyi zawód, że poeta, opiewający ówczesne wypadki, samym tylko przedmiotem historycznym, zgłębieniem rzeczy i kunsztownem wydaniem zajmować się musi, nie przywołując na pomoc interesu, namiętności lub mody czytelników. Takich właśnie przedmiotów kazał poszukiwać Szyller : « Was unsterblich im Gesang soli leben, Afuss im Leben untergeken. » « Co ma ożyć w pieśni, zaginąć powinno w rzeczywistości. » K(fNRAD WALLENROD Dovete adungue sapere come sono due generazioni da combattere — bisogna essere volpe e leone. Bonawenturze i Joannie Zaleskim na pamiątkę lata tysiąc ośmsel dwudziestego siódmego poświęca autor. WSTĘP Sto lat mijało, jak zakon krzyżowy We krwi pogaństwa północnego brodził; Już Prusak szyję uchylił w okowy, Lub ziemię oddał a z duszą uchodził; Niemiec za zbiegiem rozpuścił gonitwy, Więził, mordował, aż do granic Litwy. Niemen rozdziela Litwinów od wrogów: Po jednej stronie błyszczą świątyń szczyty, X szumią lasy, pomieszkania bogów; Po drugiej stronie, na pagórku wbity Krzyż, godło Niemców, czoło kryje w niebie, Groźne ku Litwie wyciąga ramiona. Jak gdyby wszystkie ziemie Palemona Chciał z góry objąć i garnąć pod siebie. Z tej strony, tłumy litewskiej młodzieży, W kołpakach rysich, w niedźwiedziej odzieży, Z lukiem na plecach, z dłonią pełną grotów, Snują się, śledząc niemieckich obrotów. Po drugiej stronie, w szyszaku i zbroi, .Niemiec na koniu nieruchomy stoi; Oczy utkwiwszy w nieprzyjaciół szaniec, Nabija strzelbę i liczy różaniec. I ci i owi pilnują przeprawy. Tak Niemen, dawniej sławny z gościnności. Łączący bratnich narodów dzierżawy. Już teraz dla nich był progiem wieczności; 1 nikt, bez straty życia lub swobody. 8 KONRAD WALLENROD Nic mógł przestąpić zakazanej wody. Tylko gałązka litewskiego chmielu, Wdziękami pruskiej topoli nęcona, Pnęc się po wierzbach i po wodnem zielu, ńmiałe, jak dawniej, wycięga ramiona, I rzekę krajnym przeskakujęc wiankiem. Na obcym brzegu tęczy się z kochankiem. Tylko słowiki Kowieńskiej dębrowy, Z bracię swoimi z Zapuszczańskiej góry. Wiodę, jak dawniej, litewskie rozmowy. Lub, swobodnemi wymknęwszy się pióry, Lataję w gości na spólne ostrowy. A ludzie ? — ludzi rozdzieliły boje! Dawną Prusaków i Litwy zażyłość Poszła w niepamięć; tylko czasem miłość 1 ludzi zbliża... Znałem ludzi dwoje. O Niemnie! wkrótce runę do twych brodów ńmierć i pożogę niosące szeregi ; I twoje dotąd szanowane brzegi Topor z zielonych ogołoci wianków. Huk dział wystraszy słowiki z ogrodów; (!o przyrodzenia związał łańcuch złoty. Wszystko rozerwio nienawiść narodów : Wszystko rezerwie... Lecz serca kochanków Złączą się znowu w pieśniach Wajdeloty. I OBIÓR Z .Maryenburskiej wieży zadzwoniono. Działa zagrzmiały, w bębny uderzono : Dzień uroczysty w Krzyżowem Zakonie; Zewsząd Komtury do stolicy spieszą. Kędy zebrani w kapituły gronie. Wezwawszy Ducha Świętego uradzą. Na czyich piersiach wielki krzyż zawieszą, I w czyje ręce wielki miecz oddadzą. Na radach spłynął dzień jeden i drugi. Bo wielu mężów staje do zawodu : A wszyscy równie wysokiego rodu, I wszystkich równe w zakonie zasługi; POWIEŚĆ HISTORYCZNA 9 Dotąd, powszechna między bracią zgoda Nad wszystkich wyżej stawi Wallenroda. On cudzoziemiec, w Prusach nieznajomy. Sławą napełnił zagraniczne domy : Ozy Maurów ścigał na kastylskich górach. Czy Ottomana przez morskie odmęty, ^^' bitwach na czele, pierwszy był na murach, Pierwszy zahaczał pohańców okręty; I na turniejach, skoro wstąpił w szranki. Jeżeli raczył przyłbicę odsłonić. Nikt się nie ważył na ostre z nim gonić. Pierwsze mu zgodnie ustępując wianki. Nie tylko między krzyżowemi roty Wsławił orężem młodociane lala : Zdobią go wielkie chrześcijańskie cnoty. Ubóstwo, skromność i pogarda świata. Konrad nic słynął w przydwornym nacisku Gładkością mowy, składnością ukłonów; Ani swej broni dla podłego zysku Nie przedał w służbę niezgodnych baronów. Klasztornym murom wiek poświęcił młody ; Wzgardził oklaski i górne urzędy ; Nawet zacniejsze i słodsze nagrody, Minstrclów hymny i piękności względy. Nie przemawiały do zimnego duclia. Wallenrod pochwał obojętnie słucha. Na kraśne lica pogląda zdaleka, Od czarującej rozmowy ucieka. Czy był nieczułym, dumnym z przyrodzenia. Czy stał się z wiekiem — bo choć jeszcze młody, Już włos miał siwy i zwiędłe jagody. Napiętnowane starością cierpienia — Trudno odgadnąć. Zdarzały się chwile, W którycłi zabawy młodzieży podzielał. Nawet niewieścich gwarów słuchał mile. Na żarty dworzan żartami odstrzelał, I sypał damom grzecznych słówek krocie Z zimnym uśmiecłiem, jak dzieciom łakocie. Były to rzadkie cliwile zapomnienia... I wkrótce, lada słówko obojętne. Które dla drugich nie miało znaczenia. 10 KONRAD WALLENROD W nim obudzato wzruszenia namiętne ; Słowa : Ojczyzna, powinnoSć, kochanka, O krucyatach i o Litwie wzmianka, Nagle wesołość Wallenroda truły; Słyszęc je, znowu odwracał oblicze. Znowu na wszystko stawał się nieczuły, I pogrężal się w dumy tajemnicze. Może, wspomniawszy świętość powołania. Sam sobie ziemskich słodyczy zabrania. Jedne znal tylko przyjaźni słodycze. Jednego tylko wybrał przyjaciela. Świętego cnotę i pobożnym stanem ; Był to mnich siwy, zwano go Halbanem. On Wallenroda samotność podziela ; On był i duszy jego spowiednikiem, On był i serca jego powiernikiem. Szczęśliwa przyjaźń! świętym jest na ziemi, Kto umiał przyjaźń zabrać ze świętemi. Tak naczelnicy zakonnej obrady Rozpamiętuję Konrada przymioty. Ale miał wadę — bo któż jest bez wady? Konrad światowej nie lubił pustoty, Konrad pijanej nie dzielił biesiady : Wszakże zamknięty w samotnym pokoju. Gdy go dręczyły nudy lub zgryzoty. Szukał pociechy w goręcym napoju I wtenczas zdał się wdziewać postać nowę. Wtenczas twarz jego, bladę i surowę. Jakiś rumieniec chorowity krasił; I wielkie, niegdyś błękitne źrenice. Które czas nieco skaził i przygasił. Ciskały dawnych ogniów błyskawice : Z piersi źałośne westchnienie ucieka, I łzę perłowę nabrzmiewa powieka. Dłoń lutni szuka, usta pieśni leję. Pieśni nucony cudzoziemskę mową. Lecz je słuchaczów serca rozumieją : Dosyć usłyszeć muzykę grohowę. Dosyć uważać na śpiewaka postać ; W licach pamięci widać natężenie. Brwi podniesione, pochyłe wejrzenie Chcące z głębiny ziemnej coś wydostać : POWIEŚĆ HISTORYCZNA 11 Jakiż być może pieśni jego w^tek ? Zapewne myślę w obłędnych pogoniach. Ściga swę młodość na przeszłości toniach... Gdzież dusza jego? — w krainie pamiętek. Lecz nig’dy ręka, w muzycznym zapędzie, Z lutni weselszych tonów nie dobędzie, 1 lica jego, niewinnych uśmiechów Zdaję się lękać, jak śmiertelnych grzechów. Wszystkie uderza stróny po kolei. Prócz jednej stróny — prócz stróny wesela. Wszystkie uczucia słuchacz z nim podziela. Oprócz jednego uczucia — nadziei. Nieraz go bracia zeszli niespodzianie, I nadzwyczajnej dziwili się zmianie : Konrad zbudzony, zżymał się i gniewał. Porzucał lutnię i pieśni nie śpiewał; Wymawiał głośno bezbożne wyrazy. Coś Halbanowi szeptał pokryjomu. Krzyczał na wojska, wydawał rozkazy. Straszliwie groził, niewiadomo komu. Trworzę się bracia... Stary Halban siada I wzrok zatapia w oblicze Konrada, Wzrok przenikliwy, chłodny i surowy. Pełen jakowejś tajemnej wymowy. Czy coś wspomina, czyli co.ś doradza. Czy trwogę w sercu Wallenroda budzi: Zaraz mu chmurne czoło wypogadza Oczy przygaszą i oblicze studzi. Tak na igrzysku, kiedy lwów dozorca. Sprosiwszy pany, damy, i rycerze. Rozłamie kratę żelaznego dworca. Da hasło trębę ; wtem, królewskie zwierzę Grzmi z głębi piersi, strach na widzów pada Jeden dozorca kroku nie poruszy. Spokojnie ręce na piersiach zakłada, 1 lwa potężnie uderzy — oczyma; Tym nieśmiertelnej talizmanem duszy Moc bezrozumnę na uwięzi trzyma. II Z Maryenburskiej wieży zadzwoniono, Z obraduej sali idę do kaplicy : 12 KONRAD WALLENROD Najpierwszy Komtur, wielcy urzędnicy, Kapłani, bracia i rycerzy grono. Nieszpornych modłów kapituła słucha, 1 Śpiewa hymny do Świętego Ducha. HYMN Duchu, Światło boże! Golębko Syonu! Dziś Chrześcijański świat, ziemne podnoże Twojego tronu. Widomą oświeć postacią, I roztocz skrzydła nad Syońską bracią. Z pod twych skrzydeł niech wystrzeli Słonecznemi promień blaski, T kto najświętszej godniejszy łaski. Temu, niech złotym wieńcem skronie rozweseli A padniem na twarz syny człowieka. Temu, nad kim spoczywa twych skrzydeł opieka. Synu Zbawicielu 1 Skinieniem wszechmocnej ręki Naznacz, kto z wiełu Najgodniejszy słynąć Świętym znakiem twojej męki; Piotra mieczem hetmanić żołnierstwu twej wiary I przed oczyma pogaństwa rozwinąć Królestwa twego sztandary : A syn ziemi niech czoło i serce uniża Przed tym na czyich piersiach błyśnie gwiazda krzyża. Po jnodłach wyszli. Arcykomtur zlecił, Spocząwszy nieco powracać do choru, I znowu błagać, aby Bóg oświecił Kapłanów, braci i mężów obioru. Wyszli nocnemi orzeźwić się chłody : Jedni zasiedli zamkowy krużganek. Drudzy przechodzą gaje i ogrody. Noc była cicha, majowej pogody; Zdała niepewny wyglądał poranek. Księżyc, obiegłszy błonie szafirowe, Z odmiennem licem, z różnym blaskiem w oku. Drzemiąc to w ciemnym, to w srebrnym obłoku. POWIEŚĆ HISTORYCZNA 13 Zniżał swę. cichj i samotną głowę : Jak dumający w pustyni kochanek, Obiegłszy myślą całe życia kolo, Wszystkie nadzieje, słodycze, cierpienia, To łzy wylewa, to spojrzy wesoło. Wreszcie ku piersiom zmordowane czoło Skłania, i wpada w letarg zamyślenia. Przechadzką inni bawią się rycerze. Lecz Arcykomtur chwil darmo nie traci : Zaraz Halbana i celniejszych braci Wzywa do siebie i na stronę bierze. Aby zdaleka od ciekawej rzeszy. Zasięgnąć rady, udzielić przestrogi. Wychodzi z zamku, na równinę spieszy. Tak rozmawiając, nie pilnując drogi. Błądzili kilka godzin w okolicy, Blizko spokojnych jeziora wybrzeży. Już ranek ; pora wracać do stolicy. Stają... głos jakiś... zkąd?... z narożnej wieży : Słuchają pilnie ; — to głos pustelnicy. W lej wieży dawno, przed laty dziesięciu. Jakaś nieznana pobożna niewiasta. Zdała przybywszy do Maryi miasta. Czy ją natchnęło niebo w przedsięwzięciu. Czy skażonego sumienia wyrzuty Pragnąc ukoić balsamem pokuty. Pustelniczego szukała ukrycia, I tu znalazła grobowiec za życia. Długo nie chcieli zezwalać kapłani : Wreszcie stałością prożby przełamani, Dali jej w wieży samotne schronienie. Ledwie stanęła za święconym progiem. Na próg zwalono cegły i kamienie ; Została sama z myślami i Bogiem, I bramę co j.ą od żyjących dzieli. Chyba w dzień sądny odemkną anieli. U górv małe okienko i krata. Kędy pobożny lud siał pożywienie, A niebo wietrzyk i dzienne promienie. Biedna grzesznico 1 czyz nienawiść świata Do tyła umysł skołatała młody. Że się obawiasz słońca i pogody 7 14 KONRAD WALLENROD Zaledwie w swoim zamknęła się grobie, Nikt jej nie widział przy okienku wieży, Przyjmować w usta wiatru oddech świeży. Oglądać niebo w pogodnej ozdobie, 1 miłe kwiaty na ziemnym obszarze, 1 stokroć milsze swoich bliźnich twarze.* Wiedziano tylko, że jest dotąd w życiu •• Bo nieraz jeszcze świętego pielgrzyma. Gdy nocą przy jej błąka się ukryciu. Jakiś dźwięk miły na chwilę zatrzyma; Dźwięk to zapewne pobożnej piosenki. 1 z pruskich wiosek, gdy zebrane dzieci Igrają w wieczór u blizkiej dąbrowy Natenczas z okna coś białego świeci. Jak gdyby promyk wschodzącej jutrzenki : Czy to jej włosa pukiel bursztynowy. Czyli to połysk drobnej śnieżnej ręki. Błogosławiącej niewiniątek głowy. Komtur, tamtędy obróciwszy kroki. Słyszy, gdy wieżę narożną pomijał : — « Tyś Konrad?... Przebóg, spełnione wyroki! Ty masz być mistrzem abyś ich zabijał!... Czyż nie poznają?... Ukrywasz daremnie... Chociażbyś jak wąż inne przybrał ciało : Jeszczeby w twojej duszy pozostało Wiele dawnego — wszak zostało we mnie! Chociażbyś wrócił, po twoim pogrzebie. Jeszcze Krzyżacy poznaliby ciebie... » Słucha rycerstwo : to głos pustelnicy! Spójrzą na kratę : zda się pochylona, Zda się ku ziemi wyciągać ramiona — Do kogóż?... Pusto w^ałoj okolicy. Zdaleka tylko jakiś blask uderza, • Nakszlałt płomyka stalowej przyłbicy, I cień na ziemrlf. czyto płaszcz rycerza ? Już znikło... Pewnie złudzenie źrenicy. Pewnie jutrzenki błysnął wzrok rumiany. Po ziemi ranne przemknęły tumany. — « Bracia! rzekł Halban, dziękujmy niebiosom : Pewnie wyroki niebios nas przywiodły; Ufajmy wieszczym pustelnicy głosom. Czy słyszeliście? wieszczba o Konradzie : POWIEŚĆ HISTORYCZNA 15 Konrad dzielnego imię Wallenroda! Stójmy, brat bratu niechaj rękę poda; Słowo rycerskie : na jutrzejszej radzie, On mistrzem naszym! » — « Zgoda, krzyknę, zgoda! » I poszli krzycząc. Długo po dolinie Odgłos tryumfu i radości bije : « Konrad niech żyje, wielki mistrz niech żyje! Niech żyje zakon, niech pogaństwo zginie! » Halban pozostał mocno zamyślony; Na •wołających okiem wzgardy rzucił. Spojrzał ku wieży, i cichemi tony Taką piosenkę odchodząc zanócił: PIEŚŃ Wilija, naszych strumieni rodzica. Dno ma złociste i niebieskie lica ; Piękna Litwinka co jej czerpa ■s^■ody, Czystsze ma serce, śliczniejsze jagody. Wilija w miłej Kowieńskiej dolinie. Śród tulipanów i narcyzó-w płynie : U nóg Litwinki kwiat naszych młodzianów. Od róż kraśniejszy i od tulipanów. Wilija gardzi doliny kwiatami. Bo szuka Niemna swego oblubieńca ; Litwince nudno między Litwinami, Bo ukochała cudzego młodzieńca. Niemen w gwałtowne poch-wyci ramiona. Niesie na skały i dzikie przestworza. Tuli kochankę do zimnego łona, I giną razem w głębokościach morza; I ciebie równie przychodzień oddali Z ojczystych dolin, o Litwinko biedna! I ty utoniesz w zapomnienia fali, Ale smutniejsza, ale sama jedna... Serce i potok ostrzegać daremnie! ’ Dziewica kocha, i Wilija bieży : Wilija znikła w ukochanym Niemnie, Dzie-wica płacze w pustelniczej wieży... 16 KONRAD WALLENROD III Gdy mistrz praw świętych ucałował księgi, Skończył modlitwę i wzięt od Komtura Miecz i krzyż wielki, znamiona potęgi ; Wzniósł dumnie czoło, chociaż troski chmura Ciężyła nad niem; w koło okiem strzelił, W którem się radość napół z gniewem żarzy. I, niewidziany gość na jego twarzy. Uśmiech przeleciał, słaby i znikomy : Jak blask, co chmurę porannę rozdzielił, Zwiastujęc razem wschód słońca i gromy. Ten zapał mistrza, to groźne oblicze Napełnia serca otuchę, nadzieję; Widzę przed sobę bitwy i zdobycze, I hojnie w myśli krew pogańskę leję. Takiemu władcy któż dostoi kroku ? Któż się nie zlęknie jego szabli wzroku ? Drżyjcie Litwini! już się chwila zbliża. Gdy z murów Wilna błyśnie znamię krzyża. Nadzieje próżne. — Ciekę dni, tygodnie, Upłynęł cały drugi rok w pokoju, Litwa zagraża, Wallenrod niegodnie Ani sam walczy, ani śle do boju ; A gdy się zbudzi i coś działać zacznie. Stary porzędek wywraca opacznie. Woła, że Zakon z świętych wyszedł karbów. Że bracia gwałcę sprzysiężone śluby: Módlmy się wota, wyrzeczmy się skarbów, Szukajmy w cnotach i pokoju chluby. Narzuca posty, pokuty, ciężary. Uciech, wygody niewinnej zaprzecza. Lada grzech ściga najsroższemi kary Podziemnych lochów, wygnania i miecza. Tymczasem Litwin, co przed laty zdała Omijał bramy zakonnej stolicy. Teraz do koła wsi co noc podpala, I lud bezbronny chwyta z okolicy; Pod samym zamkiem dumnie się przechwala. Że idzie na msze do Mistrza kaplicy — Pierwszy raz dzieci z rodziców swych progu Drżały na straszny dźwięk żmudzkiego rogu. POWIEŚĆ HISTORYCZNA Kiedyż być może czns lepszy do wojny! Litwa szarpana wewnętrzny niezgody; Ztyd dzielny Rusin, ztyd Lech niespokojny, Ztyd Krymskie hany lud potężny wiody. Witold, zepchnięty od Jagiełły z tronu, l^rzyjechał szukać opieki Zakonu ; W nagrodę skarby i ziemie przyrzeka, I wsparcia dotyd nadaremnie czeka. Szemrajy bracia, gromadzi się rada : Mistrza nie widać, Halban stary bieży, W zamku, w kaplicy nie znalazł Konrada ; Gdzież on ? Zapewne u narożnej wieży. Śledzili bracia nocne jego kroki; Wszystkim wiadomo ; każdego wieczora. Gdy ziemię grubsze osłaniajy mroki, On idzie błydzią po brzegach jeziora Albo klęczjcy, przyparły do muru. Okryty płaszczem aż do białej zorzy Świeci z daleka, jak posyg z marmuru, I przez ijoc-cały senność go nie zmorzy. Często na cichy odgłos pustelnicy Wstaje, i ciche daje odpowiedzi; Brzmienia ich zdała ucho nie dośledzi. Lecz widać z blasku wstrzyśnionej przyłbicy, Ryk niespokojnycłi, podniesionej głow*y, Ze jakieś ważne toczy się rozmowy. PIEŚŃ Z WIEŻY Któż me westchnienia, kto me Izy policzy? Czy już tak długie przepłakałam lata. Czy tyle w piersiach i oczach goryczy. Ze od mych westchnień pordzawiała krata? Gdzie Iza upadnic, w zimny głaz przecieka : Jak gdyby w serce dobrego człowieka. Jest wieczny ogień w zamku Swentoroga, Ten ogień żywiy pobożne kapłany; Jest wieczne źródło na górze Mendoga, To źródło żywiy śniegi i tumany : Nikt moich westchnień i łez nie podsyca A dotyd boli serce i źrenica. Pieszczoty ojca, matki uściśnienia. Zamek bogaty, krain,a wesoła, GCA ■ 17 18 KONRAD WALLENROD Dni bez tęsknoty, nocy bez marzenia ; Spokojnojć, nakszlałt cichego anioła, We dnie i w nocy, na polu i w domie Strzegła mnie zbliska, chociaż niewidomie. Trzy piękne córki było nas u matki, A mnie najpierwej żędano w zamęzcie; Szczęśliwa młodość, szczęśliwe dostatki : Któż mi powiedział, że jest inne szczęście? Piękny młodzieńcze ! na coś mi powiedział To, o czem w Litwie nikt pierwej nie wiedział? O Bogu wielkim, o jasnych aniołach. Kamiennych miastach, kędy wiara święta. Gdzie lud w bogatych modli się kościołach, I kędy dziewic słuchaję księżęta. Waleczni w boju, jak nasi rycerze. Czuli w miłości, jak nasi pasterze. Gdzie człowiek, zimno złożywszy pokrycie, Z duszę ulata po roskosznem niebie... Ach, ja wierzyłam... ho niebieskie życie Już przeczuwałam, gdym słuchała ciebie! Ach, odtęd marzę w dobrych i złych losach, Tylko o tobie, tylko o niebiosach. Krzyż na twych piersiach oczy mc weselił, W nim oglądałam przyszłe szczęścia hasło..! Niestety! z krzyża gdy piorun wystrzelił. Wszystko dokoła ucichło, zagasło !... Nic nie żałuję, choć gorzkie łzy leję. Boś wszystko odjął, zostawił nadzieję... Nadzieję, cichem powtórzyły echem Brzegi jeziora, doliny i knieje. Zbudził się Konrad, i z dzikim uśmiechem : M Gdzież jestem, wołał, tu słychać — nadzieje?!.. Na co te pieśni?... Pomnę twoje szczęście : Trzy piękne córki było was u matki. Ciebie najpierwej żądano w zamężcie... Biada, o biada wam nadobne kwiatki! Straszliwa żmija wkradła się do sadu, A kędy piersią prześliźnie się błędną, Usechną trawy i róże uwiędną, I będą żółte, jako piersi gadu! POWIEŚĆ HISTORYCZNA 19 Uciekaj myślj i dni przypominaj, Którebyś dotąd pędziła wesoło, Gdyby... Ty milczysz?... Śpiewaj i przeklinaj ; Niechaj łza straszna, co głazy przecieka, Nie ginie darmo ; zdejmę szyszak z głowy, Tu niechaj spadnie, niech mi pali czoło; Tu niechaj spadnie, jam cierpieć gotowy : Ghcę znać zawczasu, co mię w piekle czeka. » GŁOS z WIEŻY. « Daruj mój miły, daruj mi, jam winna. Przyszedłeś późno, tęskno było czekać, I mimowolnie jakaś pieśń dziecinna... Precz mi z tę pieśnią!... Miałażbym narzekać ? Z tobą mój luby, z tobąśmy przeżyli Znikomą chwilę : lecz tej jednej chwili Nie będę mieniać z całą ziemian zgrają Na ciche życie jirzepędzone w nudzie 1 Ty sam mówiłeś, że zwyczajni ludzie Są jako konchy, co się w bagnie tają : Ledwie raz na rok, falą niepogody Wypchnięte, z mętnej pokażą się wody. Otworzą usta, raz westchną ku niebu, I znowu wrócą do swego pogrzebu. Nie, jam na takie szczęście nie stworzona! Jeszcze w ojczyźnie ciche pędząc życie. Nieraz w pośrodku towarzyszek grona Za czemś tęskniłam i wzdychałam skrycie, I czułam serca niespokojne bicie. Nieraz z poziomej uciekałam łąki, I na najwyższem stanąwszy pagórku, Myśłiłam sobie : gdyby te skowronki Ze skrzydeł swoich dały mi po piórku. Poszłabym z niemi, i tylko z tej góry Chciałabym jeden mały kwiat uszczyknąć. Kwiat niezabudki, a potem za chmury Lecieć w'ysoko ! wysoko! — i zniknąć... Tyś mię wysłuchał! Ty, skrzydły orłemi. Monarcho ptaków, wzniosłeś mię do siebie! Teraz, skowronki, o nic was nie proszę ; Bo gdzież ma lecieć, po jakie roskosze. Kto poznał Boga wielkiego na niebie 1 kochał męża wielkiego na ziemi 1 » 22 KONRAD WALLENROD Dziś, ile szczęścia! Dziś możemy razem — Razem zapłakać... » KONRAD. « I cóż wyplaczemy ? Płakałem, pomnisz, kiedy się wydarłem Na wieki wieków z twojego objęcia; Gdy dobrowolnie dla szczęścia umarłem. Ażeby krwawe spełnić przedsięwzięcia. Już uwieńczone zbyt długie męczeństwo! Teraz stanętem u życzeń mych celu. Mogę się zemścić na nieprzyjacielu : A ty mi przyszłaś wydzierać zwycięstwo!... Odtęd jak znowu z okna twej wieżycy lepoj rżałaś na mnie, w całvm kręgu świata Znowu nic nie ma dla mojej źrenicy, Tylko jezioro i wieża i krata... W koło mnie wszystko wre wojny rozruchem : Stód tręb odgłosu, śród oręża szczęku, Ja niecierpliwem, wytężonem uchem Szukam ust twoich anielskiego dźwięku, I dzień mój cały jest oczekiwaniem. A gdy wieczornej doczekam się pory, Chcę ję przedłużyć rozpamiętywaniem; Ja życie moje liczę na wieczory! Tymczasem Zakon spoczynkowi łaje, O wojnę prosi, własnej żęda zguby, I mściwy łlalban wytchnęć mi nic daje : Albo dawniejsze przypomina śluby, Wyrżnięte sioła i zniszczone kraj*; Albo gdy nie chcę skargi jego słuchać, Jedncm westchnieniem, skinieniem, oczyma. Umie przygasły chęć zemsty rozdmuchać... Wyrok mój zda się przybliżać do końca : Nic już Krzyżaków od wojny nie wstrzyma. Wczoraśmy z Rzymu odebrali gońca : Z różnych stron świata niezliczone chmury Pobożny zapał w pole nagromadził. Wszyscy wołają, abym ich prowadził Z mieczem i krzyżem na Wileńskie mury... A przecież — wyznam ze wstydem ! w tej chwili Kiedy się ważą narodó\^ wyroki ; Myślę o tobie, wynajduję zwłoki, z.ebyśmy jeszcze dzień jeden przeżyli... POWIEŚĆ HISTORYCZNA Młodości! jakże wielkie twe ofiary! Jam miłość, szczęście, jam niebo za młodu Umiał poświęcić dla sprawy narodu, Z żalem lecz z męztwem! — a dzisiaj, ja stary, Dzisiaj powinność, rospacz, wola Boża Pędzę mnie w pole : a ja siwej głowy Nie śmiem oderwać od tych ścian podnoża, Ażeby twojej nie stracić — rozmowy!,.. » Umilknął. Z wieży słychać tylko jęki; W milczeniu długie przeciekły godziny; Noc rozrzedniala, i promyk jutrzenki Już zarumienił lica cichej wody; Pomiędzy liściem drzemiącej krzewiny Ze szmerem ranne przewiewały chłody, Ptaszęta cichem ozwały się pieniem. Umilkły znowu — i długiem milczeniem Znać dają, że się zbudziły zawcześnie. Konrad powstaje, wzniósł ku wieży czoło, Długo na kratę pogłądał boleśnie ; Słowik zanucił: Konrad na około Spojrzał: już ranek; — opuścił przyłbicę, W szerokie zwoje płaszcza twarz obwinął. Skinieniem ręki żegna pustelnicę, I w krzakach zginął. Tak duch piekielny od wrót pustelnika Na odgłos dzwonu porannego znika. IV UCZTA Był dzień Patrona, uroczyste święto Kointury z Braćmi do stolicy jadą; Białe chorągwie na wieżach zatknięto : Konrad rycerzy ma uczcić biesiadą. Sto białych płaszczów powiewa za stołem. Na każdym płaszczu czerni się krzyż długi : To byli Bracia; a za nimi kołem Młodzi giermkowie stoją dla posługi. Konrad na czele. Po lewicy tronu Wziął miejsce Wilold ze swjcmi hetmany; Dawniej był wrogiem, dziś gościem Zakonu, Przeciwko Litwie sojuszem związany. 23 KONRAD WALLENROD Już Mistrz powstawszy daje uczty hasto ; « Cieszmy się w Panu » Wnet puhary błysły, « Cieszmy się w Panu ! » łysięc głosów wrzaslo, Srebra zabrzmiały, strugi wina trysły. Wallenrod usiadł, i na łokciu wsparty Słuchał z pogardę nieprzystojnych gwarów. Umilkła wrzawa, ledwie ciche żarty Gdzieniegdzie przerwę lekki dźwięk puharów. « Cieszmy się, rzecze. Cóżto, bracia moi, Także rycerzom cieszyć się przystoi ? Zrazu wrzask pjany, a teraz szmer cichy... Mamyż ucztować jak zbójcę lub mnichy ? Inne zwyczaje byty za mych czasów, Kiedy na pełnem trupów bojowisku, bród gór Kastylskich lub Finlandzkich lasów Przy obozowem piliśmy ognisku. Tam były pic.mi!... Między waszym gminem Czyż nie ma barda albo menestrela, Serce człowieka wino rozwesela, Ale piosenka jest dla myśli winem. » Zarazem różni śpiewacy powstali; Tam Włoch otyły słowiczemi tony Konrada męztwo i pobożność chwali; Owdzie Trubadur od brzegów Garony Opiewa dzieje milośnych pasterzy. Zaklętych dziewic, i błędnych rycerzy. Wallenrod drzemał; piosenki ustały; Nagle zbudzony przerwanym łoskotem, Ciinęł Włochowi trzos ładowny złotem ; u Mnie rzekł, jednemu śpiewałeś pochwały. Jeden nie może dać innej nagrody ; Weż i pójdź z oczu !,.. Ów Trubadurmłody, Który piękności i miłości służy. Niechaj daruje, że w rycerskiem gronie Dziewicy nie masz, cohy mu na łonie Wdzięczna przypięła marny kwiatek róży... • Tu róże zwiędły... Innego chcę barda. Zakonnik rycerz innej chcę piosenki : Niccliaj mi będzie tak dzika i twarda POWIEŚĆ HISTORYCZNA 25 Jak hałas rogów i oręża szczęki, I lak ponura jak klasztorne ściany, 1 tak ognista jak samotnik pjany. Dla nas, co święcim i mordujem ludzi. Mordercza piosnka niech świętość ogtaszA, Niechaj rozczula i gniewa i nudzi; I znowu niechaj znudzonych przestrasza. Takie jest życie — taka piosnka nasza.'... Kto ję zaśpiewa? kto? » « Ja, » odpowiedział Sędzi^^w starzec, który u podwojów Między giermkami i paziami siedział. Prusak czy Litwin, jak widać ze strojów. Brodę miał gęst.ą, wiekiem ubielonę, Głowę obwiewa ostatek siwizny, Czoło i oczy zakryte zasłonę, W twarzy wyrjle lat i cierpień blizny. W prawicy starę lutnię pruskę nosił, A lewę rękę wycięgnęł do stola, I tern skinieniem postucliania prosił. Ucichli wszyscy. « Ja śpiewam, zawoła Dawniej Prusakom i Litwie śpiewałem : Dziś jedni legli w ojczyzny obronie, Drudzy, żyć nie cbcęc po ojczyzny zgonie. Dobić się wolę nad jej marlwein ciałem ; Jak sługi, wierne w dobrym i złym losie. Ginę na swego dobroczyńcy stosie. Inni sromotnie po lasach się kryję, Inni — jak Witold, między wami żyję. « Ale po śmierci... Niemcy, wy to wiecie, Sami spytajcie niecnych zdrajców kraju. Co oni pocznę, gdy na tamtym świecie Skazani wiecznym ogniom na pożarcie, Zechcą swych przodków wywoływać z raju? Jakim językiem poproszę o wsparcie? Czy w ich niemieckiej, barbarzyńskiej mowie Głos dzieci swoicli uznaję przodkowie?... « O dzieci, jaka na Litwę sromota ! Żaden mi, żaden nic przyniósł obrony. KOSRAD WALLENROD Szyszak błyszczący ze strusiemi czuby, I płaszcz szeroki, krzyżem naczerniony! Gdzie przeszły stopy takiego widziadła, Niczcm jest klęska wiosek albo grodów : Cala kraina w mogiłę zapadła! Ach! kio litewską duszę mógł ochronić, Pójdź do mnie, siędziem na grobie narodów, Eędziemy dumać, śpiewać i łzy ronić... O wieści gminna! ty arko przymierza Między dawncmi i młodszomi laty : W tobie lud skład,a broń swego rycerza. Swych myśli przędzę, i swych uczuć kwiaty! Arko ! tyś żadnym niczłamana ciosem. Póki cię własny twój lud nie znieważy; O pieśni gminna ty stoisz na straży Narodowego pamiątek kościoła, Z archanielskiemi skrzydłami i głosem — Ty czasem dzierżysz i broń archanioła... Płomień rozgryzie malowane dzieje. Skarby, mieczowi spustoszą złodzieje : Pieśń ujdzie cało! tłum ludzi obiega; A jeśli podłe dusze nie umieją. Karmić ją żalem i poić nadzieją. Ucieka w góry, do gruzów prz /lcga, I zlamtąd dawne opowiada czasy... Tak słowik z ogniem zajęlego gmachu Wyleci, chwdę przysiądzie i:,a dachu: Gdy dachy runą, on ucieka w lasy, I brzmiącą piersi,ą nad zgliszcza i "groby Nóci podróżnym piosenkę żałoby. Słuchałem piosnek. Nieraz kmieć stoletni. Trącając kości żelazem oraczem. Stanął, i zagrał na wierzbowej fletni Pacierz umarł' ch: lub rymownym płaczem Was głosił, wielcy ojcowie — bezdzietni.,. Echa mu wtórzą, ja słuchałem zdała. Tern mocniej widok i piosnka rozżala. Żem był jedynym widzem i słuchaczem. Jako w dzień sądny z grobowca wywoła Umarł,ą przyszłość trąba archanioła : POWIEŚĆ HISTORYCZNA Tak na dźwięk pieśni, ko^ci z pod mej stopy W olbrzymie kształty zbiegły się i zrosły, 1^ gruzów powstaję kolumny i slrops-. Jeziora puste, brzmię liczuemi wiosły, I widać zamków otwarte podwoje. Korony księźęt, wojowników zbroje, Spiewaję wieszcze, tańczy dziewic grono... Marzyłem cudnie — srodze mię zbudzono ! Zniknęły lasy i ojczyste góry! Myśl znużonemi ułalajęc pióry. Spada, w domowę tuli się zaciszę. Lutnia umilkła w otrętwiałem ręku; Śród żalośnego snółrodaków jęku Często przeszłości głosu nie dosłyszę. Lecz dotęd iskry młodego zapału Tlę w głębi piersi; nieraz ogień wzniecę, liuszę ożywię, i pamięć oświecę. Pamięć r.aówczas, jak lampa z kryształu. Ubrana pędzlem w małowne obrazy, Chociaż ję zaćmi pył i liczne skazy. Jeżeli świecznik postawisz w jej serce, Jeszcze świeżośeię Larwy znęci oczy. Jeszcze na ścianacłi pałacu roztoczy. Kraśne, acz nieco przyćmiono kobierce... Gdybym był zdobny własne ognie przelać W piersi słuchaczów' i wskrzesić postaci. Zmarłej przeszłości; gdybym umiał strzelać Brzmięcemi słowy do serca spółbraci : Możeby jeszcze w tej jedynej cliwili, Kiedy ich piosnka ojczysta poruszy. Uczuli w sobie dawne serca bicie. Uczuli w sobie dawnę wielkość duszy, I chwilę jednę tak górnic przeżyli. Jak ich przodkowie niegdyś całe życie. Lecz poco zbiegłe wywoływać wieki ? I swoich czasów śpiewak nie obwini ; Bo jest męż wielki, żywy, niedaleki... O nim zaśpiewam ; uczcie się Litwini 1 Umilknęł starzec i dokoła słucha. Czy Niemcy dalej pozwolę mu śpiewać ; W sali do koła była cichość głucha. 30 KONRAD WALLENROD Ta zwykła wieszczów na nowo zagrzewać. Zaczą.1 więc piosnkę, ale innej treści; Bo głos na spadki wolniejsze rozmierzul, Po stronach słabiej i rzadziej uderzał, I z hymnu zstąpił do prostej powieści. POWIEŚĆ WAJDELOTY Zkąd Litwini wracali? Z nocnej wracali wycieczki, Wieźli łupy bogate w zamkach i cerkwiach zdobyte. Tłumy brańców niemieckich z powiązanemi rękami. Ze stryczkami na szyjach, biegą przy koniach zwycięzców : Poglądają ku Prusom i zalewają siꔳzami, Poglądają na Kowno — i polecają się Bogu. W mieście Kownie pośrodku ciągnie się błonie Peruna, Tam książęta litewscy, gdy j o zwycięztwie wracają. Zwykli rycerzy niemieckich palić na stosie ofiarnym. Dwaj rycerze pojmani jadą bez trwogi do Kowna : Jeden młody i piękny, drugi latami schylony. Oni sami śród bitwy, hufce niemieckie rzuciwszy. Między Litwinów uciekli: książę Kiejstut ich przyjął : Ale strażą otoczył, w zamek za sobą prowadził. Pyta z jakiej krainy, w jakich zamiarach przybyli « Nie wiem rzecze młodzieniec, jaki mój ród i nazwisko. Bo dziecię od Niemców byłem w niewolę schwytany. Pomnę tylko, że kiedyś w Litwie śród miasta wielkiego Stał dom moich rodziców; bvlo to miasto drewniane, Na pagórkach wyniosłych, dom był z cegły czerwonej. W koło pagórków na błoniach puszcza szumiała jodłowa. Środkiem lasów daleko białe błyszczało jezioro. Razu jednego, w nocy, wrzask nas ze snu przebudził. Dzień ognisty zaświtał w okna, trzaskały się szyby, Kłęby dymu buchnęły po gmachu: wybiegliśmy w bramę. Płomień wiął po ulicach, iskry sypały się gradem ; Krzyk okropny:«do broni! Niemcysąwmieście,dobroni!...» Ojciec wypadł z orężem, wypadł i więcej nie wrócił. Niemcy wpadli do domu. Jeden wypuścił się za mną. Zgonił, porwał mię na koń : nie wiem co stało się dalej : Tylko krzyk mojej matki długo, długo słyszałem,.. Pośród szczęku oręża, domów rnnących łoskotu. Krzyk ten ścigał mię długo, krzyk ten pozostał wmem uchu. Teraz jeszcze, gdy widzę pożar i słyszę wołania. Krzyk ton budzi się w duszy, jako echo w jaskini POWIEŚĆ HISTORYCZNA 31 Za odgłosem piorunu... Oto jest w.szystko co z Litwy, Co od rodziców wywiozłem. W sennych niekiedy marzeniach Widzę postać szanownę matki i ojca i braci : Ałe coraz to dalej jakaś mgła tajemnicza, Coraz grubsza, i coraz ciemniej zasłania ich rysy. Lata dzieciństwa płynęły, żyłem śród Niemców jak Niemiec, Miałem imię Waltera, Alfa nazwisko przydano : Imię było niemieckie, dusza litewska została. Został żal po rodzinie, ku cudzoziemcom nienawiść. W inrych, mistrz Krzyżacki, chował mię w swoim pałacu. On sam do chrztu mię trzymał, kochał i pieścił jak syna : Jam się nudził w pałacach, z kolan Winrycha uciekał Do Wajdeloty starego. Wówczas pomiędzy Niemcami, Był Wajdelota litewski wzięty w niewolę przed laty, Służył tłumaczem wojsku. Ten, gdy się o mnie dowiedział. Żem sierota i Litwin, często mię wabił do siebie. Rozpowiadał o Litwie, duszę stęsknionę. otrzeźwiał Pieszczotami i dźwiękiem mowy ojczystej i picśnię. On mię często ku brzegom Niemna sinego prowadził, Ztamtęd lubiłem na miłe góry ojczyste poględać; Gdyśmy do zamku wracali, starzec łzy mi ocierał. Aby nie wzbudzić podejrzeń ; łzy mi ocierał, a zemstę Przeciw Niemcom podniecał. Pomnę, jak w zamek wróciwszy Nóż ostrzyłem tajemnie; z jakę zemsty roskoszę Rznęłem kobierce Winrycha lub kaleczyłem zwierciadła. Na twarz jego błyszcząca piasek miotałem i plwałcm. Potem, w lalach młodzieńczych, częstośmy z portu Kłejpedy, W łódkę ze starcem siadali brzegi litewskie odwiedzać. Rwałem kwiaty ojczyste, a czarodziejska ich wonią Tchnęła w duszę jakoweś dawne i ciemne wspomnienia. Upojony tę wonię, zdało się że dziecininłem. Że w ogrodzie rodziców z braćmi igrałem małemi. Starzec pomagał pamięci; on piękniejszemi słowami Niżli zioła i kwiaty, przeszłość szczęśliwę malował : Jakby miło w ojczyźnie, pośród przyjaciół i krewnych Pędzić chwile miłości; ileżto dzieci litewskich Szczęścia takiego nie znaję płaczęc w kajdanach Zakonu? To szłyszałem na błoniach ; lecz na wybrzeżach Połęgi, Gdzie grzmięcemi pieśniami białe roztręca się morze, I z pienistej gardzieli piasku strumienie wylewa : Widzisz, mawiał mi starzec, łęki nadbrzeżnej kobierce ? Już je piasek obleciał; widzisz te zioła pachnęce? Czołem .silę się jeszcze przebić śmiertelne pokrycie : 32 KONRAD WALLENROD Ach, daremnie! bo nowa żwiru nasuwa się hydra, Białe płetwy roztacza, l^dy żyjęce podbija, l rozciąga do koła dzikiej królestwo pustyni... Synu, plony wiosenne żywo do grobu wtrącone. To sj ludy podbite, bracia, to nasi Litwini; Synu, piaski z zamorza burzj pędzone — to Zakon I... Serce bolało słuchajjc. Cliciatem mordować Krzyżaków, Albo do Litwy uciekać : starzec hamował zapędy. Wolnym rycerzom, powiadał, wolno wybierać orężc, I na polu otwartem bić się równcmi siłami; Tyś niewolnik : jedyna b^oń niewolników jest zdrada. Zostań jeszcze i przejmij sztuki wojenne od Niemców, Staraj się zyskać ich ufność; dalej obaczym co poczęć... Ale w pierwszej potyczce, Icdwiem obaczyl choręgwie, Rylem posłuszny starcowi, szedłem z wojskami Teutonów Lodv/iem narodu mojego pieśni wojenne usłyszał, Poskoczyłem ku naszym, starca za sobę przywodzę. Jako sokół wydarty z gniazda i w klatce żywiony. Choć srogiemi mękami łowcy odbiorę mu rozum, I puszczaję, żeby braci sokołów wojował : Skoro wzniesie się w chmury, skoro pocięgnie oczyma Po niezmiernych obszarach swojej błękitnej ojczyzny. Wolncm odetchnie powietrzem, szelest swycłi skrzydeł usłyszy Pójdź myśliwcze do domu, z klatk.j nie czekaj sokoła... » Skończył młodzieniec ; a Kiejstut słuchał ciekawie, słuchała Córa Kiejstuta Aldona, młoda i piękna jak bóstwo. Je”i.?ń płynie, z jesienię cięgnę się długie wieczory ; Kiejstutówna jak zwykłe w sióstr i rówiennic orszaku Za krosnami usiądą albo się bawi przędziwem ; A gdy igły migocę, tocz,ę się chybkie wrzeciona, Walter stoi i prawi cuda o krajach niemieckich. o swoje miłości. Wszystko, co Walter powiadał, Łowi uchem dziewica, myślę łakomę połyka; Wszystko umie na pamięć, nieraz i we śnie powtarza. Walter mówił jak wielkie zamki i miasta z.a Niemnem, Jakie bogate ubiory, jakie wspaniałe zabawy. Jak na gonitwach waleczni kopije kruszę rycerze. A dziewice z krużganków patrzę i wieńce przyznaję. Walter mówił o wielkim Rogu, co włada za Niemnem, I o Niepokalanej Syna Bożego Hodzicy, Której postać nniolskę w cudnym pokazał obrazku. Ten obrazek młodzieniec nosił pobożnie na piersiach : POWIEŚĆ HISTORYCZKA 33 Dziś Litwince darował gdyjł do wiary nawracał, Gdy pacierze z ni? mówił; cliciał wszyslkiego nauczyć Co sam umiał ; niestety, on jł i tego nauczył. Czego dotęd nie umiał ; on nauczył ją kochać. I sam uczył się wiele. Z jakim rozkosznem wzruszeniem Słyszał z list jej litewskie już zapomniane wyrazy. Z każdym wskrzeszonym wyrazem budzi się nowe nczucie Jako iskra z popiołu ; były to słodkie imiona Pokrewieństwa, przyjaźni; słodkiej przyjaźni, i jeszcze Słodszy wyraz nad wszystko, wyraz miłości, któremu Nie masz równego na ziemi, oprócz wyrazu — Ojczyzna. Zkądźe, pomyślał Kiejstut, nagła w mej córce odmiana. Gdzie jej dawna wesołość, gdzie jej dziecinne rozrywki? W święto wszystkie dziewice idą zabawiać się tańcem. Ona siedzi samotna albo z Walterem rozmawia. W dzień poY^szedni dziewice trudnią się igłą lub krośną : Jej z rąk igła wypada, nici plątają się w krosnach, Sama nie widzi co robi, wszyscy mi to powiadają. Wcznra postrzegłem, że róży kwiatek wyszyła zielono, A listeczki czerwonym umalowała jedwabiem. Jakże mogłaby widzieć, kiedy jej oczy i mvśli Tylko oczu Waltera, rozmów Waltera szukają ? Ile razv zapytam, gdzie ona poszła? w dolinę; Zkąd powraca? z doliny; cóż w tej dolinie? młodzieniec Ogród dla niej zasadził. Jestże ten ogród piękniejszy Niźli me sady zamkowe (pyszno Kiejstut miał sady. Pełne jabłek i gruszek, dziewic kowieńskich ponęta). Nie ogródek to wabi-; zimą widziałem jej okna. Cała szyba tych okien, co obrócone do Niemna. Czysta jakby śród maja, lód nie zaciemił krzystału; Walter chodzi tamtędy, pewnie siedziała u okna I gorącem westchnieniem lody na szybach stopiła. Ja myśliłem; że on ją czytać i pisać nauczy. Słysząc, że wszyscy książęta dzieci swe uczyć zaczęli... Chłopiec dobry, waleczny, jak ksiądz w pismach ćwiczony : Mamże go z domu wypędzić? On tak potrzebny d.a Litwy ; Hufce najlepiej szykuje, sypie najlepiej okopy. Broń piorunową urządza, jeden mi staje za wojsko... Pójdź Walterze, bądź zięciem moim i bij się za Litwę ! Walter pojął Aldonę... Niemcy, wy pewnie myślicie. Że tu koniec powieści ; w waszych miłosnych romansacłi. Gdy się rycerze pożenią kończy trubadur piosenkę. 34 KONRAD WALLENROD Tylko dodaje, żc żyli długo i byli azczęSliwi... Walter kochał swj żonę — lecz miał duszę azlachetnę ; Szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie. Ledwie śniegi ponikły, pierwszy zanócił skowronek. Innym krajom skowronek miłość i rozkosz obwieszcza, Biednej Litwie co roku wróży pożary i rzezie; Cięgnę szeregi krzyżowe niezliczonymi tłumami; Już od gór zanicmeńskich echo do Kowna zanosi Wojska mnogiego hałasy, chrzęst zbrój, rżenia rumaków. Jak mgła spuszcza się obóz, błonia szeroko zalega. Tu i ówdzie migocę straży naczelnych proporce. Jak łyskania przed burzę. Niemcy stanęli na brzegu. Mosty po Niemnie rzucili, Kowno do kola obiegli. Dzień w dzień od taranów walę się mury i baszty. Noc w noc miny burzęce kopię się w ziemi jak krety. Pod niebiosami ognistym wznosi się bomba polotem, I jak sokół na ptaki z góry na dachy uderza. Kowno w gruzy runęło. Litwa do Kiejdan uchodzi; W gruzach runęły Kiejdany, Litwa po górach i lasach Broni się; Niemcy dalej cięgnę plędrujęc i palęc. Kiejstut z Walterem pierwsi w bitwach, ostatni w odwrocie Kiejstut zawsze spokojny : od dzieciństwa przywyknęł Bić się z nieprzyjacielem, wpadać, zwyciężać, uciekać; Widział, że jego przodkowie zawsze z Niemcami walczyli, Idęc w ślady swych przodków bił się i niedbał o przyszłość. Inne były Waltera myśli ; chowany śród Niemców, Znal potęgę Zakonu ; wiedział, że Mistrza wezwanie Z całej Europy wycięga skarby, oręże i wojska; Prusy broniły się niegdyś, starły Prusaków Teutony. Litwa pierwej czy później równej ulegnie kolei; Widział niedolę Prusaków, drżał nad przyszłościę Litwinów. « Synu, Kiejstut zawoła, zgubnym ty jesteś prorokiem; Z oczu mi zdarłeś zasłonę, aby otchłanie pokazać. Kiedy ciebie słuchałem, zda się, że ręce osłabły, I z nadzieję zwycięztwa z piersi uciekła odwaga. Cóż poczniemy z Niemcami?... » « Ojcze, Walter powiadał. Wiem ja sposób jedyny, straszny, skuteczny niestety! Może kiedyś objawię... » Tak rozmawiali po bitwie. Nim ich tręba ku nowym bitwom i klęskom wezwała. Kiejstut coraz smutniejszy, Walter jak mocno zmieniony ! Dawniej, chociaż nie bywał nigdy zbytecznie wesoły, — W chwilach nawet szczęśliwych lekki mrok zamyślenia POWIEŚĆ HISTORYCZNA 35 Lice jego przysłaniał — ałe w objęciach Aldony Dawniej miewał pogodne czoło i lico spokojne, Zawsze ję witał uśmiechem, czułem pożegnał wejrzeniem. Teraz zda się, że jaka.ś skryta dręczył.a go boleść; Cały ranek przed domem z zalożonemi rękami, Patrzy na dymy plonęcych zdała miasteczek i wiosek. Patrzy dzikiemi oczyma ; w nocy porywa się ze snu : I przez okno krwaw? łunę pożarów uważa. « Mężu drogi, co tobie ? » pyta ze łzami Aldona; — « Go mnie? hędęż spokojnie drzemał, aż Niemny nnpadn.? I sennego związawszy w ręce katowskie oddadzą? » — « Boże uchowaj, mężu! straże pilnują okopów. » — < Prawda, straże pilnują, czuwam i szablę mam w ręku : Ale kiedy wyginą straże, wyszczerbi się szabla... Słuchaj, jeśli starości, nędznej starości dożyję?... » — « Bóg nam zdarzy pociechę z dziatek »... « W tern Niemcy [napadną. Żonę zabiją, dzieci wydrą, uwiozą daleko, I nauczą wypuszczać strzałę nu ojca własnego!... Ja sam możebym ojca, możebym braci mordował. Gdyby nie Wajdelota... » — « Drogi Walterze ujedżmy. Dalej w Litwę, skryjmy się w lasy i góry od Niemców. • — <1 My odjedziem, a inne matki i dzieci zostawim. Tak uciekali Prusacy : Niemiec ich w Litwie dogonił. Jeśli nas w górach wyśledzi?... »—«Znowu dalej ujedziem. » — « Dalej? dalej, nieszczęsna! dalej ujedziem za Litwę? W ręce Tatarów, łub Kusi?... » Na tę odpowiedź Aldona Pomięszana milczała : jej zdawało się dotąd. Że ojczyzna jak świat jest długa, szeroka bez końca; Pierwszy raz słyszy, że w Litwie całej nie było schronienia. Załamawszy ręce, pyta Waltera : co począć? — « Jeden sposób, Aldono, jeden pozostał Litwinom, Skruszyć potęgę Zakonu : mnie ten sposób wiadomy. Lecz nie pytaj dla Boga! stokroć przeklęta godzina, W której od wrogów zmuszony chwycę się tego sposobu! » Więcej nie chciał powiadać, pró b Aldony nie słuchał, Litwy tylko nieszczęścia słyszał i widział przed sobą. Aż nakoniec płomień zemsty, w milczeniu karmiony Klęsk i cierpień widokiem, wzdął się i serce ogarnął; Wszystkie wytrawił uczucia, nawet jedyne uczucie, Dotąd mu żywot słodzące : nawet uczucie miłości. Tak u białowiezkiego dębu, jeżeli myśliwi. Ogień tajemny wznieciwszy, rdzeń głęboko wypalą. 36 KONRAD WALLEMIOD Wkrótce lasów monarcha straci swe liście powiewne, Z wiatrem polecę gałęzie, nawet jedyna zielonośó, Dotęd mu czoło zdobięca, uschnie korona jemioły. Długo Litwini po zamkach, górach i lasach blędzili, Napadajęc na Niemców, lub napadani wzajemnie. Aż stoczyła się straszna bitwa na błoniach Rudawy, Gdzie kilkadziesiąt tysięcy młodzi litewskiej poległo. Obok tyluż tysięcy wodzów i braci krzyżowych. Niemcom wkrótce posiłki świeże cięgnęły z za morza; Kiejstut i Walter z garstkę mężów przebili się w góry. Z wyszczerbionemi szablami, z porębanemi tarczami. Kurzem, posokę okryci, weszli posępni do domu. Walter nie spojrzał na żonę, słowa do niej nie wyrzekł; Po niemiecku z Kiejstutem i Wajdelolę rozmawiał. Nie rozumiała Aldona, serce tylko wróżyło Jakieś okropne wypadki. Gdy zakończyli obradę. Wszyscy trzej ku Aldonie smutne zwrócili wejrzenie. Walter patrzał najdłużej z niemej wyrazem rozpaczy; Wtem gęstemi kroplami łzy mu rzuciły się z oczu. Upadł do nóg Aldony, ręce jej cisnęł do serca, 1 przepraszał za wszystko, co ucierpiała dla niego. « Biada, mówił, niewiastom, jeśli kochaję szaleńców, Których oko wybiegać lubi za wioski granice, Których myśli jak dymy wiecznie nad dach ulataję. Których sercu nie może szczęście domowe wystarczyć. Wielkie serca, Aldono, sę jak ule zbyt wielkie : Miód ich zapełnić nie może, staję się gniazdem jaszczurek... Daruj, luba Aldono! dzisiaj chcę w domu pozostać. Dzisiaj o wszystkim zapomnę, dzisiaj będziemy dla siebie. Gzem bywaliśmy dawniej ; jutro,., » i nie śmiał dokończyć. Jaka radość Aldonie! Zrazu myśli nieboga. Ze się Walter odmieni, będzie spokojny, wesoły : Widzi go mniej zamyślonym, w oczach więcej żywości, W licach dostrzega rumieniec. Walter u nóg Aldony Cały wieczór przepędził; Litwę, Krzyżaków i wojnę Rzucił na chwilę w niepamięć, mówił o czasach szczęśliwych Swego do Litwy przybycia, pierwszej z Aldonę rozmowy, Pierwszej w dolinę pi-zechadzki, i o wszystkich dziecinnych Ale sercu pamiętnych, pierwszej miłości zdarzeniach. Za cóż lak lube rozmowy słowem jutro, przerywa? I zamyśla się znowu, długo na żonę poględa. Łzy mu kręcę się w oczach, chciałby cóż wyrzec i nie śmie. POWIEŚĆ HISTORYCZNA 37 Czyliż dawne uczucia, szczęścia dawnego pamiętki Na to tylko wywołał, aby się z niemi pożegnać? Wszystkie rozmowy, wszystkie tego wieczora pieszczoty, Czyliż będę ostatnim blaskiem świecznika miłości? Uarnio się pytać. Aldona patrzy, czeka niepewna, I wyszedłszy z komnaty jeszcze przez szpary poględa. Walter wino nalewał, mnogie wychylał puhary, I Wajdelotę starego na noc u siebie zatrzymał. Słońce ledwo wschodziło : tętnię po bruku kopyta. Dwaj rycerze z tumanem rannym spieszę się w góry. Wszystkieby straże zmylili — jednej nie mogli omylić. Czujne sę oczy kochanki, zgadła ucieczkę Aldona! Drogę w dolinie zabiegła; smutne to było spotkanie, « Wróć się, o luba do domu; wróć się, ty będziesz szczęśliwa Może będziesz szczęśliwa, w lubej lodziny objęciach ; Jesteś młoda i piękna, znajdziesz pociechę, zapomnisz! Wielu księżęt dawniej o twę starało się rękę; .Testeś wolna, jesteś wdowę po wielkim człowieku. Który dla dobra ojczyzny wyrzekł się — nawet i ciebie! Bywaj zdrowa, zapomnij; zaplacz niekiedy nademnę : \Valter wszystko utracił, Walter sam jeden pozostał, Jako wiatr na pustyni; błękać się musi po świecie. Zdradzać, mordować, i potem ginęć fmiercię haniebnę. Ale po latach ubiegłych, imię Alfa na nowo Zabrzmi w Litwie, i kiedyś z ust Wajdelotów posłyszysz Czyny jego. Natenczas, luba, natenczas pomyślisz, •e ów rycerz straszliwy, chmurę tajemnic okryty, Jednej tobie znajomy, twoim byl kiedyś małżonkiem, I niech dumy uczucie będzie pociechę sieroctwa. » Słucha w milczeniu Aldona, chociaż nie słyszy ni słowa. « Jedziesz, jedziesz! » krzyknęła, i zatrworzyła się sama Słowem jedziesz ; to jedno słowo brzmiało jej w uchu; Nic nie myślala, o niczem pomnieć nie mogła; jej myśli. Jej pamięlki, jej iirzyszłośc, wszystko splętało się tłumnie, Ale sercem odgadła że niepodobna powracać, Że nie podobna zapomnieć. Oczy zblękane toczyła. Kilka razy Waltera dzikie spotkała wejrzenie : W tern wejrzeniu już dawniej nie znajdowała pociechy, I zdawała się szukać czegoś nowego, i w koło Oględała się znowu... W koło pustynie i lasy; W środku lasu samotna błyszczy za Niemnem wieżyca, Byłto klasztór zakonnic, chrześcian smutna budowa. 38 KONRAD WALLENROD Na tej więżycy spoczęły oczy i myśli Aldony : Jak gołębek porwany wiatrem śród morskiej topieli, Pada na maszty samotne nieznajomego okrętu. Walter zrozumiał Aldonę; udał się za nię w milczeniu, Opowiedział swój zamiar, taić przed światem nakazał I u bramy — niestety 1 straszne to było rozstanie — Alf z Wajdelotę pojechał. Dotęd nic o nich nie słychać. Biada, biada jeżeli dotęd nie spełnili przysięgi : Jeśli zrzekłszy się szczęścia, szczęście Aldony zatruwszy... Jeśli tyle poświęcił i dla niczego poświęcił... Przyszłość resztę pokaże... Niemcy, skończyłem piosenkę... Koniec już koniec, — wielki szmer na sali ; I cóż ów Walter? jakie jego czyny? Gdzie? nad kim zemsta? słuchacze wołali. Mistrz tylko jeden śród szumnej drużyny Siedział milczęcy z pochylonę głowę. Mocno wzruszony, porywa co chwila Puhary z winem i do dna wychyla. W jego postaci zmianę widać nowę, Ilóżne uczucia w nagłych błyskawicach. Po rozpalonych krzyżuję się licach ; Co raz to groźniej czoło mu się chmurzy, Usta drżę sine, obłękane oczy Lataję niby jaskółki śród burzy, Wre.1 wołał, drżał z niecierpliwości; Głosu nie stało, błagał ję oczyma, I załamane ręce wzniósł do góry, Padł na kolana, i żebrzęc litości, Objęł, całował zimne wieży mury. PUSTELNICA. « Nie, już po czasie! — rzekła smutnym głosem, Ale spokojnym, — Bóg mi doda siły, On mię zasłoni przed ostatnim ciosem... Kiedym tu weszła, przysięgłam na progu, Nie zstępić z wieży chyba do mogiły Walczyłam z sobę — dziś, i ty, mój miły 1 ty mi dajesz pomoc przeciw Bogu!... Chcesz wrócić na świat — kogo ? nędznę marę t Pomyśl, ach pomyśl! jeżeli szalona Dam się namówić, rzucę tę pieczarę, I z uniesieniem padnę w twe ramiona —■ A ty nie poznasz, ty mię nie powitasz. Odwrócisz oczy i z trwogę zapylasz : Ten straszny upiór jestże to Aldona?... I będziesz szukał w zagasłej źrenicy, I w twarzy, która — ach, myśl sama razi! Nie, niechaj nigdy nędza pustelnicy. Pięknej Aldonie oblicza nie kazi!... 4 KONRAD WALLENROD « Ja sama... wyznam... daruj, mój kochany! Ilekroć księżyc żywszem światłem błyska, Gdy słyszę głos twój ; kryję się za ściany; Ja cię, mój drogi, nie chcę widzieć zbliska!... Ty może dzisiaj już nie jesteś taki, Jakim bywałeś, pamiętasz, przed łaty. Gdyś wjechał w zamek z naszemi orszaki : Lecz dotęd w mojem zachowałeś łonie. Też same oczy, twarz, postawę, szaty. Tak motyl piękny, gdy w bursztyn utonie. Na wieki całę zachowuje postać. Alfie, nam lepiej takiemi pozostać, Jakiemi dawniej byliśmy, jakiemi Złęczym się znowu, — ale nie na ziemi!... « Doliny piękne zostawmy szczęśliwym : Ja lubię moję. kamiennę zaciszę. Mnie dosyć szczęścia, gdy cię widzę żywym Gdy miły głoS twój co wieczora słyszę... I w tej zaciszy można. Alfie drogi, Możnaby wszystkie cierpienia osłodzić, Porzuć już zdrady, mordy i pożogi. Staraj się częściej i raniej przychodzić. « Gdybyś — posłuchaj — około równiny Chłodnik podobny owemu zasadził, I twoje wierzby kochane sprowadził, I kwiaty, nawet ów kamień z doliny... Niech czasem dziatki z pobliskiego sioła; Bawię się między ojczystemi drzewy, Ojczyste w wianek uplatają zioła. Niechaj litewskie powtarzają śpiewy — Piosnka ojczysta pomaga dumaniu, I sny sprowadza o Litwie i tobie — A potem, potem, po mojem skonaniu. Niech przyśpiewują i na Alfa grobie... » Alf już nie słyszał. On po dzikim brzegu Błądził bez celu, bez myśli, bez chęci. Tam góra lodu, tam puszcza go nęci : W dzikich widokach i w naglonym biegu Znajdował jąkąś ulgę, utrudzenie. Ciężko mu, duszno śród zimowej słoty; Zerwał płaszcz, pancerz, roztargał odzienie, I z piersi zrzucił wszystko, — prócz zgryzoty. FOWIEŚĆ HISTORYCZNA SI Już rankiem trafił na miejskie okopy; Ujrzał cień jakiś, zatrzymał się, bada... Cień kręży dalej, i cichemi stopy Wionęł po śniegu, w okopach przepada. Głos tylko słychać : — « biada, biada, biada! » Alf na ten odgłos zbudził się i zdumiał, Pomyślił chwilę — i wszystko zrozumiał. Dobywa miecza, i na różne strony Zwraca się, śledzi niespokojnem okiem ; Pusto dokoła, tylko przez zagony Śnieg leciał kłębem, wiatr północny szumiał, Spojrzy ku brzegom, staje rozrzewniony : Nakoniec wolnym, chwiejęcym się krokiem Wraca się znowu pod wieżę Aldony, Dostrzegł ję zdała, jeszcze w oknie była ; « Dzień dobry, krzyknęł przez tyle lat z sobę Tylkośmy nocnę widzieli się dobę; Teraz dzień dobry! — jaka wróżba miła! Pierwszy dzień dobry, po latach tak wielu! Zgadnij, dla czego przychodzę tak rano? » ALDONA. « Nie chcę zgadywać ; bądź zdrów, przyjacielu I Już nazbyt światło, gdyby cię poznano... Przestań namawiać, — będż zdrów, do wieozora, Wyniść nie mogę, nie chcę. » ALF. • Już nie pora... Wiesz o co proszę?... Zrzuć jaką gałązkę... Nie, kwiatów nie masz ; więc nitkę z odzieży. Albo z twojego warkocza zawiązkę. Albo kamyczek ze ścian twojej wieży. Chcę dzisiaj, — jutro nie każdemu dożyć — Chcę na pamiątkę mieć jaki dar świeży. Który dziś jeszcze był na twojem łonie. Na którym jeszcze świeża le/ka płonie; Chcę go przed śmiercią na mem sercu złożyć Chcę go ostatnim pożegnać wyrazem... Mam zginąć wkrótce, nagle — zgińmy razem! Widzisz tę blizką, przedmiejską strzelnicę? Tam będę mieszkał; dla znaku, co ranek. Wywieszę czarną chustkę na krużganek. Co wieczór lampę u kraty zaświecę : 51 KONRAD WALLENROD Tam -wiecznie patrzaj. Jeśli chustkę zrzucę, Jeżeli lampa przed wieczorem skona : Zamknij t-we okno, może już nie -wrócę... Będż zdrowa 1... » Odszedł i zniknęt. Aldona Jeszcze poględa zwieszona u kraty, Hanek przeminął, słońce zachodziło, A długo jeszcze w oknie widać było Jej białe z wiatrem igrające szaty, I wyciągnięte ku ziemi ramiona. « Zaszło nakoniec » rzeki Alf do Halbana, Wskazując słońce z okna swej strzelnicy, W’ której zamkniętej do samego rana Siedział patrzając w okno pustelnicy .• « Daj mi płaszcz, szablę, bądź zdrów, wierny sługo. Pójdę ku wieży, — bywaj zdrów nadługo. Może na wieki... Posłuchaj Halbanie, Jeżeli jutro, gdy dzień zacznie świecić. Ja nie powrócę, opuść to mieszkanie. — Chcę, chciałbym jeszcze coś tobie polecić... Jakżem samotny! pod niebem i w niebie Nie mam nikomu, nigdzie, nic, powiedzieć W godzinę skonu, —prócz jej i prócz ciebie!... Bądź zdrów Halbanie ! Ona będzie wiedzieć : Ty zrzucisz chustkę, jeśli jutro rano... Lecz cóżto? słyszysz?... W bramę kołatano. » « Kto idzie? n trzykroć odźwierny zawołał; » Biada! » krzyknęło kilka dzikich głosów. Widać, że strażnik oprzeć się nie zdołał, I brama tęgich nie wstrzymała ciosów. Już orszak dolne krużganki przebiega. Już przez żelazne pokręcone wschody, Do Wallenroda wiodące gospody. Łoskot stóp zbrojnych raz wraz się rozlega. Alf, zawaliwszy wrzeciądzem podwoja. Dobywa szablę, wziął czarę ze stola. Poszedł ku oknu : « stało się » zawoła. Nalał i wypił. « Starcze! w ręce twoje! » Halban poblndnął. Cheinł skinieniom ręki Wytrącić napój, wstrzymuje się, myśli; POWIEŚĆ HISTORYCZNA 53 Słychać za drzwiami coraz bliższe dźwięki, Opuszcza rękę : — « To oni, — już przyszli. » « Starczo rozumiesz, co len łoskot znaczy 7 I czegóż myślisz? Masz nalnnę czaszę, Moja wypita... Starcze, w ręce wasze! » Halban poględał w milczeniu rozpaczy : « Nie, ja przeżyję — i ciebie, mój synu !... Chcę jeszcze zostać, zamknęć twe powieki, I żyć — ażebym sławę twego czynu Zachował światu, rozgłosił na wiski. Obiegę Litwy wsi, zamki i miasta; Gdzie nic dobiegę, pieśń moja doleci; Bard dla rycerzy w bitwach, a niewiasta Będzie ję. w domu śpiewać dla swych dzieci; Będzie ję śpiewać — i kiedyś w przyszłości Z tej pieśni wstanie mściciel naszych kości... " Na poręcz okna Alf ze Izami pada, I długo, długo ku wieży pogłędał. Jak gdyby jeszcze napatrzyć się żędał Miłym widokom, które wnet postrada. Objęł Halbana; westchnienia zmięszali W ostatniem, długiem, długiem uściśnieniu. Już u wrzeciędzów słychać łoskot stali, Wchodzę, wołaję Alfa po imieniu ; « Zdrajco ! lwa głowa dzisiaj pod miecz padnic! Żałuj za grzechy, gotuj się do zgonu. Oto jest starzec, kapelan Zakonu : Oczyść twę duszę i umrzyj przykładnic! Z dobytym mieczem Alf czekał spotkania. Lecz coraz blednie, pochyla się, słania: Wsparł się na oknie i toczęc wzrok hardy, Zrywa płaszcz. Mistrza znak na ziemię miota, Depce nogami z uśmiechem pogardy : « Oto sę grzechy mojego żywota!... « Gotowem umrzeć : czegóż chcecie więcej ? Z urzędu mego chcecie słuchać sprawy? Patrzcie na tyle zguliionych tysięcy. Na miasta w gruzacłi, w płomieniach dzierżawy Słyszycie wicher? pędzi chmury śniegów : Tam marznę waszych ostatki szeregów ! KONRAD WALLENROD Słyszycie? wyjj głodnych psów gromady... One się gryzę o szczętki biesiady ! « Ja to sprawiłem! Jakem wielki, dumny ; Tyle głów hydry jednym ścięć zamachem. Jak Samson jednem wstrzęśnieniem kolumny Zburzyć gmach cały, i runęć pod gmachem! Rzeki, spójrzał w okno i bez czucia pada. Ale nim upadł, lampę z okna ciska. Ta trzykroć kołem obiegaj ęc błyska, Nakoniec legła przed czołem Konrada; W rozlanym płynie tleje rdzeń ogniska. Lecz coraz głębiej topi się i mroczy. Wreszcie, jak gdyby dajęc skonu tiasło. Ostatni, wielki kręg światła roztoczy, I przy tym blasku widać Alfa oczy : Już pobielały — i światło zagasło. I w tejże chwili przebił wieży ściany Krzyk nagły, mocny, przecięgły, urwany... Z czyjej to piersi ? wy się domyślicie ; A ktoby słyszał, odgadnęłby snadnie, ..e piersi z których taki jęk wypadnie. Już nigdy więcej nie wydadzę głosu : W tym głosie całe ozwało się życie... Tak strony lutni od tęgiego ciosu Zabrzmię i pęknę: zmięszanymi dźwięki Zdaję się głosić poczętek piosenki: Ale jej końca nikt się nic spodziewa. Taka pieśń moja o Aldony losach ; Niechaj ję anioł harmonii w niebiosach, A czuły słuchacz w duszy swej dośpiewa. OBJAŚNIENIA AUTORA DO KONRADA WALLENRODA Sir. 8, W. 28. A/aryenburfj, po polsku ^fałllorg, miasto obronne, niegdyś stołeczne Krzyżaków, za Kazimierza Jagiellona przyłączone do rzeczypospolilej Polskiej, później oddane w zastaw margrabiom Brandeburgskim, przeszło nakoniec wposiadłość królów pruskicli. W sklepach zamku były groby Wielkich Mistrzów; niektóre dotgd ocalały. Yoiyt. profesor królewiecki wydał przed laty historyę Warycnburga, dzieło ważne dla historyi Prus i Litwy. Str. 8, w. 34, 35. Insignia Wielkich Mistrzów. Str. 9, w. 4 Domy. Tak nazywały się klasztory, albo raczej zamki po różnych krajach Europy rozrzucone. Sir. 9, w. 9. Dawne wyrażenie polskie; coinbattre d outrance. Str. II, w. 34, 35 i 36. Wzrok człowieka, powiada Cooper, jctłi jaśnieje wyrazem odwagi i rozumu, sprawia mocne wrażenie nawet na dzikich zwierzętach. Przytaczamy z lej okoliczności prawdziwe zdarzenie amerykańskiego Strzelca, który skradajęc się do kaczek, usłyszał szelest, podniósł się, i ujrzał z przestrachem ogromnego, tuż leżęcego lwa. Zwierz zdawał się być równic ździwiony nagłym widokiem człowieka atletycznej postawy. Strzelec nie śmiał dać ognia, maj71 o strzelbę śrótem nabitę. Stał więc nieruchomy, oczyma tylko grożęc nieprzyjacielowi. Lew ze swojej strony, siodzęc spokojnie, nie spuszczał oczu ze Strzelca : po kilku sekundach 53 , KONHAD WALLESHOD odwrócił głowę i oddalił się powoli, ale zaledwo uszedł kilkanaście kroków, zatrzymał się i znowu powrócił. Znalazł na miejscu nieruchomego Strzelca, spotka! się znowu z nim oko w oko, i nakoniec, jak gdyby uznawał wyższość człowieka, spuścił oczy i odszedł, liibliothegue Unicerselle 1827 fevrier. Yoyage du capitaine /Jead. Str. 12, w. 28. Grosskomłhur, najpierwszy urzędnik po Wielkim Mistrzu. Str. 13, w. 22. Kroniki owych czasów piszę o wiejskiej dziewicy, która przybywszy 0o Maryenburga żądała aby ją zamurowano w osobnej celi, i tam życia dokonała. Grób jej słynął cudami. Str. 15, w. 1 i 4. W czasie obioru, jeśli zdania były podzielone lub niepewne, zdarzenia podobne, brane za wieszczbę,wpływałynaobradykapituły.Itak Winrgch Knip-rode pozyskał wszystkie głosy, ponieważ kilku braci słyszało jakoby w grobach Mistrzów wołanie trzykrotne : Yin-rice! Ordo laborat, « Winrychu! Zakon w niebezpieczeństwie. » Str. 17, w. 33. Zamek Wileński, gdzie był niegdyś utrzymywany Znicz to jest ogień wieczny. Str. 24, w. 2. Hasło uczt zakonnych owego wieku. Str.27, w. 27. Ludprosty w Litwiewyobrażamorowepowietrze w postaci dziewicy, której zjawienie się, opisane tu według powieści gminnej, poprzedza straszliwą chorobę. Przytoczę w treści przynajmniej słyszaną niegdyś w Litwie balladę. « We wsi zjawiła się morowa dziewica, i według zwyczaju « przeze drzwi lub okno wsuwając rękę, i powiewając czer-« woną chustką, rozsiewała śmierć po domach. Mieszkańcy « zamykali się warownie : ale głód i inne potrzeby wkrótce « zmusiły do zaniedbanie takowych środków ostrożności; « wszyscy więc czekali śmierci. Pewny szlachcic, lubo do-« statecznie opatrzony w żywność, i mogący najdłużej wy trzy-« mać to dziwne oblężenie, postanowił jednak poświęcić się « dla dobra bliźnich, wziął szablę zygmuntówkę na której <- było imię Jezus, imię Marya, i tak uzbrojony otworzył i< okno domu. Szlachcic Jednym zamachem uciął straszydłu « rękę, i chustkę zdobył. Umarł w prawdzie, i cała jego ro-« dżina wymarła : ale odtąd nigdy we wsi nie znano moro-« wego powietrza. » Chustka owa miała być zachowana OnjASMIEKIA 57 ■w kościele, nie pomnę jakiego miasteczka. Na Wschodzie, przed zjawieniem się dżumy, ma się pokazywać widmo na skrzydłach nietoperza, i palcami wytykać skazanych na śmierć. Zdajesię żeimaginacya gminna w podobnych obrazach przedstawić chciała to przeczucie tajemne i tę dziwną trwogę, która zwykła poprzedzać wielkie nieszczęścia lub zgon, a którą nietylko pojedyncze osoby, ale całe narody częstokroć podzielają. Tak w Grecy! przeczuwano długie trwanie i okropne skutki wojny peloponezkiej, w państwie rzymskiem upadek monarchii, w Ameryce przybycie Hiszpanów it.d. Str. 31 w. 7. Walther von. Stadion rycerz niemiecki, wzięty w niewolę od Litwinów, zaślubił córkę Kiejstuta, i z nią potajemnie ujechał z Litwy. Często się zdarzało że Prusacy i Litwini, dziećmi porwani i wychowani w Niemczech powracali do ojczyzny i stawali się najsroższymi Niemców nieprzyjaciółmi. Takim był pamiętny w dziejach zakonu Prusak Ilerkus Monte. Str. 42. Obraz tej wojny skreślony podług historyi. Str. 43, w. 31. W wiekach średnich, kiedy możni dukowio i baroni dopuszczali się częstokroć wszelkich zbrodni, kiedy powaga zwyczajnych trybunałów była za słaba na ich poskromienie, zawiązało się bractwo tajemne, którego członkowie nie znając się między sobą, obowiązali się przysięgą karać winnych, nie przepuszczając własnym przyjaciołom lub krewnym. Skoro sędziowie tajemni wydali wyrok śmierci, uwiadamiano potępionego, wołając nań pod oknami lub gdziekolwiek w jego obecności : weh! fHada!). To trzykroć powtórzone słowo było ostrzeżeniem; ktojeusłyszał,gotowałsięna śmierć, którą niechybnie a niespodziewanie miał z ręki niewiadomej odebrać. Sąd tajemny nazywał się jeszcze trybunałem femicznym {Vehmgcricht) albo Westfalskim. Trudno oznaczyć, kiedy wziął początek; podług niektórych miał być ustanowiony przez Karola Wielkiego. Zrazu potrzebny, dał następnie powód do różnych nadużyć ; i rządy zmuszone były srożyć się nieraz przeciwko samymże sędziom, nim tę iusty-tucyę całkiem obalono. Nazwaliśmy powieść naszą historyczną, bo charaktery działających osób i wszystkie ważniejsze wspomnione w nie 58 KO.SRAD walle: