MAGAZYN razem z dodatkami Na aferze z Natalią Janoszek firmy zarobiły miliony złotych • Zapomniany etap reform Władysława Grabskiego • Rozmowa z aktorem Piotrem Gąsowskim PLUS TELEMAGAZYN z programem TV Głos Rozmowa. Wypalenie zawodowe to nie tylko wina pracownika . Region. & W Lęborku 'y Piątek 11.08.2023 Nr 186 (5038) Nakład: 13.610 egz. ;gp24.Pi Plwo z czarnego cena 4,90 zł (w tym 8% vat) jęczmienia str. 4 Słupsk. Radni PiS żądają odwołania Rady Nadzorczej MZK str. 3 Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 770137"952053 Julia ma indeks w kieszeni Uczennica I Liceum Ogólnokształcącego w Słupsku jest laureatką Międzynarodowego Konkursu Wiedzy o Mózgu str. 4 Mroczne tajemnice więziennych korytarzy Skazani większość konfliktów między sobą rozwiązują sami w celach TYGODNIK REGIONÓW - STR. 12 0010863696 Paula Fish pracownik produkcji magazynier - operator wózka widłowego operator - mechanik linii produkcyjnej mechanik utrzymania ruchu elektromechanik chłodniarz kontroler jakości mechanik samochodowy kierowca w transporcie międzynarodowym Zadzwoń do nas: 48 539 025 608 Napisz do nas: rekrutacja@paulafish.pl 2 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ SOBOTA • Ser Pomorski ma inne sery pod sobą. Spróbujcie! PONIEDZIAŁEK • Sportowy24 - grała PKO Ekstraklasa - wyniki, opinie ŚRODA • Strona Zdrowia- dieta IG odchudza i pomaga w życiu CZWARTEK • Pod paragrafem - Kisiel jako autor kryminałów? Tak! PIĄTEK • Puls i Tygodnik Regionów: dziennikarstwo z górnej półki SOBOTA • Pomorze i jego tajemnice i uroki odkrywane dla Was ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel. 94 3401114, bok.prenumerata@polskapress.pl, prenumerata.gp24.pl Wypalenie zawodowe to nie jest tylko wina pracownika. Na równi jest pracodawca Grażyna Rakowicz Rozmowa z prof. Aleksandrem Arasz-kiewiczem, psychiatrą Wypalenie zawodowe,w 2019 roku WHO uznało za chorobę i wpisało na listę zaburzeń psychicznych... Zgadza się. WHO uznało, że sytuacja w miejscu pracy, związany z nią stres może bardzo destrukcyjnie wpływać na stan zdrowia pracowników i, że w wielu przypadkach - co potwierdzają też moi pacjenci - praca zbyt mocno obciąża stan zdrowia zatrudnionych, stąd taka decyzja. Co ciekawe, na świecie to wypalenie zawodowe, z angielska professional bumout jest traktowane jako choroba, natomiast w Polsce dalej posiłkujemy się tylko tą międzynarodową klasyfikacją, że wypalenie zawodowe to jedynie zdrowotne zaburzenie. A termin nie jest wcale taki nowy, bo po raz pierwszy tego określenia użył w 1974 roku, amerykański psychiatra Herbert Freudenberger. Jednocześnie wskazał, że aby mówić o wypaleniu zawodowym, musi być spełnionych kilka faz. Jakich? Najpierw pojawia się taka potrzeba udowodnienia, że osoba na pewno sobie w pracy poradzi stąd też pracuje ona jak najwięcej. I coraz ciężej... Jednocześnie zaniedbuje własne potrzeby, bo praca staje się dla niej najważniejszym elementem. Ważniejszym, niż cokolwiek do tej pory w życiu i to powoduje kolejną fazę, czyli zmianę systemu wartości, czyli - po euforii - praca staje się...bezsensowna. A ludzie, którzy ją otaczają, bezwartościowi. Bardzo często o takich zachowaniach słyszę od moich pacjentów, którzy mówią: „Przychodzę z pracy do domu i warczę na żonę, warczę na dzieci". Jest to takie przenoszenie tych negatywnych emocji, które są związane z obciążającą pracą, na relacje z najbliższymi. Aż wreszcie pojawia się potrzeba wycofania z jakichkolwiek międzyludzkich relacji i wypełniają wewnętrzna pustka, takie myślenie, że „Nic mnie Aleksander Araszkiewicz: - Najpierw przenosimy negatywne emocje z pracy na dom i rodzinę. W końcu pojawia się potrzeba wycofania z jakichkolwiek relacji już nie obchodzi". I nic nie cieszy tak jak do tej pory, za to wkrada się lęk a w konsekwencji pojawia się depresja. Nawet samobójcze myśli. Podsumowując, według koncepcji prof. Christiny Masłach, psycholog z Uniwersytetu Kalifornijskiego o wypaleniu zawodowym można mówić, gdy u osoby pracującej zauważa się jednocześnie trzy z wymienionych elementów: fizyczne i emocjonalne wyczerpanie oraz depersonalizacja i subiektywne obniżenie oceny własnych dokonań. Co konkretnie odczuwamy, gdy zaczyna nas dopadać ? Po pierwsze doskwiera nam przewlekłe zmęczenie. Do niego dochodzą wyraźne zaburzenia koncentracji uwagi, bezsenność tym samym trudności z zasypianiem, a potem z wybudza-niemsię. No i przygnębienie. Tracimy sprawność fizyczną. Kolejnym sygnałem są różnego typu dolegliwości, na przykład w klatce piersiowej lub uporczywe bóle głowy. Jest pesymizm i utrata zadowolenia z tego, co do tej pory robiliśmy i dalej robimy -z efektów naszej pracy, nie mamy żadnej satysfakcji. Pojawia się drażliwość, która najczęściej przenosi - o czym już mówiłem - te negatywne emocje najczęściej na tych, którzy są najbliżej osoby dotkniętej wypaleniem zawodowym. Są stany lękowe, coraz częściej zaczyna towarzyszyć takiej osobie myśl: „Boję się następnego dnia w pracy". Gdzie szukać wtedy pomocy? Na końcu objawów wypalenia zawodowego pojawia się depresja i wówczas, już na pewno trzeba zasięgnąć porady lekarza, bo mamy do czynienia z zaburzeniem psychicznym. Choć podobnie należy też postąpić, gdy mamy objawy lękowe czy chroniczne zmęczenie. Tak naprawdę, w każdej z tych sytuacji potrzebna jest profesjonalna opieka nad pacjentem, czyli leczenie farmakologiczne jak i psychoterapia. Do wypalenia zawodowego przyczynia się bardziej pracownik czy pracodawca? Tu bym postawił na te dwie strony. Z jednej strony pra-. cownik chce być coraz lepszy, coraz skuteczniejszy i chce się jak najlepiej wykazać no bo „kto może zrobić to, lepiej ode mnie?" Z drugiej strony często bywa tak, że ta chęć bycia pracownika w pierwszym szeregu powoduje, że pracodawca coraz częściej stawia na niego, bo na dodatek, on sam wyrywa się do wykonywania wszelkich czynności zawodowych. I przy tym się sprawdza stąd uważam, że do wypalenia zawodowego prowadzi zarówno postawa pracownika jak i pracodawcy, który nie dostrzegając potencjału u innych, traci też wartościowy zespół. ©® KALENDARIUM Tl SIERPNIA URODZILI SIĘ 1892 Władysław Anders, generał dywizji Polskich Sił Zbrojnych, Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych w latach 1944-1945 i 1946-1954, przez rząd polski na uchodźstwie awansowany na generała broni. Po klęsce Polski w wojnie obronnej we wrześniu 1939 roku, internowany w Związku Radzieckim. Od sierpnia 1941 roku był dowódcą Armii Polskiej, organizowanej w Związku Radzieckim. Dowódca 2. Korpusu Polskiego pod Monte Cassino, Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych w latach 1944-1945, przywódca polityczny emigracyjnych środowisk wojskowych, symbol wolnej Polski dla podziemia niepodległościowego. 1939 Anatolij Kaszpirowski, rosyjski psychiatra, psychoterapeuta i hipnotyzer. Zdobył sławę na polu medycyny niekonwencjonalnej, występując z transmitowanymi seansami hipnozy, którymi jakoby uzdrawiał z różnych chorób. Jego metody zostały uznane za hochsztaplerskie, wywołujące zbiorowe stany psychotyczne, wiele osób potrzebowało po nich pomocy psychiatrycznej. Seanse Kaszpirow-skiego były emitowane również w polskiej telewizji. 1950 Steve Wozniak, amerykański inżynier i wynalazca, polsko-niemieckiego pochodzenia. Projektant i konstruktor komputerów Apple I oraz Apple U, uważanych za jedne z pierwszych komputerów osobistych w historii. Jeden z trzech założycieli firmy informatycznej Apple Computer. ZMARLI 1945 Stefan Jaracz, aktor teatralny i filmowy, reżyser, założyciel i dyrektor warszawskiego Teatru Ateneum. Jest uważany za jednego z najwybitniejszych aktorów polskich i współtwórcę nowoczesnej sztuki aktorskiej. 2014 Robin Williams, amerykański aktor i artysta kabaretowy. Cierpiał na depresję, popełnił samobójstwo. Był cenionym aktorem komediowym, znanym z ról w filmach „Klatka dla ptaków" i „Pani Doubt-fire". ZDJĘCIE TYGODNIA Pogoń Szczecin zawiodła swoich kibiców i nie tylko ich. Benedikt Zech próbuje pocieszać Bartosza Klebaniuka Michał Elmerych IGREKI PŁODZĄ ALFKI. CZUJESZ TO IKSIE? Baby Boomers, Generacja X, Millenialsi, Zet, Y - i jeszcze miliony podzbiorów opisujących ludzi i dzielących ich na poszczególne kategorie. Ze niby ci z lat 1946-66 to Baby Boomers w skrócie bumersi, bo urodzili się po n wojnie światowej, kiedy świat nadrabiał zaległości w płodzeniu. Następni to pokolenie X, którzy nie do końca wiedzą (albo wcale nie wiedzą) czego chcą. A potem są Y i Z. I dlatego trzeba to wszystko poddać badaniom, otworzyć miliard trzy przewody doktorskie, z których nic nie wyniknie... „Pokolenie X zawieszone w nihilistycznęj próżni wypracowanej przez lata industrializacji wnoszonej w obszar poszukiwań sensu istnienia przez wczesnych boomersów, nie potrafi przekazać pokoleniu Y aksjomatów życia doczesnego w okresie wzmożonego ocieplenia klimatu"... Ale uzupełniacze Wikipedii będą mieli czym hasła uzupełniać. Kiedy przychodziłem na świat (jak się okazuje w pokoleniu X), byłem dzieckiem i otaczały mnie inne dzieci, ale też młodzież, dorośli i osoby starsze. I było normalnie, bo człowiek wiedział jaki ma plan na życie - stać się starcem. A teraz? „Naukowcy oraz popularne media uznają lata następujące po 2010 roku jako początkowe, a prognozują połowę lat 20. XXI wieku jako końcowe lata urodzenia osób zaliczanych do tej grupy demograficznej. Nazwa nawiązuje do pierwszej litery alfabetu greckiego. Pokolenie Alfa jest pierwszym, które urodziło się w całości w trzecim tysiącleciu. Większość członków Generacji Alfa to dzieci MiUenialsów, tj. Pokolenia Y". Napisali w Wikipedii i z tym państwa zostawię. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 nasz REGION SŁUPSK W poniedziałek, 14 sierpnia, 7. Pomorska Brygada Obrony Wybrzeża w Słupsku i jej dowódca gen. bryg. Roman Kopka, zaprasza na uroczyste obchody Święta Wojska Polskiego. Obchody rozpoczną się o godz. 10 mszą świętą w kaplicy wojskowej przy u. Obrońców Westerplatte 44. W godz. 11-12 trwać będzie uroczysty apel, po którym rozpocznie się pokaz sprzętu wojskowego z udziałem grupy rekonstrukcyjnej „Grzmot". WF DYŻURNY GŁOSU Magdalena Olechnowicz tel. 510 026 923 Na naszych Czytelników czekamy w redakcji Głosu Po-| morza w Słupsku przy ul. 5 Henryka Pobożnego 19 oraz 2 pod adresem: £ alarm@gp24.pl Radni PiS żądają odwołania Rady Nadzorczej MZK Magdalena Olechnowicz Słupsk Radni PiS żądają od prezydent Słupska odwołania Rady Nadzorczej MZK i przeprosin byłej prezes Anny Szurek, odwołanej przez nią ze stanowiska. Ich zdaniem za kłopoty finansowe miejskiej spółki odpowiada cała Rada Nadzorcza. Uważają też, że przyczyniła się do nich decyzja prezydent o obniżeniu wartości udziałów spółki. W sprawie sytuacji w MZK Słupsk radni PiS zwołali konferencję prasową. To pokłosie decyzji Krystyny Danileckiej-Wo-jewódzkiej, prezydent Słupska, o nagłym odwołaniu prezes MZK Anny Szurek. Rada Nadzorcza jednomyślnie zgodziła się na jej odwołanie. Krystyna Danilecka-Woje-wódzka uzasadniał, że powodem odwołania prezes Szurek jest naruszenie przepisów Kodeksu spółek prawa handlowego polegającego na zaciągnięciu zobowiązania świadczenia o wartości dwukrotnie przewyższającej wysokość kapitału spółki bez zgody wspólnika, czyli Miasta. Ponadto była prezes miała dokonywać zamówień na dostawę paliw z naruszeniem przepisów prawa o zamówieniach publicznych. To poskutkowało utratą zaufania zarówno Rady Nadzorczej, jak i prezydenta miasta. Z dniem 2 sierpnia na stanowisko prezesa MZK została powołana Anna Szabłowińska, dotychczasowa zastępczyni kierownika ds. przewozów i rzecznik prasowa spółki. Z decyzją o odwołaniu Anny Szurek nie zgadzają się słupscy radni PiS, którzy uważają, że nie naruszyła ona prawa i nie było podstaw do jej odwołania ze stanowiska prezesa MZK. Natomiast zła kondycja finansowa spółki to wina całej Rady Nadzorczej, jak i pani prezydent. - Prezes Anna Szurek odniosła się do powodów podanych przez panią prezydent i stanowczo je odrzuciła. Powiedziała wprost, że jeśli pani prezydent jej nie przeprosi, sprawę skieruje do sądu, aby dochodzić swoich praw i dóbr osobistych - mówi Jacek Szaran, radny PiS. - My chcemy wiedzieć dokładnie, za co została odwołana pani prezes i jaka jest sytuacja w spółce. Taka jest rola radnych. Mieszkańcy miasta muszą wiedzieć, co się dokładnie wydarzyło. Radni zadali prezydent pytania dotyczące podejmowa- nych przez nią działań, m.in. jaki jest cel zleconych przez miasto audytów i jak jest ku temu podstawa prawna. Zapytali też o koszt audytów. - Skoro pani prezydent mówiła, że sytuacja spółki jest stabilna, to po co zlecono wykonanie dwóch audytów finansowych. Prezydent odpowiada, że celem jest poznanie rzeczywistej kondycji finansowej spółki, a kosztów audytu nie ma, ponieważ przeprowadzają go pracownicy ratusza w ramach swoich obowiązków. Jednak koszt audytu prowadzonego przez firmę zewnętrzną to 22 tysiące złotych netto, a środki pochodzą z budżetu miejskiego - stwierdza Jacek Szaran. Radni złożyli wniosek do przewodniczącej RM, aby na najbliższej sesji 23 sierpnia uzupełnić porządek obrad o in- formację prezydenta miasta Słupska na temat podjętych działań w firmie MZK w ostatnim czasie. - Oczekujemy też informacji kiedy i w jakiej formie pani prezydent powinna przeprosić panią prezes, a nie ma takiej wątpliwości, że te przeprosiny jej się należą. Mamy też oczekiwanie, że jeśli pani prezydent przegra proces w sądzie z panią prezes, pokryje jego koszt -uważa Szaran. Adam Treder, radny PiS dodaje: - Informacje przekazywane na temat MZK nie są dla nas transparentne. Za każdym razem czujemy się oszukiwani. O obniżeniu wartości udziałów w spółce, co spowodowało obniżenie wartości jej kapitału, dowiedzieliśmy się dzień przed walnym zgromadzeniem. Jest to działanie nieczytelne i chaotyczne. Będziemy dopytywali o dalsze konsekwencje tej decyzji. Według nas powinna nastąpić wymiana całej Rady Nadzorczej MZK z tego względu, że problemy w spółce były omawiane na szczeblu za-rządczym i są efektem 4-5 lat. Z tego wynika, że decyzje były podejmowane niezgodnie z Kodeksem spółek handlowych, na który powołuje się pani prezydent - mówi Treder. Kto zdaniem radnych PiS powinien odwołać Radę? - Dla nas formuła jest obojętna, czy członkowie rady podadzą się do dymisji, czy odwoła ich pani prezydent. Uważamy, że oni nie spełniają swoich zadań, do których zostali powołani, pokazują to przykłady z ostatnich lat. Myślę, że są współodpowiedzialni za to, jaka sytuacja w MZK - oznajmia Szaran. ©® Uważaj na fałszywe sklepy online MATERIAŁ INFORMACYJNY NASK I MINISTERSTWA CYFRYZACJI 0010859170 sprawdź, czy sklep ma telefon kontaktowy upewnij się, czy sklep oferuje popularne metody płatności zwróć uwagę, czy sklep nie ma skrajnych opinii /"CDT PI tS Fundusze Ministerstwo __ Unia Europejska ■■■■ \-t 1x1.1 L _ Europejskie Cyfryzacji l\IX\2HKH Europejski Fundusz ■ NA8K Polska Cyfrowa ___________ Rozwoju Regionalnego J/Ę więcej na cert.pl 4 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 Julia o ludzkim mózgu wie wszystko i studencki indeks ma już w kieszeni Magdalena Olechnowicz Słupsk Julia Nakoneczna ze Słupska w przyszłym roku przystąpi do matury, ale już dziś drzwi wszystkich uczelni medycznych w kraju stoją przed nią otworem. Jest pierwsza w polsce, a czwarta na świecie w Międzynarodowym Konkursie Wiedzy 0 Mózgu - International Bra-inBee. International Brain Bee (IBB) to konkurs neuronaukowy dla uczniów szkół średnich z całego świata. Celem Brain Bee jest zmotywowanie młodzieży do pogłębiania wiedzy o mózgu 1 zainspirowanie ich do kontynuowania kariery w neurona-uce. Julii Nakonecznej motywować nie trzeba. Ona kocha neurobiologię, a ludzki mózg jest jej nieodłączną fascynacją od wielu lat. W wolnym czasie śledzi nowinki na anglojęzycznych stronach w artykułach popularno-naukowych dotyczących najnowszych odkryć z dziedziny neurobiologii i neurochirurgii. Julia jest uczennicą I Liceum Ogólnokształcącego w Słupsku, we wrześniu rozpocznie naukę w klasie maturalnej. W dziedzinie, która ją fascynuje nie ma sobie równych w kraju. W tym roku została laureatką Julię Nakoneczną przedstawiła na konferencji prasowej prezydent Słupska Krystyna Danilecka-Wojewódzka, która przekazała jej gratulacje i upominki od miasta w Międzynarodowym Konkursie Wiedzy Neurobiologicznej Brain Bee 2023, w którym przed międzynarodową komisją składającą się z wybitnych profesorów, musiała zdiagno-zować pacjenta na podstawie medycznej karty naszpikowanej specjalistycznym słownictwem. Konkurs składał się z testu pisemnego i ąuizu ustnego, w ramach którego uczestnikom zadawane były pytania związane z różnymi tematami neu- ronauki, w tym anatomią mózgu, ścieżkami nerwowymi, zaburzeniami neurologicznymi i badaniami neurologicznymi. Nie był to jednak problem dla słupszczanki. Zwycięstwo dało jej możliwość udziału w Międzynarodowych Mistrzostwach Świata Brain Bee w Waszyngtonie, które odbyły się w tym rolai online. Udział w nich wzięli najlepsi uczniowie z 50 krajów. - To olimpiada związana z neuronaukami, więc obejmo- wała cała neuroanatomię, neu-rofizjologię i neuropatologię, gdyż były tam także do zidentyfikowania skrawki rożnych tkanek, skrawki mózgowe. Były też podstawy neurologii, gdyż mieliśmy do zdiagnozowania osiem przypadków klinicznych - opi-wada Julia. - Całość składała się z trzech części. Z części pisemnej z testu miałam 97,7 procenta, z ośmiu przypadków klinicznych, siedem zdiagnozo-wałam poprawnie. Oprócz tego najlepsza nasza czternastka na świecie brała udział w sesji, która polegała na tym, że dostawaliśmy pytania od profesorów światowej sławy i mieliśmy 30 sekund na udzielenie odpowiedzi. Po udzieleniu drugiej błędnej odpowiedzi byliśmy eliminowani, aby wyłonić zwycięzcę. Pytań było 20, doszłam do 17, osiągając czwarte miejsce na świecie. Niezwykle wymagająca konkurencja, to była światowa czołówka i niezwykle miło było mi się spotkać z tymi ludźmi. Skomplikowane pytania dotyczyły m.in. schorzeń takich jak choroby Parkinsona czy Alzheimera, czy też neuroprze-kaźnictwa. Tmdność była tym większa, iż wszyscy posługiwali się językiem angielskim. Julia ma 18 lat, wiedzę z dziedziny neuroanatomii i neurofizjologii pochłania od wielu lat, jej zainteresowanie zaczęło się jednak od kardiologii. - Już w szkole podstawowej interesowała mnie medycyna, ale początkowo bardziej kardiologia. Potem jednak neuroana-tomia wydała mi się ciekawsza. Fascynują mnie zachowania człowieka, ponieważ wszystkie są efektem pracy naszego mózgu, który wciąż jest do końca niezbadany i wciąż podważane są dogmaty, które wydawały się pewne - mówi Julia. Przyszłość Julii wydaje się przesądzona. - Wiążę ją z medycyną, co do specjalizacji, to na pewno coś z neurobiologią lub neurochirurgią, rozważam też studia za granicą - mówi licealistka. Plany są bardzo realne, bo indeks na medycynę już ma. Nagrodą w konkursach był m.in. indeks na Gdański Uniwersytet Medyczny, Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie oraz na neurobiologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. ©® Teraz będą robić piwo z ezarnego jęczmienia Robert Gębuś Region \, Lęborski AleBrowar wprowadził na rynek piwo z czarnego jęczmienia. Ta zapomniana odmiana zboża nie była uprawiana od wielu wieków. Odtworzyli ją bydgoscy naukowcy, a lęborscy browarnicy jako pierwsi uwarzyli z niej piwo. Czarny jęczmień zniknął z polskich pól przed setkami lat, wyparty przez bardziej wydajne odmiany. Odtworzyli go naukowcy z Politechniki Bydgoskiej, którzy zwracają uwagę, że ma on wiele prozdrowotnych właściwości. Po stare odmiany zbóż, które właśnie wracają do łask, chętnie sięgają rolnicy prowadzący ekologiczne gospodarstwa, a także browarnicy. Alebrowar z Lęborka właśnie wprowadził na rynek piwo z czarnego jęczmienia. Czarny jęczmień odtworzyli naukowcy z Politechniki Bydgoskiej. Ale Browar wykorzystał go do produkcji piwa - Kapturkowy czarny jęczmień jest uprawiany w wersji ekologicznej i też w takiej wersji uwarzyliśmy piwo. Charak- teryzuje się ono tym, że ma w swoim składzie dużo więcej polifenoli, czyli związków an-tyoksydacyjnych, witamin i minerałów niż każde inne zboże. Niektórzy żartują sobie, że to piwo powinno stać w aptece, bo ma bardzo dużo właściwości prozdrowotnych -mówi Arkadiusz Wenta, szef lęborskiego Alebrowaru. -Zboże kupujemy u naszego zaprzyjaźnionego rolnika, który uprawia je w certyfikacji ekologicznej, i także w certyfikacji ekologicznej produkujemy to piwo - wyjaśnia Arkadiusz Wenta. Alebrowar wprowadził na ryneknowepiwoprzed miesiącem. Od niedawna lęborski producent piwa kraftowego współpracuje z Mazurską Manufakturą. - Ta współpraca układa nam się bardzo dobrze - podkreśla Wenta. - Poszerzamy nasze kręgi sprzedaży, rozbudowujemy naszą dystrybucję. Uczestniczymy też w szeregu imprez, takich jak w Ostródzie na Festiwalu Reggae. KRÓTKO REGION W Nowej Wsi Lęborskiej kierujący fordem uderzył w tył toyoty a ta czołowo zderzyła się z ciężarówką. Kierowca toyoty został ranny. Według ustaleń policji, jadący od strony Lęborka w Nowej Wsi Lęborskiej kierowca toyoty zamierzał skręcić w lewo do sklepu budowlanego i zatrzymał się, żeby przepuścić ciężarówkę marki DAF. Kierujący fordem jadący za nim nie zdążył zahamować i wjechał w tył toyoty. - Toyota została zepchnięta na sąsiedni pas i uderzyła w ciężarówkę - informuje asp. Marta Szałkowska z KPP w Lęborku. 46-letni kierowca toyoty z obrażeniami riała został przewieziony do szpitala. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Policjanci przebadali alkotestem kierujących fordem i DAF-em. Byli trzeźwi. Na miejscu nie było możliwości, żeby sprawdzić stan trzeźwości kierującego toyotą. To zostanie sprawdzone później. Robert Gębuś Wyrazy szczerego i głębokiego współczucia Pani Marii Matis z powodu śmierci Matki składają Zarząd, Związki Zawodowe i Pracownicy ENGIE EC Słupsk Spółka z 0.0. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 WYDARZENIA • 5 Są nowe poradnie psychologiczne dla dzieci i młodzieży Magdalena Olechnowicz Region W Bytowie i Redzikowie koło Słupska powstały nowe poradnie psychologiczne dla dzieci i młodzież. Wizyty są bezpłatne a teraiiny umawiane są z dnia nadzień. Nowe placówki otworzył Ośrodek Pomost z Chojnic. To przychodnie ze specjalistycznym wsparciem psychologicznym i psychoterapeutycznym dla dzieci i młodzieży. Usługi są bezpłatne, refundowane ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia. Aby skorzystać z pomocy specjalistów, niepotrzebne jest skierowanie. Nie ma też rejonizacji, co oznacza, że z pomocy można korzystać bez względu na miejsce zamieszkania. To dobra wiadomość dla mieszkańców regionu, gdyż więcej młodych pacjentów ze Bytowa, Redzikowa koła Słupska i samego Słupska będzie miało szansę skorzystać z profesjonalnej pomocy w placówkach. - Są to ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej dla dzieci i młodzieży pierwszego poziomu referencyjnego. Pierwsza taka placówka powstała w 2019 roku. To efekt reformy pomocy psychologicznej dla dzieci i młodzieży oraz ich rodzin - informuje Lucyna Bo-rzyszkowska, kierownik Ośrodka Środowiskowej Opieki Psychologicznej i Psychoterapeutycznej dla Dzieci i Młodzieży. - Udzielamy pomocy w zakresie porad psychologicznych, psychoterapeutycznych, diagnostycznych, prowadzimy sesje psychoterapii indywidul-nej, rodzinnej, grupowej, wsparcia psychospołecznego dedykowaną rodzicom, jak i opiekunom. Mamy też wizyty środowiskowe, które mogą odbywać się w ośrodku lub miejscu pobytu dziecka. W obu placówkach przyjmuje zarówno psycholog, jak Wizyty w nowych poradniach są rejestrowane bez konieczności posiadania skierowania. Są refundowane ze środków NFZ \ i psychoterapeuta i terapeuta środowiskowy. - Przyjść można do nas z każdym problemem - z zaburzeniami zachowania, stanami depresyjnymi, zaburzeniami odżywiania takimi jak bulimia czy anoreksja, stanami lękowymi. Zapraszamy też dzieci, które odczuwają stres, przemoc psychiczną i fizyczną. Wystarczy zadzwonić i umówić się na termin - mówi Lucyna Bo-rzyszkowska. W Bytowie nowa poradnia psychologiczna mieści się w budynku Inkubatora Przedsiębiorczości przy ul. Podzamcze 34,1 piętro, tel. 727 282147, e-mail: bytow@pomost-osro-dek.pl. W Redzikowie poradnia jest zlokalizowana w Parku Wodnym, tel. 797 956 151, e-mail: redzikowo@pomost-osro-dek.pl. Rejestracja odbywa się od poniedziałku do piątku wgodz. 8-16, zaś porady udzielane są od poniedziałku do piątku w godz. 8-20. Jak sie dowiedziliśmy, terminy w tym momencie są dostępne z dnia na dzień. ©® §fisy«ifi Z okazji Dnia Energetyka wszystkim pracownikom branży, składamy najserdeczniejsze życzenia zdrowia, realizacji zamierzonych planów, bezpiecznej pracy, wszelkiej pomyślności oraz wielu powodów do osobistej i zawodowej satysfakcji. Zarząd PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna PCE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A. f£PROGRAM I CZYSTA / POLSKA O F / R EARTH FOR US ^UNIEJÓW Uzdrowisko Termalne UNIEJÓW polsat EARTH FESTIYAL WSTĘP WOLNY! Mrozu Sara James Kayah Bródka Paweł Domagała Kamil Bednarek @ForEarthForUsOfficial www.forearthforus.com UNIEJÓW 2023 paweł Dom; GWIAZDY Kamll o . ap DLA CZYSTEJ POLSKI ™ Bednar KONCERT jak nie my, to kto bryska 20.08.2023 DariaMarT5 N,EDGODz! 20:00 Konin Gospel Choir Grott Orkiestra PATRONI MEDIALNI interio radio niBS earth PARTNERZY * * * * nan APARTHOTEL Termy Uniejów ORGANIZATOR botd <$, spa uNieiow visionair for earth for us • REKLAMA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 Diagnostyka Punkty pobrań: Słupsk, ul. Jana Pawła II 1a pon.-pt. 7:00-16:00; pobieranie materiału do 14:30 sob. 7:00-12:00; pobieranie materiału do 11:30 Punkt przyjazny dzieciom Punkt pobrań realizuje program 40+ Słupsk, ul. Wileńska 30 (dawna przychodnia kolejowa) pon.-pt. 6:45-14:00; pobieranie materiału do 13:30 sob. 7:00-10:00; pobieranie materiału do 9:30 Punkt przyjazny dzieciom Punkt pobrań realizuje program 40+ Słupsk, ul. Tuwima 23 (po przeciwnej stronie DH Manhattan i Wokulski obok salonu sukien ślubnych) pon.-pt. 6:30-12:00; pobieranie materiału do 11:30 Punkt pobrań;realizuje program 40+ Infolinia laboratorium tel. 59 840 24 28 Słupsk, ul. Szczecińska 59A (przychodnia rehabilitacyjna Gryf, za US) pon.-pt. 7:00-11:00; pobieranie materiału do 10:30 Słupsk, ul. PI. Dąbrowskiego 6 (Karina Center) pon.-pt. 7:00-10:00; możliwość umawiania się przez aplikację Booksy Ustka, ul. Kopernika 19 pon.-pt. 6:30-12:00; pobieranie materiału do 11:30, Sławno, ul. Koszalińska 4 pon.-pt. 7:30-11:00; pobieranie materiału do 10:30 Lębork, ul. Aleja Wolności 40a pon.-pt. 7:15-11:00; pobieranie materiału do 11:00 sob. 7:00-10:00; pobieranie materiału do 9:30 Punkt pobrań realizuje program 40+ diagnostyka.pl lęcej d a zdrowia Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 7 POLSKA i ŚWIAT KIJÓW - Na całe nasze terytorium potrzeba znacznie więcej systemów obrony przeciwlotniczej, niż mamy teraz. Nie mam wątpliwości, że samoloty F-16 będą na ukraińskim niebie - oświadczył prezydent Ukrainy Wołodymyr Ze-łenski. Jak dodał, strona ukraińska nieustannie pracuje nad tym, by zwiększyć liczbę systemów obrony przeciwlotniczej i rakiet, którymi dysponuje armia. | PAP 99 Nie mam najmniejszych wątpliwości, że samoloty F-16 będą obecne na ukraińskim niebie Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy Liczba żołnierzy na granicy z Białorusią wzrośnie do 10 tys. Oprać. Anna Nagel Warszawa - Zwiększamy liczebność naszych wojsk na granicy polsko-białoruskiej. Docelowo granicy na tym odcinku będzie broniło 10 tysięcy żołnierzy - powiedział szef MON Mariusz Błaszczak. W czwartek w „SygnałachDnia" w Programie Pierwszym Polskiego Radia szef MON pytany był o apel przyjęty na posiedzeniu dowództwa Sił Patriotycznych Republiki Białorusi, wspierającego białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenkę. „Wasi politycy, ogarnięci szałem szowinizmu, swoimi działaniami i retoryką rozpalają ognisko wojny. (...) Jesteśmy zdecydowani, by bronić naszego domu, naszych rodzin. Historia zna wiele przykładów tego, jak Białorusini odparli inwazję z Zachodu. Nie spieszcie się, aby doświadczyć tego na własnej skórze" - napisano w ape-lu skierowanym do narodu polskiego. Błaszczak był pytany, czy apel ten zwiastuje kolejne prowokacje na granicy polsko--białoruskiej. - Oczywiście, to zapowiedź prowokacji. Musimy być gotowi na różne scenariusze, niczego nie wykluczamy. Dlatego zdecydowaliśmy o przerzuceniu wojsk bliżej granicy, by odstraszyć agresora - podkreślił. Szef MON wskazał, że w2021 roku rząd uprzedził atak na granicę. - Byliśmy świadomi tego, że może dojść do prowokacji i już w lecie rozpoczęliśmy budowę tymczasowej zapory - podkreślił. Przypomniał, że w listopadzie 2021 r. doszło do frontalnego ataku na polską granicę. Mariusz Błaszczak poinformował, że niemieckie baterie Patriot będą stacjonowały w naszym kraju dłużej - Granica została utrzymana - zaznaczył sze MON. Pytany o to, czy zwiększy obecność wojska na granicy polsko-białoruskiej, Błaszczak odpowiedział, że docelowo liczebność polskich żołnierzy w tym rejonie będzie zbliżona do tej z 2021 r. - Będzie to około 10 tysięcy żołnierzy - poinformował. Jak wyjaśnił, 4 tys. z nich będzie zaangażowane w operację wsparcia Straży Granicznej, a pozostałe 6 tys. będzie w odwodzie. - Żołnierze ci będą doskonalili swoje umiejętności w garni- zonach odtworzonych na wschodzie naszego kraju przez rząd PiS - podkreślił szef MON. Mariusz Błaszczak był też pytany o to, czy Polska skorzysta z propozycji Niemiec dot. przedłużenia czasu stacjonowania w naszym kraju niemieckich baterii Patriot do końca br. - Rozmawialiśmy na ten temat podczas wizyty ministra Pistoriusa w naszym kraju. Do tego czasu będziemy gotowi, by polskie baterie Patriot były wpięte w system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej naszego kraju - powiedział Błaszczak. Dodał, że Polska skorzysta z propozycji Niemiec. Jak podkreślił, „hipokryzja opozycji" polega na tym, że krytykuje ona polską obronę przeciwlotniczą, a w czasie swoich rządów nie zrobiła nic, by ją polepszyć. - Zapowiadali kupno Patriotów. Ostatecznie umowa dot. baterii Patriot została zawarta w 2018 roku - wskazał. Błaszczak ocenił, że za rządów Platformy Obywatelskiej systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej rozpadły się „na oczach rządzących". - Byli skoncentrowani na wprowadzeniu „resetu", czyli układaniu się z Władimirem Puti-nem, więc nie zważali na to, czy system obrony przeciwrakietowej jest, czy go nie ma - zaznaczył. Szef MON podkreślił, że rząd PiS sukcesywnie odbudowuje te systemy. - Odbudowujemy te systemy w sposób wielowarstwowy, we współpracy z Amerykanami, jeżeli chodzi o Patrioty, i z Brytyjczykami, jeżeli chodzi o rakiety CAMM - wskazał minister Mariusz Błaszczak. PAP MATERIAŁ INFORMACYJNY TEAM N0V0 NORDISK Cukrzyca nie jest przeszkodą w spełnianiu marzeń. Udowadniają to kolarze z Team Novo Nordisk Wiele osób, u których wykryto cukrzycę typu pierwszego, obawia się ograniczeń w codziennym życiu. Okazuje się, że choroba w żadnym stopniu nie przekreśla szans na realizację planów. Za idealny przykład posłuży tu Team Novo Nordisk - jedyna profesjonalna drużyna kolarska na świecie, w której skład wchodzą wyłącznie zawodnicy chorujący na cukrzycę typu 1. Zawodnicy wzięli udział w minionej edycji prestiżowego wyścigu Tour de Polo-gne udowadniając, że dobrze leczona i kontrolowana cukrzyca nie jest w stanie przeszkodzić w dążeniu do spełniania nawet największych marzeń. Cukrzyca to cywilizacyjna choroba metaboliczna, którą cechuje podwyższone stężenie cukru we krwi. Jest ona związana z nieprawidłowym wydzielaniem lub działaniem insuliny w organizmie człowieka. Szacuje się, że na Ziemi żyją 422 min osób cierpiących na cukrzycę. Warto zaznaczyć, że leczenie cukrzycy, a także jej odpowiednie kontrolowanie, pozwalają dziś na długie i wysokiej jakości życie. Jeszcze 20 lat temu, pacjenci ze zdiagnozowaną chorobą musie- li rezygnować ze swoich planów i marzeń. Obecnie, dzięki innowacyjnym metodom leczenia, w tym m.in. nowoczesnej insulinoterapii, osoby chore na cukrzycę mogą realizować każdy z postawionych sobie celów. Aktywność fizyczna idealną terapią dla osób chorych na cukrzycę Jedną z najpopularniejszych metod, których stosowanie pomaga uniknąć zachorowania na cukrzycę typu 2, jest aktyw- ność fizyczna. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że ruch i ćwiczenia to nie tylko profilaktyka choroby, ale także część terapii. Potwierdza to prof. Tomasz Klupa, małopolski konsultant wojewódzki ds. diabetologii. - Jeżeli chodzi o rotę aktywności fizycznej w zapobieganiu cukrzycy to dotyczy ona przede wszystkim cukrzycy typu drugiego - najczęściej spotykanej formy cukrzycy związanej z otyłością wynikającej często z niskiej aktywności fizycznej. Jeżeli cho- dzi o formę cukrzycy typu pierwszego to wysiłek fizyczny nie ma większego znaczenia w zapobieganiu chorobie, ponieważ do końca nie wiemy dlaczego ta choroba się pojawia. Natomiast w obu przypadkach, wysiłek fizyczny i ruch mają duże znaczenie w terapii - tłumaczy ekspert. Ńależy podkreślić, że aktywność nie musi przejawiać się w intensywnym uprawianiu sportu. Ważną rolę odegrają w tym przypadku chociażby codzienne spacery. - Jeżeli chodzi o cukrzycę typu drugiego, to najczęściej chorują osoby w piątej, szóstej, siódmej dekadzie życia. Niestety często jest tak, że zachorowały właśnie dlatego, że tej aktywności fizycznej brakowało. W ich przypadku wspomniana aktywność musi być stopniowana. Niestety nie będziemy mówić w tym przypadku o sporcie, a o spacerach, rowerze, pływaniu, może jakimś truchcie - wyjaśnia prof. Tomasz Klupa. Team Novo Nordisk - cukrzycy spełniający sportowe marzenia Specjaliści podkreślają, że ruch w połączeniu z właściwie dobraną terapią lekową to klucz do dobrego życia z cukrzycą, które niczym nie różni się od codzienności ludzi zdrowych. Za idealny przykład posłuży tu Team Novo Nordisk -jedyna profesjonalna drużyna kolarska na świecie, w której skład wchodzą wyłącznie zawodnicy chorujący na cukrzycę typu 1. Ekipa istnieje od 10 lat, a w ostatnich dniach po raz kolejny udowodniła, że dobre leczenie i kontrolowanie choroby pozwala na spełnianie swoich sportowych marzeń. Sportowcy wystartowali bowiem w tegorocznej, jubileuszowej 80. edycji najbardziej prestiżowego wyścigu kolarskiego w Polsce -Tour de Pologne. - Z jednej strony możemy mówić o znakomitej inspiracji. Jeżeli mamy pacjenta ze świeżo zdiagnozowaną cukrzycą typu pierwszego, to taka osoba zastanawia się, czy będzie mogła w miarę normalnie żyć. Jeżeli taka osoba widzi, że jest profesjonalny zespół kolarski, złożony wyłącznie z osób chorych na cukrzycę, który rywalizuje z najlepszymi drużynami świata, to to jest właśnie taka świetna inspiracja -mówi prof. Tomasz Klupa. W minionej edycji Tour de Pologne, w barwach Team Novo Nordisk wystąpili: Andrea Peron z Włoch, Peter Kusztor z Węgier, Gerd De Kejzer z Holandii, Samuel Brand z Wielkiej Brytanii, Um-berto Poli z Włoch, David Lozano Riba z Hiszpanii oraz Matyas Ko-pecky z Czech. W Team Novo Nordisk nie zabrakło także miejsca na polski akcent. Z drużyną jeździł Mateusz Rudyk, brązowy medalista mistrzostw świata w kolarstwie torowym, dziś ambasador zespołu. 8 • POLSKA I ŚWIAT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 Meghan na koncercie, a Harry w Japonii. Małżeństwo się rozpada? Andrzej Grochal Los Angeles Meghan Markle i książę Harry oficjalnie zaprzeczają doniesieniom o rozpadającym się małżeństwie. A jednak w ostatnim czasie coraz częściej spędzają czas osobno, o czym donoszą media. Meghan była widziana w towarzystwie swojej przyjaciółki Lucy Fraser na stadionie SoFi w Los Angeles na koncercie Taylor Swift, będącego kalifornijskim etapem trasy Eras Tour. Jak donoszą media, obie panie bawiły się dobrze i wspólnie śpiewały takie przeboje, jak chociażby „You Belong with Me". Tymczasem książę Harry samotnie udał się do Tokio, aby wziąć udział w spotkaniu ISPS Sports Values Summit - japońskiej organizacji zajmującej się promocją golfa. Harry również sprawiał wrażenie zadowolonego. Żartował nawet na temat ewentualnej przeprowadzki do Kraju Kwitnącej Wiśni. Informacje te pojawiają się po doniesieniach, jakoby Meghan i Harry borykali się z problemami małżeńskimi i spędzają czas osobno. Przedstawiciele pary książęcej, która mieszka w Kalifornii z dwójką dzieci, zaprzeczają tym doniesieniom. Sussexowie ostatnio też utracili przywilej do posługiwania się tytułem Ich Królewskich Wysokości. Teraz przysługują im już tylko tytuły „Duke" i „Duchess" czyli odpowiednio „książę" i „księżna". PAP iiiim&mm tss" m ,2vc™ ■ se , ^ 7, ISPS I&mHANDA ISPS CJUS HAM0A 6 65 ' Ó ~OM . v enSetocj^ INV C Książę Harry wybrał się samotnie do Tokio, podczas gdy Meghan została w Los Angeles i bawiła się na koncercie Groził śmiercią Bidenowi. Został zastrzelony przez FBI Andrzej Grochal Salt Lake City Mężczyzna, który groził śmiercią prezydentowi Joe Bidenowi i innym osobom, został zastrzelony podczas wymiany ognia z agentami FBI, do której doszło w Salt Lake City w stanie Utah. Decyzja o zatrzymaniu mężczyzny zapadła po przeprowadzeniu przez Secret Service i FBI śledztwa, które toczyło się od kwietnia i doprowadziło do konkluzji, że groźby formułowane przez podejrzanego „są wiarygodne" - poinformowali dwaj przedstawiciele służb bezpieczeństwa. „FBI traktuje wszelką wymianę ognia, w którą zaangażowani są nasi agenci lub członkowie zespołów specjalnych, jako sprawę poważną. Zgodnie z po- lityką FBI incydent ten jest przedmiotem dochodzenia wydziału inspekcji FBI" - głosi komunikat Biura. Agencja dodała również, że ze względu na prowadzone śledztwo na razie nie poda dalszych szczegółów. Zastrzelony, którym okazał się Craig Robertson, miał grozić w mediach społecznościo-wych, że zabije prezydenta Bidena, wiceprezydent Kamalę Harris oraz kilku urzędników związanych ze śledztwami prowadzonymi przeciwko byłemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi. W jednym z postów, który został opublikowany 6 sierpnia, na trzy dni przed planowaną wizytą Bidena w Utah, Robertson napisał: „Słyszałem, że Biden przyjeżdża do Utah. Wyciągam mój stary kamuflaż i czyszczę kurz ze snajperki M24". PAP Odwrót wagnerowców. Wracają do Rosji z Białorusi? Piotr Kobyliński Mińsk Pojawiają się doniesienia, że najemnicy z Grupy Wagnera, powiązanej z rosyjskim wywiadem wojskowym, wracają z Białorusi do Rosji, ponieważ Aleksander Łukaszenko odmówił ich finansowania. Rosyjskie źródło podało, że siły Wagnera prowadzą pierwszy etap wycofania się z Białorusi, rzekomo przemieszczając grupy po 500-600 najemników do Kraju Krasnodarskiego, obwodu woroneskiego i rostowskiego w Rosji - podał amerykański Instytut Studiównad Wojną (ISW). Drugi etap wycofania ma - według tego źródła - rozpocząć się po 13 sierpnia. Źródła twierdzą, że siły Wagnera mogą opuszczać Białoruś, ponieważ Aleksander Łukaszenko odmówił finansowania firmy, kiedy dowiedział się, że Rosja nie będzie płacić za najemników - a na to liczył. Według źródeł niewielka grupa instruktorów Grupy Wagnera pozostanie na Białorusi, by szkolić białoruskie siły. Amerykańscy analitycy zaznaczają jednak, że nie zaobserwowali naocznych dowodów mogących świadczyć o wyjeździe najemników z Białorusi. Dowództwo miało rzekomo wezwać najemników, którzy mają wolne i przebywają w Rosji, by trzymali rękę na pulsie, ponieważ nowe rozkazy mogą 91 Szef Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn miał wydać rozkaz, by najemnicy, którzy mają wolne, „trzymali rękę na pulsie". Pod koniec sierpnia mogą zapaść nowe decyzje pojawić się w każdej chwili. Zbliżone do Grupy Wagnera źródła utrzymują, że główne siły tej najemniczej firmy „uaktywnią się" pod koniec sierpnia. Nie podano jednak szczegółów. Spekulacje na temat sił Wagnera wyjeżdżających z Białorusi do Rosji mogą świadczyć o tym, że legły w gruzach aspekty układu, na podstawie którego najemnicy przemieścili się na Białoruś - podkreśla ISW. Eksperci zaznaczają, że w chwili publikacji analizy nie jest jasne, czy spekulacje dotyczące wycofania się wagnerowców z Białorusi są zgodne z prawdą. Jeśli jednak doniesienia potwierdzą się, może to oznaczać, że rosyjskie władze chcą wcielić najemników do regularnych sił zbrojnych - dodają analitycy. 24 czerwca wagnerowcy zajęli sztab rosyjskich wojskw Rostowie nad Donem, a następnie Być może rosyjskie władze chcą wcielić najemników z Grupy Wagnera do regularnych rosyjskich sił zbrojnych zaczęli posuwać się w kierunku Moskwy. Szef Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn domagał się „przywrócenia sprawiedliwości" w armii i odsunięcia od władzy ministra obrony Siergieja Szojgu. Tego samego dnia wieczorem Prigożyn ogłosił odwrót i wycofanie najemników. Było to rezultatem układu Łukaszenki z Prigożynem, zawartego w porozumieniu z Władimirem Putinem. Zgodnie z tymi ustaleniami część bojowników Grupy Wagnera i sam Prigożyn mieli przemieścić się na Białoruś. PAP Kandydat na prezydenta Ekwadoru został zastrzelony. Ujawniał liczne przypadki korupcji Oprać. Andrzej Grochal Quito Kandydat na prezydenta Ekwadoru został zastrzelony po spotkaniu z wyborcami. 59-letni Fernando Villa-vicencio zyskał rozgłos, ujawniając liczne przypadki korupcji na szczytach władzy. Zamach na Fernando Villavi-cencio miał miejsce w momencie, kiedy próbował wsiąść on do samochodu po spotkaniu z wyborcami. Wydawało się, że kandydat jest już bezpieczny, ale dosłownie w ostatnim momencie padła seria strzałów, które dosięgnęły Villavicencio. Domniemany zabójca kandydata na prezydenta również nie uszedł z życiem. Jak poinformowano, zmarł w wyniku Villavicencio od lat ujawniał nadużycia władz doznanych obrażeń podczas strzelaniny, po której został pojmany. Prawdopodobnie jednak zamachowców było więcej. Śmierć ekwadorskiego polityka potwierdził prezydent tego południowoamerykań- skiego kraju Guillermo Lasso, zapowiadając, że „przestępstwo to nie pozostanie bezkarne". Nieznani sprawcy, którzy oddali serię strzałów z broni palnej do ekwadorskiego polityka, ranili również policjantów ochraniających wiec wyborczy Villavicencio. Obecność policji, jak odnotowuje portal Infobae, związana była z wieloma pogróżkami, które miał otrzymywać od dłuższego czasu kandydat w wyborach na prezydenta Ekwadoru. W pierwszych komentarzach dotyczących zamordowania Villavicencio ekwadorscy dziennikarze podkreślają, że kandydat na prezydenta miał dużą liczbę wrogów, gdyż przez wiele lat był reporterem śledczym. Fernando Villavi-cencio ujawnił liczne przy- padki korupcji na szczytach władzy w tym kraju w okresie, kiedy prezydentem Ekwadoru był Rafael Correa. Zastraszany wówczas przez „nieznanych sprawców" dziennikarz schronił się nawet na pewien czas w dżungli, by uniknąć zemsty osób, których nielegalnym interesom zaszkodziły ujawnione przez niego informacje. Przedterminowe wybory prezydenckie i parlamentarne mają zostać przeprowadzone w Ekwadorze 20 sierpnia. Od kilku lat kraj ten zmaga się z rosnąc4 falą przemocy, głównie za sprawą rywalizujących ze sobą gangów narkotykowych. W ubiegłym roku na 100 tysięcy mieszkańców przypadało 25 zabójstw - to najwyższy wskaźnik zabójstw w historii Ekwadoru. PAP REKLAMA • 0010873638 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 dla zielonej energii w naszych domach Pompa ciepła w duecie z fotowoltaiką! Naturalnie ogrzany dom i woda przez cały rok Energa, jako część Grupy ORLEN dostarcza rozwiązania, które pozwalają rodzinom, przedsiębiorcom i gospodarstwom rolnym na efektywne wykorzystanie energii wyprodukowanej przez własną instalację. Pompa ciepła w połączeniu z instalacją fotowoltaiczna to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale też ważny krok w stronę ochrony środowiska i poprawy jakości powietrza, czyniący energetykę w Polsce coraz bardziej zieloną. Energa GRUPA PrTTTTI 10 • ZBLIŻENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 Powstanie Warszawskie. Codzienność walczącej stolicy Lucjan Strzyga Historia Heroizm walczących żołnierzy to tylko jedna z twarzy powstania. A przecież walka z wrogiem przebiegała na różnych frontach. Czasem zupełnie dziś zapomnianych. Większość cywilnych wspomnień z powstania odnosi się do tragicznej sytuacji aprowi-zacyjnej Warszawy. Innymi słowy - głodu. Wyżywieniem ludności cywilnej zajmowały się tzw. komendy placu oraz oddziały RGO - Rady Głównej Opiekuńczej, nakazującej organizowanie w mieście kuchni polowych, piekarni i kopanie studni. Zbiegiem czasu zapasy żywności stopniały takbardzo, że organizację zastąpiła improwizacja i czarny rynek. Jedli czekoladę Po zdobyciu magazynów browaru Haberbusch i Schiele przy Ceglanej głównym posiłkiem cywilów stała się tzw. zupa-plujka, gotowana z jęczmienia zmielonego w młynkach. Zdobyczny jęczmień roznosiły kolumny tzw. słoni, ochotników, którzy za wysiłek dostawali część przyniesionego towaru. Organizacja wyżywienia dowodziła, że cywilna administracja dobrze zdała egzamin z logistyki. Od l sierpnia, na terenie jednej tylko Rejonowej Delegatury, działało prawie 180 kuchni i punktów dożywiania, które wydawały dziennie do 20 tys. posiłków. Poza tym każda dzielnica miała swoją żywnościową specyfikę. Na Mokotowie i Żoliborzu, z uwagi na dużą ilość ogródków działkowych, łatwiej było 0 warzywa, na Starym Mieście natrafić można było na fasolę, cukier i mąkę ze zdobytych magazynów na Stawkach 1 wino ze składów Fukiera. Liczne wspomnienia odnotowują pojawienie się dużych ilości pumpernikla z PWPW. Na Śródmieściu szczęściarze jedli czekoladę z zapasów Fuchsa i chleb wypiekany u urszulanek. Dzienna racja żywnościowa powstańca wynosiła w sierpniu 300 gramów chleba oraz 30 gramów tłuszczu. Cywile otrzymywali przydziały nieregularnie, a ich potrzeby szacowano na 32 tony dziennie. Najmłodsi Jan Radecki „Czarny" z baonu „Iwo" wspomina wyprawę Warszawiacy chronili się pr do płonących magazynów na Pierackiego, skąd powstańcy wynieśli kaszę, cukier, nawet wódkę. Po 14 sierpnia, gdy zostały unieruchomione wodociągi, zaczęło dramatycznie brakować wody. Studnie zaczęto kopać w piwnicach, a przed jeszcze czynnymi studniami na zewnątrz ustawiały się gigantyczne kolejki. „Wody należy używać tylko do najko-nieczniejszych potrzeb i w najmniejszej niezbędnej ilości" -apelował „Biuletyn Informacyjny". Powstanie było pierwszą polską insurekcją, w której tak masowy udział wzięli najmłodsi. Jeszcze w konspiracji zrzeszonych w Szarych Szeregach podzielono na trzy kategorie: „Zawiszaków" (12-14 lat), „Bojowe Szkoły" (15-17 lat) i „Grupy Szturmowe" (powyżej 17 lat). Ci ostatni służyli w dywersji i brali udział w walce, naprzykładwzamachunaKut-scherę. Lato 1944 widziało sporo małych bohaterów. Najmłodszym kawalerem Virtuti Militari był 14-letni Jerzy Bartnik z „Parasola". Odznaczył go osobiście gen. Bór-Komorowski. Tylko o parę dni młodszy był Stanisław Shoen-Wolski, który też dostał Virtuti za to, że zniszczył granatem niemieckie gniazdo karabinu maszynowego. Najmłodszym jednak powstańcem był 10-letni Marek Słomczyński „Bimbo", który nosił środki opatrunkowe i lekarstwa do szpitala na Starym Mieście. Zginął 22 sierpnia w eksplozji na Długiej. ;d bombardowaniami główr „Faworytem i dumą całego Powiśla jest 12-letni »Stefek«, łącznik ochotniczy AK. Malec ten w dniu zdobycia Poczty Głównej podjął się zaopatrzyć swój oddział w amunicję z magazynu broni zdobytego na poczcie" - podawał na łamach radia powstańczego 9 sierpnia o godz. 12 Władysław Bartoszewski. Najmłodsi wykonywali też inne zadania: roznosili broń, rozkazy, prasę, byli przewodnikami kanałowymi. Gdy 6 sierpnia padło Powiśle i zabrakło prądu, grupa najmłodszych została wyznaczona do obsługi agregatów jednej z powstańczej drukarni. Chłopcy pedałowali, wprawiając w ruch maszyny, które generowały prąd. W ten sposób drukarnia działała do końca walk. Oblicza się, że wraz z oddziałami powstańczymi do niewoli trafiło ok. 3,5 tys. młodych ludzi w wieku 11-18 lat. Największa grupa trafiła do osławionego obozu w Lamsdorfie. Paleni żywcem Oddzielny rozdział heroizmu cywilnych warszawiaków to powstańcza służba zdrowia. W czasie walk działało w mieście 25 szpitali, 122 szpitale polowe i 200 punktów ratowni-czo-sanitarnych. Pracowały w nich setki lekarzy, pielęgniarek i zwykłych ludzi, którzy wten sposób pomagali walczącym. Towarzyszyły im przerażająco trudne warunki, praca 24 godziny na dobę, ciągły brak lekarstw, opatrunków i podstawowego sprzętu. A także okru- ie w piwnicach cieństwo Niemców, którzy mścili się na personelu i rannych. Szczególnie okrutny los spotkał szpitale kapitulującej Starówki. Pierwsi Niemcy, którzy weszli na ich teren, zachowywali się z początku dość poprawnie. Niektórzy oficerowie obiecywali nawet dostarczenie rannym żywności i środków opatrunkowych. Sytuacja uległa jednak radykalnej zmianie po rozkazie SS-Gruppenfuhrera Reinefartha - Niemcy i kolaboranci ze wschodnich jednostek ochotniczych wpadali do szpitalnych pomieszczeń, nakazując personelowi oraz lżej rannym opuścić budynek w ciągu 5-10 minut. Po upływie wyznaczonego czasu podpalali szpital i przystępowali do mordowania rannych Polaków. Wielu rannych spalono żywcem (m.in. w szpitalach na Podwalu i przy ul. Kilińskiego 1/3). Dochodziło do przypadków mordowania członków personelu medycznego. Powstańcze sanitariuszki oraz lżej ranne pacjentki padały ofiarą gwałtów. Powstańcza Temida Powstańcy stanowili pod względem umundurowania pstrą zbieraninę. Najlepiej prezentowali się żołnierze batalionów harcerskich, ubrani w niemieckie sorty zdobyte w magazynach na Stawkach. Reszta walczyła w zdobycznych niemieckich mundurach, kurtkach, płaszczach, a nawet cywilnych marynarkach, co sprawiało na postronnych mało militarne wrażenie. Sytuacja zmu- g I siła nawet komendanta Warszawskiego Okręgu AK „Montera" do wydania rozkazu 11 sierpnia: „Wobec stwierdzenia wśród żołnierzy AK różnorodności w oznakach zewnętrznych na nakryciach głowy i ubiorze, polecam wszystkim d-com bezzwłocznie przystąpić do uregulowania tej sprawy w myśl powyższych wytycznych: każdy żołnierz AK występuje w opasce biało-czerwonej, na białej części opaski - litery WP, między literami - godło państwowe (orzeł), pod orłem -nr oddziału". Ryszard Górecki z „Parasola" wspominał po latach: „Opuszczając stanowisko szedłem amfiladą pokoi i raptem znalazłem się przed lustrem. Nie poznałem siebie, mundur zmienił mnie i dziwnie postarzył. Plamista bluza i takiż pokrowiec na hełmie silnie wciśniętym na oczy". Prawdziwa moda zapanowała wśród powstańców na niemieckie chusty, których znaczną ilość zdobyto na Stawkach wraz z panterkami. Chusty były głównie białe z czerwonymi grochami. Noszenie ich było powstańczym szykiem. W chwili wybuchu powstania w sztabie pułkownika Chruściela znajdował się tylko jeden przedstawiciel Temidy - Witold Majewski. To on zorganizował podstawową strukturę sądowniczą walczącej Warszawy, likwidując spontanicznie organizujące się samosądy oficerskie, polowe czy wojenne. Funkcję szefa Służby Sprawiedliwości Okręgu Warszaw- skiego AK objął Włodzimierz Sieroszewski. Komendanci obwodów otrzymali rozkaz utworzenia sądów podległych strukturze państwa podziemnego, powołano także Komisję Sądzącą Walki Podziemnej. Powstańcza żandarmeria 23-osobowy sztab żandarmerii znajdował się na Starym Mieście, a po jego upadku na Śródmieściu. Jej szefem do 23 sierpnia był Jan Czyżewski „Bukszpan", później Czesław Smoczyński „Pożan". Mieli pod sobą 20 plutonów żandarmerii, z czego tylko w Śródmieściu 14. Zabezpieczały one kwatery dowództwa, łapały kryminalistów i wyłapywały defetystów.Do ich obowiązków należała też ochrona włazów kanalizacyjnych. Żandarmi nie cieszyli się szczególną sympatią. Wspomnienia pełne są uwag na tematich brutalności i arogancji. Czasami poczynania żandarmów zahaczały o jawny kryminał -na przykład żandarmeria czerniakowska kaprala Izydora Sosnowskiego posunęła się nawet do próby zamordowania jednego z oficerów. Dowódcę w konsekwencji skazano na karę śmierci, uratowała go rana i wyrok zawieszono. Sporym wyzwaniem dla żandarmerii była walka z lichwą i spekulacją. Na początku walk ceny chleba skoczyły dwukrotnie (do 150 zł), a nadający się do przechowywania groch aż dwunastokrot-nie. Natychmiast pojawiła się zmodyfikowana wersja czarnego rynku walut. Za papierowego dolara żądano 2000 złotych. „Osoby popierające lichwiarskie ceny będąjako zagrażające bezpieczeństwu publicznemu internowane w obozie izolacyjnym wraz z volks-deutschami i Ukraińcami" - donosił w połowie sierpnia „Biuletyn Informacyjny". Formalnie powstała 4 sierpnia, zorganizowana przez harcerzy Szarych Szeregów. Jej szefem został harcmistrz Przemysław Górecki „Kuropatwa". Główny Urząd mieścił się przy Świętokrzyskiej 28 i miał siedem ekspozytur w różnych częściach miasta. Początkowo korespondencja ograniczona była do 25 słów i podlegała powstańczej cenzurze. Ilość dziennych przesyłek wahała się od 3 do 6 tysięcy listów - 13 sierpnia wpłynęło ich aż 10 tysięcy. ©® KOSZALIN / SŁUPSK / SZCZECIN _ • tygodnik r Regionow Piątek, 11.08.2023__^---- - PITAWAL POMORSKI I POTRZEBNA POMOC I WYŚPIEWAJĄ OJCZYZNĘ FELIETON Śmierć w zakładzie Chory były piłkarz może I Polonijni chórzyści od lat Świat nie jest wcale karnym? To elektryzuje. liczyć na kibiców i swoje I przyjeżdżają na festiwal doskonały, bo gdyby był, Pytanie, kto zabił? str. 12 I środowisko str. 13 I do Koszalina str. 15 I to... no właśnie str. 20 Co łączy szczecińskie kamienice z domem legendarnego mordercy spod Słupska? Leżą daleko od siebie, powstały zupełnie w innym czasie i dla kogo innego. Mają różną historię i jedną wspólną cechę - ich właściciele chcą przywrócić im blask sir. 14,16-17 12 • PITAWAL POMORSKI Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 Mroczne tajemnice więziennych korytarzy i cel czasami trafiają przed sąd Mariusz Parkitny Szczecin W zakładach karnych większość konfliktów skazani załatwiają między sobą w ce-lach. Dziwnie pojęty honor lub strach przed zemstą nie pozwala ofiarom zawiadamiać strażników. Ale są takie sprawy, gdy zbrodni nie da się ukryć, bo nagrają monitoring albo dało więźnia strażnicy znajdą przy więziennej pryczy. Oskar od pięciu lat siedzi w więzieniu na terenie Aresztu Śledczego w Szczecinie. Za napad w 2018 r. dostał 6,5 roku więzienia. W 2021 r. zbliżał się termin, w którym mógł zacząć starania o warunkowe przedterminowe zwolnienie. I właśnie wtedy postanowił chwycić za nóż w korytarzu więziennej kuchni. Dwa ciosy, jałae zadał Sebastianowi, wystarczyły, aby prokuratura oskarżyła go o usiłowanie zabójstwa. A sąd skazał go na 12 lat więzienia. Oskar recydywista - Działając z zamiarem bezpośrednim, usiłował dokonać zabójstwa pokrzywdzonego poprzez zadanie mu dwóch ciosów nożem w okolice jamy brzusznej, lecz zamierzonego celu nie osiągnął ze względu na obronną postawę pokrzywdzonego i jego ucieczkę - oskarżała prokuratura. Ze względu na napad z 2018 r. Oskar odpowiadał w ramach recydywy, czyli powrotu do przestępstwa. A to na pewno nie jest okoliczność łagodząca. - Pana resocjalizacja nie przebiega prawidłowo. To, że dopuścił się pan kolejnego, podobnego przestępstwa i to na terenie aresztu, to okoliczność obciążająca, bo areszt miał być tym miejscem, w którym pan miał pracować nad sobą -zauważyła sędzia Izabela Soł-tyszewska. Na nic się zdały tłumaczenia, że rany okazały się niegroźne, a w ogóle Oskar niewiele pamięta, bo miał atak - Trzymaj się synu - powiedziała do Sebastiana mama, która wspierała go w sądzie. Tajemnica celi 209 Konfliktu w celi nie da się też ukryć, gdy strażnicy odkrywają zwłoki skazanego, który nie stawił się na porannym apelu. Mariusz K., ps. Maniek, zmarł w nocy z 30 na 31 marca 2021r. w wieloosobowej celi zakładu karnego w Nowogardzie. Prokuratura podejrzewa, że został uduszony poduszką. - Oskarżeni zabili go, działając wspólnie i w porozumieniu, uniemożliwiając oddychanie poprzez zamknięcie ust przy pomocy miękkiego narzędzia oraz uciskając górną część klatki piersiowej i przytrzymując go za nogi - oskarża. Sprawa będzie trudna, bo szczeciński sąd musi się zmierzyć z więzienną zmową milczenia. Służba więzienna znalazła ciało na podłodze celi. Wśród więźniów w celi byli grypsujący i niegrypsujący. Nie przyznają się do winy. Początkowo twierdzili, że nic w nocy nie słyszeli i nie widzieli. Sugerowali, że Maniek mógł przedawkować dopalacze albo umarł z przyczyn naturalnych, bo od pewnego czasu źle się czuł. Do celi nr209trafił w2020 r. Miał do odsiadki siedem lat za włamania w ramach recydywy. Pracownicy służby więziennej zauważyli, że ostatnio zaczął się zmieniać na lepsze, a może planował wyjść na prostą po odsiadce. Zapisał się nawet na kursy doszkalające z budowlanki i teatru. Ale od pewnego czasu ponoć ponownie miał brać dopalacze, po których był bardzo głośny, co miało przeszkadzać innym więźniom. Śledztwo wykazało jednak, że ofiara ma rany m.in. na nogach i rękach, które mogły powstać od uderzeń o metalowe części łóżka podczas walki o życie. To jedna z poszlak, że oskarżony został zamordowany. Według biegłych umierał kilka minut. Zdaniem więźniów ślady, to efekt ćwiczeń fizycznych. Proces ma ruszyć wkrótce. Oskarżony szukał sposobu na uniknięcie kary w fakcie, że kiedy zadawał ciosy był niepoczytalny. Jednak sąd uznał, że te tłumaczenia są absurdalne, bo kiedy to robił był wprawdzie odurzony, ale odurzył się sam. Proszkiem do prania psychozy. Właśnie na psychozie oparł nawet swoją linię obrony. I dlatego domagał się umorzenia spawy ze względu na niepoczytalność. Niestety, psychoza, w którą człowiek wpędza się sam, odurzając się, nie zwalnia od odpowiedzialności karnej. Nawet jeśli z braku narkotyków, zdesperowany Oskar „wciągnął" nosem...proszek do prania. Tak przynajmniej podejrzewa sąd, bo w organizmie nie znaleziono narkotyków. - Owszem miał pan psychozę, ale nie wywołaną chorobą psychiczną, a spowodowaną przez wprowadzenie się świadomie i dobrowolnie w odurzenie. A to nie jest powód, aby umorzyć sprawę w związku z niepoczytalnością. Biegli wskazali, że nie mógł pan pokierować swoim postępowaniem, ale tylko dlatego, że sam się wprowadził w takim stan. Podejrzewamy, że odurzył się pan proszkiem do prania tuż przed próbą zabójstwa współ-oskarżonego, dlatego w organizmie nie znaleziono narkotyków - dodaje sędzia Sołtyszew-ska. Podsądny idzie w zaparte Nie wiadomo też, w jaki sposób Oskar wszedł w posiadanie noża, choć zaatakował na korytarzu kuchni aresztu. Więźniowie pracujący w takim miejscu są pod szczególne czujnym okiem strażników. A jednak Oskar nóż miał. I mimo że próbę zabójstwa widać jak na dłoni, bo nagrał ją więzienny monitoring, to Oskar idzie w zaparte i nie przyznaje się do winy. - Zostałem sprowokowany przez pokrzywdzonego, a ze względu na stan psychozy nie panowałem nad sobą. Rany miały dwa milimetry głębokości, co świadczy, że nie chciałem zabić - przekonywał. Tu ma rację. Według biegłych rany nie były głębokie. Miały od 2 do 3 milimetrów i nie ma już po nich śladu na ciele Sebastiana. Ale nie zmienia to faktu, że współwięzień mógł zginąć. Tym bardziej że po zadaniu tych ciosów Oskar nie uspokoił się. - Na korytarzu oddziału kuchennego podszedł do przechodzącego obok niego Sebastiana i zadał mu najpierw jeden cios w jamę brzuszną. Gdy Sebastian odskoczył gwałtownie, sprawca próbował zadać drugi cios w okolice żeber. Nie poprzestał na tym. Gdy pokrzywdzony zaczął uciekać, gonił go po korytarzu kuchennym. Mimo że pokrzywdzonemu udało się schronić za bramką, napastnik próbował zadawać kolejne ciosy. Nie ma wątpliwości, jak doszło do tego przestępstwa i kto ponosi całkowitą winę - uzasadnia sędzia Sołtyszewska. W pył sąd rozbił też historię oskarżonego, że powodem jego agresji był atak Sebastiana. - To pan uderzył głową Sebastiana N. i to kilka godzin wcześniej, a nie tuż przed próbą zabójstwa. Tu nie było żadnej prowokacji, żadnego zastraszania ze strony pokrzywdzonego -zauważył sąd. W tej sprawie nie było wielu okoliczności łagodzących. W zasadzie tylko przeprosiny, jakie Oskar wygłosił do Sebastiana na jednej z rozpraw. Zostały przyjęte. Sprawca ma też zapłacić 5 tysięcy zł zadośćuczynienia za stres, jaki Sebastian przeżył w związku z atakiem. Wyrok nie jest prawomocny. Adwokat Sebastiana zapowiada apelację. 0410843334 AKCJA CHARYTATYWNA pociąa marzeń 0 SKARBIECIJ0HUTAŁABĘDYSA. GLOBAL1MPACT BEATA DRZAZGA TAURON Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 PIŁKA ŁĄCZY TE Ż W CHOROBIE • 13 Dymek, nigdy nie będziesz szedł sam Michał Elmerych Szczecin W10. minucie meczu Pogoń Szczecm-Widzew Łódź sędzia Tomasz Musiał wziąt piłkę w ręce i przerwał mecz. Ki-bice obu drużyn już wówczas klaskali, piłkarze i trenerzy przyłączyli się do oklasków. To była „Minuta dla Dymka", by wyrazić wsparcie dla Roberta Dymkowskiego, chorej legendy szczecińskiego klubu. Głos Roberta w słuchawce wciąż brzmi mocno. Opowiada, że właśnie wrócił z Warszawy i że będzie przyjmował lek, który ma pomóc w w walce ze stwardnieniem rozsianym bocznym, na które cierpi. O szczegółach nie rozmawiamy. Raz, że jest jeszcze za wcześnie i niewiele wiadomo, a dwa, że mamy do poruszenia inne tematy. Robert dziękuje za pomoc. Za tysiące wiadomości i tysiące wpłacane na konto na zrzutce. Czuć, że ta sytuacja go onieśmiela. Że wsparcie, jakie otrzymuje, przerasta nawet jego wyobrażenie. Także to, które dostał na stadionie. Tamtej niedzieli, 30 lipca, długo zastanawiał się, czy iść na stadion. Wiedział 0 zaplanowanej przez kibiców 1 klub akcji. Ale nie wiedział, czy emocje nie wezmą góry. Nie wzięły, ale widok stojącego na trybunie byłego idola piłkarskiego Szczecina, przed którym żona trzyma wypisane na kartoniku podziękowania, każdy kibic zapamięta na długo. „Dziękuję bardzo za wsparcie. Jesteście wielcy" i duże wyraźne czerwone serce. Z mocnego głosu w słuchawce, kiedy wspominamy tamten moment, nic nie pozostało. Kolejne dni przyniosły kolejne zabiegi rehabilitacyjne, kolejne godziny z chorobą, ale też kolejne wzruszenia. Ruszyły specjalne aukcje, które przeznaczone są na pomoc Robertowi. Na wszelką pomoc, bo SLA jest zdradliwe. Nie dość, że nie ma na nie lekarstwa, to jeszcze nikt nie wie, jaki cios przyniesie. Dlatego spirala pomocy nie może mieć końca. Marian Kielec, pierwszy król strzelców w barwach Pogoni, kiedy tylko dowiedział się o chorobie Dymkowskiego i .Nasza asysta - licytacje dla Roberta Dymkowskiego" to nazwa grupy na facebooku i o organizowanych aukcjach, zadzwonił do Krzysztofa Uflanda - rzecznika szczecińskiego klubu - i poprosił, by w jego imieniu kupił koszulkę, naniósł na nią nazwisko i numer 9. Kiedy to wszystko zostało już zrobione, „Czarna Perła z Wielgowa" przyjechał i podpisał fant na licytację. Mistrzowie Polski z Rakowa Częstochowa przekazali na licytację koszulkę wychowanka Pogoni Łukasza Zwolińskiego, który teraz strzela gole pod Jasną Górą. Piłkarki Śląska Wrocław też włączyły się do akcji. „Przecież jeszcze tak niedawno rywalizowałyśmy z trenerem w lidze" napisały. Szymon Marciniak - ten od fmału mistrzostw świata -też przekazał swoją koszulkę. Polski piłkarski świat pokazuje, że nie zostawi Roberta samego. Ale nie tylko piłkarski, bo wylicytować można pluszowe symbole Szczecina, zabieg kosmetyczny, a nawet lekcję angielskiego online. Serdecznie dziękuję za każde wsparcie. Zresztą za to się nie da podziękować słowami - mówi Dymkowski. Już za kilkanaście dni, 9 września w Szczecinie odbędzie się charytatywny mecz zespołu, z którym Robert Dymkowski zdobył wicemistrzostwo Polski na początku XXI wieku z gwiazdami ekstraklasy. Kibice już mogą kupować specjalne bilety-cegiełki na to spotkanie. Wszyscy wierzą, że stadion przy Twardowskiego ponownie się wypełni. Podczas tego meczu odbędzie się też uroczyste wręczenie meczowej koszulki Roberta sprzed ponad dwudziestu lat temu, kto wygra licytację. A ta wciąż trwa. Tak jak trwa walka Roberta. Przed meczem z Widzewem kamera Canal Plus towarzyszyła mu podczas zabiegów rehabilitacyjnych. Dla każdego, kto zna Dymkowskiego z boiska, te obrazki są niesamowitym przeżyciem. Widać na nich, ile cierpienia przysparza choroba i ile zawziętości jest w tym, którego zaatakowała. I po co potrzebna jest nasza pomoc. ©® MATERIAŁ INFORMACYJNY JSW SA DBAŁOŚĆ O ŚRODOWISKO JEST KLUCZOWA (fc \3QJSW Ochrona środowiska to jedno z priorytetowych zadań Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Spółka minimalizuje negatywny wpływ na środowisko m.śn. poprzez redukcję emisji metanu i dążenie do samowystarczalności energetycznej. W ramach realizacji działań prośrodowisko-wych Grupa JSW planuje do2030 roku wydać ok. 4.3 mld zł. JSW jest największym producentem węgla koksowego oraz jednym z czołowych wytwórców koksu w Unii Europejskiej. Spółka mając świadomość. że należące do niej kopalnie i koksownie mają wpływ na środowisko naturalne, traktuje działania związane z ochroną środowiska jako jedno ze strategicznych zadań. Grupa JSW od lat podejmuje działania w zakresie środowiska, w czterech głównych obszarach - ochronie powietrza i redukcji emisji gazów cieplarnianych, poszanowaniu wód i bioróżnorodności, gospodarce obiegami zamkniętymi i rekultywacji terenów. W minionym roku wydatki na ochronę środowiska w Grupie JSW wyniosły 438 min zł. Jeśli chodzi o kolejne lata, to kierunki działań środowiskowych szczegółowo określa przyjęta w lutym minionego roku Strategia środowiskowa GK JSW do roku 2030 z perspektywą do roku 2050. W ramach pierwszego obszaru kluczową kwestią jest ograniczenie emisji metanu. To gaz, który towarzyszy zasobom złóż węgla i uwalnia się podczas prac górniczych. Z jednej strony metan jest bardzo poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa pracy w kopalniach - jest gazem palnym i zmieszany w odpowiednim stosunku z powietrzem daje mieszaninę wybuchową. Z drugiej, z uwagi na wyjątkowo wysoką wartość opałową jest cennym surowcem, który może być wykorzystany do produkcji prądu, ciepła lub chłodu. Oprócz tego metan jest silnym gazem cieplarnianym, a to oznacza, że jego emisja przyczynia się globalnego ocieplenia. Metan jest głównym źródłem emisji gazów cieplarnianych wynikającym z działalności Grupy JSW. Stanowi ok. 74 proc. śladu węglowego wytwarzanego przez spółkę, dlatego JSW rozwija program redukcji emisji metanu poprzez jego podziemne ujmowanie oraz wykorzystanie do produkcji energii - to się dzieje w silnikach metanowych zabudowanych na powierzchni. Od 2018 roku spółka prowadzi program „Gospodarcze wykorzystanie metanu", natomiast w kolejnych latach te działania mają być jeszcze bardziej zintensyfikowane. W Strategii środowiskowej przyjęto redukcję śladu węglowego o 30 proc. do 2030 r. i osiągnięcie neutralności klimatycznej w roku 2050. Kolejnym programem związanym z redukcją emisji metanu, który Grupa JSW zamierza wprowadzić w życie jest „Redukcja emisji metanu". Program ten ma na celu zwiększenie ujęcia metanu do 50 proc. i jego zagospodarowania do 95 proc. Dodatkowa ilość ujętego w kopalniach metanu będzie trafiała do nowo zainstalowanych kogeneracyjnych silników gazowych, a dzięki temu produkcja prądu produ- kowana z kopalnianego metanu ma zostać zwiększona do 60 MWe od 2025 roku. Jeśli chodzi o drugi obszar, czyli poszanowanie wód i bioróżnorodności, to już teraz w kopalniach JSW w celu oszczędności wody i zminimalizowania negatywnego oddziaływania na środowisko, wody technologiczne, stosowane m.in. do procesów wzbogacenia węgla w zakładach przeróbczych oraz do chłodzenia sprężarek - znajdują się w zamkniętych obiegach, więc zakłady nie odprowadzają ścieków technologicznych do środowiska. Jeśli chodzi o zasolone w dużym stopniu wody pochodzące z odwodnienia kopalń, to ich część jest wykorzystywana w procesach technologicznych, a pozostałe trafiają do Odry poprzez system reten-cyjno-dozujący „Kolektor Olza" albo do Zakładu Odsalania, gdzie poddawane są procesowi odsalania. W ramach zobowiązań wynikających z zapisów Strategii środowiskowych Grupa JSW w kolejnych latach będzie m.in. dalej rozwijać racjonalną gospodarkę wodną w procesach produkcyjnych i dbanie o jakość wód oddawanych do środowiska oraz wdrażać projekty umożliwiające przywrócenie różnorodności biologicznej i przyrodniczej na terenach będących pod wpływem oddziaływania zakładów spółki. W ramach' podjętych już działań związanych z kolejnym obszarem -gospodarki obiegami zamkniętymi -Grupa JSW prowadzi m.in. produkcję kruszyw z odpadów wydobywczych oraz wykorzystuje odpady wydobywcze i kruszywa do rekultywacji terenów przekształconych. Natomiast Strategia środowiskowa przewiduje m.in. wdrożenie projektów umożliwiających ograniczenie ilości wytwarzanej skały płonnej, planowanie i rozwój doskonalszych sposobów zagospodarowania odpadów oraz ograniczanie ilości wytwarzanych odpadów innych niż wydobywcze. Ostatni obszar to rekultywacja. Wśród realizowanych obecnie działań można wymienić naprawę szkód górniczych, zalesianie terenów po wycinkach drzew oraz rekultywację terenów przekształconych z wy- korzystaniem odpadów wydobywczych i kruszyw. Natomiast Strategia środowiskowa zakłada m.in. prowadzenie rekultywacji za postępem frontu robót oraz inwentaryzację terenów poprzemysłowych i opracowanie projektów ich rewitalizacji lub wykorzystania pod budowę infrastruktury np. OZE. Dokument mówi o budowie farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 110 MWp do 2028 roku. Co ważne, realizacja tych planów już się rozpoczęła - przebadano już tereny wokół kopalń i koksowni należących do spółki pod kątem takich inwestycji. Strategia środowiskowa zakłada, że wydatki Grupy JSW na działania związane z ochroną środowiska do 2030 roku mają wynieść ok. 4,3 mld zł - w tym na działała związane z: ochroną powietrza, w tym dostosowania do wymogów BAT (ang. Best Available Technology-Najlepsze dostępne techniki), spółka planuje wydać ok. 3.7 mld zł, ochroną wód - 0.5 mld zł, racjonalną gosp%> darką odpadami i rekultywacją terenu - ok. 0,1 mld zł. ^ OD jSWSA Jastrzębska Spółka Węglowa S.A. Aleja Jana Pawła II4 44-330 Jastrzębie-Zdrój 14 A teraz zamieszka Sonia Sylwia Lis Osieki - To miejsce jest już odczaro-v«ane, z pierwszym dniem, kiedy tu weszłam - śmieje się Sonia Burandt która kupiła dom w podbytowskich Osiekach, w którym mieszkał Wampir z Bytowa. Pierwszy szok już minął. Emocje związane ze sprzedażą domu, w którym mieszkał Leszek Pękalski, nazwany przez media Wampirem z Bytowa, nieco opadły. Chociaż nie brakuje łudzi, którzy wciąż drążą historię mordercy. Leszek Pękalski przez kilkanaście lat mieszkał w Osiekach. Początkowo wraz z matką, babcią i rodzeństwem w mieszkaniu na parterze pegeerow-skiego bloku, a gdy kobiety zmarły, z wujkiem w gminnym, przedwojennym budynku. Wampir z Bytowa trafił za kratki, wujek się mocno postarzał, przyznano mu inny lokal socjalny, a gmina postanowiła lokal wystawić na sprzedaż. - To w zasadzie nie dom, a jedna trzecia domu plus tidział w gruncie, jakieś jedenaście arów - mówił nam wówczas Witold Cyba, wójt Borzy-tuchomia. - Sąsiedzi narzekali, że z dachu cieknie, że pojawił się grzyb. Stąd pomysł na sprzedaż obiektu. Gdy już o przetargu mieszkania zrobiło się głośno w całej Polsce, do urzędu gminy zadzwonił sam Pękalski. - Rozmawiał z moją pracownicą - mówił wójt. - Nie chciał, aby go wy-meldowywać. Dopytywał o zdrowie swojego wujka, gdzie mieszka... Bardzo był zainteresowany tym, jak nastawieni są i ZŁOM kupię, potnę, przyjadę i i i odbiorę, tel. 607 703 135. ■ \ -i USŁUGI HYDRAULICZNE, 1 tel. 607 703 135. ' SPRZĄTANIE strychów, , garaży, piwnic, wywóz starych i r-' mebli oraz gruzu w big i ' bagach, 607 703 135. J AKCJA CHARYTATYWNA r do niego ludzie w samych Osiekach, mówił z sentymentem 0 tej miejscowości, że chciałby tu wrócić. Trochę było mu nie w smak, że dom, w którym mieszkał, poszedł pod młotek. A kupiło go małżeństwo z pobliskiego Niedarzyna. I to trochę z przypadku... Nowa właścicielka ostro wzięła się do pracy, przystąpiła do kapitalnego remontu 1 liczy, że tchnie w budynek nowe życie. - To miejsce jest już odczarowane, z pierwszym dniem, kiedy przestąpiłam próg domu - śmieje się Sonia Burandt, która od lat działa w branży ślubnej i prowadzi dom weselny w pobliskim Niedarzy-nie. - Zakup tej nieruchomości to czysty przypadek. Miałam wpłacić wadium na działkę w Niedarzynie, przez przypadek wpłaciłam pieniądze nie na ten numer konta, co powinnam. Ta pomyłka wyszła na jaw dopiero po jakimś czasie. Mieliśmy z mężem nadzieję, że uda nam się odzyskać pieniądze i wycofać się z tej transakcji i po kontakcie z urzędem gminy usłyszeliśmy, że jest taka możliwość. Ale potem stwierdziliśmy, że to może nie jest przypadek, że doszło do tałdej sytuacji i daliśmy sobie swoiste ultimatum, ustaliliśmy ostateczną kwotę, jaką mogliśmy dać za ten dom. W międzyczasie spotkaliśmy się z kilkoma budowlańcami, którzy ocenili realny stan tego obiektu. I tak naprawdę nie mieliśmy jakichś wielkich oczekiwań do jego zakupu z tego względu, że było bardzo dużo osób z zewnątrz, spoza okolic, które oglądały ten obiekt. Stwierdziliśmy więc, że skoro jest takie zainteresowanie, to cena z pewnością zostanie ostro podbita. Zakup z przypadku Tak się jednak nie stało. Na przetarg zorganizowany przez Urząd Gminy w Borzy-tuchomiu, oprócz zaciekawionych dziennikarzy, stawiło się tylko małżeństwo z Niedarzyna. r/ Sr mp ?%« &Ę §Ę§ W1 W&ĘĘfr ■ Caroiine Derpienski zwana jest największą fejkową influencerką. Nikt jej nie zna, a ponad 6 milionów osób obserwuje ją na Instagramie. Szybko wyszło na jaw, że większość z tych obserwujących to kupione boty, fałszywi obserwatorzy paczki PR-owe traktują zupełnie inaczej; dostają ich 20 tygodniowo, jedną pokażą, a reszty nawet nie otwierają. Podejrzewam, że albo je sprzedają, albo wyrzucają. Jak wielu z liczących się w rankingach influencerów, oprócz tych, których już wymieniłyśmy, ma własne marki? Derpienski też już zapowiedziała, że jak wiosną przyjedzie do Polski, to z własną kolekcją ubrań. Influencerką Jessica Mercedes też stworzyła własną markę modową, po czym okazało się, że jej drogie ubrania tak naprawdę były szyte w Chinach. Wybuchła kolejna afera. Swoje produkty miała Ekipa: lody, bluzy, a Friz i Wersów byli tymi najważniejszymi osobami i pozostali w pamięci społecznej świadomości. Szczerze mówiąc, nie potrafię zrozumieć fenomenu Ekipy i ich popularności. Ponieważ było to uderzenie w grupę osób 12-17 lat. Pamiętam, kiedy Wersów wrzuciła informację, że jest z Frizem w ciąży. Najbardziej szokujące dla mnie były komentarze, jakie ukazały się pod tym filmem. Nie było gratulacji. Mnie przeraziło to, że dzieciaki pisały coś w tym stylu: „Nie wierzę w to, że ludzie, którzy mnie wychowali, są teraz rodzicami". Oni w ogóle nie brali pod uwagę tego, że wychowywali ich rodzice czy inne ważne osoby, autorytety religijne, nauczyciele. Takich komentarzy były setki. Wracając do marek, to często same influencerki jakby zapadają się pod ziemię, ale ich marki zostają. Przykładem może być Sylwia Przybysz, która zasłynęła przede wszystkim ze związku z Janem Dąbrowskim, z trzech ciąż jedna po drugiej i z tego, że stworzyła markę kosmetyków, która była sprzedawana w Biedronce. Pytanie: czy ona ma odpowiednie kompetencje do tworzenia takiej marki, mimo że nie ma wykształcenia w tym kierunku? Mimo to jej produkty jeszcze niedawno, bo dwa, trzy miesiące temu były bardzo popularne. Praktycznie każdy influencer koncentruje się na tym, żeby stworzyć coś więcej. Tworząc swoje produkty, oni wierzą, że przetrwają, że będą znacznie bardziej rozpoznawalni. Jak długo trwa kariera influ-encera? Są w Polsce osoby znane już od 10 lat, odkąd zaczął się ten influencer marketing. Wtedy zaczęły się pojawiać pierwsze kanały na YouTube i to właśnie te osoby były w stanie przetrwać. Druga fala przyszła 5-6 lat temu. To większe uderzenie, bardziej bezpośrednia promocja, i ona się nasila. Chyba więc za wcześnie jeszcze, aby odpowiedzieć na to pytanie. Niemniej wielu influencerów zdaje sobie sprawę z tego, że mają swoje pięć minut i starają się to jak najbardziej przedłużyć. Jeśli chodzi o rankingi influencerów, to na najwyższym miejscu jest Robert Lewandowski. Tylko czy on jest typowym influencerem? Powiedziałabym, że jest po prostu sportowcem, który reklamuje, promuje produkty i zaczął dużo wcześniej. 30 lat temu były supermodelki, jak Naomi Campbell, które występowały w reklamach perfum. Czy można powiedzieć, że one też były influencerkami? Nie mieszałabym postów Cri-stiano Ronaldo albo Roberta Lewandowskiego z postami zwyczajnych influencerek. To jaka jest definicja? Kim jest influencer, a kim celebryta znany z tego, że jest znany? Jest wiele definicji. Może to być osoba, która potrafi wpłynąć na opinie innych czy też potrafi zbudować wokół siebie grupę odbiorców. Inni autorzy definicji wskazują na to, że jest to osoba, która posiada błoga czy konto na YouTube i swoją opinią wpływa na co najmniej kilkaset osób. Uważam, że nie można postawić znaku równości między influencerem i cele-brytą. Celebryta może, ale nie musi być influencerem. Niektórzy celebryci, na przykład aktorzy, żyją zupełnie w cieniu; owszem pojawiają się w wywiadach, ale oni nie promują żadnych produktów. Natomiast influencer może stać się celebrytą po pewnym czasie. Ale to wcale nie jest konieczne. Czasem się zdarza, że influencer wybija się na chwilę, po czym znika i nikt więcej o nim nie słyszy. Podstawą działań influencera jest wywieranie wpływu na innych i zachęcenie ich do zakupu albo do zmiany opinii, do zainteresowania jakimiś produktami czy usługami. Celebryta, jeżeli bierze udział w reklamach, to w sposób narzucony przez markę, czyli zgodnie ze scenariuszem. Natomiast influencer ma za zadanie stworzyć własną kampanię reklamową i reklamować dany produkt w autentyczny sposób, żeby pojawićsię jak najbliżej odbiorców i zachęcić ich do zakupu, pokazać na sobie dany produkt, wskazać na doświadczenia, na efekty. No i tak właśnie zrobiła Katarzyna Nosowska, która na swoim Instagramie, reklamując napoje roślinne, sparodiowała Caroiine Derpienski. Swego czasu własnym blo-giem popularność zdobyła Kasia Tusk. Czy ona była influencerką? Powiedziałabym, że Kasia Tusk to influencerką, tylko że w takiej bardziej zawoalowa-nej formie. Promowała produkty, ale nie tak jak dzieje się to dzisiaj, nie w tak agresywny sposób. Przy czym wiadomo, dlaczego ona zaistniała: miała znanego ojca. Była celebrytką, która chciała rozpromować samą siebie, mieć pomysł na swoją karierę. Nie śledziłam jej błoga; przede wszystkim wrzucała zdjęcia i opisy stylizacji. Nie musiała tego wszystkiego kręcić profesjonalnie przed lustrem czy robić tiktoków. A to jest naprawdę dużo pracy. Nakręcenie jednego profesjonalnego tiktoka może potrwać kilka godzin. Poważny influencer nie bierze udziału we wszystkich kampaniach; wybiera te produkty, które uznaje za wysokiej jakości i w ten sposób buduje swoją markę. Nie łapie wszystkich srok za ogon, bo wie, że może zarobić więcej na tym, że zbuduje wokół siebie grupy odbiorców zainteresowani danym tematem. Co spowodowało wzrost popularności influencerów pięć-sześć lat temu? Przede wszystkim zadziałała zmiana pokoleniowa. Ludziom młodym brakuje wzorców, brakuje autorytetów. Ważniejsze jest zaufanie do zwyczajnych osób. Z drugiej strony więcej osób zaczęło szukać prostszego sposobu zarobienia pieniędzy, bez konieczności życia na etacie, bez zmartwień. Pojawili się inter-netowi twórcy, którzy dobrze wpisali się w oczekiwania odbiorców. Udało im się wybić, a odbiorcy się nimi inspirują, chcą być tacy jak ci twórcy, wobec tego też szukają pomysłu na siebie. Ciekawe, czy influencer byłby w stanie wywierać taki sam wpływ na ludzi w latach 80. czy 90. ubiegłego wieku. Wydaje mi się, że obecnie influencerzy trafili na podatny grunt, bo młodzi ludzie mają stosunkowo duże budżety i są w stanie zakupić dużo produktów. Mają też stały dostęp do intemetu i są zainteresowani tym, żeby jak najwięcej zarobić, nie angażując się w tradycyjną pracę. 21 milionów Polaków śledzi co najmniej jednego influencera, a trzech na czterech ulega jego wpływom. Niezależnie od afery z Natalią Janoszek czy innych myślę, że wciąż będą się rodzić nowe konta, a ci, którzy już są wypromowani, będą starać się, żeby być jeszcze bardziej znani. Afery mogą wskazać ludziom na to, że zaufanie to influencerów nie powinno być tak wysokie, ale będzie na pewno wyższe niż do polityków. Jeżeli influencerzy ciągle muszą dbać o popularność, to nieuniknione będzie kreowanie różnych wydarzeń, nie zawsze prawdziwych. Ale z drugiej strony mamy też nowe trendy - są wirtualni influencerzy stworzeni przez sztuczną inteligencję. Są też wykorzystywane nowe technologie, czyli tokeny NFT. Głośno było o Dodzie, która zeskanowała swoje ciało w 3D i sprzedaje je jako tokeny NFT, w kawałkach. Tokeny NFC to jednostki cyfrowe, które, jak się mówi, są niewymienialne, czyli nie mają odpowiednika. W ten sposób człowiek może mieć coś, czego nikt inny nie posiada. Najbardziej popularne do tego czasu były cyfrowe dzieła sztuki. Doda odwzorowała swoje ciało na drukarce 3D, podzieliła na 400 kawałków i sprzedaje po 200 dolarów za każdy z kawałków. Zastanawiam się nad etyką tych działań. Doda w ostatnim czasie chwyta się rzeczy, które mają zwiększyć jej popularność. Przykładem program „Doda. 12 Kroków do miłości", w którym sporo było elementów ustawionych. Ona sama w tym czasie była w związku z Dariuszem Pachutem, a mimo to szukała miłości. Odrzuciła 12 mężczyzn bez żadnego problemu, mimo że jeden teoretycznie był jej ideałem, a przynajmniej na takiego był wykreowany. W jakim kierunku będzie rozwijał się świat influencerów? Teraz wszystko będzie się bardzo mocno koncentrować na krótkich, jak najkrótszych formach, 3* sekundowych filmikach, shortach. To jest coraz bardziej widoczne. Krótko mówiąc, ten rozwój idzie bardziej w stronę TikToka niż w stronę Instagrama. Coraz częściej są to rolki i relacje. Fa-cebook odchodzi do lamusa. YouTube zostało jako miejsce dla niektórych influencerów, głównie tych, którzy komentują, tworzą podcasty z wizją, natomiast te coraz krótsze formy cieszą się znacznie większą popularnością. Świat influencerów rozwija się bardzo szybko, a młodzi ludzie, głównie z pokolenia Y, ale także młodszego - alfa, są w znacznej mierze zainteresowani influencer marketingiem, produktami promowanymi w mediach społeczno-ściowych. No i przez to też znacznie łatwiej będzie wejść w ten świat młodszym osobom, ponieważ to właśnie ta grupa będzie umiała dopasować się do współczesnego rynku i trendów. CV Karolina Sęczkowska Psycholog związana z Uniwersytetem Ekonomicznym w Krakowie, pracuje w Katedrze Marketingu. Autorka artykułów naukowych, m.in. na temat influencer marketingu 6 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 SZEREMIETIEW: DESTABILIZACJA POLSKI JEST CIĄGLE CELEM ROSJI - Dla mnie jest oczywiste, że Rosja zdaje sobie sprawę, iż bez eliminacji Polski jako zaplecza Ukrainy, wojnę na Ukrainie będzie jej bardzo trudno wygrać. Polska odgrywa przecież kluczową rolę w tym konflikcie - mówi Romuald Szeremietiew, były wiceminister i p.o. ministra obrony narodowej Dorota Kowalska Panie ministrze, Grupa Wagnera przy naszej granicy z Białorusią to dla Polski realne zagrożenie? Zależy, jak na to spojrzeć. Biorąc pod uwagę wymiar wojskowy, militarny, nie jest to zagrożenie. Po pierwsze dlatego, że taka banda najemników nie sprosta polskiemu wojsku, normalnej, regularnej armii, a Polska ma już trochę przyzwoitego wojska. Po drugie, napaść na państwo natowskie wydaje się przedsięwzięciem głupim. Rosja na pewno doskonale zdaje sobie sprawę, że w taki sposób niczego nie ugra. Zwłaszcza po oświadczeniu Departamentu Stanu USA, że atak takich wagnerowców, będzie traktowany nie jako akcja nie wiadomo czyich najemników, ale jako uderzenie Rosji na Polskę. Strona rosyjska to wie, więc, jak powiedziałem, otwarty atak Grupy Wagnera na nasz kraj jest mało prawdopodobny i od strony wojskowej nie powinniśmy się tym specjalnie przejmować. Ale Rosja może brać pod uwagę inny wariant działań, którego nie powinniśmy rozpatrywać z punktu widzenia zagrożenia czysto militarnego. Jaki to wariant? Widoczne jest, że Rosja od dłuższego czasu stara się wyeliminować Polskę, która jest zapleczem broniącej się Ukrainy. Rosja może to uzyskać, jeśli zdoła Polskę wewnętrznie tak zdestabilizować, aby nie mogła być tym hubem w dostarczaniu broni Ukrainie. Pamiętamy, zanim doszło do agresji rosyjskiej na Ukrainę w lutym 2022 roku, rozwinęła się akcja napływu zbieranych ze świata imigrantów, których Łuka-szenka wysyłał na naszą granicę. Chodziło o to, aby uruchomić szlak napływu imigrantów do Europy przez Polskę właśnie, co zdestabilizowałoby nasz kraj, to oczywiste. Trudno byłoby sobie wyobrazić, aby w takiej sytuacji Polska mogła później przyjmować uchodźców wojennych z Ukrainy, jeszcze w takich ilościach, w jakich się u nas zjawili. Destabilizacja Polski, moim zdaniem, jest ciągle celem Rosji. Rosja być może doszła do wniosku, że nie pokona Ukrainy tak długo, jak długo Ukraina będzie miała na zapleczu Polskę, która ją tak wytrwale ze wszystkich sił wspiera. Minister Mariusz Kamiński, szef MSWiA, stwierdzi ostatnio, że jeśli będzie dochodziło do prowokacji ze strony wagnerowców, razem z Litwą i Łotwą postarają się o całkowitą izolację Białorusi, zamykając granice z tym krajem. To dobre posunięcie, prawda? To wszystko prawda i to może być dobre posunięcie. Ale zakończę jeszcze swoją myśl - otóż, co może być zamiarem Rosji? Czy Rosja może podjąć kolejną próbę destabilizacji Polski mimo tych wszystkich środków, którymi Polska zabezpiecza swoją granicę, a do czego użyteczna byłaby Grupa Wagnera? Jak więc Rosja może doprowadzić do destabilizacji państwa polskiego? Zdaje się sposób na to podsunął Moskalom przewodniczący Donald Tusk. Powiedział, ni mniej ni więcej, że PiS boi się wyborów i wobec tego straszy Grupą Wagnera i gdyby się stało tak, że PiS z tego powodu nie zarządzi wyborów, to on wyprowadzi tysiące ludzi na ulice i władzę PiS obali. To jest informacja dla Putina i Łukaszenki, jak można zdestabilizować Polskę. Bo jeżeli będą wielkie manifestacje na ulicach polskich miast, zamieszki, to trudno, aby Polska była odporna i stała mocno na nogach, wspierała Ukrainę. No tak, ale Donald Tusk powiedział, że wyprowadzi ludzi na ulice, jeżeli PiS odwoła wybory. Widzi pan powód, aby odwoływać wybory? Proszę poczekać, otóż wyobraźmy sobie, że Grupa Wagnera rozpoczyna awanturę, ostrą awanturę na polskiej granicy. Dochodzi do starcia, to nie będzie wojna, ale trzeba będzie reagować również zbrojnie. Można sobie wyobrazić sytuacje, że państwo polskie, likwidując tę wagnerowską awanturę, zastosuje różne nadzwyczajne środki, w tym także takie, które sprawią, że wystąpią okoliczności uniemożliwiające przeprowadzenie wyborów. Przed chwilą powiedział pan, że Rosja doskonale zdaje sobie sprawę, iż taka awantura to wciągniecie do wojny NATO i że sobie na to nie pozwoli. Mówię o sytuacji, kiedy trzeba będzie ograniczonymi środkami likwidować, eliminować jakieś awantury. To nie będzie przecież wojna NATO - Rosja. To będzie zbrojna awantura na granicy polskiej, którą siły polskie będą musiały pacyfikować. A tego typu akcja może mieć wpływ na sytuację wewnętrzną w kraju. Na razie nie widać, aby wa-gnerowcy prowadzili jakieś akqe zaczepne, prawda? Nie widać. Mówię, o ewentualnym kremlowskim myśleniu o tym, jak problem wyeliminowania Polski rozwiązać. Dla mnie jest oczywiste, że Rosja zdaje sobie sprawę, iż bez eliminacji Polski jako zaplecza Ukrainy wojnę na Ukrainie będzie jej bardzo, bardzo trudno wygrać. Polska odgrywa przecież kluczową rolę w tym konflikcie, więc ten paskudny PiS, przy wszystkich swoich wadach, ma tę zaletę, że jest bardzo dzielnym sojusznikiem Ukrainy. Trwa kontrofensywa Ukraińców, ale na froncie nie widać jakichś szalonych postępów. Zauważył pan? Nie mogło być szalonych postępów, ale te postępy, moim zdaniem, będą. Na czym polegał kłopot i problem, który miała i ma strona ukraińska? Rosjanie przygotowali się do odpierania ofensywy Ukraińców umacniając teren. Mówi się o ogromnych połaciach zaminowanego terenu, po którym wojsko ukraińskie nie może się przecież posuwać, a musi to robić pod obstrzałem, jeszcze do tego atakując okopanego wroga. To bardzo trudne. Saperzy mają tam strasznie ciężką robotę do wykonania, mówię o saperach ukraińskich oczywiście -trzeba teren rozminować. Natomiast, co robiła i co robi cały czas strona ukraińska? W różnych miejscach linii frontu uderza niewielkimi siłami, a więc niegwarantującymi przełamania, ale w ten sposób szuka słabych miejsc w rosyj -skiej obronie, jeżeli idzie o całą linię frontu. Kiedy przyjrzymy się ostatnim działaniom strony ukraińskiej, to widać, że wyraźnie zarysowuje się postęp na południu. Cały czas myśleliśmy o rejonie Bachmutu, Donbasu, a tymczasem Ukraińcy mogą chcieć odciąć Krym od Rosji. Ta operacja rozwija się wyraźnie na kierunku południowym, na tym kierunku strona ukraińska nareszcie ma środki i niszczy zaplecze logistyczne armii rosyjskiej. Wylatują w powietrze składy amunicji, niszczone są linie komunikacyjne, widzimy ataki na flotę czarnomorska, na most łączący Krym z Rosją. Prezydent Zełenski nie ukrywa, że most krymski jest strategicznym celem Ukraińców, że ma kluczowe znaczenie w tej wojnie. Tak, chodzi o to, aby odciąć Krym i wyzwolić ten rejon. Moim zdaniem celem ukraińskiej operacji jest odcięcie Krymu od Rosji i odzyskanie półwyspu. To jest możliwe, jako cel tej operacji, która jest obecnie przeprowadzana przez stronę ukraińską. Podkreślam, że mam zaufanie do jakości i zdolności dowódców ukraińskich w tej wojnie. Dali przykłady trzeźwego oglądu sytuacji, dużej skuteczności działań w przeciwieństwie do dowódców rosyjskich. Myślę, że i w tym przypadku kontrofensywy idzie tak, jak to zamierza strona ukraińska. Myśli pan, że strona ukraińska, póki co, odpuściła sobie Donbas? Ukraina nie ma wystarczających sił, aby odbijać cały teren okupowany przez Rosjan, ale ma wystarczające siły, aby odnieść sukces na jednym obranym kierunku. Moim zdaniem ten kierunek coraz bardziej rysuje się na południu, a nie w rejonie Donbasu. Pojawiają się informacje, że także strona ukraińska, nie tylko Rosjanie, ponosi spore straty, jest bardzo wielu rannych, zabitych. Ukraińcom starczy nie tyle woli walki, bo ją mają, ale ludzi, aby tę wojnę prowadzić? Mam taką nadzieję. Oczywiście, że strona ukraińska ponosi straty, ta najdotkliwsza strata to śmierć dowódców najniższego szczebla, ludzi przeszkolonych przez armię natowską, między innymi w Polsce. Ci wojskowi prowadzą działania wojenne zgodnie ze sposobem przyjętym w armiach NATO. Preferowane jest oddanie decyzji na polu walki na najniższy szczebel. Dowodzący plutonami, kompaniami - oni podejmują decyzję. Natomiast w strukturze dowodzenia strony rosyjskiej, posowiec-kiej, wszystkie decyzje podejmuje naczalstwo. To „góry" trzeba o wszystko pytać. To oczywiście wydłuża czas wydania rozkazu i skutkuje na polu walki spóźnioną reakcją i wygrywają Ukraińcy stosujący zachodni sposób dowodzenia na polu bitwy. Rosyjscy dowódcy, którzy czekają na decyzje zwierzchników, tracą czas i przegrywają. Martwi mnie jedna rzecz... Tak? Giną przeszkoleni przez NATO oficerowie i podoficerowie. W strukturach armii ukraińskiej są wojskowi wykształceni na sowieckich uczelniach wojskowych, oni znają tamtą metodę, sowiecką. Którzy więc będą dowodzić, wspominając straty, jakie ponosi armia ukraińska? Uważa pan, że Zachód, Stany Zjednoczone dały Ukrainie wszystko, co mogły dać? Może mogliśmy i wciąż możemy zrobić więcej? Mam nadzieję, że tak się stało. Pamiętam wypowiedzi m.in. prezydenta Bidena, że NATO dostarczyło Ukrainie wszystko, czego ona potrzebuje do przeprowadzenia skutecznej kontrofensywy. Oczywiście armia rosyjska mimo swych słabości i marnego morale to jednak groźna i trudna do pokonania siła. Łatwo Ukraińcom nie będzie, to jest pewne. Pobuncie Prigożyna wydawało się, że na Kremlu coś za-cznie.się dziać.... Dzieje się cały czas, tylko my tego nie widzimy. Co takiego się dzieje, pana zdaniem? ROSJA SIĘ ROZPADNIE. OD DŁUŻSZEGO CZASU OPOI4AADAM, ŻE lAKPOH INNA SKOŃCZYĆ S/Ę POLITYKA UDAI4ANIA ZIUl/jZKU SOWIECKIEGO PRZEZ PUTINA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 PULS Szeremietiew: Otwarty atak Grupy Wagnera na Polskę jest mało prawdopodobny. Ale Rosja może brać pod uwagę inny wariant, którego nie powinniśmy rozpatrywać z punktu widzenia czysto militarnego. Na zdjęciu: twórca Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn Panuje kryzys, bardzo głęboki kryzys, jeżeli chodzi o strukturę władzy w Rosji. Zawsze jest tak, że w państwie dyktatorskim, autorytarnym zjawiska kryzysowe w strukturach władzy nie są na zewnątrz widoczne do momentu aż ta władza się załamie. Przypomnijmy sobie, jakie były opinie w PRL, również po stronie opozycji, w 1987,1988,1989 roku. Pa- nowało przekonanie, że jeżeli Jaruzelski nie zgodzi się na Okrągły Stół, nie będzie chciał rozmów, to bezpieka ruszy i pozamyka opozycję w obozach i więzieniach. Tak powszechnie sądzono. Tymczasem, wszystko się zawaliło, okazało się, że reżim nie był zdolny do żadnej akcji. Nie mówiąc już o tym, że sam Związek Sowiecki się rozsypał, a miała to być i była, ujmując rzecz materialnie, wielka potęga. Głowice nuklearne były, dywizje były, KGB było, ale woli użycia tego wszystkiego na Kremlu nie było. I co się stanie w Rosji? Rosja się rozpadnie, od dłuższego czasu opowiadam, że tak powinna skończyć się polityka udawania Związku Sowieckiego przez Putina. Bo Putin udaje, że Federacja Rosyjska to ZSRS i realizuje politykę, jakby tak w rzeczywistości było. Skoro Związek Sowiecki przegrał w Afganistanie i rozsypał się, będąc wielokrotnie silniejszym, to trudno sobie wyobrazić, żeby Federacja Rosyjska, która jest dużo, dużo słabsza od Związku Sowieckiego, przeszła to wszystko i wygrała na Ukrainie. Bunt Prigożyna daje do myślenia, prawda? Moim zdaniem, Prigożyn, czy ten, kto stoi za Prigożynem podjął próbę zmiany reżimu w Moskwie, czyli obalenia Putina. To się nie udało w tym sensie, że armia otwarcie nie poparła buntowników. W związku z tym wagne-rowcy zostali wycofani na Białoruś. Łukaszenka gra swoją grę, to nie jest tak, że jest na śmierć i życie oddany Putinowi. On chce mieć oparcie w Moskwie, takie oparcie, które mu zagwarantuje, że będzie dalej rządził Białorusią. W związku z tym, jeżeli na przykład w Moskwie nie będzie Putina, a będzie ktoś inny, np. protegowany tego „buntu", którego nie dawno byliśmy świadkami, to przyjęcie wagnerowców, stworzenie im warunków na przeczekanie, służy Łukaszence i jego osobistemu interesowi, co nie oznacza, że służy Putinowi. Siły, które miały obalić Putina, zostały czasowo wycofane, zamrożone i czekają na sprzyjający moment w przyszłości. Myśli pan, że za Prigożynem ktoś stał? Kto? Ktoś, to nie jest jedna osoba, to ośrodek wystarczająco potężny, aby ochronić „buntowników", nie pozwolić Putinowi ich wymordować. Putin był przecież wyraźnie przestraszony, gdy wygłaszał w telewizji przemówienie, kiedy wagnerowcy maszerowali na Moskwę. Mówił wtedy o zdradzie, odgrażał się, że buntowników unicestwi i co? Nic się przecież nie stało! Prigożyn zawrócił, jego bandziory powędrowały pod skrzydła Łukaszenki. Dlaczego wojskowi nie stanęli po stronie buntowników, jak pan myśli? Wiadomo, że po buncie Prigożyna w rosyjskiej armii zawrzało. Wielu dowódców zostało przesłuchanych, wielu zwolnionych. Niektórzy otwarcie mówią, co dzieje się na froncie, atakują ministra obrony narodowej Siergieja Szojgu. To co słyszymy i ruchy kadrowe w armii rosyjskiej dowodzą, że kryzys w strukturach władzy trwa. Jednak nastroje w armii nie osiągnęły chyba stanu krytycznego, stanu wrzenia. Nie wykluczam, że akcja Prigożyna była sprawdzeniem, czy już można. Regulaminy Armii Czerwonej przewidywały rozpoznanie walką (ra-zwiedkabojem). Był to sposób zdobywania informaq'i przed zamierzonym atakiem. Taką razwiedkę zdaje się wykonali wagnerowcy. Jaka jest teraz pozycja Putina na Kremlu? Docierają informacje, że bardzo pilnuje się, otoczył się zaufanymi ochroniarzami, ob- sługą, kontaktuje się z aparatem władzy przez łącza elektroniczne, przemawia do ekranu. Powtarzają się doniesienia, że co chwila to jakiś sobowtór Putina spotyka się z Rosjanami, uczestniczy w konferencjach, naradach. Putin czuje się więc zagrożony. Obok działań na froncie prowadzone są rozmowy, ostatnio w Arabii Saudyjskiej dyskutowano o pokoju na Ukrainie. Myśli pan, że takie rozmowy mogą przynieść jakiś efekt? Nie sądzę. Zdarza się, że strony zaangażowane w walce w pewnym momencie nie są w stanie prowadzić dalej wojny. Wtedy szukają różnego rodzaju rozwiązań natury pokojowej. Jeżeli Rosja nie będzie w stanie wysyłać żołnierzy na front, to pewnie zgodzi się na jakieś rozwiązania pokojowe. Jeżeli Ukraina wyczerpie swoje możliwości i nie będzie w stanie walczyć, też pewnie zechce usiąść do stołu i rozmawiać o pokoju. Musi na froncie powstać sytuacja, aby ci, którzy nie mogą dalej prowadzić wojny, musieli poszukiwać pokoju. Rosja i Ukraina byłyby skłonne w tym momencie usiąść do talach rozmów? W tym momencie jeszcze nie. Dlaczego? Putin uważa, że musi wygrać i nie chce abdykować, jak dawniej car Mikołaj II, nie chce kapitulować jak Chrusz-czow czy Gorbaczow. A prezydent Zełenski nie zamierza rezygnować z integralności terytorialnej państwa. Takie dwie strony, które musiałyby usiąść i rozmawiać o pokoju, moim zdaniem, nie są do tego skłonne. Tylko że ten konflikt trwa już półtora roku. Jak pan myśli, który ze scenariuszy jego rozwoju jest najbardziej prawdopodobny? Na razie wygląda na to, że żadna ze stron nie jest na tyle silna, aby na polu walki pokonać drugą. Nie mam dostępu do danych, które pozwoliłyby taką analizę przeprowadzić. Kieruję się pewną intuicją, która, jak się dotąd przekonałem, zwykle mnie nie zawodziła, gdy oceniałem, co może się wydarzyć. To nie oznacza, że udawało mi się coś osiągnąć, wygrać, inni uważali, iż nie warto kierować się tym, co mówię, więc to, co sądzę, nie rozstrzyga. Natomiast moja intuicja podpowiada mi, że po pierwsze - wojna się w tym roku zakończy, że po drugie - w którymś momencie kontrofensywa ukraińska przełamie obronę rosyjską w tak spektakularny sposób, że zwycięzcą w tej wojnie będzie Ukraina. Tego jej z całego serca zresztą życzę. 8 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 W praktyce ustawa sprowadzała się do tego, że dla sanacji świecącego pustkami skarbu II RP każdy obywatel musiał zapłacić procent od tego, co posiadał. Uznano bowiem, że wartość podatku wylicza się na podstawie posiadanego majątku, a nie dochodu majątkowego. Danina dla państwa Katastrofalna sytuacja polskich finansów wywołana była z jednej strony trudnościami odrodzonego państwa, z drugiej zaś wojnami w obronie granic, także wymagały niemałych nakładów finansowych. Do tego należałoby doliczyć także hiperinflację, która mocno osłabiała obowiązującą walutę. Na początku 1923 r. deficyt budżetowy osiągnął ponad 113 mld marek polskich, przy dochodach na poziomie ponad 95 mld marek. Ratowania sytuacji podjął się Władysław Grabski, będący wówczas ministrem skarbu w rządzie Wincentego Witosa. Jednym z elementów jego reform była właśnie owa ustawa 0 podatku majątkowym, która miała zasypać ogromny deficyt budżetowy. Podatek zaplanowano początkowo jako jednorazową daninę, którą tak tłumaczono w sprawozdaniu Komisji Skarbowej: „Cały okres ubiegły od powstania Rzeczypospolitej cechował stały rozwój wszystkich dziedzin życia gospodarczego i stałe niedomaganie skarbowości polskiej. Stąd wniosek, że dotychczas obywatele nie byli na ogół przeciążeni podatkami na rzecz Państwa 1 Samorządu. Konieczność po-dżwignięcia finansów Państwa dyktuje więc nam w chwili obecnej środek nadzwyczajny, jakim jest podatek majątkowy, sięgający już nie do dochodu, lecz części majątku obywateli Rzeczypospolitej". Płacono we frankach Kto podlegał opodatkowaniu? Zarówno osoby fizyczne (mające miejsce zamieszkania w Polsce lub przebywające na tym obszarze dłużej niż rok), osoby prawne (mające siedzibę na obszarze Polski), ale też np. tzw. nieobjęte spadki. Opodatkowaniu podlegał zatem wszelki majątek. Zarówno ruchomości, jak i nieruchomości po potrąceniu długów i ciężarów, które ten majątek zmniejszały. Wartość majątku obliczano według jego przeciętnej wartości obiegowej według stanu na 1 lipca 1923 r. Uchylających się od płacenia czekała odpowiedzialność karna. Podatek majątkowy wymierzany był we frankach w złocie (przyszły złoty miał mieć parytet franka szwajcarskiego) i w zależności od wartości majątku. Przykładowo: dla majątku o wartości ponad PODATEK MAJĄTKOWY, ZAPOMNIANY ETAP REFORM WŁADYSŁAWA GRABSKIEGO Sto lat temu, 11 sierpnia 1923 r., w Dzienniku Ustaw opublikowano tekst ustawy o tzw. podatku majątkowym. Był to element planu ratowania finansów państwa autorstwa Władysława Grabskiego Mariusz Grabowski 3 tys. franków do 4,5 tys. franków podatek wynosił 1,2 proc.; od 4,5 tys. do 6 tys. -1,4 proc; od 6 tys. do 7,5 tys. -1,6 proc.; od 7,5 tys. do 10 tys. -1,8 proc. i tak dalej, aż do wartości ponad 16 min franków, gdy wartość podatku sięgała 13 proc. Podatek był płatny według sześciu równych półrocznych rat, zaś terminy płatności były następujące: pierwsza rata od 15 kwietnia do 15 maja 1924 r.; druga - w listopadzie 1924 r.; pozostałe w czerwcu i grudniu. Ustawa zawierała także przepisy dotyczące postępowania wymiarowego, czyli traktujące o ustaleniu wymiaru podatku. Na mocy ustawy gminy musiały m.in. przygotować spisy mieszkańców oraz spisy nieruchomości. Ostatecznie podatek obciążał głównie posiadaczy nieruchomości, w tym gospodarstw rolnych. Te przedmioty majątku były bowiem trudne do ukrycia, więc organom podatkowym łatwiej było ustalić i wyegzekwować podatek. Nic dziwnego, że konieczność płacenia daniny państwu była wyjątkowo niepopularna w polskim społeczeństwie. Sprzedaż i parcelacja W ustawie z dnia 18 lipca 1924 r. o sposobie zapłacenia podatku majątkowego w myśl ustawy z dnia 11 sierpnia 1923 r. o podatku majątkowym czy- Władysław Grabski zaczął wprowadzać swój plan jako minister w rządzie Wincentego Witosa. Potem został premierem tamy wartl: „Na uiszczenie podatku (...) przez płatników, posiadających ordynacje lub majątki (nieruchomości) ziemskie, związane węzłem substytucji powierniczej, albo innemi ograniczeniami własności, stale do tych majątków (nieruchomości) ziemskich przywiązaniem, zezwala się na sprzedaż z tych majątków w drodze parcelacji części obszarów użytków rolnych, a to bez względu TRZYLETNI EKONOMICZNY PLAN ITŁADYSŁAHOl GRABSKIEGO ZAKŁADAŁ, ŻE PRZYNIESIE ON ZASILENIE SKARBU IV WYSOKOŚCI 1,3 MLD ZŁ na szczegółowe postanowienia ustawowe, statutowe lufa umowne, ograniczające prawo rozporządzalności danym majątkiem ziemskim (nieruchomością ziemską)". W art. 2.: „Parcelacyjnej sprzedaży mogą ulec tylko takie obszary z wymienionych w art. l majątków (nieruchomości) ziemskich, których część ceny sprzedażnej, płatna przed aktem kupno-sprzedaży i przy tym akcie, nie przewyższa sumy potrzebnej do uiszczenia podatku w myśl zasad ustawy z dnia 11 sierpnia 1923 r. o podatku majątkowym, oraz do pokrycia niezbędnych kosztów, poniesionych na przeprowadzenie pomiarów i planów. Sumy, należne za grunty, sprzedane na mocy niniejszej ustawy, lub części tych sum, płatne przed aktem kupna-sprzedaży i przy tym akcie, po potrąceniu na rzecz właściciela kosztów przeprowadzania pomiarów i planów, winny być wpłacone bezpośrednio do kas skarbowych właściwego sądu lub notariusza, spo-rządzającego akt aljenacyjny, jako specjalnych poborców skarbowych". Pracodawca przewidział także zwolnienia od podatku majątkowego. Zwolnione były: państwo; związki samorządne i przymusowe związki prawa publicznego; spółdzielnie mieszkaniowe; związki zawodowe robotnicze i urzędnicze, o ile nie trudniły się transakcjami handlowymi; osoby, których cały majątek nie przenosił wartości 3 tys. franków zł oraz właściciele obszarów leśnych na przestrzeniach obłożonych tzw. daniną lasową. Ponadto zwolnione były takie wartości majątku jak: biblioteki i zbiory naukowe bez względu na wartość; meble, odzież, sprzęty domowe do osobistego użytku do wysokości 5 tys. franków; polskie pożyczki państwowe; majątki lub ich części, które służą bezpośrednio celom kultu religijnego, naukowym, oświatowym, kulturalnym, dobroczynnym, jeśli są wykorzystywane wyłącznie do tych celów; gospodarstwa rolne na terenie ziem wschodnich, które nie przekraczały obszaru 15 hektarów, a których zabudowania zostały zniszczone przez wojnę. Cel: reforma waluty Trzyletni ekonomiczny plan Grabskiego zakładał, że przyniesie on zasilenie skarbu w wysokości 1,3 mld zł, z czego podatek majątkowy da ok. 600 min zł, a pożyczka ok. 500 mld zł. Reszta miała pochodzić z pożyczek zagranicznych i krajowych, redukcji wydatków na wojsko i kolej. Grabski odszedł jednak z funkcji ministra l lipca 1923 r., a kurs dolara w drugim półroczu 1923 r. wzrósł ze 100 tys. marek do 6 min marek. Gabinet Witosa niebawem upadł, a 19 grudnia 1923 r. powstał rząd Władysława Grabskiego, w którym premier objął także tekę ministra skarbu. Podatek majątkowy znów wrócił pod uwagę - objął posiadających majątek powyżej 10 tys. ówczesnych franków. Chodziło o doraźne i stosunkowo szybkie zwiększenie poziomu wpływów skarbowych, co miało zabezpieczyć bardziej dalekosiężny plan. W styczniu 1924 r. rząd wydał rozporządzenie ustanawiające nową walutę - złotego i powołał jej emitenta, czyli Bank Polski, który zastąpił Polską Krajową Kasę Pożyczkową jako wyłączny emitent waluty państwa polskiego. Przeprowadzono ponadto pełną wymianę marek polskich na złote, przy utrzymaniu w obiegu obu walut do końca czerwca 1924 r. Tylko 211 min zł Wróćmy do podatku majątkowego i jego skutków. W1926 r. Departament Podatków opublikował sprawozdanie z efektów wprowadzenia podatku majątkowego. Okazało się, że po trzech latach zebrano jedynie 311 min zł. Przyczyn porażki podatku upatrywano częściowo w zmianie regulacji, która doprowadziła ostatecznie do opodatkowania jedynie majątku o wartości powyżej 10 tys. Przeciętne obciążenie wzrosło w związku z tym do 13 proc., a w niektórych gospodarstwach rolnych wyniosło nawet 60 proc. Właściciele nie byli oczywiście w stanie zapłacić tak wysokiego podatku, stąd dramatycznie niska ściągalność. Niskie wpływy z nowego podatku wynikały także z faktu, że ogólny kontyngent ustalono bez znajomości całkowitej wartości majątku narodowego i rozkładu tego majątku. Brak dostępu do danych leżał u źródła tego, że cały projekt okazał się nierealistyczny i nieodpowiadający potrzebom życia. Do problemów dołożyła się ogólna zła sytuacja ekonomiczna, zwłaszcza załamanie złotego, które nastąpiło w lecie 1925 r. ze względu na wojnę celną z Niemcami, które nałożyły na polski węgiel wysokie cło, co spowodowało znaczną podwyżkę cen. Stan rzeczy próbowano ratować doraźnie, wprowadzając nowelizację ustawy obejmującą zmiany kontyngentów i zmniejszenie obciążenia, co również okazało się mało skuteczne. Ostatecznie podatek majątkowy po trzech latach od wprowadzenia został zlikwidowany. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 PULS • 9 PSYCHOPATA W CZARNYM MUNDURZE Erich Julius von Zelewski, syn inspektora ubezpieczeniowego z Lęborka, generał SS, koniunkturalista, karierowicz, psychopata i morderca, był wielokrotnie sądzony, jednakże nigdy za zbrodnie popełnione w Polsce... Damian Fierla Szlachecki ród Zelew-skich herbu Żelewski, będącego odmianą herbu Brochwicz III, który związany był z Kaszubami od wieków, pierwotnie wywodził się z majątku w Zelewie - wsi leżącej niedaleko Wejherowa. Z czasem ród przejmował coraz to więcej majątków na Pomorzu, a jego boczne linie przyjmowały różne nazwiska. Ta część rodu, w której urodził się Erich Julius, nie zmieniała nazwiska od wieków. Jego ojciec - Otto Jan von Zelewski, jakimatka, zdomu Szymańska, jako że ta gałąź rodziny była rdzennie polska, do końca życia używali jedynie polskiego jego członu. Początki kariery Erich Julius Zelewski urodził się wLęborkuwrokul899. Jako piętnastolatek wstąpił na ochotnika do armii cesarskiej. Brał czynny udział w walkach na frontach Wielkiej Wojny, gdzie wykazał się odwagą, uhonorowaną dwoma Krzyżami Żelaznymi i awansem na stopień podporucznika już w wieku 17 lat. Po zakończeniu wojny dwudziestoletni Erich Julius wstąpił do jednej z nacjonalistycznych paramilitarnych organizacji, zwanych powszechnie „Frei-koipsami". Tutaj też zauważony został przez swoich przełożonych, a jego gorliwość w zwalczaniu wszystkiego co polskie zaowocowała nadaniem mu „Śląskich Orłów" I i n klasy - odznaczenia przyznawanego szczególnie gorliwym członkom niemieckich, antypolskich organizacji. W roku 1921 wstępuje do nowo powstałej Reich-swehry, a w 1924 r. do Grenz-schutzu - niemieckiej straży granicznej. Służbę pełni na granicy z Polską - najpierw na Śląsku, później na Mazurach. Aktywnie działa w oiganizaq'i „Stahlhelm" - związku żołnierzy frontowych, kolejnej paramilitarnej i skrajnie nacjonalistycznej oiganizaęjiby-łych wojskowych. Wiatach trzydziestych wiąże się zruchem na-rodowosocjalistycznym. W1930 roku jest już w szeregach NSDAP, arokpóźniej SS. Po dojściu Hitlera do władzy piastuje wysokie urzędy państwowe jako dowódca SS i policji w Prusach Wschodnich i na Śląsku. Jest również posłem do Reichstagu. Aby zatrzeć swe polskie pochodzenie, najpierw - jeszcze w roku 1925 - bez żadnego uzasadnienia historycznego dodaje do nazwiska Zelewski człon Bach, po czym, już w roku1940, otrzymuje od Himmlera zgodę na używanie jedynie jego nowego, niemiedaego członu. Wojna na Śląsku We wrześniu 1939 roku podległe von dem Bachowi formacje policyjne dokonywały szeregu pacyfikaq'i na terenach zajętych przez Wehrmacht, głównie na Górnym Śląsku, Żywiecczyźnie i w Zagłębiu. Od października został oficjalnie pełnomocnikiem Reichsfuhrera SS do spraw umacniania niemczyzny na terenach wcielonych do III Rzeszy, co łączyło się z setkami mordów i przesiedleń ludności polskiej do utworzonego przez władze okupacyjne Generalnego Gubernatorstwa. Z końcem roku 1939 wystąpił, za pośrednictwem podpułkownika SS i wyższego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa, do Himmlera z propo-zyq'ą utworzenia w Oświęcimiu obozu koncentracyjnego KL Auschwitz, przeznaczonego początkowo dla 10 tysięcy polskich więźniów. Do końca roku nadzorował „Akcję Żywiec", polegającą na przymusowym wysiedleniu z południowo-zachodniej Małopolski ludności polskiej i osiedleniu na tym terenie Niemców z rumuńskiej Bukowiny i MałopolskiWschodniej, zajętej przez Związek Sowiecki. W trakcie trwania tej akcji w bestialski sposób wypędzono z domów ponad 20 tysięcy Polaków, niejednokrotnie odbierając im dzieci spełniające tak zwane „wymogi rasowe". Wojna na froncie wschodnim 22 czerwca 1941 roku, w dniu rozpoczęcia „Planu Barba-rossa", Erich Julius von dem Bach otrzymał awans na wyższego dowódcę SS i policji przy Grupie Armii „Środek", dowodzonej przez feldmarszałka Fedora von Bocka. Przez ponad rok kierował akcjami pacyfika-cyjnymi na zapleczu frontu wschodniego, dopuszczając się wielu masowych mordów, głównie na ludności pochodzenia żydowskiego. Jego jednostki były odpowiedzialne za masakry w Białymstoku, Mińsku, Mohylewie, Rydze i nabagnach Prypeci. Od czerwca 1943 roku Erich Julius Zelewski vel Erich Julius von dem Bach. Kat walczącej Warszawy był pełnomocnikiem do spraw zwalczania partyzantki w Europie Wschodniej. Pod jego dowództwem niemieckie jednostki policyjne zamordowały we wschodniej Polsce, na Białorusi, Łotwie, Litwie i w Estonii kilkaset tysięcy ludzi, za co był bardzo wysoko ceniony przez naczelne dowództwo SS i samego Himmlera. Powstanie Warszawskie Gdy 1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie, reichsfuhrer SS nie miał żadnych wątpliwości, kto ma stanąć na czele niemieckich jednostek wojskowych przeznaczonych do zdławienia oporu powstańców. Erich von dem Bach był - można by rzec - do tego stworzony. Od lat kierował bestialskimi akcjami pa- cyfikacyjnymi. Był bezwzględny, okrutny i przede wszystkim posłuszny Rozkaz przyjął bez wahania i natychmiast udał się w rejon Warszawy, gdyż wybuch powstania zastał go w Ka-sino-Hotelu w Sopocie, dlatego przez pierwsze dni sierpnia funkcję głównodowodzącego niemieckich jednostek w Warszawie pełnił generał SS i policji Heinrich Reinefarth. Po przybyciu do Sochaczewa w dniu 5 sierpnia Erich Julius stanął na czele nowo utworzonej jednostki wojskowej, nazwanej na jego cześć „Korps-gruppe von dem Bach". W jej skład wchodziły oddziały SS, a także Brygada Szturmowa Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej, dwa bataliony Aze-rów oraz Ukraiński Legion Samoobrony. Wspomagać ją miały ERICH JULIUS VON DEM BACH NIGDY NIE ODPOIMIEDZIAŁ ZA ZAMORDOWANIE SETEK TYSIĘCYPOLAKÓHR BIAŁORUSINOM/1ŻYDÓIM samoloty 6. Floty Powietrznej Luftwaffe. W dniu przybycia von dem Bacha do Warszawy rozpoczął się jeden z najkrwawszych epizodów w okupowanej Polsce. Jednostki niemieckie wspólnie z rosyjskimi kolaborantami w dniach od 5 do 7 sierpnia wymordowały około 60 tysięcy mieszkańców warszawskiej Woli. Zabijano wszystkich, nie oszczędzając kobiet i dzieci. Dokonywano rabunków i gwałtów. Ciała pomordowanych palono. Rzeź Woli - bo pod taką nazwą masakra przeszła do historii - miała być przestrogą dla innych miast europejskich okupowanych przez Niemców. Gwałty i egzekucje na polskiej ludności cywilnej trwały nieustannie przez cały czas trwania walk w Warszawie, a nawet po ich ustaniu. Zginęło około 200 tysięcy mieszkańców. Około 600 tysięcy wypędzono ze stolicy i okolicznych miejscowości, a następnie osadzono w tak zwanych obozach przejściowych. Dziesiątki tysięcy wywieziono na przymusowe roboty w głąb Niemiec lub do obozów koncentracyjnych i rozpoczęto systematyczne niszczenie samego miasta. Wysadzano i palono wszystkie budynki. Miasto miało przestać istnieć. Erich Julius wykonał powierzone mu zadanie. Jego ludzie zabijali, gwałcili, rabowali, burzyli i palili, został więc doceniony przez fuhrera i odznaczony Żelaznym Krzyżem Rycerskim oraz awansem na dowódcę X Korpusu Armijnego SS. Wojna miała się jednak ku końcowi, a Niemcy ją przegrywały. Chronił i pomagał. Ma przecież polskie korzenie Dokładnie rok po tym, jak z entuzjazmem przyjął od Himmlera zadanie spacyfikowa-nia Powstania Warszawskiego, l sierpnia 1945 roku von dem Bach został aresztowany przez Amerykanów. Nagle ochoczo zaczął przyznawać się do polskiego pochodzenia, wspominając, iż jest potomkiem starego kaszubskiego rodu, który to za odwagę podczas bitwy pod Wiedniem otrzymał od króla Jana ID Sobieskiego tytuł szlachecki. Twierdził, iż chronił ludność Warszawy jak tylko mógł, łagodząc rozkazy samego Hitlera i nie pozwalając na wymordowanie wszystkich cywilnych mieszkańców polskiej stolicy. Zezna-wał w wielu procesach jako świadek - czy to w trakcie procesów norymberskich, czy podczas procesu gubernatora dystryktu warszawskiego Fischera. Sam jednak umiejętnie unikał odpowiedzialności za zbrodnie ludobójstwa. W roku 1951 został skazany w Niemczech na 10 lat obozu pracy, który szybko zamieniono na areszt domowy. Dziesięć lat później skazano go na kilkuletnie więzienie zaudział w „Nocy Długich Noży", czyli za krwawą kłótnię międzytowa-rzyszami partyjnymi z NSDAP. W roku 1963 skazano go ponownie, tym razem na dożywocie, za zamordowanie sześciu niemieckich komunistów. Zmarł w szpitalu więziennym w 1972 roku. Niemieckie sądy skazywały go wyłącznie za morderstwa dokonywane na Niemcach. Nigdy nie odpowiedział za zamordowanie setek tysięcy Polaków, Białorusinów i Żydów, nie byli oni przecież obywatelami Niemiec. Najwidoczniej niemiecka Temida miała opaskę tylko najednym oku... 10 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 Pierwszą część „Porad na zdrady" obejrzało w Polsce ponad 700 tysięcy widzów. Skąd taki sukces tej komedii? Myślę, że stąd, iż jej twórcom udało się pokazać w krzywym zwierciadle odwieczny konflikt między kobietami a mężczyznami. Atak się składa, że ja jestem ekspertem od tego tematu. Dosłownie! (śmiech) Od kilku lat gram wykładowcę w spektaklu „Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus". Opiera się on na słynnej książce Johna Graya, która została zaadaptowana na potrzeby teatralne. Jej treść pokazuje, jakie są różnice między płciami. Nawet jeśli jest to lista stereotypów. Jestem na scenie sam i prowadzę „wykład". To bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ często pytam o coś publiczność - raz kobiety, raz mężczyzn. Nigdy nie wiem, co odpowiedzą, ale wielokrotnie te odpowiedzi się powtarzają. Co świadczy jednak o tym, że w naszym życiu, tych stereotypów jest jednak sporo! Jeśli są one zabawne i niegroźne, nie musimy z nimi walczyć. Bardzo ważny jest dystans do samych siebie. Druga część „Porad na zdrady" pokazuje, że największym problemem mężczyzn w związkach jest docho-wanie wierności swym partnerkom. Toteż stereotyp? Wierność to coś intymnego. Obowiązuje zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Szkodliwym stereotypem jest to, że facet skaczący na boki, to „kogut". A kobieta, która podobnie się zachowuje? Wolę nawet tego nie nazywać. To znaczy, że mężczyznom przypisuje się większe prawo do zdradzania. Ja się z tym nie zgadzam! Co jednak ciekawe, to kobiety tak nas często postrzegają. Kiedy słyszę coś takiego, to zawsze bronię pań: „Dziewczyny, co wy robicie? Dajecie nam większe prawa niż sobie?! Przecież ztym walczycie!". Poprawność obyczajowa utrwala stereotypy? Kiedyś siedzę w studiu i mówię: „Z żeńskiej logiki wynika...". Czyli nic pejoratywnego. A wręcz odwrotnie -podkreślam jakiś pozytywny przymiot kobiet. Tymczasem ku memu zaskoczeniu dostałem zaraz potem na Facebo-oku wpis zarzucający mi, że deprecjonuję kobiety. Próbowałem tłumaczyć i odpisywać, że nie miałem nic złego na myśli - ale nie pomogło. To jest jak chodzenie po polu minowym. A ja kobiety bardzo wspieram! Ta historia dała mi jednak do zrozumienia, że nie zawsze moja intencja będzie klarowna. Trzeba w takich przypadkach wykazać się dużą delikatnością. Jeśli kogoś coś zaboli, starajmy się nad tym pochylić i nawet jeśli nie zrozumieć, to przynajmniej uszanować. Z drugiej części „Porad na zdrady" wynika, że męż-czyznzkołei najbardziej doprowadza do złości u kobiet ich zazdrość. Pana doświadczenia życiowe to potwierdzają? Z tego, co pamiętam, moja postać jest nieco połamana. Początkowo biznesmen Janusz, bo tak ma na imię mój bohater, jest cyniczny: zdradza żonę a jednocześnie zarzuca jej, iż jest zazdrosna! Jakaś schizofrenia emocjonalna! Ale z czasem przechodzi przemianę. Nie chcę niczego więcej powiedzieć, bo zdradziłbym zbyt dużo - ale ostatecznie okazuje się, że przez takie postępowanie dużo traci. My jako aktorzy mamy do dyspozycji scenariusz i musimy go przez siebie przepuścić, a to, co mówimy na scenie czy w filmie, nie musi zgadzać się z naszymi przekonaniami. To jest rola! I tak jest w tym przypadku. Proszę więc pamiętać, że te szowinistyczne wypowiedzi padają z ust Janusza, a nie Piotra Gąsowskiego. Mój bohater jest właściwie moim przeciwieństwem. Ja na pewno nie jestem taki cyniczny jak on. Janusz chce się zmienić i szuka pomocy w grupie wsparcia. Pana zdaniem taki psychologiczny coaching może pomóc zażegnać ten konflikt między kobietami a mężczyznami? Piotr Gąsowski na taki coaching by nie poszedł. Mój bohater jednak idzie - ale cały czas deprecjonuje to, co tam się dzieje. Tymczasem moim zdaniem wszystko, co służy poprawie naszego samopoczucia, czy to coaching, joga, siłownia czy operacje plastyczne, to pożyteczne zjawiska. Tymczasem my się lubimy z tego nabijać: „Patrzcie, ta sobie zrobiła wargi jak glo-nojad". Co nam to, do cholery, przeszkadza? Chcemy, żeby kobiety były stuprocentowo piękne, a potem jak sobie robią operacje plastyczne, to się z nich nabijamy. To niekonsekwencja. I oczywiście również ja nie jestem od tego wolny. Sam się na tym łapię. I to też jest stereotyp. I z takimi stereotypami u siebie walczę! Kiedy się ogląda film, wydaje się, że mieliście panowie świetny ubaw na planie, kręcąc sesje tej grupy coachingo-wej. Tak było rzeczywiście? Było różnie. Raz wesoło, raz poważnie. Jest takie powiedzenie wśród filmowców, że kiedy jest zabawnie na planie, to potem smutno na ekranie. I kilka razy się przekonałem, że to prawda. Dlatego wolę być powściągliwy. Ale oczywiście po zdjęciach spędzaliśmy ze sobą dużo czasu razem i wtedy było naprawdę wesoło. Obsa-dowo było to ciekawe, bo PIOTR GĄSOWSKI: JUŻ OD PODSTAWÓWKI BYŁEM CHŁOPAKIEM, KTÓRY LUBI SIĘ WYGŁUPIAĆ Podobno większość komediowych aktorów jest prywatnie ponurakami. Piotr Gąsowski jest tego zaprzeczeniem. Opowiada nam o swej roli w filmie „Porady na zdrady 2" oraz o tym, czym różni się bycie aktorem i prezenterem Paweł Gzyl każdy z tej grupy był w innym wieku. Ja byłem najstarszy -i to mnie raczej nastrajało poważnie. (śmiech) Ale cóż: czas płynie nieubłaganie i w przyszłym roku stuknie mi sześćdziesiątka. Na razie czuję się młodziej, powiedzmy na jakieś 59 lat. Czego wszystkim życzę! (śmiech) Świetnie odnajduje się pan w tym komediowym żywiole. Tak było od początku pana kariery? To działo się stopniowo. Na początku Adam Hanuszkiewicz, który był moim największym mistrzem, obsadzał mnie w rolach dramatycznych czy wręcz tragicznych. Czy to w „Cydzie", „Weselu" czy w „Wyzwoleniu". Ale w pewnym momencie dostrzegł też we mnie komediowy talent. Zacząłem go chętnie rozwijać, bo od już od podstawówki byłem chłopakiem, który lubi się wygłupiać. To dlatego, że jestem po prostu pogodnym człowiekiem. Lubi pan opowiadać dowcipy? Bardzo. I, nieskromnie to zabrzmi, jestem w tym dobry, (śmiech) Co ciekawe, aktorzy nie zawsze potrafią dobrze opowiadać kawały. To zupełnie inna filozofia przekazu.. Żarty wspaniale opowiada Wiktor Zborowski, Paweł Wawrzecki czy Kasia Skrzynecka. Z kolei mój przyjaciel Jasiu Chabior - nie ma drygu do zapamiętywania dowcipów. Szybo zapomina kawały, dlatego kiedy razem jedziemy w trasę ze spektaklem, notuje sobie moje dowcipy, (śmiech) „Idę dzisiaj na imprezę i chciałbym opowiedzieć jakiś żart. Powiedz coś fajnego" - mówi do mnie. Prosi też o to Kasię Skrzynecką, gdyż gramy wtej samej sztuce. To jest takie słodkie z jego strony. I potem odnosi czasem „sukces towarzyski" z tymi żartami, o czym nas, ku naszej, obopólnej radości, informuje. Którą ze swoich komediowych ról ceni pan najbardziej? Choćby tę najnowszą. Teraz gram w „Pięknej Lucyndzie" w reżyserii Eugeniusza Korina w Teatrze 6. Piętro w Warszawie. To wspaniała sztuka, o jakiej marzy dzisiaj każdy aktor, ponieważ takich sztuk się teraz bardzo mało robi. Mamy tu kostiumy z epoki, peruki, rajstopy, krynoliny, waszmo-ściów i hrabiów. To oczywiście ma pastiszowy ton, jest bowiem zabawą formą. Ja tam gram 90-letniego starucha z doczepionym brzuchem. AKTORZY NIE ZAWSZE POTRAFIĄ DOBRZE OPOIVIADAĆ KAHAŁY. TO ZUPEŁNIE INNA FILOZOFIA PRZEKAZU. JA JESTEM IV. TYM DOBRY Czerpię więc tutaj trochę z commedii dell'arte. I uwielbiam to. Tam grają trzy pokolenia aktorów: Kazio Kaczor, Krzysio Tyniec, Magda Zawadzka, Hania Śleszyńska, Dorota Stalińska, Joanna Li-szowska, Rafał Królikowski, Mikołaj Roznerski. I ja między nimi. Gramy tego dużo, a biletów nie ma już na kilka miesięcy w przód. Telewidzowie polubili pana chyba najbardziej w serialu „Dalekood noszy". Na pewno był to jedno z najwspanialszych okresów w moim aktorskim życiu. Praca przy tym serialu trwała, z przerwami, aż kilkanaście lat. Scenarzysta i reżyser Krzysiu Jaroszyński zaczął w pewnym momencie pisać dialogi pod konkretnych aktorów -pod rytm naszego mówienia i pod indywidualną energię każdego z nas. To powodowało, że pojednym czytaniu umieliśmy tekst każdej sceny. Wszystko się logicznie układało i dawało interpretacyjny komfort. To było coś wspaniałego. A aktorzy w tym serialu występujący byli artystami najwyższej próby. To był zaszczyt i przyjemność z nimi pracować, podobnie jak z reżyserem i całą, wspaniałą ekipą. Pamiętamy też pana występy w „Świecie według Kiepskich". Tam dostąpiłem w dwóch odcinkach kolejnego zaszczytu, a mianowicie zagrania samego siebie. To duże wyróżnienie dla aktora. Ale najbardziej za- pamiętano mój występ z odcinka „Kocham biurokrację". Ciągle ktoś mi podsyła ten filmik mailem. Ta scena trwa tylko cztery i pół minuty, ale jest prześmieszna. A to dlatego, że po prostu jest świetnie napisana. Gram tam z Andrzejem Grabowskim. Te komediowe talenty aktorskie przydają się panu jako prezenterowi? Myślę, że tak. Chociaż wiele osób dziwi się jak to mówię, bycie aktorem i prezenterem ma ze sobą niewiele wspólnego. Może tylko to, że występuje się przed publicznością. W kinie czy w teatrze aktor ukrywa się za postacią. To, co wygłaszam, na planie czy na scenie, nie mówi Piotr Gąsowski, tylko bohater, w którego się wcielam. I trzeba tak zaczarować widzów, żeby w to uwierzyli. Porównam różnicę między tymi dwoma rodzajami artystycznej działalności do różnic między jazdą na nartach i na snowboardzie. Kiedyś jeździłem tylko na nartach. I kiedy pierwszy raz miałem przejechać się na snowboardzie, wybrałem się na tę samą górę, na której jeździłem wcześniej na nartach. Wydawało mi się bowiem, że będzie mi łatwiej, znając dobrze ten stok. Warunki pogodowe były tego dnia bardzo dobre i forma też, ale okazało się, że wszystko jest inaczej. Co chwilę wywalałem się, nie mogąc utrzymać równowagi. To samo jest z byciem aktorem i prezenterem. Niby występujemy cza- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 PULS 11 Gąsowski: Nigdy nie ma dwóch takich samych imprez, które prowadzę. Bo często jest tak, że wychodząc na scenę, w ogóle nie wiem, co powiem sem na tej samej scenie, ale w obu przypadkach chodzi o coś zupełnie innego. lak to jest, kiedy jest pan prezenterem? Wtedy jestem jako Piotr Gąsowski. I od razu następuje weryfikacja mojej estradowej osobowości. Muszę bowiem sprawić, by ludzie w amfiteatrze, w którym występuję, przestali pić piwo, jeść parówki i gadać ze sobą. Trzeba przykuć ich uwagę, aby chcieli mnie słuchać. To nie teatr, nie muszą być skupieni. Do tego mają dużo atrakcji: watę cukrową, piękne słońce, koleżankę u boku. I ja muszę się przez to wszystko do nich przebić. To bardzo trudne. Niektórzy podśmiewają się ze mnie: „E tam, wystarczy, że wyjdziesz na scenę i już". „No to wyjdź i spróbuj. Powiedz coś od siebie, co nie masz napisane" - odpowiadam. Jako aktor mam do dyspozycji tekst, a tutaj muszę sam błyskawicznie reagować na to, co się dzieje na widowni. Miał pan jakieś zabawne przygody w takiej sytuacji? Kiedy zaczynałem pracę prezentera, występowałem w parku podczas jakiegoś święta miasta. Tysiąc osób mnie słucha, a tu nagle pijany facet pod sceną zaczyna do mnie coś krzyczeć. Zacząłem mu odpowiadać i wdałem się z nim w dyskusję. Tymczasem ludzie słyszeli tylko mnie, bo byłem podpięty pod nagłośnienie, a mój rozmówca - nie. I wyszło to groteskowo. Dopiero po wszystkim się zorientowałem, jak to wyglądało. Dlatego teraz po prostu ignoruję takich typków. Woli pan być aktorem czy prezenterem? Jedno i drugie daje mi radość. I cieszę się, że mogę uprawiać te dwa zawody. Bo wtedy życie jest ciekawsze. I daje większe poczucie bezpieczeństwa. A najważniejsze, że jato po prostu kocham. Nigdy nie ma dwóch takich samych imprez, które prowadzę. Bo często jest tak, że wychodząc na scenę, w ogóle nie wiem, co powiem. Oczywiście pamiętam, że prowadząc imprezę firmową, muszę przywitać jednego czy drugiego. Ale potem improwizuję. Od tego zagajenia zależy, czy ludzie mnie „kupią" - przestaną pić drinki i zaczną mnie słuchać. To jest podniecające. Ma pan tremę przed takimi występami? Za każdym razem. Ale ten dreszczyk emocji jest ważny. Już profesorowie w akademii teatralnej mówili: „Kiedy przestaniesz czuć tremę, to zmień zawód. Bo to znaczy, że już ci nie zależy". Ja uprawiam ten zawód 35 lat i ciągle stresuje mnie każdy występ. Może to nie jest dobre dla zdrowia, ale inaczej nie umiem. I cieszę się z tego. W telewizji zaczynał pan karierę prezentera od pamiętnych „Kalamburów". To prawda. Zrobiłem trzysta odcinków. Ludzie do tej pory to pamiętają. „Kalambury" powstawały w chałupniczych warunkach. Kręciliśmy aż dziesięć odcinków dziennie. Ponieważ był to j eden z pierwszych programów tego typu, wszystkie gwiazdy chciały w nim wystąpić. I dzięki temu poznałem wszystkie ważne postacie ze * świata filmu, muzyki, sportu czy mediów. Nawet politycy chcieli u mnie występować, bo to była wspaniała zabawa. Kiedy niedawno w czasie pandemii prowadziłem swoje audycje instagramowe, wszyscy zgadzali się na udział w nich. Bo każdego znałem. Ostatnio prowadziłem jakiś koncert i grały tam Wilki. Spotkałem więc Roberta Gawlińskiego i wspominaliśmy, jak poznaliśmy się przy „Kalamburach". Dla młodego aktora, którym wtedy byłem, było to coś wspaniałego. Przedtem ten świat był dla mnie nieosiągalny. Nie znałem ani Maryli Rodowicz, ani Zbyszka Wodeckiego. Apoznałemich wszystkich właśnie przy „Kalamburach". Można więc powiedzieć, że złapałem pana Boga za nogi, kiedy dostałem ten program. Zarabiałem tam jakieś śmieszne pieniądze, ale popularność, jaką dzięki niemu zdobyłem, była bardzo ważna dla mojej kariery. Potem powtórzyło się to chyba dopiero przy „Twoja twarz brzmi znajomo". Uwielbiałem prowadzić ten program. Włożyłem w niego dużo swoich pomysłów, tekstów czy żartów. To był wspaniały okres w moim życiu zawodowym. Przy „Twarzy" poznałem wielu młodych ludzi, którzy powalili mnie talentem. Kiedy słuchałem takiego młodego chłopaka czy dziewczyny, zdarzało mi się wzruszyć i popłakać na wizji. I to były autentyczne emocje. Ja tam nie grałem, tylko byłem prawdziwym Piotrem Gąsow-skim. Może te łzy były nieprofesjonalne, ale autentyczne. Ja taki jestem w życiu. Kiedy coś mnie bardzo przejmie, to od razu się wzruszam, (śmiech) Trudno było panu podjąć decyzję o rezygnacji z prowadzenia „Twarzy'? Bardzo. Właśnie z tych względów, o których mówię. Gdyby to była zwykła praca, byłoby pół biedy. Ale to był dla mnie styl życia i część mojej osobowości. Dlatego nie ukrywam, że tęsknię za tym programem. Zostało w nim wielu moich znajomych i życzę im jak najlepiej. Nie żałuję jednak swej decyzji. Bo nie chciałem tam być bez Kasi Skrzyneckiej, która jest moją bliską przyjaciółką. My mamy ze sobą znakomite porozumienie i decyzja ojej odsunięciu od tego programu, była dla mnie niezrozumiała. Czyjakolwiek ona była. Ale, jak już wspomniałem, jeśli czegoś nie rozumiesz, to chociaż uszanuj. Ija tak robię. Nadal bardzo szanuję ten program i wcale się na niego nie obraziłem! Bo rozumiem, że kiedy przychodzi nowy szef, ma prawo do własnych decyzji personalnych: jednych zwolnić, a drugich zatrudnić. Tak jak mamy prawo przemeblować mieszkanie, do którego się wprowadzamy. Dlatego nie będę tu wymachiwał szabelką i ruszał na barykady. Ale tęskno mi jest! Jak pan ocenia swego następcę Maćka Rocka? Maćka lubię od dawna i to się nie zmieniło. Moja córcia Julcia też! Nawet gdybym miał jakąś uwagę zawodową do niego, to nigdy bym jej nie wygłosił publicznie, bo byłoby to nietaktowne. Oczywiście przekazałem mu swoje doświadczenia związane z tym programem, ale przy herbacie. Boja się lubię dzielić z innymi moimi doświadczeniami. Jesienią zobaczymy w programie pana syna Jakuba. Cieszy się pan? I bardzo cieszę, i bardzo denerwuję za niego! Ale wpozytyw-nym sensie. Byłoby dziwne, gdyby było inaczej. Zacząłem prowadzić ten program 10 lat temu, Kuba jeszcze nawet nie chodził do Akademii Teatralnej . Widziałem, jak się rozwija: studiuje, potem występuje w spektaklach muzycznych, a nawet jeden wymyślił i wyreżyserował i w nim zagrał - „Sinatra 100+" w Teatrze 6. Piętro w Warszawie. Wtedy pomyślałem, że nadaje się bardzo do tego, aby wystąpić w „Twarzy". Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że niektórzy ludzie uznają, że ja mu to załatwiłem. Zapytano mnie wtedy, czy my to udźwigniemy. „Kuba, i ty, i ja wiemy, że nic tu nie było załatwiane i jesteśmy czyści. Dlaczego masz rezygnować z takiego wspaniałego programu, na który zasługujesz?" - spytałem go. Przecież tam jest casting - i jak się ktoś nie nadaje, to się nie nadaje. Dlatego w końcu się zdecydował i miał wystąpić już w tej poprzedniej edyq'i, którą jeszcze myślałem, że będę prowadził. Wtedy zaczęły się jednak roszady personalne w programie i w końcu ogłosiłem, że z niego odchodzę. Kuba się mnie wtedy pyta: „Tato, co ja mam robić w tej sy-tuacji?".„Cokolwiek zrobisz, to będzie dobrze. Musisz jednak sam podjąć decyzję" - odpowiedziałem. I on stwierdził, że będzie się głupio czuł w tej pierwszej edycji, w której mnie nie ma. „Dziękuję synu, jestem z ciebie dumny. Naprawdę masz jaja" - podsumowałem. Bo mając taką szansę, zrezygnować z niej, to było naprawdę bardzo odważne. Ale ja bym zrobił to samo na jego miejscu. Kiedy jednak po raz kolejny zaproponowano mu udział w „Twarzy", powiedziałem: „Teraz Kuba musisz się zgodzić. Nie możesz się kierować racjami ojca. Jesteś niezależnym bytem. I mnie wkurzysz, jak odmówisz. A poza tym, zawodowo rzecz ujmując, do tego się nadajesz!". Dlatego cieszę się, że jesienią zobaczymy go wreszcie w tym programie. Cieszy pana, że Kuba został aktorem? Jasne. Ale nie dlatego, że poszedł wnasze ślady, ale dlatego, że to go pasjonuje. Dlaczego miałbym mu to odradzać, skoro aktorstwo i mnie, i Hani Śleszyńskiej „zrobiło" życie?! Oboje jesteśmy szczęśliwi, że wykonujemy tę profesję. Oczywiście niejeden raz upadaliśmy na twarz i czuliśmy się niedocenieni. Ale to jest wpisane wten niewymierny przecież zawód. Ani ja, ani Hania nie wyobrażamy sobie, żebyśmy mając dziś ponownie 19 lat, mogli wybrać inną drogę życia. Trzeba przyznać, że Kuba ma ewidentny talent aktorski. Mój tata jest wybitnym naukowcem, profesorem, to typowo ścisły umysł. I pewnie by się kiedyś cieszył, gdyby jego syn też został inżynierem czy naukowcem. Obawiałem się trochę powiedzieć mu, że chcę być aktorem. Kiedy się wreszcie na to odważyłem, usłyszałem od niego: „Synku, rób wszystko, żebyś był w życiu szczęśliwy, my z mamą będziemy cię wspierać". I rzeczywiście tak się stało. Dlatego teraz cieszę się, że Kuba został aktorem, nie dlatego, że uprawia ten sam zawód, co ja i jego mama, tylko dlatego, iż widzę, że on się w nim realizuje. Że to jest jego pasja. Gdyby został hydraulikiem czy ogrodnikiem, ale pasjonatem tych profesji, to też by było bardzo dobrze. Doradza mu pan czasem w sprawach zawodowych? Chciałbym, ale on nie chce się mnie radzić. Bardzo jest na to wyczulony. „Kuba, i tak ludzie będą gadać, że ci to czy tamto załatwiłem, więc nie ma się tym co przejmować" - mówię. „Nie tato, ja muszę sam" - odpowiada. Oczywiście od czasu do czasu pyta mnie o jakieś drobiazgi. Kiedy był w szkole teatralnej próbowałem mu sugerować swą pomoc w interpretacji wiersza czy prozy. A on nie. Wręcz byłem zazdrosny, że pyta się obcych, (śmiech) Ale rozumiałem jego podejście. Ono zostało mu do dzisiaj. Tylko raz wystąpiliście wspólnie - w serialu „Mecenas Porada". Jak było? Wspaniale. Dlatego planuję ponownie coś zrobić z Kubą. Bo dlaczego nie? Oczywiście już sobie wyobrażam, jak będzie między nami iskrzyć, (śmiech) Ale z pewnością chciałbym znowu z nim coś zagrać. Choćby tylko po to, aby to było w annałach naszej rodziny. Może doprosimy jeszcze Hanię? Jest przecież wybitną aktorką! I sam to wyprodukuję. Żeby nikt nie gadał, że wepchnąłem gdzieś syna po znajomości. Albo razem z Kubą to wyprodukujemy. Jeszcze nie wiem, co to będzie, ale na pewno będzie się działo! 12 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 gasi pożary w kreskówce napięta w gitarze dzielnica Krakowa r~ udaje towar świętuje w grudniu wojskowy transporter "V schadzka, sam na sam r~ opinia, sława ptak, wydrzyk wielki r~ mieszanina głosów r~ męstwo ~v grecka potrawa -V hiszpańskie wino r~ napęd maszyny upomnienie wynalazca kostki zna budowę organizmu ludowy zwyczaj witania wiosny zarys sylwetki - 1 \ ł ł 4 | 1 ł zapach spalenizny l 27 Ziółkowski lub Majewski - 22 \ l U ramka okularów - Wielki na niebie - 3 część spłaty długu - ■ \ krzyk, awantura -+ ptasie amory - 8 wyborcza - znawca religii część filara upadły anioł sąsiedzi Lachów U 1 C mleczko kauczukowe stała opłata urzędowa 1 naro-dowy demokrata podwójna w tenisie 1 film z Bogusławem Lindą - Johnson, aktorka z USA - przepływa przez Bydgoszcz oficer kozacki ł kuchenna umywalka przyrząd geodety 5 baśniowy stwór ... Teresa z Kalkuty kilka kompanii 1 niejedna w kołczanie ł stawiany przez obrońcę gibon białoręki L 1 r~ w portfelu Norwega 21 tendencja w sztuce - 26 Salvador, hiszpański malarz - l duże beczki na wino kloc drewna portugalskie wyspy nie wywołuj z niego wilka I sąsiad Czecha i Litwina -*■ ł informacje - zbiór dzieł kilku autorów - 23 1 25 l 1 zamsz lub nako rodzaj dekoltu U i imię autora „Przedwiośnia" - Stanek, piosenkarka - wejście do czołgu - 14 model Seata - 7 r~ niski głos kobiece uczestnik corridy wyporność statku zespół przyrządów 6 obwódka, otoczka 1 mityczna matka Edypa karciana czerwień poetycko 0 kresie życia atak szału U 24 i i J l i \ rogi łosia jednostka siły -* polski zespół pop-rockowy zakres działania 20 portugalskie wino stan w USA i U klasztor pustelników azjatycki trunek - 1 i i 1 e gatune palmy 2 ł i pora dnia czerwony kur zespół 9 muzyków U i | 1 liidMl * U 1 ważny w biznesie uczestnik wielu bitew owoc tarniny Pola, polska aktorka atak bombowców •£j lilii imhHI ■ ■: lii Wm górski potok wymaga dowodu - 1 U i i "aa r U nasia-dówka -* 11 13 podoficer w wojsku wspinaczka wysokogórska rodzaj streszczenia lub omówienia pracy wzmocniony koniec żagla r~ ma zakłamaną moralność zespół komorek auto z Korei Południowej bla-chowy łącznik amerykański hektar rys stepowy ukryty sens wypowiedzi l nauczycielka \ arabski Jan \ -»• \ - ł * ł kolor jak roślina wojskowy uniform harmi-der. zgiełk szaniec obronny koniec bomu lekka, ruchoma rzeźba - odmiana gruszy 15 część stadionu ■ f 29 rzadkie imię męskie U i 1 \ płoną w kominku - potocznie narty -+• : 16 mityczny brat Polluksa i ł 1 mały dipol 12 budowana przez bobry prymitywne łożko 18 grecka litera ptak morski -*• 17 fruwanie lekkie dziwactwo związek państw gęsta tkanina bawełniana znak firmowy waga opakowania l \ ł i wyspa Napoleona - ł siana przez panny - ł - ł ł ustalony termin blaszka z szatni 10 obawa, bojaźń - 9 Zine-dine, piłkarz i trener -*• 19 płynny miód l komedia Zapolskiej - 28 część zbroi rycerza - ■ polski pies myśliwski - odmiany w hodowli - piłka poza boiskiem - zwolennik królowej Bony - rzymska bogini świtu - Litery z pól ponumerowanych od 1 do 29 utworzą rozwiązanie - przysłowie angielskie. izam vnz 3in oi>i 'izanyi Sis ON?oad :3invzVimzoh Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 ROZŚPIEWANA POLONIA • 15 Chórem wyśpiewają miłość do ojczyzny 4 WAKACYJNA PODROŻ Z KROKODYLKIEM TIRKIEM Zapraszamy na rodzinny piknik "Bezpiecznej Szkoły Krokodylka Tirka" 13 sierpnia na parkingu przy ul. Lechitów przy estakadzie w Mielnie. Start o godzinie 11:00. Chcesz wziqć udział w wydarzeniu i jesteś osobą ze szczególnymi potrzebami? Daj nam znać: dostepnosc@gitd.gov.pl W programie m.in. mobilne miasteczko ruchu drogowego, dmuchańce, gry i konkursy z edukacyjno-odblaskowymi nagrodami, malowanie buziek oraz prezentacja sprzętu Inspekcji Transportu Drogowego. Fundusze Europejskie Infrastruktura i Środowisko Rzeczpospolita Polska INSPEKCJA TRANSPORTU DROGOWEGO Unia Europejska Fundusz Spójności Joanna Boroń Koszalin Rozmowa z Przemysławem Pałką, dyrektorem artystycznym Światowego Festiwalu Chórów Polonijnych w Koszalinie. Festiwal zaczyna się 13 sierpnia w Koszalinie. To 17. edycja wydarzenia. Do Koszalina przyjedzie 5 chórów, w sumie 102 chórzystów. Z festiwalem związany jest pan od ponad 30 lat. Pamięta pan ten swój pierwszy festiwal? Oj tak, pamiętam! Byliśmy zakwaterowani w szkole muzycznej, tam korzystaliśmy z sal dydaktycznych, tam też mieliśmy koncerty, tam poznałem wspaniałych ludzi, z którymi miałem okazję współpracować jako młody asystent, i tych wspaniałych śpiewaków z całego świata. Było to dla mnie wtedy zupełnie nowe doświadczenie, którego nie da się zapomnieć. Tkwi we mnie do dzisiaj. Przez te lata festiwal się zmieniał. Przed naszą rozmową przejrzałam archiwalne materiały. To, co zauważyłam, to jego skala. 30 czy 40 lat temu tych chórzystów do Koszalina przyjeżdżało dużo więcej. Poza tym przyjeżdżali z bardziej egzotycznych miejsc. Rzeczywiście. Pamiętam taki koncert w koszalińskim amfiteatrze, kiedy miałem przyjemność dyrygować chórem złożonym z 700 chórzystów z całego świata. To było nieprawdopodobne przeżycie. Pamiętam, że ktoś ze słuchaczy skomplementował „jak się panu udało, że oni piano śpiewali". Otóż udało się dlatego, że ci ludzi przyjechali do Koszalina, by naprawdę śpiewać. Oczywiście też po to, by poznać Polskę, porozmawiać po polsku, by dotknąć tej Polski. Cóż, w tym festiwalu nigdy nie chodziło tylko o muzykę, ale i o miłość do Polski. To są rzeczy ze sobą bardzo powiązane. Jako profesjonalny muzyk tutaj tego doświadczyłem i tutaj się tego nauczyłem - poprzez pracę artystyczną, ćwiczenia, śpiewanie polskich pieśni chórzyści mają cały czas kontakt z ojczyzną. Kiedyś mogliśmy im dać więcej - formuła zakładała, że chóry przyjeżdżały do Koszalina na kilka tygodni. Mieliśmy a zaprosić mogliśmy jedynie 100. Liczę jednak, że następnym razem uda nam się zaprosić resztę. Raz jeszcze powiem: ważne, że impreza trwa. Ona powinna trwać. Ona ma tak fantastyczną tradycję. Koszalin jest stolicą chóralistyki polonijnej. Jako że muzyka nie jest jedynym celem festiwalu, chciałabym zapytać, jaki jest poziom artystyczny chórów, które biorą udział w festiwalu? To są różni muzycy. Polacy mieszkający za granicą szukają tej polskości tam u siebie. Znajdują ją najczęściej przy kościołach, wparafiach. I tam właśnie powstają chóry. Miałem przyjemność pracować w różnych miejscach, również zagranicą, bo kiedy się okazało, że nie możemy wszystkich zaprosić do Polski, to zaczęliśmy też podróżować. I pamiętam taką sytuację w Nowym Jorku, kiedy jedna z chórzystek dwa razy w tygodniu pokonywała dystans 100 kilometrów, by wziąć udział w próbie. W tych ludziach jest taka wielka potrzeba, by się spotkać, razem zaśpiewać, by wypić razem herbatę. To sprawia, że poziom chórzystów jest różny. Śpiewają ludzie, którzy śpiewać chcą, a niekoniecznie mają wykształcenie muzyczne czy talent. Ale zdarzają się też chóry bardzo dobre. W tym roku do Koszalina przyjedzie chór z Żytomierza w Ukrainie. Historia występu tego chóru jest niezwykła... To jest niezwykła historia. W Żytomierzu działa chór młodzieżowy, z jego dyrygentem Janem Krasowskim mamy stały kontakt, jest absolwentem naszego Studium Dyrygentów Polonijnych. Kiedy dowiedziałem się, że festiwal wraca, zapytałem, czy może z chórem przyjechać. Usłyszałem, że bardzo mu przykro, ale wiele pań wyjechało za granicę, uciekając przed wojną, a chłopcy od 18. roku życia Ukrainy opuszczać nie mogą. Wpadłem na pomysł, by zorganizować chór z tych, którzy są w Polsce. I tak powstała grupa złożona z członków chóru, którzy są w Polsce, i tych, którzy specjalnie do nas przyjadą. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że to się udało. I myślę, że dla nich to też bardzo ważne, że zaśpiewają razem z nami teraz, kiedy na Ukrainie trwa wojna. Przemysław Pałka: - Koncerty galowe zawsze cieszyły się ogromną popularnością więcej czasu na przygotowanie koncertów galowych, które zawsze cieszyły się wielką popularnością wśród koszalińskiej publiczności. Dzisiaj skala festiwalu jest mniejsza. Zastanawiam się, z czego to wynika. Chodzi tylkookoszty, o pieniądze, czy może też o to, że dziś ludzie mniej mają czasu i chęci na angażowanie się w takie rzeczy jak regularne próby chóru, występy, festiwale? Myślę, że czas nie jestproble-mem. Te polonijne chóry ciągle istnieją. Ja poprzez moją pracę mam kontakt z tymi ludźmi na bieżąco, obserwuję ich koncerty, wyjazdy, sukcesy. Dziś jest to bardzo proste, bo chóry są obecne w wirtualnej rzeczywistości. To, że festiwal nam się „skurczył", to wina okoliczności. Bardzo się cieszę, że nam się udało ten festiwal utrzymać. Pandemia spowodowała to, że wiele imprez upadło i baliśmy się, że będzie trudno wrócić do organizacji wydarzenia. Dlatego w czasie pandemii zorganizowaliśmy wirtualną edycję. To też był duży wysiłek, bo każdy z chórów musiał u siebie ćwiczyć, nagrać efekty tych ćwiczeń i wysłać do nas. Tu w Koszalinie ich materiały zostały zmontowane. Celem naszej akademii chóralnej online było właśnie podtrzymanie tych kontaktów artystycznych i zaznaczenie, że nasz festiwal jest żywy, trwa. To spełniło swoje zadanie. W tym roku wracamy po pandemicznej przerwie. Ale w mniejszym zakresie. Nie zajmuję się finansami, ale wiem, że tych funduszy jest mniej, niż byśmy potrzebowali, mniej, niż wnioskujemy. Ale ważne, że te pieniądze są. Przykre jestto, że zgłosiło się około200 chórzystów, 16 • ARCHITEKTURA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 Chociaż przez lata odebrano iii zachwycać zaklętym w muracl Bogna Skarul frtrecin 68 min zł ma kosztować renowacja zabytkowej kamienicy przy ul Bałuki 12 i 13. Nieruchomość w czerwcu tego roku kupiła spółka Lo-renshilł ze Szczecina. Kamienicę przy ulicy Bałuki firma Lorenshill kupiła od spółki Europol Consulting. Transakcja miała miejsce zaledwie miesiąc temu. - Wcześniej mieliśmy umowę przedwstępną i nic praktycznie nie mogliśmy zrobić w budynkach - mówi Katarzyna Mel-zacka z firmy Lorenshill. - Dopiero teraz ostro zabraliśmy się za tworzenie dokumentacji, planówrenowacjiimoder-nizacji nowo kupionych kamienic. Nowy właściciel chce jaknaj-szybciej ruszyć z renowacją budynków przy ul. Bałuki, bo w planach mają zakończyć już pod koniec 2026 roku. A pracy jest sporo. Przebudowie, modernizacji i renowacji poddać trzeba 5,3 tys. metrów kwadratowych powierzchni. Projekt Arthouse Szczecin Spółka chce, aby przebudowa nowo kupionego budynku stała sięczęścią całego projektu, który nazwano Arthouse Szczecin, a dotyczy wyremontowanych już kamienic pfzy ul. Śląskiej. Zresztą wszystkie te kamienice będą połączone, a oficyny na zapleczu mają także dostać drugie, nowe życie. Tak jak w przypadku kamienic przy ul. Śląskiej, budynki przy ul. Bałuki 12 i 13 mają być prawdziwą perłą architektoniczną miasta. Inwestor także przy tej inwestycji postawił sobie jZl cel zachowanie oryginalnego wyglądu kamienic i jej integralności, jednocześnie chce wnętrza dostosować do współczesnych standardów. Katarzyna Melzacka mówi, że unowocześnienia, jakie wprowadza inwestor dla przyszłych właścicieli mieszkań czy lokali usługowych, niemal wyprzedzają potrzeby lokatorów. - Na przykład tak projektowana jest konstrukcja budynku, aby przyszli właściciele mieli jak największą swobodę przy aranżacji wnętrza - tłumaczy. - Chodzi o to, aby żadna ściana nie blokowała możliwości np. przy zmianie miejsca na łazienkę czy kuchnię. Klatki schodowe wyremontowanych kamienic, to połączenie przedwojennej formy i nowoczesnych materiałów. Efekt jest zchwycający i* Tak wygląda jedna z kamienic przed wkroczeniem do niej ekip remontowo-budowlanych. Świetność jest słowem, które dawno stąd uleciało Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 ARCHITEKTURA • 17 nblask, dziś odrodzone potrafią hpięknem i kunsztem budowy To będzie szósty etap Rewitalizacja kamienic przy Bałuki to 6 etap przedsięwzięcia spółki przy odnawianiu starej zabudowy Szczecina. Tak jakprzyprojektachrenowaęjika-mienicprzyul. Śląskiej inwestor planuje zwrócić szczególną uwagę na najmniejsze detale wbudynku. - Na szczęście mamy już pewne doświadczenie - mówi przedstawicielka firmy Loren-shill. - Ale nie da się ukryć, że to bardzo żmudna praca i potrzeba do niej sporej cierpliwości i czasu - dodajeipokazuje, jak już w wyremontowanych przestrzeniach przy ul. Śląskiej inwestor wykorzystał i wkomponował w zabudowę stare cegły, jakpo renowacji wygląda podłoga albo jak udało się odzyskać część sztukaterii i ozdób ściennych. Ręczna robota Katarzyna Melzacka zwraca też uwagę na to, że od momentu oddania do użytku kamienic przy ul. Śląskiej materiały budowlane znacznie podrożały. - Znacznie wzrosły także kosztyrobocizny, a praca przy remoncie takich kamienic to bardzo precyzyjna i żmudna robota. Wymaga fachowości i specjalnych umiejętności - podkreśla Melzacka, a na dowód swoich słów pokazuje ręcznie wykonane lampy, barierki, a także wszystkie elementy ozdobne w czterech odremontowanych budynkach. Opowiada też o kunszcie Ma-hendra z Indii, który jest głównym kamieniarzem i posiada dwudziestoletnie doświadczenie. Dzięki przebudowie powierzchni mieszkalnych i usługowych projektanci mogli zdecydować się na śmiałe i nieoczywiste rozwiązania - A my go do Szczecina sprowadziliśmy w 2017 roku - mówi z dumą Melzacka. - Sprowadziliśmy go z Dubaju, gdzie pracował między innymi przy pro- jekcie Burj Khalifa (wieżowiec w Dubaju o wysokości 828 metrów, najwyższy budynek świata, ma 163 piętra użytkowe, akoszt jego budowy wy- Front kamienic poddanych renowacji nadaje nowego charakteru ulicom w centrum niósł 1,5 miliarda dolarów -przyp. red.) Okazuje się, że to on jest twórcą wielu ścian, podłóg, które powstały między innymi z cegieł z odzysku, ale też drewna i kamieni, między innymi takich jak onyks, marmur, granit, piaskowiec. W projekcie czterech kamienic przy ul. Śląskiej zastosowano aż 10 rodzajów różnych kamieni. A na klatkach schodowych ułożono płytki portugalskie, sprowadzane na zamówienie we wzorze ułożonym według autorskiego projektu architektów ze Szczecina. Z miłości do... kamienic - To, jak wyglądają nasze kamienice, to inicjatywa naszego szefa - podkreśla Katarzyna Melzacka. - To on wszystko wymyśla i szkicuje dla architektów. To jego wizja, jak i co ma być zrobione i to on wybiera materiały począwszy od zwykłego gwoździa. Zresztą Magnus Isaksson przyznaje, że jego hobby i pasją jest odrestaurowywanie starych budowli i przywracanie ich do życia. A Szczecin porównuje do rodzinnego Goeteborga, gdzie stare domy po rewitalizacji ponownie pełnią funkcje użytkowe. Przy tej pasji potrzebna jest też determinacja, bo kto inny podjąłby się zadania renowacji kamienic, w których mieszkali lokatorzy wswoidi własnościowych mieszkaniach. Trzebabyło mieszkania odkupić. A nie było to łatwe. Jedną z właścicielek odnaleziono w Danii. Zgodziła się na sprzedaż mieszkania. Ale cały proces jej poszukiwania trwał rok. Kamienice przy ulicy Śląskiej są wpełni przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. Na każdym piętrze kamienic Arthouse znajdziemy dwa apartamenty. Jest możliwość połączenia ich w jeden blisko 300-metrowy. Kamień wykorzystany do wykończenia balkonów oraz klatek schodowych sprowadzany został z Indii. W każdym mieszkaniu znajdziemy drewnianą stolarkę okienną, dwuszybową. W apartamentach na 4. piętrze do dyspozycji mamy po-nadgabarytowe, rozsuwane okna. Pomieszczenia są mechanicznie wentylowane. -* Co to za kamienice? Dziewiętnastowieczne kamienice w Kwartale 21 w obrębie ulic Bogusława, Jagiellońskiej, Śląskiej i Bałuki od początku istnienia pełniły funkcję mieszkalną. Były jednak prawdziwą ozdobą tej części miasta. Zachwycały wykończeniem oraz bogatymi zdobieniami. W latach 1886-1889* przy dzisiejszej ul. Bałuki 15, na tyłach kamienic, została zbudowana hala widowiskowa, w kształcie ogromnej rotundy z kopułą w centralnej części. Była jednym z najbardziej znanych miejsc rozrywki mieszkańców Szczecina. 18 • NIE MA CZASU NA NUDĘ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 Historyczny piknik w nacławskich włościach pani Małgorzaty Marzena Sutryk Gmina Polanów Pałac w Nacławiu niedaleko *«uszalina bardzo powoli, ale odradza się, niczym feniks z popiołów. Jego właścicielka Małgorzata Łosicka zaprasza 19 sierpnia na Pałacowe spotkanie z historią. Małgorzata Łosicka wyjechała z Polski w połowie lat 90. zeszłego stulecia. Od około 30 lat mieszka w Belgii, w Brukseli, gdzie prowadzi salon urody. Zamierza jednak wrócić do Polski. - Kocham zabytki -mówi. - Długo szukałam swojego miejsca na ziemi, aż trafiłam na pałac w Nacławiu - mówi. Założyła fundację i szuka finansowania, które pozwoli jej zmodernizować pałac. Obiekt jest bardzo mocno zniszczony - minione lata zostawiły po sobie widoczne piętno; modernizacja wymaga wielomilionowych nakładów. Z kart historii Nacław od XV w. był w rękach rodu von Glasenapp.Ich panowanie tutaj trwało trzy wieki. W 1768 i 1770 od Franza von Glasenapp wieś kupił major Bogusław Lorenz von Let-tow i jego rodzina von Blu-menthal z Warcina. W1853 - przez małżeństwo z Nanny Luitgarde Constan-tine von Blumenthal - właścicielem Nacławia został baron Karl von Senden. W1874 jako właściciel jednego z folwarków wymieniany był von Rit-ter. Ostatnim właścicielem majątku był generał Carl Otto von Senden. Tak więc uporządkujmy: Majątek w Nacławiu należał kolejno do rodów: von Glase-.sapp (1472-1768/1770), von Lettow (1770 - koniec XVIII w.), von Blumenthal (koniec XVIII w. -1835 r.), von Senden (ok. 1835-1939 r.). Okazała rezydencja wNa-•ynwiu istniała już najprawdopodobniej w XVIII w., o czym mogłyby zaświadczyć rokokowe rzeźby w ogrodzie. Mogłyby, ale do dziś zostały po nich jedynie nieliczne pozostałości. Z ustaleń konserwatora zabytków wiadomo, że obecny pałac powstał w latach 1914 -1917, czego dowodem jest data umieszczona na wewnętrz->5 m parapecie klatki schodowej części północnej budowli. Pałac został wybudowany przez rodzinę von Senden (widoczne są herby rodowe na elewacji północnej budynku). Po wojnie, w latach 1947 -68, pałac był użytkowany przez Państwowe Gospodarstwo Rolne, natomiast w latach 1968 - 75 przez Stację Hodowli Roślin, a w latach 1975-93 - przez Państwowy Ośrodek Hodowli Zarodowej. W tych latach w pałacu mieściły się biura, przedszkole, stołówka, świetlica, a także mieszkania pracownicze. W1972 r. w budynku wybuchł pożar. Spłonął wówczas dach. W kolejnych latach wymieniono konstrukcję dachową i pokrycie dachu (pierwotnie była to dachówka). W połowie lat 70-tych XX w. dokonano adaptacji pomieszczeń parteru na biura. Hotel, SPA - marzenia do spełnienia W kolejnych latach pałac niszczał i popadał w ruinę aż do niedawna, do czasu wykupienia go przez nowego prywatnego właściciela. To wspomniana na wstępie Małgorzata Łosicka, która w przyszłości planuje tu stworzenie hotelu i centrum odnowy biologicznej. - To moje marzenie, a przecież marzenia się spełniają... -uśmiecha się pani Małgorzata. Pałac znajduje się na terenie dawnego zespołu pałacowo - folwarcznego. Od strony drogi przebiegającej tędy drogi Koszalin - Polanów, zespół pałacowo-par-kowy ogrodzony jest częściowo kamiennym murem. Do pałacu prowadzą dwie bramy z pocz. XX w. Przed pałacem znajduje się rozległy trawnik, na północ od budynku podwórze gospodarcze. Na południe od pałacu znajduje się XVIII-wieczne tzw. założenie parkowe, na planie zbliżonym do trójkąta, rozciągające się wzdłuż drogi. Przed pałacem od strony wschodniej i południowej ustawione są rokokowe rzeźby ogrodowe z piaskowca. Kilka miesięcy temu na terenie parku została przeprowadzona inwentaryzacja, dzięki której udokumentowano ponad 600 rosnących wokół drzew i krzewów. Pani Małgorzata ma ambitne zamierzenia budowlane. Na początek wykonanie nowego dachu. - Otrzymałam już zgodę konserwatora i złożyliśmy wniosek o dofinansowanie do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Na razie, aby zabezpieczyć obiekt przed opadami, dach przykryliśmy folią. Mamy opracowany projekt remontu więźby i stropów, a docelowo chcemy położyć na nim dachówkę karpiówkę. Jak tylko uda nam się zdobyć fundusze, to od razu ruszamy z pracami -zapewnia właścicielka pałacu w Nacławiu. Pani Małgorzata zaprasza do Nacławia na Spotkanie z historią, które odbędzie się już za tydzień. Zaplanowano je na 19 sierpnia. - Zależy mi na włączeniu tu-tejszych mieszkańców w aktywne życie Nacławia. Po części już to się udało, poprzez oigani-zację wcześniejszych imprez, jak dogtrekking, czy wakacyjny jarmark. Oczywiście będą też kolejne imprezy - zapowiada. Pod patronatem Głosu Tak więc, w sobotę 19 sierpnia w Nacławiu punktualnie o godzinie 10 rozpocznie się Pałacowe spotkanie z historią. Program imprezy jest niezwykle bogaty. Będą między innymi: pokaz grup rekonstrukcyjnych, atrakcje dla najmłodszych (animacje, dmu-chańce, szczudlarze), regionalne specjały (dla wystawców przewidziano wiele stoisk). Powstanie obozowisko historyczne w którym zorganizowane zostaną historyczne warsztaty. Przed publiką wystąpi Kwiat Paproci z Wierci-szewa. - Serdecznie zapraszamy mieszkańców regionu oraz turystów wypoczywających w tym czasie w naszych stronach - zachęca Małgorzata Łosicka. ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 REKLAMA • 1. I Zawsze wybieraj strzeżone plaże Wybieraj wyłącznie plaże strzeżone. Ratownicy pomogą, gdy pojawi się zagrożenie podczas wodnych zabaw albo na plaży. Obserwuj kolor flagi umieszczonej na maszcie. Czerwony kolor informuje nas, że kąpielisko jest nieczynne albo zakazuje się wchodzenia do wody. Biały kolor z kolei oznacza, że można korzystać kąpieli. <0* 2. * 4. I Skacz do wody „z głową" Wybieraj tylko miejsca wyznaczone do skoków. Zwracaj uwagę na głębokość wody i czyste dno. Pamiętaj, że pod wodą mogą znajdować się inni pływacy. Nie skacz na główkę! Chwila przyjemności nie jest warta konsekwencji zdrowotnych, jakie mogą powstać po skoku. 10 praktycznych wskazówek, jak zadbać o bezpieczeństwo na plaży i w wodzie. * * Piękna słoneczna pogoda zachęca nas do spędzania urlopu nad wodą 1 oddawania się błogiemu lenistwu, na które czekaliśmy cały rok. Dobrym miejscem na wypoczynek jest jezioro albo morze. Warto jednak pamiętać, że woda, nawet ta z pozoru bezpieczna i spokojna, bywa groźnym żywiołem. Dlatego zadbajmy o bezpieczeństwo nas i naszych najbliższych. \ 3. Myśl trzeźwo i pływaj na trzeźwo! Nie wchodź nigdy do wody po długim opalaniu, po „małym niewinnym piwku!". Kąpać nie powinniśmy się również, gdy jesteśmy głodni albo tuż po obfitym posiłku. Skurcz może doprowadzić do niebezpiecznej sytuacji i zagrożenia życia. Pływaj w bezpiecznej odległości od innych użytkowników aktywności wodnej Pływacy nie powinni pływać w tym samym miejscu i czasie co motorówki, skutery i surferzy. Nie podpływaj do falochronów, zwiększa się tam znacznie głębokość i mogą występować prądy wsteczne. Miej respekt do wody Poinformuj znajomych kiedy wchodzisz i wychodzisz z wody, unikaj odpływania daleko od brzegu bez zabezpieczenia (boja). Obserwuj nieustannie dzieci którymi się opiekujesz, jeżeli zamierzają wejść do wody, zawsze wchodź razem z nimi. 8. V Chroń swoje ciało przed promieniowaniem UV Używaj kremów z filtrem, noś nakrycie głowy, koszulkę z długim rękawem i spodnie z długimi nogawkami. Największe natężenie promieni UV jest między godzinami 11 a 15. 9. Dbaj o środowisko Nie zanieczyszczaj ani nie zaśmiecaj wody oraz plaży. Swoje śmieci wyrzuć do kosza na plaży lub przy parkingu. Nie wchodź na wydmy, swoje potrzeby załatwiaj w toalecie przy plaży. Oceń warunki atmosferyczne przed wejściem do wody Nie wchodź do wody, gdy są duże fale, gdy zbliża się burza lub po zmroku Jeżeli jestes rozgrzany wchodź do wody powoli, stopniowo Kiedy będzie ci zimno lub poczujesz się słabiej natychmiast wyjdź z wody, wytrzyj się do sucha. ™ J"' A Pomoz dotrzeć ratownikom ao poszkodowanych Nie rozkładaj swojego ręcznika w odległości mniejszej niż 5 metrów o egu. Będąc świadkiem, poszkodo ym przekaż swoje dane ratowni lub policjantom. Bezpiecznie nad wodą Organizator Partner: Głos _ TyT. ''IT.ITi i . 7 Pomorza & Energa GRUPA ORLEN 20 RECENZJE, FELIETON, OGŁOSZENIA DROBNE Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 W AROMATÓW PEŁEN LAS - NIECH GRZYBIARZE IDA. ZAŚ MY... ŚWIAT NIE JEST JEDNAK DOSKONAŁY W ZASTĘPSTWIE Michał Elmerych Jedno musimy napisać sobie szczerze i bez ogródek. Bez zbędnego owijania w bawełnę. Mocno i wyraźnie. Wersalikami. ŚWIAT NIE JEST DOSKONAŁY. Bo .gdyby był, to panowałaby na nim miłość wzajemna, radość i szczęście. Gdyby był, to nie byłoby wojen, morderstw i polityki (owszem, nie wiem, czym zajmowaliby się wówczas dziennikarze). Nie byłoby bezdomnych kotów i psów. No bajka, raj w czystej postaci. Ale nie... świat nie jest doskonały. Gdyby był, to piłkarskie mecze w sezonie grzybowym odbywałyby się nie wieczorami, a o porankach. Tak, żeby nie trzeba było wysłuchiwać: a która to minuta, a długo to jeszcze, a kto gra, a po co, a dla- czego, aktorzy są nasi, a...itak dalej. Pytań jest tyle, że Encyklopedia Britannica nie pomieściłaby ich we wszystkich swoich tomach. Więc gdyby świat był doskonały, to Katarzyna szłaby na grzyby, a ja mógłbym oglądać ekstraklasę, Bundesligę czy cokolwiek tam innego. Bez pytań. I to byłby idealny świat. Ale nie jest. Chociaż się stara i ostatnio tak padało ibyło na tyle ciepło, że grzybiarze z amokiem w oczach zaczęli szukać porzuconych pod koniec zeszłorocznego października wiklinowych koszy (bo prawdziwi grzybiarze, to z koszami, anie wiadrami, czy broń cię Panie Boże, z plastikowymi torbami). No więc ci grzybiarze w amoku szukali, w końcu znaleźli i po- szli. Błogi spokój. Chociaż nie do końca. Wyprawa została bowiem poprzedzona opowieściami 0 tym, że trzeba będzie sprawdzić, czy za szpitalem są, czy może koło autostrady, a nawet, czy może w okolicach leśniczówki (swoją drogą, skoro są w okolicach leśniczówki, toby znaczyło, że miejscowy leśniczy albo nie jest grzybiarzem, albo zna takie miejsca, że ho ho ho). Godzina gadania, że trzeba iść, trzeba sprawdzić. To idź 1 sprawdź! - język aż bolał od gryzienia się weń. Bo to jednak trzeba mieć instynkt samozachowawczy i nie mówić czegoś, co może zostać użyte przeciwko nam (zwłaszcza kiedy osoba, która miałaby to usłyszeć, wyrusza akurat na grzyby). Bo tenże instynkt nakazuje zjeść znalezione grzyby podczas wspólnego obiadu przyrządzonego po triumfalnym powrocie. A nie będę przecież stał i przyglądał się, czy sosik nie powstaje w dwóch odrębnych garnuszkach i nie jest mieszany dwoma różnymi łyżkami. A po „to idź i sprawdź!" nabank coś takiego zdarzyćby się mogło. Lepiej nie ryzykować. Tak samo, jak warto ograniczać głupawe odpowiedzi na sms-y zawierające ukryte w liściach, obślizgłe i mokre wręcz prawdziwki. Warto zachować wstrzemięźliwość, bo efekt później może być podobny do efektu po „to idź isprawdź". Bo niestety procedura jest prosta. Grzybiarka-szczęściarka wraca z grzybobrania i zaczyna obrabiać zbiory. Na początku sezonu zawsze sytuacja jest taka, że pierwsze okazy nie trafią do słoików, a do brzuchów I nie ma to tamto, jeść trzeba, bo jak się nie zje, albo będzie się marudziło, to efekt będzie taki sam jak po... już wiecie po czym. I po obiedzie spokój nie jest nam dany. Bo trzeba wysłuchać opowieści niczym podróżnika, który zjechał świat wzdłuż i nawet wszerz. Słowa malują leśne ostępy, wysokie trawy, ściółkę. Apotemjest przeglądanie grup w mediach społecznościowych i sprawdzanie rozkładu jazdy pociągów. Bo supermiejsce na podgrzybki jest koło... Zielonej Góry. KSIĄŻKI Pierwsza dama polskiego komunizmu? Piotr Lipiński Wydawnictwo Czarne. Opis od wydawcy: „Dla jednych re-negatka, kolaborantka i zdrajczyni. Dla drugich - bohaterka, wybawicielka, dzielna przywódczyni Polaków w ZSRR. Opinie o Wandzie Wasilewskiej zawsze były skrajne, a jej zwolennikom i krytykom nigdy nie udało się dojść do porozumienia. Aleksander Wat opowiadał o niej: „Niezbadana jest dusza kobiet fanatycznych, świętych Teres komunizmu. To są mistyczki, które nie widzą rzeczywistość, raczej widzą inną rzeczywistość, której my nie widzimy". Jak więc wyglądała rzeczywistość Wandy Wasilewskiej?. I choć w czasach Gomułki trafiła do politycznego czyśćca, „Sowietką" pozostała świadomie do końca życia." (ME) Powstanie Warszawskie -powieść Sven Hassel Bogucki Wydawnictwo Naukowe. Opis od wydawcy: „Walcząca Warszawa doświadcza niewyobrażalnych okrucieństw i zniszczenia podczas Powstania Warszawskiego. Karny batalion Wehrmachtu zostaje przerzucony z frontu wschodniego do stolicy Polski, w której szaleje demoniczny Oskar Dirlewanger, Oberfuhrer SS, znany ze swego sadyzmu i bezwzględności. Naziści, zdając sobie sprawę, że wojna jest już przegrana, nie mają nic do stracenia i pogrążają się w szaleństwie zabijania. Sven Hassel był Duńczykiem, w czasie II wojny światowej walczył w armii niemieckiej. Dosłużył się stopnia porucznika, a po wojnie trafił do niewoli. Napisał czternaście powieści." (ME) E Jak zamieścić ogłoszenie drobne? Telefonicznie: 94 347 3512 Przez internet: ibo.polskapress.pl W Biurze Ogłoszeń: Oddział Koszalin: ul. Mickiewicza 24,75-004 Koszalin, tel. 94 347 3512 Oddział Słupsk: ul. Henryka Pobożnego 19,76-200 Słupsk, tel. 59 848 8103 Oddział Szczecin: Al. Niepodległości 26/U1,70-412 Szczecin, tel. 914813 310 RUBRYKI W OGŁOSZENIACH DROBNYCH: ■ NIERUCHOMOŚCI ■ FINANSE/BIZNES ■ HANDLOWE ■ NAUKA ■ MOTORYZACJA ■ PRACA i ZDROWIE i USŁUGI i TURYSTYKA i BANK KWATER i ZWIERZĘTA i ROŚLINY, OGRODY i MATRYMONIALNE i RÓŻNE i KOMUNIKATY i ŻYCZENIA /PODZIĘKOWANIA i GASTRONOMIA i ROLNICZE i TOWARZYSKIE IiJiili. MIESZKANIA-KUPIĘ KUPIĘ udziały w nieruchomościach, spadkach, 602-738-759 KUPIĘ zadłużone mieszkanie lub pomogą w zamianie na mniejsze z dopłatą, 602-738-759 MIESZKANIA DO WYNAJĘCIA POKÓJ Koszalin, tel. 507424834 LOKALE UŻYTKOWE - DO WYNAJĘCIA LOKAL 40 m2 z zapleczem, WC +magazyn 40 m2 w Sławnie, 790401451. LOKALE biurowe i magazynowe Słupsk, 887877171 DZIAŁKI, GRUNTY SPRZEDAM DZIAŁKA BUDOWLANA 571 M2 POŁCZYN ZDRÓJ SPRZEDAM, 602742814. DZIAŁKĘ budowlaną 1045 mkw tanio sprzedam. Biesiekierz, cisza, spokój, ustronie, tel. 608-689-463 GARAŻE Blaszane BRAMY Garażowe Najniższo CENY Różne wymiary Transport cały kraj Montaż Dogodne UATY 94-318-80-02 58-588-36-02 59-727-30-74 alalKSów 91-311-11-94 95-737-63-39 512-853-323 POŚREDNICTWO OMEGA WYCENY OBRÓT SŁUPSK, UL. STARZYŃSKIEGO 11 tel. 59 841 44 20; 601 654 572; www.nieruchomosci.slupsk.pl omega@nieruchomosci.slupsk.pl Handlowe MATERIAŁY OPAŁOWE TANIE drewno kominkowe i opałowe, transport 792-669-632 Motoryzacja 0S0B0WE SPRZEDAM DACIA D0KKER, 1.6 benzyna, 2015, , 150 000 km, bezwypadkowy, 35 000 zł. DACIA SANDER0,1.0 benzyna, 2018, 37 000 km, bezwypadkowy, 35 000 zł, faktura VAT, Mielno tel. 795 461305 OSOBOWE KUPIĘ A do Z skup-skupujemy każde pojazdy, płacimy nawet za wraki, oferujemy najwyższe ceny, 536079721 AUTO skup wszystkie 695-640-611 TŁUMIKI, katalizatory, złącza. Czekaj Zbigniew. Koszalin, Szczecińska 13A (VIS). Tel: 501-692-322. ZATRUDNIĘ ELEKTRYKA z upr. do 1 kV Słupsk, 605151779 c> APN Sentium Opieka z szacunkiem Wyjwtijako opiekunka na wakacje I w 8 tygodni zarób nawet 38oo€ netto na rękę ♦ premia do 200€ +48 500 401 901 Zdrowie NEUROLOGIA SPEC. Neurolog. NFZ. Bez kolejek. Codziennie. Koszalin, 605-284-364. ALKOHOLIZM - esperal 602-773-762 Usługi AGD RTV FOTO NAPRAWA RTV, anteny, bezpłatny dojazd, tel. 888-032-998 PRALKI naprawa w domu, 603 775 878 BUD0WLAN0-REM0NT0WE CYKLINOWANIE bezpyłowe 511323367 CYKLINOWANIE bezpyłowe 884912222 MALOWANIE dachów 788-016-988 Turystyka KRAJ - GÓRY PROMOCJA od 100 zł/os. w tym 2 posiłki. TYLICZ k/Krynicy G., pok. z łaz.+TV, bilard, parking, 730-007-166 KRAJ - MORZE DZWIRZYNOMORZE.PL, 605 905 969 KOŁOBRZEG blisko morza! 511337308 ŁEBA, tanie pokoje z łaz. 603-471-715 Matrymonialne PAN pozna Panią, 507424834 POZNAM Panią do 65 lat Koszalin, okolice, tel. 794131664. Różne KASA za stare książki 609-643-399 Rolnicze MASZYNY ROLNICZE KUPIĘ ciągniki, przyczepy, maszyny rolne. Tel. 535135507. ZWIERZĘTA HODOWLANE GĘSI i kaczki do uboju tanio 600539790 KURKI odchowane 784 461566 KURKI odchowane 784 461566 KURKI rosa,leghorn dowóz 600500710 Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 ARTYKUŁ REKLAMOWY • 21 ARTYKUŁ. REKLAMOWY Starożytna japońska metoda detoksykacji ciała CZY WIESZ, ZE W MOGĄ KRYĆ SIĘ GROŹNE TOKSYNY? Możesz się ich pozbyć i poczuć POTĘŻNY WZROST ENERGII. Jeszcze nigdy w historii człowiek nie był bombardowany tak wielką ilością toksyn i trucizn. Pestycydy, konserwanty, metale ciężkie, chemia gospodarcza, spaliny, smog - te śmiercionośne substancje po cichu rujnują nasze zdrowie i prowadzą do rozwoju ciężkich dolegliwości. Jest jednak rewelacyjna metoda, która daje szansę na pozbycie się z organizmu tych zabójczych substancji. Niemożliwe? Annę Ranitzky z Ohio, specjalistka ds. medycyny naturalnej, od lat poleca swoim klientom oryginalne japońskie plastiy głęboko oczyszczające organizm. Jak sama mówi.: „Nie ma lepszej metody na wyrzucenie hurtem z organizmu toksyn jak fitodetoksykujące plastiy. To ważne, ponieważ trujące związki chemiczne są wszędzie: w warzywach, ziemi, w powietrzu, nawet w wodzie! Nasze nerki i wątroba nie nadążają z oczyszczaniem tego wszystkiego, stąd pokłady toksyn gromadzą się w ciele, prowadząc do rozwoju groźnych chorób. Dlatego warto odtruwać swój organizm za pomocą ziołowych plastrów detoksykują-cych. Każdy, komu polecam tę metodę, jest zszokowany, gdy widzi, ile trucizn wyszło z jego ciała...". nas . Plastry mogą wysysać z organizmu toksyny, gdy śpisz. Dzięki temu wstajesz wypoczęty, pełen energii. Ściągając i wyrzucając z organizmu trucizny i brudy, możesz odblokować inne narządy. Jak stosować plastry? To dziecinnie proste. Plastiy fitodetoksykujące przyklejasz na noc na spodnią część stopy. Kompleks ziołowych składników roślinnych w połączeniu z ekstraktem z octu drzewnego z tajskiego bambusa może wysysać z organizmu toksyny. W efekcie plaster nasiąka nimi jak gąbka. I rano, gdy go odkleisz, zobaczysz brunatne plamy brudu, które wydostały się przez poiy Twoich stóp [patrz zdjęcie obok]. Dlaczego nakleja się je na stopy? „W naturze nic nie dzieje się bez sensu. Tak jak drzewo i każda inna roślina pobiera życiodajne składniki przez liście, gromadząc toksyny w korzeniach, tak również u człowieka wszelkie nieczystości i brudy schodzą na sam dół. Natura wie, że najważniejsza jest głowa, serce, płuca. Tam nie będą się gromadzić szkodliwe związki. Ale w dolnych partiach nóg i stopach tak" - mówi Ranitzky. Co mają wspólnego toksyny z bólem stawów? „Dlaczego gdy jesteśmy zmęczeni, bolą nas stopy? Dlaczego bóle stawów często najpierw atakują stopy i kolana? Ponieważ centralne dowództwo naszego organizmu zdecydowało, że tam właśnie najbezpieczniej magazynować toksyny. Japończycy dobrze wiedzą, że aby zminimalizować ból stawów, trzeba oczyścić organizm z zalegających toksyn i odciążyć nerki". Jak plastry usuwają toksyny? Wyobraź sobie stół, a na nim wielki magnes. Wokół mnóstwo małych opiłków żelaza, które błyskawicznie „przyklejają się" do magnesu. Tak właśnie działają plastiy detoksykujące! Kompleks ziołowych ekstraktów w połączeniu z octem z tajskiego bambusa otwiera poiy skóiy ■** I CH? TOXIC M0CĄ one ^podkrążone oczy, slńce^oi ORGANIZMU TOKSYNAMI "wypadanie sucZZ^' "masz nadciśnienie °k0t "™cha i działa jak magnes na nieczystości, brudy oraz szkodliwe związki. A to -wszystko dzieje się naprawdę szybko! Już po pierwszym użyciu widać, ile toksyn było w Twoim organizmie. Rano wstajesz i możesz czuć się lekko, rześko, możesz mieć jasny umysł. Oto, jak o działaniu plastrów, wypowiadają się różni ludzie: „Mam 45 lat i mnóstwo obowiązków w domu, w pracy. Ciągle rano bolała mnie głowa. Ale gdy zastosowałam te plastry, to wszystko się zmieniło. Okazało się, że mój organizm był obciążony toksynami. Teraz wstaję rześka, mam chęć do życia. Poza tym, to naprawdę przerażające, zobaczyć, ile syfu z człowieka wychodzi..." Aneta W. z Warszawy „Pracuję przy remontach. Kiedyś jakiś taki mongolski specjalista powiedział mi, że mam w sobie metale ciężkie i trujące związki z farb. No nie wiedziałem, jak to usunąć. Ale gdy usłyszałem o tych plastrach, to postanowiłem sprawdzić. No ale czegoś takiego po pierwszym użyciu się nie spodziewałem! I działa, bo ja się o wiele lepiej czuję. Poza tym po kolejnym użyciu już są tylko szare, więc widać, że mniej tego w człowieku jest". Antoni z Krakowa Plastry działają w oparciu o starożytne zasady medycyny Wschodu. Specjalista z Tokio mówi: „Na stopach mamy mapę całego naszego ciała. Działając na określony punkt na stopie, możemy stymulować i energetyzować niedomagający organ. Można zresztą samemu sprawdzić: w tym miejscu, gdzie nas boli, mamy problem w ciele. Podobnie jest z plastrami: określone obszaiy na stopie zbierają toksyny z tych narządów i części ciała, z którymi są połączone. Dla ludzi Zachodu to wydaje się magią, ale dla nas to zwyczajne działanie zdrowotne". Oiyginalne, fitodetoksykujące plastiy można już zamówić w Polsce. Pierwsza partia jest dostępna ze specjalnym upustem na start. Każdy, kto zadzwoni, otrzyma zniżkę na opakowanie plastrów. Warto z niej skorzystać, ponieważ plastiy nie będą dostępne w sklepach. Tylko w sprzedaży telefonicznej z bezpieczną płatnością za pobraniem. Chcesz pozbyć się szkodliwych toksyn? Starożytna,JAPOŃSKA METODA DETOKSYKACJI za pomocą plastrów wyciąga toksyny z ciała jak magnes! Będziesz lepiej spać, mieć więcej energii, schudniesz i poprawi się Twoja kondycja zdrowotna. Nie zwlekaj! Do 14 sierpnia dla pierwszych 100 osób WAKACYJNY RABAT w kwocie 194 zł. Z rabatem otrzymasz opakowanie fitodetoksykujących plastrów tylko za291 zł 97 złi Zadzwoń dziś: 813003486 Od poniedziałku do niedzieli od 8.00 do 20:00. Zwykły koszt połączenia wg stawki operatora. Reklamowany produkt nie jest wyrobem medycznym. \ Szczegóły oraz informacje dotyczące procedury zwrotów i reklamacji dostępne są pod adresem: www.info-for-customers.com/statute/pl 22 ROZRYWKA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 LITERATURA I PODRÓŻE Siadami Arthura Rimbauda, „poety przeklętego" Czy da się połączyć poezję z pandemią? Można. Takiego zadania podjął się Sylvain Tesson - geograf, podróżnik, ale także „zdobywca katedr". Wspiął się na wieże katedry Notre-Dame w Paryżu, kościoła Mont-Saint-Michel, kościoła Sainte Clothilde i innych świątyń w Orleanie, Argentan, Reims, Amiens czy Anvers. I otóż Sylvain, wykorzystując czas bezczynności spowodowany pandemią C0VID-19, postanowił w cztery dni przejść trasę pieszej ucieczki Arthura Rimbauda z października 1870 r. Efektem jest tom „Lato z Rimbaudem". Strofa po strofie Można powiedzieć, że swój szlak Tesson przemierzył z prędkością błyskawicy. A nie był on wcale taki krótki - rozciągał się od Ardenów po afrykańską pustynię. Zrobił to ze swadą, ironią i humorem. Jako żądny przygód podróżnik doskonale wszedł bowiem w skórę genialnego jasnowidza, który zrewolucjonizował poezję naszych antenatów. Na poetyckie strofy natrafiamy prawie na każdej stronie: „W błękitne zmierzchy letnie pójdę miedzą polną Skroś traw i ziół, muskany przez dojrzałe żyto". (ta pochodzi akurat ze str. 71) Tak jak Rimbaud Tesson zna tylko jednego wroga: nudę. Droga, którą przemierza, jest dlań iluminacją, zaś słowa, które cytuje - upajają. Styl jego zapisków jest wartki, pełen obrazów, wykrzykników, apostrof. Budzi szaloną chęć zanurzenia się w poetyckich wersach i... potrzebę wolności. Co zrozumiałe, bo bez wolności, szczególnie w czasie pandemii, ani rusz. Geniusz przeklęty Przy okazji Tesson z typową dla siebie nonszalancją opowiada historię niezrozumianego geniusza, który w wieku szesnastu lat opuścił dom rodzinny i ruszył w drogę. Z przejmującą empatią powraca do zadziwiającej podróży utalentowanego chłopaka, który był poetą między szesnastym a dziewiętnastym rokiem życia, kiedy to stworzył „Sezon w piekle" i „Iluminacje", po czym wyjechał, nie oglądając się za siebie, do dalekiej Afryki, by zostać handlarzem bronią. Poezja poszła w kąt, gdy ważniejsze stały się pieniądze. Siłą rzeczy „Lato z Rimbaudem" staje się swoistą interpretacją tajemnic krótkiego dość życia poety. Książka pozwala zatrzymać się nad niektórymi wierszami człowieka, z którego później inni uczynią archetyp „poety przeklętego", a także cwraca czytelnikowi uwagę na żyły złota ukryte w twórczości nastolatka, o którym można powiedzieć wszystko, ale na pew-noi nie to, że przynudzał. grab rimbaudem Sylvain Tesson, „Lato z Rimbaudem" wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2023, cena 35 zł WIEŚCI NIE Z TEJ ZIEMI OLGA FRYCZ Wyszła w krótkich Aktorka od pewnego czasu remontuje swoje mieszkanie. W toku pilnych zajęć znalazła jednak czas, by zadbać o siebie i odwiedziła fryzjera, u którego można zarówno skrócić, jak i przedłużyć włosy. Po powrocie pochwaliła się efektem na Instagra-mie, podpisując swą fotografię: „Przyszłam w długich, wyszłam w krótkich, a jak stwierdzę, że jednak znów chcę długie, to będę mieć długie i już". Fanki pospieszyły z komplementami, tylko jedna napisała: „Chyba potrzebuję kawy. Przeczytałam post i my siałam, że chodzi o spodnie. Przy ostatnim zdjęciu załapałam, że jednak 0 włosy". BORYS SZYC Chce milion Od pewnego czasu aktor mieszka z żoną i z synem na warszawskiej Saskiej Kępie. To region bardzo lubiany przez celebrytów i codziennie można tam spotkać znane postacie z show-biznesu. Wcześniej Szyc mieszkał na Powiślu 1 teraz sprzedaje znajdujące się tam puste mieszkanie. Dwu-pokojowa nieruchomość o powierzchni 63,3 mkw. została wyceniona na 1 min 150 tys. zł. Ta wysoka cena wynika z dobrego położenia. Do tego samo mieszkanie jest wykończone i zadbane. Co ciekawe, jedna ze ścian jest czarna. Podobno to dlatego, aby dziecko mogło na niej pisać kredą. Dobry pomysł? KATARZYNA SKRZYNECKA Jest apetyczna Aktorka wróciła właśnie niedawno z rodzinnych wakacji na Sardynii. Ich pokłosiem okazała się galeria zdjęć na In-stagramie. Widać na niej cele-brytkę, jak kąpie się w błękitnym morzu, ubrana w obcisły kostium kąpielowy. Pod fotografiami znalazł się wpis: „Moja mama, która była babeczką o znacznie jeszcze okrąglejszych wymiarach niż ja, zawsze mawiała: „Grubsza wcale nie musi oznaczać nie-apetyczna". Trzeba umieć ładnie i z gracją nosić takie ciało, jakie się maiumiejętnie je ubrać, by było kobiece i zmy- Izabela Janachowska przekazała fanom niepokojącą wiadomość, że w ostatnich dniach trafiła do szpitala słowe". Fanki aktorki bardzo pozytywnie zareagowały na jej słowa. „Piękno wcale nie musi oznaczać rozmiaru S" - napisała jedna. A druga dodała: „Na szczęście rozmiar nie stanowi o szczęściu". AGATA RUBIK Musiała posprzątać To już dwa tygodnie, od momentu, w którym rodzina słynnego kompozytora przeprowadziła się do Miami. W tym czasie trwa meblowanie mieszkania wynajętego przez Rubików. Cały proces jest dokumentowany na Insta-Stories przez żonę muzyka. , Jak na razie jesteśmy w domu i mamy mały rozpier-dziel. Pan doprowadza kabel do szafki, gdzie teoretycznie powinien być telewizor. W sumie nie wiem po co, bo i tak nie oglądamy telewizji. Ale przyszedł rano i powiedział, że musi to zrobić. Trochę jestem wkurzona, bo wcale nie potrzebuję tego kabla, a dodatkowo pan narobił strasznego bałaganu, który musiałam posprzątać" - pożaliła się celebrytka swym fanom. JOANNA FRASZYŃSKA Jest szczęśliwa W1990roku na świat przyszła córka aktorki i jej ówczesnego męża Roberta Gonery - Nasta-zja. Dziewczyna poszła w ślady rodziców i początkowo chciała być aktorką. Zaliczyła kilka występów, ale przekonała się, że toniedlaniej. Skończyła więc Wydział Reżyserii Filmowej i Telewizyjnej w łódzkiej „fił-mówce". Asystowała samemu Andrzejowi Wajdzie przy filmie „Powidoki", a w 2021 roku wyróżniono ją nominacją do „studenckiego Oscara". Obecnie pracuje jako reżyserka i scenarzystka. Nastazja trzyma się z dala od świata celebrytów. Ma prywatny profil na Facebooku, tylko jej mama od czasu do czasu chwali się w swych mediach społeczno-ściowych utalentowaną córką. Takbyło ostatnio, kiedy Fraszyńska podpisała wspólne zdjęcie jednym słowem - „Szczęście". IZABELA JANACHOWSKA Trafiła do szpitala Kilka dni temu celebrytka pojawiła się na ogłoszeniu jesiennej ramówki Polsatu. Będzie bowiem prowadzić kolejny sezon „Ślubnego pogotowia Izabeli Janachowskiej". Wystrojona w różową sukienkę z radością pozowała fotoreporterom. Niestety: chwilę później zamieściła niepokojący wpis nalnstagramie: „Ostatnie dni nie były dla mnie łatwe. W czwartek tuż po ramówce trafiłam na Oddział Neurologii w stanie zagrażającym życiu. I tak z różowej Bartrie stałam się pacjentką IPiN". Dodała jednak uspokajająco: „Dziś sytuacja jest opanowana, plan leczenia ustalony, czekają mnie regularne kontrole i badania, ale mogę już wrócić do domu do moich bliskich". Co było przyczyną hospitalizacji cele-brytki - niewiadomo. HOROSKOP Wodnik (20.01-18.02) Wykażesz się wyjątkową skutecznością w wielu dziedzinach. Horoskop dzienny zapowiada, że niektóre osoby Ci tego pozazdroszczą... Ryby (19.02-20.03) Krytycznie spojrzysz na relacje łączące Cię z bliską osobą. Horoskop na dziś mówi, że zechcesz coś zmienić. Baran (21.03-19.04) Horoskop dzienny na piątek zapowiada, że akcentować będziesz dzisiaj potrzebę niezależności i przywiązanie do swoich poglądów. Byk (20.04-20.05) Pamiętaj, że nie mieszkasz na bezludnej wyspie. Horoskop dzienny radzi uwzględniać potrzeby innych osób. Bliźnięta (21.05-21.06) Mało kto będzie mógł liczyć na Twoją tolerancję i wyrozumiałość. Horoskop na dziś mówi, że cechować Cię będzie wyjątkowa „czepliwość". Rak (22.06-22.07) Zaczyna się weekend, więc postanowisz nieco zwolnić tempo życia. Horoskop dzienny na piątek mówi, że wyjdzie Ci to na dobre. Lew (23.07-22.08) Ujawni się dzisiaj u Ciebie chęć mówienia „prosto z mostu". Horoskop dzienny zapowiada, że powiesz wielu osobom, co o nich myślisz. Panna (23.08 -22.09) Wykorzystasz dzień na łagodzenie napięć i konfliktów. Horoskop na dziś mówi, że poczujesz sporą satysfakcję. Waga (23.09-22.10) Horoskop dzienny na piątek zapowiada, że wykażesz się dużą otwartością na pomysły innych osób. Czeka Was dzień w miłej atmosferze. Skorpion (23.10 - 21.11) Zmysł obserwacji osiągnie u Ciebie wyżyny. Horoskop dzienny mówi, że dostrzeżesz rzeczy, które dotychczas umykały Twojej uwadze. Strzelec (22.11-21.12) Ktoś krytycznie oceni to, co zrobisz. Horoskop na dziś mówi, że ta uwaga może stać się zarzewiem awantury. Koziorożec (22.12 -19.01) Nie masz co liczyć na chwile ciszy, spokoju i samotności. Horoskop dzienny na piątek mówi, że karuzela zdarzeń pochłonie Cię bez reszty. Głos Redaktor naczelny Przemysław Szymańczyk. Z-cy red. nacz.: Marcin Stefanowski, Wojciech Frelichowski, YnonaHusaim-Sobecka. Prezes Makroregionu Piotr Grabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu Robert Gromowski. Redakcja.SŁUPSK, ul. Henryka Pobożnego 19, teł.598488100, redakcja-gp24@pofskapress.pl. KOSZALIN, ul. Mickiewicza 24, teł. 94 J473552.redakqa4jk24@polskapress.pl SZCZECIN, Al. Niepodległości 26/U! teł.914813300jedakqa.gs24@potskapress.pl. Druk Polska Press Oddział Poligrafia, 85-438 Bydgoszcz, ul. Grunwaldzka 229. POLSKA PRESS GRUPA Wydawca Polska Press Sp.zo.o. ul. Domaniewska 45,02-672 Warszawa, tel. 22 20144 00, fax: 22 2014410 www.gs24.pl ©© - umieszczenie takich dwóch znaków przy Artykule, w szczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwość jego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.gp24.pl/tresci i wzgodzie z postanowieniami niniejszego regulaminu. Redaktor naczelny Dorota Kania Dyrektor artystyczny Tomasz Bocheński, Biuro Prasowe: biuroprasowe@polskapress.pl, Dyrektor kolportażu Karol Wlazło, AgencjaAIPkontakt@aip24.pl *4^ Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 SPORT 2ą PIŁKA NOŻNA MICHNIEWICZ I KRYCHOWIAK W GŁÓWNYCH ROLACH NOWEGO SEZONU W ARABII SAUDYJSKIEJ Rusza liga w Arabii Saudyjskiej Piotr Rzepecki redakcja@polskapress.pl Dzisiaj startuje nowy sezon figowy w Arabii Saudyjskiej. To rozgrywki, od których bije wielkimi sumami a niektóre khiby wydały tego lata właściwie morze gotówki, by sprowadzić widkiegwiazdy Z pewnością niewielu kibiców przed rokiem zdawało sobie sprawę, że ligaArabii Saudyjskiej wzbudzi takie zainteresowanie i obok czołowych lig na Starym Kontynencie, zostanie tą ligą, na którą z chęcią spojrzymy, sprawdzając, jak radzą sobieuty-tułowani piłkarze, którzy tego lata zasilili tamtejszą ekstraklasę. Magnesem, który przyciąga duże nazwiska do tamtejszej ligi, są niemalże nieograniczone fundusze. Cztery topowe kluby w kraju, a więc: Al-Ahli, Al-Hi-lal, Ał-Ittihad oraz Al-Nassr. Do tego ostatniego przeniósł się ponad pół roku temu Cristiano Ronaldo, pierwsze duże nazwisko w najnowszej historii. Cztery wymienione kluby najpewniej będą nadawały ton Cristiano Ronaldo jest bez wątpienia największą gwiazdą ligi Arabii Saudyjskiej, ale w ostatnich tygodniach zasiliła ją fala innych, wielkich futbolowych nazwisk całej ligowej rywalizacji. Każdy z nich należy do Public Invest-ment Fund, a więc funduszu majątkowego Arabii Saudyjskiej. Powiedzieć, że Ci czterej finansowi giganci mogą sobie pozwolić na wszystko, to właściwie nie powiedzieć nic. Letnie okno transferowe poszło zgodnie z myślą tych klu- bów: pozyskali oni wielu renomowanych piłkarzy, głównie z ligi angielskiej, oferując bajońskie kontrakty, nierzadko kilkukrotnie przekraczające uposażenie piłkarzy. Dla przykładu Portugalczyk Ruben Neves ma zarobić czterokrotnie więcej w nowym klubie, w Al-Hilal, niż dostawał na Wyspach. - Głównym czynnikiem była oczywiście moja rodzina, szansa, żeby zapewnić bliskim życie, o jakim zawsze marzyłem, to był główny powód. Muszę zadbać o moją żonę i dzieci - podkreślił w wywiadzie z klubową telewizją. Niektórzy piłkarze wspominają o wizji i budowie ciekawego projektu, bo włodarze klubów w Arabii dopiero rozpoczynają ekspansję rynku. Pozyskanie najciekawszych zawodników z Europy jest tylko środkiem, by osiągnąć cel, jakim jest stworzenie bardzo atrakcyjnej ligi, nie tylko dla lokalnych kibiców, ale by stworzyć „produkt, który wybrzmi na rynku globalnym" -czytamy w „The Sun". Plan Saudyjczyków obejmuje najbliższych kilka lat, a włodarzom marzy się organizacja dużej piłkarskiej imprezy. Mowa o mundialu W2030roku. Są wysokie notowania, że takie mistrzostwa odbywałyby sięnapo-dobnych zasadach, co niedawna impreza w Katarze, a więc zimą, w połowie rozgrywek. Polscy kibice mogą śledzić tamtejszą ekstraklasę nie tylko z uwagi na duże nazwiska, ale też z uwagi na naszych rodaków, którzy, miejmy nadzieję, godnie będą reprezentować nasz kraj. Mowa rzecz jasna o Czesławie Michniewiczu, który jest odpowiedzialny za wyniki Abha Club. Były selekcjoner reprezentacji Polski przed nowym sezonem został trenerem dwunastej drużyny sezonu saudyjskiej ekstra- klasy, a wpływ na to miał niezły wynik na katarskim mundialu. Przypomnijmy, Biało-Czerwoni pod wodzą Michniewicza pokonali Szwedów w meczu barażo-wym, awansowali z grupy na imprezie przegrywając w 1/8 finały z późniejszym finalistą Franq'ą, a w międzyczasie Polacy utrzymali się w najwyższej dywizji Ligi Narodów. W Arabii Saudyjskiej będziemy także oglądali reprezentanta Polski Grzegorza Krycho-wiaka. 33-latek dołączył do drużyny Michniewicza przed sez<> nem. W poprzedniej kampanii reprezentowałbarwyAł-Shabab. Innym Polakiem, którego wkrótce zobaczymy wlidze Arabii Saudyjskiej, będzie Piotr Zieliński. Pomocnik po siedmiu latach opuści Napoli, z którym przed rokiem wywalczył mistrzostwo Włoch. Popularny „Zielek" zasili Al-Ahli, a więc jeden ze wspomnianych klubów należących do Public Investment Fund. Zdaniem mediów Zieliński ma związać się z nowym pracodawcą tizyletiiirn kontraktem i zarobi około 15 min euro za jeden sezon gry. Luis Fernandez i Czubak będą elektryzować Paweł Stankiewicz pawel.stankiewicz@polskapress.pl PIŁKA NOŻNA. Karol Czubak wbarwachAriaGdymaiLuis Fernandez w Wiśle Kraków wpoprzednim sezonie rywali-zowałiomiano najlepszego strzelca wFortunieLLidze Wszystko wskazuje na to, że sytuacja się powtórzy, ale ta rywalizacja będzie kibiców jeszcze bardziej elektryzować, bo Hiszpan reprezentuje już zespół Lechii Gdańsk. Poprzedni sezon zakończył się z małym plusem dla Czubaka. To napastnik Arki strzelił o jednego gola więcej niż Hiszpan i został królem strzelców Fortuny 1. Ligi. Teraz rywalizacja zapowiada się równie pasjonująco, a wiele będzie zależało od tego, jak będą spisywać się w rozgrywkach oba zespoły. W lepiej funkcjonującej druży- nie na boisku łatwiej się strzela bramki. W nowy sezon zdecydowanie lepiej wszedł Luis Fernandez. Trudno powiedzieć, żeby czarował na boisku i zdecydowanie dominował, ale widać u niego piłkarską jakość. Tak było chociażby na inaugurację w Głogowie, gdzie przez 40 minut prawie nie było go widać na boisku, a potem strzelił trzy gole. To zaowocowało zwycięstwem w klasyfikacji lipca „Piłkarskich Orłów" na Pomorzu. Po trzech kolejkach Fernandez ma na konie cztery gole i jest liderem klasyfikacji strzelców w Fortunie l. Lidze. Ten trensfer zaczyna się Lechii szybko spłacać. Hiszpan nie tylko strzela gole, ale zaraża uśmiechem i dobrym humorem, a także jest wsparciem dla młodszych zawodników. Na boisku podpowiada kolegom, a to wszystko po to, aby dru- Ranking żyna osiągnęła sukces. Fernandez po poprzednim sezonie odrzucił ofertę przedłużenia umowy z Wisłą Kraków, a potem miał oferty z Rakowa Częstochowa i klubów zagranicznych. Jego przyjście do Lechii było tym większym zaskoczeniem. Nowemu właścicielowi zależało jednak na zatrudnieniu piłkarza topowego, który będzie liderem zespołu, i padło właśnie na Hiszpana. A sam Fernandez przyznał, że Lechia przekonała go planami budowy silnego zespołu. Przed Czubakiem w tym sezonie znacznie trudniejsze zadanie. Nie jest łatwo zdobyć w dwóch kolejnych sezonach koronę najlepszego strzelca ligi. Mówiło się, że ten napastnik może opuścić Arkę i przenieść się do PKO Ekstraklasy, ale ostatecznie nic takiego się nie stało. Został w Gdyni, aby pomóc drużynie walczyć o awans Luis Fernandez dobrze zaczął sezon, bo ma cztery gole i jest liderem klasyfikacji strzelców w Fortunie 1. Lidze do krajowej elity, choć na początku sezonu nic na to nie wskazuje. Konflikty między akcjonariuszami, bojkot meczów ligowych przez kibiców - to wszystko ma wpływ na słabszy postawę zespołu, a przez to Czubakowi też trudniej o gole. Karol do siatki po raz pierwszy trafił dopiero w przegranym meczu trzeciej kolejki z Polonią Warszawa i to jest jego jedyny gol w tym sezonie. Czubak z pewnością będzie chciał się rozkręcić w kolejnych meczach i przypomnieć, jak skutecznym jest napastnikiem. Ta rywalizacja piłkarzy Arki Gdynia i Lechii Gdańsk nada tylko kolorytłr rozgrywkom w Fortunie l. Lidze. A Luis Fernandez i Karol Czubak w kolejnych miesiącach także powinni rywalizować o palmę pierwszeństwa na Pomorzu w „Piłkarskich Of* łach". ©® Patronat Honorowy Partner Strategiczny Partner Merytoryczny Patronat Medialny | Agi Ministerstwo Sportu i Turystyki TYP SPORT TYP, INFO PZPN • REKLAMA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 11.08.2023 MU ŁAZIENKI WYPRZEDAZ K www.fimal.pl