MEW YEAR'S RES0LUT10MS Piątek 27.12.2024 Nr 300 (5454) Nakład: 10.980 egz. www.gp24.pl Cena 6,00 zł (w tym 8% VAT) Rozmowa. Adwokat Karolina Skrzypczyńska: co jest najczęstszą przyczyną rozwodów? str. 2 Słupsk. Prokurator rejonowy zrezygnował ze stanowiska str. 3 Region. W Bytowie radni uchwalili budżet gminy na 2025 rok str. 3 Nr ISSN 0137-9526 Nr indeksu 348-570 9 770137 952053 MAGAZYN Czas wolny Polaków, czyli kiedy mamy chwilę dla siebie • Awangarda dotarła na Zadni Groń z Wiednia i Buczkowic • Ksiądz Tomasz: relaksuję się w pasiece PLUSTELEMAGAZYN z programem TV Planu;, decyduj i działaj! Nowy Rok 2025 będzie twój Aneta Matyjaszek ze Słupska zna sposoby na to, żeby dotrzymać obietnic złożonych samym sobie tygodnik regionów - str. 10-12 Rozmowa z Moniką Ciesielską. - Jestem mamą transpłciowych bliźniąt i dobrze mi z tym tygodnik regionów - str. 14-15 Uwaga! Ten tekst napisał Chat GPT tygodnik regionów - str. 16 0011061034 PaulaFish W związku z dynamicznym rozwojem naszej firmy poszukujemy osób Z DOŚWIADCZENIEM s\ • pracownik produkcji • magazynier - operator wózka widłowego • operator - mechanik linii produkcyjnej • mechanik utrzymania ruchu • elektromechanik Praca w zakładach produkcyjnych w: ipsku, Włynkówku, Strzelinie i Tolkmicku. • chłodniarz • kontroler jakości • mechanik samochodowy • kierowca w transporcie międzynarodowym • elektryk Kontakt £>539025 608. CV na maila: Si rekrutacja@paulafish.pl 2 • DRUGA STRONA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 TYDZIEŃ Z NASZĄ GAZETĄ SOBOTA PONIEDZIAŁEK WTOREK ŚRODA CZWARTEK PIĄTEK • Maryla Rodowicz śpiewa • Sportowy24: Grali na bo- • Strefa Biznesu: W gąsz- • Strona Zdrowia: Zadbaj • Pod Paragrafem: Historie • Puls i Tygodnik Regionów, dla Polaków ponad pół wieku iskach, grali na parkietach czu ekonomii nie zginiesz o siebie w 2025 roku jakich świat nie widział Teksty ze znakiem jakości ZAMÓW PRENUMERATĘ: tel. 94 3401114, mail prenumerata.gdp@polskapress.pl, na stronie prenumerata.gp24.pl Adwokat: zdrada najczęstszą przyczyną rozwodów KALENDARIUM 27 GRUDNIA POLSKA 1428 W bitwie pod Starym Wielisła-wiem pomiędzy husytami a wojskami przymierza anty-husyckiego zginął ostatni z Piastów ziębickich, książę Jan. 1939 W odwecie za zabicie 2 żołnierzy, w nocy 26 na 27 grudnia Niemcy zamordowali w Wawrze pod Warszawą 107 osób. 1991 Wolnomularstwo: Wielka Loża Narodowa Polski została obudzona przy pomocy Wielkiego Wschodu Włoch. 2002 Amerykański koncern Lockheed Martin, oferujący samolot F-16, wygrał przetarg na dostawę samolotu wielozadaniowego dla Wojska Polskiego. ŚWIAT 1917 W Rosji ogłoszono dekret o nacjonalizacji banków. 1926 Papież Pius XI potępił działalność skrajnie prawicowej Akcji Francuskiej. 1944 Bitwa o Atlantyk: niemiecki okręt podwodny U-887 został zatopiony na północny zachód od Azorów przez kanadyjską korwetę HMCS „St.Thomas", a wszystkich 56 członków załogi uratowano i wzięto do niewoli. 1966 W wyniku uderzenia pociągu osobowego w cysternę z olejem opałowym, która utknęła na przejeździe w Everett w amerykańskim stanie Massachusetts, zginęło w płomieniach 12 osób, a 20 odniosło obrażenia. Ewa Bąkowska Rozmowa Najczęstszą przyczyną rozwodów są zdrady małżonków. Na około 150 tysięcy zawartych małżeństw ponad 50 tyś. kończy się rozwodami - podkreśla Karolina Skrzypczyńska, adwokat. Czy liczba rozwodów, od lat utrzymująca się na wysokim poziomie, oznacza, że Polacy przestali szanować instytucję małżeństwa? Karolina Skrzypczyńska: Z informacji Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że ostatnio na około 150 tysięcy zawartych małżeństw ponad 50 tys. zakończyło się rozwodami. Dawniej kobieta bała się zostać sama, ponieważ wobec rozwódki stosowany był ostracyzm, istotne były również kwestie finansowe -obawa o możliwość utrzymania siebie i dzieci. Duży wpływ na decyzje o rozwodzie miała też kiedyś kwestia religijności, wychowania w wierze katolickiej i przestrzegania przysięgi małżeńskiej. Ludzie trwali w związku, nawet w tym najbardziej patologicznym. Teraz kwestia wiary to jeden z dalszych powodów pozostawania razem. Dlaczego ludzie się rozwodzą? Staż małżeński ma tutaj mniejsze znaczenie. W swojej karierze rozwiodłam małżeństwo z trzymiesięcznym stażem i z ponad 50-letnim. W tym drugim przypadku pozew wniosła kobieta, która nie chciała być dalej sprzątaczką i opiekunką dla męża. Ale z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że najczęstsza przyczyna rozwodów to zdrada. I nie ma tutaj reguły, zdradzają panowie i panie. Skoro już do niej dochodzi, to który z małżonków szybciej decyduje się na rozwód? Statystyki milczą na ten temat. Łatwość podejmowania decyzji o rozwodzie wśród moich klientów mają młodzi ludzie. Moim zdaniem, wzrost liczby rozwodów obecnie wynika z większej odwagi kobiet. Karolina Skrzypczyńska: - Młodzi ludzie mają dużą łatwość w podejmowaniu decyzji o rozwodzie Ich decyzje o rozwodzie są zawsze bardzo przemyślane. W przypadku mężczyzny to decyzja szybsza i łatwiejsza. Kiedyś przychodzące do mnie panie były zahukane i wystraszone, bały się opinii publicznej i tego, że sobie nie poradzą bez męża. Teraz mają swoje kariery, są aktywne zawodowo i niezależne finansowo. Zauważyłam jeszcze jedną ciekawą prawidłowość: w trakcie rozwodu mężczyzna kwitnie. Ten proces traktuje jako powrót do stanu kawalerskiego, odzyskanie wolności i przeżywanie drugiej młodości. Kobieta jest zmęczona, zmartwiona, czuje się mniej atrakcyjna. Odejście mężczyzny traktuje jako osobistą porażkę. Po upływie czasu jest odwrotnie. Mężczyzna zaniedbuje się, życie bez żony okazuje się problematyczne, kobieta natomiast promienieje, rozwija się, ma nowe pasje. O co walczy rozwodząca się para? Dla kobiety orzeczenie o winie małżonka ma bardzo duże znaczenie. Na 10 spraw 8 z nich zapada z orzekaniem o winie. Udowodnienie winy ma znaczenie na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze: kobieta odczuwa emocjonalne zwycięstwo. Decyzję sądu od- biera bardzo personalnie, jako potwierdzenie, że była dobrą żoną. Po drugie: to kwestia alimentów. Małżonek, któryjest uznany za wyłącznie winnego rozpadu pożycia małżeńskiego musi liczyć się z tym, że alimenty płaci nie tylko na dzieci, ale także na współmałżonka. Z kolei dla mężczyzny chyba ważne jest, żeby rozwieść się jak najszybciej iby nadal mógł uczestniczyć w opiece nad dziećmi. Właśnie, jak to jestztą opieką? Niestety, zauważam, że w szczególności kobiety próbują zawłaszczać dzieci i uzurpować sobie wyłączne prawo do opieki nad nimi. Czasami chcą doprowadzić do alienacji rodzicielskiej. Uważam, że nawet jeżeli kobieta ma uzasadniony żal do mężczyzny jako męża, to w kwestii opieki na dziećmi musimy patrzeć na niego, jakim był tatą. W ta- . kich sytuacjach bardzo często polecam kobietom psychoterapię, bo tutaj pojawia się problem natury psychicznej. Kobieta musi zrozumieć, że mężczyzna, jeżeli jest dobrym ojcem, to ma prawo do opieki i powinien uczestniczyć w życiu dziecka. Jeżeli kobieta upiera się i nie chce przyjąć takiego kierunku, to z taką klientką rozstaję się. Dla mnie bardzo ważne jest uczciwe podejście do sprawy, biorąc pod uwagę dobro i los dziecka. Jak dzisiaj sądy spoglądają na rolę mężczyzny w sprawowaniu opieki nad dziećmi? Coraz więcej ojców uzyskuje pełne prawo rodzicielskie i dzieci zostają pod wyłączną opieką mężczyzn. Sądy zauważają i stoją na stanowisku, że ojciec jest równoprawnym opiekunem dla dzieci i chcą, żeby angażował się w ich w życie. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Z proponowanych przez sąd nowych form opieki nad dzieckiem bardzo podoba mi się opieka naprzemienna, ale ta sprawowana w domu rodzinnym dzieci. Polega na tym, że to nie dzieci wprowadzają się do rodziców, tylko rodzice naprzemiennie wprowadzają się na czas opieki do dzieci. Celem jest zapewnienie dzieciom azylu, poczucia stabilności i bezpieczeństwa w ich rodzinnym domu. Czy sprawy rozwodowe są trudne? Od strpny prawnej - nie. Są jednymi z prostszych, ale są trudne pod względem sfery emocjonalnej. Na niejednym rozwodzie więcej potu się wyciśnie i wyleje łez, niż na ciężkiej sprawie karnej. W moim zawodzie trzeba być trochę psychologiem. Do adwokata nikt nie przychodzi z dobrymi wieściami, ludzie przychodzą tylko z problemami. Podczas rozmów osoba skrzywdzona musi mieć możliwość wygadania się, wylania swoich żalów i pretensji. Takie przyjęcie zwierzeń ciąży. Z drugiej strony im więcej wiem przed złożeniem pozwu rozwodowego, tym mniej nas w sądzie zaskoczy. Kiedyś ciężko mi było z bagażem doświadczeń innych osób. Nadal słucham swoich klientów i pomagam im jak najlepiej, ale uczę się też stawiać granice w naszych relacjach. ROZMAWIAŁA: EWA BĄKOWSKA (PAP) ZDJĘCIE TYGODNIA Z okazji Świąt Bożego Narodzenia w wielu miejscach na Pomorzu pojawiły się szopki betlejemskie z żywymi zwierzętami. Jedna z takich szopek stanęła w Dolinie Charlotty koło Ustki. Wśród zwierząt można spotkać owce, osiołki, barany, które dumnie prezentują się obok artystycznych postaci - figur Maryi, Józefa, Trzech Mędrców ze Wschodu, pasterzy oraz Dzieciątka Jezus. Żywa szopka największe zainteresowanie wzbudza wśród dzieci, bo zwierzaki można pogłaskać. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 WYDARZENIA • 3 . : Prokuratura Rejonowa W Sf "°<*KU Budżet litowa na 2025 rok uchwalony. Ponad 51 milionów złotych na inwestycje 0011228271 URZĄDZENIA CZYSZCZĄCE SERWIS i SPRZEDAŻ Nilfisk fflKKRCHER Magdalena Olechnowicz Region Na ostatniej w tym roku sesji Rady Miejskiej Bytowa radni uchwalili budżet miasta na2025 rok. Na inwestycje w przyszłym roku gmina przeznaczy 51 milionów złotych. Dochody Bytowa w 2025 r. mają wynieść prawie 187 min zł, a wydatki nieznacznie przekroczyć 201 min zł. Deficyt wyniesie ponad 14 min zł, a źródłem jego pokrycia będą przychody pochodzące z pożyczki z NFOŚiGW -4,7 min zł, z BGK - 4 min, kredytu - 4 min zł, wolnych środków -1,4 zł. - Nie jest to idealny projekt budżetowy, ale dobry - prze-. konywał przed podjęciem uchwały Ireneusz Gospodarek, burmistrz Bytowa. - Deficyt jest jednym z najniższych z ostatnich lat. Planowane są nowe inwestycje i kontynuacja tych rozpoczętych. Na ten cel przeznaczymy ponad 51 milionów złotych. Większość radnych mówiła, że nie jest to budżet marzeń. Ale dają burmistrzowi kredyt zaufania, bo skonstruowanie tego ważnego dokumentu w pierwszym roku kadencji (burmistrza) jest bardzo trudne. - Takie spojrzenie mi się nasunęło, że budżet jest taki, jak pogoda dzisiaj. Niespójna z oczekiwaniami o tej porze roku - mówił radny Adam Leik. - Ale pan burmistrz powiedział, że nie jest to idealny projekt i my się z tym w pełni zgadzamy. Zauważyć trzeba, że ten budżet nie jest taki, do jakiego zdążyliśmy się przyzwyczaić w ostatnich latach, naszym zdaniem mniej inwestycyjny. Trochę obawiamy się o to, czy dynamika rozwoju w naszym mieście nadal będzie tak postępowała, jak w ostatnich latach. Poza kontynuacją zadań, które są w tej chwili w projekcie budżetu, nie widać nowych rzeczy. Mamy jednak nadzieję, że wizja na rozwój naszego miasta, naszych sołectw się pojawi. Cieszy nas oczywiście fakt, że udało się nam część inwestycji Dochody gminy Bytów w 2025 r. mają wynieść prawie 187 min zł. Na zdjęciu: Urząd Miejski w Bytowie wprowadzić do budżetu. To między innymi opracowanie projektów technicznych budowy ulic Makowej, Rumiankowej, Lawendowej czy opra- cowanie projektu technicznego połączenia ulicy Domańskiego z ulicą Styp-Rekowskiego przez rondo Unii Europejskiej, opracowanie projektu technicznego drugiego etapu budowy ulicy Kazimierza Wielkiego czy zakup samochodu dla OSP w Pło-towie, montaż wiat przystankowych czy opracowanie pro- jektu technicznego ścieżki rowerowej Bytów-Niezabyszewo. Natomiast Marek Masłowski z PiS ubolewał, że w budżecie nie znalazła się budowa kaplicy, która miała stanąć przy ulicy Popiełuszki. - Mieszkańcy oczekują tej inwestycji - mówił. - Podobnie jak remontu ulicy Pochyłej. Mam nadzieję, że te inwestycje znajdą się w budżecie na 2026 rok. Za przyjęciem uchwały budżetowej były kluby radnych Wspólnota Samorządowa, Razem dla Bytowa, Porozumienie Lokalne oraz radni PiS. W rezultacie budżet został przyjętyjednogłośnie. - Chciałbym za to podziękować, jak również za kredyt zaufania, jakim mnie obdarzyliście - powiedział po głosowaniu burmistrz Gospodarek. -Popierając ten budżet, dajecie do zrozumienia, że macie na względzie dobro mieszkańców i rozwój miasta. To, jak powiedziałem, nie jest budżetide-alny, ale jestem pewien, że jesteśmy w stanie wypracować jeszcze lepszą współpracę. ©® Prokurator rejonowy w Słupsku podał się do dymisji Magdalena Olechnowicz Słupsk Lech Budnik, prokurator rejonowy wSłupsku, złoży! wniosek o odwołanie z funkcji sze-fa jednostki Czeka na decyzję Prokuratora Krajowego. Do tego czasu pełni swoją funkcję. Lech Budnik pełni funkcję Prokuratora Rejonowego w Słupsku od 9 października 2023 roku. - Prokurator Lech Budnik złożył wniosek do Prokuratora Krajowego o odwołanie go z funkcji szefa Prokuratury Rejonowej w Słupsku, ale nie ma jeszcze decyzji Prokuratora Krajowego. Do czasu decyzji prokurator Budnik cały czas sprawuje swoją funkcję - potwierdza Paweł Wnuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Słupsku. Sam prokurator Budnik nie chce komentować swojej decyzji ani mówić o powodach. Zaznacza tylko, że nie chce kierować słupską jednostką, ale nadal będzie pracował w charakterze prokuratora. Jeżeli Prokurator Krajowy przyjmie dymisję Lecha Budnika, wyznaczy także nowego prokuratora rejonowego w Słupsku. Prokurator Lech Budnik ma 39 lat. Studia prawnicze ukoń- Zapraszamy do Autoryzowanego Serwisu Punktu Sprzedaży firmy Nilfisk oraz serwisu i Punktu Sprzedaży Firmy Karcher. . Prokurator rejonowy Lech Budnik nie komentuje swojej decyzji o rezygnacji z pełnionego stanowiska 76-200 Słupsk, ul. Przemysłowa 34 tel. 602442117 e-mail: mariusz-zawacki@wp.pl www.jmk-serwis.pl PROFESJONALNA OBSŁUGA Z WIELOLETNIM DOŚWIADCZENIEM czył na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego w lipcu 2010 roku. Od września 2012 r. do kwietnia 2013 r. był asystentem sędziego przy Sądzie Rejonowym w Gdyni. Aplikację prokuratorską odbywał od 2013 r. przy Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie i ukończył ją w 2017 r. z wynikiem bardzo dobrym. Następnie po uzyskaniu nominacji asesorskiej od grudnia 2017 r. pracował w Prokuraturze Rejonowej w Słupsku, gdzie we wrześniu 2020 r. został po- ifc wołany na stanowisko prokuratorskie: W słupskiej prokuraturze rejonowej na stanowisku prokuratora pracował do maja 2022 r., skąd najpierw został delegowany, a potem od marca 2023 r. na stałe przeniesiony do Prokuratury Rejonowej w Miastku. W Prokuraturze Rejonowej w Miastku już w maju 2022 r. został powołany do pełnienia funkcji zastępcy prokuratora rejonowego, którą piastował do maja 2023 r. Od 9 października zasiadał w fotelu szefa słupskiego rejonu. ©® 4 • WYDARZENIA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 Gotówka dla Wodociągów Słupsk Maria Sowisło Region Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku dofinansował trzy projekty i pięć inwestycji na Pomorzu. Pula wyniosła niemal 12 min zł. Lwią część pieniędzy wydadzą słupskie wodociągi Siedem gmin województwa pomorskiego otrzymało dofinansowania z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku. Pieniądze przeznaczone zostaną na działania związane z uporządkowaniem gospodarki ściekowej w województwie pomorskim. Podpisane umowy zawarte zostały w ramach programu „Szlamnik - poprawa efektywności pracy oczyszczalni ścieków". - Podpisanie umów to bardzo ważny dla wszystkich moment. Tym samym pokazujemy, że warto sięgnąć po wsparcie finansowe. I dobrze wykorzystać dofinansowanie. Uporządkowanie gospodarki ściekowej poprawia jakość życia mieszkańców, ale także ma wpływ na środowisko. Planujemy drugą edycje Szlamnika w przyszłym roku -zapowiedział Łukasz Tamkun, prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku. Nabór skierowany był do pomorskich gmin i spółek komunalnych. Dofinansowanie można było otrzymać na modernizację lub rozbudowę komunalnych oczyszczalni ścieków, budowę kolektora a także na opracowanie dokumentacji projektowej. Łączne dofinansowanie w ramach podpisanych umów to 11,7 min zł, w tym 4,3 min zł dotacji i 7,4 min zł to pożyczki. - Branża wodnokanalizacyjna ma cały czas duże potrzeby w zakresie uporządkowania gospodarki ściekowej. Stoją przed nią duże wyzwania. Bardzo mnie cieszy duże zainteresowanie programem priorytetowym Szlamnik. Inwestycje przyczyniają się do poprawy stanu środowiska w regionie - stwierdził zastępca kierownika Działu Programów Regionalnych WFOŚiGW w Gdańsku Rafał Węglarek. Największy projekt zrealizuje spółka Wodociągi Słupsk. Opracuje dokumentację projektową i zbuduje kolektor ściekowy z miejscowości leżących w gminie Redzikowo do oczyszczalni ścieków w Słupsku. Budowa nowego kolektora zwiększy potencjał już istniejącej instalacji i możliwe będzie podłączenie do niego kolejnych odbiorców. Wysokość dotacji to 3 min zł, a pożyczki to 4,5 min zł. POROZMAWIAM 0 RWOUSMC Doradztwo ńergetyczn? QPOROiM ene/getyczna j , ,, Q POftOlWftWI/dMY ) POROZMAMAW 0 FUNDUSZACH POROZMAWIAJMY 0 FUNDUSZACH Ę2* OoMditwo * «e'g etyczna OorafliKwfr Od lewej: Andrzej Wojtowicz, prezes Wodociągów Słupsk i Łukasz Tamkun, prezes WFOŚiGW w Gdańsku podczas podpisywania umowy - Po raz kolejny Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku wspiera nasze działania w zorganizowaniu efektywnego systemu zbierania i oczyszczania ścieków w aglomeracji słupskiej. Dzięki wsparciu funduszu wyeliminowane zostaną istotne problemy wynikające z potrzeb rozwojowych miejskiego obszaru funkcjonalnego na terenach gminy Redzikowo i miasta Słupska. Wielu mieszkańców regionu i przedsiębiorców czeka na tę inwestycję, która umożliwi nowe przyłączenia, zmniejszy liczbę awarii, wyeliminuje problemy zapachowe i stworzy nowe możliwości lokalnej gospodarce - tłumaczył prezes spółki Wodociągi Słupsk Andrzej Wojtowicz. Półtora miliona złotych pożyczki otrzymała gmina Trzebielino. Za pieniądze rozbuduje oczyszczalnię ścieków w Zielinie. Obecnie niemożliwe jest prawidłowe oczyszczanie ścieków i uzyskanie wymaganych parametrów. W ramach zadania, zwiększy się przepustowość oczyszczalni. Inwestor wyeksploatowane urządzenia wymieni na nowoczesne. Policjanci obdarowali potrzebujących Magdalena Olechnowicz Powiat słupski Tuż przed Wigilią w kilkunastu domach na terenie powiatu słupskiego, na twarzach domowników pojawiły się uśmiechy i radość z otrzymanych świątecznych darów. To była akcja krwiodawców ze Szkolnego Klubu HDK PCK przy wsparciu kadry Szkoły Policji w Słupsku. Dzięki ich zaangażowaniu oraz wsparciu wielu osób, udało się przygotować świąteczne paczki dla osób samotnych i niezamożnych z powiatu słupskiego. - W tym roku do pomocy dołączyła również pani Joanna Gabryś, właścicielka sklepiku na terenie Szkoły Policji. Przygotowane zostały paczki, które trafiły do emerytowanych pracownic -fHM- Akcję zorganizowali krwiodawcy ze Szkolnego Klubu HDK PCK przy wsparciu kadry Szkoły Policji w Słupsku Szkoły Policji oraz innych osób znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej -mówi Piotr Kozłowski, rzecznik prasowy Szkoły Policji w Słupsku. - Pomoc trafiła do osób, które nie spodziewały się tego gestu. Radość obdarowanych była ogromna, a zaskoczenie - widoczne na twarzach każdego z nich. W kilku przypadkach osoby, które otrzymały paczki, nie kryły łez wzruszenia, podkreślając, że pomoc ta pozwoli im na godne przygotowanie kolacji wigilijnej i posiłków w trakcie świąt. Dzięki życzliwości wielu osób, świąteczne dary trafiły do tych, którzy często borykają się z trudnościami finansowymi i samotnością. Tego typu gesty sprawiają, że Święta Bożego Narodzenia stają się czasem nie tylko radości, ale także głębokiego, ludzkiego wsparcia. Świąteczne paczki stały się symbolem solidarności, która w okresie świątecznym zyskuje szczególną moc. -Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim osobom, które pomogły w przygotowaniu tej akcji. To niesamowite uczucie widzieć taką radość u obdarowanych, a także wiedzieć, że nasze wspólne działania pozwalają komuś poczuć się mniej samotnym w tym wyjątkowym czasie - podsumowali organizatorzy. ©® Podobna inwestycja przeprowadzona zostanie przez Kartuskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji. Zmodernizowana zostanie oczyszczalnia ścieków. Obecnie urządzenia w obiekcie są nieefektywne, wyeksploatowane, więc często ulegają awariom. Zakłóca to prawidłową pracę oczyszczalni, stwarza też zagrożenie dla obsługi. Także na modernizację oczyszczalni postawi spółka SZOP w Nowym Dworze Gdańskim. Tutaj zwiększy się efektywność pracy poprzez modernizację systemu napowietrza- nia. Dzięki temu zużycie energii elektrycznej zmniejszy się 0 20 proc. Z kolei gmina Nowa Wieś Lęborska otrzymała dotację w wysokości 199 000 zł na wykonanie dokumentacji koncepcyjnej i projektowej uporządkowania sieci kanalizacyjnej. W Leśnicach bowiem ścieki od 30 proc. mieszkańców kierowane są do miejscowej oczyszczalni ścieków. Sieć kanalizacyjna jest mocno zużyta. Dochodzi do zanieczyszczeń gruntu, nadmiernego przeciążenia sieci 1 oczyszczalni ścieków. Pozostałe 70 proc. ścieków trafia do 15 zbiorników bezodpływowych w gminie. Ich stan jest zły, więc zanieczyszczenia wyciekają do gruntu. Także pieniądze na projekty ale modernizacji istniejących oczyszczalni ścieków otrzymały Zakład Gospodarki Komunalnej w Dębnicy Kaszubskiej, Gminne Przedsiębiorstwo Komunalne w Chmielnie oraz Gminne Przedsiębiorstwo Komunalne w Szemudzie. W pierwszym samorządzie pilnej interwencji wymaga oczyszczalnia w Gogolewie a w drugim ta znajdująca się w Kożyczko-wie. Fundusz planuje podpisać umowy z jeszcze dziewięcioma pomorskimi beneficjentami. W sumie w naborze Szlamnik zawartych zostanie 17 umów o dofinansowanie. ©® Trzykrotnie dźgnął nożem 16-latka. Stanie przed sądem Magdalena Olechnowicz Słupsk 20-latek zaatakował 16-latka, zadając mu trzy ciosy nożem w klatkę piersiową. Napastnik najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Będzie odpowiadał za próbę zabójstwa. Dramatyczne sceny rozegrały się w czwartek, 19 grudnia, na ul. Tuwima w Słupsku. - Mężczyzna w wieku 20-lat i 16-letni chłopak spotkali się wcelu wyjaśnienia sobie kwestii związanej z nieporozumieniami rówieśniczymi. W trakcie zdarzenia 20-latek wyciągnął nóż i trzykrotnie ranił pokrzywdzonego, zadającmu ciosy wokolicy korpusu. Pokrzywdzony, dzięki szybko udzielonej pomocy lekarskiej, przeżył. Podejrzany został zatrzymany - mówi Lech Bud- nik, prokurator rejonowy w Słupsku. Pokrzywdzonyi6-latekprze-bywa w szpitalu. Podejrzany 20-latek, decyzją Sądu Rejonowego w Słupsku, trafił do aresztu. - Postawiono mu zarzut usiłowania popełnienia zbrodni zabójstwa. Podejrzany przyznał się do zarzucanego mu czynu, złożył wyjaśnienia. Skierowaliśmy do Sądu Rejonowego w Słupsku wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Ten wniosek został uwzględniony. Podejrzany najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie śledczym - informuje prokurator Budnik. Nieoficjalnie wiadomo, że przyczyną sporu miała być dziewczyna, ale prokurator nie ujawnia żadnych szczegółów wyjaśnień złożonych przez mężczyznę. ©® 0111212015 REKLAMA Partner Ogólnopolski ,er °3ólnopolski Dodatkowe informacje V 510026927 6 • PRZEPISY Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 Zmiany w prawie łowieckim. Rzecznik praw obywatelskich broni właścicieli gruntów. Chodzi, m.in., o polowania Adam Willma adam.willma@polskapress.pl Obecne przepisy naruszają konstytucyjne prawo własności - uznał rzecznik praw obywatelskich. Minister klimatu i środowiska przyznaje. że zmiany są niezbędne. Napięcia pomiędzy właścicielami gruntów a myśliwymi nie są niczym nowym. Ci ostatni argumentują, że gospodarka łowiecka jest nie tylko rodzajem hobby, ale też elementem zapewniającym równowagę w środowisku. Właściciele nieruchomości coraz częściej jednak mają dość panoszenia się myśliwych na swoich działkach. Ich prawami zajął się rzecznik praw obywatelskich, Marcin Wiącek, który apeluje o zmianę przepisów. O co chodzi w sporze? Obecne przepisy dotyczące tworzenia obwodów łowieckich oraz organizacji polowań pozostawiają praktycznie pomijają właścicieli gruntów. W praktyce w czasie polowań ci ostatni pozostąjąbez wpływu na swoją własność. Według Rzecznika Praw Obywatelskich, tworzenie obwodów łowieckich oraz organizacja polowań są nie tylko nieprzejrzyste, ale i w nieproporcjonalny sposób ograniczają prawa właścicieli. Właściciele mogą oni co prawda zgłaszać uwagi do projektu obwodu łowieckiego, ale ich uwzględnienie zależy od uznaniowej decyzji marszałka województwa lub sejmiku, która... nie podlega zaskarżeniu do sądu. To oznacza, że gospodarze gruntów są praktycznie bezsilni. Dla wielu właścicieli ziemi problemem głównym jest sama organizacja polowań. Myśliwi nie mają obowiązku informowania właścicieli o zamiarze przeprowadzenia polowania indywidualnego. W przypadku polowań zbiorowych gminy publikują obwieszczenia, ale ta archaiczna forma jest całkowicie nieefektywna. W konsekwencji posiadacz działki może znaleźć się na własnym terenie w sytuacji zagrożenia. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich 10 lat doszło do 26 śmiertelnych wypadków z udziałem myśliwych. POLOWAŃ Obecne przepisy dotyczące organizacji polowań praktycznie pomijają właścicieli gruntów Ustanowienie obwodu łowieckiego automatycznie oznacza, że właściciel ziemi musi znosić obecność myśliwych na swoim terenie. Co więcej, nie otrzymuje z tego tytułu żadnej rekompensaty finansowej, choć działalność łowiecka może obniżać wartość nieruchomości. Zyski z dzierżawy obwodów tra-fiają do Skarbu Państwa, a wła- ściciele prywatni pozostają sami z problemem. Prawo łowieckie pozwala właścicielowi sprzeciwić się organizacji polowań na jego nieruchomości. W tym celu trzeba złożyć oświadczenie przed starostą. Wymóg ten bywa jednak nadużywany przez... odmawianie spotkania z właścicielem. Z informacji RPO wynika, że w praktyce w części powiatów możliwe jest złożenie oświadczenia w urzędzie starostwabez konieczności umawiania się na spotkanie ze starostą, natomiast w innych jest ono wymagane. W konsekwencji prawo właściciela do decydowania o sposobie korzystania z nieruchomości jest - zdaniem Marcina Wiącka - uzależnione od dobrej woli organu powiatu. Choć z prawnego punktu widzenia starosta nie może odmówić spotkania, ale prawo... nie wyznacza mu żadnego terminu na przyjęcie oświadczenia i nie przewiduje żadnej sankcji za unikanie spotkania. Co wolno wojewodzie... O ile z dzierżawy nieruchomości objętych obwodem łowieckim korzyści czerpią Lasy Państwowe i starostowie (wydzierżawiają dany obwód Polskiemu Związku Łowieckiemu), prywatnemu właścicielowi nie przysługuje nic. Według rzecznika takie ograniczenie praw właścicieli narusza Konstytucję RP, która gwarantuje równą ochronę własności. Co więcej, różnicuje się tu prawa osób fizycznych i prawnych - właściciele niebę-dący osobami fizycznymi nie mają nawet prawa sprzeciwu wobec organizacji polowań na swoich terenach. Apel RPO nie pozostał bez odzewu. Minister Klimatu i Środowiska, Paulina Hennig-Kloska, potwierdziła, że resort dostrzega konieczność zmian. Planowana nowelizacja Prawa łowieckiego ma zawierać zwiększenie ochrony praw właścicieli, wprowadzenie obowiązku informowania ich o planowanych polowaniach oraz stworzenie elektronicznego systemu, który umożliwi każdemu łatwe sprawdzenie harmonogramu polowań. - Chcemy, aby wszyscy obywatele mogli czuć się bezpiecznie, odwiedzając lasy. Elektroniczny system informowania o polowaniach to krok w kierunku transparentności i ochrony prawa własności" - zapowiedziała minister Hennig-Kloska. |- Zmiana sposobu informowania o polowaniu jest wymagana z uwagi na ciążące zobowiązania krajowe i międzynarodowe dotyczące ochrony życia i zdrowia ludzi. ©® Głos Pomorza przv SOBOCIE Maryla Rodowicz śpiewa dla Polaków # już ponad pół wieku prowad»j sykmtcr z pamysfm. (kłtfe powiać No\w kok 28grudnia trzv SOBOCIE poleca się na nowy rok Od kolorowej hipiski po legendę polskiej piosenki. Maryla Rodowicz śpiewa dla Polakówjuż ponad pół wieku Franciszek Pieczka. Niezwykły aktor, niesłychanie skromny człowiek Na świecie żyje 20 tys. odmian storczyków. Niektóre z nich można hodować w domu mm PULS Piątek, 27.12.2024 . ,,, 20*# r-j | .* # i d . Zwolni|! 2 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 Leszek !Valigóra vorwArts, ino go lej! Daliśmy Wam „tej" - i choćby z tego powodu należy nam się szacunek. „Tej" daliśmy Wam jako uniwersalny znak rozpoznawczy poznańczyków, jako wołacz, pytacz, przecinek. Daliśmy Wam też Tey - kabaret, który rozjaśniał mroki komuny niczym szneka z glancem rozjaśnia lico łasucha. Sznekę z glancem też Wam daliśmy. I rogala świętomarcińskigo Wam daliśmy, przez sieci handlowe rozpowszechnionego pod pozorem wyrobu rogalopodobnego, ale zawsze. Sieci handlowe, swoją drogą, też Wam daliśmy. Przynajmniej te największe. Daliśmy Wam chrzest (owszem, nie wszyscy chcieli). Daliśmy Wam noblistkę z pięknymi wierszami, którą oczywiście zaraz nam ukradł Kraków. Daliśmy Wam Asnyka. Też nam go Kraków ukradł. Daliśmy Wam Morskie Oko, które dla Polski kupił wielkopolski hrabia Zamoy-ski. Będący prawdopodobnie pierwowzorem czarodzieja Albusa Dumbledora. I nade wszystko: daliśmy Wam sprawdzony przepis na udane powstanie. Już wyjaśniam: udane to takie, którego cele się osiąga, najlepiej przy okazji nie tracąc zbyt wiele. Od wynalezienia przepisu w 1806 roku - w Wielkopolsce, rzecz jasna, powtórzonego następnie z równie udanym skutkiem w latach 1918-1919 (oczywiście również w Wielkopolsce) tylko sejneńczycy i Ślązacy poznali się na dobrym patencie i równie skutecznie własne dania wypiekli. A Wy co? Nic. Zero wdzięczności za to, że siłami naszych dziadów resztę Polski do wolnej Wielkopolski w 1919 roku przyłączyliśmy. Apóźniej, siłami tych samych dziadów, spuściliśmy ciężki łomot bolszewikom. Co prawda szli do boju wrzeszcząc „Vorwarts, ino go lej!", przez co nie tylko wspomniani bolszewicy, ale i Polacy myśleli, że to jakieś niemieckie wojsko do boju idzie. Wcześniej tę sztuczkę wielokrotnie wykorzystywali w Powstaniu Wielkopolskim. Bo wyszkoleni wpruskim wojsku, za sąsiadówmający Niemców, niemczyzną posługiwali się sprawnie. Do tego stopnia, że niektóre zdobycze Powstania wpadały wichręce bez jednegochoćby wystrzału. Ot, wjakimś garnizonie polscy wojacy zwolnili ze służby wszystkich Prusaków za pomocą wypisanych od ręki... przepustek do domu. A most w Białośliwiu zajęli, zdjąwszy wcześniej barwy narodowe i maszerując z niemiecką przyśpiewką na ustach. Znajomość wroga, rydityg knary i maszynki (wiem, że nie wiecie co to znaczy - musicie poszukać), przygotowanie i cierpliwość - oto, w tajemnicy piszę, wielkopolskie składniki dania pod tytułem „zwycięskie powstanie". Wypadałoby dodać jeszcze: silny sojusznik, bo gdyby w 1919 francuski marszałek nie zagroził Niemcom rozpętaniem piekła na tyłach, to nasze zwycięski powstanie zmietliby z powierzchni ziemi... A tak, możemy się chełpić. I to... nam, szczerze mówiąc, wychodzi słabiutko. Tak całkiem poważnie, w Wielkopolsce wiemy, jakimi tragediami dla Polski były i jakiego bohaterstwa wymagały inne, również te niezwycięskie powstania. Naszą wielkopolską duszę uwiera przez lata jedynie to, że o ile w rocznicę Powstania Warszawskiego nie sposób go nie zauważyć, osacza Polaka dziełami mniej i bardziej wybitnymi, o tyle Powstanie Wielkopolskiej tak jakoś cichutko przemyka. Poza Wielkopolską. Może to i nasza wina, bo genetycznie mając zaszczepioną w genach solidną robotę, bez dobrego marketingu nie potrafimy się Wam sprzedać? Wielkopolanin mógł zostać pierwszym zdobywcą Marsa i informacji tej nie dać na Facebooka. Złośliwy dowcip, jeden z licznych o poznaniakach, mówi, że mytych prusakówpo prostu zanudziliśmy(wedługkolejnego powstańcy nie zdobyli dworca, bo nie mieli wykupionych peronówek). I polska filmoteka dobrych filmów o wielkopolskich kozakach nie uświadczy, poznańskich polityków nie zobaczy na świeczniku, a jak poeta tu się wielki urodzi, to go zaraz krakusy ukradną. Powstanie mamy Wam tam zrobić? Adam Bula słownik słów niesłusznie porzuconych. apoftegmat A większa powierzchnia, tym silniejszy efekt odbicia). Zaczynamy od umycia lusterka wodą z bylicą piołunem - piołunówka (rodzaj nalewki) też może być. Jeśli nie dysponujemy bylicą i nie bardzo wiemy, skąd ją wziąć, można ją zastąpić innym odpowiednim zielem. Następnie trzeba >złapać< w lusterko odbicie le wiecie, że brzydszą sio- księżyca. W czasie łapania trzeba wymówić 3 razy strą Nadziei jest Oczeki- słowa >Pani Księżyca odbijaj myśli złe, niech zło wanie, które zwykle koń- mojego wroga ku niemu zwróci się<. (...). Nako- czy się toksycznym związkiem z Pretensją. Dlatego niec lusterko owijamy w czarną tkaninę i zakopu- sztuka robienia Noworocznych Postanowień po- jemy (najlepiej tam, gdzie nie będzie się więcej lega na tym, żeby się przy nich... nie upierać. przechodzić)". Na co dzień nie uświadamiamy sobie, jak Nie zdradzę Wam, z którego kąta Internetu to mocno oplatają nas nowe, świeckie rytuały. Kto pochodzi, ale zapewniam, że w każdym kącie znaj- choćrazniepróbowałzNowymRokiemrzucićpa- dziecie odpowiednie zaklęcie na każdą okolicz- lenia, przejść na dietę, zadbać o kondycję na si- ność. I to musi działać, skoro ich twórcy nieźle łowni? Od lat powtarzam, że ulubionym sportem z tego żyją, zwłaszcza jeśli w ofercie mają jeszcze Polakównie jestpiłkanożna, skokinarciarskie czy wysyłkową sprzedaż „odpowiedniego ziela", teraz tenis. Ulubionym i jedynym masowo upra- Ku czemu ja właściwie zmierzam? Ano chodzi wianymsportemPolakówsądziś... zakupy wDe- mioto, żemożenajlepszymPostanowieniemNo- cathlonie. worocznym będzie nie tracić czasu i pieniędzy Oczywiście,każdymaprawownowiutkimtry- napostanowienianoworoczne.Kupićsobiewypa- kocie skorzystać z promocji na siłowni i wykupić siony komplecik gimnastyczny dopiero w maju, od razu karnet na cały rok. Mimo że nie dotrze tam gdy regularne wizyty na siłowni dadzą nadzieję więcej niż trzy razy w styczniu, aż do feralnego na jego zużycie. I nie zapisywać się na płatne kursy „piątku rezygnacji", który teraz przypadnie na 17 nauki życia, bo życiowych mądrości spisano za free stycznia. Choć Amerykanie, którzy zbadali już już dość. wszystko na temat, jak i co komu sprzedać, są tu W starożytności takie porady i sentencje nazy- większymi optymistami, podając, że aż 1 proc. no- wano apoftegmatami, a szczególnie upodobali je worocznych postanowień przetrwa rok, a więk- sobie wczesnochrześcijańscy asceci. To byli hard- szość podda się dopiero między lutym a marcem corowi goście, usiłujący dorównać Szymonowi (ankieta Forbes Health/OnePoll za2024r.). Słupnikowi, który wyśrubOwałrekordy, 40 lat spę- Ciekawa wtej ankiecie była też zmiana lidera, dzając na platformie 2x2 m, osadzonej na 18-me- w porównaniu z postanowieniami na 2022 r., bo trowym podwyższeniu. zdrowie psychiczne ustąpiło miejsca poprawie No tak, skrajne umartwieniabyły ich pomysłem kondycji fizycznej. Co jest zdrowym trendem, bo na zbawienie, codziśmożemy sobie odpuścić, zbyt ile można męczyć się z postanowieniami typu: zajęci pomysłami na ziemską satysfakcję. Ale lek- zacznę świadomie kierować swoim życiem, moja tura „Apoftegmatów Ojców Pustyni" działa jak cza- kariera ruszy z miejsca, a przy tym zadbam rodziejska odtrutka, jeśli chodzi o różne współcze- o work-life balans i całą resztę modnych dyrdy- sne pomysły na życie. Mądrość, z którą Was zosta- małek. Tu rynek komercyjnych ofert jest jeszcze wię, to apoftegmat Doroteusza z Gazy, łkóry w tym większy, bo poradników, kursów, podcastów, pla- towarzystwie był raczej umiarkowanym centry- nerów, trenerów, coachingów i guru jest zwyczaj- stą. W każdym razie, sam wracam do tego tekstu nie nieprzebrany. często, doczegoiWaszachęcam.BowklimatNo- Cały ten neopogański przemysł wywodzi się worocznych Postanowień wpisuje się absolutnie w prostej linii od guślarstwa i praktyk magicznych ponadczasowo: życia codziennego. Dlatego może raz warto dać so- „Kto nie ma własnej woli, ten zawsze pełni bie spokój z psychologiczną nowomową i wrócić własną. Ponieważ nie ma własnej, dlatego cokol- do źródeł. Są tak samo skuteczne. Macie problemy wiek się dzieje, cieszy się z tego i okazuje się, że w pracy? Proszę, tu dobre będzie to zaklęcie: zawsze robi to, co chce. Bo nie pragnie aby rzeczy „Przede wszystkim potrzebujemy lusterka działy się tak, jak on chce, ale takimi ich pragnie, (może to być małe lusterko kieszonkowe, ale im jak się dzieją". „Dla celów bezpieczeństwa narodowego i wolności na całym świecie Stany Zjednoczone Ameryki uważają, że posiadanie i kontrola nad Grenlandią są absolutną koniecznością". „Jeśli zasady moralne i prawne tego wspaniałomyślnego gestu darowizny nie będą przestrzegane, zażądamy, aby Kanał Panamski został nam zwrócony" DONALD TRUMP, PREZYDENT ELEKT STANÓW ZJEDNOCZONYCH, W MEDIACH SPOŁECZNOSCIOWYCH Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 PULS • 3 22 GRUDNIA) STANY ZJEDNOCZONE W Polsce zapowiadają się ciepłe święta, ale w innych częściach świata śniegu nie brakuje. Na przykład w amerykańskim stanie Vermont, gdzie temperatura spadła aż do -37 st. C. Przy tej okazji zaobserwowano tam przepiękny efekt halo - zjawisko wywołane załamaniem światła na kryształach lodu w chmurach lub mgle lodowej. Wygląda imponująco 19 GRUDNIA 2024, WARSZAWA. Wigilia służb mundurowych okazała się okazją łączącą polityków przeciwnych opcji politycznych. Może to się okaże zapowiedzią zgodnych spotkań wigilijnych między Polakami? 22 GRUDNIA, NIEMCY. Tuż przed świętami Niemcy pogrążyły się w żałobie po tym, jak w Magdeburgu 24GRUDNIA, KRAKÓW Jedna z największych prywatnych iluminacji kierowca specjalnie wjechał w tłum osób odwiedzających bożonarodzeniowy jarmark. Do tej tragedii świątecznych. Henryk Jaschika w tym roku zużył na nią 42 tysiące doszło dwa miesiące przed wyborami parlamentarnymi, więc jej echo polityczne będzie słychać długo lampek. A my - biorąc z niego przykład - życzmy sobie świąt z fantazją! foto komentarz tygodnia 4 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 Z jednej strony inflacja wielu z nas zmusiła do ograniczenia wydatków na rozrywki, z drugiej - po pandemii zwracamy większą uwagę na to, jak spędzamy czas wolny, chcemy go organizować lepiej. I coraz częściej stawiamy na aktywność, ruch, rozwój swoich zainteresowań Dorota Kowalska CZAS WOLNY POLAKÓW, CZYLI KIEDY MAMY CHWILĘ DLA SIEBIE Mira, dziennikarka, przypadek nieoczywisty, bo dla niej praca jest jej pasją. -Wybierz pracę, którą kochasz i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu - ta konfucjań-ska mądrość prowadzi mnie przez kolejne lata. Przez czas zajęty zawodowymi obowiązkami i przez ten wolny. Zresztą w przypadku dziennikarskiej profesji bardzo trudno jest to rozdzielić - mówi. I wylicza: -Bo proszę spojrzeć, jutro, czyli w sobotę, jadę zrobić materiał o prawie dostępności do broni. Będę rozmawiała z byłym policjantem, instruktorem strzeleckim, zawodnikiem, mistrzem trafności. Ten temat mnie pasjonuje, pewnie też sobie postrzelam - więc co, ciężka robota czy przyjemnie spędzone popołudnie? Jedno i drugie. Dzisiaj asystowała przy operacji. Najlepsi specjaliści w dziedzinie ortopedii ze Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie wstawiali - przy pomocy robota 0 miłym imieniu Rosa -sztuczny staw kolanowy zamiast tego naturalnego, dotkniętego zmianami wywołującymi dotkliwy ból - u 85-let-niego pacjenta. Dla niej to niemal mistyczne przeżycie: móc zajrzeć w głąb ludzkiego ciała. 1 kolejne, równie dojmujące: na własne oczy przekonać się, jakim geniuszem jest człowiek, jaki szybki jest postęp medycyny wspieranej przez nauki inżynieryjne i cyfrowe. Tak, potem trzeba to będzie spisać. Tak, wcześniej trzeba się było do tego zdarzenia i tekstu przygotować, spędzając godziny na czytaniu różnych publikacji. Ale warto. - Nie chcę jednak, aby wyszło, że jestem jakimś roboco-pem, który, niczym socjalistyczny przodownik pracy, nic, tylko „robi i robi", „fedruje na tym przodku", tu puszczam oko do przyjaciół ze Śląska -śmieje się. - Moim najulubień-szym sposobem spędzania wolnego czasu jest spanie - jak tylko mogę, to przesypiam po kilkanaście godzin, a mój mózg się pławi w szczęściu. Niestety, albo na szczęście, to się zdarza nieczęsto. O wiele częściej, niemal każdego dnia, jeszcze przed pracą, przed zjedzeniem choćby okruszka chleba i wypiciem kropli kawy (polecam ten sposób) wyruszam na łazęgę z moimi psami po nadwarciańskich łąkach i lasach. Słońce, deszcz, śnieżna zawierucha - ani moim „ogonom", ani mnie to nie przeszkadza - opisuje. Biegają, rzuca psom piłeczkę albo patyk, obserwują wodne ptactwo - a jest co obserwować. Zaglądają, co słychać u bobrów, śledzą, czy znów nie pojawiła się na ich terenach wilcza kupa, bo to może oznaczać, że te przepiękne drapieżniki wybrały sobie ten spłachetek ziemi na żerowisko i miejsce dożycia. Czasami przestraszą się majestatycznego łosia, który wystawi zza krzaczorów swoją ko-roniasto urogaconą głowę, a potem będzie szedł za nimi, ciekawy, co to za stwory śmiały naruszyć mu spokój. - Wiatr, który wieje nad Narwią, pomaga wywiać z głowy złe myśli, złe uczucia. Sprawia, że wszystkie klocki nagle wpadają na miejsce i człowiek już wie, co jest ważne, co głupie, a czego powinien się obawiać. Taki kontakt z przyrodą, bezpośredni i bliski, dobrze ustawia do starcia z szarą rzeczywistością, która często okazuje się zwykłym cyrkiem, żeby nie powiedzieć małpiarnią - tłumaczy. Zdarza się, że skrzeczące, szare życie, dopada ją nad sinymi wodami tej rzeki: ktoś zadzwoni, trzeba się umówić na spotkanie, czasem, między pochyleniem się nad jednym a drugim grzybem nagrać jakąś rozmowę. Ale, jak podkreśla, jest to o wiele milsze i mózg lepiej pracuje, kiedy zdarza się to tam, a nie w redakcji, gdy w zgiełku telefonicznych rozmów i nigdy nie cichnących odbiorników telewizyjnych (bo teraz przekaz musi iść przez całą dobę) kulisz się na niewygodnym fotelu przy biurku. Z urlopami jest różnie: stara się raz w roku wyjechać za granice, wygrzać na słońcu, coś zobaczyć. Czasami zabiera psy i rusza z nimi w mazurską głusze. Aż 74 procent respondentów biorących udział w badaniu PAYBACK Opinion Poll zadeklarowało, że swój czas wolny najczęściej spędza w domu. Wśród ulubionych domowych rozrywek bezapelacyjnie wygrywa oglądanie filmów i seriali, które wskazało 42 procent ankietowanych, a także przeglądanie internetu, które wybiera 40 procent z nas. 26 procent respondentów w swoim czasie wolnym chętnie sięga po książkę, 20 procent osób spędza czas z rodziną lub zaprasza do siebie znajomych. Z kolei 16 procent ankietowanych zajmuje się wtedy swoimi dziećmi, atylko 12 procent z nas uprawia sport. - Aż 80 procent respondentów przyznało, że z powodu inflacji musiało ograniczyć wydatki związane z rozrywką. 36 procent deklaruje, że na atrakcje w czasie wolnym w tym wyjścia do restauracji czy kina najczęściej przeznacza maksymalnie 100 zł, w przypadku 42 procent ten budżet waha się pomiędzy 100 zł a 300 zł - komentowała Katarzyna Grzywa-czewska, Dyrektor Marketingu w PAYBACK Polska. Kiedy już wychodzimy z domu, najwięcej z nas, bo 57 procent badanych umawia się na spotkania ze znajomymi lub rodziną. Trzech na dziesięciu respondentów preferuje aktywności sportowe, a po ok. 24 procent respondentów wyjeż- dża poza miejsce zamieszkania, wybiera się do restauracji, pubu lub kawiarni, albo robi zakupy w galeriach handlowych. 20 procent badanych stwierdziło, że raz na pół roku chodzi do kina, 16 procent robi to raz na trzy miesiące, a co dziesiąty ankietowany raz w miesiącu. Chodzimy głównie na komedie, które w kinach ogląda 38 procent ankietowanych. Jeden na trzech badanych stawia filmy akcji, po około 13 procent z nas wybiera horrory i thrillery, propozycje z gatunku science fiction lub filmy obyczajowe. Ponad połowa respondentów do kina zwykle chodzi ze swoimi partnerami, 15 procent osób na seanse zaprasza swoich znajomych, a 12 procent rodzinę. Stosunkowo rzadko decydujemy się spędzać czas wolny na mieście przy posiłku: jedna trzecia ankietowanych jada poza domem rzadziej niż raz w miesiącu, około 20 procent z nas raz w miesiącu, a 13 procent badanych raz na dwa tygodnie. Raz w tygodniu lub kilka razy w tygodniu gośćmi np. restauracji jest natomiast około 10 procent respondentów. Najczęściej wybieramy restauracje, rzadziej pizzerie, do lokali typu fast food lub kawiarni chadza niemal tyle samo osób, bo po około 18 procent. Ola, 25 lat, pracuje. Tłumaczy, że tak naprawdę spędzanie przeze nią wolnego czasu w dużej mierze zależy od humoru. Choć zawsze była osobą, która wolała w wolny, piątkowy wie: czór posiedzieć z psem, obejrzeć dobry film, niż iść na imprezę. - Są dni, kiedy wracam po pracy do domu i największą AZ 74 PROC. RESPONDENTOM/ DEKLARUJE, ŻE CZAS WOLNY NAJCZĘŚCIEJ SPĘDZA W DOMU. WŚRÓD ULUBIONYCH ROZRYWEK WYGRYHA OGLĄDANIE FILMÓW przyjemność sprawia mi włączenie serialu, zrelaksowanie się. Często też po prostu lubię włączyć na głośnikach jazz i czytać książkę. Po pracy lub w weekendy spotykam się z przyjaciółmi. Czasami.chodzimy do barów, czasami do kawiarni czy restauracji. Zdarza się, że wybieramy się do muzeów, galerii, na różne wydarzenia-wylicza. Kiedy ma więcej wolnego czasu stara się go wykorzystać „bardziej kreatywnie". Zawsze lubiła robić zdjęcia - zarówno osobom, z którymi umawia się na sesję, jak i na przykład miastu podczas spaceru. Jej znajomi pracują na pełen etat, niektórzy łączą to ze studiowaniem. Wolnego czasu mają naprawdę niewiele. Większość z nich, podobnie jak ona, relaksuje się lub rozwija swoje pasje. Są tacy, którzy chodzą do sauny, na siłownię. Inni wolą pójść do kina lub teatru. A jeszcze inni oglądają seriale na kanapie w domu. - Na pewno dużo się zmieniło w ostatnich latach. Internet, social media odgrywają coraz większą rolę w naszym życiu. Oprócz tego czasami zabierają ogromną ilość czasu. W autobusach ciężko znaleźć osobę, która nie patrzy się w telefon -zauważa. Kiedy ma tydzień, dwa wolnego - wyjeżdżą ze znajomymi, albo gdzieś w Polskę albo za granice. Zwiedzają, bo to ich najbardziej kręci. Ale często siedzą po prostu przy ognisku, czy grillu. - Staramy się spędzać wolny czas w sposób urozmaicony, aktywny. Kiedy możemy orga-nizujemy wypady w góry, nad jeziora - wylicza Ola. Według 38 procent respondentów badania zrealizowanego przez serwis Prezentma-rzeń, po pandemii zwracamy1 większą uwagę na jakość czasu wolnego i chcemy lepiej go organizować. Jak wynika z badania „Nawyki Polaków spędzania czasu wolnego", chęć zdobywania nowych doświadczeń i sport najbardziej pomagają nam budować te nawyki. Zdaniem co piątego respondenta, pomocne są także kreatywne zainteresowania pozwalające na rozwój oraz inspiracje pochodzące od innych osób. Większość z nas podczas wolnych dni czy godzin chce po prostu fizycznie i psychicznie odpocząć (31 procent respondentów), 27 procent chce w tym czasie kształtować zainteresowania i zdobywać nowe umiejętności. Co czwarty badany uważa, że wolny czas ma istotną funkcję integracyjną, pomaga podtrzymywać więzi społeczne, 17 procent zapytanych Polaków wskazuje, że pozwalana na obcowanie z kulturą w różnej postaci. Jak pokazują wyniki badania zrealizowanego przez serwis Prezentmarzeń oczekujemy, że czas wolny zapewni nam oderwanie od codziennej rutyny i obowiązków. Według 32 procent respondentów powinien on dawać możliwość przeżycia przygody, a zdaniem 21 procent anMetowanych być dobrą zabawę. Z kolei 21 procent respondentów zwraca uwagę na skuteczną regenerację organizmu. Skąd czerpiemy inspiracje na ciekawe formy spędzania czasu wolnego? Szukamy jej w mediach spo-łecznościowych, u znajomych i przyjaciół. Bo tak naprawdę, zjednej strony inflacjanas ogranicza, z drugiej szukamy nowych form spędzania czasu wolnego. - Z udzielonych przez ankietowanych odpowiedzi w naszym badaniu wynika, że w spędzaniu czasu wolnego Polaków dominuje obecnie aktywność, która skłania nas do próbowania bardzo różnych form rozrywki. Chętnie odwiedzamy na przykład Escape Room z przyjaciółmi, coraz odważniej próbujemy sportów ekstremalnych, jak również uczestniczymy w kreatywnych warsztatach rozwijających zainteresowania. Branża czasu wolnego dynamicznie się rozwija i co roku ma nowe propo- Głos Dziennik Pomorza Dl II O Piątek, 27.12.2024 Y U LO Osoby, które uważają odpoczynek za stratę czasu, mają niższy poziom poczucia szczęścia zycje w obszarze rozrywki, sportu i wypoczynku. - komentowała Aleksandra Skrzyńska z serwisu Prezentmarzeń. Wojtek, 50-latek, razem z żona mówi, że od kilku już lat razem z żoną każdą wolną chwilę spędzają aktywnie. Dzieci wyprowadziły się już z domu, więc mają dla siebie znacznie więcej czasu. - Oczywiście w tygodniu, to trudne. Wracamy z pracy około godz. 18.00, ale we wtorki i czwartki chodzimy na basen -opowiada. W pozostałe dni zostaje książka, czasami przed pójściem spać puszczają sobie jakiś film. Ale w lecie, kiedy dzień jest dłuższy przed snem często wybierają się na godzinny spacer. Mieszkają blisko lasu, więc jest gdzie wędrować. - Jeździmy na rowerach, w zimie ruszmy do naszego lasu na narty biegowe - wtrąca Ewa, żona Wojtka. Urlopy też spędzają, jak to mówią, w biegu. Bo jeśli wyjazd zagraniczny, to głównie nastawiony na zwiedzanie, zobaczenie czegoś nowego. Nie wyobrażają sobie leżenia na plaży i smażenia się w słońcu. W zimie zawsze ruszają do Słowacji na narty. Lubią spływy kajakowe, wycieczki po górach. - Staramy się przynajmniej raz w miesiącu pójść do kina lub teatru, zjeść ze znajomymi kolację na mieście - wylicza Wojtek. Oczywiście, muszą też znaleźć czas na wnuków, czasami zostają z nimi w domu, kiedy ich córki chcą odetchnąć i wyjść gdzieś ze swoimi partnerami, czasami zabierają je ze sobą na wyjazdy, organizują pikniki czy grille u siebie na podwórku. - Staramy się żyć aktywnie, bo raz, ze to lubimy, dwa -chcemy dbać o zdrowie. Wia- domo, że najłatwiej usiąść w fotelu przed telewizorem, ale później trudno z niego wstać -tłumaczy Ewa. Formy spędzania czasu wolnego ewoluują, stajemy się coraz bardziej aktywni, kreatywni. Chcemy choć na chwilę oderwać się od codzienności. Na to, jak spędzamy wolny czas wpływ ma oczywiście nasz budżet, pewne wzorce wyniesione z rodziny, ale nie tylko. Maria Rotkiel, psycholog, zauważa, że spędzanie wolnego czasu, także urlopów, zależy także od tego, w jakim miejscu życia jesteśmy. Ona, w czasach swojej młodości, jak pewnie większość z nas, lubiła spotkania z przyjaciółmi. - Lubiłam się bawić, lubiłam wychodzić wieczorem, lubiłam spędzać czas w towarzystwie. Chociaż kilka razy do roku wyjeżdżałam do głuszy, gdzieś na wieś, bo miałam swoje konie, jeździłam konno. Więc miałam urlopy, kiedy byłam sama ze zwierzętami, ale miałam także takie, które spędzałam z przyjaciółmi w taki sposób, w jaki młodzi ludzie lubią. Nie jest to możliwe, kiedy pojawiają się dzieci, nie można żyć tak intensywnie, jak wcześniej - opowiadała mi swego czasu. Wiadomo, kiedy pojawiają się maluchy większość swojego czasu wolnego poświęcamy właśnie im, chociaż jak tłumaczy Maria Rotkiel, nie można zapominać o sobie. Krystian z Agnieszką, oboje po trzydziestce poznali się w przedszkolu. Od tego czasu ich drogi, co jakiś czas się przecinały. W 2012 roku zostali parą. - Oboje w tym czasie studiowaliśmy, ja psychologię, Agnieszka prawo. Pięć lat później wzięliśmy ślub, a po dwóch latach pojawił się na świecie nasz syn Leon, który skończył 5 lat. W tym roku na świecie po- jawiła się także nasza córka Amelia - opowiada. On od ponad 7 lat pracuje na stanowisku Konsultanta ds. Rekrutacji, początkowo zajmował się rekrutacjami pracowników fizycznych, teraz tymi średniego i wyższego szczebla. Z kolei Agnieszka pracuje jako Koordynator ds. Administracyjnych przy obsłudze parków logistycznych rozmieszczonych w południowej oraz połu-dniowo-zachodniej i północno-zachodniej części Polski. - Pomimo wielu obowiązków i ograniczonemu czasowi, który pozostaje nam po pracy, robimy wszystko, aby nasze dzieci wiedziały, że zawsze przy nich jesteśmy i mogą na nas liczyć. Dlatego w wolnych chwilach przede wszystkim skupiamy się na tym, aby spędzać z nimi czas: gramy wspólnie w różne gry planszowe, wspólnie gotujemy, śpiewamy, chodzimy na spacery czy po prostu leżymy i rozmawiamy - opowiada. Leon bardzo lubi pływać, dlatego, kiedy tylko jest okazja, jedno z nas wybiera się z nim na basen. - Nie zapominamy o sobie, razem z Agą, kiedy bąble idą spać, rozmawiamy oglądając różnego rodzaju programy, czy seriale, w szczególności kryminały, tematyczne programy na YouTube, czy programy rozrywkowe w TV - mówi. Oboje lubią czytać, dlatego, jeśli tylko wystarcza sił, przed zaśnięciem otwierają na chwile swoje ulubione książki. Oczywiście, o tym, jak spędzamy czas wolny, czy urlopy decyduje także nasza praca. Jak mówią psychologowie, im bardziej jesteśmy znudzeni, tym bardziej w chwili oddechu nastawiamy się na stymulację. Jeśli pracujemy fizycznie, nie- FORMY SPĘDZANIA CZASU WOLNEGO EWOLUUJĄ STAJEMY SIĘ CORAZ BARDZIEJ AKTYWNI, CHCEMY CHOĆ NA CHWILĘ ODE-RHAĆ SIĘ OD CODZIENNOŚCI koniecznie chcemy się wtedy ruszać. Bo odpoczywać musimy. Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego w Ohio przeprowadzili badania sprawdzające wpływ naszego stosunku do odpoczynku na zdrowie psychiczne i ogólne poczucie szczęścia. W jednym z badań 199 studentów oceniło choćby jak bardzo podobały im się różne formy spędzania wolnego czasu. Sprawdzono jednocześnie ich poziom szczęścia, depresji, lęku oraz stresu. Dodatkowe przeprowadzono ankietę, w której padły pytania 0 ważności i wartości odpoczynku. Wyniki pokazały, że uczestnicy badania, którzy uważali odpoczynek za stratę czasu, nie lubili czasu wolnego i rzadziej przeznaczali go na relaks, mieli niższy poziom poczucia szczęścia, wyższy wskaźniki depresji, lęku i stresu. Niemal identyczne badanie przeprowadzone w Indiach i Francji, pokazało podobne zależności, z jednym wyjątkiem: Francuzi rzadziej uważali odpoczynek za marnotrawstwo, przy czym ci gardzący odpoczynkiem otrzymywali te same wyniki w testach, co Amerykanie 1 Hindusi. Oczywiście, lenistwo też nam szkodzi. Tu znowu w sukurs przychodzą nam Amerykanie. Według badań Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, opublikowa- nych na łamach czasopisma „Journal of Personality and So-cial Psychology", istnieje granica, po przekroczeniu której korzyści płynące z beztroskiego wypoczynku zaczynają drastycznie maleć. Uczeni przeanalizowali dane pozyskane od 21736 Amerykanów, którzy wzięli udział w ankiecie „American Time Use Survey". Uczestnicy mieli za zadanie ze szczegółami opisać każdą czynność wykonywaną w ciągu dnia i towarzyszące jej emocje. Analizując te ankiety, naukowcy odkryli, że samopoczucie badanych wzrastało do chwili, gdy ilość wolnego czasu sięgnęła dwóch godzin. Ci, którzy czasu na wypoczynek mieli więcej, zgłaszali gorszy nastrój. Uczeni poddali również analizie dane uczestników obszernego badania „National Study of the Changing Work-force" prowadzonego w latach 1992-2008. Wśród pytań obecnych w kwestionariuszu znalazły się m.in. te dotyczące ilości wolnego czasu oraz związanych z tym emocji. Tu badacze też dostrzegli wyraźny związek między umiejętnością wygospodarowania czasu na odpoczynek, a dobrym sa mopoczuciem. Zależność ta znów zanikała, gdy badani owego odpoczynku mieli w ciągu dnia więcej niż w istocie potrzebowali. Niższy poziom zadowolenia z życia oraz gorszy nastrój zgłaszali zwłaszcza ci, którzy w czasie wolnym angażowali się w mało produktywne zajęcia. „Ludzie często narzekają, że są zbyt zajęci i nie mają czasu dla siebie. Ale czy więcej czasu na relaks rzeczywiście wiąże się z wyższym poziomem szczęścia? Niekoniecznie. Brak wolnego czasu faktycznie skutkuje wzmożonym stresem i obniżeniem nastroju, ale jego nadmiar nie zawsze jest dla naszego samopoczucia korzystny" - komentuje dr Marissa Sharif, główna autorka badania. Uczona podkreśla, że to właśnie sposób, w jaki wykorzystujemy swój wolny czas, decyduje o naszym nastroju. „Rezultaty naszej analizy wskazują, że spędzanie wielu godzin dziennie w mało produktywny sposób nie uczyni nas szczęśliwymi - wprost przeciwnie. Umiarkowana ilość wolnego czasu zdaje się być kluczem do dobrego samopoczucia i wysokiej satysfakcji z życia" - konkluduje dr Sharif. Pełna zgoda. Trzeba znaleźć równowagę, harmonię, nie przesadzać w jedną, czy drugą stronę. Nawet Mira, która swoją pracę po prostu lubi, przyznaje, że miewa chwile kryzysu. - Bywam potwornie zmęczona, mózg przestaje wtedy pełnić funkcję centralnego serwera i zamienia się w jajecznicę. Albo w móżdżek cielęcy z jajkiem, jaki za dzieciaka mi serwowała moja Babunia -przyznaje ze śmiechem. Co wtedy robi? To samo, co wielu z nas. Zapuszcza sobie jakąś grę, nie za mądrą, żeby zostawić trochę wolnego miejsca na procesorach i słucha - popularnonaukowych podcastów, książek, pilnując, żeby - jak zwykle - nie zrobiło się zbyt późno lub zbyt wcześnie, bo znowu się nie wyśpi. PAP 6 • PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 AWANGARDA DOTARŁA NA ZADNI Zameczek Prezydencki w Wiśle Czarnem to rękawica nowoczesności rzucona Jacek Drost Architekt Adolf Szysz-ko-Bohusz przekonał fundatorów wiślań-skiego zameczku, by pokoje prezydenckiej rezydencji ozdobiły awangardowe meble z rur stalowych" - stwierdza w książce „Ikony dizajnu w województwie śląskim" prof. Irma Kozina, wybitna historyk sztuki. Jednak awangardowe meble, które pojawiły się na Zadnim Groniu za sprawą prof. Szyszko-Bohusza i spółki, czyli jego współpracowników - Andrzeja Pronaszko oraz Włodzimierza Padlewskiego - nie są jedynym elementem, jaki wyróżnia Zameczek Prezydencki od znakomitej większości tego typu obiektów nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Chyba pod żadną szerokością geografięzną, a w Polsce to już na pewno, w przypadku budowli dla tzw. czynników oficjalnych architekci nie odważyli się realizować tak śmiałych wizji, jak właśnie w Wiśle Czarnem. Generalnie nad Wisłą, jak ona długa i szeroka, miało być „swojsko", a nie „obco", raczej klasycznie niż nowocześnie. W książce prof. Koziny pada stwierdzenie, że prof. Szyszko-Bohusz, chcąc realizować swoje wizje, musiał rzucić na szalę cały swój autorytet. „Ale nawet taki heroiczny gest nie wszystkich przekonał. - Awangardowa estetyka nie do końca zyskała uznanie wśród współczesnych. Pierwotny projekt autorski Pronaszki nie został zrealizowany całkowicie" - pisze Irena Kontny w artykule „Nurty w ściennych dekoracjach malarskich w okresie dwudziestolecia międzywojennego na terenie województwa śląskiego (zarys)". Zemsta wiślańskich górali Kiedy tylko arcyksiążę cieszyński Fryderyk Habsburg po raz pierwszy wszedł na Zadni Groń i zobaczył, jak piękne widoki stąd się rozpościerają, to najpierw oniemiał z zachwytu, a później podjął decyzję, że chciałby w tej okolicy bywać częściej. - Musi tutaj powstać pałacyk myśliwski - powiedział pewnego dnia Anno Domini 1906. Jak arcyksiążę postanowił, tak też się stało. Arcyksiążęcy budowniczy Ernest Altmann przygotował projekt parterowego budynku w stylu kar- packo-tyrolskim, zaś znana cieszyńska firma Eugeniusza Ful-dy zrobiła taki parterowy budynek z modrzewiu. Pałacyk nie był mały. Arcyksiążę, przyjeżdżając na Zadni Groń, miał do dyspozycji m.in. około 30 pokoi, sporych rozmiarów jadalnię, niemały tarasów pobliżu postawiono zabudowania gospodarcze i poprowadzono drogę z doliny Czarnej Wisełki. W1907 roku budowa była zakończona. Arcyksiążę ze swoją świtą i zaproszonymi gośćmi przyjeżdżał tutaj polować wiosną na głuszce, a jesienią na jelenie. Gośćmi arcyksięcia Fryderyka i jego żony Izabelli księżnej von Croy-Diilmen byli m.in. w 1915 roku sam cesarz niemiecki Wilhelm II z generałem Hin-denburgiem, ponadto Karol I i cesarz Austrii z generałem Hótzendorfem. Jednak arcyksiążę nie cieszył się swym pałacykiem zbyt długo. W1914 roku wybuchła I wojna światowa, a po jej zakończeniu i rozpadzie monarchii Habsburgów, w listopadzie 1918 r., około 200 wiślańskich górali - mszcząc się za nadużycia arcyksiążęcej służby leśnej (w większości pochodzącej ze Styrii lub Tyrolu) - obrabowało pałacyk. Pożar i dwa miliony zł na budowę pałacyku W odrodzonej Polsce majątek księcia został znacjonalizo-wany - stał się własnością Ministerstwa Rolnictwa. Resort nie miał pomysłu, jak zagospodarować obiekt. I nie wiadomo, co by się z nim stało, gdyby nie to, że w 1927 roku Sejm Śląski postanowił wyremontować obiekt i przeznaczyć go na rezy-dencję dla prezydenta RP. Dar miał być symbolem jedności Śląska z Polską i miejscem wypoczynku dla prezydentów. Remont zakończono 23 grudnia I927r., ale już wnocy z 23 na 24 grudnia, w niewyjaśnionych okolicznościach, obiekt spłonął całkowicie! Myliłby się ten, kto by pomyślał, że na tym historiapała-cyku się zakończy. Sejm Śląski podjął bowiem decyzję o budowie nowego, jeszcze bardziej reprezentacyjnego obiektu na rezydencję wypoczynkową dla prezydenta RP. Wyasygnował na to ze swojej kasy jak na owe czasy sumę kolosalną, wynoszącą 2 min zł. Przeprowadzono także zbiórki pieniężne wśród mieszkańców Śląska i miejscowych przemysłowców. Śmiałe wizje profesora i spółki Nowy pałacyk zaprojektował wybitny krakowski architekt prof. Adolf Szyszko-Bo-husz. Człowiek z imponującym jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli CV. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Sankt Petersburgu. Wykładowca wyższych uczelni w Krakowie, Lwowie i Warszawie. Od 1916 r. pełnił funkcję kierownika odbudowy Zamku Królewskiego na Wawelu - znany z odkrycia wawelskiej rotundy i odpowiedzialny za odnowienie większości wnętrz wawelskich. Wydawałoby się, że człowiek osadzony w klasycyzmie, ajednaknie... - Rezydencja prezydencka jest obiektem modernistycznym, wzniesionym z kamienia, cegły i żelbetu. Charakteryzuje się wy dłużoną, harmonijnie skomponowaną bryłą na planie łuku segmentowego, złożoną ze zróżnicowanych pod względem wysokości asymetrycznych członów krytych wysokimi, wielospadowymi dachami, w tym jednopiętrowego korpusu środkowego z tarasem widokowym od wschodu (na Baranią Górę), ujętego od północy dwukondygnacyjnym ryzalitem przypominającym basztę oraz dominującym, trój-kondygnacyjnym blokiem południowym z wypiętrzoną od wschodu wieżą oraz parterowym tarasem. Poszczególne elewacje obiektu, rozwiązane w sposób fiinkcjonalistyczny w formie horyzontalnych pasów okien, odznaczają się licowaniem z kamiennej okładziny ułożonej nieregularnie i w wątku opus spicatum, zapożyczonym z tradycyjnej architektury zamkowej - charakteryzuje dość zwięźle budowlę na Zadnim Groniu portal za-bytki.pl. Jako ciekawostkę można dodać, że prof. Szyszko-Bohusz stworzył modernistyczny obiekt z płaskimi dachami, które w górskim klimacie, obfitującym w opady deszczu i śniegu, nie spełniały zadania. Dlatego w 1938 r. dobudowano kryte miedzią dachy dwuspadowe. Katalog firmy Thoned-Mundus Wystrojem wnętrz zajęli się Andrzej Pronaszko i Włodzimierz Padlewski. Pierwszy - malarz i scenograf, słynący z awangardowych dekoracji. Drugi - architekt i projektant mebli, pionier polskiego wzornictwa. M m Modernistyczny Zameczek Prezydencki w Wiśle Czarnem stoi na stoku o uroczej nazwie Zadni Groń. Można go zwiedzać, więc warto skorzystać z tej możliwości Salon Pronaszki, gdzie odbywają się spotkania z ważnymi gośćmi „Wyposażenie Rezydencji Prezydenta RP Zamku w Wiśle zostało zaprojektowane bez udziału spółki Thoned-Mundus, choć bez wątpienia głównym źródłem inspiracji były dla projektantów tego przedsięwzięcia katalogi tej firmy" - pisze w swojej książce prof. Irma Kozina. Warto na chwilę zatrzymać się przy spółce Thoned-Mun-dus, bo jej korzenie sięgają niewielkich zakładów stolarskich zajmujących się gięciem drewna bukowego, działających w podbielskich wsiach Jasienica, Buczkowice, Rybarzowice i Łodygowice. W1907 roku Leopold Pilzner zdobył pieniądze z funduszy bankierskich i zjednoczył kilku drobnych wytwórców w jedno wielkie przedsiębiorstwo o nazwie Mundus. Z czasem się ono rozrosło, mając swoje zakłady na całym Śląsku Cieszyńskim, a siedziby handlowe m.in. w Wiedniu, Paryżu, Londynie, Amsterdamie i Nowym Jorku. W1922 r. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 PULS ROŃ Z WIEDNIA I BUCZKOWIC przez architekta prof. Adolfa Szyszko-Bohusza panoszącej się wcześniej swojskości denta i prezydentowej. Na tle intensywnej kolorystyki ścian meble te wyróżniały się metaliczną, błyszczącą plamą połączoną z popielatą tapicerką wykonaną ze skór antylop lub safianu oraz szklanymi blatami stołowymi. Meble te stanowiły najnowszy krzyk mody" - podkreśla Irena Kontny. Prezydent, esesmani i dygnitarze Pałacyk został przekazany prezydentowi RP Ignacemu Mościckiemu i jego następcom 21 stycznia 1931 r. Prezydent Mościcki traktował go jako obiekt wypoczynkowy, lubił to miejsce. Co ciekawe, już na początku lat 30. XX w. Zameczek był zasilany energią elektryczną, miał własne ujęcie wody pitnej, centralne ogrzewanie i własną dwukomorową oczyszczalnię ścieków. W czasie II wojny światowej Zameczek trafił w ręce niemieckiego SS. Piękna okolica oraz komfortowe warunki zapewne przyciągały wyższych dostojników hitlerowskich Niemiec, jednak brakuje potwierdzonych informacji na ten temat. Po zakończeniu wojny ograbiony obiekt szybko został odnowiony i przekazano go z powrotem do dyspozycji prezydenta. Jak podają historycy, w1948 r. przebywał tu sam Bolesław Bierut. Kiedy urząd prezydenta został zlikwidowany, Zameczek służył jako ośrodek wypoczynkowy dla Urzędu Rady Ministrów. Kilkakrotnie był tu Władysław Gomułka, za to regularnie przyjeżdżał tu polować na głuszce Konstanty Rokossowski. Dwa razy do roku, na Wielkanoc i Boże Narodzenie, gościł tu m.in. premier Józef Cyrankiewicz. Bywali Piotr Jaroszewicz, Edward Ochab, Włodzimierz Sokorski i Edward Gierek. Od 1981 roku obiekt stał się domem wczasowym KWK Pniówek, lecz cały czas pozostawał własnością Skarbu Państwa. W latach 90. dzierżawiła go Jastrzębska Agencja Turystyczna. W2002 r. został na powrót przejęty przez Kancelarię Prezydenta, która w latach 2003-2005 przeprowadziła jego remont. Został oddany do ponownego użytku w 2005 roku przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Korzystałem: Irma Kozina „Ikony dizajnuwwojewództwieśląskim"; „Oblicza sztuki 20-lecia międzywojennego na obszarze obecnego województwa śląskiego" pod red. Teresy Dudek Bujarek • ....................................................................................................................................u_ Prezydencka łazienka znajduje się na pierwszym piętrze Gabinet prezydenta z charakterystycznymi meblami z giętej stali Pilzner pozyskał pakiet większościowy Thoneta, tworząc kartel Thonet-Mundus AG zatrudniający 10 tysięcy pracowników z siedzibą w Wiedniu, choć ze względów padatko-wych firma zarejestrowana była w szwajcarskim Zug. „Głównym projektantem firmy był zatrudniony jeszcze przez firmę Kohnów Gustav Siegel, współpracowano jednak z wieloma twórcami, organizując międzynarodowe konkursy, których uczestnikami byli przedstawiciele funkcjonalistycznej awangardy europejskiej. W produkcji seryjnej Thonet-Mundus znalazły się między innymi eksperymentalne meble dla przedszkoli autorstwa Ferdynanda Kramera. W paryskiej filii firmy udzielał się jako projektant syn Rudolfa Weilla, a zarazem pasierb Leopolda Pilznera, Bruno Weill (zmarły w 1962 r.), który sygnował swoje projekty pseudonimem Bewe. Jego specjalnością były meble z giętych rur stalowych" - pisze prof. Kozina. Można więc rzec, że awangarda, widoczna w luksusowym wyposażeniu, inspirowanym projektami Bauhausu, dotarła na Zadni Groń z Wiednia via Buczkowice i Rybarzowice. „Zgodnie z pierwotną koncepcją udało się zrealizować we wnętrzu zamku niezwykle nowoczesny, unikatowy mobi-liaż metalowy. Zaprojektowano z giętych, chromowanych rurek stalowych zróżnicowany zespół mebli przeznaczony do hallu, jadalni, salonu, living roomu, palarni i znajdujących się na pierwszym piętrze apartamentów mieszkalnych prezy- Prezydent Ignacy Mościcki ze śpiewakiem Janem Kiepurą w salonie Pronaszki 8 Świętego Ambrożego, gdy był niemowlęciem, obsiadły pszczoły. Ale też same odfrunęły - jak głosi legenda i wynika z przekazów hagiogra-ficznych. Mały Tomek nie miał tyle szczęścia co przyszły patron pszczelarzy. Miododajny owad tak go użądlił, że spuchł i nie był w stanie oczu otworzyć. - Ale nie spowodowało to u mnie żadnej iraumy, że nigdy więcej do pszczół nie pójdę - śmieje się po latach na samo wspomnienie. W domowym albumie zachowało się zdjęcie, gdy 3-letni Tomek niesie ramkę, która była większa od niego. Tata zrobił mu mały ul, taki z prawdziwego zdarzenia, oczywiście pełen pszczół. Był lekki, ze styropianu, lecz babcine kury okazały się bezlitosne dla pożytecznych owadów. Wydziobały je, doprowadzając malca do łez i wściekłości na domowe ptactwo. Bez rodziny, ale z ośmioma rodzinami pszczelimi Pszczoły towarzyszą mu od przysłowiowej kołyski. Dookoła rodzinnego domu w Sie-klówce (gmina Kołaczyce) stały ule. - Tradycja naszej pasieki sięga1860roku. Mój prapradzia-dek Antoni Wojaczyński z Jodłowej, nauczyciel, przyszedł do Sieklówki jako 2l-letni chłopak bez rodziny, ale - jak to napisał kronikarz - z ośmioma rodzinami pszczelimi. Później dopiero założył swoją rodzinę. To był początek pasieki. Jego syn Jan oraz drugi mój pradziadek Wincenty Gałuszka z Lubli prowadzili pasiekę. Mój dziadek Franciszek Gałuszka złączył dwie pasieki po swoim ojcu i teściu. Na tamte czasy to były duże pasieki. Przetrwały obydwie wojny światowe. Dziadek był krawcem i gromadził ule. Ludzie nie zawsze mieli pieniądze i często płacili pustymi ulami. W ten sposób rozwijał pasiekę. Każdy ulbył inny. Mój tata Wiesław, będąc w V klasie podstawówki, kupił sobie własne ule i pszczoły. Pasieki taty i dziadka zostały połączone. Jak tata przejął pasiekę po dziadku, to wiedział, że ta ramka jest z tego ula, a ta z tamtego. Samo-róbki, każda w innym kolorze, w innym stylu - mówi ksiądz Tomasz Gałuszka, prezes Pogó-rzańskiego Związku Pszczelarzy, kontynuujący rodzinne tradycje. Duchowni parający się pszczelarstwem w polskiej tradycji to nic nadzwyczajnego. - Na początku XX wieku spotkałem pana Stanisława, który sztukę hodowli pszczół, będącą pewnego rodzaju sekretem, opanował od księdza. Przyszedł do ich miejscowości, przywiózł ule, a po sumie w jedną z niedziel zwołał spotkanie dla zainteresowanych i zorganizował kurs. Ci, co mieli pszczoły woko-licy, to nie powiem, że przestali |-ni ii Głos Dziennik Pomorza r U LO Piątek, 27.12.2024 chodzić do kościoła, ale do proboszcza byli trochę negatywnie nastawieni - opowiada ks. Tomasz Gałuszka. On sam wyniósł z rodzinnego domu dużą wiedzę. Zapisał się do związku, żeby - jak mówi - lepiej poznać to środowisko. Przed 8 laty został wybrany prezesem Pogórzańskiego Związku Pszczelarzy, zrzeszającego właścicieli 125 pasiek z powiatu jasielskiego oraz sąsiednich z Podkarpacia i Małopolski. Ule nafaszerowane elektroniką Ule w przydomowych ogródkach na Podkarpaciu to dosyć powszechny widok. Takie małe pasieki są hobbystycznym zajęciem dla pasjonatów, często kontynuujących rodzinne tradycje. Duże pasieki w niczym nie przypominają tych z domowych sadów. To ule, które możnaroz-bierać i składać w innym miejscu, wszystkie elementy są oddzielne, często styropianowe, poliuretanowe, dużo lżejsze. Taki ul waży zaledwie dwa kilogramy. - Pasieki są nafaszerowane różnego rodzaju elektroniką. Waga w pasiece codziennie przesyła trzy SMS-y, czy ten ul więcej waży, czy mniej, czy tam jest przybytek, czy pszczoły coś przyniosły od wczoraj, czy zjadły. Nowoczesne ule posiadają mnóstwo czujników, wagi mają możliwość podłączenia sensorów (temperatura, wilgotność, na zewnątrz, wewnątrz). Jeżeli gwałtownie przybywa, to oznacza, że spadź się pojawiławtam-tym terenie i w nocy pszczoły przewozimy. Gdyby zamontować GPS do ula i lokalizator, a na koniec roku zobaczyć mapę, to rodzina pszczela mogła zrobić więcej kursów wakacyjnych niż niejedna polska rodzina - uśmiecha się ksiądz pszczelarz. Modne stało się ostatnio podglądanie gniazda bociana. Tomasz Gałuszka podczas studiów na KUL w Lublinie założył pasiekę na dachu stołówki. Od 7 lat kamera przekazuje obraz i każdy może obserwować 24 godziny na dobę, jak pracują pszczoły. Stawianie ulinadaćhachwmia-stach to nie tylko moda. - Bo miasto jest czystsze, nie ma w nim pestycydów - zaznacza. Podróże z pszczołami Pasieka stacjonarna pozostanie na zawsze małym hobby i tylko hobby. Dla liczącej kilkaset uli pasiece rodziny Gałusz-kówtojuż nie tylkohobby. Wożą pszczoły po czterech województwach: podkarpackim, małopolskim, świętokrzyskim i lubelskim, żeby wyłapać poszczególne pożytki. Jadą tam, gdzie są duże uprawy rzepaku, gdzie kwitną akacje i lipy, jest blisko do lasów jodłowych, gdzie występuje spadź. Muszą to ciągle monitorować, bo np. spadź występuje w jednym miejscu, a 5 kilometrów dalej już nie. Wędrówki po Polsce z pszczołami wynikają z konieczności. - Region ubożeje. U nas bardzo duże rozdrobnienie gospodarstw było wielkim atutem. Dzisiaj gospodarstwa są zostawione same sobie. Królują samosiejki, las wchodzi do wiosek. W mojej miejscowości na niektóre domy mówiło się, że są „pod lasem", a dzisiaj są już wle-sie. Las z górek schodzi coraz bliżej domów. To zubożyło bazę żywieniową dla pszczół. Dawniej praktycznie w każdym domu były jakieś zwierzęta, krowy, trawabyłakoszona, pszczoły korzystały z pierwszych kwiatów. Drugiekwiatki dla pszczół sąbar-dziej miododajne. Tylko dzisiaj już ichnie ma. Wszystkie miedze były wyskubane przez krowy, ale cały czas tam kwiatki rosły. Mnóstwo ziół zostało wyparte przez inwazyjne rośliny, które opanowały teren. Coraz mniej jest lip, a akacja jest kapryśnym pożytkiem, bo czasem przyjdzie przymrozek lub burza i wszystkie kwiatki leżą na ziemi - opowiada z własnego doświadczenia prezes Pogórzańskiego Związku Pszczelarzy. Ksiądz Tomasz uważa, że jeżeli ktoś chce mieć miód i dużą pasiekę, to musi podróżować z pszczołami. Nie zawsze muszą to być dalekie peregrynacje, często wystarczy zmienić lokalizację o kilka lub kilkanaście kilometrów. - W Sieklówce nie ma spadzi, abędzie w Nawsiu Koła-czyckim, na Liwoczu, Brzyskach czy Błażkowej. Niby to nie jest daleko, ale tam jest las jodłowy, a tu go nie ma. Tutaj przeszedł grad, a tam nie przeszedł. Pszczelarz musi być dobrym obserwatorem - podkreśla. Pasja i fascynacja Pszczoły to hobbystyczne za-jęcie, dla wielu osób kontynuacja tradycji rodzinnych, ale jest też wielu w Pogórzańskim Związku Pszczelarzy, których nagle zafascynował świat tych owadów, pełen tajemnic, zagadkowych żjawisk. Przysłowiowego bakcyla połykają zarówno ludzie młodzi, ale także w średnim i dosyć mocno zaawansowanym wieku, różnych profesji i zawodów. - Nie ma reguły. Osoby na przykład ze służb mundurowych, które mają możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę, szukają dodatkowego zajęcia i pszczoły są taką możliwością. Jeżeli ktoś podchodzi na zasadzie, że zrobibiz-nes, to najczęściej kończy się niepowodzeniem Niektórzy zarzekali się, że jeden, dwa ule, a dzisiaj mają 40-50. A minęło zaledwie 8 lat. Są także politycy, posłowie. Ludzie siedzą w telefonach, tabletach i widzą tylko malutki urywek tego świata. Pszczelarze wykorzystują też nowinki technologiczne, ale fascynuje ich jednak to, co mogą na żywo obserwować i czerpać z tego przyjemność- dodaje ksiądz prezes. Czym jest pszczelarstwo dla księdza? - Pasją i fascynacją, ale to też szkoła pokory. Mojego KSIĄDZ TOMASZ: RELAKSUJĘ SIĘ W PASIECE - Stworzenia małe, ale potrafią tak człowieka upokorzyć, postawić mocno na ziemi i przekazać czytelny sygnał: wszystkich rozumów nie pozjadałeś - mówi o pszczołach ksiądz Tomasz Gałuszka, duszpasterz akademicki, sędzia Sądu Biskupiego w Rzeszowie, prezes Pogórzańskiego Związku Pszczelarzy Bogdan Hućko Ks. Tomasz Gałuszka: Dla mnie czas wolny to jest najczęściej przy pszczołach w pasiece Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 PULS • 9 Ks. Tomasz Gałuszka: Jeżeli ktoś chce mieć miód i dużą pasiekę, to musi podróżować z pszczołami. Często wystarczy zmienić lokalizację o kilka lub kilkanaście kilometrów prawie 70-letniego tatę pszczoły zaskakują co roku, do tego stopnia, że wyciąga wszystkie książki i szuka, wertuje, żeby znaleźć wytłumaczenie naukowe. Stworzenia małe, ale potrafią tak człowieka upokorzyć, postawić mocno na ziemi i przekazać czytelny sygnał: wszystkich rozumów nie pozjadałeś - podkreśla ksiądz Tomasz. Naukowcy twierdzą, że pszczoły pojawiły się na Ziemi około 130 milionówlat temu. Zawsze otaczane były szczególną atencją. Występują w mitologii egipskiej i greckiej. W Koranie określane są jako owady święte. W języku polskim o wszystkich owadach i zwierzętach mówi się, że zdychają. Natomiast pszczoła umiera. Doczekała się też pomnika - jedyny w Polsce znajduje się w Kielcach. Już w średniowieczu pszczelarze mieli dyspensę papieską, że mogą w niedzielę pracować w pasiekach. - Wielu papieży w swoich herbach miało pszczoły, a Napoleon na swoich sztandarach. We wczesnym chrześcijaństwie pszczoła była symbolem Chrystusa - z jednej strony słodycz jako miód bożego słowa, ale też żądło sprawiedliwości. Na nagrobkach były pszczoły jako symbol duszy, że jest to miejsce, gdzie ciało spoczywa, a dusza odłączyła się na pewien czas od ciała - przypomina ksiądz Tomasz. Patronem pszczelarzy jest św. Ambroży. - Potrafił tak mówić, że jak się go słuchało, to jego słowobyłotaksłodkie, jak miód. Nawrócił wielu, m.in. św. Augustyna. Jak trzeba było przemawiać, żeby kogoś, kto przez kilkadziesiąt lat żył jak najgorszy łajdak, po jednym kazaniu się nawrócił? - zastanawia się duchowny. Czego możemy nauczyć się od pszczół? Duchowny twierdzi, że bar: dzo dużo możemy nauczyć się od pszczół, które są świetnie zorganizowanym organizmem. - Mamy rodzinę, samorządy, sąsiedztwo, każdy z nas jest w jakiejś grupie społecznej czy zawodowej. Każdy ma inne zada-niaikażdyjest ważny; jeżeli ktoś zawali, to inni cierpią. W społeczności pszczelej widać, jak każdy owad jest odpowiedzialny za swoją działkę, nie może zawalić, bo to będzie niosło konse-kwencje dla wszystkich. Inne będą musiały to naprawić. Ważna jest zadaniowość. Poszczególne pszczoły co kilka dni zmieniają się w swoich obowiązkach. Pszczoła co kilka dni zmienia swoje zadania wulu. Nie jest całe życie strażniczką, nie całe życie nosi miód. My teżprzecho-dzimy pewne etapy. Wraz z roz-wojem, z dorastaniem, mamy inne zadania. Pszczoły od razu wchodzą do pracy, ale pszczelarz, który je obserwuje, może się uczyć, co dzisiaj może zrobić, co jest moim zadaniem - tłumaczy. - Są w stanie przypomnieć nam wiele prawd stworzonych i objawionych przez Boga. Przypominają nam, że mamy stać na straży naszego życia, serca i sumienia. Pszczoły uczą wrażliwości. Nie machnąć ręką, nie przymykać oczu, bo gdy zamknę oczy, to nie widzę problemu - dodaje ks. Gałuszka. Prawa fizyki, o których uczymy się w szkole, pszczoły mają opanowane do perfekcji. - Przy budowie domu wykorzystujemy wskaźniki laserowe, które zastępują poziomnice tradycyjne. Pszczoły, żeby prosto wybudować plaster, komórkę pszczelą, wiszą jak akrobatki i tworzą wianuszek, a inne bu- dują. Siła grawitacji pokaże im pion. Receptory temperaturowe z dokładnością do dziesiątych części stopnia Celsjusza, grubości plastrów z dokładnością do dziesiątych części milimetra. Pszczoły nie mają narzędzi, a zadziwiają, do szkoły nie chodzą, ato, czego uczymy się w szkole, umieją zastosować w praktyce - wylicza pszczelarz. Austriacki biolog Karl von Frisch otrzymał Nagrodę Nobla w1973 roku za szczegółowy opis sposobu komunikowania się pszczół za pomocą układów tanecznych. - Pszczoła wylatuje rano, zbiera nektar, częstuje inne, później zaczyna tańczyć, pokazuje innym z dokładnością do jednego metra, gdzie są te kwiatki. Wykorzystuje położenie słońca. Pszczoły mają zegar biologiczny, potrafią wziąć poprawkę na upływ czasu. Frisch opisał układy taneczne i wiemy, co pszczoła chce. Po tańcu pszczoły, jakie tańczą ósemki, pszczelarz będzie wiedział, gdzie onapoleci. Jeżeli zapamiętamy zachowania, to nie musimy przeglądać ramek, żeby wiedzieć, co tam się dzieje. Jak chodzą po przedniej ścianie ula, kręcą się, tak jakby czegoś szukały, to wiadomo, że zginęła matka, nie wróciła, ptak mógł ją zjeść, mogła zaplątać się wpaję-czynę. Trzeba umieć „przeczytać", co komunikują. Naturarzą-dzi się swoimi prawami. To jest bardzo brutalne, ale słabszy przegrywa. Brudny wylotek oznacza, że ul jest obrabowany. Pszczelarz, który w porę to zauważy, może tę rodzinę uratować, przewieźć w inne miejsce z dala od tych rabusiów, pszczół silniejszych, zasilić, dołożyć im pszczół z innej rodziny, żeby uratować - podaje przykłady ksiądz Tomasz. Bez pszczół przeżyjemy najwyżej 4 lata Populacja pszczół spada. Naukowcy biją na alarm, bo gdy wyginą pszczoły, przestanie istnieć życie na Ziemi. Szacuje się, że gdy wymrą pszczoły, ludzie wyginą zaledwie 4 lata po nich. Tak przewidywał Karol Darwin, apóźnięj Albert Einstein. Konsekwencje wyginięcia pszczół byłyby tragiczne dla ludzkości. - To co produkują pszczoły, to jest umownie 10 procent, a 90 procent korzyści dla nas to zapylanie roślin, bo 75 procent produktów, które spożywamy, w jakimś stopniu mamy dzięki zapylaczom. Wyobraźmy sobie, że trzy czwarte żywności na świecie znika. Jest nas 8 miliardów. Będziemy walczyli ze sobą kto kogo zje - nie kryje pszczelarz. Dużym zagrożeniem dla pszczół są chemiczne środki ochrony roślin, pestycydy, a także zmiany klimatyczne. PSZCZOŁA CO KILKA DNI ZMIENIA SIKOJE ZADANIA IV ULU NIEJEST CAŁE ŻYCIE STRAŻNICZKĄ, NIE CAŁE ŻYCIE NOSI MIÓD. MY TEŻ PRZECHODZIMY PEIVNE ETAPY - Na chemię, która jest w przyrodzie, jako pszczelarze nie mamy większego wpływu. Substancje odkładane są w wodzie. Pszczoła potrzebuje dużo wody, a transportuje wodę, którą znajdzie. Pozostałości pestycydów odkładają się z kolejnych oprysków i tworzą nowe związki chemiczne, których tak naprawdę nie jesteśmy w stanie zbadać czy ocenić. W wodzie są zatrważające rzeczy. Z przeprowadzonych badań wynika, że w pszczołach jest obecny mikro-plastik-opisuje. Pszczoły dziesiątkuje pasożytnicza choroba, warroza, przenoszona przez pajęczaka, który do Polski przywędrował z Azji przez Norwegię i Rosję w 1980 r. - Popełniliśmy dużo błędów. Przez 44 lata walczyliśmy z tym pasożytem chemią, zwiększaliśmy dawki chemii, stosowaliśmy kwasy organiczne, ale to także trucizna. Zmienność genetyczna u pszczół jest co 2-3 lata, przy warrozie kilka razy w roku. Przez 44 lata mieliśmy 20 pokoleń rozwoju pszczół i 300 kilkcf-dziesiąt lat pokoleniowych war-rozy. Przetrwały tylko mocne osobniki, słabe wybiliśmy chemią. Te najmocniejsze przekazywały geny. Warroza i pszczelarz paradoksalnie biorą udział w zawodach, kto szybciej dobije pszczoły. Chemią zniszczyliśmy naturalną odporność pszczół. Jest współpraca naukowców z pszczelarzami, coraz większy trend odchodzenia od chemii, a powrót do natury. Chodzi o to, żeby przechytrzyć pasożyta, który bardzo łatwo adaptuje się w zmieniających okolicznościach, żebyśmy byli bardziej sprytni niż on - uważa ksiądz Tomasz. Pszczoły pokrzyżowane z całego świata inaczej się za- chowują, czerwią przez 12 miesięcy. - Niektórzy mówią, że pszczoły czerwią do 31 grudnia, a potem zaczynają od l stycznia. Dawniej końcem sierpnia przerywały czerwie i zaczynały czerwić końcem marca, początkiem kwietnia. Pasożyt w okresie zimowym nie miał możliwości namnażać się w tym okresie, a dzisiaj już tak - podaje przykład, jak ciężka jest walka z groźnym pajęczakiem. Świetna odskocznia Ksiądz Tomasz Gałuszka jest absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Jaśle oraz Wyższego Seminarium Duchownego w Rzeszowie. Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim ukończył dwa kierunki: prawo oraz prawo kanoniczne. Od 2021 roku posługuje w parafii pw. św. Jadwigi w Rzeszowie, jest duszpasterzem akademickim, prowadzi nabożeństwa modlitewne za wstawiennictwem św. Szar-bela, opiekuje się kręgiem rodzin, prowadzi również duszpasterstwo singli. Ponadto jest sędzią Sądu Biskupiego w Rzeszowie oraz wykłada prawo wyznaniowe w Wyższym Seminarium Duchownym w Rzeszowie. Jak godzi te wszystkie zajęcia i obowiązki z pszczelarstwem? - To szukanie tzw. międzyczasów. Dla mnie czas wolny to jest najczęściej przy pszczołach w pasiece, ale dla ludzi, którzy pracują umysłowo, zabiurkiem, przy komputerze, to świetna odskocznia. Polecam. Relaksuję się w pasiece. Dziadek zawsze mi mówił, żebym znalazł sobie takie zajęcie, taką pracę, gdzie idę, bo to lubię, a nie, bo muszę - zaznacza ks. Gałuszka. 10 PULS Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 wmśm $WJm •k,' m ■■ 5" JS i, - ■ •*• ,a W - - ■ &*»» Z-s , - ,p? - "fi- ' .K- - -i* ■fis"'* . ,; ^ g <5* Niedźwiedź brunatny ustrzelony wiosną 1967 roku przez Władysława Peperę do spółki z wicepremierem Piotrem Jaroszewiczem JAK PIOTR JAROSZEWICZ POLOWAŁ W BIESZCZADACH NA NIEDŹWIEDZIE W Polanie-Ostrem niedźwiedź trzasnął krowę przez grzbiet, zaciągnął do lasu i pożarł. Parę dni później w Hulskiem rozpłatał potężnego byka. Potem brunatny olbrzym pogonił chłopa z zaprzęgiem. Spłoszone konie urwały uprząż, a wóz runął ze skarpy w przepaść. Chłop cudem ocalał. Była wczesna wiosna 1965 r. Nie tylko w rejonie Polany odnajdywano resztki zabitych krów i koni, a leśnicy spisywali protokoły strat. Coraz mniej cierpliwie i z coraz większym przekonaniem, że trzeba się postarać o zlikwidowanie, jak mawiali, niedźwiedzi rozbójników. „Nowiny Rzeszowskie" informowały: „W Tworylczyku niedźwiedź napadł w obecności juhasa na jałówkę ważącą 300 kg. Po zabiciu przystąpił natychmiast do uczty (...)• We wsi Polany (Polana - KP) niedźwiedź zabił krowę, goniąc ją uprzednio około 200 metrów wzdłuż polnej drogi (...). Krowę znaleziono nazajutrz. Miała zjedzone szynki, wymię i część karku. Jak oszacowano, niedźwiedź zjadł w ciągu nocy 40 kg mięsa". Krzysztof Potaczala Niedźwiedź brunatny od 1952 r. był prawnie chroniony. Skarb Państwa wypłacał odszkodowania za straty w inwentarzu i w pasiekach, ale dla gospodarzy pieniądze nie załatwiały problemu. Po kolejnych atakach wielkich drapieżców leśniczowie zdecydowali się oficjalnie poprosić swojego ministra o wydanie pozwolenia na odstrzał. „Nasze propozycje i wnioski, by odstrzelić ze dwa najniebezpieczniejsze niedźwiedzie, które atakują bydło domowe i zwierzynę leśną, pozostały bez echa" - notował w podręcznym kajecie Władysław Pepera, nadleśniczy w Stu-posianach. Zimą 1966 r. Edmund Kosiński, dyrektor Okręgowego Zarządu Lasów Państwowych w Przemyślu, zadzwonił do Pe-pery w sprawie organizacji po- lowania. Z zastrzeżeniem, że za-nęcony niedźwiedź powinien być stary i mieć na koncie napady na bydło, konie lub owce. Na łowy miał przyjechać ktoś znaczny, z samej góry, ale nazwisko jeszcze nie padło. Sygnał o pierwszym aktywnym rozbójniku tej wiosny nadszedł z Polany - Ostrego. Pepera notował: „Niedźwiedź porozbijał ule w pasiece. Postanowiłem w pobliżu dodatkowo wyłożyć mu padlinę, ale najgorsze, że zaczyna brakować śniegu jako tła do strzelania, księżyc jeszcze mały, a noce ciemne". - Władek polecił mi wywieźć w pobliże pasieki trzy końskie tusze - opowiadał Tadeusz Misiuda, w tym czasie leśniczy do spraw łowieckich w Nadleśnictwie Stuposiany. -Musieliśmy z lasu furmankami dowozić śnieg na to pole, bo przecież po zmroku na ciemnym tle nie byłoby widać zwierza. W przygotowania zaangażowano także leśniczego Franciszka Kaźmierczyka z Chmielą, który miał przygotować czatownię na strychu budynku w przysiółku Ostre, oraz - dla koordynacji działań - Władysława Tarnawskiego, sekretarza PZPR w Ustrzykach Dolnych. - W dachu stodoły wycięto kawał blachy, żeby było dobrze widać miejsce wyłożenia padliny, zbito siedzenia dla kilku osób, przyniesiono nawet koce, żeby myśliwi nie przemarzli -zapamiętał Misiuda. - Władek Pepera co chwilę doglądał, czy wszystko jest w porządku. Nie chciał nawalić, tym bardziej że dyrektor Kosiński na okrągło wydzwaniał i wypytywał, jak idą przygotowania. Dzień przed polowaniem wyjawił wreszcie, że „wyrok" na niedźwiedziu ma wykonać wicepremier Piotr Jaroszewicz. Zasiedli na strychu przed zachodem słońca: Pepera, Kosiński, Jaroszewicz i jego osobisty ochroniarz pułkownik Tadeusz Lewandowski. Żeby przypadkiem psy nie spłoszyły niedźwiedzia, nakazano mieszkańcom Polany, by nie otwierali zagród. Gdy zapadł zmrok, niedźwiedź opuścił dzienne legowisko i podobnie jak w poprzednie noce przyszedł na białą wysepkę śniegu, na której leżała konina. Jak wspominali organizatorzy zasiadki, zwierz był przez moment dobrze widoczny na śniegu, lecz zanim podekscytowany Jaroszewicz zdążył złożyć się do strzału, drapieżnik odciągnął ścierwo w krzaki i zniknął. „Na drugi dzień przygotowaliśmy taki zapas śniegu, że starczy na kilka dni. Przywlekliśmy dużą kłodę bukową, do której przywiązaliśmy linką końską tuszę, by niedźwiedź nie ściągnął jej ze śniegu - pisał Władysław Pepera we wspomnieniach „Wśród lasów i zwierząt Bieszczad". I dalej: „Jeszcze słońce było na horyzoncie, a już siedzieliśmy w czatowni". Pierwszy zauważa niedźwiedzia Pepera. Osobnik jest potężny i ostrożny, „na raty" podchodzi do nęciska. Kiedy wreszcie wicepremier już do niego mierzy, zwierz nieoczekiwanie robi w tył zwrot i znika za stodołą. Totalna konsternacja, ale Pepera decyduje, by pozostać w kryjówce. Dochodzi godzina 22, Jaroszewicz spogląda na zegarek i oznajmia: „Do północy". Wie, że trzeciej zasiadki nie będzie, gonią go sprawy służbowe, nazajutrz musi być w stolicy. „Siedzę i modlę się do wszystkich świętych (...), zaczynam przeklinać w duchu tego niedźwiedzia. Nie wiem, co było skuteczniejsze, ale widzę po godzinie, że zaczyna wychodzić zza jałowca, zachodzi półkolem i potem na wprost zbliża się, łeb mu się chwieje, jest już przy padlinie. Pomagam myśliwemu wysunąć broń przez otwór (...), narastają emocje u wszystkich, jeden dzwoni zębami, drugi sapie i trzęsie się. Niedźwiedź ustawił się bokiem, pada strzał, rozlega się ryk i następuje ucieczka zwierza" - napisze później nadleśniczy ze Stuposian. Za radą Pepery Jaroszewicz błyskawicznie przeładowuje broń i strzela po raz drugi, jednak pocisk mija brunatne cielsko. Na śniegu widać krew, zatem niedźwiedź jest ranny. Wicepremier chce podążyć za postrzałkiem, ale gospodarz polowania nie pozwala. Idzie wespół z dyrektorem Kosińskim, przedzierają się przez zarośla, lecz im dalej w las, tym „farby" mniej. Po kilkuset metrach tracą trop. Od świtu leśnicy tropią rannego drapieżnika. Psy Pepery wywąchują go wśród gęstych świerków na Otrycie. Gdy coraz bardziej ujadają, spomiędzy iglaków nagle wypada rozjuszony niedźwiedź i pędzi wprost na stojącego w pobliżu leśniczego z Zatwarnicy. Ten jest tak zaskoczony, że nie zdąża podnieść broni. Szczęśliwie zwierz go jednak mija i gna przed siebie, wyrzucając spod łap grudy ziemi. Po kilkunastu sekundach znowu niknie w gęstwinie, a myśliwi na chwilę przed tym dostrzegają, że krew sączy się z urwanej przedniej łapy... - Następnego dnia w jeszcze liczniejszej grupie ruszyliśmy za rannym, ale nasze szanse malały - wspominał Tadeusz Misiuda. - Niedźwiedź szedł raz strumieniem, to znowu gęstym lasem, zapuszczał się wysoko w góry, docierając aż w pasmo połonin. Stamtąd po krótkim odpoczynku powędrował w okolice Sianek. Może byśmy go tam dopadli, ale przeszedł San i znalazł się w Związku Radzieckim. - Kiedy już było pewne, że nasz poszukiwany przekroczył graniczną rzekę, oddaliśmy salwę na jego cześć - zapamiętał Wojomir Wojciechowski, wieloletni nadleśniczy w Luto-wiskach, następnie dyrektor Bieszczadzkiego Parku Narodowego. - Mieliśmy do tego zwierza i złość, że nam uszedł, i szacunek, że jednak nas pokonał -opowiadał Tadeusz Zając, w tamtym czasie adiunkt w Nadleśnictwie Dwernik. - Żal był tym większy, że tropiliśmy niedźwiedzia w Wielki Piątek i Wielką Sobotę, kiedy każdy marzył tylko o tym, żeby być w domu. Trzy lata później Zając pojechał z grupą kolegów z bieszczadzkich nadleśnictw na spotkanie z leśnikami z ZSRR organizowane w przygranicznej Smolnicy. - Siedzimy na łące, wznosimy toasty i nagle słyszymy opowieść, jak to kilka dni wcześniej Rosjanie urządzili obławę na niedźwiedzia, który napadał na kołchozowe krowy. Odstrzał dano jakiemuś generałowi aż z Moskwy. Zanęcili zwierza, dostojnik strzelił celnie, a potem w gazetach ukazała się informacja, że samiec ważył ponad 350 kilogramów i... miał urwaną przednią łapę. Po raz drugi Piotr Jaroszewicz przyjechał zapolować na niedźwiedzia rozbójnika (choć od miesięcy nikt nie zgłaszał żadnych szkód) wczesną wiosną 1967 r. W leśniczówce Pepery w Pszczelinach zjadł obiad, na deser posmakował miodu. Przed zmierzchem łowcy zasiedli na ambonie. Niedźwiedź wyszedł na otwartą przestrzeń zaraz po zmroku i dobrał się do padliny. Myśliwi zawczasu ustalili, że będą strzelać razem, po odliczeniu do trzech. „Bach! - prawie równolegle padły dwa strzały. Niedźwiedzia dźwignęło w górę (...), ale prawie ze stojącej pozycji padł na bok i szarpie tylnymi nogami, wyrzucając pazurami darń, resztki śniegu, trawę i kamienie. Premier oddał dla pewności jeszcze dwa strzały i za każdym razem ziemia tryskała przed niedźwiedziem. Zwierz próbował odwrócić się na drugi bok, ale szybko tracił siły, wreszcie zastygł w bezruchu" - czytamy w książce „Wśród lasów i zwierząt Bieszczad". Czyj strzał był śmiertelny? -Znaleźliśmy tylko otwór po kuli wystrzelonej z mannlichera, a z takiej broni strzelał Pepera -zapewniał Tadeusz Misiuda. -Nie dałbym jednak głowy, kto tak naprawdę zabił niedźwiedzia. Strzałów było kilka, być może źle szukaliśmy w tuszy i nie zauważyliśmy innego otworu po pocisku? Sam Jaroszewicz nie miał wątpliwości. „Za dużo było emocji, byłem zmęczony i podniecony" - rzekł do Pepery, po czym oznajmił, że niedźwiedzia należy spreparować i przekazać do powstającego w Ustrzykach Dolnych muzeum przyrodniczego. Budzący podziw zwiedzających niedźwiedź (jego wartość oszacowano wówczas na 70 tys. zł) na pewno jest tym, który padł na opisywanym polowaniu, ale nie zgadza się dzień i rok jego odstrzelenia. Na karcie muzealnej widnieje napis: 23 marca 1966 r. oraz miejscowość: Polana. Tymczasem wtedy pocisk wystrzelony przez wicepremiera jedynie zranił niedźwiedzia, urywając mu przednią łapę... KSIĄŻKA Artykuł jest fragmentem książki autora „Bieszczady w PRL-u", wydanej w 2012 r. i wznowionej w 2023 r. przez wydawnictwo Bósz. Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 PULS U CZYTELNIA Samson Kołeczko ze zdumieniem ogląda srebrną kość • 64-letni Andrzej Kurków to jeden z najbardziej znanych, także w Polsce (patrz „Kryptonim »Pingwin«", „Jimi Hendrix we Lwowie" czy „Dobry anioł śmierci"), pisarzyukraińskich. Łączący w powieściach wątki sensacyjno-kryminalne, a nierzadko historyczne, lubiący wartką akcję podszytą humorem, co zawsze skutkuje sympatią czytelników. Literatura i kaktusy Kurków dużo pisze, ale jeszcze więcej opowiada. Bo i w wywiadach można zaszyć niezłą fabułę. Ponoć pisać zaczął w wieku sześciu lat, przez co w rodzinie nazywany był „drugim Mozartem". Mały Amadeusz w tym samym wieku fikał bowiem koziołki w spektaklu z okazji imienin abp. Sigismunda von Schrattenbacha. Skąd u Kurkowa pociąg do literatury? Z nietypowej pasji: kolekcjonowania kaktusów. Gdy liczba nazbieranych okazów doszła do półtora tysiąca, mały Andiij ambitnie chciał nauczyć się ich nazw łacińskich. Dzięki temu zdołał szybko opanować inne języki: angielski, francuski, niemiecki, japoński, gruziński i polski. Został nawet tłumaczem przysięgłym języka j apońskiego. Można oczywiście zapytać małodusznie, czy to aby prawda? Najlepiej więc nie pytać, a czytać. Kijów, 1919 rok Wydana przez Noir sur Blanc „Srebrna kość", nominowana wcześniej do Nagrody Bookera, spełnia wymienione na początku literackie kryteria niemal w stu procentach. To pełna zwrotów akcji i ironii powieść detektywistyczna otwierająca cykl „Tajemnice Kijowa". Jej akq'a rozgrywa się wczesną wiosną 1919 roku w Kijowie nękanym rewolucyjną zawieruchą. Mimo że bolszewicy odzyskali władzę w mieście, nie potrafią utrzymać porządku. Panuje bandytyzm, a argumentami w konfliktach są nagan i majcher. Warunki życia stają się z dnia na dzień coraz trudniejsze: brakuje jedzenia i opału, niemal codziennie następują przerwy w dostawach prądu i wody. Samson milicjantem W takim momencie zaczyna się fabuła. Oto w trakcie ulicznych walk Kozacy zabijają ojca Samsona Kołeczki, naszego bohatera, a jemu odcinają ucho szablą. Młody mężczyzna zostaje zupełnie sam i musi się odnaleźć wtej trudnej sytuacji. Co zatem robi? Wstępuje na służbę do milicji. Nie ma pojęcia, na czym polega praca śledczego, ale dzięki nieoczekiwanym konsekwencjom okaleczenia wpada na trop przestępczej działalności czerwonoarmistów, których dokwaterowano do jego mieszkania. Analityczne myślenie, nieustępliwość i pomoc niedawno poznanej Nadii sprawią, że pierwsze dochodzenie prowadzone przez Samsona w sprawie bandytów dezerterów i pewnego obcokrajowca przerodzi się w wielowątkową tajemnicę godną samego Sherlocka Holmesa. margrabia flHBHIU Silił Andrij Kurków, „Srebrna kość", wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2024, cena 49 zł WIEŚCI NIE Z TEJ ZIEMI DOMINIKA OSTAŁOWSKA Chudnie w oczach Aktorka od 2000 roku wciela się w postać Marty Mostowiak w telenoweli „M jak miłość". Ostatnio jej bohaterka brała drugi ślub w życiu - tym razem z Jackiem, granym przez Roberta Gonerę, który wrócił na plan po dłuższej przerwie. Z tej okazji na instagramo-wym profilu serialu posypały się życzenia. Niektórzy z internautów pogratulowali przy okazji aktorce tego, że ostatnio wyszczuplała. To prawda - Ostałowska zrzuciła aż 10 kg. Stało się to możliwe dzięki tzw. diecie jaskiniowca, czyli diecie paleo. Polega ona na eliminacji z jadłospisu produktów zbożowych, nabiału i soli, a spożywaniu chudego mięsa, ryb i warzyw. - Służy mi, bo schudłam już parę kilogramów, słucham rad specjalistów. Trzy razy wtygodniu także ćwiczę z trenerem - powiedziała aktorka. ROKSANA WĘGIEL Jak z obrazka Młoda piosenkarka wybrała się właśnie ze swym mężem na urlop do Finlandii. Para świętuje w ten sposób urodziny Kevina Mgleja. Oboje relacjonują pobyt na Instagra-mie i Facebooku. Dzięki temu wiemy, że małżonkowie bawili się zjeżdżając z ośnieżonej góry, potem relaksowali się w spa i wypoczywali w saunie śnieżnej. Internautom spodobało się jednak najbardziej zdjęcie Roksany z jacuzzi w czarnym bikini. Kevin zamieścił z kolei w swych mediach społecznościowych zdjęcie żony, jak siedzi na tarasie w odsłaniającej zgrabne nogi krótkiej sukience i czyta książkę. „Ona jest jak z Pinte-resta" - podpisał fotografię. Pinterest to amerykański odpowiednik Instagrama - serwis umożliwiający dzielenie się materiałami fotograficznymi i filmowymi. EDYTA GÓRNIAK Pokazała, że rządzi Przed świętami cały tabun polskich aitystówi artystek poleciał za ocean, żeby kolędować dla Polonii. Po koncercie w Chicago do internetu trafił amatorski filmik, nakręcony przez kogoś z widowni, /■' Roksana Węgiel razem z mężem wyjechała do Finlandii, aby tam pojeździć na nartach i skorzystać ze sp& na którym uchwycono niecodzienną sytuację. Na scenie pojawili się wszyscy artyści, aby wspólnie odśpiewać „Bóg się rodzi". Choć Justyna Steczkowska założyła anielskie skrzydła, to nie ona skupiła na sobie najwięcej uwagi. Nagle wystrojona w zieloną suknię balową Edyta Górniak popchnęła stojącego obok Mariusza Winnickiego z zespołu Classic, aby znaleźć się na przedzie sceny. Na twarzach pozostałych artystów wymalowała się konsternacja, co uwieczniono na nagraniu. „Edytkajak zwykle pokazała, kto tu rządzi. Widać zażenowanie artystów" - napisał autor filmiku. Nie trzebabyło długo czekać i w sieci pojawiło się wytłumaczenie samej Górniak: „Ludzie święci! Przecież chłopaki nie wiedzą, że nie staje się na tren sukni" - napisała diwa, dodając na koniec emotikon z uśmieszkiem. IGOR HERBUT Łysieje i tyje Wydawałoby się, że życie wokalisty to pasmo sukcesów: od 13 lat prowadzi popularny zespół LemOn, od dekadyjest związany ze swoją byłąmene-dżerką Małgorzatą Dacko, a pięć lat temu został ojcem synka Kaia. Tymczasem z okazji swych 34. urodzin Herbut zamieścił na Instagramie smutny wpis. „Z każdym kolejnym rokiem zbieram w sobie więcej goryczy. Patrzę na swoje zdjęcia sprzed chwil iwidzę, jak gaśnie we mnie ta iskra, którą tak w sobie lubiłem. Iboję się. Bywam szczęśliwy, chciałbym być spokojny, jeszcze cos osiągnąć, spojrzeć na siebie i powiedzieć: to jest to. Na razie jednak łysieję, tyję, a zmęczenie coraz bardziej odkształca się na mojej twarzy i nie spoglądam na siebie z dumą" - napisał. Ostatecznie muzyk zakończył wpis bardziej optymistycznie: „Mam nadzieję, że następny rok będzie pełen zdrowia, rozwoju i przeżyć, Że uda mi się osiągnąć coś, czego do tej pory nie umiałem. Może nawet wyglądać lepiej, czuć się lepiej". AGATA RUBIK Zatęskniła za Miami Tuż przed świętami cele-brytka wraz z rodziną wybrała się z Miami na wycieczkę do Nowego Jorku z okazji swoich urodzin. Wyprawa została oczywiście udokumentowana na Instagramie i Facebooku. Nowy Jork niestety nie wywołał u Rubik zbyt wielkiego entuzjazmu. Celebrytka wraz z bliskimi odwiedziła knajpę, wktórej czekała godzinę na „bardzo przeciętnego burgera", a następnie pomaszerowała na słynne lodowisko przy Rockefeller Center. Tam skupiła się na jeżdżących po tafli łyżwiarzach. Na nagraniach zamieszczonych w mediach społecznościowych można zobaczyć dziewczynkę wykonującą imponujące piruety oraz romantyczne zaręczyny na lodzie. Mimotocele-brytka nie kryła swego rozczarowania. „Lodowisko i choinka zaliczone. Zimno jak cholera. Tęsknię za ciepłym Miami" - podsumowała. HOROSKOP Wodnik (20.01-18.02) Łatwo będzie Ci przychodziło nawiązywanie bliskich relacji z innymi osobami. Horoskop dzienny mówi, że taką postawą zjednasz sobie sympatię wielu ludzi. Ryby (19.02-20.03) Nie angażuj się zbytnio w życie innych osób. Horoskop na dziś ostrzega, że może być uznane za wścibstwo. Baran (21.03-19.04) Święta minęły, pomyśl o aktywności fizycznej. Horoskop dzienny na piątek radzi „spalić" kilka kilogramów... Byk (20.04-20.05) Horoskop dzienny wróży, że pod koniec roku spadną Ci na głowę dodatkowe obowiązki. Lekko nie będzie. Bliźnięta (21.05-21.06) Nie forsuj na siłę swoich pomysłów. Horoskop na dziś mówi, że więcej osiągniesz łagodną perswazją. Rak (22.06-22.07) Mocno zaakcentujesz swoją niezależność. Horoskop dzienny na piątek mówi, że zdanie innych osób nie będzie miało dla Ciebie znaczenia. Lew (23.07-22.08) Końcówka roku upłynie Ci w doskonałym nastroju. Horoskop dzienny wróży, że nic nie będzie w stanie zakłócić Twojej emocjonalnej sielanki.. Panna (23.08 -22.09) Poświęć dzisiaj więcej niż zazwyczaj czasu swoim bliskim. Horoskop na dziś mówi, że masz pod tym względem trochę do nadrobienia... Waga (23.09-22.10) Osiąganie wyznaczonych celów będzie trudne. Horoskop dzienny na piątek wróży, że poczujesz zmęczenie. Skorpion (23.10 - 21.11) Dotrą do Ciebie informacje, które skłonią Cię do zmiany niektórych planów. Horoskop dzienny mówi, że Twoi bliscy nie będą zadowoleni. Strzelec (22.11 - 21.12) Trudno będzie nakłonić Cię do większej niż zwykle aktywności. Horoskop na dziś zapowiada, że ta sztuka nie uda się nawet Twoim bliskim. Koziorożec (22.12 -19.01) Święta, święta i po świętach. Horoskop dzienny na piątek ■<-zapowiada, że powrót do poświątecznej rzeczywistości nie będzie łatwy... Redaktornaczelny Jarosław Jaz. Z-cy red. nacz.:MarcinStefanowski. Wojciech Frefichowski. Ynona Husaim-Sobecka. Prezes Makroregionu Piotr Grabowski. Dyrektor biura reklamy oddziału Ewa Żelazko. Dyrektor marketingu RobertGromowski. Redakga. SŁUPSK, ul. Henryka Poboznego19,teL598488100, redakqlgp24@potskapress.pl. KOSZALIN, ul. Mickiewiaa24, teL9434735n.redakqagk24@polskapress.pL SZCZECIN, AI.Niepodle^ości26/U1,teL914SI3300jedakcja.gs24@polskapress.pl. Druk Polska Press Oddział Poligrafia, 85-438 Bydgoszcz, ul. Grunwaldzka229. POLSKA PRESS GRUPA Wydawca Polska Press Sp. z 0.0. ul. Domaniewska45,02-672 Warszawa, tel. 2220144 00, fax: 22 2014410 www. www.gk24.pl www.gs24.pl ©©-umieszczenie takich dwóch znaków przy Artykule, wszczególności przy Aktualnym Artykule, oznacza możliwośćjego dalszego rozpowszechniania tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty zgodniezcennikiemzamieszaonymnastroniewww.gp24.pl/tresciiwzgodziezpostanowieniamininiejszego regulaminu. Prezes Zarządu Polska Press Grupy Zenon Nowak Dyrektor artystyczny Tomasz Bocheński Biuro Prasowe: biuroprasowe@polskapress.pi Dyrektor kolportażu Karol Wlazło, Agencja AIPkontakt@aip24.pl Biuro Konsumenta PPG, e-mail: biurokonsumenta@polskapress.pl, tel. 12 688 8510 Iri Dl II O Głos Dziennik Pomorza IZ rULO Piątek, 27.12.2024 w demokracji określenie wolnej prasy sposób kuchenny obrus r~ ludowy taniec austriacki x~ druh Portosa ~v członkini jednego z zakonów rzesza koński arystokrata czapka ułana ~v odmiana gipsu komedia z Adolfem Dymszą dawna miara długości stojące lustro gromada zwierząt oficer w wojsku kozackim władca Walhalli ukochany Afrodyty dawny jamnik łodyżka jabłka _ i i 21 i j l i 25 i prosty ma 90 stopni formuła P!^: sięgi - 1 ł U pierwiastek promieniotwórczy - szata kapłana lichy wyrób dawny załącznik - miasto nad Mleczną - - gałganek Irlandia dla tuziemca 5 ! — chmara pszczół - domena Diora fryaijska Rea -*• 24 r 6 26 1 wyższa izba Parlamentu główna tętnica r 16 folwarczny nadzorca — 1 strofowanie Rafael Nadal i 1 wielkie drzewo z Afryki renesans lub klasycyzm hipoteza, teoria węgierka w sadzie "V 17 dodatek do jajecznicy miłosna tematyka żądląca błon-kówka r spirytusowy lub winny najlepszy wynik ofiara na tacę - - i - i 4 spiekota, skwar ryba karpio-wata ' dawna srebrna moneta 1 27 książęcy rod włoski - dawny mieszkaniec Hiszpanii - sorgo japońskie egzotyczne pnącze r i i 9 największa antylopa egipskie bóstwo Księżyca - biblijny brat Jakuba - 14 do wynajęcia rodzaj zapięcia 10 i apetyt, chętka czołg Janka Kosa tkanina na ' pieluchy fryga - \ atmosfera, klimat - Zając lub Kręglicka - i paskowy na towarze słony obwarzanek - i f REKLAMA 0010990366 drzewo lub krzew na żywopłoty Patrick, polski reżyser awersja i 1 r 4 - i wiedza 0 żeglarstwie otwór na początku rury chiński złoty 15 zepsute jajko r wyruszenie w drogę 1 i i jedna z córek króla Argos wyciągana do zgody prawy dopływ Narwi ekstrakt kawy zbożowej miękki ser dojrzewający malowidło na ścianie waluta Iraku • stolica Maroka ■ i r i \ 18 1 l i ł ł -- u np. adwokat wyspy koralowe muzyczny tercet port w Izraelu szata starożytnych Rzymian - 12 ■v 23 wyrwana z zeszytu - 1 ł mączka z pnia palmy noga mruczka wymaga dowodu 2 1 (' lodowa lub masłowa i 1 i cumowała . P^. Araracie ssaki spokrewnione z lamami -v nieudany wypiek -V koszulka jak auto -> roślina do majenia długi, nudny referat niewiadoma w równaniu 19 japoński dyzm kokietka w Sopiicowie leczniczy torf r 1 składnik wietrzą i choroba wywołana przez kleszcze ł \ 1 potrawa z nóżek wieprzowych 11 małolat, gołowąs Bohumil, czeski pisarz „owoc" ostu rządzenie -*• 1 kochany przez fanów - aspiryna penicylina - miano, określenie kuzyn bielaka r i ł l babie we wrześniu atrofia - 3 epizodyczna w filmie - 23 logika wypowiedzi - 1 ł toporek Apacza miejsce na liście syn Izaaka ozdobna żywica karabinowy pocisk - samochód terenowy - \ cenny kamień ozdobny r oficjalne pismo urzędowe bogini na warszawskim pomniku sarmacki deser ^ ł i ryba drapieżna, mię-kławKa - l dalszy plan obrazu np. porto pojemnik na paliwo 22 pole działania ł 1 l informacje na dysku - 20 azjatycka pustynia i * sztuczny obiekt kosmiczny - 13 Rafał Majka lennik seniora 7 8 delfin z dorzecza Amazonki —► imię Lipnickiej, piosenkarki - łosoś pacyficzny - U kuzynka nurzyka - i długa żerdź - wysoki, muskularny osobnik 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 Litery z pól ponumerowanych od 1 do 27 utworzą rozwiązanie - myśl Antoniego Regulskiego. 3IZG0M M 3IN$V9 VIN0O IMZVrZ("UN3 :3INVZVlMZ0U Litery z pól ponumerowanych od 1 do 27 utworzą rozwiązanie - myśl Antoniego Regulskiego. 3IZG0M M 3IN$V9 VIN0O IMZVrZ("UN3 :3INVZVlMZ0U Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 7 POLSKA i ŚWIAT KRÓTKO WARSZAWA Kandydat na ministra nauki zostanie ogłoszony w styczniu Rzecznik Nowej Lewicy Łukasz Michnik przekazał PAP, że na początku 2025 roku klub Lewicy ogłosi nazwisko kandydata na ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Jak wskazał, „giełda nazwisk jest znana z mediów już dobrze". W zeszłym tygodniu Dariusz Wieczorek (Lewica) poinformował, że złożył rezygnację z funkcji ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Premier Donald Tusk poin- AZJA formował wówczas, że „z satysfakcją" przyjął tę decyzję Wieczorka. Według doniesień medialnych Wieczorka może zastąpić obecna radna m. st. Warszawy, zastępczyni szefa Kancelarii Senatu Karolina Zioło--Pużuk. Na giełdzie nazwisk wymieniane są też Dorota Olko - do niedawna rzeczniczka partii Razem, a także obecny wiceminister cyfryza-ęji Dariusz Standerski. Oprać. Anna Nagel | PAP Uczcili pamięć ofiar tsunami W wielu krajach basenu Oceanu Indyjskiego odbyły się w czwartek uroczystości poświęcone pamięci ofiar katastrofalnego trzęsienia ziemi i tsunami sprzed 20 lat. 26 grudnia 2004 roku, nazajutrz po Bożym Narodzeniu, żywioł zabił ponad 220 tysięcy ludzi w wielu krajach azjatyckich. | PAP MORZE BAŁTYCKIE Kabel na Bałtyku znów przerwany W środę doszło do przerwania przebiegającego po dnie Bałtyku kabla elektroenergetycznego Estlink 2, łączącego Finlandię z Estonią. - Przyczyna usterki jest wciąż badana. Rozpatrywane są różne scenariusze, od sabotażu po usterkę techniczną. Niczego nie można wykluczyć - powiedział dyżurny dyspozytor operatora przesyłowego Fingrid Arto Pahkin, cytowany m.in. przez dziennik „Helsin-gin Sanomat", zaznaczając, że służby wyjaśniają możliwy związek statków, które przebywały ^w momencie zerwania przesyłu energii w pobliżu kabla, z zaistniałą awarią. Uwaga została skoncentrowana m.in. na pływającym pod banderą Hongkongu kontenerowcu XinXinTian2.PAP KIJÓW - Po raz drugi we współczesnej historii Boże Narodzenie jednoczy wszystkich Ukraińców - stwierdził prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, przypominając, że od 2023 roku oficjalna data obchodów została zmieniona. Wierni Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej i Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego obchodzili Boże Narodzenie 25 grudnia; dzień wcześniej świętowana była Wigilia. | PAP 99 Mimo wszystkich nieszczęść, jakie przyniósł wróg, nie udało mu się zniszczyć światła wewnątrz nas Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy Tusk skrytykował Orbana za wypowiedź o Putinie Oprać. Karolina Wrońska Warszawa „W noc wigilijną Rosja dokonała masowego ataku rakietowego na ukraińskie miasta; w tym czasie Orban nazwał Putina uczciwym partnerem Węgrów" - napisał premier Donald Tusk na portalu X. Rosj a dokonała w nocy z wtorku na środę zmasowanego ataku na obiekty energetyczne Ukrainy, w którym wykorzystała 184 rakiety i drony - powiadomiły Siły Powietrzne Ukrainy. Rosyjskie ministerstwo obrony potwierdziło, że celem była infrastruktura energetyczna. Według informacji Sił Powietrznych Ukrainy zestrzelono 59 rakiet i 54 drony, a kolejne 52 bezzało-gowce „nie osiągnęły celu". „W noc wigilijną Rosja dokonała masowego ataku rakietowego na ukraińskie miasta. W tym czasie, w świątecznym wywiadzie, premier (Węgier Viktor) Orban nazwał (Władimira) Putina uczciwym partnerem Węgrów" - napisał szef polskiego rządu w czwartek rano na platformie X. „A minister Romanowski powtarzał cierpliwie wyuczone tego dnia życzenia: Bolgot Karacsonyt (w języku węgierskim „Wesołych Świąt" - przyp. PAP)" - dodał Donald Tusk. Marcin Romanowski, poseł PiS i były wiceminister sprawiedliwości, podejrzany jest m.in. o ustawianie konkursów llłll§l»B - . Donald Tusk ostro skrytykował postępowanie Viktora Orbana i politykę premiera Węgier wobec Rosji na wielomilionowe dotacje z Funduszu Sprawiedliwości, który nadzorował, gdy był wiceministrem sprawiedliwości. Wobec Romanowskiego został wystawiony Europejski Nakaz Aresztowania (ENA). Rząd węgierski udzielił politykowi PiS azylu politycznego. We wtorek premier Węgier Viktor Orban udzielił wywiadu dziennikowi „Mayar Nemzet". - Naszym przyjacielem jest prezydent Turcji Re-cep Tayyip Erdogan, naszym - uczciwym partnerem prezydent Rosji Władimir Putin, a naszym dobrym przyjacie- lem premier Izraela Benjamin Netanjahu - stwierdził Orban w wywiadzie. Romanowski: Wrócę, jeśli spełnione zostaną warunki Marcin Romanowski zadeklarował, że wróci z Węgier do Polski w ciągu 6 godzin, jeżeli zostaną spełnione jego warunki. To m.in. opublikowanie wyroków TK, które - jego zdaniem - śą nielegalnie blokowane. „Publicznie zobowiązuję się w ciągu 6 godzin wrócić do kraju, jeśli rząd wycofa się z nielegalnych działań opisanych w poniższych punktach: l. Opublikowanie wszystkich wyroków Trybunału Konstytucyjnego, które od kilku miesięcy są nielegalnie blokowane przez premiera Donalda Tuska. 2. Uznawanie i stosowanie się bez wyjątku do wszystkich orzeczeń wydawanych przez sędziów każdej z izb Sądu Najwyższego" - napisał Romanowski. Kolejne wymienione przez niego warunki to - po trzecie - „przywrócenie nielegalnie odwołanych prezesów sądów, poczynając od Sądu Apelacyjnego i Okręgowego w Warszawie", a także - po czwarte - „zakończenie nielegalnych manipulacji w losowaniu sędziów do orzekania w sprawach karnych". Ostatnim, piątym, warunkiem Romanowskiego jest - jak napisał - „zakończenie bezprawnej blokady wykonywania obowiązków przez Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego, który nielegalnie został pozbawiony swojej funkcji oraz przywrócenie nielegalnie odwołanych szefów prokuratur, poczynając od prokuratur regionalnych i okręgowych". „Jako człowiek fałszywie pomówiony chcę w jawnym procesie wykazać zarówno swoją niewinność, jak i słuszność podejmowanych przeze mnie decyzji" - dodał Romanowski. PAP Rafał Trzaskowski z największym zaufaniem wśród polityków. Na drugim miejscu Andrzej Duda Oprać. Anna Nagel Warszawa Pierwsze miejsce w rankingu zaufania wśród polityków zajął prezydent Warszawy, wiceprzewodniczący PO Rafał Trzaskowski-wskazało go 45,8 proc. respondentów w badaniu IBRiS dla Onetu. Wskazano, że zaufanie wobec kandydata KO na prezydenta wzrosło w porównaniu do listopadowego sondażu o 3,2 pkt. procentowego. Brak zaufania do Trzaskowskiego wyraziło 48,7 proc. ankietowanych. Drugie miejsce w sondażu uzyskał prezydent Andrzej Duda, któregow rankingu zaufania wybrało 41,2 proc. respondentów. Jest to o 1,5 pkt proc. mniej niż w poprzednim miesiącu. Brak zaufania wobec prezydenta wyraziło w grudniu 54 proc. pytanych. 36,7 proc. ankietowanych wyraziło swoje zaufanie wobec b. premiera, wiceprezesa PiS Ma- teusza Morawickiego. Zaufanie wobec niego pozostaje na tym samym poziomie, co w listopadzie. Nieufność wobec polityka wyraziło 58,7 proc. badanych. Na czwartym miejscu znalazł się premier Donald Tusk, uzyskując 36,5 proc. wskazań. Oznacza to spadek zaufania wobec premierao5,ipktproc. wporów-naniu do poprzedniego miesiąca. Z sondażu wynika, że Tuskowi nie ufa 54,1 proc. badanych. Zaufanie wobec marszałka Sejmu Szymona Hołowni wyra- ziło 34,8 proc., co daje mu piąte miejsce w rankingu zaufania. Szóste miejsce zajął Karol Nawrocki - prezes IPN i kandydat popierany przez Prawo i Sprawiedliwość w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Zaufanie wobec Nawrockiego wyraziło 33,2 proc. pytanych. Portal zaznacza, że jest to o 19,2 pkt proc. więcej niż w poprzednim miesiącu. Jeszcze w listopadzie nie znało go 46,2proc. ankietowanych, obecnie nie znało gol2 procent badanych. PAP 8 • POLSKA I ŚWIAT Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 Joe Biden potępił atak Rosji na Ukrainę w dzień Bożego Narodzenia Katastrofa samolotu pasażerskiego w Kazachstanie Lidia Lemaniak Aktau Samolot linii Azerbaijan Airlines, który leciał z Baku do Groźnego, stolicy rosyjskiej Republiki Czeczeńskiej, rozbił się wśrodęwKazach-stanie. Według nowych doniesień mógł zostać ostrzelany. Linie Azerbaijan Airlines poinformowały, że na pokładzie samolotu znajdowało się 67 osób. W katastrofie zginęło 38 osób. Samolot kierował się do Groźnego, ale ze względu na mgłę w stolicy Czeczenii zmienił trasę - przekazał Reuters.. Wcześniej agencja informowała, że w katastrofie mogły zginąć dziesiątki osób. „To samolot Embraer ERJ--190 linii lotniczych Azerbaijan Airlines o numerze rejestracyjnym 4K-AZ65. Wystartował z Baku o 03:55 czasu UTC i leciał do Groźnego. Samolot był narażony na silne zakłócenia GPS, co spowodowało, że samolot przesyłał złe dane ADS-B" - napisał na X serwis Flightradar24. Rosyjskie media podają jako jedną z przyczyn katastrofy mgłę w Groźnym, przez którą samolot musiał zmienić trasę. Ponadto rosyjskie władze sądzą, że przyczyną awaryjnego lądowania mógł być ptak, który uderzył w samolot. W internecie krążą materiały wideo, na których widać stojący w płomieniach wrak samolotu. Na nagraniach można Podczas próby lądowania samolot Embraer 190 rozpadł się i stanął w płomieniach. 38 spośród 67 osób obecnych na pokładzie nie przeżyło tej katastrofy zobaczyć rannych pasażerów próbujących wydostać się ze zniszczonej maszyny - przekazał Reuters. Ministerstwo sytuacji nadzwyczajnych Kazachstanu poinformowało w oświadczeniu, że siły ratunkowe zdołały ugasić ogień, a ocaleni pasażerowie - wśród nich dwoje dzieci - zostali ewakuowani do szpitala. W materiale opublikowanym przez Nastojaszczeje Wrie-mia widać jednak, że tylna, nie-spalona część samolotu jest podziurawiona, a otwory przypominają ślady po ostrzale. Analityk wojenny Jan Matwiejew twierdzi w tym samym materiale, że gdy samolot zbliżał się do Groźnego, rosyjska obrona przeciwlotnicza odpierała ataki ukraińskich dronów przy pomocy pocisków ziemia-powietrze typu Pancyr-Sl. Udokumentowano zestrzelenie co najmniej jednego drona, którego Wśród óf iar katastrofy są obywatele Kazachstanu, Rosji i Azerbejdżanu. W tym ostatnim kraju wprowadzono w czwartek żałobę część spadła na centrum handlowe, powodując pożar. - Ślady odłamków na burcie samolotu nie wskazują, że został on bezpośrednio trafiony przez Pancyr-Sl, są zbyt małe. Bardziej prawdopodobne jest, że taki pocisk rozerwał się w pewnej odległości od statku powietrznego i (że samolot) został pokiereszowany odłamkami, wskutek czego stracił sterowność - ocenił Matwiejew. Ślady kul udokumentowano na zdjęciach - wyraźnie widać, że samolot został wielokrotnie trafiony z zewnątrz. PAP Oprać. Anna Nagel Waszyngton Prezydent USA Joe Biden potępił „skandaliczny atak" Rosji na Ukrainę dokonany w dzień Bożego Narodzenia. Polecił Pentagonowi kontynuowanie wzmożonych dostaw broni na Ukrainę. „Celem tego skandalicznego i odrażającego ataku było pozbawienie narodu ukraińskiego dostępu do ciepła i elektryczności podczas zimy i narażenie na niebezpieczeństwo ukraińskiej sieci energetycznej" - głosi opublikowane oświadczenie prezydenta Stanów Zjednoczonych. Biden poinformował też, że polecił Departamentowi (ministerstwu) Obrony konty- nuowanie wzmożonych dostaw broni na Ukrainę. Rosja dokonała w nocy z wtorku na środę zmasowanego ataku na obiekty energetyczne Ukrainy, w którym wykorzystała 184 rakiety i drony - powiadomiły Siły Powietrzne Ukrainy. Atak spowodował poważne uszkodzenia infrastruktury energetycznej, a w kilku regionach Ukrainy wystąpiły przerwy w dostawach prądu. Rosyjskie ministerstwo obrony potwierdziło fakt dokonania ataku i stwierdziło, że jego celem była infrastruktura energetyczna Ukrainy. Największa ukraińska prywatna firma energetyczna DTEK podała, że Rosja zaatakowała jej elektrownie cieplne i poważnie uszkodziła sprzęt. PAP Na podstawie decyzji Bidena USA będą kontynuowały wzmożone dostawy broni dla armii ukraińskiej AUTOPROMOCJA 06X1224275 Magazyn do nabycia w salonach prasowych Sprawdź w MotoSalonie! Cenne jak aut Czy wiesz ile kosztują dzisiaj samochody? Sprawdź w najnowszym cenniku aut na polskim rynku. Ceny wszystkich nowych samochodów, od najtańszego do najdroższego, w sześciu segmentach: samochody spalinowe, miękkie hybrydy, hybrydy samoładujgce, hybrydy plug-in, elektryczne i wodorowe. KOSZALIN/SŁUPSK/SZCZECIN Reinoiiow c7 Piątek, 27.12.2024 ROZMOWA Szczęśliwa matka transpłciowych bliźniąt str. 14-15 SZTUCZNA INTELIGENCJA Chatowi GPT zadaliśmy temat artykułu. Zobacz, jak się spisał str. 16 LUDZIE Wiesław Bandua przez rok konstruował olbrzymią szopkę str. 17 RECENZJE Dużo wolnych dni? To może znajdź czas na książkę str. 18 tffejllll ■ • I ' !Sfi* .l:!' u'"..:': "V;":? Obiecanki cacanki. Czy da się dotrzymać postanowień noworocznych Samo się nie zrobi, trzeba w to włożyć nieco wysiłku, ale są sposoby na to, żeby dotrzymać obietnic złożonych samym sobie. Jakie? Zna je Aneta Matyjaszek str. 10-12 10 'A Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 Planuj, decyduj, zapisuj i działaj! Nowy Rok 2025 będzie twój Magdalena Olechnowicz Rozmowa Z Anetą Matyjaszek, co-achem, trenerką asertywno-ści, doradczynią zawodową ze Słupska, rozmawiamy 0 postanowieniach noworocznych. Skąd wziąć odwagę do zmian? I jak nasze postanowienia realizować, aby w grudniu nie trzeba było ich przepisywać na rok następny? Koniec roku, więc nadszedł czas na podsumowanie. No 1 okazuje się, że z tych naszych postanowień nic nie wyszło. Na liście plany były ambitne -zmiana pracy, dieta, siłownia i jeszcze dorzućmy hiszpański. A co? Ja nie dam rady? No i nie dałam. I co teraz? Planować znowu czy nie planować? Oczywiście, że planować. Tylko mądrzej. Czyli jak, żeby udało się zrealizować? Zapisanie samych celów nie wystarcza. Zapisanie celów to dopiero początek pracy. Ważne, żeby mieć jakiś system. Ja najpierw robię podsumowanie. I nie wystarczy powiedzieć sobie: „ojej, kiepski to był rok. Tylu rzeczy nie zrobiłam". Zadajmy sobie wtedy pytanie: w ilu procentach zrobiłam? A jak zrobiłaś w siedemdziesięciu, to cel został osiągnięty czy nie? Na przykład chodziła pani trzy miesiące lub sześć na siłownię zamiast roku. Jednak nie do końca. Nie byłam systematyczna. Miałam schudnąć 10 kilogramów. A schudłam pięć, i co? I schudła pani pięć kilogramów, co oznacza, że cel został osiągnięty w pięćdziesięciu procentach. Pytanie jeszcze, w jakim okresie miało być osiągnięte te dziesięć kilogramów. Często jest tak, że skupiamy się na tym, czego nie zrobiliśmy, zamiast patrzeć na to, co osiągnęliśmy. Bywa, że tego nie doceniamy. To częsty błąd. Czyli musimy precyzyjniej określać cele? Tak, warto doprecyzować, kiedy chcemy ten cel osiągnąć. Bo pięć kilogramów to jest sukces. I często my tak ignorujemy to, co już osiągnęliśmy. Mamy cel w siedemdziesięciu procentach zrealizowany, a mówimy, że kiepsko nam po- szło. Hej, stop! To jest cel osiągnięty w siedemdziesięciu procentach. To lepiej niż nic. To lepiej niż zero. Jest jakiś progres. I my często tak punktowo załatwiamy sprawę. Kluczem jest tutaj zapisanie sobie, przeanalizowanie i ujęcie tego wliczbę. I mówię to jako hu-manistka. Nie jestem księgową. Natomiast liczby są neutralne. I nie kłamią. Za to pokażą nam jasno, w którym miejscu jesteśmy. Czyli na przykład, przez sześć miesięcy chodziłam na siłownię, podczas gdy w poprzednim roku nie byłam ani razu. I to jest fakt. Czyli doceniać to, co już się zrobiło? Tak, bo może się okazać, że jeszcze rok wcześniej w ogóle się nie ruszyłam na tę siłownię. I teraz w kontekście tego, jaki bierzemy okres do analizy - najlepiej dłuższy, nie taki punktowy, jednorazowy, że raz poszłam na tę siłownię, widzimy, czy jest ten progres, czy nie. I jeżeli nasz cel zrealizowaliśmy nawet na te dwadzieścia procent czy dziesięć, to może szału nie ma, plan był trochę inny, ale jednak jakiś postęp w tym zrobiliśmy. To dowód na to, że mogę. Dlaczego to jest ważne, aby zacząć od analizy tego, co już zrobiliśmy w kontekście naszych celów? Aby się wzmocnić. Aby sobie, mówiąc kolokwialnie, nie dowalać. A często tak jest przy podsumowaniu roku. Mówimy: „Boże, to był fatalny rok. Nic mi nie wyszło. Hiszpańskiego się nie nauczyłam, nie schudłam, pracy nie zmieniłam". Depresyjnie się robi. Jak tu teraz podejść do nowego roku, żeby za rok jednak mieć jakąś radość z tego, co nam wyszło? Ważny jest punkt wyjścia. W ilu procentach ten hiszpański opanowałam. Czy w ogóle zaczęłam cokolwiek mówić? Potrafię powiedzieć „cześć, dzień dobry, jaka jest pogoda"? I to jest ważne, aby siebie wzmocnić, trzeba też docenić. Zapisać, w ilu procentach nam wyszło. Tyle razy byłam, tyle zrobiłam... To jest taki pierwszy etap. I ważne, by skupiać się na tej jasnej stronie mocy. Czyli na tym, co zrobiliśmy. Jeżeli nic, nawet nie ruszyliśmy tematu, no to jesteśmy na zero. To też dobry punkt wyjścia. Kolejny etap? To zastanowienie się nad tym, dlaczego nie poszliśmy dalej, dlaczego zrezygnowaliśmy z siłowni. My bardzo sami lubimy się zadręczać. A co, kiedy nie zrealizowaliśmy swojego celu w stu procentach, bo naprawdę była ważna przyczyna? Rozchorowaliśmy się, coś się w domu wydarzyło... To też warto sobie to powiedzieć: „Po prostu nie miałam czasu, bo musiałam się dziećmi zająć, chorą mamą" i tak dalej. To są ważne rzeczy. To jest kwestia priorytetów życiowych, które mamy. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Zdecydowanie! Jeżeli rodzina mi choruje i mam się zająć swoimi bliskimi, to dla mnie siłownia nie będzie priorytetem. Ale na koniec roku zapominam o tym i bez mrugnięcia okiem katuję się z tego powodu, że nie poszłam. Więc to jest kolejny element skutecznego ustalania celów i ich realizacji. Jeżeli po prostu nie poszłam, bo mi się nie Chciało, to powiedzenie sobie prawdy też jest wyzwalające. „Nie chciało mi się. Byłam leniwa. Ale teraz to zmienię" - to może nam dać siłę, żeby znowu podjąć wyzwanie. Jednak często zmian się boimy. Jeżeli mówię: „zmienię w końcu tę pracę" i tego nie robię, to może problem tak naprawdę tkwi wtym, że my się boimy tej zmiany. Dlaczego boimy się tak bardzo, że nie jesteśmy w stanie tej zmiany dokonać? Od wielu lat pracuję z klientkami, którymi są głównie kobiety. Każda z nich - choć chce zmiany - przyznaje, że pod spodem jest strach o coś. Zmiana ma być pozytywna -chcemy lepiej zarabiać, mieć satysfakcję z pracy, chcemy robić to, co kochamy. To są świetne rzeczy. Jak najbardziej powinniśmy do tego dążyć. Ale jest też cena do zapłacenia za realizację celów... O tym rzadko się mówi, bo to niewygodne. Coś zyskamy, ale coś stracimy. Zgadza się. Musimy usiąść, przeanalizować i zdecydować, czy i co chcemy zaryzykować. Jeżeli chcemy otworzyć swoją firmę, weźmy pod uwagę, że przez trzy miesiące albo i dłużej będziemy bez pensji. Już nie będzie tego zabezpieczenia w postaci wynagrodzenia wpływającego co miesiąc na konto. Trzeba to wziąć pod uwagę. Załóżmy, że jestem na etacie, mam stabilną pracę i regularne wpływy, ale nie jestem do końca zadowolona. Jeżeli chciałabym to zmienić i otworzyć własną działalność, poniosę duże ryzyko. Trudno odpowiedzieć na pytanie, czy zaryzykować? Przede wszystkim należy skalkulować to ryzyko. Jak duże jest i z czym ono się wiąże. Dla osób, które pracują na etacie, to na pewno będzie duża zmiana. Bycie przedsiębiorcą, zmaganie się z tymi zimnymi wiatrami na rynku pracy, opłaty, zobowiązania, szukanie klientów - to jest naprawdę duże wyzwanie. Samemu sobie trzeba tę pensję wypłacać. Tutaj musi być samodyscyplina. Dobrym rozwiązaniem jest spróbować działać jako przedsiębiorca, pracując na etacie; popróbować osadzić się w tej roli i zobaczyć, jak nam z tym jest. Żeby też nie wyskakiwać bez planu z pędzącego pociągu. Ceną do zapłacenia będzie czas, jaki trzeba poświęcić na pracę etatową i rozwijanie biznesu, być może kosztem będzie też czas spędzany z rodziną. Czyli rozważnie tę decygę należy podjąć, nie „na sponta-nie", bo mam dość, rzucam papierami, zaczynam swoje? Czasami życie nas stawia pod ścianą i zmusza do szybkiego działania. Gdy słyszymy: „Do widzenia, oto wypowiedzenie, dziękujemy pani". To wtedy trzeba się ogarnąć i to jest inna sytuacja. Nie ma za bardzo czasu na strategię i planowanie. Jednak czasami to nawet ułatwia nam decyzję. Niektórzy mówią, że jakbym dostała takiego kopa w tyłek, to bym zaczęła działać. Tak, ja sama miałam koleżanki i klientki, które marzyły o tym, żeby szef przyszedł i powiedział: „zwalniam panią". Wtedy sytuacja staje się jasna. Ogarniamy się i działamy. Ale nie zawsze tak jest. Jeśli chcemy żyć po swojemu, ta zmiana musi być zaplanowana. Dobrze jest zająć się tym lękiem, o którym mówiłyśmy. Ważne jest, by wiedzieć, z czego ten lęk wynika. Nie lekceważyć go, nie zamiatać tego pod dywan. Bardzo lubię powiedzenie: „bój się i rób". Sama je stosuję. Ale uwaga: fajnie to brzmi i przychodzi moment, kiedy trzeba przestać rozważać, analizować, debatować, myśleć, tylko zamknąć oczy i skoczyć - podjąć decyzję i zacząć działać. Jednak to końcowy etap całego procesu ustalania celów i planowania. Skakać i niech się dzieje wola nieba? Gdy już wszystko jest przeanalizowane, działaj. Natomiast zanim jeszcze coś się stanie, przejdź ten etap przygotowawczy, aby ten skok był w miarę bezpieczny. Zwłaszcza jeżeli ma się rodzinę, kredyt, opłaty, różne zobowiązania, no to warto wtedy... Podejść rozważnie... Tak, rozważnie, nie romantycznie. Ale właśnie zobaczyć, co się dla nas kryj e za tym lękiem. Być może powodem jest nasza niska samoocena, zaniżone poczucie własnej wartości, brak asertywności. Jeżeli tym się najpierw nie zajmiemy, to potem może być ciężko realizować cele na przykład prowadząc własną firmę. Ale jak się tym zająć? Przede wszystkim podejść do tego z uważnością na siebie. W jakich kontaktach z ludźmi czuję, że jestem mało warta, że ta moja samoocena spada albo że po prostu czuję się wręcz beznadziejna. Czy to są jakieś osoby, które na to wpływają przez to, co mówią, przez swoje zachowania? A może wszystko dzieje się tylko w mojej głowie? Dobrze jest złapać te momenty i zapisywać. Nie w głowie, bo tam będzie jeden wielki mętlik, ale założyć sobie taką teczkę lub plik w komputerze „top se-cret", w którym będziemy zapisywać swoje spostrzeżenia, refleksje, teksty, które nas ranią, denerwują. To materiał do analizy i zauważenia, jakie teksty, sytuacje bijąbardzo mocno we mnie. Przykładowo, jak byłam pół roku tylko na siłowni, a miał być rok - to co, beznadziejna jestem, odczuwam porażkę? To jest bardzo ważne. To, co mówimy o sobie do siebie, jest nawet ważniejsze niż to, co inni o nas mówią. Bo słowa mają moc? Tak. Jeżeli my sobie jeszcze dowalamy, to jest o wiele silniejsze nawet niż to, co inni ludzie powiedzą. Jesteśmy dorośli i możemy się odciąć od tych ludzi, ale ze sobą jesteśmy 24 godziny na dobę. I teraz, jeżeli my traktujemy siebie z okrucieństwem, jesteśmy dla siebie bezlitośni, to dlaczego oczekujemy, że ktoś inny będzie traktował nas dobrze? Jest taka książka, której tytuł jest znaczący: „Naucz ich, jak mają cię traktować". Ale naucz się też, jak traktować siebie dobrze. Już czas dowalania sobie minął. Teraz czas na pracę z naszymi myślami, przekonaniami i stanięcie po jasnej stronie mocy. To wiąże się z uznaniem faktów: „No dobra, nie zrobiłam tego w takim zakresie, jak planowałam, ale zrobiłam xi y". Przy okazji chcę się odnieść do pewnego trendu, który widzę od jakiegoś czasu w mediach oraz na niektórych szkoleniach z obszaru rozwoju osobistego. Niektórzy twierdzą, że lepiej nie używać słowa „porażka", bo są tylko „lekcje i wyzwania". Nie zgadzam się z tym. Jak to rozumieć? Jestem zwolenniczką patrzenia prawdzie w oczy, bo wierzę, że prawda może nas wyzwolić. I dlatego ponoszę porażki z pełną odpowiedzialnością. Jeżeli wytniemy porażki ze swojego słownika, a więc poniekąd i ze swojej świadomości, to - moim zdaniem -unikamy odpowiedzialności. Bo jeżeli nie ponosimy porażek, a mamy lekcje, to co potem z tym się dzieje? Nie za bardzo ta koncepcja mi pasuje. Wolę jednak mierzyć się z porażkami. Mogą być piękną i ważną lekcją, o ile wyciągniemy z nich wnioski. Porażkę traktuję jak szczepionkę przeciw zadufaniu i arogancji. Tak, ponoszę porażki, bo jestem człowiekiem, nie robotem. One uczą mnie właściwie rozumianej pokory. Wiem, że to dzisiaj niemodne słowo, powoli wykreślane ze słownika. A jednak ważne dla właściwego budowania dobrych relacji z innymi i z samym sobą. To ona daje nam gotowość do tego, by przyznać się do błędu i naprawić to, co zepsuliśmy, choćby przez przeprosiny. Widzę, jak dla niektórych to jest bardzo trudne, bo Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 ROZMOWA II ' S i W: mm ''M, PBi Aneta Matyjaszek - coach i trenerka asertywności myślą, że ucierpi na tym ich poczucie własnej wartości. Ale to tak nie działa. Bo jeśli ktoś ma zdrową samoocenę, zna swoją wartość i jest naprawdę asertywny, to nie będzie miał poczucia bycia gorszym, słabszym, jeśli przyzna się do porażki. Tak, jak wspomniałam wcześniej - ważne jest, co z tą porażką zrobimy. Nawet jeżeli jesteśmy na zero w osiąganiu swoich celów, nawet palcem nie ruszyliśmy, jeżeli chodzi 0 ten hiszpański, siłownię, odchudzanie, to po pierwsze 1 najważniejsze: stanąć wprawdzie o tej sytuacji i uznać, że nawaliłam, nie powinnam tak robić. Wziąć na klatę? Tak, na klatę. Ale znowu do tego potrzebujemy właściwej, adekwatnej samooceny, poczucia własnej wartości i asertywności. Czyli wziąć na klatę, ale żeby nas to nie przytłoczyło, nie zrównało z ziemią? Im więcej pracy wykonamy u fundamentów, głęboko, gdzieś tam u podstaw, tym po prostu lepiej sobie będziemy radzić z porażkami, potknięciami i trudnymi sytuacjami. Nasze zachowania, to, czy realizujemy cele, czy nie, to jest tak naprawdę czubek góry lodowej. Kiedy wykonamy tę głęboką pracę nad sobą, czy to podczas co-achingu, czy podczas terapii, to potem lepiej będziemy sobie radzić. W realizowaniu celów potrzeba też pewnej samodyscypliny. Warto zamknąć temat i pójść dalej... Zamknąć w sensie „nie rozdrapywać", nie użalać się nad sobą, ale i nie obwiniać innych. I to jest jedna rzecz. Druga rzecz, spróbować naprawić, zmienić to, co nie wyszło. To jest etap wyciągania tych wniosków. Inaczej to będzie bezużyteczne doświadczenie. Niczego nas nie nauczy. Warto przyjrzeć się sytuacji, nad którą chcemy pracować, z ciekawością - tak, jak byśmy podeszli do sprawy przyjaciela - z zaangażowaniem, ale jednak patrząc z boku. Tutaj pomocne mogą być pytania: Co mi ta sytuacja powiedziała o mnie? Czego mnie nauczyła? Jakie wyciągam wnioski na przyszłość? Sama jestem zwolenniczką dawania drugiej, a czasami nawet trzeciej szansy. Każdemu zdarzają się błędy. Sama, będąc w takiej sytuacji, chciałabym, żeby ważne dla mnie osoby dały mi tę drugą czy nawet trzecią szansę. Popełniamy błędy, aby uczyć się pokory. To dzięki niej możemy wyciągać cenne lekcje. To już posypaliśmy głowę popiołem, bierzemy porażkę na klatę i idziemy do przodu. No i skąd wziąć tę odwagę do zmian? Taki jest tytuł pani szkolenia motywacyjnego dla kobiet... Ta odwaga do zmian to jest pewien proces, który ma etapy, wymaga przygotowania, podejmowania małych decyzji, żeby potem podejmować te większe. Jeżeli w tych drobnych rzeczach nie wykażemy się odwagą, kiedy na przykład trzeba zaprotestować, gdy komuś dzieje się krzywda, albo zwrócić uwagę, bo ktoś przy nas używa wulgaryzmów, to jak mamy odważnie zmieniać życie? Często pytam ludzi: dlaczego nie reagujesz? W odpowiedzi słyszę: „bo się boję zwrócić uwagę". Jeśli takie zachowania (czyli brak reakcji) stają się powszechne, to jesteśmy w czarnej dziurze jako społeczeństwo. Więc jeżeli boisz się takich małych rzeczy, boisz się odezwać, kiedy czyjeś zachowanie ci nie odpowiada, to jak ty chcesz osiągnąć jakieś wielkie cele? A zmiana - na przykład zawodowa - założenie biznesu, odejście z etatu, przekwalifikowanie się, to jest naprawdę duży cel i do tego długoterminowy. To nie jest krótka piłka ani prosta sprawa. Bądź najpierw odważny w małych rzeczach, to te większe przyjdą ci z łatwością. Nie mówię, że będzie bez problemów, ale na pewno przyjdą ci łatwiej. To jest ćwiczenie mięśnia odwagi. Trenujmy na małych rzeczach? Tak. Boisz się być asertywna? OK, no to spróbuj w pewnym momencie powiedzieć szefowi, że nie możesz zostać po godzinach. To jest ten drobiazg, na którym możesz to ćwiczyć. Jeżeli wszyscy oczekują od ciebie 12 dań na święta, a ty po prostu jesteś w pracy albo nie masz ochoty tego robić - powiedz: „nie, kochani, pięć dań nam całkowicie wystarczy. Koniec i kropka. Bo to ja decyduję. A jeżeli chcecie i2, to zapraszam do pracy. Możecie je zrobić. Ja zrobię pięć, wy zrobicie całą resztę". No właśnie, pięć nam starczy, czy te kolejne dokupić, żeby sprostać wyzwaniom otoczenia? U mnie nigdy nie ma 12 dań, bo nie lubię wyrzucać jedzenia. Nie musimy się dostosowywać do oczekiwań innych. Tak, to jest piękna tradycja. Ale jeżeli te zewnętrzne elementy przesłaniają istotę świąt, to warto to przemyśleć. Bo tak naprawdę, komu chcemy się przypodobać - sobie, ludziom, teściowej? Nie dziwię się, że święta Bożego Narodzenia są na liście j ed-nych z najbardziej stresujących wydarzeń w życiu dla wielu osób... Ciąg dalszy na stronie12 12 • ROZMOWA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 Ciągdalszy ze str. 10-11 Wracając do postanowień i zmian. A może czasami niepotrzebnie na siłę chcemy coś zmieniać? Stawiamy tę poprzeczkę wysoko, a może wcale nie jest tak źle? Może ta zmiana wcale nie jest nam potrzebna? Kiedy wiadomo, że to już jest czas na zmianę? Zmiana niejedno ma imię. Często zmiana w kontekście zawodowym rozumiana jest jako przejście z jednej firmy do drugiej albo ewentualnie awans, porzucenie etatu na rzecz działalności gospodarczej lub odwrotnie. Ale to nie tylko o to w zmianie chodzi. Czasami zmiana zachodzi na poziomie mentalnym. Miałam niedawno klientkę, która chciała odejść z firmy. Stwierdziła, że ma dosyć. W trakcie rozmowy sama zauważyła, że świetnie jej płacą, ma dobre warunki, szanują ją, doceniają, jakiś tam awans się szykuje. Ale czuła, że potrzebuje już czegoś więcej . To był więc moment, kiedy uznała wartość tego, co ma. Ale też zobaczyła, że to, co ma, już jej nie wystarcza, * dlatego zgłosiła się do mnie, bo czegoś zaczęła szukać. I to jest taki dobry sygnał, że może czas już na zmianę. To dobry moment napytania: Czego ja tak naprawdę chcę? Czego pragnę? Te pragnienia są niesamowicie ważne. Ale trzeba rozróżnić, czy one są naprawdę nasze, czy chcemy realizować cudze cele, żeby na przykład zasłużyć na aprobatę. Czy mąż wywiera na nas presję, bo za mało zarabiamy? A może chcemy dorównać lepiej sytuowanym znajomym, którzy jeżdżą kilka razy w roku na wakacje, mają piękny dom, a my ciągle mieszkamy bloku? Dla kogo » my ten cel chcemy zrealizować i z jakiego powodu? Chęć dorównania komuś to nie jest dobra motywacja. To będzie bardzo frustrujące zadanie. Oczywiście, da się; wiem, że się da, ale jest ogromna cena do zapłacenia za to. Czyli ważna jest dobra motywacja? Ważna jest właściwa motywacja. Pytanie, na ile ten cel jest tak naprawdę nasz? Na ile my tego pragniemy i z jakich powodów? Kiedy już widzimy, że potrzebujemy zmiany, potrzebujemy świeżego powietrza, nowych wyzwań w pracy, prześpijmy się z tym. Pytanie, czy to, co dzisiaj sobie wymyślimy, jutro r będzie tak samo aktualne i ważne dla nas? Jeżeli widzimy, że to w nas pracuje, wraca do nas, znowu dajmy temu czas. Niech dojrzeje jak ciasto drożdżowe. Kiedy widzimy, że to rośnie, wciąż jest w nas żywe, to jest dla nas ważny sygnał. To oczywiście Aneta Matyjaszek jest autorką ebooków o zmianie zawodowej oraz książki „Trzy góry do zdobycia. Jak odpocząć i odnaleźć drogę do siebie" bardzo subiektywne odczucie. Więc tutaj znowu uważ-ność na siebie jest niezwykle istotna. Natomiast kiedy widzimy, że to w nas dojrzewa i już od pół roku o tym myślimy, to znaczy, że to jest nasze. Możemy to przedyskutować z bliskimi, z takimi osobami jak ja - czyli z coachem, doradcą zawodowym - żeby to sobie pooglądać z różnych stron, z różnych perspektyw i popracować z tym. Warto popatrzeć w przyszłość, żeby wyobrazić sobie, jak zmieni się moje życie, moja sytuacja, kiedy już ten cel osiągnę. Celem jest osadzenie się w wymarzonej przyszłości. Na tym etapie jako coach zadałabym pytania: Jak się będziesz wtedy czuła? Co się stanie? Co się wydarzy i co się nie wydarzy? A jeśli rzeczywistość kompletnie zrujnuje te nasze wyobrażenia i okaże się, że dokonaliśmy tej zmiany, ale to nie takmiałobyćiniejfesttak pięknie, jak sobie to wszystko wyobrażaliśmy. Co wtedy? Zapytałabym: A jak sobie pani to wyobrażała? Kluczowe są tutaj odpowiedzi. Bo jeżeli słyszę: „że będzie fajnie, będę więcej zarabiać, no i tak w ogóle, że będzie super", to znaczy, że ten cały proces związany z ustalaniem celu i planowaniem, o którym powiedziałam, po prostu nie był zrobiony. Co to znaczy fajnie? Co to znaczy, że będzie super? Co to znaczy, że będzie pani więcej zarabiać? O ile? Brakuje w tym wszystkim konkretów. Ale już to zrobiliśmy, wskoczyliśmy do tej wody, nie ma odwrotu, nie możemy się cofnąć, to co dalej? Zaczynamy podejście do procesu od nowa? Robimy kolejny krok? Znany felietonista Stefan Kisielewski powiedział kiedyś: „To, że jesteśmy w d..., to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać". Parafrazując te słowa: jakjuż je- steśmy w tej d..., to się już w niej urządźmy. Przynajmniej na ten moment. Każda zmiana to jest duży wysiłek organizacyjny, ale też energetyczny. Więc w takiej sytuacji zalecałabym spokój. Spróbujmy się urządzić. Warto uważnie się rozejrzeć i zobaczyć, jakie możliwości mamy. Bo zawsze jakieś są? Tak. I właśnie o to chodzi w trzymaniu się tej jasnej strony mocy. Jakjuż naprawdę wszystko zawiedzie, to po prostu baw się dobrze i wykorzystaj tę sytuację maksymalnie, bo jak powiedział Churchill: „Nie pozwól, aby dobry kryzys się zmarnował". Nawet jeśli wszystko dobrze zaplanowałeś, to gwarancji na sukces nie ma. Życie jest tak zmienne. Wystarczy, że jakiś jeden element wypadnie, następuje efekt domina. Nie przewidzimy wszystkiego. I wtedy pamiętajmy, aby mieć dystans do siebie i poczucie humoru, bo inaczej wszyscy zginiemy. Nie katujmy się. Czasami wystarczy obrócić sytuację w żart, żeby zmienić perspektywę. Zamykając klamrą naszą rozmowę. Jak zapisać te nasze postanowienia, aby się udało je zrealizować i nie trzeba było ich przepisywać w grudniu 2025 na kolejny rok 2026? Najpierw zróbmy listę wszystkiego, co nam przyjdzie do głowy, aby wyjąć to nasze myślenie ze schematów i aby się już na początku nie zablokować poprzez ocenianie swoich pomysłów Można to zrobić na przykład za pomocą mapy marzeń, która uwalnia nasze myślenie ze schematów. Ale wystarczy też, że napiszesz, o czym marzysz - stworzysz swoją listę życzeń. Tutaj pomocne będą pytania: Gdyby wszystko było możliwe, co byś chciał, aby się wydarzyło w nowym roku? Gdyby nie było ograniczeń finansowych, wiekowych, mentalnych, formalnych, prawnych, co byś zrobił? Zapisz to wszystko. Potem spójrz na tę listę. Z jakiegoś powodu mam takie pragnienia, a nie inne. Wiadomo, że jeżeli ktoś ma duże i długoterminowe cele, to w ciągu roku może nie udać nam się ich osiągnąć. Ale warto rozbić je mniejsze, wybrać, jakie cele są najważniejsze dla nas na ten roki z jakich powodów? Można do tego wykorzystać popularną metodę SMART/ SMARTER. Czyli? To chyba najbardziej znany sposób ustalania celów. Nazwa powstała od pierwszych liter angielskich słów: S - „spe-cific", tłumaczone na język polski jako sprecyzowany, M -„measurable", czyli mierzalny, A - „attractive" - atrakcyjny, R - „realistic" - realistyczny, T - „time - based" co można przetłumaczyć jako terminowy, określony w czasie. A metoda SMARTER to nic innego, jak SMART rozszerzona o dwie dodatkowe litery: E - „exciting", czyli ekscytujący, oraz R - „recorded" -zapisany. Czyli trzeba wziąć pod lupę jeden cel, na przyldad: chcę schudnąć. I określić go zgod-nieztą metodą? Tak. S oznacza, że cel musi być konkretny. Jeżeli napiszę, że chcę być piękna, to jest to względne i mało konkretne. Dla każdego piękno oznacza coś innego. Dalej mamy M -czy dobrze określony cel jest mierzalny, np. w kilogramach, złotych itp. Potem mamy A -cel powinien być ambitny, atrakcyjny dla nas. R - czy cel jest dla nas realistyczny? Jeżeli na przykład chcesz zarobić milion w ciągu następnego roku, to ile zarobiłeś w tym roku? Nie przebiegnę maratonu, jeżeli dotychczas nie biegałam wogóle... Są takie cuda, ale są to rzadkie przypadki... I ostatnia litera w podstawowej nazwie metody: T - określ, w jakim czasie chcesz ten cel osiągnąć. Jeżeli chcesz schudnąć 10 kilogramów w ciągu miesiąca, to wracamy do punktu R - czy jest to cel realny? Kolejne litery w rozszerzonym wariancie, to E - czy jest on ekscytujący, czy wzbudza w nas emocje? Jeżeli nie porusza naszego serca, nie cieszy nas, to pytanie, czy on jest nasz? No i zostaje jeszcze R - zapisanie, utrwalenie tego celu. Moim zdaniem, najlepiej robić to ręcznie długopisem, ołówkiem, kredkami na kartce. Można też malować symbole. Zapisz, aby wiedzieć i ocenić postępy. To ma naprawdę dużą moc. A potem już tylko działaj! ©® Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 MAT! RIAI INFORMACYJNY • 13 MATERIAŁ INFORMACYJNY ORLEN S.A ORLEN integruje segment poszukiwań i wydobycia Wydobycie gazu ziemnego przez Grupę ORLEN odgrywa istotną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego Polski. W roku 2023 wyniosło ono ok. 7,1 mld m3 zarówno ze źródeł krajowych jak i zagranicznych, czyli odpowiadało za ponad 40% zużycia błękitnego paliwa w Polsce. Grupa ORLEN najwięcej gazu wyprodukowała w 2023 r. ze złóż krajowych - ok. 3,4 mld m3 zaspokajając ok. 20% zapotrzebowania na ten surowiec. Co szczególnie istotne krajowe wydobycie daje najpewniejszy dostęp do błękitnego paliwa i tym samym zmniejsza zależność od importu gazu. Jednak nie tylko ono stanowi o sile segmentu poszukiwań i wydobycia w Grupie ORLEN. Na Norweskim Szelfie Kontynentalnym eksploatację węglowodorów prowadzi spółka zależna - ORLEN Upstream Polska. W 2023 roku wydobycie w tym regionie wyniosło około 3,1 mld m3, ale już w roku bieżącym planowany jest jego wzrost aż o 50 % do ok. 4,5 mld m3. Warto wspomnieć, że gaz wydobywany ze złóż w Norwegii dostarczany jest do Polski poprzez gazociąg Bal-tic Pipe. Skalę działalności segmentu upstream Grupy ORLEN i jej globalny charakter najlepiej obrazują liczby. Grupa jest obecna na 5 kontynentach, prowadzi eksploatację węglowodorów w 5 krajach, a w 8 posiada zasoby, działa w oparciu o 360 koncesji, eksploatuje 239 złóż i 2377 odwiertów. Udokumentowane zasoby ropy i gazu Grupy ORLEN wyniosły na koniec ubiegłego roku 1,3 mld boe, z czego aż 75% stanowił gaz ziemny. Dodatkowo bezpieczeństwo dostaw gazu, zapewniane przez obszar upstream, wzmacnia realizowana przez ORLEN inwestycja w rozbudowę największego magazynu gazu w Polsce - PMG Wierz-chowice. Dzięki inwestycji łączne krajowe zdolności magazynowania gazu wzrosną w ciągu dwóch najbliższych lat aż o 1/4 do ponad 4 mld m3. Konsolidacja krajowych aktywów upstream W wyniku połączenia ORLEN z PGNiG oraz Lotos w 2022 roku, w Grupie ORLEN znalazły się krajowe aktywa poszukiwawczo-wy- mm Ul ■?' '4Ł dobywcze umiejscowione w kilku podmiotach. Aby zwiększyć efektywność zarządzania tym ogromnym potencjałem, koncern podjął decyzję o ich konsolidacji w jednej spółce - ORLEN Upstream Polska. Finalizowany obecnie proces obejmuje następujące podmioty: ORLEN Upstream Polska, ORLEN Petrobaltic i LOTOS Upstream oraz Zespół Oddziałów PGNiG ORLEN S.A. wraz z podziemnymi magazynami gazu. Integracja aktywów poszukiwaw-czo-wydobywczych będzie się opierać w największym stopniu na zasobach byłego PGNiG, które zarówno w zakresie rzeczowym, jak też kompetencyjnym będą głównym i zasadniczym elementem spółki ORLEN Upstream Polska. Wkład pozostałych spółek wzmocni posiadane kompetencje i wzbogaci doświadczenia, co w efekcie przyczyni się do jeszcze efektywniejszej realizacji procesów oraz usprawni proces zarządzania tym dużym obszarem. Stworzenie jednego, silnego podmiotu w segmencie upstream Grupy ORLEN, umożliwi maksymalizację efektywności ekonomicznej i operacyjnej posiadanych krajowych zasobów wydobywczych. Ich integracja poprawi efektywność wydobycia gazu w Polsce, co stanowi cel nadrzędny. Zapewnienie stabilnego krajowego wydobycia gazu w długoletniej perspektywie znacząco wzmocni bezpieczeństwo dostaw tego surowca do odbiorców, będąc jednym z jego najpewniejszych fi- larów. Ponadto w wyniku reorganizacji segmentu poszukiwań i wydobycia w ramach ORLEN S.A. powstaje centrum kompetencyjne ds. upstream. Będzie ono odpowiedzialne za rozwój i koordynację działań oraz standaryzację i synergie procesów w całym łańcuchu wartości w tym segmencie a także poza nim (np. CCS czy magazynowanie wodoru). Prowadzony nadzór obejmie wszystkie aktywa poszukiwawczo-wydobyw-cze obszaru upstream Grupy ORLEN, zarówno krajowe jak i zagraniczne, a także potencjał spółek stricte serwisowych, czyli usługowych dla upstream, takich jak: Geofizyka, Exalo Drilling oraz ORLEN Technologie. Tradycja i nowoczesność Segment poszukiwań i wydobycia Grupy ORLEN wyrasta z bogatego dziedzictwa tradycji górników, gazowników i naftowców. Etos górniczy, przekazywany od pokoleń, nie tylko się nie zestarzał, ale dzisiaj wydaje się być jedną z poszukiwanych kompetencji przyszłości. Potwierdzeniem tej tezy są wyniki segmentu upstream, które wnoszą znaczący wkład w dochody całego koncernu. Kolejnym dowodem jest fakt, że budowany przez lata w Polsce efektywny system ośrodków kopalń utrzymuje wydobycie gazu na relatywnie wysokim i stabilnym poziomie, co zresztą jest głównym celem również w latach kolejnych. Know-how pracow- ników segmentu poszukiwań i wydobycia Grupy ORLEN, którzy eksploatują obecnie w kraju przeszło dwa tysiące otworów, jest imponujące. Wiedza zdobyta przy odkryciach największych krajowych złóż ropy i gazu oraz kilkadziesiąt lat zgromadzonych doświadczeń sprawiają, że upstream w Grupie ORLEN ma dobrze zidentyfikowane struktury geologiczne znacznej części kraju, związane przede wszystkim z zasobami węglowodorów, ale także innych surowców. W oparciu o narzędzia geofizyczne 2D rozpoznane zostały profile sejsmiczne o dł. ok. 180 000 kmb, czyli blisko 4,5 długości równika. Z kolei realizowane od 1993 roku prace polowe 3D umożliwiły rozpoznanie geofizyczne 0 powierzchni 23 550 km2. Czerpiąc z bogatego doświadczenia a jednocześnie korzystając z najnowocześniejszych rozwiązań stosowanych w branży, segment poszukiwań i wydobycia Grupy ORLEN łączy tradycję z nowoczesnością. Dodatkowy gaz z krajowych złóż ORLEN nie tylko poszukuje nowych złóż, ale optymalizuje także procesy poszuki-wawczo-wydobywcze, dzięki którym zwiększa wydobycie ze złóż eksploatowanych już od wielu lat. Jednym z przykładów takich działań jest budowa tłoczni gazu ziemnego w Kopalni Kościan-Brońsko w województwie wielkopolskim, która została zakończona na przełomie listopada 1 grudnia 2024 r. Inwestycja pozwoli zwiększyć ogólne wydobycie gazu ziemnego z już eksploatowanych złóż o dodatkowe około 10 mld m sześć, i wydłuży okres eksploatacji kopalni o kilkanaście lat. Zwiększając efektywność segmentu upstream Grupa ORLEN odpowiada na wyzwania przyszłości, zarówno te dotyczące bezpieczeństwa energetycznego, jak również najważniejszego wyzwania naszych czasów - konieczności przeprowadzenia transformacji energetycznej i możliwości jej sfinansowania. Rozwijając obszar poszukiwań i wydobycia ORLEN nieustannie szuka nowych rozwiązań związanych nie tylko z wydobyciem węglowodorów. Jednym z przykładów takich działań jest przystąpienie, w październiku tego roku, do Polskiej Inicjatywy na Rzecz Naturalnego Wodoru, w której partnerami spółki są wybitne polskie ośrodki naukowe, prowadzące badania związane z wodorem, w tym także w zakresie jego poszukiwań: Akademia Górniczo Hutnicza, Państwowy Instytut Geologiczny - PIB oraz Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN. Inicjatywa wpisuje się w politykę ORLEN w zakresie współpracy ze środowiskami naukowym, którą koncern realizuje od wielu lat, a której wyniki wdraża w praktyce biznesowej. & 14 • ROZMOWA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 ■ i, : Jmil -'.v -JfpilP MM H&ilir y£\:hUj imlrEi ijfnffi Jestem mamą transplciowych bliźniąt i dobrze mi z tym Anna Czerny-Marecka Rozmowa Rozmowa z Moniką Ciesielską ze Szczecina, matką transplciowych 29-letnich bliźniąt Nie ma problemu, żeby przedstawić panią z imienia i nazwiska bez obaw, że ta rozmowa pani zaszkodzi? Nie, jestem oficjalnie wyau-towaną osobą, mamą akty-wistką, wspierającą rodziców osób transplciowych, sojuszniczką osób LGBTQ+. Współpracuję z Fundacją Transpłciowość w Rodzinie. Powadzę fanpage edukacyjny na Facebooku i Insta-gramie. Zawodowo pracuję w sekretariacie Liceum Plastycznego w Szczecinie. To praca w bardzo otwartej społeczności, wiedzą, czym zajmuję się poza pracą. Zacznijmy od początku, czyli narodzin bliźniąt. Na świat przyszły dziewczynki... Na świat przyszli chłopcy, ale wtedy o tym nie wiedzieliśmy. Moje dzieci zostały biologicznie określone jako dziewczynki. No bo w szpitalu określa się dzieci na podstawie genitaliów, więc oznaczone były jako płeć żeńska. Dość szybko okazało się jednak, że nie mieszczą się w stereotypie dziewczynek. Od dziecka były chłopczycami. Zamiast lalek, wolały samochody. I kiedy już mogły decydować cokolwiek o sobie, tak w wieku 8-10 lat, to sukienki, spódniczki, w które swoje bliźniaki ubierałam, poszły na bok. Moje dzieci nosiły dziewczęce imiona, ale ich zainteresowania były wręcz stereotypowo chłopięce. To panią jakoś niepokoiło? Nie, jako otwarta mama nigdy nie zwracałam na to uwagi, bo dla mnie nie miało znaczenia, czym dzieci się bawią i jak chcą się ubierać. Nie chcieli nosić sukienek, to nie nosili. Mówili również, że woleliby być chłopcami. Odpowiadałam: „Przykro mi, ale nie zawsze możemy mieć wszystko czego pragniemy". Akceptowałam ich inność i różnorodność, i niczego nie podejrzewałam, ponieważ nie miałam wtedy pojęcia, że jest coś takiego jak transpłciowość. I cały czas dla pani byli dziewczynkami? Tak, chociaż często też mówiłam, że to moje chłopaki, bo oni się tak zachowywali. Jak mieli 12 lat, zainteresowali się heavy metalem, więc chodzili ubrani na czarno, w glanach, ramoneskach, a ja się często śmiałam, że to moje synki. Kiedy byli dziećmi, zbytnio im to nie przeszkadzało, bo nigdy nie wywierałam na nich presji typu sukienka, lalka czy jakieś zabawy dziewczęce. Wszystko wydawało się OK do czasu, aż przyszedł okres dojrzewania. Pojawił się biust, miesiączka i to był ten najgorszy moment. Nie akceptowali swojego ciała, które zaczynało dojrzewać. Nie rozumieli, co się dzieje z ich organizmem i w ich głowach. Szukali odpowiedzi. I w wieku 12-13 lat moje bliźniaki wy aut o wały się jako lesbijki. To wydawało się tłumaczyć ich zachowania, więc wszystko do siebie pasowało. Nie miałam z tym problemu. Długo trwała ta pani nieświadomość, że tu nie chodzi o homoseksualność, tylko o transpłciowość? Nie tylko moja, ich nieświadomość także. Tak naprawdę dopiero cztery lata temu synowie wyautowali się i powiedzieli mi, że są transpłciowi, ponieważ oni na początku sami tego nie ro- Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 ROZMOWA• 15 zumieli. Wiedzieli tylko, że coś jest nie tak, że czują się chłopcami. W świecie wirtualnym od lat używali męskiej tożsamości. A dzień, kiedy powiedzieli mi o swojej transpłciowości, dobrze pamiętam, bo, jak na ironię, było to 8 marca, w Dzień Kobiet. Szok? Tak, przez chwilę, ale bardziej związany z tym, że jak ja teraz te swoje dzieci obronię przed światem. Czy nas zaakceptuje społeczeństwo, rodzina. Byłam bardzo przerażona, przepłakałam pierwszy tydzień, ale jednocześnie zaczęłam się edukować. Po kilku dniach zdałam sobie sprawę, że te moje bliźniaki są transpłciowe od urodzenia, tylko ja nie potrafiłam tego dostrzec, bo nic na ten temat nie wiedziałam. Oni też tego nie wiedzieli. Pewnego razu jeden z synów zapytał „wujka Google", co to znaczy, że czuje się facetem, i wtedy przeczytał 0 transpłciowości. Od tamtego czasu do coming outu minęły dwa lata. Co działo się już po tym, jak wyautowali się jako osoby transpłciowe? Zaczął się długotrwały, kosztowny, męczący proces tran-zycji, który trzeba przejść, żeby być sobą. Biologicznie 1 w świetle prawa. To nie jest tak prosto, jak mówił kiedyś pan Jarosław, że rano jesteś Zosią, a po południu Władkiem. To tak nie działa. Żeby rozpocząć proces tranzycji, potrzebnych jest wiele badań i konsultacji. Zresztą ja także wtedy oczekiwałam, że oni potwierdzą mi swoje słowa jakimś lekarskim orzeczeniem. Nie wierzyła pani, że to jest ostateczne wyjaśnienie tych wszystkich rzeczy w dzieciństwie i okresie nastoletnim? Jak wielu rodziców na tym etapie zastanawiałam się, czy może im się jednak nie odmieni. Był moment wyparcia, bo gdy życie zaczyna się komplikować, chciałoby się tego uniknąć, zaprzeczyć... Jednak z każdym momentem tej edukacji, którą wtedy zaczęłam, zdawałam sobie sprawę, że jednak oni są transpłciowi i żeby mogli być szczęśliwi, to muszą być sobą. Między innymi dlatego teraz jestem edukatorką, żeby pomóc innym zagubionym rodzicom. Bo i mnie inni rodzice kiedyś pomogli. jakie badania bliźniacy musieli przejść? Jest rozmowa z psychiatrą, żeby wykluczyć choroby psychiczne, które by mogły powodować taki stan niezgody ze swoją płcią. Są spotkania z seksuologiem, psychologiem, endokrynologiem. Jakieś leki? Nie ma leków na transpłcio-wość. Są hormony, przepisywane przez endokrynologów i ewentualnie wsparcie psychiatryczne. Dysforia (reagowanie agresją na stosunkowo błahe bodźce - dop. red.), brak akceptacji swojego ciała (dysmorfofobia - dop. red.), często depresja, fobia społeczna. Rozwiązaniem są leki antydepresyjne czy przeciwlękowe. Po potwierdzeniu przez specjalistów, że osoba jest transpłciowa, następuje tranzycja, czyli co? Mamy tranzycję społeczną, medyczną i prawną. Dużo ludzi przechodzi wszystkie te etapy, ale to nie jest konieczne. Niektórzy na przykład ujawniają się w społeczeństwie jako osoby transpłciowe, czyli dokonują tranzycji społecznej, i nie potrzebują niczego więcej. Tranzycja społeczna często jest pierwszym etapem korekty płci. Niepotrzebna jest do tego opinia specjalistów. Tranzycja medyczna z kolei to hormony oraz operacje. Czasem już same hormony powodują, że osoby się zmieniają i nie potrzebują nic więcej. Albo się nie decydują, bo ich nie stać. Operacje są bardzo kosztowne. Mastektomia (usunięcie piersi - dop. red.), a raczej ginekomastia (przerost sutków u mężczyzn -dop. red.) to cena około 20 tysięcy złotych, a w przypadku „dołu" trzeba wydać nawet 100-150 tysięcy złotych. No i jest trzecia tranzycja - prawna - to zmiana oznaczenia płci w dokumentach. Badania, zabiegi, nie są refundowane, nawet kiedy jest orzeczenie psychiatry i seksuologa? Jak mamy przyjaznego lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ), to część badań możemy zrobić na Narodowy Fundusz Zdrowia, ale większość i tak robi się prywatnie. Co do operacji... W przypadku osób trans męskich istnieje możliwość zrobienia zabiegu na NFZ. Trzeba mieć przedtem dane zmienione sądownie. Moje dzieci miały ginekomastię zrobioną w ramach ubezpieczenia. Ale zaznaczam: jest to możliwe dopiero po tranzycji prawnej. Na czym ona polega? Na sądownej zmianie danych osobowych. Żeby to uzyskać, trzeba pozwać do sądu swoich rodziców. Synowie złożyli-więc pozew przeciwko mnie za to, że źle określiłam ich tożsamość po narodzinach. Taki absurd. Nawet mając 50 LGBTQIAP+, CZYLI KTO? L- lesbijki, dziewczyny i kobiety homoseksualne, które kierują swoje pragnienia emocjonalne, seksualne i/lub romantyczne do innych kobiet. G-geje, chłopcy i mężczyźni homoseksualni, którzy kierują swoje pragnienia emocjonalne, seksualne i/lub romantyczne do innych mężczyzn. B - osoby biseksualne, które kierują swoje pragnienia emo-' cjonalne, seksualne i/lub romantyczne do osób więcej niż jednej płci. T - osoby transpłciowe, trans, których tożsamość płciowa/płeć odczuwana różni się od tej oznaczonej przy urodzeniu. Osoby transpłciowe mogą być binarne (transpłciowe kobiety, transpłciowi mężczyźni) lub niebinarne, a ich tożsamość płciowa może wykraczać poza kobiecą bądź męską. Q - osoby queer, niewpisujące się w żadną z powyżej opisanych kategorii bądź identyfikujące się z więcej niż jedną z nich. lat, musisz pozwać swoich rodziców. W naszym przypadku to nie był problem, ale jeśli rodzice nie akceptują swoich transpłciowych dzieci, to bywa bardzo ciężko. Nic a nic nie przeżywała pani tego sądu? Nie, chociaż to nie jest fajne, że postawiono nas niejako przeciwko sobie. Zadaniowo do tego podeszłam, z synami też rozmawiałam, żeby nie traktowali tego jako jakiejś porażki. Największym stresem dla mnie było to, że rozprawy obu synów nie mogły się odbyć jednocześnie. Przy bliźniętach zawsze z tyłu głowy mamy to, że są bardzo czułe na równe traktowanie. A w sądzie druga rozprawa odbyła się trzy tygodnie po pierwszej. Baliśmy się, że wyroki będą różne. Na szczęście termin rozpraw to jedyna komplikacja, bo oba wyroki zapadły na korzyść synów.To chyba jedyne sprawy w sądzie, gdy cieszymy się z przegranej. A możliwe są inne orzeczenia w tego typu sprawach? Tak, kiedy są rodzice niew-spierający i usiłują proces utrudniać. Było kilka wyroków, które były nie po myśli osób składających wniosek, ale po odwołaniach one wygrały. Tylko że ten czas, to odwlekanie, to narażanie osób transpłciowych na dłuższe cierpienie. A czym szybciej zmienią swoje dane, tym łatwiej będą mogły funkcjonować w społeczeństwie. I mają prawo o to wnioskować jeszcze przed tranzycją medyczną. Wróćmy to tranzycji społecznej. W waszym przypadku jaka była reakcja otoczenia na wieść o transpłciowości bliźniąt? Moi synowie najpierw się wyautowali przed swoimi najbliższymi przyjaciółmi. Później, gdy ja się dowiedziałam, powoli informowaliśmy 0 tym rodzinę. Byłam na początku przerażona, czy nas zaakceptują, ale akurat ja mam takie szczęście, że moja rodzina w pełni zaakceptowała moich chłopaków. W tym czasie dużo pomogły mi spotkania z innymi rodzicami, którzy już byli na wyższym poziomie doświadczenia. Przełomem dla mnie był kongres rodziców osób LGB-TQIAwŁodzi. Wyjeżdżając, poczułam, że nie muszę się bać, że nie będę się ukrywać. Miesiąc później pojechałam z synami na marsz równości do Warszawy, po czym w poście na Facebooku dokonałam rodzicielskiego coming outu. Napłynęło bardzo dużo pozytywnego feedbacku. Zdałam sobie sprawę, że nie muszę się ukrywać, że nie robię nic złego, że moje dzieci są normalne, zwyczajne. Pracujemy, płacimy podatki, mamy swoje marzenia o rodzinie, domu, miłości. Przestałam się ukrywać i to spowodowało też, że poczułam się wolna. Wcześniej się bałam, jak ktoś zareaguje, kiedy się dowie, że może nie będzie chciał z nami rozmawiać, źle nas potraktuje i tym podobne. Zauważyłam, że to się nie dzieje, bo w interne-cie, owszem, ludzie piszą różne rzeczy, ale face to face nie doświadczyłam ani razu żadnej transfobii. Chłopcy raczej też nie. Tylko że my mieszkamy w Szczecinie, w dużym mieście, to też jest inaczej. Jako osoba wspierająca mam w Polsce kilkoro dzieci, które nie mają wsparcia wśród rodziców. Śmieję się, że jestem ich mamą przybraną, mogą zadzwonić, wyżalić się. Spotykamy się czasem na różnych wydarzeniach. Są sami, bo rodzina się ich wyparła. Naprawdę nie jestem w stanie tego pojąć. Bo jak ma społeczeństwo zrozumieć sytuację osób transpłciowych, jeżeli rodzic nie jest w stanie zrozumieć. 1 dla przez siebie pojmowanego „dobra" własnego dziecka nie pozwala mu być sobą. I - osoby Interpłciowe - ludzie, których cechy fizyczne nie wpisują się w typowe medyczne lub społeczne definicje żeńskich i męskich ciał. Interpłciowość nie dotyczy ani orientacji seksualnej i romantycznej, ani tożsamości płciowej, ale tego, jak jest zbudowane i jak funkcjonuje ciało, i to na wielu poziomach - chromosomów, układu hormonalnego, wewnętrznych i zewnętrznych narządów płciowych. A - osoby aseksualne (w skrócie: „asy") - odczuwają obniżony pociąg seksualny lub nie odczuwają go wcale. Mogą angażować się w związki romantyczne i tworzyć szczęśliwe relacje. P - osoby panseksualne - mówi się, że „nie widzą płci". Są to osoby, które tworzą relacje (emocjonalne, seksualne i/lub romantyczne) z innymi niezależnie od płci i tożsamości seksualnej. O ile dla osób biseksualnych płeć odgrywa rolę w doborze osoby partnerskiej, o tyle w przypadku osób panseksualnych nie ma ona znaczenia. + - m.in. Allies (ang.), czyli osoby sojusznicze. Wsparcia udziela pani w ramach Stowarzyszenia My, Rodzice. To grupa otwarta? Działam kilkutorowo. Jestem członkinią Stowarzyszenia My, Rodzice. Mamy też zamkniętą grupę rodziców osób trans, osoby chcące dołączyć są weryfikowane przez rodzi-ców-edukatorów. Jestem jedną z takich osób. Chcemy być po prostu pewni, że rodzice są na grupie bezpieczni. Jest to grupa samopomocowa. Wymieniamy się informacjami dotyczącymi lekarzy i specjalistów, gdzie można wykonać operacje, a przede wszystkim wspieramy się wzajemnie. Rodzice tacy jak ja są również liderami lokalnymi, by zaopiekować się rodzicami (lub osobami trans) w regionie. A w pani rodzinie kryzysów nie było? Bo skoro pani jako matka była zawsze taka otwarta na to, co dzieje się z bliźniakami, to może udało się ich uniknąć? Mieliśmy kryzysy, nie dało się ich uniknąć. U mnie, jak już wspomniałam, na początku, kiedy pojawiło się przerażenie, że nie będę w stanie obronić moich dzieci przed światem. W miarę szybko się z tym uporałam. Chłopcy natomiast rozsypali się, kiedy rozpoczęli proces diagnozy w kierunku transpłciowości. Od dziecka, w przeciwieństwie do mnie, byli introwertyczni, raczej zamknięci w sobie, więc niedobrze znosili takie rozmowy. Był moment, że bałam się o ich życie. Jeden z moich synów czuł się tak źle, że przekonałam go do pobytu w szpitalu. Tam stanęli na wysokości zadania. Po trzech tygodniach syn wyszedł zupełnie odmieniony. Dużą „robotę" zrobiły hormony. Ich życie nabrało sensu i poczuli się szczęśliwi. Obecnie obaj żyją zupełnie inaczej, lepiej fiinkcjonują. Są bardziej otwarci, nie mają problemu, żeby coś załatwić, iść do urzędu itp. Kiedyś nawet zakupy w sklepach, które nie były samoobsługowe, były dla nich nie do przejścia. Osoby transpłciowe bardzo ciężko znoszą, gdy zwracamy się do nich zaimkami niezgodnymi z płcią odczuwaną. Patrząc w przeszłość, nie żal pani, że tak długo trwało, zanim pani i synowie poznali prawdę o sobie? Ja się cieszę, że mam wreszcie szczęśliwych synów. Trzech, bo bliźniacy mają młodszego brata. A że trochę to trwało... Kiedy rozmawiam z rodzicami transpłciowych nastolatków, to tłumaczę im, że mają szczęście, bo czym szybciej rozpoczną proces tranzycji, to ich dzieci będą miały łatwiej. Mniej traum, okaleczeń, myśli samobójczych. Niektóre odbierają sobie życie, bo nie potrafią poradzić sobie z dysforią lub brakiem akceptacji itransfobią. Cierpią bardzo, a jest szansa, żeby im tego oszczędzić. Czy czuję żal, że w naszym przypadku cały ten proces trwał tak długo? Nie, jestem taką osobą, że żyję tu i teraz. Staram się nie wracać do przeszłości, tylko jak najwięcej zrobić teraz, *żeby było fajnie. Jesteśmy szczęśliwą rodziną, w domu nie rozmawiamy 0 transpłciowości, zapominamy o tym, co było. Jestem dumną mamą trójki synów 1 tego się trzymam. Nie udałoby się to, gdyby nie inni rodzice, dlatego mam bardzo wielu przyjaciół wśród rodziców w całej Polsce. Nawzajem dajemy sobie siłę. A edukuję, bo wiem, że każda kolejna akceptująca osoba to lepsza przyszłość dla moich dzieci i innych osób trans. Zauważyłam, że rodzicom wierzy się bardziej. Pochłania to bardzo dużo mojego czasu wolnego, bo żeby edukować, to samemu trzeba się kształcić. Dlatego korzystam z wielu szkoleń i warsztatów, a nawet podjęłam studia pedagogiczne. Wciągnęłam się na maksa, bo to bardzo ważny temat społeczny. ©® 16 • TAK NAS WIDZI SZTUCZNA INTELIGENCJA Głos Dziennik Pomorza Piątek, 27.12.2024 Postanowienie noworoczne w Polsce. Uwaga! Tekst napisał Chat GPT Chat GPT Postanowienia noworoczne Każdy koniec roku niesie ze sobą refleksję nad minionymi miesiącami i nadzieję na nowy początek. W Polsce, jak i w wielu innych krajach, tradyqą stało się podejmowanie postanowień noworocznych. To symboliczny gest. który daje motywację do zmian i poprawy jakości życia. Ale czy rzeczywiście Polacy trzymają się swoich obietnic? Przyjrzyjmy się bliżej temu zjawisku. Najpopularniejsze postanowienia noworoczne Polaków Postanowienia noworoczne w Polsce często dotyczą zdrowia, rozwoju osobistego i relacji międzyludzkich. Oto najczęstsze z nich: 1. Zdrowszy styl życia - Regularne ćwiczenia, zmiana diety i rezygnacja z używek (np. alkoholu czy papierosów) to jedne z najczęściej wymienianych celów. 2. Poprawa sytuacji finanso-^ wej - Oszczędzanie pieniędzy, inwestowanie czy lepsze zarządzanie budżetem to kolejne popularne wyzwania. 3. Rozwój osobisty - Nauka nowych umiejętności, czytanie książek, rozwijanie pasji i podnoszenie kwalifikacji zawodowych również cieszą się dużym zainteresowaniem. 4. Lepsze relacje - Większa troska o rodzinę i przyjaciół, budowanie silniejszych więzi i lepsza komunikacja. 5. Podróże i odkrywanie świata - Wiele osób pragnie w nowym roku więcej podróżować i odkrywać nowe miejsca zarówno w Polsce, jak i za granicą. Dlaczego trudno jest dotrzymać postanowień? Choć podejmowanie postanowień jest inspirujące, ich realizacja nie zawsze jest łatwa. Badania wskazują, że większość osób rezygnuje z nich już po kilku tygodniach. Najczęstsze przyczyny to: • Brak jasno określonych celów Postanowienia typu „będę ćwiczyć" czy „będę oszczędzać" są zbyt ogólne. Konkretne cele, takie jak „chcę schudnąć 5 l